logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
169 online
52 774 015

DOBRE WITAMINY DLA DZIECI

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
8 pozornie bardzo zdrowych rzeczy, których dziecko nigdy nie powinno jeść

article-0-11f314a5000005dc-757_634x546

8 pozornie bardzo zdrowych rzeczy, których dziecko nigdy nie powinno jeść

Za chwilę Święta, jedzenie szczególnie zaprzątnie nasze głowy, a co Ty podasz swojemu dziecku?

Jako Matka Fanatyczka Zdrowego Odżywiania (dalej: MaFaZO) zastanawiasz się pewnie każdego dnia jaką ilość białka, węglowodanów i tłuszczy spożyło Twoje dziecko, czy zapodałaś mu dostateczną liczbę minerałów, witamin i kwasów tłuszczowych oraz czy aby na pewno jedzenie było wystarczająco urozmaicone i różniło się od tego co dziecko zjadło wczoraj. Jako Matka Normalna (dalej: MaNo) też masz na uwadze zdrowie swojego dziecka i starasz się dbać o to co ląduje na jego talerzyku.

Chlorella 100% Organic This is Bio

TU KUPISZ doskonale odżywcza CHLORELLA 100% Organic This is Bio

MaFaZO różni się od MaNo tym, że w zazwyczaj bardzo skrajnie podchodzi do tematu – zero cukru, zero glutenu, zero mięsa (opcja wegan) lub jeśli już, to tylko organicznego pochodzenia, ambiwalentny stosunek do mleka i brak wyjątków. MaNo stara się, żeby dziecko miało „zbilansowaną” dietę – czyli trochę mięska, trochę warzywek, masełko i od czasu do czasu łakocie, bo pozbawić dziecko słodyczy, to jak zabrać mu dzieciństwo.

Dziś nie o tym co podawać dzieciom, lecz czego kategorycznie im nie podawać choć pozornie wydawać się mogą to zdrowe pokarmy. Czyli zdarzyć się może, że również MaFaZO je podają dzieciom, a MaNo już na pewno.

why-i-dont-give-my-kids-juice

Po pierwsze – SOCZKI OWOCOWE

Producenci zarzucają nas reklamami jak zdrowe, naturalne i pełne witamin są soki z butelek czy z kartonów (jeszcze gorzej). Lobby przetwórców funduje nawet pseudo-profesjonalne artykuły w gazetach opisujące jak wielką wartość odżywczą mają soki oraz wprost informujące o tym, że szklanka soku (z kartonika!) może zastąpić jedną z 5 codziennych obowiązkowych porcji warzyw i owoców.

No niestety, byłoby to może i wygodne, ale między szklanką soku z kartonika, a owocem jest istotna przepaść. Po pierwsze są one w większości pasteryzowane czyli podgrzane do bardzo wysokiej temperatury, która pozbawia ich enzymów, witamin i faktycznej funkcji odżywczej. Dając dziecku sok z kartonika dajesz mu nic więcej niż aromatyzowaną fruktozę.

Jeśli jest to świeży sok zrobiony w domu np. z pomarańczy to w żadnym wypadku nie zaszkodzi, ale gdy będziemy go dawać dziecku w dużych ilościach i codziennie, trzeba mieć również na uwadze, że znacznie i szybko podwyższa poziom glukozy we krwi i jeśli dziecko zje również w tym czasie coś tłustego, jak awokado, możesz mieć problem z ogarnięciem jego eksplodującej energii. Wystarczy, że w organizmie dziecka jest jeszcze sporo tłuszczu z poprzedniego posiłku.

watermelon_juice_and_slice

Wyjątki potwierdzają regułę:

Świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy może być przydatny, gdy robisz dziecku kalibrację witaminą C, patrz bardzo pomocny wpis dla mam, gdy dziecko w tym małe kaszle

Szklankę soku pomarańczowego robisz z 2 pomarańczy, w soku nie dostarczasz błonnika który spowalnia wchłanianie cukru i wspomaga proces trawienia, karmi również nasze pożyteczne bakterie w jelitach. Druga rzecz to jeszcze szybkość – jak szybko wypijasz szklankę soku, a o ile dłużej zjadasz dwie pomarańcze?

Jedząc pomarańcze stężenie cukru we krwi rośnie stopniowo, a potem również stopniowo opada. Po wypiciu soku poziom glukozy wzrośnie natychmiast, by potem gwałtownie spaść, co powoduje zmęczenie i pragnienie kolejnego szybkiego doładowania cukrem. Organizm nie nadąża z produkcją insuliny, aby wyrównać tak nagły skok cukru w organizmie, co prowadzi do odkładania się cukru w tkance tłuszczowej i dlatego picie pozornie zdrowych soków owocowych może prowadzić u niektórych dzieci do otyłości.

Tutaj można poczytać, co ewentualnie cukier robi dzieciom, a raczej cukier z tłuszczem Kto zabił denatkę, tłuszcz, czy cukier? 

76765406_4x3

Po drugie – SOJA

Jeśli nie jest to sfermentowana soja – czyli miso, natto, tempeh czy tamari, to raczej Twoje dziecko powinno jej unikać.

Po pierwsze większość soi uprawianej na świecie (w USA praktycznie 100%) to soja GMO, więc dając dziecku takie pożywienie dajesz mu pośrednio do picia Roundup firmy Monsanto (wprawdzie napój ten nie znalazł się na liście – czego nie podawać dziecku do jedzenia, ale chyba zgodzisz się ze mną, że nie jest to najlepszy wybór). Co istotne – patrz na etykiety produktów – wiele zawiera lecytynę sojową. Jeśli nie jest nic napisane to na 99% jest to soja GMO.

Po drugie, większość ludzi nie posiada enzymów niezbędnych do trawienia niesfermentowanej soi, podobnie jak wiele osób nie trawi laktozy. To powoduje niestrawność, gazy, wzdęcia i całe mnóstwo problemów przewodu pokarmowego. Długoterminowe spożywanie soi może też nasilać lub wręcz przyczyniać się do takich chorób jak – katar sienny, astma, rak piersi, mukowiscydoza, rak endometrium, niedoczynność tarczycy, choroba nerek i rak pęcherza moczowego.

soy-lecithin-good-or-bad

Jeśli spożywasz soję w czasie ciąży i karmienia piersią w małych ilościach nie powinno to stanowić problemu, większe dawki mogą jednak szkodzić rozwojowi dziecka.

Trzeba również uważać, gdy stosuje się mleko sojowe jako alternatywę dla krowiego mleka u dzieci z alergią na mleko. Często dzieci uczulone na mleko krowie mają również alergię na soję.

Więc jeśli jesteś wegańską MaFaZO nie zastępuj mięsa i mleka soją. Jest wiele wspaniałych innych roślin strączkowych dostarczających dużych ilości białka, a nie budzących kontrowersji jak np. soczewica, cieciorka czy fasola adzuki lub nasz polski jaś. Chociaż o Jasiu też nie mówi się najlepiej, ale o tym kiedy indziej.

6a0120a56ab882970c01a73d74643c970d-800wi

Po trzecie – RYBY HODOWLANE

Jeśli nie jest to hodowla ekologiczna ryby karmione są pokarmem z roślin GMO.

Badania organizacji Watch Dog z Environmental Working Group (EWG) wykazały, że 7 na 10 hodowlanych łososi kupionych w sklepach w USA było zanieczyszczone polichlorowanymi bifenylami (PCB) w stężeniach mogących zaszkodzić zdrowiu. Ryby zawierają do 40 razy więcej dioksyn niż inne pokarmy, 16 razy więcej PCB niż odmiany złowione naturalnie. Ryby hodowlane zawierają również neurotoksyny i substance rakotwórcze takie jak – toksafen czy dieldryna.

Polichlorowane bifenyle (czyli PCB to rakotwórcze substancje, które były szeroko stosowane od 1930 do 1970 roku, występujące np. w azbeście, obecnie zakazane, ale niestety morza i oceany są nimi zatrute). Badania z 2004 roku przeprowadzone przez Science wykazały, że stężenia zanieczyszczeń PCB są znacznie wyższe w łososiu hodowlanym niż w łososiu dzikim, oraz że jedzenie hodowlanego łososia atlantyckiego może stanowić zagrożenie dla zdrowia, które umniejsza pozytywne efekty spożywania ryb.

young-girl-with-salmon

W 2010 CTV News Investigation zrobiła porównanie dzikiego i hodowlanego łososia. Okazało się, że łosoś dziki zawiera osiem razy więcej witaminy D i trzy razy więcej witaminy A w 100-gramowej porcji. Łososie hodowlane są znacznie bardziej tłuste (13% tłuszczu vs 2,5 % w dzikim), co oznacza, że mogą mieć więcej kwasów omega-3, ale jednocześnie kumulują wyższy poziom toksyn, takich jak właśnie PCB.

Hodowlany łosoś norweski ma straszną opinię.

Więc jeśli chcesz podać dziecku łososia, kupuj dzikiego z Alaski, albo szkockiego eko, albo najlepiej złów go sama w czystym ekologicznie miejscu.

Po czwarte – POPCORN i CHRUPKI KUKURYDZIANE

Co może być złego w ekspandowanych ziarnach kukurydzy? Kukurydza to kolejne zboże produkowane na masową skalę, czyli w standardzie GMO. Więc jeśli jest to sporadycznie zrobiony w domu popcorn ekologiczny na dobrym tłuszczu, najlepiej extra virgin kokosowym, to jeszcze nic takiego się nie stanie. Ale jeśli kupujesz go w folii i wkładasz do mikrofalówki, a na końcu podajesz dziecku to karmisz je PFOA – silną substancją kancerogenną. Chrupki kukurydziane – analogicznie – jeśli są ekologiczne to możesz dziecięciu zapodać, ale tylko od czasu do czasu, bo to silnie uzależniające.

b2e30546859e402004ff17b19e5fe179

Pamiętaj, jedynie Chuck Norris potrafi zjeść tylko jednego „chrupaka”. Nikomu innemu się to jeszcze nie udało.

Young Girl Eating a Hotdog --- Image by © Royalty-Free/Corbis

Po piąte – MIĘSO I WĘDLINY

Nieekologiczne produkty mięsne to nie żywność lecz śmiercość. To produkty, których nigdy nie należy jeść. Nawet jeśli są chude nie powinny być podawane nikomu, a co dopiero dziecku. Zasadniczo jesteś tym, co jesz, a jeśli jesz inne zwierzęta jesteś tym co zjadły one – czyli pełną pestycydów i hormonów paszą, która osadza się w komórkach tłuszczowych twojego dziecka. Chyba nie karmiłabyś dziecka tym co jedzą świnie i krowy, to dlaczego dajesz mu ich mięso?

skelena

Jeśli już tak bardzo upierasz się, że musisz dać dziecku mięso, to podawaj drób z ekologicznych hodowli z zaufanego źródła. I nigdy, ale to nigdy nie podawaj dziecku wędlin i parówek, tam obok niesprawdzonego pochodzenia mięsa jest jeszcze cała lista chemicznych trujących dodatków.

aaeaaqaaaaaaaab2aaaajdzjnmu3ytlhlwe0zdetngq1ni05zdk5lwnlntmxyjhkndu0zq

Po szóste – OLEJ RZEPAKOWY

Olej rzepakowy nazywany polską oliwą z oliwek – Włosi i Hiszpanie mają oliwki, my mamy nasz wspaniały rzepak, niczym od oliwy nie odstający. Tylko jedna kwestia – olej rzepakowy powstał w latach 70-tych a historia wytwarzania oliwy sięga 3000-4000 tysięcy lat p.n.e.

Olej z rzepaku (rośliny kapustnej) początkowo miał zastosowanie jedynie przemysłowe. Dopiero w 1970 kanadyjscy plantatorzy wyhodowali nową odmianę rzepaku z niższą zawartością toksycznego kwasu erukowego i wprowadzili swój produkt na rynek pod nazwą „rzepak”, która miała mniej kojarzyć się z trującym olejem.

Tymczasem olej rzepakowy jest bardzo skuteczny jako środek owadobójczy i jest podstawowym składnikiem wielu „organicznych” (nie chemicznych) środków towarzyszących pestycydom.

Obecnie uważa się, że olej rzepakowy jest skłonny do efektu kumulacyjnego. Co to oznacza? Że może minąć prawie dziesięć lat, zanim chorobliwe objawy zaczną się manifestować w naszych organizmach.

Jednym z możliwych efektów długotrwałego użytkowania oleju rzepakowego jest zniszczenie powłoki ochronnej otaczającej nerwy, zwaną osłonką mielinową. Używanie oleju rzepakowego jest również związane z wyczerpywaniem witaminy E w organizmie, a także z hamowaniem prawidłowego metabolizmu żywności i blokowaniem normalnych funkcji enzymatycznych.

więcej o oleju rzepakowym w poście Pepsi: Odstaw olej rzepakowy …

Kupujesz gotowe zupki dla dziecka w słoiczkach?

Przeczytaj etykietę, nie spotkałam się z daniem obiadowym bez oleju rzepakowego. Nawet te organiczne go zawierają.

Najlepszy jest tłoczony na zimno olej kokosowy extra virgin. Przy zakupie oleju kokosowego należy upewnić się, że pachnie kokosem w chwili zakupu, w przeciwnym razie najprawdopodobniej nie jest tłoczony na zimno.

pop-corn-dm-79942063

Po siódme – SÓL KUCHENNA

Zwykła sól kuchenna produkowana jest zazwyczaj z soli morskiej, zbieranej w taki sposób, który pozbawia jej jakichkolwiek minerałów. Następnie do soli dodawane jest aluminium i inne substancje, sól jest suszona i podgrzewana do bardzo wysokiej temperatury. Naturalnie występujący w soli jod został zniszczony więc dodaje się jodek potasu w potencjalnie toksycznych ilościach. Sól jest następnie stabilizowana za pomocą dekstrozy, która zabarwia ją na fioletowo. A następnie jest wybielana.

Zamiast soli kuchennej dawaj dziecku odpowiednie ilości soli szarej celtyckiej, lub różowej himalajskiej – w pełni naturalnych produktów zawierających cały szereg mikroelementów.

unknown

Po ósme – MLEKO

Ludzie to jedyne ssaki spożywające mleko innych zwierząt. Dochodzi do takiej paranoi, że myśląc o „ludzkim mleku” robi się nam niedobrze, a słysząc o „krowim mleku” od razu wyobrażamy sobie szklankę apetycznego białego napoju.

Jeśli sama hodujesz krowę, wiesz czym ją karmisz (zieloną trawą i sianem jak przystało na przeżuwacze), dbasz o jej higienę to takie mleko od szczęśliwej krowy możesz podać dziecku (oczywiście pod warunkiem, że jego organizm toleruje takie mleko), ale zdecydowanie lepiej byłoby gdybyś hodowała kozę, jej mleko jest znacznie bardziej zbliżone do ludzkiego i tym samym łatwiej przyswajalne przez dziecko.

images

Jeśli jednak karmisz dziecko mlekiem przemysłowym – od krów jedzących zmodyfikowaną paszę, nie kontaktujących się z łąką, które na dodatek (mleko nie krowy) poddane zostaje pasteryzacji w bardzo wysokiej temperaturze lub jeszcze wyższej w ramach procesu UHT (Ultra High Temperatue 170 stopni) to dajesz mu substancję pozbawioną jakichkolwiek wartości odżywczych, jeszcze na dodatek z trującymi cząsteczkami Maillarda. Dodatkowo w procesie pasteryzacji niszczony jest enzym laktaza, dlatego wiele osób, które nie wytwarzają tego enzymu nie może trawić zawartego w mleku cukru – laktozy.

Podajesz dziecku mleczną mieszankę typu Enfamil i masz problem z głowy? Oprócz mleka (nieorganicznego) jest tam olej sojowy, lecytyna sojowa (nie napisane że non-GMO, więc zapewne modyfikowana), syrop glukozowy oraz szereg sztucznych witamin z toksyczną sztuczną witaminą E – dl-alpha-tocopherol.

overview

Mitem jest również lansowana przez lobby mleczne dostarczanie ogromnej ilości wapnia wraz z mlekiem – „Pij mleko – będziesz wielki”. Pijąc mleko zakwaszasz organizm, a substancją najbardziej zasadową w organizmie jest wapń występujący w kościach. Aby wyrównać poziom kwasowości organizm wypłukuje wapń z kości. Tak więc dając mleko dziecku wręcz pozbawiasz go cennego wapnia.

Jeśli już, to podawaj produkty mleczne organicznego pochodzenia fermentowane, wtedy przynajmniej dostarczysz cennych bakterii.

A najlepiej zrób sama domowe mleko migdałowe. Wystarczy tylko zmiksować garść, najlepiej namoczonych wcześniej, migdałów bez skórek (w wysokoobrotowym blenderze) ze szklanką lub dwoma wody oraz z dodatkiem 1 daktyla – przepyszny pożywny napój z dużą ilością wapnia i witaminy E oraz niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych.

Źródła:
12, „The China Study” T.Colin Campbell, Tomas M. Campbell

TU KUPISZ super antyoksydant ACAI BERRY 100% ORGANIC This Is Bio

TU KUPISZ super antyoksydant ACAI BERRY 100% ORGANIC This is Bio –  bez żadnych dodatków!

Czy jesteś MaNo czy MaFaZo miej na uwadze powyższe. MaNo spojrzy na to może z lekkim przymrużeniem oka. MaFaZo upewni się w swoich przekonaniach. Jednej i drugiej życzę mądrych wyborów i dużo dużo zdrowia waszym dzieciom.

Czy któryś z tych produktów Cię zaskoczył? Czy podawałaś coś dziecku co myślałaś, że jest zdrowe, a okazało się całkiem przeciwnie? Czekam na ciekawe komentarze.

Cześć:)


IMG_0811

Noemi Demi pasjonatka zdrowego stylu życia, autorka bloga NoemiDemi.com wegetarianka od dziecka, biegaczka z zamiłowania, mama pewnego brzdąca.

Cóż, skoro arcyważna kategoria „Mama i Dziecko” leżała prawie odłogiem, Noemi Demi musi przejąć nad nią panowanie!


Blog pepsieliot.com, nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.

Rzuć też gałką na to:

Dobre suplementy, pokarmy i kosmetyki  znajdziesz w naszym Wellness Sklep


Disclaimer:
Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, dlatego nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.


 

(Visited 39 057 times, 1 visits today)

Powiązane artykuły

  1. gdzielak 7 stycznia 2016 o 10:13

    Hej Noemi,

    małe sprostowanie: w Kanadzie olej rzepakowy z odmian 00 (tzw. dwzerowych) to CANOLA. Po angielsku nasiona rzepaku to rapeseed – trochę niemarketingowa nazwa:) U nas to olej rzepakowy niskoerukowy – oczywiście najlepszy, nawet lepszy od oliwy podobno bo można smażyć. Smutne to, jak naprawdę Państwo dba o zdrowie obywateli:(
    Przy okazji – zastanawiałem się jak radzić sobie z odżywianiem bezmięsnego maluszka jeżeli musi korzystać ze żłobkai/lub przedszkola?

    Pozdrawiam serdecznie

    1. grzegorzadam 7 stycznia 2016 o 15:37

      @gdzielak
      Smażenie na olejach roslinnych nie jest niestety dobrym rozwiązaniem, a na oleju
      rzepakowym w szczególności, to nieporozumienie..
      Tu są 2 objaśnienia, wierzyć nie musisz, ale posłuchać warto:
      https://youtu.be/ekLpjXXRbkE
      https://youtu.be/QhNcYv-Q4iA
      Jeżeli nie chcesz maluszkowi dawać białek, bo o bezmięsności sam nie zdecydował 😉
      to chociaż niemięsne jaja powinien spożywać, takie podwórkowe.

      pozdrawiam 😉

    2. grzegorzadam 7 stycznia 2016 o 17:00

      Bardzo fajny wpis! 🙂
      ==Po siódme – SÓL KUCHENNA
      Zamiast soli kuchennej dawaj dziecku niewielkie ilości soli szarej celtyckiej, lub różowej himalajskiej – w pełni naturalnych produktów zawierających cały szereg mikroelementów.==

      Z tą solą ‚kuchenną’ i jej ‚jodowaniem” jest nawet gorzej..
      Sól kuchenną > (przemysłową-odpad produkcyjny po ługowaniu przy temp.700 st.) robi się również z kłodawskiej.
      ==Sól naturalna jest z punktu widzenia przemysłu chemicznego ‚zanieczyszczonym’ chlorkiem sodu. Zanieczyszczenie to polega na tym, że molekuły sodu i chloru połączone są siłami atomowymi z innymi 79-cioma elementami występującymi w przyrodzie, kryształy soli stanowią w ten sposób w mniejszym lub większym stopniu połączenie ze wszystkimi innymi pierwiastkami występującymi na ziemi. (aby uzyskać czysty NaCL – sól kuchenną, trzeba przeprowadzić ponad 2000 skomplikowanych procesów, które uwolnią sól naturalną od jej „zanieczyszczeń”).==
      Tak się ją czyści pozbawiajac wszelkich wartości, mało tego, czysty NaCl powoduje ograniczenie
      wchłaniania Jodu.. Tyle warte jest jej jodowanie jodkiem lub jodanem potasu.
      Wystarczy wysypać kg jodowanej do miski i po dobie jodu ni ma..
      W domu od dawna używam tylko najlepszej kłodawskeij niejodowanej, a córka przed jedzeniem
      nauczyła się ślinić paluszek, do soli i oblizuje, i wodą bezsmakową (succces!) popija odrobinęi

      W domu od wczoraj 1-osobowa epidemia.. 7-latka po walce poległa na ospę..
      Zobaczę co to będzie się działo.. 😉

      pozdrawiam

      1. pepsieliot 7 stycznia 2016 o 18:54

        No to życzymy szybkiego powrotu do zdrowia, ucałuj ją ode mnie

        1. mamakuby 24 stycznia 2017 o 19:35

          Panie Adamie gdzie pan kupuje kłodawską niejodowana, w necie niby jej pełno, ale bardzo prosze o podanie linku gdzie pan kupuje chce dla siebie i dla dziecka 15mcy. Czy dziecku moge rano na czczo dodać łyżeczkę do filiżanki i dac do wypicia?

      2. Wisia 7 stycznia 2016 o 21:00

        Gratulacje w solnej terapii! 🙂 co do ospy, zdaje się, że zdecydowanie lepiej przechorować za dzieciaka, na pewno będzie dobrze, przy takiej opiece, nie ma wątpliwości! Trzymajcie się!

        1. grzegorzadam 7 stycznia 2016 o 21:49

          Mam silną opozycję w osobie małżonki, tzn. witaminy i tak bez zmian.
          Z mojej strony maść Lasta czyli 85 olej kokos/10 SSKI/5 DMSO,
          Z drugiej strony Pudroderm i Wapno.
          Próbowałem przeforsować francuskie nacieranie myjka WU, ale
          nie ma paniki.
          To dziecięcy wirus, nie bedę stosował petard, niech dziecko spokojnie to przechoruje, za tydzień ferie 🙂

          Nie omieszkam ucałować! Dziękuję 😉

      3. Noemi Demi 7 stycznia 2016 o 22:47

        Grzegorzadam, dzięki :). I dzięki za jak zwykle bardzo wnikliwy komentarz „ile jest soli w soli”

      4. Noemi Demi 7 stycznia 2016 o 22:49

        i oczywiście życzę dużo zrowia dla 7-latki

      5. Anna 8 stycznia 2016 o 12:45

        a na mózg to działa? może wam pofałduje zwoje mózgowe, bo aktualnie chyba są proste jak Wielka Równina.
        1. z chemicznego punktu widzenia – jod to jednakowoż pierwiastek. pierwiastek można rozwalić tylko promieniowaniem. sól NIE JEST napromieniana.
        2. usunąć inne pierwiastki z soli kuchennej = usunąć ołów i inne metale ciężkie, które mogłyby być niebezpieczne.
        3. przestańmy jodować sól – świetny pomysł, endokrynolodzy i chirurdzy się ucieszą, będzie zalew woli guzowatych tarczycy, będą się rodziły dzieci z kretynizmem przez zaburzenia funkcji endokrynnej tarczycy.
        chociaż tego co widzę, kretynów i tak nie brakuje.

        i gratulacje „źródeł” w liczbie jednej wątpliwej publikacji.

        1. grzegorzadam 8 stycznia 2016 o 21:35

          Na wstępie prosiłbym o odrobinę opanowania.. 😉
          O nasze zwoje prostowane lub głądkie prosze się nie martwić, dbamy o nie dostatecznie i dobrze.

          Co do meritum”:
          ==Zarządzenie Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej z dnia 24 lipca 1996 r. w sprawie zakazu produkcji i wprowadzania do obrotu w celach spożywczych niektórych rodzajów soli.(M.P. 1996 nr 48 poz. 462), istotnie wprowadzało obowiązek jodowania soli kuchennej w ilości 30 (+/- 10)mg jodku potasu na kilogram soli kuchennej. Zarządzenie to zostało zastąpione Rozporządzeniem Ministra Zdrowia z dnia 30 czerwca 2000 r. w sprawie zakazu produkcji i wprowadzania do obrotu w celach spożywczych niektórych rodzajów soli. (Dz.U. 2000 nr 56 poz. 676), które nadal podtrzymywało obowiązek jodowania soli w produkcji, jednak – co jest kuriozalne – w ust. 2 jednocześnie zakazywało stosowania tego rodzaju soli do przetwórstwa środków spożywczych.

          Zarz. MZ z 30 czerwca 2000 straciło moc przez uchylenie podstawy prawnej, z powodu wejścia w życie ustawy z dnia 11 maja 2001 r. o warunkach zdrowotnych żywności i żywienia (Dz.U. 2001 nr 63 poz. 634). Sprawdzałem w aktach wykonawczych do tej ustawy i nie ma tam żadnego oddzielnego dokumentu na temat soli, jak to miało miejsce wcześniej. Podobnie jest w przypadku ustawy z dnia 25 sierpnia 2006 r. o bezpieczeństwie żywności i żywienia (Dz.U. 2006 nr 171 poz. 1225), która zastąpiła ustawę z dnia 11 maja 2001. ==
          Tyle przepisy.. Które jednoznacznie nie nakazują, ale jednak..

          20-40 mg jodku potasu, który zawiera 76% ‚czystego’ Jodu na 1 kg ‚soli’ to.. jest ilość micro..
          Wg badań dr Abrahama profilaktycznie powinno się spożywać 12,5 mg dziennie, podobnie
          do diety Japończyków, tu są różne opinie.
          Azjatycka i kłodawska sól kamienna zawiera naturalny Jod, badania polskiej sa w trakcie.
          Faktem jest, że sól sprzedawana w sklepach jako sól spożywcza to odpad przemysłowy..
          Dojodowywanie nic tu nie zmienia, ta sól jest toksyczna..

          Ad.1
          O jakim ‚rozwalaniu’ pierwiastka mówimy?
          Sól kamienną oczyszcza się metodą przemysłową do 99.9% NaCl.
          Metodologia jest dostępna.
          Ad.2
          Ołów w soli kamiennej jest niebezpieczny ?? 😉
          Ad.3
          Akurat o ‚sukcesach’ endokrynologów nie będziemy dyskutować, bo sytuacja jest jakby oczywista.
          Epidemia chorób tarczycowych, a sól jodowana powszechnie dostępna, paradoks..

          I prosze uważać z epitetowaniem, bo to może działac w obie strony.
          To blog kulturalnych ludzi.
          Radzę zażywać magnez w przyswajalnej formie.

          Źródeł jest tysiące, to jest blog, ma swoje ograniczenia objetościowe.

          1. Gosialavenda 22 maja 2017 o 00:19

            Tak, chamstwa w tym miejscu tolerować nie należy. A jak ktoś chce się od kretynow wyzywac to na Plotka czy Pudelka proszę. Tam będzie się czuł jak ryba w wodzie. Pozdrawiam Gosia.

        2. Niki 9 stycznia 2016 o 11:32

          Anna: „będzie zalew woli guzowatych tarczycy” …
          – Aha! Bo przecież w ciągu ostatnich kilku lat zupełna cicho sza o chorujących na tarczycę! Co chwilę czytam o wzroście zachorowalności i to przy nagminnym soleniu tą zwykłą chemicznie oczyszczoną solą rafinowaną, bo dotąd ludzie tylko taką znali i solili nią wszystko jak leci obficie. Jak reagują na różową? Jakby ktoś im chciał truciznę podać, tak bardzo ta biała (jak i biały cukier) siedzi w głowie, jako jedyna słuszna. Gdzie pani żyła przez ostatnie lata? Chyba nie w Polsce, albo w zupełnym odcięciu od mediów, blogów, informacji ze świata medycznego, zatrzaśnięta przed alternatywą, jeśli nie słyszała pani o szalejących chorobach tarczycy. I to wśród młodych ludzi! Ale wcale nie jestem zadziwiona.

          1. pepsieliot 9 stycznia 2016 o 13:05

            Podpisuję się pod odpowiedzią Niki

          2. katarina 30 czerwca 2016 o 15:24

            Używam ostatnio kłodawskiej soli kłodawskiej kamiennej – spożywczej jodowanej takiej w zielonym opakowaniu I teraz się zaczęłam zastanawiać czy ona aby na pewno jest spoko? Bo skoro kamienna to myślałam, że nie rafinowana, nie czyszczona w żaden sposób (kolor ma taki szarawy), skoro jodowana to myślałam,że dodatkowo „dojodowana” ale teraz to już zwątpiłam…

          3. katarina 30 czerwca 2016 o 15:40

            o taka ta sól – z opisu wynika, że zawiera naturalnie występujące minerały – co myślicie?
            http://www.sol-klodawa.com.pl/pl/oferta/25/sol_spozywcza_0,9_-_1,0_kg
            Nie wiem czy mogę linka jeśli nie to Pepsi wybacz i nie publikuj

          4. grzegorzadam 30 czerwca 2016 o 20:07

            Taką samą mam i jem.
            Z jodem dodatkowym czy nie jest równie dobra.

          5. katarina 30 czerwca 2016 o 22:49

            O to super! Skoro Ty taka jesz to znaczy dobrze wybralam 😀 Pozdrawiam!

      6. Piotr Kierus 8 stycznia 2016 o 18:49

        Jak wygram w toto lotka – to sobie kupię olej kokosowy do smażenia.
        Teraz ten za 4 zł/litr rzepakowy z Auchan – musi mi wystarczyć….

        1. grzegorzadam 8 stycznia 2016 o 21:41

          Piotrze pan Jerzy mówi zarówno o szkodliwości samego rafinowanego oleje rzepakowego GMO nawet niskoerukowego jak i dodatkowo przestrzega przed obróbka cieplną..
          Moim sukcesem jest że przekonałem żonę, że do ciast używa masła a nie margaryny.
          Czasami skuszę się na karpatkę.
          Niby nic a jednak. Smak nieporównywalny. 😉

          1. malgo 10 stycznia 2016 o 04:45

            Grzegorz znowu proszę o wyjaśnienie. Mam chorą- wysoko gorączkującą małą dziewczynkę i teraz pojawiły mi się wątpliwości czy podawać jej wit C Pamiętam, że w komentarzu do działań Erveny pisałeś żeby nie przyjmować za dużej ilości vit c bo zakwasza sobie organizm. Czyli pytanie jest takie czy korzysci z podawania są większe niż ewentualne szkody wynikające z zakwaszenia? Podawałam jej łyżeczkę/ pół łyżeczki do szklanki soku malinowego. Takich szklanek wypija dziennie 6-7.

          2. Inka72 10 stycznia 2016 o 09:25

            Popo811 Wszystko zależy od tolerancji na siarkę i zawarte w niej tiole. Jeśli chodzi o siarkę z tiolami to jeśli się nic nie dzieje i dziecko nie jest zatrute rtęcią (np ze szczepień) to super. W przypadku zatrucia rtęcią i podawania większej ilości siarki „tiolowej” w pewnym momencie może nastąpić bardzo duże wzmocnienie objawów zatrucia rtęcią. Oczywiście tylko objawów. Bo rtęć sobie gdzieś tam siedzi, siarka ją zaczyna ruszać do oczyszczenia, więc znowu organizm otrzymuje sygnał do walki z rtęcią i… robi się „błędna koło” .

            Co do komentarza Malgo z dzieckiem gorączkującym – Malgo ! poprzez podawanie vit C następuje odkwszenie organizmu a nie zakwaszenie!

          3. pepsieliot 10 stycznia 2016 o 13:16

            mocz się zakwasza po witaminie C

          4. malgo 10 stycznia 2016 o 04:58

            Grzegorz jeśli mogę to jeszcze jedno pytanie. Z kontekstu Twoich komentarzy rozumiem że w diecie uwzględniacie mięso także gdzie w tym wszystkim i czy w ogóle jest miejsce na soki? W świetle artykułu Noemi soki się nie sprawdzają na diecie wege a co dopiero jak ktoś spożywa sobie większy lub mniejszy tłuszcz. Moje partyzanckie sposoby pogodzenia tych spraw to obecnie rano do ok. 12-13 soki z wyciskarki a następnie do godziny, no cóż…. jakby je się wszystko… Piszę do godziny którejś ponieważ staram się prowadzic post przerywany (super sprawa – dzięki Pepsi) Czy masz jakies inne sposoby na w skrócie godzenie cukru z tuszczem? Pozdrawiam niezmiennie i dziękuje za komentatorską aktywność i porady 🙂 M.

          5. JoannaB 3 lutego 2016 o 13:06

            No właśnie, po witaminie C mocz się zakwasza czyli zakwaszamy organizm tak? Piję sodę, piję C i jak sprawdzam paskami nijak nie mogę się odkwasić 🙁

          6. pepsieliot 3 lutego 2016 o 14:42

            wejdź na 811 roślinną

          7. JoannaB 3 lutego 2016 o 14:45

            To byłoby dla mnie najlepsze. Powiedz, czy popijasz koktajle owocowe z dodatkiem jogurtu będąc na 811?

          8. pepsieliot 3 lutego 2016 o 18:45

            no skąd , oleju kokosowego też nie jem, odrobinkę, ale wolę zjeść kawałek awokado, albo migdały, ale wśród czytelników na palcach policzyć ludzi na 811, a jest wiele dróg do celu. Musiałabym potępić Budwigowa, Gersona, nie mówiąc o wysoko tłuszczówce

          9. JoannaB 3 lutego 2016 o 21:38

            Czy pisałaś osobne arty o 811? Paczę i paczę i nie widzę w spisie… Musiałabym dokładniej poznać zasady bo zdaje się, że najtrudniej w tym wychwycić balans bo inaczej to nie działa tak jak powinno..czy tak?

          10. grzegorzadam 3 lutego 2016 o 15:00

            No to ją zbuforuj albo kup askorbinian!
            Nie zakwasi bo ma pH 7.0.
            A wit.C i tak z nim dostarczysz.

          11. grzegorzadam 10 stycznia 2016 o 17:50

            @MAlgo
            ==Z kontekstu Twoich komentarzy rozumiem że w diecie uwzględniacie mięso także gdzie w tym wszystkim i czy w ogóle jest miejsce na soki?==

            Jest miejsce, jak w żołądku jest miejsce 😉
            CZyli na pusty żoło , rano, przed posiłkami,przed snem..
            Nie demonizujmy, trzeba intuicyjnie,
            Preferuję blendowane, co by błonnik też zarzucić.
            Jabzo, marchew, buraczek, i co mi tam wpadnie.. Do tego łyżkę zmielonego lnu od czasu do czasu..
            Łyżeczkę miodu, czasami smaki wychodzą ‚nowatorskie’ 🙂
            Jak mięso to tylko z watrzywami, bez skrobi!

          12. grzegorzadam 10 stycznia 2016 o 18:07

            ==malgo
            10 STYCZNIA 2016 @ 04:45

            Grzegorz znowu proszę o wyjaśnienie. Mam chorą- wysoko gorączkującą małą dziewczynkę i teraz pojawiły mi się wątpliwości czy podawać jej wit C Pamiętam, że w komentarzu do działań Erveny pisałeś żeby nie przyjmować za dużej ilości vit c bo zakwasza sobie organizm. Czyli pytanie jest takie czy korzysci z podawania są większe niż ewentualne szkody wynikające z zakwaszenia? Podawałam jej łyżeczkę/ pół łyżeczki do szklanki soku malinowego. Takich szklanek wypija dziennie 6-7.==

            TAk,pisałem, żeby nie ‚wylac dziecka z kąpielą’.
            Wit.C w przyjmujemy zasadniczo dwóch formach:

            1. kwasu L-Askorbinowego (pH 4.2- kwas > zakwasza..)
            (polecam kwas L-A przed posiłkiem na końcu łyżeczki do wody z OJ dosypać, zeby dokwasić żoładek 😉 )

            2. Askorbinianach (sodu, potasu i innych) o pH obojetnym czyli 7.0.
            Taka forma nie zakwasza niepotrzebnie organizmu, a swoją rolę wykonuje tak samo!
            Jest to forma zbuforowana, czyli obojętna.

            I o tym pisałem Ervenie.. i Taki dziecku bym polecał i wszystkim innym też..

            Mam w domu i to i to, i używam w zależnośći od potrzeby albo to albo to.

          13. grzegorzadam 10 stycznia 2016 o 18:15

            @Inka72
            ==Co do komentarza Malgo z dzieckiem gorączkującym – Malgo ! poprzez podawanie vit C następuje odkwszenie organizmu a nie zakwaszenie!==

            Do ‚odkwaszenia’ organizmu stosujemy substancje akalizujące, kwas l-askorbinowy do nich nie należy..
            Ale soda, cytrynian sodu, octan, soki świeże i owszem 😉

        2. Krzysztof 13 stycznia 2016 o 00:23

          To już chyba lepiej w niskiej temp na maśle smażyć.
          W Makro jest kokosowy, ale rafinowany, w litrowych pudełkach.
          Małe kilkanaście zł o ile pamiętam.

      7. Marzena 21 grudnia 2016 o 20:32

        Do Grzegożaadama. Pewna znana mi osoba leczyła swojego syna tylko metodami naturalnymi. Zioła , homeopatia, olejki itp.
        Jak jej syn miała ospę , wspomagała „leczenie” ospy koloroterapią. Od swojego naturopaty dowiedziała się, że ospa nie lubi koloru czerwonego. Ubierała syna w czerwoną piżamę , spała w czerwonej pościeli a na lampkę zarzuciła czerwoną szmatkę. Synek przeszedł ospę dużo łagodniej niż jego rówieśnicy z przedszkola. Może warto spróbować z czerwonym kolorem 🙂

        1. grzegorzadam 21 grudnia 2016 o 21:44

          Nie tylko z czerwonym 😉 :

          Walter Last:
          http://www.health-science-spirit.com/colourtherapy.html

          Nie wiem , czy był taki temat na blogu, ale bardzo ciekawe..

    3. Noemi Demi 7 stycznia 2016 o 22:44

      Hej Gdzielak, faktycznie mało marketingowa nazwa, choć bardzo zbliżona do prawdy.

      I to jest ta jedna z głównych moich obaw przed przedszkolem. Jedynym rozwiązaniem jest przygotowywanie posiłków dla dziecka w domu i zawożenie ich razem z nim do przedszkola. nawet w szpanerskim warszawskim przedszkolu wyśmiano zapytanie czy suszone morele są ekologiczne bez siarki, „no już bez przesady”

  2. orzełek 7 stycznia 2016 o 10:32

    Wszystko super, tylko pytanie czy znasz takie przedszkole, które spełni te wymogi? 🙂 O ile przez pierwsze 3 lata powiedzmy, że można to kontrolować, to co zrobić jak wysyłasz je do jakiejś placówki, gdzie nikt o blogu Pepsi nie słyszał i na pewno nie chciałby słyszeć 😉

    1. Noemi Demi 7 stycznia 2016 o 22:57

      @ Orzełek – jak wyżej. Trzeba nauczać i pokazywać alternatywne podejście :). Dawać jedzenie w pojemniczkach. Uprzedzić, że dziecko ma ALERGIĘ na mięso, mleko, gluten i cukier i jak mu to podadzą to będą mieli problem. Poza tym te pierwsze 3 lata odżywiania dziecka to kluczowy okres. Jeśli wtedy pokocha smak warzyw i owoców, wody do picia zamiast słodzonych napojów i nie pozna zwykłych słodyczy – to można liczyć na to, że nie będzie chciało jeść powszechnie serwowanego chłamu.

      1. grzegorzadam 7 stycznia 2016 o 23:05

        ==Uprzedzić, że dziecko ma ALERGIĘ na mięso, mleko, gluten i cukier i jak mu to podadzą to będą mieli problem.==

        Sprytne! 🙂
        Podpisując coś do szkoły przed poczatkiem roku, podobno wyraziłem zgode na fluoryzację! ……?
        To teraz, jak ostatnio była, 2x zorganizowałem ważne zwolnienie z powodów rodzinnych.
        Trzeba pokombinowac, nie robiąc sztucznej zadymy 😉

        1. Noemi Demi 7 stycznia 2016 o 23:11

          dobry sposób na uniknięcie fluoryzacji. Czy muszą to jeszcze robić dzieciom w szkole?

          1. grzegorzadam 7 stycznia 2016 o 23:24

            Muszą! Tzn. urzędnicy są zobligowani do przestrzegania przepisów, a dodatkowo dokładnie ogłupieni, wyżsi (ministerialni) dobrze opłaceni przez korporacje itd.- koszenie kasy z budżetu (szczepienia i ‚procedury’ onkologiczne- czysta ‚mamona’)
            ”Operacje” fluorem i rtęcią na szyszynce, i powszechna ‚toksykacja’ powodują uległość..
            Hitler i Stalin ćwiczyli to w obozach i gułagach, była miedzy nimi ‚wymiana doświadczeń..
            Polecam ostatnie wpisy starego chirurga z Gdańska, jak o sobie mówi, dr Jaśkowskiego.
            Rath też to tłumaczy przejrzyście, na forum niemieckiego parlamentu również, bez odzewu… !

            Natomiast samo ciało pedagogiczne w 99% nie ma o tym pojęcia,
            wiem po rozmowie z wychowawcą, i innymi. KK tez jest w tej samej kamandzie, taki system.
            Lekarze nic nie wiedzą np. o związku jodu z tarczycą, długo by pisać..

          2. Noemi Demi 7 stycznia 2016 o 23:30

            przykra prawda

  3. 14.03 7 stycznia 2016 o 10:33

    Dziękuję za ten wpis, wprawdzie moje pacholęta już są duże ale ze zgrozą patrzę jak przynoszą że szkoły jako dodatek do obiadów- soczki, mleko 0,5 %. Hitem ostatnio pomidorki koktajlowe, o których córka zapomniała i wyciągnęła dopiero po przerwie świątecznej a które nadal były cudnej urody …….
    Co zrobić aby za pseudo troska o zdrowie dzieci szlo naprawdę zdrowe żywienie w szkołach a nie bezmyślne faszerowanie dzieci nic nie wartym, szkodzącym jedzeniem ?

    1. Inka72 7 stycznia 2016 o 21:53

      Moje dzieci do przedszkola nosiły słoiczki ze swoim moim jedzeniem. Obie cieszyły się , że są wyjątkowe i mogą jeść co innego niż inne dzieci, które wszystkie jadły to samo. Było trochę przeprawy z dyrekcją i kuchnią, która nie mogła przetwarzać innego jedzenia niż zatwierdzone, ale się udało. Jak się chce to się załatwi.

      1. Noemi Demi 7 stycznia 2016 o 23:02

        @ Inka72 – wzorowa postawa MaFaZO 🙂 Tak trzymać 🙂

      2. 14.03 8 stycznia 2016 o 08:08

        Niestety w szkole moich dzieci byłoby to robieniem sztucznej zadymy…. i tak jestem już rodzicem który wisi na tablicy TEGO RODZICA NIE OBSŁUGUJEMY 😀

        1. grzegorzadam 8 stycznia 2016 o 11:47

          ==wisi na tablicy TEGO RODZICA NIE OBSŁUGUJEMY ==

          – czasami trzeba być lwem, a czasami lisem 😉

        2. Inka72 10 stycznia 2016 o 09:32

          No to niech ma dzidzia w torbie kilka pudełeczek z sałatkami, pulpami warzywno owocowymi i np jedną kanapkę chleba gryczanego (200 dag BIAŁEJ gryki moczymy 6 godzin, miksujemy i zostawiamy na noc, rano przekładamy do formy i pieczemy) Moja córka już w szkole przychodziła dumna z tego, że na przerwie każdy wyciągał bułkę albo chleb, a ona zajadała pyszne papryki nadziewane … warzywami 😉

    2. Noemi Demi 7 stycznia 2016 o 23:00

      no już podjęto kroki – zakaz stosowania soli na szkolnych stołówkach i zakaz sprzedaży śmieciowego jedzenia w sklepicha szkolnych. Rodzice teraz narzekają, że dzieci nie chcą jeść w szkole obiadu bo jest wstrętny i bez smaku, glutaminian sodu tak fajnie podreślał smak pomidorówki…

  4. burdzia 7 stycznia 2016 o 11:05

    Witaj Noemi- świetny wpis,dziękuję- mam ochotę wydrukować i podesłać ‚tej,która zawsze wie lepiej’czyli teś…owej.Mnie zasmuca fakt,że póki dzieci były ze mną w domu i przeze mnie karmione-wiedziałam co jadły.Schody zaczynają się w przedszkolu-chociaż tu jeszcze miałam/mam wpływ-bo i zaznaczyłam,żeby mleka nie podawali-ale jest i mięso i wątpliwej jakości ryby i wiele wiele innych/A już w szkole u starszego to załamać się można czytając menu- a dziecko prawie do 17tej w świetlicy,więc coś musi jednak jeść. Nie jest to łatwe.

    1. Noemi Demi 7 stycznia 2016 o 23:20

      Burdzia, dzięki, jak miło. Tak, czasem najbliższych jest trudno przekonać :). Trzeba niestety przygotowywać posiłki w domu i dawać dziecku do przedszkola/szkoły. Ale zdaję sobie sprawę, że dla matki pracującej może być to trudne. Czego się jednak nie zrobi dla zdrowia dziecka.

  5. Juli 7 stycznia 2016 o 11:08

    Boże drogi a ja karmie swoje niemowle mlekiem sojowym. Mała mi cały czas choruje na różne infekcje.Czym zastąpić 8 miesieczniakowi to mleko?

    1. grzegorzadam 7 stycznia 2016 o 17:03

      A co to jest ”mleko sojowe” ??
      To już chyba UHT lepsze !
      A wiadomo co to za trucizna!

    2. MM 7 stycznia 2016 o 23:04

      ja dziecku podaje mleko z kaszy jaglanej, z brązowego ryżu eko lub z płatków owsianych – na zmianę

    3. Noemi Demi 7 stycznia 2016 o 23:17

      @Juli
      mleko sojowe dla niemowlęcia to nie najlepszy wybór, może spróbuj migdałowe, jaglane, ryżowe – ale robione metodami domowymi

      1. Dorota 8 stycznia 2016 o 00:54

        A nie domowe, ale z kartonu bio/eko? Też może być, np ryżowo- migdałowe, lub owsiane?

  6. Agampreet 7 stycznia 2016 o 11:33

    hmm.. ja nadal nie zgadzam się z tym, że soki są złe. dzięki sokom i terapii Gersona – żyję. .
    ale to soki z wyciskarki wolnoobrotowej, wvdodatku w większości z warzyw i liści, a nie przeslodkich owoców 🙂

    1. Inka72 7 stycznia 2016 o 21:56

      Tu raczej chodziło o soki z kartonika lub przetworzone. Jak jesz pomarańczę ( a zmiksowana w sok to nadal świeża pomarańcza) to jest inaczej niż po sokach z kartonika.

      1. pepsieliot 7 stycznia 2016 o 22:22

        zmiksowana, a sok to nie to samo, bo w soku nie ma już prawie błonnika

    2. Noemi Demi 7 stycznia 2016 o 23:23

      Agampreet – jest istotna różnica między sokami owocowymi pozbawionymi błonnika a sokami z Angela i to jak sama piszesz głównie z warzyw i liści. Takie są fantastyczne.

  7. StefAnka 7 stycznia 2016 o 11:44

    Zgadzam sie w stu procentach z tym co piszesz, gratuluje super stronki.
    Chyba sie tu u Ciebie rozgoszczenia na zawsze! Pozdrawiam Stef

    1. Noemi Demi 7 stycznia 2016 o 23:24

      Stef, bardzo miło. Zapraszamy. Na zawsze.

  8. Wisia 7 stycznia 2016 o 11:48

    Super, że o tym piszesz! Mnie zaskoczyła sól morska, ale w sumie nie używam, więc spoko 😉 Zastanawia mnie jak Ty, Noemi komponujesz posiłki dziecku? Wszystko osobno, kasza z owocami, warzywami, bez tłuszczu, a tłuszcz jak i kiedy, aby się nie kontaktował z węglem? Bardzo proszę o artykuł z kilkoma przykładami na posiłki dla maluchów, bo trudno mi to ogarnąć praktycznie, a znalazłoby się myślę sporo MaFaZO, które byłyby wdzięczne i zainspirowane 🙂 pozdrawiamy!

    1. Noemi Demi 7 stycznia 2016 o 23:26

      Wisia, będzie o tym cały post wkrótce. Dziecko też musi trochę tłuszczu spożywać, więcej niż dorosły człowiek. Mój synek np. uwielbia zestaw pokrojone w kawałeczki awokado z pomidorem i odrobiną zielonej cebulki.

      1. nika 8 stycznia 2016 o 02:09

        no proszę gdybym była samotną matką mieszkającą z dala od wszelkiej maści dziadków, cioć i wujków to bym się załapała na MaFaZo, a tak to totalna porażka, bo wszędzie w koło beton na czele z mężem który wszystko zapija colą,
        część rodziny już przy mnie nie daje synkowi słodyczy, ale ręce mi opadają jak przyjeżdżam do domu i w jego kieszeniach znajduję „wałówkę” w postaci czekolady ciasteczek tudzież lizaczków, czasami znajdę pierwsza czasami nie…
        jestem postrzegana za nienormalną, bo dziecku wprost mówię ze cukier jest nie zdrowy, a mały to powtarza, ale dodaje że on lubi..
        liczę tylko na to ze czym starszy będzie tym więcej będę mogła mu wytłumaczyć, bo na razie to chyba jest rozdarty między nami; mama z marchweką a tata z czekoladką i mleczkiem, najgorsze jest to dojadanie męża po posiłkach, aj tu się nagimnastykuję, żeby to jakoś poukładać logicznie a on mi po obiedzie z mięchem (obiad bez mięsa to nie obiad) banana wrąbie, mały widzi i też chce, ja że nie, a mąż że zła matka jestem bo dziecku zdrowego banana nie chce dać, ciężko tak jakoś na sercu.
        czekam na wpis z inspiracjami kulinarnymi, może się uda coś niepostrzeżenie wprowadzić do domowych posiłków
        a trochę nie w temacie
        drugiego dziecka nie zaszczepiłam w szpitalu i teraz przepycham się z sanepidem. czy ktoś ma może sposób żeby odroczyć, na święte nigdy, przynajmniej część szczepień, na chwilę obecną o gruźlicę chodzi?
        wzw zaszczepię, bo inaczej rozwód mnie czeka

        1. grzegorzadam 8 stycznia 2016 o 23:23

          Sama możesz bronic się Kartą Praw Pacjenta, poczytaj tutaj:
          http://www.pepsieliot.com/szczepic-czy-nie-szczepic-czyli-dlaczego-nie-zaszczepilabym-swojego-dziecka/

          Z szanownym m. gorzej jak z sanepidem..

        2. Noemi 12 stycznia 2016 o 13:46

          @nika – czasem rodzina bywa niereformowalna. Jeśli znajdujesz w kieszeniach – to dobrze, to znaczy, że ich nie zjadł :). Spróbuj mu dawać daktyle, mój synek je uwielbia. Może jak będzie jadł takie słodycze to nie będzie miał ochoty na te niezdrowe. Można też samemu robić czekoladę – do oleju kokosowego dodajesz trochę kakao (najlepiej surowe np. firmy Surovital), trochę karobu, rodzynek, daktyli, mogą też być jakieś orzechy, migdały, mieszasz (jeśli olej ma formę stałą możesz go delikatnie podgrzać, ale nie za bardzo) i wlewasz to wszystko do plastikowego pojemnika i wstawiasz do zamrażalnika. Po kilku godzinach masz pyszną domową czekoladę. Oczywiście nie można z nią przesadzać, ale jest bez porównania lepsza niż te ze sklepu.
          Co do szczepień – to tak jak podał grzegorzadam.

      2. Wisia 8 stycznia 2016 o 11:38

        Bardzo się cieszę i czekam!!! 🙂 Noemi a co z szejkiem porannym można dziecku? Mój lubi, a to świetny sposób na przemycenie zielonych liści. Może nie codziennie, bo wychładza mały brzuszek??

        1. Noemi Demi 11 stycznia 2016 o 22:02

          Wisia, ja daję dziecku małą szklaneczkę szejka każdego ranka (odlewam mu z mojego), do tego ciepła kasza jaglana lub owsianka na wodzie jeszcze zmieszane np. z tartym jabłkiem i odrobiną rozgrzewającego cynamonu lub po prostu tylko wymieszane z tym szejkiem. Czasem woli osobno. Trudno przewidzieć oczekiwania dwulatka 🙂

  9. Terpentyna 7 stycznia 2016 o 12:31

    Tylko się upewniłam, że intuicja mi dobrze podpowiada ;)))) lepiej samemu uhotować niż iść na słoikowá łatwiznę.
    Oleju rzepakowego nie tykam od lat 😀 z tej prostej przyczyny że to nie jest jadalnh produkt:D

    Tylko to mleko! Weź wytłumacz mojemu Hasbendowi że mleko jest do bani!!!!!! 🙁

    1. grzegorzadam 7 stycznia 2016 o 17:12

      @Terpentyna
      ==Tylko to mleko! Weź wytłumacz mojemu Hasbendowi że mleko jest do bani!!!!!!==

      Może takie coś: 😉
      Prof. Dr Walter Veith – Pij mleko, bedziesz miekki!
      https://youtu.be/gwlZq9aixJE

  10. olunia 7 stycznia 2016 o 12:56

    Super nawet kukurydza szkodzi? właśnie dzis zamieniłam na nią mąkę pszenną ! czego używać do zagęszczania np. zup w takim razie? z całej listy moja córcia jadla niestety olej rzepakowy bo się naczytałam jaki to niby zdrowy …..

    1. pepsieliot 7 stycznia 2016 o 13:57

      kupuj organiczną kukurydzę

    2. Roma 7 stycznia 2016 o 17:17

      Moja mam, chociaż już dziecięciem małym nie jestem, używa do zagęszczenia zup, żebym też mogła zjeść na bezglucie- mąki ryżowej, może być też z ciecierzycy (bardzo dobrze zagęszcza), albo gryczana np, ale próbowałam tylko przy pizzy i lanych kluskach, nie przy zagęszczaniu. A i jeszcze jaglaną próbowałam do naleśników, tez super, tyle, że trzeba dojść do wprawy w smażeniu 😉

      1. pepsieliot 7 stycznia 2016 o 18:52

        ja stosowałam mąkę kasztanową

      2. Niki 8 stycznia 2016 o 10:33

        mąka z topinambura, inulina też świetnie zagęszczają, wiążą wodę, lekko żelują, zmielony len, mąka kokosowa i zmielony kokos, jest więcej takich rzeczy w tym momencie słabo z pamięcią bo właściwie rzadko cokolwiek zagęszczam

        1. grzegorzadam 8 stycznia 2016 o 11:49

          @Niki
          Sporo kłopotu z tym zagęszczaniem..
          Nasza mała nie lubi zagęszczaczy, i od niej się tego nauczylismy..
          Zupa-wywar .. I już! 😉

  11. Piotr 7 stycznia 2016 o 13:05

    Handlowcom udało się wyprodukować sztuczny żółty ser!
    A znajomy rolnik mówi że nik na wiosce nie pasie świń ziemniakami i osypką jak za komuny – bo ziemniaki są za drogie. Dlatego dają im taki granulki – które wystarczy zalać wodą.
    Nooo… dla siebie to hoduje innego świniaka. Ale go nie sprzeda po 3,50 zł/kg żywca – jak na skupie.

    1. grzegorzadam 7 stycznia 2016 o 22:06

      ==A znajomy rolnik mówi że nik na wiosce nie pasie świń ziemniakami i osypką jak za komuny – bo ziemniaki są za drogie. Dlatego dają im taki granulki – które wystarczy zalać wodą.==

      No i próbuj w takich warunkach ketogenicznej.. ! 😉

  12. Ola 7 stycznia 2016 o 21:24

    Mleko sojowe z Lidla ma napisane, że jest bez gmo. Wierzyć?
    Czytałam, że oleju tłoczonego na zimno nie można podgrzewać do wysokich temperatur. Więc jak to w końcu jest z tym kokosowym?

    Pozdrawiam
    Ola

    1. pepsieliot 7 stycznia 2016 o 21:33

      kokosowy można, to tłuszcz nasycony, jak masło, na którym też można smażyć, byle nie spalić. A lidlowi można wierzyć, ale mleko sojowe to i tak kiła

      1. Hala 21 grudnia 2016 o 10:27

        A jogurt na takim mleku sojowym to też kiła? Przecież wtedy chyba się ta soja fermentuje, tak?

        1. Pepsi Eliot 21 grudnia 2016 o 16:27

          soja fermentowana to natto, miso, tempeh, tamari, i na tym chyba koniec. te sojowe serki są robione z niefermentowanej soi, natomiast jogurtu nie widziałam, ale też nie patrzę od wielu lat w tym kierunku

          1. Hala 23 grudnia 2016 o 09:54

            Mi chodzi o taki domowy jogurt zrobiony na mleku sojowym zamiast krowim. Z bakteriami jogurtowymi… Nie mówię o sklepowych deserkach.

          2. Pepsi Eliot 23 grudnia 2016 o 13:17

            jak umiesz

          3. Hala 3 stycznia 2017 o 18:11

            No już dłuższy czas takie robię 🙂 Wyszłam z założenia, że lepszy będzie sojowy niż krowi, tylko nie wiem czy słusznie.

    2. grzegorzadam 7 stycznia 2016 o 22:42

      Azjaci jedzą tylko soje sfermentowaną, od starożytności wiedza , że tylko w takiej postaci ma
      korzystne właściwości.
      Nadwyżki produkcyjne umiejetną propagandą wcisnęli wegetarianom w postaci ‚mleka sojowego’.
      Nie dajcie się wkręcać.
      Noemi podała przepis na pyszne i odżywcze ‚mleko’ migdałowe.

  13. XLka 7 stycznia 2016 o 23:42

    Wszystkie zupy zagęszczałam dzieckom zmiksowanymi warzywami – wyjmowałam np. seler i korzeń pietruszki, dodawałam trochę wywaru, bzium mikserem i z powrotem do garnka. Teraz córka przemyca mężowi warzywka w takiej formie w… sosach :).
    W żłobkach i przedszkolach największym problemem jest podawanie mega ilości posiłków mlecznych: np. zupka mleczna, do tego kanapka z twarożkiem i kawa z mlekiem na śniadanko. Skaza białkowa, ataki duszności itd. itp. to codzienność po takim menu.

  14. joannafriday 8 stycznia 2016 o 18:33

    A co z mlekiem kokosowym? Robię sama w domu z wiórków kokosowych bio – czy można je podawać rocznemu dziecku? czy jest zdrowe? Najchętniej dawałabym migdałowe ale jest różnica w cenie między wiórkami kokosowymi a hiszpańskimi migdałami…

  15. Kownacka 8 stycznia 2016 o 20:50

    A sól taka zwykła kamienna? Dobra, niedobra? Mam wątpliwości co do morskiej.

    1. grzegorzadam 8 stycznia 2016 o 22:48

      Tak, zwykła polska kłodawska każda, nawet jodowana, tego jodu tam tyle co kot napłakał,
      ale Jod jest naturalnie w tej soli również.
      W soli nieo Jod chdzi, sól kamienna kopalna nieoczyszczona spełnia 1001 innych ważnych funkcji w organizmie.
      Akurat ci, którzy przestrzegają przed solą, traktuja ją z czcią nabożną:

      ==Szczególnie interesujące jest to, że zachorowalność na raka eksplodowała równolegle mainstreamową kampanią przeciwko soleniu potraw, co jest oszustwem na wyższym poziomie, gdyż żydzi solą na ostro wszystko co popadnie w ich jedzeniu, a w telewizji razem ze światem medycznym ostrzegają nas przed nadmiernym użyciem soli. Powodem może być Sód, który jest także w lewej kolumnie tablicy okresowej. Zbyt mała ilość soli powoduje poważne problemy z zatrzymaniem wody (zawsze spragniony, dużo sikający), powoduje utratę jasności myślenia i ogólne osłabienie energii. Jedz dużo soli, by dobrze żyć z jasnym umysłem i dużą ilością energii, dodatkowo bądź dobrze nawodniony by nie być spragnionym. Jeśli sól powoduje to, że masz pragnienie, oznacza to, że po pierwsze nie masz wystarczającej ilości soli w organizmie, a po drugie, że masz za mało wody. To nie jest żaden mit, należy solić tak by jedzenie było smaczne, żydzi dokładnie to robią, mówili mi o tym, gdy byłem z nimi i dlatego wygrywają. Sól daje życie, a oni chcą byś był słaby i mało efektywny i nie mógł przez to przeciwstawić się ich tyranii.
      Nie martw się o to by nie przesolić, właściwą miarą jest dobry smak jedzenia i poczucie, że więcej już soli nie potrzebujesz. Wtedy nagle poczujesz, że jedzenie nie smakuje dobrze i więcej go nie potrzebujesz.==

  16. jolanta 8 stycznia 2016 o 21:59

    mała uwaga – oleju rzepakowego nie robi się z rzepy jak napisano powyźej

    1. pepsieliot 8 stycznia 2016 o 22:19

      tak, ale mój wpis wyjaśnia więcej w temacie, liczy się jednak prawidłowa ocena szkodliwości tego oleju

  17. Anais 9 stycznia 2016 o 14:53

    A skad takie dane odnosnie soi i jej przyczyniania sie do rozwoju chorób? Ze gmo to rozumiem, ale szkodliwość zawartych w soi substancji podobnych do estrogenów została zakwestionowana przez nowe badania juz kilka lat temu. Czy jest cos jeszcze co w soi wzmaga np. Raka szyjki macicy?

    1. grzegorzadam 10 stycznia 2016 o 01:50

      @Anais
      Hołduję badaniom że rak tworzy się z zakwaszenia i niedotlenienia komórki.
      Przemysłowa niefermentowana soja GMO i tak nie jest korzystna dla zdrowia raczej..

  18. grzegorzadam 9 stycznia 2016 o 15:43

    ==ale szkodliwość zawartych w soi substancji podobnych do estrogenów została zakwestionowana przez nowe badania juz kilka lat temu==

    Chciałbym wiedzieć kto sponsorował te badania 😉
    99.99% badań to proceder sponsorowany, proszę spojrzeć bardzo krytycznie..

    1. Anais 9 stycznia 2016 o 21:27

      Nie mam na myśli badań sponsorowanych przez koncerny spożywcze czy nawet tych sponsorowanych nieoficjalnie. Powołuje sie na badania cytowane przez Campbela (tego od badania chińskiego) ktory jest w opozycji do „głównego nurtu”. Mam świadomość ze większość badań sponsorują „zainteresowani” ich wynikami, tym bardziej chciałabym wiedzieć kto uważa ze soja powoduje raka – niewątpliwie takie podejście jest na rękę tym co produkują żywność pochodzenia zwierzęcego.

      1. pepsieliot 9 stycznia 2016 o 23:03

        Campbell popełnił kilka poważnych błędów, o czym piszę na blogu

        1. Anais 10 stycznia 2016 o 00:37

          Nie wątpię, ale pytałam o zródło wiedzy o rakotworczosci soi, a nie o błędy Campbela 🙂

          1. pepsieliot 10 stycznia 2016 o 09:17

            Poszukaj sobie, jest tego pełno, tyle, że po angielsku

  19. Biedna mamuśka 9 stycznia 2016 o 21:46

    Noemi – sugerując się Twoimi wpisami musiałabym dawać swojemu dziecku … samą wodę, bo na nic innego z podanych przez Ciebie produktów mnie nie stać. Bio-żarcie jest ekstra dla ludzi z większą kasą a nie zarabiających najniższą krajową. Podejrzewam, że dużo mam wpadnie przez ten artykuł w kompleksy. Swoją drogą jeśli jesteś przyjaciółką Pepsi i masz na myśli ten ekstra zdrowy napój w którym jest więcej cukru niż wody to na prawdę prowadzisz bardzo zdrowy tryb życia – oby tak dalej. Pozdrawiam wszystkie biedne mamuśki które są zmuszone do karmienia dzieci chemią ze sklepów – nie martwcie się, przynajmniej nasze dzieciaki jak same w przyszłości chwycą do ręki coś niezdrowego (choćby obiad w szkole czy u babci) to nie dostaną od razu wysypki 🙂

    1. Niki 10 stycznia 2016 o 14:15

      „zmuszone do karmienia dzieci chemią ze sklepów” …
      Jejjj wiesz ile w tym smutku… to nie jest pocieszające (dla tych, które muszą się z tym zmagać) dogłębnie zasmuciła mnie ta konkluzja. Rozumiem, że szukasz pozytywów w tej nieciekawej sytuacji, jednak żadne dobre rozwiązanie z tego nie wychodzi. Poszukaj rozwiązania, innej drogi, stworzenia sobie własnej akceptowalnej alternatywy żywieniowej, wiele z tego nieodżywczego pożywienia ma dobre zamienniki, małymi krokami zmieniać i przecież nie wszystko jak leci, co propaguje się w dietetyce trzeba jeść. Jak już czytasz tego bloga to już zrobiłaś ten krok do przodu, dalej to kwestia czasu. Zazwyczaj to mentalność stanowi blokadę i to najpierw trzeba zmienić, ten wzorzec mentalny który sobie każdy tworzy od dzieciństwa w środowisku życia, w rodzinie, bo na razie to stygmatyzujesz się określając biedną. To bardzo przygnębiające określenie, nie wnosi nic dobrego, nie buduje tylko zatrzymuje w miejscu,w dołku. Nie daj się mamuśko 🙂 jakimś przeciwnościom losu czy coś, to tylko jedna z wizji, którym ludzie ulegają

      1. Noemi Demi 11 stycznia 2016 o 21:51

        Biedna mamuśka – podpisuję się pod tym co pisze Niki.

        Niestety oszczędzanie na odżywianiu jest bardzo krótkowzroczne, teraz zaoszczędzisz, za kilka lat zachorujesz. Zawsze można postarać się poszukać jakichś lokalnych rolników, korzystać z zakupów w gospodarstwach wiejskich w tzw. kooperatywie, pewna grupa ludzi organizuje się i raz na tydzień robi zakupy w lokalnych gospodarstwach. Poszukaj w necie czegoś takiego w swoim mieście. Jak nie stać Cię na olej kokosowy to spróbuj dotrzeć do prawdziwego masła (nie tego z supermarketu) i zrób z niego masło ghee – czyli masło klarowane – odparowując z niego wodę i resztki mleczne – otrzymasz w ten sposób czysty tłuszcz, w ajurwedzie masło ghee jest bardzo zalecane, ma właściwości przeciwzapalne, wspomaga proces trawienia i przyswajania witamin rozpuszczalnych w tłuszczach, ma właściwości gojące… na pewno jest tysiąc razy lepsze niż olej rzepakowy, a na pewno bardziej przystępne cenowo niż olej kokosowy.

        Pomyśl o jakimś biznesie w sieci. Przeczytaj książkę Pepsi – Jak zarabiać przez Internet. Na pewno Cię zainspiruje. A jako pierwszy krok zmień nick – na Bardzo Bogata Mamuśka. Słowa jakimi się określamy to samospełniające się przepowiednie.

        Pozdrowienia i trzymam za Ciebie kciuki!

    2. Terpentyna 10 stycznia 2016 o 18:45

      Bez przessdy co do cen:
      Proszę biedna mamuśka niech sprawdzi cenę oleju rzepakowego i słonecznikowego,
      Cukru, maki i mleka w ogóle nie trzeba używać, będziesz miała kasę na owice i warzywa, na prawdę nie trza na targ eko-mega-warszawski-zadrogi :)))
      Na targu poprosiłam Panià co sama warzywa sadzi takie na jarzynkę co by mi robaczywe przywiozła, albo takie małe, swoje po prostu, bo dla dzieci gotuję i miałam ekologię za normalnā cenę

      Sól różowa droga? To kup zwykłā ale nie tā najbardziej przetworzonà…

      Zresztā….

      1. Inka72 10 stycznia 2016 o 20:21

        Od czasu jak przekonałam męża do zwiększenia w dietce warzywek i owocków nasz budżet nagle się zwiększył. Co trzeci dzień robię zakupy za 100 na 3 dorosłe osoby, a wcześniej, kiedy kupowałam dla męża i mamy mięso (wołowina i króliki) i sery (kozie i owcze) wychodziło 150 -170. Więc niech Terpentyna przeliczy dokładnie wydatki. Owszem, wyciskarka była droga, ale to jednorazowy wydatek. Termomix mam od 12 lat więc tylko zmieniły się produkty do niego wrzucane. Myślę, że jak ktoś chce, to ROBI to do czego jest przekonany, lub sprawdza do czego może się przekonać. Jeśli ktoś mówi , że rzuci palenie, to tylko mówi. Jeśli rzuci – to jest działanie. Moje córki radzą sobie za 300 na tydzień warzywno owocowo jeśli chcą sobie zaoszczędzić na wyjazdy i wycieczki, i nawet na wyjazdach dają radę. Więc ponownie – tylko nasza nieumiejętność wykorzystania wiedzy w połączeniu z wyobraźnią nas ogranicza.

  20. popo811 9 stycznia 2016 o 22:20

    Witam
    a ja mam takie pytanie: otóż mój 10-latek, totalny niejadek ( z owoców tylko jabłka jedynie. Wiem, wiem pepsi – jabłka na liście „parszywej dwunastki, czy piętnastki ;)), jakiś miesiąc temu brało go przeziębienie, rozgoniłam je – tak mi się wydaje- czosnkiem, czyli 2 ząbki czosnku zgniecione i rozsmarowane z masełkiem na kromce chleba. Przeszło, ale tak mu ten zestaw posmakował, że praktycznie codziennie na kolację idą kanapki z masłem czosnkowym… Czy to nie za dużo czosnku na dziecko??
    Grzegorzadam, noemi i pepsi, co sądzicie?

    1. pepsieliot 9 stycznia 2016 o 23:01

      dla każdego za dużo, obniżysz mu ciśnienie, a do tego czosnek to silny antybiotyk

    2. grzegorzadam 10 stycznia 2016 o 01:43

      @popo811
      2 ząbki to dużo i mało..
      Nie mogę byc przykładem… Bo sam tak robię, zimą intuicyjnie, z solą szara kamienna rzecz jasna 😉
      Z drugiej strony to ‚antybiotyk’, ale i źródło siarki.. Likwidator pasożytów i grzybów..
      Spróbuj urozmaicić cieniutko pokrojoną cebulą, naprzemiennie, też siarka, i też zdrowe.
      Jak dziecku służy, nie robiłbym problemu.

      1. pepsieliot 10 stycznia 2016 o 09:15

        Ja bym robiła

        1. malgo 10 stycznia 2016 o 12:53

          znajac zycie dziecko ma tzw faze na czosnek ktora predzej czy poniej minie. Nawet bym sie cieszyla ze sie nie zafiksowal na czipsach etc. Pozdrawiam

          1. pepsieliot 10 stycznia 2016 o 13:08

            to nie o to chodzi, czosnek jak każdy antybiotyk niszczy również dobre bakterie w jelitach

          2. Niki 10 stycznia 2016 o 14:31

            Czosnek jako naturalny antybiotyk, czyli antybakteryjny, cebulę również tak się określa 😉 a także inne cenne składniki diety, np. goździki i wszelkie inne antybakteryjne – już zaczęłam rozpowszechniać wśród znajomych, którzy też się ich bali, a to przez tę etykietkę „antybiotyk”… tak się wdarła zakorzeniajac w świadomości, że zabija wszystko co napotka na drodze, a to nie ma miejsca w przypadku tych naturalnych antybio, antybakteryjnych.
            Możecie być spokojni, czosnek jest bezpieczny, wybije patogeny, dobrą mikroflorę pozostawia nietkniętą 🙂 poleca się go zarówno w kuracjach przeciw- (dysbiozie jelit, pasożytom) jak i pro- no jakiś fenomen. Przeciwpasożytniczo zjada się go nawet solo bez masła czy chleba, ale dzieci raczej powinny z czymś osłonowym, co by nie podrażnić śluzówki żołądka.
            Osobiście stosowałam go właśnie pro- (dla namnożenia dobrej mikroflory 🙂 teraz wiem że to działa) ta kuracja jest dłuższa trwa jakieś 2 tygodnie, po 1 ząbku dziennie.

          3. Niki 10 stycznia 2016 o 14:47

            A! A skoro dziecko zjada go od miesiąca i nic złego z jelitami się nie dzieje, 10-latek sam wie nawet czy coś się zmienia w trawieniu, czy kupa jest okej. Jeśli by czosnek miał zadziałać na niekorzyść trawienia wybijając w pień dobra mikroflorę, to pierwszym sygnałem będzie zaparcie, zastoje w wydalaniu, zbite grudki zamiast miękkiego kału, twardy brzuch czyli wzdęcia i wyczuwalne pod skórą kamienie kału, który trudno i żmudnie przesuwa się w jelitach. Jesli nic takiego się nie dzieje to znaczy że czosnek działa na korzyść.
            De facto, ta dobra mikroflora wcale nie zostaje uśmiercona, ona cofa się w takie uchyłki, zakamarki jelit i przeczekuje niesprzyjające warunki, gdy namnaża się patogenna mikroflora, więc pewna ilość dobrych bakterii zawsze znajduje się w jelitach (bywa że tworzy przerosty w j.cienkim co się zdarza u mnie), nie sa zupełnie wyjałowione. Odpowiednim odżywianiem i kuracjami można łatwo ją przywrócić na miejsce i rozmnożyć. Czyli właśnie też czosnkiem. Istny fenomen, działa na dwa przeciwne sposoby i nie wyklucza się, więc niby „antybiotyk” a specyficzny, korzystny

  21. Zołza 11 stycznia 2016 o 14:55

    „Olej rzepakowy nazywany polską oliwą z oliwek – Włosi i Hiszpanie mają oliwki, my mamy nasz wspaniały rzepak, niczym od oliwy nie odstający. ” a później piszesz, żeby absolutnie go nie używać. To ja nie rozumiem jak może być porównywany do oliwy z oliwek skoro jest niezdrowy?

    1. Noemi Demi 11 stycznia 2016 o 21:31

      Hej Zołza, to ironizujący tekst. Takie słowa wielokrotnie słyszałam w radiu, by wesprzeć sprzedaż polskiego oleju rzepakowego. Ja jestem całkowicie przeciw.

  22. popo811 11 stycznia 2016 o 22:36

    grzegorzadam, dzięki za pomysł, aby w jadłospisie dziecka czosnek zastąpić cebulą, nawet na to nie wpadłam!!!. Wczoraj zastosowałam. Ze skutkiem bardzo pozytywnym.
    do: „malgo”. Też myślę, że to jest faza na czosnek. Niech narazie będzie!
    Ale napiszę teraz ciekawostkę, i wydaje mi się, że to jest jakiś ciąg czegoś co się w organizmie dzieje…
    Bo otóż moje dziecko zażądało w sobotę, żeby mu wycisnąć dwie połówki cytryny do kubka, dolał sobie trochę wody i wypił!!! Niesamowite 🙂 Pozdrawiam

  23. grzegorzadam 29 stycznia 2016 o 09:49

    ciekawostka z netu:

    ==Wspólną rzeczą u małych dzieci które miały białaczkę było to, że rodzice zostawiali im na noc włączone lampki nocne.
    Szyszynka produkuje melatoninę tylko w całkowitej ciemności!

    Badania wskazują, że melatonina hamuje procesy starzenia się organizmu, neutralizuje wolne rodniki, pobudza układ odpornościowy, działa nasennie i antykoncepcyjnie oraz ma właściwości antymiażdżycowe.

    Zadbajcie aby w Waszej sypialni było całkowicie ciemno, żadnego włączonego laptopa czy telewizora. ==

    Warto tego przestrzegać!
    I routery Wifi wyłączyć na noc, chociaż tyle..

    1. pepsieliot 29 stycznia 2016 o 10:21

      podpisuję się też pod tym!

  24. grzegorzadam 29 stycznia 2016 o 10:29

    Ja też! 🙂
    Ale ‚żyję’ między 7 a 2 nad ranem.. 5 godzin snu mi starcza, od lat…
    Dziecko z mamą śpią w innym pokoju.. Oczywiście.
    Idąc spać robię ‚pstryk’ na listwie i spoko…. 😉

  25. Natalia 3 kwietnia 2016 o 09:17

    A jak sprawdzić czy sól himalajska nie jest poprotu solą zabarwioną? Kupiłam w pakistańskim sklepie (mieszkam w UK) firmy Shan Virgin Pink Himalayan Salt, Jest napisane że niby „orginał” ale kiedy dodałam ją do wody do gotujących się ziemniaków to pianka zrobiłam się trochę czerwona. No i nie wiem czy to normalne ? Jeszcze chciałabym się dowiedzieć czy można „przedawkować” miód? Słodzę nim mu kakao i inkę. Lubi on też porostu miód na chlebie.

    1. pepsieliot 3 kwietnia 2016 o 09:53

      myślę, że nie byłoby tak łatwo barwić sól, jak masz podejrzenia to kupuj w grubszych kryształach i miel. Drugą sprawą jest, że soli nie powinno si gotować. Używaj ją już na końcu, gdy podajesz pokarm. Taka sól zawiera ponad 90 minerałów, może się pojawić jakaś szumowina, ale czy czerwonawa pianka świadczy o oszustwie? Nie wiem, nigdy nie gotuję soli. Wiem natomiast, że Chińczycy chcąc, aby ich goi wyglądały ładniej czasami je podbarwiali farbką, jednak nie jest to standard 🙂 Miód to cukier prosty, dlatego gdy jesz go na diecie wysoko tłuszczowej, za jaką uważam dietę zawierającą powyżej 10% kalorii z tłuszczu zawsze grozi Ci nawarstwienie cukru we krwi. Niestety, tylko na w przewadze surowej diecie 80/10/10, czyli 811 możesz bezkarnie zjeść słoik miodu.No i nie jedz chleba 🙂

  26. grzegorzadam 3 kwietnia 2016 o 10:37

    Związki żelazowe (hematyt) powinny zabarwić wodę.
    Angielskie chleby są na zakwasie 7-dniowym?
    Jak nie, odpuściłbym sobie, szczególnie z dodatkiem pszenicy.
    Zawsze można zamówić worek różowej z Kłodawy:
    http://sklep.sol-klodawa.com.pl/userdata/gfx/450ab46560835e2cb83bad1f1ab9aefa.jpg

  27. Natalia 3 kwietnia 2016 o 11:09

    Jem chleb tylko żytni lub taki z samych ziaren. Jestem 3 miesiące po porodzie drugiego dziecka i mam do zgubienia 10 kg. Czy jak odstawie całkowicie gluten i cukier to wystarczy? Mięsa nie jadam. Kawy nie odstawię, ale dodaje do niej łyżeczkę oleju kokosowego zamiast cukru i już się pomału przyzwyczajam. Do tego zrobiłam miksturę chrzanową wg Twojego przepisu. Aktywność fizyczną zapewnia mi dwójka synów. I padam o 21 😀 A starszemu synkowi robię kakao z mleka kokosowego, organicznego kakao, łyżeczki oleju kokosowego i miodu. Czy taka mikstura jest ok czy jakiś składnik może osłabia inny?

    1. pepsieliot 3 kwietnia 2016 o 11:26

      Kawy nie musisz odstawiać pod warunkiem, że pijesz organiczne espresso, a najlepiej ristretto. Wtedy kofeina i inne świństwa znikają, zostaje sama esencja antyoksydantów. Z tej samej organicznej kawy zrobiona tak zwana Amerykana, to jakbyś walnęła pół paczki papierochów, taki pożytek. Więc przymyśl to. Kawa z olejem kokosowym, to wyjątkowy absurd, ale nie wnikam 🙂 Rozumiem, że to na schudnięcie. No i sądzisz, że nie jesz glutenu jedząc chleb żytni?

      1. Arronax 24 grudnia 2016 o 20:41

        Organiczne espresso? Masz gdzieś przepis? Ja robię po prostu świeżo przeze mnie zmieloną Bio kawę ziarna w ekspresie. I pije 🙂 1-2 dziennie. Taka ciśnieniówka prosta typowo do espresso. Ma spieniacz do mleka, od święta używam (spieniacza).

        Pozdrawiam!

    2. grzegorzadam 3 kwietnia 2016 o 13:06

      ==Czy jak odstawie całkowicie gluten i cukier to wystarczy?==

      To pierwzsy krok, dodałbym mleko krowie przemysłowe- sklepowe!
      Właśnie czytam W. Lasta, pisze o szczególnym wpływie białka P69,
      identycznego z białkem beta w trzustce..

  28. słonecznik 8 kwietnia 2016 o 23:09

    świetnie się Was czyta, dziękuję 🙂 czym karmić rano i wieczorem 10miesięczne niemowlę mając wolę odstawienia mleka modyfikowanego bez laktozy (nutramigen)? możecie mi pomóc? sama gotuję obiadki i deserki… zawsze jest w nich kasza jaglana i olej kokosowy… ale jestem jeszcze na etapie, gdy przestraszono mnie, że jeżeli dziecko nie pije w tym wieku 600ml mm (z witaminami itd), to padnie jak mucha 🙂 moje tyle nie pije… ale czuję, że i tak za dużo

  29. katja 10 kwietnia 2016 o 18:18

    Czy eko zawsze równa się bez GMO? Chodzi mi głównie o mąkę kukurydzianą albo kaszki ekologiczne kukurydziane? Jakiego pochodzenia ryż kupować na pierwsze kleiki (chodzi o Arsen)? I mam też podobny problem jak słonecznik, z tym, że dokarmiam 4 miesięcznego synka mm, długo się przed tym broniłam, ale na moim leciał z wagi i chudł w oczach.. Czym mogłabym dokarmiać zamiast mm?

    Uwielbiam ten blog, ale jestem dopiero na samym początku „zdrowej” drogi. Pełen szacunek za Waszą wiedzę!

  30. marit66 29 czerwca 2016 o 12:40

    ja bym jeszcze stanowczo dodała: KASZKI – tego syfu dziecko też nie powinno jeść

  31. grzegorzadam 29 czerwca 2016 o 18:20

    Kaszka jest nieśmiertelna 🙂

    Może być ecco GMO, np. len.

    Wymyślili żółty ryż GMO do produkcji prowitaminy A , jakaś masakra, Mercola o tym pisze.
    Ryżu unikam, jeżeli już mamy nasze kasze 😉
    Tylko też roun-dupem ”przesuszają” już..

    1. Wisia 29 czerwca 2016 o 21:08

      Właśnie, właśnie… stosują w Polsce na gryce i prosie. Pozostaje kupować eko, albo sprawdzeni rolnicy. Nie wiem jak z owsem, tzn z płatkami? Czy to też można tym obsuszać?
      Chciałam zapytać Noemi kiedy wrzuci przykładowe przepisy dla dzieci?

      1. pepsieliot 29 czerwca 2016 o 21:15

        Noemi póki co wakacjuje, ale jak wróci, to wrzuci z pewnościa

    2. marit66 30 czerwca 2016 o 15:39

      żadna szczególnie przy rozszerzaniu diety, dziecko tego nie jest w stanie strawić ani spożytkować. O wiele ważneijszy jest na tym etapie tłuszcz a nei węglowodany.
      A kasze (nie kaszki) to jak najbardziej ale dłuuugo potem 🙂

  32. Wisia 29 czerwca 2016 o 21:21

    Kurcze właśnie przeczytałam, że „również do desykacji zbiorów rzepaku, zbóż (pszenicy, owsa, jęczmienia), często też roślin strączkowych, gorczycy czy kukurydzy” 🙁

  33. grzegorzadam 30 czerwca 2016 o 07:54

    Jesteśmy truci z każdej strony niestety.
    A rzepaku i kukurydzy, soi lepiej wcale nie jeść – 99.999% GMO.

  34. marit66 30 czerwca 2016 o 15:43

    Co do mięsa to podpisuję się rękami i nogami. Młodym chemikiem będąc 😉 miałam nieprzyjemność odbywać staż w jednym z największych koncernów paszowych i przypadkiem jedna z pilnie strzeżonych formulacji wpadła mi w ręce. Nie powiem co tam było (można się domyśleć) ale powiem, że było tego 6 stron A4 czcionką 10-tką i nie to nie były tylko witaminy :

  35. pelaśka 21 grudnia 2016 o 09:46

    A co byscie poradzili na tik mrugania oczami, który pojawił sie z nikad u mojego 10 latka i trwa już ok miesiaca? mnie on denerwuje, choc młody twierdzi że sie czepiam i wymyslam

    1. grzegorzadam 21 grudnia 2016 o 09:58

      Pisaliśmy o tym, braki magnezu lub innych witamin, minerałów, albo trzeba zrobić vegatest.

  36. Arronax 21 grudnia 2016 o 11:59

    Pepsi a jak chciałem czy kogoś z was zapytać poza standardowym – zdrową, warzywną dietą, plus Witamina C, Czystek, Chlorella, Spirulina – zapobiegać/chronić zdrowie osoby która musi pracować częściowo na ulicy i jest narażona na wdychanie smogu/spalin? Trenuje ok 6 razy w tygodniu, skomplementuję( nie będę wymieniał) się ale myślę czy mogę zrobić coś jeszcze – myślałem nad sauną … Ważne jest też chyba np Wit C brać przed ekspozycją, w trakcie i po ? Np 3 tabletki po 1g przez 6 godzin „ekspozycji”. A potem warzywna kolacja w domu :).

    Pozdrawiam!

    1. Pepsi Eliot 21 grudnia 2016 o 16:24

      chlorella i nie łączyć z witaminą C, a wieczorem selen, E i C i jod przez skórę.

      1. Arronax 22 grudnia 2016 o 02:00

        Dziękuje :). Dawka E łączna dzienna 400 iu, Selen 4 orzechy brazylijskie a o jodzie to przeczytam, dla mnie nowosc, że też działa na smog.

        1. Pepsi Eliot 22 grudnia 2016 o 07:24

          radziłabym nie opierać się na orzechach brazylijskich

          1. Arronax 23 grudnia 2016 o 03:55

            Orzechy Brazylijskie plus to co jest Wit E, Selen idp zawarte w Greens & Fruits :). Chyba nie zaszkodzi dodatkowa suplementacja, to samo z Chromem do poziomu 100-150 ug. Nie wiem czy można przedawkować ( bo jeszcze z pożywienia ) i trochę się zawsze tego obawiam, bo nie wiemy dokładnie ile trafia do nas z jedzenia.

          2. Pepsi Eliot 23 grudnia 2016 o 09:05

            orzechy brazylijskie bardzo często są spleśniałe, więc uważaj, i dla bezpieczeństwa oprószaj je odrobiną kwasu askorbinowego TiB

          3. Arronax 24 grudnia 2016 o 20:43

            I tak będzie robione ;). Tylko poza G&Fruits mogę brać tego samego dnia w odstępie powiedzmy 8 godzin witamine E i Selen np? Nie będzie tego za „dużo”. Albo zrobie 5 dni z G&Fruits a np. weekend z Wit E i Selenami idp wydzielonymi nie multi. Chodź ponoć można duże dawki brać bez obaw …

          4. Pepsi Eliot 24 grudnia 2016 o 22:00

            możesz brać G&F z cynkiem rano a popołudniu selen razem z C i E oraz jod przez skórę, nie jestem lekarzem

  37. Bio pomidore 21 grudnia 2016 o 16:12

    pelaśka -> moze to braki magnezu.
    Juz czekam na blog Noemi:)

  38. migotka 21 grudnia 2016 o 23:10

    Niki Mam to samo.ojciec moich dzieci jest nireformowalny .teściowa tak samo.więc na co moje starania .wydawanie kasy na bio itd jeśli ojciec daje byle co moim dzieciom? Czasemysle że z tego powodu moglabyn odejść.
    A sol morska nie rafinowana jest ok?

    1. Pepsi Eliot 22 grudnia 2016 o 07:25

      ok

  39. andzialipa 22 grudnia 2016 o 10:56

    Czy ktoś może coś? na temat ozonatora i jonizatora? Podobno skutecznie czyści powietrze w pomieszczeniach i pozbawia warzywa i owoce trujących substancji…..

    1. grzegorzadam 22 grudnia 2016 o 20:46

      Jest mnóstwo tych urządzeń.
      Może wyjdzie z tego ciekawy temat ?

      1. JoannaB 23 grudnia 2016 o 09:20

        Racja. Jonizator mam tylko jeden, zamontowany na odwróconej osmozie.

        1. grzegorzadam 23 grudnia 2016 o 13:55

          Są takie które służą do powietrza, do wody i do warzyw.
          Planowałem zakup, ciekawy temat.

  40. Marcinek 22 grudnia 2016 o 11:13

    Żywienie w dużym stopniu powinno być dostosowane do regionu w którym się żyje, bo tak są przystosowane organizmy ludzkie. Takiemu eskimosowi nie powiesz, żeby nagle zrezygnował z mięsa i zaczął jeść warzywa, bo w jego rejonach życia praktycznie nie ma roślin, a jego „lud” od setek lat żywi się tłuszczem i mięsem i niczym innym. A statystycznie żyje i tak długo i bez chorób serca. Problem się zaczął jak dotarła do niego cywilizacja. Zresztą podobnie było z rdzennymi mieszkańcami Ameryki Północnej w ogóle. Tak samo są na świecie ludy które żywią się głównie roślinami i owocami, szczególnie ci żyjący w Ameryce Południowej. Moim zdaniem nie ma jednej diety odpowiedniej dla wszystkich, ale z większością punktów artykułu się zgadzam. Na szczęście wraz ze wzrostem świadomości ludzi jest coraz więcej dobrej jakości mięsa od zwierząt żywiącym się tym co jedzą w naturze.

    1. Pepsi Eliot 22 grudnia 2016 o 18:50

      Nie, Eskimosi nie żyją długo, bez chorób serca owszem, ale jest bardzo dużo samobójstw, co oznacza, że nie są szczęśliwi, mają chore ego, albo brakuje im słońca

      1. Marcinek 23 grudnia 2016 o 07:57

        Brakuje im słońca i dotarła tam cywilizacja. Wtedy zaczął się alkoholizm i samobójstwa. W Finlandii jest wysoki poziom życia, a samobójstw bardzo dużo. Przez brak słońca.

        1. grzegorzadam 23 grudnia 2016 o 09:50

          Racja w jednym zdaniu.

        2. grzegorzadam 23 grudnia 2016 o 09:52

          A można by skutecznie rozwiązać problem lampami UVB i wit.D ..

  41. jagatoja 22 grudnia 2016 o 11:49

    melduję, że da się pożywienie dla przedszkolaków przygotowywać samodzielnie. Zajmuje mi to rano tyle ile ugotowanie np.kaszy (przedszkolaki wcinają quinoa w różnych barwach,kaszę jaglaną, gryczaną, z rzadka ryż brązowy) reszta to surowe. Marchewki do chrupania, osobno warzywa do kasz – z kiszoną kapustą, ogórkami i (już nie kiszoną) rukolą włącznie. Czasem zupka z samych warzyw. Awokado, cięte warzywa, owoce świeże i suszone, (daktylki, rodzynki i goji rządzą) orzechy, od wielkiego dzwonu na deser jaglane brownie albo samodzielnie robione ciacha bez glutenu na mące jaglanej i ryżowej – niczym się nie różnią od hipnotyzująco kuszących maślanych kruchych glutenowych. Mięsko – niestety nie daje rady z w.w. w art. powodów. Z rybami czasem coś się uda upolować z wolnych dzikich akwenów – i fakt przedszkolaki pochłaniają je błyskawicznie.(zgaduję zatem, że potrzeba jest). Czasem dostają jajko. Do jedzonka dosypuję trochę czarnuszki, słonecznika, łuskane nasiona konopi. Tłuszcze – element chłodny podlewam olejem lnianym lub oliwą z oliwek, jeśli na słodko to kokosowym virgin, dodaję suszonych lub świeżych zielonych ziół. Owszem dla dwójki maluchów idę do przedszkola z worem jedzenia (ilość pojemniczków robi swoje) ale mam pewność, że jedzą fajne dla nich jedzonko. Poza tym jedzą przecież jeszcze posiłki w domu 🙂 W temacie cukru oraz glutenu otrzymali odpowiednie rysunkowo słowne objaśnienie i kumają czaczę bardzo błyskotliwie.

    Menu przedszkolnego cateringu przynajmniej u nas, jest bardzo urozmaicone, jednak każdy zestaw zawiera, pszenicę, cukier, przetwory mleczne, mięso, produkty nie bio….

    @Grzegorzadam bardzo dziękuję Ci za link do dzwoniących cedrów, od dzisiaj jedziemy z poranną dawką oleju

    to kapitalne, że tyle arcyciekawych tematów czeka na odkrycie 🙂

    1. Biopomodore 23 grudnia 2016 o 15:57

      Quinoa w różnych barwach czyli? Napisz co jeszcze dajesz do jedzenia? Moja mała za rok do przedszkola idzie i już się zastanawiam jak to będzie. Na dodatek to nie jadek, nie chce jeść owoców i innych rzeczy, muszę się nakombinowac.

      1. Pepsi Eliot 23 grudnia 2016 o 18:46

        czyli bardzo wysoko aminokwasowa kasza, brązowa, biała

      2. jagatoja 31 grudnia 2016 o 03:27

        hehe Biopomodore za rok 🙂 to się może 5 razy pozmieniać w jadka, nie zastanawiaj się na zapas 🙂 podstawiaj jej i niech sama testuje, może jedźcie razem na zakupy i niech sobie sama wybierze, taki oswojony temat łatwiej kontynuować w domu.
        A co Ty wcinasz najchętniej? U nas jemy wszyscy to samo więc raczej nie ma grymaszenia, jednak ja mam do posiłków luźne podejście, nie daję na siłę. Pokombinuj, może zamiast marchewki chrupcie sobie nosy Olafa? może owocowy piknik na dywanie dla ulubionych przytulanek? może wspólne tłuczenie orzechów prawdziwym „mięsnym” tłuczkiem przez szmatkę na dywanie?

        Jest pyszny kalafior, brokuły, szpinak, pomidory (polecam wersje bio) z owoców przepyszne mango i granaty. W sezonie (tęsknię bardzo) są groszki zielone, porzeczki, maliny, jagodowe, śliwki itp. Jak Twoja Malutka woli pić, może spróbuj shake owocowy na dojrzałym bananie takim w plamki. Do shake’a możesz dorzucić np.chia lub co tam super zdrowego chcesz przemycić.
        Kasza jaglana jest genialna bo do niej możesz dodać praktycznie wszystko i za każdym razem masz nowe danie.
        Z kaszowatych testuję sorgo ale na razie szału u konsumentów nie ma.
        Komosę/quinoa, o którą pytałaś – jemy czarną, czerwoną i białą. Dużo kaszy gryczanej niepalonej.

        Na przekąski możesz przygotować kulki orzechowe lub z wiórków kokosowych z kakao lub karobem, osłodzone namoczonym wcześniej daktylem. Są płatki owsiane bezglutenowe(niestety nie znalazłam wersji bio) z tego też można zrobić fajne kombinacje. Wspaniałe kakao wychodzi na mleku kokosowym domowym, które robi się błyskawicznie.

        polecam na czas przedszkola dobry probiotyk 🙂

        Pozdrawiam dziewczyny i cudnego roku życzę!

        1. Pepsi Eliot 31 grudnia 2016 o 08:28

          A my Ciebie <3 <3

  42. nina 22 grudnia 2016 o 21:27

    uff swietnie sie to wszystko czyta

  43. Efka 8 marca 2017 o 22:24

    Wygrzebałam ten artykuł, ot tyle znaczący dla mnie, ze znalazłam informacje na temat Enfamilu, którym karmię swoje dziecię. Nieświadoma, że to taki syf.Źle mi z tym. Bardzo. Chce je zastąpić mlekiem kokosowym, tylko czy około 250ml takiego mleka na dobranoc dla 2,5latki to dobra decyzja?

    1. Pepsi Eliot 9 marca 2017 o 08:05

      spróbuj zapytać na blogu Noemi, ma doświadczenie http://noemidemi.com

  44. Gosialavenda 22 maja 2017 o 21:58

    O Hej, skoro dzieciakom takie rzeczy szkodzą to moze i ja je odrzucę? Jem chlebek chrupki kukurydziany bo tam nie ma glutenu, ale skoro jest szkodliwy to już go nie chcę. Wystarczająco dużo szkodliwych rzeczy zjadłam w ciągu swojego życia, wiec czas przeprosić swoje narządy wewnętrzne za całe zło jakie im uczyniłam. Tylko z tym mlekiem to trochę problem, już go nie chleje prosto z kartona, ze szklanki tez, ani z kubka, ale ser mozarella to lubię, albo grani. A moze jednak ser biały można? Co? Jest tam kto? Pozdrawiam Gosia.

Dodaj komentarz

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się


  • ebook

    Jak zarabiać przez internet? Jak zarabiać na blogu? e-Book KUP TERAZbaner

  • Leczenie dobrą dietą

  • Dołącz do sterfy VIP i pobierz za darmo!

  • Najnowsze komentarze