logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
188 online
54 234 392

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • co ty teraz jesz pepsi, ty zmularo

    Cze Człowieki,
    Nawinę dziś lekko co następuje:
    Zanim nie zaczęto badać ludzi po zjedzeniu żywności surowej, sądzono, że po każdym zjedzeniu jakiegokolwiek posiłku następuje leukocytoza trawienna?
    Że to po prostu normalne zjawisko i że każde pożywienie organizm będzie traktował jak truciznę.
    I powiem Państwu, że mam gdzieś większą zawartość likopenu w gotowanych pomidorach i karotenoidów w gotowanej marchewce, bo po prostu nie chcę aby przy każdym pożywieniu mój organizm reagował jakbym jadła truciznę.
    Po surowej szamie nie występuje zjawisko leukocytozy trawiennej!
    Zapytacie pewnie rozsądnie, dlaczego piszę w takim razie o minusach witarianizmu, dlaczego rozkminiam, za i przeciw?
    Na kijarz pana to czynisz Pepsi? Po co mącisz kijem wodę gładką?

    Wszystko co robię, tak sobie w życiu wymyśliłam, że robię dla siebie i w tym samym momencie, jakby przy przy okazji, dla innych.
    Rozkminiam to wszystko, bo sama jestem ciekawa jak to jest i ponieważ poświęcam na to wiele godzin, to dzielę się z Człowiekami, za pozwoleniem.
    Bo skoro ja mam wątpliwości, to z pewnością inni też mają.

    Tak bardzo mam dość stron i to nie tylko polskich, wszędzie to widzę, stron mono wiedzy.
    Kiedy ludzie nie dopuszczają żadnych wątpliwości do głosu, żeby tylko nie podważyć swojej jedynie słusznej koncepcji. Nawet jakby była faktycznie niepodważalna, to rewizja jest konieczna, jako naturalne dążenie do podważania każdego, najbardziej ortodoksyjnego dogmatu.
    Generalnie mam alergię na dogmat.

    Mędrcy na swoich stronach są wręcz w stanie tak interpretować rzeczywistość i naciągać pewne prawdy, żeby zawsze wychodziło na to, że się nie mylą w żadnym aspekcie.
    A wiemy, przecież, że wszystko jest relatywne i człowiek uczciwy i jednocześnie mocny potrafi przyznać się zarówno do wątpliwości, jak i pomyłek, co nie jest takie łatwe, bo ludzie brną do upadłego niekiedy, a nie przyznają się nawet przed sobą, nawet jakby się znaleźli w ślepym zaułku.

    Na stronach święto jebliwych, nigdy nikt nie napisze, ożeż, mam niekiedy wątpliwości i radzę sobie tak i tak, albo sobie nie radzę i mam okres niewiary, aż przychodzi moment oświecenia. Albo nie przychodzi.
    Nie, oni nie mają żadnych wątpliwości, idą jasną i jedynie słuszną drogą ku światłu.

    Jak byłam mała uważałam, że skoro ja mam wątpliwości co do wiary i dogmatów katolickich, to jak dopiero musi wątpić papież, skoro, szczerze w to wierzyłam, jest przecież bardzo mądry, a z pewnością o wiele mądrzejszy ode mnie.
    Ale okazało się, że papież nie wątpi nigdy, że Watykan jednomyślnie jest pewien wszystkich bredni na czele z Lucyferem.
    Że witarianin nigdy nie podda w wątpliwość.
    Że święto jebliwa czy bliwy, nigdy nie ma chwil refleksji.
    Jednak nawet jak ma, a to przecież ludzką naturą jest też wątpić i dociekać, to chociaż przypiekany pogrzebaczem nie przyzna się do tego nawet przed samym sobą, a co dopiero na swojej stronie, oazie kultu jedynie słusznej prawdy.
    Przecież to by mogło zachwiać tą stroną, wywrócić ją w posadach, nóżkami do góry, zaś głowiną w dół.
    Niestety jestem osobą wątpiącą i stale poszukującą, a przede wszystkim zawsze, choć niechętnie, powiem, do kurwy nędzy, myliłam się, sorki.
    Dlatego nigdy ten blog nie będzie jednomyślny, bo stale weryfikuję.

    I chociaż mnie Jahu irytuje po stokroć, ale tylko dlatego, że czepia się nieistotnych dla meritum odnóżek, niekiedy tylko delikatnie przeze mnie zagajonych, ponieważ tendencyjnie, jak święto jebliwi właśnie, cały czas szuka potwierdzenia dla swoich wyborów dietetycznych.
    Jednak osobiście uważam, że można bardzo zdrowo żyć, a nawet najzdrowiej, nie jedząc mięsa, co nie znaczy, że w kwestii cholesterolu i tłuszczu na diecie paleo, rzeczywiście nie jest tak jak on mówi.
    Przy okazji znalazłam na ten temat kilka opracowań, potwierdzających tę tezę i o tym nawet napisałam, choć z dużą przykrością, ale takie są fakty.
    Ale z kolei w kwestii zakwaszenia organizmu, dobrych bakterii i całej prewencji antyrakowej, mięso zakwasza i to bardzo, a białko zwierzęce ma wpływ na rozwój ognisk rakowych, poprzez wiele kanałów, w tym chociażby poprzez utrzymywanie na wysokim poziomie estrogenów u kobiet, a także mięso jest przyczyną chorób zwyrodnieniowych.
    Ale z kolei jak masz akurat czas najwyższej ilości estrogenów w swoim miesięcznym cyklu, to wyglądasz zajebiście. Ale z kolei jak będziesz odkwaszona, to cały czas być może będziesz wyglądać zajebiście, bo odkwaszenie to też odświeżenie z odmłodzeniem.
    I tak dalej i tak dalej.

    Ktoś tam pytał, czy nawet kilka osób, co jem faktycznie i ile wydaję?

    Jeżeli chodzi o hajs, to wydaję trochę na jedzenie, ale wiem, że można wydawać o wiele mniej sosu.
    O ile czasami zjadałam jakieś podgotowane warzywo, to teraz odchodzę od tego i pozostawiłam sobie co jakiś czas dwie łyżki kaszy jaglanej, ze względu na jej właściwości odflegmiające, oraz, żeby mnie towarzysko nie wyklęto od czasu do czasu sushi z przyjaciółmi ofkorsik wegańskie i z minimalną ilością ryżu, lub wcale i to wszystko na temat gotowanego.
    Nie jem obecnie 10g węgli na kilogram ciała, bo się w zimie mniej ruszam. Pracuję głównie przed kompem, a do tego dużo więcej poświęcam na pisanie. Dwa blogi i książka zabierają masę czasu, plus nieustające czytanie cudzych książek, oraz gra.
    Biegam codziennie, gdyż „Biegam, bo muszę”, mam nadzieję, że książka w końcu niedługo się ukarze, jednak jest dopiero po pierwszej korekcie.

    Minie za parę dni rok od kiedy piszę tego bloga, no i co z tego?

    Sama kpię z tych odliczań, rok, miesiąc, kogo to obchodzi.
    Jak zwykle piszę do drogich Człowieków i do siebie.

    Rano piję wodę, różną. Czasami Volvica, podobno bardzo nie kwaśna, czasami Nałęczowiankę, a czasami strukturalny Górski potok, cokolwiek, byle 1,5l z połówką cytryny, a niekiedy z całą, a niekiedy bez. Generalnie woda jest z cytryną, a do tego woda ma przyjemną pokojową temperaturę.

    DSC03672Potem szejk, zazwyczaj pół ananasa, wiele bananów, w zależności od rozmiaru, te organiczne są zwykle znacznie mniejsze, to ich dziesięć, albo jedenaście, jak nie mam organicznych, bo w całym mieście nie ma, to osiem, do szejka garść chlorofilu, jakiegokolwiek, czy to szpinak, czy sałata, czy pietruszka, ostatnio nawet piekącą rukolę wrzucam i jest git.DSC03685Po pewnym czasie jem trochę orzechów, lub najczęściej migdałów.
    Moim sukcesem, dzięki Człowiekom, a szczególnie NotMilkowi jest zamienienie herbaty zielonej na pokrzywę.
    Przez wiele godzin nie odczuwam głodu, czasami zjem organiczne jabłko, czy pomarańczę.
    Potem gdzieś wciskam trening, najczęściej bieganie i kod uzdrawiania wraz z oddychaniem, wszystko razem wyjmuje mi godzinę z życiorysu.

    bieżnia-do-nie-wiem,-nie-wiem

    Następnie robię sobie masę rukoli, czy innej sałaty i zjadam ją z bananem, czy zawijam w jakiś inny owoc i takie pakunki zjadam siedząc przed kompem, lub czytając. Czasami sałatę polewam sosem, który robię blendując cukinię, suszone na słońcu organiczne pomidory, wcześniej namoczone i dajmy na to seler naciowy, albo pietruszkę.DSC03721Jak jest dzień kaszy jaglanej, to dodaję dwie łyżki obok sałaty.
    W sezonie na słoneczne pomidory, jem ich bardzo dużo, gdyż uwielbiam słodycz pomidora dojrzewającego na słońcu.
    Ożesz, ależ się zrobiło poetycko i słodko.
    Jestem zwykle ostra i twardo stąpam po ziemi i nie rozczulam się nad sobą, co innego, kiedy wzrusza mnie inne zwierzę, zaliczam do nich Człowieków, oczywiście Mały Człowiek wzrusza najbardziej i raczej wszystkich, więc ja najbardziej wzruszam się splecionymi dłońmi starca.
    Wracam.
    Pod wieczór zjem czasami owoc, chociaż wszyscy odradzają.

    Obecnie co trzeci dzień, przedtem codziennie połykałam, taką moją petardę siedemdziesiąt składników, greensa & fruitsa wszystko tam jest, co może być suplementem, z wyłączeniem oczywiście żelaza, bo nie należy go suplementować.
    Ponieważ uważam, że raczej nie można przedawkować witamin, a nadmiar, o ile go będziemy mieli, w co wątpię, organizm wydali.
    (Nie jestem lekarzem i nie wolno mi takich opinii jako rad publikować, więc to nie jest żadna rada)
    Biorę greensa na wszelki wypadek, żeby nie zastanawiać się, czy mi jakiejś witaminy czy minerału brakuje.

    Oczywiście, zaraz się podniesie rwetes, jak to, suplementujesz się?

    grkołoKochani, na filmie jedzenie ma znaczenie opublikowano wiele danych, w tym, że na przestrzeni ostatnich dziesiątek lat w Stanach zmarło miliony ludzi od lekarstw i to zapisanych przez lekarzy, a nie na własną rękę przez lekomanów zażytych, a tylko dziesięć osób od przedawkowania witamin, a i to nie zostało do końca udowodnione.
    Oczywiście, wypowiadali się tam różni ludzie, lekarze, dziennikarze śledczy i prężni witarianie, jak Wolfe, który handluje suplementami.
    No i co z tego?
    Jestem pewna, że sam je bierze. Tak jak ja.

    Ale jest tak, że jakby ludzie faktycznie stosowali się do takiej diety, to nie byłoby żadnych pytań o przeziębienia, bo człowiek weganin, jedzący głównie na surowo, który nie je nic smażonego, ani nie przegrzewa parą wodną pokarmu nie przeziębia się.
    Przeziębienie jest takim najprostszym przejawem spadku odporności.
    U witarianina, nie powinno trwać dłużej niż pół dnia, a tak na prawdę trzy godziny. Tyle mniej więcej potrzebuje zdrowy organizm na uporanie się z przeziębieniem, czy nawet grypą.
    To wszystko w kwestii mojego jedzenia.

    Najdroższe w mojej diecie 811 są organiczne banany i inne owoce. Teraz mam dobre układy ze sklepem Melasa i mam banany po dysze, ale wcześniej płaciłam po dwie dychy za kilo i to był wydatek, bo razem z G. Musimy mieć kilka kilo dziennie na tapecie.

    banankiWarzywa nawet wszystkie organiczne, nie są wiele droższe od zwykłych.
    Wiem, że w małych miastach jest z tym najgorzej, ponieważ wszyscy nagminnie pryskają wszystko.
    Jednak jeżeli owoce dojrzewały na słońcu, to wielokrotnie żaden pestycyd im nie odbierze cudownych biofotonów (Patrz, mój wpis o Świetle w jedzeniu, Popp).
    Natomiast należy unikać tylko parszywej dwunastki, a wśród niej na pierwszym miejscu nie organicznych jabłek i truskawek, a także jagody amerykańskiej i moreli z brzoskwinią, no i jak gotujecie dajmy na to zupę Hipokratesa, to jeszcze ziemniaków. Sałata i szpinak tez chłoną pestycydy.DSC03700Poza domem najczęściej piję soki warzywne, które budują, albo soki owocowe, które oczyszczają, oczywiście i jedne i drugie odżywiają.
    Marchew należy do szczęśliwej piętnastki (patrz wpis, poradnik dla początkujących witarian), pomarańcze też mogą być jakiekolwiek.

    Kończę na dziś ten wpisik nie wiadomo o czym.
    Pa Człowiekom
    Pe
    PS
    Zdjęcia te same co sprzed roku, bo nic się nie zmieniło w tym względzie i po co robić nowe.

    (Visited 2 195 times, 2 visits today)

    Powiązane artykuły

    1. Joanna Balaklejewska Wilson 29 stycznia 2013 o 10:18

      Mozna zdrowo sie odzywiac i zarazem suplementowac diete. W naszy srodowisku, ktore nie jest idealne, suplementowanie nie jest zle zwlaszcza jesli sa to naturalne suplementy. Zamowilam ostatnio sloiczek flavonu ( jeszcze do mnie nie dotarl) 🙂 Pewnie bede musiala poczekac kilka dni ( chcialo mi sie zyc na koncu swiata) haha. Jesli chodzi o wpis nie bede sie wypowiadala, bo powoli stae sie monotematyczna. I LOVE IT 🙂

      1. pepsieliot 29 stycznia 2013 o 18:15

        Joa kiss :))

    2. summer breeze 29 stycznia 2013 o 13:13

      Dobrze Pepsi, że znowu jesteś jedną z nas.

      1. mantrus 29 stycznia 2013 o 13:33

        Co to oznacza że „ZNOWU jesteś jedną z nas”? Czy Pepsi miała fazy niewegetariańskie?
        (Prezpraszam za lamerskie pytania, ale jeszcze nie przeczytałem całego blogu, więć od czasu do czasu pozwolę sobie zadać jakieś słabe pytanie).
        Pozdrawiam serdecznie

        1. summer breeze 29 stycznia 2013 o 13:45

          Pepsi nigdy nie miała takich faz. Summer też nie.

        2. pepsieliot 29 stycznia 2013 o 16:58

          nieeeeee mantrus, summerowi chodzi, że skoro nie klęczę cały czas przed witarką na kolanach i nie modlę się do niej więc pewnie już odeszłam od witarianizmu, chociaż cały czas jestem witarianką niezmiennie, a od wielu lat też weganką , pozdro 🙂

          1. summer breeze 30 stycznia 2013 o 12:25

            Pepsi to nie tak. To tylko taki żarcik. To, że ciągle poszukujesz nie jest złe, ale ja przed surowym żarciem jestem na kolanach. Czuję się jakbym podpisał pakt z Diabłem. Mała parafraza:
            Przestałem wierzyć w Rogatego, spotykam go na codziennie.

            Mój organizm reaguje znacznym zmęczeniem na żarcie po obróbce termicznej, tylko wcześniej tego nie wiedziałem. Czuję się jak w czasach podstawówki, a już w liceum było gorzej.
            No i jeszcze jedno napisałem:
            „Pepsi nigdy nie miała takich faz”
            Chodziło mi o to, że nie odeszłaś od witarki. Nigdy.

            1. summer breeze 30 stycznia 2013 o 12:26

              Spotykam go codziennie.

            2. pepsieliot 30 stycznia 2013 o 13:13

              Wiem summer, to jest właśnie tak z tym żarciem, że nie tylko staje się dla ciebie idealnym pożywieniem, ale wywraca ci w głowie wszystko, właściwie mogę szczerze powiedzieć, że moje życie obecnie dzieli się na to przed witarką, nieświadomość i to w trakcie, coraz więcej świadomości, zabrzmiało to trochę zbyt górnolotnie, ale jest coś na rzeczy 🙂

      2. pepsieliot 29 stycznia 2013 o 16:55

        nie rozumiem summer, zawsze byłam, co nie znaczy że zaprzestanę drążenia i w razie czego noga na gazie i spadam 🙂

    3. Olga 29 stycznia 2013 o 13:53

      Stara, poczciwa Pepsi 🙂 Pozdrów wnuki 🙂

      1. Ola 29 stycznia 2013 o 15:16

        Też się uśmiałam 🙂
        Ale wielu lat życia Pani Pepsi także życzę 🙂

      2. pepsieliot 29 stycznia 2013 o 17:06

        Olga, nie omieszkam :)))

        1. mantrus 29 stycznia 2013 o 17:32

          Dlaczego mój komentarz został skasowany? Obraziłem kogoś? Napisałem przychylną wypowiedź, a w rewanżu przypomniano mi stare dobre czasy Edwarda Gierka i cenzury?

          1. mantrus 29 stycznia 2013 o 19:54

            hmmmm.
            Fantastyczna metoda na dyskusję z czytelnikami swojego blogu: cenzura wypowiedzi/kasowanie komentarzy i nieodpowiadanie na pytania.

            Jak potężnie napompowany trzeba mieć balon swojego ego, połączony z modelową psychiką uraźliwej 6-latki, która na każde słowo komentarza reaguje nerwowym dygotem jelit, kasowaniem komentarzy.

            Ale to Twój blog i Twoje metody jego prowadzenia – gomułkowski szacunek i entuzjazm dla swoich partyjnych przyjaciół i nerwowe kasowanie wypowiedzi nowych osób, bo nie wiadomo czy to przyjaciel czy może wróg. Syndrom oblężonej twierdzy. Warto byłoby popracować nad psychiką i – przede wszystkim – nauką rozmowy z czytelnikami bloga, bo uraźliwość 6-latki to nie jest dobra reklama dla weganizmu.Twoja postawa mówi nowym adeptom: przejdź na weganizm, ale bierz też suplementy typu relanium i nervosol, bo ci psyche siądzie na amen.
            Życzę długich lat życia w swojej oblężonej twierdzy.
            I zdobywania przyjaciół nowatorską metodą kasowania ich komentarzy.

            1. pepsieliot 29 stycznia 2013 o 20:42

              dziękuje i życzę Ci mantrusie szczerze wszystkiego najlepszego

      3. Łysa 29 stycznia 2013 o 17:32

        heh 😉

    4. a. 29 stycznia 2013 o 14:54

      Mam coś ładnego i dużo biegają więc wklejam 🙂

      57370112#

      1. pepsieliot 29 stycznia 2013 o 17:33

        a. śliczny filmik

    5. Shojin 29 stycznia 2013 o 20:51

      Co prawda na czas sesji, egzaminów i zaliczeń dałam sobie lekkiego bana(na) na czytanie Pepsiastego bloga, ale tej notki nie mogłam sobie dołożyć do zaległości 😉
      Z pewnością ode mnie wielkie podziękowanie za tego posta i wszelką wiedzę w nim zawartą.
      Choć przyszło do mnie tylko więcej pytań..
      I przyznam, że ilość Twojego jedzenia mnie delikatnie zaskoczyła – poza tym ogromem bananów z rana, to wywnioskowałam, że potem już tak wiele nie wrzucasz w siebie. ..a ja po cichu liczyłam, że nie tylko ja na rawie jestem jak śmietnik (na owoce i warzywa;)) bez dna.

      Jeśli w ogóle zdarza Ci się zjeść (zastanawiam się czy ma to miejsce, czy wystrzegasz się całkowicie) coś nie-BIO, to czujesz różnicę (smak/zapach/cokolwiek) w jedzeniu tego samego w wersji BIO?

      ..a cena Twoich (obecnych) bananów pozytywnie mnie zaskoczyła. Może ekologiczne jedzonko nie jest aż tak odległym planem, jak przypuszczałam.

      1. pepsieliot 29 stycznia 2013 o 22:42

        no ale zobacz Jazgottt, ten szejk z rana, to litr bardzo odżywczy, ma ponad tysiąc kalorii chyba, potem kilka bananów, trochę orzechów ( przecież bardzo kaloryczne) ze dwa jabłka, pomaracze, kilka mandarynek i się spokojnie zbiera następny tysiąc, a jeszcze warzywa i dużo siedzena przy kompie, raczej wcale nie czuję się głodna, może tylko po treningu

        1. Ag. 30 stycznia 2013 o 00:15

          Ten jadłospis tylko wygląda tak niewinnie, jak próbowałam tak jeść w wakacje to odpadałam w połowie porannego szeja 😀

          1. pepsieliot 30 stycznia 2013 o 07:37

            to mega bomba z rana, fakt, dobrze ponad tysiąc kalorii

          2. pepsieliot 31 stycznia 2013 o 08:23

            Dla mnie wypicie litr szejków to pestka, ale oczywiście nie spiesze się. I oczywiście rano, kiedy jestem okropnie głodna

        2. NotMilk 30 stycznia 2013 o 19:28

          W sumie osobiście raczej zmieniłem trochę pory jedzenia poszczególnych posiłków i na przeważnie wpadają orzechy + nasiona (kalorycznie niezbyt wiele, bo około 600-700 kcal, ale bialka dosyć sporo) z zieleniną, koło południa kasza + dodatki (około 900 kcal), z rodziną ziemniaki + dodatki, a następnie owoce (około 1,5-3 kg). Ta opcja sprawdza się najlepiej, ponieważ jedząc nasiona i orzechy, jako ostatni posiłek w ciągu dnia miałem problemy z zaśnięciem i w nocy nie za dobrze spałem, choć zachowywałem odpowedni odstęp przed snem. Poza tym poranny posiłek z owoców działał na mnie nieco usypiająco 😉 Według mnie to co podałaś w tym przykładowym jadłospisie to nie jest zbyt mało – w sumie u mnie też zależy od dnia – raz zjem więcej, a innym razem mniej. Najważniejsze, żeby czuć się dobrze 🙂 Dziękuję za wspomnienie o mnie w przypadku herbaty z pokrzywy, chociaż według mnie najwięcej zawdzięczasz sobie i własnej mobilizacji do zmian we własnym sposobie odżywiania 🙂

          1. pepsieliot 30 stycznia 2013 o 20:07

            NotMilku cieszę się, że nie uważasz, że jem za mało, bo nie odczuwam głodu i czuję się dobrze. Dla mnie też orzechy wieczorem to niezbyt przyjemne doznania 🙂

    6. AgaZ 29 stycznia 2013 o 21:18

      dziękuję bardzo 🙂
      pozdrawiam

      1. pepsieliot 29 stycznia 2013 o 21:26

        AgaZ ja również i ścisk 🙂

    7. pepsieliot 29 stycznia 2013 o 21:25

      Shojin, może to tak zabrzmiało, ale zjadam sporo tych owoców, po prostu, wstaję od kompa i bezwiednie idę po owoc i wracam z nim, więc tutaj nadrabiam. Jeżeli chodzi o różnice, to odczuwam bardzo jeżeli chodzi o mandarynki, są dla mnie te z marketu jakieś takie strasznie słodkie i nudnie słodkie jak nektarynki, nie soczyste tylko wodnisto słodkie. Przy pomarańczach nie odczuwam już takiej różnicy, natomiast ekologiczne pomidory są teraz ohydne i odradzam, już lepszy jest pomidor z Almy, przynajmniej przyjechał z jakiegoś bardziej nasłonecznionego o tej porze kraju. Nie wiem jak jest z liściastą zieleniną, bo to zwykle zawsze jem organiczne i wole nie zjeść, no może czasami kupię jakieś zielone w doniczce, kiedy nie ma nic eko. Marchewka nie ma żadnego znaczenia i nawet ostatnio piłam na mieście o wiele smaczniejszy sok ze zwykłej marchewki niż w momo z ekologicznej, awokado nie ma znaczenia, ananas też, mango tak samo, byle były pięknie dojrzałe. Ścisk 🙂

    8. Jaspis 29 stycznia 2013 o 21:45

      Pepsi, dlaczego boisz się jeść więcej gotowanego , choćby tej kaszy jaglanej?
      Czy czujesz , że gotowane bardzo cię uzależnia ?

    9. pepsieliot 29 stycznia 2013 o 22:38

      Jaspis hej, chyba tak, gotowane mnie uzależnia i jakoś tak szybko napycha, a ja lubię długo jeść.Kasza jaglana, jak ją przyrządzam wg przepisu, to daję jej 125 g i to są potem 4 lyżki, 2 zjadam ja , a drugie dwie G. Jakoś nie pomyślałam, żeby zwiększyć ilość, bo kasza bardzo robi się nie dobra jak nie jest zjedzona krótko po ugotowaniu, szczególnie jaglana, albo ja coś żle robię, bo przyznam sie szczerze, ze dopiero, paradoks, na witariańizmie pierwszy raz jadłam kasze jaglana, bo szukając jakichś inf, natrafiłam na taki artykul o jej niezwykłych właściwościach.

      1. Ag. 30 stycznia 2013 o 00:19

        ostatnio zjadam kaszę jaglaną na śniadanie i bardzo mi służy. Choć muszę więcej surowego zacząć konsumować, jakoś się rozgotowałam na zimę. Cieszę się Pepsi, że masz swoją dietę, na której się dobrze czujesz, a mimo tego cały czas poszukujesz i drążysz. Cenię to bardzo!

        1. pepsieliot 30 stycznia 2013 o 07:35

          Ag.jedz chociaż 60% to nawet w zimie jest dość łatwe do zrobienia, ścisk

      2. Jaspis 30 stycznia 2013 o 09:53

        To ja cię źle zrozumiałem z tymi łyżkami, bo 62,5g suchej kaszy to jest akuratna ilość po ugotowaniu, bo ona bardzo przybiera na objętości po ugotowaniu.
        Mnie definitywnie gotowane uzależnia.Zaczęło się przed świętami delikatnie od quinoa, i nawet się nie oglądnąłem , a już jem gotowaną grykę, ryż , ziemniaki , czasem chleb, a co najgorsze paluszki i chipsy.To są moje stare nałogi. To jest naprawdę jak narkotyk, o którym się myśli.
        W dalszym ciągu jem z 70% raw, ale czuję się gorzej niż na 100%.Na brzuchu przybyło już trochę tłuszczu i rano wstaje opuchnięty.Gorzej też śpię.
        Wydaje mi się, że jeśli się było przez jakiś czas „czystym” na 100% raw i wraca się do starych nawyków i gotowania, to organizm znosi fatalnie, znacznie gorzej niż gdy na standardowej diecie się przejadłem.
        Wygląda, że przejście na raw musi być na trwałe i nie ma powrotu.

        1. pepsieliot 30 stycznia 2013 o 10:14

          Też tak myślę Jaspis, że to w drugą stronę idzie bardzo szybko. Najgorzej z tymi przetworzonymi mocno produktami, takimi jak czipsy i paluszki nawet jak najbardziej organiczne, są przecież takie. Trzeba sobie wyznaczyć mocne ramy: jeżeli chodzi o obróbkę termiczną jem tylko załóżmy: zupę warzywną Hipokratesa w zimie i dajmy na to do warzyw jaglaną, gryczaną nie prażoną, czy soczewicę wymiennie, a reszta na surowo. I nie patrzeć nawet na chleb i inne. Jakoś teraz mój organizm nie koduje już chleba, nie mówię już o innych takich tam (ubóstwiałam organiczne wegańskie paluszki słone)jako jedzenia. Natomiast jak widzę chlorofil, to leci mi ślinka. Na prawdę, jak widzę pastwisko z trawą, czy trawnik, to mam ochotę go gryźć. Mój organizm sam tak ku memu wielkiemu zdziwieniu zadecydował i uznał że to zielone to pożywienie (chociaż trawa jest dla ludzi nie jadalna, podaję na wszelki wypadek :))

          1. Jaspis 30 stycznia 2013 o 10:44

            Tylko nie mam pewności czy dam radę trzymać w ryzach gotowane i przetworzone .
            Dlatego będę dążył od wiosny do 100%. I znów dostanę kopa w dupę w lecie jak pojawi się bób, groszek, fasolki. Na samą myśl o gotowanym bobie się ślinie.
            Mam teraz w lodówce jarmuż i jak ją otwieram to aż mi się humor poprawia na ten cudny zielony widok jego i innych sałat w lodówce.Coś w tym zielonym jest.Nawet szejk, jak nie jest ślicznie zielony, bo np. z truskawkami czy jagodami, to mi gorzej smakuje 🙂
            Myślę też z utęsknieniem o wiośnie, jak pójdę sobie na łąkę i nazbieram pokrzywy, mleczu, koniczyny i krwawnika, a później zrobię sobie z nich szejka.Ale moje ciało tego pragnie.

            1. pepsieliot 31 stycznia 2013 o 08:22

              Jazgocie, nic Ci nie mogę dopowiedzieć w kwestii ekskrementów po bobie, bo nie jem bobu, a i przed witarką też nie. Jakiś taki posmak w ustach pozosawia niemiły dla mnie, moze tylko w moich ustach :))

    10. pepsieliot 30 stycznia 2013 o 10:54

      Jakie miłe rzeczy piszesz :)) oczywiście rozumiem to, że łatwiej być całkowicie niepalącym niż dozować sobie malboraska jedego dziennie. To jest samo napędzająca się machina. Byle do wiosny w takim razie 🙂

      1. Jaspis 30 stycznia 2013 o 13:00

        Ooooo, widzę , że czujesz temat z tym dozowaniem – dobre porównanie do papierosów, choć już zdrowsze te czipsy 🙂
        Jak byłem mały to musiałem wpierdzielić całą czekoladę naraz, a mam mówiła, żeby tak jak ludzie po kosteczce w niedziele.Tylko, że u mnie ta chuć nie pozwalała po kosteczce. Ot cała historia.

        1. pepsieliot 30 stycznia 2013 o 13:14

          dobrze Cię Jaspis rozumiem, miałam kiedyś wilczy apetyt, a może mam i do dziś, tylko tym jedzeniem już sobie krzywdy nie zrobię

    11. edysqa 30 stycznia 2013 o 11:18

      Witaj Pepsi 🙂
      Czytam Cię namiętnie co jakis czas i uważam że to co publikujesz to kawał dobrej roboty 🙂
      Gdzie kupujesz tą mulitiwitamine? Nie znalazlam jej w necie a chciałam zobaczyć co i jak 😉
      Pozdrawiam
      Edyta

    12. pepsieliot 30 stycznia 2013 o 11:26

      Edyta, niestety jej nie dostaniesz, ona ma dodatkowo wszystkie potrzebne witaminy w tym B12 ,a także minerały, z tym, że nie jest wegańska bo D jest z runa owczego, ale przez to bardziej przyswajalna. To jest nasz produkt (mój i Grega), ale lobby farmaceutyczne w postaci GIS stwierdziło, że za duże dawki sa tam witamin, chociaż przedstawiłam badania obowiązujące w Unii, że żadnej z tych witamin, które sa w tym preparacie nie można przedawkować, bo nie ma dla nich górnych granic. Po obciięciu składu, to juz nie będzie zajebisty suplement, który na prawdę sprawia, że organizm rusza do boju ze wszystkimi przeciwnościami, tylko jakiś badziew dziłający na niby. Jestem w trakcie pertraktacji, ale na razie nie mogę go wpuszczać na rynek. Ściskam Cię

    13. pepsieliot 30 stycznia 2013 o 11:30

      Edyta, sprawdziłam w necie, bardzo łatwo się ją googla 🙂

    14. Marcin 31 stycznia 2013 o 00:04

      Czesc! Jak napisalas ze za kg org bananow placilas 20zl to mnie z kapci wyrwalo! Ja za karton 40lb okolo20kg place $36 jeszcze sklep daje mi 10% za to ze biore taka ilosc jednorazowo. W Pl chyba chca sie dorobic na bananach hehe! Co do suplementacji to tez biore multiwitaminy i mineraly z probiotykami i enzymami tylko kupuje RAW VITAMIN CODE firmy GARDEN OF LIFE bo uwazam ze syntetyczne witaminy nie przyswajaja sie tak jak powinny i niektore z nich moga zaszkodzic Mysle ze jak nie ma sie wlasnych upraw i kupuje sie w sklepie to powinno sie suplementowac przynajmniej te wit ktore jestes pewien ze nie dostarczasz wystarczajacej ilosci. Wiem ze uzywanie przez Ciebie wulgaryzmow jest na porzadku dziennym ale lepiej by sie czytalo jak by ich nie bylo zwlaszcza w zdaniach ktore okreslaja pewnych ludzi. Szanujmy sie wszyscy bo z jednej gliny jestesmy a jesli nie potrafimy drugiego pokochac to chociaz tolerujmy jego odmiennosc. Pozdrowka <sorki za blendy 🙂

    15. pepsieliot 31 stycznia 2013 o 08:17

      Marcin hej, fajnie macie, w kwestii cen za organiczne owoce i generalnie więcej też zarabiacie, ale cóż, nie macie krajobrazu jesiennego z polską wierzbą, ani Chochołowa, ani bieszczadzkich falujących łanów :))

      Wydaje mi się, że nigdy nie używam inwektyw , a moje preferencje co do pewnych słów, które można nazwać wulgaryzmami są właśnie moje, lubię mówić kurwa, od czasu do czasu oczywiście. Blogów o tematyce witariańskiej jest wielka ilość i z pewnością nie znajdziesz tam ani jednego wulgaryzmu. Nie potrafię się niczym wyróżnić, to piszę brzydkie wyrazy:))

      No tak, po zastanowieniu, pewnie chodzi Ci o świętojebliwych, ale to takie fajne słowo, niekiedy też bywam świętojebliwa i jak mi się to zdarza, to sama się z siebie śmieję i szybciutko już nie jestem. Mam osobisty gust do słów, lubię słowa socjeta, progenitura, człowiek i nawet mi do głowy nie przychodzi, żeby miały negatywny oddźwięk, ale kogoś mogą razić.
      Wyjaśniam więc, mam specyficzny gust do słów i znaków umownych. Lubię niektóre słowa bardziej od innych, a do nich należą też: szary, pejzaż, sensu stricte, iwa, ożeż, właśnie kurwa, awokado, wintycz, hipster, akurat, afterek i biforek i wiele innych, które z dziwną wewnętrzną radością wstawiam do tekstu. Nigdy natomiast nie znajdziesz tutaj kuźwy, czy mniej trójki.
      Jeszcze raz pozdro.

      1. Marcin 31 stycznia 2013 o 18:14

        Hej! Co do krajobrazow jesiennych to sie nie dokonca zgdze 😛 bo i tutaj jesien ma swoj urok i nie leje tak czesto jak w Chocholowie 😛 ale nie bedziemy sie targowac kto ma lepiej 😉 wulgaryzmy uwazam ze czasami podkreslaja stan emocjonalny ktory chce sie przekazac szczegolnie jak sie pisze ale uwazam ze jezyk polski jest na tyle bogaty ze mozna zminimalizowac ich ilosc a zwlaszcza opisujac kogos. Nie czytam Twojego bloga co wpis ale jak juz czytam to za kazym razem trafiam na te slowa (moze mam pecha) OK mimo wszystko to Twoje podworko i co tu robisz to Twoja sprawa ja tylko chcialem tak bez urazy zwrocic uwage na te slowa. Duzo zdrowka pozdrawiam

        1. pepsieliot 31 stycznia 2013 o 19:54

          Marcinie, mówię o tej nostalgii którą czuję kiedy jestem w Stanach, albo we Francji, może dlatego tak to odbieram, bo jestem architektem, nie wiem, dla mnie wchodzą w grę ewentualnie Alpy i okolice. Rozważamy na poważnie emigrację, gdyż prowadzimy jakieś tam biznesy w USA, ale właśnie boję się tej nostalgii, ale to pewnie po jakimś czasie minie.
          Marcinie klnę jak szewc w życiu, w mowie i piśmie i to mi dobrze robi. W książkach nie przeklinam, przynajmniej nie za bardzo, natomiast to jest taki blog właśnie, mój. Nie dla Świętych. 🙂
          A kurwę wzięłam ze słownika języka polskiego Kopalińskiego, wcześniej nie znałam tego słowa 🙂

          1. Marcin 31 stycznia 2013 o 20:15

            OK z Kopalinskiego musialo byc tez niezle ziolko 🙂 Powiedzmy ze Ty uzywasz neologizmy artystyczne 😛 znalazlem w necie jeden co mnie rozbawil ciekawe jakby wygladala taka prognoza pogody w tv ” chujowo pizga ,jebie deszczem i ogólnie śmierdzi chujem tam – na zewnątrz pada ,jest zimno i pogoda nie nastraja pozytywnie.”. Dobra juz nie zasmiecam bo ludzie pisza o powaznych sprawach a ja tu jakies pierdoly 🙂 milego dnia czy wieczoru nie wiem co tam teraz macie 🙂

            1. pepsieliot 31 stycznia 2013 o 21:39

              No Marcin, ubawiłam się, tak mnie rozśmieszyłeś, ze postanowiłam specjalnie dla Ciebie i dla Krysi ( wiem, że też jej to przeszkadza) i dla wszystkich co cierpią, ale milczą zmniejszyć ilość brzydkich słówek :)))), ale błagam nie do zera, jedno, na co drugi wpis.

    16. pepsieliot 31 stycznia 2013 o 14:29

      mk7 nie produkuje, tylko mk4

      1. pepsieliot 31 stycznia 2013 o 15:11

        nie, ale zobacz ile żyją Okinawczycy i w ogóle Japończycy, tak lużno nawijam 🙂

    17. Jaspis 31 stycznia 2013 o 14:50

      Czy jest dostępna na rynku jakaś witamina D ale wegańska ?

    18. pepsieliot 31 stycznia 2013 o 15:11

      Mk7 jest też chyba w mięsie osób karmionych trawa

    19. pepsieliot 31 stycznia 2013 o 15:58

      też tak myślę, ale trzeba by porozkminiać jeszcze i poszukać potwierdzeń, bo ten paradoks wapnia na pewno jest faktem, bo o tym znalazlam wiele nie powoązanych ze sobą info

      1. pepsieliot 31 stycznia 2013 o 19:47

        tu chodzi przede wszystkim o suplementujących wapń i D, tak zrozumiałam

        1. pepsieliot 1 lutego 2013 o 08:27

          Jazgotttcie możesz spać spokojnie :)) bo to raczej tak jak z potasem, nie wolno go suplementować bez konsultacji ze specjalistą, czyli lekarzem, a w bananach i pomidorach jemy często więcej i bardzo dobrze

    20. pepsieliot 31 stycznia 2013 o 19:48

      ja niestety biorę z runa owczego

    21. Ala Makota 31 stycznia 2013 o 23:49

      zdecydowanie ekologiczne warzywa lub własne to dobry pomysł. bo nie są jakoś o wiele droższe od zwykłych, a różnica jest spora. nie wiem jak to jest z pestycydami (bo wg mnie nawet ekologiczne warzywa coś tam mają – choćby dlatego, że wody gruntowe są zatrute, albo sąsiad coś popryskał), ale wg tebel będących w moim posiadaniu, zawartość azotanów w ekologicznej marchwi to przeciętnie 20 mg/100g natomiast z uprawy polowej to przeciętnie 50mg/100g. pietruszka: eko 40mg/100g, a zwykła 120mg/100g; ale natka to już przegięcie: 11mg/100g w eko, z uprawy szklarniowej to 340mg/100g, a z plowej to 84 mg/100g.
      jedzeniem to nigdy nic nie wiadomo. ja nie mam kiedy szukać informacji, ale za to myślę pozytywnie o tym co mam na talerzu. trudno, nie mam kasy na eko pomrańcze, ale te z biedronki są ostatnio bardzo smaczne.
      jak to jest z ananasami? bo moje zwykle były spleśniałe na spodzie. i takie same widziałam w organicu. i to na bank była pleśń. baaardzo rzadko spotykałam jednocześnie nie spleśniałe i dojrzałe. nawet jak dojrzewają w domu to pleśnieją. więc dałam sobie z nimi spokój.

      1. pepsieliot 1 lutego 2013 o 08:06

        Ala, kupuję ananasy i nie są spleśniałe, zarówno te z organika jak i z marketu. Pleśń a charakterystyczny smak, który chyba niestety wszyscy znamy, a nigdy nie smakowały jak z pleśnią. Niestety czytałam artykuł, że witarianie jedzący do tego organic, są częściej narazeni na pleśnie. Zdarzyło mi się wyczuć pleśń w organicznej natce pietruszki, a siemię lniane i sezam, bardzo często zawierają ziarenka spleśniale, od razu sięto wyczuwa. Zaprzestałam jeść sezam i mam wolty do siemienia niestety

      2. pepsieliot 1 lutego 2013 o 08:29

        specjalnie nakręcę dla Ciebie filmik, bo codziennie okrawam jedego :))

      3. pepsieliot 1 lutego 2013 o 08:30

        Ja też pytam o Milusia, jak się ma słodziak ? :))

    22. pepsieliot 1 lutego 2013 o 16:56

      grzybów jest wiele i będę pisać nawet o pleśniach, przecież ludzie jedzą ser pleśniowy, czyli nie kązda pleśń ma takie straszne działanie, ale ta co ma taki fatalny i szczególny smak tak

    23. pepsieliot 1 lutego 2013 o 16:58

      i do tego brazylijskie orzechy, te do kupienia w Polsce często dają pleśnią właśnie

    24. Ala Makota 2 lutego 2013 o 15:56

      jeśli chodzi o banany, to moja znajoma kupowała organic i też doszła do wniosku, że mają pleśń na końcach. a dziewczyna raczej wiedziała co mówiła, gdyż posiadała wiedzę z tego zakresu. ale jednocześnie to mogą być pozostałości kwiatów – i tak jej dostawca mówił. choć ona nie dała się przekonać.
      a mój Miluś rośnie. ma 10 ząbków i jak widać po częstotliwości moich odpowiedzi jest bardzo zajmujący 😉 ale i tak jest lepiej, bo już umie się bawić 🙂 choć jest z niego straszny gałgan 🙂
      ananasa to już dawno nie widziałam bez pleśni. serio – nie wiem, może mam pecha, ale jak tylko spojrzę na spód ananasa to widzę pleśń, a szkoda, bo bardzo lubię ananasy. ale co mi po nich jeśli mogę jeść albo niedojrzałe albo spleśniałe 🙁

    25. Ola 13 lutego 2013 o 10:53

      Już kiedyś wyraziłam tu wątpliwość (tak na logikę) co do norm, które ustalone są jednak dla wszystkożerców.
      Dzisiaj spotkałam wypowiedź człowieka, który zawodowo doradza w temacie wychodzenia z chorób dietą, no akurat nisko węglowodanową, ale ponieważ wypowiedź dotyczyła normy na trójglicerydy, bo ktoś tam się martwił, że ma za niskie, to zacytuję:
      „Co to za nonsens-TG powinny być jak najniższe, nie mają dolnej granicy”
      Autor tej wypowiedzi siedzi w temacie diet od wielu lat i ma otwarty, krytyczny umysł, dlatego go zacytowałam.
      Pozdrawiam 🙂

    26. pepsieliot 13 lutego 2013 o 14:05

      Ola hej, bardzo interesująca mnie wypowiedz, Twojego dietetyka. Nie mniej jednak dobry cholesterol też spadl, ale nad tym pracujemy, 🙂

    27. Tui Thai 21 lutego 2013 o 16:08

      Pepsi, zieleninę też kupujesz eko? Gdzie?
      Jak zobaczyłam cenę za szpinak 25zł/kg, to zrezygnowałam.
      Pozdrawiam.

    28. pepsieliot 21 lutego 2013 o 21:51

      Tui Thai, do piątku do godziny 12, skłąda się zamówienie na zieleninę na cały tydzień (kilo szpinaku starcza na cały tydzień do szejka, on jest lekki i ma wielką objętość) w Melasie, u dziewczyn Marty i Lidy, zamawiasz sałaty, pietruszki, cukinie, rzodkiewkę i co chcesz i masz zniżkę 15 %, odbierasz zamówienie w środę.Nie wiem ile płacę za szpinak, bo płacę za wszystko hurtem, ale dziewczyny mają konkurencyjna ceny, to jak jesteś z Krakowa 🙂

      1. Tui Thai 21 lutego 2013 o 22:00

        Mieszkam tu 🙂
        Czyli te ceny to jeszcze bez zniżki? A każdy ma tę zniżkę? Jak przeglądałam ceny, to właśnie każda zielenina najdroższa, a np. jabłka dziwnie tanie.
        Tylko w Melasie kupujesz? Ja nie wiem gdzie ten sklep jest, bo tam stoi taka kamienica, a szyldu nie widać 😀
        Niedaleko widziałam też sklep eko/bio, może warto i tam spróbować.
        Dzięki wielkie za odp.
        Pozdrawiam.
        PS: Pierwszy raz piszę, ale czytam już jakiś czas 🙂

    29. pepsieliot 21 lutego 2013 o 23:13

      Kupowalam w roznym miejscu, ale w Melasie mi najwygodnej i bardzo miło, ten sklep mieści się w pasażu, pomiędzy Dietla a Miodową ( pasaż Dietla 45)

    30. Violina 15 czerwca 2013 o 17:23

      Gdziesz czytałam, że jesz także gotowaną soczewicę oraz ryż. To ja w takim razie dołączę do diety gotowane bataty i spróbuję tej soczewicy. Choć chciałam wytrzymać przynajmniej 30 dni na surowym 811 ( i wcale nie mam ochoty na gotowane), to jednak muszę zacząć jesc jeszcze co innego, bo moja waga stoi i wszyscy pytają czy mam anoreksję.

      1. pepsi 15 czerwca 2013 o 19:22

        ja po prostu nie widzę różnicy czy zjem trochę ryżu i soczewicy czy też nie, a ponieważ G. je, to ja tez korzystam, bo jest wygodniej, gdyby o mnie tylko chodziło już bym nie jadła

    Dodaj komentarz