logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
448 online
50 752 016

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
Ale polskie dzieci piły mleko i piją nadal!

dziecko pije mleko od krowy

Ale polskie dzieci piły mleko i piją nadal!

Najważniejsze, żeby polskie dzieci piły mleko i to jest podstawowa mądrość, którą wynosi się ze szkoły. Czy szkoła uczy samodzielności, czy wspiera indywidualne twórcze myślenie, czy przygotowuje do samowystarczalności? Wręcz przeciwnie. Szkoła ma za zadanie wyprodukować niezliczone ilości identycznych trybików, jak najlepiej pasujących do odgórnego (czyjego?) programu. Takie i inne refleksje z dzisiejszego biegu w środowisku zera bezwzględnego jestem akurat skłonna drogiej Socjecie przedstawić.

Witamina D3+K2 TiB

Witamina D3+K2 TiB

Ello Ssaki,

Dzisiejszy anturaż porannego treningu biegaczego, nie był niczym specjalnie przyjemnym. Budzik zawył o 6 rano, aby nie spać w towarzystwie telefonu, teraz musiałam wstać po ciemku i szukać go gdzieś w czeluściach przedpokoju. Intuicyjnie godzina wydawała mi się tak absurdalna, do tego okropny ziąb w domu sprawił, że postanowiłam jak najszybciej znaleźć się z powrotem pod ciepłą puchówką.

Ledwo zaległam, już mnie zaczęło gnębić, że przecież mam na później inne plany i jak nie zrobię tego czegoś potwornego teraz, to potem pewnie już nie zdążę i rzecz będzie na mnie wisieć cały dzień.
No dobra, dygocąc udałam się po wodę z cytryną. Cytryna czekała w lodówce, a woda w lodowatym wiatrołapie, więc każdy łyk dodatkowo mną wstrząsał od środka.

Założyłam poziom ziąbu w granicach circa plus cztery, więc ubrałam się pod temperaturę niską, aczkolwiek powyżej zera. Pod lasem było już minus pięć, a po drodze mijałam wybielone szronem łąki i pola. W lesie było jeszcze zimniej, gdyż zawsze jest zimniej. Wybiegłam z auta jak wystrzelona z procy, licząc, że jakoś się rozgrzeję.
Szczękając zębami wdychałam coś potwornie zimnego, dobrze, że wzięłam bandankę. Z wiadomych powodów na wierzchu zostawiłam tylko oczy, wyglądałam więc jak cichociemny. Leśny szpion.
Dopiero po czterech kilometrach ostrego drałowania zaczęłam odczuwać przyjemne ciepło od środka, chociaż ramiona i szczyty pleców nadal miałam skostniałe, to na szczęście stopy od walenia kopytami w zmrożone podłoże były już gorące.

I jak sobie tak biegłam o poranku myśli same zboczyły w kierunku survivalu, sztuki przetrwania i tym podobnym zagadnieniom. Zastanawiałam się jak bardzo współczesny człowiek jest bezbronny w lesie, w dodatku kiedy jest zimno.

Dlaczego dzieci nie są uczone w szkole jak się zachować w trudnych, a nawet ekstremalnych sytuacjach, co robić, aby być samowystarczalnym?

Oczywiście byłoby pewną przesadą przygotowywać dzieci do samotnych przepraw przez góry w charakterze Jeremy Rennera z Dziedzictwa Bourne’a. Jednak wspieranie indywidualnej kreatorskiej myśli, prowokowanie do samodzielnego myślenia, nacisk na sprawność fizyczną, uczenie życia bez ekranu komputera, z pewnością poprawiłyby ogólne parametry późniejszego dorosłego społeczeństwa.

Tymczasem docelowo, dzieci są uczone tylko jak pracować u kogoś i służyć korporacjom. W rzeczywistości jedyne przydatne w życiu umiejętności, które wynoszą ze szkoły, a które z powodzeniem mogłyby wynieść z domu jest nauka czytania i pisania.

Szkoła uczy fizyki i biologii w jakiejś histerycznie napchanej nudnymi faktami teorii, gdyż po co dziecko ma znać trzecią zasadę termodynamiki, skoro nie umie posługiwać się na prędce zrobionymi narzędziami prostymi w charakterze dźwigni, albo bloku, chociaż tę wiedzę swojemu małpiątku przekazuje każda matka małpa.

Dziecko nie ma pojęcia jak przetrwać w lesie trzy dni, a nawet jeden dzień mając tylko zapałki, albo jak skonstruować z papieru i drutu za pomocą nożyczek mobilne urządzenie, co uda się tylko tym, którzy potrafią samodzielnie myśleć i wyciągać twórcze wnioski.

Szkoła nie chce uczyć dzieci przydatnych wiadomości, które mogłyby wykorzystać w życiu, które swoją logiką napędziłyby dziecięce toki myślenia. Nie potrafi nauczyć dzieci matematyki, dziedziny pozwalającej myśleć zarówno abstrakcyjnie jak i logicznie, gdyż to jest fenomen matematyki. Wszystkie inne dziedziny ścisłe właściwie są już tylko logiczne.

Biegłam i biegłam, jak wiemy opór maleje w temperaturach minusowych, aż do zupełnego zamarcia przy zerze bezwzględnym, czyli minus -273,15°C , które odpowiada stanowi materii o najmniejszej możliwej energii, więc myśli miałam dziwnie rozproszone, ale nadzwyczaj jak na mnie klarowne.
W pobliżu zera bezwzględnego ujawniają się kwantowe własności materii, takie jak nadprzewodnictwo, (gdyż właśnie ginie opór) nadpłynność i inne.

Reminiscencja
Kiedyś, dawno temu bezwzględnie zerwałam z chłopakiem, gdyż nie słyszał o zerze bezwzględnym. Nic podobnego nie mógł sobie przypomnieć.

Wracając, biegłam i biegłam a opór malał i malał, biegłam coraz szybciej oddając energię z każdym podskokiem rozmyślając, jakbym sobie dała radę, gdyby faktycznie słoneczna burza geomagnetyczna rozwaliła wszystkie transformatory świata i do tego pozbawiła nas z nim łączności?
Czego dowiedziałam się w szkole na temat radzenia sobie w życiu? Robienia użytku z mózgu, a nie powielania debilnych schematów, które pozwolą w dorosłym życiu dobrze w robocie u pana trybić.

Ciekawe, dlaczego wiele najlepszych interesów rozkręcają szkolne nieuki, a następnie ludzie z niedokończonymi studiami, albo nigdy nie rozpoczętymi?

Po prostu nauczyciele na usługach celowo najgłupszych programów szkoleniowych nie mogli im zrobić sieczki z mózgu. Czego może nauczyć nauczyciel, który bez żadnego powołania, wylądował na budżetowej pensji?

Biznesmen, to stworzenie, które samodzielnie umie rozkręcić biznes, dawać pracę innym i temu podobne bezeceństwa, gdyż jest to człowiek, który wręcz musi pozwalać sobie na popełnianie błędów. Musi je zaakceptować, gdyż każdy kto ma interes wie, że kiedyś umoczył i warto nie umoczyć na tym samym po raz drugi, gdyż to jest nauka na błędach.
Jednak biznesmen liczy się z tym, że z pewnością popełni jakiś błąd w przyszłości, gdyż popełnianie błędów i świadome z nich korzystanie jak z nauczek jest nierozerwalnie związane z prowadzeniem rozwijającego się interesu.
Pracując u kogoś nie możesz popełniać błędów, a szkoła cię do tego przygotowuje od dziecka. W szkole nie wolno się mylić, bo się zalicza laskę, a nauczyciele i rodzice na laski reagują jak byk na muletę.

W dalekosiężnych celach jest całkowita likwidacja klasy średniej, gdyż nie są paru bogaczom i władcom do niczego potrzebni. Liczy się multum wyrobników, trybików, którzy błędów nie mogą popełniać i którzy swoimi mikro ścieżynkami kariery nigdy nie będą w stanie dobrać się do tortu weselnego. Zrobi się im a to banieczkę kredytową, a to jakąś awanturkę się sprokuruje, typu zły terrorysta, a to nawet wojenkę.
Klasa średnia mogłaby być zagrożeniem, któryś mógłby się wybić, to przecież krótsza droga, poszybować w górę z wyścigu szczurów, w stosunku do ledwie wyciągania nóżek na pierwsze szczebelki od samych nizin.
To wszystko jest ujęte w programach nauczania.

Dzieci drżą, dodatkowo dźgane przez rodziców, żeby nigdy nie popełnić błędu, gdyż to będzie źle ocenione, a ocena jest najważniejszym wyznacznikiem powodzenia dziecka w szkole

Podobno był kiedyś taki skauting, że robiło się sprawności i nawet młody zuch musiał sobie poradzić, nie chcę konfabulować, ale na pewno dzień i noc w lesie, nie sądzę, że w zimie.
Dziecko idzie do szkoły, a potem jak spod sztancy wylatują nie przystosowani do samowystarczalności dorośli.

Nie myślę o tym w dosłowny sposób, żeby każdego dnia szyć sobie igłą wyrzeźbioną z ości własnoręcznie złowionej ryby, sukmanę z lnianej surówki osobiście utkanej, a na oczy zakładać okulary z własnoręcznie wyprofilowanych w odpowiednią dioptrię denek, przypadkowo znalezionych ciemno zielonych szklanych butelek, a nawet sobie takie ze dwie samemu wydmuchać z piasku i kwarcu. Nie, tego nie wymagam nawet od siebie.

Matki są przekonane, ojcowie najczęściej też, że dzieci w szkole uczą się ważnych prawd, a weryfikacja ocenami jest świetną i jedyną metodą porównawczą dziecka do średniaka, imbecyla, albo do kujona.
Przez całą szkołę byłam kujonem, gdyż moi rodzice byli szczególnie wrażliwi na oceny, obecnie żałuję każdej minuty poświęconej na idiotycznie rytą wiedzę, nieprzydatną, do tego nie rozwijającą mojej autorskiej kreacji.

W rzeczywistości, dziecko ucząc się zwykle zafałszowanej historii, gdyż prawdy nie zna przede wszystkim nauczyciel, bo go to nie interesuje, nie będzie zresztą wywrotowcem, następnie dostaje dzieciną porcję równie zafałszowanej, albo tylko nudnej propedeutyki wszystkich innych przedmiotów.

Uczy się jako tako rachować, sądząc, że pobiera naukę matematyki, dowiaduje się w szkole, że mleko jest zdrowe i należy go pić często i chętnie

Dziewczynka z reklamy mleka jest nieśmiała, szczerbata i pewnie od dawna siedzi w ostatniej ławce. Kiedy przyznaje się klasie, że chciałaby zostać piosenkarką, dzieci wybuchają śmiechem. Dziewczynka wypija szklankę mleka i po latach zostaje gwiazdą popu, taką Kajah.
Przesłanie jest jasne, gdy tymczasem zawarte w mleku składniki powodują uszkodzenie wielu narządów wewnętrznych człowieka.

W promocję napoju od polskiej krowy włączyła się nawet część lekarzy, grzmiąc, że dzieci piją mleka za mało i że to źle się skończy.
Ale nie wszyscy medycy tak myślą, a jednym z nich jest doktor Eugeniusz Zbigniew Siwik, autorytet w dziedzinie ginekologii i położnictwa, twórca pierwszej w Polsce Kliniki i Szkoły Porodu Naturalnego, a z zamiłowania dietetyk.

– Medycyna bierze dziś udział w jednym z największych oszustw ostatniego stulecia – twierdzi. – Jest na usługach koncernów, którym nie zależy na zdrowiu dzieci, tylko na pieniądzach. Lekarze nabrali wody w usta, bo tak jest bezpieczniej.
Siwik używa mocnych słów. Twierdzi, że zawarte w mleku składniki powodują uszkodzenie wielu narządów wewnętrznych człowieka, nieodwracalne zmiany w układzie naczyniowym, sercowym i kostnym.
– Mleko, wbrew powszechnemu mniemaniu, nie wzmacnia kości, tylko je osłabia. Zawarte w nim białko wypłukuje wapń z organizmu. Mleko krowie to najlepszy przepis na wózek inwalidzki – grozi.

Szkoła mówi, proszę pij mleko.
Nie chodzi jednak tylko o laktozę.

W 2001 roku nowozelandzki badacz doktor Corrie McLachlan ogłosił wyniki badań, z których wynikało, że mleko, a właściwie zawarta w nim kazeina (rodzaj białka mlecznego), jest przyczyną chorób serca. Wnioski naukowca umieszczono w międzynarodowym internetowym serwisie o wymownej nazwie „No milk page” (strona bez mleka).

Co dr Campbell wywnioskował o kazeinie na podstawie dwudziestu kilku lat badań, China Study, można sprowadzić do jednego zdania, kazeina to w perspektywie prawie murowany rak.
Złudzeń nie pozostawia także Frank Oski, profesor pediatrii z renomowanej John Hopkins School of Medicine, który w trosce o zdrowie dzieci napisał nawet książkę „Proszę, nie pij mleka”.

Ale polskie dzieci piły mleko i piją nadal.

– Mleko jest jednym z najgroźniejszych alergenów pokarmowych. Ma aż pięć składników, które mogą być fatalnie tolerowane przez człowieka – przyznaje profesor Edward Tadeusz Zawisza, jeden z najwybitniejszych polskich alergologów.

– Ale groźne mogą być także zanieczyszczenia mleka, takie jak penicylina i białka pszenicy.
Tomasz Nocuń, internista, ostrzega, że proces pasteryzacji zamienia mleko w zupę pełną martwych, toksycznych bakterii, które zatruwają organizm i powodują kolejne alergie.

– Podawanie dzieciom w wieku szkolnym mleka skazuje je na choroby i cierpienia – zapewnia Eugeniusz Zbigniew Siwik.

Matko i Ojcze, oraz Szkoło, jeżeli upierasz się aby dać swojemu dziecko mleko, to tylko surowe i od zdrowej i czystek krowy karmionej nie skażoną trawą. Czyli już widać, że rzecz praktycznie nie wykonalna 

Tutaj więcej o mleku

Może się wydawać, że na blogu prawie wegańskim pisanie o szkodliwości mleka, do tego w kontekście mroźnych biegaczych melancholii jest bezcelowe, jednak zapewniam drogą Socjetę, że nie koniecznie.
Gdyż wielu wegan ma również dzieci i wiedząc, że dziecko musi spożywać znacznie więcej białka na kilogram masy ciała, a nawet dwa razy więcej niż dorosły obawiają się czy na wegańskiej diecie ich dziecko będzie odpowiednio odżywione, wprowadzają więc mleko krowie, do tego najczęściej UHTowane, czyli to z pozabijanymi bakteriami, aby mieć czyste sumienie względem swych dzieci.

DSC03882
Według mnie karmienie mlekiem krowim własnych dzieci, tym bardziej kiedy samemu się jest na diecie wegańskiej, jest formą nadużycia władzy rodzicielskiej i powinno być karane.

Jednak może się okazać, że jestem zbyt surowa, gdyż tak sobie tylko w lodowatych leśnych okolicznościach biegnę, a myśli bez oporu w powyższe zdania formułują.

pape

Blog pepsieliot.com, nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.

Może rzuć też gałką tutaj:

7 mitów głównych, czyli, że nawet ten od zdrowego stylu życia ściemnia

Żywe mleko migdałowe, czyli zrób to sam DIY


Disclaimer:
Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, dlatego nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.


 

(Visited 2 433 times, 4 visits today)

Powiązane artykuły

  1. Magdika 6 października 2013 o 15:24
  2. justyna 6 października 2013 o 20:20

    Ostatnio też rozkminiałam o tym jak w szkole nas perfidnie okłamywano, narzucano już określone wizje i formy głównie z powodu nieświadomych nauczycieli. A propo mleka przypomniało mi się, jak w podstawówce rodzice płacili, by dzieci codziennie wypijały swoje racje. Były do wyboru smaki : truskawkowe , wanilinowe czy kakaowe. Takie mleczka w kartoniku z wesołą krową. Aż mnie zemdliło

    1. wera 6 października 2013 o 21:49

      pamiętam to kartonikowe mleko za moich szkolnych czasów. na szczęście moi rodzice na to nie poszli, bo wtedy mleka w ogóle nie piłam i uważałam je za ohydne. od dzieciaka do dziś mam taki wstręt do mleka. możnaby mnie torturować szklanką ciepłego mleka i wszystko wyśpiewam 😀 czyżby jakieś pozostałości instynktu, w końcu krowie mleko nie jest czyms naturalnym dla człowieka.
      pamiętam też okropne stołówkowe obiady. biały makaron z jakimś truskawkowym sosem(na mleku). nauczyciele nas pilnowali, talerze miały być opróżnione do zera. zawsze medytowałam nad takim daniem czekając aż belfer się oddali i będzie można pośpiesznie oddać niezjedzony obiad.

  3. joanna balaklejewska Wilson 6 października 2013 o 22:04

    Swietny wpis! Zgadzam sie ze wszystkimi tutaj przeslanymi madrosciami 😉

  4. openreach 6 października 2013 o 22:48

    ja mialam to szczescie ( a wlasciwie moj syn ), ze od niemowlecia mial uczulenie na laktoze….tak wiec problem mleka rozwiazal sie sam…..wyrosl z niego zajefajny 18letni przystojniak, ktory na moje narzekania ( nalecialosci wychowawcze nosi sie w plecaku zyciowym chyba do konca dni naszych ), ze znowu pojechal na piata lekcje do collegu odpowiada mi z usmiechem : Mom…life is for fun……nic dodac nic ujac :)))

  5. Łysica 7 października 2013 o 13:45

    Mniej więcej od 3 do 6 roku życia piłem mleko prosto dojone z wymienia do kubka,i w pierwszej klasie podstawówki miałem początki próchnicy, piłem ok.1 czasami 2 kubki(200ml) dziennie.A jak już ktoś chce pic mleko to najzdrowsze jest tskie jak pisze Pepsi ale żeby było zsiadłe.Bakterie w mleku zrobią to co naszemu organizmowi przychodzi z wielkim trudem, lub jest wręcz nie wykonalne.

  6. Jaspis 7 października 2013 o 17:09

    link z artykułu nie działa ?

    1. pepsieliot 7 października 2013 o 20:41

      Jaspis przepraszam, nie wiem co się stało, spróbuję odszukać jeszcze raz ten adres, bo wyrzuciłam już materiały pomocnicze do tego artykułu

  7. agnieszka 7 października 2013 o 20:42

    A mnie przydarzyło się takie oto coś – onegdaj miałam okazję być przez jakiś czas w Moskwie. Zdruzgotana ślepotą, albo ciasnotą poglądów (jakkolwiek) pomyślałam sobie, jak to dobrze, że u nas w kraju można jeszcze powiedzieć co się myśli – oczywiście jak się jest nikim, albo studentem 🙂 Doświadczenie to natchnęło mnie nawet do poświęcenia mojej pracy magisterskiej świadomości fałszywej, ale tryby życia codziennego wybiły mnie zupełnie z tego kursu. Trzeba było przetrwać, a jak Pepsi mówisz – nikt nie uczy nas przetrwania, a ja dodam – w żadnym sensie. Znakiem tego powielaj widoczne schematy, albo radź sobie sam. No to wyjechałam na oświecony, postępowy Zachód, najpierw Holandia, potem UK i załamałam się jeszcze bardziej, bo tutaj przeciętny człowiek ma totalnie wszystko we wiadomym miejscu – mentalnie. Ta cała tolerancja to jakieś Yeti – ktoś coś słyszał, ale nigdy nie widział. Paranoja goni paranoję – człowiek zdrowy, w pełni władz umysłowych, zdolny do pracy, etc… jest nikim. Jest dotąd ignorowany, dopóki nie musi polegać na instytucjach, a wtedy kaganiec, smycz i tresura – zrób dwa fikołki a dostaniesz baton 🙂
    Kolejne odkrycie to powszechny debilizm. Zbieg okoliczności sprawił, że pojawiłam się na kursie maturalnym z matematyki dla dorosłych autochtonów. Każdy kto zna tabliczkę mnożenia poczułby się na nim jak Einstein. I myślę sobie – to z powodu tych oto omnibusków ktoś może czuć się zacofany? I oto dowiaduję się, że w Polsce dzieje się to samo – programy są dostosowywane (podobno) do możliwości intelektualnych i poznawczych uczniów… znaczy się – norma przesunęła się ku dołowi, żeby większość mogła uraczyć świadectwa ukończenia przygody ze szkolnictwem – najchętniej definitywnie. Reasumując – tak, ja też dostrzegam epidemię debilizmu i mam wrażenie, że rozprzestrzenia się ona w sposób systemowy i konsekwentny. I jak tu walczyć? Bo przecież nie jego własną bronią…

  8. QQ 14 października 2013 o 16:12

    „- Mleko, wbrew powszechnemu mniemaniu, nie wzmacnia kości, tylko je osłabia. Zawarte w nim białko wypłukuje wapń z organizmu. Mleko krowie to najlepszy przepis na wózek inwalidzki – grozi.”

    ***Mleko znowu nie ma aż tyle białka by wypłukiwało wapń to raz.
    Dwa,że te stwierdzenie kłóci się z badaniami Dr.Roberta Heaneya, czyli zależność białko/wapń przy spożyciu 0,7g-2g/1kg mc.

    „W 2001 roku nowozelandzki badacz doktor Corrie McLachlan ogłosił wyniki badań, z których wynikało, że mleko, a właściwie zawarta w nim kazeina (rodzaj białka mlecznego), jest przyczyną chorób serca.”

    ***[Takie same brednie były wałkowane na temat cholesterolu (patrz reklamy margaryn sprzed iluś tam lat) ale coraz więcej osób zauważa,że cholesterol tak czy owak jest w organizmie i co najlepsze ma bardzo ważne role.]

    Zapewne chodzi o homocysteinę, powstałej z metioniny (ważny aminokwas, który należy dostarczyć najlepiej z białka zwierzęcego).
    Wpływ homocysteiny na zakrzepy itp jest wiadomy ale wiąże się on z zaburzoną równowagą organizmu,złą dietą ubogą w witaminy B6,B12 i kwas foliowy.
    Co ma z tym wspólnego kazeina (zwana białkiem nocnym) jako białko wolnoprzyswajalne,ze świetnym aminogramem i działaniem antykatabolicznym wie pewnie tylko szanowna pepsi.
    Oczywiście zaznaczam,że kazeina nie może być podstawą diety i nie należy szaleć z ilością białka na kg masy ciała.

    „Matko i Ojcze, oraz Szkoło, jeżeli upierasz się aby dać swojemu dziecko mleko, to tylko surowe i od zdrowej i czystek krowy karmionej nie skażoną trawą. Czyli już widać, że rzecz praktycznie nie wykonalna. ”

    Wykonalna. Trza się pofatygować jednak jechać na wiochę.
    Upierać? Jeśli ktoś nie ma sraki,trądzika itp to może śmiało pić.
    Ja niestety zauważam już gorszą tolerancję na laktozę.

    Tak na koniec spytam,że chciałbym zobaczyć ten megahiper szybki bieg w tych dżinsach.

  9. pepsieliot 14 października 2013 o 18:33

    kwestia dżinsów i kłusowania QQ: oj tam, oj tam :d. Jeżeli chodzi o białko nocne, czyli prolongatum, które ma zapobiec katabolizmowi nocnemu, to zamiast kazeiny, polecalabym raczej izolat serwatki, jedyne nie zakwaszające białko zwierzece, oczywiście jest to szybkie białko, ale płaska łyzka stołowa oliwy z oliwek extra virgin, albo najlepiej oleju z konopii, opóżni wchłanianie serwatki i uchroni przed głodem nocnym kulturystę, bo oczywiście o nim mówimy

    1. QQ 14 października 2013 o 19:19

      Napisałem,że nazywane jest jako „białko nocne”,a nie że ma zapobiec katabolizmowi nocnemu ponieważ czegoś takiego nie ma i jest to termin promowany głównie przez firmy produkujące suple.
      Nie chce mi się teraz szukać badań na ten temat.

      Kolejna sprawa,że nie wspominałem nic o kulturystach (czyli mięśnie na pokaz,stan przedzawałowy po sprincie).
      Dziękuje za izolat, nie skorzystam. Szkoda szmalu. Białka pochodzenia zwierzęcego mieszam z produktami alkalicznymi. Wychodzi taniej i zdrowiej.

      1. pepsi 14 października 2013 o 21:22

        wręcz przeciwnie, nie ma czegoś takiego jak sytuacja constans, przez cały czas jesteśmy, albo w anabolizmie, albo kataboliźmie, rośniemy, albo malejemy, a w nocy akurat obok regeneracji właśnie malejemy, wystarczy spojrzeć do lustra z rana,

        1. QQ 14 października 2013 o 22:39

          Chodzi mi o tą demonizowany mit,że jeśli się przed snem nie napchamy ( albo jak co niektórzy szaleńcy budzą się w nocy by wypić odżywkę) to się nie rośnie.
          Zwłaszcza tym mitem się opycha odżywki oparte na kazeinie (co nie znaczy,że są złe lecz jak wszystko źle można ją spożywać). Przy zaspokojeniu dziennego zapotrzebowania to nie grozi.

          Przez noc się pocimy. Rano jesteśmy odwodnieni. Proste.
          Dzienne wahania wagi wynoszą 1-2kg. Normalka.

  10. pepsieliot 14 października 2013 o 18:46

    w przypadku mleka chodzi o nieprawidłowy stosunek fosforu do wapnia

  11. lradosna 21 czerwca 2016 o 15:24

    Kocham ten wpis, Peps, mam podobne przemyślenia na temat sztampowego nauczania.

Dodaj komentarz

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się

  • Leczenie dobrą dietą

  • Najnowsze komentarze