logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
179 online
55 289 124

TWÓJ PŁASKI BRZUCH Z SUPER SPALACZEM BIKINI BURN TiB

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • 6 powodów, aby się zastanowić, czy Twoje niedziałanie to na pewno jest lenistwo?

    leniwa

    Wszystko wydaje się logiczne i proste: – Wiem co muszę zrobić, aby zrealizować swoje cele, ale pomimo tego nie robię tego. Widocznie jestem leniwy.

    Ale to nie jest takie proste. „Lenistwo” jest to cecha mocno ujemna, i wiele osób zepsuło sobie życie będąc leniwymi, czasami od dziecka.

    Jednak również w wielu przypadkach mówienie o kimś, że jest leniwy, jest mocnym nadużywaniem tego słowa, bowiem niedziałanie może oznaczać coś zupełnie innego.

    Gdy ludzie, w tym dzieci odczuwają silny strach przed porażką, zaniechają działań. Presja tego, że się nie uda może okazać się bardzo silna, tym bardziej, gdy stoi za tym bardzo niska samoocena. Owszem jest wielu kunktatorów, pozorantów działań, albo wręcz z założenia abnegatów, ale nie o nich dzisiaj mówię.

    Mówię o ludziach, którzy nie są w stanie realizować swoich celów, chociaż dobrze wiedzą do czego chcą dojść. Boją się, że ich, nawet wymyślone, niekompetencje, nieprzystawanie do czegokolwiek wyjdzie na światło dzienne. Zdarza się, że dziecko zna odpowiedź, ale tak jest niepewne swoich racji, że woli przy tablicy nie powiedzieć nic. Żeby się nie ośmieszyć. Rodzice i nauczyciele wezmą go za zwykłego lenia. Poczucie niesprawiedliwości jest wtedy ogromne.

    TU KUPISZ Witaminy D3 (z lanoliny)+K2 MK7 z natto (z legendarnego laboratorium Gnosis) TiB

    1. Czyli mamy strach przed porażką i tak naprawdę absolutnie wszyscy znamy tę strategię

    W następnej kolejności przyczyną zaniechania działań jest bliski kuzyn strachu przed porażką, ale nie uwierzycie mi, bo jest to strach przed yyy … sukcesem:

    2. Strach przed sukcesem

    Wiele osób nieświadomie martwi się, że może faktycznie odnieść sukces, co potencjalnie mogłoby zagrozić innym. Nie chcąc dopuścić do konfliktu rezygnują na wszelki wypadek z działania. To jest dość częsta postawa żon, które nie chcą lepiej zarabiać niż mąż. Albo ktoś, kto pochodzi z rodziny alkoholików nie chce wybrać trzeźwości, bowiem zmiana ról wydaje mu się potencjalnie uciążliwa.

    Osobiście nigdy nie gram w żadne gry liczbowe, loterie, czy coś w tym stylu. Nie z lenistwa, bo jak wiemy wypełnienie kuponu niewiele kosztuje wysiłku, ale dlatego, że nie chcę być w ten sposób ewentualnie zauważona przez los. Nie chcę w ten sposób zdobyć pieniędzy, wolę wymyślać jak je zarabiać i robić to. Nie lubię życiowej loterii. Ktoś może mnie wziąć za loteryjnego lenia. Ale to chyba nie jest dobry przykład. Uśmiechnięta morda.

    3. Kolejnym przykładem pozornego lenistwa jest totalny brak umiejętności samodzielnego działania

    Chłopak niczego nie nauczył się w domu i pomimo tego, że chce, kompletnie niczego nie umie sam zrobić. Działa tylko pod czujną opieką żony, albo szefa, tak jak kiedyś matki. Musi dostać jasne instrukcje, bo niczego nie tknie w domu. Ktoś taki działa tylko pod czyimś nadzorem. Co wcale nie oznacza, że jest leniem. Jest robotem.

    4. Komunikacja bierno-agresywna

    Strach przed konfliktem jest bardzo głęboki dla wielu z nas. Podświadomie nie chcemy kłótni w domu. Jest też druga strona medalu, gdy zaniedbywana żona przestała mieć ochotę na gotowanie obiadów, no i na seks. Takie lenistwo w rzeczywistości staje się formą ukarania winnego.

    Czyli tak zwany brak spełnienia może również wywoływać niedziałanie.

    5. Potrzeba relaksu

    Wiele osób sądzi, że może siebie zajeżdżać na okrągło. Rzeczywistość jest jednak inna, gdyż każdy potrzebuje czasu na regenerację i relaks. To nie jest lenistwo, gdy głowa powie w pewnym momencie STOP.

    6. Depresja nie ma nic wspólnego z lenistwem, natomiast oczywiście może dopaść także leniwego, ale to już inna rzecz

    Najczęstsze objawy depresji to brak motywacji, zmęczenie i anhedonia, czyli brak przyjemności z rzeczy, które wcześniej nas cieszyły. Krytykując się za lenistwo, ktoś sfrustrowany może przegapić oznaki, że jest w depresji i potrzebuje naprawdę sporej ilości witamin. Brak słońca i witaminy D, zaburzony cykl metylacji z powodu złej diety, albo tylko złego wchłaniania witamin z grupy B, szczególnie B12, B6 i kwasu foliowego. Brak omegi 3, jodu, selenu i cynku. To wszystko może doprowadzić do tego, że sam zaczniesz uważać się za leniwego, nie mówiąc o Twojej żonie.

    Wiele osób, u których zaczyna się depresja czują się jakby zatrzymane siłą, myślą o sobie, że są leniwi, a tymczasem są za słabi, żeby sobie pomóc. Niekiedy mają za mało wiedzy na ten temat po prostu.

    W poście posiłkowałam się opinią psychoanalityka dr. Lauray D. Miller


    TU KUPISZ WITAMINĘ C 1000+ TiB w dużej dozie
    o przedłużonym działaniu z dodatkiem
    bioflawonoidów z cytrusów, kwercetyny,
    etckwercetyny, etc
     

    Czy jednak dobrze Pepsi Eliot robisz pisząc to, niejako na usprawiedliwienie niedziałania, gdy wszędzie wokół widzisz głównie lenistwo i zatwardzenie?

    Zatwardzenie i lenistwo?

    Już dawno minął czas neoficki, gdy mieliśmy razem gonić, jeść owoce, pić wodę, oddychać przeponą, gapić się (jednakowoż z gałami zamkniętymi!) na słońce, że będzie sielanka, idylla. Wtedy nie było mowy o jedzeniu dużej ilości tłuszczu zwierzęcego. Ale świat nie jest dwukolorowy, zresztą czerń i biel to nawet nie kolory, a jak już to achromatyczne. Jesteśmy pełni niuansów, co nie znaczy, że nie będziemy się bardzo lovciać.

    Tak czy siak, jeżeli Twoje niedziałanie wynika z lenistwa, to dziwię Ci się. Weźże się za życie życia. Jednak, gdy nie jesteś leniwy, tylko smutny, zagubiony, niepozbierany, zdołowany, subtelny i delikatny, wystraszony, to nie obwiniaj się dodatkowo, bo jeszcze nie wiesz czy jesteś też leniem. Najpierw powoli wyjdź na prostą. Weź witaminy, wzmocnij się, zakończ toksyczne związki, naskarż na tych, którzy robią Ci krzywdę, w tym rodziców.

    Przytul się do siebie, zaakceptuj swoją chwilową niemoc, i przestań się obwiniać. Jesteś cudownym, wrażliwym neurastenikiem, i gdy sobie to uświadomisz zrobisz może pierwszy i następne kroki bez trzymanki.

    owocek:)

    (Visited 6 925 times, 1 visits today)

    Powiązane artykuły

    1. Polka Dot 18 stycznia 2016 o 15:21

      Pepsi Eliot, juz nie pamietam jakim sposobem trafilam na lamy tejze strony ale odkad trafilam nie zapominam tu zagladac – niekiedy moj mozg nie jest w stanie przyjac porcji informacji jaka serwujesz chocby w najbardziej uproszczonej formie ale bywaja posty ktore porazaja swa – i prosta i oczywistoscia – jednak wciaz wywoluja okrzyk eureka – tak bylo dzisaj – idealny material na okrzykniety w massmediach najbardziej depresyjny dzien w roku… dowiedziec sie ze prawdopodobnie nie jestem leniem wow…rzecz to wielka! hahah pozdrawiam serdecznie xxxxxxxxxx

      1. pepsieliot 18 stycznia 2016 o 17:48

        Polka Dot kissyyyyy

    2. Fadis 18 stycznia 2016 o 15:33

      No nie wierzę, że coś udało mi się wygrać, nauka matematyki już przynosi pierwsze plony :d

    3. Diana 18 stycznia 2016 o 15:37

      Na pewno – zawsze osobno, naprawdę – zawsze razem. Poza tym blog super. Pozdrawiam mocno.

      1. pepsieliot 18 stycznia 2016 o 17:43

        to dlaczego słownik nie poprawił? napisałam osobno, a potem zmieniłam na razem i słownik nie poprawił, więc pomyślałam, że się mylę.

        1. Zibi 19 stycznia 2016 o 09:21

          Diana, nie masz monopolu na prawdę, mówiąc że naprawdę zawsze razem 🙂

          1. pepsieliot 19 stycznia 2016 o 09:33

            z tego powodu pół bloga mam z błędami, bo mi na prawdę słownik nie poprawiał naprawdę 🙂

          2. grzegorzadam 19 stycznia 2016 o 09:36

            Fakt, człowiek naprawdę rodzi się samotny i samotny umiera 🙂

      2. Niki 19 stycznia 2016 o 14:11

        Ależ. Pepsi jest na tym językowym polu szalenie kreatywna, zuchwale niepoprawna, bierze pod włos, a te lapsusy niezamierzone i te jak najbardziej planowane są po prostu wybaczalne i figlarnie zapraszające do polemiki z tekstem. Że przecinki w niewłaściwych miejscach (jest nawet taki profil na fb o tej nazwie, super dla rozluźnienia) albo ich nie ma tam gdzie powinny (przecinki mają na celu porządkowanie myśli, wiadomo brak przecinka zupełnie potrafi zmienić sens zdania ale czasami można sobie odpuścić) że czasem ort się wedrze to ojtam to nie literatura piękna – choć czasami też i w powieściach maszyna wsadzi coś do druku i dopiero czytelnik wyłapuje.
        A’propos literatury 😀

        Czytam teraz wybitną książkę (od paru lat żadnej książki nie udało mi się skończyć, tę pochłaniam burzliwie jak uzależniona) mistrzowskiej Elfriede Jelinek „jesteśmy przynętą kochanie!” napisaną b. dawno temu gdy internet dopiero się twórcom śnił, satyrę na media głównie TV, naszpikowaną po brzegi niepoprawnością językową – bez ani jednego przecinka (!) mnóstwo inwersji, super sprawa, każde zdanie to kunszt, to małe dzieło sztuki – polecam po stokroć dla zmniejszenia łańcucha z poprawną polszczyzną w szkolnym wydaniu, wyjścia poza granice absurdu i dyktatu wszelakiego, i dla ubarwienia języka a jakże też.
        Od pierwszej strony mam nieodparte skojarzenie z poetyckim stylem i słowotwórstwem Pepsi 🙂

        1. pepsieliot 19 stycznia 2016 o 14:14

          Niki lovciam

    4. lucy 18 stycznia 2016 o 16:49

      Nie pamietam niestety autora tego spostrzeżenia, ale może okazać się dla niektórych cenne, więc opiszę. Otóż psycholog ten odkrył taką zależność: maksimum mobilizacji do działania człowiek osiąga wtedy, gdy jego subiektywna ocena prawdopodobieństwa porażki i subiektywna ocena prawdopodobieństwa sukcesu jest podobna i wynosi blisko 1/2. Sprawdźcie na sobie, mnie się to zawsze zgadza. Inaczej mówiąc zadania subiektywnie zbyt łatwe i zbyt trudne nie mobilizują. Działać na „lenia” można wobec tego na dwa sposoby: zmieniać skalę trudności zadania i zmieniać subiektywną ocenę jego trudności formułowaną przez delikwenta. Pozdrawiam i jak sobie przypomnę kto to wymyslił i opisał to dam znac 🙂 A witaminy swoją drogą

      1. Niki 20 stycznia 2016 o 09:27

        Odkrywcze, a jakie proste 🙂 do wykonania. Właściwie w ten sposób wszyscy manewrujemy własną oceną bez świadomości, że to robimy, a po pewnym czasie sami rozgryzamy ten mechanizm naszego działania powtarzalnego i mobilizujemy się już świadomie. Na mnie jeszcze działa, gdy ktoś widząc moje zmagania z samą sobą rzuci mi przez ramię „zostaw to, nie dasz rady, nie męcz się” wtenczas rzucam się na wyzwanie i daję mu radę.

    5. talizmanov 18 stycznia 2016 o 18:40

      Świetny wpis i trafne komentarze

    6. grzegorzadam 18 stycznia 2016 o 22:09
    7. Anna 18 stycznia 2016 o 23:17

      Chyba ważnym rozróżnieniem jest też poczucie winy takiego człowieka „bez mocy”, który chce działać bardziej niż cokolwiek innego, ale nie może. Jest jakby w tej niemocy uwięziony i niekomfortowy dysonans poznawczy mu towarzyszy na każdym kroku… Mając tendencję do samokrytyki błędnie się może identyfikować z takim leniem. Natomiast po podjęciu pewnych kroków nadal będzie niezadowolony mimo ogromnego postępu, który udało mu się osiągnąć. Ten leń jednak może też tam na siebie będzie trochę zły, będzie świadomy, że powinien inaczej, ale to nie będzie tego pokroju poczucie winy i zapewne nie przerodzi się w żadną nienawiść do siebie samego jak często się dzieje w pierwszym przypadku

      1. pepsieliot 19 stycznia 2016 o 09:07

        mądrze

    8. Beata 19 stycznia 2016 o 00:13

      Dziękuję. Tego mi dziś było trzeba. Znowu mam gorszy dzień. Totalnie nic mi się nie chce. Właściwie jest tak od wiosny 2014,. Niby raz lepiej raz gorzej ale ostatnio zrozumiałam ze cake ubiegłe wakacje miałam depresję. Siedziałam w domu sama, nie byłam w stanie robić nic oprócz gapienia się w monitor i jedzenia. Odcielam się od ludzi. Zagrzebalam się w swoim dole i tak siedziałam. Jedyne co jakimś cudem udało mi się zrobić ske to dopiero we wrześniu ti dokończenie pracy mgr. Ake ogólnie czarna chmura ciągle nade mną wisi bo karmią ja głównie… rodzice. I tylko słyszę od ”doradców” ze id korzeni się nie odcina. Nieważne… nawet nie wiem czy umiem ruszyć ze swoim życiem. Podobno jestem nieudacznikiem. I mimo że sporo w życiu zrobilam to te słowa slyszane od dziecka mocno wryly się w psychikę. Boję się ze nie dam sobie rady i okaże się w końcu że mieli racje….
      Ale Pani słowa na końcu tekstu…żeby wziąć witaminy, zakończyć pewne związki i… przytulić siebie. Czas powolutku zacząć działać. Dziękuję. Będę wracać do tych słów. 🙂

      1. pepsieliot 19 stycznia 2016 o 09:06

        Kochana Beato dodatkowo jeszcze ja Cię przytulam, nie jakaś pani, tylko Twoja pepsi

      2. Niki 20 stycznia 2016 o 09:51

        Swoją drogą to ilekroć słyszę takie teksty rzucane pod czyimś adresem że jest taki i owaki w najgorszym wydaniu – jak najgorszy sort – to ciekawi mnie co te osoby same o sobie myślą, jaką mają samoocenę, czy uważają siebie za wartościowe rzucając komuś w twarz ocenę bądź osąd wedle własnego systemu kategorii…
        i w rzeczywistości jest dokładnie tak, jak w lustrzanym odbiciu. Oni widzą siebie w tej osobie, którą osądzają. Inaczej mówiąc osądzają siebie, z ukrycia.
        Przez wiele lat obserwacji, załamywania się cudzymi opiniami/ ocenami/ osądami na mój temat w końcu zracjonalizowałam to doświadczenie i mam to gdzieś, czy uważa mnie za taką czy taką, po prostu rzecz nie mnie dotyczy. Odpowiadam tylko „to aż tak jesteś dla siebie surowy?” albo wzruszam ramionami, albo zaczynam rozmowę co by pomóc mu zrozumieć swoje emocje.
        To są ich emocje i sami muszą się ze sobą zmierzyć, nie mogą ot tak bezkarnie, beztrosko, bezrefleksyjnie obarczać kogoś własnymi negatywnymi emocjami, no nie mogą. Na to nie można im pozwalać. Przejmując się tymi słowami już im na to pozwalasz.
        Być może oni sami mieli złe doświadczenia w dzieciństwie, młodości, ktoś ich traktował tak samo z buta i to powielają. W psychologii to się nazywa przeniesienie.
        Tak więc, nic tylko być chłodnym obserwatorem tych osądów (sprawdziłam, tylko taka chłodna reakcja skutkuje), zdystansować się, odseparować i robić swoje, kształtować własne dobre cechy, poczucie wartości we własnych oczach 🙂 nie cudzych.
        Nie pytać o naszą własną wartość niewłaściwych osób – które nas nie rozumieją, nie jesteśmy im bliscy, nie nadajemy na tych samych falach, chowają jakieś urazy czy coś – ich ocena naszej wartości zawsze będzie zaniżona, niesatysfakcjonująca, szkoda na to czasu i roztrząsania.

        1. grzegorzadam 20 stycznia 2016 o 11:28

          ==Przez wiele lat obserwacji, załamywania się cudzymi opiniami/ ocenami/ osądami na mój temat w końcu zracjonalizowałam to doświadczenie i mam to gdzieś, czy uważa mnie za taką czy taką, po prostu rzecz nie mnie dotyczy. ==

          Tak, asertywnosci i szacunku do siebie trzeba się czasami nauczyć.
          Ale warto, bo przyczyn takiego stanu ‚niewiary’ jest mnóstwo.
          A wywodzą się one z wychowania i rodziny…

        2. Anna 21 stycznia 2016 o 22:17

          Niki pięknie i trafnie Pani napisała. Zawsze mi się przy takich tematach przypomina cytat „I will not let anyone walk through my mind with their dirty feet” M. Gandhi Mnóstwo osób nie bierze odpowiedzialności za swoje słowa i w ogóle nie bierze pod uwagę, że często nie wiemy jaki człowiek stoi na przeciwko nas. Niejednokrotnie to może być ktoś z problemami/depresją/nerwicą etc i jakieś niewybredne nieprzychylne słowa w jego kierunku mogą z tą osobą zostać na tydzień dwa albo i dłużej i znacząco pogorszyć ich stan..

      3. Anna 21 stycznia 2016 o 22:12

        Pani Beato, z tym przytulaniem to śmieszna sprawa. Trzeba się przytulać i mentalnie i dosłownie. Jak miałam ciężki czas w życiu, chociaż i tak już lepszy niż wcześniej, zaczęłam troszkę chodzić na jogę i tam mi zawsze na koniec mówiono „give yourself a hug” albo się do różnych części ciała przytulaliśmy albo nogę swoją kołysaliśmy i Pani instruktorka raz wówczas skonstatowała „if it’s not self-love, then what is?” i to mnie tak dotknęło. Ja wówczas siebie tak bardzo nie lubiłam, że to przytulanie siebie i sugestie, że to niby jakaś miłość były dla mnie tak nienaturalnym zachowaniem. Do tego stopnia nienaturalnym, że zrobiło mi się po raz pierwszy od wielu lat siebie samej żal, pierwszy raz spojrzałam na siebie łaskawszym okiem.. I tak się przytulając zaczęłam z tego współczucia do samej siebie cicho płakać. Raptem się okazało, że niczego nie muszę osiągać i że byłam tą samą osobą co wczoraj, a udało mi się z siebie wykrzesać to zrozumienie. Tylko tym razem nie uważałam, że muszę zrobić X i Y, żeby wreszcie siebie szanować, a przynajmniej siebie nie szykanować. Nadal nie jest idealnie, ale jest lepiej, więc polecam siebie przytulać, w trakcie jogi lub i nie :))

        1. pepsieliot 21 stycznia 2016 o 23:02

          bardzo mądry i wzruszający koment, ja Cię też przytulam Anno

    9. dead 19 stycznia 2016 o 01:46

      Pepsi, dziękuję Ci za ten wpis. Chyba właśnie oba lęki (nr 1 i nr 2) przez długie lata powstrzymują mnie od podjęcia różnych działań.. Samo zrozumienie takiego mechanizmu może nie uleczy, ale jednak bardzo pomaga bycie świadmomym..

      1. pepsieliot 19 stycznia 2016 o 09:04

        Dead trzymam więc kciuki & ściskam

    10. Paulka071 19 stycznia 2016 o 10:05

      Hejo!
      Wiem, że odbiegnę od tematu postu lecz tutaj znalazłam najświeższe komentarze… a od kilu ładnych lat mam problem z nawracającą grzybicą pochwy i jakoś nikt nie jest w stanie/ nie chce mi pomóc. Mam już dość! Ciągle dostaje tylko fluconazol i tekst „ma Pani skłonności do grzybic i one będą powracać…” mimo zmian lekarza ginekologa, ciągle to samo.
      Poczytałam trochę u Ciebie Pepsi na blogu – bardzo cenne informacje i dodatkowe komentarze grzegorzadam’a – dziękuję za kopalnie wiedzy.
      Mam pytanko odnośnie boraksu.. Zrobić sobie roztwór czy może coś wyczytanego w internetach:
      „Alternatywnie, proszek (boraks) miesza się z chłodnym, zestalonym olejem kokosowym i stosuje jako bolus lub czopek.”
      Bardzo proszę o pomoc..

    11. grzegorzadam 19 stycznia 2016 o 11:07

      Zdecydowanie roztwór boraksu!
      Nie ma terminu gwarancji, może stać w szafce.

      Grzybice zlikwidujesz skutecznie stosująć WU + boraks.
      Grzybice miejscowe są wynikiem zagrzybienia ustrojowego a nie konkretnego narządu.. 😉

      „Alternatywnie, proszek (boraks) miesza się z chłodnym, zestalonym olejem kokosowym i stosuje jako bolus lub czopek.”
      Pewnie można, a nie prościej tampon nasączony WU 1.5-3%?
      Boraks dodawaj do żywności, sam ‚posprząta’ pleśnie i grzyby.
      WU współdziała bardzo dobrze i dostarcza tlen.

      I wit.C w trakcie dnia w postaci askorbinianów, niezbędna do ‚czyszczenia’ po pracy WU i boraksu.

      Jako masć na ‚wszystkie’ skórne problemy polecam maść olej kokosowy/SSKI/DMSO > 85/10/5 wagowo.
      Sprawdzone. działa, z hemoroidami włącznie.
      Smarujemy ‚okolice’ systematycznie, Dmso (siarka) to ‚wnikacz’ przezskórny (+ inne pozytywy, gdzieś zamieszczałęm) ,
      SSKI (nasycony roztwór jodku potasu) antybakteryjny i leczniczy jak sam Jod, o oleju z kokosa nie trzeba pisać, bo wiadomo.. 😉

      1. Lidia 19 stycznia 2016 o 21:48

        @Grzegorzadam

        Nie wiedziałam skąd wziąć nasycony roztwór jodku potasu więc poszukałam wyjaśnienia w internecie. Moje pytanie do Ciebie czy to prawda co znalazłam: „Kryształy JK rozpuszczone w wodzie w ilości 1g KJ w 1ml tworzą roztwór stężony nasycony.”Jak wiadomo, w internecie nie zawsze informacje są prawdziwe to wolę zapytać niż porobić głupoty.

        Kiedyś przeczytałam w „Świecie Młodych”, jak nie wiesz to spytaj, będziesz się wstydził tylko jeden raz, a jak nie spytasz to całe życie. Stąd moja śmiałość w zadawaniu pytań.

        Podziwiam twój ogrom wiedzy i rzetelność udzielanych wyjaśnień tym, którzy ich potrzebują.

        1. grzegorzadam 19 stycznia 2016 o 22:22

          @Lidia
          Blisko, ale troszkę ‚gęściej’ :

          ==Każde 25 g KI (jodku) mieszamy z 18 ml(g) wody demineralizowanej, destylowanej.
          (jak dowolną ilość jodku podzielimy przez 1.384 otrzymamy ilość potrzebnej wody,
          np. 10g jodku : 1,384 = 7,22 wody..-wyliczyłem taki stały ‚współczynnik’ dla ułatwienia)
          Mieszamy, po dobie powinien się rozpuścić (w temp. ok. 20 st. C.), na dnie może zostać kilka kryształków, ale to nie problem.
          Jeżeli do atomizera, należy wlać całkiem rozpuszczony (bez kryształków), albo dolać odrobinę wody, żeby całkiem się rozpuścił. Żeby go nie zapchać, prawda 😉

          Trzeba pamiętać, że kropla SSKI to około 30 mg Jodu, czyli około 5x więcej (!) niż standardowego 5% płynu Lugola! I ze względu na ‚lepkość’ w 1 ml jest 15 kropli, a nie 20 jak w przypadku np. Lugola.

          I wszystko co dotyczy Jodu, nie może mieć kontaktu z metalami, czyli albo porcelana, albo szkło albo plastik, nawet nakrętki nie moga byc metalowe!

          czyli można przyjąć 1.38 KI do 1 wody demineralizowanej..

          Albo mnożnik, każdą ilość KI : 1.384 = ilość wody.
          Tak najprościej. 😉

          U nas SSKI nie jest zbyt popularny, wielu lekarzy w USA uczyniło z niego
          lek na ”wszystko”.. Maja dużo racji
          Polecam wczytać się w ten temat:
          http://www.pepsieliot.com/zostan-macgyverem-i-zrob-sobie-plyn-lugola-w-domu/

          1. Lidia 20 stycznia 2016 o 18:04

            @Grzegorzadam

            Serdecznie dziękuję Ci za błyskawiczne i zrozumiałe wyjaśnienie.

      2. Paulka071 20 stycznia 2016 o 10:22

        „Grzybice zlikwidujesz skutecznie stosująć WU + boraks.”
        Jakieś odstępy czasowe, godziny podawania?
        Muszę dodać, że koło godz. 7:30 jestem jeszcze na czczo, koło 10 biorę 4x chlorella This is Bio, następnie ok. 15 – 1g Wit C (rozpuszczoną w soku pomarańczowym) i wieczorem 1g też C oraz po kolaci D3+K2 TiB. Gdzie najlepiej ulokować WU i boraks? Bo rozumiem, że boraks 3% i WU 1,5%…?

        1. grzegorzadam 20 stycznia 2016 o 11:34

          WU zdecydowanie na czczo, dawkę boraks rozkładamy równomiernie na cały dzień.
          Wszystko jest w tematach:

          http://www.pepsieliot.com/skuteczna-terapia-leczenia-raka-woda-utleniona/

          http://www.pepsieliot.com/co-mozemy-zrobic-zeby-dochtore-nie-wycielo-migdalkow/

          http://www.pepsieliot.com/odkwaszanie-to-zrozumienie-istoty-zdrowia-licealisty/

          Naprawdę polecam czytać tematy uważnie, tam sa wszystkie informacje, inaczej się nie da.. 😉

    12. Paulina 19 stycznia 2016 o 11:55

      Cześć Pepsi,
      mam kilka pytanek:

      1. Ile jednostek wit D podawać 3 latkowi? CZy 4000 jednostek to nie za dużo? Podaję mu w kropelkach i to jest tylko wit D bez K2, takiej nie znalazłam w kropelkach.
      2. Czy przy stłuszczeniu watrony mozna pić ocet jabłkowy?
      3. Jakie suplementy przed ciąże mozna a nawet trzeba brać?
      4. Jakie suple w trakcie ciązy

      Dzięki:)

      1. pepsieliot 19 stycznia 2016 o 14:12

        suple w trakcie ciąży będą w sklepie, a chlorella też jest zwykle bardzo doradzana, przed ciążą Greens & Fruits TiB. Co do witaminy D, należy dziecku zrobić badania 25(OH)D , a przyjmuje się dla dorosłego, bez dużych braków, 40 do 60 jednostek witaminy D3 na kilogram masy ciała. Co do dziecka pewnie też tak to działa, ale ja nie mogę niczego doradzać, tylko lekarz, pozdrowionka

    13. Anna Nemo 19 stycznia 2016 o 17:26

      serotonina kturo mozemy uzupenic melatonino czyli produktem gotowym i naturalnym do nabycia w zielarskim lepiej jak w plynie wtedy spisz wypoczywasz i rosnie optymizm..w tem mineraly magnez potas cynk selen i do przodu..niestety mialam tendencje do zadan bardzo trudnych zrezygnowalam bo praktyka pokazala ze trudne jest okrutne bo jego trudnosc zostala zrobiona przez zlych ludzi..

      1. pepsieliot 19 stycznia 2016 o 18:18

        wypoczywosz

    14. anna 20 stycznia 2016 o 10:38

      Pepsi, jesteś wspaniałą, mądrą kobietą 🙂

      1. pepsieliot 20 stycznia 2016 o 11:19

        Dzięki Laseczki 🙂

    Odpowiedz na „ZibiAnuluj pisanie odpowiedzi