logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
407 online
50 075 724

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
Biegam bo muszę, tyle, że nie zawsze muszę

DSC04481Biegam, bo muszę, tyle, że nie zawsze muszę.

Siema Ludzie,

Dzisiaj dla odmiany drogiej Socjecie wrzucę trochę osobistej destrukcji. A co? Rządzą mętlik i dezorganizacja.

Przeszłość

Należę do ludzi, którzy nie lubią grzebać w swojej przeszłości. Raczej z nikim nie rozmawiam na ten temat i staram się o tym nie myśleć. Nie mówię teraz o jakichś banalnych reminiscencjach, zabawnych sytuacjach, czy też rozkminek w kształcie: kiedyś tam poznałyśmy się i stąd ją znam, czy przytoczenie wypowiedzi pana od matematyki, mam na myśli tę przeszłość bardziej dramatyczną, odległą i istotną. Moich współczesnych problemów również staram się nie odnosić do przeszłości i nie analizować ich rudymentarnych przyczyn. Jednak jakbym sobie zadała pytanie, no dobra, można i tak, ale co zrobisz pepsi jeśli faktycznie twoja przeszłość ma na prawdę duży wpływ na twoje życie dzisiaj? Więc może, żeby móc sobie pomóc w teraźniejszości należy jednak zrewidować przeszłość?
Co gorsza właśnie można tak domniemywać, gdyż fakt iż tak wzbraniam się przed pogrzebaniem w swojej historii, gdy taka rzecz w ogóle ma miejsce, oznacza to, że przeszłość właśnie bruździ w mojej teraźniejszości.
Dziwne irracjonalne strachy, obawy, przykre prognozy przyszłości, wszystko może być konsekwencją negatywnych odczuć z dalekiej przeszłości i ogromną przeszkodą w realizacji siebie współcześnie. Możemy chcieć podświadomie wybierać swoich partnerów życiowych na podobieństwo swoich przeciwstawnych rodziców, możemy wychowywać swoje dzieci na podobieństwo metod wychowawczych własnych rodziców, możemy w naszych domach rodzinnych przestawiać siebie jako zupełnie inną osobę, bać się popełniania błędów i tym podobne behawiory.
Proces uświadomienia sobie pewnych rzeczy, które wydarzyły się w przeszłości i zrozumieniu jaki to ma na nas wpływ współcześnie nie jest specjalnie skomplikowany i jest dość oczywisty, a do tego można by go stosunkowo łatwo przeprowadzić, trochę zatrzymując się w przeszłości i analizując ze współczesnym doświadczeniem pewne fakty, jednak tylko niewielki procent populacji decyduje się na taką rozkminkę, gdyż własne Ego staje nam na drodze.
To Ego nie chce dopuścić do tego, abyśmy uświadomili sobie jak bardzo nasza przeszłość rzutuje na nasze współczesne niepokoje, gdyż nie znosimy kiedy coś dzieje się z nami jakby poza nami. Kiedy trzeba by się po prostu pogodzić z pewnymi faktami, uznać, że to jest poza naszą strefą wpływów, przede wszystkim WYBACZYĆ i z trzaskiem zamknąć ten rozdział.
Podobno nigdy nie poprawi się nam w teraźniejszości, kiedy nie pogodzimy się z przeszłością, gdyż mając stale nie zamkniętą pewną historię nie możemy pełną parą ruszyć z książką do przodu.

Teraźniejszość

Obudziłam się z myślą, że o dwunastej mam bieg wiejski organizowany przez parafię we wsi ościennej, bardzo cenna inicjatywa. Wstępnie byłam poumawiana z koleżeństwem, aczkolwiek jak to ja, zostawiłam sobie furtkę otwartą, gdyż ostatecznego zdecydowania u siebie jeszcze nie zauważyłam. W ogóle cierpię na pewną przypadłość, mam problem żeby się z wyprzedzeniem z kimś umówić, gdyż działa to na mnie taką wielką presją, że ciągle przekładam termin, zmieniam i wiję się jak w ukropie. Myślałam, że to tylko moja cecha, a tu okazało się, że rzecz została u wielu osób zdiagnozowana i nawet Rejczel, czyli Jennifer Aniston w filmie Nadchodzi Polly, cierpiała na tę samą dolegliwość, niemocy z wyprzedzeniem podjęcia wydawałoby się, dość prostej decyzji. W związku z tym w mojej szufladzie leży kilka biletów na ciekawe wydarzenia, nigdy nie wykorzystanych.
W konsekwencji ambiwalentnych odczuć i nie miłego miotania wybrałam się na zwykły poranny trening biegaczy 10 kilometrów po lesie i wykonałam zadanie, co automatycznie wykluczyło moje nogi z biegu o dwunastej. Rzeczony bieg miał alternatywę, można było kłusać 7, albo na 12 i pół kilometra.
Jeżeli miałabym ów bieg traktować jako po prostu trening, to musiałabym oczywiście wybrać ten na 12 i pół kilometra, jednak miałam kilka zastrzeżeń typu:
Uno, trasa biegła przez wieś, a skoro biegam osobistym tempem, ani nie szybko z czempionami, ani nie całkiem wolno z maruderami było prawdopodobieństwo, że będę musiała biec sama, a więc bardzo istotną stała się kwestia dziwnych wiejskich psów, które wręcz nienawidzą biegaczy, tak samo jak listonoszy.
Druga sprawa, z tego co wiem w biegu nie uczestniczyli żadni witarianie, więc również nie porozstawiano żadnych toi toi, bo komu oprócz witarianina na 811 potrzebny jest wychodek podczas tak krótkiego biegu, kolejny brak zrozumienia dla inności.
Po trzecie i najważniejsze, powyższe dystanse zupełnie mnie nie inspirują, gdyż moje możliwości na tak krótkich, i jednocześnie przewrotnie, przez swoją długość wyczerpujących maksymalnie odległościach, są nierozpoznane. Nie wiedziałabym jak biec strategicznie  i jak rozkładać siły i co jest moim atutem nie wiedziałabym, i czy w ogóle miałabym jakiś atut do dyspozycji.
To są zwykłe treningowe odległości, ale wykończyć się bez sensu na biegu i rozpędzić puls do nie wiadomo jakiego, nie zdecydowałam się.

Było trochę niesnasek, gdyż występowałam, nie występując  jako osoba publiczna, w sensie ta, która napisała książkę Biegam bo muszę, jednak pepsi eliotka nie pobiegła z siostrami i braćmi, gdyż widocznie w tym momencie nie musiała.
Niby teraźniejszość, a już się nie zadziała.

biegam bo jestem śmieszna

Przyszłość

Przyszłość jeszcze nie istnieje

pape

(Visited 371 times, 1 visits today)

Powiązane artykuły

  1. kamir 15 września 2013 o 17:26

    Nie biegam, bo nie chce … tak mi zostało od SP. Na szczescie znam malo madrosci … moze cale 3 … Wpis moge skomentowac tylko tak ” Był raz starzec, który miał syna jedynaka i konia. Pewnego dnia koń wyrwał się z zagrody i uciekł na wzgórza.
    – Uciekł ci koń? A to pech! – mówili sąsiedzi.
    – Czemu tak mówicie? – pytał stary. – Skąd wiecie, że to pech?
    I rzeczywiście, następnej nocy koń wrócił do zagrody, gdzie go zawsze karmiono i pojono, prowadząc ze sobą tuzin dzikich koni. Syn gospodarza zobaczył je, wymknął się bocznym wyjściem i zamknął bramę. Nagle mieli teraz trzynaście koni zamiast żadnego. Sąsiedzi usłyszeli dobrą wieść i pobiegli do gospodarza.
    – Trzynaście koni! Ale ty masz szczęście! On zaś odparł:
    – Skąd wiecie, czy to szczęście?
    Parę dni potem jego syn próbował ujeżdżać jednego z dzikich koni; został zrzucony i złamał nogę. Sąsiedzi znów przyszli wygłosić kolejny pochopny sąd:
    – Twój syn złamał nogę. To ci pech! Mądry gospodarz znów odrzekł:
    – Skąd wiecie, czy to pech?
    I rzeczywiście, niedługo potem w okolicy pojawił się dowódca wojskowy i zorganizowano pobór. Wszyscy sprawni młodzieńcy zostali wzięci do armii i wysłani na wojnę, z której nigdy nie wrócili. Zaś syn gospodarza ocalał, bo miał złamaną nogę”.
    Staram sie tylko byc obserwatorem, raz wychodzi innym razem nie. Nie analizuje (jak obok). To co nie rozumiem, zakladam katalog, daje nazwe i przenosze do pamieci dlugiej, jak nie chce nie otwieram tego katalogu, jak pojawi sie zdarzenie, informacja podobna, to otwieram katalog, zapisuje i ponownie wrzucam do „tyłu”. Kiedys moze przyjdzie rozwiazanie calosci … albo i nie.

  2. pepsieliot 15 września 2013 o 17:53

    Znałam tę przypowieść, ale dawno o niej zapomniałam, jednak bywa, ze się w życiu sprawdza i to co się nam wydaje szalenie beznadziejne może przeobrazić się w istotną wartość, ciekawe w co przeobrazi się obecny kryzys

  3. krystyna 15 września 2013 o 18:36

    Śliczna i słodka jest ta mała dziewczynka.

  4. kamir 15 września 2013 o 22:34

    3 raz pisze ;/. Jesli chodzi o kryzys … z bieganiem to nie umiem pomoc. Jesli chodzi o ten z 08 to np polecam strone independenttrader (pan g pomoze). Jest tam kilka wpisow i wywiadow, jak to mniej wiecej bedzie. Sa tez inne miejsca, gdzie mozna sie o tym dowiedziec. Problem tylko jest taki, ze istnieje kilka rodzajow prawd plus statystyka i mozna domniemywac, ze dziala masa agentow i przeplataja fakty z bajkami. Ja tam uwazam, ze bedzie jeszcze „ciekawiej”. Temat jest zbyt rozlegly i to wszystko opieraloby sie o twierdzenie typu chyba, prawdopodobnie itd a ja gdzies posiałem rożdżke … a moze jej nigdy nie miałem … a moze to była kula z obrazkami. Dlatego lepiej byc obserwatorem i zdawac sobie sprawe z tego co moze sie wydarzyc (szeroko rozumiana wiedza moze pomoc). A czy sie to zdarzy i czy wiedza pomoze, a moze bedzie jej za malo … to czas pokaze. Jesli sie nic nie zdarzy to chyba lepiej i potraktuje to jako doswiadczenie zyciowe, a moze .zaczne biegac albo cos innego.

    1. pepsieliot 16 września 2013 o 08:45

      nie mam na szczęście kryzysu z bieganiem, wiec jak na razie mam lekarstwo na ten drugi

  5. gosia 16 września 2013 o 15:34

    Domyśłam się,że to Ty na tym zdjęciu,aniołek wcielony normalnie ,śliczna laleczka 🙂
    Ja ze swoją przeszłością nigdy się nie pogodzę…szkoda,że się nie da zacząć jeszcze raz 🙁

  6. Ratlerek 16 września 2013 o 17:10

    Pepsi, nie znam się na psychoanalizach, ale weź zacznij ćwiczyć w dupiemanie, bo się kobieto zamęczysz tym rozbijaniem g. na atomy.
    Jak już miałaś za dużo czasu i wymyśliaś, że biegnąc średnim tempem, będziesz jedyną osobą biegnącą średnim tempem i przez to zeżrą Cię wiejskie kundle, to było wziąć tego stracha za rogi i pobiec sprawdzić czy faktycznie te kundle tam zżeraj i czy faktycznie biegnąc średnim tempem będziesz jedyna, która nie biega ani szybko ani wolno.

    Bo, średnim tempem to biega większość, o czym spieszę donieść.
    A podbijanie sobie pulsu ponad normę skutkuje powysiłkowym wystrzałem endorfin, co na ogół likwiduje tak z 98% problemów życiowych przynajmniej na godzinkę czy dwie. Zwłaszcza tych powstajacych z nadmiaru rozkmin nad Uniwersum. 😉
    Ale ja to prosta baba jestem, więc może się mylę, że bardziej by Ci posłużyło starcie z psami przy pulsie choćby i 220, niż dyrdanie w kółko Macieju tego samego.

    BTW, na brak toyków nie mam koncepcji, może się napchać zamiast zieleniną przed startem, białym eko ryżem i eko kakaem? (kakao?, jak to się odmienia?)
    Powinno z lekka zakorkować.
    Pozdrawiam!

    1. pepsi 16 września 2013 o 18:48

      ratlerek dzięki za rezolutne uwagi, ale w kwestii biegaczej sraczki to niestety nigdy nie wiadomo, kiedy postanowi zaatakować 🙂

  7. Shojin 16 września 2013 o 17:12

    Pepsi moja Droga, może nieco nie w temacie, ale tak mi się zastanowiło.. ..czy Twoją książkę można albo będzie można kupić w formie eBooka zamiast papierowej?

  8. pepsi 16 września 2013 o 18:49

    Shojin będzie, ale o tym niestety decyduje już wydawca, natomiast Znachorzy czyli uzdrawiajaca manifa będzie już wkrótce na tym blogu go kupienie w postaci e-booka właśnie

Dodaj komentarz

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się