Jak to jest w końcu z tym jodem złym organicznym i dobrym nieorganicznym?

rp_poddd.jpg

Jak to jest w końcu z tym jodem złym organicznym i dobrym nieorganicznym?

Witamina C 1000+ TiB

TU KUPISZ dobrą Witaminę C 1000+ TiB, czyli kwas askorbinowy, wyciągi z owoców i kwercetyna

WIĘKSZOŚCI z nas jodu brakuje, nie mówiąc o ludziach ze źle funkcjonującymi tarczycami, a tymczasem drżymy, żeby jodu nie przedawkować, bo jest ogromna nagonka na jod.

Faktycznie przedawkowanie jodu, to nie żarty, a groziłyby nam takie objawy jak ból brzucha, kaszel, majaczenie, biegunka, gorączka, szok, napady duszności, metaliczny smak w ustach, ból gardła i jamy ustnej, niemożność oddawania moczu, nadmierne pragnienie, obfite wymioty, stupor, czyli osłupienie, albo inaczej zaburzenia poznawcze.

No i śmierć też może być objawem przedawkowania jodu, więc nic dziwnego, że wszyscy drżą.

Jerzy Zięba w swojej książce „Ukryte Terapie” na stronie 256 pisze:

Jod sam w sobie nie jest niebezpieczny, natomiast w postaci organicznej molekuły jest i to bardzo.

Co to oznacza w praktyce?

Od ponad 100 lat jod w formie nieorganicznej był podawany z dobrym skutkiem, jako panaceum na prawie wszystko, w tym paraliż, tętniaki, zatrucie ołowiem, lub rtęcią, arteriosklerozie, przy chorobach tarczycy, to jasne, ale też przy hemofilii, syfilisie, astmie, czyrakach, zastrzałach i wielu innych.

Więc jak to jest z tym jodem? Co to oznacza organiczny, a co nieorganiczny?

Czy mamy zacząć unikać soli morskiej, szparagów, czosnku, fasoli, szpinaku, czy spiruliny, a wszystko jedzący dodatkowo mięsa, mleka, oraz jaj?

Mamy się zacząć ograniczać do soli jodowanej z hipermarketów?

Hipotetycznie rozważając, żeby spożyć przynajmniej minimalną, a wymaganą przez organizm dzienną ilość jodu, czyli około 12,5 mg, trzeba byłoby spożywać prawie 165 gramów soli, czyli około 35 łyżeczek. To naprawdę byłoby trudne, nie mówiąc, że z wielu innych powodów niewskazane.

Wracając jeszcze do rozważań, czy to jest właśnie ta zdrowa sól, z jak najlepszą, czyli nieorganiczną formą jodu?

Jerzy Zięba twierdzi, że yyy … chyba jednak nie dla wszystkich. Zdecydowanie nie dla tych, którzy z powodu jej spożycia zachorowali i chorują nadal.

Jak się okazuje sól jodowana zawiera jod, ale tylko w postaci jodku potasu, a nasz organizm MUSI mieć też jod w formie pierwiastkowej, czyli niezwiązanej, jak to jest w płynie Lugola.

Pisałam o tym w moim darmowym e-booku – Hormony, jod, oraz sól z solniczki, czyli wszystko o leczeniu chorób przewlekłych

Warto zauważyć, że zanim w USA wprowadzono sól jodowaną, w zasadzie nie występowały choroby tarczycy z grupy autoagresji, jak na przykład Hashimoto, pomimo tego, że w tym czasie amerykańscy lekarze litrami stosowali płyn Lugola niemalże na „wszystko”.

Gdy w 1930 roku przemysł farmaceutyczny zaczął produkować hormony tarczycy, endokrynolodzy zaczęli stosować te preparaty u pacjentów z niedoborem jodu i zwykłym wolem, zamiast tak jak to robiono od dziesiątek lat podawać płyn Lugola.

Jod jest potrzebny tarczycy do wytwarzania tyroksyny, znanej jako T4. Zamiast podawać jod i pozwolić tarczycy na wytworzenie tego hormonu, zaczęto podawać gotowy hormon! Dzisiaj jest to wszechobecny Eutyrox.

Jak w ogóle doszło do dzisiejszej jodofobii?

Jerzy Zięba tłumaczy to tak:

Dwóch naukowców (Wolff i Chaikoff) wstrzyknęło dootrzewnowo szczurom jodek po czym zauważyli, że wychwycenie podawanego jodu radioaktywnego przez szczury było prawie zerowe. Obecnie już wiadomo, dlaczego tak się stało, bowiem tarczyca tych szczurów była już wcześniej wysycona jodem. W tym przecież celu podawano dzieciom i dorosłym płyn Lugola, po katastrofie reaktora w Czarnobylu. Jakoś nikt od tego nie umarł.

Naukowcy jednak podsumowali swoje badanie, że taki poziom jodu nieorganicznego blokuje wytwarzanie hormonów tarczycy, co prowadzi do niedoczynności i powstawania wola. W świat poszła skrócona konkluzja, mianowicie, że jod jest niebezpieczny. Świat medyczny wypuścił z siebie info zwane „Efektem Wolffa – Chaikoffa” i blady strach padł na wszystkich.

Zresztą naukowcy nawet nie pokusili się zbadać tych szczurów, a okazało się, że ani nie miały wola, ani niedoczynności tarczycy. Było to zwykłe oszustwo.

A w 1970 roku badania obaliły zupełnie „Efekt – defekt Wolffa – Chaikoffa” konkluzją, że w nadczynności jod/jodek potasu zawarty w płynie Lugola, podawany w dziennej dawce 90 mg (!) wywołuje fizjologiczną tendencję w kierunku normalizacji funkcjonowania tarczycy, co jest efektem korzystnym.

Jednak lawina wywołana przez jodofobów była już nie do zatrzymania

Tymczasem wykazano, że niedoborom jodu towarzyszą zmiany w produkcji estrogenów przez jajniki, oraz zmiany w funkcjonowaniu receptorów estrogenów w piersiach. W takich przypadkach jajniki zaczynają produkować zbyt dużo estrogenów, a receptory estrogenów w piersiach stają się na nie bardziej wrażliwe, łatwiej je wychwytują.

To źle, bowiem może to prowadzić do powstawania nowotworu piersi.
Uzupełnienie jodu całkowicie przywraca taki stan do normy, tylko która kobieta to robi? To jest właśnie jeden z ważnych elementów zapobiegania nowotworom piersi, a wtedy tak zwane wczesne wykrywanie, ze szkodliwą mammografią nie jest już potrzebne.

Nie oznacza to, że można pobiec do apteki po płyn Lugola i chłeptać go bezkarnie!

Wręcz przeciwnie, należy postępować ostrożnie i najlepiej podawać sobie jod nieorganiczny przez skórę.

O czym pisałam ostatnio tutaj – Jak pozbyć się niedoczynności tarczycy naturalnie

W majowym numerze (2015 rok) czasopisma Lancet (o Lancecie wiemy, że się zwykle świat liczy z jego opinią) oraz Journal of Endocrinology and Metabolism a także Thyroid (najbardziej opiniotwórcze w światku endokrynologów) przedstawiono najnowsze badania i aktualne poglądy na temat skutków niedoboru jodu w życiu płodowym i niemowlęcym.

Podstawowe wnioski (nie wdając się w szczegółowe rozważania):

Nawet niewielki niedobór jodu wiąże się z negatywnym wpływem na rozwój zdolności poznawczej dziecka.

Potwierdza się opinia WHO, iż niedobór jodu jest NAJWAŻNIEJSZĄ z możliwych do uniknięcia przyczyn uszkodzenia mózgu na Świecie

Informacje szczegółowe:

Zaprezentowano przykładowo następujące dane: przy stosunku jod/kreatynina w moczu matki mniejszym niż 150 ug/g – iloraz szans (odds ratio, OR) osiągnięcia przez dziecko wyniku czytania ze zrozumieniem w zakresie „dolnej ćwiartki” (lower quartile) wynosi 1,54. Obliczenia skorygowano względem 21 innych danych socjoekonomicznych, w tym karmienia piersią.

Upraszczając te skomplikowane relacje:

Jak masz niedobór jodu, masz 50% szans, że tTwoje dziecko będzie „słabo czytać”.

Badania o których mowa zawierają jeszcze kilka ciekawych wniosków. Od pewnego czasu obserwowano związek pomiędzy niskim spożyciem pokarmów określanych jako „owoce morza” przez matki i gorszymi wynikami testów IQ ich dzieci.

Ale niedobór jakiej substancji powoduje tę zależność?

Głównym podejrzanym były wielonienasycone kwasy tłuszczowe omega-3. Badania nie potwierdziły tej tezy, podstawową przyczyną jest właśnie niedobór jodu.

Drugim zaskakującym spostrzeżeniem jest 40% niższa zawartość jodu w mleku krowim „ekologicznym” w porównaniu ze zwykłym. Łaj? Ale o tym w innym wpisie, centralnie przecież kazeiny i laktozy nie jemy, chyba, że jogurt kozi bio z probiotykami. Ale, że bez jodu?

Badania, o których pisze Lancet zostały przeprowadzone w Wielkiej Brytanii, gdzie nie stosuje się obowiązkowej profilaktyki jodowej w postaci jodowania soli kuchennej.

Autorzy prac negatywnie komentują to postępowanie, gdyż konsument nie jest w stanie ocenić zawartości jodu w spożywanych produktach (niektórzy wytwórcy żywności stosują jodowaną sól) i jego wybór jest często przypadkowy.

No i mamy wreszcie info na temat jodu organicznego w preparatach Kelp.

Autorzy negatywnie wypowiadają się o preparatach zawierających organiczne związki jodu (na przykład popularny Kelp).

Przy pomocy tych specyfików łatwo przedawkować jod, co może mieć niekorzystne skutki.

Stosując prawidłową dietę zawierającą potrawy morskie spożywane minimum 2 x w tygodniu, zazwyczaj udaje się zapewnić prawidłową podaż jodu, osobie dorosłej nie będącej w ciąży. Tak głosi Lancet.

Przy czym zapotrzebowanie na jod według Lancetu jest zdecydowanie mniejsze (yyy … ze 100 razy?) niż pisze Jerzy Zięba.

Sam „pobyt nad morzem”, bez konsumpcji wymienionych potraw, spacery i czynność określana jako „wdychanie jodu” nie ma wielkiego znaczenia.

Kobieta w ciąży, lub karmiąca piersią według Lanceta, powinna dziennie otrzymywać co najmniej 250 ug jodu. Kobietom w ciąży i karmiącym zazwyczaj zaleca się suplementację jodu w postaci preparatów tabletkowych, większość z nich zawiera 150 ug jodu w postaci jodków.

Jak się to ma do zalecanej przez niektórych badaczy, w tym Jerzego Ziębę sumarycznej (dieta i suplementy) dawki nawet 12,5 mg?

Co stanowi około 80 razy, albo 100 razy więcej niż zalecane dawki, co by się zgadzało z moim artykułem, który kiedyś dawno temu, wrzuciłam w temacie – Norma spożycia jodu jest zaniżona stokrotnie

Najczęstszy błąd związany z nieprawidłową suplementacją jodu w Polsce, oprócz banalnej ignorancji, wiąże się z jej zaniechaniem w przypadku schorzenia określanego jako „Choroba Hashimoto”. Hashimoto jest postrzegane jako przeciwwskazanie do stosowania suplementacji jodu, gdyż jest to choroba autoimmunologiczna, a jod może mieć działanie nasilające reakcje immunologiczne.

To samo przy nadczynności!

Jest to pogląd błędny i do tego bardzo szkodliwy, ale bardzo popularny w dyskusjach internetowych.

Dlaczego błędny?

Bowiem jod stosowany w dawkach suplementacyjnych, w preparatach nieorganicznych ma niewielkie, albo żadne działanie nasilające reakcje immunologiczne

Pacjenci z tym schorzeniem zazwyczaj mają zmniejszoną masę tarczycy i upośledzoną jej funkcję, zatem mają zdecydowanie mniejszy rezerwuar jodu, a u kobiet w ciąży ryzyko niedoboru jodu dla płodu znacznie wzrasta.

Ref:
Bath, S., Steer, C., Golding, J., Emmett, P., & Rayman, M. (2013). Effect of inadequate iodine status in UK pregnant women on cognitive outcomes in their children: results from the Avon Longitudinal Study of Parents and Children (ALSPAC) The Lancet DOI: 10.1016/S0140-6736(13)60436-5

Pearce, E., Andersson, M., & Zimmermann, M. (2013). Global Iodine Nutrition: Where Do We Stand in 2013? Thyroid, 23 (5), 523-528 DOI: 10.1089/thy.2013.0128
Hynes, K., Otahal, P., Hay, I., & Burgess, J. (2013). Mild Iodine Deficiency During Pregnancy Is Associated With Reduced Educational Outcomes in the Offspring: 9-Year Follow-up of the Gestational Iodine Cohort Journal of Clinical Endocrinology & Metabolism, 98 (5), 1954-1962 DOI: 10.1210/jc.2012-4249

Podsumowanie:

Suplementacja przeprowadzona jodem nieorganicznym, składająca się z jodku i jodu pierwiastkowego jest bardzo wskazana. Najlepiej jest dostarczyć preparat przez skórę, aby sprawdzić, jakie mamy niedobory, czyli jak szybko preparat będzie wchłonięty.

Nasza dieta co najmniej 2 razy w tygodniu powinna zawierać warzywa morskie, lub owoce morskie.

Wdychanie jodu na plaży nie wystarczy.

Uważajmy przy suplementowaniu się jodem organicznym w tym zawartym w Kelpie, bowiem łatwo jest jod organiczny przedawkować. Nie znaczy to, że powinniśmy z tych alg rezygnować, wręcz przeciwnie, ale nie traktujmy ich nonszalancko.

Gdy jesteśmy w ciąży zwróćmy szczególnie uwagę na poziom jodu, gdy chcemy, aby nasze dziecko nie zostało w przyszłości półanalfabetą.

Nie licz na to, że sól jodowana z hipermarketu załatwi sprawę z jodem. Bo nie załatwi.


reklamablogBlog pepsieliot.com, nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.

Może rzuć też gałką na to:
Dobre suplementy znajdziesz w naszym Wellness Sklep


Disclaimer:
Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, dlatego nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.