logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
439 online
55 262 698

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • Długowieczność i błękitne strefy

    Witam Miłe Hejstwo, dzisiaj ciąg dalszy wczorajszej nawijki

                                                                  Długowieczność
    Wiadomo, że chcemy mieć jak najlepszą jakość życia tu i teraz i wielu z Was pisze, co tam długowieczność liczy się, żeby chociaż tę średnią pociągnąć, byle w szczęściu wewnętrznym i komforcie ciała. Moim zdaniem to jest forma asekuracji, jakby ten witarianizm nie okazał się najlepszą receptą na długowieczność, bo przecież nie mamy danych.
    Niestety jakość życia wiąże się też z jego długością, o ile nie zostanie to życie przerwane jakimś gwałtownym fatalnym losem. Człowiek nie umiera jak mysz, która sobie biegnie i nagle pada na bok odkładając swój widelec niespodziewanie.
    Odpowiednia długość życia to zwykle adekwatnie dłuższy czas zdrowia. Człowiek zwykle na wiele lat przed odłożeniem widelca ma wiele niesprawności organizmu na swojej głowie, też obolałej od stresów. Więc długość życia jest bardzo istotna, bo daje Ci czas na wprowadzenie zmian w swoim życiu, albo długim cieszeniem się radością czerpaną z życia, które generalnie może być zajebiste, gdybyśmy potrafili docenić jego prostotę i piękno i sens.
    Życie powinno mieć sens i na pewno nie powinno być pogonią.
    Zakładam więc, że warto coś zrobić, aby jednak dać sobie więcej czasu na różne fajne rozkminy. Nie jest żadną odkrywczą myślą i wielu już się tym zajęło, żeby przeanalizować styl życia grup ludzi, którzy najdłużej żyją i potem po prostu ten styl powielić. Najdziwniejsze, że wiadomo mniej więcej jak taki styl życia powinien wyglądać, ale gorzej z powielaniem.
    Współczesność tak zwana cywilizowana stoi w sprzeczności ze zdrowym stylem życia i dochodzi wręcz do odwrotnej sytuacji, nowe śmiertelne standardy stylu życia, a przede wszystkim żywieniowe docierają do tych ludzi wzorców i oni mają gorsze statystyki. Tak stało się w Japonii i w jej największej enklawie długowieczności Okinawie. Byli pierwsi, ale już nie są, o czym pisałam w poprzednim poście.

    Jakie konkretne cechy wspólne stylu życia udało się wyodrębnić dla wszystkich grup ludzi na świecie najdłużej żyjących? Jeżeli wyciągniemy wnioski z tej lekcji i będziemy potrafili wprowadzić zmiany w naszym życiu i środowisku i zmienimy nasze nawyki, to damy sobie szansę.

    Zaczynam więc od zasilania. Co nas może zasilić?

    Aktywność fizyczna, zdobądź 4 lata.
    Najdłużej na świecie żyjący ludzie nie przerzucają ciężarków i nie napinają tułowia w klubach fitness, nie pompują na siłowniach i nie biegają w maratonach. Zamiast tego, żyją w środowiskach, które stale stymulują ich do ruchu. Żyją w miejscach gdzie udają się pieszo do sklepu, pracują w swoich ogrodach i chodzą po schodach własnych domów tam i z powrotem. Wyruszają na piechotę odwiedzić swoich przyjaciół. Nie myśląc o tym specjalnie są stale w ciągłym, naturalnym ruchu.
    Więc i Ty możesz zrezygnować z windy od czasu do czasu i odpuścić swojemu automobilowi i z pięty ruszyć w świat.
    Zdrowa aktywność fizyczna dodaje jakoby cztery lata do Twojego życia. Nie wiem jak to wyliczono, ale tak wyszło, że cztery.
    Sport wyczynowy, to nie jest zdrowa aktywność fizyczna, przynajmniej według tych standardów, ale my z DR na czele przecież wnosimy nową wartość, więc się okaże, uśmieszek.

    Prawo Outlook, czyli jakie masz perspektywy i cele, zysk 4 lata
    Znając poczucie celu swojego życia możesz jak się okazuje zdobyć nawet siedem lat dodatkowej długości życia. Na Okinawie nazywa się to „ikigai”, w Kostaryce, Nicoyans nazywają to „plan de vida”, co przedkłada się w praktyce na proste pytanie. Po co budzę się rano?

    Czyli każdy z nas nieustająco powinien mieć własny, wewnętrzny spis wartościujący.
    Czyli nasze namiętności, zdolności i talenty powinieneś wykorzystywać, bo masz szansę na znalezienie swoich prawdziwych pasji i nie dość, że pełniej i radośniej żyć, to jeszcze dłużej o minimum cztery lata.
    Zastanów się nad rzeczami, których nie chcesz robić i z nich zrezygnuj. A swoje prawdziwe talenty i pasje wprowadź w życie. Musisz mieć coś swojego.
    Twój rutynowy, powtarzalny pomysł na odstresowanie

    Nawet ludzie z błękitnych stref (temat błękitnych stref będzie rozwinięty poniżej) mają sporo doświadczeń ze stresem, który kiedy trwa długo i niczym nie jest rozładowywany prowadzi do przewlekłego zapalenia. Przewlekłe zapalenie jest zaś integralne ze wszystkimi podstawowymi chorobami związanymi z wiekiem. Najdłużej żyjący na świecie ludzie mają swoje sposoby na obezwładnienie stresu.
    Na Okinawie ludzie poświęcają czas na myśleniu o swoich przodkach, każdego dnia poświęcają temu jakąś chwilę swojego życia, to daje im siłę i właściwa perspektywę. Adwentyści dnia siódmego z Kalifornii następnej błękitnej strefy modlą się codziennie i szczerze wierzą.
    Ludzie z Ikarii następnej blue zone co dziennie udają się na popołudniową odstresowującą drzemkę.
    Sardyńczycy znowuż, mają swoją szczęśliwą godzinę „happy hour” dzień w dzień

    Znajdź swoją strategię na stres, która będzie pracowała na Ciebie i sprawi, że jakaś rutynowa czynność, będzie dla Ciebie odstresowująca i lecznicza w efekcie końcowym.

    Mądra dieta może dać Ci dodatkowe 8 lat, więc jedz mądrze
    Teraz miałabym największą ochotę napisać, zostań weganinem i jedz głównie owoce i warzywa na surowo, mało białka i mało tłuszczu.
    Ale nie mogę niestety tego napisać, to byłaby tylko część prawdy.
    Wszyscy bowiem długowieczni na całym świecie jedzą mięso, chociaż w bardzo małej ilości, kawałek wielkości talii kart nie więcej niż dwa razy w tygodniu, natomiast czarna fasola, soja, soczewica i fava czyli pasta z żółtego grochu i oliwy są podstawą codziennej diety stulatków świata. Przekąski z orzechów przedłużają życie o dodatkowe 2-3 lata.
    Sosuj konfucjańską regułę 80%. Na Okinawie 2500-letnia mantra nakazuje przerwanie posiłku i odejście od stołu, kiedy Twój żołądek jest wypełniony w 80-ciu %. Ciekawe kto to sprawdzi? Te 20% różnicy pomiędzy nie jestem już głodny, a mam uczucie sytości i pełności przenosi się na różnicę pomiędzy zrzucam sadło, a mam nadwagę.
    Ameryka i Polska też przejada swoją drogę do zdrowia.
    Nie jedz w biegu, usiądź, aby cieszyć się posiłkiem. Usuń telewizor z kuchni. Ludzie z błękitnych stref jedzą swój ostatni posiłek późnym popołudniem lub wczesnym wieczorem i jest to też ich najmniejszy posiłek w ciągu dnia.
    Umiarkowanie pijący żyją dłużej niż nie pijący. Sztuką jest wypijać jeden do dwóch drinków dziennie, najlepiej sardyńskiego wina Cannonau z przyjaciółmi, lub tylko z jedzeniem.

    Spajające więzi, zdobądź kolejne 4 lata
    Przynależność
    Raczej zdecydowana większość stulatków należy do jakiejś wspólnoty opartej na wierze.
    Nie ma znaczenia, czy jesteś chrześcijaninem, buddystą, muzułmaninem, wyznania żydowskiego lub jakiejś innej religii, która utożsamia jakąś społeczność. Badania pokazują, że zaangażowanie w działania i usługi związane z wiarą cztery razy w miesiącu dodaje od 4-14 lat życia.
    Dobre relacje z bliskimi ludźmi w tym z najbliższą rodziną może dodać Ci do 3 lat życia.
    Żyj z przyjaciółmi, na Okinawie ludzie się ze sobą przyjaźnią przez całe życie w określonej grupie. Badania z Framingham pokazują, że szczęście jest zaraźliwe, niestety palenie tytoniu, otyłość, a nawet samotność też. Przyjaciele też mogą przedłużyć życie.

    Jak na tym tle wygląda witarianin?
    Kim jest i na co liczy?
    Witarianin liczy na to że nie zachoruje (hipochondryk najczęściej) albo na to że się wyleczy, albo na to że schudnie.
    Wierzy, że dieta, którą sobie narzucił zaprowadzi go dalej niż pożywienie stulatków z błękitnych stref, bo jest dietą jakby pierwotną dla człowieka. Czyli przypisaną jakby człowiekowi przez naturę.
    Czyli że jest surowa w około 80 % i więcej, świeża, dojrzała, pełna enzymów, witamin i minerałów i prawie zawsze w 100% wegańska. W uzasadnionych przypadkach witarianin dopuszcza wprowadzenie do diety kilku % owoców morza.
    Witarianin uważa, że taka była dieta naszych prapraprzodków i że kiedy mamy już możliwość korzystania z różnych form zagęszczania jedzenia innych niż gotowanie, co przez pewien czas rzeczywiście było dobrym rozwiązaniem dla człowieka, który musiałby poświęcać wiele godzin dziennie na przeżuwanie odpowiedniej ilości pożywienia, tak jak nadal robią to małpy. to koniecznie należy zaprzestać gotowania i wrócić do surowych owoców głównie i warzyw, które można rozdrabniać w stosownych urządzeniach.
    Witarianin zdaje sobie sprawę, że przestawienie się na taką dietę, było nawet dla niego samego dość trudne, a więc liczenie na duże zrozumienie z aplauzem u otoczenia jest przesadą. Wielu witarianin alienuje się często od zwykłego otoczenia szukając kontaktów z ludźmi podobnie do niego myślącymi. W Polsce może go to nawet ograniczyć do kontaktów wirtualnych jedynie.
    Witarianie przykładają dużą wagę do duchowości, czasami nawet dość natrętnie narzucając sobie spirit kiedy ciało myśli o większych uciechach z jedzeniem gotowanym związanych.
    Poważna dominacja Kościoła Katolickiego w sferze etyki traktowana jest przez wielu witarian i wegan jako przykład uzurpacji. Duchowni są raczej ekspertami od założeń własnej wiary i jednego wybranego systemu wartości, a chrześcijaństwo w żadnym ze swoich głównych nurtów nie było i nie jest biocentryczne. Antropocentryczne i teocentryczne jak najbardziej. Wielu wegan i witarian odchodzi od religii i stają się ateistami. Albo nawet neoateistami.
    Co staje się z ich duchowością?
    Część kieruje się w buddyzm zapada. Inni tylko do medytacji lgną. A wielu jest w trakcie poszukiwań. Mówi się dużo o tu i teraz, ale nie każdemu się to udaje.
    Jeżeli witarianin wybierze drogę dla siebie poprzez dietę zbliżoną do 811, czyli dużo węglowodanów, mało białka i jeszcze mniej tłuszczu i je odpowiednią ilość kalorii to teoretycznie powinien tryskać energią. Więc sport. Codzienny wysiłek. Ale jak się to ma do naturalnej krzątaniny całodziennej stulatka z Okinawy to na prawdę nie wiem. Witarianin musi przecież spędzić wiele godzin w bezruchu przed kompem.
    Czyli reasumując. 
    Witarianin to trochę wyalienowany człowiek, nadmiernie skupiony na sobie i swoim talerzu, zbyt wielką wagę przywiązujący do tak naturalnej rzeczy jaką jest dla człowieka pożywienie, często odbierając sobie przyjemność jedzenia, nie pijący alkoholu, nie zrozumiały do końca przez otoczenie, albo lekko osłabiony, albo szalejący nadmiernie sportowo, mało krzątający się, zbyt egocentryczny, często skłócony z rodziną, niby bardzo zdrowy teoretycznie, ale jakiś taki kwaśny, a nie słodki jest. Jak się to ma do stulatkości? A witarianinowi wyszło jakoś z obliczeń, że 144 lata będzie zaiwaniał po świecie. Yyy….wątpię.

                                                          Błękitne strefy.
    Pierwszy przystanek to Półwysep Nicoya w dżungli Kostaryki.
    Mieszka tam bardzo wielu zdrowych stulatków. Duże znaczenie odgrywa doskonała twarda woda, zawierająca duże ilości wapnia i magnezu, co pozwala stulatkom miec mocne kości i mięśnie przez całe długie życie. Wiele pracują fizycznie przy produkcji żywności. Przygotowują pola pod zasiew, zbierają plony, zbieraja owoce, mielą zboża na tortillę, czyli mimochodem cały czas trenują swoje ciało. A nasi rolnicy? Przecież tez ciężko pracują, widocznie wapnia mają za mało, bo mleko krowie się z nim nie dzieli, a po drugie pracują głównie sezonowo, no i nie jedzą prawie owoców, bo nie lubią.
    W rzeczywistości, ludzie, którzy żyją w tym regionie mają jedną z najlepszych wytrzymałości fizycznej na świecie, ponieważ znajdują się stale w ruchu. Jedzą mnóstwo kukurydzy, fasoli, kabaczków, dyni i świeże owoce, które maja pod dostatkiem niemal przez cały rok.
    Kolejnym ważnym elementem układanki długowieczności w Kostaryce i gdzie indziej też jest poczucie wspólnoty i więzi rodzinnych.

    Drugi przystanek to Sardynia we Włoszech,  
    gdzie znajdziemy najwięcej stulatków płci męskiej. Wino, ser i chleb. Oczywiście nie byle jakie wino, nie byle jaki ser i nie byle jaki chleb. Czerwone wino, które piją Sardyńczycy pochodzi z Sardynii ma jedne z najwyższych stężeń antyoksydantów w porównaniu z każdym innym pożywieniem. Jagoda Acai ma o wiele większe, ale Sardyńczycy mają to gdzieś ze zrozumiałych względów. Krowy z których mleka produkuje się słynny ser pecorino są karmione czystą trawą, a ser pecorino jest bardzo bogaty w kwasy tłuszczowe Omega-3. Chleb Sardyńczycy jedzą pełnoziarnisty pełen błonnika i białka. Piją także dużo mleka koziego, które nie zawiera laktozy i jest łatwiejsze do strawienia od mleka krowiego i do tego lubią sobie skubnąć od czasu do czasu trochę zdrowej ?! ciemnej czekolady.

    Rośliny stanowią podstawę żywności zaś mięso jest tylko dodatkiem. Mężczyźni tradycyjnie zajmują się pasterstwem i są w ciągłym ruchu.
    No takie newsy dla witarian to już nie do zniesienia, przecież my nawet nie wąchamy chleba, bo się boimy, żeby nas nie wciągnął jak wir do głębiny, a wino wieczorkiem z ukochanym?, a ser pecorino do chleba?, no i na dodatek ta czekoczeko, przecież oni jedzą trucizny same. Jak to jest możliwe?

    Trzeci przystanek Loma Linda, Kalifornia
    Mieszkają tutaj najdłużej żyjący Amerykanie. Mieszka tutaj najwięcej aktywnych stulatków w USA. 9000 adwentystów dnia siódmego nie je mięsa, nie pije alkoholu i nie pali papierosów. Wielu z nich to weganie, czyli odstawili także produkty mleczne, jaja i inne pochodzące od zwierząt.
    Głęboka wiara, kultywowanie szabatu (w piątek wieczorem do soboty wieczorem) jako czasu do refleksji i bliskie kontakty z rodziną są również ważną częścią ich długowieczności.
    Dr Ellsworth Wareham, 94-letni chirurg serca wykonuje nadal swoją pracę.
    Marge Jetton, który właśnie skończył 104, świadczy swoją kondycją na poparcie znaczenia aktywności fizycznej. Robi na rowerze stacjonarnym codziennie 7,8 mil dziennie i podnosi ciężarki.
    Dieta w świecie Loma Linda jest również kluczem do sukcesu. Mnóstwo świeżych lokalnych produktów i składników wegańskich, potrawy takie jak spaghetti z kulkami z orzechów włoskich, „mięso wołowe” na patyku, wykonane z glutenu pszennego seitan, fasoli, soczewicy i orzechów nerkowca.

    Czwarty przystanek Okinawa , Japonia
    Nadal mieszka tu wielu stulatków, ale jest to strefa niestety kurcząca się, ponieważ dieta zachodnia daje już o sobie znać w całej Japonii więc i na Okinawie także.
    Ludzie w Okinawy żyją średnio o siedem lat dłużej niż przeciętny Amerykanin i mają 80 procent mniej zawałów serca i nowotworów niż Amerykanie.
    Kluczem do długowieczności na Okinawie to poczucie celu w życiu jej mieszkańców(aka ikigai) i silnie rozwinięta sieć społeczna (ust moai).
    Na Okinawie tradycyjnie je się dużo tofu, warzyw i ryb.
    Codziennie ćwiczą hara Hachi BU, lub jedzą tylko do 80 procent do sytości, aby zachować idealną wagę.
    Piąty przystanek Monako
    Idealny klimat, wokół (Monton we Francji) mikroklimat z roślinami endemicznymi.
    Brak podatków. Starsi ludzie otoczenie estymą. Stulatki ubrane frywolnie, roznegliżowane. Roześmiane. I nikt się nie dziwi. Bardzo stare kobiety na luzie opalające się w topless na plaży. Brak kłopotów finansowych, a nawet przepych i bogactwo. Na każdym kroku widać roześmianych starców, ucztujących w licznych knajpach przy wybrzeżu. Piją wino i nierzadko widzi się że palą papierosy. Dieta bogata w owoce i warzywa, ale także owoce morza, ryby, doskonałą oliwę i oliwki. Wino, chleb i ser. Generalnie dieta śródziemnomorska dla bogaczy.


    Szósty przystanek Andora.
    Andorczycy to mikroskopijny (72 000 osób) naród żyjący w Pirenejach pomiędzy Francją i Hiszpanią. Często osiągają bardzo sędziwy wiek. Strefa bezcłowa, a co za tym idzie dobra sytuacja materialna mieszkańców. Dieta śródziemnomorska.

    Czyli co my tu mamy w podsumowaniu?
    Codziennie rób co najmniej 6 mili dziennie per pedes.
    Nie musisz jeść mięsa.
    Jedz dużo roślin w tym strączkowe.
    Jedz świeże owoce.
    Napij się wina czerwonego najlepiej z Sardyni.
    Owoca morza skosztuj od czasu do czasu.
    Przyłącz się do kogoś.
    Z rodzicami się skumaj bardziej.
    Ukłoń się swojemu dziecku.
    Uwierz w ducha.

    No i jak się do tego ustosunkować tak na prawdę, tak na poważnie, tak z witariańskim zacięciem?
    Witarianizm to niewiadoma na dłuższą metę.
    I tego na razie będę się trzymać.
    Powiem szczerze, że sądziłam, że będę mogła dojść do innego jednak wniosku jak już przebrnę przez te setki info. Ale tak się nie stało. Taką konkluzję mogę natenczas wyciągnąć.
    Witarianizm to niewiadoma na dłuższą metę.

    Ściskam Państwa,
    Wasz Pepsinek sfrustrowany jednakowoż odrobinkę

    (Visited 2 755 times, 1 visits today)

    Powiązane artykuły

    1. Monika 14 kwietnia 2012 o 22:28

      uwielbiam twoja szczerosc:)

    2. Gatita 14 kwietnia 2012 o 23:16

      Ja jeszcze jestem w trakcie zastanawiania się, jaką długość żywota chciałabym rozwinąć. Pewności to nie mam.

      1. pepsieliot 15 kwietnia 2012 o 08:40

        Gatita, jest coś na rzeczy w tym 🙂

    3. elitawa 15 kwietnia 2012 o 09:43

      Cześć,
      A ja mam takie wnioski:
      1.starsze pokolenie ukształtowało swoje zdrowie w zdrowych czasach,gdy chemii nie było w pożywieniu,wodzie,ziemi,powietrzu;gdy nie byli otoczeni rozbuchaną technologią elektroniczną(czy jeszcze bardziej magiczną);gdy radości nie zatruwał powszechny dziś od rana do nocy stres;gdy świat był o niebo spokojniejszy od naszego (zobacz,jaka radosna energia wyzwoliła się w Polakach po 2.wojnie światowej,ile ci ludzie mieli nadziei i wiary,których wojna w nich nie zabiła ,podnosili Polskę z gruzów z piosenką na ustach,a dziś? Budujemy ojczyznę zgorzkniali i nieufni,jako obywatele ciągle niedojrzali);
      2.życie bez podatków i strachu o jutro musi być cudownie relaksujące;
      3.tam gdzie ciepło i słońce, i wit. D niemal cały rok,tam jakość życia nie może być zła;pozdrawiam Ewa

      1. pepsieliot 15 kwietnia 2012 o 10:30

        Jak najbardziej się podpisuję Elitawa, tylko suazi i cała lista z końca to Afryka(Angola, Zambia, Mozambik itd), nawet z najżyźniejszych rejonów, czyli tak na prawdę słońce i bieda, to tez przekichane, bo te wszystkie bakteria chyba lubią ciepło

        1. janusz 30 listopada 2017 o 02:35

          wiesz, mam problem co do twojej oceny minionych lat,,,,przecież wszystko co opisałaś widziałaś w TV!

    4. Emilia 15 kwietnia 2012 o 10:25

      „Witarianin musi przecież spędzić wiele godzin w bezruchu przed kompem” 😀 dobre

      Dodala bym ze tam gdzie dieta jest srodziemnomorksa na „zdrowo” panuja takze ziola. Oregano, bazylia, rozmaryn, itd., ktore w najlepszym przypadku rosna dziko za domkiem. Mhh jak dla mnie pychota 🙂
      Dalej mysle ze nie ma tylko jednego dobrze. Wpada mi jednak w mysl ze ludzie na wita, bardziej jeszcze na 801010 chca miec ta energie nadkosmiczna i czuc sie jak wrobelki lekkie przez caly dzien, na co ci ludzie ze stref blekitnych wcale tak nie nalegaja. Im jest dobrze jak zjedza sobie makaron, wymocza w resztach obfitego sosu bagietke jeszcze i popija winkiem i tak posiedza troche. Spokojnie.
      A ja wlasnie widze ze moja dieta zblizona do 80/10/10 jest przeszywana malymi elementami srodziemnomorskiej i lubie to. Tylko z winem juz tak sobie sobie radze. Jak trafie na zle to po jednej lampce w nastepny dzien czuje sie jak po butelce.. trzeba chyba wyprobowac to z Sardyni 😉

      1. pepsieliot 15 kwietnia 2012 o 10:35

        Emilka, Emilka, tak ja też myslę, o jakiejś nucie sródziemnomorskiej w swojej diecie, jeszcze nie podjęłam decyzji i w ogóle zastanawiamy się czy nie właśnie tam zamieszkać, spędziłam mniej więcej 2 lata rzut beretem (10 km brzegiem morza trasa Le Corbusiera) od Monte Carlo w Monton właśnie i w trochę w górach nad Monton, castillion i teraz myślimy, ze to chyba jest to. Tylko obmyślamy z czego tam żyć, bo rentierami jeszcze nie jesteśmy :))

        1. Emilia 15 kwietnia 2012 o 10:56

          To fantastyczne! Trzymam kciuki 🙂 sama mieszkalam pewien czas obok Cannes. Caly ten obszar to jak dla mnie jeden z najpiekniejszych i najmilszych zakatkow Europy 🙂 zawsze chetnie tam powracam i choc moj aktualny profil „karierowy” (nie lubie tego slowa ale coz) tam nie ma duzo do szukania to moze kiedys.. ja tez sobie wyobrazam przeniesc sie wlasnie tam.

          1. pepsieliot 15 kwietnia 2012 o 13:09

            mnie tylko Emi tam drażnią te landszafty wszędzie, mnie jednak wzrusza i jest mi chyba niezbędna do życia, taka przyroda nie jednoznaczna, z szarościami, beżami, fioletami, przymglona, taki polski tęskny krajobraz,dlatego tak uwielbiam jesień, a taka jestem zniesmaczona wiosną z jej wulgarną zielenią, drugim miejscem , które uwielbiam są surowe zimne góry i roślinność iglasta, ale nie pachnąca piniami, tylko taka Alaska, ale co tam bym jadła 🙂

    5. Ania 15 kwietnia 2012 o 14:47

      Hej Pepsi, jak masy ochote na wypad we wloskie Alpy, to zapraszam :))))
      Owocek!

      1. pepsieliot 15 kwietnia 2012 o 17:01

        Ania, dziękuję Ci bardzo i jestem szczerze wzruszona i kiedy będę we włoskich Alpach, które powalają urodą to będę z Tobą myślami, ale kiedy przeczytasz mój dzisiejszy post będziesz wiedzieć, że mam ułomność,co nie pozwala mi zaprzątać swoją obecnością niczyich domostw, lovciam Cię, pomidor krzywy włoski, słodki i mięsisty.

    6. alice 8 grudnia 2013 o 16:09

      Pepsi, uwielbiam tego bloga, jesteś inspirująca. Zastanawia mnie czy tak na co dzień czujesz się zdrowo i jesteś szczęśliwa? pozdrawiam

      1. pepsieliot 8 grudnia 2013 o 17:22

        alice thx 😀 , tak, często mam napady szczęścia, ale jestem też trochę hipochondryczką, więc rączka na pulsie też jest

    Dodaj komentarz