logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
182 online
51 009 171

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
10 bardzo ważnych bonusów z Twojego biegania

 

detal2

Niektórzy ludzie pytali mnie, dlaczego zapisałam się na maraton, chociaż nigdy nie biegłam więcej niż dziesięć kilometrów do kupy i do tego głównie na bieżni, a nie w terenie? Odpowiadałam im, że jedynym powodem dla którego zdecydowałam się pobiec maraton była ciekawość, jak to jest przebiec maraton. Ale o tym za chwilę.

Mimochodem wyleczyłam bieganiem silną nerwicę lękową, która objawiała się oprócz psychicznych ataków paniki, objawami fizycznymi nerwicy serca. Bardzo podobnymi do tych związanych z chorym sercem, chociaż moje nie było chore. Bo to moja psyche była chora.

Tymczasem całkiem przypadkowo wiele lat koszmarnego strachu zostało odcięte po czterech miesiącach biegania. Niestety z bieganiem jest tak, jak z większością specyfików wielkiej farmacji. Jesteś leczony gdy bierzesz leki, przestajesz brać, jesteś znowu chory.

Yyy …. tak.

Myślisz, że jesteś już mocny i świat nie jest w stanie Cię powalić, ani przede wszystkim osobisty sagan, a więc myślisz sobie krnąbrnie, żeby przestać biegać, bo już nie musisz. Nic bardziej mylnego. Musisz.

Bo po pewnym czasie powoli wracają niepokoje. Oczywiście nigdy nie decydowałam się sprawdzić czy do poziomu wyjściowego, bo od lat, najdłuższą przerwę w bieganiu miałam wymuszoną kontuzją i wynosiła trzy miesiące.

To oczywiste, że bieganie wzmacnia psychikę i daje poczucie szczęścia, więc nie konfabuluj sobie, że możesz przeleźć przez życie bez biegania, bo nie masz żadnej nerwicy. W tym lękowej. W rzeczywistości bieganie jest ponad chodzeniem.

Dziecko, które stawia pierwsze kroki staje na palcach i zaczyna biec, a nie iść. Bieganie jest naszą drugą naturą. Jest powrotem i najprostszym ratunkiem dla wszystkich, którzy są w stanie biegać.

Mędrzec Osho uważał, że bieganie jest medytacją ruchu, że jest dobrym rozwiązaniem dla człowieka zachodu, który nie potrafi medytować, a biegać potrafi każdy. Generalnie mam gdzieś sprawy duchowe, nie umiem z nich korzystać, więc dla mnie nie istnieją, ale mam rozum i ciało. A zarówno moja zryta psyche jak i cielsko łakną ukojenia. Zwykły kłus mi go daje.

Dawno temu, już pisałam o dziesięciu profitach z biegania, ale post schował się wśród setek innych, a dzisiaj na bazie tamtego powstał całkiem nowy. A więc koks.

Co daje bieganie?
10 profitów. Ważnych.

Jeden. Wyrazistość, skupienie, ostrość.

O co mi mniej więcej chodzi?
Bieganie wyostrza organizm i nie mam teraz na myśli mięśni. Skoro jesteś nastawiony na bieganie, starasz się dotrzymywać kroku przez siebie wyznaczonego, nie chcesz aby zabrakło ci powietrza i nie planujesz skurczów w nogach. Stale chcesz być pewny swoich zasobów biegaczych, w związku z tym okazuje się, że na każdym kroku zaczynasz ćwiczyć swoją ostrość. To skupienie twojego organizmu ćwiczone praktycznie każdego dnia sprawia, że stajesz się ostry. Bieganie jest jednym z najlepszych fokusowych wzmacniaczy z którymi możesz mieć w życiu do czynienia. Fakt, że twoje ciało jest coraz sprawniejsze i lepsze jest właśnie konsekwencją stale ostrzonego skupienia

Dwa. Dyscyplina

Uwierzcie, bieganie nie jest przereklamowane. To nie jest żadna Wielka Rzecz, że wychodzisz z łóżka, zakładasz buty, albo nie i idziesz biegać. Jednak fakt, że robisz to nieustannie, dzień po dniu staje się faktycznie Wielką Rzeczą. Gdyż potrzeba właśnie dyscypliny, żeby to robić.

Trzy. Świadomość

Nie możesz uruchomić autopilota. Musisz uważać gdzie wylądujesz z następnym krokiem. Podążasz pewną drogą, a jeżeli robisz to stale, dzień po dniu pewien rodzaj świadomości zaczyna się w tobie budować. Nie mam na myśli jakiegoś zmuszania się do tego, ale po prostu bycie obecnym robi się zsynchronizowane z bieganiem. I właśnie od tego dnia, kiedy na tym polu poczułam się pewniej, uruchomił się całkiem samoistnie właśnie taki rodzaj medytacji ruchowej o którym wspomina Osho, muwing medytejszyn i moje stany lękowe zaczęły słabnąć.

Cietyrje. Nieograniczona wolność

To już zalatuje oczywiście truizmem, ale będę kontynuować. Do biegania nie potrzebujesz wiele, albo nawet nic. Kłus nie wymaga wręcz żadnego sprzętu, byle jakie buty lub zgoła na bosaka i możesz to zrobić dosłownie wszędzie. Ulicami miast, ścieżkami górskimi, czy leśnymi duktami. Nawet na bieżni.

Piać. Poprawa metabolizmu

Bieganie mamy dosłownie we krwi. Tak jak napisałam wcześniej, dzieci zaczynają biegać na palcach, a nie chodzić pięta palce. Jeżeli porównasz bieganie do współczesnego stylu życia, to zobaczysz ogromną różnicę. Biegając jednocześnie tworzysz ze swojego organizmu niezawodną i o wiele zdrowszą biologicznie maszynę. Jesz owoce i warzywa, a potem perystaltyka Twoich jelit i szybkie trawienie sprawiają, że zaraz się wypróżniasz. Masz stale czyste kiszki.

Siks. Odchudzanie

To działa dwutorowo. Dużo biegasz, masz przyspieszony metabolizm i pozbywasz się szybciej tłuszczu. I drugi tor. Chcesz dużo biegać to czujesz, że musisz mniej ważyć i patrzysz z czego żyjesz. Czyli na to co jesz. Sprawdza się bardzo 811. Tak jest najprościej.

Sewen. Rozwiązywanie problemów

Podczas biegania masz dostęp do dużej części mózgu, która zwykle zajęta jest wykonywaniem innych czynności. Jeżeli masz biegać pół godziny, czy jedną, czy dwie zawsze pozwól umysłowi swobodnie wędrować. To niejakie odpuszczenie często prowadzi do niespodziewanych rozwiązań twoich problemów, w tym tych najbardziej irytujących. Moja głowa pracuje dla mnie mimochodem za każdym razem kiedy biegam.

Óśm. Zrozumienie, empatia, współczucie

Kiedy dajesz z siebie dużo na treningu, leje się z ciebie pot i czujesz, że jesteś bardzo wyczerpany, rodzi się w tobie rodzaj współczucia dla innych ludzi. Stajesz się bardziej otwarty, wyrozumiały i cierpliwy. Każdy się z czymś zmaga, każdy ma swoje wyzwania i każdy tak jak ty ma swoją linię mety. Wszyscy jesteśmy tak na prawdę w tym osamotnieni.

Djewjać. Równowaga emocjonalna

Gdybyś miał być przez dłuższy czas bardzo zły, albo wystraszony, albo kiedy byłbyś nawet w depresji, to zabrakłoby ci paliwa na bieganie. Jeżeli byś w tym siedział i grzebał, to bezwzględnie nie starczy ci paliwa na bieganie. Bowiem zużycie emocjonalne tego kalibru potrzebuje bardzo dużo paliwa. Brak energii jest podstawową blokadą wielu ludzi przed zmianami w swoim życiu.

A także wzbranianie się przed bieganiem jest przyczyną utraty energii, która poszła na coś innego. Jednak ty decydujesz się biegać wbrew temu wszystkiemu. Skądś, ni ewiadomo skąd wysupłujesz tę energię, która jest potrzebna do biegania. I te starania, powodują, że odbierasz energię niezbędną do martwienia się, depresji i stanów lękowych i przekazujesz ją bieganiu.

I wtedy następuje swoista równowaga. Bowiem dzięki bieganiu będziesz mógł zawsze zobaczyć swoje problemy z pewnej perspektywy i często zrezygnujesz z wyciągania pochopnych wniosków, aby wejść w oświecenie.

Bieganie zawsze daje równowagę.

No i djesjać. Długoterminowe planowanie

Tę korzyść zostawiłam na sam koniec, bo przychodzi dopiero po pewnym okresie biegania. Kiedy nieśmiało zaczynamy o sobie myśleć. Tak, chyba jestem biegaczem. Jeżeli dużo biegasz musi przyjść ci w końcu do głowy pomysł, żeby się zmierzyć w jakimś biegu. Zwykle zaczynasz marzyć o swoim pierwszym w życiu maratonie, czy też półmaratonie.

To jest wielkie wyzwanie dla biegacza amatora i chcąc nie chcąc musisz zacząć planowanie z wyprzedzeniem, aby się do tego przygotować. Stajesz się cierpliwy i metodyczny, co nawet ciebie samego dziwi, gdyż już samo szkolenie do takiego wydarzenia może trwać parę miesięcy.

Niektórzy ludzie pytali mnie, dlaczego zapisałam się na maraton, chociaż nigdy nie biegłam więcej niż dziesięć i pół kilometra na raz ( trzy okrążenia krakowskich błoń) i do tego przede wszystkim biegałam na bieżni, a nie w terenie. I stukali się w głowę. Odpowiadałam im, że jedynym powodem dla którego zdecydowałam się pobiec maraton była ciekawość, jak to jest przebiec maraton.

Kiedy wyobrazicie sobie idealnie kulistą postać, która przyszła, a może wtoczyła się do klubu fitness i ledwo szła na bieżni, niezgrabną, ciężką i nieskoordynowaną ruchowo pepsi eliotkę, w sensie ścisłym zaprzeczenie skupienia i ostrości. To zrozumiecie, że moim największym problemem była szybkość, a dokładniej jej brak.

Jakby kiedykolwiek przyszła Ci ochota na przebiegnięcie maratonu, musisz sobie uświadomić, że masz na to (w Polsce) maksymalnie pięć i pół godziny. Gdyż maruderzy, którzy nawet dotrą do mety poza tym czasem i tak nie będą sklasyfikowani.

Jeżeli nie będziesz umiał osiągnąć jako takiej szybkości, nie ma co nawet myśleć o maratonie. Swego czasu, przychodziłam na paczkę, nastawiałam na bieżni czas 50 minut i po prostu biegłam ile się w tym czasie pobiegło i nie było znaczącego progresu.

Postępy zaczęły się dopiero wtedy, kiedy zmieniłam metodę i zainaugurowałam nastawianie na bieżni 10 kilometrów, czyli dystans, a nie czas.
Sama z siebie zaczęłam szybciej biegać, chcąc po prostu skrócić trening.
Tak działa mój organizm we wszystkim. Jak najszybciej wykonaj zadanie i zacznij wreszcie odpoczywać!

Mniej więcej po dwóch latach biegania, mnie to zajęło, aż tyle czasu, gdyż na prawdę materiał początkowy był beznadziejny, postanowiłam przymierzyć się do maratonu. Kupiłam odpowiednią prasę o bieganiu i przeczytałam jedno zdanie, które wlazło mi natychmiast do świadomości.
Wystarczy jak biegasz 50 kilometrów tygodniowo, to masz wszelkie parametry spełnione, żeby przebiec maraton. Nikt nie wspominał, że to ma nie być bieżnia.

Biegałam wtedy zwykle tydzień w tydzień 50 kilometrów, w tym kilka razy w plenerach, a resztę na bieżni. W końcu pobiegłam i przebiegłam maraton w czasie czterech i pół godziny. Dla innych biegaczy, to jakiś marginalny wynik. Wynik kiszka. A dla mnie osobiście to niesamowity wyczyn.

Tocząca się kula, człowiek bania, niezgrabny i koślawy, wuefowe popychadło przebiegło czterdzieści dwa kilometry, bo się w końcu za siebie na poważnie zabrało.

Jeżeli ktoś chciałby zapytać mnie o zdanie, to powiedziałabym – Chcesz pobiec maraton?

Wcześniej poznaj samego siebie, upewnij się, że masz zdrowe serce, pobiegaj sporo z pulsometrem i przejdź na dietę 811. A potem, kiedy już się zdecydujesz i staniesz na starcie z setkami/tysiącami innych ludzi, podobnych do Ciebie, poczuj tę niesamowitą moc, ale nie próbuj niczego sobie na siłę udowodnić. I jednak nie patrz na innych.

Jeżeli nie możesz przez chwilę biec po prostu idź, podejmij decyzję, że będziesz szedł, ale nie kończ maratonu tylko dlatego, że chwilowo nie możesz biec. Nie porównuj się z innymi, bo to jest Twój maraton i Twoja sprawa. Zachowaj spokój i nie przerywaj.

Obecnie biegam dużo więcej w terenie, biegam w lesie, a w górach choć się tylko ledwo wspinam podrygując, udaję, że biegnę. Zdarza mi się bez powodu biec parę godzin, ale nie zapisuję się na żadne biegi.

Po prostu biegam, bo muszę.

Ale właśnie po tym, jak ma się już za sobą maraton przychodzi jedna z najpiękniejszych myśli o tym biegu wyzwaniu.

To już nie jest coś niezwykłego, to jest po prostu to, co zrobiłeś.

Pa Państwu
Peps

 

(Visited 2 600 times, 1 visits today)

Powiązane artykuły

  1. Małgosia 17 kwietnia 2014 o 12:10

    Pepsi bardzo inspirujesz. Biegam w miarę regularnie od jakichś 4-5 lat – dłuższe lub krótsze dystanse – 5 razy w tygodniu nie mniej niż 8 km ale nie więcej niż 15. Od roku jestem bardzo w tym regularna chociaż wydawało mi się, że na maraton to jestem za cienka w piętach jeszcze. 8-kę przebiegam z czasem 45 minut, czasem nawet mniej, więc chyba gdyby mocy wystarczyło i nie zdechłabym gdzieś po drodze to pewnie udałoby się zaliczyć maraton. Codziennie podczas biegów wizualizuję, że biegam ten maraton i nawet wygrywam 😉 właściwie to wygrywam go codziennie w mojej głowie 🙂 Chyba popatrzę gdzie mogłabym pobić się trochę sama z sobą, w moim mieście na pewno jest sporo takich imprez tylko trzeba w końcu ruszyć własną dupę w tym kierunku bo marzenia to trzeba realizować.

    1. pepsieliot 17 kwietnia 2014 o 18:05

      Małgosiu myślę, że możesz się zmierzyć z maratonem bez obaw, a to co poczujesz na końcu, kiedy przetniesz metę będzie z niczym nieporównywalne. Poczucie wygranej. O wiele przyjemniejsze uczucie niż tych, którzy już biegają kolejne maratony i im coś nie wyjdzie wydolnościowo, albo dostaną na trasie skurczu

  2. Magdika 17 kwietnia 2014 o 13:17

    Pepsi a ile ważyła i mierzyła kuleczka, tak z ciekawości pytam, bo zastanawia mnie to określenie idealnie kulista postać.

    1. pepsieliot 17 kwietnia 2014 o 18:06

      Magdika spaślak to był! 😀

  3. Monika 17 kwietnia 2014 o 13:27

    trudno się nie zgodzić:-) Maraton jeszcze przede mną (całkiem niedawno zrobiłam połówkę i wow!) ale motywacje mam podobną, zobaczyć jak to jest jak się biegnie 4-5h, bo już 2h robią wrażenie. A poza tym ile zakamarków w sobie człowiek odkrywa po drodze …
    jestem zapisana na kilka kolejnych startów i już się nie mogę ich doczekać:-)

    1. pepsieliot 17 kwietnia 2014 o 18:07

      Moniko trzymam kciuczki !!!

  4. Edyta 17 kwietnia 2014 o 13:44

    Ja nie moge biegac ze wzgledow zdrowotnych, ale gdybym mogla to tez nie wiem czy bym biegala. Bardzo boje sie kontuzji. Chyba nie znam zadnej osoby uprawiajacej sport w miare intensywnie, ktora nie miala by kontuzji. Wziawszy to pod uwage, raczej nie zgadzam sie z teza, ze bieganie jest naturalne; gdyby bylo naturalne, nie niosloby zagrozen wypadkow. Pol biedy, jesli to jest skrecenie kostki. Ale moze byc gorzej- na pewno znasz przypadek, bo byl naglosniony, Piotra Sznury, ktory na skutek urazu (a jak donosza byl wysportowany), zerwanie miesnia, zator, obecnie zespol zamkniecia (calkowity paraliz, moze tylko poruszac galkami ocznymi).
    Bieganie jest moze naturalne dla dzieci, tak jak upadanie podczas nauki chodzenia jest naturalne; dziecku od 100 upadkow nie stanie sie krzywda, a doroslemu od jednego upadku moze sie zlamac miednica albo kosc udowa a od tych wypadkow niewielki dystans do zaawansowanego kalectwa, a czasem nawet do grobu.
    Czesto tworzysz analogie do swiata zwierzat- czy jest jakies zwierze, ktore biega na dwoch lapach, w pozycji wyprostowanej?

    1. Małgosia 17 kwietnia 2014 o 14:39

      Mój przyjaciel leżał po poważnym wypadku na intensywnej terapii, miał 30% szans na przeżycie a razem z nim w jeszcze gorszym stanie leżał chłopak, który idąc ulicą potknął się i przewrócił uderzając w głowę – był w gorszym stanie niż mój przyjaciel. Jaki z tego wniosek? – Możesz myjąc okno spaść z drabinki czy stołka i zwyczajnie zakończyć żywot, idąc chodnikiem na spacer jakiś wariat może w Ciebie wjechać autem, rowerem i efekt może być podobny, niosąc garnek z zupą można się nią oblać i poparzyć całe ciało, etc. Idąc przez życie w ciągłym strachu by czegoś nie zrobić bo a nóż coś się stanie to przecież nie jest żadne życie. Zapomnij o strachu, utrzymuj go tylko w takiej ilości by był Ci potrzebny do uniknięcia prawdziwych zagrożeń ale nie pozwól by panował nad Tobą. Trzeba patrzeć na pozytywne strony sportu bo wyzwala takie endorfiny o czym nie ma pojęcia człowiek, który na sport patrzy tylko w TV. Ile osób biegających nabawia się kontuzji kończącej się paraliżem? No chyba to jest jakiś jeden odizolowany przypadek na miliony biegających. Jak nie możesz biegać to można pływać – to jest wspaniały sport i mniej się zdarza kontuzji. Chyba, że nie chcesz uprawiać żadnego sportu to już Twoja decyzja ale naprawdę nie wiesz co tracisz.

      1. Edyta 17 kwietnia 2014 o 14:55

        „Jaki z tego wniosek? – Możesz myjąc okno spaść z drabinki czy stołka i zwyczajnie zakończyć żywot, idąc chodnikiem na spacer jakiś wariat może w Ciebie wjechać autem, rowerem i efekt może być podobny, niosąc garnek z zupą można się nią oblać i poparzyć całe ciało, etc”

        Z calym szacunkiem, ale zawsze mnie rozwala ta argumetacja. „Mozesz isc chodnikiem cegla Ci na glowe spadnie i umrzesz. ” No i co z tego? Czy to, ze jest ryzyko zakonczenia zywotu z powodu codziennych czynnosci eliminuje lub chocby zmniejsza ryzyko wypadku podczas innych zdarzen? Bo jesli nie, to co ma, za przeproszeniem, piernik do wiatraka? w ten sposob mozna usprawiedliwic nawet skok na bungee na za dlugiej linie- no bo w sumie, czemu nie sprobowac skakac na niedopasowanej linie, co z tego ze jest ryzyko zgonu, przeciez mozna zginac od cegly z dachu wiec wsio rawno.

        Plywanie, inna rzecz. Tu sie nie czepiam. Podobnie jak wszystkie inne umiarkowane dyscypliny, ktore nie maja a priori wpisanej kontuzji w swoj tryb. Bieganie jest kontuzyjne, podobnie jak balet czy dyscypliny cyrkowe.

        1. Małgosia 17 kwietnia 2014 o 15:19

          Może inaczej: jeśli robisz coś dla przyjemności a nie wyczynowo to masz małe ryzyko kontuzji, jak przy każdej jednej czynności życiowej. Sport wyczynowy często zdrowy taki nie jest bo wyniszcza ciało i naraża na kontuzje ale jeśli robisz to na tyle, na ile Ci ciało pozwala to ryzyko jest naprawdę niewielkie. Pozytywne strony uprawiania sportu dla zdrowia znacząco przeważają mogące się pojawić negatywy w postaci kontuzji.

          1. Edyta 17 kwietnia 2014 o 15:52

            Tu pelna zgoda.
            Pytanie zachodzi: a gdzie jest ta granica? Bo wielu biegajacych „dla przyjemnosci” ma obsesje czy nawet fisia na tym punkcie (sorry Pepsi to nie do Ciebie). Bo jak inaczej nazwac upajanie sie pecherzami na stopach, albo orgazm (jesli wierzyc ralacjom) na mysl o tym, ze zmecze sie i wyciencze tak, zeby mi bylo ciemno przed oczami?
            Zmierzam do tego, ze ja tego nie kupuje. Nie kupuje tezy, ze uprawianie jakiejkolwiek dyscypliny w stopniu i wolumenie, ktory implikuje uszczerbek na zdrowiu, jest, jak to tu zostalo nazwane, naturalne. To jest antylogia, ze sie tak posluze ulubionym powiedzeniem Pepsi.

    2. pepsieliot 17 kwietnia 2014 o 18:10

      Tak Edyto znam, człowiek! Nie masz pojęcia co tracisz, ale obrałaś słuszną postawę, lubię to co mogę robić 😀 tak trzymać. A na marginesie, kontuzje można mieć od wszystkiego, a najbardziej prawdopodobne, że od jedzenia.

    3. pepsieliot 17 kwietnia 2014 o 20:09

      I jeszcze jedno Edyto, bardzo piękny cytat można przytoczyć z książki Urodzeni biegacze, a dotyczył on publikacji naukowych z których wynikało, że ze względu na bieganie w pionie człowiekowi urósł mózg, aby dociążyć sylwetkę do biegania, a także dlatego, że polując przez … zagonienie, tak Edyto człowiek może zagonić nawet duże dzikie i szybkie zwierzę, a więc zagonienie zwierzęcia wymagało antycypacji, wybiegania do przodu myślami, co wpływało na rozrost mózgu. Człowiek to biegacz, a kontuzje przy bieganiu to pestka w porównaniu od kontuzji w innych dziedzinach życia. Tak jak wspomniałam, w jedzeniu, seksie, czy nawet spaniu, dajmy na to noworodków.

      1. Edyta 17 kwietnia 2014 o 20:31

        Pepsiku, ale przeciez wiesz, ze ja ufam Bibli a nie ewolucjonistom i teorie, jakoby czlowiekowi mozg rosl od biegania mam za nic. JA nie mowie, ze czlowiek nie moze biegac, no przeciez wiem ze moze (hihi), ja sie sprzeciwiam teorii jakoby bieganie, albo szerzej, wysilek fizyczny , ktory nieuchronnie wczesniej czy pozniej prowadzi do kontuzji, by czyms naturalnym. ( chodzi o ilosc, intensywnosc, czas, itp) Pepsi, no przeciez to jest bez sensu. Gdyby tak bylo, to rowniez jedzenie, a dokladniej obzarstwo prowadzace do otylosci, rowniez – prawem konsekwencji- musielibysmy oznac za stan naturalny. I wiele innych.
        Ogromnie Ci gratuluje i ciesze sie razem z Toba, ze bieganie daje Ci takiego powera, ale z reka na sercu, naprawde z reka na sercu- jak beda wygladaly Twoje stawy i Twoj kregoslup po (ile masz lat??) 30 latach intensywnego biegania, a 10 kilosow dziennie to jest moim zdaniem intens. Nawet zakladajac ze nigdy nie postawisz stopy tak nieszczesliwie, ze skonczy sie operacja kolana, jak to mialo miejsce w wypadku mojego znajomego.
        ?
        Jak sie domyslasz, preferuje bezpieczny sport (i bezpieczny seks hihi)

        1. Summer Breeze 17 kwietnia 2014 o 23:26

          Edytko jest dokładnie na odwrót. Ruch, w tym bieganie wzmacnia cały aparat ruchu łącznie z kręgosłupem. I straszne bzdury wypisujesz. Nie chce Ci się dupy ruszyć i dlatego okłamujesz samą siebie. Ruch przeciwdziała rakowi, chorobom serca, osteoporozie. Wzmaga procesy autofagii, do tego powstają nowe naczynia włosowate i połączenia nerwowe, endorfiny, poprawia ciśnienie i tętno. I to o czym pisze Eliotka. Potrafi zmieniać życie na płaszczyźnie emocjonalnej i to w różny sposób, bo ja to odczuwam w zupełny inny sposób, powiedziałbym przez pryzmat testosteronu, proferując inny rodzaj wysiłku. A to można wybrać sobie wg potrzeb, upodobań itp.

          1. Edyta 18 kwietnia 2014 o 09:33

            „Nie chce Ci się dupy ruszyć i dlatego okłamujesz samą siebie. ”

            Przeciez napisalam, ze bieganie ze wzgledow zdrowotnych jest dla mnie nieosiagalne. JAk i wiele innych dziedzin. Jestem bardzo chora. Dlatego Twoj komentarz o lenistwie i niechceniu ruszenia DUPY uwazam za bardzo niegrzeczny i nietaktowny. Pa.

      2. Łysica 17 kwietnia 2014 o 23:27

        Masz na myśli Indian-Tarahumara?
        http://pl.m.wikipedia.org/wiki/Polowanie_uporczywe

        1. pepsieliot 18 kwietnia 2014 o 08:41

          Łysico dokładnie to, i staram się biegać jak Tarahumara 🙂

  5. Zuzia 17 kwietnia 2014 o 14:34

    ja się wzruszyłam, so true!!

    1. pepsieliot 17 kwietnia 2014 o 18:17

      Zuziu kissss

  6. Kasia 17 kwietnia 2014 o 15:23

    2 lata biegam, i w niedziele przebiegłam mój pierwszy raz maraton w Warszawie – Orlen Warsaw Marathon z czasem 3 godz. 55 min. Naprawdę wspaniale. Od niedzieli dopiero żyję !!!
    Więc biegajcie i mierzcie się ze swoimi marzeniami !!!! Wierzę w WAs !!!! 🙂

    1. pepsieliot 17 kwietnia 2014 o 18:15

      Kasia gratulacje !!!

  7. Gabi Orchita 17 kwietnia 2014 o 16:02

    Cóż to za przypadek, że dziś wstałam o 6stej i poszłam biegać przed praca. Energii i wiary w siebie enough na cały dzień:))
    Dzięki za posta w temacie, w którym czuję się jak ślepiec choć kilka lat temu biegałam nieudolnie.
    Pa Peps

    1. pepsieliot 17 kwietnia 2014 o 20:00

      Gabi, Maszka jestem z Wami laseczki

  8. maszka 17 kwietnia 2014 o 19:08

    W ubiegłym roku zaczęłam wstępnie biegać, ale dopiero od marca tego roku robię to regularnie. Pokonałam problem typu kolka, wreszcie mogę czerpać z tego przyjemność. Rozkręcam się coraz bardziej. Dziś potrafię przebiec godzinę, chociaż na początku umierałam po 5 minutach. Maraton na razie poza moim zasięgiem, ale kto wie co będzie za rok, dwa.

  9. sylwana 17 kwietnia 2014 o 19:53

    bieganie to jedyny czas kiedy moge byc sam na sam z moimi myslami, nie ma zaklocen, i wszystko rozwiazuje sie jak za dotknieciem czarodziejskiej rozdzki, kazda minuta jest droga, chlone slonce, wiatr, deszcz, zapach, pola, lasy

    1. pepsieliot 17 kwietnia 2014 o 20:01

      Sylwana ba …

    2. ewa 17 kwietnia 2014 o 20:14

      gdybym biegała ze swymi myślami,zabiłby mnie…

  10. rawbbit 17 kwietnia 2014 o 21:58

    Pepsi, jaką miałaś kontuzję? bo ja mam skrzypiącego achillesa. Męczę się z tym już nawet nie wiem ile – ze dwa miesiące być może. Jakaś masakra. Bez przerwy przykładam sobie lód i jakoś może nawet jest lepiej. Już nawet nie chodzi o bieganie. Ja lubię biegać, ale to co kocham to jazda na rowerze. Jezu jak ja kocham rower. Mogę cały dzień spędzić na rowerze. Ale wracając do biegania, to pewnie czeka mnie jeszcze długa przerwa. Niestety ostatnio przesadziłam chyba z treningami. No i achilles poszedł na urlop… A ja bez porządnych aerobów to psychicznie siadam.

  11. pepsieliot 17 kwietnia 2014 o 22:17

    Ja przez bieganie to nie miałam poważnych kontuzji, trochę miałam kłopot ze śródstopiem kiedy zmieniłam dwa lata temu styl biegania na naturalny, czyli przestałam biegać pięta-palce, tylko zaczęłam jak dziecko na palcach i oczywiście przesiadłam się na płaskie buty, czyli bez tych biegaczych koturn bajerów, ale to trwało krótko jakieś 2 tygodnie. Natomiast miałam wypadek samochodowy i chodziłam w kołnierzu i miałam zakaz podskakiwania

    1. rawbbit 17 kwietnia 2014 o 22:42

      rozumiem. bieganie pięta-palce to mi np. chyba rozwaliło kolano. a byłam absolutnie, święcie przekonana, że tak właśnie powinno się biegać. nawet jeden bardzo dobry fizjoterapeuta powiedział, że własnie tak się biegać powinno (szczególnie na biezni, której był wielkim przeciwnikiem). natomiast jak zaczęłam biegać naturalnie (nawet czasem boso) to problem zupełnie znikł. musze przyznać, że byłam w szoku, bo sądziłam, że to kolano już zupełnie przekreślło moje szanse na bieganie.
      może Ciebie i innych biegających naturalnie (i w kierunku do biegania boso) to zainteresuje: http://www.youtube.com/watch?v=jRdYlSgkBAY – to jest instrukcja jak zrobić takie sandały jak z urodzonych biegaczy. przymierzam się do tego. muszę tylko zdobyć odpowiednią podeszwę.

  12. ann 17 kwietnia 2014 o 23:14

    Tak bym chciała biegać ale boję się, że schludne od tego:(

    1. Summer Breeze 18 kwietnia 2014 o 12:31

      Już teraz wyglądasz całkiem schludnie.

  13. pepsieliot 18 kwietnia 2014 o 13:03

    Edyto przepraszam Cię za niesprawiedliwą uwagę Summera, ale zapewne niedokładnie przeczytał Twój pierwszy koment. Mam na dzieję, że nie obrazisz się na bloga, a Summer, na pewno Cię przeprosi. Sciskam Cię i życzę masę zdrowia, kissssssssssss

    1. Edyta 19 kwietnia 2014 o 08:11

      Pepsiku nie obrazam sie na bloga, no cos Ty, a co do zdrowia to pracuje nad tym zeby powrocilo, Twoj blog mi w tym pomaga, sciskam mocno

  14. klepsydra 18 kwietnia 2014 o 17:20

    Wielka prawda, że aby zmieniać, należy mieć energię. Pamiętam jak z wielkim trudem zwlekałam się z łóżka po 10 h spania, nic nie pomagało, dopóki najpierw nie podbudowałam się psychicznie, a potem nie zamieniłam zdechłego śniadania na żywe.
    A to, że coś jest „naturalne” wcale nie oznacza, że roztacza nad nami jakiś anielski klosz. W koszt wszystkiego wliczone są szkody! Chociaż i tak nie jestem pewna, czy aby nie za często szukamy winnych poza sobą, czy przyczyną tego wszystkiego nie jest nasze pośrednie lub bezpośrednie działanie, coś, co po czasie wychodzi na wierzch. Niektórzy potrafią odnieść kontuzję idąc gładką jezdnią, a super naturalna sprawa jaką jest ‚życie’, prowadzi nas nieuniknionej śmierci i już rzadko kiedy „naturalnej”, więc może tak spojrzeć bardziej krytycznie na ten wiecznie niedomagający twór jakim jest człowiek i jego własne działania. A najlepiej nie kategoryzować, a po prostu robić co się lubi, pamiętać, że zawsze można skończyć z guzem i nie bać się tego, bo to najgorsze, co można sobie zrobić.
    Ja biegam, gdy się zmuszę ; )

  15. pepsieliot 19 kwietnia 2014 o 08:45

    Aga po co? 🙂

    1. pepsieliot 19 kwietnia 2014 o 17:05

      Łysico mów w swoim imieniu, osobiście często robię klabing i co ma do tego wiek

      1. pepsieliot 20 kwietnia 2014 o 06:46

        Łysico właśnie mylisz się, piszę rap, śpiewam rap i bywam głównie na takich imprach, o czym Ty w ogóle piszesz, nie znasz mnie 🙂

      2. Łysica 20 kwietnia 2014 o 19:39

        Dobra już dobra „biała raperko”, nie interesuje mnie ile masz lat, ani gdzie sobie brykasz na imprezy.
        Lodziarz z dedykacją dla Ciebie!
        [youtube https://www.youtube.com/watch?v=rog8ou-ZepE&w=420&h=315%5D

  16. Migotka 19 kwietnia 2014 o 17:56

    Pepsi na nerwicę serca coś oprócz biegania jest jeszcze dobre? Tzn jakieś zioła, jedzenie?
    Mąż to ma i bardzo się boję o niego:(

    1. pepsieliot 19 kwietnia 2014 o 18:02

      Migotko dieta roślinna i oddychanie. Należy uspokoić serce, nawet łapiąc się za piersi i wychodząc na dwór, o ile jest chłodniej niż w środku. W zimie otworzyć okno i w oknie zacząć oddechy. Wdychamy nosem głęboko przeponowo licząc nie za szybko do 5, potem licząc do pięciu przetrzymujemy powietrze i powoli liczać do 5 wydychamy. Oddech bardzo pomaga przy nerwicy serca. Dotleniasz serce i uspokajasz. Można zjeść liść świeżej mięty i łątwiej się będzie oddychać. Ale długoterminowo pomaga wysiłek fizyczny właśnie bieganie.

      1. Migotka 20 kwietnia 2014 o 05:56

        Dziękuje za odpowiedz 🙂
        Wesołych Świąt!

  17. Łysica 21 kwietnia 2014 o 22:21

    Jak już kasujesz moje wpisy, to swoje może też wykasuj? Bo wygląda to jak wyrwane z kontekstu.

    1. pepsieliot 22 kwietnia 2014 o 09:41

      dobra Łysico 🙂

  18. SportOS.pl 22 kwietnia 2014 o 21:47

    Gratulujemy zmotywowania się do biegania. To na prawdę może pozytywnie wpłynąć na wiele aspektów życia, oprócz tak oczywistych jak poprawa zdrowia. Samodyscyplina jest tutaj ważna, tak samo jak wyrobienie sobie nawyku. Od biegania można się też uzależnić, ale więcej w tym zalet niż wad 🙂

    1. pepsieliot 23 kwietnia 2014 o 08:47

      SportOS THX 🙂

  19. asdas 24 kwietnia 2014 o 15:16

    oj oj

  20. Kasia Poni 12 maja 2014 o 22:21

    Jak zmienilam diete na zdrowa i zaczelo Mi przybywac energii, zaczelam biegac w wieku 49 lat,poczatki byly trudne zaczynalam od 1km/10min a po roku 4 razy w tyg.7/12km zalezy od przemeczenia.Sport w Moim zyciu jest na 1 miejscu,opròcz biegania to w tyg.sa yoga,zumba,taniec,rower….Moim marzeniem jest przebiec 1 półmaraton 2 maraton

    1. pepsieliot 13 maja 2014 o 09:42

      Kasiu to mi się podoba, biegać można w każdym wieku i w każdym można zacząć. Tylko żeby się zechciało. Serdecznie Cię ściskam i jesteś dla mnie wzorem 🙂

  21. Królik 23 marca 2015 o 16:36

    Wow, to chyba jesten z najbardziej motywujących tekstów jakie czytałam, mnie ostatnio zaczyna chodzić po głowie jakiś półmaraton, może na jesień by się udało… tylko jednego obawiam się nawet bardziej niż zawału w połowie trasy – tłumów. Bo ja nienawidze jak wielu ludzi jest stłoczonych w jendym miejscu. Z tego powodu nie cierpie komunikacji miejskiej w godzinach szczytu, centrów handlowych, itp. i jak pomyślę, że mam biec mój życiowy dystans w otoczeniu setek innych ludzi to mnie od razu ciarki przechodzą, jeśli ktoś tu jeszcze zajrzy to eee… wam to nie przeszkadza? 😀

    1. pepsieliot 23 marca 2015 o 18:02

      Króliku, tłum jest tylko przez chwilkę,a zaraz potem się rozładowuje,

  22. cyria 17 stycznia 2016 o 14:17

    No musze choc kilka slow napisac :)))) odkrylam Twoj blog pare dni temu i juz sie uzaleznilam:))))) Gdyby kiedykolwiek cos Cie uderzylo w lepetynke i chcialabyc zrezygnowac ____ Nie rob tego!!!!!!!!!! Tresc, styl i dobry przekaz to cos czego jak najwiecej nam potrzeba!!!!!!zdrowka, energii i szczescia zycze!!!!!!!!

    1. pepsieliot 17 stycznia 2016 o 14:34

      Cyrio dzięki takim komentom chce mi się jeszcze bardziej to robić, ściskam & dzięki !

  23. Małgorzata 14 października 2016 o 11:19

    Witam,
    Nie wiem w sumie gdzie zadać to pytanie, ale tutaj to trochę pasuje. Chcę zakupić bieżnię – do użytku mojego-zupełnie początkujący biegacz, dużo chodzę, ale nie biegam oraz do użytku męża – biega ok 10-15km, 2-3 razy w tygodniu ale rekreacyjnie a nie wyczynowo. Przewertowałam juz chyba setki stron na temat bieżni i nic mi to nie pomogło, Byłabym wdzięczna za jakąkolwiek rekomendecję lub wskazówki – zawsze łatwiej gdy wypowiada się osoba użytkująca bieżnie 🙂

    1. pepsieliot 14 października 2016 o 17:23

      do domu dobry będzie kettler, bo techno GYM to ogromna kobyła do klubu

  24. Małgorzata 14 października 2016 o 23:09

    Bardzo dziękuję za radę – tych Kettlerów też kilka rodzajów jest. Oboje jesteśmy dość wysocy – mąż 187 więc podejrzewam, że trzeba patrzeć na jak największą długość bieżni? Za w miarę przyzwoite pieniądze znalazłam używaną KETTLER AXOS RUNNER – nada się? 🙂 Trochę średnio mnie stać na wydanie 5tyś na nową

    1. pepsieliot 15 października 2016 o 09:20

      nie kupowałabym używanej bieżni nigdy, odczekaj, biegaj na polu, uskładaj więcej kasy z tym przeznaczeniem, ale kup nową

  25. Małgorzata 15 października 2016 o 09:49

    To niestety nierealne – za duży wydatek. Nie zacznę też biegać na zewnątrz, przerabiałam to I nie ma szans a mąż potrzebuje właśnie czegoś do biegania w domu kiedy z jakichś powodów nie może biegać na zewnątrz. Trochę mnie zmartwiłaś, że używane bieżnie sięnie nadają – jakiś konkretny powód? Samochody przecież kupujemy używane 😉

    1. pepsieliot 15 października 2016 o 11:37

      z używaną bieżnią może być kłopot, nie będzie biegania, będzie częste oczekiwanie na kogoś z serwisu, pytasz o moją opinię?, więc mówię Ci to co wiem. Orbitek to co innego, rowerek stacjonarny tez, ale nie bieżnia. Ona wymaga regularnej konserwacji, a ludzie tego nie robią.

  26. Małgorzata 15 października 2016 o 19:12

    Spoko, rozumiem – jak pisałam zielona jestem jeśli chodzi o sprzęt typu bieżnia więc z tą konserwacją nie wiedziałam. Człowiek się uczy całe życie 🙂

Dodaj komentarz

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się

  • Leczenie dobrą dietą

  • Najnowsze komentarze