logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
174 online
50 043 849

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
3 tygodnie bez biegania – eksperyment

bie2

3 tygodnie bez biegania – eksperyment

Omega 3 TiB, zero metali ciężkich i transów

Omega 3 TiB, zero metali ciężkich i transów

Hejka dyrdającym i tym co nie dyrdają także.

Tak się złożyło, że przez trzy tygodnie nie mogłam biegać. Postanowiłam potraktować ten imperatyw jak eksperyment i obserwować bacznie mój organizm, gdyż była to pierwsza tak długa przerwa od dziesięciu lat mojej historii biegaczej i byłam ciekawa czy moje ciało wraz z głową w jakiś sposób to oprotestuje, a może przeciwnie, będzie nawet bardziej zadowolone.

Kilka pierwszych dni, kiedy wiedziałam, że nie pobiegnę były wręcz cudowne. Do tej pory kiedy nie biegałam to zawsze był to wynik zwycięstwa lenistwa nad obowiązkiem i nie były to dni bez biegania a priori. Bez biegania z założenia, ale dni z oddalaniem biegania, przesuwaniem go na coraz to późniejszą godzinę, aż do niewykonania.

To wielki dyskomfort i nie może być porównywalny z dniami, kiedy nie biegniesz z usprawiedliwionego z góry założenia.

W drugim tygodniu nie biegania niby nic takiego się nie działo, ale zniknęły też krótkie napady szczęścia, które mnie normalnie dość często nawiedzają, przy rożnych okazjach.
Na przykład kiedy nagle szczególna chmura prześwietlona słońcem stanie na horyzoncie, albo jak przejedzie kremowo żółty samochód, a zaraz potem zobaczę coś lawendowego, to zwykle wtedy napad szczęścia murowany. Podobno takie zjawisko, szczególnie to z kolorami często przytrafia się mnichom, którzy potrafią osiągać nirwanę. Jak widać u mnie miało to związek z bieganiem.

Zwykle tuż po treningu biegaczym i potem jeszcze przez nawet godzinę się brzydszym jest niż zwykle. Twarz jest spuchnięta od wysiłku i przypadkowo zaczerwieniona i nawet po zimnym prysznicu, który koniecznie robisz, żeby się odkwasić po wysiłku, co masę wolnych rodników urodził, a potem jeszcze odkwaszający szejk z antyoksydantami, to wszystko dzieje się w czasie kiedy jesteś dość brzydki.

Nie biegasz, odpada cały rytuał z brzydnięciem, ale też nie ma już świetnego przywracania urody, a nawet pięknienia

Po bieganiu, po pewnym czasie, nie mam na myśłi tej pierwszej szpecącej godziny, do końca dnia masz świetnie dotlenione komórki ciała, twarz żywą i jaśniejącą.

Jeżeli masz ważny dla swojej urody dzień, dajmy na to ślub bierzesz, to rano bezwzględnie idź się wybiegaj i godzinę zamążpójścia zawsze ustaw na popołudniową.

Najlepiej dziewiąta rano przebieżka, a ślub o czternastej

myTen był o 16 🙂

Nie biegałam, więc nie puchłam, ale też o czternastej nie piękniałam.
Nie miałam też napadów szczęścia, rzecz w sensie ścisłym na prawdę krótko trwająca, ale dająca natchnienie przyszłości.
Po każdym napadzie szczęścia masz poczucie jakby swoistej anty depresji.
Tak jak w stanach lękowych i depresyjnych doświadcza się przejmującego smutku, który trwa nawet wtedy chociaż przyczyna była nieistotna, albo dla osób postronnych faktycznie wcale jej nie było, tak poczucie harmonii towarzyszy ci po napadzie szczęścia, do tego tak iluzoryczną przyczyną wywołanego.
Bo żebyś chociaż jakąś intratną umowę podpisał, albo randkę obstalował na prawdę chcianą i wyczekiwaną, ale nie, to tylko bananowy z wrzosowym takim szczęściem cię wypełnia.
Nawet się nikomu nie przyznawaj.
Nie wymieniam tu wygranej w totalizatora, czy lotto, gdyż z założenia nigdy nie gram w gry losowe i to nie dlatego, że rachunek prawdopodobieństwa nie jest mi obcy, ale wręcz przeciwnie. Jakbym tak nie daj Boże wygrała, jakbym tak przez los dostrzeżona została, to prawdopodobnym też jest złapanie jakiegoś dziwnego i egzotycznego choróbska przechadzając się ulicami środkowoeuropejskiego miasta, zamiast najzwyklejszej jak już, influency.
Nie chcę, żeby mnie los w jakikolwiek sposób dostrzegał, wolę być statystycznym Nowakiem, który nigdy niczego na loterii nie wygrywa.
Ja jednak idę dalej i jeszcze pomagam losowi. Na pewno nie będzie wygranej, bo nie gram.
Kto mieczem wojuje od miecza ginie i analogicznie sobie zróbcie antonimy, jak macie czas.

Wracając do nie biegania, nie brzydłam, ale też spektakularnie nie ładniałam, napadów szczęścia nul i do tego straciłam jakby apetyt.

A i tak:

Waga w górę, woda zamiast w podkrakowskim sztucznym jeziorze, tam gdzie zwykle jest spotykana, obecnie u ciebie na twarzy i ramionach, ale nie głęboko wtłoczona, nawadniając bicepsy i mięśnie twarzy.
Nie, Kryspinów usiadł lekko się tylko schowawszy pod skórą i jak się tylko poruszysz, to niby łóżko wodne falują ci policzki i odnóża, nie mówiąc o oponie i zaraz się czujesz jak ludzik miszelę.

Jednak pod koniec trzeciego tygodnia wydarzyło się chyba najgorsze

Coś przed czym całe życie uciekałam, mianowicie pierwsze od dziesięciu lat nieśmiałe strachliwe fatamorgany głowa zaczęła produkować. Na razie nic jeszcze na prawdę strasznego, bo dobrze znam przecież jej możliwości.

Na razie tylko woda w wannie podejrzany ma zapach i chociaż cmentarz jest w dolnej części wsi, a ty na wzgórzu mieszkasz, jednak masz niejasne wrażenie, że z kimś się dzisiaj kąpiesz.

Skąd się pan tu wziął w mojej wannie panie Kowalski, przecież pan już dość dawno umarł ? – pytam
Z kranu – odpowiada Kowalski

(Kłaniam się Sylwii Chutnik „Cwaniary”)

Tak Droga Socjeto.
Tak jak nie można się na długi zapas najeść, tak też nie można nażreć się bieganiem.

Są tacy na tym blogu, którzy biegają, ale nadal niezadowoleni z życia są jakby, sorki, dla nich nie mam pocieszającej pointy.

Gdyż jak im bieganie nie pomaga, to już nic im nie pomoże

bie1
Po trzech tygodniach wróciłam do biegania.
Jakość życia natychmiast się poprawiła.
Nieśmiałego napadu szczęścia doznałam już w trzecim dniu biegania.
Apetyt wrócił od razu.
Woda spod skóry twarzy i przedramion powoli wraca do jeziora Kryspinów, gdzie jest jej miejsce. To dobrze, bo idzie wiosna i sporty wodne zaraz się rozpoczną i cieszę się, że nie na moich policzkach będą żagle rozwijane.

Mam nadzieję, że ten ściśle laboratoryjny i anatomiczny opis utraty zalet biegania, z powodu jego zaniechania i potem ich powitanie, analogicznie po wróceniu do kłusa rozjaśni państwu życiorysy.

Drogiej Społeczności afirmującej galopadę, a także pozostałej Socjecie, mającej kicanie w pogardzie, pięknej niedzieli życzę.
Jor Hops- Peps

(Visited 1 835 times, 1 visits today)

Powiązane artykuły

  1. Sylwia Dmitruk 3 marca 2013 o 12:38

    Cześć wsiunko z pagórka nad cmentarzem, nawet nie wiesz jaką przyjemność mi sprawiłaś Myślałam, że tylko ja mam tak zryty dekiel,
    któremu szczęście daje ruch i pot 🙂
    Im dłużej człowiek biegnie tym serce spokojniejsze, myśli zwalniają i świat się kręci jakby we właściwą stronę 🙂
    Wciąż do Ciebie pałam po cichu i ukradkiem lecz sercem przy Tobie 😉

  2. pepsieliot 3 marca 2013 o 12:48

    Sylwia czuję, że też Cię kocham 🙂

  3. mimi wooow 3 marca 2013 o 15:50

    a ja nie biegam … juz od bardzo dawna … i nawet zapomniałam, że to fajne było kiedyś… chyba, bo nie jestem jednak pewna 😉 … dystans z tego roku wybiegany to: 5 km! i na tym koniec, rok temu w ten sam czas było 36 km a dwa lata temu było: 229 km w styczniu i lutym … więc albo się starzeję albo zapomniałam jak to było zajebiście tak sobie pohasać … 🙁

  4. ewa 3 marca 2013 o 16:36

    4 tygodnie nie łazikowałam i o mało psychicznie się nie skończyłam,ale teraz staram się chodzić codziennie,więc poprawia mi się

    1. pepsieliot 3 marca 2013 o 16:54

      ewa, no widzisz też jak ja jesteś delikatnie chora i nie możemy odstawiać naszego lekarstwa, cokolwiek by się nam nie wydawało w przemądrzałych głowinach

  5. Joanna 3 marca 2013 o 16:40

    Hej Pepsi. Fajnie, że już możesz biegać, bo te twoje strachy są naprawdę straszne. Gorąco cię ściskam.
    ps. mam nadzieję że kiedyś razem pobiegamy , choć ja dopiero zaczynam swoją przygodę z bieganiem:)

    1. pepsieliot 3 marca 2013 o 16:52

      Joanna hej, to nie ma znaczenia, czy zaczynasz czy długo już drałujesz, jak robisz pierwszy krok w podskoku stajesz się biegaczem. Mam nadzieję, że kiedyś razem pobiegniemy, a inni się do nas przyłączą, pozdro i ścisk 🙂

  6. pepsieliot 3 marca 2013 o 16:46

    Mimiku, być może bieganie nie było Twoim lekarstwem w co wątpię, w sensie że bieganie to nie lekarstwo,w kontekście tego co napisałam, ale raczej po prostu żadnego lekarstwa nie potrzebowałaś i nie potrzebujesz, tak też
    szczęśliwie się składa. Są ludzie po prostu zdrowi i biegania nie potrzebują w charakterze lekarstwa, ani w żadnym innym wypadku nie potrząsają genitaliami i jest im dobrze, trochę się po gimnastykują jak chcą, nie wytworzą dzięki temu zbyt wielu wolnych rodników tlenowych i jest git. Bieganie, które leczy psyche, o którym ja piszę, to nie koniecznie prozdrowotna rzecz pod każdym innym względem. To silna aktywność, która może dawać kontuzje,różne urazy i do tego masę wolnych rodników tlenowych, które trzeba nieustająco anty oksydować. Ale na głowę i świetne wypróżnienia, a wiadomo, że jelita to drugi mózg nie znam nic lepszego. I tego się trzymam, ścisk 🙂
    W 2012 zrobiłam na pewno trochę więcej niż 2000 kilometrów, to nie całe 50 maratonów 🙂

  7. Tui Thai 3 marca 2013 o 18:26

    Hej,
    ale Ci zazdroszczę Pepsi takiego organizmu, który czuje korzyści płynące z pożywienia, z motywacją do odżywiania się zdrowo i podejścia do biegania. Ja to traktowałam jak przymus, żeby schudnąć. Po pewnym czasie cieszyło mnie to, ale i tak ciężko było zmusić się do tego, bo wolałam nic nie jeść niż jeść zdrowo, nigdy nie potrafiłam zgrać tego w czasie z innymi obowiązkami, zawsze jakieś wymówki, że coś boli albo że sport nie jest dobry na schudnięcie, a tylko na utrzymanie wagi. Na rowerze też przestałam jeździć, a jeździłam ponad 20 km dziennie, 5 razy w tygodniu i też czułam, że głowa zdrowiej myśli, czułam się uszczęśliwiona. Nie wiem czemu zamiast cieszyć się tym, że tak jest, unikam tego jak ognia, muszę się zmuszać do tego, a i tak to nic nie daje. Chyba wszystko sprowadza się do tego, że myślę o tym, żeby schudnąć, bo nie akceptuję swojego ciała, czuję, że muszę zrzucić paręnaście kilo, staram się przez chwilę, a potem stare, złe nawyki wracają, waga też. I jest tylko gorzej.

  8. pepsieliot 3 marca 2013 o 18:49

    Kochana, kochana Tui Thai, zawsze to powtarzam, żeby chociaż raz, tak dla żartu nawet, chciało mi się biegać, tak jak mi się nie chce, to byłabym mile zdziwiona i zaskoczona. Okropnie dzień w dzień nie chce mi się tego robić, ale tak jak napisałam biegam, bo muszę. Do Ciebie widocznie nie dotarło jeszcze, że musisz to robić, bo masz spowolniony metabolizm i po prostu sobie szkodzisz. Nie chodzi o żadne kilogramy, na pewno jesteś śliczna i seksowna, ale spowolniony metabolizm, to niedotleniona komórka czyli zakwaszona, a wiesz jakie są tego konsekwencje. Wszystkie choroby. Więc wskakuj na rower i zaiwaniaj, bo też jak ja po prostu musisz. Ściskam Cię i bezwzględnie rower, już od jutra, a najlepiej od dziś jak masz światła, ściskam i jak mus to mus.

    1. krystyna 3 marca 2013 o 20:05

      Popieram to co powiedziałas Pepsi. Ja też zazwyczaj przed ćwiczeniami mam sporo innych ‚propozycji’ do zrobienia w tym czasie. Wszyskie wydają mi się bardziej atrakcyjne. Ale wiem, że muszę, więc zabieram się najpierw za gimnastykę. Gdy wystartuję, wraca mi ochota i już bez przymusu, z przyjemnoscią ćwiczę nawet dłużej niż sobie postanowię.
      Gdy się poddaję przez parę dni, widzę wyraźnie, że nie warto. ‚Muszę’ cos zrobić dla siebie, bo nikt tego za mnie nie zrobi – też może być przyjemne, zwłaszcza, że efekty są zawsze korzystne.
      Moje ‚muszę’ traktuję jak mój obowiązek, wcale nie taki egoistyczny. Raczej z myslą o tym, żeby kiedys nie być ciężarem dla innych, żeby być samowystarczalną. To jest nagroda.

      Daj znać, gdy pojawi się Twoja książka.

      pozdrawiam…pa

  9. pepsieliot 3 marca 2013 o 21:15

    Krystyna hejka, dam znać :))

  10. Mag-lena 4 marca 2013 o 07:47

    Ahoj
    Napisałam meila, ale chyba na blogu szybciej otrzymam odpowiedź, a że pytanie też dotyczy sportu to w sam raz trafiłam.
    Napisałam do Ciebie Pepsi, że na 80/10/10 troszkę tyje. Zjadam ok. 2000 kalorii, nie chodze głodna, trzymam się poziomu tłuszczu ponieżej 10% i troszkę przybieram lub się zatrzymuje. Nie dobijam do 2500 kalorii, bo nie widzę sensu objadania się i wciskania w siebie kolejnych 5 bananów jak nie mam na nie ochoty. Jadam 5 posiłków co 3 godziny, kolacja składa się z surowych warzyw i np. dwoch gotowanych w mundurkach ziemniaków lub dużej garści gotowanej fasolki szparagowej. To jedyny gotowany akcent w mojej diecie. Do tego łyżka tahini i łyżka siemienia lnianego. Tłuszcze jem do warzyw i nigdy ich nie łącze z owocami. Ostani posiłek o 19, spać ide ok. 21. Śpię do 5.30. Wstaję bez ociągania:) Piję ok. 2,5-3 litrów wody dziennie. Pytałaś się mnie o sport. Więc wyciągnęłam rower. Trochę jeszcze zimno, ale jeżdzę po południu, tj. ok 16, wiec bardzo nie marznę. Jeżdzę ok. 50-60 minut, niestey po mieście, ścieżkami rowerowym, czasem się zatrzymuje, bo jakieś psy, światła, piesi. Tak więc trudno mi utrzymać tempo i tętno. Zastanawiam się czy taki wysiłek ma sens. Za 2-3 tygodnie będę jedziła do pracy rowerem więc bedzie dwa razy po 45 minut. Ale też w nierównym tempie. Nie jestem fanką siłowni i wolałabym unikać tego miejsca… Zastanawiam się i może mi ktoś pomoże, nad tym co powinnam zrobić by mnie nie było więcej. Czy powinnam czekać czy jednak zmusić się do chodzenia do siłowni, choć to mi absolutnie szczęścia nie daje.

    1. pepsieliot 4 marca 2013 o 08:53

      Mag-dalena sorki, sorki, dzisiaj miałaś dostać odpowiedź, bo jestem zarzucona mailami i nie wyrabiam, cieszę się, że się nie obraziłaś, ścisk, ścisk.
      Rower jest cudowną formą aktywności, bo jest to trening kardio i do tego odciąża kolana, chociaż dla kręgosłupa już nie jest taki super, nie mniej jednak, to co opisujesz jest to aktywność zdecydowanie bardziej pro zdrowotna niż spalająca tłuszcz. To co jesz dla osoby o prawidłowym, czyli dość szybkim metabolizmie byłoby idealne nawet do ewentualnej redukcji tkanki tłuszczowej, ale u Ciebie widocznie metabolizm jest spowolniony i potrzeba mądrych kilka zabiegów. Kalorie zostaw w spokoju, jak najbardziej nie ucinaj niczego, 2000 przy tym trybie będzie ok,a jak więcej sportu to 2500, ale chodzi o samo pożywienie.
      Moim zdaniem powinnaś zdecydowanie odstawić gotowaną skrobię, szczególnie na kolację, czyli wymień dwa ziemniaki na tę samą ilość kalorii, ale z gotowanej soczewicy dajmy na to zielonej. W ogóle unikaj skrobi, szczególnie gotowanej, mają jej trochę banany, ale bardzo nie wiele, bo nie mogłyby ich jeść małpy, które nie trawią w przeciwieństwie do człowieka skrobi.
      I jeżeli nawet do tego niewinnego Twoim zdaniem posiłku i bez cukru, dokładasz tłuszcz i to na noc to pewnie to sprawia, że nie szczuplejesz. Wywal kartofle.
      Żeby spalać tłuszcz w umiarkowanej jeździe na rowerze, trzeba bardzo długo jeżdzić, kilka godzin, to samo osiągniesz stosując jazdę interwałową. Kilka minut najszybciej jak możesz i na mega oporze, a potem wolniej i tak kilka razy w ciągu 35-40 minut i będzie dobrze. Tak działają interwały.
      Jeżeli prawidłowo jesteś na 811, to wieczorem możesz mieć wypukły brzuch, ale rano jest totalnie wklęśnięty. Tak musi być i wtedy wiesz, że jesz prawidłowo. Ostatni posiłek jedz 3 godziny przed snem i .śpij długo, nie zwracaj uwagi, na te witariańskie pierdoły, żeby spać krótko. Wczesnie się kładź i wczesnie jak dotychczas wstawaj, zgodnie z biologią świata.Krótki sen tuczy na maksa.

  11. Mag-lena 4 marca 2013 o 09:50

    Czyli ten tłuszcz powinnam jeść do kolacji? Postaram się z tym rowerem zadziałać interwałowo. Najpierw szybko kawałek a później wolno czy umiarkowanie?
    Dzięki za odpowiedź :*

  12. pepsieliot 4 marca 2013 o 11:04

    nie Madzia, tłuszcz sobie przejedz kiedy chcesz byle nie przed owocami, albo dodaj do warzyw, ale nie do skrobi, czyli najważniejsze, żebyś go z ziemniakiem nie zjadła 🙂

  13. Jaspis 4 marca 2013 o 11:06

    Co do biegania jest pełna zgoda, ale co do tej pani biegnącej plażą zgody nie ma, bo ona ma sztuczne piersi..Taka fotka na witariańskim blogu nie powinna gościć, bo takie piersi nie są żywe.
    To tak jakbyś zamiast zdjęć prawdziwych owoców zamieszczała zdjęcia takich plastikowych.
    Z tej samej przyczyny nie mogę się przekonać do Freelee.

    1. pepsieliot 4 marca 2013 o 17:16

      ożesz Jaspis, kogo obchodzą żywe piersi. Laska która odżywia się owocami i ma silikony i tak jest fajniejsza od tej co je smalec w MacDonalds i nieżywe zwierzęta i ma cycki z naturalnego tłuszczu 🙂

      1. Jaspis 4 marca 2013 o 17:46

        Dokonałaś zbyt daleko idącego uproszczenia, że kobieta z silikonami jest lepsza bo je owoce, od tej z naturalnymi piersiami stołującej się w rzeczonym McDonalds .
        Co to ma jedno z drugim wspólnego? A poza tym wszyscy jesteśmy równi, prawda ?
        A co do cycków z naturalnego tłuszczu, to dla mnie są takim samym oczywistym wyborem jak jak owoce, ponieważ obie formy są naturalne.Niektóre owoce też są z naturalnego tłuszczu np. avocado i też są ok.
        Dodam jeszcze, że nigdy bym nie namawiał żadnej kobiety na jakąkolwiek operację plastyczną!
        Co ciekawe, wydaje się, że całą tą modę na duży biust lansują ludzie ze środowisk homoseksualnych.

        1. pepsieliot 4 marca 2013 o 18:21

          Jaspis zupełnie mi się nie wydaje, żeby pedzioszki maczały w tym palce, wręcz przeciwne oni kidy już dochodza do głosu ako kreatorzy lubią takie kobiety ala młodzi chłopcy, płaskie i małymi tyłeczkami. To hetero lubią wielki biust, gdyż jest to atawizm i podnieta z czasów kiedy naczelną pozycją seksualną był sex od tyłu i biust ogromny zastępuje widok ogromnych pośladków symbolu płodności kobiecej, gdyż właśnie typy estrogenowe mają wielkie pupy. Mam kilka koleżanek, które zdecydowaly sie na silikony i wyglądają kapitalne i są szczęśliwe, a ich męzowie, czy chłopak pomimo, że ne namiali to korzystają i bardzo sobe chwalą. Na tej zasadzie to każdy makijaż czy frywolny stroj to już sztuczna podnieta

          1. pepsieliot 4 marca 2013 o 18:23

            A wprawiony ząb, a przeszczep wlosów kiedy kobieta ma ich mało?

          2. Jaspis 4 marca 2013 o 18:49

            Implanta zęba zostaw proszę w spokoju, służy przecież w szczytnym celu do gryzienia owoców 🙂
            A tej teorii , że cycki zastępują pupę to nie słyszałem.
            Tu przypomniała mi się wypowiedź mojego pięcioletniego Emilka, podczas układania puzli w kształcie kota perskiego.Kiedy znalazł kolejny element powiedział: To jest kawałek perskiego ucha łączący do perskiej pupy.

          3. pepsieliot 4 marca 2013 o 19:10

            o widzisz Jaspisie, dziecko wie w czym rzecz 🙂 Uśmiałam się, uściski dla Emilka ode mnie 🙂

  14. mimi wooow 4 marca 2013 o 14:22

    ha!!! jeśli chodzi o silikony to już kwestia tego co my kobiety jestesmy w stanie ze soba zrobić pod wpływem nagonki medialnej, część kobiet ulega presji i czuje się świetnie a wczesniej być może zadreczały sie dzień w dzien swoimi brakami vel rodzynkami i ja osobiście tego nie potepiam a część ma w nosie to pospolite ruszenie w kierunku ideału [narzucanego na chama!!!!] … i też ma się bosko z dechą na przedzie 😉 byleby tylko nie dac się zwariować i już … ps. ja czasami wariuję 😉 mimo wszystko i dlatego bieganie byłoby u mnie wskazane, choć kiedy biegałóam to tez wariowałam, ale przynajmniej czułam sie lepiej 🙂 ok. nie ma co gadac tylko ruszac dooopsko, więc spadam stąd

  15. NotMilk 4 marca 2013 o 15:07

    Według mnie regularny ruch to mimo wszystko podstawa. Sam czasami nie miałem ochoty wykonać pompek i brzuszków, czy innych ćwiczeń i na drugi dzień już czułem się zwyczajnie źle. Dlatego takich eksperymentów lepiej nie przeprowadzać i nawet w ciężki dzień zmusić się przynajmniej do odrobiny ćwiczeń 🙂

    1. pepsieliot 5 marca 2013 o 06:43

      Powiem Ci Jazgotttu tak, podczas moich tysięcznych treningów, na pewno było kila razy tak, że nie powinnam ćwiczyć, że przeciążyłam organizm, a przykład idąc a wyczerpujący trening na drugi dzień po maratone, kiedy inni ledwo chodzili, wielokrotnie miałam rozwolnienie i to podczas biegu, na półmaratonie też, biegnąc na Giewont o mało nie odpadłam, jezeli chodzi o codzienny tryb życia, to tez jestem ruchliwa i piekielnie szybka, bo lubie odpczywać wiec wszystko robię szybko. Biegałam z kontuzją, już sie nie przeziębiam, więc nie biegam z kaszlem, ale na początku biegania zdarzyło mi się biegać nawet z ostrym przeziębeniem, co jest fatalne dla układu oddechowego i immunologicznego i nigdy o tym nie myślę Jazgotttu, przenigdy, bo to krople w wodzie, po prostu robię swoje, ścisk:)

      1. pepsieliot 5 marca 2013 o 14:35

        Jazgotttu , Okinawczycy podobno nigdy żadnych sportów nie uprawiali, a po prostu robili tak zwaną gospodarską krzątaninę i był to całkowicie wystarczający wysiłek do tego, żeby w zdrowiu i szcześciu długo żyć. Ja biegam już tylko dla głowy, która bez biegania robi się niemiła 🙂

  16. pepsieliot 4 marca 2013 o 17:17

    Not Milku jesteś praworządny 🙂

    1. NotMilk 4 marca 2013 o 20:39

      Dziękuję ;)))

  17. Ag. 4 marca 2013 o 23:03

    Pepsieliocie, bardzo ciekawy wpis! Powiem Ci, że o ile średnio mnie interesują korzyści sportowe biegania, bo mam dużo innego ruchu ( choć wiem, wiem że są :)) to naprawienie ludzkiej bani tak bardzo do mnie przemawia pod Twoim wplywem, że….. zaczynam biegać!!!! Aaaa sama nie wierzę w to co napisałam 😀 Nie sądziłam, że przyjdzie taki dzień kiedy to naprawdę postanowię. Powiedz Pepsi ile minimum trzeba biegać ( w sensie dystans jednorazowo) żeby już odczuć pozytyw? Nie chcę za dużo, bo jest jeszcze rurka i joga i pies i nie chcę schudnąć 🙂

    1. pepsieliot 5 marca 2013 o 06:50

      Ag. Twój organizm sam to ustali, ale moja rada jest następujaca. Biegniesz, a jak jestes zmęczona to idziesz na przemiennie z podbiegami minimum 30 minut, ale nie dłużej niż 40 minut i będzie git. W zależności w jakim stane jest Twoja głowa, to zobaczysz już różnice po miesiącu, ścisk 🙂

  18. Jaspis 5 marca 2013 o 11:17

    Kierowniczko 🙂
    Melduje, że 11km o wschodzie słońca zaliczone.
    Samopoczucie super, mam takie wewnętrzne poczucie mocy.
    Poranny szejk też smakował lepiej

    1. pepsieliot 5 marca 2013 o 14:32

      Jaspis no powaliłeś mnie, gratulejszyn :))

  19. Mag-lena 5 marca 2013 o 14:13

    A powiedz mi jeszcze jak długo powinna trwac faza ostrego pedałowania, a jak długo odpoczynku. Czy powinny te fazy trwać tyle samo, czy jedna krócej a druga dłużej. ile powtórzeń i czy każdy interwał trwa tyle samo czy jakość zaczynać od krótkich a kończyć na długich…
    Dzięki:*

    1. pepsieliot 5 marca 2013 o 14:45

      Mag-lena są dokładne określone interwały i jakbyś chciała zrobić na prawdę profi trening, to trzeba by pogrzebać w necie. Ja robię na oko, na przykład 3 minuty biegnę jak najszybciej, a potem siedem 9,5 – 10 km/h i potem znowu, i ostatnie dziesięć minut treningu co minutę zwiększam trochę szybkość i kończę bardzo szybko i potem studzę się powoli zmiejszając prędkość do spokojnego marszu.Ale to tylko mój wymysł, ale fajnie nakręca na cały dzień

    2. mimi wooow 5 marca 2013 o 14:48

      Mag-lena … ja własnie wybieram sie zaraz na rower … na zakupy jadę w jedna strone 24 kilosy, więc będzie się pedałowanie działo, oj będzie … czasami zapodaję sobie interwały na rowerze i nie przestrzegam jakis okreslonych ram czasowych, wazne, zeby nie walnąć sobie interwała w pierwszych minutach jazdy tylko sie troche rozgrzać najpierw …, poza tym jak nigdy interwałowo nie jeździłas to na początek nie przecholuj z nimi, bo to niezdrowe … mozesz sobie zrobić minutę max. jazdy z wczesniejszym rozpedzeniem sie na maxa i jak zaczniesz mega sapać to minuta odpoczynku albo dwie … sama sobie ustalasz … potem znów interwał, jad dasz rade możesz dwie minuty nawet interwała walnac, ale na początek odradzałabym, bo się zniechęcisz … a co do siłowni, to po co tam w ogóle chodzic jak nie masz ochoty, racja!!!! ja tez nigdy tam bym nie poszła, ale ćwiczę w domu. 3 razy w tygodniu FBW [full body workout] czyli ćwiczenia siłowe a po nich troche aerobów, poniewaz ponoc wtedy najlepiej spala sie sadło 🙂 poza tym jak nie lubisz siłowych albo nie masz obciążenia, hantli to pepsi kilka miesięcy temu zapodała tutaj swój trening KAPS 007 [zgłoś się] i wszystkie tutaj tak ostro ćwiczyłysmy, aż sie pochorowałysmy z tego entuzjazmu i zaprzestałysmy 😉 😉 😉 😉 w sumie fajny był ten trening pepsinowy, poszukaj sobie jak chcesz, żeby słonina Ci sie troche stopiła 🙂

  20. mimi wooow 5 marca 2013 o 14:36

    dobra, pepsi, a ja z zupełnie innej beczki: czy Ty myslałas kiedys o wstawieniu sobie implantów coby miec większe i pełniejsze atrybuty kobiecości ??????????? 😉 ps. tylko nie pisz mi proszę, że Twoim zdaniem atutem kobiety jest przede wszystkim intelekt i empatia, nie wymiguj sie tylko odpowiedz proszę 🙂 ps.2 ale i tak czuję, że będziesz owijała w bawełnę i tak sie nagadasz, że odpowiedzi jasnej nie uwidzę 🙂 choc moge się mylić, ale o ile Cię znam [ 😉 ] to …. no własnie, co?

    1. pepsieliot 5 marca 2013 o 15:43

      mimi zdziwisz się, ale uważam, że cycki w ogóle nie są przydatne. Do biegania fatalne, do tego pogrubiają, beznadziejnie się wygląda w koszulach i bluzach. Cycki to nie mój styl, ale wspieram wszystkie kumpele, które sobie je cenią i lubią mieć duże. Szczerą prawdę piszę, cycki won. I jeżeli teraz chcesz mi dogryźć sugerując anorgazmię i że w związku z tym łatwo jakąś strefę erogenną chcę pożegnać, to przecież nie sugeruję, żeby się w ogóle sutków pozbywać, w języku potocznym oczywiście, bo wiadomo, że sutek to pierś cała dla felczerów. Sierżant sztabowy pepsi eliot nie potrzebuje cycków, bo przeszkadzają. ścisk 🙂

  21. Mag-lena 5 marca 2013 o 14:55

    Dzięki dziewczyny:) z biustem czy bez:)

    1. Jaspis 5 marca 2013 o 15:40

      Sztucznym ? 🙂

  22. mimi wooow 5 marca 2013 o 19:54

    ufff, wróciłam z całym plecakiem obładowanym ziołami, wodorostami iiiiiii … ha, ha, ha, ale sie usmiałam z Twojej odpowiedzi pepsi 😀 … pepsi, jestes po prostu simply the BEST 😀

  23. ruti123 5 marca 2013 o 21:12

    Witaj Pepsi!Moze nie w temacie,ale chcialam podziekowac za rekomendacje kODU UZDRAWIANIA.Zasiadalam,czytam i nie moge sie oderwac.Co do biegania wiem o czym piszesz.Ja po trzech dniach zastoju nie moglam sobie poradzic z nastrojem.Osobisty facet nie swiadomy niczego powiedzial:idz Ty lepiej na te swoja przebiezke,bo jestes po niej calkiem inna(oczywiscie w sensie pozytynnym).Po latach takiego ruchu pojawily sie jakies zwyrodnienia w stopach,ktore mnie bardzo zaniepokoily(powoduja bol).Lekarz powiedzial – nie chodzic,ograniczyc ruch do minimum,co ja bede mu tlumaczyc,ze to dla mnie jak wyrok.Coz moze rower……

    1. pepsieliot 6 marca 2013 o 07:55

      Ruti ciesze się z tym kodem, jezeli zaś chodzi o biegane to rower moze być, ale musi trwac dluzej. Z rowerem jest tez troche inaczej, bo nie mozna się calkowicie wylaczyć, ze względu na wlasne bezpieczenstwo, a biegałas nauralne? Na sródstopie? Czy w butach z amortyzowana podeszwą na pięte naskoki.

  24. Jaspis 6 marca 2013 o 15:42

    Pepsi,
    Mam do ciebie takie pytania :
    Co ile , w sensie w jakich odstępach czasu, można biegać maraton ?
    Jaki jest twój sposób na szybką regeneracje i czy tu dieta surowa coś pomoże ?

  25. pepsieliot 6 marca 2013 o 16:28

    Jaspis, znam takich co w jednym tygodniu dwa oblecą, ale ja bym nie radziła. Moim zdaniem 811 surowa jest stworzona dla wytrzymałościówki, co do innych dyscyplin nie jestem już aka pewna. 40 kilometrow w najkrótszym dla siebie czasie to spory wysiłek i mieśnie sa zajechane i regeneracja moim zdaniem powinna być odpowiednio dobrana dla danego organizmu żeby następny już robić. Dwudziestki na luze można robić co tydzień, ale też jak to mają być życiówki to inna sprawa

    1. Jaspis 6 marca 2013 o 17:23

      A co u ciebie najlepiej regeneruje mięśnie ?

      1. pepsieliot 6 marca 2013 o 18:29

        Jaspis, powiem Ci szczerze, mięśnie mam zajechane, ale bardzo dobrze regeneruje mięśnie białko z konopii i spirulina

        1. Jaspis 6 marca 2013 o 21:59

          Proszę cię szepnij słówko jakiej firmy polecasz spirulinę i konopie ?

  26. anana 6 marca 2013 o 16:45

    sorry, zupelnie z innej parafki: co z witamina e? zaczelam uzywac tego cronometra i ciezko ja uzupelnic (orzechy, zoltka, oleje roslinne)… a ze raczkuje w tym 811 to pytam…
    dziekuje:)

    1. pepsieliot 6 marca 2013 o 18:27

      Anana hej, jakoś nigdy witarianie nie mówią o E, więc nie rozkminiałam, ale dowiem się i powiem, bo ja nie patrzę w crono już od pewnego czasu, jem tak jakoś, teraz powiem słowo którego nie używam, ale właśnie jem intuicyjnie i na wszelki wypadek dokładam greensa, w moim przypadku witamin i minerałów nigdy za wiele, a wmarchewce nie ma przypadkiem A+E ?

      1. Paula 6 marca 2013 o 22:53

        U mnie takze raczej niemozliwe jest wepchanie 0,5 kg zieleniny dziennie, wiec robie sok do obiadu : brokul, marchewka, pomarancza, burak, takze z mysla o dzieciach 😉 boje sie ze nie dostana wystarczająca ilosc mineralow, Pepsi a gdzie kupujesz tego Greensa ???
        A i pytalas sie o gąsienice motyla, tak, zbieram je i wyrzucam do krzaków dosc daleko, mam nadzieje ze nie dojdą znowu do mojego jarmuzu 😉
        U mnie maly postep , kupuje ciuchy do biegania, u mnie wieje dosc mocno i pada czesto , wiec musza byc dosc porzadadne wiatro i deszczo oporne 🙂 A jak sie zrobi ciepolo to zaczynam jezdzic na rowerze z maja corka , ona w przyczepce, powiem ze to jest niezly wysilek z taka przyczepka i dzieckiem a czesto jeszcze z zakupami .

        1. pepsieliot 7 marca 2013 o 06:37

          Paula, dzięki za info o gasenczkach, mam nadzieje, że nie ma ich zbyt dużo. Jak najbardziej sok załatwia sprawę i można w nim przemycić skladniki, nawet za ktorymi solo się ne przepada. Greensa będę miala wkrótce już swojego, bo tego co miałam do tej pory mi wstrzymali, do zmiejszenia pewnych witamin. Więc robię innego.Dam znać jak juz bedę miała.

  27. anana 6 marca 2013 o 23:37

    Pepsi, trzebaby jesc dzienni kg marchi aby uzupelnic witamine e w 30%. Duzo jest jej w tluszczach, np 2 duze avocado dziennie by styknely …ale ma sie to nijak do 8/1/1.
    Moze zawracam niepotrzebnie glowe, ale na swoje usprawiedliwienie dodam, ze jak juz czlowiek usiadzie przed tym cronometrem czy jakos tak, to te cyfry troche stresuja i chce miec sie wszystko ladnie 🙂

  28. pepsieliot 7 marca 2013 o 06:43

    Anana , cudów nie ma, albo trzeba zjeść z jedzenem, albo z suplementu. Ja w ogóle o tym nie myślę, a jestem na 811 , więc albo te rygory są inne, albo z surowego wchłana sie wiecej, ale tak czy inaczej biore greensa , chociaż obecnie już tylko raz w tygodniu, a kiedyś codziennie, a wkrótce może zaprzestanę, bo mam dobre wyńiki badań. Albo zjedz od czasu do czasu całe awoado i dowal więcej węgli z owoców, a potem duzo ruchu i wtedy będziesz dalej na 811 , przecież to tylko proporcje węgli do tłuszczu i bałka, a wiele razy pisałam, ze 811 to diet dla bardzo aktywnych, czyli jak jesz węgli 10 g na kilo ciała, to a prawde sporo tez tłuszczu możesz jeść, bo to proporcje 🙂

  29. anana 7 marca 2013 o 14:59

    Dziekuje, faktycznie! Gluptas ze mnie:D

    1. ixorp 8 marca 2013 o 10:38

      Witam Cię Pepsi! A propo tematu i treningu. Co radzisz jeść przy jego braku? Sama przez kontuzję nie mogłam przeZ kilka tyg biegac. Inne ćwiczenia też musiałam ograniczyc. Przy tej szamie rzeczywiscie mozna opuchnac, jak się nie ćwiczy. Jak radzisz modyfikować dietę, aby tego uniknąć?

  30. pepsieliot 8 marca 2013 o 11:30

    powiem Ci szczerze ixorp hej, że jadłam to samo co zawsze tylko odpowiednio mniej, za to zaczęlam regularnie brać greensa (taki preparat witaminowo minerałowy głównie z warzyw i owoców, ale ma jeszcze kilka witamin dodanych w tym B12, D ) w tym czasie, teraz go odstawiłam

  31. Kate 8 marca 2013 o 16:51

    Hej Pepsi Eliot!
    nie mogę nie zabrać głosu przy temacie biegania;)

    Powoli zaczynam obczajać o czym tu wszyscy gadacie;) nie jestem na żadnym 811, a do raw mi też trochę brakuje, ale co mogę powiedzieć to to, że owoce w dużych ilościach) dają kopa do działania. Nie wyobrażam sobie jeść w ten sposób i siedzieć na kanapie, dlatego szczerze współczuje okresu bez endorfin biegowych. Domyślam się, że jednak spożytkowałaś owe siły na inne aktywności. Nie?

    Co do owoców, zaczęłam od książki Fuhrmana kilka tygodni temu, a dalej poleciało już bardziej w stronę surowego i jestem zachwycona (nie tylko ja z resztą, B już fanatykuje na ten temat) wpływem na ogólną kondycję, chęci, regenerację itp. Schudnąć za bardzo nie schudłam chyba, może coś nie tak robię, ale liczę, że samo zleci co ma zlecieć:))

    Pozdrawiam serdecznie!
    ps: Twoj blog za pewne przyczynił się do takich zmian, a więc dzięki Ci Pepsi!

    1. pepsieliot 8 marca 2013 o 18:05

      Hej, hej, nie ukrywam droga Kate, że z przyjemnością na Twoim świetnym blogu zobaczyłam szejki i te rzeczy. Dla wytrzymałościówki chyba nie ma nic lepszego. Niestety podczas nie biegania, również nie ruszałam się zbytnio, gdyż miałam akurat kontuzję, drobną, ale wystarczająco mnie wykończyła psychicznie. Ciesze się, że idziesz w tym kierunku i serdecznie pozdrawiam Ciebie, B. i piękne stworzenie czworonożne.

  32. Frania 13 marca 2013 o 09:47

    Myślicie, że można w 3 miesiące przygotować się do biegu na 10 km? To byłby pierwszy w moim życiu, obecnie mogę biec godzinę bez zadyszki w tempie, które nie pozwala na konwersację ale nie jest to też 10km/h.

    1. pepsieliot 13 marca 2013 o 10:04

      myślę Franiu że można, bo wszystko można, jeżeli taki antytalent do sportu jak ja, był w stanie przebiec maraton 🙂

  33. sarabrus 19 listopada 2016 o 05:52

    Ja czuję się dokładnie tak samo. Jak biegałam to tez miałam napady szczęścia po zobaczeniu chmury, listka itp.:))) nie biegam teraz teraz trzeci tydzien, kilogramy poszybowały jak chore, az nie do wiary, spuchnięta jestem cała(mam nadzieje, ze to woda bo chyba nie da rady przytyć 10kg w tydzien??!), lęki sie znów pojawiły (a leki i depresje tez od dzieciństwa miałam). Identiko jak Ty opisujesz.

Dodaj komentarz

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się