logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
149 online
50 086 775

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
dwa kola

Joł,
Bloger musi pisać blog przede wszystkim dla siebie, bo jak zaczyna pisać pod publikę, to przestaje być blogerem, tylko zamienia się w sprzedawcę.
Zrozumiałam to dobitnie, kiedy zaczęłam ograniczać się w pisaniu, żeby nie przesadzić.
Otworzyłam nawet innego bloga, dla drugiej istotnej części mojej natury, do napierdalania na wszystko i wszystkich, żeby tutaj nie robić bydła. W końcu tu wielu świętych zagląda, a moim ostatnim celem jest sprawienie, żeby poczuli dyskomfort metafizyczny.
Przejechałabym się od góry do dołu, po Bogu, albo po jego wyobrażeniu, bo według mnie od początku do końca został zmyślony, ale nie robię tego. Pierwszym powodem jest, że jeżeli komuś to pomaga, że jeżeli dla kogoś jest to ważne, dlaczego miałabym podważać jego przekonania?
(Inna sprawa jakby lubił porozkminiać jak Świadkowie Jehowy. Ci to lubią nawinąć, niestety zwykle wysyłają dość mało inteligentnych, więc rozmowa nie nęci)
W jakim celu? Żeby mu próbować mącić w głowie, wytrącać z równowagi, żeby go urażać? Przecież tak na prawdę powstał ten blog, żeby ludziom i co tu ukrywać też sobie, pomagać.
Więc to na drugim blogu zamierzałam przejechać się po bogu, za wszystkie czasy, bo tam świeccy klienci mieliby zaglądać i nikogo bym nie uraziła światopoglądowo, ale znowuż, teraz przestraszyłam się czarnych i ich sympatyków. Coby mnie tak czy siak, za obrazę uczuć religijnych nie pociągnięto do odpowiedzialności finansowej, bo kasą nie zalatuję ostatnio.
Zresztą zaczynam odczuwać w sensie ścisłym rozdwojenie jaźni, co pasuje do tego, a co zostawić na tamten blog. Dwulicowiec ma dylemat, bo w realu okazał się dość spójną osobą i trudno jest oddzielać ziarna od plew. Jeżeli założymy, że tutaj sieję ziarna, a tam plewy.
Wchodzę na poczytny blog kola i kolo pisze, że pochodzimy od małpy, co nie do końca jest prawdą, jednak czytam dalej, że potem nam się każe odnieść sukces i że ten sukces można osiągnąć na kilka sposobów, konsekwentną ciężką pracą, wyrzeczeniami, albo rozwijaniem talentów, skoro takie posiadamy, ale on ma na to wszystko wyjebane, na te ferrari i takie tam, on transcendentnie clubbing uprawia, robi flaszkę z kumplami i drze faje.
Zgrabną puentą tego wpisa, okrasza powyższą mamałygę, że jacyś szanowni w kasę państwo rozmnażają się i ich latorośl nagle wraca po późnym czasie do domu zarzygana, od robienia flaszki i on może tym reproduktorom coś o tym zjawisku opowiedzieć, gdy tymczasem oni niczego z tej duchowości nie kumają, przez swoje merkantylne jestestwo.
Jest to typowe widzenie świata przez własny chujowy filtr.
Kiedy robienie flaszki z kumplami, to jest coś zupełnie innego niż doznania menela, co przybył po wózek i za zeta go chętnie odprowadzi. Jak w koszyku jest piątak utkwiony, to klientela hiper sklepu nie da mu go odprowadzić, tylko sama drałuje. Ale to wtręt na marginesie, odnoszący się do wszechobecnej i ohydnej centusiowskiej socjety. Udają, że na wódę nie dadzą, albo, że to biedny kraj i wszyscy mają pod górkę. Zawsze jednak możesz się skąpcze podzielić. Z menelem koniecznie, bo jak widać nie wiedzie mu się w życiu. Być może na jego własne życzenie, ale co ty masz w tym koszyku?
Też na własne życzenie się możesz przekręcić wcześniej, nie od flaszki, tylko od tej maniany co ją jesz. Ale znowu to dygres.
Wracam do kola, cwaniaka myślowego. Za każdą zrobioną, głupią flaszkę, za każde odwodnienie organizmu, za każde pierdolenie bez sensu, za każdą wydartą faję, będzie trzeba zapłacić. Kolo nie wymyślił nic. Z jednej strony beznadziejny nacisk na karierę i sukces, a z drugiej na szali postawił dekadentyzm.
Bezrefleksyjne, debilne przemyślenia znalazły aplauz u setki młodych ludzi, albo nie tylko młodych, którzy jarają się dekadencją w wydaniu robienia flaszki i darcia faj, na szczęście nie wspomniał nic ani o twardych, ani nawet o miękkich.
Choć były prezydent i inni ludzie tak współczują Skórze drzewa, że taki ma niefart z tą maryśką.
O co do kurwy nędzy chodzi na tym świecie?
Czy to stare dupsko nie mogłoby pojechać w góry, najarać się tlenu i pokazać ludziom, gdzie jest prawdziwy życiowy haj? Wpierdala podobno w garderobie 3 jaja na twardo, ma to zakontraktowane kontraktem kontraktliwym, żeby szkieletorem, ekspiacją za żarcie Dukana emanować.
Opanujcież się. Od jarania jeszcze nikt nie odmłodniał, a wręcz przeciwnie, wielu się w głowie starczo zdechło.
Więc kolo jest taki kul, taki inny, tak znalazł rozwiązanie na korporacyjne gówno, a nie przyszło mu do głowy, że może jest coś jeszcze innego.
Zaczął od małpy, to może właśnie małpa byłaby podpowiedzią?
Może małpa stałaby się akurat rozwiązaniem wszystkich dylematów?
Czyli pierwotność, czyli natura, czyli góry, lasy, woda.
Czy ktoś z kumpli by to lajknoł, czy ktoś to w ogóle kuma, w młodszym wieku? Joaśka Balaklejewska pisze rzetelnie i dużo i co najważniejsze regularnie o witarianizmie. Wchodzę, czytam, ale ponieważ jest tam wiele porad dla mam i do tego owa blogerka jest na trochę innej diecie niż ja, choć obie jesteśmy surowymi wegankami, to nie za bardzo mnie jej wpisy dotyczą, więc i mniej interesują.
Ale dzisiaj znalazłam bardzo ciekawy również dla mnie artykuł o dzikich roślinach TUTAJ.
Bardzo chciałabym umieć odróżniać takie rośliny, tym bardziej, że mieszkam na wsi i pewnie wokół mnie jest sporo dobrego, jednak obawiam się je jeść z powodu braku wiedzy. Artykuł nie uczy jak odróżniać poszczególne rośliny, na co w skrytości liczyłam, ale za to w linkach jest sporo wieści i do tego obejrzałam sobie wreszcie filmik z wystąpienia Jahu w surowej restauracji w Wawie.
I nagle właśnie mi się te dwa światy nałożyły na siebie.
Kolo z bloga i Jahu, który umiałby dzięki wiedzy surwiwalowej przeżyć w lesie, szczególnie wiosną i jesienią.
Takie zderzenie, zjaranego kola i innego kola, który częstuje ludzi dzikimi jabłuszkami, komosą, głogiem, kwiatami róży i wszystko to sam zebrał.
Bardzo podobał mi się ten wykład, co mnie samą zdziwiło.
I kiedy zwykle mam na Jahu wkurw, że nie jest weganinem, to jednak dostrzegłam w tym ekspoze wiele prawdy i ważnej drogi życiowej, która chyba może ludzi do szczęścia pociągnąć.
Oczywiście Jahu jest o kilka lat starszy od kola z blogiem i być może trochę mu zajęło dochodzenie do tego miejsca.
Kiedy chciało mu się w restauracji Surya podzielić z ludźmi swoją wiedzą i częstować ich.  Szczególnie to było abstrakcyjne, że ktoś do restauracji przyniósł jedzenie, a wszystko było spójne i się gładko zazębiało, mądra idea potrafi wiele zintegrować.
Dobitnie mi się podobało jeszcze, jak podchodzili i chrupali, dzikie jabłuszka. Nawet nikogo nie trzepało od kwasu.
Jakby tak kolo z bloga na domówkę, czy clubbing wparował z naturalnym poczęstunkiem i rozdawał to swoim kumplom i kumpelom, to co by oni powiedzieli? Czy by coś przeciw mieli?
Czy Skórzasta z drzewa zamiast wpierdalania jaj na twardo nie mogłaby sobie zamówić rajskich gruszek do garderoby w ilości kilogram?
Czy by musiała mieć kłopot od jarania trawska, skoro tyle zielonego czeka, żeby go zjeść?
Wstajesz rano, pijesz wodę, idziesz biegać, w obuwiu lub boso, jak ci się lepiej biega, potem jesz owoce, robisz sobie jakąś dziką potrawę, wdychasz niebo, dotykasz drzewa, jesteś na drodze do szczęścia.
Pracujesz ile trzeba, bo masz zobowiązania, ale masz poczucie jak wiele od ciebie zależy. Że przez swoją samowystarczalność jesteś wolny.
Kolo z blogu, być może zmieni priorytety, kiedy trochę podrośnie, ale będą się zawsze wlokły za nim te zjebane komórki własne.
Dlaczego dekadencja cielska tak ludzi wciąga, tak im nadaje trendy kierunki?
Rozumiem, że nie koniecznie masz być hipsterem, w których często zamieniają się ludzie po pracy w korporacji, ipady i ifony ich zdradzają, więc to takie same gówno, jak marketing.
Ale, że taka prawdziwa wolność nie ma siły rażenia?
Temu się dziwię.

pa, jor zdziwiona pepsula.

(Visited 294 times, 1 visits today)

Powiązane artykuły

  1. Jah Maya 12 września 2012 o 21:11

    Prawie nic dodać nic ująć.
    Wolność, lasy, góry, zioła, woda… po prostu życie.
    Ale także bieganie na boso. Kiedy biegłem sobie podczas deszczu na boso z uczuciem wolności wbiegałem sobie w kałużę i błoto brudnymi nogami mając na wszystko wyjebane.
    I nagle kolo z rodziną jedzie w gości niedzielnym popołudniem albo na zakupy do hipermarketu.
    Wchodzi do samochodu w garniaku pod krawatem z parasolką i się spieszy, dzieci pospiesza, żeby tylko garniak nie zmoczył mu się od deszczu. I nagle przebiegam dwa metry od niego w samych szortach. Koleś odprowadza mnie wzrokiem i widzę, że zazdrości. Chciałby poczuć się wolny ale przecież żona i dzieci patrzą.
    Z drugiej strony Babcie z zaciekawieniem patrzące, dzieci pytające rodziców: Mamo a dlaczego ten Pan biegnie na boso, kolesie fajni zagadujący i pokazujący mi: okey. No i dresiarze z browarem (a raczej z napojem piwopodobnym) w łapie zagradzający mi drogę ku uciesze ich wypindrzonych laleczek w farbowanych włoskach i różowych obcisłych koszulkach, które po prostu śmieją się ze mnie tak jakby mówiły: co za pajac. No i dwa razy zagrodzono mi drogę i będąc po kilkunastu, kilkudziesięciu kilometrach biegu po prostu zawróciłem i uciekłem. Całe szczęście nie gonili.
    A dziewczyny w legnicy będą miały sprawę, że poszły zażyć nago kąpieli w deszczowy upalny dzień.
    O co chodzi kurwa w tym świecie.
    wiadomo: o kasę albo o wolność 🙁

    1. pepsi 13 września 2012 o 08:27

      kolo biegający na boso, oooo to denerwuje obywateli, to chyba raczej lump lub świr

    2. pi 13 września 2012 o 17:04

      Biegasz w ultra czy tak tylko po lesie?

      1. Jah Maya 15 września 2012 o 17:42

        co znaczy w ultra? w ultramaratonie? Jeśli tak to nie ale kto wie.
        Tylko tak po lesie i po mieście 😉

  2. aniawita 12 września 2012 o 21:56

    Napomknę tylko, że też staram się bardzo być na surowym, i że bardzo czytam tego bloga, i że mi się podoba, i że intryguje mnie jego autorka, i że już dawno chciałam się ujawnić. Robię to teraz nawiązując do tematu Boga, chociaż też nie wierzę. Otóż po obejrzeniu filmu o wodzie: http://www.youtube.com/watch?v=SppiDB-hmzY&feature=share, przez głowę przebiegła mi dziwna myśl, że może Bóg jest wodą?

    1. Jah Maya 12 września 2012 o 22:24

      mógłby być wodą. Ja myślę, że natchnieniem każdych żywiołów a same żywioły jego sefirotami, gałęziami, wrzecionami

      1. aniawita 15 września 2012 o 11:04

        Jah Maya myślałam, że zwariowałam myśląc w ten sposób. Jestem mile zaskoczona Twoją odpowiedzią

      2. pepsi 15 września 2012 o 11:39

        Ja nie chciałabym być wodą, za nic w świecie, ani ogniem, ani ziemią, mogłabym być powietrzem. Często czuję się jak powietrze.

    2. pepsi 13 września 2012 o 08:54

      Aniawita hej, bardzo Ci dziękuję za ten film, zrobił na mnie wielkie wrażenie. Od dziecka mam ten sam koszmarny sen, kiedy idę brzegiem wody, jest jakoś złowrogo, ale nic się nie dzieje i nagle ta woda zaczyna okropnie rosnąć. Zalewa mnie i budzę się z przerażeniem, ale wcześniej mam wrażenie, że umieram. W takim razie, to woda mnie ostrzega i grozi, żebym w końcu zaczęła wierzyć i przestała hejtować. Ale kiedy byłam dzieckiem byłam bardzo wierząca, więc Ona to przewidziała. Ucieszyło mnie też to, bo Woda jest płci żeńskiej. Aniawita ja nie kpię, zawsze wierzyłam, że wiara czyni cuda, a nie sama modlitwa, tylko, że ja nie umiem uwierzyć.

      1. Elena 14 września 2012 o 00:36

        Według mnie wiara jest ślepa , więc nie widzę powodu , aby w cokolwiek wierzyć .

        Warto natomiast mieć świadomość kim się jest , na jakim świecie się żyje i jakie prawa rządzą tym światem . Nieświadomość zaś jest największym nieszczęściem i zgubą dla każdego z nas i dla wszystkiego co nas otacza .

        A film jest piękny : )

        1. pepsieliot 14 września 2012 o 07:13

          Elena, ale to jest właśnie trudne, żeby mieć świadomość, a czy w ogóle świadomość może być obiektywna? Czy wystarczy mieć świadomość subiektywną, jak zwykle? Film piękny, ścisk 🙂

          1. Elena 14 września 2012 o 13:51

            Bardzo ciekawe zagadnienie .
            Postaram się je nawet poruszyć na moim blogu , bo tu nie będę przecież się rozpisywać nie na temat ; )

          2. pepsi 14 września 2012 o 15:46

            Elena chętnie i świadomie poczytam na Twoim blogu rozkmine o świadomości, całus 🙂

      2. aniawita 15 września 2012 o 10:56

        Mój powtarzający się tuż przed zaśnięciem sen/koszmar jest taki, że wchodzę/wdrapuję się na górę/skałę tuż przed zaśnięciem, boję się, że zaraz spadnę. Jest niebezpiecznie, nie mogę zawrócić, a w dole przepaść. Otwieram szeroko oczy, żeby przerwać sen.
        Mieszkam nad morzem, kocham góry i uwielbiam po nich chodzić. W lipcu byłam pierwszy raz w Tatrach i weszłam na Giewont. Mój sen stał się jawą i pierwsze podejście okazało się porażką. Strach mnie sparaliżował. Spanikowałam i ze łzami w oczach musiałam zawrócić, będąc tak blisko. Spróbowałam drugi raz łatwiejszym szlakiem i udało się. Byłam przerażona, ale i szczęśliwa, że pokonałam lęk.

        1. pepsieliot 15 września 2012 o 11:37

          Aniawita, wybrałaś fatalną górę jak na pierwszy raz, po drugie ja też na Giewoncie czuję się nieswojo, tam jest tak ciasno i tyle było tam samobójstw. Najwięcej na tej górze. Nie lubię Giewontu, ale kiedyś kilka lat temu, zrobiłam podbieg na nią. Wbiegłam na Giewont, to jest moje dotychczasowe największe osiągnięcie :)Na Kasprowy, też wbiegłam, ale Giewont, był najgorszy.

  3. Basia 12 września 2012 o 22:58

    melduneczek zgłaszam

    1. pepsi 13 września 2012 o 08:58

      Baśka supcio, odmaszerować

  4. Gatita 12 września 2012 o 23:48

    Królik na blogu! 🙂 Raportuję 3 rundki i naciągnęłam sobie mięsień uda troszkę…:/

    1. pepsi 13 września 2012 o 08:58

      Gatitka uważaj na siebie, odmaszerować

  5. bananaboxesgirl 13 września 2012 o 00:56

    Ze wstydem melduję, że plany zmiany wszystkiego w życiu na raz od razu hop siup spychają KapsiX na późno w nocy i choć codziennie mam zrobić to codziennie jestem tak wyjeb.na, że dorzucenie KapsiX po wszystkich innych treningach idzie mi przeogromnie nie bardzo czyli nie idzie ostatnio w ogóle. Także chcę podjąć kolejną próbę od początku ale rano! Jeżeli tylko nie dostanę odmarszu na kopniakach za słabeuszostwo.

    1. pepsi 13 września 2012 o 08:56

      Bananek, myślałam o Tobie kilka razy wczoraj i dobrze że się odezwałaś, Woda niech będzie z Tobą, próbuj Kochana, ja wczoraj miałam też okropne stanowisko do ćwiczeń we własnym garze i NIE ZROBIŁAM, ale dzisiaj na pewno zrobię

  6. krystyna 13 września 2012 o 04:34

    Dzisiaj KapsiX poszły gładko – 2 rundy.

    1. pepsi 13 września 2012 o 08:56

      Krystyna gratuluję, odmaszerować

  7. krystyna 13 września 2012 o 04:42

    Podejrzewam, że na 2 rundach jeszcze trochę poprzestanę.

    Pozdrawiam

  8. Olga 13 września 2012 o 08:24

    melduję wykonanie zadania

  9. pepsi 13 września 2012 o 08:57

    Olga spoko, odmaszerować

  10. Joanna Balaklejewska Wilson 13 września 2012 o 12:04

    I ja sie melduje na posterunku 😉 Zawsze zwarta i gotowa aby przezczytac kolejny wpis pieknej pani Sierzant. Spocznij! Powracajac do tego co napisalas moja Droga Kasiu.. Zgadzam sie absolutnie ze wszystkim. Fakt faktem, ze im wieksze badziewie tym bardziej sie sprzedaje. Niestety. Kiedys wspominalysmy na ten temat.. Mialam troche czasu i odwiedzilam pare blogow. Nie wiedzialam, ze Kasia Tusk jest blogerka. Prosze jak jestem w tyle – ja dzikuska niedouczona. Nie czytam Pudla, nie wiem co sie na swiecie dzieje. Ot blog jak blog, nic konkretnego, prawie zadnych wpisow, za to mnostwo zdjec, zrobionej Kasi..Slyszalam, ze ten blog jest na topie. Trafia do rzeszy mlodych ludzi..Zajrzalam na niego i co widze? Pierwsze co reklama bulki i hamburgera? http://www.makelifeeasier.pl/gotowanie/the-hamburger/ .. Czy mozesz sobie wyobrazic moja reakcje? Napisalam co mysle, prosto z grubej rury.. Niestety komentarz nie ukazal sie, oczywiscie nie dziwie sie, na miejscu Kaski rowniez bym go nie wkleila..Mlode pokolenie rozpisuje sie, komentarzy przeszlo setka..Po prostu szok, poruszenie.. Jakby hamburger byl magiczna bula..Brakuje jeszcze tanca rytualnego na jego czesc.
    Zal i smutek, tylko tyle moge napisac.. Nigdy wiecej nie zerkne na bloga tej Pani.
    Na szczescie nie kazdego przyciagaja teksty o paleniu faj, darciu japy i przelykaniu tlustych hamburgerow. Mysle, ze Ci ludzie nie maja nic konkretnego do przekazania, a jezeli tak jest kontrowersja i glupota sprzedaja sie swietnie, Joanna z .. Ballady bylaby dla nich niezla konkurencja.. Na szczescie nic takiego sie nie wydarzy bo jej po prostu nie ma..
    Tyle rozmyslen na dzisiaj 😉
    Milego rozkosznego dnia blogerko 😉

    P.S..Bog zostal wymyslony dla pewnych potrzeb aby moc kierowac spoleczenstwem, miec nad nim kontrole. Bog, – stworzyciel to nic innego jak mile urojenie, oczywiscie szanuje ludzi, ktorzy w niego wierza. To tylko moje subiektywne postrzeganie.

    A pod jakim innym blogiem Pani sierzant sie ukrywa jeszcze.? Strasznie zem ciekawa 😉
    Cmok, cmok

  11. pepsi 13 września 2012 o 12:16

    Dzięki Joanno za wpisa, nie byłam u panny Tusk, bo ona nie może pisać tego co myśli do końca, a to już w założeniu jest dla mnie wizerunkiem, a nie blogiem, więc nigdy tam nie wejdę, bo mam tyle zaległości z naprawdę świetnymi blogami, ale czytałam o jej blogu. Pod nikczemnym Joanno 🙂 , jest link na stronie głównej 🙂 trzeba go odszukać :), ale nie spodoba Ci się, bo to jest moja druga twarz, dla wielu mniej ciekawa, bo bardzo powierzchowna, ale miałam taką potrzebę, więc blog powstał, parę dni temu

  12. Agnieszka 13 września 2012 o 21:23

    Zgłaszam wykonanie ćwiczeń z wczoraj i z dzisiaj i dodatkowo bieganko na bieżni.

  13. tu fejs 13 września 2012 o 21:28

    super Agnieszka, ja dzisiaj tez się skatowałam dodatkowo na bieżni , odmaszerować

Dodaj komentarz

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się