logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
451 online
55 262 869

TWOJA SPIRULINA 100% ORGANIC

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • 4 powody, że inaczej chorujemy

    OLYMPUS DIGITAL CAMERA

    4 powody, że inaczej chorujemy

     

    Chlorella 100% Organic This is Bio

    TU KUPISZ CHLORELLA 100% ORGANIC This is Bio

    Gutentag Możnym,

    Żyjemy w czasach, w których choroba jest uważana za coś normalnego.

    Za coś nierozerwalnie związanego z dniem dzisiejszym. Coraz trudniej jest przypomnieć sobie dzień, kiedy absolutnie nic nam nie dolegało. Chyba, że pod wieczór po 3/4 butelki czerwonego wina.

    Alergie, migreny, zaburzenia trawienia, zły sen, brak energii, nieuzasadnione niepokoje, łupanie w krzyżu, oraz bóle mięśni i stawów są przez nas uważane za normalną część życia i nie świadczącą o jakiejkolwiek poważnej chorobie. Postrzeganie nienormalności jako standardu doprowadziło do tego, że straciliśmy czujność i akceptujemy coś co nie powinno mieć miejsca. Akceptujemy świat postawiony na głowie.

    Choroba może się przytrafić, jako przerywnik zdrowia, a nie odwrotnie

    Każdego dnia otaczamy się okropnymi rzeczami, a cztery z nich szczególnie sprawiają, że chorujemy:

    Pierwsza okropna rzecz – Metale ciężkie

    Z jednej strony metale ciężkie, takie jak arsen, ołów, rtęć, kadm, aluminium, nikiel nie powinny być w żadnym wypadku poważnym problemem obywateli porozrzucanych po świecie. Jednak okazuje się, że właśnie metale ciężkie jak najbardziej są naszym problemem, bo chcąc nie chcąc stale się na nie nadziewamy. A chroniczna ekspozycja na metale ciężkie jest wiodącą przyczyną wszystkich naszych dolegliwości.

    – Zatruwa się nas rtęcią podczas obowiązkowych szczepień i w amalgamatach dentystycznych
    – Arsenem, którym skażone jest mięso kurcząt
    – Ołowiem znajdującym się w farbach w gospodarstwach domowych, w domach wybudowanych przed 1978 rokiem, a także w wielu produktach z yyy … ryżu (nawet brązowy i nawet bio? łi)
    – Aluminium w naczyniach do gotowania, oraz produktach do higieny osobistej, takich ja dezodoranty. Uwaga nawet na tak zwany eko ałun.
    – Kadmem w dymie z papierosów i fabryk, a także w wielu produktach z yyy … ryżu
    – Innymi metalami ciężkimi zawartymi w pestycydach i herbicydach, które zalęgły się w naszym powietrzu, żywności i wodzie.

    Jest oczywiste, że prawie wszyscy z nas mają do czynienia z tym ciężkim, toksycznym obciążeniem

    heavy1

     Druga okropna rzecz – Antybiotyki

    Nadużywanie antybiotyków, a wiedzmy, że ich okropnie nadużywamy stworzyło między innymi szereg problemów trawiennych, które doprowadziły do ​​wielu bolesnych objawów.

    Po nadużyciu antybiotyków mamy zapewnione wiele lat cierpień

    Niemowlęta, które dostały antybiotyki mają niestety duże szanse na astmę

    Antybiotyki jak na razie są bardzo skuteczne w unicestwianiu złych bakterii (lub były skuteczne, bo bakterie cwanie mutują). Jednak antybiotyki są również skuteczne w unicestwianiu dobrych bakterii. Nasze jelita są ściśle związane z naszą odpornością. Nasz podstawowy system obronny zależy od ilości przyjaznych bakterii w jelitach. Antybiotyki upośledzają delikatną równowagę flory jelitowej i wtedy stajemy się podatni na wszelkie rodzaje infekcji. Co w końcu prowadzi do przewlekłych i ostrych chorób, w tym alergii i raka.

    anti2

    Trzecia okropna rzecz – Degradacja gleby, a co za tym idzie naszego pożywienia

    Nasze pożywienie, ze względu na to, że ziemia jest ograbiana z naturalnych składników i traktowana bez umiaru chemią zostało zdegradowane do tego stopnia, że niektóre z naszych pokarmów mają nawet 50% mniej składników odżywczych niż to miało miejsce zaledwie 50 lat temu.

    Jeżeli połączymy ten fakt, że ludzie nie jedzą nawet tak okaleczonej żywności, a jeszcze zaczynają ją przetwarzać i taka im najbardziej smakuje z półek hipermarketów, doszło do tego, że w pokarmach nie ma właściwie istotnych składników odżywczych.

    Jednak ten prowiant nie zatrzymał się po prostu na neutralności, ale niesie ze sobą chemiczną truciznę

    To zawsze skutkuje kaskadą chorób i bólu. Nie ma innej opcji. Jesz, ale się nie odżywiasz.

    degr5

    Czwarta okropna rzecz – Xenoestrogens

    Być może jednym z najczęstszych zanieczyszczeń, które wprowadzamy do naszych organizmów jest xenoestrogens, znany również jako sztuczny estrogen naśladujący ten prawdziwy.

    Z Xenoestrogensem kontaktujemy się przy wielu okazjach. Ale najczęściej siedzi w plastikowych pojemnikach, w wewnętrznych wyściółkach konserw, w styropianowych kubkach ęą z kawusią i innych pojemnikach. A także w kosmetykach i artykułach toaletowych i środkach chemicznych w rolnictwie.

    xeno3

    Powiedz szczerze, czy człowiek jest normalny, czy raczej uderzony w czaszkę metalowym prętem?

    war

    Wszystkie te substancje, nie wymieniłam nawet  promieniowania, jedzenia słodzików (naprawdę przy takiej opcji nawet cukier zwykły jest lepszy, oczywiście bez tłuszczu), glutaminianu sodu (jest dosłownie dodawany do wszystkiego co przetworzone, w tym do ciasteczek) więc te okropne rzeczy sprawiają, że następuje zaburzenie równowagi hormonalnej w naszych ciałach. Hormony rządzą w kosmosie ciała, a nierównowaga doprowadza do osłabienie systemu. Tak było od zawsze, nawet gdy jeszcze cesarze chińscy nie mieli pojęcia o TCM

    Osłabienie systemu, to:
    – Bezsenność
    – Zestresowanie i niepokój
    – Słaba energia, brak sił witalnych
    – Przyrosty masy ciała, albo niepożądane spadki mięśni
    – Suchość skóry, włosów i paznokci
    – Brak chęci do robienia coitus
    – Słaba koncentracja

    Te zaburzenia w przyszłości stają się podwalinami poważnych chorób

    Stajemy się coraz bardziej ospali i leniwi, nie chce nam się zadziałać, jakoś odwołać się do zaleceń, zmusić organizm do zmian, co ponownie nasila toksyczne dociążenia organizmu.

    A następnie tego strupa przekazujemy dalej, z pokolenia na pokolenie

    Po dziadku odziedziczyłem turpizm

    Supcio

    Czy w ogóle jesteśmy w stanie podnieść się z tej degrengolady i zabrać się za siebie? A co z ohydnymi rzeczami, na które nie mamy wpływu?

    W rzeczywistości na wszystko mamy jakiś wpływ. Trzeba tylko zawinąć kiecę. I polecieć.

    Owocek


    reklamablogBlog pepsieliot.com nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.

    Rzuć też może gałką na to:

    Dobre suplementy znajdziesz w naszym Wellness Sklep


    Disclaimer:
    Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, i niekoniecznie wyraża zdanie założycielki bloga, tym bardziej nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.


     

    (Visited 8 041 times, 3 visits today)

    Powiązane artykuły

    1. Ewa 25 października 2015 o 12:45

      Ale negatywny wpis. Mam nadzieję, że zmusi do myślenia i wybierania tego co proste, skuteczne i tanie. Aby nie dać nabić się w butelkę.

    2. Nina 25 października 2015 o 13:09

      Wspania ” Pepsi Eliot ” uwielbiam to najlepsza strona jaka spotkalam w internecie . Swietnia dzialaj tak dalej ,a my bedziemy czerpac wiedze i poprawiac swoje zdrowie ,zycie ,bycie . DZiekuje i Pozdrawiam SEWRDECZNIE NIna

      1. pepsieliot 25 października 2015 o 17:39

        Nina thx 🙂

    3. Braciszka 25 października 2015 o 21:28

      Pepsi i wszyscy, którzy to przeczytacie.
      Będzie nie na temat.
      Potrzebuję pomocy, porady. Mam 20lat i jak mi się wydaje poważne problemy ze zdrowiem. Wymienię :
      Trądzik plus okropne zaczerwienienie twarzy.
      Wypadające, zniszczone włosy.
      Permanentne wzdęcia od lat ok 10 lat. Kiedyś bardzo bolesne teraz już nie.
      Problemy z kolanami, chodzę przy innej aktywności kolana puchną, bolą.
      Nieświeży, trupi oddech. Dbam o uzębienie.
      Senność, zmęczenie, rezygnacja, myśli destrukcyjne.
      Niska odporność na stres. Nie na choroby. Raczej przeziebiona nie chodzę.
      Przelewanie się w brzuchu, ciągle burczenie, cały czas coś się dzieje. Uczucie jakby jedzenie się nie trawiło.
      Wypróżnienia regularne ale stolec dziwny, postrzepiony, nkestrawiony pokarm.
      Gazy, ciągłe, niekontrolowane, zdecydowanie nasilające się w sytuacjach stresowych, tzn wszędzie tam gdzie ja i ludzie.
      Samoistnie wydzielający się zapach z odbytu, nieprzyjemny. Nie wiem jak to wytłumaczyć. Towarzyszy temu jakby uczucie nieszczelności odbytu? Tylko wśród ludzi, jak żyje sama nie mam takiegk objawu.
      Słabe szkliwo, wg dentyski jak w mleczakach.
      Brak hajsu.
      Nie bralam w swoim życiu antybiotyków wiele, raptem może 3razy. Stresu od dzieciństwa dużo, odżywienie kiepskie idące bardziej w kierunku niedożywienia. Nie jadłam słodyczy, typowych fast foodow. Duzo chleba, ziemniaków, mleka. Naturalnego mleka. Mało aktywny tryb życia. Reszta rodziny zdrowa. Żyła tak samo.
      Jak jem teraz? Wysokoweglowodanowo, niskotluszczowo. Sól tylko himalajska. Omega 3, k2 z d3, chlorella przyjmuje. Magnez biorę. Jem kasze jaglaną, gryczaną, ryż, soczewjce, ziemniaki, warzywa, owoce, kiszone domowe ogórki, domowy zakwas buraczany, miód prawdziwy. Orzechy brazylijskie, herbaty ziołowe., rzadko kawa. Rano woda z sokiem z połowy cytryny, grejpfruta i jednej pomarańczy z łyżeczką melasy z trzciny cukrowej.
      To chyba wszystko. Wszyscy mi mówią że odżywiam się przesadnie zdrowo, dlaczego więc nadal czuje się chora? Otaczają mnie ludzie, ktorzy jedzą wszystko. I czują się dobrze. Wiem, że powinnam wykluczyć wszystkie zboża, zemniaki, ryż, strączkowe. Tylko trochę mnie nie stac.Pepsi podziwiam Cię i szanuje. Myślę, że wielu ludzi ratujesz, uświadamiasz. Ja sama śledzę Twojego bloga namiętnie.
      Pozdrawiam

      1. grzegorzadam 26 października 2015 o 09:59

        @Braciszka

        Z miejsca zrób test na zakwaszenie żołądka, i zbadaj sobie pH.
        (mocz paskami- 100 szt możesz jeszcze dzielić na mniejsze, na dłużej starczy..)
        Soda bez antyzbrylaczy
        Twój żołądek jak widać odmówił pracy..
        Stąd kłopoty…
        Zrób badanie pierwiastkowe włosa, a najlepiej Volla+vegatest…

        1. grzegorzadam 26 października 2015 o 14:31

          Przy zakwaszonym organizmie pasożyty robią u Ciebie mówiąc kolokwialnie co chcą..
          Zacznij od początku..
          Woda ‚sodowa’ z rana, a 20 minut przed wodę osoloną z kropelkami wody utlenionej.
          Zdiagnozuj się biorezonansem, koszt od 150 do 250 zł.
          Ale gabinet z lekarzem, są w większych miastach..
          To może dać Ci odpowiedź, jak postępować dalej.
          Jesteś za młoda, żeby tak chorować ..
          Zrób sobie oczywiście ‚próbę jodynową’, Jodu możesz mieć poważny niedobór..
          Buteleczka jodyny 3% to koszt koło 3 zł..
          Np. Hasco-lek, spirytusowy roztwór jodu 3%..
          Lugola ‚apteczne’ są bardzo rozwodnione.

          pozdrawiam

          1. pepsieliot 26 października 2015 o 14:53

            Paski już wkrótce będą w naszym Wellness Sklepie

            1. grzegorzadam 26 października 2015 o 15:38

              W jakich zakresach ?
              Jakieś szczegóły..?

          2. Braciszka 26 października 2015 o 17:52

            Bardzo dziękuję za odpowiedź 🙂 ok więc będę piła wodę z sodą z rana, łyżeczkę na szklankę? Ile soli na szklankę wody? Może to być sól himalajska? Zacząć od 1kropli wody utlenionej? Jak długo powinnam to pic? Zrobie test pH i na zakwaszenie żołądka (chodzi o test z wykorzystaniem sody?). Pozostałe badania również w miarę możliwości zrobię. Sprawdzę jod, w sumie nigdy nie pomyślałam o tym że mogłabym mieć jego niedobory. Do tego wyeliminuje ze swojej diety wszystkie zboża, pseudozboza, ziemniaki, kawe, kakao, psiankowate jednym słowem wszystko co podejrzane 🙂 może w końcu się uda. Jeszcze raz dziękuję!

            1. Kubarlov 26 października 2015 o 20:08

              Katowice – to dobrze, bo w dużym mieście łatwiej Ci będzie dotrzeć do miejsca, gdzie to robią – sprawdzaj też na Grouponie, nie zawsze jest pod nazwą Volla test, osobiście mogę polecić też urządzenie pod nazwą Diacom (ja w Warszawie i tutaj trafiłem) na trochę bardziej zaawansowanych podzespołach (skan przez specjalnie skonstruowane słuchawki), ale oba te urządzenia są po prostu rozbudowanymi tzw. Maszynami Rife’a do skanu biorezonansowego działającymi też w drugą stronę (spotkasz się pewnie z ofertą w gabinecie), czyli ukierunkowane działanie rezonansowo-destrukcyjne na daną grupę pasożytów (tanie zabiegi to nie są, niestety). Takie działanie trzeba łączyć z „czyścicielami” organizmu z toksyn (zioła, diatomit) po zabitych pasożytach wraz z ich toksynami.

              Co do picia sody oczyszczonej i sprawdzania zakwaszenia żołądka to koniecznie obejrzyj na Youtube co mówi na ten temat Jerzy Zięba (po nazwisku znajdziesz). Tłumaczy prosto i dokładnie. Soda neutralizuje kwasy żołądkowe, więc pije się ją przed/po posiłkach z odstępem ok. 3 godzin.
              Łyżkę na szklankę i jak się odbeknie później niż po ok. minucie, no to słabiutko z zakwaszeniem żołądka….
              Ale film z Ziębą najpierw obejżyj.

              Wodę utlenioną (taką z apteki) – wg Nieumywakina: na pół szklanki wody na rano czczo 3 krople, codziennie zwiększać o 1 aż dojdzie się do 10 i to jest maks dla H2O2 z apteki (bo zanieczyszczenia), jeśli w trakcie na jakimkolwiek etapie zwiększania ilości pojawią się objawy typu herx (bóle głowy, nudności) – przerwać na 1-2 dni (do ustąpienia objawów) i potem zacząć od tej samej ilości na której się przerwało, to objawy oczyszczania

              Psiankowatych ja też raczej nie jem, chyba że gdzieś poza domem sporadycznie, jak nie ma innej opcji. Trochę szkoda pomidorków, ale z pomidorami to akurat jest tak, że ta nieporządana solanina koncentruje się w nich wokół nasion – pozostały miąższ jest względnie bezpieczny, więc w sezonie i „od niedzieli” trochę świerzego likopenu nie zaszkodzi 🙂

            2. grzegorzadam 26 października 2015 o 21:21

              @Kubarlov

              ===Soda neutralizuje kwasy żołądkowe, więc pije się ją przed/po posiłkach z odstępem ok. 3 godzin.
              Łyżkę na szklankę i jak się odbeknie później niż po ok. minucie, no to słabiutko z zakwaszeniem żołądka….
              Ale film z Ziębą najpierw obejżyj.===

              I z dr Ogułowem:
              https://youtu.be/2VZ2wMCpHd8

              Soda nie zneutralizuje wydatnie kwasu solnego, może w max. 10%, jeżeli ją lekko ‚zakwasimy’ octem jabłkowym lub sokiem z cytryny..
              Uzyskujemy wtedy octan lub cytrynian sodu, których chemicznie żołądek już nie potraktuje jak IPP.. I tą ‚strużką-dróżką’ w żołądku szybko przedostaje się do jelit..
              Zwiększając dodatkowo efekt alkalizacji dwu-trzykrotnie..
              Ogułow poleca cytrynian sodu, Last cytrynian potasu..
              Taka sprytna sztuczka ‚magiczna’.. 😉

              Najlepiej sodę brać rano pół godziny po WU w solonej wodzie.. I po godzinie dokwaszamy żołądek i jemy..
              Alkalizacja może trwać miesiąc, dwa, a nawet pół roku, ale naprawdę warto.
              Przy dużym zakwaszeniu i poważniejszych schorzeniach można sodę wieczorem przed snem powtórzyć..

      2. Kubarlov 26 października 2015 o 15:54

        @Braciszka
        też myślę, że to pasożyty, którym przecież łatwiej zasiedlić człowieka z niedokwaszonym żołądkiem – w sumie kwasy żołądkowe to jakaś naturalna bariera jest…

        z tego, co się w życiu naczytałem dziwnych rzeczy o pasożytach, to wg mnie kolejnym objawem na to, że je masz, są te nasilenia dyskomfortowych objawów w sytuacji, gdy znajdujesz się wśród ludzi
        albowiem zdarzyli się też tacy nietypowi badacze potwierdzający wpływ pasożyta na reakcje psychosomatyczne nie tylko nosiciela głównego, ale również pośredniego – przykład toksoplazmozy, gdzie głównym nosicielem są koty, u myszy wywołuje zniesienie strachu i ucieczki przed każdym potencjalnym drapieżnikiem, niejako wystawia je „na talerzu” dla kotów, u ludzi podwyższa zaś skłonność do ryzyka i zachowania związane z większą dawką adrenaliny
        żyjemy w swoistej symbiozie psychosomatycznej z mikroorganizmami, które nosimy – mamy przecież tzw. mózg jelitowy odpowiadający za emocje, o ilości neuronów odpowiadającej mózgowi czaszkowemu i też funkcjonujący autonomicznie, przecież 80% serotoniny produkowanej jest w jelitach nie bez powodu…

        test typu Volla wyjaśni i podpowie gdzie są obciążenia organizmu – tani nie jest, ale zdarzają się promocje na Grouponie, sam tak kiedyś skorzystałem za 70 zł

        no i na pasożyty – większe i mniejsze, candidę – to też ziemia okrzemkowa jest polecana (…i na muszki owocówki, mrówki i inne robacto w domu – posypać ich rewiry), wcale drogo nie wychodzi, bo za kilogram zapłacisz ok 80 zł, a dawkowanie jest od 1 łyżeczki

        tylko zaleciłbym Ci jeszcze całkowite odstawienie pszenicy (niszczy jelita), a mleko, jak jeszcze spożywasz, to raczej tylko naturalnie fermentowane (i najlepiej kozie, jak już)

        pasożyty powodują niedobory wszystkiego, począwszy od pierwiastków takich, jak jod, po podstawowe składniki odżywcze – jak nie masz alergii na pyłki, to super odżywką będzie dla Ciebie pyłek pszczeli, łyżeczkę zmieszać z odrobiną wody na 2-3 godziny przed spożyciem – to super dawka witamin, aminokwasów, enzymów, ok. 280 różnych substancji odżywczych – tylko pamiętaj, że jak masz pasożyty, to najpierw je dokarmisz i nie wiadomo, czy Tobie coś zostanie

        pozbycie się większych pasożytów uchroni przed inwazją mniejszych oraz wewnątrzkomórkowców – wszystkie one się pozakulisowo wspierają – jak nasi politycy – np. candida jest świetną osłoną dla chlamydii i gronkowca złocistego, nie pozbędziesz się tych dwóch ostatnich bez pozbycia się przerostów candidy

        z jakiego miasta pochodzisz? może ktoś coś poradzi bardziej lokalnie z tymi testami…

        1. Braciszka 26 października 2015 o 18:10

          Kubarlov dziękuję za cenne wskazówki. Muszę koniecznie zrobić ten test typu Volla. Obecnie mieszkam w Katowicach. Pszenicę wyeliminowałam, faktycznie jakikolwiek powrót do niej powodował, że dostawałam dreszczy, było mi zimno, bolała mnie głowa i nie mogłam zaspokoić pragnienia mimo dużej ilości wypijanej wody. Mleka nie pije od ok 3lat. Spróbuję tej ziemi okrzemkowej tylko boję się żeby nie przesadzić z wprowadzaniem nowości 🙂

    4. Kubarlov 26 października 2015 o 02:46

      Cóż za koincydencja 🙂 Podzielę się świeżo zdobytym doświadczeniem… 🙂

      Rzecz bezpośrednio wiąże się z omawianymi w artykule metalami, a konkretnie aluminium – jego obecność w organizmie, jako antagonisty, powoli wypiera krzem i bezpośrednich skutków działania charakterystycznych dla aluminium możemy nie zauważyć, dopóki nie wyczerpią się zapasy krzemu…
      Zaś niedobory krzemu objawiają się najczęściej poprzez zaburzenia wchłaniania (i utrzymania) innych potrzebnych nam pierwiastków, takie to współzależne wszystko fajnie jest 🙂
      Sama obecność krzemu w organizmie działa jak swoisty regulator i potrzebna jest do usuwania aluminium.
      Wiedza to w zasadzie podstawowa i przy samym teoretyzowaniu niewiele wnosi praktycznego poza pytaniem „Jak ‚domowym sposobem’ sprawdzić, czy ma się niedobory krzemu?” Bo przecież nie chcę czekać, aż mi się coś wykrzaczy… 🙂

      No i tu dochodzę do doświadczenia. Jest ono o tyle ciekawe, że zupełnie w innym świetle stawia proces powszechnie nazywany chorobą wirusową.
      Na wstępie krótka charakterystyka pacjenta, czyli mnie 🙂 . Wegetarianin od lat ok. 8-miu, weganin od ok.5-ciu, od roku coraz bliżej 80% raw. To przyszło jednocześnie z poznawaniem, na czym polega moja nietolerancja pokarmowa. W toku tych poszukiwań naturalnych metod oczyszczania i unormowania stanu swojego organizmu przyszło sporo wiedzy, z której korzystam do dzisiaj.
      No więc odżywianko spoko. Gluten dawno poszedł w odstawkę, więc i jelita spoko, przeczyszczone dzięki Efektywnym Mikroorganizmom już parę lat temu – test buraczany OK! Do tego standartowa suplementacja wegańska i często gęsto kombucza na fajnych ziółkach, mumio, witamina C w ilościach ok. 10 gr/dobę, od kilku lat piję tzw. wodę krzemionkową, dodatkowo nastawianą z szungitem – ph 7,9 czyli alkaliczna, doprawiona minerałami…
      Po stronie obciążeń należałoby zaś umieścić zarywanie nocek, brak ruchu (czyli też mniejszy ruch limfy) bo taka praca niestety, picie kawy (to już jest nałóg mentalny 😉 ). No i z paleniem tytoniu też nie mogę się uporać, ale jak już o tytoniu: w produkcji przemysłowej używa się #1. arsenianu ołowiu w celu zastopowania procesu fermentacji, #2. przy produkcji papierosów dodaje się saletry amonowej (przeciwpleśniowo..) i to ona odpowiada w zasadzie za szkodliwość palenia – saletra paląc się rozpada się do azotanów i azotynów, substancji silnie uszkadzających ściany komórkowe i substancji bezpośrednio rakotwórczych – potencjalnie niebezpieczne substancje ze smoły nikotynowej są tutaj jedynie „wisienką na torcie”. Więc palę najchętniej tylko taki bezpośrednio od rolnika.
      Poza tym od paru lat mieszkam w Warszawie, niezbyt daleko lotniska, co w efekcie daje większe obciążenie płuc groźnymi substancjami z powietrza, niż te moje popalanie… Normy stężeń przekroczone są w promieniu 50 km od Warszawy, to o czymś świadczy…

      No i teraz pytanie, jak tam u mnie z krzemem?
      Skoro nie ma skutków ubocznych nadmiaru krzemu organicznego, to najprościej będzie zasuplementować i obserwować co się dzieje, a dziać się może po prostu oczyszczanie organizmu z czegoś, co nie mogło się oczyścić z braku krzemu właśnie…
      Nabyłem więc ziemię okrzemkową (diatomit), jako że uwalnia krzem jonowy i tak z 10 dni temu zacząłem od dawki podstawowej.
      Długo nie musiałem czekać. Zdaje się, że po drugim dniu zaskoczyło mnie – przez parę ładnych lat nie widziane – zapalenie oskrzeli. Z takim kaszlem, że do dziś mam zakwasy, a przez parę dni byłem na granicy naderwania mięśnia brzuszno-kaszlowego (wiązanie do żeber), normalnie masakra…

      I co tu robić? Witamina C w zwiększonych dawkach, srebro koloidalne, sól himalajska (siarka), ziółka, piniówka z miodem i bursztynówką, olejek oregano, a nawet olejek CBD… to wszystko niewiele dało poza delikatnym stonowaniem objawów – no, a ten diatomit wciąż piję, bo przecież kupiłem i mam, to co mam przerywać, skoro i tak pić się chce… 😉

      To teraz pytanie czym było to, co wyglądało jak choroba? Gorączka, z nosa leciało, a tu ani siarka, ani srebro, ani wit. C niewiele zdziałały….
      Jako że niedawno miałem okazję liznąć trochę tematu tzw. medycyny germańskiej – sytuacja ta najbliżej odpowiada jej założeniom, czyli choroby jako procesu oczyszczania organizmu, gdzie pewne procesy stają się nadrzędne nawet wobec srebra, wit C itp. …

      No i tak to jest z niedoborami krzemu – nie widać, że przestój w fabryce, ale jak przyjedzie dostawa, to syf leci jak z rękawa…

      Oj, ja tylko pociągnął….
      😉

      W nawiązaniu do artykułu – mogę polecić ziemię okrzemkową jako bardzo skuteczny suplement krzemu – niezbędnego do oczyszczania organizmu z metali. Działa jak burza i szybko zabiera się za robienie porządków w najbardziej obciążonych organach organizmu – jako gratis może też wyczarować L4 jak komuś się nie che iść do roboty 😉 i to też trzeba wziąć pod uwagę planując suplementację nie znając rzeczywistych niedoborów swojego organizmu. Badanie krwi nie odzwierciedla przecież ilości krzemu na poziomie komórkowym.

      Ja na chwilę musiałem przerwać picie krzemu – bo jednak trzeba czasem wyjść z domu bez względu na stan organizmu, taka praca i obowiązki – objawy zeszły w ciągu 2 dni, jestem „optycznie zdrowy”. Kaszelek chronicznie trochę męczy, ale na to mam Echinaceę i pastylki „Tymianek i podbiał” 🙂
      Załatwię sprawy na mieście, uzupełnię zapasy i wrócę do diatomitu. Zobaczymy, co będzie się działo 🙂

      Pozdroooo!

      1. grzegorzadam 26 października 2015 o 09:37

        @Kubarlov

        A próbowałeś z wodą utlenioną soloną, inhalacje 0.5% aż się prosi żeby zastosować.. 😉

      2. Piotr 26 października 2015 o 12:46

        To mi wygląda na pasożyty , może lamblie . Ich skutkiem jest blokada trawienia , a objawy to czerwone wysypki , niedożywienie i cała reszta . Trzeba wykonać test biorezonansowy np Volla , bo normalne badania często nic nie dają .

      3. Kubarlov 26 października 2015 o 14:57

        @Grzegorz,
        co do wody utlenionej, to ogólnie prof. Nieumywakin nie zaleca jej picia osobom palącym, za to wg jego książkowych porad i niezależnie od tej „choroby” stosuję techniki oddechowe polecane przez niego w celu poprawy wymiany gazowej na poziomie komórkowej …a techniki te znane są na dalekim wschodzie jako pranajama 🙂 …no i ciekawie to działa na organizm – sprawdzałem już w różnych okolicznościach: długi dystans jazdy na rowerze, zima i mróz, upał i duchota w tramwaju – zawsze, po chwili z mroczkami w oczach, nadchodziło naturalne i komfortowe dopasowanie organizmu do okoliczności (ciężko mi to inaczej opisać) 🙂
        a inhalacji specjalnie nawet nie odczuwałem potrzeby robić, nie zatykało mi aż tak nosa, tutaj wystarczającą ulgę przynosiła staroindiańska metoda wąchania świeżo przekrojonej cebuli 🙂

        1. grzegorzadam 26 października 2015 o 16:00

          @Kubarlove

          Bedę oponował ..;)
          Nieumywakin nie tyle nie zaleca WU palaczom, co deprecjonuje palenie jako takie!
          Szczególnie perfumowany przemysłowy tytoń jest nie teges, pisałeś o tym…
          Właśnie palacze mają niedotlenienia, i atomowy tlen jest jak najbardziej wskazany..!
          Wiem coś na ten temat, bo popalam..

          A metody oddechowe zaczerpnął z Buteyki:

          ==Metoda Buteyko: Jak odblokować nos (napisy PL)==
          https://youtu.be/sDQeHPH01KU

          Można by z tego zrobić ciekawy wpis… 😉

          1. Kubarlov 26 października 2015 o 19:45

            oczywiście, że deprecjonuje palenie 🙂 ja też nie pochwalam, bo sam czuję, jak obciąża z każdym kolejnym rokiem….

            z tym tlenem też masz rację, chociaż ja osobiście sugeruję się też informacjami dodatkowymi z książek Nieumywakina: pisał tam coś takiego, że na którymś tam etapie metabolizmu witaminy C uwalnia ona wolne elektrony, przez co pełni analogiczną funkcję do aktywnego tlenu – nie zastąpi go co prawda we wszystkim, ale znaczna suplementacja witaminą C zapewnia lepszy dostęp do tlenu komórkom, bo wyręcza tlen w innych reakcjach oksydacyjnych… tak to jakoś widzę 🙂

            Nieumywakin dokładnie opisuje procesy oddychania (rodzaj zimnej fuzji w komórkach, które w zasadzie zasysają erytrocyty do kapilar, czemu serce nie dało by rady po prostu, siła zasysania jest dwukrotnie większa, niż siła pompowania krwi przez serce – dlatego też ruch mięśni jest tak ważny dla zdrowia), bo przebadał to na poziomie komórkowym. Buteyko pokazuje to po swojemu bo firmuje się nazwiskiem i to trochę się z tym wiąże ta jego „autorska” metoda, natomiast Nieumywakin otwarcie wskazuje, że techniki te powszechnie znane są jako pranajama i wykorzystywane przez joginów. W skrócie polega to na zatrzymywaniu oddechu pomiędzy każdym wdechem, a wydechem na mniej więcej taki sam okres, jak trwa sam wdech, lub wydech.
            Przykładowo, odliczamy w myślach swoim rytmem w trakcie: wdechu do 4, wstrzymania do 4, wydechu do 4, wstrzymania do 4 i tak w kółko, są też modyfikacje, jednak w obrębie „taktowania do 4”, czyli: wdech – 4, wstrzymanie – 4, wydech – 6, wstrzymanie – 2, (suma w cyklu też daje 16)

            Właściwe stężenie CO2 w krwioobiegu, dla utrzymania prawidłowej wymiany gazowej komórek ( O2 na CO2 ), jest ok.3 razy większe niż zawartość CO2 w powietrzu. Hiperwentylacja, to nic innego, jak nadmierne pozbycie się CO2.

            a zatkany nos miałem tylko przez jeden dzień właściwie – taka przeczyszczająca fala nadprodukcji po świeżej dostawie śluzotwórczej krzemionki – ta „choroba” tylko sumą objawów przypominała chorobę, bardziej wyglądało to na nagłą aktywizację układu odpornościowego (gorączka) i czyszczącego (śluz) tuż przed przyjazdem komisji kontrolującej z centrali 😉
            a kaszel, to już też wiem, że wiąże się u mnie z jednak zbyt małą ilością pitej wody w stosunku do wypitej kawy… :/

            wirusów w tym jakoś specjalnie mogło nie być (srebro pijam dość często), zaś podobne objawy może dać sam organizm ze swoją reakcją immunologiczną, limfocyty to przecież nasze własne mikroorganizmy….
            mam bardzo duże doświadczenie związane z chorobami górnych dróg oddechowych z czasów spożywania produktów z mleka… 😀 „normą” było poważne przeziębienie typu zapalenie oskrzeli, angina, tak ze 3-4 razy w roku, nie licząc katarków i drobniejszych przechodzonych i bezgorączkowych angin ropnych (na szczęście wszystko wywalało na zewnątrz i nic nie trzeba było wycinać)…

            1. grzegorzadam 26 października 2015 o 21:56

              ==mam bardzo duże doświadczenie związane z chorobami górnych dróg oddechowych z czasów spożywania produktów z mleka==

              To widać, słychać i czuć! 🙂
              Pisz częściej, dużo ciekawych informacji..
              Co sądzisz o ‚badaniu’ suplementów, jedzenia i korzystnych skłądników odżywczych dla konkretnego osobnika metodą Volla.. ?
              To dałoby odpowiedź na skuteczność terapii wszelakich..
              Często widać , że nie wszystko dla wszystkich jednako jest skuteczne.. ?

              O tej transformacji witC w nadtlenek wodoru chyba pisze J. Zięba w rozdziale o witC swojej książki:

              ===W końcowych etapach swego metabolizmu witamina C zamieniana jest w wodę utlenioną, której
              działanie na komórki nowotworowe opisane zostało powyżej. Często się mówi, że witamina C jest
              bezpiecznym „nośnikiem” wody utlenionej. Woda utleniona w kontakcie z wolnymi jonami żelaza
              wchodzi w tzw. reakcję Fentona, czego wynikiem jest powstanie dużej ilości wolnych rodników.
              Wiemy, że wolne rodniki niszczą komórki, a szczególnie błony komórkowe. Wiemy też, że
              w komórkach nowotworowych znajduje się duża ilość zgromadzonych tam jonów żelaza. I tutaj,
              wewnątrz komórki, w reakcji wody utlenionej z jonami żelaza, dochodzi do tak dużego stresu
              oksydacyjnego, że komórka taka ginie zniszczona „od środka”.===

              Za: MartaBrzoza-Ukryte terapie.

              Czyli i vitC i H2o2 finalnie działa podobnie
              Jestem zwolennikiem obu..
              Polecam e-book z Vibroniki _ Aktywny Tlen..

              pozdrawiam

            2. grzegorzadam 26 października 2015 o 22:08

              ===dróg oddechowych z czasów spożywania produktów z mleka… „normą” było poważne przeziębienie typu zapalenie oskrzeli, angina, tak ze 3-4 razy w roku, nie licząc katarków i drobniejszych przechodzonych i bezgorączkowych angin ropnych ==

              Mam identyczne prawie doświadczenia.. 😉
              Plus notoryczne zapalenie okostnej, co miesiąc, jak wg planu..
              A to były jakieś pasożyty.. Tak teraz o tym myślę..
              Najpierw witC zostały oszołomione, a WU doszczętnie rozbite.
              Plus dieta BG, BC, BM..
              Ale w każdej chwili można się czymś zarazić, nie ma gwarancji spokoju od tych złośliwych stworzeń.
              Miałem ostatnio około 2 tygodni jakąś dziwną infekcję..
              Lumbago, katar, jakieś oczyszczanie..
              Nie podejrzewałęm, że mozna tyle ‚wysmarkać’..
              A popuściłem sobie z cukrem, i podobnymi.
              Grzyby wprost uwielbiaja cukier..
              Te nasze ‚przeziębienia’ to prawdopodobnie efekt ich działalności..
              Ale są skuteczne nie-antybiotykowe sposoby na nie..

            3. grzegorzadam 26 października 2015 o 22:16

              ==Przykładowo, odliczamy w myślach swoim rytmem w trakcie: wdechu do 4, wstrzymania do 4, wydechu do 4, wstrzymania do 4 i tak w kółko, są też modyfikacje, jednak w obrębie „taktowania do 4”, czyli: wdech – 4, wstrzymanie – 4, wydech – 6, wstrzymanie – 2, (suma w cyklu też daje 16)==

              Nieumywakin wprost stwierdził, że tym ”bezdechem” doprowadził zdrowie swe nadwątlone do porządku..
              i pływaniem w zimnych wodach jeziora (naturalna ‚krioterapia’).., 😉
              A w wieku 52 lat już był wrakiem człowieka, był bliski smierci..Jest w wywiadach..
              A tu za rok 90 lat.. 😉

    5. depotee 26 października 2015 o 07:44

      Podzielam zdanie Niny. Dzięki Pepsi. Codziennie.

    6. degiez 26 października 2015 o 08:37

      Pepsi, a co sądzisz o tatuażach? Słyszałam opinie lekarzy, że tatuaż jest jest bardzo szkodliwy, bo organizm cały czas stara się go „zwalczyć” przez co każda „porysowana” istota ma podwyższone coś (nie pamiętam co).

      1. pepsieliot 26 października 2015 o 08:52

        szkodliwy, ale jedzenie frytek też

        1. grzegorzadam 26 października 2015 o 16:08

          Ale frytki mają smak! 🙂
          Jestem bramborowcem, ziemniaki są gites..
          Czy całkiem wskazane, to już inny temat psiankowatych..

          Surowe (sok) są lekiem żołądkowym..

    7. Ewa 26 października 2015 o 09:44

      Dużo czytam o pozytywnych właściwościach ziemi okrzemkowej i zastanawiam się czy są jakieś przeciwwskazania do jej stosowania?

      1. pepsieliot 26 października 2015 o 09:59

        oczywiście bardzo odwadnia, gdy Twój organizm jest odwodniony (bardzo często u alergików) to jeszcze bardziej się odwodnisz, to zawsze jest niebezpieczne

      2. Kubarlov 26 października 2015 o 14:37

        przy stosowaniu ziemi okrzemkowej podstawowe zalecenie, to picie 2 – 3 litrów wody dziennie, przy czym osobiście zalecam strukturyzowaną, bo taką organizm łatwiej zatrzyma na poziomie komórkowym, no i smaczniejsza jest 🙂

      3. Kubarlov 26 października 2015 o 15:04

        @Ewa
        generalnie przeciwwskazań to zdaje się, że nie ma – jednak z mojego doświadczenia (przytoczonego) wynika, że należy wziąć pod uwagę „nieprzewidywalną skuteczność i moc” działania 😉 czyli w tym czasie nie planować nic ważnego, skupić się na oczyszczaniu – w zależności od osobistej wstępnej oceny swojego organizmu – bo to tak jest z terapiami naturalnymi, że na początku często następuje pozorne pogorszenie stanu i jakieś herxy też mogą wystąpić

    8. grzegorzadam 26 października 2015 o 17:40

      ====Epidemia grzybicy

      Światowa Organizacja Zdrowia alarmuje – epidemia grzybicy na świecie przybiera coraz większe rozmiary. Kłopoty z jej opanowaniem mają nawet kraje wysoko rozwinięte. Zła sytuacja panuje także w Polsce: co 4 mieszkaniec naszego kraju jest zainfekowany grzybicą, a co 5 ma grzybicę paznokci.

      W Polsce prawie co druga osoba cierpi na grzybicę stóp, a co czwarta na grzybicę płytek paznokciowych – alarmuje prof. Roman Nowicki – dermatolog, wenerolog i alergolog z Kliniki Dermatologicznej Akademii Medycznej w Gdańsku.

      Grzybice jelit, alergie pokarmowe bądź też pseudoalergie – oto przyczyny praktycznie wszystkich stanów zapalnych i chorób oraz nawrotów stanów zapalnych migdałków czy ucha środkowego u małych dzieci oraz wielu zawrotów głowy, migren lub szumów w uszach u osób starszych. Często ciągle nawracające choroby prowadzą do ścisłego powiązania z jedną ich przyczyną – z gruźlicą, którą przebył ktoś z wcześniejszych przodków. (…..) ====

      fragment z; gronkowiec.pl
      Dużo ciekawych wiadomości o oczyszczaniu i inne..

    9. JANUSZ 27 października 2015 o 09:22

      Witajcie Mędrcy 🙂
      Mam pytanie : Czy małym dzieciom można podawać srebro lub WU w przypadku infekcji górnych
      dróg oddechowych? Jak tak to jakie srebro najlepiej i od którego roku życia ( czy jest jakiś przelicznik / kg masy ciała ) ?
      Z góry dzięki za wszelki rady:)
      Miłego dzionka 🙂

    10. grzegorzadam 27 października 2015 o 11:59

      Delikatnie możesz wypróbować, ale VitC jest dla dzieci najwłaściwsza..
      Gdzieś zamieściłem film z J. Ziebą z niemieckim tłumaczeniem.
      Właśnie w interesującym Ciebie zakresie – polecam 😉
      Poczytaj o srebrze na Vibronika.pl, jest też e-book, płatny.

      pozdrawiam

    11. grzegorzadam 27 października 2015 o 12:28

      Januszu, znalazłem:

      https://youtu.be/5Fk2k4LwWRg

    12. JANUSZ 27 października 2015 o 13:45

      @grzegorzadam
      Ok.Czyli Acerolka profilaktycznie a jak bąble kaszlą to do apteki niestety 🙁
      Zakrapianie WU 5-latka to sala tortur – nie wiem jak Pan Jerzy Zięba namówił na to dzieciaki ?!
      No nic daje jeszcze szkrabom Vit D3 + probiotyki – ale i tak się nie uchronisz 🙁
      Jak znasz jakieś fajne specyfiki na wzmocnienie odporności u małych dzieci to daj znać.
      Dzięki za odpowiedź.
      Pozdrawiam serdecznie 🙂

    13. grzegorzadam 27 października 2015 o 17:14

      @Janusz
      ==Zakrapianie WU 5-latka to sala tortur – nie wiem jak Pan Jerzy Zięba namówił na to dzieciaki ?!==

      Fakt! Dlatego zawsze witC osiągniesz w sumie podobne efekty 😉
      Ale czosnek, cebula i miód są lepsze od jakiegokolwiek aptecznego antybiotyku.
      Wejdź na stronę dr Mercoli, jest chyba z przedwczoraj fajny artykuł o antybiotykach, warto zamówić
      newsletter, bywaja ciekawe rzeczy, choć bardzo po amerykańsku..
      Z maluchami prościej jest ustalić czego nie maja jeść 😉
      Badaj dzieciom pH, w razie czego w trakcie dnia można je delikatnie podnieść, odrobina cytrynianów
      jest skuteczna..

      Pozdrawiam

    14. JANUSZ 28 października 2015 o 11:31

      @grzegorzadam
      No właśnie czosnek i cebula to ulubione „rarytasy” moich dzieci 🙂
      Dzięki za wskazówki.
      pozdrawiam

    15. grzegorzadam 28 października 2015 o 14:15

      Moja mała nie przepada.. Szczerze nie lubi.. 😉
      Ale jak infekcje jakieś to syrop z cebuli z miodem musowo..
      Żona wymyśliła nie z łyżki… Tylko napełnia 5 ml strzykawkę i chlup do dziubka dawka!
      Popije potem, bo musi i jest dobrze.
      Do tego vitC często na soczkach, kąpiel z sodą i szklanką WU i po paru dniach jest dobrze.
      Gdyby coś z trawieniem polecam Balsam Kapucyński, czasami w ciągu paru godzin działa korzystnie..
      Na kaszel polecam polskie (!) syropy sosnowe też..

      pozdrawiam

    16. Paula 28 października 2015 o 17:19

      grzegorzuadamie co to jest BG, BC,BM?

    17. grzegorzadam 28 października 2015 o 19:04

      BG > Bez Glutenu, a właściwie BZ > Bez Ziaren
      BC > Bez Cukru
      BM > Bez Mleka
      Nawet przy autyzmie, SM i innych poważnych bywa skuteczna..

      pozdrawiam 😉

    18. Kajko 20 sierpnia 2016 o 21:35

      Witaj Pepsi,
      Od 7 lat zmagam się z szumami usznymi. Zachorowałam mając lat 18, pomimo kilku wizyt w klinice laryngologicznej pod Warszawą lekarze nie potrafili ustalić przyczyny ani sposobu leczenia. Ostatecznie stwierdzili, że nic mi nie jest, skierowali na badania z panią psycholog… Po latach nauczylam się nie zwracać uwagi na szumy, ale zdarzają się dni, gdy nie potrafię skupić się na żadnym innym dźwięku prócz pisku i szumu. Czy wiesz może jak to leczyć, czy w ogóle da się to wyleczyć? Jakie badania zrobić? Jakie mogą być tego przyczyny prócz tych związanych z hałasem itp.? Z góry dziękuję za pomoc.

    19. grzegorzadam 21 sierpnia 2016 o 12:40

      Spróbuj suplementacji tauryną, wit.D, zakraplaj uszy kroplami WU 3%.
      Pisaliśmy o tym.

      H. Clark:

      William Thall, lat 47. Dokuczały mu codzienne bóle głowy i głośny szum prawego ucha.
      Każdego dnia zażywał środki przeciwbólowe. Wykryto u niego pałeczki czerwonki (wytwarzające toksyny drażniące nerwy), Borellia (bakterie choroby Lyme), Gafkya (bakteria układu oddechowego) pod dwoma zębami
      mądrości po prawej stronie, Campylobacter i Anaplasma.
      U pacjenta występowały również węgorki.
      Organizm zatruty był wanadem (wyciek gazu) i azbestem.
      Po dziesięciu tygodniach oczyszczono zębodoły, przeprowadzono kurację przeciw pasożytniczy,
      w efekcie czego szumy w uszach ustały,
      lecz w dalszym ciągu zdarzały się bóle głowy, co wskazywało na obecność węgorków. (…)
      ==

      Trzeba ustalić przyczyną, nie jest to łatwe, ale jest osiągalne.

    20. mua 12 lutego 2017 o 20:48

      Czy mogę być zatruta metalami ciężkimi jeśli dobre apataty (mora i rife) w dobrych miejscach NIC nie pokazują? Często piszesz, że osoby z nadwagą na pewno są bardziej zatrute, ale mi nie wychodzi nic. Czy możliwe, że tłuszcz jakoś wpływa na wynik testu! Dodam tylko, że pasożyty i cała reszta wyszły mi dobrze, a borelia i koinfekcje inaczej na rifie, inaczej na mora i jeszcze inaczej w testach z krwi…

      1. grzegorzadam 13 lutego 2017 o 04:37

        Poczytaj to Lasta:

        -”,Treścią posta była informacja, żeby ci którym trudno stracić na wadze, pozbyć się tłuszczu w pasie sprawdzili sobie poziom estrogenu we krwi, zarówno mężczyźni, jak i kobiety.
        Więc jeśli nic nie działa, ekstrakty z zielonej kawy, herbaty, CLA, piperyna i wiele innych, w tym bieganie lub inne mordercze treningi – sprawdź sobie poziom estrogenu.
        Problem polega nie na rzeczywistym hormonie, tylko na tym, że mamy kontakt z kilkudziesięcioma substancjami, bardzo do niego podobnymi – począwszy od słynnego już BPA. Ten pochodzi z plastiku i metalowych konserw, ale najwięcej tego badziewia jest w kosmetykach, a chemia gospodarcza nie jest w tym wiele gorsza.
        Niestety organizm nie za bardzo potrafi te substancje odróżniać i dzięki temu np. mężczyźni „niewieścieją”, np. rosną im piersi – na szczęście nie jest to dowód fizjologicznej zmiany płci, a jedynie zatrucia tym dziadostwem. Domyślacie się zapewne, że ma to wpływ na tzw. „życie seksualne”.
        Jeśli chodzi o kobiety jest jeszcze gorzej, bo to prowadzi bezpośrednio do nowotworów piersi i jajników.
        Tak więc uważam informację za ważną.
        Objawem jest zwykle upierdliwy, czy oficjalnie nazywany uporczywy tłuszcz w rejonie brzucha i bioder.
        Oczywiście nie jest to jedyna przyczyna, ale mało znana lekarzom i dietetykom.”

    Dodaj komentarz