logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
180 online
55 289 052

ODCHUDZANIE ŻONY  Z SUPER SPALACZEM BIKINI BURN TiB

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • Czuję się jakbym nie pasował do tej rzeczywistości wokół mnie, ale w niej wciąż siedzę

    Czyli chciałbym, ale mam pietra. 

    Komć:

    Witaj Pepsi, co zrobić gdy zupełnie nie rezonuję z moją pracą i nie chodzi tu do końca o brak ”tu i teraz” czy stres, ale okropnie nie podoba mi się rozregulowany zegar biologiczny (wstaję o 4:30), kiedy jest całkowicie ciemno, praktycznie noc, potem przebywam na hali, czując się jak w więzieniu, słońce oglądam tylko przez okno, a gdy wychodzę już prawie zachodzi, a szef każe zostać jeszcze dłużej …

    Czuję, że bardzo brakuje mi słońca, a ciało jest w rozterce. Mam ogromną potrzebę kontaktu z naturą, co chwilę marzę by wybrać się do lasu, nad morze i spędzić tam cały dzień, cieszyć się zielenią i błogą ciszą, słuchać ptaków, obserwować niebo, siedzieć pod drzewem. Czasem jest mi obrzydliwie smutno i mam dość ludzi i tego ich oderwania od natury.

    W pracy czuję się jak ptak w klatce, a gdy wracam, to tylko zmieniam klatkę z jednej na drugą, nieco wygodniejszą, jestem strasznie zmęczony i apatyczny. Czuję się jakbym nie pasował do tej rzeczywistości wokół mnie, do tych dziwnych skupisk ludzkich, chałaśliwych i chaotycznych ulic, samochodów, nocnej łuny zanieczyszczającego mrok światła, przetworzonego żarcia i tych fabryk gdzie przerabia się żywe, cierpiące istoty na mięso …

    Gubię się w tym wszystkim, jestem często jakby oderwany i tym zmęczony. Zdarzają się momenty satori, ale tylko na łonie natury, bądź przy udziale promieni słońca, bądź światła księżyca co ciekawe. Myśle o zarabianiu przez internet i porzuceniu tej kiły, ale nie wiem jak się za to zabrać i czasem nie mam już sił. Sory Pepsi za te niskie wibracje, ale tak właśnie jest …

    jak zarobić na blogu, praca w intenecie

    TU KUPISZ E-BOOK „JAK ZAROBIĆ W INTERNECIE I NA BLOGU?” Nie ma powodu, żebyś blokowała energię pieniądza, tylko dlatego, że tak Cię zaprogramowano w Matrixie

    Hej, dzięki za komcia.

    Czytając go, w pierwszym momencie przyszło mi do głowy, że opisujesz dość stary film (1990) z Tomem Hanksem „Joe kontra wulkan”, w którym hipochondryk Joe dowiaduje się, że za pół roku umrze. Wkrótce potem pewien milioner składa mu nietypową propozycję, chce bowiem, by mężczyzna złożył samego siebie w ofierze dla bóstwa. Film zaczyna się jednak scenami wypisz wymaluj jak z Twojego komenta. Na szczęście zachodzi pomyłka, bo okazuje się, że gość od początku był zdrowy, jednak dzięki temu zbiegowi okoliczności dostaje impuls do całkowitej odmiany swojego życia.

    Wracając, oczywiście, że wiesz co powinieneś zrobić. Jest to dla Ciebie od początku jasne. Jest tylko pytanie dlaczego tego nie robisz?

    Ludzie często nie mają pojęcia co ich uwiera, co ich gniecie, nie wiedzą czego chcą i co tak naprawdę lubią robić? Ty wszystko wiesz, tylko nie ruszasz ze skrzyżowania. Dlaczego? Co musiałoby się wydarzyć, żebyś ruszył ze skrzyżowania, na którym zalegasz jak zepsuty samochód, żeby już nie przywlekać historii z nieszczęsnym Rumunem?

    To jest Twoje życie, w którym otrzymujesz wskazówki i kłody zarówno w postaci wydarzeń, jak i dzikich ludzi. To są Twoje wyzwania, to mają być impulsy do wzrostu. To są schody, żebyś mógł wzrosnąć. Wprawdzie czasu nie ma, ale tu na Ziemi mamy jednak ciało, które się zużywa, a więc nie szkoda Ci ciała?

    Jeśli jednak z jakichś powodów nie chcesz dokonać tej zmiany, to jest tylko jedna rada, zaakceptuj to co jest. Pogódź się z sytuacją, ze swoją biernością, ze swoimi tajemnicami, o których mi nie mówisz. Powiedz sobie, że owszem widzę jasno co powinienem zrobić, ale jednak tego nie robię. Bo taki jestem, bo owładnął mną strach, bo nawet ten cały syf stał się dla mnie strefą komfortu, gdyż nie jest wielką niewiadomą.

    Bardzo wątpliwe strefy komfortu wyrastają na podstawowej emocji Ziemian, mianowicie strachu. Ale nawet to, należy zaakceptować.

    I wtedy powiem Ci spoczko, jest jak jest, a skoro to wybierasz, to znaczy, że na ten moment jest to dla Ciebie najlepsze co możesz zrobić. Doświadczaj więc tej kiszki świadomie. Niech zgoda na kichę będzie świadomym działaniem, bez pretensji do siebie i do świata. Akceptuj. Już sama akceptacja sprawi, że zaczniesz inaczej wibrować, nie jak to beznadziejne miejsce, które opisujesz i stanie się coś, co Cię zdziwi, mianowicie pojawi się propozycja  od wszechświata dla Ciebie. Podobnie jak dla Joego granego przez super zdolnego Toma Hanksa.

    Żeby zmienić swoją sytuację życiową, finansową, łodewer, żeby zmienić siebie potrzeba tylko jednego, kurde flaczek, ruszenia ze skrzyżowania. Twój cel nie musi zostać osiągnięty, nawet już o nim nie myśl, tylko zróbże ten pierwszy krok i się nim zajaraj. Idź i ciesz się krokiem, doceń go. Być może dotrzesz w zupełnie inne miejsce niż zamierzałeś, ale to się nie liczy. Liczy się tylko, że ruszyłeś, że jesteś w zmianie.

    To zawsze działa, bo tak działa prawo rezonansu.

    lovciam:)

     

     

    (Visited 4 347 times, 1 visits today)
    Peps Osho kim jest, jest trudniej ocenić niż kim PepOsh nie jest. Nie jest ani Pepsi, ani tym bardziej Osho. Nie jest też Tolle, ani Romanem (Nachtem). Po prostu jest sobie tutaj dla Ciebie instalacją PePoż.
    Blog pepsieliot.com nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.
    Może rzuć też gałką na to:

    Dobre suplementy znajdziesz w naszym Wellness Sklep
    Disclaimer:
    Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, dlatego nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.

    Powiązane artykuły

    1. Monika 21 listopada 2017 o 19:07

      Pepsi Droga a co zrobić kiedy nie umiem przestać się objadac i nic nie robię by schudnąć? Nie ćwiczę, nie biegam…. Zaakceptować i co? Przecież nie chce mi się ruszyć tyłka ze skrzyżowania :-/

      1. Pepsi Eliot 21 listopada 2017 o 21:36

        mogę Cię poprowadzić, ale czy pójdziesz ze mną?

        1. Monika 21 listopada 2017 o 21:42

          Jasne Pepsi. Kopnij mnie w moje leniwe 4 litery. Już przebieram nogami 🙂

        2. Marta 23 listopada 2017 o 08:40

          Pepsi, jesli to propozycja, to ja rowniez wyciagam reke z prosba o wskazowki. Love

    2. Ania 21 listopada 2017 o 23:10

      To ja chcę się dołączyć. Pójdę z wami.

    3. hikikomori 21 listopada 2017 o 23:14

      Kurcze jak to wszystko zrobić gdy masz na koncie 20 lat, albo i więcej, nienawiści do samej siebie i twojego małego świata/środowiska. Gdy nie masz w sobie już nic oprócz złości, gdy w twojej głowie główne myśli to takie, ze przecież na nic nie zasługujesz, że jesteś do kitu, brzydka, odpychająca, głupia… tak totalnie głupia bo dałaś wiarę w to co mówią naokoło ciebie inni ludzie, rodzina i przestałaś… przestałaś robić cokolwiek a teraz nie masz sił, nadziei? by zacząć coś, a zresztą twój własny ‚bullying friend’, ty sama, ciągle ci mówi, że już za późno, ze się nie nadajesz, że nikt nie da ci szansy (pewno racja skoro ja sama sobie jej nie daje) i kaleczysz się, zniekształcasz by odpowiadać obrazowi jaki on (‚bullying friend’) ci narzuca, bo jesteś słaba, za słaba już teraz by z tego wyjść i go uciszyć…….

    4. Agnieszka 22 listopada 2017 o 09:52

      Ach dziekuje za ten wpis. Czuje sie podobnie do autora listu. Moze z ta roznica ze widze jednak swiatlo sloneczne i mimo ze (poki co) pracuje w korpo to lubie moje stanowisko bo bardzo mnie rozwija. Ale reszta opisuje mnie dokladnie..dokladnie znam swoje pasje, talenty (a dal mi ich Pan Bog sporo), wiem co kocham robic w czym sie spelniam i zapominam a w jakich sutyacjach nie jestem w tu w i teraz. Wiem co chcialabym robic i tego nie robie, ani nic w tym kierunku bo wszystko sie sprowadza to pracy nad soba i wymaganiem od ciala…tu tez wiele niedociagniec i staram sie robic to co przychodzi latwo, wystarczy slabszy dzien albo przekonujaca kolezanka z domowym ciastem i juz upadlam. Tak zdecydowanie stoje na skrzyzowaniu ale przed droga ktora wiem ze mam isc. I NIE IDE. ale zoaczynam i zawracam. albo przystaje i sie kurde ogladam za siebie no…czyli to jeszcze nie ten czas. Zaczne wiec od akceptacji wlasnie tych slabosci i momentow ze znow zawrocilam. A moze wtedy stanie sie to o cyzm piszesz. Po poki co ciagle wyrzuty ‚i znow sie nie udalo’ mnie doprowadzaja do szalu.
      Dzieki pepsi za to wpisidlo 😀

    5. Zosiek 22 listopada 2017 o 10:11

      Cześć Peps, ja trochę nie w temacie. Pamiętam, ze w którymś z postów pisałas, ze za kazdym razem, gdy snimy jesteśmy w innym wymiarze. Czy jest to możliwe, aby ktoś z tych innych wymiarów chciał uzyskać od nas pomoc? Ze w czasie snu pomagamy?

      1. Pepsi Eliot 22 listopada 2017 o 10:59

        W sumie tak, może to mieć miejsce, ale niekoniecznie dosłownie. To są informacje od człowieka, który był w takim jumping roomie Maxa Spiersa

        1. Zosiek 22 listopada 2017 o 11:29

          Pytam,, bo miałam właśnie dziś sen, który przeżyłam z taką intensywnością, że miałam wrażenie, że to rzeczywistość. Byłam w społeczności ludzi dosyć smutnych, przytłoczonych problemami, którzy wyglądali nawet jakby umarli za życia, byli bardzo ponurzy. W pewnej chwili bałam się tego miejsca i chciałam się obudzić.Nawet chyba starałam się krzyczeć, ale nie umiałam. Gdy już się obudziłam, a raczej otwarłam oczy, widziałam jakąś białą postać unoszącą się obok mojego okna. Chociaż moją Ziutkę od razu obleciał strach – wcale nie czułam strachu, zamknęłam oczy i spałam dalej. Znowu byłam w tej samej społeczności, zaprosiłam ich wszystkich do wielkiego pokoju, w którym wspólnie zrobiliśmy miejsce dla wszystkich. Zaczęli mówić – nie wiem co, nie pamiętam, ale zaczęli się komunikować ze sobą, przyszły nawet najbardziej posępne osoby. Potem chyba byłam w jakimś innym pokoju, nie pamiętam, pamiętam, że zostałam zawołana do nich i gdy tylko weszłam do pokoju poczułam ogromną wdzięczność z ich strony, siedzieli przy wielkim stole, upieczone ciasto, herbata itp., miałam poczucie , że zaraz stamtąd zniknę więc zaczęłam się z nimi żegnać, z każdym z osobna, pamiętam, że byłam bardzo wzruszona. Jeden chłopak nawet chciał dać mi jakieś ichniejsze pieniędzy, ale powiedziałam, że bardzo dziękuję, ale w moim wymiarze i tak będą bezwartościowe i lepiej jeśli je zachowa i zrobi z nich użytek. Gdy ze wszystkimi się pożegnałam – obudziłam się. Tak najzwyczajniej w świecie i do tej pory mam takie poczucie dobrze wykonanej misji czy tego, że komuś pomogłam. Zdarza mi się to pierwszy raz.
          Pomyślałam, że Ty będziesz najwłaściwszą osobą do zadania nurtującego mnie pytania z poprzedniego mojego komcia. Dzięki Peps, że jesteś :*

          1. Pepsi Eliot 22 listopada 2017 o 11:38

            myślę, że to bardzo piękny sen i jak najbardziej mógł się zadziać na jawie w 4 wymiarze, ciekawe, czy będą się podobne sny powtarzać

            1. Ania 29 listopada 2017 o 11:16

              A co powiesz na moje sny(jak komuś o nich opowiem to wszyscy proponują aby się wyspowiadać albo iść do księdza,ale ja nie jestem z tych którzy to robią 😀 ): bardzo często śnię że ktoś mnie odwiedza, nie widzę nikogo ale wiem że ktoś jest. Cała sztywnieję, nie mogę powiedzieć słowa, kiedyś bałam się w śnie, teraz nie tak bardzo, w myślach(w śnie) proszę Aniołów aby ochronili mnie i jak o tym pomyślę to wybudzam się. Ostatnio zobaczyłam tylko rękę czyjąś, i to bylo tylko 1 x
              Za to kiedyś( z 10 lat temu) miałam takie sny że czułam że ktoś na mnie siedzi albo ściga kołdrę lub jestem zamknięta w pokoju bez wyjścia, wstaję z łóżka i padam na podłogę ponieważ nie mam siły. To już się nie powtarza.

            2. Pepsi Eliot 29 listopada 2017 o 13:19

              sny młodzieńcze

    6. Jakub 22 listopada 2017 o 10:17

      Ooo Pepsi ogromnie dziękuję Ci za odpowiedź w formie posta 🙂 bardzo mnie to pokrzepiło.

      A z tym Rumunem to niestety udane porównanie, ciężko się ruszyć. Stoję często jakby na rozstaju dróg, czekając na jakąś interwencję opatrzności, która mi wskaże w którą stronę iść.

      Póki co kombinuję z pracą zdalną, pisanie tekstów seo na zlecenie, wysyłam cv 😉 Może nie jest to to samo co praca na własny rachunek, ale nie ma co narzekać. Chociaż rodzice i tak chcieliby żebym normalnie pracował, jak trzeba to i po 10h, bo tak już musi być, bo takie życie, nie ma co kombinować, ale ja z tym nie rezonuję zupełnie.

      1. Pepsi Eliot 22 listopada 2017 o 10:56

        ludzie tak sądzą, że długa i ciężka praca to, to jest praca i wtedy mogą być jakieś efekty, niech popatrzą na dolę górników, to się nie sprawdza

      2. grzegorzadam 23 listopada 2017 o 00:34

        słońce oglądam tylko przez okno, a gdy wychodzę już prawie zachodzi, a szef każe zostać jeszcze dłużej …”

        nie da się tak żyć.

    7. Lena Drzewienko 22 listopada 2017 o 11:00

      Mi to nie pachnie wulkanem, mi to pachnie „pseudo duchowością”, której terapii, uzdrowień duszy i warsztatów jest teraz jak grzybów po deszczu. Jak się w to wdepnie, to się ląduje w niezłym bagienku. Jak się już popatrzy na to z boku, to widać maszynkę do zarabiania kasy (musisz poprawić relacje z matką, bo inaczej nie odniesiesz sukcesu, musisz poprawić relację z ojcem, bo inaczej nigdy nie będziesz mieć dzieci – nawet kiedyś usłyszałam, że z moim życiorysem to minimum pięć lat terapii!). Takie rzeczy robią sieczkę z głowy. Burzą zdolność obserwacji i bycia w teraz. In the other hand, przyciągamy takich terapeutów, z którymi rezonujemy. I niezwykle się cieszę, że jestem tutaj u Ciebie teraz Pepsi :*

    8. gosiaczek 22 listopada 2017 o 14:48

      Pepsi,powoli ruszam a raczej nabieram przekonania o ruszeniu ze skrzyżowania aż tu mój 8 letni syn nabył właśnie chyba tik nerwowy ale wygląda jak jaszczurka, która „przewala oczami”-czy dziecko może być obcym?

      1. Pepsi Eliot 22 listopada 2017 o 15:03

        może, ale nie bądź pochopna w ocenie

      2. Anja 25 listopada 2017 o 12:35

        Glaskaj i przytulaj, to pomaga zawsze… 8-latek to jeszcze male dziecko…

    9. GOSIACZEK 22 listopada 2017 o 22:47

      To już drugi raz w jego życiu taki syndrom, niby nic a jednak niepokoi. Potraktuje go miłością matczyną- a co! Na pewno nie zaszkodzi. Dzięki że jesteś

    10. Kacha 23 listopada 2017 o 22:34

      „..bo owładnął mną strach, bo nawet ten cały syf stał się dla mnie strefą komfortu, gdyż nie jest wielką niewiadomą”
      Jakże ja to rozumiem. Niestety…Jak zrobię krok w przód to zaraz dwa w tył. Ale głównie stoję i grzęznę. I tak bardzo chcę. Może w tym jest problem?
      Dzięki za ten wpis. Myślę że dotyczy wielu osób
      Gorące uściski 😘

    11. mucha 25 listopada 2017 o 16:18

      Na początku roku robiłam oczyszczanie i będąc na warzywkach i owockach, pomyślałam, że w sumie niedaleko mam schronisko to pójdę i pomogę, praca marzenie, chodzilam codziennie, przed i po mojej pracy, weekendy itd…pół roku później przeszłam na Raw, arbuzy, banany i koktajle nie miały końca, kolejna myśl, zapytałam się w schronisku, czy nie moglabym pare euro dorobić, okazało się że to żaden problem. Obecnie jestem również na zdrowym odzywianiu, okazało sie ze jedno miejsce zwalnia i jest wolny etat od lutego😂😂😂przypadek? nie sądze. jedzenie ma znaczenie💚💚💚

    12. fila 25 listopada 2017 o 23:49

      To post bardzo do mnie, dzięki!

    13. Kita 30 listopada 2017 o 23:35

      Od ponad 11 lat pracuję w korpo. Przez 5 dni w tygodniu robię to samo i tak przez okrągły rok z krótkimi przerwami na urlop. 4 lata temu dopadło mnie tzw. wypalenie zawodowe i w ostatnim czasie nasiliło się na tyle, że nie byłam w stanie zmusić się, żeby pójść do pracy. Wzięłam 3 tygodnie zwolnienia lekarskiego i w końcu zobaczyłam jaki świat jest piękny. Na zwolnieniu codziennie rano biegam, nigdzie się nie spieszę, nie stoję godzinami w korkach, gotuję kiedy mam na to ochotę, w końcu się wysypiam, przestałam się stresować, nie siedzę całymi dniami w klimatyzacji, w końcu zrozumiałam co to znaczy żyć i kochać. Dopiero na zwolnieniu lekarskim zorientowałam się się jak byłam strasznie zestresowana pracą. A jakie miałam wyrzuty sumienia idąc na to zwolnienie – że szefa zostawiam, że kogoś innego obciążę moimi zadaniami. Na szczęście po dwóch dniach od rozpoczęcia zwolnienia pozbyłam się tych wyrzutów i jestem teraz prawie innym człowiekiem, a dopiero minęło 10 dni zwolnienia lekarskiego.
      W korpo czuję się jak ptak w klatce, jak pies na łańcuchu, jak w obozie koncentracyjnym, jak niewolnik. Nieznoszę swojej pracy, a kiedyś ją uwielbiałam. Wszystko się zmieniło odkąd zaczęłam się budzić i dowiadywać jak ten świat jest zmanipulowany. Także mój obecny partner otworzył mi oczy na wiele kwestii.
      Pepsi, jestem Ci wdzięczna za ten blog i informacje, którymi się dzielisz. Czytam Cię od ponad roku i także dzięki Tobie moje życie zmieniło się na lepsze.

      1. Pepsi Eliot 1 grudnia 2017 o 08:52

        <3

        1. Strzała 4 grudnia 2017 o 23:09

          Kita, jak ja Cię rozumiem. Odczuwam bardzo podobnie i podobne mamy historie, z jedną tylko różnicą. Ja nie wiem jeszcze, co mogłabym robić innego. Mam jakieś pomysły, ale póki co nie mam jeszcze nowych umiejętnosci do działania. Też jestem na L4 teraz, nawet poszłam na terapię, aby poukładać sobie pewne kwestie. Jednak czuję coraz bardziej, że moja historia z korpo już się skończyła i chcę złożyć wypowiedzenie, nawet nie mając nowej pracy. Czuję ogromną potrzebę uwolnienia się z tego systemu. Pozdrawiam Ciepło i życzę powodzenia. Dzięki Pepsi za ten artykuł.

      2. grzegorzadam 1 grudnia 2017 o 14:16

        4 lata temu dopadło mnie tzw. wypalenie zawodowe i w ostatnim czasie nasiliło się na tyle, że nie byłam w stanie zmusić się, żeby pójść do pracy.”

        Tak czysto technicznie.
        Czy robiłaś sobie badania stężenia wit.D?
        Bo chyba nie było sjesty na kąpiele słoneczne koło południa? 😉

    14. Kita 1 grudnia 2017 o 17:33

      Hej Grzegorzuadamie, opalam się bardzo dużo, poziom D3 mam ok. 40. W moim przypadku wstręt do pracy w korpo rósł wprost proporcjonalnie do zwiększania swojej świadomości mechanizmów otaczającego mnie świata. Moja praca jest bezsensowna i dlatego mnie tak mierzi. Aktualnie jestem na etapie rozwijania własnej działalności gospodarczej.

      1. Pepsi Eliot 1 grudnia 2017 o 20:30

        to niski

      2. grzegorzadam 1 grudnia 2017 o 21:19

        ”opalam się bardzo dużo, poziom D3 mam ok. 40.”

        całkiem przyzwoicie jak na te warunki biurowe niesprzyjające 🙂
        Podwyższyłbym zimą.

        ”Aktualnie jestem na etapie rozwijania własnej działalności gospodarczej.”

        Dobry ruch. Czasami ludzie nic nie widzą, aż do pierwszego zawału lub pierwszego raka.
        Tak to działa.

    Dodaj komentarz