logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
148 online
50 086 847

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
Jak przywdziać grubą skórę, czyli radzenie sobie z krytyką

Biała klaczBiała Klacz wie dlaczego krytyczne słowa mogą nas zranić i zna też odpowiedź jak zamienić pergamin w grubą skórę. Też dzięki Caballo Blanco.

Hej Postmodernistycznej Socjecie, czyli Ślicznej

Idzie sobie Andżelika miejską ścieżyną, a całe unerwienie trzyma blisko pod cienką skórą, prawie na wierzchu. Panna jest bardzo wrażliwa, może nawet nadwrażliwa.

Byle jaka, najmniejsza krytyka wygina przewrażliwioną Andżelę jak orkan gałązkę podczas wichury.

Dlaczego panna jest taka bezbronna wobec krytyki? Dlaczego nie potrafi stworzyć sobie grubej skóry, która odgrodziłaby ją od miejskiego, czy wiejskiego paszkwilu?

Krytyka rani, ale wiedząc, że zawsze ktoś będzie nas krytykował, musimy wypracować sobie grubą skórę, rodzaj pancerza ochronnego na codzienność.

Dostaję wiele maili, które zaczynają się od słów, jestem bardzo wrażliwa. I chociaż piszą do mnie osoby pod pretekstem dietetycznym, to w rezultacie chodzi przede wszystkim o słabe przystosowanie do kurewskiego świata, który nas otacza.

Ludzie boją się tego wszystkiego i to od najmłodszych lat.

Wciąż wystawieni są na zranienie. Przez ciotkę kłamczuchę, mobbing szefa, egoistycznego chłopaka, niekochającego męża, zazdrosną żonę, toksycznych rodziców, obojętnych dzieci, nietaktownych/wścibskich sąsiadów, ortodoksyjnych dziadków i tak można wymieniać bez końca.

Żyje sobie taka osoba ze swoją całą waskularyzacją/unerwieniem na wierzchu i myśli, że być może warzywo, albo owoc ją wzmocni psychicznie, że ból istnienia się zmniejszy, że ludzie złagodnieją, albo tylko przestaną dotykać tych najbardziej bolesnych spraw, które ciągną się za Andżelą z przeszłości.

Gdy była raniona w domu, albo w szkole, gdy była za gruba, albo z krostami, niekochana przez ojca, albo niesprawiedliwie traktowana przez matkę.

To wszystko idzie wraz z Andżelą, plus cała słaba teraźniejszość też maszeruje. I wchodzi Andżelika na blog pepsi eliotki, a tam tryska energia, siła, moc, niekiedy chamstwo i gruba skóra.

Z pewnością gruba skóra

Panna już wkrótce wie, że to wszystko zostało w pocie czoła wypracowane, że moc i siła nie zostały nikomu dane od początku do końca, że na grubą skórę trzeba sobie zapracować.

Niektórzy boją się grubej skóry, że to im odbierze neurozę, nadinterpretację rzeczywistości, drżączek, że to ich pozbawi, że zniknie bolący ząb do zanurzania w nim co chwilę czubka języka, że zmierzą się ze światem z pozycji.

Już nie leżącego, na którego się strzepuje popiół z fajek, tak dla jaj, z przekory, ale podmienionego w człowieka silnego, gruboskórnego, który sam może ranić, ale nie musi tego robić. Nie musi się nikomu rewanżować.

Gruba skóra jest konieczna jako pancerz ochronny, ale nie ma potrzeby robić z niej innego pożytku, niż odpłacanie się światu

Nie ma innej drogi do wyplenienia z siebie drżącej osiki niż przez pracę nad spójnością umysłu i ciała. Ciało wcale nie musi być doskonałe, ale umysł tak.

Umysł będzie pracował idealnie, gdy odżywisz go węglowodanami z owoców i warzyw, oraz dostarczysz mu omegi-3, niestety odzwierzęcej.

Na Twoją psyche olbrzymi wpływ będzie miało bieganie, lub inna aktywność fizyczna.

Gdy w końcu Andżela to zrozumie, w ciągu krótkiego czasu wiara w siebie, moc, siła, radość istnienia sprawią, że jej skóra stanie się grubsza.

Nabierze przyjemnej grubości, która pozwoli zdystansować się do okrucieństwa świata, albo tylko drobnych uwag krytycznych, których gruboskórni nawet nie konotują swoimi kichawami w obłokach.

Nie obawiaj się, że gruba skóra odbierze Ci wrażliwość, wręcz przeciwnie, dopiero teraz będziesz mógł cieszyć się bursztynowym świerzopem, gryką jak śnieg białą i pałającą dzięcieliną.

Te same słowa jednych ludzi ranią nas bardziej, niż innych.

Z grubą skórą będzie Ci o wiele łatwiej pojąć te proste zależności i mechanizmy, że niektórych ludzi należy trzymać na dystans, unikać ich, po prostu odrzucić, a jak się nie da to ustawić się do nich egidą.

Ale tarczę musisz zbudować sam

Kiedyś jak Andżela przechadzałam się ulicami z takielunkiem na wierzchu, prawie wszystko mnie raniło, wystraszało, mogło nawet zabić, teraz moja skóra jest bardzo gruba.

Oczywiście Biegam, bo muszę, ale niewiele ponadto.

Na koniec przypomnę pewną historię:

Christopher McDougall to dziennikarz wojenny, który zaczął biegać stosunkowo późno, bo w wieku 40 lat.

Jego książka „Urodzeni biegacze” okazała się światowym bestsellerem i stała się obowiązkową lekturą dla wszystkich mniej lub bardziej zaawansowanych biegaczy.

W celu uzyskania „wyższych stanów świadomości” w społeczeństwach plemiennych wyznających religie pierwotne używa się roślin, tańca lub wzmożonego wysiłku fizycznego.

Niektórzy szamani Amazonii nie śpią 3 dni, by potem łatwiej było im świadomie śnić.

W swojej książce Christopher McDougall przedstawia właśnie jedną z takich metod – bieganie.

Oglądamy „od środka” wspólnotę Raramuri, znaną również jako Tarahumara, czyli w tłumaczeniu – biegających ludzi, do której autora wprowadza mistyczna postać świata Ultramaratonu – Caballo Blanco (Biały Koń).

caballo BlancoChristopher, jak śliwka w kompot, wpada w świat biegów na kilkaset kilometrowych dystansach, przygód i niesamowitego stanu umysłu, którego uczy się od mistrzów. 

Tu opowieść nie tylko skłania wielu do biegania, ale również do zastanowienia się, czy w życiu potrzeba nam czegokolwiek więcej do szczęścia.

Konfrontacja ze sławami świata biegania oraz plemienną wspólnotą Tarahumara żyjącą w głębi niedostępnego Miedzianego Kanionu w Meksyku, sprawia, że „Urodzeni biegacze” to opowieść wielowymiarowa, dająca nam szansę na „odejście” i zastanowienie się nad swoim treningiem oraz życiem.

Do tego jest ona wspaniale napisana, nie tylko dzięki autorowi, ale również sztabowi ludzi, który ją wielokrotnie poprawiał i redagował.

Ogólnie, książkę można porównać do tesquino – piwa kukurydzianego ludu Tarahumara, które jest nie dla wszystkich, ale dla wybranych bardzo smaczne.

No i Biały Koń, czyli Caballo Blanco, zyskał rozpoznawalność, a nawet swego rodzaju sławę dzięki tej książce Chrissa McDougalla Born tu Run.

To nie był żaden biegacz wyczynowy.

Był to jednak człowiek oddany bieganiu w sposób idealny, bezinteresowny. Nie bieganiu dla osiągania jakichś wyników, dla pieniędzy czy z innych powodów. Bieganiu dla biegania. To było coś więcej niż bieganie, to był zachwyt bieganiem.

Biały Koń był byłym bokserem, wiedział, że jest poważnie chory na serce. Zmarł dwa lata temu podczas postoju, przy wodopoju, podczas swojego codziennego wielokilometrowego biegu w meksykańskich górach.

Znaleziono go dwa dni później.

Ludzie bardzo się zirytowali, że nie zrobił tego w szpitalu, podłączony do kroplówek.

Krytykom nie było końca.

Ale nawet jakby żył, nic by sobie z tego Caballo nie robił, bo miał już bardzo grubą skórą ten Biały Koń.

Ile razy biegnę może dla kogoś patrzącego z boku, cudacznie, ze złączonymi łopatkami, z biodrami wysuniętymi do przodu, a moje nogi gęsto podskakują na palcach w obrębie rzutu miednicy, uderzając kopytami w tyłek, widzę gruboskórnego Caballo, który nauczył mnie biegać naturalnie, ale już znacznie wcześniej zrozumiałam czym jest bieganie.

To tarcza.

Ścisk & Kłus & Owoc
peps alias Biała Klacz

Biegam, bo muszę (książka)

Buciki biegacze to przekręt

Świat jest zły

Zajebisty poradnik dla absolutnie począkującego biegacza 

Dlaczego banan ratuje psyche?

1o bardzo ważnych bonusów z Twojego biegania

Dobrze wiem dlaczego jestem gruby

(Visited 2 093 times, 2 visits today)

Powiązane artykuły

  1. nowalijka 4 września 2014 o 14:58

    Uwielbiam Cię <3

    1. pepsieliot 4 września 2014 o 15:03

      Nowalijko mi 2 <3

  2. kosmo 4 września 2014 o 15:01

    a czy andzela nie powinna wywalic tych hejterów z życia na wstepie? czy będzie to naturalną konsekwencją wytworzenia grubej skóry, ze sobie po prostu pójdą. tak sobie gdybam ostatnio nad znajomościami.

    1. pepsieliot 4 września 2014 o 15:04

      Kosmo teoretycznie tak, ale Andżela jest tak wystraszona i tak łatwo ją zranić, że nie ma na nic siły, tylko brnie

  3. kosmo 4 września 2014 o 15:27

    ma to sens. powodzenia dla Andżeli 🙂

  4. Natalie 4 września 2014 o 19:47

    Wybacz, Pepsi, za off-topic, ale powiedz mi, bo nurtuje mnie to od dawna: czy są jakieś optymalne godziny spożywania posiłków? Bądź optymalny czas przerwy między kolejnymi ?

  5. pepsieliot 4 września 2014 o 20:01

    Natalie nie ma, należy/najlepiej tylko wcześnie skończyć jeść i późno zacząć następnego dnia 🙂

  6. Anka 5 września 2014 o 12:17

    „Urodzeni biegacze” to moje objawienie i jeden z punktów zwrotnych w życiu. Przeczytałam dzięki Tobie, za co jestem Ci niezmiernie wdzięczna.

    1. pepsieliot 5 września 2014 o 13:52

      Anka kissss & kłus

  7. bojza 6 września 2014 o 09:53

    Pepsi wyjaśnij mi moją zagadkę, jak sobie potrenuję to: gdy zakończę w momencie gdy fajnie rozwala mnie energia i generalnie mogła bym góry przenosić to załącza mi się agresor i bez kija nie podchodź …. a jak zakończę gdy ogarnia mnie błogi spokój, myśli nie plączą się po głowie, świat wydaje się cudowny i piękny, to padam na pysk i nie jestem w stanie dalej już funkcjonować.

  8. pepsieliot 6 września 2014 o 12:05

    Bojza oj tam oj tam, zmyślasz 🙂 kissssss

  9. Mylène Lariche 7 września 2014 o 04:10

    Peps, już dawno miałam pytać o to,czy to nie jest tak że bieganie jest dla zdrowych kończyn? Moje jeszcze całkiem młode kolana chrupią doniośle przy zwykłym pokonywaniu schodów. Straszyli mnie kiedyś operacją, bo coś tam z nimi nie halo…i co, ja też mogę? Nie zrobię sobie gorzej obciążając stawy?

    1. pepsieliot 7 września 2014 o 08:36

      Mylene kolana do biegania muszą być zdrowe. To jest sport mocno obciążający kolana. Powinnaś wymyślić inną wytrzymałościówkę, rower? pływanie, dopóki nie wyleczysz kolan

      1. Mylène Lariche 7 września 2014 o 19:25

        Tak podejrzewałam 🙁 Dzięki za info!

Dodaj komentarz

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się