logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
263 online
52 084 673

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
90 dni na 811

Witam Witarianiusińscy,

Dzisiaj stwierdziłam, że dawno nie pisałam nic o mojej diecie. I czy jestem jeszcze na tej 811? Której niektórzy nie mogą podarować prostoty i zaniechania kreacji zimnych deserów tak raw będących. A niektórzy na kolanach w modlitewnym skupieniu ją kontemplujących. Nie żartujmy pepsi z poważnych spraw. To nudne, że wciąż to robisz. Idź pepsi do lasu, najedz się robaków.

 Zrobiłam sobie ogromniaste szejki green jak najbardziej w duchu 811 i delektując się smakiem zasiadłam przed kompkiem w ten niedzielny poranek. Już miałam rozpocząć pisanie mojego tu i teraz, ale jeszcze nie, wejdę sobie najpierw do Ewci. Ewe pisze o 811 właśnie. Kompetencja czyli wiedza, odpowiedzialność i ciepło. Czapeczka z główeczki.
Ale zwracam też wam szczególną uwagę na to jak dociekliwie mądrze i namacalnie prawdziwie Eve pisze o blogu pepsieliot. Namawiam więc www.surowadieta.blogspot.com.

Tak, jestem nadal na 811 i chociaż jak dotąd dzień w dzień odrobinę tracę grunt pod nogami gdzieś tak koło godziny 14, to jednak wytrwale trwam przy tej magicznej liczbie.

Tuż po przebudzeniu niezmiennie 1,5 l wody z sokiem z całej cytryny obecnie, potem trening i olbrzymi zielony szejor z ośmiu bananów, szpinaku i paru daktyli, par exscellence bo właśnie dwóch.
No i idą suple o których pisałam. Dotąd jest wszystko doskonale. Uwielbiam smak zielonych szejków, a do tego jedzenio-picie trwa długo, co też bardzo lubię.
Około 14 zaczyna się głód. Nie chce mi się siekać, ale siekam warzywa i robię jakąś sałatkę na bazie kapusty, czy sałaty. Czasami zmiksuję trochę warzyw i robię z nich sos. Czasami skropię tę sałatkę organicznym sosem sojowym, ale nie często, bo jestem na diecie nisko sodowej i wysoko potasowej. I właśnie ten posiłek nie sprawia mi zbytniej przyjemności. Nie wiem czy nie zastąpię go wkrótce szejkiem owocowym z główką sałaty na przykład. Kolacja owoce. Banana niestety kiedyś uwarunkowałam sobie w kubkach smakowych że koniecznie z kawą, a z zieloną herbatą nie działa, w związku z tym nie przepadam za nim w postaci nie zmiksowanej. W ciągu dnia piję jeszcze wodę. A także robię sobie dość często sok z marchewki, jabłek i selera naciowego. Według mnie jest pyszny.
I potwierdzę Wam coś, co już kiedyś wyczytałam na stronie Dr. Grahama. To jest dieta trudna dla wielu. Dla wielu wymagająca wielu wyrzeczeń. Żeby być na tej diecie trzeba być mocno zmotywowanym.
Trzeba zadać sobie pytanie po co chcę to robić?
Ponieważ psychiczna adaptacja jest nawet chyba trudniejsza niż wszystkie fizyczne regulacje trzeba mieć na prawdę dobrą motywację, żeby jeść w proporcjach 811 i do tego w około 90-95% na surowo.
Musisz posiadać odpowiednio wysoki poziom samodyscypliny. Nie zrobisz tego, nawet przy wytrenowanej silnej woli, kiedy nie będziesz miał jasnych odpowiedzi na pytanie dlaczego mam to robić. Na pocieszenie podam że każdego dnia, kiedy zaczynasz widzieć dobroczynny wpływ tej diety na Twój organizm jest coraz łatwiej.
Wielokrotnie zadawałam sobie pytanie. Po co jest mi na prawdę takie odżywianie, ograniczające moje ulubione nawyki i przyzwyczajenia? Do znudzenia dodam, że dotychczas byłam weganką z ograniczoną ilością produktów przetworzonych, wykluczającą smażenie i inne niezdrowe działania.

Po pierwsze
przemówiła do mnie idea tej diety i jej logika. Owoce, warzywa, niewiele tłuszczu i białka, mało sodu, dużo potasu. To być może nie kręci każdego podniebienia, ale mnie się spodobało już w założeniu. Przemówiło do mnie prostotą i wierutną rację w tym zobaczyłam i słuszność.
Czyli wydarzyło się coś co jest warunkujące dla wszystkich zmian w naszym życiu, zechciałam być na tej diecie, na prawdę.
Dużo ludzi mówi chciałbym nie palić. A w rzeczywistości oni jeszcze chcą palić. Żeby móc rzucić palenie papierosów, musisz na prawdę tego chcieć. Taką prawidłowość zauważyłam. Koleżanka mówi chcę rzucić palenie. Ale jednocześnie widzę jak bardzo lubi rytuały z tym związane, jak jest przywiązana do długości papierosa, do sposobu trzymania pecika, łyczkiem czego go lubi popijać i wiem już , że na prawdę ona nie chce rzucić palenia jeszcze. Na pewno nie teraz. Nie jest jeszcze gotowa. Oby była kiedykolwiek.
A więc na prawdę chciałam być na tej diecie. Do tego stopnia, że zrobiłam to.
Po drugie,
czy jesteś dobrze zmotywowany?
Nawet jeżeli nie jesteś chory, a przynajmniej nie czujesz tego, może się zdarzyć, że masz już w swoim organizmie jakieś ogniska chorobowe, o czym nawet nie wiesz. W tym ogniska rakowe. A w kontekście tego co nas otacza na co dzień, z czym mamy kontakt, prawdopodobieństwo, że zetknęliśmy się z czymś co sprzyja rozwinięciu się ognisk chorobowych jest bardzo duże. Oczywiście badanie chińskie dr.Campbella wykazało, że już dieta wegańska obdarta do cna z białka pochodzenia zwierzęcego potrafi zastopować ogniska rakowe w organizmie człowieka.
Ale dieta ma być też nisko tłuszczowa. A jedzenie żywe, czyli maksymalnie surowe, pełne enzymów. Więc jak się zbierze wszystko do kupy to wychodzi znowu ta 811.
Jeżeli zaś jesteś chory na którąkolwiek chorobę zwaną cywilizacyjną, to ta dieta może sprawić że Twój organizm sam się uzdrowi.
Po trzecie.
Jeżeli człowiek ma obowiązek być aktywnym fizycznie dla podtrzymania swojej kondycji, to musi mieć dużo energii. Czyli musi dostarczać sobie dużo energii.
I jeżeli chcesz znaleźć dietę wysoce energetyczną, nie zapychającą tętnic cholesterolem, czyli nisko tłuszczową, nie obciążającą organizmu nadmierną podażą białka, nisko sodową, wysoko potasową ( o tym piszą wszystkie poradniki zdrowotne, mało sodu, dużo potasu), to nie znajdujesz nic lepszego dla siebie niż 811.

Dlaczego niektórzy modlą się do tej diety, a dlaczego innych to tak wpienia?
Ci co się modlą to sportowcy, a w szczególności wytrzymałości-owcy. Masz tak wielkie ładowanie węglowodanami, czyli energią, a jednocześnie masz uczucie totalnej lekkości.
Czasami po wypiciu wody porannej nie idę na trening. Bo na przykład jestem już zbyt głodna, czy też mam coś pilnego do zrobienia. I piję ponad półtora litra gęstego szejka, który dostarcza mi około 800-900 kalorii . I za czterdzieści minut idę na trening. To jest niewyobrażalne po żadnym innym posiłku. Biegam i czuję zaraz lekkość. Taki szejk trawi się jeszcze podczas picia, z pierwszej części przewodu pokarmowego.
A dlaczego innych to wpienia? Dlaczego ich ta dieta aż tak nie urzekła? Bo być może nie są w ogóle gotowi, żeby czegokolwiek sobie odmawiać tak na prawdę. Bo być może lubią, uwielbiają nawet raw ale z przepisami pani Boutenko sprzed jej spektakularnego katharsis. A może ich aktywność fizyczna pozostawia wiele do życzenia?
A może mają za mało motywacji własnych, osobistych?
A może po prostu nie chcą być na raw 811.
Ale bycie na raw nie 811 może się okazać nie do końca wskazane i zdrowe.

Jestem już kilka miesięcy na czystej 811, a wcześniej w sumie od pół roku na rawie i zauważyłam już pewne zmiany. Kilka na lepsze, jedną na gorzej.

Po pierwsze zniknął mój apetyt na słodycze. Całkowicie zaspokajają go słodkie owoce. To przyszło nagle, nawet nie wiem kiedy. Nie ukrywam, że to mnie cieszy, bo istnieje subtelna różnica pomiędzy odmawianiem sobie słodyczy, a brakiem na nie ciągot po prostu.
Odkryłam też najpyszniejsze dla mnie danie to jest banany, szpinak i woda w gładkim miksie.
Przez to, że jesz tyle owoców, nie masz co solić. Rzadko sięgasz po sól. Zaczynasz o niej zapominać.
Jedzenie maximum 10% tłuszczu w tej diecie było jak dla mnie największym wyzwaniem.

Zaczęłam moją dietę raw jak większość chyba z nas od robienia wymyślnych deserów z mielonych nerkowców i innych orzechów. Były pyszne, ale bardzo tłuste. Bardziej od hamburgerów z wkładem z głębokiego tłuszczu. A do tego często wymieszane z cukrem na przykład z agawy, czy słodkimi suszonymi owocami. W efekcie były o wiele bardziej szkodliwe niż gotowana skrobia, której unikałam, bo nie surowa przecież.
Jednak po takich posiłkach bardzo źle się czułam. To nie mogło być nic dobrego. Nawet laik by to stwierdził. Sama to stwierdziłam.
Po około 6 tygodniach, które teraz nazywam moim prywatnym okresem adaptacyjnym nastapiło jakby pogodzenie. Mój organizm przestał fikać.
Najgorzej jest kiedy doprowadzę się do głodu. Wtedy moja silna wola ma najwięcej do zrobienia. Generalnie po tym okresie odczułam coś na kształt wyrównania poziomu energii. Cały czas mam poczucie posiadania odpowiedniej energii.
Wzrosła moja siła i wytrzymałość na treningach. To bezwzględnie. I do tego we wszystkich grupach mięśniowych. O wiele łatwiej wykonuje mi się trening cardio. Czyli akurat w moim wypadku bieganie, lub szybki marsz z podbiegami pod górę. Stromą.
Głowa nie za bardzo w dalszym ciągu chce biegać, ale ciało ma i siłę i wytrzymałość. Moje serce jest jakby o wiele spokojniejsze podczas treningu, chociaż to jest trochę intuicyjne, bo tak na prawdę właśnie parę miesięcy temu zepsuło mi się ustrojstwo do pomiaru pulsu i ciśnienia na bieżni. Ale czuję że jest lepiej.
Moje mięśnie szybciej się regenerują. A nawet o wiele szybciej. Przypuszczam, że 811 zmniejsza nagromadzenie odpadów w mięśniach, bo cukry proste dostarczają najczystsze paliwo, jakie mięśnie lubią wykorzystywać.
Na własnym przykładzie mogę zrozumieć dlaczego ta dieta jest tak atrakcyjna dla wielu sportowców. Chociaż ja nie uważam siebie za sportowca. To jednak niektórzy na tym forum uważają jednak pepsi za sportowca, z czym pepsi nie będzie jednak polemizować, bo to pepsi miło łechce.
Więc przynajmniej wtedy, kiedy rozważasz jakąkolwiek rywalizację sportową nie zastanawiaj się długo tylko wskakuj w gatki 811.
Kontrola wagi. Na tej diecie, pomimo że jesz dużo kalorii, a nawet więcej niż przed dietą, nie tyjesz. Wszystko zależy od tego na jakiej diecie byłeś przed tą dietą. Bo najczęściej ludzie bardzo szczupleją. Jeżeli wcześniej jedli na przykład smażone potrawy, lub pochodzenia zwierzęcego.
Odrobinę spadła temperatura mojego ciała. Na szczęście moje zwyczajowe niskie ciśnienie krwi, nie obniżyło się, chyba że tuż po treningu jest niższe niż przed 811. Mam dużą łatwość do powrotu po biegu do ciśnienia i tętna spoczynkowego. To jest bardzo ważne i bardzo dobre zjawisko.
Mój obecny poziom energii i ogólnego zadowolenia jest stabilny i co tu dużo owijać w bawełnę, wysoki.
Mam poczucie spełnienia, coraz częściej jestem tu i teraz, a ostatnio bardzo często.
Niestety jest pewien minus, mam poczucie, że moja skóra jest bardziej sucha. A Asia BW twierdzi, że wręcz nie musi używać już kokosku. Mnie niestety to ominęło. Często muszę nawilżać skórę.
Myślę, że ma to coś jeszcze wspólnego z detoksem i mam nadzieję, że zniknie. Wkrótce.

Podsumowując. Jest git.
DR daje rady, co zrobić kiedy nie ma się za dużo owoców pod ręką. Na przykład na wyjazdach.

Kończę na dzisiaj nawijać, wkrótce uporządkuję moje posty w kategorie na przykład stricte o zdrowiu, diecie etc., bo może ludzie co ostatnio wchodzą na bloga nie dokopują się do info, które mogłyby ich bardziej zaciekawić niż wypociny nieobyczajnej niekiedy pepsi.

Owocek i warzywko od ziółka
Wasza pe

(Visited 8 174 times, 6 visits today)

Powiązane artykuły

  1. Asia BW 18 marca 2012 o 19:25

    wiesz co Pepsi, ja po porannym szejku, bez treningu – bo joge zapodaje sobie przed śniadaniem a i wiele kalorii podczas niej nie spale, jestem głodna już za około 3 godziny:( Może zbyt mało kalorycznie jem jednak z rana? Już sama nie wiem, czasem jest to około 300-400 kalorii, czasem koło 600. A głód pojawia się jak zaprogramowany. Jem zatem zwykle po tych 3 godzinach 4 banany. I potem znowu po około 3-4 godzinach śsie mnie. I znów jem owoce – tak zwykle koło 300 kalorii, czasem mniej. Zależy co sobie biorę do pracy.Poradź mi Kochana coś, bo przyznam,że się gubię i tracę cierpliwość do tej diety:( A w dodatku, nie widzę poprawy – mój stan się wręcz pogorszył. Odzywają się we mnie schorzenia, z którymi ostatnio walczyłam nawet parę lat temu. Do tegonie mogę biegać, bo dalej doleczam kontuzję, co mnie dodatkowo przybija…Może to detox i ostatnie jego podrygi, może to odblokowałam się psychicznie na pewne sprawy i wyłażą ze mnie wieloletnie stresy. Może wszystko do kupy. Fakt faktem, że może jednak spróbuję podobnie jak Ty, zapodać sobie z rańca mega szejka z 5-6 bananów, z zieleniną i daktylem. Lubię też poranną mieszankę mango z bananami i zieleniną. Ale wiesz, nie mogę za chorobę przekonać się do soków. Musze się chyba przemóc. Ale czasem czuję się tak samotna w tej mojej diecie i poglądach, że mi się odechciewa wszystkiego. Powiem jedno, ciężko jest żyć wegance z niechcącym reformy mięsojadem i wśród jemu podobnych…Sorki za te żale. Ale wyglądam ostatnio jak drapiące się do siniaków i krwi monstrum i mam doła:( Ściskam!

    1. pepsieliot 18 marca 2012 o 19:53

      Pamiętam kochana kiedy Cię poznałam, prawie pół roku temu na vitalmanii, wtedy było wszystko dobrze u Ciebie. Potem ta Twoja kontuzja, czy to cały czas chodzi o Twoją stopę, w tym koturnie wtedy? Czy coś innego. Kochana, ja bym tak spróbowała tak ostrożnie, jak nie lubisz soków to nie pij. Ja też ich nie piłam i nagle zobaczyłam filmik Olgierda i mi się zachciało. I od tego czasu czyli kilka dni znowu robię, ale to jest taki margines. Najważniejsze sa szejki i wydawało mi się że je lubisz. Do pracy nie bierz szejków, bo sa ohydne po pewnym czasie. Może rzeczywiście, byś sobie sparowała ziemniaka, jeżeli szejki bananowe Cię nudzą. Ziemniak ma bardzo dużo potasu, o czzym dobrze wiesz. I coś tam jeszcze gotowanego dołożyła. Mówiłaś że lubisz takie sałatki na ostro z chili, to może mogłabyś do tego dołożyć łyżkę gotowanego brązowego ryżu. Zebyś była na niskotłuszczowej, ale tez żebyś zjadła coś fajnego. Ja na początku nie mogłam się odnaleźć, pamiętasz. I być może też czeka na mnie zwątpienie. Ludzie nawet których ta dieta wyleczyła, jakoś potem o tym zapominają i maja wolty. To naormalne. Bardzo źle że Twój ukochany jeszcze nie jest z Tobą, przynajmniej na wegetarianizmie. Bo by było ci łatwiej. A w Legnicy nie masz jakiegoś miejsca wsparcia? Serce mi się kroi jak się nie czujesz dobrze. Ja zawsze będę Cię wspierać. Zresztą na Ciebie tez mogłam liczyć odkąd Cię poznałam, za co jestem Ci wdzięczna. Jutro będzie lepiej, to takie wiosenne przesilenie. Ściskam Cie kochana.

      1. Asia BW 18 marca 2012 o 21:01

        Dziękuję Pepsi Słonko moje za dnia i o zmroku.
        Masz rację z tym ryżem, może powinnam też i częściej kasze sobie gotować i dodawać.
        Co do kontuzji – to tak, chodzi o tę trzeszczkę rozgniecioną w listopadzie. W sumie to nie ma tragedii – bo chodzę z kijami, jeżdżę na rowerze, ćwiczę na orbitreku – ale gdy dłużej ponaciskam na przodostopie – to coś jakby zaczyna pobolewać. To jest paskudna sprawa, niektórym nigdy się nie zrasta, innym odzywa się latami…Nie chce tak myśleć i dlatego nie biegam, nawet nie próbuje. Postanowiłam dać sobie maksimum czasu na regenerację, zwłaszcza, że ostatnio nie jestem w najlepszym stanie. Ale wierzę, że się w końcu zrośnie.
        Ten wspomniany ortopeda niestety mnie nie pocieszył, bo stwierdził, że ewentualnie trzeszczki się wycina operacyjnie…ale to już kaplica. Z drugiej strony jak byłam u niego (to był chyba grudzień) stwierdził, że jeszcze tydzien – dwa i mogę biegać. Ja jednak zbyt dużo się naczytałam w interenecie……A o operacji nawet nie chcę myśleć.
        Do soków, mam plan się przekonać na nowo…
        A jeśli chodzi o moją mieścinę….to tutaj jest totalna bryndza jeśli chodzi o wegetarianizm…W ogóle to miasto jest takie jakiś martwe…Ale cóż, nie zapowiada się bym w najbliższym czasie zmieniła lokalizację. Gdybym chociaż jakichś znajomych miała wege, to coś by się zdziałało, a tak jest bryndza.

        1. pepsieliot 19 marca 2012 o 07:50

          Kochanie, masz nas wszystkich, a mnie na pewno na zawołanie 🙂 owocek

    2. Marcin Mosiejko 18 marca 2012 o 20:37

      Zacznij naprawdę jeść a nie tylko skubać te owoce. Ja jadam na śniadanie do 1500 kalorii i też po 3-4 godzinach jadam kolejny posiłek. A co to jest 300-400 kcal? Nic dziwnego, że chodzisz ciągle głodna, masz doła, a Twoja kontuzja ciągnie się miesiącami. Twój organizm aż woła o kalorie, a razem z nimi potrzebne mu witaminy i minerały. Zacznij jeść minimum 2000-2500 kalorii dziennie, bez względu na to czy, trenujesz czy nie. Proponuję też, abyś zajrzała na moją stronę, zaczynając od artykułu Słodka diagnoza oraz sekcji dla początkujących z górnego menu.
      Pozdrawiam i życzę szybkiego powrotu do formy 😉

      1. Asia BW 18 marca 2012 o 21:05

        Marcin, dzięki za rady, ale jak ktoś latami jadł po 1000 kalorii to trudno jest po paru miesiącach zmienić wszystko. I tak jem dużo więcej niż kiedyś. A i dalej jest mi trudno wchłonąć takie ilości. Jestem świadoma, że wiele problemów związane było i może nadal jest z niedojadaniem…(w sensie kalorycznym). Ale są kwestie, których nie rozwiąże się tylko jedzeniem. Na stronkę zajrze, fajne logo wymyśliłeś. pozdro!

    3. Zosia 19 marca 2012 o 10:35

      Asiu, trzymam za Ciebie kciuki i mam nadzieję, że się końcu u Ciebie wszystko wyprostuje. Myślę, że tu w każdym będziesz miała wsparcie. W każdym razie ja myślami jestem z Tobą. Bądź silna. Pozdrawiam ciepło 🙂

    4. Asia BW 19 marca 2012 o 14:57

      Dzięki Kochane,
      Jazgott – z witaminą D masz świętą rację. Moze faktycznie przy najbliższej okazji zbadam sobie poziomy D i B12 tez. Wit D poza okresem letnim suplementuje w postaci D2, a B12 – cały czas w sumie – ostatnio metylokobalaminę.
      Zosiu – dzięki i Tobie za słowa otuchy:)
      Ja wiem, że u mnie wiele problemów ma jednak podłoże psychiczne, bo w moim prywatnym życiu ostatnio wiele zmian. Myślę więc, że te wszelkie nasilenia także i stąd właśnie się biorą.
      Dziękuję raz jeszcze, miło jest usłyszeć tyle słów an pocieszenie 🙂

    5. Asia BW 20 marca 2012 o 18:19

      Jazgott Kochana, dziękuję Ci za ten cynk o tej wit D. Wiesz co, zbadałam temat głębiej, przeanalizowałam swoje dotychczasowe dawkowanie (w postaci naturalnej – w sumie niewiele, oraz w postaci D2) w kontekście moich problemów zdrowotnych psycho i soma….i zastanawiam się, ze może jednak coś ma się na rzeczy.
      Z tą D2 to faktycznie jest dziwnie, jeszcze nic konkretnego nie znalazłam poza wzmiankami na forum (tylko bez źródła) mówiącej o tym, że ta forma witaminy może być mniej efektywna i że jest 500 razy mniej przyswajalna!Będe szukać dalej, ale postanowiłam jednak wspomóc się i to ostro D3. Spróbuję, bo warto i zobaczę czy coś się zmieni.Dam znać o ewentualnych efektach oraz jakby co – dam namiary na jakies netowe senspowne artykuły o witamince D. Dzięki raz jeszcze!

  2. Monika 18 marca 2012 o 19:44

    Och Pepsi moj ty sportowcu;D

  3. pepsieliot 18 marca 2012 o 19:54

    Monia, to dla Ciebie tak fikam, fiku miku

  4. Zosia 18 marca 2012 o 20:16

    ja nie jestem na 811, ale chciałabym, dążę, jak zwał tak zwał. Uwielbiam banany, ale jeszcze nie jestem w stanie jeść dużej ilości bananów. Ale wiecie, co mi się podoba w 811? że bezkarnie można jeść tak dużą ilość owoców, które ja zwyczajnie uwielbiam. Przecież ciągle się nam wmawia, że owoce to cukier, że tuczą, że banana można maksymalnie jednego zjeść. Nawet się mówi, że jabłka w większej ilości tuczą!!! a ja tak kocham owoce!! i teraz nawet dwa kilo czereśnie nie będą mi straszne 😉 no, cena jest porażająca, ale one są przecież tak krótko 🙂 taki piękny czas się zbliża. Jestem dziś totalnie pozytywnie naładowana. Byłam na działce, a tam moja kochana para żurawi klangorzy nieopodal i pewnie swe gody zaczynają. owocek:)

    1. pepsieliot 19 marca 2012 o 07:44

      Zosiu, cudownie, wiosna, owocek

  5. Marcin Mosiejko 18 marca 2012 o 20:31

    Gratuluję! Raw’n Roll 🙂

  6. Sifhaya 18 marca 2012 o 20:39

    uwielbiam Twoje owocowe adhd 🙂

  7. Monika 18 marca 2012 o 21:35

    Peps kto to Marcin Mosiejko? To Marcin nasz z rawstauracji? Czy ktos inny? Daj namiary pls:D

    1. pepsieliot 19 marca 2012 o 08:06

      Marcin Mosiejko, można go spotkać w grupie witarianizm na FB,to bardzo mądry młody mężczyzna z krótkimi włosami, świetnie orientuje się w witarianizmie, preferuje dietę 811, sam jest na niej, należy do grupy 30bananów na dzień, ceni DR, tylko tyle o nim wiem, ja z kolei bardzo cenię sobie jego zdanie, zaś Marcin Hautari, ma długie włosy, ma stronę rawolucja i nie jest na 811, przedwczoraj podał przepis na tort czekoladowy, wyglądał piękno-pysznie, ale specjalizuje się w metodzie oczyszczania organizmu poprzez limfę, według doktora Morsa, podaję za Ewcią, że to też tak na prawdę jest dieta 811, tylko Mors jej tak nie nazywa, też bardzo cenię zdanie Hautariego, obaj Marciny są ludźmi którzy pomagają nam, za co jestem wdzięczna Sciskam Mo

      1. Monika 19 marca 2012 o 11:08

        No fb nie mam wiec i Marcina Mosiejko nie bede chyba miala przyjemnosci poznac:D
        A Hautari to wiem:)
        dzieki

        1. pepsieliot 19 marca 2012 o 14:43

          poznasz, poznasz Marcina, 🙂

  8. Basia 19 marca 2012 o 09:14

    Hej, ale sód jest bardzo potrzebny przecież, a na witarce nie tak prosto go znowu uzyskać. Ja jestem weganką i za każdym razem na morfologii wychodzi mi dolny poziom normy tego pierwiastka, a jem chleb, używam soli, piję mleko sojowe z solą w składzie. Nie wiem jakie są witariańskie źródła sodu, ale ja bym go nie zlewała, serio..:)

    Bardzo fajnie czyta m isię Twojego bloga droga Pepsi, chociaż poglądy na temat żywienia mam zupełnie, zupełnie inne. Na płaszczyźnie dietetycznej łączy nas widzę głównie miłość do bananów i przeszłość w kolorach bulimicznego pawia nad kiblem ha ha:)) Bardzo mnie zmotywowałaś do ruchu, za co jestem wdzięczna. Pozdrowionka

    Do ASi BW: Asiu, nie ty jedna czujesz się tak wyobcowana. Ja kocham mojego chłopaka, ale czasem nie mogęmpojąć że wiedząc ode mnie te wszystkie straszne rzeczy na temat hodowli zwierząt, nie znajduje dla nich współczucia, uwaza że jako człowiek ma prawo decydować o ich losie, że w naturze stary koń zdycha z głodu albo rozszarpują go inne dzikie zwierzęta, więc taka śmierć w rzeźni to nic takiego. Mimo to cieszy mnie że ze względu na mnie ogranicza mięso i nabiał, ale on to robi tylko ze względu na mnie i zdrowie – sprawa zwierząt nie jest dla niego aż tak istotna. Ale nauczyłam cieszyc się i z tego, bo wiem że nie jesteśmy w stanie zmienić nikogo poza sobą samą/ym. Staram się nie frustrować nawet wtedy kiedy ludzie śmieją się ze mnie, pytają czy jem tylko sałatę, czasami bywają agresywni, ale rzadko, zwykle to są właśnie takie śmichy, chichy, że niby to takie głupie zastanawiać się nad jakąś krową czy kurą, czy nie za bardzo cierpi. Jednak są i miłe momenty, w domu rodzinnym już np jest coraz lepiej.

    Co do zdrowia – to niestety trzeba szukać ciągle…chyba nie ma jednej diety, jednego produktu który byłby dobry dla wszystkich. Ja np. mam taki problem, nie jest może obiektywnie straszny, ale bardzo frustrujący i uciążliwy. Otóż pomimo dobrej morfologii, wysokiego żelaza i cynku, nieustannie robią mi się zajady i kilka białych plamek na pazurach. Już próbowałam wszystkiego, przekopałam internet, smarowałam tym io owym, ale zawsze wraca. Wszędzie pisze że te plamki to cynku brak, ale ja mam wysoko, bo badałam, anemii tez nie mam. Potem znalazłam że to wit B2, ale piję mleko sojowe wzbogacone w ta witamine, jem zboża z pełnego przemiału i strączki, czasami chce mi się wyć już…

    Może ktoś miał podobne doświadczenia albo ma jakis pomysł to proszę – podzielcie się
    Ściskam wegańską brać, jak mnie ktoś zasmuci albo wkurzy to zawsze przypominam sobie, że nie jas ama jestem takim freakiem, o nie..:))

    Buziak
    Basia

    1. pepsieliot 19 marca 2012 o 14:38

      Hej Basiu, jeżeli chodzi o plamki na paznokciach to pisałam już o tym w poście poświęconym cynkowi, że o braku cynku świadczą raczej pionowe karby na paznokciach, a nie mylnie obwiniane białe plamki. Znalazłam to w wielu źródłach, nie polskich fakt, kiedy pisałam posta o cynku. Dobry dermatolog powiedział mi, że białe plamki powstają w wyniku złego, zbyt głębokiego i inwazyjnego manicure. Nie wszyscy mają takie skłonności, ale jakby zaprzestać wycinania skórek to białe plamki znikną.Ale długo na to trzeba czekać. Na paznokciach u stóp przecież nie masz plamek, chociaż złe pedicure też może je wywołać.
      Zajady zaś mogą się robić od jedzenia andrutów :)) albo od nieodpowiednich łyżek, tym bardziej że wszystkie wyniki masz dobre. Co do sodu, to cały czas stosuję sól himalajską do surówek i robiłam jej nawet zdjęcie, do któregoś posta, fotogeniczna jedna, i jak robię sos z miksu warzywnego to dodaję często białego miso, a jest bardzo słone. A do tego potas jest o wiele szybciej tracony w organizmie niż sód i trudniej o niego w pokarmach, więc zdecydowanie należy pilnować potasu. Oczywiście sód jest bardzo ważny, ale jest dosłownie wszędzie. Większość wód wysoko zmineralizowanych ma bardzo dużo sodu. Zwracam baczną uwagę na sód i potas.
      I stale natrafiam na sód raczej. Może pij wodę wysoko zmineralizowana, są takie specjalne dla osób z niskim poziomem sodu. Serdecznie cię ściskam, owoc z warzywem z solą himalajską, 🙂

    2. Asia BW 19 marca 2012 o 15:03

      Ściskam i ja Ciebie:)
      To fakt, że na pewno, możemy zmienić siebie. Ale kurcze, człowiek ma takie marzenie by choć ktoś czasem szedł za jego przykładem. A z moim chłopem to ani w ząb, a już jestem z nim 12 lat prawie… Wege jestem od 2004 roku. Moja siostra jest bliska weganizmowi, ostatnio czasem podjada ryby. Ale ona to juz inne pokolenie (ma teraz 20 lat). czasem tym się pocieszam:)

  9. Asia BW 20 marca 2012 o 11:08

    Dzięki Jazgott o tym info nt witaminy D, muszę zgłębić temat….

  10. edithanne 9 kwietnia 2012 o 17:26

    mega mega swietny blog! bardzo fajnie i ciekawie piszesz 🙂
    ja niestety nie jestem rawfoodowcem, ale jestem weganką i lubię się uczyc różnych fajnyc rzeczy od osób na raw:)
    myślę, że raw to swietny styl życia, ale tez jawi mi się jako szalenie trudny. nawet dla osoby , która lubi wyzwania. po pierwsze, jedzenie ogromnych ilości ekologicznych warzyw i owoców jest z pewnością bardzo kosztowne. najedzenie sie ryżem i cieciorką jest tanie. poza tym jestem przerażona, jak czytam lub słucham, że witarianin najada się shakiem albo sałata. ja też pije na śniadanie wielki zielony koktajl, ale do tego konsumuję też np kilka kromek razowego chleba z pastą z cieciorki. a na obiad obok warzyw na parzę np wielką porcję makaronu z sosem. wydaje mi się to wysoce niemożebne, żeby najeść się nawet największą ilością bananów. tez sie zajadam bananami, ale nie są w stanie dać mi długotrwałego uczucia sytości. nie wiem, z czego to wynika, ale zawsze mnóstwo jadłam:)
    co o tym myślicie?:-):-)) pozdrawiam!

    1. pepsieliot 10 kwietnia 2012 o 18:10

      Hej kochana edithanne, dzięki za słowa piękne o blogu, 811 to kupa żarcia, też jestem zajadaczką aż się dziwią inni, ale fakt że jak z kaską krucho to lepiej dołożyć gęstszego pożywienia z wolnego ognia, byle to były węgle jak najprostsze na dany moment. Ściskam owocowo

  11. Mycha 13 czerwca 2013 o 16:35

    Nie chce wsadzać kija w mrowisko ale… 😉
    Czy to nie ma znaczenia, że nasze „polskie” banany nie mają nic wspólnego z prawdziwym bananem z drzewa? Mam na myśli to, że zrywane są zielone i miesiącami płyną statkiem, żeby dojrzeć w jakiejś chłodni albo o zgrozo oparach etylenu.
    Pytam, bo jeżeli macie źródło prawdziwych dojrzałych bananów to ja poproszę adres – chciałabym chociaż raz spróbować, zanim uzbieram na wyprawę do Ekwadoru 😉
    Pominę fakt, że banany mają wiele odmian a my w europie znamy jedną 🙁

    1. pepsi 13 czerwca 2013 o 17:55

      wszystkie banany na całym świecie pochodzą z jednej i tej samej odmiany, dlatego wszyscy drżą, ze jakby doszło do jakiejś zagłady tego gatunku, co się zdarza, jakiejś choroby, jak chorowały kasztanowce w Europie to świat zostanie bez banana, a dwa, że raczej cały świat oprócz paru miejsc, je banany z dojrzewalni, nic takiego słońca i tak się nałykały jak rosły na drzewach

  12. Aneta 25 czerwca 2015 o 17:11

    Pepsi, ale masz super włosy!!! Lwia grzywa. Zazdraszczam 🙂

  13. agagaga 30 października 2015 o 01:03

    a co byś pepsi poradziła dla mnie, dziwoląga zmagającego się czas jakiś z przejściem na wita, który właśnie nie przepada za słodkim ogólnie i któremu ślinka nie cieknie na widok egzotycznych owoców? przez 2 miechy było fajnie, jakoś miałam energię na tych moich raw zupkach w większości warzywnych, które sobie wymyśliłam, jednak od jakiegoś czasu ciało zaczęło się wyraźnie buntować i chce czegoś konkretniejszego. tylko że ja nie potrafię sobie wyobrazić wrzucania codziennie 30 bananów, bo ich zwyczajnie nie lubię. nie lubię też zbytnio zbóż, za to zawsze ciągnęło mnie do duszonych warzyw i serków takich jak mozzarella, do surowizny jak najbardziej również. ale tłuszcze odpadają, to co innego można? wszystko o czym piszesz brzmi cudownie spójnie i logicznie, jednak w praktyce… kompletna klapa. zaczęłam już poważnie myśleć o powrocie do weganizmu, albo nawet wegetarianizmu, taki mam kryzys i niedobory. dodam, że jestem bardzo aktywna fizycznie (wg wyliczeń dla utrzymania wagi potrzeba mi 3000 kcal). także wkurza mnie i przeszkadza w treningach wypchany non stop brzuch paszą, która nic a nic nie daje energii. plis, help! buziaki, aga

    1. pepsieliot 30 października 2015 o 09:57

      Agagaga o czym Ty dziewczyno piszesz? Myślę,że nie mogę Ci pomóc. Yyy … jedz może to co lubisz 🙂 ściskam i nie gniewaj się

  14. sniezka75 27 lipca 2016 o 21:50

    a ja nie kumam, co piszesz. Wrzucasz słowa z innej planety , no nie liczę tych po angielsku czyli spolszczonych, te łapie . Masz wiedze , nawet dużą, chciałam coś złapać dla siebie, ale jakieś to chaotyczne. Pozdro, ciau.

    1. pepsieliot 27 lipca 2016 o 22:16

      nie wszystko jest dla wszystkich 🙂

  15. bega 8 sierpnia 2016 o 10:13

    Pepsi czy jedząc surowe pokarmy miałas kiedykolwiek problem zimnych stóp i dłoni?

    1. pepsieliot 8 sierpnia 2016 o 10:28

      na początku

  16. bega 8 sierpnia 2016 o 10:33

    potem przeszło? wiesz ..ja nie od dziś mam problem z zimnymi stopami i dłońmi. Tej nocy miałam tak lodowate stopy że chodziłam do łazienki co chwile i nie mogłam zasnać. Myślisz że mi też po jakimś czasie to przejdzie?

    Jestem początkująca, nie tak dawno jadłam średniawo, ale już widze efekty wprowadzania większej liczby węgli, surowo, owocowo, mniej białka, mniej tłuszczu..wszystko układa się w całość..jeszcze tylko walcze z mężem który uważa że robię sobie krzywdę że nie jem mięsa a na trawie nie wyżyję:(

    1. pepsieliot 8 sierpnia 2016 o 13:05

      Bega, tylko musisz to zrobić bardzo świadomie, zabraknie ci po pewnym czasie B 12, być może będą problemy z Omega 3 z lnu, kwestia kolagenu, na pewno witamina D 3 z K2, to są suplementy pochodzenia zwierzęcego, weź to pod uwagę, osobiście jestem roślinożerna, ale nie weganka, bowiem przyjmuję te suplementy

  17. bega 8 sierpnia 2016 o 13:08

    czaje, D3 biorę z K2MK7 codziennie, omega 3 biorę mieląc siemie lniane 1 łyżka dziennie zawsze w odstępach miedzy owocami, kolagen popijam z rosołem 2 godziny gotowanym na kościach raz na jakiś czas, w te dni jem więcej warzyw mniej owoców, raz na jakis czas ale rzadko – jajka, ale zapomniałam o B12…Widze że masz w sklepie:) ..to będzie komplet:)
    i mam nadzieję że ciepłe stopy wrócą:)!!bo to mega irytujace

    1. pepsieliot 8 sierpnia 2016 o 14:32

      myślałam że jesteś witarianką, ale zimne stopy jedząc rosół to zupełnie co innego,

      1. bega 8 sierpnia 2016 o 14:36

        jestem roślinożercą, w sprawie kolagenu chcę pic rosół bo mi służy, tak samo jak jajko zjedzone od święta.
        Jedząc rosół to zupełnie co innego? tzn?

        1. pepsieliot 8 sierpnia 2016 o 19:19

          czyli to sporadycznie, czy jak często pijesz rosół?

  18. bega 8 sierpnia 2016 o 13:10

    nie wiem..mam nadzieję że dobrze to rozplanowałam..

  19. bega 9 sierpnia 2016 o 08:09

    czasami raz w miesiącu, czasami raz na dwa tygodnie wypiję szklankę. jajko podobnie..czy myślisz że to za mało żeby uzupełnić kolagen (pijąc taką ilość rosołu?) i powiedz mi co to znaczy że „ale zimne stopy jedząc rosół to zupełnie co innego,”

    1. pepsieliot 9 sierpnia 2016 o 08:24

      no bo jeślibyś jadła często to nie jesteś tak wychłodzona jak witarianka, tylko to miałam na myśli, a zimne stopy u wszystko jedzących mogą oznaczać złe krążenie po prostu i inne schorzenia. natomiast witarianie mają niższą temperaturę ciała (troszeczkę) co u wszystko jedzących jest oznaką chorobową i tak dalej. Biegaj, po to jesteś na tej diecie żeby mieć masę energii, więc ją wykorzystuj , ogrzejesz się

  20. Maria.wieczna 4 września 2016 o 10:22

    Witajcie po 26latach na „dietach” od trzech tyg.zajadam banany ,owoce ,daktyle z wodą,troche pomidorów ,ogórki,szpinak.Kilka razy w drugim tyg.odrobina ryby/polskie/
    Czuję się dobrze ,mniej puchnę ,mam motywację-chce schudnąć,wyleczyc alergię no i mam mało ruchu- mąż uważa że jazda rowerem /1,5-2h dziennie to lenistwo a w domu brud-240m2 podłogi do umycia to wyzwanie,bajzel w szafkach-nie ogarniam tych wszystkich rzeczy,od grudnia2015 ,stosuje minimalizm i wyrzucam /oddaje co jeszcze ktoś chce wziąć aby zmniejszyć górę śmieci.Marze o wyprowadzce do Ekwadoru mąż i dorosłe dzieci jeszcze o tym nie wiedzą
    Małżeńskie marzenia-starosc na łódce kabinowej-taki dom na wodzie,mąż będzie się żywił rybami a ja bananami Wierzę w Jezusa,zmartwychwstanie i życie wieczne .

    1. pepsieliot 4 września 2016 o 13:24

      Nie wierz, tylko wiedz, Jezus to Budda, więc wiedział, że nie ma zmartwychwstania, tylko jest reinkarnacja, ale poza tym to bardzo świetny człowiek, największy z Buddów

  21. przelotem 10 października 2016 o 10:45

    Mam wrażenie, że tego typu diety to dla ludzi albo niepracujących lub bogatych mających kuuuupę wolnego czasu – rano przygotowywanie tych wszystkich szejków, zabranie się za robienie posiłku około godziny 14… heloł, 90% z nas rano ma około 30-40 min na ogarnięcie, ubranie, makijaż, łapu-capu coś do jedzenia i w drogę, a w pracy to albo jakaś kanapka albo catering albo kawa, ale na pewno nie odejdę od biurka albo od taśmy produkcyjnej aby zacząć siekać warzywka itp, itd, no sorry… tylko mi nie mów o przygotowywaniu sobie posiłków dzień wcześniej. Nie wmówisz mi, że takie wyleżałe skrojone warzywa czy owoce czy jakikolwiek inny posiłek po 10 lub więcej godzinach będzie smaczny i pełnowartościowy. Niestety nie.
    Uważam też, że do wszystkiego należy podchodzić ze zdrowym rozsądkiem. Ja np wykluczyłam teraz z diety pszenicę, ale nie zamierzam zbóż kasować do zera, bo to taka piękna idea. Organizm potrzebuje wszystkiego, ale w umiarkowanych ilościach, z rozsądkiem, umiarem, pomyślunkiem, a nie, że przewracamy całe nasze zycie do góry nogami, od tego można zwariować. Oszaleć, osiwieć, wyłysieć, schudnąć też, ale co z tego wyjdzie ? Nieustanna frustracja, rozgoryczenie, gdy idziesz ze znajomymi na pizzę i zastanawiasz się czy jak ją zjesz to cały wielomiesięczny rygor pójdzie w zapomnienie? bo złe tłuszcze, bo mąka pszenna, bo kalorycznie, bo słono itp itd? to jest dla mnie skonczone wariactwo. Żadna dieta nigdy nie skończyła się dla mnie dobrze, zawsze były jakieś skutki uboczne. A jakie największe? Złość i rozgoryczenie, gdy patrzyłam jak mąż wcina spaghetti, a ja jem zieloną sałatę z rzodkiewką. SORRY ALE TO NIEZDROWE PRZEDE WSZYSTKIM DLA NASZEGO UMYSŁU.

    1. pepsieliot 10 października 2016 o 10:57

      Jakie dzień wcześniej? To ma być świeże, żywe, pachnące, nie z lodówki 🙂 Szkoda, że przebija przez Twoją wypowiedź pewien smutek. Nikt nikogo do niczego nie zmusza, wręcz przeciwnie, to ma być przyjemność, niekiedy konieczność, ale lepiej, aby do tego nie doprowadzić. Oczywiście, że to nie jest dieta dla wszystkich, co nie znaczy, że nie powinnam o niej pisać. Jestem na tej diecie 5 lat i wiem o czym mówię, ale nikomu jej nie narzucam, bo jest wymagająca i oczywiście nie ma diety idealnej dla wszystkich. Ba, w ogóle nie ma diety idealnej, bo żadne pożywienie nie powstało aby nas karmić, oprócz mleka matki karmiącej, a nawet ono nie nadaje się już jako pokarm dla dorosłych osobników. Nie denerwuj się, lovciam Cię.

  22. przelotem 10 października 2016 o 12:02

    Tu się zgodzę… przepełnia mnie smutek i złość, właśnie dlatego, że zmuszona jestem do odstępstw od diety zwykłego śmiertelnika i sama już nie wiem co mi szkodzi, a co nie, ale na pewno coś blokuje chudnięcie – mam balast 15kg do zrzucenia (hodowany tłuszcz na fastfoodach i bezwartościowym żarciu przez 5 lat, bo brak czasu, bo stres itd). W momencie gdy zaczęłam jesć mniej i racjonalniej i wdrożyłam ruch (rower po ok 20km jazdą ile tylko sił w nogach) i po miesiącu nie schudłam ani grama, poczułam absolutną złość i wnerw na wszystko. Bo jak to. Odstawiłam teoretycznie wszystko co szkodzi (ale nie pszenicę, chlebek wciąż pojawiał się w diecie), logicznie powinnam chyba mieć ujemny bilans bo ruch…. i wielkie nic, waga stoi w miejscu, ubrania dalej ciasne, nawet po cerze nie było widać zmian. A za czasów licealnych mogłam jeść mniej, nawet zastępować posiłek ciasteczkami zbożowymi i popijać colą zero i chudłam… wystarczyło tylko samozaparcie i szło pięknie. A teraz? mam 26 lat i w nic już nie wierzę… wprawdzie odstawiłam tą zdradziecką pszenicę i wdrożyłam oleje (aczkolwiek znowu mętlik, lniany niby cudowny a jednak szkodliwy) i orzechy i chia i siemię lniane i kilka właśnie takich superfoods… ale czy to przyniesie efekt? nie wiem… moja mama to samo, ostatnie 10 lat to jedzenie tyle co myszka, zdrowo, racjonalnie, bez chleba, bez ziemniaków, kasza jaglana, warzywka, dużo roweru… i ubrania za ciasne, tłuszcz na brzuchu, waga za wysoka.. Dobijające to jest. Dobija mnie głównie to, że zmieniam nawyki i nic z tego nie mam, nawet poprawy w trądziku, który również mnie męczy. Dlatego tak szczerze, wkurza mnie, jak kumpela, mąż, znajomy z pracy, wcinają kanapki, na obiad może makaron, może kotlet, na wieczór znowu kanapka… i kompletnie nic im nie jest. Włosy zdrowe, skóra zdrowa, wyniki krwi w normie. Nie wiem już co jest prawdą, a może to, ze jedni mają pecha, a drudzy mogą jeść co chcą (bez obżarstwa rzecz jasna) i zdrowie im się nie sypie. Dlatego wolałabym np zjeść trzy ziemniaki, rybkę i surówkę, a nie musieć rezygnować z tych ziemniaków. Wypić kubek rosołu z makaronem niż tylko sam rosół. Gdyby nie ten nadmiar tłuszczu najpewniej tak bym właśnie jadła…

    1. pepsieliot 10 października 2016 o 12:23

      a może poczytasz Jem i … chudnę, http://www.pepsieliot.com/jak-czesto-slyszysz-zdanie-nie-odchudzisz-sie-bo-jestes-slaba-ale-ty-to-zrobisz-czyli-twoj-program-jem-i-chudne/ , nie mówię że wszystko, ale może właśnie taki szejk białkowy, i post przerywany dobrze by Ci zrobił. Badałaś może hormony tarczycowe i 25(OH)D, czyli poziom witaminy D

  23. Malgosia 5 lutego 2017 o 08:38

    Pepsi i Grzegorzadam jakie jest Wasze spojrzenie co do diety nie jako odchudzanie tylko po prostu wlasciwe odzywianie sie w zwiazku z powiazaniem z GRUPA KRWI?

Dodaj komentarz

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się


  • ebook

    Jak zarabiać przez internet? Jak zarabiać na blogu? e-Book KUP TERAZbaner

  • Leczenie dobrą dietą

  • Dołącz do sterfy VIP i pobierz za darmo!

  • Najnowsze komentarze