logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
184 online
54 054 911

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • Jak w 5 minut pokonać własną bezbronność?

    strachy na lachy

    Praktyka trzech kroków do wzięcia strachu na dywanik, czyli jak przestać się bać o przyszłość

    Histeryczne Joł Państwu,

    Ludzie nieustająco zamartwiają się przyszłością. Wielu psychologów, ale też guru medytacji radzi, aby zaprzestać martwienia się tym co nawet nie istnieje.

    Czyli przyszłością. Żeby zacząć żyć tu i teraz, a najlepiej zacząć pogodnie lewitować. Dają przykłady, że się już nie raz zamartwiałeś człowieku, a zło przed którym truchlałeś w nocy, nie nadeszło.

    Ale o ile umiejętność lewitacji myślowej, wyłączenia się rzeczywiście jest w stanie w jakiś sposób natchnąć człowieka mocą, czyli pomóc mu, o tyle, ta cała nawijka o przyszłości, która jeszcze nie istnieje jest zwykle psu na buty.

    To nie pomaga na strachy egzystencjalne, ani na ból istnienia. To w ogóle nie pomoże. To wręcz może zaszkodzić. Dlaczego tak uważam?

    Gdy boimy się o naszą przyszłość, truchlejemy przed utratą pracy, drżymy o raty kredytów, albo martwimy się o przyszłe zdrowie swoje i naszych bliskich, to są to na tyle realne obawy, że zmuszanie się do nie myślenia o tych potencjalnych kłopotach nie zawsze będzie najlepszym rozwiązaniem.

    Te myśli nadal będą nas zatruwały, tyle, że zostaną zepchnięte do podświadomości.

    Tak jak ostatnio napisałam, gdy spłonie Ci mieszkanie, a Ty będziesz przez chwilę prowadził salonową rozmowę mobilną i nawet się roześmiejesz i tak Twój sagan będzie cały czas odbierał fakt, który jawi się za twoimi plecami. Czyli pogorzelisko.

    Oddalanie od siebie złych myśli ma sens terapeutyczny tylko w danym momencie, gdy naprawdę umiesz się wyizolować mentalnie, czyli gdy potrafisz medytować, albo gdy długo i szybko biegniesz.

    Ale o ile medytować nie jest tak łatwo i burżuazji urodzonej na zachodzie po prostu medytacja nie wychodzi, o tyle nauczyć się dostatecznie długo i szybko biegać właściwie może każdy.

    Gdy zmęczenie jest tak duże, że Twoje myśli zaczynają lewitować, nie możesz ich pozbierać do kupy i w końcu włącza się jakby niemyślenie.

    Taką terapię zastosowałam u siebie, o czym piszę w mojej książce Biegam bo muszę i wyleczyłam się z nerwicy lękowej.

    Przy nerwicy lękowej straszenie jest irracjonalne, częste, a ataki fobii dają o sobie znać o każdej porze dnia i jest to choroba. Natomiast strachy o przyszłość kredytową w wieczornej ciszy nie mają wiele wspólnego z atakami paniki neurastenika, co nie znaczy, że po pewnym czasie nie doprowadzą do ciężkich nerwic i depresji.

    Prawie wszystkie szkoły, które starają się pomóc ludziom radzić sobie z niepokojami i strachem są oparte na tej samej koncepcji, która próbuje człowiekowi uświadomić, że jego obawy są irracjonalne.

    I, że to czego się obawia, prawdopodobnie nigdy się nie zdarzy, czyli, że ma to strachajło zacząć myśleć pozytywnie, a nie negatywnie.

    Ale co, jeśli niepokoje i obawa o przyszłość stają się wynikami zaprzeczania?

    Jesteś wrażliwy i mówią Ci, albo sam to robisz, czyli zaprzeczasz swoim obawom. Na pewno mnie nie zwolnią, na pewno skądś wytrzasnę kasę na ratę kredytu, mam myśleć pozytywnie.

    A są to zaprzeczenia, które doprowadzają do tego, że i tak się boisz, tyle, że obawy spychane są cały czas na tył twojej głowy. Jest to scenariusz, że one, te strachy są tam, tyle, że głęboko.

    I robią swoją krecią robotę, gdyż są bardzo realne, a na wierzchu ma być to pozornie pozytywne myślenie. I nagle okazuje się, że zaczynasz się bać jeszcze bardziej, bo tylko zepchnąłeś strachy, a nie próbowałeś się z nimi zmierzyć.

    Czyli dostaniesz taki scenariusz, że Twój umysł każdego dnia będzie Ci przypominał o problemach z którymi nie zmierzyłeś się. Na dłuższą metę, to nie jest dobre życie. Tak czy siak zaczyna się potworna frustracja.

    Można się nawet od tego poważnie rozchorować.

    Dlatego, gdy obawy są irracjonalne i przesadzone, świadczące o neurozie, nerwicy lękowej, czy depresji nasze podejście zaradcze powinno polegać na budowaniu mocy, odwagi, zaprzestania siedzenia w przyszłości, jednym słowem na osadzeniu się tu i teraz i nauczeniu cieszenia się życiem.

    Jednak stałe wypieranie prawdopodobnych zdarzeń, jak utrata pracy, gdy szaleje kryzys i ludzie wokół tracą jednak pracę, albo nieporadzenie sobie z kolejną ratą kredytu, albo ignorowanie symptomów spadku formy i zdrowia, oznacza tylko jedno.

    Zgodnie z zaleceniami psychologów będziemy zapewniać swój umysł, że nic takiego się z pewnością nie wydarzy. Ale gdy Twój umysł ostatecznie nie jest do tego przekonany zacznie stawiać opór.

    Będzie tak naprawdę przerażony Twoją spychoterapią.

    A co by było, gdybyś przyjął te strachy na klatę i postanowił rozważyć ewentualne warianty? Żebyś jasno zdał sobie sprawę na czym stoisz i co możesz zrobić. Żebyś przygotował sobie oręż na ewentualne spełnienie złych proroctw.

    Mądrzy rodzice starają się wyprzedzić pewien możliwy bieg zdarzeń. Dzieci dostają kaski ochronne do jazdy na nartach, nakolanniki do jazdy na rolkach. To są elementy zabezpieczające z jednej strony, ale również oznacza to, że rodzic dopuszcza wywrotkę. Że zmierzył się z nią i zrobił zawczasu co mógł.

    Należy rozważyć opcję, a co zrobię, gdy faktycznie przyjdzie dzień, że nie uzbieram na ratę kredytu?

    A gdy stracę pracę?

    Co mogę zrobić?

    Jaki mam plan B?

    Jak poradzę sobie z zagrożeniem?

    Już sam fakt, że zdobyliśmy się na odwagę przyznania się przed sobą co nas gnębi, będzie dla naszych umysłów ulgą

    Coś co i tak leżało z tyłu głowy, nagle stało się dozwolonym tematem rozmyślań. Możemy przyjąć stanowisko, zacząć działać, coś wymyślić. Możemy wykazać się. Przestaniemy być bezwolną łupiną spod krawężnika, która, a to płynie, a to znowuż zatrzymuje się na jakiejś byle jakiej przeszkodzie.

    Najgorszą opcją jest przypadek wypierania swojej bezbronności.

    Cena, którą się za to płaci może być najwyższa. Totalne załamanie, depresja, choroba, a nawet odłożenie widelca.

    Moje zdanie jest takie, projekt zawsze może pójść nie tak, a Ty powinieneś mieć realistyczny plan be.

    Prawie wszystko z czym się zmierzysz w życiu okazuje się być znacznie mniej straszne niż sądziłeś. Bardziej znośne, a do tego będziesz miał świadomość, że jesteś odważnym człowiekiem, a nie strusiem.

    Nie można igrać ze swoim umysłem, to wybija z równowagi i niesie chorobę

    Gdy staniesz się elastyczny, będziesz w stanie zaakceptować różne scenariusze w swoim życiu.

    W rzeczywistości uważam, że gdy zaczniesz się bać, jesteś w stanie w 5 minut uporać się z tym strachem

    Oto moja praktyka trzech kroków

    Krok 1

    Jeżeli chodzi o strachy irracjonalne przepędzam je bieganiem. Strachów realistycznych nie wypieram się, nie uciekam, tylko przyznaję się bez bicia, że owszem są, że mam wątpliwości, że zły scenariusz może się zdarzyć.

    Krok 2

    Szybko wizualizuję najgorszy wariant i co zamierzam zrobić gdyby do tego doszło.

    Krok 3

    Nie oddalam tych myśli, tylko jak najszybciej się z nimi rozprawiam. Jestem w stu procentach gotowa na zmierzenie się z najgorszym przypadkiem. Mam naprawdę wiarygodny plan.

    On wcale nie musi być doskonały, po prostu jest. Zmierzyłam się z najgorszym scenariuszem, a nie odesłałam go na tył głowy.

    Wszystko razem trwa nie więcej niż 5 minut i już po chwili mogę zasnąć. Albo iść do kina.

    Sie zobaczy

    pape

    (Visited 3 423 times, 1 visits today)

    Powiązane artykuły

    1. Paulina (Pajjka) Podgórska 2 września 2014 o 19:55

      Czy alergie mogą mieć swoje podłoże w nerwicy lękowej ?

      1. pepsieliot 2 września 2014 o 20:02

        Tak Paulino, oczywiście nie wszystkie, ludzie mogą być realnie uczuleni na swojego szefa dajmy na to, z wypryskami

        1. Paulina (Pajjka) Podgórska 2 września 2014 o 20:06

          zauważyłam, że po każdym napadzie lękowym, pojawiają mi się na twarzy czerwone plamy, które „lekarze” uważają za objaw alergii.

          1. pepsieliot 2 września 2014 o 20:24

            Paulina bo to może jest alergia na strach

            1. Paulina (Pajjka) Podgórska 2 września 2014 o 20:34

              albo alergia „lekarzy”

            2. edyta 2 września 2014 o 21:30

              Ten mechanizm chyba jest taki, ze: adrenalina, kortyzol i cokolwiek tam sie jeszcze wytwarza w chwili strachu sa w gruncie rzeczy toksyczne dla ciala (albo elementy ich rozpadu, ne pamietam dokladnie jak szlo). Wiec organizm moze zareagowac alergia jak na kazdy inna toksyczna substancje.

    2. Lil 2 września 2014 o 20:07

      miałam ciężką alergię przez 15 lat.. prochy łykałam i tak się męczyłam.. przebadałam wszystko, lekarz zażartował „jest pani uczulona na męża” .. po 6 miesiącach od rozwodu, przeszło jak ręką odjął.. następne 15 lat bez jednej tabletki ni kichnięcia..

      1. pepsieliot 2 września 2014 o 20:24

        Lil skoro są toksyczni ludzie, mogą też być uczulający

      2. Niki 2 września 2014 o 21:57

        ha dobre 😉 czyli, że toksyczne feromony…? Czy toksyczne perfumy? lub inne używane przez niego kosmetyki. Jedna i druga toksyna jest alergenem. alergia jest skutkiem oddziaływania toksyn na organizm.

      3. Sylvia 3 września 2014 o 16:34

        Lil a w jaki sposob objawila sie Twoja alergia?Rozwazam i u siebie taka opcje 😉

    3. IsabelaPapillon 2 września 2014 o 20:40

      Eh, ja już jestem w takim stanie, że już nie wiem, jaki emocje czuję. Czy to strach, nienawiść, zazdrość, gorycz, smutek? Ludzi się boję, zawsze uważam co mówię, a jak nie uważam to żałuję, czasem bardzo długo rozmyślam nad jakąś pierdołą co ktoś powiedział. Od paru lat jestem jak sparaliżowana. Mam jeden właściwie jeden problem życiowy, którego nie umiem rozwiązać i on tak rzutuje na moje samopoczucie, że każda inna dziedzina życia jest przesrana. I ciało i miłość (jej brak) i pieniądze i w ogóle wszystko – masz rację pepsi, od takich rzeczy można się rozchorować. A pomyśleć, że ten mój problem to właściwie bardzo łatwa rzecz, ale dla mojego umysłu jest jak przepaść nie do przeskoczenia …

      1. pepsieliot 2 września 2014 o 22:22

        Isabela dasz radę, to się da pokonać, ale dobrze wiem o czym mówisz

    4. Karola 2 września 2014 o 20:46

      Dla mnie takie oddalenie złych myśli typu „a co jak mi nie pójdzie” było chyba zawsze takim myśleniem życzeniowym tzn jak o tym nie będę myślała to się nie zdarzy i odwrotnie;)No tak to chyba dobrze nie działa, zdecydowanie plan Be się przydaje…a czasem nawet ce i de jak jest czas na myślenie;)

    5. Niki 2 września 2014 o 21:49

      Our thoughts become our reality. Tak jak piszesz Pepsi, można i trzeba się tego nauczyć. Na etapie dorastania pominęliśmy tę umiejętność z jakiegoś ważnego osobistego powodu, to teraz należy się wziąć i to zrobić, dla siebie.
      Kiedyś się złapałam na wizualizowaniu czarnego scenariusza, pomyślałam wtedy nawet czy aby nie jestem pesymistką, czarnowidzem? (od zawsze jestem „optymistyczną realistką choćbyniewiemco”) od zawsze tak robiłam i celowo jak mniemam, wkręcam sobie złe zdarzenie, rozprawiam się z nim w głowie ażeby w razie ‚wu’ wiedzieć jak postąpię i jestem spokojna i bezpieczna z tym przewidywaniem, coś jakbym myślami zmieniała bieg zdarzeń? brzmi nierealnie filmowo, jednak true. Grunt to mieć dobry plan, a jak nie zadziała to trzeba go zmienić.

      1. pepsieliot 2 września 2014 o 22:24

        Właśnie o ten mechanizm chodzi, zmierzyć się z tym co Cię tak przestrasza

    6. siymia 3 września 2014 o 07:34

      Trochę taki off-topic wprowadzę. Widziała Pepsi ten artykuł i filmik?
      http://kobieta.wp.pl/martykul.html?kat=26369&wid=16854522

      1. Gosia 3 września 2014 o 10:22

        O matko! Jak dla mnie ten filmik i artykuł to totalna ściema na zamówienie producentów kosmetyków z filtrami. Ską to wiem? A no z życia, którego połowa upłynęła pod znakiem używania bardzo wysokich filtrów bo wokół antysłoneczna paranoja panuje, od mniej więcej 2004 r. używałam tylko same 50-tki, nie mówiąc już o tym, że wiosna i lato upływało mi na chowaniu się głęboko w swoim biurze i wychodziłam dopiero po zachodzie słońca jak jakiś wampir a mimo to plamy na skórze miałam takie, że ludzie zwracali mi uwagę, że jestem brudna na twarzy. Ile pieniędzy wydałam na to żeby się ich pozbyć to tego nawet nie chcę liczyć bo teraz ogarnia mnie wściekłość na samą myśl, że pozbyłam się tego dziadostwa wraz ze zmianą diety ok.1,5 roku temu i wyrzuceniem wszystkich cholernych chemicznych kosmetyków bez wydania ani jednego pensa na jakiekolwiek zabiegi. Już drugie lato upłynęło mi bez używania filtrów a twarz mam gładką bez żadnych brązowych plam.

        Pepsi jeśli chodzi o Twój post to jesteś prawdziwym mistrzem stawiania człowieka na nogi. Wchodzenie komukolwiek w tyłek nigdy mi nie wychodziło więc bądź pewna, że jest to moje cholernie szczere wyznanie. Niech Cię Bóg błogosławi 😀

        1. siymia 3 września 2014 o 14:23

          Wiem, że to ściema. Ale wiemy to tylko my, uświadomieni. A reszta świata poleci jak głupia do sklepów i aptek na miotłach.

          1. Gosia 3 września 2014 o 14:34

            Siymia – dokładnie tak, dlatego jak się da to musimy sami zgłębiać wiedzę i pomagać nakierować innych na dobre tory.

        2. pepsieliot 3 września 2014 o 14:32

          Gosiu dzięks & owocek

    7. dorota 3 września 2014 o 10:44

      Ja również offtopicowo – czy mogę dać D3 TiB dzieciom i ew. ile/z jaką częstotliwością? Uzyskanie recepty na D3 dla dziecka starszego niż 6 mies. nie jest możliwe (+ wykłada o skutkach przedawkowania)….

      1. pepsieliot 3 września 2014 o 14:36

        Doroto będzie wkrótce w ofercie, D3 do ssania wraz witaminą K2, dla dorosłych i dla dzieci, ja bym radziła małym dzieciom dać rzeczywiście w kropelkach, a wcześniej koniecznie zbadać naleźy poziom D żeby właśnie mieć jasność, jakie dawki są potrzebne, zresztą dorosłym też radzę zbadać,

    8. dorota 3 września 2014 o 11:12

      W pokonywaniu pomocna jest także joga i nie tyle medytacja (bo to wyższy poziom zaawansowania – przynajmniej dla mnie), co ćwiczenia- głównie oddechowe. Bardzo pomocna jest… Mnie jeszcze ciągle sporo zostało do posprzątania ale nie tracę wiary. Kierunek „budowanie własnej siły” jest słuszny i chyba jedyny,

    9. MałaMi 3 września 2014 o 11:13

      Dorota, lepsza dla dzieci będzie wit D3 w kroplach. Spokojnie możesz kupić bez recepty.
      Nie ma potrzeby by dzieci przyjmowały dodatkowo stearynian magnezu z kapsułek.

      Jedna kropla (tych kropli, które mam na myśli) to 800 IU. Można zacząć od jednej kropli. Reszta zależy od wieku dzieci i od ich poziomu wit D3 w organizmie, który warto zbadać co jakiś czas.

    10. dorota 3 września 2014 o 11:21

      Dzięki Mała Mi! Przyznam, że mam zakodowane (z tyłu głowy :), że D3 to tylko na receptę i nawet nie pytałam w aptece, a u pediatry jw. Staramy się przebywać na powietrzu jak najwięcej ale teraz mamy 4 dzień bez grama słońca i doszłam do wniosku, że trzeba by spróbować suplementacji. Badań nie robiłam nigdy ani sobie ani dzieciom (6 i 9).
      Ja sama zadebiutuję lada dzień z tą suplementacją – bardzo jestem ciekawa ew. efektów (objawy niedoboru pasują do mnie książkowo).

    11. MałaMi 3 września 2014 o 12:17

      Dorota, te krople o których pisałam znajdziesz na portalu na A, nie mogę tutaj podać dokładnej nazwy. Mam córkę 10 lat i podaje jej 3 krople na dobę i na początku pażdziernika będziemy robić
      badanie wit D3, tak by się zorientować jak po lecie ma się poziom. Cale wakacje też dostawała
      te 3 krople witaminy.

      Dzieci w tym wieku szczególnie trzeba przypilnować, bo rosną, zęby wymieniają na stałe.

      1. pepsieliot 3 września 2014 o 14:39

        10 cio latce to już bym polecała te TiB z K2 do ssania, ale dopiero będą za miesiąc, może na koniec września

        1. pepsieliot 4 września 2014 o 08:21

          MałaMi mówię o MK-7, ale to już Twój wybór, krople też będą wkrótce w TiB 🙂

          1. MałaMi 4 września 2014 o 10:20

            Wiem o czym mówisz o najbogatszym źródło naturalnych K2 jakim jest tradycyjne danie japońskie natto (Intensywny zapach i silny smak), jako długołańcuchowe MK-7.

            Menachinony są syntezowane przez bakterie, można je znależć w produktach fermentowanych: serach, jogurtach, kiszonkach kapusta, marchew, seler, burak lub sok z tych kiszonych warzyw i właśnie w wodzie kefirowej.

            Każda kultura ma swoje kiszonki, żródło wit K2.

            Wiem także, że dzieci mają dużo wyższy metabolizm kości niż dorośli, więc potrzebują witaminy K w znacznie większych ilościach.

            Jak również osoby cierpiące na zwapnienia.

    12. Paulina (Pajjka) Podgórska 3 września 2014 o 16:06

      A trwając przy off-topic… Kochana Pepsi, co sądzisz o diecie RAW TILL 4?

        1. Paulina (Pajjka) Podgórska 4 września 2014 o 09:21

          dziękuję bardzo 🙂 Zapomniałam o istnieniu „szukałki” 😛

    13. r220 3 września 2014 o 18:17

      Hej Pepsi! 🙂 Prosba ogromna… moja mama ma Kamice żółciowa – co mozna jej w tej kwestii zalecic? jak moze zmienic swoj jadlospis co moze a czego nie moze jesc? co powinna zrobic? Czekam nadal na Twoja ksiazke, juz ja przekonalem do zmiany „myslenia o jedzeniu” i „swiadomym odzywianiu”. Jest to wyczyn, gdyz jest po 50-tce ale namietnie czyta twojego bloga i wiele do niej przemawia… pozdro

    14. pepsieliot 3 września 2014 o 19:05

      r220 hej, cieszę się, że Mamą mnie czyta, kłaniam się nisko Mamą i życzę zdrówka,

      Kamienie żółciowe są to krystaliczne formacje cholesterolu i wapnia powstające w obrębie pęcherzyka żółciowego i dróg żółciowych. Mogą się znacznie różnić wielkością od tak małych jak ziarenko soli do niemal wielkości piłki golfowej. Kamienie żółciowe są oznaką niepełnej detoksykacji wątroby i stanowią poważne zagrożenie dla organizmu.

      Należy jak najszybciej pokonać je naturalną dietą przeciwzapalną i cyklem oczyszczającym.

      Kamienie żółciowe mogą również zawierać organizmy zakaźne, takie jak bakterie E. coli i bakterioidy, które powodują dalszy stres zapalny wątroby i pęcherzyka żółciowego. Zakażenia te mogą powodować problemy zagrażające życiu. Żywność sfermentowana i probiotyki działają zarówno do hamowania tych bakterii zakaźnych, jak i zmniejszają moc każdej infekcji.

      Dieta przeciwzapalna i styl życia są niezbędne do zahamowania tworzenia się kamieni żółciowych.

      Dieta składająca się z owoców bogatych w phytonutrient, organicznych owoców i warzyw, produktów odzwierzęcych pochodzących od zwierząt karmionych trawą i zdrowe źródła tłuszczu, takie jak awokado, olej z orzecha kokosowego i oliwa z oliwek.

      Surowy ser z mleka krów, a przede wszystkim kóz karmionych trawą jest ważnym elementem żywności ze względu na bogatą zawartość kwasów tłuszczowych omega-3, witaminy K2 i D3.

      Synergia pomiędzy D3 i witaminą K2 pomaga w regulacji metabolizmu wapnia hamując powstawanie kamieni żółciowych. Należy rozważyć suplementacje omega3, witamina D3 oraz witamina K2.

      Szamka:
      bogata w kwasy organiczne, czyli ocet jabłkowy, świeżo wyciśnięty sok z cytryny / limonki, Kombucha, kimchi i czerwona kapusta, kiszona kapusta. Probiotycznie wzbogacone, surowe produkty mleczne takie sfermentowane serwatki, kefir i Amasaj są bardzo korzystne.

      Każdego dnia oczyszczający post co najmniej 12-to godzinny dla wątroby, od wcześniejszej kolacji do śniadania. Dieta bardzo płynna z dużą ilością wody i soków.

      Tak sądzi Dr David Jockers, którego często przytaczam wypowiedzi.
      http://www.healingnaturallybybee.com/articles/gallbl1.php

      Inni mówią:

      Soki owocowe i warzywne pić

      Chociaż niektórzy eksperci zalecają unikanie tłuszczu przy kamieniach żółciowych, jednak jest też opcja ze zdrowymi tłuszczami oliwą z oliwek ze względu na omegę 9 o przeciwzapalnym działaniu (unikać oleju sojowego i rzepakowego) olej kokosowy i surowe masło z mleka od krów karmionych zieloną trawą.

      Ważna jest lecytyna.

      Niskie stężenie lecytyny w żółci może być czynnikiem sprawczym kamieni żółciowych u wielu osób,” pisze dr. medycyny Michael T. Murray, w swojej książce – podręcznikuMedycyny Naturalnej, wydanie 2, Tom 2. „Badania wykazały, że już dawki 100 mg (miligramów) lecytyny trzy razy dziennie zwiększa stężenie lecytyny w żółci.

      Ocet jabłkowy

      został okrzyknięty przez wielu, jako bezpieczny i murowany sposób, aby wyeliminować kamienie żółciowe bez konieczności interwencji chirurgicznych lub narkotyków. Mieszanie octu jabłkowego cydru (ACV) z kwasem jabłkowym i świeżo tłoczonego soku jabłkowego tworzy miksturę zmiękczającą. Pić i przepłukiwać pęcherzyk żółciowy.

      Odwiedzając te stonę – http://bragg.com/books/acv_excerpt.html , znajdziesz pomocne techniki jak wykorzystać ocet jabłkowy wraz z sokiem jabłkowym do pozbycia się kamieni żółciowych.

      Dodawanie kurkumy do posiłków, która poprawia rozpuszczalność żółci

      Dr Andrew Weil, sugeruje dodanie trzy razy dziennie co najmniej 300 mg kurkuminy w celu poprawy kompozycji kwasu żółciowego.

      Sugeruje on również, jedzenie produktów bogatych w wapń, branie dodatkowe witaminy C, (nie ukrywam, że miło mi będzie, gdy to będzie witamina C TiB już od końca września dostępna w sklepie thisisbio).
      http: // www .drweil.com / DRW / u / ART02972 / Gallstones.html

      Ścisk Ciebie & Mamą & kisss& owoc

    15. kulka 4 września 2014 o 00:05

      Pepsi ja również z pytaniem. Dlaczego mój facet je samo mięso, żadnych owoców nie spożywa a z warzyw konsumuje tylko buraki i ziemniaki, mimo to ciało ma wysportowane, umiesnione i wygląda jak młody bóg? Dodam, że ćwiczy na siłowni siedem dni w tygodniu ale jego dieta to mięso na śniadanie, obiad i kolacje. A ja jem owoce i warzywa, łykam chlorellę, nie jem mięsa a wyglądam staro jak papeć. Zmarchy i siwe włosy niestety. Doradz coś please bo już nie mogę na siebie patrzeć 🙁

      1. pepsieliot 4 września 2014 o 08:30

        Kulka ile ma lat Twój facet? A masz takie wrażenie, że na diecie wysoko białkowej i nisko węglowodanowej wyglądałabyś inaczej? Uprawiasz jakiś sport?

        1. kulka 4 września 2014 o 09:54

          On ma 30 lat a ja 39. Od niedawna zaczęłam biegać. Dieta którą mam teraz czyli owocowo-warzywna mi pasuje i nie zmuszę się do mięsa. Nie wiem Pepsi czy zmiana diety mogłaby coś zmienić bo odzywiam się naprawdę wzorowo. Dodam, że jestem bardzo szczupła od zawsze tylko ta twarz poorana zmarszczkami mnie dziwi bo kobiety w moim wieku tak nie wyglądają (i prawie cała głowa siwa ). Jestem zrozpaczona!!!!

    16. MałaMi 4 września 2014 o 10:34

      Kulka, to tylko pogratulować chłopaka – Młodego Żbika.

      A na te problemy, co piszesz, to organiczny krzem i duże dawki witaminy C. Organizm ma duże niedobory krzemu i właśnie zabiera go z włosów, by zaspokoić braki w strategicznych miejscach organizmu. Wit C wzmacnia, poprawia syntezę kolagenu, a zatem jakość skóry, cery,

      1. kulka 4 września 2014 o 11:20

        Dziękuję MałaMi za odpowiedź. Nie pomyślałam, że mogę mieć niedobór krzemu gdyż w moim jadłospisie jest kasza jaglana ale kupię krzem organiczny za Twoją radą.

    17. MałaMi 4 września 2014 o 12:08

      Kulka, tylko musisz być systematyczna w przyjmowaniu krzemu (30ml na dobe) i cierpliwa. Zajmie to kilka miesięcy nim organizm wysyci się krzemem. Warto do tego pomyśleć też jeszcze o wit C,
      bardzo poprawia, m.in jakość skóry, cery. Tak samo potrzeba czasu, by mieć efekty. Naprawdę
      warto się postarać.

      Masz dwie możliwości krzemowe, organiczny krzem (droższy) lub ziemia okrzemkowa (tańsza).
      Powiem, że ja przez pierwsze 6 miesięcy brałam krzem organiczny. Teraz jak już organizm się wysycił, uzupełnił ogromne niedobory, to biorę 1 łyżeczkę ziemi okrzemkowej.

      1. kulka 4 września 2014 o 14:06

        MałaMi krzem już namierzyłam i postawię na ten organiczny. A w kwestii witaminy C to też chyba zacznę suplementowac chociaż nie spodziewałam się, że jedząc tyle owoców i warzyw mogę mieć wciąż problem z niedoborem. Mam nadzieję, że mi to jakoś pomoże. Pozdrawiam serdecznie.

    18. MałaMi 4 września 2014 o 20:28

      Kulka, powiem na swoim przykładzie. Też jem dużo warzyw, owoców. Codziennie mój ulubiony sok
      ok 500 ml z grejfruta, świeżo wyciskany wyciskarce wolnoobrotowej. Od roku (zaczęłam od 1 września 2013r) dodatkowo biorę ok 10g wit C na dobę rozłożone na małe dawki na cały
      dzień. I wit C nie jest toksyczna, organizm jej nie kumuluje, wiec nie ma strachu o przedawkowanie.
      Bardzo ważne: małe dawki kilka razy dziennie, a nie jedna czy dwie duże.

      Skóra się poprawiła, jest gęstsza, elastyczniejsza i zmarszczki drobne znikły na pyszczku.
      A już nie jestem pierwszej młodości (42l).

      Muszę dbać o siebie, mąż młody żbik (zawsze tak mu mówię) 46 lat. to przecież żona nie może ciągnąć się w ogonie.

    Odpowiedz na „dorotaAnuluj pisanie odpowiedzi