logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
258 online
54 243 587

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • 10 walnięć w pysk etykiety

    Ludzie Hejka,
    Dziesięć moich osobistych wnerw ściśle powiązanych z brakiem etykiety i netykiety, przy stole i w kosmosie.
    Przemoc i presja na savoir-vivre.
    Uwaga, kolejność całkowicie przypadkowa.

    1 – Dziecko Neostrady
    Osoba, która myli pojęcia i nie widzi różnicy pomiędzy skrzyknięciem na feju ludzi za friko do pomocy w przeniesieniu kredensu od babci, a zrobieniu dostawy do jej sklepu. Która uważa, że jej biznes, służący do zarabiania pieniędzy może być obsługiwany przy pomocy osobistych przyjaciół za darmo. Taką postawę przyrównuję do rzeczonego Dziecka Neostrady. Kiedy Telekomunikacja Polska wprowadziła usługę szerokopasmowego dostępu do internetu czyli Neostradę akurat. Łącza były masowo instalowane jako prezent od rodziców z okazji komunii, urodzin, czy też przejścia do następnej klasy. Młode osoby, które rozpoczynały korzystanie z sieci często podobnie się zachowywały, czyli netykieta była im obca. Chciały, żeby za nich rozwiązywać prace domowe i nie respektowały wymogu regulaminu, za co traciły dostęp do danego forum czy nawet łącza.
    Etykieta jest jedna. Przyjaciel na privie pomaga za darmo, przyjaciel w biznesie ma być opłacony. Nic osobistego, to są pieniądze.

    2- Hydraulik esteta i krytyk sztuki
    Cieknie ci coś, woda po ścianie dajmy na to, podłoga się wybrzusza, więc w nerwach wzywasz ekipę. Kolegium zabiera się do pracy, ale naczelny hydraulik prosi cię, abyś przerwał swoje zajęcie, bo chce zamienić kilka słów. Okazuje się, że to co masz zamontowane w łazience, a także umeblowanie, na co mimochodem rzucił okiem rezolutny kanalizator, nie jest wprawdzie makabryczne, chociaż instalacje są tragiczne, gdyż nie on je zakładał. Jednak to co wmontował w salon ablucyjny i rezydencję w całokształcie prezesa X. To dopiero jest Wyposażenie. Zresztą hydraulik też ma w domu i łazience w sumie o wiele ładniej niż u ciebie, nie mówiąc, że bardziej światowo. Grzecznie napomykasz, że twój designe stoi wysoko w rankingu „Domu i Wnętrze”, ale puszczone jest to mimo uszu, gdyż życiorys hydraulika jest o wiele ciekawszy niż twój nudny wtręt do tego w samoobronie wtrącony.
    Etykieta jest jedna.
    Nie zapominaj hydrauliku kto jest klientem. Tylko klient ma prawo opowiedzieć życiorys jak chce i tylko sprzedawca musi go wysłuchać z zaciekawieniem, nawet udawanym.
    Na marginesie.
    Pogawędki przy pisuarze („hej stary, jak leci” i tym podobne) oraz spoufalanie się z ekipą remontową z Polski (sic!) uznał miesięcznik „Q” za jedne z 10 okropniejszych gwałtów na współczesnym savoir vivrze. Brytyjskim zapewne. (Michał Zaczyński)
    Przy pisuarze nikt mnie nie zaczepia, być może dlatego, że stosunkowo rzadko można mnie przy rzeczonym spotkać, ale polska ekipa remontowa to mój antagonista i nigdy się z nią nie fraternizuję.

    3- Sprzedawca własnego życiorysu.
    To właściwie kontynuacja punktu drugiego. Zasady Savoir vivre w kategorii sprzedaż są jasne i czytelne. Klient rządzi. Sprzedawca pyta klienta o jego potrzeby i klient opowiada o sobie, a nie odwrotnie. Subiekt z zainteresowaniem i entuzjazmem, nie ważne czy wypracowanym w domu przed lustrem, czy faktycznym wysłuchuje opowieści jak to klient na wysokości Jubilata spalił sprzęgło i co się potem działo. Subiekt słucha i przytakuje, klient leci z życiorysem. Nigdy na odwrót.
    W efekcie końcowym psychoanalitykowi to się opłaci, gdyż nie ma to jak zadowolony klient po oczyszczającym wywnętrzeniu się. Po dobrej sesji z klientem, subiekt ma prawo oczekiwać rewanżu w postaci zakupu. Tak to działa. Nigdy już nie poszłam do sklepu ze zdrową żywnością, gdzie co tydzień zostawiałam sporo sałaty, kiedy uświadomiłam sobie, że dokładnie wiem co robi w czasie wolnym właściciel i jakie sa jego ogólne preferencje żywieniowe, a nawet życiowe, a sama zaś nawet nie zostałam zapytana, na jakiej jestem diecie. Na 811 przypominam.
    Wyjątkiem jest kiedy w sensie ścisłym handlujesz własnym życiorysem, jak mniej lub bardziej znane osoby piszące autobiografie. Ale nawet wtedy dobrze jest zagadnąć o życiorys potencjalnego klienta, przy podpisywaniu egzemplarzy w Empiku.

    4 –Troll
    Mam umiarkowany, ale jednak wnerw na trolla. Być może sama kiedyś nim byłam, choć nie w najbardziej jego ostrej definicji, ale to wstydliwa przeszłość. Jest sobie dyskusja na forum w temacie dajmy na to „ateiści jedzą rośliny”. I ludzie się spierają i robi się nawet lekki flejm, tyle, że nie na obelgi, ale na racjonalne wypowiedzi.Więc w sumie nie, że flejm. Jednak apriori uczestnicy forum są wegetarianami czy zgoła weganami. Nagle ni z tego ni z owego pojawia się troll z argumentacją, że mięso je, bo jest zdrowe. Albo, że ma dowody, na duszy istnienie. Jak to zrobi z taktem i urokiem osobistym jak Jahu, to się go nie przepędza, a nawet niektórzy weganie są skłonni uprawiać seks z rzeczonym, a z pewnością wejść w ciekawą polemikę słowną pisaną.
    Jednak jak idzie w hejta, to jedyną słuszną reakcją na pogwałcenie netykiety jest plonk, czyli dodaje się takiego do listy killfile i korespondencja trolla jest apriori kasowana, bez nawet wstępnego rzucania gałką.
    Netykieta mówi, trollowanie jest z dupy rzygami.
    Ja też już nigdy nie będę na hagiograficznych stronach pisać, że Boga nie ma, duszy nie widziałam, a jasnowidze to ściema. Bo nagroda milion euro co najmniej, którą oferuje belgijsko-flamandzki klub sceptyków SKEPP ciągle jest do odebrania. Ogłoszony przez niego konkurs nosi nazwę „Nagroda Syzyfa”, a rzeczoną okrągłą sumkę na nagrodę przekazał anonimowy darczyńca. Ponieważ stowarzyszenia sceptyków z różnych krajów współpracują ze sobą, to Polacy będą mogli sięgnąć po ów milion za pośrednictwem klubu Sceptyków Polskich. Jednak dotychczasowe doświadczenia dają niemal 100%-tową pewność, że pieniądze anonimowego donatora ani przez chwilę nie będą zagrożone.
    Tym bardziej, że tego typu pieniężne nagrody sceptycy oferują w wielu krajach od lat. W sumie może to być nawet kilkanaście tysięcy testów zdolności paranormalnych przeprowadzanych każdego roku, a nagrody ani drgną. Jest też nagroda milion od Randiego, nie odebrana, bo nie ma komu ją przydzielić od 1964 roku. Więc tego infa  nie wrzucę przenigdy pod post u Eve o jasnowidzącej, bo raz, że nie jestem trollem, a dwa, że po co denerwować czcigodną publikę. Będę nadal z ciekawości wchodzić na różne strony, ale już tylko jako lurker. Czyli osoba śledząca forum dyskusyjne, ale nie udzielająca się. Jest ich 90% w necie.
    Lurker rządzi.

    5 – Pytam ale nie słucham odpowiedzi, ani nie zamierzam się do nich dostosować.
    Uważam za nietakt, pisanie do mnie i do kogokolwiek na privie o swoich problemach i nie zamierzanie dostosowania się do żadnej mojej, czy kogokolwiek rady już z góry.
    Rozumiem, że ktoś po prostu chce się zwierzyć, ale nie robi się tego, bo to nietakt. Zabieranie komuś czegoś najcenniejszego, czyli jego czasu jest bardzo nie w etykiecie. Czytam, rozkminiam, zastanawiam się, często konsultuję się z innymi, ode mnie mądrzejszymi i piszę odpowiedź. Niekiedy już wcześniej dałam odpowiedzi w swoich tekstach, ale rozumiem, że ludzie lubią indywidualną rozkminkę.
    Więc rozkminiam i piszę odpowiedź, poradę. Coś co pomogło wielu, albo chociaż mogłoby być wyjściówką do refleksji, ale nie. Jednak nie, to nie dla mnie. Za trudne. W sumie wiedziałam o tym już wcześniej, ale nie chce mi się aż tak. Nie mam czasu, pieniędzy, motywacji, silnej woli, czegokolwiek. Mogę tylko zawracać ci gitarę. O mnie porozmawiajmy.
    Nietakt.
    Kiedy za to komuś płacisz, nie ma sprawy. Im dłużej nie wyjdziesz na prostą, tym więcej ktoś na tobie zarobi. Jednak nie chcesz płacić za poradę, bo nie masz pieniędzy, albo i tak nie zamierzałaś z porady skorzystać, więc po co płacić? Ale kiedy masz to za darmo, to dla mnie najpiękniejszą zapłatą byłoby, gdybyś coś wdrożyła z moich rad i jakby ci się polepszyło.
    Ale na to jesteś za głupia i o wiele za bardzo skupiona na sobie.
    Teraz ja popełniam sepuku na etykiecie, bo nietaktem również jest wypominanie cudzego nietaktu. Ale kij z tym, na to nie mam hejta.

    6- Skąpstwo, a nawet tylko brak gestu
    Korzystanie z usług, gdzie wiesz, że napiwek stanowi istotny element wynagrodzenia personelu i nie dawanie takowego, pod pretekstem, że nie byłeś niczym mile zaskoczony podczas obsługi jest niezgodne z etykietą. Świadczy o braku gestu i światowości.
    Jest rzygami z dupy w sensie ścisłym.
    Kiedy nie chcesz dawać napiwku nie chodź do restauracji, ani do fryzjera. Albo chodź do miejsc, które obsługiwane są przez samozatrudniających się właścicieli, gdyż w tym przypadku etykieta mówi, że napiwku nie musi się dawać, a nawet niekiedy nie wypada. Możesz zawsze pójść do MacDonalda, bo tam rzeczywiście nie dajemy napiwków, tym bardziej, że w Indiach już powstał wegetariański.
    Tak czy inaczej skąpstwo, brak gestu, nie danie możliwości odprowadzenia wózka bezdomnemu, bo zaklinowałaś w nim piątkę jest bardzo nie w etykiecie i mam na to mocnego hejta

    7- Nietakt w stosunku do biednego
    Jako dziecko uwielbiałam pytania zadawane przez nauczycieli po wakacjach, gdzieśmy byli i cośmy robili. Czekałam niecierpliwie, aż nadejdzie moja kolej kiedy opowiem jak cudownie było we Mszanie Dolnej, że pasłam raz krowę i piekliśmy ziemniaki w ognisku. W tym czasie te pytania to nie było nic złego. Dzisiaj ów nieszczęsny zwyczaj zaczynania roku szkolnego od pytania dzieci, gdzie spędziły wakacje można przyrównać równie dobrze do nakazania dzieciom noszenia opasek z wypisanymi zarobkami rodziców.
    Wielki nietakt.
    Klasa średnia lubi biedę, o ile ta trzyma się swojego miejsca. Jest niby autentyczna. Siedzi w jakiejś złej dzielnicy, do której można z dreszczykiem emocji udać się na imprezę do Znanego Artysty, który tam po hipstersku wynajmuje lofta, albo nawet prowadzi kultową knajpę czy sklep z odpicowanymi rowerami.
    Tymczasem dwie najważniejsze potrzeby człowieka ubogiego, to po pierwsze ukryć swoją biedę, a po drugie, zapomnieć o swojej biedzie.
    Dlatego biedni ludzie wolą czytać bloga Kasi Tusk, bo ich ciekawi niż mocno lewicowe czasopismo „Przekrój”, które ich nudzi. ( wg Wojtka Orlińskiego)

    8 – Pudel w masarni
    Jest to miejsce, gdzie właściciele wiedzą jak robić pieniądze na absolutnym braku etykiety, kultury i savoir-vivre . Nie ma tam za grosz etykiety i nie ma netykiety wcale. Jest kasa robiona na biedzie, poprzez podsycanie nienawiści do sukcesu finansowego, a raczej do ludzi, którzy go doświadczają.
    Mam hejta, ale gdzie biedni mają się podziać z drugiej strony? Przeglądać strony Forbsa?

    9 – Brak gustu czyli kult brzydoty
    Ludzie bez gustu, ludzie modlący się do brzydoty powinni bezwzględnie zaprzestać tych praktyk, gdyż są niezgodne z etykietą. Innym aspektem tej samej sprawy jest ustalenie, co jest w dobrym guście, zarówno jeżeli chodzi o przedmiot, czy też słowo.
    W tej kwestii są tylko dwa rozwiązania, albo zapytać się mnie, albo wybrać bezpieczną klasykę.
    Nie widzę innych możliwości, aby zgodnie z etykietą w tym względzie egzystować.
    Żeby jeszcze ludzie bez gustu, po prostu go nie mieli, ale to im nie wystarcza. Oni tym szkaradnym brakiem gustu zwykle chcą jebać po gałach.
    Nieetyczne.

    10 – Hejtowanie ludzi z innym zdaniem
    Bardzo nieetyczne i jakże przyjemne. Nieetyczne, niezgodne z zasadami savoir-vivre, ale bywa satysfakcjonujące.
    Przymykam oko na tę etykietę, bo kto powiedział, że savoir-vivre ma rządzić stale?

                                                       Orestes i mało taktowne Furie

    Już mi się słabo zrobiło od tej wyliczanki.
    Liczę, że jakby co, od siebie Ludzie dodacie jakieś gwałty na etykiecie.
    Ludzie pa, pe

    PS (O!)

    Trudno mi tej zimy znaleźć w sklepie czapkę, która podkreślałaby moją osobowość.
    (czajnik vs. toster)

    (Visited 1 281 times, 1 visits today)

    Powiązane artykuły

    1. Jah Maya 11 października 2012 o 14:45

      A pilotka z syntetycznej oczywiście skóry się nie nada?

    2. tu fejs 11 października 2012 o 14:48

      Jahu, już się podjarałeś, że wegańscy ludzie może będą z Tobą chcieli seks uprawiać? :))))))))))))))))))) Trzeba zapytać czajnika

      1. aniawita 11 października 2012 o 19:44

        Dobre

    3. aniawita 11 października 2012 o 19:53

      Nic dodać, nic ująć.
      Zgłaszam 3 rundy zrobione i chyba odpoczynek przez weekend. Może pobiegam…? nie wiem.

    4. Agnieszka 11 października 2012 o 21:33

      Na pewno dużą plamą na etykiecie jest zaprosić do siebie osobę na diecie wegańskiej i nawet nie podjąć próby przyrządzenia wegańskiego posiłku, tłumacząc się niewiedzą w zakresie rzeczonego tematu (w dobie internetu). Albo jeszcze lepiej obczęstować wszystkich czekoladkami, z okazji swoich imienin, a tych co owych wyrafinowanych frykasów nie jedzą, po prostu olać, w końcu sami sobie winni, no bo jak tu poczęstować bananem takiego delikwenta. Ale po czekoladkach trzech kapsi rundek nie zrobią, a ja owszem i to płynnie w takt muzyki, jak na przykład dzisiaj.

      1. ewa 12 października 2012 o 16:17

        Ba,oni jeszcze obrażają się,gdy nie tykam ich mięsno-cukrowego. Wszak namęczyli się,krojąc kabanosy… Ja zaś konsekwentnie odmawiam,bo mam do tego prawo,prawda.?Nie przyszłam na imprezę katować się. Aby zatem w życiu towarzyskim uczestniczyć, najadam się w domu,a w gościnie zjadam owoce z patery:) I jest git.

        1. pepsieliot 12 października 2012 o 19:43

          Ewa tak trzymać 🙂

    5. krystyna 12 października 2012 o 02:39

      Melduję 2 rundki
      pozdrawiam

      1. pepsieliot 12 października 2012 o 10:50

        AnW,Kr,Ba meld przyj,odmasz!

    6. Basia 12 października 2012 o 07:57

      Ja też melduję za wczoraj 3 rundy

    7. Zosia 12 października 2012 o 10:34

      Właśnie, zaprosić weganina i postawić przed nim pusty talerz :)))
      A przyniesienie do wegan zwłok umęczonego zwierzęcia celem konsumpcji też jest nietaktem?
      Miałam taka sytuację. Zaprosiłam siostra Jacka z partnerem. Przygotowałam im wegańskie smaczne jedzonko. Chyba nie spodziewali się tego, bo przyznali się, że wzięli ze sobą grilla i coś na grill

      1. pepsieliot 12 października 2012 o 10:52

        Zo, okropny nietakt, ale dobrze że chociaż nie chcieli na Twoim grillu warzywnym piec

        1. Jah Maya 12 października 2012 o 10:53

          Fakt, to był jednak drobny tak w nietakcie

        2. Zosia 12 października 2012 o 21:14

          bo ja takowego nie posiadam 🙂

    8. Joanna Balaklejewska Wilson 12 października 2012 o 22:34

      Podpisuje sie pod tymi punktami – 5 doskwiera mi najbardziej i odczuwam go na wlasnej skorze, niestety kazdego dnia 🙁

    9. Przekocurek 13 października 2012 o 01:40

      Ojojoj …. Nie za bardzo przepadam za „klient nasz pan”. I potrafię to uzasadnić. Ale nic nie napiszę, bo jestem tu gościem, więc n(etykieta) mi mówi, zamilcz chłopie i idź do garów. Pepsi lubię za to, nawet niesłodzoną 🙂

      1. Jah Maya 13 października 2012 o 09:50

        a posoloną?

        1. Przekocurek 13 października 2012 o 14:25

          Posoloną wolę, a Colę ….dolę.

      2. pepsieliot 13 października 2012 o 10:07

        Przekocurku, pisz co chcesz. Wcale nie musi Cię nakurwiać to co pepsi. Ścisk 🙂

    10. pedał głośności 18 stycznia 2013 o 12:32

      „Howdy! I just would like to give a huge thumbs up for the good info you’ve gotten here on this post. I will be coming back to your blog for more soon.”

    11. pepsieliot 18 stycznia 2013 o 12:38

      cieszę się Pedale głośności, zapraszam

    Dodaj komentarz