logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
191 online
54 234 272

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • Błądzę, ale trzymam wszystkie nici

    gorilla i banan

    Błądzę, ale trzymam wszystkie nici

    Hej Ludziom wszystkich nacji, w tym Eskimosom,

    Zrobię parę dni przerwy w dalszym pastwieniu się nad China Study, oraz przed ogólnym podsumowaniem zagadnienia moim małym rozumkiem, bowiem nie wszystkich ten temat interesuje, to raz, a dwa, że sama potrzebuję chwili zastanowienia. Myślę, więc może jestem.

    Jestem od lat na roślinnej diecie, używam tej nazwy również celowo, gdyż nie jestem weganką, ani wegetarianką, jak już wiedzą moi czytelnicy, gdyż suplementuję omegę-3 z oleju rybiego, oraz D-3 z runa owczego, a także B12 jako produkt istot żywych, czyli bakterii, więc nie jestem wegetarianką nawet.

    Do tego od ponad dwóch lat jestem na tak zwanej 811, co oznacza, że spożywam 80% kalorii z węglowodanów, 10% kalorii z tłuszczu, a pozostałe 10% stanowi białko. Moja dieta opiera się głównie na jedzeniu surowych owoców i warzyw w 80%. Reszta to gotowana kasza jaglana, ryż i soczewica, oraz prażone wodorosty, gdyż rzadko udaje mi się kupić surowe, a nawet jak takie się pojawiają trzeba wziąć pożyczkę z banku.

    Jest zasada, której należy się trzymać, kiedy jesz taką ilość węglowodanów prostych i złożonych oczywiście też, ale wszystkich niepokoją bardziej te proste, czyli fruktoza owocowa, czy glukoza, to nie możesz jeść więcej niż 10% kalorii z tłuszczu.

    Groźby jakie według niektórych znawców tematu wiszą nad moją głową są następujące, że fruktoza otłuści mi wątrobę i poziom trójglicerydów skoczy nieprzyjemnie, że trzustka nie będzie w stanie wyprodukować takiej ilości insuliny, żeby rozprowadzić cukier z żył do komórek i nabawię się najpierw candidy, a następnie cukrzycy.

    Że pozbawię się niezwykle ważnej B12. Że będę miała za mało żelaza. Że taka ilość błonnika zniszczy mi jelita, a zbyt mała ilość tłuszczu w diecie pozbawi kosmki jelitowe smarowania. Oczywiście trochę trywializuję. Że mój mózg będzie się szybciej kurczył, ze względu na zbyt małą podaż omega-3, bo pokarm roślinny nie jest w stanie dostarczyć kwasów omega -3, które byłyby tak przyswajalne jak z oleju rybiego, że w związku z tym kurczeniem dostanę Alzcheimera.

    Że tym witarianizmem zdemineralizuję sobie kości, bo nawet jak będę jeść dużo wapnia w zielonej szamie, to i tak z powodu braku witaminy k2, bo natto jest paskudne w smaku i trudne do kupienia u nas, która, ta k2 jest dajmy na to w jaju zdrowej nioski karmionej między innymi zieloną trawą, a więc z powodu braku k2 (paradoks wapnia się kłania, TUTAJ) wapń rozejdzie mi się byle gdzie, a nie przylepi się do gnatów i zębisków.

    No dobrze, wystraszam się i idę na witarianizm wegański z większą ilością tłuszczu, kosztem węglowodanów i co się dzieje? Zaczynam na każdym kroku jeść za dużo omega-6 i to jest już bardzo złe dla błon komórkowych i generalnie nie zdrowe. Zaczyna się niepokojąco wchodzić na wysoko tłuszczówkę, ale nie tą Atkinsa, która stoi w głębokiej ofensywie do roślinożerstwa i podobno leczy, ale na jakąś dziwaczną dietę schorowanej po 17-tu latach na witarianizmie wysoko tłuszczowym Boutenko.

    Victoria-Boutenko

    Jest jeszcze kwestia podgrzewania potraw. Jak można nagle odejść od witarianizmu kiedy wie się, jakie związki chemiczne powstają po smażeniu potraw. No a enzymy zawarte w surowym jedzeniu, które giną po podgrzaniu do 41 stopni z haczykiem? Niektórzy mówią, że w pożywieniu surowym ich nie ma, tych enzymów, bo pokarm sam by siebie wszamał.

    Czyli, że w naturalnych pokarmach nie ma enzymów? Nie ma tego białka, które sprawia, że pokarm się lepiej trawi i, że możesz zaoszczędzić swoje własne enzymy metaboliczne? A wiadomo, że ze zużyciem ostatniego enzymu musimy też odłożyć widelec?
    Jesteście pewni, że tam ich nie ma?

    Nie da się takiego badania przeprowadzić, żeby sprawdzić, czy w surowym jabłku jest białko enzymatyczne? Czy do tego potrzeba cudów? A inni mówią, no dobra, nawet jak są to i tak soki żołądkowe je wykończą w try miga.

    To po co w takim razie mamy enzymy trawienne w ślinie, przełyku? Robiłyby przecież głupią robotę, a nasze organizmy nie robią głupiej roboty nigdy. Chyba, że zostają do tego ostatecznie zmuszone.

    A kwestia potasu w diecie, jednego z najważniejszych składników diety, która jest w stanie dotlenić komórki. A tak na zdrowy chłopski rozum czy cukier z cukierniczki, czy syrop kukurydziany, czysta fruktoza to to samo co słodki banan, czy dojrzałe jabłko? Czy naturalny rozpuszczalny błonnik nic nie ma do powiedzenia?

    Jest sprawa z Eskimosami, oczywiście tymi odżywiającymi się tradycyjnie, a nie ucywilizowanych maksymalnie jedzeniowo, a więc oni mają tłuszczu w pasie masę, mają wysoki poziom cholesterolu, ale nie chorują na serce, ani na raka jelita grubego, rzadko, bo jedzą nieprawdopodobne ilości omega-3.

    Ale na co w takim razie umierają Eskimosi, skoro nie ze starości, bo nacja ta żyje wyjątkowo krótko? Co jest przyczyną?

    Hipotermia, hi, hi, to dżołk.

    Nie mówiąc o tym, że te statystyki jeszcze sztucznie są zaniżane przez sporą ilość samobójstw, tym bardziej, że od pradziejów podobno samobójstwa Eskimosów były w dobrym tonie. P Mówi się, że są smutni, bo mają mało słońca i wprawdzie D3 ciągną z ryb ile wlezie, ale radości wytrzymałościowca po pasta party nie ma w nich za grosz.

    Może są smutni i szybko umierają, bo yyy …. mają za mało radosnych węglowodanów w diecie? Nie chcę spłycać i żartować, ale są też minusy obżerania się tak wielką ilością omega-3, która do tego stopnia rozrzedza im krew, że cierpią na długotrwałe krwawienia z nosa, nawet po kilka dni.

    eskim

    Chorują też na różne choroby zwyrodnieniowe, ale niejako raki nie są przyczyną ich zgonów, ale z drugiej strony jakby nie dożywali do czasu kiedy raki najbardziej atakują, kiedy komórki się mutują.

    Będę bardzo dokładnie rozkminiać dietę wysoko tłuszczową, nie po to, żeby nagle zacząć jeść zwierzęta w dużych ilościach, ale żeby ewentualnie mieć świadomość co tracę i na co się porwałam wybierając dietę wysoko węglowodanową, ale nie wegetariańską. Chociaż ja nadal uważam się za roślinożercę.

    Pożywienie musi być jak najbardziej naturalne i każdy przy zdrowych zmysłach przyzna rację, że pożywienie najmniej przetworzone jest dla nas właściwie. Nigdy nie dojdziemy też do porozumienia w kwestii czy człowiek jest bliższy małpie jak sądzę ja, czy dajmy na to psu jak sądzą inni. Czyli czy jest roślinożercą, czy wszystkożercą, bo to , że nie jest drapieżnikiem mięsożercą już żeśmy sobie wszyscy dawno ustalili.

    Moje rozkminy pójdą obecnie w tym kierunku, że muszę mieć świadomość, że wybieram na ten moment najlepszą dla siebie opcję. Że dieta roślinna, wysoko węglowodanowa, normalnie białkowa i nisko tłuszczowa, przy czym wysoko potasowa i nisko sodowa jest najlepszą jaką mogę dla siebie wybrać. Nie tylko z powodów etycznych.

    Nie polemizuję na razie z dietą z tłuszczami wielonasyconymi, ale wiadomo jest, że na diecie roślinnej ta opcja odpada, że mogłabym tylko jeść łyżkami olej kokosowy i ewentualnie popijać olejem z konopi.

    Bowiem Droga Socjeto, o ile faktycznie są ludzie, którzy decydują się na dietę wysoko tłuszczową, zwykle są to byłe wszystko jedzące grubasy, bo faktycznie na tej diecie chudną i spada im cholesterol i cukier, no może z jednym minusem, że bez specjalnego preparatu z błonnikiem nie są w stanie się wypróżnić, ale chudną bez uczucia głodu.

    Generalnie nie kpię, wybrałam drogę, polecam ją wielu osobom i muszę mieć pewność, że na ten moment jest to najbardziej właściwy wybór. Jeżeli będę miała watpliowości powiem o tym Drogiej Socjecie i poszukam czegoś innego. Na razie w tym tkwię. Mój mózg nie zmaleje mam nadzieję w najbliższym czasie, bo łykam omegę -3 z oleju rybiego, ale nie może być mowy o żadnej eskimoskiej przesadzie w moim przypadku.

    I jeszcze przykład z surowym jabłkiem. Ludzie nie mogą go zjeść, bo jest dla nich niestrawialne. Czy to jest normalne? Czy doprowadzenie swoich trzewi do tego, że nie można się skontaktować ze świeżym owocem czy liściem jest normalne?

    rawbeautiful

    A wysmażony smalec wypić jest ok? Jabłko pieczone zepsuje się za 3 lub 4 dni nawet w lodówce, a jabłko surowe przetrwa całą zimę w lekkim chłodzie. Potem jeszcze z niego może wyrosnąć jabłoń w razie czego. Co może dla nas zrobić cudze martwe ciało w krtani, przełyku i w końcu w odbycie?

    No dobra na tym kończę część osobistą. W następnym dzisiejszym wpisie będzie już bardziej optymistycznie.

    Kochani błądzę, ale wyjdę z tego.
    Serdeczności
    Jor spepsikowany

    (Visited 779 times, 1 visits today)

    Powiązane artykuły

    1. Kasia S 18 marca 2014 o 18:52

      Dzięki Ci OGROMNE za tego bloga! Wielka robota i super sprawa! Podziwiam! I czytam wszystko, odnośniki, materiały źródłowe, które podajesz i we łbie mi się w końcu wiele spraw poukładało! Szacun, pozdrowienia i wytrwałości życze!
      Kasia

    2. pepsieliot 18 marca 2014 o 18:57

      Kasiu ściskam & kissssssssssssssss

    3. Ag. 18 marca 2014 o 19:46

      Hejcio Peps,

      Mam takie zapytanie: dr Fuhrman napisał w „Jeść by żyć” , że większość oleju rybiego w kapsułkach okazuje się zjełczała. co Ty na to?

      A to artykuły fundacji Wiemy co jemy nt Eskimosów i oleju kokosowego, które do mnie przemawiają:
      https://www.facebook.com/WiemyCoJemy/photos/a.385350298158799.112416.181055951921569/840148729345618/?type=1&relevant_count=1

      https://www.facebook.com/WiemyCoJemy/photos/a.385350298158799.112416.181055951921569/789015881125570/?type=1&theater

      owocowe pozdro:)

      1. pepsieliot 19 marca 2014 o 08:45

        Ag. ja biorę TiB i zawsze przecinam kapsułkę i piję tylko środek i nigdy nie spotkałam się ze zjełczałym, natomiast olej lniany owszem, praktycznie każdy był zjełczały

        1. Ag. 19 marca 2014 o 11:44

          Dzięki za odpo:) Lubię Twój obiektywizm! I choć na razie wybieram same rośliny, to na pewno nie przestanę poszukiwać wiedzy.

    4. Bastoni di fashion 18 marca 2014 o 20:50

      Pepsi tak trzymaj jesteś super……

    5. Edyta 18 marca 2014 o 20:58

      Pepsi, Ty mieszkasz w takim slicznym miejscu?

      Mam uwagi.
      Co sie tyczy tluszczu i ilosci tluszczu w diecie najbardziej przemawia do mnie ta argumentacja: kazdy tluszcz kiedys jelczeje. Rowniez te, ktore buduja blony komorkowe w naszych organizmach. Zjelczaly tluszcz jest wysoce szkodliwy, dlatego musi byc usuniety, wymieniony, tak jak wymieniasz olej w silniku. Powiem wprost: 10 % tluszczu wydaje mi sie za malo, zeby zaspokoic proces wymiany na biezaco.
      Co do enzymow. Jak to jest. iszesz, ze kiedy ostatni enzym sie skonczy to odkladamy widelec. To enzymy nie sa produkowane wciaz na nowo? Czy to byl skrot myslowy? Prosze, rozwin, bo nie rozumiem, a mnie zaciekawilo.

      1. pepsieliot 19 marca 2014 o 06:20

        Edyto, no w ślicznym.
        Tutaj coś znajdziesz, jak opuścisz sprawy Harappy
        http://pepsieliot.wordpress.com/2014/02/03/enzymy-brac-czy-nie-brac-oraz-czy-upadniemy-jak-harappa/

    6. Mag-lena 19 marca 2014 o 07:27

      Eskimosi krótko żyją, bo jak widać na zdjęciu, nie noszą czapek:).

    7. Ewa 19 marca 2014 o 11:25

      Co to za tran TiB?

      1. pepsieliot 19 marca 2014 o 13:19

        jakby co wejdź na stronę i przeczytaj, nie ma takiego drugiego w Polsce, biorę go i bardzo cenię

    8. magnessss 19 marca 2014 o 11:49

      this is bio 🙂

    9. Łysica 20 marca 2014 o 07:22

      Pepsi, istnieją tłuszcze wielonasycone?
      Pytam bo nie znam takich

      1. pepsieliot 20 marca 2014 o 09:30

        wielonienasycone

    Dodaj komentarz