logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
162 online
50 760 725

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
Czy Michael Douglas wyleczył się z raka?

Michael Douglas rys

O medalu co ma dwie strony, alternatywnej medycynie vs tradycyjnej, i kto ma w końcu rację?

                                                             Ello, ello  Państwu,

Nie tak dawno temu media głównego nurtu radośnie ogłosiły, że Michael Douglas został właśnie wyleczony z raka gardła.

Zwykle w takich sytuacjach media, w tym również polskie opisują rzecz w taki sposób jakby nowotwór znikł i nigdy nie zamierzał powrócić.

Na podstawie takich informacji ludzie sądzą, że współczesna medycyna znalazła sposób jak pokonać raka. Sam Michael Douglas wypowiedział się, że cieszy się, że przeżył nowotwór.

No i teraz mam dwie strony medalu.

Awers oddaję wyznawcy medycyny alternatywnej, a rewers afirmantowi alopacji. Sie okaże co mają do powiedzenia.

Mówi zwolennik medycyny alternatywnej, znany publicysta amerykański Mike Adams:

Niestety są to tragiczne przekłamania, czyli kolejne oszustwo medyczne. Michael Douglas nie przeżył raka, a jedynie można powiedzieć, że przeżył chemioterapię.

W rzeczywistości lekarze potraktowali jego ciało, w tym najważniejsze organy: mózg, wątrobę, nerki i serce, bardzo toksycznymi substancji chemicznymi powodującymi trwałe szkody w długim okresie. Guz na początku owszem zmniejsza się, ale rośnie z powrotem, zazwyczaj w ciągu 5-ciu lat. Szczególnie gdy ma za sobą historię palenia i picia.

Media mejnstrimowe promują chemioterapię i to jest wiadome od dawna. Jednak w przypadku Michaela Douglasa brutalnie i bezpodstawnie media zostały przedstawicielami marketingu tradycyjnego przemysłu powiązanego z rakiem.

Nagłośniły przy okazji bardzo znanej osoby, że chemioterapia leczy raka. Niewątpliwie odniesie to taki skutek, że jeszcze więcej pacjentów z nowotworami zdecyduje się na tę bardzo toksyczną metodę.

Tak jak wiele kobiet za fatalnym przykładem Angeliny Joli poddało się obustronnej mastektomii. Niestety chemioterapia zabije wiele takich osób.

To nie jest oczywiście wina samego Michaela Douglasa, gdyż on tylko próbował wyleczyć się z raka w najlepszy sposób jaki zna i w swojej trudnej sytuacji uwierzył alopatom, gdyż media wręcz celebrują taką opcję „leczenia” raka.

Według Mika Adamsa jest wiele naprawdę lepszych sposobów na raka, gdyż naturalnych terapii i do tego łatwo dostępnych, ale do dzisiaj zakazanych w Ameryce.

Tak jak sektor finansowy z Wall Strett, tak przemysł rakowy opiera się na kłamstwach i dezinformacji.

Według nich, nie ma czegoś takiego jak lekarstwo na raka, chyba, że używasz ich toksycznych trucizn, w przypadku których wolno i należy używać słowa leczyć. Z tym, czy wyleczyć, szczególnie raka gardła, to już inna sprawa, bo 70% ludzi, którzy dostają chemioterapię na raka gardła, umiera w ciągu pięciu lat.

W Polsce jest tak samo, na żadnym suplemencie,  w tym witaminowo minerałowym nie wolno Ci napisać, że coś leczy, a nawet dyskusyjną sprawą jest użycie słowa prozdrowotny – ja

Odcina się tym ludziom dostęp do holistycznych metod leczenia raka, naturalnych terapii i nie wyniszczania całego organizmu, a wręcz przeciwnie doskonałego odżywienia ciała, co może zatrzymać i odwrócić metabolizm raka.

Nie każda osoba zostanie wyleczona przez stosowanie naturalnych metod kuracyjnych.

Ale też wiele osób nie jest w stanie zrezygnować z palenia papierosów, jedzenia cukru rafinowanego, lub picia gazowanych słodkich napojów. Czyli substancji, które w pierwszej kolejności przyczyniły się prawdopodobnie do powstania ich nowotworu.

Natomiast naturalne metody leczenia raka wymagają bezwzględnego zaangażowania się na rzecz zdrowego stylu życia, w tym całkowite unikanie rakotwórczych chemikaliów w produktach higieny osobistej i w środkach spożywczych, oraz leków.

Niesłychanie ważna staje się dieta i suplementacja zapewniająca odpowiednio wysoki poziom witaminy D, selenu, cynku, witaminy C i roślinnych składników przeciwnowotworowych, typu rośliny krzyżowe, d-limonenu i wielu innych.

Nikt jednak ani słowem nie wspomniał Michaelowi Douglasowi o alternatywnych metodach leczenia raka, gdyż konwencjonalny przedstawiciel branży rakowej nie ma za zadanie nikogo wychowywać.

Jest skłonny tylko gratulować wyleczenia ludziom, którym udało się przeżyć chemioterapię. W tym Michaelowi.

Czy w takim razie leczenie chemioterapią jest przestępstwem?

Chemioterapia jest to rodzaj „medycznej” przemocy popełnianej na ludziach, którzy ostatecznie i w stu procentach są faktycznie przez nią poszkodowani.

Pamiętaj, że chemioterapia pochodzi w prostej linii od broni chemicznej z I wojny światowej. A w szczególności od gazu musztardowego. To co kiedyś miało mordować żołnierzy na linii frontu obecnie ma skapywać do żył ofiar raka i tym razem nazywa się „lekarstwem medycznym”.

Natychmiastowe efekty uboczne chemioterapii to: ekstremalne straty mięśni, wymioty, wypadanie włosów, utrata funkcji mózgu i funkcji seksualnych, oraz zaburzenia snu. To są oczywiste efekty świadczące o poważnym zatruciu organizmu, a nie o jego leczeniu.

To, że niektórzy ludzie potrafią przetrwać te trucizny nie jest żadnym świadectwem, że chemioterapia leczy, ale raczej demonstracją niesamowitych zdolności ludzkiej wątroby do detoksykacji organizmu, nawet po ataku bronią chemiczną administrowaną przez onkologów.

Jednak, nawet najmocniejsza wątroba ma swoje granice wytrzymałości i po chemioterapii większość ludzi ma trwałe uszkodzenia wątroby. Wymagające następnych procedur medycznych i farmaceutycznych, a niekiedy jej przeszczepu.

Mike Adams życzy Michaelowi Douglasowi jak najlepszych możliwych efektów. Jednak osobiście Mike jest bardzo zasmucony w jaki sposób przemysł rakowy eksploatuje ludzkie cierpienie dla własnego zysku.

Jest zasmucony, że Michael Douglas poddał się chemioterapii, gdyż jak każdy chory zasłużył na coś o wiele lepszego. Zasłużył na medycynę holistyczną, aby przypomnieć swojemu ciału jak wyleczyć siebie z raka.

Być może Michael Douglas zostanie w jakiś cudowny sposób wyleczony z raka przez chemioterapię. Być może będzie jednym z nielicznych, którego wątroba poradzi sobie z toksycznym zatruciem.

Jednak historia statystyczna mówi Mikowi Adamsowi, że to mało prawdopodobna, przez co głupia nadzieja i Michael Douglas ponownie będzie walczyć z rakiem w ciągu najbliższych pięciu lat.

Mike Adams jest przekonany, że pewnego dnia, chemioterapia będzie zakazana.

Ale zanim ten dzień nadejdzie, wiele niewinnych ofiar okupi chemię cierpieniem i życiem zadanym z rąk szarlatanów onkologii.

No a teraz rewers tego samego medalu.

Za świadka biorę Zbigniewa Wojtasińskiego też publicystę i filozofa od wielu lat zajmującego się popularyzacją wiedzy na tematy dotyczące zdrowia, medycyny oraz psychologii społecznej. Laureata nagród i wyróżnień oraz autora czterech książek o tematyce medycznej.

Cytowany przez Wojtasińskiego w jego nowej książce, prof. Paweł Kaliński z University of Pittsburgh Cancer Institute ocenia, że wątpliwe jest, by w najbliższym czasie można było wyeliminować raka. „Nowotwory, podobnie jak choroby krążenia, są ceną, jaką płacimy za dłuższe życie, a także skutkiem opanowania bardziej agresywnych chorób, takich jak choroby zakaźne” – wyjaśnia specjalista.

Zastanawiające jest tylko, dlaczego coraz więcej młodszych, a nawet młodych ludzi zapada na tę chorobę? – ja

To, co jest możliwe, to opracowywanie coraz lepszych metod leczenia chorób nowotworowych. Pomaga w tym poznawanie mechanizmów ich rozwoju oraz rozszyfrowywanie działania układu odporności, który może zwalczać komórki nowotworowe.

Efekty tego są widoczne już dziś. Jeszcze dwa-trzy lata temu diagnoza zaawansowanego czerniaka, najbardziej złośliwego nowotworu skóry, oznaczała wyrok śmierci. Obecnie, dzięki wprowadzeniu nowych leków, w tym immunoterapii, coraz częściej mówi się, że dla wielu pacjentów „będzie to choroba przewlekła” – zwraca uwagę Wojtasiński.

„Życie z rakiem. Jadowite węże w koszyku” taki jest tytuł najnowszego dzieła Zbigniewa Wojtasińskiego, w której to książce przytacza przykłady wielu raków, w leczeniu których dokonał się ogromny postęp, przewlekła białaczka szpikowa, szpiczak mnogi, rak piersi.

Należy zapytać polskiego onkologa jaki przełom nastąpił w szpiczaku? Mam inne wieści.- ja

Opisuje doświadczenia wielu pacjentów, w tym osób znanych z pierwszych stron gazet, które bądź zostały wyleczone z choroby nowotworowej, bądź żyją z nią, jak z inną chorobą przewlekłą.

„W USA żyje już ponad 14 mln osób, które przeżyły raka” – pisze Wojtasiński. 15 % z nich, żyje już co najmniej 20 lat od diagnozy. Dziennikarz przekonuje, że efekty leczenia nowotworów poprawiają się również w naszym kraju, choć ciągle następuje to wolniej niż na Zachodzie.

Yep … Czy ktoś badał ile z tych osób nawet bez chemioterapii pokonałyby raka?

Według danych, przytoczonych przez lekarza w angielskojęzycznym filmie wrzuconym przeze mnie ostatnio tutaj , ludzie, którzy zachorowali na raka i kompletnie nic z tym nie zrobili, nawet nie zmienili diety, statystycznie żyli 11 miesięcy dłużej niż ci, którzy przeszli całą tradycyjną drogę leczenia z operacjami i chemią. 

Wojtasiński nie odnosi się również do sytuacji, gdy bardzo wczesne stany rakowe zostają wykryte na przykład za pomocą mammografii, a raki te mogłyby nigdy się nie rozwinąć, co jest znane medycynie alopatycznej, jednak kobietom usuwa się piersi i uznaje, że zostały wyleczone.

Zastanawiające jest też czy prewencyjna mastektomia zostaje zaliczona do przypadków wyleczenia raka? – ja

Wojtasiński zwraca uwagę, że trendy w leczeniu nowotworów zaczynają coraz bardziej przypominać dobieranie antybiotyków do zakażenia bakteryjnego. Pojawia się coraz więcej leków, które działają tylko u pacjentów z konkretną mutacją w komórkach nowotworowych. Jest to tak zwane leczenie celowane molekularnie.

Poprawa skuteczności leczenia nowotworów sprawia, że na świecie rak przestaje kojarzyć się nieuchronnie z wyrokiem śmierci.

Dla zobrazowania tego Wojtasiński przytacza ciekawą anegdotę z jednego z międzynarodowych kongresów kardiologicznych. Wśród jego uczestników przeprowadzono krótki sondaż: jak woleliby umrzeć – nagle, czy na chorobę nowotworową.

„Ku mojemu zdumieniu większość kardiologów wybrała raka. Jeszcze niedawno twierdzili, że wolą szybką i bezbolesną śmierć. Najlepiej z powodu nagłego zatrzymania krążenia” – pisze Wojtasiński.

Moim zdaniem powinni ten sondaż przeprowadzić jednak wśród onkologów i to pod przysięgą. – ja

W swojej książce Wojtasiński porusza także wiele innych problemów, np. zasadność wykonywania badań przesiewowych i kontrolnych, leczenie wspomagające u chorych na raka, w tym rodzaj stosowanej diety i potrzebę aktywności fizycznej.

No wreszcie ktoś wydusił z siebie dieta i aktywność.- ja

Próbuje wyjaśnić fenomen samoistnie znikających nowotworów. Nie unika również tematów trudnych, choćby tego, czy zawsze za wszelką cenę powinno się walczyć o życie chorego aplikując mu wszelkie dostępne metody terapii, nawet kosztem dłuższego i bezzasadnego cierpienia.

Yyy … łi. Mamy teraz i awers i rewers tego samego medalu.

Co ciekawsze obaj autorzy powołują się na dane z amerykańskiego instytutu. Faktycznie Wojtasiński jako przedstawiciel prasy mejnstrimowej, w końcu jest/był/będzie redaktorem we Wproście, może mieć przekłamany i jednostronny obraz.

Ale trzeba przyznać, że wreszcie pada zakazane przy raku, słowo – dieta i ćwiczenia.

Znamienne zdanie, że leki nowotworowe są obecnie dobierane precyzyjnie jak antybiotyki do zakażeń bakteryjnych sprawiło, uległam dalszemu zmrożeniu.

I tym optymistycznym akcentem zakończę dzisiejsze starcie awersu z rewersem, czyli naturalnych metod leczenia z alopatycznymi.

Jest jeszcze jedno ale.

Ile osób statystycznie rzecz biorąc decyduje się od początku choroby na niekonwencjonalne środki leczenia raka? Ile osób decyduje się na to, gdy zawiodły konwencjonalne metody?

Dopiero znając takie dane moglibyśmy próbować wyciągać jakieś wiążące wnioski z porównań. Ciągle nie mamy pojęcia ile osób nie poszło na chemię, ale zmieniło swój styl życia. To może być bardzo niewielka ilość ludzi, przez to nie podchodząca pod żadne statystyki.

papape

(Visited 7 633 times, 1 visits today)

Powiązane artykuły

  1. edyta 1 sierpnia 2014 o 09:37

    Pepsi, a jesli TY bys zachorowala na raka, co robisz?

    JA, z reka na sercu przyznaje, ze nie wiem czy mialabym na tyle odwagi, by wziac leczenie w swoje rece, czy raczej poszlabym utartym onkologicznym trybem.

    1. pepsieliot 1 sierpnia 2014 o 10:01

      Edyto wolałabym nie zachorować, to jasne, po to prowadzę ten blog, żebyśmy wszyscy razem nie zachorowali, ale jakby, to żadnej hospitacji

      1. pepsieliot 1 sierpnia 2014 o 10:02

        oczywiście mam na myśli hospitalizację 😀
        never

  2. wenus47 1 sierpnia 2014 o 09:53

    Zastanawia mnie fakt dlaczego tak rzadko stosuje sie wlasnie metode celowana w leczeniu raka?przeciez taka metoda bylaby mniej szkodliwa?kwestia pieniedzy zapewne… bardzo ciekawi mnie wynik takiego sondażu u onkologow:)co by wybrali-walke z rakiem czy szybka śmierć. A trzecia sprawa dlaczego niektorzy wola wyjechac do Chin w celu leczenia raka,jak bylo to w przypadku znanej tancerki i tam ponoć zostala wyleczona,a później czytam wypowiedz jednego z polskich onkologow iż dziwi go ten fakt gdyż podobno stosuja te same metody leczenia i wyśmial caly wyjazd, o co chodzi???

    1. pepsieliot 1 sierpnia 2014 o 10:06

      wenus o to chodzi, że skąd on wie jak leczy medycyna chińska, a kwestia wycelowania molekularnego niby jest już stosowana w Polsce, ale nie mają jeszcze pomysłu na wszystkie raki to raz, a dwa, ze i tak taka chemioterapia niszczy tylko mniej. Właśnie o takie celowane leczenie się rozchodziło w przypoadku Steve Jobsa, bo podobno na trzustkę mają dobre nacelowanie, ale to mi powiedział alopata, a co on wie? nawet nie tyle co zje, bo je fatalnie, najcześciej

  3. Marta 1 sierpnia 2014 o 10:47

    Rak to cos czego boję sie najbardziej-jak wyglada sprawa kontrolnych badan? Jakie najlepiej wykonac? Jak często?

    1. Diana 13 sierpnia 2014 o 22:42

      Najlepiej żadne i NIGDY. Badania kontrolne, przede wszystkim mammografia, biopsja i endoskopie są główną przyczyną uaktywniania się komórek rakowych, wzrostu i rozsiewu nowotworów. Polecam przejść na niskoprzetworzoną dietę w 100% roślinną (bez olejów, cukrów rafinowanych, sztucznych słodzików, konserwantów, ulepszaczy smaku, barwników itd) i nie zastanawiać się nawet nad rakiem, który wtedy nie będzie Cię dotyczył (nawet jeśli będziesz mieć styczność z toksynami i chemikaliami – odsyłam do badań i książek Campbella).

  4. Joanna 1 sierpnia 2014 o 11:15

    Artykuł bardzo dobry, jestem jedną z tych, które nie wzięły chemii. Zastosowałam leczenie naturalne, mam dietę ustaloną przez lekarza. Mój czas dany mi przez lekarzy minął z końcem czerwca, mamy sierpień. Czuję się coraz lepiej, poprawiły mi się wyniki krwi, ustąpiły bóle, świetnie śpię, mam bardzo dobry apetyt. Kurację stosuję od początku czerwca. Muszę jeszcze dodać, że jestem osobą wierzącą.

    1. edyta 1 sierpnia 2014 o 12:04

      Joanno, napisz wiecej, bardzo prosze. Jaki rak, jakie rokowania, kiedy wykryty,ile czasu sie leczysz, gdzie i jakimi sposobami. Nie smialabym oczywiscie domagac sie szczegolych ktorymi byc moze nie chcesz sie dzielic, ale napisz tyle, ile mozesz.

    2. Basia 1 sierpnia 2014 o 13:22

      Joanno trzymam kciuki! Życzę Ci dużo zdrowia i gorącej wiary!

    3. Łysica 1 sierpnia 2014 o 14:13

      Dołączam się do prośby, jak możesz i na ile możesz to napisz proszę Joanno coś więcej.
      Wiem że to nic przyjemnego chwalić/opisywać swoją chorobę obcym osobom, ale jestem ciekaw jej przebiegu i co stosujesz(dieta, itp. itd)
      Jeśli nie masz ochoty, w pełni to rozumiem.
      Pozdrawiam i szybkiego powrotu do zdrowia!!!

    4. xxx 1 sierpnia 2014 o 14:29

      Wytrwałości i zdrowia!

    5. Joanna 1 sierpnia 2014 o 14:48

      Mam raka płuca lewego, niedrobnokomórkowy 3 guzy, dwa IIIB i jeden IV. Wykryty na początku kwietnia. Jedyne leczenie jakie mi zaproponowano to oczywiście twarda chemia. Nie zdecydowałam się na to leczenie, gdyż uważam, że tylko Bóg jest mi w stanie przedłużyć życie, bo na tym miało polegać to leczenie, na przedłużeniu życia. Mam małą 8 letnią córeczkę i chciałam spędzić z dzieckiem mój ostatni czas, najpiękniej jak potrafię. Ale mam przyjaciółkę w Polsce, która ma bzika na nature i teraz na walke o mnie. Jezdzi do lekarza w Kudowie- dr Pokrywka, znajdziecie informacje o tej akademii w internecie. Nie podam oczywiście dokładnej diety ponieważ każdy przypadek jest inny. Przyjaciółka konsultuje się na miejscu z tym lekarzem i kurierem wysyła mi wszystko co jest potrzebne do leczenia, telefonicznie i mailem kopie diety od lekarza. Głównym składnikiem tej diety jest olej lniany, woda red-ox, czysta wit C, magnez, chlorella i masa innych roślinnych suplementów, jest też jeden lek. Piję również duże ilości herbaty z cystka ale żadnej wody ze sklepu. Tak jak w artykule piszesz, wyeliminowałam całą chemię z mojego życia. Opiszę teraz to co najlepsze 🙂 Od czerwca do połowy lipca poprawiła mi się o 60 % krew, nawet leukocyty mam w normie! Mam bardzo dobre samopoczucie, zniknęła depresja związana z chorobą, ustały bóle! Wyobrazcie sobie, że wstałam z łóżka, normalnie funkcjonuję! Sprzątam, gotuję, chodzę na zakupy, wychodzę codziennie do ogrodu. Co prawda nie mam tyle siły jak przed chorobą ale żyję i to całkiem dobrze. Udaje mi się czasami zapomnieć, że jestem chora. Mam czas dany mi dla mojego dziecka! I jeśli ta dieta nie pomoże mi to przynajmniej przedłuży życie w bardzo dobrej jakości. Nigdy nie paliłam, nie piłam, żyłam bardzo moralnie.

      1. Joanna 1 sierpnia 2014 o 15:06

        Będę odpowiadać na pytania ale nie od razu, „nie mam czasu” 🙂 I dziękuję Wam kochani za wsparcie 🙂 to Też jest ważne w tej chorobie, bez tego pacjent umiera… Dodam tylko, że przez pierwszy miesiąc dieta jest drakońska, ciągle to samo ale nie czuje się głodu 🙂 Marzy mi się pyszna zapiekanka ale takie są skutki kiedy wydaje nam się, że dobre jedzenie to drogie jedzenie. Nasze babcie jadły inaczej niż my teraz i czas do tego wrócić inaczej nie dożyjemy 60-tki.

      2. Aneta Gierczak 1 sierpnia 2014 o 16:05

        Tak, dr Pokrywka jest współautorem wraz z Filipem Żurakowskim dotyczącej zdrowia. Czytelnicy czekają na dodruk. Życzę Ci Joanno jak najpiękniejszych chwil, dni, miesięcy i lat spędzanych z córką. Ja nie miałam tyle odwagi. Przeszłam chemię, operację, czeka mnie radioterapia. A do tego wprowadziłam zmianę diety i podejścia do życia…

        1. pepsieliot 1 sierpnia 2014 o 17:28

          Aneto zdrowia więc życzę & ściskam

        2. Joanna 1 sierpnia 2014 o 18:51

          Aneta, jesteś odważna! Nie zdajesz sobie sprawy nawet jak bardzo. Życzę Ci kochana siły i wiary, że się uda. Bądz dzielna!
          Niech dobry Bóg ma Cię w opiece <3

          1. kurkur 1 sierpnia 2014 o 19:14

            Hej Joanno, gorąco pozdrawiam i życzę zdrowia! (:
            Napisałaś, że każda dieta jest indywidualna i nie podasz jak to dokładnie wygląda u Ciebie co jest oczywiście zrozumiałe, jednak interesują mnie tylko takie ‚ogólne’ założenia jak np. brak produktów zwierzęcych, mała ilość węglowodanów, głównie surowe lub głównie gotowane warzywa itp.
            Po prostu takie główne zasady, te wymienione wcześniej to rzecz jasna tylko przykłady.

            Pozdrawiam raz jeszcze 🙂

      3. Joanna 25 sierpnia 2014 o 11:24

        Jakby kogoś jeszcze interesowało, uprzejmie donoszę, że nieprawdopodobnie poprawiły mi się wyniki krwi!!! Mam prawie wszystko w normie! Jestem nie lada sensacją w przychodni bo miałam już nie żyć, lekarze dali mi czas do końca czerwca a ja mam się coraz lepiej! Dieta jest drastyczna ale żyję 🙂 Pozdrawiam wszystkich! 🙂

        1. pepsieliot 25 sierpnia 2014 o 17:09

          Joanna bardzo się cieszymy :)))

          1. Antoni 9 października 2015 o 23:03

            Podziwiam Cię Joanno. Czy próbowałaś wody utlenionej i uderzeniowych dawek askorbinianu sodu (Czysta wit.C)

    6. pepsieliot 1 sierpnia 2014 o 15:18

      Joanno cudownie, że napisałaś, życzę Ci masę zdrowia i kłaniam się nisko przyjaciółce

      1. Joanna 1 sierpnia 2014 o 18:56

        Dziękuję Ci kochana za ten artykuł, powinno mówić się o alternatywnych metodach leczenia i im więcej ludzi dowie się o tym tym lepiej 🙂

        1. JO 3 sierpnia 2014 o 12:53

          Joanna Zyczę dużo zdrówka, czy przez miesiąc jadłaś tylko pastę dr Budwig?
          Sciskam

          1. Joanna 3 sierpnia 2014 o 16:21

            Do JO i kurkur 🙂 Kochani! Dwa razy dziennie jem specjalnie przygotowany przeze mnie w/g receptury doktora koktail: Tu mogę podać przepis gdyż jest na stronie doktora: 400 ml jogurt naturalny, połówka brzoskwini z puszki lub baban, 3 szczypty kurkumy, 25 ml spirytusu, 100 ml oleju lnianego. To możecie pić profilaktycznie 2 razy w tygodniu, dla mnie jest to śniadanie i kolacja. Na obiad tylko(!) zupa z niesamowitą ilością warzyw i niewielką ilością mięsa (mięso i warzywa BIO !). Do tego W płynie DCA, VitC, bajkalina, magnez w płynie, mikro i makro elementy i jeszcze kilka dodatków ale o tym już pisać nie mogę bo tak jak mówiłam każdy przypadek jest inny. Ja czuję się świetnie i nie myślę o umieraniu. Do niczego nikogo nie namawiam, nie podaję żadnych dawek. Ale najważniejsze co trzyma mnie przy życiu to wiara, wsparcie w rodzinie i Łaska Boża. Pozdrawiam Wszystkich <3

        2. Diana 13 sierpnia 2014 o 22:57

          Joanno czy zapoznałaś się z wynikami wieloletnich i wnikliwych badań dr Campbella z których wynika, że to właśnie kazeina obecna w nabiałach (oraz inne białka zwierzęce) są odpowiedzialne za podtrzymywanie i wzrost nowotworów? Udowodnił on iż po wyeliminowaniu z diety wszelkich produktów odzwierzęcych nowotwory nie dość, że przestawały rosnąć, to w wielu przypadkach wręcz znikały. Nie chciałabyś zastąpić tego krowiego jogurtu – jogurtem sojowym, a mięsa – fasolą? Zarówno soja jak i fasola mają udowodnione działanie antynowotworowe – o nabiałach i mięsie powiedzieć można coś całkiem odwrotnego. Pójdź na całość i nie tylko przedłuż sobie życie w chorobie, lecz wylecz się i żyj w pełnym zdrowiu. Spróbuj, na pewno Ci to nie zaszkodzi 🙂 Powodzenia.

          1. pepsieliot 14 sierpnia 2014 o 10:32

            Niestety dr. Campbell nie we wszystkim miał rację, są tu nawet na blogu koreferaty do jego opracowania.

          2. Diana 14 sierpnia 2014 o 11:42

            Pepsi co nie zmienia faktu, że akurat jeśli chodzi o nowotwory – nie pomylił się. Jak widać nikt kto stosuje jego dietę nie zachorował jeszcze na nowotwór, a większość jej przedstawicieli ma 45-90 lat. Poza tym wiele osób zostało wyleczonych tą dietą. Przykładem z filmu jest kobieta biegająca maratony, która miała nowotwór piersi z przerzutami do kości i pozbyła go dzięki roślinom. Żyje jeszcze obecnie, już chyba 20-kilka lat po diagnozie.

          3. pepsieliot 14 sierpnia 2014 o 11:59

            Diano na przykład pani Braunek zmarła, a była na diecie wegańskiej

          4. Joanna 25 sierpnia 2014 o 11:20

            Moja dieta pozbawiona jest jakichkolwiek węglowodanów !

  5. siymia 1 sierpnia 2014 o 13:16

    Myślę, że nie ma co sobie zawracać głowy starym Douglasem (on już chyba grubo po 60-ce?) a wziąć pod lupę ponowne wystąpienie zmiany skórnej na nosie u Hugha Jackmana. Jest młody i choć mu tego nie życzę, to obawiam się nawrót choroby tym razem może być znacznie bardziej agresywny… :/
    Dobrze, że napisałaś o tym, ile osób decyduje się od początku na terapię „naturalną” a ile na „tradycyjną” a później, gdy ta zawodzi na naturalną. Obecnie uważam, że nowotwory są „chorobą zakaźną” ale w cudzysłowiu. Po prostu mam wrażenie, że więcej teraz ludzi umiera na raka niż na zawał czy udar :/ to jest przerażające. Takie cierpienie. Toż to jest gorsza dniagnoza niż AIDS / HIV.

    1. ania 2 sierpnia 2014 o 17:14

      kużwa… przeraża mnie „nie ma co zawracać sobie głowy starym – po 60stce Douglasem’ to brzmi jak wyrok nazisty, jasne wrzućmy naszych starych do pieca od razu. dali nam życie, wychowali, wykarmili, często pomogli finansowo w starcie w dorosłość – teraz niech znikają, bo po 60-tce to już tylko piach. ja pierd…lę!!! moje babcie żyły po 90 lat, a ciotka żyje jeszcze ma 103 – po 60stce pomagały jak mogły, gotowały, sprzątały, opiekowały się dziećmi, prowadziły domy, szyły i przekazywały informacje o zdrowym jedzeniu i ziołach – nie wyobrażam sobie dzieciństwa i młodości bez nich, bez obiadu po powrocie ze szkoły, bez porządku, który się ‚sam’ robił, bez prania, bez wycieczek z babcią w najprzeróżniejsze miejsca, bez wielu wspaniałych rozmów. świat nie jest tylko dla młodych!!!

      1. krystyna 3 sierpnia 2014 o 04:02

        ania… też tak odebrałam takie słowa….brrrr….

        Douglas jesli się nie mylę w najbliższym czasie skończy 70.
        Mnie też wiele nie brakuje do tego wieku…. i co z tego…?
        a siymia będzie szczęsliwa gdy doczeka takich lat,
        napewno będzie czuła się młoda i piękna, czego jej z serca życzę,
        i nie zrozumie o czym mowa, gdy usłyszy ‚nie zawracać sobie głowy starą siymią”…

        Poza tym Douglas w wydaniu Pepsi prezentuje się RE-WE-LA-CYJ-NIE! Ostatnio widziałam go w TVszoł – odnowiony pięknie, jak do szołu. Naprawdę pięknie się prezentował, miałam wątpliwosci, czy to napewno to samo nazwiskko.
        Pepsi odmłodziła go, uzdrowiła, tchnęła w niego tę iskrę zalotnej męskiej młodosci, …. szkoda, że Douglas tego nie widzi. …. wielka szkoda…..
        To duża strata dla artystki…

        Poza tym swietny post Pepsi …
        i jak zwykle Adams trafnie i z wyczuciem taktu przedstawił swoje mysli.
        Trudno nie przyznać mu racji.

  6. Łysica 1 sierpnia 2014 o 14:24

    To żeś Pepsi teraz pociągła po bandzie!
    Takie portrecicho trzasnęłaś, gratuluję!!!
    Masz jakieś info o całkowitym wyleczeniu się z raka stosując „niekonwecjonalne” metody?
    Ja znalazłem to jedno u Budwig o którym pisałem, no i też kilka z wpisami z podziękowaniami dla niej że wyszli ludzie z tego choróbska.
    O Gersonie nic nie znalazłem(może zle szukałem)
    Chyba najbardziej udokumentowane/wiarygodne jest „leczenie” dr.Ashkar’a, miał za to sprawę w sądzie i sam się wyleczył z raka trzustki.
    Wracajàc do Gerson’a, to kilka lat temu pewna polka pojechała do jego kliniki do Meksyku z rakiem trzustki, ale było już za późno.
    Nie twierdze że to nie pomaga, chyba że szybciej znajdzie się info o ich niepowodzeniach niż sukcesach.

    1. pepsieliot 1 sierpnia 2014 o 15:26

      W książce terapia Gersona i na filmie omawiane są przypadki wyleczeń, ale takich oficjalnych poddanych weryfikacji naukowców chyba nie ma

      1. krystyna 3 sierpnia 2014 o 04:34

        Łysico, ostatnio miałam info dotycz. Gersona. Mój syn z synową dają również prywatne lekcje z muzyki w swoim domu. Ostatnio zgłosił się nowy dzieciak z mamą. Po lekcji, dzieciak mówi do mamy – „zobacz mamo co tutaj leży”. To była książka „Terapia Gersona”. Mama dzieciaka była w przyjemnym, ale dużym szoku, gdy zobaczyła książkę.
        7 lat temu leczyła się w Klinice Gersona w Meksyku z powodu raka piersi i została całkowicie wyleczona.
        Była bardzo zadowolona i jest szczęsliwa, że tam była, nie poddała się chemii. ..
        Nie mogła się nagadać, spędzili z 2 godziny słuchając mamy relacji. Mama musiała się wreszcie wygadać…. dzięki książce leżącej na półce. Twierdzi, że z nikim nie lubi na ten temat rozmawiać i nie rozmawa, gdyż ludzie często dyskutując próbują ją załamać, nie mają zamiaru wierzyć w jej słowa, a ona nie chce się stresować. Gdy zobaczyła książkę nie mogła przestać mówić, była szczęsliwa, że ktos się tym interesuje, jesli ma książkę w domu.
        Syn dostał książkę Gersona w prezencie ode mnie parę lat temu. Lubię w prezencie dawać książki. Podejrzewam, że jej nie przeczytali wczesniej, dopiero teraz, dzięki mamie ucznia.
        Każda rzecz ma swój czas….. jak ziarno, które wzrasta wtedy kiedy jest jego pora.

        1. pepsieliot 3 sierpnia 2014 o 07:23

          Krystyno piękna przypowieść w temacie, czy Gerson działa…

  7. eww 1 sierpnia 2014 o 14:36

    Dobija mnie, że wszędzie próbują maskować tą całą toksyczność, nawet szkodliwą chemie z kosmetyków obrócić w zabobon. Padają już stwierdzenia, że sls, parafina czy produkty z spf wcale nie są toksyczne, że to chwilowa moda na zdrowy styl życia i jak najbardziej powinniśmy cali się wysmarować kremem z filtrem,łącznie z ustami… i walnąć ma to zaebisty kremik z parafinką,sylikkonami itp aa no i dezodorantami pod paszki ofkors, co by się pot nie miał gdzie wydostać ale za to ładnie pachniemy.

    1. kurkur 1 sierpnia 2014 o 19:03

      z kosmetykami jest trochę problem, wiem, że odnośnie pocenia peps pisała o tym sposobie z sodą i olejem kokosowym, ale u mnie niestety kiepsko się to sprawdza, czego można używać zamiast tego? tutaj pytanie do pepsi – które mydła są najlepsze? czy są w ogóle takie, które są dobre? jeśli tak to gdzie je kupić, żeby miały w pełni czysty skład? czym myć włosy?
      buźka peps

      1. Niki 1 sierpnia 2014 o 19:38

        A można, np oliwy magnezowej… Też własnego wyrobu, z surowca. Ale jeśli chcesz całkiem pozbyć się pocenia, to nie tędy droga. I nie wiem czy warto. Pocenie jest naturalnym sposobem usuwania toksyn, po cóż się tego pozbywać. Po jakimś czasie od detoksu zapaszku jest o wiele mniej i mniej też cieknie spod pach, nawet w bardzo ciepłe dni. No ale ja jestem filigranową kobitką 😉 :3 bez porównania z rosłym mięsistym osobnikiem płci odmiennej. Po oliwie magnezowej i kokosowo-sodowym dezo przynajmniej zapaszek się unicestwia. Jeśli chcesz jeszcze lepszej ochrony to są eko-antyperspiranty bezśmieciowe. A jeszcze lepiej umyć się wcześniej czyli z rana mydłem aleppo lub innym naturalnym detoksykatorem co by ułatwić skórze wydalanie toksyn, albo na godzinę przed myciem wmasować olej sezamowy (super detoks, to wieczorem) albo stosować szczotkowanie skóry na sucho przed prysznicem. Zimnym prysznicem i to też rano. I to jest mega detoks.
        Nikipedia 😉

        1. kurkur 1 sierpnia 2014 o 20:49

          nigdy w życiu nie chcę pozbywać się pocenia, dlatego właśnie szukam metody alternatywnej do antyperspirantów :pp sprawdzę ten sposób z magnezem (:
          aleppo nadaje się do mycia na codzień? miałem raz, ale bardzo wysuszało skórę, z tym że ja miałem jakieś ze stężeniem 70% czegoś tam

          1. edyta 1 sierpnia 2014 o 21:00

            mi nic aleppo nie wysusza, ale ja sie namydlam tylko w strategicznych miejscach, nie uwazam, ze biorac codziennie prysznic musze zmydlac kazdy centymetr kwadratwoy skory. PS: ale skad chcesz teraz wziac Aleppo? Przeciez tam wszystko zniszczone, zburzone, nie ma nic, podejrzewam ze jak znajdziesz gdziesz mydelko Aleppo to bedzie to podrobka

          2. Niki 2 sierpnia 2014 o 09:43

            no tak, 70% to do skóry bardzo problematycznej w takim stężeniu leczniczo, ale są też niższe 10-12% nie powinno bardzo wysuszać, choć to sprawa indywidualna, no i aleppo podałam tylko jako jedną z opcji. Zawsze można się wysmarować po kąpieli jakimkolwiek olejem i mieć skórę gładziutką jak pupa niemowlaczka :3 nie nęci cię ta wizja kurkur? Skąd aleppo, Edyto 🙂 z mydlarni, zapasy mają, na stronach z orientalnymi skarbami, wszelkich zielarniach też są dostępne i jak najbardziej oryginalne.

          3. edyta 2 sierpnia 2014 o 11:46

            Ale ilez moga miec tych zapasow. Na kilka lat? Szczerze watpie.
            Ja pytalam u lokalnego Araba (ma sklep, kontakty i chcialam zeby mi sporowadzil), juz dawno to bylo, kategorycznie stwierdzil ze z Aleppo nie da sie nic sprowadzic.

  8. Galika 1 sierpnia 2014 o 18:43

    Drogi Pepsiku,
    czytam Cię dopiero od miesiąca i nie przestanę póki pisać będziesz:)
    Chciałam Ci tylko napisać o chemioterapii i niebieskich skarpetkach na raka, jeśli jeszcze o tym nie słyszałaś. Dokładne wyjaśnienie zaczyna się koło 19 min filmu( w sumie z 5 min) Cały film jest okrooopnie długi- 4 godz, ale warto go obejrzeć( ja oglądałam w odcinkach deptając orbitreka). Jest tam też więcej ciekawostek o nowotworach, szczepionkach, o bakteryjkach złych co wcale złe nie są itp. Sam początek filmu też daje do myślenia
    https://www.youtube.com/watch?v=d-nS_vEOliA
    Zupełne inne spojrzenie na to czym jest choroba….
    Lysica pytał o udokumentowane wyleczenia z nowotworów metodami niekonwencjonalnymi- przebrnij przez cały film- będzie nagroda 😉
    Joanna i Aneta trzymajcie się, ten film jest zwłaszcza dla was :))

    1. pepsieliot 1 sierpnia 2014 o 18:51

      Galiko thx i pozdrowionka :—))))

    2. Łysica 1 sierpnia 2014 o 20:09

      Dzięki Galika za namiary na filmidło, 4h, ale jeśli twierdzisz że warto to go skonsumuję jak tylko wrócę do domu.

    3. Niki 3 sierpnia 2014 o 14:09

      Nie mam teraz czasu na tyle, co by obejrzeć film, ale jego tytuł „Pięć praw natury” skojarzył mi się z odkryciem dra Ryke’a G. Hamera. Czyżby? Jeżeli ktoś jest zainteresowany alternatywnym postrzeganiem raka jako nie choroby, a mechanizmu przetrwania to czytajcie o germańskiej medycynie, najlepiej od początku tak jak prowadzi nawigacja.

      http://germanska.pl/index.php/5-praw-natury

  9. zuzka 1 sierpnia 2014 o 18:58

    Ja też chemii bym się nie poddała, stosowałabym naturalne metody. Dla mnie nieracjonalnym jest poddać się takiej toksycznej truciźnie, która niszczy nasze organy wewnętrzne, już lepiej zastosować głodówkę, żeby „wyżarło” ten nowotwór. Nowotwór to w sumie też twór naturalny i naturalnie trzeba z nim walczyć, zmieniając dotychczasowe nawyki, a nawet całe życie, bo rak to nie tylko złe odżywianie, palenie fajek, czy spaliny samochodowe, to także toksyczne relacje, nadmierny stres, tłumienie emocji itd.

  10. kalandrafel 1 sierpnia 2014 o 20:17

    Bać się raka to najgorsze, co można robić, ten strach jest zabójczy i rakotwórczy. Nie ma też znaczenia, „jaki to rak, czego to rak”, ważne jest, że przyczyną jest to wszystko, co w życiu toksyczne czyli niszczenie samego siebie poprzez śmieciowe jedzenie, złe emocje, pielęgnowaną urazę, strach, życie w niezgodzie ze sobą…a rak ulokuje się w piersi, przełyku czy głowie…wsio ryba. Łysico, polecam blog nujestuleczalne, tam czasami piszą osoby, które wyleczyły siebie lub członka rodziny naturalnie, W moim mieście jest lekarka – zielarka, która kilka osób wyleczyła leatrilem sprowadzonym z Meksyku oraz zaleceniami dietetycznymi…

  11. kalandrafel 1 sierpnia 2014 o 20:18

    Polecam też ostatni wpis z mojego ukochanego bloga:
    http://naturalhealthconsult.wordpress.com/

  12. atqa 1 sierpnia 2014 o 20:23

    Joanno i Aneto życzę Wam wytrwałości i siły do walki z chorobą, żebyście nigdy nie straciły wiary w pokonanie choroby.

  13. kasia 1 sierpnia 2014 o 22:34

    Mój mąż 1,5roku temu przeszedł chemie z powodu raka jądra. Wydaje mi się, że nikt nie odważy się odstąpić od chemii i na własną rękę zająć się leczeniem, stres jest wtedy zbyt wielki. Zasiałaś mi teraz ziarno niepewności czy dobrze zrobiliśmy:(

    1. pepsieliot 2 sierpnia 2014 o 08:04

      Od chemii może odstąpić tylko i wyłącznie osoba, która ma brać chemię, chyba że jest ubezwłasnowolniona, jak dziecko.

      1. Basia 2 sierpnia 2014 o 08:31

        Pepsi w 100% ma rację. Ja idę jeszcze dalej. Taką decyzję należy uszanować i nie siać wątpliwości, że to zły wybór. Ja także nie wzięłabym chemii. Mojej najbliższej osobie lekarze dali chemię przy nowotworze wątroby ale nie chciała słyszeć o innej metodzie. W środku wszystko krzyczało ale na zewnątrz cały czas wspierałam i nie wypominałam, że są inne metody. Każdy z nas jest wolny. Na różnym poziomie wiedzy i rozwoju.
        Kasiu jeśli teraz mąż ma przekonanie że dieta jest ważna to trzymajcie się tego. Nie warto oglądać się wstecz.

        1. pepsieliot 2 sierpnia 2014 o 09:28

          Basiu, dokładnie parekseląns!

    2. Galika 3 sierpnia 2014 o 11:29

      Kasiu, w filmie, do którego dałam link we wpisie wyżej jest m.in. właśnie o wyleczonym raku jadra, bez chemii. Wyjaśniony jest tez proces dlaczego rak umiejscowił się akurat tam.

  14. katka 2 sierpnia 2014 o 14:37

    Ciekawe czy Angelina na prawdę to zrobiła.Czy jej zapłacili a ona to rozgłasnia.Nie jest osoba wiarygodna dla mnie.A media sprzedadzą nam wszysto co dla nas nie zdrowe!

    1. pepsieliot 2 sierpnia 2014 o 16:07

      katka, myślę, że mogła to zrobić, nikt w sumie tego nie podważa, a korzystam z bardzo wywrotowych źródeł niekiedy

  15. Łysica 2 sierpnia 2014 o 22:58

    Joanna wspomniała o wierze i Bogu, to może ja opiszę pokrótce co mi się przytrafiło.
    To dla wierzących i nie wierzących, jak ktoś chce to podam mój nr.tel. jak i mojej przyjaciółki na wiarygodność tego co opiszę.
    Myślę Peps że nie będziesz zła że to u Ciebie napiszę?!?
    Moja przyjaciółka Nadia ma raka macicy, ponoć zakaziła się od męża jakimś syfem(tak twierdzą lekarze).
    Dwa lata temu pojechałem z nią do Manresa(Katalunia,Hiszpania), do kościoła charyzmatyków, San Juan de Dios.
    To była niedziela popołudniu, wizytę tą Nadia zawdzięcza kobiecie u której pracuje, starasza babcia milionerka że głowa puchnie!!!
    Stoimy pod kościołem, na 15h przyjechały cztery kobiety, ani mi ani Nadi nie znane.
    Pytają czy ona to ona, i mnie się pytają czy jestem wierzący i czy chcę wejść z nimi do środka kościoła? Odpowiadam że tak, bo oprócz tego nie zostawię Nadi na pastwę losu czterech „czarownic”.
    Wchodzimy do środka kościoła, ale siadamy w nawie bocznej, ja na ławce z boku a Nadia w środku a te cztery kobiety wokół niej.
    Jakieś tam modły, śpiewy, wszystko po łacinie, także całe G rozumiałem!
    Po ok.15minutach się skonczyły i szefowa(głowa tego kościoła), zaczęła mówić.
    Dodam jak ja tam siedziałem to już był prawie posrany z tego co te kobiety tam robiły.
    Więc szefowa zaczyna gadkę,(ja słyszę), że przerwała dwa razy ciąże, że ojciec miał kochankę i miał w D rodzinę, że matka popija i ma w D swoje córki, że mąż Nadi ma kochankę, że jej syn to tylko problemy!
    Nadia i ja widzieliśmy tą kobietę pierwszy raz w życiu a ona śpiewa jej całą historię życia?
    Ale co najważniejsze, powiedziała szefowa żeby Nadia była silna i Bóg jej pomoże w chorobie i wyjdzie z tego, bo bezpośrednio z nim rozmawiała?!?
    Ponoć szefowa ma możliwość rozmowy/kontaktu z Bogiem.
    Ja osobiście wyszedłem stamtąd na wpółposrany, bez kitu!
    Wiem że dla 99% to jest science-fiction ale ja tego doświadczyłem.
    Więc nic tylko respekt z mojej strony.

    1. Łysica 2 sierpnia 2014 o 23:01

      Dodam że ani teraz ani podczas tej wizyty nie byłem ani pijany ani naćpany, to wszystko co widziały moje gały.

    2. atqa 2 sierpnia 2014 o 23:11

      Potrafisz budować napięcie..no i co z Nadią?

      1. Łysica 3 sierpnia 2014 o 00:58

        Aj tam napięcie.
        Na pięciu, napadło dziesięciu!
        A tak bez jaj, trzebabyło tam być, jak pisałem, pory prawie były pełne.
        Co do Nadi, poddała się chemio i radioterapi, czy dobrze zrobiła?
        Natenczas rumburak u niej zniknął, węzły chłonne ma wycięte, niby dobrze się czuje ale lewa noga jej puchnie lepiej jak balon.
        Chciałbym jej pomóc tak samo jak wszystkim ale jak?!?!?

        1. Niki 3 sierpnia 2014 o 18:14

          Łysico, a konkluzja z tego zdarzenia jest jaka? Ta „wiedźma-jasnowidzka”, tak sobie myślę musi się dobrze znać na ludziach oraz na medycynie naturalnej (to co dzieje się w życiu człowieka złego, trudnego do przyjęcia, szokujacego ma swe odzwierciedlenie w organizmie), musiała też wiedzieć jaki typ nowotworu ma znajoma, gdzie umiejscowiony… gdyż czytając założenia germańskiej medycyny Hamera (emocje przyczyną chorób nowotworowych) ich umiejscowienie odpowiada konkretnym wstrząsającym przeżyciom, konfliktom. Wiedźma zatem nie jest jasnowidzką, ale może za taką uchodzić, kto ludziom zabroni wierzyć, ufać, oddawać się w ich ręce, mają wolną wolę. Po co ludziom objaśniać meandry natury, lepiej żeby wierzyli w istnienie zjawisk nadprzyrodzonych…mhm? Niektórzy jeszcze na tym zarabiają.
          W każdym razie zerknij tu na przyporządkowanie poszczególnych nowotworów.

          http://leczenieraka.org/index.php/przyczyny-raka/emocjonalne-przyczyny-nowotworow

    3. ania 2 sierpnia 2014 o 23:34

      lubię ten blog z powodu dwóch niesamowitych rzeczy – podejścia do życia Pepsi i zaskakujących komentarzy wytrwałego Łysicy. pracowałam kiedyś w kościele, przytglądałam się z bliska różnym charyzmatykom – spotkałam się tam z podobnymi opowieściami o uzdrowieniach w Odnowie w Duchu św. – uzdrowiciele na wielkich spotkaniach mieli takie przekazy, np. że na sali jest ktoś kto ma taką i taką chorobę albo taki i taki problem, znali szczegóły z życia danej osoby, natomiast w neokatechumenacie poznałam kilka osób które żyły latami pokonując raka modlitwą i wiarą, pomimo, że lekarze nie dawali im szans albo kierowali na chemioterapie. twardo stąpam po ziemi ciężko było mi uwierzyć – a jednak – tak się dzieje…

      1. Joanna 3 sierpnia 2014 o 16:48

        Ania, ale to prawda. Bóg nadal robi cuda tak jak dwa tysiące lat temu. Ja jestem wierzącą ewangeliczną i też widziałam takie sytuacje, nawet uzdrowienia w mojej rodzinie. Czasami był to natychmiastowy skutek a czasami proces uzdrawiania.

        1. Niki 3 sierpnia 2014 o 17:45

          A co powiecie na to, że nie tylko ci wierzący mogą pokonać nowotwory? Ludzie myślą, że tylko Bóg i wiara/religia, a to czysta wiara w wyzdrowienie, bez względu na to czy człowiek jest religijnie ukształtowany czy żyje z dala od religii, kościołów, jest religijnie wolny. Bóg jakikolwiek by nie był nie ma znaczenia dla wyleczenia, to moc człowieka działa, robi te jak to nazywacie „cuda” medyczne – to czego nie widać gołym okiem, czego człowiek nie obejmuje swym umysłem, wszelkich procesów fizyko-chemicznych, które w naturze są normalnym zjawiskiem. Tak, wszystko mamy z natury, to co nam się strasznego przytrafia również jest znane w naturze i to ona ma na to lekarstwo. Człowiek ma tę moc, moc samouzdrawiania, po co szukać jej w jakimkolwiek bogu, czyli na zewnątrz, kiedy ona jest w środku każdego człowieka…?
          Tyle że często ukryta głęboko, być może pod stertą urazów, fałszywych przekonań pielęgnowanych od dzieciństwa, narzucanych przez świat dorosłych, autoagresji, konfliktów rodzinnych, konfliktów wewnętrznych, o których pisze dr Hamer jako o przyczynie powstawania nowotworów… Na początku każdej choroby nawet najlżejszej najpierw należałoby się rozprawić z własną psychiką, która jest albo sprzymierzeńcem, albo przeciwnikiem w tej walce o zdrowie i życie. Życzyć choremu szczęścia…? mhm nie. Życzyć otwarcia się na siebie, żeby poczuł, że jest dla siebie ważny, życzyć mu miłości własnej, wszystkiego co sam/a sobie może podarować dobrego. Od miłości zaczyna się życie. Kochaj siebie, kochaj życie, a ono ci się odwdzięczy tą miłością.

    4. edyta 3 sierpnia 2014 o 18:45

      „Ja osobiście wyszedłem stamtąd na wpółposrany, bez kitu!!”

      tez bym byla w takim stanie; albo nie, ja bym na takie cos nie poszla. Juz mowilam, trzymam sie Bibli, a w tej jest wyraznie i niedwuznacznie napisane, ze sztuczki magiczne (jasnowidzenie i healing to klasyczna magia) odbywaja sie przy wspoludziale demonow, wspolczuje sie wystawic na ich dzialanie. Ludzie ! (tu do wierzacych) sprawdzajcie w Bibli, bo sobie mozecie zrobic krzywde bawiac sie w takie rzeczy.

      1. Lotus 17 sierpnia 2014 o 20:10

        Edyto,

        Niedawno trafiłam na ciekawy blog, w których właśnie było napisane na temat „charyzmatycznych” działań, dokładnie napisane w Biblii w jaki sposób się odbywa.
        Na tym blogu kobieta jest wierząca i jest przeciwna wszelkim charyzmatycznym „uzdrowieniom” a zwłaszcza formie, jako, że one nie są zgodne z Biblią.
        Wypowiadają się również osoby, które miały doświadczenie.
        Bardzo dużo jest teraz „uzdrowicieli”, tylko trzeba wiedzieć kto działa rzeczywiście za pośrednikiem Boga, a kto nie.
        Niektórzy mogą być połączeni z „czymś” innym.

        Także ja bym uważała z wróżkami, bioenergoterapia etc.

  16. Łysica 3 sierpnia 2014 o 01:00

    ania, ja tu jestem tylko tak z doskoku.

  17. ania 3 sierpnia 2014 o 02:15

    tak, tak, z doskoku… jak my wszyscy tutaj 🙂

  18. pepsieliot 3 sierpnia 2014 o 18:22

    No właśnie Łysico tylko ja tu stale siedzę 😀

  19. hej 4 sierpnia 2014 o 17:52

    hej,
    u mnie w pracy dwie koleżanki miały chemioterapię i pokonały raka. jedna młoda matka po 20.stce wróciła do pracy, nadal pali, pije kawę i colę, je słodycze …. druga po 40.tce zazywała sok z buraka i z noni, ale na przerwie sniadaniowej widziałam jak jadła kanapki z szynką z jakims chlebem-puszkiem, popijała to mlekiem czekoladowym z kartonika i na zakończenie zajadała pudding waniliowy …. jak ja zobaczyłam ten mix to mi gały ze zdziwienia latały … pierwszy raz nic nie byłam w stanie skomentować jej jedzenia i bałam się zabierać łos, za drugim razem nie wytrzymałam i zapytałam delikatnie po co jej ten cały cukier i te mleka z kartonu? po co tak mieszać? powiedziałam, ze cukier odzywia komórki rakowe i że przeczytałam 3 ksiązki na temat tej choroby i że te informacje nie są wyssane z palca … ale moja kolezanka ma taka filozofie zyciową, że twierdzi iz wszystko jest człowiekowi potrzebne, cukier też … khmmmm … pozostawiłam już tę wypowiedziź bez komentarza, bo po co mam jej i sobie psuć nerwy ….

    1. Basia 4 sierpnia 2014 o 22:25

      Oczywiście, że są osoby które chemią zostały wyleczone. Moja bliska osoba, o której wcześniej pisałam miała złośliwego raka piersi. Przeszła chemię, amputację piersi i dopiero po 10 latach wymioty i silne bóle a następnie badania wykazały raka w wielu miejscach. Dlatego decyzję każdy musi podjąć sam. Nie ma reguły że chemia każdego zabije. Ale to także dowód na niesamowitą moc naszych organizmów, zdolności oczyszczania się z toksyn po chemii.

      1. pepsieliot 4 sierpnia 2014 o 22:39

        Basiu, czy przypadek swojej koleżanki dałaś jako przykład wyleczenia chemią?

        1. Basia 5 sierpnia 2014 o 17:39

          Nie koleżanki i nie jest to przykład wyleczenia.

  20. pepsieliot 4 sierpnia 2014 o 18:11

    Hej ile lat są po chemii?

  21. anty 6 sierpnia 2014 o 22:32

    Polecam, m. in. o raku i terapiach antynowotworowych:

  22. Paula 9 sierpnia 2014 o 22:10

    Z mojego otoczenia wiekszosc zostala „wyleczona” z raka za pomaca chemi i naswietlen. Jedynie tzw przypadki beznadziejne- odkryte za pozno , nie daly rady, ale nawet nie byly poddane chemi.
    Obecnie moj wujek walczy z rakiem, jest poddawany chemi i obecnie guz z 7 cm zmniejszyl sie do 1,5 cm.
    Mysle ze wygladaloby to wszystko inaczej jakby chemia i naswietlaniem nie traktowali calego organizmu ale tylko organ z nowotworem. Podobno w niemczech stoduja juz najswietlanie punktowe.
    Tak samo nie mam pojecia po co starszym ludziom funduja chemie, przeciez ich organizmy nie maja sily na przetrwanie jej (ostatni przyklad polskiej aktorki, ktora zmarla )
    I nie rozumiem dlaczego wspolczesna medycyna nadal nie widzi wszystkich innych metod alternatywnych i dlaczego nie laczy, np chemi z zastrzykami z vit C czy nawet podawaniem mineralow i wit w duzych dawkach.

  23. Kasia 9 sierpnia 2014 o 22:44

    w mm otoczeniu taki przykład: chemia = utrata nerki

  24. Maria Żyra 5 stycznia 2015 o 02:33

    …..Moja mama -obecnie 84 lata dwa lata temu miała mieć operację raka trzonu macicy…..lekarze kazali natychmiast operować….czyli wyciąć macicę , jajniki , jajowody i węzły chłonne….zaproponowali chemioterapię, radioterapię…..Mama zapytała lekarza….czy da Jej gwarancję , że ona to przeżyje …Lekarz-nikt Pani nie da….Odpowiedziała…..to ja dziękuję…..mnie mówiono , że powinnam Ją przekonać…..pracuję w szpitalu…..lecz ja od lat interesuję się alternatywnymi metodami….stąd wiem więcej od przeciętnego lekarza……zdecydowałam -żadnych operacji……rak w jednym miejscu nie jest zagrożeniem życia. Mama je kolagen w kapsułkach…i naturalną witaminę C….ps. czuje się dobrze…..mimo , że nie zmieniła nawyków żywieniowych…tzn. każdego dnia mleko i słodkości………..po ostatnich badaniach lekarz stwierdził , że Jego przeżyje…..nie ma cukrzycy…..wycofały się ataki padaczki…..Mam na to dokumentację……

    1. Corka 14 maja 2015 o 12:35

      Pepsi, odpukać puk, puk gdybys sama, bądź w rodzinie miała raka, które leczenie by było ci najbliższe: Wit c, pestki, kurkuma, czarnuszka itp…?

      1. pepsieliot 14 maja 2015 o 14:46

        wszystko bym podała,i jeszcze chlorellę i zupę hipokratesa i soki z marchewki i zielone, tylko przy sodzie i wodzie utlenionej bym się zatrzymała, być może myląc się

        1. Corka 14 maja 2015 o 19:32

          A jak często zupę hipokratesa dawać?

          1. pepsieliot 14 maja 2015 o 19:32

            raz dziennie

  25. Ania 10 czerwca 2015 o 10:36

    Wszystko to znaczy że chemię również?

  26. Lila34 30 września 2015 o 14:00

    Hmm.. znam dużo osób które ta chemia wyleczyła, sąsiadów dwóch jeden ma już 95 lat drugi 75, koleżka mamy z pracy, chyba z 10 lat temu jak nie 15 nadal pali jak smok. jedna taka babka teraz ma chyba 60 lat a miała raka jak miała 42. teraz 2 lata temu sąsiadka lat 64 miała chemię i nadal żyje-wiadomo że nie wiadomo, do tych 5 lat jeszcze trochę zostało.
    Teraz powiem wam takie coś że moja mama ma zdiagnozowany złośliwy nowotwór piersi, i jeszcze nawet na biopsji nie była. Ciągle to odkłada bo chodzi do pracy ma 58 lat. Moja babcia zmarła w wieku 60 lat (chyba na nowotwór kości-z przerzutami na koniec do piersi) bo się w ogóle nie leczyła,(jadła tylko sałaty i itp. – nie pamiętam bo miałam 6 lat) wiedziała o tej chorobie ale NIE CHCIAŁA MARTWIĆ, mojej mamy! Nie wiem co to dalej będzie z moją mamą – ona na bank cukru i tłuszczy nie odstawi, a chemię to nie wiem czy by przeżyła bo ma chorobę wieńcową i chcieli jej koronarografię robić 2 lata temu, ale też na to nie poszła. W sumie to już nie wiem jak widziałam jak lekarze leczyli mojego 86 letniego dziadka z zapalenia płuc w szpitalu i co z nim zrobili(jak mówili ze zaraz umrze, że musi umrzeć bo jest stary) i w jakim stanie go do domu odesłali, nadal chorego oddali że następne 2 lata przeleżał w domu z odleżynami i mało sobie żył nie wyprułam przy opiece nad nim , to nie wiem czy szpitale i ich leczenia są fajne! Może lepiej żyć dokąd ma się żyć i finito.
    Na razie dałam jej kurkumę a co dalej. i ‚dont know. Moja mama ma dość taką depresyjną naturę, jest wyjątkowo złośliwą osobą więc o jakiejś miłości i radości do świata nie ma mowy i uzdrawiającej iskierce słoneczka. bardzo się łatwo poddaje, nic nie robi, prowadzi siedzący tryb życia praca-siedzenie w domu jedzenie tłuszczu i cukru, potem spać i tak w kółko macieju, nic z takim człowiekiem nie da się zrobić. Jest bardzo podobna do mojej babci, taka spolegliwa, mój dziadek – był zupełnie inny cały czas pracował ciężko fizycznie już jak miał 10 lat w czasie wojny, często nie miał co jeść potem całe życie jadł tylko kartofle z siadłym mlekiem 😀 i żył 87 lat w sumie na nic nie był chory umarł już z wycieńczenia organizmu z tych odleżyn z sądy do przełyku która miał blisko 2 lata non stop w gardle. Niewielu ludzi przetrwało by tak długo, podziwiam go za to, a słabych takich ludzi jak moja mama, czy babcia nie rozumiem.

    1. pepsieliot 30 września 2015 o 18:30

      bardzo smutny list Lila, życzę w takim razie Tobie radości i zdrowia, twojej rodzinie oczywiście również

  27. Iga 24 maja 2016 o 11:24

    Ja małam oeracje usunięia raka, 2i etap 7 lat temu. Nie poddałam się chemii ani grylowaniu. W domu piekło bo moi 2 lekarze uważali że sie skazuje na śmierć. A ja wybrałam droge naturalnego wzmacniania mojego organizmu i oczyszczania. Do tej pory rak nie wrócił i oby tak dalej!

    Ciekawa jestem jak Joanna teraz sie ma?

  28. Iwona 31 maja 2016 o 16:14

    Moze ja cos dodam:
    Nowotwor stwierdzony w grudniu 2015 u mojej mamy to zlosliwa sarkoma czyli Mięsak.
    Ma 12, 5 cm dlugosci i 4,5 cm srednicy. Wyrosl na wewnetrznych miesniach brzucha, miedzy kregoslupem a moczowodem prawym. Naciska na moczowod i dlatego mamie zalozono szyny , zeby mocz mogl splywac.
    Wg onkologa ten tumor nie jest grozny dla zycia. Grozne sa metastazy w plucach, jest ich wiele i maja do 12 mm srednicy.
    Jesli bedzie ich coraz wiecej, to pluca przestana pracowac. Metastazy moga tez pokazac sie na innych organach. Niestety biopsja skutkuje zazwyczaj wysypem nowych metastaz, o czym nas nie poinformowano przed biopsja!

    Wg onkologa uzdrowienie i poprawa jest niemozliwe, a smierc nastapi po 4 miesiacach (Czyli w kwietniu!!!)
    Jego zalecenia: paliatywna chemoteraia, aby uniknac bolu w koncowym stadium i przedluzyc troche zycie. W tej chwili mama nie ma zadnych boli, wiec jeszcze nie ma potrzeby.

    Wiec mama zrezygnowala z onkologii a zaczela kuracje u naturoterapeuty w D.
    ( wyksztalconego bioterapeuty z dyplomem kilkuletniej szkoly dla naturo-terapeutow- sa tu takie!), ktory jest najlepszym specjalista w leczeniu raka w okolicy i ma najwiecej sukcesow.

    Dla kazdego pacjenta terapeuta dobiera odpowiednia kompleksowa kuracje, ktora idzie w kilku kierunkach:
    – niszczenie nowotworu substancjami biologicznymi ustalonymi w tescie laboratoryjnym krwi MAINTRAC
    – zmniejszenie go, odbierajac mu glukoze przez zmiane diety, leki i infuzje enzymu DCA, uniemozliwiajacego przedostanie sie glukozy wglab komorek.
    – wzmocnienie odpornosci ogranizmu, aby dzialala na 100 % teraz i nadal po zakonczeniu terapii – lekami, witaminami, zelazem i Vit C.
    – wyplukanie trucizn z organizmu do poziomu zero
    – natlenienie krwi, zeby zrobic nowotworowi srodowisko niesprzyjajace.

  29. Iwona 31 maja 2016 o 16:16

    Pierwszym krokiem bylo pobranie krwi i wyslanie do laboratoriow. Na wyniki czeka sie tydzien. Placi sie przekazem do laboratorium w Limburgu i innych miastach, nie bioterapeucie – on na tym nie zarabia.

    1.Test Maintrac to test onkologiczny http://www.maintrac.de/, ktory wykazuje:
    a) ile jest wolnokrazacych komorek nowotwora na 1 ml krwi (moja mama ma ich 6,8- to jest niestety wysoki wynik)
    b) ktore sposrod 42 substancji biologicznych maja na tego akurat raka najlepsze niszczace dzialanie. Test kosztuje 1500 ?. Mozna tez zbadac ktore chemiczne leki z chemoterapii zadzialaja – ale to kosztuje o 500 euro wiecej.
    c) Jakie wlasne ciala odpornosciowe sa zaangazowane w zwalczanie tego nowotwora (u mojej mamy niestety zadne)

    2. Test TKTL1 i APO = wykazuja czym zywi sie i czym oddycha ten rak, zeby odpowiednio ustawic wyzywienie pacjenta oraz wykazac czy sa polipy, cysty i metastazy. (U mojej mamy rak zywi sie glukoza, wiec nie moze jesc cukru i weglowodanow, ma diete ketogeniczna i jeszcze dostaje lek na obnizenie cukru we krwi + dostaje ozon dozylnie, bo jej rak nie znosi tlenu) Jeszcze te testy wykazuja na jakie agresory dziala uklad odpornosciowy pacjenta a na co nie – aby odpowiednio wzmocnic odpornosc. Te testy placi AOK, ale Hausarzt mamy nie dal skierowania.

    3. Dokladny test krwi, aby stwierdzic, jakich witamin i mineralow brakuje i to uzupelnic. U mamy ewidentny brak zelaza i Vit D3.

    4. Wazne: Badanie moczu na wykrycie metali obciazajacych organizm, w celu ich wyeliminowania. aby odciazyc uklad odpornosciowy ktory ma zajac sie zwalczaniem raka a nie trucizn. Przed badaniem dostaje sie infuzje z kontrastem. Koszt: infuzja z kontrastem 130?, +badanie moczu w laboratorium. Umamy bylo gigantyczne obciazenie olowiem, cadmium, cyna, arsenem i jeszcze pare trucizn. Trzeba je wyplukac za pomoca kilku odpowiednich infuzji co pare dni, beda wydalone z moczem.

    Jak leczona jest moja mama:
    Bedzie miec leki i infuzje przez 8 tygodni.
    Infuzje dostaje 3 razy w tygodniu, przez 3 godziny miedzy godzina 9 a 12. Wozimy ja do Sonthofen, to jest 30 km od Kempten w kierunku Alp. Oprocz infuzji preparaty doustne, te najmocniej dzialajace na jej rodzaj raka, uzyskane wg wynikow testu Maintrac.
    Tydzien leczenia bedzie wynosil okolo 1000 euro.
    Bierze suplementy i witamine D3 i ma jeszcze specjalne biologiczne tabletki na wzmocnienie jej odpornosci na raka : koszt 300 euro miesiecznie, przez 3 miesiace.
    Dieta ketogeniczna polega na rezygnacji z cukru i weglowodanow a uzupelnienie utraconej energii wartosciowym tluszczem jak olej lniany , kokosowy itd. Dopuszczalne sa jarzyny w ilosci 750 g dziennie, wszystko z bialka. Ta dieta jest zalecana przez wiele klinik leczenia raka, np Uniklinik Mannheim, Würzburg…tu ich broszura http://krebszellen-lieben-zucker-patienten-brauchen-fett.de/wp-content/uploads/2012/09/InfoBroschuereKetogen1011.pdf

    Mama nadal dobrze sie czuje!!! Wyniki krwi super, ilosc komorek rakowych we krwi sie zmniejszyla, zadnych nowych przerzutow nie ma.

Dodaj komentarz

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się

  • Leczenie dobrą dietą

  • Najnowsze komentarze