logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
443 online
55 268 715

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • Czy e-biznes jest lepszy niż zapomoga filantropa?

    DSC02870

    DSC02869

    Dlaczego e-biznes jest lepszy niż zapomoga filantropa

    Jolka Państwu,

    Bo z ludźmi jest trochę tak jak z filantropią.

    Danie kasy biedakowi, niewiele zmieni w jego życiu na dłuższą metę, chociaż biedak i tak woli dostać kasę. Oczywiste, że trzeba stworzyć mu warunki, żeby mógł sam generować przychody.

    Ale to rozwściecza zarówno donatora filantropa, jak i potrzebującego.

    To samo jest z ludźmi. Gdy zachorują, świat im się wali chcą szybkiej zapomogi w postaci lekarstwa, czyli antidotum.

    Tymczasem już dawno temu mogli działać, żeby generować zdrowie. Generowanie zdrowia odkąd cokolwiek skumamy, jest naszą powinnością wobec siebie. Jednak tego nie robimy.

    Chcemy tylko żebrać o zapomogę 

    Opanuj się człowieku. Zapomoga może się okazać kulą internisty u gitary, pętem alopaty, dybami chemioterapii, szafotem radiologii i w końcu katafalkiem.

    Dzisiejsze refleksje z pewną nonszalancją tematyczną, naszły mnie w związku z tym, że akurat wczoraj skończyłam e-booka, tego –   Jak zarabiać przez Internet? Jak zarobić na blogu?  

    Stąd brak niedzielnego posta, o zarabianiu w internecie, czyli na własnym portalu. 

    E-biznes może przynieść bardzo dobre pie, ale tak jak wszystko co może nas wesprzeć w życiu, wymaga pewnych specyficznych cech ludzkich. Jak wytrwałość, pracowitość, konsekwencja, zrozumienie potrzeby systematycznej pracy, wiary w siebie i wiedzy co jest dobre dla e-biznesu, a co jest totalną pomyłką.

    Ludzie często rozwodzą się z powodu braku gotówki 

    Brak pieniędzy jest jedną z głównych przyczyn awantur, fochów, wylewania pomyj, złych słów, wzajemnego wytykania błędów, zazdrości i rozgoryczenia. Nawet zdrada mniej boli niż brak pieniędzy.

    To dlaczego sądzimy, że możemy nie zabezpieczać sobie zawczasu tyłów?

    Nie mówię, że każda para, która nie ma kasy rozwiedzie się. Są ludzie, którzy potrafią połączyć się w kłopotach, zewrzeć szyki i zacząć działać, jak wspólna machina taranująca rzeczywistość.

    Ale to rzadkość nad rzadkościami 

    Bo raczej pary nie tworzą wspólnego bojowego szyku ramię w ramię, tylko się nawzajem obwiniają. A potem spada na nich zapomoga w postaci rozwodu. A oni dalej niczego się nie nauczyli i nadal nie umieją zarabiać, bo tracili tylko czas.

    Tymczasem bycie bogatym, czy po prostu posiadającym pieniądze pod dostatkiem jest umiejętnością, którą można się nauczyć, a nie czymś, co ludzie dziedziczą w genach. Każdy z nas ma szansę wyjścia z impasu braku pieniędzy pod warunkiem, że wzmocni swoją psychikę i konsekwentnie powieli drogę tych, którym się udało i którzy zechcieli się podzielić swoją wiedzą w temacie.

    Liczą się tylko umiejętności i wytrwałość. Jak w każdej dziedzinie życia. Nawet miłość można zdobyć wytrwałością i inteligentnym działaniem, a co dopiero zdrowie, czy pieniądze.

    Cieszę się, że Socjeta, jak twierdzi, licznie zaczęła gonić dzięki temu blogowi, gdyż to jest wielki, milowy krok do generowania zdrowia w przyszłości. To samo z szamą, z kosmetykami, pastą do zębów, dezo, czyli z naszym najbliższym otoczeniem.

    Poranny dżoging to zwyczajność, codzienność, oczywistość, jak mycie kłów i siekaczy ukręconą pastą z oleju kokosowego organik, sody jadalnej i kilku kropli bio olejku miętowego. Nic takiego, żadne tam mecyje.

    Zdegustowani jesienną aurą zamiast kontestować obecność ekspresu do kawy, niech raczej sfokusują swoje protesty na bieżni, albo wywijając skakanką.

    Niechże Socjectwo ruszy swoje rzycie zasiedziałe pod pretekstem październikowych chłodów, żeby nie było za późno. Żeby nie było trzeba liczyć na nędzną zapomogę.

    Niech Burżuazja w chłodniejsze wieczory, przestanie w końcu wylizywać słoiki z cukrem trzcinowym pod pretekstem, że zdrowszy od białego.

    Koniec z szperaniem po kazamatach szafek wygrzebując ostatnie zapasy omszałych raw czekoladek. Koniec z panierowaniem cukinii i smażeniem na zdrowym oleju kokosowym, bo to utopia.

    Ta droga prowadzi do żebrania o zapomogę w przyszłości i to u alopaty. A wszyscy wiemy co alopacja dla nas w donacjach przygotowała. Znamy to.

    Dlatego nie ma czasu, musimy już działać 

    Możnowładcy zebrali się teraz na tym blogu i dalejże zachwalać sybarycję żywnościową pod pretekstem, że i tak nic nie wiadomo, a głupi podstarzały peps w gaciach ledwo na półdupkach i tak obali to co jeszcze wczoraj nawijał w temacie.

    To może wszystko jest gównem oprócz moczu? Może tak być?
    Yyy … łi, ale ja nadal wierzę, że każdy z nas sceptyków i tak wie, że witamina D musi być zabezpieczona.

    Pa Ludzie Kochani
    peps

    Blog pepsieliot.com, nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie  hype strategia, to potrzeba.

    Może rzuć też gałką na to:

    Jak zarabiać w internecie, czyli natchniona wizja wieśniaka

    Czy wytrwałość zawsze zadziała, by osiągnąć sukces?

    7 krytycznych uwag, które uslyszysz, gdy zechcesz otworzyć własny biznes

    15 rad jak zarobić pierwszy milion od zera

    (Visited 2 085 times, 1 visits today)

    Powiązane artykuły

    1. niralamba 6 października 2014 o 13:59

      gratuluję ukończenia e-booka 🙂

      1. pepsieliot 6 października 2014 o 15:14

        Niralamba txh jeszcze tylko przerzucenie do pdfa i takie tam 🙂

    2. sieczkarnia 6 października 2014 o 14:17

      Hej no wiem, że chujowo robię. Wiem, że te fajki to naprawdę kula u nogi, jak noga u dupy. Ale! Skumałam, że dzięki czytaniu Twojego bloga (no hm między innymi, bo o zatwardzeniu mało znalazłam a to moja pięta achillesowa) trochę pierdolnę swojemu życiu w twarz i jakoś ze strachu przede mną potoczy się do przodu. Dlatego czekam na tego ebooka, choć wiedzę (NIEZASTOSOWANĄ, SHIT!) mam sporą. Si ju egen.

      1. sieczkarnia 6 października 2014 o 14:18

        I uwielbiałam kiedyś biegać. Bieganie było moim lekarstwem. Wrócę, nie wrócę?

        1. pepsieliot 6 października 2014 o 15:13

          Sieczkarnia radzę wrócić

      2. pepsieliot 6 października 2014 o 15:17

        Sieczkarnia mało jest tu o zatwardzeniu bo witarianie mają odwrotne problemy 🙂

    3. Gosia 6 października 2014 o 19:33

      Hej, Pepsi. Już kiedyś ujawniłam się w Twoich progach. Pisałam o tym, że podoba mi się styl, jakim piszesz i bardzo śmieszą Twoje figury stylistyczne.
      Mam dla Ciebie propozycję. Ponieważ jestem polonistką, czuję się na siłach, aby – jeśli tego potrzebujesz, wesprzeć Cię, nazwijmy to – językowo. Oczywiście, żeby była jasność, zupełnie bezinteresownie i bez jakichkolwiek oczekiwań. Jeżeli uznasz, że mogę się przydać, chętnie podejmę się całkiem charytatywnie korekty Twojej książki. No, może nie całkiem, zrobię to w ramach wdzięczności za to, co zyskuję w życiu dzięki Twojemu za – je – bis – te – mu blogowi. (A niech tam, poloniści też ludzie:).

      1. pepsieliot 6 października 2014 o 21:00

        Gosia to cudownie !!!

        1. Gosia 7 października 2014 o 07:28

          W takim razie podaję Ci swojego mebla …

          1. pepsieliot 7 października 2014 o 07:36

            Gosia dziękiiiiiiiiiiiiiii, dzisiaj podzielę rzecz na strony, ponumeruję i jutro wyślę Ci w Wordzie 🙂

            1. Gosia 7 października 2014 o 19:54

              Napisz mi tylko, Kochana, ile mam na to czasu.

            2. Gosia 11 października 2014 o 21:22

              Hej, Pepsi, nie wiem, czy wysłałaś i nie doszło, czy może jeszcze tego nie zrobiłaś.

            3. pepsieliot 11 października 2014 o 22:31

              Gosiu jeszcze robiłam poprawki, jutro wyślę, nie chcę Cię obciążać , bylebyś tylko rzuciła gałką z grubsza Betaczytaczu Piękny

    4. HesiaMela 6 października 2014 o 22:24

      A ja znów tak trochę nie w temacie, ale naszła mnie ciekawość kim jest statystyczny odbiorca Twojego bloga. Czy jest raw, czy innego wyznania, czy biega czy leży, na ile zmienił swoje życie w związku z zetknięciem się z Tobą i jaki był jego pierwszy raz, czyli skąd się tu wziął. Nie masz takich informacji, co? Ciekawi mnie czy jest ktoś, taki jak ja, który absolutnie nie chce zostać witarianinem ale czerpie z bloga wory cennych informacji poza głównym nurtem. Żeby już zrobić pełny coming out, to również nie biegam, ale gimnastykę oraz porcję ruchu na „świeżym” mam 😉

      1. pepsieliot 6 października 2014 o 22:32

        Hesiu z fejsa są właśnie tacy moi odbiorcy, czyli raczej raw, ale tutaj z eteru przychodzą ludzie różnych wyznań czyli podobni do Ciebie, nawet są paleo z tego co wiem, pozdro

        1. Czołg 7 października 2014 o 00:45

          Peps, a ja się czuje tutaj trochę jak ufo, trafiłam chyba przypadkiem i myśle, że zostanę na dłużej.
          Kompletnie niewierząca jestem, od czego zacząć? Kurka no, tyla informacji a ja tu jak w buszu :<

          1. pepsieliot 7 października 2014 o 06:47

            Kochany Czołgu, powolutku. Wszystko się rozjaśni z czasem. Na razie dotrzyj do swoich prawdziwych potrzeb, może Ci już coś prześwituje, że jakaś zmiana powinna być na rzeczy

      2. siymia 7 października 2014 o 07:26

        Ja jestem mięsozerna, kocham kolarstwo, bieganie mniej i nie mam odwagi przejść na raw, bo lubię mięso i nie mam blendera 😉 Interesuje mnie wpływ żarła na zdrowie, dlatego tu jestem 🙂
        Better? 🙂

        1. pepsieliot 7 października 2014 o 07:34

          Siymia cieszę się, nie trzeba być z pewnością na całego raw, w naszym klimacie szczególnie, więc spoko 🙂

    5. Ruda Zagłębiowska 7 października 2014 o 18:05

      No to teraz już na całego nie mogę się doczekać, bo chwilowo nie tylko kwestie jedzeniowo-zdrowotno-sportowe do ogarnięcia są w moim życiu, zarabianie pieniędzy również (chyba pierwszy raz czuję, że totalnie ze wszystkim muszę wystartować, w sumie nie jest to najgorsza sytuacja :)).
      Gratuluję ukończenia!

    6. krystyna 7 października 2014 o 18:48

      Pepsi gratuluję Ci z serca, cieszę się bardzo…
      napisałaś kolejną książkę, napewno będzie przydatnym, na czasie przebojem.

      Gratuluję Ci też, że pojawiła się pomocna Gosia,
      masz szczęście do dobrych ludzi.

      Pozdrawiam.

    7. sieczkarnia 7 października 2014 o 19:07

      Pepsi a skoro już my tacy różni, mięso i „gófno” (no co, ja np. :/)żerni, to daj mi znać, czy spłodziłaś tekst o takiej Twojej jedzeniowej przyjemności? No wiesz, że ja tak mam jak wcinam tosta francuskiego z malinami na śniadanie, to czy będąc Tobą :d też można mieć z jedzenia przyjemność?

    Dodaj komentarz