A co, gdybyś jednak pił za dużo wody?

kobierzec

Na lewo i prawo trąbi się o konieczności nawadniania, a gdyby się jednak okazało, że pijemy za dużo wody? To jakie byłyby tego faktu symptomy?

Morning Przyjaciołom tego bloga, Wrogów też morning

Kolosalny niż.

Powiedzieć, że mi się nie chce tego napisać, o czym wiem i co odkładam już od pewnego czasu do nieporęcznego pawlacza, a rzecz stale jak zakręcona czasoprzestrzeń, albo mściwy bumerang podtyka mi się pod kichawę, a to za sprawą przypadku Agaty, a to jednej znajomej, a więc powiedzieć, że mi się tylko nie chce, jest gigantycznym niedomówieniem.


Nie chce mi się tak, że wsuwam się pod dywan i poruszam się po salonie jeżdżąc na plecach i odpychając się gitarami, żeby mnie nikt nie widział i nie sądził, że ten garb przesuwający się pod kobiercem to ja ze swym niechceniem pisania o Tym.

Moim niechceniem mogłabym wypełnić czarną dziurę i wszystkie męskie borsety na świecie. Ale niechciany temat już osadził się swoją masywną rzycią na mojej klawiaturze.

No dobra zaczynam.

Amerykanie, witarianie, francuscy dietetycy top modelek, David Wolfe, Witarianin LFRV, pepsi eliot i wielu, naprawdę wielu innych na lewo i prawo zachęcamy do picia minimum przysłowiowych ośmiu szklanek wody dziennie.

Jak nakręcone katarynki nawijamy o tym, że picie w momencie, gdy jesteśmy spragnieni, to już za późno, bo uczucie pragnienia oznacza już odwodnienie. Przytaczamy wyniki badań kobiet odwodnionych, którym się myśl mąci w saganach.

Opowiadamy o alergiach – mój wnikliwy wpis w tym temaciu tutaj,  jako skutkach odwodnienia. Głosimy prawdy o nagminnym odwodnieniu rodzaju ludzkiego, a starców straszymy brakiem uczucia łaknienia.

Czy to prawda, że jesteśmy nagminnie odwodnieni, czy też rację ma, między innymi, Matt Stone?

Publicysta Matt Stone i niezależny badacz zdrowia, który w 2005 roku rozpoczął na pełną skalę niezależne śledztwo dotyczące zdrowia w kontekście takich różnorodnych dyscyplin jak odżywianie, ćwiczenia fizyczne, sztuka kulinarna, tradycyjne rolnictwo, ale także praca socjalna i psychoneurologia, gdyż doszedł do wniosku, że nagminnie jesteśmy źle informowani.

Że się nas ludzi wprowadza w błąd i że prawda leży właśnie o180 stopni w innym miejscu. Tak się tym podkręcił, że nazwał swoją stronę 180DegreeHealth.com.

Na tej stronie Matt pastwi się nad niepokojącymi tendencjami współczesnego świata, w tym dramatycznym i gwałtownym wzrostem otyłości, cukrzycy typu II, próchnicy, krzywych zębów, zaburzeń psychicznych różnego rodzaju, chorób autoimmunologicznych, alergii, astmy, chorób serca, raka, a nawet krótkowzroczności.

Zobowiązał się, pewnie ode mnie papuguje, uśmieszek, aby zapewnić swoim czytelnikom najbardziej logiczne, bezstronne, wartościowe, efektywne i dokładne dyskursy na tematy zdrowia człowieka w jego życiu.

A więc tak zwani nowoooświeceni, nie mylić z iluminatami, a więc my, którzy głosimy prawdy o konieczności stałego nawadniania się możemy się mylić do tego stopnia, że Matt Stone ma rację?

Oto co mniej więcej twierdzi rzeczony.

Najpierw zwróćmy się do podstawowych aspektów ludzkiej fizjologii. Choć może się wydawać, że picie wody jest szalenie naturalne i zdrowe, jednak co za dużo to nie zdrowo, a skutki uboczne mogą być zaskakująco paskudne.

Wielokrotnie napomykałam w moich postach, że picie w dużych ilościach wody destylowanej, albo takiej w której jest mało minerałów może doprowadzić właśnie do wypłukania tych minerałów z organizmu, doprowadzając do zachwiania równowagi potasowo – sodowej i w efekcie nawet do śmierci, jakby ktoś wypił przykładowo 5 litrów wody bez minerałów, lub nisko zmineralizowanej. I wydaje mi się, że właśnie to będzie naczelnym problemem, ale wracajmy do Matta.

Często słyszymy, że nasze ciała składają się głównie z wody. Choć to prawda, to jest to tylko pół prawdy, a to z pewnością nie jest uzasadnieniem dla ślepego chłeptania wody. W rzeczywistości „woda” w naszym ciele nie jest tak jak woda, która wypływa z naszych kranów (mam nadzieję, dodała peps), albo taka jaką znajdujemy w butelkach Fiji (Nałęczowianki), gdyż „woda” w naszym ciele jest bardziej jak zupa lub mleko.

Typowe ludzkie ciało zawiera szacunkowo 15 litrów płynu, znanego także jako płyn śródmiąższowy, który zawiera krew. W celu utrzymania odpowiedniej wytrzymałości błon komórkowych, płyn ten musi zawierać dużo sodu.

Wewnątrz komórki, jest bardzo mało sodu, a dużo potasu. Polaryzacja dominujących jonów wewnątrz i na zewnątrz komórki (sodu vs potasu) pozwala na utrzymanie cieczy płynącej swobodnie na zewnątrz komórki.

O tym co dzieje się w komórkach, w których zaczyna brakować potasu pisałam tutaj. Stąd poleca się dietę wysoko potasową, a nisko sodową. Jednak nisko nie oznacza, że ma się rezygnować z sodu. Chodzi o to, że organizm o wiele szybciej traci potas. Matt w tym momencie bardzo uprościł sprawę.

Matt kontynuuje:
Ale problem pojawia się, gdy płyn zewnątrzkomórkowy staje się zbyt rozcieńczy nadmiarem wody, co może naruszyć wytrzymałość błony komórkowej. W takim przypadku, woda wraz z dominującymi minerałami w płynie pozakomórkowym, takimi jak wodorotlenek sodu i wapnia dostaje się do komórki, powodując jej pęcznienie i wyzwalanie aktywacji układu współczulnego, lub aktywacji ostrej reakcji na stres.

To z kolei może spowodować różne niepokojące objawy z różnym stopniem nasilenia. Najpoważniejszym znanym przejawem tej sytuacji jest zatrucie wodą lub hiponatremia, która może być śmiertelna. Najbardziej istotnymi objawami są drgawki, oraz tachykardia, lub zaburzenia rytmu serca.

Ale rozwadnianie płynów pozakomórkowych w organizmie może również przejawiać się w drobnych, bardziej subtelnych i mniej oczywistych objawach.

Należy podejrzewać, że być może pijesz zbyt wiele wody, łącznie z wodą strukturalną zawartą w soczystych owocach, czy warzywach, oraz innych płynów, gdy doświadczasz często następujących objawów:

Masz zimne dłonie i stopy
Masz niską temperaturę ciała
Często oddajesz jasny mocz, oraz oddajesz mocz w nocy. (Uwaga, przecież niektórzy witariańscy guru głoszą, żeby oddawać mocz nawet 10 razy dziennie i do tego przeźroczysty, bo to oznacza prawidłowe nawodnienie)
Masz bóle głowy i migreny
Masz stany lękowe, lub ataki paniki
Masz suchą skórę (?! to już totalny paradoks, a mówi się stale o wodnym nawilżaniu od środka, brak uśmieszku)
Niewyraźnie widzisz, masz zmiany nastroju i inne objawy, które wielu błędnie uważa się za objawy hipoglikemii.
Masz kołatanie serca, lub zaburzenia rytmu serca
Masz silny apetyt na coś słonego
Masz niskie ciśnienie krwi, zawroty głowy, czy epizody zaburzenia widzenia

Według Matta, pij gdy jesteś spragniony, nie pij tylko dlatego, żeby się dajmy na to rozgrzać. Jedyną motywacją do picia ma być pragnienie. Jednym słowem, pomyśl zanim wypijesz.

Źródła strona Matta2

No i co Droga Socjeta na takie dictum?

Osobiście nadal jestem pewna, że większość ludzi jest jednak totalnie odwodnionych i dlatego powstrzymywałam się z tym wpisem, gdyż nawadnianie się bez uczucia pragnienia jest jakimś kolejnym obowiązkiem, od którego ludzie pod byle pretekstem będą chcieli się wymigać.

Jednak z drugiej strony grupa ortoreksów i hipochondryków jest skłonna wlewać w siebie hektolitry wody i właśnie do nich dzisiaj apeluję, w tym do siebie samej.

Wiem, że sama przesadziłam z ilością wypijanej wody (G. nie) i dlatego zmniejszyłam ilość porannego nawadniania z 1,5l do 0,75l, a może nawet do 0,5 litra wody z cytryną. Potem duży szejk. A następnie się zobaczy, w zależności jak będzie wyglądał mój trening i jakie będą warunki pogodowe.

Znając mój blog, chyba nikt się nie dziwi, że tak kolosalnie odrzucało mnie od napisania tego posta. Raczej wolałam zjeść rosół z miski wielkości sombrero, a jest to najbardziej znienawidzona przeze mnie potrawa z dzieciństwa, niż tak sobie bruździć w grajdole.

Serdeczności
pepsin