Czy pestki z moreli to utajnione przez lobby farmaceutyczne, skuteczne lekarstwo na raka?

Niektóre badania wykazują, że spożywanie dużej liczby gorzkich migdałów każdego dnia może zapobiec rakowi, a także zabić istniejące komórki.  

Joł Państwu,

Sylwia, która od bardzo dawna siedzi na tym blogu, za co jestem jej wdzięczna, chociaż trochę się dziwię, uśmiech, zadała mi dwa tematy do nowej rozkminy.
Sylwio, rzucasz hasłem i masz. Przynajmniej zajęłam się połówką AMIGDALINA, bo o macy napiszę innym razem.

Luuuudzie, nie jestem lekarzem, ani biochemikiem, dostajecie więc Ludzie pigułę, którą zlepiam z różnych wieści, jednak zawsze w miarę wiarygodnych, bo dobrze już wiemy, że net potrafi bardzo dobitnie utrwalić nawet kompletną bzdurę, jako pewnik.

Zmierzam do tego co zwykle, to nie są moje rady, bo nie jestem lekarzem.

Jak chcesz przeczytaj, jak nie to eskape i auwiderzeń, ale wszystko co dalej zrobisz z tym info jest Twoim wyborem. 

Dzisiaj na tapecie Amigdalina.
A więc koks:morela
Pestkom z moreli przypisuje się cudowne wręcz właściwości w leczeniu raka. Skromne pesteczki pastelowego owocu są przedmiotem wielu naukowych debat.

Wewnątrz miękkiej części moreli znajduje się nasienie, czyli pestka, zwana przez niektórych morelowym migdałem, lub gorzkim migdałem. Morelowe migdały zwykle pochodzą z Armenii, północnych Chin, w rejonach Himalajów i przylegającej części Azji i uważa się je za dobre źródło żelaza, potasu i fosforu, ale tak na prawdę furorę robią jako najlepsze źródło witaminy B17 znanej również jako amigdalinę.

Amigdalinę, choć w mniejszych ilościach znajdziemy także w pestkach śliwek i jabłek.

pestki z morW Australii, morelowe migdały są produktem niszowym i znaleźć je możemy w niektórych sklepach z organiczną żywnością, a także w supermarketach z działem azjatyckim i oczywiście online. W Polsce na dziale ze zdrową żywnością dość często pojawiają się pestki moreli w dwóch wersjach, słodkiej i gorzkiej, pakowane jak klasyczne migdały.

Nasiona moreli na świecie sprzedawane są w całości lub są wstępnie suszone i przetwarzane, a następnie używane jako składnik niektórych morelowych dżemów, włoskich ciasteczek amaretto, likierów i dodawane są dla podkręcenia smaku do marcepanowych receptur.

Z pestek moreli wyrabia się też łagodny naturalny olej stosowany w produktach dla dzieci, kosmetyków dla skóry i olejku do masażu. Istnieją dwa rodzaje pestek moreli: gorzkie i słodkie. Słodkie ziarna mają mniej przytłaczający smak, bardziej nadają się jako przekąski i mają mniej amigdaliny, ale właśnie gorzkie jądro słynie z leczniczych wartości, więc z tego względu należałoby wybrać te gorzkie.

Gorzkie pestki moreli w Rosji stosowano jako lekarstwo na raka już od 1845 roku, w Stanach Zjednoczonych od 1920 roku. Jednak nieustająco trwa debata nad skutecznością, a na drugiej szali kładzie się toksyczność gorzkich migdałów, które również od dawna stosowane były w medycynie chińskiej przy problemach oddechowych, niestrawności, wysokim ciśnieniu krwi i schorzeniach stawów.

Na TAK

Niektóre badania wykazują, że spożywanie dużej liczby gorzkich migdałów każdego dnia może zapobiec rakowi, a także zabić istniejące komórki. Witamina B17 jest unikalnym związkiem, który uważa się za stymulator układu odpornościowego do zwalczania nowotworów złośliwych.

Według doniesień ciągle jeszcze dość kontrowersyjne leczenie raka za pomocą amigdaliny, zwanej w formie nietoksycznej letrilem stosuje się w niektórych klinikach na całym świecie.
Letril zaczął stosować słynny aktor Steve McQueen, kiedy rozpoczął leczenie swojej choroby w Meksyku w 1980 roku. McQueen dał pochwalny raport o B17, jednak wkrótce zmarł. Letril nie jest dopuszczony do stosowania w Stanach Zjednoczonych.

Z wstępnych badań przeprowadzonych przez koreański Kyung Hee University w Seulu w 2002 r. wynika, że ​​amigdalina może inicjować zaprogramowaną śmierć komórki w ludzkich komórkach raka prostaty. Inne badania pokazują, że amigdalina łagodzi ból u szczurów.

Ludzie Hunza zamieszkujący odległy region Himalajów niedaleko zachodniego Pakistanu (pisałam o nich w poście o długowieczności jednej z błękitnych stref) pochłaniają dwieście razy więcej B17 niż ludzie Zachodu jedząc około trzydziestu do pięćdziesięciu gorzkich migdałów dziennie.

Hunzowie do dzisiaj mają niską zachorowalność na raka i bardzo wysokie wskaźniki długowieczności.

hunza młody cop-inthunza migdały
Na NIE

Mimo powyższych stwierdzeń, w kilku badaniach amerykańscy naukowcy nie znaleźli żadnych znaczących relacji między pestkami moreli, a zapobieganiem raka.

Nutrition Australia twierdzi, że B17 to nie jest prawdziwa witamina i że nie ma żadnych dowodów, że pestki moreli niosą jakiekolwiek korzyści.

Gorzkie jądra pestek zawierają śladowe ilości cyjanku, których spożywanie w dużych ilościach może spowodować mdłości, gorączkę, bóle głowy i śpiączkę. W 2006 r. brytyjska Food Standards Agency oświadczyła, że spożycie 20 do 30 ziaren w krótkim okresie czasu może doprowadzić do zatrucia cyjankiem, a nawet śmierci.

Jednak przypadki zatrucia cyjankiem zawartym w pestkach odnotowuje się niezwykle rzadko.

Jak korzystać z gorzkich migdałów?

Pestki moreli można jeść na surowo lub zmielone na proszek dodane do curry, zup, warzyw, soków owocowych lub zbóż. Mogą być również palone, a olej z gorzkich migdałów można używać do gotowania, do przyprawiania sałatkowych sosów, a także jako balsamów do ciała i smarowideł do twarzy.

Niektórzy dietetycy zalecają nie więcej niż cztery do pięciu morelowych migdałów na dzień, inni sugerują, aż trzydzieści pięć na dzień, aby czerpać z nich antynowotworowe korzyści. Nutrition Australia nie oferuje żadnych wskazówek do konsumpcji i proponuje uzyskanie porady ze strony akredytowanego dietetyka przed ich spożywaniem.

Moczenie gorzkich migdałów w wodzie zmniejsza gorycz, a zarazem poziom amigdaliny.

B17
Tyle w kwestii tajemniczej amigdaliny ma nam do zakomunikowania Christina Larmer, dziennikarka Freelance.

Zaś Paul Fassa, znany bloger mocno zaangażowany w ostrzeganie świata o obecnej korupcji związanej z żywnością i lekami, a także głoszeniu wieści o innych alternatywnych metodach prowadzących w kierunku lepszego zdrowia bez ograniczeń swobody i możliwości wyboru metod nie koniecznie zaaprobowanych przez skorumpowane środowiska, a więc Paul Fassa mówi trochę inaczej o amigdalinie.  Jego blog  TU

(NaturalNews)
Na samo napomknięcie o spożywaniu nasion jabłek, pestek wiśni i moreli lub połknięcie gorzkiego migdała są tendencje do wywoływania prawie ataku paniki lub wręcz gniewne reakcje u niektórych. Dlaczego? Przecież tam jest cyjanek. Więc jak najbardziej jest uzasadnione, żeby wariować, nieprawdaż?

Zwykle, jeżeli plotka nie ma podstaw merytorycznych to tak się właśnie dzieje. Wszystko co musisz zrobić, to wygooglać cyjanek i dostaniesz mnóstwo paraliżujących strachem artykułów, tak na prawdę nie do końca szczerze powiązanych z owymi pestkami.

Niektórzy mówią, że organizm szybko oczyszcza się ze związków zawierających cyjanek. Inni mówią, że otrzymasz wolne cyjanki, kiedy organizm będzie metabolizować owe związki. Większość przyznaje, że trzeba by na prawdę bardzo dużo nasion jabłek lub gorzkich migdałów zjeść, aby się otruć.

Ale mówi się przecież, że: trochę wiedzy jest rzeczą niebezpieczną.

W tym przypadku, lęk przed nasionami owoców i gorzkimi migdałami ma miejsce na podstawie niekompletnych danych. Związek zawierający w pestce cyjanek nazywa się amigdaliną.

Pełna historia amigdaliny dla dopełnienia Twojej wiedzy:

Tysiące ludzi używało pestek moreli, aby wyeliminować raka i jakoś nie umarli z powodu zatrucia cyjankiem. Zostali wyleczeni bez negatywnych skutków ubocznych. To nie dokonało się przez spożywanie kilka razy w tygodniu paru pestek, ale dziesiątek gorzkich migdałów dziennie przez miesiąc. (Sydney Herald, źródła poniżej)

Więc dlaczego nie zostali otruci?

Związek amigdaliny ma cztery cząsteczki. Dwie z nich to cząsteczki glukozy. Pozostałe dwie, to cyjanek i benzaldyhide.

Ostatnie dwie cząsteczki są scarycompounds (?), z pominięciem kilku niezwykłych metabolicznych działań, mają one zdolności działania tylko na komórki nowotworowe, które przyciągają amigdalinę, ze względu na zawarty w niej cukier, w pozostałych przypadkach amigdalina inne komórki jakby tylko wolno przepuszczała.

To bardzo mądre rozwiązanie. Komórki nowotworowe są uzależnione od fermentacji cukru (glukozy), z powodu czerpania z nich energii zamiast z tlenu.

Tak więc komórki nowotworowe przyciągają amigdalinę, aby nażreć się glukozą, ale zaraz dostają po łbie podczas metabolizmu tych związków, benzalldyhidem i cyjankiem. Przynętą jest glukoza, czyli cukier, a zabija je cyjanek i benzalldyhid (czyżby chodziło o też rodzaj trucizny Benzaldehyd?)

Komórki nowotworowe zawierają enzym beta-glukozydazy, który nie występuje w zdrowych komórkach.

Enzym Beta-glukozydazy odblokowuje związek amigdalinę, uwalniając śmiertelne toksyny dla komórki nowotworowej. Tylko komórki rakowe metabolizują amigdalinę. Zdrowe normalne komórki nie.

Większość rakowych komórek zawiera też inny enzym, rhodanese. Wolne cząsteczki cyjanku są zmuszone do konwertowania z cząsteczkami siarki przez enzym rhodanese, tworząc nieszkodliwe cyjaniany, które są wydalane w moczu.

To jest trochę faktycznej wiedzy, która wyjaśnia, że te „straszne” artykuły gdy mówią o cyjanku zawartym w amigdalinie, to jest rzecz z którą nasz organizm z łatwością sobie przez powyższy detoks radzi.

Jednak pełna funkcja amigdaliny jest w większości tych artykułów głęboko ukryta, ponieważ fakt, że letril lub B17, czyli skoncentrowany ekstrakt z morelowego migdała może leczyć raka jest tematem tabu.

Tłumienie informacji o bezpiecznym lekarstwie na raka:

Letril lub B17, został opracowany przez naukowców w San Francisco, w tym dr Ernsta Krebba w 1952 roku przez skraplanie i oczyszczanie amigdaliny z nasion moreli, a następnie wstrzykiwano B17 pacjentom chorym na raka.

W 1971 roku, letril został zakazany. Dr Richardson, który również współpracował (a?) z dr. Krebbem wezwał dziennikarza śledczego G. Edwarda Griffina do publikowania zasług leczenia pacjentów letrilem lub B17 pochodzącymi z nasion moreli. Griffin odkrył, że kliniczne wyniki leczenia letrilem w Sloane-Kettering Instytucie, które doprowadziły do zakazu przez FDA leczenia pacjentów B17 zostały celowo zafałszowane.

Rzecznik Sloane-Kettering Dr Ralph Moss odmówił kłamania na temat letrilu i bardzo było to Sloane-Kettering w niesmak. Griffin chciał upublicznić dowody naukowo potwierdzające, że letril faktycznie działał. W końcu Griffin napisał książkę Świat bez raka, gdzie można przeczytać o wiele więcej na temat historii raka, który leczony jest skutecznie dzięki amigdalinie.

Wprawdzie witamina B17 czy letril są zakazane, jednak pestki z moreli, owe gorzkie migdały stoją na półce ze zdrową żywnością prawie każdego hipermarketu i możesz je kupić bez problemu.

Źródła do wypowiedzi Paula Fassa to:

Wywiad z G. Edwarda Griffina na temat amigdaliny 

VIDEO wyjaśnia, jak przemysłowi zależy, aby leczenie raka nie było zbyt proste i używa fobii na temat cyjanku, aby trzymać z dala od amigdaliny obywateli.
tutaj

Sydney Morning Herald, wywiad z człowiekiem, który używał pestek moreli do wyleczenia się z nowotworu Tu

Kompletna historia, tło całej sprawy z amigdaliną Tu

morele-w-zalewie-sloiki
Na tym kończę Ludzie Drodzy, macie sagany na karku, to sobie może obmyślicie sami co i jak,
morelowy ścisk
pe

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kuracje antyrakowe, Najpopularniejsze wpisy, Witamina B17 – amigdalina i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

149 odpowiedzi na „Czy pestki z moreli to utajnione przez lobby farmaceutyczne, skuteczne lekarstwo na raka?

  1. Magdika pisze:

    Niedawno kupiłam pestki moreli, ale w paczce kilogramowej w Auchan, teraz się zastanawiam, czy w ogóle mają jakieś wartości.

    • pepsi pisze:

      Magdika, patrz wyżej :)

    • Samer Rafea pisze:

      Joanna.
      Bardzo prosilabym o kontakt z osoba, ktora brala pestki moreli i wyleczyla sie z raka. Potrzebuje pilnie pomocy dla mojego brata. Moze ktos wyleczyl sie korzemiem mniszka lekarskiego. Bo czytalam, ze tez jest skuteczny w walce z rakiem. Bede wdzieczna za wszelkie informacje. Pilne
      Moj e- mail srutututu@web.de

      • Aga pisze:

        Samer Rafea, nie znam nikogo ,ale w temacie B17 i wit C siedzialam miesiacami podczas gdy moj wojek umieral na raka. Niestety, za pozno sie dowiedzialam. Bardzo wazna rzecz o ktorej sie dowiedzialam z artukolow anglojezycznych to fakt, ze leczenie wit B17 i duza dawka wit C dziala o ile wczesniej organizm nie byl poddany chemioterapii. Chemioterapia zabija wszystko tylko chyba nie raka, bo ludzie w wiekszosci umieraja z powodu nastepst naswietlen i innych gowien. Chemioterapia oslabia organizm i nie pamietam juz w jakim stopniu, ale leczenie B17 wtedy nie daje zadowalajacych efektow.
        Przesylam na twojego emaila info na temat kuracji, jak stosowac i koszt, gdzie kupic Laetrile-B17 i dodatkowe suplementy, gdyz jest to caly zestaw srodkow, nie tylko sama wit B17.
        Pozdrawiam, Aga

      • Łukasz pisze:

        Joanno,
        osobie chorującej na „raka” potrzebna jest zmiana całościowa.
        Poprzez całkowite odstawienie produktów pochodzenia zwierzęcego – mięsa, nabiału, drobiu (są to przede wszystkim produkty ZAKWASZAJĄCE, powodujące powstawanie nierównowagi kwasowo-zasadowej – co prowadzi do budowania komórek organizmu w niewłaściwym środowisku chemicznym – powstają bardziej lub mniej wadliwe egzemplarze, im więcej i bardziej wadliwe – produkujemy sami coś „nowego” – nowy twór – NOWOTWÓR. Poza tym mięso w naszych jelitach zwyczajnie gnije – ze względu na zbyt długą drogę do wyjścia. Juz nie wspomnę o antybiotykach, hormonach całej chemii pompowanej w zwierzęta, później poprzez nastrzykiwarki do „szynek”.
        Potrzebna jest dieta, która będzie bogata w wszystko to – co oczyści chory i osłabiony (TAK NAPRAWDĘ WADLIWIE WYTWORZONY KAWAŁEK ORGANIZMU), dieta, która nie będzie go dociążać – pozwoli robić swoje – czyli regenerować się i walczyć.
        Konieczna dieta bogata w zdrową żywność, do tego duużo soków wyciskanych.
        Koniecznie nalezy odstawić też całą żywność przetworzoną, slodycze, cukier, uzywać jak najmniej soli.
        Ogólnie – należy wprowadzić nowy styl odżywiania, umożliwiający regenerację organizmu.
        Tego wszystkeigo uzupełnieniem jest B17, ponieważ przyczyna tkwi w tym, iż wadliwie (poprzez wadliwe pożywienie, oraz uzywki typu papierosy) zostały wybudowane pojedyncze komorki, tworzące tkanki, z których tworzą się cale narządy,
        Należy odbudować organizm na nowo, przy użyciu porządnego zdrowego PALIWA jakim jest tylko i wylacznie odpowiednia dieta.
        Witamina B17 jest jednym z systemó obronnych naszych organizmów przed tym co zostalo wyprodukowane wadliwie, zmutowało zrakowaciało.

        Rak nie jest chorobą, każdy sam go sobie wyprodukuje, jeśli spełni określone kryteria.

        Jeśli dalej szukasz wiedzy odezwij się na mojego emaila, tematem amigdaliny zająłem się ok 18 miesięcy temu, potem naturalnie przeszedłem do witamin, w tym C którą też mocno studiuje
        Obecnie zakonczyłem edukację na kursach dietetycznych i oczekuję na egzamin Państwowy aby nabyć uprawnienia dietetyka.

        Jeśli będę mógł pomóc – pomogę.

        • Małgorzata Łaszyca pisze:

          Witaj Łukasz. Prześlij mi proszę dostępne Ci informacje nt alternatyw do „tabletek” w leczeniu raka. Ja posiadam dwóch dozgonnych przyjaciół.dziękuję małgosia margot_9@poczta.onet.pl

        • agata pisze:

          czy i ja mogłabym prosić o więcej informacji na ten temat,będę bardzo wdzięczna! agatka2323@gmail.com

        • Merigold pisze:

          Jeżeli każdy sobie produkuje raka na własne życzenie, to skąd bierze się on u dzieci? Nie atakuję, tylko pytam, bo nie rozumiem tego mechanizmu.

          • Łukasz pisze:

            Nie odebrałem tego jako atak, od tego są fora :)
            Byłem ciekaw, kiedy padnie to pytanie.

            Z dziećmi sprawa jest o wiele trudniejsza – na pierwszy rzut oka. U dorosłych możemy nowotwory zrzucić na styl życia używki itd. Co w prostej linii przekłada się na problemy.
            Dzieci jednak…
            Co takiego musi się stać, aby maleństwo, które niedawno pojawiło się na świecie zachorowało na raka ?

            Dziecko z natury – samo z siebie nie będzie robić nic co negatywnie wpłynie na rozwój organizmu, lub też jego zdolności do regenerowania tkanek we właściwy sposób.
            Problem zawsze leży gdzie indziej, lub też leży WCZEŚNIEJ.

            Nowotwór jest stanem organizmu, w którym wadliwie została wybudowana tkanka, narząd.
            Przyczyn jest wiele:
            – zakwaszenie organizmu,
            – nieodpowiednia dieta,
            – używki typu papierosy, alkohol,
            – obciążenia toksynami np w miejscu pracy,
            – promieniowanie (w tym promieniowanie z komórek, routerów wifi nawet telewizorów etc – nie jest to bez znaczenia, ponieważ każde promieniowanie wzbudza w naszych organizmach wolne rodniki, a im więcej wolnych rodników i mniej przeciwutleniaczy tym większe ryzyko powstania stresu oksydacyjnego, który jest prekursorem chorób, jest to logiczna całość) – w odniesieniu do promieniowania, im więcej przebywamy w polu (polach) gdzie jesteśmy na nie narażeni, tym większą szkodę sobie robimy – zwłaszcza w kontekście braku przeciwdziałania przeciwutleniaczami,
            – typowe substancje kancerogenne (aspartam, akryloamid itp)
            – wiele wiele innych

            Biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z dzieckiem, które nie powinno być wystawiane na powyższe – no chyba, że mamy do czynienia z nieodpowiedzialnymi rodzicami choćby w kwestii diety, albo toksyn – trzeba szukać dalej.

            Rak jest defektem w budowie organizmu – trzeba znaleźć co sprawiło, że perfekcyjnie działająca maszyna, wybudowała coś wadliwie. (być może, że na etapie „budowy” organizmu dziecka w łonie matki, już doszło do defektu, ale np nie został wykryty, albo był stłumiony przez odporność matki, a w momencie, kiedy matka odstawiła dziecko od karmienia – czyli od swojej odporności, przeszła na pożywienie jako takie, dziecka odporność spadła i … jest)

            Żeby jasno odpowiedzieć na to pytanie – trzeba zrobić wywiad z rodzicami dziecka, oraz prześledzić całą historię choroby (chorób) zarówno rodziców, jak i dziecka.
            Przyczyna tkwi w kręgu rodzice – dziecko – środowisko, tylko trzeba poszukać i ją zidentyfikować. W ostateczności – jeśli mamy do czynienia z wzorowymi okazami zdrowia ze strony rodziców, którzy odżywiają siebie i dziecko prawidłowo, to ewentualnie można się pokusić o podanie przyczyny jako – genetyki. Choć jestem daleki od tego – ponieważ to środowisko determinuje geny a nie odwrotnie. No chyba, że jest to poważna wada genetyczna.

            Mogą to być nieodpowiednie pokarmy matki, używki, zanieczyszczenia środowiskowe, wszystko to, co spowoduje w dorosłym człowieku problemy – ale również spowoduje przekazanie płodowi np wadliwych budulców, trucizn, itd.

            Prozaiczna sprawa – produkty typu LIGHT – czyli dla osób, które liczą kalorie, a co one zawierają – ASPARTAM, bardzo groźną neurotoksyną, która ma zdolność do kumulacji w organizmie, o której już dziś wiadomo, że może powodować defekty płodu, nowotwory i około 100 innych chorób, naprawdę ciężkich.
            Amerykanie dowiedli badaniami, że pijąc 1 napój słodzony aspartamem dziennie (300 ml), ryzyko zachorowania na nowotwory jest niemal 100% !!!!!

            Oczywiście na to potrzeba czasu, nie oszukujmy się od jednego napoju teoretycznie na raka nie umrzemy, ale ilość chorób które to świństwo wywołuje i objawy jakie może dać – negatywne oczywiście to już nie żarty. Kwestia czasu i zaczynają się problemy, a lekarze nie potrafią tego zestawić np z aspartamem, i leczą Cię na nie wiadomo co, dorzucają kolejną chemię w pigułkach.
            Nawet nie wiecie jak ciężko mi czasem wyjaśnić moim pacjentom, że ich niektóre problemy zdrowotne mogą być związane właśnie z aspartamem, jeśli w ankiecie odkryję, że spożywają go sporo (gumy do żucia, niektóre jogurty, czasem keczupy – jest masa produktów, które go zawierają :/)

            Więc jeśli np. matka podczas ciąży, niestety przez swoją nieświadomość wchłaniała truciznę, może to być powodem problemu dziecka. I niekoniecznie od razu, ale po czasie.

            A co jeśli kilkuletnie dziecko zapada na nowotwór – i jest dokładnie to samo, trzeba znaleźć co to wywołało – nie leczyć objawów, jak to ma na celu medycyna konwencjonalna. Objaw można zaleczyć jeśli mamy szczęście. Ale to nie jest wyjście z sytuacji. Należy zidentyfikować przyczynę, czy jest ona środowiskowa, czy jest ona związana z odżywianiem, czy jest np związana z emocjami dziecka – zestresowaniem, jakąś traumą.

            Stres jest czynnikiem wysoce destruktywnym i nawet rakotwórczym, jeśli ktoś nie wie jak to działa, to w skrócie to opiszę.
            Stres (w zależności od jego poziomu im większy tym więcej) wyzwala w nas wolne rodniki, jeśli mamy dużo stresów w życiu to mamy dużo dodatkowych wolnych rodników, które sami wyprodukowaliśmy. Na pewno działa to na nas destruktywnie. Jeśli nie ma kontrofensywy w postaci przeciwutleniaczy – zaczyna się problem.

            Z mojego punktu widzenia, oraz z tego co już obserwujemy, z tego jak ludzie siedzący w temacie się wypowiadają – tylko czekać, aż zaczną się rodzić dzieci z nowotworami.
            Nieświadomość społeczna, ilość trucizn dnia powszedniego, których ludzie nie znają – a przez to nie eliminują ze swojego jadłospisu, ilość szkodliwych substancji oraz ilość spożywanej przetworzonej, chemicznej żywności jest tak powszechna, że to tylko kwestia czasu. Do tego tony cukru, które przyjmujemy …. ehhh temat rzeka.

            Bardzo kontrowersyjnym tematem jest temat szczepionek.
            Nie da się ukryć, że to co dzieciom podaje się w szczepionkach jest co najmniej szkodliwe, jeśli nie powiedzieć destruktywne. Rtęć w Thimerosolu (konserwant szczepionki, blisko 49% wagowo to rtęć), do tego adjuwanty (wzmacniacze działania) w postaci toksycznego aluminium.
            To wszystko może mieć niestety również wpływ na powstawanie nowotworów u dzieci. Już nie mówię o tym co udowodniono w odniesieniu do ASD.

            Dodatkowo może być np dieta na glutenie. Gluten zapcha dosłownie kosmki jelitowe dziecku, jest ograniczone wchłanianie – wadliwe, w zestawieniu z jakąkolwiek przyczyną z powyższych już to stanowi podłoże do powstania nowotworu. Bo – jest wadliwe wchłanianie, jelita nie funkcjonują prawidłowo, raz, że nie przyswajamy właściwie, dwa, że to co się dzieje w jelitach też już jest poważnym stanem zagrożenia.
            A trzeba powiedzieć jasno – jelita są dla nas bardzo, ale to bardzo ważnym narządem. Absolutnie nie wolno lekceważyć jakichkolwiek dolegliwości związanych z jelitami.

            Mogę opisywać tutaj wszystko – jest tego mnóstwo, sens jest taki :
            coś spowodowało, że młody organizm wyprodukował coś wadliwie, pytanie CO? I tu można wybierać i wybierać – trzeba sprawdzić konkretny przypadek, aby móc coś powiedzieć, niestety. Jest tego tak wiele, że głowa boli.

            W kwestii związanej z odżywieniem – wystarczy niedostateczna ilość witaminy C w pokarmie. I już jest problem. Dodać do tego, którekolwiek z powyższych, i u dziecka, które bardzo szybko się rozwija – czyli buduje organizm, chwila moment i mamy coś nowego, bo organizm nie dostał jakiejś ważnej substancji – nie wybudował właściwej komórki, lub całej tkanki, za to stworzył jakiś NOWY TWÓR, nowotwór.

            Pozdrawiam
            Łukasz

          • Kasia pisze:

            Słyszałam, że komórki nowotworowe przekazuje dziecku matka przez łożysko, chroniąc na chwilę siebie, tzn. im więcej dzieci urodzi tym później sama zachoruje, ale jej dzieci już są mocno obciążone ‚na starcie’, wyjaśnia to dokładniej dr ashkar, film można obejrzeć na YT, polecam.

        • Kasia pisze:

          Przeglądam różne strony i znowu trafiłam na Pana Łukasza-dietetyka, może zabrzmi to paradoksalnie, zważając na temat, ale miło, czyta się Pana posty, ciekawie Pan pisze, merytorycznie, jestem pod wielkim wrażeniem Pana wiedzy, elokwencji… Pozdrawiam i życzę powodzenia w życiu, zdrowia przede wszystkim:)
          /Kasia

          • Pobłocka pisze:

            Hej Kasiu,czy mogłabym prosić o namiar na bloga Pana Łukasza. Interesujące tematy

        • Dominika pisze:

          Zgadzam się Lukasz w 100%.Sami fundujemy sobie kłopoty.moja przyjaciółka miała toczeń i wyleczyła go tylko poprzez picie tłoczonych świeżych soków.nasza ignorancja w stosunku do świadomego życia jest smutna…

      • Śfieq pisze:

        Informacje na temat wpływu nisko przetworzonej diety roślinnej na rozwój wielu chorób z naciskiem na raka można znaleźć w książce „Nowoczesne zasady odżywiania. Przełomowe badania wpływu żywienia na zdrowie” ,autor T.Colin Cambell i Thomas M.Cambell II.
        Przeczytałam ją ze względu na mój weganizm, ale otworzyła mi oczy na wiele spraw.

        • pepsieliot pisze:

          Śfieg na tym blogu jest nawet analiza dokładna tej pozycji i to w trzech odsłonach, ale nie wszystko o czym pisze Campbell w tym epokowym dziele jest niepodważalne niestety

      • Adam pisze:

        Znam osobiście osoby które stosując ww pestki i inne suplementy z terminu 6-12 miesięcy… które usłyszały od dr… już zrobiły kilka lat i ich stan zdrowia jest bardzo dobry.

      • benia pisze:

        asiu, pestki pomagajá, ale jak sié ma raka, to taka forma jest niewystarczajáca. sá zastrzyki z juz skoncentrowaná dawká tej witaminy. ogládnij na you tube film terapia dr gersona. obejrzyj go calego bo jest w czésciach . dostosuj sié a brat ma duze szanse zeby z tego bagienka wyjsc. pozdrawiam bernadeta

    • to sem ja pisze:

      Nie jest to może odpowiedx na to co napisała Magdika, ale poniewaz jest to poczatek komentarzy to jak ktos jest zainteresowany polecam wpisac w google „świat bez raka okropny” i obejrzec filmik o amigdalinie. Ciekawe rzeczy , których nie znajdziecie gdzie indziej

  2. TaxCollector pisze:

    scarycompounds miało tam chyba oznaczać straszna mieszanka, albo straszne składniki – w sensie, że trujace.
    Ale z tego co można znaleźć w necie wynika, że benzaldehyd nie jest toksyczny.

  3. Mag-lena pisze:

    Ja znów nie w temacie. Miałam napisać o moich przygodach z pasożytami. Zrobiłam badanie krwi i kału. Z niego wyszło, że pomimo suplementacji witaminą D3 mam jej niedobór. Mam przerost candidy i lamblie. Lamblie lecze, odrobaczam siebie, partnera i koty. Całą łazienkę domoestosem zalałam, klamki wódką umyłam i wszystko inne co było po drodze. Jeśli ktoś ma możliwości i pasożyty warto sobie pożyczyć od np. weterynarza lampe ultrwafilowetową i poświecić na łóżko, wc i tam gdzie się siedziało lub zwierzęta mają legowisko. Generalnie dieta bezleczna, bezcukrowa i bezpszeniczna.Owoce tylko kwaśne. Wiem, że witarianie leczą się z candidy owocami wszelakimi. Nie wiem jak to jest do końca. Ja poprzestaje na jabłakach, kiwi, grejfrutach ew. malinach. Należy brać probiotyki, dużo pić, przesadnie dbać o hiegienę no i zażywać leki przepisane przez lekarza. Lamblia jest dość popularna, choć rzadko wykrywana. Żeby ją wykryć nalezy zbierac kał w odstępach 2-3 dni . Potrzeba 3 próbek i dobrego laboratorium. Canididy nie leczę, po powinna się zmiejszyć jak się uporam z lamblią i dobra dieta powinna być wystarczającym lekiem. A i jeśli ktoś siebie podejrzewa o pasożyty należy poszukać specjalisty od chorób pasożytnicznych. „Zwykli” lekarze nie bardzo mają o to pojęcie, nie wiedzą jak diagnozować i przede wszystkim jak leczyć. Poza tym nie kojarzą objawów, bo bardzo rzadko zdarza się, że ktoś ma książkowe objawy.
    Ps. Mój lekarz jako potwierdzenie lambli spojrzał na moje paznokcie, które mają białe plamki i takie bruzdy poprzeczne. Dla niego było to oczywiste, że to lamblie.
    Ahoj.

  4. Basia pisze:

    Mag-lena hej, ja od początku przejścia na weganizm miałam problem z zajadami przy ustach i właśnie plamki na paznokciach, a wcześniej nie miałam. Myślałam że to niedobory, ale nie rozumiem dlaczego wczesniej nie miałam, gdy moja dieta składała sie z nabiału, słodyczy, małej ilości warzyw. Problem z zajadami zniknął po bardzo długim czasie, tylko czasem jak zjem ananasa to momentalnie zajad mi się robi. Bardzo mnie zaciekawiło to co o lambiach i paznokciach napisałaś, mam te plamki i pionowe bruzdy, ale te pionowe bruzdy to obserwuję u większości ludzi, możesz coś więcej napisać?, bedę wdzięczna – dodam, że z powodu tych plamek robiłam sobie badanie na poziom cynku, b12 i w ogole morfologię i wszystko było ok.

  5. Mag-lena pisze:

    Mam i poprzeczne i pionowe:) Basiu nie wiem co mogłabym Ci napisać. Miałabyś szczęście gdybyś była z Poznania lub Warszawy??

    • Magdika pisze:

      A czy możesz podać namiar na tego w Poznaniu. W zasadzie od roku się z tym ociągam. Pewnie nic nie mam, ale warto sprawdzić.

      • Mag-lena pisze:

        Profesor Jerzy Stefaniak, ale w Poznaniu jest jakiś szpital chorób zakaźnych i tropikalnych czy coś takiego. Wiem, że tam są specjaliści. Trzeba poszukać kto tam pracuje i prywatnie pójść.

  6. Basia pisze:

    A tak, poprzeczne:) bo pionowe to już mam takei zboczenie wszystkim na pazury patrze i widzę, że idealnie gładkie paznokcie bez bruzd pionowych (poprzecznych nie widzialam) to mają bardzo młode osobniki i o dziwo mój brat-nie jakiś bardzo młody
    Twój wpis dał Mi Mag-lena do myślenia, muszę zebrać dupę i choć tego nienawidze udać się do laboratorium z próbkami kału i zobaczymy. Mój chłopak przy dobrej morfologii ma z niewiadomych przyczyn bilirubinę podniesioną, przeczytałam że przy lambiach to częsty objaw. Dam znać jak już zrobię wszystkie badania. Niestety muszę polegać na takich laboratoriach jakie są, podobno najbardziej prawdopodobny wynik byłby na świeżo wyprodukowanym stolcu:)
    Pewnie dlatego też aż trzykrotne pobranie materiału, ma cokolwiek powiedziec.

    Moja przyjacióła miała lambie w tamtym roku i bolał ją brzuch, ale dowiedziała się dopiero po dziwnej wysypce, na badania na pasożyty skierował ją dermatolog

  7. Mag-lena pisze:

    Basiu badania nie muszą być ze swieżej kupy. Najważniejsze by były trzy próbki. Te dwie i tak czekają w lodówce i dopiero jedziesz z trzecią. Dzień przed musisz łyknąć dwie tabletki, które powodują wzmożoną produkcję żółci. Nie wiem skąd jesteś, ale laboratorium felix (przepraszam, za reklamę), robi badania na pasożyty i może wysłać kurierem.

  8. pit pisze:

    Skoro Hunzowie tak się zajadali amigdaliną i nie umarli, to jak się ma do tego ta śmierć spowodowana dużą dawką cyjanku? Jednak mój nos paranoika zwęszył spisek!

    • Jack Pot pisze:

      Nie jestm lekarzem ale pozwól że wygłoszę tutaj wnioski które nasuwa mi moja logika.
      Po pierwsze jak zabija KCN czyli cyjanek potasu albo HCN czyli kwas cyjanowodorowy czyli związek nieorganiczny? Po dostaniu się do organizmu w rozkłada się na jony K+ (lub H+ w przypadku HCN) oraz jon CN-. To właśnie ten jon CN- zabija łącząc się z jonami żelaza, które powinne połączyć się z tlenem w ostatnim etapie oddychania.
      Po drugie, co dzieje się po zjedzeniu migdałów czy pestek zawierających teorytycznie śmiertelną dawkę jonów CN- w postaci związków organicznych? W amigdalinie HCN nie występuje w czystej postaci cząsteczkowej, tylko w postaci związku z cukrem czyli glikozydu. Ale, po zjedzeniu tylu migdałów, które zawierają teorytyczną ilość jonów potrzebną do powstania śmiertelnej dawki cyjanowodoru nie wszystkie glikozydy zostaną rozłożone w żołądku i jelitach do jonów CN-. [ Gdyby tak się stało to faktycznie te jony wraz z jonami H+ spowrotem stworzyły by kwas cyjanowodorowy który był by wdychany przez tego kto je zjadł do płuc, gdzie po pierwsze spowodował by ich obrzęk, a po drugie dostał by się do krwi gdzie znowu uległ by rozpadowi na H+ i CN-. Z krwią która transportuje tlen jony CN- zostały by przetransportowane do mitochondriów gdzie połączyły by się z jonami żelaza blokując ostatni etap oddychania na poziomie komórkowym i powodując śmierć]. Tylko że w rzeczywistości większość cząsteczek glikozydu przetrwa procesy reakcji z kwasem w żołądku i innymi enzymami w przewodzie pokarmowym, zostaną dostarczone już nie do wszystkich komórek ciała, jak w przypadku ‚czystych’ jonów CN- pochodzących z rozpadu nieorganicznych czastek, ale do komórek rozkładających cukry, np. komórek rakowych. W tych komórkach zostaną rozłożone i wtedy uwalnia się zabójczy jon CN- blokując takiej komórce oddychanie. Taki glikozyd działa więc trochę jak koń trojański dostarczając CN- zamaskowany w cukrze. Co do kwestii czy inne komórki rozkładające cukry nie zostaną w taki sam sposób zabite przez rozkład tego glikozydu? Odpowiedź brzmi raczej nie. Istnieje naturanly mechanizm neutralizacji jonów CN-(jeśli oczywiście jest ich odpowiednio mało) w komórkach nie rakowych, ale potrzebna jest do tego odpowiednia ilość siarki w organiźmie. Wtedy taki jon CN- jest łączony z siarką a nie żelazem. Jak to mówił któryś z apostołów -Zażywaj wina ‚z siarką'(mój przyp. ) po trochę;)
      Podsumowując: jony CN- pochodzące z cyjanku potasu czy cyjanowodoru zabijają bo blokują oddychanie wszystkich komórek powodując śmierć (lub zatrucie jeśli jest ich za mało do zablokowania wystarczającej liczby tych komórek i spowodowania śmierci jakiegoś organu czy całego organizmu). Natomiast jony pochodzace z rozpadu glikozydu będącego składnikiem amigdaliny nie sa dostarczane do wszystkich komórek ciała tylko tych rozkładających cukier i tam są dopiero uwalniane w postaci CN-. Więc żeby umrzeć od zjedzenia migdałów trzeba by ich zjeść tyle, żeby zawierały tyle glikozydu, że mały jego procent który ulegnie rozkładowi w żołądku i jelitach, dostarczy śmiertelną ilość jonów CN- które z krwią dostaną się do wszystkich komórek powodując śmierć jakiegoś organu a w konsekwencji całego organizmu. Może zjedzenie migdałów z czymś ciężkostrawnym co znajduje się długo w przwodzie pokarmowym, albo wydzielanie zbyt dużej ilości kwasu żołądkowego zwiększa ilość glikozydu który ulegnie rozkładowi już w żołądku zwiększając szanse zatrucia, ale wciąż tych migdałów trzeba by zjeść kilka jak nie kilkanaście razy więcej niż teorytyczną ilość zawierająca śmiertelną dawkę CN-.
      Co do leczenia raka to myślę że to tak jak z pruchnicą i myciem zębów. Jeśli je myjesz to zmniejszasz szanse że zachorujesz. Jeśli pomimo tego jeden ząb ulegnie zepsuciu to można go wyrwać i dalej zapobiegać zepsuciu reszty. Ale gdy masz dziurę w każdym zębie to samo mycie już nic nie da. Tak samo z rakiem, jeśli robi przerzuty albo jest to rak którego nie da się zoperować to zapobieganie już nie pomoże, a komórek rakowych jest tyle że zmieniły już za dużą część tkanek albo jest ich zbyt dużo żeby dostarczyć taką dawkę amigdaliny, żeby rozkład jej małego procentu przed dotarciem do komórek rakowych nie spowodował śmierci i żeby była to ilość wystarczająco mała, żeby po dostaniu się do innych komórek nie rakowych, rozkładających cukry, rozłożyła się w nich na taką ilość jonów CN- które zostaną zneutralizowane jonami siarki. Oczywiście to tylko moja logika, każdy powinien kierować się wasnym rozsądkiem w sprawie swojego zdrowia i życia. Co do artykułu to uderza nazywanie pestek moreli czy tam brzoskwini migdałami. Migdały to pestki owocu migdałowca, pestki brzoskwini to pestki brzoskwini;)

      • pepsieliot pisze:

        cokolwiek nie powiedzieć pestki migdałowca, również zawierają amigdalinę, a skoro i tak wszyscy wiedzą o co chodzi nie będę nawet tego zmieniać, jednak za logiczny wykład dziękuję w imieniu swoim i moich czytelników

      • to sem ja pisze:

        Witamina B17 jest nieszkodliwa dla zdrowych tkanek z bardzo prostego powodu: każda molekuła B 17 zawiera jedną jednostkę cyjanku, jedna jednostkę benzaldehydu i dwie jednostki glukozy(cukru) ‘zamknięte’ razem. Po to, aby cyjanek mógł stać się niebezpieczny trzeba najpierw ‘otworzyć’ molekulę, aby go uwolnić, trick którego jest w stanie dokonać jedynie pewien enzym, zwany beta-glucosidase, który jest obecny w całym ciele ludzkim w maleńkich ilościach przy czym jego ilość znacznie wzrasta do znacznych ilości ( stukrotnie wyższych) tylko w jednym miejscu: w siedlisku złośliwego narośla rakowego. Tak więc cyjanek bywa jedynie jakby ‘otwierany’ w miejscu, gdzie znajduje się rak, z drastycznymi efektami, które całkowicie niszczą komórki rakowe, ponieważ benzaldehyd ‘otwiera’ się w tym samym czasie. Benzaldehyd jest śmiertelnie niebezpieczną trucizną, która wówczas działa łącznie z cyjankiem, wytwarzając truciznę sto razy silniejszą, niż każdy z nich z osobna. Połączony efekt tych związków na komórki rakowe najlepiej pozostawić wyobraźni. Ale co z niebezpieczeństwem dla reszty komórek ciała? Inny enzym, rhodanese, zawsze obecny w daleko większych ilościach niż ‘otwierający’ enzym beta-glucosidase w zdrowych komórkach, posiada prostą zdolność kompletnego rozdrobnienia i przetworzenia zarówno cyjanku jak i benzaldehydu w produkty korzystne dla zdrowia. Jak można przewidzieć, komórki rakowe nie zawierają w ogóle rodanezu, co pozostawia je kompletnie na łasce tych dwu niebezpiecznych trucizn.”

  9. pepsi pisze:

    no właśnie, to tez mnie uderzyło, ale nie chciałam zmieniać treści, na bardziej logiczną, do tego w każdym sklepie ze zdrową żywnością, albo prawie w każdym można kupić gorzkie pestki z moreli i nie ma nic napisane, że nie można zjeść całej paczki naraz

    • edith pisze:

      pestki moreli jako lek na raka je sie 2szt dziennie, nie więcej !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

      • kaśko pisze:

        2 sztuki dziennie to profilaktycznie można zjadać. Jest jakaś norma unijna pozwalająca na 2-3 pestki dziennie (ze względu na ten „cyjanek”). Ale nie taka ilość uderza skutecznie w komórki rakowe. Wg dr Griffina 1 pestka przypada na 4,5 kg masy ciała. I to jest więcej niż wystarczająca ilość w profilaktyce raka, choć dokładna liczba może się różnić dla osoby z indywidualnym metabolizmem i nawykami żywieniowymi. Na przykład, człowiek o masie 77 kg może zjadać 17 jąder pestek moreli lub brzoskwini na dzień, aby przyjmować biologicznie rozsądne ilości witaminy B-17. Bardzo bliska mi osoba chora na raka zjada około 14 pestek dziennie i czuje się po nich bardzo dobrze. Zniosła też dużo lżej chemię niż wtedy, gdy przyjmowała ją, nie jedząc pestek. Tato znajomej zjada 20! pestek dziennie i w połączeniu z zażywanymi witaminami i minerałami pokonuje raka rewelacyjnie. Takich historii jest mnóstwo!
        Ostatnio zgłębiam temat leczenia nowotworów i szczerze mówiąc przeraża mnie tak ogromny rozdźwięk między tym, co np. mówi dr Griffin, Gerson czy Coldwell a tym co czyni medycyna konwencjonalna rozjeżdżająca pacjentów chemią…

      • dorota pisze:

        dwie pestki to w leczeniu profilaktycznym raka ,czy jak już wiemy że go mamy ?

        • Aga pisze:

          Nieprawda, jestes nie doinformowana: jedno pisza 2 , inni 5 a jeszcze inni 15.
          Pierwsza zalecana metoda to nie przekraczac zjadania ilosci pestek, ktore np znajduja sie w ilosci dziennie zjadanych owocow.
          Druga metoda w zaleznosci od wagi ciala:1 ziarno na 4.5 kg masy ciala, czyli przy wadze np 58kg, spokojnie moge zjadac 13 ziaren, chociaz nawet I 30 mnie nie zabije. Ale wszystko z umiarem bo po tych 30 pewnie bym wymiotowala jak kot, tak jak po wiekszej ilosci np orzechow od ktorych mnie mdli kiedy najem sie jak durna.
          W kazdym razie, nie jest zalecane zjadanie wiecej niz 30-35 ziaren dziennie. Dla niedowiarkow polecam poczytanie na stronie http://www.worldwithoutcancer.org.uk
          (4 pytanie w FAQ) , na stronie od ktorej wszyscy powinni zaczynac poszerzanie wiedzy na temat ziaren, kuracji, kupna, badan I dowodow, etc. wszelkie inne publikacje opieraja sie wlasnie na niej, tylko szkoda, ze liczby sie nie zgadzaja.
          Niestety, jest to strona po angielsku. Pozdrawiam.

          • Aga pisze:

            Ach,zapomnialam dodac,ze napisalam tu wczesniej o ilosci pestek zjadanych zapobiegawczo a nie jako leczenie. Samymi pestkami sie raczej nie wyleczysz, musza byc suplementowane innymi skladnikami ,ale to wszystko znajdziecie na tej stronie, ktora zamiescialm wczesniej.

  10. pepsi pisze:

    edith, to nie są moje opinie, na opakowaniu pestek gorzkich z moreli jest napisane 3 do 4, natomiast dziennikarze śledczy mówią co innego, ja tak jak zaznaczyłam na początku NIE JESTEM LEKARZEM więc nikomu nie radzę niczego, nawet dwóch pestek dziennie

  11. zaciekawiony pisze:

    Kilka uwag – wbrew temu co piszą miłośnicy pestek, nowotwory nie są jedyną w organizmie tkanką, która wytwarza enzym rozkładający glikozydy cyjanogenne. Wydziela je także nabłonek jelit, pomagając w trawieniu cukrów – zatem po połknięciu, amigdalina zaczyna rozkładać się już w przewodzie pokarmowym.
    Po drugie, tylko nowotwory jelit wytwarzają ten enzym.
    Po trzecie, enzym ten zwierają też same pestki, i jest uwalniany podczas rozgryzania i mielenia.

    W jednym gorzkim migdale jest ok. 1 mg cyjanku. Dawka śmiertelna to ok. 50-60 zależnie od wagi i tego czy dana osoba pali. Dlatego teoretycznie nawet 30 nie powinno zabić. Ale może zatruć. Ponadto pestki nie są standaryzowane – niektóre pestki moreli zawierają do pięciu razy więcej glikozydu, więc trudno dokładnie ustalić maksymalną bezpieczną ilość.
    Po kolejne – Laetril doktora Krebsa, to opatentowana przez niego chemiczna pochodna naturalnej amigdaliny. Używa jej kilka meksykańskich klinik.

    A co do ludzi z doliny Hunza – tyle już przedziwnych legend o nich słyszałem, ze trudno się rozeznać. Wymienię może po kolei różne wersje, są długowieczni bo: piją wodę ze srebrem, wolno oddychają, piją wodę bez deuteru, nie jedzą mięsa, jedzą ryby zasobne w selen, palą ziele, używają cudownych ziół, używają himalajskiej soli, jedzą pestki, mało jedzą i dużo chodzą…
    Praktycznie każdy naturalny specyfik reklamuje się twierdzeniem: Ludzie z doliny Hunza to robią i żyją po 200 lat. Niestety gdy w latach 70 pojechał tam pewien lekarz, w ciągu kilku miesięcy zajmował się leczeniem setek przypadków malarii, robaczycy, jaglicy i ślepoty śnieżnej, oraz zgonów od spożycia niewłaściwych ziół.

    • pepsi pisze:

      zaciekawiony cześć, bardzo dziękuję za interesujące uzupełnienie, tak Hunzowie są niesamowici w swoich preferencjach :)

    • maciejewski pisze:

      według ciebie dawka śmiertelna to 60 pestek :)…Powiem ci że jadłem 60 dziennie przez miesiąc 4 lata temu z jogurtem i siemieniem więc to pisze mój duch… prawda:) i pozdrawiam.

  12. M pisze:

    Ciekawa sprawa poznałam człowieka który mówi że miał raka mózgu złośliwego z naciekami, dowiedział się o tym po usunięciu drugiego guza z mózgu(widziałam bliznę po zabiegu na tyle głowy), ten był z naciekami więc nie mogli wyciąć, no i chcieli naświetlać robić chemię. A on w konsultacji z kolegą chemikiem zaczął swoją kurację, możecie sobie wyobrazić tych lekarzy wskakujących na niego że nie przyjął ich leczenia. więc brał migdalinę w tabletkach tylko z sprawdzonego źródła bo niektórzy oszukują i jeszcze coś ale nie pamiętam no i po pół roku dostał się na rezonans (polskie realia) a po guzie ani śladu. I to mnie przekonuje a nie lekarze. no i jak byłam dzieckiem jedliśmy w dużej mierze pestki, była bieda zjadało się wszystko i jakoś nikt nie zatruł się cyjankiem- to dopiero dziwne- badania przeprowadzone bez białego fartucha.
    widzę wielką wiarę ale niestety w biały fartuch!!!!!!!!!! co powie biały fartuch to jest święte. Szczepionkę podać dziecku tak bo powiedział to lekarz to na pewno jest dobre, no bo gdybyśmy my chcieli jemu wstrzyknąc te metale ciężkie które on naszym dzieciom to byłby zamach na jego życie, ale robi to biały fartuch i nazywa to szczepionką to się nazywa leczenie!!!!!!!!!!! następna historia pamiętam jak byłam dzieckiem a to wcale nie było tak dawno temu, leczono antybiotykiem ale W| OSTATECZNOŚCI albo sterydy hm, no w każdym bądź razie organizm po antybiotykach z niczym sobie nie radzi objawia to się alergią dostaje sterydy, a jeszcze osłabiony bo odkąd tylko się urodził regularnie osłabiany jest szczepionkami i KTO NA TYM ZARABIA!!!!!! to jest już niewolnik farmakologii do końca życia i cała rentka pójdzie na leki a emerytury to już nie trzeba będzie płacić.
    Słuchajcie przyroda wie co dla nas jest dobre, trzeba wrócić do suszenia ziół i picia ich i zjadania. Zabija nas wszechobecna chemia, bo Boga nie da się poprawić. Fantastycznie, że Bóg w niedalekiej przyszłości to wszystko naprostuje i nie będzie już kłamstw, a żaden lekarz nie będzie potrzebny.

    • Samer Rafea pisze:

      Joanna.
      Bardzo prosilabym o kontakt z osoba, ktora brala pestki moreli i wyleczyla sie z raka. Potrzebuje pilnie pomocy dla mojego brata. Moze ktos wyleczyl sie korzemiem mniszka lekarskiego. Bo czytalam, ze tez jest skuteczny w walce z rakiem. Bede wdzieczna za wszelkie informacje. Pilne
      Moj e- mail srutututu@web.de

    • Jaca pisze:

      Ty boga w to nie mieszaj;)

      • Waldi pisze:

        Jaca, a dlaczego nie miałaby mieszać w to Boga, skoro wyraźnie jest osobą w Niego wierzącą – będącą mocno przekonaną o Jego istnieniu?!

        Czy uważasz, że skoro ktoś wie o wspaniałych rzeczach, jakie będą miały miejsce już w niedalekiej przyszłości, to nie powinien o nich mówić, czy pisać, powinien samolubnie zatrzymywać te wiadomości dla siebie? Czy ktoś taki miałby jakąkolwiek wartość w Twoich oczach?

        Myślę, że w tym wypadku powinieneś zwrócić baczną uwagę na postawę PEPSI. Jest ateistką -pewnie, tak jak Ty- ale jej obiektywizm, wręcz powala. Ona potrafi docenić to, co się pisze, choć nie zawsze musi chcieć z tego skorzystać – ale to już wybitnie jej sprawa…

  13. pepsieliot pisze:

    M. wprawdzie jestem ateistką, ale bardzo ucieszył mnie Twój koment, i dziękuję, że go wstawiłeś, ściskam

  14. adonis pisze:

    coś w tym jest

  15. adas pisze:

    też tak uważam, że człowiek zagalopował się z tą żądzą zysku … szczególnie farmakologia !!!

  16. Mk pisze:

    Pestki z moreli likwidują też lamblie. Podobnie działa picie tymianku. Astma to choroba wywołana przez pasożyty i pierwotniaki. Leczy się ją skutecznie pijąc mocne ziola na robaki , jedząc pestki i pijąc tymianek.

    • pepsieliot pisze:

      Mk jakie są mocne zioła na robaki? Ludzie sięmnie pytają, a ja tego tematu jakoś nie rozkminiałam jeszcze

      • MartaWeganka pisze:

        Np. piołun, ale z nim trzeba ostrożnie – przestrzegać dawkowania (do kupienia w aptece, np. Herbapolu).
        Też:
        – pestki dyni na czczo;
        – marchew jako jedyny pokarm przez 3 dni.

      • Waldi pisze:

        Dobry też jest wrotycz, choć uważany za trującą i tym samym niebezpieczną roślinę. Jednak ja bym aż tak nie przesadzał. Wiele jest ziół, które nieodpowiednio dozowane, bądź łączone, mogą zaszkodzić, ale to jest normalne. Tak samo jest z wrotyczem.

  17. Sylwek pisze:

    Ja przez okres ok 3 tygodni zjadam srednio ok 50-60 jąder moreli i czuję sie super. Moja waga to ok 96 kg. po tym okresie robie przerwe ok 1 miesiąca i od nowa seria pestek. Zyję i dobrze sie czuję.
    Żona waży 47 kg i zjada jednorazowo ok 25-30 pestek. Pozdrawiam

  18. Sylwek pisze:

    50-60 pestek dziennie:)

  19. pepsieliot pisze:

    Sylwku, ja też jadłam po 30 dziennie, bo nie przeczytałam ulotki na opakowaniu i też się czułam ok :) ale skoro piszesz, że Wy też ok to wracam do starych nawyków, pozdrowionka

  20. selene pisze:

    Ludzie, wszyscy macie hopla. Panicznie boicie się śmierci, a zwłaszcza raka. Łykacie jakieś dziwne rzeczy i liczycie na to, że wam się upiecze. Spieracie się jedynie o to, komu za te dziwne rzeczy płacicie. Jedni wolą łykać suplementy i chemie od firm farmaceutycznych i lekarzy, którym te firmy płacą, a inni wolą kupywać jakieś pestki w internecie od bóg jeden wiekogo i bóg wie skąd. Co ma wisieć nie utonie. Będziecie łykać te 50 pestek, a i tak nie dożyjecie 100, bo zginiecie w wypadku, albo na skutek innej choroby, może nawet wywołanej specyfikami, które tak łapczywie łykacie ze strachu przed nieuniknionym. Albo o zgrozo dożyjecie setki, tylko że pochowacie wszystkich, których kochacie i umrzecie w samotności. Życie jest zbyt krótkie, żeby marnować je wten sposób. Cieszcie się każdym dniem, tak jakby był to wasz ostatni. Ceńcie i smakujcie każdą minutę. Żyjcie tak, aby niczego nie żałować. A kiedy przyjdzie na was czas umierajcie z godnością. I posłuchajcie rady kogoś, kto umierał i wrócił. Śmierć jest prosta. To życie jest trudne. Godne życie, bez żalu i strachu. Ale warte tego trudu i piękne.

    • Seweryn - Summer Breeze pisze:

      my nigdy nie umieramy

    • Sonia pisze:

      Wreszcie jakiś komentarz człowieka z głową na karku. Piękny i treściwy w swej prostocie.
      Jakiś biznesmen kiedyś napisał, że najlepiej się zarabia na zarządzaniu ryzykiem. Sprzedaje się nie produkt, ale pewność. Kup warzywa – będziesz zdrowy, kup oliwę – będziesz miał piękną skórę, kup ubranie – będziesz atrakcyjna dla płci przeciwnej. To nie o produkt chodzi, a psychikę. Ludzie kupują miraż pewności – że będą lepsi, doskonalsi.
      A nadzieja sprzedaje się najlepiej. Ja pestki kupię, bo daje to ułudę i pozwala trwać w pozytywnym nastawieniu w obliczu kroczącej za nami tragedii.
      Wszystkim życzę powodzenia.

      • pepsieliot pisze:

        Soniu z pewnością jest coś na rzeczy, pozdrowionka

      • to sem ja pisze:

        Ja spraktykowałem na swoim ojcu. Diagnoza rak prostaty PSA 2360. Wg lekarzy nie miał żadnych szans i powinien umrzeć. (tak mi powiedzieli urolodzy, a byłem u dwóch). Po pięciu miesiacach podawania pestem moreli po raku nie ma znaku, a ojciec czuje sie bardzo dobrze. Pewnie kiedys umrze bo każdego z nas to czeka, ale na pewno nie na raka i jeszcze nie teraz

    • Monika Niżnik pisze:

      Selene cóż za optymistyczna wersja: jak nie pestki to suplementy, jak nie suplementy, chemia i farmacja to wypadek samochodowy albo choroba. Jak to nas nie zabije to zabije nas tęsknota po pochowanych bliskich – z całym szacunkiem dla Ciebie – snujesz takie wizje! i Ty potrafisz cieszyć się życiem i udzielasz rad jak je przeżyć?

  21. Pepsi pisze:

    Summer :D

  22. MartaWeganka pisze:

    Ciekawe, że: „Siemię lniane zawiera substancje cyjanogenne, czyli takie, które mogą przekształcić się w cyjanowodór (kwas pruski, chem. HCN). Dr Budwig jednak przez 50 lat ordynowała swoim pacjentom duże dawki siemienia i oleju lnianego, a jej pacjenci nie tylko nie ulegali zatruciom, a wręcz zdrowieli ze śmiertelnych chorób. Jak zatem wygląda realne zagrożenie zatruciem kwasem pruskim w diecie dr Budwig?” (http://www.primanatura.pl/czy-siemie-lniane-jest-toksyczne/).

    Ja rozgryzam i połykam prawie wszystkie pestki, jakie mi się podczas jedzenia nawiną – jabłek, cytrusów, jak się otworzy pestka w moreli, brzoskwini, nektarynce czy wiśni, to też zjem „migdałek”. Dlaczego wiele osób wyrzuca pestki z pomidorów i ogórków? Marnotrawstwo! W nich pewnie też są dobroczynne składniki, których odkrycie nauka kiedyś też pewnie szumnie ogłosi.

  23. kenaj pisze:

    Babcia powtarzała…”Jedz to z czego powstaje życie”. Zdrowe nasiona i jaja nie mogą być złe skoro z nich rodzi się nowe.
    Co to środków farmakologicznych. Zróbcie sobie statystykę ile w radiu i telewizji jest reklam leków. wg mnie ponad 70%, to chyba o czymś świadczy. Więcej osób żyje z leczenia i profilaktyki rakowej niż na niego umiera. W życiu najważniejsza jest równowaga i umiar.

  24. Jaroloza pisze:

    Moja ukochana cierpi na raka płuc z przerzutami do wątroby, która teraz jej doskwiera najbardziej (podejrzewam przerzuty do głowy – słaba koordynacja ruchowa, zaniki pamięci) plus do innych organów. Lekarz onkolog już odpuścił, dał skierowanie na ct głowy ale gdy wyszła powiedziała mi że wątroby już nie uratujemy a teraz czekamy na wsparcie hospicjum, które zamiast pomagać i wspierać raczej utrudnia i chce się z nami bawić w papiery, kiedy ja nie mogę opuścić ukochanej nawet na krok.
    Ale do czego zmierzam. Ano do tego iż tydzień temu zakupiłem jej nijako jako desperacki akt ratunku i walki o jej zdrowie wspomniane pestki a dziś mija tydzień gdy je bierze i mimo że wygląda fatalnie to jej stan (mimo że wspomaga się innymi farmaceutykami) określiłbym jako poprawiony, choć nadal źle wygląda to udało jej się uśnieżyć ból (ostatni ketonal brała ponad 2 doby temu) ból co prawda wrócił ale nasila się dużo rzadziej i jest bardziej znośny.. Niestety martwią mnie jej bóle głowy (choć też ich także jakby mniej), niewyraźna mowa (choć i ta momentami się jakby poprawia) oraz słaba równowaga a także zatracenie poczucia czasu co by mogło oznaczać przerzuty do głowy lub w lepszym przypadku jakim sobie tłumaczę, czyli zmęczeniem organizmu, wycieńczeniem przez ból oraz brakiem niemal jakiegokolwiek jedzenia od prawie 2 tygodni.. Wcześniej wymitowywała żółcią i wszystkimi płynami jakie przyjęła teraz wymioty ustały choć dziś wróciły (ale być może spowodowane są właśnie pestkami, a wczoraj nawet coś zjadła i strawiła co było wcześniej nie do pomyślenia!
    Nie chcę sobie robić złudzeń i nie potrzebynch nadzieji ale myślę że warto mi spróbować o nią powalczyć zamiast załamywać ręce, choćby dlatego aby stanąć przed lustrem kiedyś i powiedzieć sobie:,, że się starałem i robiłem dla niej co w danej chwili uznałem za właściwe!”
    Nie mówcie proszę aby się dać pokonać chorobie bo to jest nam pisane bo tylko podcinacie skrzydła i zabieracie wiarę ludziom, której tak bardzo potrzebują a nawet jeśli przegrają to łatwiej im się podnieść, choćby w myśl maxymy w którą ja osobiście i szczerze wierzę..
    ,,Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą!”

    • pepsieliot pisze:

      Jaroloza, oczywiście, ze masz rację, wszystko się może wydarzyć, próbujcie, może ten liposomal C dołóżyć? Jestem z Wami !!!!

      • Jarolozao pisze:

        Dziękuję Ci Pepsieliot :)
        Czyli inaczej witaminę C, tak?
        Słyszałem o tym ale obawiam się że jest na taką kurację póki co za słaba i boję się efektów ubocznych (słyszałem o jakichś problemach z paznokciami) + to że ponoć dzięki tej witaminie jest uwalniane więcej tego cyjanku, który kto wie co może w większych ilościach spowodować! W dodatku nie ukrywam że jesteśmy na skraju bankructwa, ale jeśli stan zdrowia zacząłby się poprawiać to na następną wypłatę pomyślałbym nad tym.. Lub też słyszałem że w Warszawie pewien profesor tworzy coś na wzór oleju o nazwie ,,solol”, który zawiera właśnie połączenie tych dwóch substancji..

  25. Jarolozao pisze:

    Nie solol tylko ,,selol” :)

    • Jarolozao pisze:

      Niestety ja już walkę o swoją ukochaną przegrałem z kretesem kilka dni temu ale aby nie zabierać innym nadzieji nie powiem nic na temat pestek złego, bo być może są one pomocne ale w profilaktyce przeciwrakowej albo we wczesnym stadium ale na pewno nie ma co liczyć na cuda w zaawansowanym stanie lub w stanie agonalnym chorych osób.. Co do czynników zachorowalności na tą chorobę jest ich wiele ale wg mnie najważniejszymi są genetyka, stres i nie zdrowy styl życia i to chyba zazwyczaj o tym zaważa.. Mimo wszystko życzę wszystkim chorym woli walki z tą chorobą i broń boże nie podawania się nawet gdy wszyscy wokół poklepują mówiąc że mówi się trudno i tak mi przykro jakby Was przekreślali.. A życzę też mądrych wyborów i wierzenia lekarzom ale może tak z przymrużeniem oka.. Wszystkiego dobrego! :)

      • skorpion pisze:

        może te pestki za późno dostała

      • to sem ja pisze:

        Mój komentarz dosc krótki znajdziesz też wyżej. Otóż mój ojciec miał bardzo zaawansowanego raka prostaty z PSA na poziomie 2360. (norma od 0 do 4,4) Jesli chcesz sie upewnic zapytaj urologa co to oznacza Ja dostałem informacje, ze stan ojca jest beznadziejny i nic mu nie pomoże. Że przy tak wysokim PSA nie mówimy tylko o raku prostaty, ale o raku uogólnionym z przerzutami na kości i inne narządy i że oni lekarze nie pomoga mu i ojciec umrze. Nie będe opisywał całości powiem tylko, że przez pierwsze trzy miesiące ojciec brał po ok 85 (słownie osiemdziesiąt pięć) pestek moreli na dobe w odstępach co 3 godziny. JUz po 6 tygodniach PSA spadło dokładnie o 1/3 (33%). Po następnych 6 było juz na poziomie 67. Po dwóch miesiacach od momentu kiedy zaczął brac pestki stanął na nogi i mógł samodzielnie funkcjonowac bo na poczatku musiałem go „taszczyć” nawet na muszle klozetową. Byc może w stanie agonalnym kiedy organizm jest juz wyniszczony i totalnie osłabiony nie tylko rakiem, ale też chemioterapią, radioterapią byc może interwencjami chirurgicznymi to nic juz nie pomoże nawet amigdalina, ale stan zaawansowany jest do odwrócenia. Ważne zeby nie katowac i nie wyniszczać i osłabiać organizmu chemią. Na świecie w krajach gdzie lobby farmaceutyczne nie ma tak silnej pozycji , a byc może tez urzednicy nie biora tak ochoczo „w łapę” i nie stanowia prawa korzystnego dla koncernów leczy sie już oficjalnie raka amigdaliną.

  26. kedolw47 pisze:

    Nic nikt nie pisze o nafcie leczniczej. Picie nafty leczniczej pomaga w chorobie nowotworowej.

  27. Nowotwory powstają z racji niekorzystnego stosunku antyoksydantów do wolnych rodników. Nie wykluczam też innej przyczyny. W takim układzie każdy antyoksydant będzie w jakimś stopniu zapobiegał rakowi. Jednocześnie nie będzie gwarancją, że się go uniknie, bo i tak z racji nałogów, złej diety, stresu wolnych rodników może być aż nadto. Niewątpliwie innym czynnikiem jest genetyka.

    • QQ pisze:

      „Ludzie Hunza zamieszkujący odległy region Himalajów niedaleko zachodniego Pakistanu (pisałam o nich w poście o długowieczności jednej z błękitnych stref) pochłaniają dwieście razy więcej B17 niż ludzie Zachodu jedząc około trzydziestu do pięćdziesięciu gorzkich migdałów dziennie.
      Hunzowie do dzisiaj mają niską zachorowalność na raka i bardzo wysokie wskaźniki długowieczności.”

      Ale piją mleko. Skandal – mogą umrzeć w każdej chwili.Mleko kozie ale i tak ma laktozę,kazeinę – zakłada całych pokoleń.
      Spożywają też pieczywo – gluten ! – toż to śmierci w oczy patrzą codziennie,
      I co najważniejsze – nie suplemetują się spiruliną, trza im ją opchnąć jak najszybciej.

      Tak naprawdę zbyt dużo czynników wchodzi w grę. Zbyt dużo zmiennych. Selene napisał/ła prawdę,a ona w oczy kole. Biznes to biznes nawet jeśli pisze „eko” na opakowaniu,a jedyne co wam opchają to marzenia.
      Jeśli ktoś wpieprza pestki i mu smakują -chwała mu. Jeśli ktoś w siebie wmusza „bo to zdrowie” to wtedy do akcji przystępuje stres,a wtedy dupa z całej diety.

      • pepsieliot pisze:

        QQ odsyłam Cię do Campbella, wyraźnie pisze, że mleko i generalnie białko zwierzęce uaktywnia ogniska rakowe, które człowiek sobie skądinąd dostarcza. Powiedz mi z jaką chemią i promieniowaniem stykali się Hunzowie w dziewiczych górach? Teraz już normalnie chorują, bo jeżdżą naszpikować się chemią do miast okolicznych. Świerze nie pasteryzowane mleko, nawet krowie, ni mówię już o wiele lepszym kozim, kiedy nie masz kontaktu z chemią, a krowa pasła się zieloną trawą i masz pełno witaminy k, nie tylko, że nie rozogni ognisk rakowych, bo ich nie masz, a nawet będzie doskonałą żywnością i budulcem. Białko zwierzęce, w tym mocno kazeina wzbudza, wznieca, rozognia ogniska raka w człowieku. Gdyby bogatsze dziewczynki i chłopcy w Indiach (nawiązuje do badania w China Study) nie jadły spleśniałego masła orzechowego, to nie dostalyby pewnie raka wątroby jedząc przy okazji białko zwierzęce, w tym kazeinę, natomiast odwrotnie to też działa, jakby tylko jadły to białko, a nie kontaktowały się z pleśnią, zapewne też by nie dostały raka wątroby w wieku lat 8.

        • Tom pisze:

          A skąd ten Campbell to wszystko wie? Miał widzenie? Jedni wierzą Chrystusowi, inni Campbellowi.

          • pepsieliot pisze:

            Tom Campbell robił najdluższe i największe w historii badanie, do tego na podobnych genetycznie osobach, czyli 20 to letnie badanie, które nadal trwa China Study i otrzymał takie a nie inne wyniki, przeczytaj ksiażkę arcy ciekawa wyszła w Polsce pod tytułem Nowoczesne zasady odżywiania

    • pepsieliot pisze:

      wydaje się, że obok wolnych rodników tlenowych, najistotniejszą rzeczą, jest tlen w komórkach

  28. Mała Mi pisze:

    Czy jest jakaś osoba w Polsce, która mogłaby zaświadczyć, że rzeczywiście terapia B 17 pozwoliła się pozbyć raka trzustki?

  29. Paula pisze:

    Witam was, dziś przyszła paczuszka pestek moreli. Zjadłam na raz 5, dobre były ale to co potem w ustach zostało .. .ten posmak i zapach. Jak coś sztucznego, chemicznego, chciało się wymiotować. Człowiek nie przyzwyczajony do takiego smaku, to może taka reakcja powstała.
    Na początek przez miesiąc dzień w dzień po 5 pestek, potem z upływem miesięcy zwiększać. Sprawdzimy. + kapsaicyna (z papryczki chili).
    Ktoś chce się przyłączyć do wspólnego posiłkowania pestek?

    Pozdrawiam ciepło
    Paula

  30. krysia60 pisze:

    MI TEZ POLECONO JESC PO DWIE PESTKI DZIENNIE PROBUJE >

  31. Pepsi Twój wpis poleciał właśnie na nasz facepage :) Pozdrawiamy.

    • pepsieliot pisze:

      Ekolokalnie pozdrowionka :)

      • czakry pisze:

        jeśli chodzi o temat odrobaczania i likwidacji pasozytów polecam Kurację życia dr.Clark i jej Zappera- urządzonko na baterie- generator niskich częstotliwości. Osobiscie stosuje to , zawodowo i urządzenie daję fajne efekty w połączeniu z dietką i oczyszczaniem jelit.
        Pozdrawiam

        • Waldi pisze:

          Czakry, myślę, że te „fajne efekty” daje głównie wspomniana przez Ciebie dieta wzmacniająca organizm, oraz „oczyszczanie jelit”. A Zapper… no cóż dobre to urządzonko, które może budzić nadzieję, ale nie do końca skuteczne. Nie wszędzie dociera i tym samym nie tłucze wszystkich patogenów wywołujących choroby.

          Mam Zapper wraz z generatorem H. Clark, który kupiłem, kiedy tylko moja borelioza zaczęła się bardziej uaktywniać i dawać mi nieźle do wiwatu. Poświęciłem na to kupno niemało kasy, bo aż ok. 2000 złotych i jestem mocno zawiedziony. W swej chorobowej panice, jaka mnie na tamten czas ogarnęła, nie wziąłem pod uwagę tego, że prądy Zappera, czy generatora niskich częstotliwości, nie docierają np. do układu nerwowego, a ja właśnie w nim mam pełno tego dziadostwa, jakie mnie już od wielu lat dręczy.

          Zatem dobrze byłoby nie zachwalać tego urządzenia z uwagi na jego ograniczone lecznicze działania. Niemniej, nie zaprzeczę, że na niektóre pasożyty może zadziałać, ale i tu znowu – NIE WSZĘDZIE. Zapper nie działa również skutecznie w jelitach i wszędzie tam, gdzie jest próżnia w organizmie.

          Zdrówka życzę i jak najwięcej UDANYCH kuracji Zapperem.

  32. kora pisze:

    Czy pestki moreli gorzkiej powinno się jeść na surowo czy też nie? Kupiłam właśnie opakowanie i pisze na nim żeby absolutnie nie jeść surowych tylko gotowane lub pieczone

  33. kora pisze:

    Dzięki Pepsieliot , czekam z niecierpliwością

  34. melbitz pisze:

    Aga, prosze o kontakt w sprawie tych pestek weronika.zaluska@onet.com.pl. U mojej babci wykryto raka pluc, za 7 dni, ma zaczac chemioterapie

  35. Marzena pisze:

    Witajcie!

    Sklamalam poprzednio twierdzac, ze moje zainteresowanie zmiana dotychczasowego odzywiania bylo spowodowane lektura Tombaka. Przy okazji lektury tego artykulu przypomnialam sobie kiedy zostalo zasiane we mnie owe ziarno – przy okazji wiadomosci, ze brat mojego Partnera, 18 latek ma raka jadra. Wtedy tez zaczelam szukac w internecie informacji na temat niekonwencjonalnych metod walki z rakiem. Przyznaje, moja fobia to rak. Ogolnie jestem zdrowa osoba, twarda, nie przejmujaca sie lekkimi dolegliwosciami – naprawde musze chodzic po scianach by zazyc jakas tabletke i to tez niechetnie. Jednak jak cos zaczyna mi juz dolegac to od razu mysle o najgorszym – nie wiem czemu tak mam, mam tak od dziecinstwa, nie przezylam zadnej rodzinnej traumy, co prawda Dziadek zmarl na raka ale bylam wtedy bardzo malutka. Jesli kiedys by mnie dopadlo to parszywe chorobstwo to wiem jedno – nigdy nie oddala bym sie w rece lekarzy, Leczyla bym sie pestkami moreli ktore od chwili zachorowania brata mojego Partnera spozywam od roku 3 razy dziennie po 5 pestek. Nie wiem skad u mnie to dawkowanie sie wzielo – chyba gdzies o tym wyczytalam i przy okazji owej lektury zaczelam sie zastanawiac czy biore te pestki prawidlowo. Nie ukrywam, ze w ostatnim czasie zaczelam sie zastanawiac czy te pestki mi nie szkodza – samopoczucie mam raczej bez zmian od rozpoczecia ich przyjmowania, jednak od tego czasu mam problemy ze swoja waga, chodze jakas wzdymana, czasami mam wrazenie jakbym miala wnetrznosci powiekszone. Nie jestem w stanie jednoznacznie stwierdzic czy to jest spowodowane pestkami czy moze faktem ze przestalam pracowac a wczesniej przez 3 lata pracowalam na nocki po 12 godzin i tak reaguje moj organizm na te wszystkie zmiany… Mojego kolegi wujek mial nieoperacyjnego raka pluc – dali Mu bardzo malo czasu zycia. Facet nie chcac sie pogodzic z tym zaczal szukac pomocy niekonwecjonalnej. Nie wiem skad to wytrzasnal ale robil sobie specyfik do picia z papryki habanero i oleju lnianego i pil lyzeczkami. W papryczce sie kapal. Zyje… a wg lekarskiej diagnozy juz od pol roku powinien wachac kwiatki od dolu.

    Pozdrawiam i czytam po koleji z ogromnym zaciekawieniem reszte artykulow. Szkoda, ze tak pozno do Was trafilam bo mam wiele do nadrobienia.

  36. Dawid pisze:

    Marzena a jak tam brat Twojego partnera? Też je pestki czy chemia?

  37. najlepiej leczy Jezus, gorąco polecam stronę mimj.pl; warto tam pojechać lub chociaż słuchać nagrań; to informacja dla tych co mają raka i tu zaglądają oraz dla wszystkich dobrej woli; pozdrawiam <

    • pepsieliot pisze:

      nie zgadzam się z tym, ale może komuś pomoże, więc zostawiam

    • Waldi pisze:

      Małgosiu, a czy możesz podać chociaż jeden werset z Pisma Świętego, z którego wynikałoby, ze Jezus leczy również obecnie… Natomiast z tego, co ja wiem, to w Biblii jest powiedziane, że w „dniach ostatnich” dla obecnego systemu rzeczy, mieli pojawić się „fałszywi Chrystusowie” i „fałszywi mesjasze”, oszukujący mnóstwo łatwowiernych poprzez równie fałszywe „wielkie znaki i cuda”. Owymi matactwami, mieli zwieść nawet niektórych „wybranych”, czyli prawdziwych chrześcijan.

      Nawet, jeśli w jakimś przypadku „cudownych” uzdrowień raka, rzeczywiście działoby się coś wyraźnie nadprzyrodzonego, jak to niektórzy przypisują m.in. Harisowi przyjmującemu swego czasu w budynkach kościelnych, to trzeba pamiętać zawsze o tym, że istnieje ktoś, kto lubi podszywać się pod Boga, czy Jezusa. Ten ktoś właśnie potrafi działać w sposób pozornie piękny i życzliwy względem np. ludzi dotkniętych jakąś chorobą, ale jego „piękne” uzdrowienia nie są trwałe i nie działają na wszystkich.

      Katolicki historyk Kościoła, Louis Ellies Dupin, który ogólnie pisał o oszustwach Kościoła, m. in. o tym dotyczącym nieprawdy, że ap. Piotr był w Rzymie i tym samym mógł pretendować do miana „pierwszego papieża” przyznaje:
      „Katolicy wymyślali nieprawdziwe historie, fałszywe cuda, a nawet żywoty świętych, byleby tylko podtrzymać i podsycać pobożność wiernych.”.

      Zatem, Małgosiu, bądź na przyszłość bardziej ostrożna w formułowaniu myśli związanych z Jezusem i różnych zachęt dla chorych, szczególnie, jeśli te zachęty dotyczą spraw niepewnych, – takich, które będąc sprawami religijnymi nie da się potwierdzić Pismem Św. czy w jakikolwiek inny sposób.

      Pozdrawiam

  38. Pingback: … B17 … | Medycyna naturalna, nasze zdrowie, fizyczność i duchowość

  39. Immer pisze:

    Dobre na roznorakie bole. Na mnie dziala juz 3 do 5 pestek gorzkiej moreli. Z czystym sumieniem polecam. Czytalam gdzies, ze nawet przy raku dzialaja przeciwbolowo, wiec sa mocne :)

    • lolakk pisze:

      Witam,

      Proszę o pomoc. U mojej Mamy zdiagnozowano przed trzema tygodniami duży nowotwór mózgu. Tydzień temu przeszła operację w Bydgoszczy, po której niestety nie odzyskała już dawnej sprawności – częściowy niedowład prawej strony ciała, afazja (zaburzenia mowy), zaburzenia pamięci i co najgorsze, czego nie da się rehabilitować, bardzo duży problem ze wzrokiem. Dziś już wiem, że mamy do czynienia z glejakiem wielopostaciowym IV – bardzo złośliwym. Dodam, że neurochirurgom nie udało się usunąć całego guza.

      W ciągu kolejnych dwóch tygodni rozpoczniemy chemioterapię. Jedynym pozytywem jest to, iż działamy dość szybko, ale liczy się dla nas każda godzina… Musimy ominąć rehabilitację, ponieważ guz nadal się rozprzestrzenia, stąd wskazanie lekarzy o natychmiastowym rozpoczęciu leczenia.

      Po kontakcie ze znajomymi zajmującymi się medycyną naturalną, wznawiamy podawanie Mamie Kurkumy z imbirem i pieprzem, kupiłam też dziś pestki moreli. Czy znacie kogoś, komu pestki pomogły? Kogoś z glejakiem, kto dał radę z tego wyjść?

      Będę wdzięczna za wszelkie info dotyczące wspomagającej diety i inne… Chwytam się każdej deski ratunku… altar2043@o2.pl

      • przem pisze:

        Powyżej jest opis ,że komuś pomogło ale chyba nie miał chemii bo chemia wyniszcza. Bodajże 86 pestek
        podzielone na 3porcje brał

      • Maya pisze:

        Zainteresuj się olejkiem z marihuany:
        http://zdrowiewnaturze.wordpress.com/2012/02/06/lecznicze-wlasciwosci-marihuany/

        Kącik Hani – Wyniki mojego leczenia:
        https://www.youtube.com/watch?v=r2LiQUUrurA

        No ale jak będzie chemia, to wg mnie raczej małe szanse na wyzdrowienie.

        Poza tym, jak widzę, sytuacja poważna, więc postarajcie się znaleźć lekarza – naturopatę, możesz też poszukać na yt filmów z drem Leonardem Coldwellem i posłuchać, co on ma do powiedzenia na temat nowotworów.

      • Maya pisze:

        Wyleczył raka marihuaną

        Zrozpaczony ojciec, którego syn cierpiał na zagrażający życiu guz mózgu wyjawił, że podał dziecku olej z konopii, aby złagodzić ból. I najwyraźniej przyczynił się do pełnego wyleczenia dziecka. Sprawę opisuje Daily Mail.

        Cash Hyde, znany jako Cashy, był w pełni zdrowym dzieckiem, gdy się urodził w czerwcu 2008 roku. Zachorował na krótko przed drugimi urodzinami. Początkowo błędnie zdiagnozowano u malucha gorączkę gruczołową, zanim jego rodzice Mike i Kalli, z Missoula w stanie Montana, otrzymali druzgocącą wiadomość – ich syn ma poważny guz mózgu.

        Chłopiec musiał przechodzić trudną chemioterapię, aby ograniczyć jego wzrost, który miał drastyczne skutki uboczne, m.in. zakażenie krwi. Po serii chemii w dużych dawkach, Cash był tak słaby, że nie mógł podnieść głowy i jeść żadnych stałych pokarmów przez 40 dni.

        Wówczas pan Hyde postanowił podjąć działania i spróbować leczniczej marihuany, aby pomóc swojemu młodemu synowi. Lekarze opiekujący się dzieckiem nie chciał nawet słyszeć o takiej opcji, ale Mike uzyskał upoważnienie gdzie indziej, a następnie potajemnie podawał ją dziecku.

        Hyde powiedział w rozmowie z KXLY News, że jego syn od razu poczuł się lepiej. Zasługę przypisał olejowi z konopii, który pomógł dziecku przejść przez chemię. Obecnie Cashy został uznany przez doktorów za w 100% zdrowego.

        Lecznicza marihuana jest legalna w niektórych stanach, w tym w Montanie, ale jej wykorzystywanie u dzieci jest źle postrzegane. Rząd federalny USA nie uznaje legalności stosowania leku z powodów medycznych i często spiera się z poszczególnymi stanami na tej płaszczyźnie.

        http://siecioholik.pl/?p=1758

        Dad Gives Son Medical Marijuana Battling Brain Cancer Hijacked Governments Criminalizing Healing?:

      • Maya pisze:

        I jeszcze jedno – kapsaicyna

        Leczenie raka!!! – KAPSYCYNA:
        http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2011/12/05/leczenie-raka-kapsycyna/

        Tutaj kobieta opowiada, jak papryczkami z twarożkiem i olejem lnianym wyleczyła guza piersi:
        https://www.youtube.com/watch?v=ygjPahkzUQI

        http://www.vismaya-maitreya.pl/naturalne_leczenie_kapsaicyna_leczy_raka.html

  40. Ryszard pisze:

    najlepiej kupywać morele wczasie wysypu na targu i magazynować na zimę wyłuskując pestki ze świeżych owoców. podwójna korzyść.
    jemy tylko dwie pestki ziennie!!! Nie przesadzajcie z tymi pestkami. Systematyczne spożywanie 2 dziennie z powodzeniem wystarczy do leczenia. pomaga na pieprzyki!!!! Samoczynnie odpadaja i usychają sam tego doświadczam .

Dodaj komentarz