logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
460 online
50 075 664

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
7 wskazówek, jak zrobić z siebie Steva Jobsa

 DSC00407Dlaczego jest tak mało Steve Jobsów? Bo ludziom nie chce się zrobić tych 7 rzeczy 

Heja Państwu, 

Setki, a może tysiące ludzi na świecie analizowało osobowość gościa, który zbudował najbardziej dochodową firmę świata.

Wiadomo, że nie był tak mądry jak Einstein, ani bogaty z pieleszy, ani aż tak odkrywczy.
To w jaki sposób tego dokonał, skoro dodatkowo po drodze wielokrotnie się potykał?

Ludzie, którzy piszą o Stevie, albo kręcą o nim filmy moim zdaniem niezbyt dobrze odrobili lekcje.

A wszystko dlatego, że wsadzają go do świata, który wykreowali sobie w swoich małych rozumkach, pewni, że wszystko skumali.

Psychologowie od siedmiu boleści

Gdy idziesz przez życie, a ludzie wokół nie mówią w Twoim języku, to czujesz się okropnie, bo jesteś nierozumiany. Tak jak małe dziecko rozpacza, że rodzice nie rozumieją o co mu chodzi.

W pewnym momencie uświadamiasz sobie, że tylko Ty sam siebie rozumiesz, i że musisz zacząć na sobie polegać, sobie wierzyć i ufać, bo nie masz innego wyjścia.

To jest piękny punkt zwrotny w życiu człowieka 

Nie będę obawiał się opinii innych, nie będę się konfrontował, bo sam wiem co należy zrobić. Doszedłem do tego. 

Steve Jobs często chodził boso w miejscach publicznych, głównie mam na myśli ulicę, czyli betonowe trotuary, albo trawniki 

Psychologowie od siedmiu boleści interpretują takie zachowanie tym, że ewidentnie nie miał szacunku dla status quo. Że nie chciał żyć na cudzych warunkach, generalnie, że był buntownikiem.

Owszem może jest coś na rzeczy, ale my tutaj zgromadzeni dobrze wiemy dlaczego chodził boso 

To nie był Salwador Dali, który smarował się ekskrementami za uchem, bo był świrem nad świrami. Owszem Jobs miał gdzieś konwenanse, ale chodził boso nie z przekory, czy dziwactwa, tylko, dlatego, że się uziemiał. To jasne dla nas witarian.

Steve Jobs chodził boso, bo się uziemiał 

Jakie więc istotne cechy można przypisać Jobsowi? Gołą gałką widać, że nie odziedziczył w genach jakiejś szczególnej mądrości, ani pie, ani też nie widać, żeby życie go bardziej niż innych oszczędzało. 

W rzeczywistości Jobs łączył w sobie rzadki zlepek bardzo szczególnych cech, które pomogły mu iść do przodu mimo niepowodzeń z jakimi się spotkał.

Każdy z nas może te cechy rozwijać, jakby tylko zechciał się przyłożyć. Jakby tylko chciał zostać Stevem Jobsem

1.
Był dalekowzroczny

Steve Jobs widział przyszłość wcześniej niż inni. Gdy zmusisz się do wizualizacji swoich dalekosiężnych wizji, będziesz mógł po prostu to opisać, co widzisz. To będzie Twój realizm, który w przyszłości będziesz mógł wnieść do swojego życia.

Zwykle patrzymy na wszystko ze zbyt małej perspektywy, nie potrafimy zrobić naprawdę dużego zdjęcia. Zanurzamy się w małe problemy codzienne i umyka nam szersza wizja.

Już od dłuższego czasu nie staram się siedzieć w tu i teraz. Nie wiem nawet dlaczego dałam się w tu i teraz wmanewrować i dlaczego wydawało mi się to takie odkrywcze i istotne.

Wizjonerzy, ludzie z pasją nie usiedzą za Chiny Ludowe w tu i teraz 

Maż, wyobrażaj sobie, bujaj w obłokach, tęsknij do swoich wizji, tylko wyłaź z tego kokonu tu i teraz. Twoje wizje, to nie produkty urojone, bo skoro je widzisz wystarczy je tylko zrealizować. Wnieść je do rzeczywistości. Wizualizuj je. 

2.
Miał ekstremalną wytrwałość

Steve Jobs miał tego rodzaju wytrwałość, którą można osiągnąć tylko wtedy, gdy człowiek wierzy w siebie do tego stopnia, że jest całkowicie i bezwzględnie pewien, że jego sukces będzie faktem

3.
Miał ekstremalną pasję

W wielu wywiadach Steve Jobs podkreślał, że pasja jest głównym paliwem, które nadaje mu codzienną moc i chęć do działania.

Człowiek, który nie robi czegoś z entuzjazmem i z pasją już dawno złamałby się przy pierwszej kłodzie, którą życie z pewnością rzuci mu pod gitary.

4.
Ekstremalne zaufanie do siebie, a niekiedy arogancja w stosunku do innych

To oczywiste, że gdy jesteś Steve Jobsem, to jesteś arogancki do tych, którzy Tobą nie są, więc często bredzą.

Wierzył w siebie, dlatego trudno, żeby jednocześnie wierzył w tych, którzy mówili i robili co innego niż on.

Gdy coś poszło nie tak, zaraz zabierał się do poprawy zaistniałej sytuacji. Wierzył, że można odwrócić konsekwencje nieudanego spotkania. Że wszystko można jeszcze raz poprawić, polepszyć, zmienić.

5.
Żył według własnych zasad

Gdy sam dla siebie będziesz ustawiał poprzeczkę i liczył się ze swoją opinią o sobie samym, wtedy przybliżysz się do Steva i jemu podobnych.

Jakie śmieszne jest w tym kontekście drżenie, co powiedzą sąsiadki, ciotka, czy teściowa, czy ktokolwiek inny na to, że masz spódnicę nieadekwatnie krótką do własnego wieku.

Tylko kto ustala adekwatność długości spódnicy do wieku? Albo, że w poniedziałek Wielkanocny nie jesz jaj, ani szynki. To Twoje przekonania i zasady.

6.
Ambicja

Osobiście zawsze stawiałam na ambicję. Ambitny człowiek chce jakoś wypełnić swoją misję na ziemi, czyli chce coś naprawdę dobrego po sobie pozostawić.

I nie mam tu tylko na myśli jego rozpieszczonej progenitury, która wpisuje na fejsie w miejscu praca „szlachta nie ora”, czy coś w tym guście. Mam gdzieś abnegatów.

Cenię ludzi konsekwentnych, ambitnych, pracowitych, odważnych i ludzi honoru. Inni mnie wkurwiają. I chociaż współcześnie brzmi to prawie jakbym gadała jak guwernantka Stefa Rudecka do ordynata Waldemara Michorowskiego, to i tak mam swoje powody, żeby tak właśnie mówić.

7.
Przywódca

Chęć do rządzenia nie koniecznie jest traktowana jako dobra cecha. Często nie ufamy ludiom, którzy koniecznie muszą dzierżyć władzę.

Ale gdyby Jobs pozwolił innym wpływać na swoją wizję nigdy nie zostałby tym Jobsem, którego znamy dzisiaj. Ludzie by go zeżarli swoimi małymi szczękami piranii na śniadanie.

Bowiem im mniejszy człowiek, tym bardziej kąsa 

Gdy przyjrzymy się powyższym cechom Jobsa możemy stwierdzić, że w sumie dałoby się zrobić wiele jego replik.

A nawet, że sami moglibyśmy stać się Jobsami 

Najistotniejsze jest, że człowiek może wszystko. Pod warunkiem, że dostanie na to odpowiednią ilość czasu. Niektórym nie jest to dane, a niektórzy mają masę czasu i go marnotrawią. 

Marnotrawienie czasu jest beznadziejnie smutne.

Pa Ludzie
peps

Blog pepsieliot.com, nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie  hype strategia, to potrzeba.

Może rzuć też gałką na to:

Czy wytrwałość zawsze zadziała, aby osiągnąć sukces

Ludzie piszą ngatywne opinie ponieważ nie podoba im się produkt?

Bo ja taka mala jestem, chcialabym, a boję się, czyli pokolenie stracone

Jak zostać zdrowym i bogatym, no bo śliucznym już jesteś

(Visited 4 938 times, 1 visits today)

Powiązane artykuły

  1. klepsydra 8 października 2014 o 18:20

    Bliższe prawdy byłoby „niedobrze trwać wiecznie w tu i teraz”/”niedobrze trwać wiecznie w przyszłości”. Wizje, plany, marzenia to doskonałe paliwo, wielki kop gdy wychodzisz ze stagnacji, która Cię dopadła i żyjesz nową perspektywą, ale to samo ma się do odwrotnej sytuacji. Jeśli człowiek tego nie sharmonizuje, traci równowagę. RównoWaga. Zatraca podstawową umiejętność cieszenia się otoczeniem, fascynowania codziennością, karmienia i wspierania drobnymi, wdzięcznymi rzeczami; uciekając od teraźniejszości, łatwo stać się wielowymiarowo chorym; nie myśląc o przyszłości, zatraca się potencjał, z tego punktu blisko do kolejnej ułomności. Równowaga.

    1. klepsydra 8 października 2014 o 18:30

      Sorry, muszę to napisać:
      Anna P zmarła w swoim domu, 5 października ok godziny 15 na raka trzustki.
      Steve J zmarł w swoim domu, 5 października ok godziny 15 na raka trzustki.
      Pseplasiam…

      1. pepsieliot 8 października 2014 o 18:35

        Klepsydro, czy wyciągasz z tego jakiś wniosek?

        1. Axman Evolver 8 października 2014 o 19:02

          hmmm…każdego 5 października pomiędzy 14-stą i 15-stą będę wychodził na spacer…na wszelki wypadek 😛

          1. pepsieliot 8 października 2014 o 21:06

            🙂

    2. Niki 9 października 2014 o 11:27

      Co dla was oznacza „tu i teraz”, tak mnie to zastanowiło.
      Jeśli przyjąć, że „tu i teraz” wyraża się w wewnętrznym spokoju, akceptacji siebie i innych, poczuciu stabilizacji myśli i uczuć, to ma to sens. I to nie wyklucza podążania za wizjami, a wręcz dopiero po osiągnięciu tego spokoju kiedy nic nie blokuje, tej pewności mocnego/ mocnej siebie, mocy własnej osobowości, dawania sobie i innym przestrzeni (powietrza, oddechu) dla popełniania błędów bez wyrzutów sumienia, czyli tego szacunku, który zwie się pokorą …wizje stają się klarowne, suną w przestworzach lekko i płynnie jak wielki barwny latawiec.

      I tak „życie przyszłością” to niepokoje, zamartwianie się, łapanie wielu rzeczy naraz w obawie, że mogą wszystkie uciec i nie dostanie się nic, łapanie bez świadomości rzeczy najważniejszych dla siebie, bez wiary w siebie, bez pewności siebie. Podczas gdy „życie przeszłością” to rozchwianie emocjonalne, wewnętrzny chaos, konflikty, depresje, kruchy lód pod stopami.
      Uporządkowanie znaczeń różnych zjawisk pomaga automatycznie w rozumieniu swojego życia i w jakim kierunku ono zdąża. Nie nadanżam czy spaźniam się, mówiąc żartem. Czy nie… może mi się tylko tak wydaje.

  2. Panna Pikotka 8 października 2014 o 19:27

    bardzo interesujący post, dzięki peps

    klepsydro, z reguły zwiemy to zbiegami okoliczności, pewnie jest ich więcej niż dwa, które tu zauważyłaś… jednak również jestem ciekawa, czy wyciągasz jakieś wnioski / masz jakąś teorię w temacie?

  3. klepsydra 8 października 2014 o 19:31

    Że jakąś teoretyjkę klątwiastą? Nie, ja z tego nic nie rozumiem. Fucking shit lurwa mać

  4. kacha 8 października 2014 o 20:12

    myślałam, że to bedzie tekst mówiący o tym, jakie błędy popełniał Stev Jobs , że umarł na raka… uh! tym razem nie o chorobach 🙂

    1. pepsieliot 8 października 2014 o 21:08

      Pisałam już, że wąchał komputery od strony płyt, ale jego wspólnik też wąchał i żyje do dziś. Steve był frutarianinem i witarianinem więc trochę to dla nas nie tenteges

  5. klepsydra 8 października 2014 o 21:27

    No właśnie to dla nas nie teges, więc cicho Czytałam art, niby jegochoroba miała się zacząć około 24 roku życia, ale to przy założeniu, że guz przyrasta w czasie niezmiennie tyle samo. W tym artykule napisali też o ołowiu, który znajduje się w spoiwie lutowniczym, a Jobs lutował podzespoły i wiecie co? Jeszcze dzisiaj lutowałam koledze w pracy zasilacz, a i tak regularnie wdycham te smrody!
    Jak ja bym chciała znać te cholerne przyczyny…Wciąż patrzę na tę dziewczynę i nie mogę uwierzyć. Na dodatek nakręcam Pepsi już w drugim wątku chorobę zamiast sukcesu 🙂

    1. Niki 9 października 2014 o 11:06

      Mój tata przez wiele lat zajmował się serwisem starych odbiorników wszelkiego typu, lutowania było też trochę, w domu był mały warsztat, wszędzie znajdowałam małe części, swoisty zapach smarów i innej chemii technicznej, środowisko elektryko-mechaników spore, ale tylko on zachorował i zmarł na raka (nerka). Swoiste właściwości organizmu, wewnętrzny konflikt emocjonalny, patogenna żywność, środowisko życia – wszystko może zadziałać i nic nie musi zadziałać.

      1. Niki 9 października 2014 o 11:40

        Nie wpisałam genów jako prawdopodobnej przyczyny, nie wiem czy ufać genom, czy one mają aż takie znaczenie jakie im się przypisuje. Bo skoro uszkodzone DNA można naprawić, nieaktywne/ wyłączone geny można uaktywnić, a inne wyłączyć… toteż człowiek dorosły, już ukształtowany psycho-fizycznie ma wpływ na siebie, na swój organizm, geny, które są fundamentem organizmu w pewnej mierze, ale nie w 100%, duży procent zależy od nas, naszej mocy, to my musimy sobie siebie wypracować. Rzekłam 😉 taka myśl nieoczekiwanie mi napłynęła i nie chce sobie popłynąć dalej, chyba ją przyjmę.

  6. klepsydra 8 października 2014 o 21:30

    Btw. Czytałam, że Jobs był weganinem i potrafił w restauracji wypluć zupę gdy dowiedział się, że jest w niej masło. W młodości spożywał dużo owoców, ale potem nie był surowy; rzekomo dużo jadał w restauracjach i sporo zamienników sera i mięsa. Nie wiem jak bardzo w to wnikałaś, ja mam takie informacje, ale nie szukałam długo.

  7. Ruda Zagłębiowska 8 października 2014 o 21:48

    Mądre to co piszesz, pobudzające do myślenia i to nie na zasadzie odległych spekulacji.
    Dodałabym jeszcze:

    8. Skupienie
    Coś, co łączy się z wytrwałością, ambicją, pasją, a także i dalekowzrocznością. Znał swój cel i mimo że był osobą elestyczną i dostrzegającą zmieniające się trendy, to skupił się na konkretnym pomyśle. Właściwie był on jego sensem życia, nie szukał co jakiś czegoś, w czym by tu był lepszy i co dałoby szybszy i bardziej spektakularny efekt pod postacią hajsu i sławy.

    Abstrahując od tego, czy ważniejsza kariera czy rodzina i jakby to połączyć – trudne dla mnie jest skupienie się na jednym obszarze, w którym jestem dobra i który mógłby się stać zadowalającym źródłem robienia kasy. Czuję nieustanne rozdarcie, skaczę z kwiatka na kwiatek i w efekcie odczuwam brak i niezadowalający mnie poziom zaangażowania w cokolwiek. I tak – staram się odpowiedzieć sobie na jedno, zajebiście ważne pytanie…

    Czytając każdy z Twoich ostatnich wpisów, który dotyczy motywacji, pracy i ogólnie odpowiada na fundamentalne pytanie „jak żyć”, czuję się, jakbyś dedykowała je właśnie mnie i jest to całkiem przyjemne – akurat w takiej sytuacji w jakiej ostatnio jestem, chłonę wszystko o tej tematyce jak mała gąbeczka. Czekam na więcej 🙂

    A z innej beczki – czy wiesz coś może na temat leczenia lub przynajmniej ograniczenia przyrostu mentów w oczach?

    Pozdrawiam serdecznie!

  8. renotorii 8 października 2014 o 22:13

    „Bowiem im mniejszy człowiek, tym bardziej kąsa” – celne, a co tam super celne! 😉

  9. Anna 8 października 2014 o 22:32

    Piękny w istocie jest ten punkt zwrotny. Kocham się w nim bardzo, bo wlasnie go doświadczam 🙂 Wolność i miłość bezwarunkowa do samego siebie będąca następstwem ogromnej nienawiści i autodestrukcji. Tak sobie jednak mysle, ze chyba do takiej miłości sie nie da dojść bez wcześniejszego skrzywdzenia siebie? A przynajmniej ja chyba bym nie doszła

  10. Mela 9 października 2014 o 01:00

    Pepsi, błagam popraw odmianę imienia bohatera wpisu – choćby w tytule. Ani razu nie odmieniłaś go poprawnie w całym tekście. To niby drobiazg, ale zepsuł mi kompletnie odbiór całego (świetnego) tekstu. Nie wyzłośliwiam się tutaj, nie chcę Ci też psuć nastroju, po prostu wiem, że niektóre osoby mogą wcisnąć escape i w ogóle nie dać Ci szansy, a byłoby szkoda!

    1. pepsieliot 9 października 2014 o 07:35

      Mela spoko art ma rekordową oglądalność 🙂

    2. Izi 9 października 2014 o 08:56

      żeby poprawić odmianę imienia bohatera wpisu, to trzeba wiedzieć jak jest poprawna. A Pepsi tego nie wie i ma w dupie sprawdzić.

      1. pepsieliot 9 października 2014 o 11:14

        No widzisz Izi czasami coś fajnego napiszesz 🙂

  11. Oktawson 9 października 2014 o 08:27

    Zgadzam się z tym, że trzeba marzyć, rozmyślać, celować wysoko i daleko, trzeba mieć tę umiejętność zobaczenia siebie gdzieś tam w przyszłości, posiadać jasną wizję siebie, ale jestem przekonana, że należy również umieć być w ‚tu i teraz’. Tylko tu i teraz jesteśmy, nigdzie indziej.

    Marząc i rozmyślając jesteśmy gdzie indziej, czyli teraźniejszość spędzamy w przyszłości. Gdy już ta przyszłość nadejdzie, to obecna teraźniejszość dawno jest przeszłością, a my znowu bujamy sobie gdzieś tam hen w przodzie… Jestem przekonana, że Jobs posiadał wizję przyszłości, którą stale uaktualniał, jednak na co dzień ‚siedział’ w danym dniu. Inaczej niczego by nie stworzył…

    Jak zwykle do drzwi puka Równowaga.

    PS. Pepsi, czy na zdjęciu jesteś gdzieś we Włoszech?

    1. pepsieliot 9 października 2014 o 11:13

      We Francji na południu, ale to Alpy

      1. HesiaMela 9 października 2014 o 16:52

        A to dziecko ze zdjęcia przeżyło zabawę? Masz jakieś informacje? 🙂

  12. zolodu 5 stycznia 2015 o 20:51

    „Maż, wyobrażaj sobie,”
    Mazać? Czym i po czym?
    Czy wystarczy jak Dali?
    A może „Marz, wyobrażaj sobie,”?

    1. pepsieliot 5 stycznia 2015 o 21:24

      Zolodu nie wiem jeszcze

  13. anna 20 stycznia 2016 o 12:39

    Być sobą , słuchać się swojego wewnętrznego „ja”. Tego ludzie najbardziej się boją. Wolą słuchać innych i iść za tłumem, czego ja nigdy nie mogę zrozumieć. Ludzie myślą „zbiorowo”, boją się mieć własne zdanie. Tylko gdy jesteś przekonany sam /a do siebie możesz z odwagą mówić innym o swoich pomysłach i zamierzeniach. Miej własne zdanie i konsekwentnie rób swoje 🙂 niezależnie co inni o tym myślą. W zasadzie im będziesz lepszy w tym co robisz będziesz miał wokół nie tylko zwolenników. Ale pamiętaj, jeśli chcesz zadowolić każdego – to na pewno Ci się to nie uda. Polecam książkę , cegła, uprzedzam ale ja ją jednym tchem przeczytałam „Steve Jobs” Walter Isaacson. On był sobą zawsze.

    1. pepsieliot 20 stycznia 2016 o 13:40

      pisałam o tej książce w kontekście witarian 🙂

Dodaj komentarz

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się