logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
198 online
50 760 826

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
FAQ witarianizm dla początkujących. Jak zacząć? Część 1. Świadomość.

Hej Państwu, może sobie mnie przypominacie jak przez mgłę, to ja Wasza pepsi.

Napisaliście do mnie z pewnym rozżaleniem, że jak to, właśnie teraz, kiedy zamierzaliście się zbratać z witarką, to ja odchodzę.
To trzeba było nie lurkerzyć, tylko odezwać się czasami, jednym słowem. Żebym wiedziała, że ktoś tych rad potrzebuje, że dla nich tu wchodzi. A tak sądziłam, że ludzie tu są dla jaj, albo z przyzwyczajenia.
Dobra, to będzie na prawdę witariański blog.

Tak czy inaczej zabiorę się za Was.!
Ruchy, ruchy!

Tylko jedzenie żywe jest w stanie dostarczyć organizmowi niezbędnych składników odżywczych.
Tylko człowiek dobrze odżywiony jest w stanie się samo leczyć.
Człowiek nigdy nie choruje na jedną chorobę.
Tylko człowiek podgrzewa jedzenie.
Zrób próbę, podgotuj jedzenie i zobacz które się szybciej zepsuje, surowe czy gotowane.
Włóż jabłko do ziemi i zobacz co będzie.
Włóż upieczone jabłko do ziemi i zobacz co będzie.
Jesteś tym co jesz. To zdanie istnieje we wszystkich językach.
Jedz jedzenie, które jest żywe.
Jedz jedzenie surowe.

Dobra, to wszystko do Ciebie dotarło i chcesz zacząć. Podczytywałeś od pewnego czasu blog pepsi eliotki, już coś Ci świtało, a ta maniaczka kodu nagle przestaje pisać, o żesz.
Więc jednak nie, gdyż dzisiaj puszczam w eter tekst pod tytułem JAK ZACZĄĆ?

Punkt 1.              Świadomość

Musisz sobie uzmysłowić po co chcesz to zrobić i czego oczekujesz. Jeżeli jesteś chory, spodziewasz się pewnie ozdrowienia. Jeżeli gruby, przypuszczalnie chcesz schudnąć. Jeżeli jesteś hipochondrykiem zapewne chcesz trzymać rękę na pulsie i jak się da zapobiegać.
Jeżeli zaś tylko chronić swoją postawą zwierzęta, to w zupełności wystarczy weganizm.

Musisz zapytać siebie samego, czy jesteś cierpliwy i wytrwały. A jak nie, to się masz zmusić!

Mniej więcej osiem miesięcy, a nawet rok trwa adaptacja organizmu do jedzenia na surowo, nawet jak masz za sobą lata wegetarianizmu. Trawienie w Twoim organizmie wymagało innej flory bakteryjnej. Jadłeś produkty zakwaszające w dużych ilościach, więc na pewno Twoja wątroba będzie wymagała czasu na detoksykację.
Możesz się czuć na początku zagubiony i sfrustrowany. Twój organizm na Twoich oczach będzie się zmieniał, a Ty nie będziesz nawet w stanie określić, czy to dobre czy złe zmiany. Możesz odczuwać zimno, może Cię zacznie swędzieć ciało, możesz się czuć rozbity jak przy grypie.
Głowa będzie Ci podpowiadała różne ciekawe rozwiązania, z wiodącym rozwiązaniem: spierdalaj w podskokach od tej pomylonej diety.
Jak przetrwasz te początki, jak będziesz dzielny dostaniesz z pewnością nagrodę.
Nagroda ta nie tylko będzie dotyczyła Twojego ciała, ale też dyni.

Na początek zacznij od badań, żebyś mógł świadomie obserwować, jak Twój organizm reaguje na witarianizm.
Jak nie za bardzo stoisz w finansach, zrób badanie podstawowe:
Morfologia, OB, całe  lipidy, żelazo, potas, kreatynina i mocznik oraz badanie moczu.

Powiem Ci potem jak na podstawie tych badań zorientować się, jakby wynikł jakiś problem z morfologią, czy jesteś anemiczny od zmniejszonego poziomu żelaza, czy też B12. To są dwie różne anemie i ta druga może mieć o wiele groźniejsze skutki, wtedy bezwzględnie trzeba się suplementować B12, a w skrajnych przypadkach zjeść owoce morza. Ale to są na prawdę odosobnione przypadki, najczęściej ludzi mieszkających na kole podbiegunowym. Ale piszę o tym, żebyś wiedział, że nie jestem fanatyczką. Bardzo zależy mi na szczęściu zwierząt, ale ludzi też zaliczam do tego samego gatunku, o który trzeba również bardzo się troszczyć.
Jak masz kasę poleć w następujące badania, uzupełniłam je również o te zalecane w książce Terapia Gersona, więc na prawdę jest wypasik, chociaż ja robię jeszcze markery nowotworowe, ale wszyscy mówią, że to przesada, a więc:
Morfologia, OB, cholesterol całkowity, HDL-cholesterol LDL-cholesterol, trójglicerydy
wskaznik aterogenności
glukoza
mocznik
kreatynina
białko całkowite
sód
potas
magnez
wapń, kobalt
CK
ck-mb
ast
alt
biliburina calkowita
amylaza
żelazo
crp
aso
wit B12, homocysteina też na B12
kwas foliowy
cynk
miedź
chlorki
wit D3, całość D
ph
analiza moczu

Nie zapominajmy o jednym:
Jedzenie surowych owoców i warzyw oraz orzechów i ziaren, to nic takiego dla człowieka, bo jest jak najbardziej dla nas naturalne.
To właśnie gotowanie i częste w związku z tym jedzenie potraw, które w formie surowej byłyby dla nas niejadalne czy wręcz trujące jak strączkowe jest głupie i nienormalne.
Że wszystko stanęło kiedyś do góry nogami, gdyż coraz inteligentniejszy człowiek zaczął zagęszczać jedzenie gotowaniem nie tylko dla smaku, ale przede wszystkim aby zaoszczędzić czas, którego na przeżuwanie dużej ilości mało kalorycznych roślin bardzo dużo potrzebował.
Dzisiaj możemy zagęszczać jedzenie poprzez blendowanie i miksowanie.
Mamy dostęp do wszystkich owoców świata.
Mamy wielkie możliwości odżywiania się surowym pokarmem roślinnym, bez poświęcania pięciu godzin dziennie na jedzenie.
Możemy więc z łatwością wrócić do naszej najbardziej naturalnej diety, która, gdyby nie nagła przedwczesna śmierć, spowodowana wypadkami, wojnami, zakażeniami, pozwalałaby dożywać 7 do 8 razy swojej dojrzałości psychicznej i płciowej naszym prapraprzodkom. Pomyślcie o gorylu, naszym dalekim bracie, o największej muskulaturze w stosunku do wagi ciała, „jedzącym” od rana do wieczora chlorofil. Minimalna ilość tkanki tłuszczowej, maksymalne umięśnienie, absolutna sprawność i tylko na surowo. Liść za liściem. Żyje właśnie 7-8 razy długość swojej dojrzałości płciowej i to jest standard w przyrodzie.
Jakim by się cieszył zdrowiem jakby zaczął jeść gotowane?
Przemyślcie to!
Można się domyślać, na podstawie naszych przyjaciół czworonożnych, którym skracamy życie gotując pokarm i narażamy na choroby, które ich system immunologiczny by z pewnością zwalczył, gdyby mu nie zaszkodzono.

Człowiek współczesny żyje tylko 4-5 max (5 razy to 90 lat) razy długość swojej dojrzałości psychicznej i płciowej.

Podsumowanie części pierwszej:
Zdrowie ma sens, ale nie jest dochodowe.

Albo Ty się za swoją dupę zabierzesz, albo nikt o to nie zadba.
Na każdym kroku będziesz dostawał mściwe marketingowe infa, ale prosze Cię, Ty to sfakuj gdyż:

Jakby mleko działało, to nie byłoby tak zajebistej epidemii osteoporozy.
Jakby wszyscy mięsożerni mieli pod dostatkiem witaminy B12, nie byłoby tyle udarów i zawałów i neuroz. To samo z Omega 3.
Jakby byli zdrowi od swojego żarcia, to ich gówna by tak nie śmierdziały.
Jakby chleb był taki boski, to by nie mieli skrętu kich i zgagi.
Jakby kawa tak intelektualnie pobudzała, to nie oglądali telewizora, tylko czytali Pilcha Masłowskiego, czy Bieńczyka Szymborskiego, albo chociaż Pepsi Eliot.

Świetnie, że się przebudziłeś. Jeżeli jesteś już od dłuższego czasu wegetarianinem, mam na myśli ponad rok, to możesz zaczynać od razu od witarki, jeżeli nie, to robimy stopniowanie i wchodzimy na weganizm z elementami wita.


Następna część FAQ:
Dzień Pierwszy na witarce. (cdn)

Owocek z warzywkiem,
Pepsi Eliot

(Visited 4 233 times, 1 visits today)

Powiązane artykuły

  1. Jah Maya 11 listopada 2012 o 11:22

    Eeee ale gwiazdujesz…. miał być koniec a tu znów to samo

    1. pepsieliot 11 listopada 2012 o 11:24

      Jahu, trochę trzeba pogwiazdować, Lurkerzy się odezwali :)))))))))))))))))))))

  2. pepsieliot 11 listopada 2012 o 11:25

    Ale wiem, że to nie po Twojej myśli

    1. Jah Maya 11 listopada 2012 o 12:49

      coś TY? Po mojej w końcu jestem trollem 😛

  3. Jah Maya 11 listopada 2012 o 12:00

    Tylko człowiek podgrzewa jedzenie.

    Prawda choć inne zwierzęta jedzą jedzenie podgrzane przez samą naturę ze smakiem.

    Zrób próbę, podgotuj jedzenie i zobacz które się szybciej zepsuje, surowe czy gotowane.

    Nie zawsze wystąpi ta zależność. Na przykład wędzone i wysuszone jedzenie wolniej się psuje.

    1. pepsieliot 11 listopada 2012 o 12:19

      Jahu , witarianie nie wędzą, choć suszą, ale przed spożyciem namaczają. Wędzenie tworzy z potraw okropne związki chemiczne i bardzo ciężko się trawi wędzone, więc o czym tu mówić

      1. Jah Maya 11 listopada 2012 o 12:48

        Porównywanie diety Goryli do człowieka jest nieporozumieniem. Mają zupełnie inny układ pokarmowy i najwięcej energii pozyskują ze sfermentowane błonnika w kwasy tłuszczowe w jelicie co u człowieka jest niemożliwe. Zaprzeczasz sama sobie zachwalając masę mięśniową goryli. Zapominasz, że one muszą spożywać pokarm wysokobiałkowy aby zbudować taką muskulaturę w stosunku do masy ciała, co dla człowieka byłoby szkodliwe i w krótkim czasie na takim poziomie doprowadziło by do przebiałczenia a nawet “króliczej” głodówki a w następstwie śmierci (chodź by zawodowe uprawianie kulturystyki zdrowe nie jest).
        Goryle to akurat zdecydowaną większość jedzenia, nie tyle organizm, a bakterie żyjące w jelicie zamieniają w kwasy tłuszczowe. Dieta goryli jest uboga w tłuszcze i węglowodany, średnia w białka a bogata w błonnik i trochę popiołu. Błonnik to 78% masy jedzenia, węglowodany 8%! tylko. Co się przekłada na taki procentowy udział bezpośrednich kalorii z jedzenia:

        tłuszcz 5.9%, białka 57.0% i węglowodany 37.1%.

        Jednak średni dzienny udział procentowy kalorii zużywanej do produkcji energii: tłuszcze z zewnątrz

        2.5%, białka 24.3%, węglowodany 15.8%, krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe (SCFA) 57.3%.

        Tak więc goryle (podobnie jak człowiek) najbardziej optymalnie w normalnym wysiłku, jak to przynajmniej z diety i trawienia wynikałoby, spalają kwasy tłuszczowe przy pewnym niewielkim udziale węglowodanów i znikomym białek.
        Przy czym szybkość metabolizmu jest zapewne też zróżnicowana indywidualnie czego następstwem jest indywidualna optymalna proporcja spożywanych czy wytwarzanych tłuszczy do węglowodanów.
        Podobnie jak u człowieka.

        1. Jah Maya 11 listopada 2012 o 12:48

          Zainteresowanych odsyłam do badań i statystyk apropo Goryli: http://jn.nutrition.org/content/127/10/2000.full

        2. Jah Maya 11 listopada 2012 o 12:48

          Morfologia człowiekowatych. Porównanie wielkości jamy brzusznej i jelit.
          http://permakultura.net/wp-content/uploads/2011/02/Por%C3%B3wnanie-cz%C5%82owieka-i-ma%C5%82p.jpg

      2. Jah Maya 11 listopada 2012 o 12:50

        dokładnie nie ma o czym co nie zmienia faktu, ze twoje stwierdzenia to fałsz

  4. illou 11 listopada 2012 o 12:02

    przeczytałam, przyznam, że nie do końca to ogarniam, ale ja nie w tej sprawie, oddałam 2 głosy, brakuje wiec tylko jednego

    1. pepsieliot 11 listopada 2012 o 12:20

      illou Kochana, tak czy inaczej wielkie dzięki :))))

  5. Jah Maya 11 listopada 2012 o 12:11

    Możemy więc z łatwością wrócić do naszej najbardziej naturalnej diety, która, gdyby nie nagła przedwczesna śmierć, spowodowana wypadkami, wojnami, zakażeniami, pozwalałaby dożywać 7 do 8 razy swojej dojrzałości psychicznej i płciowej naszym prapraprzodkom. Pomyślcie o gorylu, naszym dalekim bracie, o największej muskulaturze w stosunku do wagi ciała, „jedzącym” od rana do wieczora chlorofil. Minimalna ilość tkanki tłuszczowej, maksymalne umięśnienie, absolutna sprawność i tylko na surowo. Liść za liściem. Żyje właśnie 7-8 razy długość swojej dojrzałości płciowej i to jest standard w przyrodzie.

    Fałsz. Samice dojrzałość płciowa: 8 lat, samce: 10 lat a żyją 50 lat. Łatwo obliczyć, że Twoje dane są zawyżone.
    Zapomniałaś dodać, że goryle dojadają owadami i kałem a w kale znaleziono DNA antylopy więc nie wiadomo czy na padlinę się nie skuszą.

  6. pepsieliot 11 listopada 2012 o 12:22

    Jahu, to już jest trollowanie, bo w naturalnym środowisku, kiedy umierają śmiercią naturalną, jak im się uda dożywają jak najbardziej 60 lat, co się doskonale mieści w moich normach

    1. Jah Maya 11 listopada 2012 o 12:46

      fałsz: w niewoli 35 lata, na wolności 50 lat.
      dane celowo zawyżone

      1. Jah Maya 11 listopada 2012 o 12:47

        moge być tym trollem niech już będzie. 😀

        1. pepsieliot 11 listopada 2012 o 12:48

          No to spotka Cię los trolla, sorry 🙂

          1. Jah Maya 11 listopada 2012 o 12:55

            trudno

  7. pepsieliot 11 listopada 2012 o 12:25

    Tak czy inaczej , nasze max to 90 i to dość rzadko, a nawet według Twoich danych, to byłby max 40 u samic, a nie 50, czyli o 25% dłużej, a to sporo

    1. Jah Maya 11 listopada 2012 o 12:52

      spoko… ja tylko wprowadzam korekcję Twoich danych aby brzmiało to bardziej wiarygodnie a mnie jak indoktrynacja i kaznodziejstwo 🙂

    2. Jah Maya 11 listopada 2012 o 12:56

      To nie są moje dane: dane z 3 źródeł z internetu na szybko w tym wikipedii. Nie mówię, że tam prawda i tylko prawda ale poproszę o obiektywne (nie Grahamowskie itd.) źródła danych które podajesz

  8. Basia 11 listopada 2012 o 12:35

    Moje pytanie: czy ktoś już z witarian dożył tych magicznych, ekstremalnie długich lat? Bo czytałam taką opowiatkę o niejakim Abrahamie co przeżył chyba 144, wprawdzie nie na surowym, ale wiarygodne źródło to podaje, dla niektórych jest ono wyrocznią.

    Niech ktoś w końcu jakieś badania pokaże na dużych grupach witarian, bo to wszystko gdybologia na razie.

    1. pepsieliot 11 listopada 2012 o 12:50

      Ja już długo żyję Basia :))

  9. Angi 11 listopada 2012 o 12:44

    No to masz udostępniam and i like etc. Niech zbiera się liczba magiczna 😉 I oczywiście wpis ten ja bardzo lubię 😉

  10. Jah Maya 11 listopada 2012 o 12:45

    Porównywanie diety Goryli do człowieka jest nieporozumieniem. Mają zupełnie inny układ pokarmowy i najwięcej energii pozyskują ze sfermentowane błonnika w kwasy tłuszczowe w jelicie co u człowieka jest niemożliwe. Zaprzeczasz sama sobie zachwalając masę mięśniową goryli. Zapominasz, że one muszą spożywać pokarm wysokobiałkowy aby zbudować taką muskulaturę w stosunku do masy ciała, co dla człowieka byłoby szkodliwe i w krótkim czasie na takim poziomie doprowadziło by do przebiałczenia a nawet „króliczej” głodówki a w następstwie śmierci (chodź by zawodowe uprawianie kulturystyki zdrowe nie jest).
    Goryle to akurat zdecydowaną większość jedzenia, nie tyle organizm, a bakterie żyjące w jelicie zamieniają w kwasy tłuszczowe. Dieta goryli jest uboga w tłuszcze i węglowodany, średnia w białka a bogata w błonnik i trochę popiołu. Błonnik to 78% masy jedzenia, węglowodany 8%! tylko. Co się przekłada na taki procentowy udział bezpośrednich kalorii z jedzenia:

    tłuszcz 5.9%, białka 57.0% i węglowodany 37.1%.

    Jednak średni dzienny udział procentowy kalorii zużywanej do produkcji energii: tłuszcze z zewnątrz

    2.5%, białka 24.3%, węglowodany 15.8%, krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe (SCFA) 57.3%.

    Tak więc goryle (podobnie jak człowiek) najbardziej optymalnie w normalnym wysiłku, jak to przynajmniej z diety i trawienia wynikałoby, spalają kwasy tłuszczowe przy pewnym niewielkim udziale węglowodanów i znikomym białek.
    Przy czym szybkość metabolizmu jest zapewne też zróżnicowana indywidualnie czego następstwem jest indywidualna optymalna proporcja spożywanych czy wytwarzanych tłuszczy do węglowodanów.
    Podobnie jak u człowieka.

    Zainteresowanych odsyłam do badań i statystyk apropo Goryli: http://jn.nutrition.org/content/127/10/2000.full

    Morfologia człowiekowatych. Porównanie wielkości jamy brzusznej i jelit.
    http://permakultura.net/wp-content/uploads/2011/02/Por%C3%B3wnanie-cz%C5%82owieka-i-ma%C5%82p.jpg

  11. pepsieliot 11 listopada 2012 o 12:49

    Angi ściska 🙂

  12. pepsieliot 11 listopada 2012 o 12:56

    Może w takim razie przejdziesz sie Jahu raczej na blog pewnej barzdo inteligentnej blogerki i poczytnej która pisze między innymi, wszystko zaczęło się od serka Almette , który zawsze jest pyszny z jak i bez konserwantów, a potem dlaej Na wczorajszym spotkaniu z Marcinem Rotkiewiczem w Klubie Sceptyków Polskich padło pytanie o przyczyny narastających ruchów antynaukowych. Wskazano kilka powodów: media nastawione na tanią sensację/ klikalność; ulegających opiniom społecznym sondażowych polityków i małe uczestnictwo niezidelogizowanych naukowców w debacie publicznej na te tematy. Rotkiewicz przy okazji wytknął lewicy neoludyczność, która (co już sobie dopowiadam) w walce o prawa wykluczonych brata się z antyglobalizmem i w efekcie daje grinpisowców przykutych do tej czy innej bramy. Chociaż zwłaszcza ruchy antyszczepionkowe przyciągają raczej sierotki po wujku Korwinie.

    1. Jah Maya 11 listopada 2012 o 12:58

      Nie nie insteresuje mnie to. Jeśli sobie nie życzysz abym tu pisał, pisałem już to wielokrotnie. Powiedz tylko słowo i znikam 🙂
      Inaczej znasz mnie już i możesz się spodziewać spodziewanego 😛

  13. pepsieliot 11 listopada 2012 o 13:01

    I tak dalej i tak dalej, masz na prawdę wielkie pole do działania, a nie przeszkadzać ludziom, któryz chcą coś dla siebie i swojego zdrowia zrobić. jedz sobie zwierzęta,ile chcesz , twoja dupa twoja sprawa, ale dajże żyć witarianom. Każdy żyje od pierwszego dnia do ostatniego i nie ma znaczenia ile tylko jak tak na prawdę. Ludzie nieustająco odkładają życie na bok,są zasyfieni od środka tak zresztą jak i ty sorki, i nie wiedzą nawet jak to jest kiedy masz wnętrzności wyłożone owocami, to się nie liczy? Dobrze się czujesz jak Ci ten zając gnije w tyłku? Weźże się opamiętaj

    1. Jah Maya 11 listopada 2012 o 13:10

      Weźże się opamiętaj sama. Jedz sobie owocki ale skoro publikujesz dane o diecie goryli w nawiązaniu a ja mam ta ten temat wiedzę i widzę, że naciągasz i manipulujesz faktami mam w mojej opinii prawo głosu aby naprostować co nie. Nie żeby przeszkadza ale aby trzymać się faktu. Frutarianizm współcześnie ale po co szerzyć wątki religijne, że habitacie w którym z którego wyewoluował człowiek (dwie teorie: sawannowa i „małpy wodnej” mógł się odżywiać głównie dzikimi owocami, skoro to niemożliwe pod względem kaloryczności owoców w stosunku do całej masy i występowania na obu obszarach na które powołują się te hipotezy). Nawet aktualnie niemożliwe byłoby się odżywiać podkreślam w pełni dzikimi owocami na wyłączność. A druga sprawa to powoływania się na dietę naczelnych w tym goryli, która jak widać na badaniach nad ich dietą, co przytoczyłem jest kompletnie inna niż dieta frutariańska i nie jest ani wegańska ani wysokowęglowodanowa a wysokobiałkowa co już jest zaprzeczeniem zdrowotności u człowieka.
      Jeżeli jednak przeszkadza to tutaj to żegnam Państwa.
      Łubudubu, niech żyje nam Prezes naszego klubu (Pepsi Eliot), to śpiewałem ja, Jah Maya trener drugiej klasy

      1. Jah Maya 11 listopada 2012 o 13:25

        Robiąc tak zachowujesz się podobnie jak Wit albo jak Kolega co sama mu wytknęłaś, że mleko Campbell nie napisał, że białko serwatkowe powoduje raka..
        Dotychczas poznane fakty są takie: żadna populacja ludzi nigdy nie odżywiała się frutariańsko podobnie jak żaden z żyjących naczelnych (w tym Goryle jak można przeczytać w linku, który podałem).

    2. Jah Maya 11 listopada 2012 o 13:18

      dlaczego uważasz, że jestem zasyfiony od środka?

    3. Jah Maya 11 listopada 2012 o 13:41

      czuję się rewelacyjnie 😛 a skąd ta bujda, że mi coś gnije w tyłku. Jak już mówiłem gdyby tak było, byłyby tego wyraźne symptomy które bym nie zlekceważył.
      Nie założę narazie swojego bloga o odżywianiu bo moja wiedza i przede wszystkim doświadczenie nie tylko praktyczne musiałby być o wiele większe aby oddawać je ludziom. Nie tylko praktycznie a także w łączeniu różnych informacji, analizowaniu i interpretowaniu ich i wyciąganiu wniosków a także co bardzo istotne w krytycznym podejściu do informacji i czyiś interpretacji. Jako perfekcjonista (niestety ;)) dążyłbym do tego aby wyeliminować takie nieścisłości i wątpliwą argumentację, szczególnie taką, która opiera się o manipulację znanymi faktami, jest osobistą wizja autora dla podbudowania jakieś wyimaginowanej teorii autorskiej. Także wątpię czy kiedykolwiek będzie to wykonalne w moim wydaniu.

      1. pepsieliot 11 listopada 2012 o 15:49

        Jahu obrażasz mnie, sugerując, że nie prowadzisz bloga bo za mało wiesz, czyli implikując jasno że ja tym bardziej nie powinnam. Więc mylisz się, mój kolega ze studiów zapalony myśliwy, jedzący głównie to co upolował, bogaty, żyjący na luzie na mazurach we własnej wyjebanej chacie, właśnie zmarł na cukrzycę, a ja dzięki polecanej ludziom diecie uzdrowiłam już 3 osoby. Setki osób zdrowieją na witarce z ciężkich chorób, w tym Ewelina, idź tam do niej na blog i spróbuj nawijać ludziom takie rzeczy. Witarianizm wegański zajebiście ludziom pomaga, czy tego chcesz czy nie. Wchodzą teraz nowi ludzie z Przekroju, mam jedyną szansę zrobic dla nowych coś dobrego, a Ty mącisz. W jakim celu robisz to tylko tutaj. Wit Cię wyrzucił i wiadomo dlaczego, to dlaczego to robisz mnie swojej przyjaciółce. Nikt Jahu kto je mięso, może dajmy na to więcej niż kilka procent nie będzie zdrowy i to samo jest z gotowanym. I taka jest prawda.

        1. Jah Maya 11 listopada 2012 o 16:02

          A co ma z tym wspólnego Twój kolega. A czy ja mówię, że Goryle jedzą mięso?
          Teraz to głupoty opowiadasz i odbiegasz od tematu. Czyżby dlatego, że nie masz rozsądnych argumentów na poparcie mojej tezy, że bzdury napisałaś w temacie masy mięśniowej goryli i diety frutariańskie?

          Nie sugeruję, że nie powinnaś prowadzić bloga tylko, że nie powinnaś pisać o dietach innych naczelnych skoro jak wynika z tekstu Twoja wiedza jest mglista i poparta argumentami, które powodują, że zaprzeczas sama sobie.
          Co ma z tym Twój kolega wspólnego i ludzi e, którym pomogłaś.
          Goryle nie umierają na raka i odczep się od Goryli. To nie są ludzie.

        2. Jah Maya 11 listopada 2012 o 16:03

          To samo mogę powiedzieć ja. Obrażasz mnie pisząc, że coś mi gnije w dupie tylko dlatego, że wytykam Twoje nieścisłości które piszesz w związku z dietą Goryli.
          Przyznaj się. Głupio Ci, złościsz się bo wiesz, że mam rację?:D

        3. Jah Maya 11 listopada 2012 o 16:04

          Nikt Jahu kto je mięso, może dajmy na to więcej niż kilka procent nie będzie zdrowy i to samo jest z gotowanym. I taka jest prawda.

          Ciekawe… co za bzdury wypisujesz…. i już nawet nie chce mi się mnożyć przykładów zdrowych długowiecznych ludzi co jedzą mięso.

        4. Jah Maya 11 listopada 2012 o 16:07

          Zmarł na cukrzycę bo dziczyznę zagryzał chlebem w ziemniakach. Dlatego a nie z powodu mięsa. Cofnij się do przedszkola biochemicznego i doczytaj skąd może wynikać cukrzyca:
          Wykłady tym razem są po polsku:
          http://www.drmichalak.pl/data/studenci/bioch_main.htm

        5. Jah Maya 11 listopada 2012 o 16:12

          jeżeli obrażasz się na to, że zasugerowałem, że nie wszystko wiesz najlepiej w kontekście antropologii i prymatologii. Brzmi to naprawdę dziecinnie zwłaszcza w kontekście tego co napisałaś w poprzednim poście. Cytuję: „Oczywiście, że blog musi być tłumaczony z komentami, to jasne, że wielokrotnie komentatorzy mówili z większym sensem niż maniaczka kodu pepsi eliotka”

        6. Jah Maya 11 listopada 2012 o 16:35

          Bo Cię lubię i chcę abyś miała zajebistego bloga gdzie nie robi się ludzi w bambuko 🙂

  14. NotMilk 11 listopada 2012 o 13:09

    Dla mnie osobiście jest ważniejsza jakość, a nie długość życia na weganizmie. W końcu nie trzeba żyć tyle, ile Li Qingyun, aby dostrzec uroki takiego sposobu odżywiania:) Życzę wszystkim owocnego dnia!!!

    1. Jah Maya 11 listopada 2012 o 13:15

      Dokładnie dla mnie też się liczy jakość a nie długość 😀
      Pozdrawiam i żegnam

      1. Jah Maya 11 listopada 2012 o 13:16

        ale mój koment jeden oczekuje na modercję

      2. NotMilk 11 listopada 2012 o 13:25

        🙂

  15. Jah Maya 11 listopada 2012 o 14:36

    ale poza Tym czego się czepia, bardzo fajny artykuł zachęcający do jedzenia surowych żywych pokarmów 🙂

  16. iw 11 listopada 2012 o 15:17

    się narobiło…dzięki!

    1. pepsieliot 11 listopada 2012 o 15:40

      iw, spoko, nie dam się mu tak łatwo, on je mięso i rzuciło mu się na głowę, więc tak czy inaczej, będzie kolejna część witarki

      1. Jah Maya 11 listopada 2012 o 15:57

        Nie rozumiesz… a co ma mięcho z tym wspólnego?
        Chodźi o to, że Goryle mają inny okład pokarmowy to i inną dietą nie frutariańską, wysokobiałkową i tłuszczowo-energetyczą. Stąd ich masa mięśniowa w proporcjach do ciała. Czy tak powinien wyglądać człowiek i się odżywiać?
        Co ma z tym wspólnego co ja jem? Zastanów się.

      2. Jah Maya 11 listopada 2012 o 16:10

        jesteś nudna i monotematyczna z tym mięsem…. haloooo to już nie jest śmieszne…. szczególnie, że nie w temacie 😛

  17. Basia 11 listopada 2012 o 16:13

    Mnie tylko dziwi, że często się powołujesz na Campbella, a tam raczej nie ma nic o witarce, że jest najlepsza, tak samo zresztą witarianie ignorują te wszystkie duże badania (na adwentystach chociażby, ale nie tylko) które mówią o dietach wegetariańskich, prawie wegańskich, ale nie surowych. Tego braku obiektywizmu nie mogę zrozumieć. Sorry – na razie witariianizm to jest obietnica ze słabym pokryciem, i jeszcze ta masa suplementów, rozumiem, że naturalnych, ale jednak suplementów, tabletek po prostu. greemsy, superfoodsy, sproszkowane algi czyli coś co potwierdza fakt, że nie jestesmy w stanie zjeść tyle warzyw tak po prostu, żeby dostarczyć sobie wszystkie potrzebne składniki.

    Jest też kilka wita blogów, których autorzy podają z jakich to chorób się wyleczyli – na przykład autorka na oko rocznik 85, z uzależenienia od alkoholu mówi się że uleczyła. Chyba szczęściara nie wie co to jest choroba alkoholowa, trochę imprez w akademiku to jeszcze nie to , ale na warsztatach takie kwestie będzie ludziom zasuwać. Ja odkąd przeszłam na weganizm zniknęły mi cysty na jajnikach, ale czy to jest efekt diety nie wiem i nie będę ludzi do tego przekonywać

    1. Jah Maya 11 listopada 2012 o 16:15

      Basia… tym razem pełna zgoda 🙂
      Choć sam jestem ok. 80% na surowo czyli mieszczę się w kategoriach WItarianina 🙂

      1. NotMilk 13 listopada 2012 o 20:16

        Jahu-jestes pod tym względem lepszy ode mnie-jestem na surowym w około 50 %. Chapeau bas!!! 🙂

        1. Jah Maya 13 listopada 2012 o 21:22

          teraz trochę mniej będzie: zima idzie
          aha i fermentacje zaliczam do surowych: w sensie kiszonki i inne

          1. pepsieliot 13 listopada 2012 o 22:28

            kiszonki jak najbardziej zalicza się do surowych, ja też zaliczam

        2. Jah Maya 13 listopada 2012 o 23:25

          Nie sądzę aby można było to kategoryzować NotMilku: lepszy / gorszy 🙂
          Każdy je według swojego wyboru, swojej intuicji, swojej wiedzy, swojej literatury.
          Ja bym nie popadał w żadną skrajność 🙂 a zimą to nie dlatego, że zimno bo zimno mi nie jest zasadniczo. Jakoś tak mam.

          1. NotMilk 14 listopada 2012 o 22:15

            @Jah-osobiście zawsze jem gotowany posiłek (najczęściej jakieś gryka, amarantus, quinoa) w momencie, gdy się przestudzi. Inaczej jest dla mnie on nie zjadliwy. Powiem Tobie, że jak ostatecznie w październiku zdecydowałem się na całkowite wege, to problemów z utrzymaniem ciepła też nie mam (spora porcja owoców=przyjemne uczucie ciepła). Poza tym wreszcie skończył się mój poranny katar oraz uległ poprawie stan mojej skóry, a także wstaje ostatnio jakoś bardziej wypoczęty. Niby niewiele, ale mnie to bardzo cieszy. Niestety moja waga spadła o 2 kilo, ale przy moim obecnym zabieganiu jest to chyba uzasadnione 😉 Nie trzymam się też jakoś sztywnych ram (tyle i tyle na surowo), a właściwie to o jedzeniu zbytnio nie myśle-jem to, na co mam w danej chwili ochotę (najczęściej owoce, owoce+zielenina lub orzechy (ostatnio moim faworytem są kasztany)). W końcu nie można podporządkowac swego życia jedzeniu, które jest jedynie środkiem do realizacji swoich pasji oraz celów.
            *
            Pozdrawiam!!!

  18. Pollimer 11 listopada 2012 o 16:46

    Przymierzam się do tego witarianizmu i przymierzam, ale trochę bym się bała. Po pierwsze – słabo jest z naukowymi dowodami na temat genialnych właściwości witarki. Jakoś średnio mi się chce wierzyć, że owoce i warzywa zawierają wszystko, co jest nam potrzebne. Poza tym w naszej szerokości geograficznej ciężko ze zdrowymi i świeżymi owocami, szczególnie zimą. Skoro to taka naturalna dieta, to gdybym zamieszkała w Puszczy Białowieskiej i próbowała żyć na witarce, powinnam przeżyć. Kiedy wszystko byłoby pod śniegiem i wokół ani ćwierć jabłka, byłoby średnio.
    A avocado z Piotra i Pawła zmiksowane z jakąś inną karambolą z Almy szczytem naturalności nie jest.
    Będąc prawie cały dzień poza domem musiałabym tachać ze sobą sokowirówkę i kilo owoców, a tak u mnie wygląda 5 dni w tygodniu. Nie jestem takim hardcore’m. I Pepsi – narobiłaś mi roboty, teraz muszę ogarniać 2 Twoje blogi 😀 A miałam się w końcu nie spędzać tyle czasu przed ekranem…

    Czy są gdzieś badania podające średnią długość życia witarian?

    PS Przeraża mnie ten Jezus w tle.

    1. pepsieliot 11 listopada 2012 o 17:07

      hahaha specjalnie dałam zdjęcie Paula Nisona, który się witarką pozbył wrzodziejącego jelita grubego i miał już umierać, ale potem mu poszło w Jezusa. Nie chcę i nigdy tego nie zrobiłam, żeby pokazywać jakichś wymuskanych stuletnich witarian, którzy wyglądają na 28. Bo mam zaciesza na wymuskanych gogusiów, co nie krzywią mordy od sportu. Mam na nich hejta, więc ani pani Kim, ani pana z żółtymi włosami też nie. Wolę pielgrzyma. Pisałam już długiego posta o długowieczności, jeszcze za krótko trwa witarianizm, można tylko wspomnieć, że Pani Gerson, jest dobrze po osiemdziesiątce i nigdy nie była u lekarza, a nawet nie ma ubezpieczenia zdrowotnego, a wklinikach z terapią Gersona leczy się ludzi z raka witarką w świetnej ilości uleczeń, chyba ponad 50% , to niespotykany wynik dla medycyny alopatycznej

  19. pepsieliot 11 listopada 2012 o 16:58

    Basiu, wiadomo, że wielkie Badanie Chińskie dotyczyło ludzi, którzy akurat zamieszkiwali Chiny i nie byli witarianami, więc nie można by było wyciągnąć wniosków co do akurat takiej diety wegańskiej. W przypadku tego badania wyciągnięto jedynie wnioski, że ludzie o podobnym genotypie kiedy jedli mało mięsa, lub wcale i nie pili mleka nie chorowali na pewne choroby cywilizacyjne. Ich dieta była na tyle uboga w tłuszcz, że ogólne lipidy mieli na poziomie nawet 80 i byli zdrowi. Jeżeli przytaczam Campbella to tylko z myślą o propagowaniu weganizmu, oraz że podobne proporcje do 811 zostały również wyznaczone przez Campbella. Po tym kiedy dowiedziałam się, jakie związki chemiczne tworzą się podczas gotowania warzyw, odechciało mi się ich jeść. Po ponad dwudziestu lat weganizmu i ponad 1,5 roku witarianizmu, w tym najbardziej do mnie pasującej 811, powiem, że jest to dla mnie niebo, a ziemia. I tylko to ludziom mówię. Nie piję kawy, nie jem chleba, kiedyś nie do pomyślenia, a przecież na wegańskiej diecie jak najbardziej siur i odżyłam. Do tego poprawiła mi się morfologia zawsze bardzo słaba przez te wszystkie lata na weganizmie tradycyjnym. I o tym ludziom piszę. I śmiać mi się chce, że po wieloletnich studiach medycznych i setkach wyleczonych chorób, dr Graham , właśnie przez Jaha, który pogrzebał w internecie został rozszyfrowany, a nie bierze pod uwagę, tego, że gość pewne sprawy upraszcza, bo tak lepiej trafić do ludzi w najlepszej dla nich sprawie. Dobrze wiem, że goryl ma trochę inny przewód pokarmowy od człowieka , pisałam o tym posta kiedyś dawno temu, chodziło mi raczej o pewien skrót myślowy mogę być duży na diecie roślinnej i dlatego uznałam że lepiej wymienić goryla niż słonia. Goryl do tego w ogóle nie potrafi trawić skrobi a człowiek tak, więc tym bardziej człowiek przystosowany jest do jedzenia na surowo. Możemy chrupać kukurydzę na surowo, szkoda że w Polsce jest także MON810, starsznie rakotwórcza od GMO i można się pomylić.

    1. Jah Maya 11 listopada 2012 o 17:06

      hehehehe a wiesz, że brak możliwości trawienia skrobi jest zwykle przytacza w wege propagancie jako dowód na mięsożerność stworzeń typu drapieżniki.
      Do takich właście absurdów i niejasności prowadzą skróty. Skrobia występuje w surowym pożywieniu ale głównie w gotowanych więc nie wiem dlaczego to miałby być dowód na to co piszesz?
      Chyba, że człowiek powinien jeść ziemniaki, fasolę i zboża na surowo…. lol 😀

      1. Jah Maya 11 listopada 2012 o 17:08

        Za to mięso jest smaczne i nieszkodliwe na surowo oraz trawione bez problemu w ludzkim ciele. To niby co to oznacza idąc tym tropem.

    2. Jah Maya 11 listopada 2012 o 17:12

      Ni chodzi tylko o sam przewód pokarmowy bo jeśli brać pod uwagę długość colonu to jest całkiem różny od człowieka a nie trochę.
      Chodzi o tę muskulaturę zbudowaną na wysokobiałkowym jedzeniu zbudowaną dzięki energi wysokotłuszczowej pozyskanej z przefermentowane błonnika czyli węglowodany w diecie goryla niewiele a raczej nic nie mają wspólnego w diecie goryla.
      Ale zapewne nie przejrzałaś materiałów, które podesłałem.

      1. Jah Maya 11 listopada 2012 o 17:17

        węglowodany w diecie goryla niewiele a raczej nic nie mają wspólnego w diecie goryla z muskulaturą.

      2. pepsieliot 11 listopada 2012 o 17:29

        Jahu, jest bardzo długi i dokładny artykuł na tym blogu, o różnicach pomiędzy nami a gorylami i zapewniam Cię, że ujęłam bardzo dużo, Po prostu nie za każdym razem w rozmowie należy przytoczyć 100 nudnych jak flaki z olejem linków, których i tak nikt dokładnie nie ogląda czy czyta. Robię wiele uproszczeń, bo pewne rzeczy wiem i uważam, że przyjdzie czas że każdy będzie sobie mógł to porozkminiać na własną rękę, ja tutaj dzielę się z pewną ideą, która dla mnie jest pewniakiem i to wszystko, robię wiele uproszczeń, ale nie żeby kogoś oszukać, tylko na pewnym etapie, to nie są potrzebne informacje, a wręcz przeciwnie. Sama brnęłam przez wiele wiadomości i odrzucałam pochopne stwierdzenia. Przetłumaczyłam bardzo skomplikowane wywody profesorów niemieckich na temat B12. Stąd wiem jak oceniać niepokojący poziom ze zwykłej morfologii, a u nas nie robią homocysteiny czy kwasu wszędzie i chętnie. I tak dalej i tak dalej. Nie że jestem niedociekliwa, po prostu oszczędzam ludziom czas i mówię o tym co wiem i w co wierzę na podstawie empirii. I jeszcze jedno, ty chcesz udowodnić, że to jest zła dieta, bo nie jesteś weganinem, a ja jestem i uważam, że jest ok. To wszystko.

        1. Jah Maya 11 listopada 2012 o 18:04

          Nie, nie taki mój zamiar….. źle mnie odbierasz….
          Szczególnie, że nawet diety 811 według Grahama nie zrujnuje zjedzony raz na tydzień kurczak więc wogóle nie piję to weganizmu bo w środowisku naturalnym ssaków coś takiego wogóle nie istnieje więc z mojego punktu widzenia taka rozmowa byłaby jałowa.

          Ale już nie chce mi się o tym gadać….

          Rozumiem, że stosujesz skróty ale jednak kiedy ze skrótu wynika coś kompletnie innego to się robi przekłamanie nie skrót. Post o Gorylach czytałem a nawet go skomentowałem chyba.
          W moim jej opinii, kiedy Graham mówi do ludzi i stosuje skróty tego typu, że człowiek 99% czasu w swojej historii odżywiał się owocami albo, że jedzenie podgrzewano ogniem od 10 000 lat, to jest to niedopuszczalne i naukowca i lekarza / dietetyka niedawno. I wcale nie jest to skrót myślowy ale nieprawda wobec aktualnego stanu wiedzy o człowieku.

    3. Jah Maya 11 listopada 2012 o 17:23

      „W przypadku tego badania wyciągnięto jedynie wnioski, że ludzie o podobnym genotypie kiedy jedli mało mięsa, lub wcale i nie pili mleka nie chorowali na pewne choroby cywilizacyjne. ”

      Poproszę o przykład (dowód) społeczności w Chinach, która nie je mięsa w cale?

      Z tego co wiem od polskiego etnobotanika, który prowadzi w Chinach badania nad dietą na prowincji Chińczycy jedzą go całkiem sporo choć oczywiście nie rzadko sporo mniej niż u nas.

      Z tego wynika, że Campbell wyciągnął wnioski z badań na społeczeństwami, które jedzą nawet trochę mięsa w poszczególnych przypadkach, że najlepiej nie jeść wogóle. LOL co za zmyślny facet. Nobla mu w dziedzinie nonsensów. 😀

      1. Jah Maya 11 listopada 2012 o 17:24

        Ale oczywiście nie ma co się nabijać z Campbella, gdyż sam przyznam, że nie ma dowodów na to, że nie należy mięsa jeść wogóle. Mogę posłużyć się cytatem z namiarami na stronę w książce w razie potrzeby.

      2. pepsieliot 11 listopada 2012 o 18:11

        Oczywiście Twój znajomy etnobotanik więcej wie o jadłospisie chińczyków, któych badał campbell niz sam campbell, tego należałoby się spodziewać i podasz na ten przykład 11 linków

        1. Jah Maya 11 listopada 2012 o 18:18

          Tego nie powiedziałem…. nadinterpretujesz…. stwierdził tylko w odpowiedzi na moje pytanie, że ogólnie jedzą mięso i dużo smażą… głównie produkty skrobiowe.

          Ty jednak napisałaś, że w badaniu chińskim były również przypadku tych, którzy nie jedzą mięsa w wcale. Proszę więc posłuż się przykładem na potwierdzenie swoich słów.

          1. olga 11 listopada 2012 o 20:15

            Campell badał ludzi którzy nie jedli mięsa z bardo prostego powodu, w Chinach były a może i dalej są rejony bidy z nędzą i tam występowały choroby z niedożywienia a nowotwory ,cukrzyca, choroby serca wcale!Nie twierdził też że niewielki procent mięsa w diecie jest szkodliwy, zalecał rezygnację z produktów odzwierzęcych z powodów raczej praktycznych. Po pierwsze ciężko jest tak ciągle wyliczać ile tego mięska mogę jednak zjeść a po drugie mamy wtedy poczucie że ciągle sobie czegoś odmawiamy. Rezygnujesz z produktów odzwierzęcych i cieszysz się nową dietą 🙂

          2. pepsieliot 12 listopada 2012 o 08:28

            Olga, jak najbardziej tak, Jahu niestety sam je mięso i szuka usprawiedliwienia, ale nie wiem dlaczego się uwziął na wegan na tym blogu 🙂

          3. Jah Maya 11 listopada 2012 o 20:45

            Chińczycy w bidnych rejonach gdzie panuje nędza spożywają dużo dziczyzny w tym bezkręgowców: żaby, węże, owady, ślimaki i stworzeń wodnych… co według definicji PWN dalej jest mięsem. I właśnie takie rejony bidne rejony bada mój znajomy etnobotanik.

          4. Jah Maya 11 listopada 2012 o 21:02

            Tak masz rację Olga. Tak napisał Campbell.
            Z tego wychodzi dieta coś ala Ornish, która napewno bardziej służy niż dieta pospolita.
            czy jednak jest dietą optymalną? Śmiem sugerować, że nie.

          5. Jah Maya 12 listopada 2012 o 09:26

            Tak… tylko, że jakoś nie potrafisz podać przykładu prowincji, które nie jadło by mięso. 😛
            Wniosek: nie masz argumentu na poparcie Twojej tezy i czepiasz się mojego mięsa, co już jest kurwa nudne jak flaki z olejem. 😛

  20. pepsieliot 11 listopada 2012 o 17:09

    Nie Jahu, nie nadążasz, potrawy, które szkodzą lub trują człowieka na surowo, nie powinny być jedzone przez niego nawet skoro po ugotowaniu są jadlne,. bo ja uważam , że nadal nie jadalne, tyle tylko że ich nie jadalnośc nie ujawnia sie odrazu.

    1. Jah Maya 11 listopada 2012 o 17:17

      tu się z miarę zgadzam 😀

    2. Jah Maya 11 listopada 2012 o 18:36

      wyciągamy inne wnioski dla mnie fakt, że:

      The great apes (bonobos, chimpanzees, gorillas, and orangutans), in contrast to humans, derive significant amounts of phytanic acid from the hindgut fermentation of plant materials. (http://en.wikipedia.org/wiki/Monogastric)

      Utwierdza mnie w wątpliwości, że ponieważ nie potrafimy wykorzystywać jako jedyny gatunek z rodziny człowiekowatych błonnika z roślin do pozyskania energii automatycznie mniejszy mają one udział w kalorii w diecie (nie w masie oczywiście)

      1. Jah Maya 11 listopada 2012 o 18:38

        A raczej tak wyewoluowaliśmy, że już tę z zdolność straciliśmy a zyskaliśmy na pochłanianie większej ilości tłuszczu,

  21. ewa 11 listopada 2012 o 17:25

    Super,że wróciłaś.
    Gdybym się spostrzegła 10 min.temu, nie zjadłabym tłustego naleśnika i nie zagryzła go kilkoma kromkami białego ohydnego chleba z masłem.Jak widzisz,moja świadomość w ostatnim tygodniu zdziczała.Łażę wszakże po górkach i tym usprawiedliwiłam sobie szamanie niewitariańskiego jadła w ostatnich dniach.A i stresu silnego było tez ostatnio dużo-Sandy zniszczyła dom i zatopiła wszystkie zabawki mojego ukochanego siostrzeńca.Nawet księgę baśni,którą mu wysłałam…
    Pepsi, cały tydzień męczyłam się z kolką jelitową(sorry, ludzie,za to wyznanie:).Wcześniej,codziennie pijałam soki,np takie szejk z banana i pomarańczy/ananasa zmieszany z sokiem z jabłek,buraków i marchwi.Czy moją winą jest,że za dużo składników mieszam?A może zawsze po surowych jabłkach czekają mnie męczące wzdęcia i gazy. Napisz coś kiedy o tem,bo… się wykończę;))
    Owocuj nadal,Pepsi.

  22. pepsieliot 11 listopada 2012 o 17:33

    Kochana Ewa, niektórzy mają takie jelita, że pomimo że nie powinno się mieszać, to mieszają i nic się nie dzieje. Ja mogę mieszać melona czym chce rano w szejku i jest git, a on powinien sam przelecieć, bo się tak szybko trawi. Generalna zasada jest taka, nie mieszaj. Graham mówi dwa, góra tzry owoce razem. Ja lubie sałata, pomidory i odrobina szczypiorku, albo cebuli i nic więcej. Wcześniej kilo jabłek samych. Nie mieszam ostatnio. Ale wzdęcia ma się po orzechach. A nerkowców w ogóle nie jem bo nie sa dla mnie widocznie.

  23. jantar 11 listopada 2012 o 19:51

    No,no!Kto sie czubi ,ten sie lubi….i jak widac polemika tez owocna!Ciesze sie,ze wrocilas.

  24. pepsieliot 11 listopada 2012 o 20:09

    Jantar cześć kochana 🙂

  25. Jah Maya 11 listopada 2012 o 20:40

    Wiadomość dnia: Goryle trawią skrobię, owszem mają mniejszą aktywność niż człowiek, który ewoluował na diecie z większą ilością skrobii (korzenie i bulwy) to jednak i małpy owocożerne takie jak Bonobo jedzą czasem owoce z zawartością skrobi do 40% a więc mają skrobię. Wbrew pozorom Goryle wykazują większą aktywność amylazy (enzymu który trawii skrobię) niż owocolubne Bonobo, w roślinach które jedzą również występuje skrobia w mniejszej ilości bowiem. Choć zdarzają się i takie małpy wprawdzie nie w rodzinie człowiekowatych jak pewien gatunek Makaków, których amylaza w ślinie jest tak silna, że już 50% skrobi dzielona na cukry prostsze w gębie.
    Jakie wnioski: aktyność amylazy jest elastyczna i zależy od rodzaju spożywanego pokarmu na którym wyewoluowały dane gatunki naczelnych a w szerszym rozumieniu ssaków.

    Wniosek dla Pepsi: sprawdzaj lepiej co piszesz bo przyjaciel troll czyha 😀
    Ale z drugiej dziękuję Pepsi bo zawsze mogę się wiele rzeczy dowiedzieć szukają po necie.

    Podaje link publikacji naukowej na temat aktywności amylazy u naczelnych. Wkleiłem bym wykres ale nie potrafię tutaj.
    http://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=2&cad=rja&ved=0CC4QFjAB&url=http%3A%2F%2Fwww.eva.mpg.de%2Fprimat%2Fstaff%2Fverena_behringer%2Fpdf%2Fbehringer_et_al.2012.pdf&ei=ZPufUObuCI7MsgbBmYCQDw&usg=AFQjCNEH2WbixEppppQb7Xm1QUUP7X25XA&sig2=CIPQegWjEPKoNXZmCWPP9A

    1. pepsieliot 12 listopada 2012 o 08:30

      Jahu, a kogo do kurwy nędzy obchodzą goryle, goryl użyty w moim poście to był tylko sztafaż, taka wizualizacja wielkiej siły i roślinnej diety

  26. olga 11 listopada 2012 o 22:21

    Super że tyle wiemy już o zwyczajach żywieniowych małp różnych 🙂 Ja osobiści trzymam się na tą chwilę Cambella bo nic bardziej wiarygodnego do tej pory nie przeczytałam. I nie jest to dieta Ornisha bo on dopuszczał nabiał a Campbell wykluczył go z diety. Przeczytałam Widelec zamiast noża i okazuje się że Campbell, Esselsyn, Mc Dougall leczą swoich pacjentów niskotłuszczową dietą roślinną, zalecają dużo strączków i ziaren gotowanych i warzyw oczywiście.Jeśli to gotowane żarcie leczy chorych to można wnioskować że zdrowemu nie zaszkodzi.A jeszcze w kwestii niedożywionych Chińczyków: czy chcesz mi Jahu wmówić że w tak przeludnionym kraju spora wioska jest w stanie zebrać tyle robactwa, płazów i gadów żeby była to podstawa ich diety? Żywili się ryżem i zielskiem i tyle.

    1. Jah Maya 11 listopada 2012 o 23:19

      a czy ja napisałem co Ty insynuujesz? Masz rację a do tego smażą to wszystko na głębokim oleju roślinnym plus to co napisałem a do tego wiele trujących roślin, które je przerabiają na jadalne ale pewnie i tak wiesz lepiej bo Campbell to najbardziej wiarygodna biblia o zwyczajach chińczyków jakie powstało 🙂

      1. olga 12 listopada 2012 o 10:13

        No jednak dosyć wiarygodna bo Campbell oparł się na chińskim atlasie chorób a jak pewnie wiesz chińczycy jak już coś robią to na 100%(np wybicie wszystkich wróbli bo podobno wyżarły ziarno powodując głód w całych Chinach, polityka jednego dziecka itp)Miał więc ułatwione zadanie bo wiedział gdzie szukać i niestety wnioski: im mniej białka zwierzęcego tym lepiej. Jego też zaskoczyły wyniki badań i nigdzie nie napisał że badał ludzi nie jedzących mięsa wcale ale zauważył że im mniejsza podaż białka zwierzęcego tym lepiej, to 0% będzie najlepszym rozwiązaniem co potwierdził badaniami na szczurach.

        1. Jah Maya 12 listopada 2012 o 10:19

          no teraz to lecisz 😉
          badania na gryzoniach udowadniają, że dieta w której gryzonie dostają powyżej 5% kazeina (białko mleka) jest szkodliwa i absolutnie nic więcej) a więc ani zero procent ani białko zwierzęce w ogólności. Kazeina nie występuje w mięsie. Trzymajmy się faktów.
          Wyniki 5% kazeiny i 5% glutenu były porównywalne dopiero przy podaży 20% gluten dawał dużo lepsze wyniki. Tym niemniej gryzonie to gryzonie a więc ziarno (gluten) jest ich naturalnych pokarmem (człowieka nie, tak więc dieta 20% glutenowa nie była by na człowieku taka zdrowa). Do tego dochodzi fakt, że czyste rafinowane substancje jak białko w proszku to jednak trochę co innego jak się spożywa pokarmy w całości. 😛

          1. olga 12 listopada 2012 o 10:37

            w tym badaniu chodziło o raka wątroby a identyczna sytuacja była w przypadku raka wątroby u dzieci żywionych spleśniałym masłem orzechowym.Coś jednak mamy wspólnego z tymi szczurami 😉

          2. Jah Maya 12 listopada 2012 o 10:44

            Zgadza się. Coś mamy wspólnego ale nie wszystko. Na takim poziomie istotności można założyć, że potwierdzi się to samo u człowieka co Campbell napisał. Z tym oczywiście trudno się nie zgodzić. Zresztą już przed lekturą nie spożywałem, żadnych produktów mlecznych. Nie znajduje żadnego powodu aby zrezygnował z dobrej jakości tłuszczy zwierzęcych i niewielkiej ilości białka, szczególnie wobec niezdrowej popularyzacji zbóż i fasoli jako źródła białek dla człowieka co powszechnie wiadomo (gluten i lektyny), że są toksyczne dla człowieka.

          3. Jah Maya 12 listopada 2012 o 10:46

            poziomie istotności korelacji danych w wynikach badania statystycznego oczywiście. 🙂

        2. Jah Maya 12 listopada 2012 o 10:24

          strona 231:

          „Rozsądnie można więc ZAŁOŻYĆ (a więc nie udowodnić. przyp autora), że optymalny udział żywności odzwierzęcej w diecie wynosi wynosi zero, a przynajmniej dla każdej osoby z predyspozycją do chorób przewlekłych.
          Nie zostało TO jednak do końca UDOWODNIONE. Z PEWNOŚCIĄ PRAWDĄ jest, że większe korzyści dla ZDROWIA uzyskuje się przy bardzo niskim, choć nie zerowym, spożyciu żywności odzwierzęcej.”

          1. Jah Maya 12 listopada 2012 o 10:39

            Oczywiście dla mnie to żadna wiarygodność, gdyż zostało wielokrotnie w innych badaniach udowodnione, że spożywanie ziaren, nawet pełnych nie jest optymalne dla człowieka. Nie utrzymuje insuliny na niskim poziomie. Utrzymywanie jej niskich poziomów jak w diecie wysokotłuszczowej ale także niskobiałkowej (poniżej 10% a więc zgodnie z duchem Campbella) jest skorelowane z długowiecznością robaków na których robiono te badania.
            Jak łatwo się przekonać wszystkie naczelne nie odżywiają się w sposób pełnoziarnisty ani nawet niskotłuszczowy-energetycznie biorąc pod uwagę fakt, że przerabiają sobie w mniejszym lub większym zakresie błonnik na kwasy tłuszczowe, czego człowiek jako jedyny nie potrafi, stąd może czerpać więcej dobrego tłuszczu z pokarmu.
            Dlaczego Campbell nie może być wiarygodny? Dlatego chodźby, że tkwi w micie cholesterolu a wszystkie ostatnie badania potwierdzają brak korelacji pomiędzy spożyciem tłuszczy nasyconych a chorobą miażdżycową. Brak też bezpośredniej korelacji pomiędzy spożytym cholesterolem i miażdżycą. Istnieje korelacja pomiędzy cholesterolem LDL w krwi a tylko dlatego, że LDL pomaga utrzymywać człowieka przy życiu w tym we wstępnej chorobie szkorbutowej jaka naprawdę jest przyczyna miażdżycy (zalepia pęknięcia naczyń krwionośnych). Twierdzi się, że cholesterol ów pochodzi głównie z syntezy cholesterolowej na poziomie komórkowej a nie ze spożycia, który organizm produkuje w zwiększonej ilości aby ratować organizm przez szybką śmiercią.
            Campbell tak bardzo przywiązany jest to swojej statystyki, kompletnie ignoruje inne co nie świadczy o nim dobrze jako o naukowcu.
            W tabelce podlinkowanej zestawienie: ilości spożywanego cholesterolu a występujących ataków serca w różnych społeczeństwach.
            http://2.bp.blogspot.com/_AEMVnV2ImCQ/THf2XeR35KI/AAAAAAAAACw/N_yQWJQlS2w/s1600/Cholesterol+vs+Heart+Disease.jpg

          2. olga 12 listopada 2012 o 12:43

            No i git 🙂 Ale jeśli dieta wegańska leczy cukrzycę i choroby serca a według Campbella wegan nie dotyczy 80% nowotworów to mnie to przekonuje.

          3. Jah Maya 12 listopada 2012 o 13:01

            No i git. Jednak nie samą cukrzycą człowiek żyje.:)
            Co po unormowaniu się rozchwianej gospodarki hormonalnej powodującej cukrzyce skoro są inne problemy jak wymieniane przeze mnie: toksyczny gluten i lektyny. Z czym Pepsi się akurat zgadza choć teraz już nie przyzna racji 😉
            Po za tym diety niskowęglowodanowe leczą cukrzycę w prawie 100% chyba, że postęp choroby jest już tak duży, że trzustka wogóle nie produkuje insuliny a organizm walczy z trzustką jak z obcym ciałem wtedy żadna dieta (nawet Campbella) nie pomoże i jakieś dawki insuliny i tak trzeba przyjmować.

          4. Jah Maya 12 listopada 2012 o 13:10

            80% procent to nie sądzę 😀
            Z weganizmem siłą rzeczy idzie dbanie o swoje zdrowie nie tylko w diecie ale także na innych poziomach: (a to powoduje na zmniejszenie wystawiania się na substancje kancerogenne (albo ich szybkie neutralizowanie lub szybkie powstrzymywanie nowotworów we wstępnej fazie) więc nic dziwnego gdy porównać tę dietę do pospolitej zachodniej diety. 🙂 Co nie zmienia faktu, że najwięcej substancji kancerogennych pochodzi lub produkowanych jest z roślin oprócz syntetyków, które częściowo później występują oczywiście w mięsie po zjedzeniu ich przez zwierzęta.
            Dysponujesz jakimiś rzetelnymi statystykami czy tylko słowem Campbella?

          5. Jah Maya 12 listopada 2012 o 15:58

            I to prawda oczywiście, że w mięsie kancerogeny są bardziej skoncentrowane. 🙁
            niestety

  27. olga 11 listopada 2012 o 22:27

    Hej Pepsi cieszę się że znowu lecisz na dwa blogi 🙂 Ale oddział mogła byś w dupę kopnąć żeby się ruszył bo ja odpadłam 🙁

    1. pepsieliot 12 listopada 2012 o 08:32

      Oddział się na nowo sformułuje na czele z sierżantem sztabowym, którego trzeba w dupe kopnąć przede wszystkim

  28. Magdika 11 listopada 2012 o 23:15

    „tak czy inaczej, będzie kolejna część witarki”

    Dzięki, czekam na dalsze instrukcje. Może wreszcie przekonam się, że to nie takie trudne.

    1. pepsieliot 12 listopada 2012 o 08:34

      Magdika jasne, krok po kroku to zrobimy 🙂

  29. Basia 11 listopada 2012 o 23:34

    ja to się tylko zawsze zastanawiam przy tych dyskusjach ognistych o strawie, co by moja babcia powiedziała – zawsze miała pustą lodówkę jak przyjeżdzałam i żywiła się najczęściej musztardą, cebulą i zasmażką z mąki. W ogóle ją nie ruszały najwyraźniej teorie żywieniowe. Szkoda, że już nie mogę jej o to zapytać:( ale przeżyła prawie 95 lat. Czasem myślę , że człowiek mógłby karton przeżuwać i też dałby radę.

    1. Jah Maya 11 listopada 2012 o 23:39

      😉
      trochę tak jednak w czasach naszych Babć jednak sporo mniej chemii było w tym kartonie

  30. Przekocurek 12 listopada 2012 o 00:45

    Piękny wpis Pepsiurku, czekam na następny z niecierpliwością :))

    1. pepsieliot 12 listopada 2012 o 08:38

      Dzięki Przerysiu 🙂

  31. Jah Maya 12 listopada 2012 o 09:33

    Dobrze wiem, że goryl ma trochę inny przewód pokarmowy od człowieka , pisałam o tym posta kiedyś dawno temu, chodziło mi raczej o pewien skrót myślowy mogę być duży na diecie roślinnej i dlatego uznałam że lepiej wymienić goryla niż słonia. Goryl do tego w ogóle nie potrafi trawić skrobi a człowiek tak, więc tym bardziej człowiek przystosowany jest do jedzenia na surowo.

    Nie pierdol Pepsi. o to co napisałaś powyżej i do jakich wniosków doszłaś na podstawie argumentów wyssanych z palca, gdyż Goryle trawią skrobię. Jeżeli używasz argumentów piszac o diecie Goryli nawet jako sztafaż i podajesz fałszywe informacje, które jednak mają utwierdzać Cię w przekonaniu o Twojej diecie. Jeżeli jednak tych danych nie można później zweryfikować a Ty nie potrafisz nawet obiektywnie spojrzeć na wyszukaną prze kogoś korektę (i nagle pieprzysz, że Cię to nie obchodzi, pomimo, że wcześniej jak sama pisałaś napisałaś całego posta o tym), to te słowa o diecie na tym blogu tracą jakiekolwiek naukowe podstawy i stają się po prostu bełkotem.
    A pewnie prawda jest taka, że z powodów honorowych nie potrafisz się przyznać do błędu i się w sposób uroczy 😉 nakurwiasz.
    Sorry za dosadność.

    1. Jah Maya 12 listopada 2012 o 09:38

      Jeżeli blog ten starałby się by się być chociaż odrobinę rzetelny jeśli chodzi o naukowość i zgodny w miarę ze stanem faktycznym, mogłabyś zrobić korektę na swoim poście o Gorylach i właściwie mi podziękować za wyszukanie danych i poprawienie błędu. Tak zachowałby się każdy rozsądny orator o piszący bloga.
      Tymczasem wiedza na tej stronie staję się z kategorii Wita i DR (czyli wzięta z kosmosu) od czego sama chciałaś się zdystansować pisząc czasami z dystansem do siebie i Twojej diety. To sprawiło, że zacząłem go czytać i angażować w pisanie się. Niestety blog zatoczył koło i wylądował w miejscu startu.
      Taka jest moja opinia w związku z Twoim wrkurwianiem się i aluzjami na mój temat.

      1. pepsieliot 12 listopada 2012 o 11:01

        Kasia Ka cześciówka , cmok 🙂

  32. KasiaKa 12 listopada 2012 o 09:36

    Pepsi…Dzięki, dzięki, dzięki…..wróciłaś….i…pozostań już:)
    Tez czekam na kolejne części witarki….

  33. olga 12 listopada 2012 o 14:58

    Jahu skąd żeś wytrzasnął ten wykresik dotyczący cholesterolu?Campbell pewnie dlatego jest przywiązany do swojej statystyki bo jeśli cholesterol mieścił się w przedziale od 81 do 135 to ci ludzie nie umierali na serce, nie znalazł ani jednego przypadku a przebadał ok 100tyś ludzi w takich zakamarkach Chin gdzie dieta roślinna była najbardziej rozpowszechniona. Trwające 20 lat badanie dr. Esseltyna które opisał w książce Prewent and Reverse Heart Disease pokazało że dieta roślinna nie tylko zapobiega chorobom serca ale potrafi je cofnąć.I niestety w jego badaniu nawet niewielkie ilości mięsa czy nabiału szkodziły pacjentom.

    1. Jah Maya 12 listopada 2012 o 15:03

      z badania WHO

      1. olga 12 listopada 2012 o 16:57

        Czy to że wysoki poziom cholesterolu jest skutkiem a nie przyczyną chorób krążenia coś zmienia? Jeżeli choroba wcześnie nie daje wyrażnych objawów i diagnozujemy ją w ten sposób to źle? Koniec końców to nadmiar cholesterolu powoduje zawału i udary. Z tego linka wynika że dobrze zbilansowana dieta bogata w składniki odżywcze chroni przed chorobami a Campbell nie jest alfą i omegą i sam napisał że nasz organizm jest tworem tak złożonym że badanie pojedynczych substancji wyizolowanych z pożywienia nie ma sensu bo procesy zachodzące w naszych ciałach długo jeszcze będą zagadką.

        1. Jah Maya 12 listopada 2012 o 21:31

          Olga, jeżeli to co piszesz o tym Twoim cholesterolu to do mnie. To mam prośbę. Możemy dalej dyskutować sobie ale proszę abyście oglądały i analizowały wszystko co podsyłam. Ładnie odpowiedziałem na zadanie mi pytanie, podałem wykres, badania i wykłady i do ogarnięcia tego o czym mówię jest to niezbędne jeśli nie wierzycie mi na słowo (a nie wierzycie). Oczywiście możecie zostać przy swoich wnioskach jednak zadawane mi pytania świadczą o tym, że albo nie oglądnęłyście albo ta forma dyskusji w tej formie na blogu jest zbyt chaotyczna. Polecam zdecydowanie obejrzeć cały wykład: Enjoy to eat saturated fats (godzina czasu). Jest po angielsku ale na jutubie jest taka fajna opcja: napisy, która ułatwia sporo (przynajmniej mi).

          Jest to niezbędne ponieważ przez mafię medyczno-farmaceutyczną pewne mity już tak narosły, że nie da się prowadzić dyskursu bez skojarzenia pewnych rzeczy całościowo.
          To prowadzenia dyskusji (jeśli nie wierzycie mi na słowo) przydałaby się też znajomość biochemii spalania i syntezy związków na poziomie komórkowym.

          Spróbuję trochę uporządkować dyskusję i moje wnioski, ze wszystkiego co podałem za chwilę w osobnym poście aby nie było zbędnych pytań a co jeśli, które nie trzymają się kupy jeśli chodzi o to co CAŁOŚCIOWO przedstawiłem.

          1. Jah Maya 12 listopada 2012 o 21:33

            Inaczej dyskusja staje się jałowa i tak możemy się przerzucał argumentami (jak Ty teraz) bez końca. A szkoda mi czasu na taką dyskusję.

    2. Jah Maya 12 listopada 2012 o 15:13

      well statystyka to podstawowe narzędzie manipulacji dla naukowców. Dzięki niej można udowodnić coś całkiem przeciwnego. 😉
      Jak chodźby wymyślona teoria teraz już pogrzebana, której hołduje banda typu Ornish i Campbell, że tłuszcze nasycone mają coś z tym wspólnego. Aby to udowodnić „naukowiec” ów wziął sobie dietę z 8 krajów, a że mu nie wychodziło w statystykach to sobie ograniczył do siedmiu aby mu się zgadzało z teorią, którą chciał udowodnić
      I tak się tworzy nauka. Oczywiście rozpowszechnianie tego nie miałoby miejsca gdyby nie kasa kasa kasa. Jakoś tak przypadkowo powiązana z produkcją „nowoczesną” i nową na ówczesną skalę niezdrowych olejów warzywnych.

      1. olga 12 listopada 2012 o 16:39

        Nie wrzucaj Ornisza do jednego worka z Campbellem bo to dwie różne sprawy. A w jaki sposób Campbell i inni z którymi współpracuje miałby zarabiać na olejach jak je nazwałeś warzywnych jeżeli zalecają całkowitą rezygnację z olejów a tłuszcz mamy pozyskiwać z pestek i nasion?

        1. Jah Maya 12 listopada 2012 o 17:24

          Olga, masz racje zagalopowalem sie. Przepraszam. A slowo banda uzylem zartobliwie. 😉
          W takim razie oni nie maja z tym zawiele wspolnego. Nie chodzilo mi tez o bezposrednia jakas korupcje ale o caly system od lat 50 promujacy oleje warzywne a dyskredytujacy tluszcze zwierzece (no.moze poza rybim ze wzgledu na omega3)

    3. Jah Maya 12 listopada 2012 o 15:20

      wszystko masz tutaj 😀

      Gość współpracował wcześniej z Ornishem dodam.
      W diecie chińczyków mogło to mieć korelację tłuszczów trans powstających podczas smażenia warzywnych olejów. A potrafią smażyć trzy razy dziennie jak słyszałem. Dodatkowo ponieważ smażą witaminę C to mogli jej mieć na tyle mało, że powodowało to u nich stan przedmiażdżycowy i wtedy rzeczywiście mogło mieć to korelację z cholesterolem we krwi. Wszystkiego dowiesz się z poprzedniej prezentacji.

    4. Jah Maya 12 listopada 2012 o 15:26

      Teorie są dwie aktualnie jedna mówi o niedoborach witaminy C (filmik), druga o Witaminach B i antyoksydantach w ogólności. Także świeża dieta biodynamiczna w której jest jak najwięcej świeżych i surowych owoców i zieleniny rozwiązywałaby ten problem.
      W przypadku ciężkich stanów stosuje się bezpośrednie wstrzykiwanie ogromnymi dawkami syntetycznej witaminy C, rzędu nawet 100 000 mg na dobę, której to rzekome przedawkowanie i kamice nerkowa też jest mitem 🙂

      1. olga 12 listopada 2012 o 16:59

        Ao czym my tu mówimy też uważa że świeża dieta biodynamiczna w której jest jak najwięcej świeżych i surowych owoców i zieleniny rozwiązywałaby ten problem 🙂 a mięska tam nie widać 😉

        1. pepsieliot 12 listopada 2012 o 17:01

          Ol, no właśnie

        2. Jah Maya 12 listopada 2012 o 17:34

          No i pod tym wzgledem jest ok.
          ale pod inny nienajlepiej: promocja glutenu i lektym oraz skrobi w pelnych ziarnach a tym samym skoki insuliny pons optymalny mozliwie niski stan.

          pamietasz o czym pisalem wczesniej. Diete optymalna nalezy traktowac calosciowo

          1. olga 12 listopada 2012 o 23:14

            Jezu Jahu czy chodzi o dietę optymalną tą z piciem masła, pasztetami, boczkiem i sernikiem bezcukrowym ? I czy mam rozumieć że mój sąsiad z wysokim cholesterolem ma początki szkorbutu?Jego matka która z nim mieszka ma faktycznie kilka objawów:siniaki, bóle stawów.Jeżeli jest tak jak przedstawia to filmik z żyłką to i tak wygląda na to że dieta roślinna jest najlepszym rozwiązaniem na choroby układu krążenia bo mięso witamin nie ma 🙂

          2. Jah Maya 12 listopada 2012 o 23:21

            Jezu Olga,
            Nie nie chodzi o Żywienie Optymalne dr. Kwaśniewskiego 😉
            Nie pasowała by mi ta dieta. Chodź jednak muszę przyznać, że pomimo kilku dyrdymałów, które twórca opowiada i argumentuje, mówi także kilka bardzo wartościowych rzeczy.
            Jak chodźby proporcje w tym białka w czym i Kaśka by mu przyklasnęła gdyby nie to, że weganka 🙂

            To żadnej wiedzy nie podchodzę bezkrytycznie i z każdego wyciągam co dla mnie dobre. 🙂
            A chodziło mi o optymalne zdrowie i możliwości dla człowieka a nie o nazwę 🙂

          3. Jah Maya 12 listopada 2012 o 23:26

            Olga, nie obejrzałaś całościowo. Wysoki cholesterol w żyłach nie świadczy o tym, że zaczyna się gromadzić zalepiając uszkodzone tkanki.
            Widziałaś wykres: szwajcarzy najwięcej cholesterolu a najmniej zawałów i odwrotnie aborygeni.
            Aczkolwlek jak ma takiego objawy to może zacząć się czas martwić.
            Olga Rośliny tak ale nie tylko. Czy Ty widzisz świat czarno-biało? Że tylko tak albo tak?

          4. Jah Maya 12 listopada 2012 o 23:31

            Olga… Nie obraź się. Myślałem, że mam do czynienia z kimś poważniejszym w dyskusji.
            Czy Twoja wiedza apropo żywienia ogranicza się do Cambella i wege propagandy.

            Jeżeli uważasz, że ciała zwierząt i ich narządy i wydzieliny nie mają witamin to przepraszam ale troszeczkę doczytaj a zacznij od zastanawiania się jak mogli bez witamin mogli żyć eskimosi.

    5. Jah Maya 12 listopada 2012 o 15:49

      Należy jeszcze rozważyć jedną rzecz. Otóż cholesterol zarówno LDL HDL jest nam absolutnie niezbędny do życia dlatego nasz organizm potrafi syntetyzować go sam normalnie w pewnych ograniczonych ilościach. Jak się przestudiuje biochemię organizmu na poziomie komórkowym wyraźnie widać, że nie prawidłowe (nie występujące w naturze) łączenie pokarmów z dużą ilością węglowodanów łatwo wchłanialnych sprzyja przestawieniu się procesom anabolicznym tak, że jest on produkowany w większej ilości.
      Przy czym, co innego to spożywanie bezpośrednio cholesterolu, którego nadmiar jest zwykle wydalany z organizmu. Nie ma korelacji (dowodów) pomiędzy ilością spożywanego cholesterolu a ilością cząsteczek LDL pływających we krwi albo jest ona słaba (korelacja), z powodów być może takich jak napisałem powyżej (nie odpowiednia nowoczesna dieta: niezdrowe łączenie przetworzonych pokarmów).

      Każda substancja poza wyjątkami (witamina C) jest toksyną przy nienormalnie wyższych dawkach w pewnych sytuacjach: nawet glukoza i woda, jednak organizm nie produkowałby niczego sam z siebie co mogłoby mu zaszkodzić tylko pomóc. Inne myślenie jest przeciwne logice i naturze. Cukrzyca również jest takim stanem. Oczywiście organizm nie jest niezniszczalny i przy długotrwałym wystawieniu na przyczynę organizm nie da rady i dojdzie do patologii. Zawsze trzeba docierać do źródła problemu a nie do skutku jak czyni to współczesna medycyna.

      To oznacza to samo co napisałaś. Jak coś jest jest znikomym procentem w diecie (nie wiem rzędu 1%-3% to można zjeść cokolwiek: pizze, snikersa, wypić mleko, zajebiście słodką i tłustą czekolade, wypić alkohol i nic się nie stanie ani nie będzie to miało zauważalnego wpływu na nasze zdrowie (pod warunkiem, że nie jest się na coś uczulonym). Organizm posiada mechanizmy i potrafi się przed tym bronić. Jednak przy długoletnim i ciągłym oraz częstym wystawieniu na problem dochodzi do patologii.

  34. Shojin 12 listopada 2012 o 16:20

    Co prawda ja, na dzień dzisiejszy, poszukuję już raczej informacji o przechodzeniu na inedię, a to co piszesz, zapewne wałkowałam nie raz od kiedy jem na surowo, to.. ..zasługujesz na wielkie uznanie i podziękowanie za to, co robisz. Za to, że Twój blog i wszelkie posty są morzem nieocenionej wiedzy, a Ty nie poddałaś się tej dziwnej modzie na zarabianie na witarianiźmie, której rozwój coraz to szerzej można dostrzec. Za to, że odnajduję w Twoim pisaniu jakąś część tej czystej „idei” – czyli prostym powiedzeniu w stylu – „Jedzcie surowe owoce i warzywa, jedzcie więcej surowego..”
    Bo to, co jeszcze jakiś czas temu wszyscy tak chętnie propagowali, bo wiedzieli jak wspaniale jest żyć jedząc na surowo, dziś stało się maszynką do zarabiania pieniędzy. Nie oceniam czy to dobrze czy źle, bo nie istnieje dla mnie taki podział – coś po prostu jest. Ale Ty Pepsi masz u mnie całkowite uznanie (i w prezencie kosz owoców, jak kiedyś uda mi się poznać na żywo Twoją wspaniałą istotę, przy której pewnie nie ominęłaby mnie obawa, że mnie zaraz „zhejtuje” ;)) za to, że nie każesz sobie płacić za pokazanie, jak pokroić i zjeść owoce i warzywa, że dzielisz się ogromem wiedzy, którą zdobyłaś, nie robiąc z tego warsztatów, które ceną przewyższają moje dwutygodniowe wyżywienie jak, i również za nieprzeciętność Twojego pisania.

    Na bloga, który ponoć nie ma fajnej nazwy, oczywiście równie chętnie zaglądam od kiedy się pojawił. I dodać mogę tylko wielkie podziękowanie za fragmenty w „audiobooku”, których mogłam posłuchać w trakcie mnóstwa czynności, które pochłaniając czas uniemożliwiają czytanie tekstu pisanego.

    Także tego.. ..ja dziękuję, a Ty po prostu pisz.

    Pozdrawiam i ściskam owocowo <3

  35. pepsieliot 12 listopada 2012 o 16:56

    Shojin różne rzeczy się robi ma się rozumieć, pisze się, goni, czasami głupio, czasami mądrzej to wychodzi, ale dla takiego wpisa jak Twój warto żyć !
    Więc dziekuje Ci bardzo i odwzajemnię się również mniej trójką, owocek i warzywo dla Ciebie Kochana.

  36. Basia 12 listopada 2012 o 17:48

    hej, no coś jednak jest z tym cholesterolem i tłuszczami nasyconymi na rzeczy, ale o tym tylko osoby, które miały/mają problem mogą widzieć różnicę. BArdzo mi spadł cholesterol na weganskiej diecie, a miałam wysoki, wysoki. Więc rezygnacja z nasyceńców przynosi efekty. I nieprawda, ze dzieci mają niski cholesterol, z badan przeprowadzonych przez CZD wynika, że co trzecie dziecko w woj. mazowieckim ma wysoki. Póki co światowe towarzystwa kardiologiczne winią tłuszcze nasycone za cholesterol i miażdżycę, Ornish też przecież badał niskotłuszczową dietę wegańską w kontekście cofania zmian miażdżycowych i taka właśnie dieta jest refundowana w USA jako alternatywa dla bypassów- czyli owocki, warzywa surowe i gotowane, kasze, strączki, trochę orzechów, olejów zero. Myślę że warto czasem wejść sobie na facebook Carolina Medical Center, pracuje tam między innymi Małgorzata Desmond i dr Edyta Biernat. Często pojawiają się linki do całych badań na temat diet weganskich, wegan, ale też różnych innych. Myślę że mógłbyś Jahu zadać im pytanie, skonfrontować te dwie teorie cholesterolowe – oni nie są fanatykami i zawsze dostaniesz mnóstwo linków do piśmiennictwa odpowiedniego, na pewno jakoś by się odnieśli do Twoich argumentów.

    Natomiast co do tego jak strasznie zatruwa wegan fasolka i zboża to pragnę przypomnieć, że zalecenia dla wegan wygladają tak: http://adst.mp.pl/s/dieta/weganska-2000_kcal.pdf
    Jeżeli ktoś przechodzi na weganizm tylko z przyczyn zdrowotnych to ze zbóż je głównie bezglutenowe kasze – jaglana, kukurydziana, quinoa, gryczana. Chleba w tych zaleceniach jest niewiele i nie ma co tez go demonizować, bo to już jest śmieszne po prostu. Strączków jest jedna szklanka – przy tej ilości, nawet zakłądajac że są w nich lektyny, srektyny trujące, to lista plusów jest i tak wyższa. Ale podstawą diety są warzywa. Jak ktoś ma ochotę jeść surowe kapustne to prosi się o kłopoty też, bo antyodżywcze substancje własnie przy gotowaniu się redukują w nich. Chyba że ktoś w ogóle nie chce jeść brokułów, bo to zło. Więcej już nie powiem nic, bo zaraz mnie ktoś bananem zdzieli albo kawałem mięsa surowego. Jedyne co rozsądne mi się wydaje to bieganie, więc idę biegać, bo na to chyba jeszcze niczego nie wynaleźli, czyli mozna robić bez ryzyka. Ufff

    A temat o gorylach i tak był ciekawszy:)
    Pozdrawiam wszystkich

    1. Jah Maya 12 listopada 2012 o 21:28

      Ba może się zdziwisz ale zadałem już to pytanie na feju, nie Desmond ani Biernat ale inne dietetyczce co z nimi współpracuje i nie uzyskałem odpowiedzi a wymigujące milczenie 😛

      Ba, jeżeli to co piszesz o tym Twoim cholesterolu to do mnie. To mam prośbę. Możemy dalej dyskutować sobie ale proszę abyście oglądały i analizowały wszystko co podsyłam. Ładnie odpowiedziałem na zadanie mi pytanie, podałem wykres, badania i wykłady i to ogarnięcia tego o czym mówię jest to niezbędne jeśli nie wierzycie mi na słowo (a nie wierzycie). Oczywiście możecie zostać przy swoich wnioskach jednak zadawane mi pytania świadczą o tym, że albo nie oglądnęłyście albo ta forma dyskusji w tej formie na blogu jest zbyt chaotyczna. Polecam zdecydowanie obejrzeć cały wykład: Enjoy to eat saturated fats. Jest po angielsku ale na jutubie jest taka fajna opcja: napisy, która ułatwia sporo (przynajmniej mi)

      Spróbuję trochę uporządkować dyskusję i moje wnioski, ze wszystkiego co podałem za chwilę w osobnym poście aby nie było zbędnych pytań a co jeśli, które nie trzymają się kupy jeśli chodzi o to co CAŁOŚCIOWO przedstawiłem.

    2. Jah Maya 12 listopada 2012 o 21:42

      BArdzo mi spadł cholesterol na weganskiej diecie, a miałam wysoki, wysoki. Więc rezygnacja z nasyceńców przynosi efekty.

      A skąd niby taki wniosek? To co piszesz absolutnie o tym nie świadczy. Jeszcze raz odsyłam do wykładu: Enjoy to eat saturated fats

      Natomiast co do tego jak strasznie zatruwa wegan fasolka i zboża to pragnę przypomnieć, że zalecenia dla wegan wygladają tak: http://adst.mp.pl/s/dieta/weganska-2000_kcal.pdf
      Jeżeli ktoś przechodzi na weganizm tylko z przyczyn zdrowotnych to ze zbóż je głównie bezglutenowe kasze – jaglana, kukurydziana, quinoa, gryczana.

      Niestety jedznie tych pokarmów, szczególnie codziennie jest bardziej zdrowe niż glutenowe ale wciąż nieoptymalne jeśli chodzi o optimum. Nadal czepiam się insuliny. Która jak mówiłem: powinna być utrzymywana na możliwie niskim poziomie czyli skrobia tylko z surowych korzeni i bulw (niestety ziemniaki też już w to nie wchodzą).

      Strączków jest jedna szklanka – przy tej ilości, nawet zakłądajac że są w nich lektyny, srektyny trujące, to lista plusów jest i tak wyższa.

      Lekceważysz lektyny a jak powiedziałem te pokarmy są generalnie toksyczne czyt. trujące. Nie wiem czy wiesz, że żadnej ssak nie spożywa strączków?

      A temat o gorylach i tak był ciekawszy:)

      Też tal uważam ale jak widzisz Pepsi zawinęła się niekulturalnie ogonem i udała, że tematu nie było.

    3. Jah Maya 12 listopada 2012 o 21:48

      Póki co światowe towarzystwa kardiologiczne winią tłuszcze nasycone za cholesterol i miażdżycę,

      Basia jeśli chcesz możesz podążać za tym co mówi rząd i międzynarodowe towarzystwa. Pokazałem wykres z badań WHO który świadczy o czymś przeciwnym co sami polecają. Więc argument o towarzystwie jest dla mnie żadnym argumentem.
      Dieta Ornisha w zasadzie aż tak bardzo nie różni od diety polecanej przez WHO zwłaszcza, że WHO z tego co wiem akceptuje dobrze zbilansowaną dietę wegańską pod warunkiem suplementacji B12. Co już samo przez się świadczy, że Ornishowi i WHO po drodze. Jak popatrzeć na piramidę żywienia to właściwie tylko mąkę pszenną zamienić na pełne ziarno i kasze, które wymieniłaś, zastąpienie ryb i suchego drobiu nasionami i pestkami a mleko orzechami a reszta bez zmian.

  37. pepsieliot 12 listopada 2012 o 19:29

    Ba, czytałam opracowanie szwajcarskich naukowców, że brokuły tracą praktycznie wszystkie swoje właściwości antyrakowe podczas jakiejkolwiek obróbki cieplnej, w tym parowanie. Natomiast nawet zwiędłe, ciągle jeszcze mają ich pod dostatkiem. Gotowana kapusta ma trującą substancję o której pisałam sto razy. Ale tak na prawdę, to ja się takimi informacjami kompletnie nie przejmuję i jem na co mi przychodzi ochota, byle było surowe, wegańskie i 811. Natomiast Scott Jurek w wywiadzie w ostatnim Vege, przeprowadzonym bardzo ciekawie przez Anię Sośnierz, powiedział jasno, biegacze długodystansowcy, ale nie tylko mają powiększone serce, chyba miał na myśli jego lewą komorę i dlatego właściwie on nigdy nie powinien przestać biegać. To oczywiste, że nie biegamy jak Scott, jednak 50 kilometrów tydzień w tydzień to już coś i zapewne komora serca zostaje powiększona, więc jak widać nic nie jest obojętne dla zdrowia 🙂 ściskam wszystkich

  38. Jah Maya 12 listopada 2012 o 22:28

    Spróbuję uporządkować dyskusję o cholesterolu w kontekście tego co napisałem i podlinkowałem.

    fakty:

    Ornish i Campbell zalecają diety niskotłuszczowe
    Obydwaj wiążą ataki serca z ilością cholesterolu we krwi i spożyciem tłuszczy nasyconych
    Podobnie WHO (co nazwało wegan świrami psychicznymi hehehe ;)) i międzynarodowe towrzystwo kardiologiczne
    To, że tłuszcze zwierzęce to tylko nascyone prawie to mit. W smalcu wieprzowym np. jest aż 45% tłuszczy nienasyconych a najbardziej na świecie nasycony tłuszcz to olej kokosowy (80%)

    Fakty z punktu widzenia tego co przedstawiłem:

    Nie ma korelacji pomiędzy spożyciem tłuszczy zwierzęcych a cholesterolem we krwi
    Nie ma korelacji pomiędzy ilością cholesterolu we krwi a atakami serca
    Jest korelacja pomiędzy spożyciem tłuszczy trans a cholesterolem
    Jest korelacja pomiędzy spożyciem olejów warzywnych a miażdżycą
    Jest korelacja pomiędzy spożyciem tłuszczy omega-6 a miażdżycą
    Jest korelacja pomiędzy deficytem witamin i antyutleniaczy a miażdżycą
    Cholesterol LDL i HDL jest absolutnie niezbędny do życia i spełnia wiele istotnych funkcji
    Istnieje słaba korelacji pomiędzy cholesterolem spożywanym a cholesterolem we krwi
    Odkładanie się cholesterolu jest skutkiem i obroną organizmu przed przyczynami choroby miażdżycowej
    Wreszcie oderwane cząsteczki cholesterolu są bezpośrednią przyczyną postępującej miażdżycy i w efekcie zawału
    Nie istnieje korelacja na świecie jednak pomiędzy wysokim cholesterolem we krwi a zawałem gdyż cholesterol spełnia wiele istotnych funkcji i jest a jego ilość we krwi jest zróżnicowana u różnych społeczeństw co widać na wykresie
    Istnieje słaba korelacja pomiędzy długością życia (wbrew pozorom a ilością cholesterolu) tzn. wydaje się, że społeczeństwa, które charakteryzują się średnio wyższym poziomem cholesterolu żyją dłużej (o ile atak serca z powodu miażdżycy z innych jednak powodów ich nie załatwi ;))

    Moje wnioski:
    Korelacja, która wyszła u Campbella musiała być z innych przyczyn niż cholesterol, które wymieniłem: smażenie na tłuszczach warzywnych skrobi, dieta wysokowęglowodanowa skrobiowa i inne jak być może niedobory witamin i minerałów w tych najbardziej bidnych prowincjach ze względu chodźby na duże przeważanie żywności. Do tego stopnia, że tym najbardziej biednym prowincjom opłaca się przetwarzać w bardzo długotrwałym procesie trujące kłącza Orlicy Pospolitej tak aby wyłuskać z nich skrobię nadającą się do spożycia (makaron z niej jest czarny ;))

    Nie bój się jeść dużo tłuszczy zwierzęcych a w nich nasyconych i nienasyconych z dobrych źródeł. Hodowla przemysłowa odpada.
    Nie bój się jeść cholesterolu. On jest dobry dla Ciebie.
    To co Ci wmawiają do propaganda obliczona na zysk.

    Unikaj przetworzonych produktów a maksymalizuj możliwie świeże surowe lub możliwie niskoprzetworzone. Unikaj przetworzonych produktów wysokowęglowodanowych a także świeżych zmodyfikowanych jak zlendowane banany czy daktyle.
    Maksymalizuj dziką żywność w Twoim pożywieniu. Praktycznie wszystkie owoce będą dobre i lepsze niż hodowlane. W naturze oprócz luksusowego miodu nie występują łatwo wchłanialne węglowodany, które mógłbyś zjeść. To o czymś świadczy.

    1. Jah Maya 12 listopada 2012 o 22:31

      Poza tym do jasnej cholery Eskimosi nie umierali na ataki serca (nie stwierdzono ani jednego przypadku na tradycyjnej diecie) 🙂

      1. olga 12 listopada 2012 o 23:41

        Eskimosi jedli surowe mięso i tłuszcz i dużo w tym omega 3 i średnia ich życia to 60 lat, szału nie ma i umierali chyba ze starości w tym wieku to chyba nie ma czego zazdrościć? A nie rozumiem czemu tym biednym chińczykom wmawiasz choroby serca, w biednych rejonach chin nie chorowali na serducha. Nie ma korelacji pomiędzy spożyciem tłuszczy zwierzęcych a cholesterolem we krwi- cytata od Ciebie a z mojego podwórka: ojciec mój osobisty przyjechał, usiadł i mówi: umieram, badania zrobiłem i mam taki cholesterol że już długo nie pociągnę.Parę dni później dzwonię do niego a ten mi mówi że już wpożo jest bo zapomniał że w tydzień zeżarł garnek smalczyku domowego ale już lepiej się czuje i jak badania powtórzył za jakiś czas miał dużo lepsze:)

        1. Jah Maya 12 listopada 2012 o 23:47

          Głupoty opowiadasz….

          To świadczy, że Twoja wiedza antropologiczna i biochemiczna jest na poziomie minimalnym jeśli nie zero.

          i już mi się nawet nie chce Tobie gadać jakie rzeczy wpływają na średnią życia, jakie mogą wpływać a jakie wpływają o czym nie mamy pojęcia.
          A na początek weź sie pomyśl o śmiertelności małych dzieci i o braku nad starszymi, którym to dodatkowo jednych i drugich zdarzało im się świadomie porzucać.

          1. pepsieliot 13 listopada 2012 o 07:07

            Jahu, idź na chwile na inne forum czy bloga , a potem wróć, ludzie nie mogą się przedrzeć 🙂

          2. Jah Maya 13 listopada 2012 o 09:13

            Masz rację….. chyba czas powędrować stąd wogóle….. i nie żebym się obrażał…. 😀

  39. Jah Maya 12 listopada 2012 o 22:52

    Sorry Kaśka…. Nie zabija mnie 😀

  40. 666kilopieprzu 12 listopada 2012 o 23:09

    Jestem prze szczęśliwa, że jednak piszesz. I że piszesz akurat o tym, co dla mnie najważniejsze, czyli jak zacząć. O słuszności i dobroczynnych skutkach takiego stylu odżywiania jestem przekonana. Ale teraz – jak przekonać siebie do wcielenia tego w życie? Ja mam dosyć słaby charakter, czuję że nie do końca nad sobą panuję. Jem sobie przez kilka dni zdrowo i surowo, aż tu nagle ulegam jakiejś pokusie. A to ktoś czymś poczęstuje, a to ktoś do czegoś namówi, a to znowu sama siebie oszukuję, że sobie „zasłużyłam” np. na kanapkę z białego chleba, słodką bułkę albo pierogi :/ a potem już te błędy żywieniowe lecą lawinowo. Pomocy! Jak mam się ogarnąć??
    Wegetarianką jestem od 16 lat, prawie-weganką od roku (w weganiźmie czasem trochę sama siebie oszukuję i zjadam np. kanapkę z serem), a z witarianizmem próbuję się zaprzyjaźnić od 4 miesięcy…. Naprawdę chcę, tylko jak pokonać swoje słabości? Ja się czasem budzę w nocy i w półświadomości idę coś zjeść, nie zawsze witariańsko i jeszcze sobie myślę „e, tam, w nocy to się nie liczy” :/ Pomóżcie mi jakoś.

    1. pepsieliot 13 listopada 2012 o 07:05

      666kilopieprzu Kochana cieszę się że napisałaś. Wszyscy jak jeden mąż mamy słabości i odwrotnie, jak mi się wydaje, że robię sporo dla siebie w danym okresie, i że to jest dośc trudne, to okazuje się że inni robią więcej i luzik. Więc jest za czym gonić i przed kim uciekać. Szatanku warto 🙂 Dzisiaj będzie kolejny wpis, krok po kroku, ścisk i cmok

  41. Przekocurek 14 listopada 2012 o 15:23

    Jahu, wg mnie powinieneś poważnie pomyśleć nad własnym blogiem. Mniej frustracji, więcej korzyści dla ego. Fajnie, że wykazujesz krytycyzm naukowy, ale mam dla Ciebie fajną propozycję: zapewne znasz taką stronkę fejzbukową „WiemyCoJemy”. Jeśli nie, to zapoznaj się proszę. Jest to świetne miejsce na wymianę poglądów i zapewniam Cię, że mimo że czasem trochę poczekasz na odpowiedź, to jednak ktoś z ekipy p.Desmond w końcu odpowie na Twoje pytania. Wiem, bo próbowałem. W tym wątku https://www.facebook.com/photo.php?fbid=397753970251765&set=a.385350298158799.112416.181055951921569&type=1&ref=nf znajdziesz sporo na temat różnic w wartościach poszczególnych dowodów naukowych, mieszaniu faktów z pseudoinformacjami i niedopowiedzeniami (a propos wywiadu z prof. Cichosz w GW), różnicy między korelacją a związkiem przyczynowo-skutkowym i wreszcie especially for you – wisienka na torcie: „Nawet u Eskimosów żyjących kilka tysięcy lat temu, czyli na
    oryginalnej diecie z tego regionu, udokumentowano zaawansową miażdżycę w
    bardzo dobrze zachowanych poprzez zamrożenie ciałach tej grupy etnicznej:
    http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC1749564/pdf/bullnyacadmed00163-
    0036.pdf)” Polecami Ci WiemyCoJemy, tam na pewno ludzie, którzy to prowadzą przeczytają Twój wpis i załączone dowody bądź „dowody” i odniosą się do nich. Pozdrawiam

    1. Jah Maya 14 listopada 2012 o 16:19

      Masz rację Przekilocukry tfuuu… Przekocurku 😉
      Już więcej tu nie będę pisał. Odznaczyłem sobie tego bloga.

      Dziękuję Ci za pożyteczne informacje i wisienkę. Zajrzałem.
      Muszę jednak wyjaśnić nieporozumienie. Ja nie napisałem, że Eskimosie nie mieli miażdżycy. Tylko, raz, że stwierdzono przypadku śmierci z powodu zawału serca.
      Ja pokazałem statystyki, że ilość całkowitego cholesterolu nie ma żadnej korelacji z zawałem na świecie i to są statystyki z badań WHO (które oni oficjalnie nie podają w tym zestawieniu wiadomo dlaczego: $$$$$).

      Przypadek od Ciebie niezmiernie ciekawy jednak nie jest dowodem świadczącym przeciwko cholesteroli. Spójrz proszę na cytat: strona 830.

      „There was a moderate degree of coronary atherosclero-
      sis, but no evidence of myocardial infarction, acute or healed. The well-
      preserved valves and the chambers were normal. The lower lobes of
      both lungs showed fibrous adhesions to the chest wall and diaphragm,
      and the lungs contained heavy deposits of anthracotic pigment.”

      Tłumaczenie google (dla nieznających angielskiego): „Był umiarkowanym stopniu wieńcową miażdżycą-
      sis, ale nie ma dowodów na zawał serca, ostre lub uzdrowiony.Dobrze
      zachowane zawory i komory były prawidłowe. Dolne płaty
      oba płuca wykazała włóknistych zrostów do ściany klatki piersiowej i przepony,
      a płuca zawarte grubych osadów z anthracotic pigmentu.”

      Czyli jest wstępny stan miażdżycy. Nie ma jednak danych ani co do ilości całkowitego cholesterolu we krwi (a to tym mówiliśmy) a tylko do widocznych blaszkach miażdżycowych (co oczywiście ma związek z miażdżycą chodź nie jest jej przyczyną).

      To wydaje się całkowicie logiczne, że Eskimosi mogli mieć wstępne stany miażdżycy gdyż szczególnie w zimę kiedy przechodzili na dietę tylko zwierzęca byli wystawieni na duży niedobór witaminy C. Witamina C dostępna jest tylko w roślinach jak wiadomo a jedynym źródłem wtedy mogły być żołądki zabitych zwierząt roślinożernych a tam szczątki trawionych roślin np. reniferów.
      A ponieważ długotrwałe wystawienie na wstępny stan szkorbutowy rozwija miażdżycę to jest logiczne, że Eskimosie mieli wstępne stany miażdżycowe.
      Co jednak nie poświadcza ani korelacji miażdżycy z cholesterolem we krwi ani tym bardziej!!! z tłuszczem nasyconym.

      Dziękuję za głos w dyskusji Przekocurku.

      1. Jah Maya 14 listopada 2012 o 16:33

        aha Przekocukru
        Zwróć uwagę na datę artykułu: 1975 rok czyli szczyt popularności tezy o cholesterolowej koncepcji choroby miażdżycowej, dziś jak wiadomo, źle zinterpretowanej popartej niepełnymi danymi.
        Po za tym zgodzisz się, że przypadek (arcyciekawego) zjawiska w ilości jeden pozostaje nadal tylko ciekawostką a słowa zacytowane przez Ciebie: “Nawet u Eskimosów żyjących kilka tysięcy lat temu, czyli na
        oryginalnej diecie z tego regionu, udokumentowano zaawansową miażdżycę w
        bardzo dobrze zachowanych poprzez zamrożenie ciałach tej grupy etnicznej”
        Są mocno przesadzone i sugerują wielokrotność tego zjawiska potwierdzoną statystycznie już nie mówiąc o kłamstwie gdyż ta zamrożona kobieta według dość precyzyjnego i wiarygodnego datowania radiowęglowego leżała tam 600 lat a nie kilka tysięcy. Sama widzisz jak ktoś kogo cytujesz manipuluje faktami. Mam nadzieję, że to nie Ci lekarze do których o poradę mnie odsyłałaś. 😛
        Zwróć uwagę, że to była starsza kobieta to też jakby logicznie układa się po mojej interpretacji.
        Niemniej ciekawostka bardzo interesująca.

        1. Jah Maya 14 listopada 2012 o 16:34

          I na koniec: pamiętaj, że ja jestem rzetelnym dyskutantem i zapoznaje się ze wszystkimi materiałami którę biorą udział w dyskusji. Chyba jednak Ty się nie zapoznałaś dobrze tylko od tak wrzuciłaś.

      2. Jah Maya 14 listopada 2012 o 16:36

        Oczywiście miało być Tylko raz, że NIE stwierdzono przypadku śmierci z powodu zawału serca (u Eskimosów)

      3. Jah Maya 17 listopada 2012 o 19:08

        Miałem już nie pisać i nie będę. Popełniłem jednak błąd i dlatego jako perfekcjonista w tym temacie chcę się poprawić. Napisałem, że Eskimosi mieli w zimie tylko witaminę. C z roślinnej treści pokarmu w żołądkach zwierząt. Otóż jest to błąd. Świeże mięso o zwłaszcza surowe czy krótkoprzetworzone a zwłaszcza podroby takie jak gałka oczna, wątroba, nadnercza zawiera jej całkiem sporo. Znacznie więcej niż banan np. A wiadomo, że Eskimosi jedli surowe mięso, ewentualnie krótkoprzetworzone.

        Zresztą witamina C została właśnie pierwszy raz wyizolowana z nadnerczy między innymi.
        Przepraszam za ten błąd i znikam.
        Aha i oczywiście, że Eskimosi nie popełniali samobójstw wręcz odwrotnie kompletnie nie znana była u nich jakakolwiek agresja a powszechne panujące szczęście i zadowolenia z życia. I to te dane etnograficzne przekazali ludzie raczej niechętni im.
        Jeden ze sposobów na rozsądzenie poważnych czynów wykraczających poza prawo zwyczajowe to: konkurs pieśni pomiędzy wrogami 🙂
        Morderstwa nie znane.
        Pozdrawiam i ściskam Państwa

        Animal Source Amount Vit. C
        (mg / 100g)
        Calf liver (raw) 36
        Beef liver (raw) 31
        Oysters (raw) 30
        Cod roe (fried) 26
        Pork liver (raw) 23
        Lamb brain (boiled) 17
        Chicken liver (fried) 13
        Animal Source Amount
        (mg / 100g)
        Lamb liver (fried) 12
        Calf adrenals (raw) 11
        Lamb heart (roast) 11
        Lamb tongue (stewed) 6
        Human milk (fresh) 4
        Goat milk (fresh) 2
        Cow milk (fresh) 2

        1. pepsieliot 17 listopada 2012 o 20:19

          Eskimosi popełniają samobójstwa masowo i mają zgnile dupy od środka

          1. Jah Maya 17 listopada 2012 o 20:26

            Współcześnie popełniają jak im zmienili na siłę ich styl życia i kulturę!
            Ty byś nie popełniała?

    2. Jah Maya 14 listopada 2012 o 17:09

      Wszedłem w ten wątek i co widzę: ekipa Wiemy co jemy odpowiada zwykle: „Dziękujemy za zaangażowanie w dyskusję. Na wstępie pragniemy zaznaczyć, że wywiad z osobą z tytułem naukowym również nie spełnia kryteriów Evidence Based Medicine dla bycia argumentem w dyskusji.” bla bla bla…..
      Zaraz wkleję tam jednak jakiegoś neutralnego hejta może wykresik z badań 😉

  42. Przekocurek 14 listopada 2012 o 18:41

    Nie „wrzuciłam”. Przekocurek to nie Przekicia 😀

    1. Jah Maya 14 listopada 2012 o 18:46

      aha 😛 no cóż….
      Ja gustuje w kiciach 😉 sam mam jedną…

      1. NotMilk 14 listopada 2012 o 20:24

        No cóż-chyba obydwoje mamy słabość do swoich Mai ;p

    2. Jah Maya 14 listopada 2012 o 19:21

      jakoś podświadomie mi się (mylnie) wydawało, że takie pseudonim może sobie wybrać kobieta 😉

  43. Jah Maya 19 listopada 2012 o 11:57

    A tu taka mała wisienka z drugiej bańki apropo miażdżycy.
    Wyjaśnię dla nie znających angielskiego. W latach ’70 zrobiono badania na odstrzelonych dziko żyjących słoniach afrykańskich. Aż u ponad 450 stwierdzono miażdżycę a w 78% w stanie zaawansowanym! A trudno je podejrzewać na ich naturalnej intuicyjnej full organik diecie, że jadły tłuszcz i białko zwierzęce 😀 lol
    Co ciekawe postęp choroby wcale nie był skorelowany (podobnie jak w populacji ludzkiej) z ilością cholesterolu we krwi całkowitego ani nawet z proporcją lipoprotein (tak popularną oficjalną koncepcją).
    Natomiast zauważono korelację z kolagenem co łączy się z koncepcją, którą podałem wcześniej i zaprzecza koncepcji wpływu spożycia cholesterolu na miażdżycę bo jako żywo cholesterolu nie spożywały wogóle.

    Arteriosclerosis in the african elephant Part 1. Intimal atherosclerosis and its possible causes. McCullagh, K.G. Atherosclerosis vol. 16 issue 3 November – December, 1972. p. 307-335

    ▼ The occurrence, nature and severity of atherosclerosis have been investigated in 463 elephants randomly culled from free-living populations in East Africa. Atherosclerotic lesions were of two types: intimal atherosclerosis and medial calcific sclerosis. This paper describes the first of these conditions. Atherosclerotic plaques were found throughout the aorta, and in the coronary, carotid, renal and iliac arteries. They were typically fibrous thickenings in which degenerative changes such as necrosis, hyalinisation, softening, lipid accumulation, lymphocytic infiltration and calcification were common. Evidence of mural thrombosis or plaque haemorrhage was not observed. 78% of mature plaques showed areas of histologically demonstrable lipid. Most of the cells in the plaques were typical fibroblasts. Modified smooth muscle cells were seen occasionally but were not common. The extent of atherosclerotic involvement in the aorta was dependent on age, and there was no significant difference in the severity of atherosclerosis between males and females. The severity of the disease in the coronary arteries was found to be considerably less than, and uncorrelated with, the severity of atherosclerosis in the aorta. The mean concentrations of serum free and esterified cholesterol, phospholipid and triglyceride were less than half their mean concentrations in human serum. No relationship was found between individual serum lipid levels and the severity of atherosclerosis. Neither was the amount of circulating low-density lipoprotein higher in those animals severely affected by atherosclerosis than in similar animals showing only mild lesions. The lipid content of the normal elephant aortic intima did not increase with age and neither did the cholesterol/phospholipid ratio. The lipid content of atherosclerotic plaques was higher than that of normal intima and the fatty acid composition of the cholesterol esters resembled that of plasma triglycerides. The intimal lipids did not appear to play an important part in stimulating the growth of atherosclerotic plaques. Rather, the lesions appeared to arise in response to repeated trauma of the arterial endothelium.

    Arteriosclerosis 1n the african elephant Part 2. medial sclerosis. McCullagh, K.G. Atherosclerosis vol. 21 issue 1 January – February, 1975. p. 37-59

    ▼ A type of spontaneous arteriosclerosis, described as medial sclerosis and quite distinct from atherosclerosis, was found in the aortas, coronary arteries and aortic branch arteries of free-living elephants (Loxodonta africana) in Uganda and Kenya. The lesions took the form of calcified fibrotic plaques in the inner tunica media. The calcification appeared to commence in the internal elastic lamina and was associated with atrophy of medial smooth muscle fibres and their replacement by fibrous tissue. In the aorta, medial sclerosis was found to be associated with aortic dilatation, decreased wall thickness and decreased extensibility. These changes were shown to result in substantial increases in the tangential stresses carried by the tissues of the aorta and coronary arteries. As with atherosclerosis, medial sclerosis increased progressively with age; and the approximate involvement of the aorta at different ages could be predicted from linear regression equations. There was no difference in the severity of lesions between male and female animals. Biochemically, the lesions of medial sclerosis were associated with decreased amounts of elastin and increased amounts of collagen in arterial walls. Arterial tissue showing medial calcification always contained less than 30% elastin by weight. In addition, the severity of medial sclerosis in individual elephants was found to be positively correlated with the concentration of calcium in their sera. The pathogenesis of these lesions is discussed and it is suggested that mechanical stress, medial anoxia and high serum calcium levels all contribute to the aetiology of medial sclerosis.

    1. Jedrus1 1 grudnia 2012 o 22:49

      Jah Maya to co tutaj przytaczas to jest połowa prawdy.
      Zobacz:

      Biology, medicine and surgery of elephants
      edited by Murray E. Fowler, Susan K. Mikota (2006)
      http://tiny.pl/hkknw

      Fragment str. 339
      Silkes studied 40 free-ranging elephants in Kenya and Uganda. She observed elephants pre- and postmortem in natural (montane) and disturbed (grassland and scrubland) habitats and proposed that arterial disease arises in elephants due to the living in disturbed environments. The elephants living in montane habitat did not have any evidence of arterial disease and have firm, long hearts. Elephants living in disturbed habitats had both types of lesions and tended to have square, flaccid heart with more prominent biffid apex ……

      Tłumaczenie:
      Silkes badała 40 słoni żyjących na wolności w Kenii i Ugandzie. Obserwowała słonie przed i po śmierci w naturalnych (podgórskich) i zdewastowanych (trawiastych i krzaczastych) środowiskach, wysunęła wniosek, że choroba arterii występująca u słoni jest spowodowana życiem słoni w środowiskach zdewastowanych. Słonie żyjące w środowiskach podgórskich nie wykazywały żadnych oznak choroby arterii i miały jędrne, długie serca. Słonie żyjące w środowiska zdewastowanych wykazywały oba rodzaje uszkodzeń i miały tendencję do kwadratowego, oklapniętego serca z wyraźniejszym rozdwojonym stożkiem. …

      Pozdrawiam
      Jędruś

      1. NotMilk 1 grudnia 2012 o 23:10

        Dotarcie do źródła jest zawsze potrzebne do rozstrzygnięcia pewnych kwestii. Dzięki Jędrus1 za ich podanie!!! 🙂

        1. Jah Maya 2 grudnia 2012 o 09:49

          Jak napisałem: nie widzę jak inne badanie może być dotarciem do źródła podczas gdy inne z innego rejonu już nie. Heh
          Nie wiedzę jak możemy mówić o rozstrzygnięcia pełnej kwestii w tym wypadku.
          Raczej podejrzewam u Ciebie stronniczość, podnietę i solidarność „jajników” co nigdy nie służy obiektywnemu rozstrzyganiu kwestii. 😉 😛

          1. NotMilk 2 grudnia 2012 o 12:42

            Jest to według mnie rozstrzygnięcie pewnej (a nie pełnej) kwestii w tym wypadku, ponieważ w środowisku zdewastowanym (trawiastym i krzaczastym) nie miały dostepu do świeżej, żywej roślinności i odżywianie się głównie wysuszoną. W takiej żywności występuje większa koncentracja białka, a nie ma chlorofilu i innych ważnych składników obecnych w żywych tkankach roślinnych. Dlatego według mnie byłaby bardziej prawdopodobna hipoteza nadmierna koncentracja bialka w takiej diecie i braku wielu antyoksydantów, enzymów, wody, itp., które są obecne w niewysuszonych roślinach, co ostatecznie odbiło się na stanie tętnic u tych słoni. Nie rozumiem kultu białka z Twojej strony Jah-składnik, jak składnik. Choć potrzebny to lepiej, aby nie było go zbyt dużo, bo jak wiadomo, co za wiele to niezdrowo – tym bardziej, że nadmiar musi zostać wydalony 😉
            *
            Widzę Jah, że nie na długo pożegnałeś się z blogiem Pepsi 😉 Pozdrawiam!!!

          2. Jah Maya 2 grudnia 2012 o 13:36

            NotMilku nie popieram kultu białka. Po prostu na diecie roślinnej więcej go potrzeba.
            Pisałem już o tym. Więcej go też potrzeba do spalania węglowodanów niż tłuszczu.
            To wynika z metabolizmu komórkowego.
            przypominam Ci, że na przykład Goryle na przykład, który żywią się pokarmem najsłabszej jakości z punktu widzenia koncentracji kalorii i najbardziej roślinnie ze wszystkich małp ponad 50% kalorii w diecie to białko.

            Poza tym Słonie muszą jeść ogromne ilości białka biorą pod uwagę ich masę.

            Nie znam dokładnie metabolizmu Słoni.
            A przykład ten niejako w opozycji i jako ciekawostkę.

          3. NotMilk 2 grudnia 2012 o 14:44

            Jah-rozumiem, jednak przez to według mnie sugerujesz gorszą jakość roślinnego, a lepszą zwierzęcego, które Twoim zdaniem lepiej zaspokaja potrzeby aminokwasowe naszego ciała. Według mnie nie jest to zbyt miarodajne. Z drugiej strony wsponiałeś o gorylach – te ponad 50% podajesz jako pewnik, a sam znalazłem jedynie wzmiankę o tym, że normalnie 17 % ich zapotrzebowania energetycznego pochodzi z białka i wzrasta w okresach, gdy nie są dostępne owoce do 31%.
            *
            http://www.nytimes.com/2011/06/07/science/07obgorilla.html
            *
            Pozdrawiam gryczanowo Jah!!! 🙂

          4. Jah Maya 2 grudnia 2012 o 16:16

            Coś Ci się pomyliło. Doczytaj dokładnie. Jak będziesz miał ochotę porozmawiać na ten temat. Napisz do mnie prywatnie.

      2. Jah Maya 2 grudnia 2012 o 09:46

        To nie jest półprawda, To jest inne badanie. Ja po prostu podałem wyniki badań które przytoczyłem. Wątpię aby w przypadku tak nikle zbadanego zjawiska można było powiedzieć co jest prawdą a co nie. Ot. tak jak nadal nie można powiedzieć o diecie człowieka po tylu latach badań.
        To są mimo wszystko dość ogólne informacje. Chciałbym się dowiedzieć co to znaczy środowisko zdewastowane na przykład.
        Gdyż jednym z wniosków w przypadku tamtego badania było to, że słonie w porze suchej jadły słabej jakości pokarm: wysuszone rośliny ze zbyt małą ilością białka i witamin co mogło powodować miażdżycę.
        Nie widzę więc jak narazie sytuacji aby te dwa badania miały się wykluczać, szczególnie, że badania które ja przytoczyłem dotyczyły słoni we wschodniej Afryce a słonie z Ugandy i Kenii w badaniu, które Ty przytoczyłeś jako żywo te państwa nie leżą na wschodzie.

        Dzięki za uzupełnienie jednak nie uważam, że przytoczyłem półprawdę czyli problem nadal pozostaje otwarty: zwierzęta na w pełni roślinożernej diecie mogą mieć miażdżycę, pozostaje tylko rozstrzygnąć z jakich powodów. A określenie środowisko zdewastowane to zbyt mało bo ja nie wiem co to znaczy.

        1. picuscanusrus1 2 grudnia 2012 o 17:46

          O tym jest całe podsumowanie z linkami do artykułów naukowych):
          http://tiny.pl/hkkvg

          Fragment:
          Environmental factors:
          It has been suggested that arteriosclerosis in wild Loxodonta africana – African Elephants is related to disturbed habitats (J360.9.w1) and that the following environmental factors may influence the development of arteriosclerosis in wild Loxodonta africana – African Elephants:
          Prolonged exposure to strong sunlight.
          Overpopulation/overcrowding.
          Restricted diet, due to human population pressures.
          Diet high in calcium.
          Restricted movement, preventing movement to salt licks.
          Prevention of migration, with associated breakdown of suitable environmental conditions for young calves, boredom, lack of exercise and overcrowding.
          Tłumaczenie:
          Czynniki środowiskowe:
          Zasugerowano, że arterioskleroza u dzikich słoni afrykańskich (Loxodonta africana) jest powiązana ze zdegradowanym środowiskiem a następujące czynniki środowiskowe mogą wpływać na rozwój arteriosklerozy u dzikich słoni afrykańskich (Loxodonta afrykana):
          przedłużające się wystawienie na silne światło słoneczne
          zbyt duża populacja i zagęszczenie
          restrykcyjna dieta spowodowana presją ze strony populacji ludzkiej
          dieta bogata w wapń
          ograniczenie przemieszczanie się uniemożliwiające dotarcie do lizawek solniskowych
          ograniczenie migracji, związane z utratą właściwych warunków środowiskowych dla młodych słoniątek, znudzenie, brak ćwiczeń i nadmierne zagęszczenie
          Link do innego artykułu na pdf:
          http://tiny.pl/hkkvj

          Takie badania robi się po to aby w parkach narodowych w Afryce ustabilizować mniejsze populacje zdrowych słoni a nie większe populacje chorych słoni, słoni z niedoborami dietetycznymi.
          Życie na wolności nie oznacza wcale że zwierzęta żyją w optymalnych warunkach środowiskowych, zwłaszcza w obecnych czasach przy wzrastającej presji populacji Homo sapiens.

          Pozdrawiam
          Jędruś

          1. Jah Maya 19 grudnia 2012 o 10:31

            kluczowe jest tu słowo „zasugerowano”.

            Zgadzam się, że dzikie zwierzęta nie muszą wcale w naturze odżywiać się optymalnie i wcale niekoniecznie musi do tego przyczyniać człowiek. No niedobory niektórych pierwiastków i bobrów żyjących na półwyspie Skandynawskim w stosunku do tych żyjących i nas.

            Może o słoni z Ugandy mogą być podobne przyczyny a może nie. Trudno na ten temat dywagować skoro wnioski z tych badań to nadal tylko hipotezy i sugestie.
            Jednak po to podałem ten przykład (słoni) aby uświadomić na końcu dyskusji (niejako w opozycji na zarzuty w stosunku do Eskimosów), że dieta roślinna nie chroni przed miażdżycą sama w sobie a wręcz sam wybór pomiędzy pokarmami roślinnymi czy zwierzęcymi nie ma z tym nic wspólnego a prawdopodobnie inne czynniki, które są poza tym wyborem o czym pisałem wcześniej w dyskusji.

          2. Jah Maya 19 grudnia 2012 o 10:32

            Coś mi klawiatura zwariowała:

            „Np. niedobory niektórych pierwiastków u bobrów żyjących na półwyspie Skandynawskim w stosunku do tych żyjących u nas.”

          3. Jedrus1 19 grudnia 2012 o 19:21

            Pojęcie niedoborów dietetycznych ma przede wszystkim aspekt ilościowy. Jeżeli osobniki danego gatunku potrafią się rozmnażać z pokolenia na pokolenie, bez większych anomalii rozwojowych, to w sensie ekologicznym zasiedliły niszę ekologiczną w wystarczający sposób aby gatunek przetrwał. Pod warunkiem, że nie ma imigracji z zewnątrz, która jest w stanie uzupełniać liczebność populacji.

            Dlatego warto zapoznać się z klasycznymi badaniami nad kotami Dr. Pottengera.
            Fragment tłumaczenia:
            http://tiny.pl/hkbk4

            Jak widać wystarczy termiczna obróbka aby wystąpiły poważne niedobory dietetyczne.

            Pozdrawiam
            Jędruś

          4. Jah Maya 19 grudnia 2012 o 19:27

            Pojęcie niedoborów dietetycznych ma przede wszystkim aspekt ilościowy. Jeżeli osobniki danego gatunku potrafią się rozmnażać z pokolenia na pokolenie, bez większych anomalii rozwojowych, to w sensie ekologicznym zasiedliły niszę ekologiczną w wystarczający sposób aby gatunek przetrwał. Pod warunkiem, że nie ma imigracji z zewnątrz, która jest w stanie uzupełniać liczebność populacji.

            OTÓŻ TO.

            Dlatego warto zapoznać się z klasycznymi badaniami nad kotami Dr. Pottengera.
            Fragment tłumaczenia:
            http://tiny.pl/hkbk4

            Jak widać wystarczy termiczna obróbka aby wystąpiły poważne niedobory dietetyczne.

            Chyba lepszy słowo by było odżywcze.

          5. Jah Maya 19 grudnia 2012 o 19:29

            Co nie znaczy, że osobniki z pewnymi niedoborami, które z sukcesem zasiedlają pewną niszę ekologiczną nie cierpią na jakieś schorzenia. Jednak kluczowe jest tu dożycie bez większych anomalii wieku rozmnażania jak napisałeś.

  44. pepsieliot 2 grudnia 2012 o 08:48

    Jędruś dzięki za uzupełnienie, to bardzo istotne info w interpretacji miażdżycy sloni

  45. I’ve been exploring for a bit for any high quality articles or weblog posts on this sort of house . Exploring in Yahoo I eventually stumbled upon this site. Reading this information So i’m satisfied to show that
    I have an incredibly good uncanny feeling I came upon just what I needed.
    I such a lot unquestionably will make sure to don?
    t forget this web site and give it a look regularly.

  46. Nat 10 lutego 2015 o 15:49

    Mądra z Ciebie dziewucha 🙂 ale czasem kują w oczy przekleństwa, tyle 🙂

    1. pepsieliot 10 lutego 2015 o 18:59

      Nat zwykle klnę jak szewc, tu się ograniczam

Dodaj komentarz

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się

  • Leczenie dobrą dietą

  • Najnowsze komentarze