logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
online
55 419 430

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • Jajo i szczerość w tym 30 pytań wigilijnych

    Jajo i szczerość w tym 30 pytań wigilijnych

    Hejka Socjeto,

    Z pewnością ten blog różni się od typowych blogów wegańskich, gdzie naczelnym jakby przesłaniem jest dobro zwierzęcia, chociaż właściwie nie do końca, gdyż moim celem też jest dobro zwierzęcia, ale najbardziej mam na uwadze dobro zwierzaka zwanego homo sapiens, jednym słowem człowieka.
    Oglądając i słuchając wykładu Yourowskiego mam wrażenie, że Gary ma jedyny cel na uwadze, mianowicie niesienie ratunku dla zwierzęcia hodowlanego. Radzi aby spożywać przetwory sojowe, które za pomocą odpowiednich przypraw będą do złudzenia przypominały smak bekonu, czy kurzych udek. Podaje nawet nazwy marek i promuje jedzenie nadal przetworzone i nie zdrowe dla człowieka, ale które ma na celu zaspokoić niewybredny gust przeciętnego obywatela. Stara się wzbudzić współczucie i empatię dla makabrycznie traktowanych zwierząt i podtyka przeciętnemu amerykańskiemu zjadaczowi hamburgera czyli idiocie, zamiennik smakowy. Rozumiem jego starania i bardzo szanuję jego poświęcenie i zaangażowanie i im więcej będzie takich ludzi tym lepiej dla trzody hodowlanej, jednak wiem, że ten sposób myślenia nie daje rozwiązania dla nurtującego mnie problemu.
    Bydło hodowane przemysłowo żyje w tragicznych warunkach zarówno pod względem rodzaju paszy, jak i sposobu hodowli i z etycznego punktu widzenia człowiek nie może pozwolić, aby takie cierpienie miało miejsce. Aby w ogóle zwierzęta mogły żyć, gdyż nie są to warunki nadające się do egzystencji jakiejkolwiek istoty są dodatkowo nieustająco faszerowane antybiotykami.
    Natomiast rozpatrując aspekt zdrowotny i to co człowiekowi faktycznie jest potrzebne do prawidłowego odżywienia organizmu, uważam restrykcyjny weganizm za nie wystarczający.
    Uważam, że wszyscy ludzie, którzy są na restrykcyjnej diecie wegańskiej i u których nastąpiło pogorszenie morfologii, czyli praktycznie u każdego, powinni jednak, o ile oczywiście nie są uczuleni zjeść jajo od szczęśliwej kury.
    Ilość białka zwierzęcego w diecie nie powinna przekraczać 3-5%, więc należy wyliczyć ile jaj w ciągu tygodnia ze względu również na zawartość tłuszczu możemy zjeść przy diecie mniej więcej 811. Oczywiście odbędzie się to kosztem tłuszczu z awokado czy orzechów. Doradzam to jajo nie dlatego, że uznaje się jajko za białko wzorcowe, czyli najbardziej zbliżone do białka, mleka kobiety karmiącej, gdyż nie ma takich przesłanek naukowych, żeby nie można było dostarczyć pełnowartościowego białka z roślin, ale przede wszystkim dlatego, że żółtko zawiera dużo żelaza, B12 i witaminy D.
    W 100g jaja.
    Białko: 16,1 g
    Węglowodany: 0,3 g
    Tłuszcz: 31,4 g
    Cholesterol: 1260 mg
    Błonnik: 0 g
    Witaminy:
    Witamina A: 600 µg
    Witamina D: 5 µg
    Witamina E: 3,6 mg
    Witamina K: 45 µg
    Tiamina: 0,3 mg
    Ryboflawina: 0,4 mg
    Niacyna: 3,8 mg
    Witamina B5: 4 mg
    Witamina B6: 0,3 mg
    Biotyna: 60 µg
    Witamina B9: 150 µg
    Witamina B12: 4 µg
    Witamina C: 0 mg
    Minerały:
    Sód: 50 mg
    Potas: 140 mg
    Wapń: 140 mg
    Magnez: 15 mg
    Fosfor: 550 mg
    Żelazo: 7 mg
    Cynk: 3,6 mg
    Miedź: 0,3 mg
    Mangan: 0,1 mg
    Fluor: 0 mg
    Jod: 14 µg

    Na tym blogu znajdziecie przetłumaczony przeze mnie artykuł o jajach doktora Cousensa 🙂 w którym można przeczytać, że jajo kurze może być silnym alergenem właściwie dla wszystkich grup krwi, a także że kurczaki są tak schorowane i właściwie każdy ma raka, że istnieje domniemanie, że potem jaja są też zainfekowane ogniskami zapalnymi. Nie zostało to udowodnione jednak i uważam, że ciągle w Polsce można znaleźć zdrowe nioski, żyjące w miłych warunkach do znoszenia jaj. Wiadomo, że salmonella i inne zarazki, więc raczej nie polecam jedzenia jaj na surowo, proponuję na miękko.
    Mówiło się dużo o B12 i suplementacja B12 stała się dla wegan czymś naturalnym, ale przecież tłumaczyłam też artykuł doktora Cousensa, że są przypadki, kiedy żadne suplementy nie pomagały, należało zjeść mięso ryby, czy owoce morza, a może właśnie jajo.
    Jeżeli zakładamy, że nie chcemy przyczyniać się do krzywdy zwierząt, a jest to przez wegan jedyna, postawa moralna do zaakceptowania, czyli nie będziemy jeść ryb, ani nawet nie jesteśmy przecież pewni, co czuje krewetka, czy na pewno nie za dużo, bo nie ma twarzy, przez ułamek sekundy wrzucana żywcem do wody, wydaje się, że zjedzenie jajka kurzego, od kury po ludzku hodowanej wydaje się dobrym i moralnym rozwiązaniem. Duża część wegan to weganki w okresie rozrodczym, już ten fakt sprawia, że występują u kobiet niedobory żelaza.
    Zawartość we krwi żelaza poniżej normy sprawia, że cały czas obciążamy wątrobę, jeden z najważniejszych organów mających wpływ na odtruwanie naszego organizmu, dlatego zdecydowałam się zjadać od czasu do czasu, no cóż niech będzie, kurzą menstruację. Jednocześnie nadal pozostaję na diecie powyżej 80% surowej roślinnej przy założeniu 80/10/10. Za dwa miesiące zbadam krew.
    Teraz tylko pozostaje się przemóc, bo mam jeszcze pewną blokadę psychiczną na zjedzenie produktu odzwierzęcego, ale czuję, że będzie to dla mnie bardzo dobre rozwiązanie.

    Dzisiejszy wpis wyrwał się spod kontroli i zaczęło się o jaju, ale faktycznie miał być jednak poświęcony innemu tematowi: mianowicie zbliżamy się do wieczoru kiedy zwierzęta będą z nami rozmawiały ludzkim głosem.
    Jest to często nawet dla ateistów takich jak ja niezwykle magiczny czas. Zwierzęta, które omijam jak tylko mogę, bo jak już kiedyś wspominałam, są cudowne, ale z daleka jak dla mnie, nie znaczy, że nie biorę udziału w kwestach na ich rzecz, oczywiście, że biorę, więc omijane przez dwanaście miesięcy dużym łukiem, teraz przychodzą do mnie i zaczynają rozmowę o minionym roku.
    Niekiedy, jak to inteligentne emocjonalnie bestyjki zadają pewne niewygodne pytania o wczoraj, jutro i takie tam. Bezczelnie rozliczają mnie z tego roku co już prawie minął.
    Oczywiście, że mam wyjebane, na te całe celebracje związane z jakimiś dwunastoma miesiącami, jakimiś postanowieniami noworocznymi i tak dalej, ale one są, zwierzęta w sensie, nieustępliwe i przypierają mnie do muru i karzą zastanowić się i gadać ze sobą, koszmar.
    Drodzy Państwo zwierzaki mnie pytają, a ja relacją przechodnią zadam Wam 30 tych samych pytanek, przy końcu roku:
    1.
    Pytanie lisa: Co robiłeś w ostatnim roku?
    No jak to co. Możesz myśleć, że miałaś pracę, ale faktycznie być może tylko sprzedawałeś swój czas. A to sprowadza się do sprzedaży swojego życia. Ale mogłaś nawet o tym pepsi nie wiedzieć.
    2.
    Pytanie sowy: Kochałeś kogoś?
    Swojego partnera, czy kogoś innego? Kochasz wiele osób na raz? Potrafisz to? Ciągle mówiłeś, że byś kochał, tylko nie masz aż tyle czasu. Nie można kochać kogoś, jeżeli zapominasz o nim myśleć.
    3.
    Pytanie psa labradora biszkopta: Czy miałeś wystarczająco dużo pieniędzy?
    To jest bardzo ważne pytanie, gdyż mogłeś mieć mniej pieniędzy niż inni ludzie, z którymi się przyjaźnisz czy tylko spotykasz, ale uważałeś, że było wszystko jak najbardziej siur. Albo masz wielkie pieniądze, większe niż ludzie wokół ciebie, ale jeszcze nie takie, żeby poczuć się lepiej. Ile więc pieniędzy potrzebujesz w swoim życiu?
    4.
    Pytanko tygrysie: Czy jesteś zdrowy?
    Sposób w jaki patrzysz na swoje zdrowie i jak oceniasz swoją kondycję ma ogromny wpływ na postrzeganie rzeczywistości. Robiłeś może badania?, tak na wszelki wypadek dodał pasiasty mięsożerca.
    5.
    Małpa dała kłeszczyn: Czy uważasz, że jesteś dobrym człowiekiem?
    Co ludzie o tobie myślą, jak sądzisz? Jesteś dobrym człowiekiem od środka, tylko całe otoczenie jest w błędzie? Ale czy to rzeczywiście jest prawda? Czy na prawdę uważasz, że jesteś dobrym człowiekiem? Dlaczego niby? Wyjaśnij.
    6.
    Bażant spytał bez owijania w bawełnę: Ile masz lat?
    Tylko nie mów mi tego co masz wpisane w pesel. Mów mi zaraz jak postrzegasz swój wiek. Na ile lat się czujesz, bo możesz wierzyć, lub nie, to jest właśnie twój prawdziwy wiek.
    7.
    Kto jest twoim najlepszym przyjacielem? Zapytała zebra.
    Czy masz go w ogóle? Czy on jeszcze żyje? Jak żeście się poznali? Dlaczego uważasz go za swojego najlepszego przyjaciela?
    8.
    Inny pies, bez rasy tym razem zapytał: Jakie było Twoje marzenie?
    Czy w ogóle masz jakieś marzenia? Może chciałeś podróżować, albo tylko poznać kogoś i się hajtnąć. Czy to co robiłeś i robisz, przybliża cię do realizacji twoich marzeń? Czy twoje marzenia to raczej mrzonki, sny i utopia? Może każdego dnia minionego roku oddalałeś się od swojego marzenia.
    9.
    Foka pyta: Kto był twoim wrogiem?
    Czy masz w ogóle wroga? Jak tak, to jak on zmienił twoje życie? Przyjaciele pozwalają robić nam rzeczy dla nich, ale wrogowie zmuszają nas do robienia rzeczy z ich powodu. Tak czy inaczej wrogowie biorą udział w kształtowaniu naszego życia i musimy wiedzieć, w jaki sposób.
    10.
    Sarenka Bambi nieśmiało: Gdzie mieszkasz?
    Czy to naprawdę jest twoje miejsce? Czy czujesz się jak w domu? Czy czujesz, że akurat twój dom jest najważniejszym dla ciebie miejscem na świecie?
    11.
    Teraz król lew pyta: Czy uważasz, że jesteś silny?
    Uwielbiam silnych ludzi. Mają tę moc, aby zmienić swoje życie i stworzyć niesamowite rzeczy. Co oznacza bycie silnym dla ciebie? Czy myślisz wtedy o wytrzymałości, albo szybkości, czy raczej mocnej inteligencji? Jak silnym byłeś w ostatnim roku? Co postanowiłeś i co dotrzymałeś?
    12.
    Lwica się włączyła: Co było najważniejszą rzeczą jaką zrobiłeś w zeszłym roku, a może nawet do tej pory? Czy naprawdę zrobiłeś coś ważnego? Coś, co zmieniło twoje życie troche, a może całkowicie? Jak myślisz, dlaczego to takie ważne? Odpowiedz cokolwiek, co pierwsze zaświtało w twojej głowie.
    13.
    Koziołek Matołek z Pacanowa spytał: Jaka była najgłupsza rzecz, którą zrobiłeś w zeszłym roku, a może nawet do tej pory?
    Każdy podobno robi głupie rzeczy, ale nie wszyscy potrafią się do tego przyznać. Wiele osób obwinia okoliczności, złą karmę i wszystkich innych, oprócz nich samych. Czy potrafisz szczerze przyznać się przed sobą i mną tu obecnym koziołkiem co żeś nagrzmocił?
    14.
    Kot domowy wymruczał: Czego bałeś się najbardziej w minionym, czyli jeszcze tym roku, a może dłużej się bałeś?
    Wiem, że twoja odpowiedź na to pytanie może być na prawdę straszna i już sam drżę, ale nawijaj. Czy przypadkiem twój największy strach, który tobą włada, to jednocześnie nie są drzwi ewakuacyjne, przez które stale uciekasz, bo ci brak odwagi, żeby chociaż spróbować się z nim zmierzyć? Mów mi tu szybko i nawet jak mnie wystraszysz, to dla ciebie może to być uleczające. Uzmysłowienie sobie strachu, spojrzenie mu w oczy to pierwszy krok do zwycięstwa nad nim.
    15.
    Tym razem dachowiec z naderwanym uchem: Wyobraź sobie siebie za 5 lat od teraz.
    Zaraz, zaraz miały być pytania o zeszły rok, a tu taka niewiadoma forewer. Szalony kocur, chce tylko wiedzieć, czy masz zamiar robić to co dotychczas, to co w tym roku. A może zamierzasz robić już coś zupełnie innego? Pomyśl o tym.
    16.
    Mniej inteligentna kura jednak też postanowiła zapytać: Co jest najlepszą rzeczą, jaka mogłaby się teraz wydarzyć w twoim życiu?
    Może chciałbyś teraz mieć nagle dużo pieniędzy? Kura jednak uważa, że to nie koniecznie usuwa problemy, a niekiedy paradoksalnie je maksymalizuje. No ale to twoja wizualizacja, a nie kury. No a może jest jakaś inna rzecz, która mogłaby doskonale poprawić całą twoją egzystencję, jest coś takiego?
    17.
    Hipopotam z ptaszkiem na głowie spytał: Czy kochałeś siebie w tym roku?
    Hipcio nie miał z pewnością na myśli autoerotyzmu, ale chciał po prostu grzecznie zagaić, czyś siebie nienawidził w tym roku. Czy zdarza ci się nienawidzić siebie? Ludzie nie myślą o tym jak bardzo się nie lubią, czy kochają, ale takie pytanie z głupia frant zadane i pierwsza odpowiedź, która nadbiegnie z tyłu głowy często jest wskazówką, co jest na rzeczy.
    18.
    Koczkodan pyta: Jesteś z czegoś szczególnie dumny? Z tego co zrobiłeś w tym roku, albo w ogóle w życiu? Jest taka jedna rzecz, gdzie bezsprzecznie możesz być z siebie dumny? Całkowicie i niezachwianie? Tylko nie mów że z dziecka, bo umówmy się, że to nie do końca twoja zasługa. Kiedy to się wydarzyło i czy teraz byłbyś zdolny to powtórzyć? Czy to jakieś specjalne okoliczności?
    19.
    Pingwin się też przyplątał: Jakie było w tym roku Twoje ulubione słowo, wyłączając imiona własne?
    Każdy ma jakieś słowo, które jak wypowie, to sprawia, że czuje się od razu lepiej, pingwin przekonuje. Dla ciebie pepsi, to chyba szary listopad, mżawka, no i kurwa, bardzo dobrze ci robi, ale inni z pewnością mają coś wznioślejszego na uwadze. Podobno istnieje jakiś nieuświadomiony związek pomiędzy tym słowem, a twoim prawdziwym ja. No nie wiem w takim razie, czy cię pingwinie nie walnąć  z liścia w pysk, przy wigilii.
    20.
    Wystraszony zając kłeszczyn rzucił: Co cię denerwowało najbardziej w tym roku, a może w życiu w ogóle?
    Może tarcie styropianem o ścianę, albo komar przed nocą w sypialni? A może korki, albo jak ktoś nie dotrzymał danego ci słowa? Co cię na prawdę nakurwiło, tylko staraj się zachować pełny spokój przy odpowiedzi, bo jestem strachem podszyty, dodał zając.
    21.
    Piękna cycata krowa odezwała się: Jakie jest twoje nr 1 pytanie do Boga?
    Jakbyś nie była ateistką pepsi i miałabyś szansę zadać jedno pytanie Bogu, a on zamierzał ci dać tę odpowiedź, to co by to było? Jaka jest najważniejsza rzecz, jaką chciałabyś wiedzieć od Boga? To by ci powiedziało coś o tobie samej, więc ruchy, ruchy, wymyśl to pytanie, dodała krasula.
    22.
    Oczywiście przykłusował koń: Czy masz tajemnice? Czy w tym roku posiadłeś może jakąś tajemnicę, nie do wyjawienia nikomu?
    Jeżeli tak, to jaki jest podstawowy powód dlaczego nie możesz wyjawić tego innym ludziom? Wstydzisz się? Boisz się ich reakcji? Czy po prostu nigdy nie spieszysz się z ujawnianiem swoich tajemnic? Przyjdzie może na to czas.
    23.
    Nietoperz musiał też zaistnieć: Podsumuj swój rok w jednym zdaniu. Jeżeli miałbyś tylko 10 sekund życia przed sobą, jak jednym zdaniem byś je, to za tobą opisał?
    Masz bardzo mało czasu, więc mów już.
    Zajebiste, mówi pepsi, poproszę o jeszcze, a ty co mówisz?
    24.
    Długo szyjna żyrafa dość niewyraźnie, bo żuła akurat gałąź zagadnęła: Kiedy ostatni raz płakałeś? Wylewałaś ślazy w tym roku?
    Może nie jesteś z tego dumna, no faceci z pewnością nie, ale jak było ślimaczenie się to dlaczego? Z jakiego powodu? Zrobiłeś coś, żeby nie płakać teraz? A może te łzy pomogły ci w czymś. Może były katarzis, twoim oczyszczeniem? Może trzeba czasami się wypłakać?
    25.
    Hiena: Jak często się śmiałeś?
    Pamiętasz kiedy ostatnio śmiałeś się tak na całego, do rozpuku, beztrosko? Czy może nie potrafisz sobie przypomnieć kiedy to mogło być? Na pewno kiedyś, tylko kiedy?
    A może nie pamiętasz już jak kapitalnie jest się po prostu śmiać. Może bałeś się, że jak za dużo będzie śmiechu, to potem będzie kara? Że po śmiechu przychodzi płacz, więc lepiej nie wywoływać wilka z lasu. Może najbezpieczniej już zacząć płakać? Hiena zachichotała.
    26.
    Wiewiórka zwinnie zapytała? Co myślałeś tuż przed pójściem do łóżka w tym roku, a może dłużej?
    Czy sen nadchodził łatwo, jak u sprawiedliwego, czy targały tobą wieczorne strachy? Czy książka upadała ci na twarz, czy raczej głośna reklama w telewizorze budziła cię na sekundę? A może kłęby myśli nie pozwalają ci zasnąć, nawet nie koniecznie złe, tylko podnoszące adrenalinę? Może trening był za późno, albo dostałaś szczeniaka i radość cię rozwala? Co się dzieje na sekundę przed zaśnięciem? Wiesz coś o tym?
    A te myśli co są i za sekundę już ich nie ma. Są nie do dogonienia? Masz tak jak w dzieciństwie stale bywało?
    27.
    Niedźwiedź, jeszcze przed snem zimowym zdążył się wtrącić: Jaka była pierwsza rzecz, którą robisz po przebudzeniu i którą robiłeś w tym roku i wcześniej może i jeszcze wcześniej?
    Czy to jest myśl? Czy to jest gest? Czy patrzysz w okno? Przecież każde spojrzenie w okno powoduje natychmiastowe zapomnienie snów. Czy zastanowiłaś się kiedyś pepsi, że ta pierwsza procedura kształtuje twoją dzienną aktywność? Że przesadzam? No to pomyśl, o tych wszystkich porankach, kiedy patrzysz na twarz śpiącej obok ciebie kochanej osoby, to jest dopiero motor do działania? Co żeś z rana robiła pepsi od lat?
    28.
    Wąż wysyczał: Czy żałujesz czegoś, co mogłaś zrobić w tym roku, ale jednak nie zrobiłeś?
    Jak teraz uświadomisz sobie, że czegoś żałujesz, to masz szansę zrobienia tego w nadchodzącym roku. Nie martw się, to, że żałujesz oznacza również to, że nie zapomniałeś. A skoro nie zapomniałeś, to znaczy, że ważny element samego siebie jest możliwy do zrobienia, naprawienia, uszczęśliwienia. No chyba, że były to jakieś całkowicie nie realne rzeczy, to lepiej zapomnij, żmija odzygzakowała w gęstwę.
    29.
    Grzegrzółka zadała pytanie: Jeżeli spotkałabyś wróżkę, akurat teraz i mógłbyś jedną, jedyną rzecz zmienić w tym roku, a może w swoim życiu, to co by to mogło być?
    A może po zastanowieniu, posiadając te niesamowita władzę, jednak niczego byś nie zmienił?
    A jak wymyśliłeś tę rzecz, to czy potrafisz wymyślić jakby można zmienić to bez czarodziejskiej różdżki i do tego w nadchodzącym roku, albo już od jutra i potem w całym pozostałym życiu?
    30.
    No i na koniec przemówił do mnie smutny karp: Zrobiłaś pepsi coś dla nas w tym roku? Współczułaś, współodczuwałaś, myślałaś coś o nas? Nie mówię tylko o nas karpiach, czy łososiach, ale arbitralnie o swoich braciach myślałaś pepsi? O ludziach braciach i zwierzętach siostrach? Jak nie, to wszystko przed tobą i przed wami Kochani Ludzie. Wszyscy dbajmy o siebie wzajemnie, my na prawdę nie mamy takich możliwości jak wy i tu skonał.

    eggYyyyy tak.
    Drodzy Państwo, tę wigilijną przypowieść ślę trochę wcześniej, bo mnie poniosło. Nie oznacza to wcale, że to jest ostatni wpis przed wigilią, bądźcie więc czujni.
    Pa Wasza Pe.
    PS
    Bardzo czekam na odpowiedzi na powyższy quiz.

    (Visited 1 162 times, 1 visits today)

    Powiązane artykuły

    1. Ag. 7 grudnia 2012 o 16:02

      Pepsi, coraz bardziej lubię Twojego bloga. Zaraz wyjdzie na to, że zawsze słodkie komcie mi wychodzą, ale co poradzić 😀 odpowiedziałam sobie na te pytania i wow 2012 był naprawdę dobrym rokiem. Pięknie. Bo poprzedni to jakaś katastrofa. No to znak, że jestem na dobrej drodze. A co do jajka. Ja mam mnóstwo wątpliwości dotyczących diety. Ciągle czytam, czytam i mam wrażenie, że wiem coraz mniej. A jak przeczytałam książkę o paleo to już w ogóle myślałam, że się popłaczę, bo to zachwiało moim światopoglądem. Na szczęście nie było w niej żadnego mądrego przypisu ani nawet przykładu badania, więc Campbell wygrywa. Ja wiem, że nie dla mnie 100% weganizm ani witarianizm, choć na pewno nadają kierunek. I jeżeli jeść coś odzwierzęcego to właśnie jajko albo owoc morza ( w tym i rybę, choć wiem, że to dla niektórych już nie do pomyślenia). A swoją drogą wczoraj przeczytałam, że nawet jak się je jajka to i tak pani Desmond zaleca suplementację b12. Ja postanowiłam wyluzować, bo zauważyłam, że szybciej zabije mnie stres dietowy niż gotowane albo jajko. Więc na tym etapie oczywiście jak najwięcej surowego i mało tłuszczu i nie przekraczać 5% odzwierzęctwa, ale bez sztywnych ram i liczenia ile jest surowego. A jak w tym się ustatkuję to zobaczymy co dalej 🙂

      1. pepsi 7 grudnia 2012 o 18:19

        Ag. jak mi miło, że mogę na Ciebie liczyć i zrobiłaś do tego rozkminę 2012. Ja już pal sześć tę witaminę B12, bo z suplementu czy ni to i tak produkt tej samej bakterii, ale żelaza nie powinno się suplementować raczej. Ściskam i bardzo się ciesze z dobrego przyjęcia :)) cmok cmok

    2. pepsi 7 grudnia 2012 o 19:59

      wikulka, zrobiłam założenie na początku, ja potrzebuję żelaza i wybieram najmniejsze zło. Sama sobie kupie kury nioski, nadam im imiona i będę je wypasać na najlepszym eko ziarnie. Kiedy zniosą jajko, to je zjem, ale myślę, że powinnam to zrobić dla własnego dobra z całym szacunkiem dla kury. Kura też by zjadła bez zastanowienia moje jajko jakby nie miała wyboru. O tym właśnie napisałam, że jestem takim samym zwierzęciem i skoro takie są prawa natury ludzie powinni to dla siebie zrobić, jeżeli muszą.

      1. Ag. 7 grudnia 2012 o 21:40

        Ja też uważam, że zdrowie jest najważniejsze. A powiedz Pepsi, co ze spiruliną? Rozumiem, że mimo jej brania masz kiepskie wyniki? Bo właśnie chciałam sobie kupić ze względu na żelazo. A jeszcze a propos etycznych wyborów – nie da się być ideałem. Kto np. kupuje wszystko z fair trade?

        1. pepsi 8 grudnia 2012 o 09:51

          Ag. nie zrobiłam jeszcze badań, wprawdzie włosy przestały wypadać, co u mnie jest od razu znakiem, że żelazo się poprawia, ale w Krakowie stale brakuje organicznej spiruliny, a tej nie organicznej należy unikać. No właśnie kto kupuje?

    3. NotMilk 7 grudnia 2012 o 21:39

      Interesujący wpis Pepsi. Dodałem tej cebuli do sosu pomidorowego i teraz już nie było żadnych rewelacji w postaci bólu brzucha, itp. 😉 Trochę zdziwiłaś mnie zamiarem włączenia jajek do swojej diety, ale rozumiem, że chodzi Tobie o podniesienie poziomu żelaza. Jednak na podstawie własnych doświadczeń z mięsem i jajkiem mogę nadmienić, że można nabawić się kataru oraz przeziębić się. Dlatego zalecam ostrożność, obserwując reakcje organizmu na ten nowy produkt.
      *
      Pozdrawiam, życząc udanego weekendu!!!

      1. pepsi 8 grudnia 2012 o 09:47

        Not Milku, to fajnie z cebulką, tak jak napisałeś mam zamiar, ale tego jeszcze nie zrobiłam, po drugie myślę, że niewielkie ilości białka zwierzęcego mój organizm przyjmie bez problemu, a nawet dostanie to co chce, ale jeszcze nie podjęłam ostatecznej decyzji, ściskam 🙂

    4. Basia 8 grudnia 2012 o 09:59

      Oczywiscie że trzeba wybierać mniejsze zło i zadbać najpierw o swoje dobro:) Zrobiłabym tak samo, choć może najpierw spróbowałabym jeść dużą porcję soczewicy z wielką surówką, ale jeżeli u Ciebie niehemowe żelazo jakoś nie działa to takie wolne jajka są ok. Jeżeli mieszkasz na wsi to możesz spróbować kupić takie kury, które akurat gospodarz przeznaczył pod nóż, czasami wcale nie są to te które w ogóle nie niosą, ale niosą trochę mniej na przykład.

      U mnie rok 2012 to czas robienia rzeczy trudnych, mam wrażenie że ciągle wychodżę z bezpiecznej jamki – rzucenie pracy, pokonywanie własnych lęków oraz wciąż kulejące i podejmowane od nowa próby regularnej aktywności oraz zdrowego odżywiania. W wolnej chwili chcę sie dokładniej zastanowić nad pytaniami z tego posta, tymczasem miłego dnia!

      1. pepsieliot 8 grudnia 2012 o 13:33

        Basia, cieszę się, że napisałaś, próbuję sobie wyobrazić ludzi, którzy piszą na tym blogu i bardzo się cieszę, że zechciałaś coś napisać o sobie 🙂 Jem soczewicę, jeszcze zobaczę z jajami, na razie nie zjadłam, nawet jestem zła na siebie, że robię z tego takie wielkie joł, tym bardziej, że obok gospodarz ma kilka kur i na pewno sprzedałby mi 4 jaja w miesiącu, albo nawet dał. Na pewno nie byłyby zbytnio ekologiczne, bo kury cały dzień łażą gdzie chcą, ale na pewno są szczęśliwe, przynajmniej tak na oko. ścisk

        1. Basia 8 grudnia 2012 o 13:59

          Mam takie kurde wrażenie, że jak już jest niedobór to symboliczne ilości nie wystarczą niestety. To by tłumaczyło dlaczego wszystkie suple, np magnez, są zawsze w znacznie wyższej dawce od dziennej zalecanej. Chyba organizm musi się jakoś wysycić danym składnikiem. Zastanawia mnie czy w ogóle będzie poprawa po takiej ilości jaj jak podajesz czy też po małej porcji soczewicy czy czegoś tam innego z żelazem, tofu, kasza. Może jakiś Graham albo Ornish pisał coś na ten temat, nie wiem. Co myślisz?

          1. pepsi 8 grudnia 2012 o 14:05

            Mogłam tego nie pisać, tylko po prostu po cichu zjeść jajko, ale dla mnie to bardzo trudna decyzja i dlatego uderzyłam w szczerość i nie żałuję 🙂

          2. pepsi 8 grudnia 2012 o 14:09

            Cos mi się dwa razy napisało, ale wracając do tematu, kupiłam taki preparat floradix- żelazo i witaminy i pal sześć najpierw wychlejemy z grześkiem tę butelkę, tam jest dużo dodatków, jak szpinak, algi, burak, pokrzywa i się zobaczy. Od jednej butelki nic nie będzie złego, a może się wszystko polepszyć, tym bardziej, że grzesiek zagroził, że jak ja nie zjem, to i on nie zje, więc jest nas już dwoje 🙂

    5. wikulka 8 grudnia 2012 o 10:34

      nie ma czegos takiego jak mniejsze zlo, kolezanko powyzej. To jest niefajna demagogia.
      a ‚zadbac najpierw o swoje dobro’ brzmi tak kosmicznie egocentrycznie, ze podejrzewam, ze moze jednak mialas cos innego na mysli.

      jesli pepsi faktycznie bedzie jesc jajka pochodzace ze srodowiska, ktore nie tworzy nieszczescia zadnych istot, to oczywiscie nie mam żadnego ‚ale’ do jedzenia jajek.
      natomiast w obecnym stanie przemyslu jajkowego uwazam kupowanie jajek w marketach za nieetyczne.

      1. Basia 8 grudnia 2012 o 10:44

        Jak zadbasz najpierw o siebie to wszystkim będzie lepiej, tak uważam. Nie jest to egocentryzm tylko zdrowy rozsądek. Ślepy nie może prowadzić ślepego, a w samolocie najpierw tlenową maskę zakładasz sobie, a dopiero potem dziecku obok. Mniejsze zło jak najbardziej istnieje, spotykam je codziennie kupując banany nie fair trade i używając komputera oraz telefonu komórkowego, pierwszy wyprodukowany przez chinskiego niedopłaconego pracownika, drugi ma na sobie krew jakiegoś niewolnika z Kongo.

      2. pepsieliot 8 grudnia 2012 o 13:35

        wikulka nie nerwujsja, jestem daleka od tego, żeby krzywdzić skoro można nie zrobić tego. Kupię jajka jak do tego dojdzie od gospodarza, sąsiada co ma kilka kur.

    6. Jaspis 8 grudnia 2012 o 11:53

      Temat mało aktualny z tym jajkiem, bo to nie te święta 🙂

      1. pepsieliot 8 grudnia 2012 o 13:39

        Jaspis, przecież o karpiku też było we wpisie 🙂

    7. wikulka 8 grudnia 2012 o 13:01

      ….to jest wciaz demagogia.
      Nie jestes (zakladam), ani ja nie jestem w sytuacji zagrozenia zycia, tak jak w samolocie. Porownania do slepego tez nie rozumiem, w kontekscie jedzenia.
      Mamy tysiace alternatyw jesli chodzi o zarcie. I wybor pewnego procentu z tego tysiaca pozwala wierzyc, ze nie przykladasz ręki do krzywdy innego stworzenia.
      Dbanie o siebie – jak najbardziej. Ale tylko i wylacznie jesli dbając o siebie nie depczesz innego istnienia, nie przyczyniasz sie do tego, zeby dzieciak z kongo musiał zapychać, a krowa musiała cierpiec. Proste. Dla mnie to jedyne rozwiazanie, a pisanie o ‚mniejszych zlach’ to hipokrytyczna wygoda – sorry.

      1. pepsieliot 8 grudnia 2012 o 13:39

        wikulka jesteś nie z tego świata, ale cenię bardzo taką postawę i popieram, ale uważam tak jak Basia, że jednak jest coś takiego jak mniejsze zło i nie wierzę, że wszyscy dręczą kury. Są na pewno ludzie dobrzy i refleksyjni, którzy hodują kurę, a jak zniesie jajo to go zjedzą. Przecież nie z każdego jaja jest kurczak 🙂

        1. Basia 8 grudnia 2012 o 13:53

          z jajkami jest niestety taki problem że kupując nioskę ciągle jakby dokładasz się do popytu na te jajka, gdyby wszyscy tak chceli mieć eko jajka to by się skończyło na hodowli klatkowej, bo po prostu nie da się wyżywić milionów ludzi jajkami od organicznych kur. Jednak rozmawiamy tutaj o sytuacji wyboru mniejszego zła, gdzie priorytetem jest Twoje zdrowie

      2. Basia 8 grudnia 2012 o 13:50

        Ech, zarzucasz mi hipokryzję, ale Twoje posty z nieetycznie wyprodukowanego komputera zakładam że są, a nie z niebios. Ja nie jem jajek ani żadnych odzwierzęcych produktów, ale nie będę udawać, że jestem idealna na 100%, bo zwyczajnie nie zawsze mam czas i siły, dlatego na moich półkach obok Alterry są też czasem zwykłe kosmetyki, zakładam że niestety testowane na zwierzętach. Jeżeli Ty jesteś idealna to gratuluję i oby tak dalej, ale przestań mnie jebać za to że robię tylko „coś” zamiast na 100% perfekcyjnie.

        Nikt tu nie rozprawia o jedzeniu jajeczek dla przyjemności, tylko w kontekscie wyjścia z anemii. Dlatego napisałam, że jakbym była w takiej sytuacji jak Pepsi to bym rozważała sięgnięcie po wysoko przyswajalna dawkę żelaza hemowego pod postacią jajka

        1. Basia 12 grudnia 2012 o 14:27

          Jazgottt, takie komenty chyba piszą albo neofici co jeszcze lubią patrzeć czarno-biało albo ludzie sfrustrowani dysputami z mięsożernymi i brakiem możliwości wpływu na nich, więc zaczynają we własnych wegańskich szeregach robić moralne czystki:))

    8. pepsi 8 grudnia 2012 o 14:03

      Mogłam tego nie pisać, tylko po prostu po cichu zjeść jajko, ale dla mnie to bardzo trudna decyzja i dlatego uderzyłam w szczerość i nie żałuję 🙂

      1. Basia 8 grudnia 2012 o 14:06

        Lepiej być autentycznym i mówić o swoich wątpliwościach, niż bezrefleksyjnie trzymać się czegoś, bo tak sobie założyliśmy na poczatku:)

      2. Ola 8 grudnia 2012 o 15:47

        Szczerość wypowiedzi jest sztandarową zaletą tego bloga. Dlatego warto tu zaglądać 🙂
        Ja szukam od wielu lat. Nie znalazłam diety idealnej w 100% dla każdego, przynajmniej nie w praktyce. Teorii jest dużo. Zwolennicy jednej wyrażają się z pogardą o zwolennikach innej i wszyscy są przekonani, że tylko ich guru ma rację. Spór jest oczywiście największy na linii mięsożercy a weganie. Wszyscy mają swoją literaturę, jedynie słuszną, opartą na nauce, badaniach, biochemii, itd. Obie strony często równie agresywne przy atakowaniu innowiercy.
        W rezultacie trzeba jednak sprawdzać wszystko na sobie i trzymać rękę na pulsie.

        W Rosji też jedzą na surowo, tu wg zachodnich wzorów.
        „Surojedzenie”

        A tu wg starożytnej wiedzy, opartej na słowiańskich Wedach. To źródło jest dosyć przekonujące, jak dla mnie. Surowe jest słuszne i zdrowe ale dla niektórych jednak musi być z dodatkami, tu akurat z surowymi produktami mlecznymi:
        „surojedzenie Trehlebov 2011 luty”

    9. Jaspis 8 grudnia 2012 o 18:46

      Pepsiaku, staram się moimi neuronami lustrzanymi poczuć to co ty teraz czujesz i myśle, że jest ci bardzo ciężko.Całą sobą pokazujesz wszystkim jak bardzo jesteś za dietą raw i metodą Grahama.
      A tu proszę, spotyka cię taki problem zdrowotny i jednocześnie dylemat moralny. Życzę ci , aby wkrótce rozwiązał się twój problem, a żelaza by miałaś tyle, co właściciel złomowiska 🙂
      Trzymam za ciebie.

      1. pepsi 8 grudnia 2012 o 19:07

        Jaspisku dziękuję, podobno gotowano kiedyś zupę na gwoździu dla anemiczek, a teraz ani zupy, bo gotowana, ani żółtka, bo dręczą nioski

    10. pepsi 8 grudnia 2012 o 19:03

      Ola dzięki, witarianizm zawładnie światem 🙂 ale jakoś nie mogę słuchać dietetyków, chyba mam fobie

    11. Ala Makota 9 grudnia 2012 o 11:05

      gdyby całe zło jedzenia jajek polegało na jedzeniu ich raz na jakiś czas, to nie byłoby tak źle. gorzej jest, jak ludzie nie potrafią upiec ciasta bez jajek, zrobić bez nich pierogów lub dodają na siłę do jakiego wegetariańskiego pasztetu w obawie, że się im rozleci… chociaż rozumiem, że gusta mogą być różne.
      ja osobiście jem jajko na 30 sekund wrzucone do wrzącej wody. dość rzadko je jem, bo zawsze wiąże się to z procedurami higienicznymi.

      1. pepsi 9 grudnia 2012 o 12:59

        Ala hej i poprawiło Ci się żelazo?

        1. Ala Makota 9 grudnia 2012 o 16:33

          ja nie miałam problemów z żelazem. niedawno robiłam badania i żelazo było w dolnej granicy, ale mieściło się w normie, tak samo hemoglobina (mimo, że po porodzie miałam jej bardzo mało). ale ja raz na jakiś czas jem takie „surowe” jajko. nie wiem czy to dzięki temu moje żelazo jakoś się trzyma. jem też soję i soczewicę. inna sprawa, że ja stosunkowo krótko byłam na wegańskiej diecie, potem dodałam jajka raz na jakiś czas. nie przesadzam z nimi raczej – czasem jem 5 tygodniowo, ale czasem kilka tygodni nie jem ich wcale. więc nie wiem na ile one są istotne.

        2. Ala Makota 9 grudnia 2012 o 16:38

          wydaje mi się, że istotne jest też to, że jem gotowaną włoszczyznę – pietruszka ma dużo żelaza. mój brat tak został dokarmiony surową pietruszką, że żelaza miał aż za dużo.

    12. Shojin 9 grudnia 2012 o 16:35

      Ja jednak jeszcze delikatnie liczę, że zostaniesz weganką i się nie „przemożesz” do tych jajek n_n

      ..aaaale – możesz mi tylko coś powiedzieć na temat objawów, jakie u Ciebie wystąpiły/występują przy niedoborze żelaza?

    13. pepsi 9 grudnia 2012 o 19:24

      Shojin na podstawie tego co czytam i obserwuję jednak z dużym prawdopodobieństwem stwierdzam, ze człowiek nie może być weganinem bez suplementacji. Rośnie TIBC, to najbardziej wymowny wskaźnik obok morfologii co oznacza, że wątroba oddaje jakby swoje żelazo, do tego włosy lecą. Ponad dwadzieścia lat byłam wegetarianką, a tylko odkąd jestem witarianką, to przeszłam na ścisły weganizm i widocznie nie jest dla mnie.

      1. Shojin 10 grudnia 2012 o 09:29

        Ajj, no właśnie, te lecące kłaki też pewnie u mnie oznaczają niedobór. Co prawda ciężko mi wygospodarować gotówkę na badania, ale może z samej ciekawości uda mi się coś odłożyć na nie. Więc tutaj jeszcze ode mnie małe pytanko – co oprócz żelaza „najpilniej” zbadać będąc na raw? Chodzi mi o takie minimum, żeby te koszty zminimalizować.

        ..a ja i tak będę obstawać przy tym, że weganizm, a nawet surowy weganizm jest dla każdego 😉

        1. NotMilk 10 grudnia 2012 o 09:59

          😉

        2. pepsieliot 10 grudnia 2012 o 16:21

          Shojin niestety nie, żadne badania tego nie potwierdzają. Każdy człowiek, który się tym interesuje Ci powie, że trzeba brać suplementy, a w naszym klimacie to jest już na prawdę niezbędne, nawet jakbyś umiała pozyskiwać B12 z wcześniejszych części przewodu pokarmowego. Badanie, które Ci radzę to po prostu morfologia, cukier i lipidy.

          1. pepsieliot 12 grudnia 2012 o 08:51

            Jazgotttu hejka, z roślin strączkowych jem soczewice, o czym wspominałam. Pokrzywy w formie naparu ńie jestem w stanie przełknąć bo mam odruch zwrotny, zreszta żadnego ziółka nie mogę, zbóż nie jem oprócz od czasu do czasu kaszy gryczanej nie prażonej, ale i tak kiedy sie wszystko polepsza nadchodzi moj okres i wszystko zaczyna się od nowa.

          2. Basia 12 grudnia 2012 o 14:31

            Jazgottt ja widzę 3, może 4 blogujących witarian, na żywo nie znam nikogo tak jedzącego, ale poza Pepsi żaden witabloger na anemię się nie skarży, może faktycznie jak ktoś już ma skłonności do niższego to już tak ma pod górkę

            1. pepsieliot 12 grudnia 2012 o 16:22

              Ludzie nie robią badań,mam bardzo dużo pytań o badania na maila, są weganami i wirarianami i nie robią badań, zresztą Jahu też jeszcze nie zrobił

          3. NotMilk 12 grudnia 2012 o 15:34

            Pepsi-myślę, że mogłabyś się przemóc robiąc mieszanki, np. pokrzywę z hibiskusem, itp. Osobiście właściwie każde rośliny zielne przełknę, bo smakuja mi, jednak mój siostrzeniec ma z tym podobne problemy do twoich-u niego odruch wymiotny wywołuje nawet smaczne kwicie lipowe. Z własnej strony zalecałbym spróbować z włączeniem kwiatów do jadłospisu-nie tylko mogą nadać potrawie interesujący wygląd, ale mają też swoje właściwości zdrowotne oraz walory smakowe, np. bardzo słodkie robinii akacjowej.
            *
            Jak zawsze mocny ścisk!!! 🙂

            1. pepsieliot 12 grudnia 2012 o 16:24

              u mnie to samo, lipa i rumianek to reakcja natychmiastowa

            1. pepsieliot 12 grudnia 2012 o 16:25

              NM kwiatki są fajne 🙂

    14. pepsi 9 grudnia 2012 o 19:26

      Ala, ja jem wszystko co potrzeba i pietruszkę i spirulinę i wszystko co mi ludzie radzą.

      1. Basia 9 grudnia 2012 o 20:56

        Wrócę do moich poprzednich wątpliwości, że jak dodasz trochę jakiegoś żelazowego skłądnika to może nie być efektów, najpierw trochę trzeba nadrobić i jeść go dużo. Może oprócz tego wywaru co kupiłaś żelazowego i pijecie z Gregiem wprowadzisz jakąś soczewice albo tofu, czy właśnie regularne jajka, herbata z pokrzywy jest bardzo dobra na żelazo. Pijesz?

        Pepsi, ja po natce pietruszki tak jak Alamakota pisze, miałam podobnie, żelaza za dużo. Ale jadłam około pęczka dziennie, do szejka albo obiad posypywałam. W cholerę żelaza ma też jarmuż. Jarmuż i pietruszka nie mają szczawianów i są znacznie lepszym źródłem żelaza od szpinaku, w którym z jego zawartością ktoś się kiedyś o jeden przecinek machnął:)

        Może masz jakiegoś zaufanego lekarza, żeby Ci doradził coś, bo może gdzie indziej tkwi przyczyna słabej przyswajalności żelaza. Ech, mam nadzieję, że z jajkiem czy bez wykaraskasz się z tego jak najszybciej.

      2. Ala Makota 9 grudnia 2012 o 23:35

        ja jem korzeń pietruszki – zwykle gotowany. a natkę dodaję do zapiekanki z cukini albo pasztetu ze strączków, które jem też nie za często.
        jeśli byłabym na Twoim miejscu Pepsi, to zrobiłabym to co uważam za najlesze w danym momencie. świat nie potrzebuje walecznych weganek, które zarzynają się dla idei, następnie dostają anemii, a w ostatnim tchnieniu stwierdzają, że wracają na „normalną” dietę i zajadają się mielonymi z kapustą. potem lekarze podają takie przykłady. a mięsożerni mają radochę.
        weź po uwagę to, że przecież Ty dość intensywnie ćwiczysz. może przez to zużywasz tyle żelaza.

    15. Zosia 9 grudnia 2012 o 21:11

      Kasiu, pokrzywa i jeszcze gotowanie w żelaznych garnkach ponoć poprawia zawartość żelaza 🙂 http://www.cyberbaba.pl/zdrowy-dom/1047-garnki-zeliwne-na-anemie-ale-

    16. pepsi 10 grudnia 2012 o 08:32

      Dzięki Wam,Kochane, zrobię wszystko co radzicie 🙂 Mam nadzieję, że się poprawi szybko, tofu też zaczęłam podjadać 🙂

    17. NotMilk 10 grudnia 2012 o 09:11

      Według mnie dosyć interesujący artykuł nt. żelaza. Możesz przeczytać Pepsi 😉
      *
      http://www.dietametaboliczna.com/zelazo.html
      *
      Mocny ścisk!!!

      1. pepsieliot 10 grudnia 2012 o 16:14

        Not Milku BARDZO ucieszyłam się z tego artykułu, wielkie dzięki 🙂

        1. Ag. 10 grudnia 2012 o 17:50

          Oj, ale początek tego artykułu trochę nie bardzo. Honorowi dawcy krwi cieszę się lepszym zdrowiem, bo innych nie dopuszczają do oddawania krwi 😀

          1. pepsi 10 grudnia 2012 o 18:05

            Nie koniecznie Ag. Sprawdzają tylko podstawowe ważne dla nich dane, ale wcale nie świadczące o ogólnym zdrowiu idealnym, na przykład nie sprawdzają kreatyniny, ani nie badają moczu.

            1. Ag. 10 grudnia 2012 o 18:13

              No niby tak, ale mierzą ciśnienie i coś tam sprawdzają, więc jakaś selekcja jest. także nie jest to dziwne, że mają lepsze „statystyki”. ale poza tym to ciekawe z tym żelazem. ja muszę w końcu ruszyć na badania. na pewno bez mięsa, słodyczy i glutenu czuję się lepiej i odporność skoczyła, ale muszę mieć to na piśmie 🙂 strasznie jestem ciekawa leukocytów, mój mąż miał malutko, po diecie podskoczyły, potem był w szpitalu i dostał antybioty, więc znów spadły. jestem ciekawa jak teraz., liczę na wzrost.

    18. Joanna Balaklejewska Wilson 10 grudnia 2012 o 10:03

      Posty od ludzi, korzy sa autentyczni w swoich wypowiedziach robia o wiele wieksze na mnie wrazenie. Sama przyznalam sie, ze jezeli moj maly nie bedzie wszamial na surowo tak duzo jak teraz to wlacze do jego diety gotowane pozywienie, bo kalorie sa wazne jak dziecko dorasta – a nie bede udawala, ze jest 100 % witarianinem. Pepsi a co myslalas aby zamienic jajo na pietruszke? Codziennie sie nia zajadamy i nie mamy problemow z poziomem zelaza, a moze wiecej zieleniny wlaczysz do diety? Cokolwiek postanowisz mam nadzieje, ze wyjdzie ci to na zdrowie. Sciskam

      1. pepsieliot 10 grudnia 2012 o 16:25

        Joanna pietruszkę jem bardzo często, doskonałą i organiczną i stale na przemiennie zieleninę, szpinak, sałatę, kapustę pekińską, wszystko bio, z tym w Polsce nie ma żadnych problemów, w każdym sklepie ze zdrową żywnością to kupuję.

    19. olga 10 grudnia 2012 o 10:05

      My jesteśmy rok na ścisłej diecie wegańskiej, suplementujemy tylko b12, mniej chorujemy, zniknął chroniczny katar u 11 letniego syna( 4 lata temu miał wycinany trzeci migdał, podobno przyczyna tego kataru, ale jak stwierdził laryngolog chyba mu odrósł, nie mógł go zobaczyć w strugach ropy), nikomu nie sypią się włosy, wręcz przeciwnie, mi się bardzo wzmocniły. Najstarsza 24 letnia córka miała problemy z żelazem od 10 miesiąca życia, trafiłam wtedy na lekarza który kazał dawać jej dużo świeżych owoców, chodzić na spacery i po 3 miesiącach hemoglobina z 9 wskoczyła jej na 13( to było lato i te owoce to leśne maliny i jeżyny), w okresie dojrzewania anemia wróciła i musiała okresowo przyjmować żelazo. Teraz ma żelazo w normie.Na tą chwilę trzymam się takich zasad http://adst.mp.pl/s/dieta/weganska-2000_kcal.pdf , oczywiście pod Twoim wpływem coraz więcej surowego 🙂 Może rok to za mało żeby nabawić się niedoborów ale pożyjemy, zobaczymy 🙂

      1. Joanna Balaklejewska Wilson 10 grudnia 2012 o 10:16

        My jestesmy na surowej diecie prawie 5 lat i niczego nie suplementujemy, ani wit B12, ani D.. Wyniki mamy dobre. Zuzanna jest od urodzenia weganka z przewaga na witarianizmie, Sunny nigdy nie jadl gotowanego, wszamia surowizne az mu sie uszy trzesa. Oczywiscie jemy spiruline i chlorelle, ale to naturalna suplementacja. Ostatnio spytalismy sie doktora tutaj w NZ czy powinnismy suplementowac witaminy, a on nie wiedzac, na jakiej diecie jestesmy powiedzial, ze nie gdyz wszystko jest w normie. Kiedy przyznalismy sie na jakiej diecie jestesmy otworzyl oczy ze zdumienia. Prawda jest taka, ze wiele czynnikow wplywa na jakosc produktow, ktore spozywamy i w jaki sposob je przyjmujemy.

      2. pepsieliot 10 grudnia 2012 o 16:30

        Olga ja w ogóle nie choruję, nawet nie mam kataru, po prostu robię badania i patrzę.Moje kłopoty z żelazem nie są wywołane dietą wegańską, tylko wiadomo czym, ale ona po prostu trochę utrudnia uzupełnianie, a tak jak Twoja córka od dziecka miałam słabe żelazo, chociaż jadłam wtedy wszystko 🙂

    20. Joanna Balaklejewska Wilson 10 grudnia 2012 o 10:06

      Nie przejrzalam dokladnie odpowiedzi, widze ze pietrucha juz byla zaproponowana Tak czy siak. Zdrowka Kas! <3

    21. Marcin Mosiejko 10 grudnia 2012 o 11:38

      A jesz może daktyle? One mają bardzo dużo żelaza. Ja praktycznie codziennie wypijam Dateorade (daktyle zmiksowane z wodą i ostatnio jeszcze ze szpinakiem) i z żelazem nie mam najmniejszych problemów, a przynajmniej nie było ich jeszcze przy ostatnich badaniach 😛 Polecam ci spróbowanie takiego rozwiązania 🙂
      Pozdrawiam

      1. Ala Makota 10 grudnia 2012 o 13:49

        używasz daktyli suszonych?

        1. pepsieliot 10 grudnia 2012 o 16:34

          Ala, wiem, że to pytanie do Marcina, ale ja Ci odpowiem, że kupuję bio suszone i bez pestek i trzymam je namoczone w wodzie strukturalnej w lodówce i dodaję do szejka, to znaczy tak robiłam i jakoś zaprzestałam.

          1. Ala Makota 11 grudnia 2012 o 14:42

            tak właśnie myślałam, bo niby skąd wziąć inne daktyle? kiedyś kupiłam pudełko z napisem „świeże daktyle” i może nie były tak suche jak suszone (oczywiście bio, bo te konwencjonalne są tak zasoszone, że wyglądają jak karaluchy – sorry za porównanie, ale tak mi się kojarzą), ale znalazłam na nich jakieś białe kulki i nie miałam odwagii zjeść…
            też ostatnio nie jadałam daktyli, ale właśnie dlatego, że kilka razy znalazłam robaki…. ;/ ale wczoraj kupiłam i są super 🙂

            1. pepsi 11 grudnia 2012 o 18:43

              ja też dzisiaj kupiłam i są idealne w środku

      2. pepsieliot 10 grudnia 2012 o 16:32

        Marcin hej, muszę się przyznać, ze po początkowej euforii daktylami teraz o nich jakbym zapomniała, a przecież sama pisałam ładny artykulik o daktylach, dzięki, myślę, że może się bez jaja obejdzie 🙂

        1. NotMilk 10 grudnia 2012 o 22:39

          W sumie daktyle to śwetna sprawa-miałem troche obaw, czy nie będą za słodkie, ale w szejkach świetnie się sprawdzają, a wodę po ich moczeniu moge wykorzystać jako zamiennik miodu 🙂 Cieszę się, że spodobał sie Tobie artykuł dotyczący żelaza – upewnił mnie w tym, że moja reakcja mogła wynikac z prostej przyczyny, jaką również brałem pod uwagę, tj. zbyt dużo żelaza. Mam nadzieję, że przed Bożym narodzeniem znajde czas, aby zrobić wyniki i sprawdzę, jak się teraz sprawy mają. Moja zlękniona weganizmem Pani Doktor z pewnością wypisze skierowanie na co trzeba :))
          *
          Pozdrawiam, życząc spokojnej nocy!!! 🙂

        2. pepsieliot 12 grudnia 2012 o 08:52

          Niestety piję zielona herbate, z tym muszę skończyc

          1. Basia 12 grudnia 2012 o 14:36

            Jak nie będziesz piła do posiłku ani do dwóch godzin po to powinno być git:)

    22. pepsi 11 grudnia 2012 o 08:55

      NotMilku dla mnie daktyle tylko w szejku, bardzo nie lubię takiej słodkości, miodu też z tego powodu nigdy w życiu nie jadłam, Dzień dobry wszystkim:)

    23. Ola 11 grudnia 2012 o 15:32

      Mam pytanie odnośnie norm w tych wynikach badania krwi. Czy są osobne normy dla wegan?
      Nielogiczne jest, żeby weganin miał taki sam skład kwi jak mięsożerca.
      Jak w ogóle ustalono normy? Zbadano ileś tysięcy ludzi, przeciętnych, na oko zdrowych, głównie wszystkożernych. Jacyś wegetarianie może też byli w tej próbie ale w znacznej mniejszości. Z tych wyników odrzucono np. po 5% skrajne z dołu i z góry i wyszła norma? Gdzieś, kiedyś czytałam taki opis. To nie może być dobra norma dla witarian.
      Kobieta niejedząca nic od 2 lat zbadała sobie krew i wg lekarza niektóre parametry wskazywały, że nie powinna już funkcjonować a miała się znakomicie fizycznie i psychicznie.

      1. Basia 11 grudnia 2012 o 15:47

        Ola, weganin i mięsożerca potrzebuje tych samych witamin, minerałów itd, tylko obaj dostarczają je z różnych źródeł, ale Twój organizm przecież nie jest w stanie rozróżnić czy białko które właśnie szamiesz to z karkówki czy z soczewicy. Dlaczego miałyby być inne normy więc? Weganin na pewno będzie miał niektóre parametry inne – niższy cholesterol, pewnie więcej kwasu foliowego we krwi, niższe niestety stęzenie EPA, ale zasadniczo jak coś się na przykłąd psuje, jest niedobór jakiś, to czy u mięsojada czy u weganina objawy i skutki są podobne. Ale fakt, że ciężko wszystkich wrzucić do jednego worka, bo różnimy się stylem życia, wagą, aktywnością fizyczną, poziomem stresu, do tego geny i jedni żyją na wsi, inni w mieście, ale te tabelki mogą być takie orientacyjne i w większości wypadków sie sprawdzają.

        1. drzep 11 grudnia 2012 o 19:02

          Basiu, bzdura. Bialko zwierzece jest szkodliwe, roslinne nie. Podobnie z tluszczem. Kolejna sprawa to ilosc. Mieso ma za duzo bialka. Warzywa i owoce w sam raz. Sila skladnikow odzywczych jest to, ze znajduja sie w towarzystwie enzymow i wody strukturalnej. A w gotowanym miesie nie maja takich towarzyszy.

          1. pepsieliot 12 grudnia 2012 o 08:57

            To prawda, Basia to bardzo mądra osoba i serdecznie ja ściskam i Jazgottta też i Wszystkich gości

          2. drzep 12 grudnia 2012 o 19:51

            Jak wysrasz mięso w 2-4 godziny po zjedzeniu to pogadamy.

    24. pepsi 11 grudnia 2012 o 18:49

      Ba, Ol, ja tylko wspomnę o pewnym paradoksie, który mi się przytrafił, kiedy zbadałam krew i żelazo przed witarianizmem miałam żelazo w dolnej granicy i morfologię poniżej normy, a badanie po 13 miesiącach witarianizmu, wykazało spadek żelaza poniżej minimalnej normy, ale cała morfologia się polepszyła, że lekarz uznał ją jak na mnie za całkiem nie złą i oczywiście weszłam w normy. nie wiem jak to wytłumaczyć.

      1. Basia 12 grudnia 2012 o 14:53

        Jaz, Pepsi- dziękuję za miłe słowa, szczególnie cenne, gdyż dziś pod kauflandem zaparkowałam jak ostatnia łajza, to fakt, i usłyszałam niemiły komentarz podważający poprawne funkcjonowanie mojego mózgu. Strasznie nerwowi Ci nasi rodacy przed świętami:(

        Pepsi, nie wiem o co chodzi z tym żelazem, pewnie bym się bardziej cieszyła z tego drugiego wyniku morfo, że jednak lepszy, ale tak czy siak chyba musisz potestować trochę na swojej cielesnej machinie, spróbować różnych opcji. Nie radziłabym Ci tego gdybym sama właśnie tego nie robiła – bo też mam swoje zdrowotne chochliki

    25. pepsi 12 grudnia 2012 o 20:34

      drzep w kontekście trawienia mięsa oczywiście masz rację, ale chodzi o skład aminokwasów niezbędnych do życia. Proteina pochodzi od słowa pierwszy, jest najważniejsza do przeżycia.

      1. drzep 13 grudnia 2012 o 15:59

        Nie napisałem, że Basia jest głupia. Nie ma żadnego sensu rozpatrywać indywidualnie konkretnego składnika. Wapnia jest mniej w kapuście, ale jest on dużo lepszy niż ten z mleka. Nie badzcie hipokrytami, surowe roślinne jest lepsze od jakiegokolwiek zwierzęcego. Skąd wiecie co naprawdę zrobi organizm ze składnikami odżywczymi pozbawionymi enzymów? Nasza nauka raczkuje.
        Jazgott – żyrafa nie czyta ani internetu, ani strasznie mądrych książek, a jest lepiej odżywiona niż witarianie. Przeczytałeś gdziekolwiek dlaczego? Ja osobiście odczuwam wielką różnicę w samopoczuciu miedzy 100% a 80% surowego i skończyłem z tym ciepłym gównem.
        Teraz to już naprawdę 100%. Koniec z keczupem, cebulą i kapustą. Brzuch po tym boli i następnego dnia też coś nie gra. Teraz cebula w drobny mak, sól, 4 liście kapusty i conajmniej pół kilo pomidorów. Ważne by kapusty białej było mało. Pekińską można na kila ale nie pasuje do tego zestawu.

    26. pepsieliot 13 grudnia 2012 o 08:09

      Jazgottt masz bardzo dobrą pamięć, jadlam monotonnie i nadal to robię, nie lubię urozmaiconego jedzenia i mogłabym jeść tylko jeden produkt, dlatego suplementuje się wypasionym greensem i fruitsem i tam jest wszystko zajebiste i naturalne, tylko nie ma żelaza, ale jest i D i cynk i B12 i wszystko i mogę nie myśleć już o cronometrze.

    27. pepsi 13 grudnia 2012 o 17:50

      Nie koniecznie, Gregowi też spadło żelazo, a je zupełnie inaczej niż ja. Bardzo urozmaicenie. Wręcz nie jest w stanie jeść tych samych produktów pod rząd. Oprócz tego tak jak ja je praktycznie wszystko organiczne i najwyższej świeżości.

      1. Basia 13 grudnia 2012 o 18:08

        Pepsi, a nie chciałabyś skorzystać z porady dietetyka, nawet Pani Desmond? Można chyba nawet zdalną konsultację zrobić. Pani Małgorzata z tego co się orientuje ma siostrę witariankę, chyba nawet na podobnej diecie do Twojej (jak słuchałam audycji w radiu na fali z nią to mówiła co je i właściwie je jak Ty) wiec nie może być przeciwna tej diecie, czyli pewnie podjęłaby się jej oceny, skorygowania.

        Ale fakt, że jak pomyślimy że weganie/wegetarianie powinni przyjmować 1.8 razy tyle żelaza czyli nie 14, ale 25-27 mg i jeszcze do tego dodasz sport, czyli więcej potrzebujesz to naprawdę jakiś kosmos wychodzi z tym żelazem i może być ciężko na mocno owocowej
        diecie.

        Acha przeczytałam dziś że szczawiany ze szpinaku nie tylko utrudniają przyswajanie wapnia, ale właśnie też żelaza. Nie wiem ile jesz szpinaku, ale może zostań przy pietruszce i jarmużu, które są ogólnie polecane przy anemii. Pozdrawiam:)

      2. pepsieliot 14 grudnia 2012 o 08:09

        Jaś , ma dolną normę, a miał ok, oczywiście je wszystko to co wymieniłaś

      3. pepsieliot 14 grudnia 2012 o 08:10

        Chciałam napisać Jaz a mi iPad wpisał Jaś

        1. pepsi 14 grudnia 2012 o 21:31

          Cieszę się, że jesteście zadowoleni ze swojego zdrowia, ja tez bym była i to bardzo, gdyby nie wynik 🙂 Greg je zupełnie inaczej niż ja, do tego więcej gotowanego, na przykład prawie codziennie zupę Hipokratesa, je chleb na zakwasie no i dzisiaj wypił 3 herbaty z pokrzywy, nawet najmniej przypomina zioło jak dla mnie 🙂

    28. pepsi 13 grudnia 2012 o 18:41

      Basia, dzięki, ale dietetyk to nie jest osoba z którą lubię się spotkać, tym bardziej kiedy to bardzo indywidualna sprawa jak widać. Trzeba zwiększyć podaż żelaza i na tym koniec i robić badanie krwi. Od dziecka mam niski poziom żelaza i mega energię. Szpinak jem obecnie sporadycznie, zamieniłam dzisiaj herbatę zieloną na pokrzywę, jakiś horror, ale może się przyzwyczaję. Ja nie mam jakichś ortodoksyjnych ograniczeń, jak nie będzie poprawy najem się krewetek i jajek i zaraz żelazo się polepszy.

    29. olga 13 grudnia 2012 o 21:54

      A jeszcze mi się przypomniało że figi mają w cholerę żelaza chyba dwa razy tyle co daktyle 🙂

      1. pepsieliot 14 grudnia 2012 o 08:11

        Rogi wolę od daktyli, dzisiaj kupię

        1. pepsieliot 14 grudnia 2012 o 08:11

          No nie zwariuję z tym ustrojstwem figi nie rogi

          1. olga 14 grudnia 2012 o 12:27

            mąż do żony stanowczo : wychodzę dzisiaj wieczorem ! żona :a idź, idź czy ja cię za rogi trzymam?

        2. pepsi 14 grudnia 2012 o 21:33

          Jaz, tez się śmiałam :))

    30. pepsi 14 grudnia 2012 o 17:00

      Ol, no właśnie hi hi hi

    31. GOGO 17 grudnia 2012 o 14:11

      A może by tak czerwone buraki pomogły w uzupełnieniu żelaza 🙂

    32. pepsi 17 grudnia 2012 o 14:55

      właśnie zamierzam ukisić sobie, GOGO hejka 🙂

      1. a. 17 grudnia 2012 o 17:42

        do soku można dodać, tylko że mocno wali glebą, ja na przykład więcej niż pół buraka na szklankę nie jestem w stanie przyswoić.
        A co do kiszenia buraków kiedyś znalazłam takie:
        http://tarzynkowo.blogspot.com/2012/05/burakowa-poczekajka.html
        Tylko ten ocet mi za bardzo nie podchodzi. Masz jakieś inne przepisy?

    33. pepsi 17 grudnia 2012 o 18:39

      a. jeszcze nigdy nie kisiłam buraków, ale teraz życie mnie jakby zmusiło i właśnie chyba wezmę przepis od Pani Marii, która chyba czyta mój blog,
      http://talerzpokus.tv/przepis/zakwas_na_barszcz.html
      to jest jakby na zakwas, ale chyba można to potem zjeść

      1. Ola 17 grudnia 2012 o 21:38

        7 sposobów kiszenia buraków, może się coś przyda 🙂
        http://bialczynski.wordpress.com/tag/buraki-kiszone/

        1. a. 17 grudnia 2012 o 22:47

          wow, ale obszernie. super!

        2. pepsieliot 18 grudnia 2012 o 09:09

          Ola wszystko się przyda 🙂 szczególnie w tym czasie

    34. NotMilk 17 grudnia 2012 o 21:35

      Uważam, że lepiej byłoby sobie przygotować taki barszcz, bo w tych wszystkich ciągle cukier, cukier, cukier… a wystarczy, np. woda z daktyli. Na tym blogu wigilijne inspiracje. Z własnej strony polecam boczniaki a la flaczki-smaczna sprawa z nimi 🙂
      *
      http://cudownediety.blogspot.com/2011/12/weganskie-swieta-barszcz-weganski.html

      1. pepsieliot 18 grudnia 2012 o 09:07

        NotMilku, w ogóle nie zamierzałam użyć cukru, nawet może bez wody z daktyli, wydaje mi się, ze buraki i tak są wystarczająco słodkie i się skwaszą bez tego, kobiety uwielbiają dosładzać barszcz, ale chociaż nigdy go nie robiłam to zawsze mnie to dziwiło, dzięki za fajne namiary, na czasie 🙂

    Dodaj komentarz