logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
294 online
52 925 375

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
Cholerna 811

Miłościwie witam Witariaństwo i nie tylko, w drugim dniu wiosny.

Na nic się zda mówienie na wstępie że elo, elo ja tu powiem to i owo, coś niecoś, możecie skorzystać, możecie ze śmieciami wynieść w koszu, ale ja nie jestem naukowcem, ja tylko czytałam młodego technika i teraz nauczam.
Nie będę już tak robić, jakbym kiedyś robiła.
Skoro słyszałam wielokrotnie od witarian i sama nawet cytowałam na tym blogu, między innymi Frederica Patenaude , że w rezultacie wszystko co zjemy czyli węglowodany, białko i tłuszcze do krwiobiegu dotrą w postaci cukrów prostych. To co w naszym krwiobiegu robi w takim razie tłuszcz blokujący cukier? A jak w takim razie do komórek mięśniowych dotrą aminokwasy powstałe z rozłożenia białka z produktów?
I znowu przychodzi mi na myśl porównanie, że tak jak kulturysta modli się do białka i przypisuje mu jedynie zalety, pomijając poważne wady wynikające z jego właściwości zakwaszających organizm, tak wyznawca 811 modli się do węglowodanów naciągając prawdę, że of course Kopernik była kobietą.
Oczywiście różne teksty źródłowe, podają różne wyniki badań czy różne hipotezy i nie o takich rozbieżnościach mówię. Wystarczy podać źródło. Ale jest też wiedza bezwzględna na dany moment historii poznawczej. I do niej bezwzględnie należą procesy trawienia i metabolizmu węglowodanów, białek i tłuszczów.

Dlaczego nie sprawdziłam tej wiedzy zanim zaczęłam cytować niektórych witarian?
Wiem dlaczego. Bo jak przerzuciłam  pierwszych kilka stron prawdziwie naukowej pracy o metabolizmie białek czy tłuszczu. To okazało się, jak zresztą podejrzewałam, że jest to wielce skomplikowana wiedza, pełna nieznanych mi nazw i procesów, niezwykle wymagająca, logiczna dla erudyty znającego biochemię i fizjologię i anatomię naszych organizmów. I można się w nią zagłębić, ale trzeba poświęcić na to tyle czasu ile trwają studia, nawet eksternistyczne.
Brakowało mi w wypowiedziach wielkich witarian przede wszystkim logiki właśnie. Bo skoro boimy się tłuszczu, oblepiającego ścianki naczynia krwionośnego i blokującego w krwiobiegu wydostawanie się cukru do komórek organizmu, to jednak ten tłuszcz w formie tłuszczu się tam jakoś znalazł, w krwiobiegu, a nie w formie cukru prostego. A dodatkowo przecież hemoglobina to po prostu białko, czerwony barwnik krwi. Czyli w krwiobiegu człowieka znajdują się zarówno cukry, jak białko, jak i tłuszcz.
I metabolizm węglowodanów, tłuszczu i białek, nie sprowadza się do tego że wszystko zamienia się w cukier. Chyba, że naciągnięto pod tę teorię następujące zjawisko. Krążące we krwi aminokwasy są wykorzystywane przez komórki zgodnie z ich zapotrzebowaniem, a ich nadmiar usuwany jest przez wątrobę. W wyniku rozkładu aminokwasów powstaje amoniak (pod postacią mocznika wydalany przez nerki) i łańcuch węglowy, który może być użyty jako źródło energii.
Ale i tak nie można stwierdzić, że wszystko jest węglami prostymi w ostateczności i do tego we krwi.
Obiecuję Wam od dziś, że zastanowię się nad każdą bzdurą i uproszczeniem myślowym. Ktoś zrobił jakiś skrót myślowy. Ktoś jeszcze skrócił skrót. Przypadkowo wyleciały istotne, a niekiedy najważniejsze rzeczy i dostaliśmy wyrafinowaną kupę. A ją się najlepiej powtarza, bo pasuje do teorii.

Ten mój wstęp nie oznacza, że skrót myślowy przedstawiający rolę tłuszczu blokującego szybkie rozprowadzenie cukru z krwiobiegu do komórek i będącego katalizatorem zjawiska nadmiernego narastania cukru we krwi nie jest prawdziwy. Ale przez natrafianie na ignorancję, nawet faktom i racjom odbiera się wiarygodność.
A do tego są jeszcze niezbędne kwasy tłuszczowe, które powodują, że błona komórki organizmu jest elastyczna i prawie płynna i lepiej przez nią dostają się składniki odżywcze do komórek. Żeby komuś nie przyszła do głowy chęć maksymalnego zminimalizowania tłuszczu w diecie. Siemię lniane rządzi.

Faktem jest, że dieta wysoko tłuszczowa jest bardzo groźna dla człowieka. Nawet jak oparta jest na zdrowych, surowych tłuszczach roślinnych. I tego się trzymajmy. Ale komórki naszego organizmu wykorzystują tłuszcze jako bezpośrednie źródło energii, element budowy błon komórkowych, a także jako materiał do produkcji wielu ważnych związków, jak hormony sterydowe czy sole żółciowe.
Prawdą niepodważalną jest również fakt, że węglowodany są najszybszym i przez to najłatwiejszym źródłem energii dla organizmu człowieka. Podstawowym pokarmem dla wszystkich komórek jest glukoza, dlatego inne cukry proste wchłonięte w jelicie, jak fruktoza i galaktoza, w wątrobie przekształcane są właśnie w ten składnik. Wszystkie komórki potrzebują ciągłych dostaw glukozy, zwłaszcza zaś komórki mózgu, bo nie potrafią one magazynować glukozy, a pozbawione jej dostaw po kilku minutach przestają funkcjonować. To była właśnie ta mega głupota z mojej strony, to nieodpowiedzialne niedostarczenie sobie cukru podczas maratonu.
Białko zaś to przede wszystkim budulec, ale pełni także funkcje enzymów, hormonów i neuroprzekaźników, w całkowitej zaś ostateczności, energii.

Dorota na stronie Ewci, zadała pytanie. A co w sytuacji gdy tłuszczu i bez jedzenia jest dużo, bo ma się nadwagę i w związku z tym duże zapasy tłuszczyku w całym organizmie? Co wtedy jeść?

Pomimo tego, że jest to pytanie do Eve, i wczoraj słuchałam nagrania audycji radiowej, którą prowadzi z Anią Sośnierz i wiem, że poruszyła to zagadnienie i dała odpowiedź. Uważam, że wiele osób może interesować ten problem i dlatego go tutaj wkładam.
Dieta 811 całkowicie na surowo, to również bardzo silna detoksykacja organizmu. Więc Eve odradza takie diametralne przejście na surową 811. Eve mądrze i rozważnie radzi stopniowo, posiłkować się na początku jeszcze gotowaną skrobią. Głównie chodzi o zbyt szybkie odtruwanie organizmu i być może należałoby wprowadzić wtedy lewatywy.

Pepsi dodaje. W terapii Gersona jest to dobrze opisane. Sprawa lewatyw.
Tłuszcz zgromadzony, szczególnie u kobiety w okresie rozrodczym o typie budowy ciała, drobna góra, wąska talia, duży dół. To jest typ estrogenny. Raczej nie ma jeszcze tłuszczu zgromadzonego pomiędzy organami wewnętrznymi , a także nie odkłada się on jeszcze w formie złogów cholesterolowych. Bardziej problematyczną figurą jest sylwetka typu jabłko, ze zgromadzonym tłuszczem w pasie. Można jednak zawsze łatwo zbadać poziom cholesterolu we krwi. Więc teoretycznie dla typu estrogennego dietę nisko tłuszczową surową 811, można by zacząć od zaraz. Do tego mając na uwadze jaką kapitalną rolę odgrywa błonnik w gospodarce tłuszczowej organizmu. Działa jak szczoteczka oczyszczająca jelita. A na surawce jest go najwięcej, więc można by zacząć tak 75 % surowego i 25% gotowanej skrobi, albo jeszcze lepiej 80 i 20.
Czyli podsumowując, to że masz za dużo tłuszczu na ciele nie oznacza, że masz zatkane tętnice. I odwrotnie, nawet szczupłe osoby mogą mieć podniesiony poziom złego cholesterolu we krwi.
I nawet kiedy złogi miażdżycowe doprowadziły do stwardnienia i zwężenia tętnic, to w wyniku diety wegańskiej o dużej zawartości błonnika przepływ krwi się poprawia. Czyli nawet ten proces jest odwracalny. Chociaż lekarze kardiolodzy twierdzą, że ratunkiem jest tylko operacja bajpasów. Natomiast są kliniki w Meksyku, bo w Stanach nie można leczyć dietą, gdzie cofają się te przykre zjawiska za pomocą diety, bliskiej surowej wegańskiej 811. Osiem części kalorii z węgli, jedna część z białka i jedna część kalorii z tłuszczu.

Ludzie zadają pytania, chociaż po stokroć słyszeli już odpowiedź. Ludzie nie chcą dedukować. Ludzie nienawidzą być Herlokami Szolmsami. Chcą konkretnie znać odpowiedź na swoje szczegółowe pytanie. Bo to ich akurat boli w danym momencie. Zresztą potem i tak zapomną co usłyszeli w odpowiedzi. Dlatego tak wszystko jest stokrotnie wałkowane. I dlatego wydawane są co miesiąc specjalistyczne periodyki w których zawsze jest to samo.
Powoli jak słyszę 811, czy bardziej dostojnie 80/10/10 to odrobinę mam już uczucie takiego przegadania tematu, a jednocześnie absurdalnie chęć dalszego drążenia.

Dr. Doug Graham jest lekarzem. Przebrnął na trudnych studiach przez hektometry wiedzy. Potem analizował, analizował. I dopiero na te mocne podwaliny nałożył swoje konkluzje. I wyszło mu 80/10/10. Eve przetłumaczyła część rozdziału o węglach z jego książki. Jestem jej bardzo wdzięczna, bo nie miałam dostępu do pdfa. Ale teraz mam dzięki Asi BW. Uśmiech.
I z tego proponuję korzystać.
Patrzmy na źródło i oceńmy czy mamy do czynienia z wiarygodnym rudymentarnym ojcem teorii czy też małym epigonem, który nie wszystko zrozumiał, a część zmyślił.

Ogłoszenia parafialne.

Emilka,

Gluten, w czym się zawiera każdy wie.
Zboża zawierające gluten (pszenica, żyto, jęczmień, owies) zawierają co najmniej różnych 15 sekwencji opioidów, które są silnie uzależniające i przypominają morfinę, dzięki czemu mają psychoaktywne działanie na nasz organizm wywołując między innymi choroby neurologiczne, zatwardzenia, wzdęcia, zatrzymanie moczu, mdłości, wymioty, stłumiony kaszel i wiele innych.
Alergie na gluten (celiakia) przyczyniają się do takich chorób jak astma, artretyzm, zespół chronicznego zmęczenia, choroby crohna, cukrzyca typu 2, depresja, choroby skóry (egzema, łuszczyca), fibromilagia, zespół jelita drażliwego, migreny, chłoniaki (lymphoma) (choroby nowotworowe wywodzące się z układu chłonnego), nowotwór układu trawiennego.
Coraz częściej lekarze widzą też powiązania między glutenem i chorobami takimi jak autyzm, schizofrenia i niektóre choroby autoimmunologiczne. Z tłumaczenia Ewci, książka dr.Graham

Inną częstą przyczyną zaburzenia wchłaniania lipidów i minerałów jest nietolerancja na gluten.
Gluten powoduje podrażnienia i stany zapalne ścian jelit i degenerację kosmków absorpcji. Zamiast długich i wysmukłych, ulegają stępieniu co obniża ich powierzchnię absorpcyjną. Złe wchłanianie tłuszczów skutkuje obecnością nadmiaru tłuszczu w kale. Stolce mają oleisty wygląd, mogą ożesz pływać i są szczególnie wstrętnie woniejące. Cuchną jak skunksy. To powoduje chroniczne niedobory minerałów, kwasów tłuszczowych i witamin rozpuszczalnych w tłuszczach.

Emi,
…Mam następujące dwa problemy – jeden to pewne problemy skórne, które mam od dzieciństwa …. – drugi, że budzę się zmęczona, choć staram się spać ok. 8 godzin na dobę przy otwartym oknie, nie kłaść się późno, a jednak brakuje mi energii przez cały dzień.

A więc Emi, zdecydowanie odradziłabym pumpernikielek.
I w ogóle cały gluten won. Przynajmniej na pewien czas zrób sobie taką próbę. Patrz wytłuszczenia w tekście Grahama powyżej.

Emi uprawia aktywność sportową 3-4 razy w tygodniu, a będzie jeszcze lepiej, bo pora roku nam w większości sprzyja. Emi podjada słodycze od czasu do czasu, chyba, że coś źle zrozumiałam, ale generalnie ma zbyt mało węglowodanów prostych z owoców i warzyw w diecie. I pomimo że zaczyna dzień od zielonego szejka i ma ustawiony jadłospis pod kątem sport, to jednak wieczorem ma ochotę zjeść jakiegoś konkreta i sama tłumaczy to, za małą podażą energii czyli węglowodanów w ciągu dnia. I moim zdaniem słusznie. Jakbyś Emi zjadła o wiele więcej węgli z owoców, to na pewno nie ciągnęłoby Cię do słodyczy, ani do chleba pod wieczór aż tak.
A propos przypomniała mi się śmieszna dykteryjka. Poszłyśmy z kumpelą kiedyś do klubu studenckiego po wejściówki na jakieś kultowe wydarzenie artystyczne. Pani w okienku pyta kumpeli o nazwisko. Kumpela zdziwiona mówi. Aż tak? A pani w okienku zapisała Asztak.
Nie muszę dodawać jaką moja kumpela ma ksywkę do dziś.
Ale co fakt, to fakt. Chlebek to konkret i wypas.

Emi chce spróbować cholernej 80/10/10, ale nie chce jej tak do końca w surowej postaci.
I to jest moim zdaniem git.
Emi nie chce być na surowo z trzech powodów.

Po pierwsze, nie jest chyba jeszcze na to gotowa.
I to jest moim zdaniem git.

 Po drugie, nie wierzy do końca, żeby gotowanie to było coś aż tak bardzo złego. Wierzy przede wszystkim w żywność roślinną i dlaczego by nie tak na przykład w 30% gotowaną. Analizując dietę zdrowych społeczeństw dochodzi do takich właśnie wniosków.
I to może być moim zdaniem git.
Chociaż i tu przytaczam fragment tłumaczenia Eve książki dr. Grahama.
Węglowodany złożone tj. kasze i ryż poprzez proces gotowania kreują w naszym ciele poważne zakwaszenie (acid toxemia) i ludzie, którzy na dłuższą metę stosuja się do diety bogatej w te produkty, kończą z takimi chorobami jak nowotwór, artretyzm, zespół chronicznego zmęczenia, niedoczynność tarczycy i wiele innych. Dodatkowo gotowane jedzenie jest bardzo ubogie w witaminę C, która jest najważniejszą witaminą jeśli chodzi o „opiekowanie” sie jakością naszych tkanek i pracą naszego systemu odpornościowego.
Jak już wspomniałam wcześniej nasz organzim nie jest w stanie poradzić sobie z kaszami, ryżem czy też fasolą w ich naturalnej postaci. Musimy je najpierw moczyć nawet do kilkunastu godzin, ugotować, upiec lub usmażyć i nawet wtedy większości z nas wydają się one niejadalne jeśli ich wcześniej nie posolimy, popieprzymy i posłodzimy. Jak radził sobie z tym człowiek pierwotny , który urodził się bez mikrofalówki piekarnika?? Na dodatek nasz organizm nie posiada enzymów potrzebnych do strawienia oligosacharydów zawartych w fasoli oraz polisacharydów takich jak np.celuloza. Biochemia pokazuje nam jasno i przejrzyście co możemy jeść a co nie. My jednak nie chcemy słuchać.

Po trzecie, węglowodany.
Jak do diabła Emi wciśnie w swoje ciało taką ilość kalorii z węglowodanów, nawet dodając kalorie z gotowanych węgli. Sądzi nawet że nie musi. Że jej ciało samo powie ile ma zjeść. Nie musi tyle zjeść węgli.
I to moim zdaniem może nie być git.

Cokolwiek zjadasz, na jakiejkolwiek jesteś diecie, musisz dostarczyć sobie odpowiednich składników odżywczych. Odpowiedniej ilości węglowodanów, białka, tłuszczu, witamin i minerałów. Przy czym wszystkie te składniki powiązane są ze sobą wzajemnymi relacjami. Wszystko współgra. 10 % białka w diecie jest całkowicie wystarczające, o czym również pisze w swoim arcydziele Campbell. Ale 10% to tylko liczba szacunkowa, wyliczana z ogólnej liczby kalorii. 10% z zera jest zerem. Czyli widzisz jakie to relatywne.

Emi, że się powtórzę, nie można być tylko trochę w ciąży.
Jeżeli jesteś na diecie 811. Jej podstawowym założeniem wyjściowym, jest to że najlepszym dla nas źródłem energii są węglowodany proste, pochodzące z owoców i zielonych, liściastych warzyw, ze względu na ich składniki mineralne, których jest mniej w owocach. I ta energia, czyli te węglowodany mają stanowić 10g na każdy kilogram masy ciała. Czyli już widzisz, że dla każdego te 811 będzie co innego znaczyć.
Bo jak ważysz na przykład 60 kg, to codziennie musisz zjeść 60 dkg węglowodanów. 600 g razy 4 kalorie = 2400 kalorii z węglowodanów. I już masz podstawową wytyczną.
Więc jak zaczniesz od zmniejszonej ilości kalorii z węglowodanów, to wprawdzie Twoje wyliczenia mogą być zgodne z 811, ale będzie wszystkiego za mało. Będzie za mało energii co najważniejsze.
Więc 2400 kalorii z węgli ma stanowić 80% bilansu kalorycznego 60-cio kilogramowej laseczki. Do tego dojdzie zgodnie z prostymi działaniami przenośnego rachmistrza 300 kalorii z białka, czyli około 75 g białka (60 kg masy ciała dzielone na 75g białka = 0,8g białka na 1 kg masy ciała), oraz maksymalnie 300 kalorii z tłuszczu. A ponieważ tłuszcz jako jedyny dostarcza aż 9 kalorii w gramie, to maksymalnie masz zjeść 33 g tłuszczu)
Razem masz jeść 3000 kalorii dziennie. Jak trochę jeszcze zjedziesz z tłuszczem to 2900. A jak się bardzo mało ruszasz to wszystkiego proporcjonalnie mniej. Ale 2500 kalorii masz jeść.
Bo takie są warunki do spełnienia żeby być na cholernej 80/10/10.
Jak będziesz robić inaczej, to będziesz niewątpliwie na czymś, ale na pewno nie na 811.
Byłabyś tylko trochę w ciąży. A to się nie udaje.
Więc o czym wtedy rozkminiać.
Bardzo mi się podoba Twój blog Emi, namiary na niego są w komencie Emilii do „jeść,jeść, jeść”, jakby ktoś chciał też się pozachwycać.

Ściskam Emi, ściskam Eve czyli oczywiście Ewci, szczególnie, że znowu pięknie, obiektywnie i jakże prawdziwie mówiła o blogu pepsi eliot w swojej najnowszej audycji radiowej do której daję adresik
http://spectrumrozwoju.com/295/295/

Tona owoc, głowa masłowej, łoter
życzy Kochanym Wasza pe

(Visited 5 561 times, 3 visits today)

Powiązane artykuły

  1. Ewcia 22 marca 2012 o 18:05

    Hej Pepsinku:)
    Kochanie super post jak zwykle. Mylę ze ten temat z rozkladaniem wszystkiego na cukry to moja wina a raczej moje tłumaczenie. Kochanie nie chodziło mi o to ze wszystko w naszym organizmie jest przekształcane na cukry bo to by nie miało żadnego sensu. Grahamowi chodzi o to ze by cos mogło być zutylizowane przez nasze tkanki jako paliwo musi być rozłożone najpierw na cukier. Faktem jest ze książka Grahama jest bardzo uproszczona jednak daje on odnośniki do bardziej skomplikowanych artykułów i książek. Morse nieco lepiej to u siebie opisuje. Czytałam w jakimś innych artykulach o tym tez i mowia to samo. Ze właśnie przez to np. ze glukoza jest nam potrzebna jako paliwo i najłatwiej ja jest dostarczyc z owoców ale można tez np z tłuszczy tylko ze podobno tylko 5% z tłuszczy jest możliwa do zutylizowania przez nasze tkanki a reszta jest odkładana jako tłuszcz.
    Masz racje ze to wszystko jest bardzo skomplikowane zwłaszcza dla mnie gdzie ja nigdy nawet chemii nie brałam w szkole oprócz podstawówki.
    Przepraszam za zamieszanie i dziękuje za wyprostowanie <3

    1. Ewcia 22 marca 2012 o 18:32

      Ja rownież obiecuje ze przyłoże sie do tłumaczenia najdokladniej jak tylko potrafię.

      1. pepsieliot 22 marca 2012 o 19:02

        Tłumaczenie takich tekstów jest bardzo trudne, mnie się bardzo podoba Twoje tłumaczenie, jest jasne i zrozumiałe, a tylko to się liczy, lovciam

    2. pepsieliot 22 marca 2012 o 18:59

      Ewcia, nieeee wogóle nie myślałam o Tobie pisząc to, ja to przetłumaczyłam z wypowiedzi jakiegoś poważnego witarianina i Frederic tez to powtórzył, wytłuściłam to dzisiaj w jednych z moich pierwszzych postów „wiem tyle co zjem”, to nawet wtedy żeśmy się jeszcze nie znały, wtedy miałam wątpliwości, ale gość poważny powiedziął,więc uznałam że wie co mówi, ściskam i całuję kochana

      1. Ewcia 22 marca 2012 o 19:28

        Aaaaaaa:))) ok. Cmok;)

  2. Emilia 22 marca 2012 o 18:50

    AAAAAAAAAAAHH! 1000 <3 i 100000 bananow!

    Chyba tego nie chcialam wlasnie uslyszec ze "nie można być tylko trochę w ciąży." ale za to POTRZEBOWALAM. Swieta racja, oczy mi otworzylas. Juz chleba nie kupie w nastepnym czasie. Chyba nie chcialam sobie zdac z tego sprawy ze jak tylko skubne raz dziennie cos z gluten(em?) to i tak za duzo i nie chcialam zobaczyc ze uczulenie to uczulenie. I ze orkisz niby ma lepszy gluten a tak naprawde gluten to gluten. A pamietam jak mi dwa lata temu doradzila lekarka tak na tydzien z niego i cukru zrezygnowac i naprawde "wyleczylam" wtedy uczulenie wokol oczu ktore mi sie nagle pojawilo.

    Wiec od dzisiaj chodze z worami owocow po swiecie. . Oczywiscie i tak mi sie nie udalo wepchnac wszystkich 2500 (Tyle mi tez mniej wiecej, szacujac moja wage wychodzi jesli wylicze). Brzuch mi peka – to by bylo tyle z tym glodem wieczorami.. 😀 A wiec decyduje sie na ta ciaze nie zapominajac o tym ze dopiero pierwszy miesiac, tak jakby dopiero test zrobilam i jestem na poczatku. :)))

    Hm co do gotowanych to nadal mam watpliwosci. Graham jednak rozmawia o tym jak ktos duzo takich ryzy i kasz je. Jak ja mowie o gotowanym to np jest to tez zupa zmiksowana z kilku warzyw. Wcale nie ze duzo solona. Dodac korzen pietruszki, korzen selera, cebulke, czosnek i to juz samo w sobie przyprawy. Albo warzywa szybko na goracej patelni w kilku kropelkach oleju kokosowego podgrzane, rowniez soli szczypta najmniejsza a za to dorzucone potem ziola lub posypane lekko kurkuma albo cayenne. Ryze i kasze traktowala bym raczej jako mala przystawke, gora 5% dan calego dnia i to nie codziennie i tak bo jestem bardziej makaronowa ale z nimi od dzisiaj sie zegnam i w ogole to zgadzam sie najzupelniej z tym co mowi o tym ze tak naprawde ich nie potrzebujemy, wrecz przeciwnie. Fasol nigdy nie tykam bo nie przepadam akurat. Wlasnie bardziej mi o te warzywa (najbardziej straczkowe) chodzi. Tak, tak, tak, one "umieraja" bo gina enzymy i oczywiscie przodkowie nie gotowali ale o nie mi chodzi jesli mowie o tym jak jedza te spolecznosci i ze ten 30% w jednym dniu to np taka zupa na kolacje albo do salaty patelnia warzyw. No i tyle. 🙂

    Dzieki i sciskam jeszcze bardziej!!!!!

    1. Emilia 22 marca 2012 o 18:54

      Znowu sie rozpisalam, sorki! Aha i kocham google translate za to ze lubi przeklinac i z przekletej zrobil cholerna haha

      1. pepsieliot 22 marca 2012 o 19:09

        no i mam fajny tytuł, a greg mówił, że mi google źle to tłumaczą, bo mam jeszcze w domu podręcznego przemieszczającego się tłumacza w postaci gregusia, 🙂 ale przeklęta fajniejsza od cholernej 🙂

    2. pepsieliot 22 marca 2012 o 19:07

      Emi, wszystko co zrobisz z rozsądkiem na pewno nie będzie złe, unikaj tylko tłuszczu no i tego glutenu, bo jednak jesteś na niego trochę uczulona jednak, A jak zjesz warzywka z pary czy zupę hipokratesa, to myślę, ze będziesz się dobrze czuła.Ściskam

  3. Marcin Mosiejko 22 marca 2012 o 20:08

    Graham w swojej książce polega głównie na tym, co podpowiada logika i rozsądek. Jest też tam odrobina nieścisłości i trochę naciągania, co może się wywodzić już z założeń Naturalnej Higieny, której jest zwolennikiem oraz którą to studiował. Żeby nie być gołosłownym to podam przykład. Graham pisze, że podczas gotowanie białka podlegają denaturyzacji (protein gets denaturated),.To prawda, ale denaturacja po prostu oznacza, że wiązania peptydowe wzdłuż łańcuchów białkowych są podzielone, co powoduje rozkład białka. Brzmi to skomplikowanie, ale jeśli przestudiujemy biochemię to się okaże, że to co robimy z białek (w sensie nasz organizm podczas trawienia), to jest dokładnie to samo. Bez tego procesu nie moglibyśmy strawić tych białek, czyli nie moglibyśmy w ogóle żyć. Prawdopodobnie Graham ma na myśli to, że denaturacja podczas gotowania różni się od tej, którą przeprowadza nasz organizm, jednak z tego co wiem nie ma na to jak na razie żadnych dowodów.
    Pozdrawiam 😉

    1. pepsieliot 23 marca 2012 o 06:59

      Hejka, cieszę się Marcinie, że dzielisz się z nami swoją wiedzą, czytałam w opracowaniu dr.Marka Ciołka, specjalisty dietetyka, że wszystkie białka niedenaturalizowane są o wiele bardziej korzystne dla człowieka, nomen omen miał na myśli kulturystę, podawał przykład właśnie najlepszego białka serwatki powstałego w drodze CFM (cross flow microfiltration) mikro filtracji przepływu krzyżowego, i takie białko jest niedenaturalizowane. I rzeczywiście w żołądku następuje denaturalizacja białek. Ale może Marek Ciołek też opierał się na źródłach nie do końca pewnych. A co z denaturalizacją enzymów z surowego pożywienia w żołądku? owocek 🙂

      1. Marcin Mosiejko 23 marca 2012 o 10:40

        Aż takiej wiedzy na dzień dzisiejszy to nie posiadam. Takie rzeczy jak fizjologia itp. ogarniam sobie raczej z zainteresowania i żeby na swojej stronie czy gdziekolwiek indziej głupot nie wypisywać, a zdobytą wiedzę od witarian potwierdzać w niezależnych źródłach jak różne książki i badania. Na co dzień studiuję Budownictwo (co ja tam robię?;] ), także nie idzie to tak szybko jakby człowiek tego chciał. Do tego pełno innych rzeczy do zrobienia 😉
        Pozdrawiam

        1. pepsieliot 23 marca 2012 o 14:13

          Marcinie, też sie tak staram, ale tak dużo jest dogmatów, a tek badań jeszcze mało, nawet z tymi enzymami jest nie do końca wiadomo, pozdro pozdro 🙂

      2. Moniki Pe 28 czerwca 2012 o 20:16

        Białka to są po prostu polimery zbudowane z aminokwasów, ich trawienie polega na roszczepianiu, białko musi zostać rozbite do aminokwasów i te są wykorzystywane do budowy, a za to rozszczepianie odpowiadają enzymy (też białka w większości,ale mające właśnie taką funkcję,determinują reakcje chemiczne w organizmie). Denaturacja to utrata swojej pierwotnej, aktywnej struktury.

  4. Basia 22 marca 2012 o 21:30

    Ja myślę że z chlebem problem dotyczy nie glutenu, tylko jego strasznej jakości dzisiaj. Kupowałam chleb „na zakwasie”, ale zawsze byłam w stanie wyczuć drożdże, zawsze coś mi w smaku nie pasowało. Moja kuzynka nie moze jeść droźdzy i piecze wszystko łącznie z pizzą, na zakwasie. Jak mi przywiozła taki świeży bochenek to nie byłam w stanie uwierzyć, że to co sprzedają w piekarni nazywa się chleb.

    1. pepsieliot 23 marca 2012 o 07:03

      Niestety to prawda Basiu, na każdym kroku jedzenie jest oszukane, tylko kasa i głupota, ale myślę, że gluten też jest problemem, ściskam, owocek

  5. Monika 22 marca 2012 o 21:52

    Pepsinku pisalam na fb do cie. Od meza.
    Ratuj mnie bialkiem.
    Bo mi go 5 % wychodzi:( tylko:(

    nie wiem jak i czym sie ratowac?

    1. pepsieliot 23 marca 2012 o 07:04

      Hej Monia, zaraz przyjmę go do grona znajomych, bo nie byłam pewna, że to Twój mąż,i wtedy możesz juz pisać kiedy chcesz, zaraz to zrobię, ściskam, już zrobiłąm 🙂

      1. Monika 23 marca 2012 o 10:15

        very dzieki:)

  6. Ala Makota 22 marca 2012 o 23:59

    o nie, co ten koleś ma na plecach?! nie wolno tak trzymać dziecka. przeciez ono wisi na kroczu… coś strasznego. i w dodatku jest przodem do świata – to nie jest dobre dla dziecka. sorry, ale nie mogłam się powstrzymać z komentarzem tego zdjęcia. jak widzę te biedne dzieci w nosidełkach to mi ich szkoda. rozumiem chusta (sama stosuję ją jako jedyny słuszny sposób przenoszenia Milusia), albo dobre nosidełko, ale to co ma ten facet i wielu innych rodziców to jest tragiczne. dziwne, że dopuszczają to do sprzedaży.
    fajny post. jak zwykle miło poczytać. przypomniało mi się, że jak byłam na 811 to zwątpiłam po jakiś czasie i zaczęłam jeść trochę chleba do sałatek – bo ja nie cierpię zieleniny poza szejkiem. najpierw 100 g max. tiaaa a teraz z chlebem to popłynełam totalnie – dziś zjadłam 140 g grahamki i z 200 g razowego chleba. porażka totalna. ale co tu jeść? boję się owoców typu banany, bo to wszystko może uczulać. w ogóle sama nie wiem co jeść, jak ćwiczyć. jem już tak dużo chleba i zbóż w ogóle, że nawet nie chcę wiedzieć czasem ile tego jest. nie wiem do czego to wszystko zmierza. a i tak jem za mało, już mi się nawet nie chcę tego wpisywać do cronometra…. ehhh
    pozdrawiam

    1. pepsieliot 23 marca 2012 o 07:12

      Ala Makota, hejka, no widzisz nawet nie pomyślałam, że ten tatuś taki nieodpowiedzialny, chociaż taki wyrośnięty, a Ty się nie martw, trochę poodpuszczasz teraz, bo sa inne priorytety, a dziecko podrośnie i wszystko na nowo zweryfikujesz, każdy kocha chlebek , ściskam 🙂

      1. pepsieliot 23 marca 2012 o 14:09

        Jazgotttcie dziękujemy za arcyciekawy wykład, owocek:)

  7. Kasia S 23 marca 2012 o 00:00

    Przygotowywuje sie do diety 811-dzieki Tobie:)
    Blog czadowy:)

  8. Katjusza 23 marca 2012 o 08:48

    Pepsi Droga – ja Cię bardzo proszę, napisz książkę;) jesteś kopalnią wiedzy o raw/811 i do tego ten język….czysta przyjemność pisania. Także proszę poważnie pomyśleć o wielkopomnym reaw/811 dziele w j. polskim;) – ja sie od razu zgłaszam do zrobienia zdjęcia na okładkę;)
    Artykuł jak zwykle wiele mi w głowie poukładał. Cały czas jednak kryje sie w moim sercu niepewność, a raczej obawa, czy na 811 (tylko że ja codziennie 1-2 posiłki jem gotowaną skrobię ze wzg oszczędnościowym niestety) pomoże mi zrzucić 20 kilo balastu(boże…)Czytam i słucham u Ciebie i Ewci o węglach i wiem że ona sie niefajne w towarzystwie tłuszczy, a u mnie tyle tego….
    Pepi ściskam Cię mocno i niezmiernie ale to niezmiernie Ci dziekuję:*

    1. pepsieliot 23 marca 2012 o 09:25

      Katjuszka kochana, cały tłuszcz zniknie, zostanie tylko tyle co potrzeba :), nawet jak będziesz uzupełniać dietę gotowaną skrobią, były już takie doświadczenia, będę też jeszcze o tym pisać, nie dzisiaj, ale na pewno, bo dokopałam się że już pzred rawem były diety wysoko węglowodanowe redukcyjne.Ludzie radzą mi żeby, ktoś dowcipny pisał mi tego bloga po angielsku, dzięki za piękne słowa, ściskam , owocek

  9. Katjusza 23 marca 2012 o 08:49

    no tak miało być „czysta przyjemność czytania”….
    :*

  10. Basia 23 marca 2012 o 19:04

    Jazgottt całkowicie się z Tobą zgadzam, trudno ujednolicone techniki stosować na wszystkich. Każdy jest indywidualną jednostką z własną historią chorób i preferencjami, a te ostatnie wbrew pozorom też się bardzo liczą. Na pewno są pewne uniwersalia, jak to że dieta bogata w warzywa, owoce i ogólnie nisko przetworzona jest lepsza od tej bogatej w rafinowany cukier i białko zwierzęce:)) Co do człowieka pierwotnego to też śmieszą mnie te argumenty. Nie zapominajmy, że „człowiek pierwotny”(cokolwiek to znaczy) żył raczej krótko i jego organizm grał zupełnie na innych falach.

    Małgorzata Desmond – fajna babka, ze zdrowym podejściem. W którymś wywiadzie powiedziała, że do tej pory wszystkie badania wykazujące dobroczynny wpływ warzyw i owoców były prowadzone na tych zwykłych, pryskanych i nieekologicznych. Mówiła też że badania nie wykazały aby osoby jedzące organicznie były zdrowsze od tych, które kupują w sklepie. Dzieje się tak w dużej mierze dlatego,że warzywa i owoce pomimo nagromadzonych zanieczyszczeń uruchamiają szlaki detoksykacyjne w wątrobie. To tak a propos częstego twierdzenia, że „nie stać mnie na ekologiczne to dalej będę jadł w Macu”

    Pozdrawiam,

    1. pepsieliot 23 marca 2012 o 20:44

      Hej Basia, właśnie że podobno zanim człowiek zaczął gotować żył dłużej ,6 do 7 x swoją dojrzałość płciową,tak jak inne człekokształtne, dopiero jak zaczął gotować,zaczął się szybciej rozwijać, bo miał o wiele więcej czasu, bo gotowanie zagęszcza pokarm, ale zaczął krócej żyć, oczywiście mówię tu o naturalnym, długim życiu, ale były przecież okrutne wypadki, które skracały bardzo średnią długość życia.

    2. pepsieliot 24 marca 2012 o 07:44

      natura domaga się płodnego potomstwa, a nie długiego życia staruchów, jest coś na rzeczy, ale można ją wycykać jakoś, kruk żyje 200 lat

  11. pepsieliot 24 marca 2012 o 13:17

    z legend i gusł :))), ale normalnie żyje 15 lat, ale często dożywa też 40 lat, a krążą też legendy że 200, ale są zwierzęta nieśmiertelne Turritopsis nutricula, nieśmiertelna meduza o długości 4,5mm, występująca w każdym oceanie, która osiąga dojrzałość płciową, reprodukuje się, a następnie… cofa w rozwoju! nie starzeje!!

    1. Monika 24 marca 2012 o 13:20

      niesamowite…

  12. Zdzisia Senior 4 kwietnia 2012 o 19:04

    kolejny fajny wpis…

  13. Kaja 21 maja 2015 o 14:03

    rzeczywiście mieścisz się z tym 10% z tłuszczy na co dzien? uwzględniając olej kokosowy, pestki, orzechy i tłuszcze z owoców? spozywasz codziennie olej?

    1. pepsieliot 21 maja 2015 o 17:53

      jem dużo węgli to raz,wiec 10 % też nie jest mało, a dwa pestek nie lubię, orzechów parę wystarczy i nie codziennie, a awokado mniej niż pół to dużo, oleju kokosowego nie jem, ale wtedy jakbym jadła, to ni zjadłabym awokado. To nie musi być każdego dnia zachowane, proporcje wystarczy z są w skali miesiąca.

      1. Kaja 21 maja 2015 o 19:35

        dzięki za odpowiedź 🙂

        czyli z takich typowo „tłustych: rzeczy wybierasz zazwyczaj awokado i parę orzechów?

        1. pepsieliot 21 maja 2015 o 20:27

          only, bardzo rzadko zrobię przestępstwo i zjem pasek raw czekolady gorzkiej, jak są goście 🙂

          1. Kaja 23 maja 2015 o 11:01

            Dziękuję za odpowiedź 🙂

  14. Inka72 1 stycznia 2016 o 16:52

    Przecudne, przepiękne. Do czytania na co dzień i na noc…. Rewelacja.
    Byłam u Dr. Dąbrowskiej na dietce warzywnej najpierw tydzień, potem dwa. Dodajecie mi odwagi , żeby dalej kontynuować to co zaczęłam, chociaż Dr Dąbrowska mówi o dodawaniu kasz do późniejszego sposobu odżywiania, to to , co tu napisane i powiedziane najbardziej na świecie mi się podoba.
    Dziś szpinak z pietruszką i gruszką. potem ogóreczki z pomidorkami, papryczką i sałatą. Trochę bananów (2) i …. jestem tak najedzona że ledwo co się ruszam…. Jak ja mogłam kiedyś do tego jeszcze królika, jajko tudzież inne gotowane jeść? Przy okazji. Które warzywa najlepiej przy zatruciu rtęcią i alergią na jod?

Dodaj komentarz

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się


  • ebook

    Jak zarabiać przez internet? Jak zarabiać na blogu? e-Book KUP TERAZbaner

  • Leczenie dobrą dietą

  • Dołącz do sterfy VIP i pobierz za darmo!

  • Najnowsze komentarze