logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
176 online
54 234 382

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • Jak zdobyć MOC?

    laska1

    Jak zdobyć MOC?

    Jolka Sierściuchom byłym, obecnym Bezwłosym Ślicznym

    Gdzie i dlaczego to życie tak gna? Zatrzymałoby się na chwilkę, to człowiek mógłby chociaż o jakości pokonfabulować.

    Nawet skłonni jesteśmy wysłuchiwać rozwolnione w czasie monologi Eckharta Tollego, żeby tylko trochę nauczyć się osadzać w teraźniejszości, przestać wybiegać myślami do kretyńskich rat i jak mucha wydłużyć sobie życie, nawet jednodniowe, gdyż czas odczuwalny to zupełnie inna sprawa. Dobrze o tym wiemy siedząc u dentysty, albo na lekcji matematyki z odpytywaniem, czym może być banalne czterdzieści pięć minut.

    Nie tak dawno odszedł pan Inglot, ale trochę wcześniej na najbardziej prestiżowej, bo handlowej ulicy NY, Piątej Alei, gdzie rocznie za jeden metr kwadratowy wynajmowanej powierzchni sklepu trzeba zapłacić średnio czynsz w wysokości 16 704 Euro, otworzył butik z kolorowymi kosmetykami.

    Mówiło się, że pan Inglot rozwijałby się jeszcze i to znacznie szybciej gdyby zechciał skorzystać z dźwigni bankowych, żeby rozwój firmy wywindować pożyczkami, ale pan Inglot uparcie nie brał kredytów, tylko gotówką za wszystko szastał i dlatego światowy kryzys bankowy obszedł go tyle, co zeszłoroczny śnieg.

    Jednak czy pan Inglot miał jakąś inną moc, oprócz wielkiej gotówki?

    Trudno wyguglać, czy biegał o poranku i czy w takim razie jadł wspierający biegi pokarm roślinny?

    Dla porównania możemy poznać kogoś, kto zdaje się z pewnością posiadł moc, a mianowicie, urodzonego w Indiach Brytyjskich w 1911 roku, Fauja Singha.

    fsingh03
    Obecnie stu-czterolatka, nic takiego.

    Ten pan w wieku osiemdziesięciu czterech lat, załamany po śmierci bliskiej osoby, postanowił zdobyć moc na dalszą część życia i rozpoczął bieganie.

    Po pięciu latach codziennych treningów, w 2000 roku, mając wtedy osiemdziesiąt dziewięć (sic!) lat przebiegł swój pierwszy maraton i przez dwanaście lat uczestniczył w wielu maratonach, bijąc wszystkie rekordy świata w widełkach swojego rocznika, pewnie nie miał zbyt wielu konkurentów, aż ostatni swój maraton przebiegł w zeszłym roku w wieku stu jeden lat (101) London Marathon i z honorem zakończył karierę maratończyka, po siedmiu godzinach i czterdziestu dziewięciu minutach, krakowskiego by mu nie zaliczyli, uśmieszek, bo dają krótszy limit.

    Nadal biega codziennie minimum 5 kilometrów, ale częściej 10 i wyznacza sobie różne cele, jak wbiegnięcie, no dobra niech będzie wdrapanie się na jeden z najwyższych budynków świata Taipei Tower (101 pięter).

    Cel dla którego warto żyć i szlifować moc

    fauja_singh_2004

    Fauja Singh mówi coś, mniej więcej w ten deseń:

    Wegetarianie w pełnym tego słowa znaczeniu, czyli faktycznie weganie, żyją statystycznie od sześciu do dziesięciu lat dłużej niż mięsożercy, jednak jeżeli dołączyłem do tego codzienną bardzo wymagającą aktywność fizyczną, moja dieta musi również wspierać reżim treningowy, a po pewnym czasie, żaden prawdziwy biegacz nie sięgnie po mięso. Biegam, mam moc i jestem szczęśliwy, że przeze mnie nie giną żywe i cierpiące istoty. Jestem członkiem Sikhów w City Club, a średni wiek moich kolegów z drużyny wynosi 86 lat. Wszyscy od bardzo dawna jemy tylko pokarm roślinny, a przebieżki dziesięciu kilometrowe nie stanowią problemu. Nazywają mnie nawet Tornado w turbanie.

    Jak to zwykle bywa, pod artykułem o Singhu zaraz ukazały się obok gratulejszyn i ach-ochów, również kąśliwe uwagi, w kształcie: mój stryj ma sto cztery, je smalec i drze faje, więc to żadna zachęta.

    Ale ja się pytam chwalipięto, czy twój stryj ma moc?

    Czy jakość życia stulatka kłusającego po lesie o poranku, a jakość życia zniedołężniałego starca z fają w zaślinionym, sorki, ze śliną może być kłopot na diecie mięsożercy, w każdym bądź razie w kąciku ust, to podobna jakość życia?

    A nawet jakby to był starzec, albo panna roztrzęsiona o swoje zdrowie, i rzeczywiście na diecie wegańskiej, a nawet niech będzie, witariańskiej, ale nie kłusująca każdego dnia po przełajach, to czy te jakości żyć można w ogóle porównywać?

    miko zły
    Nieee, nie ma dla nas wymówek

    Idziemy biegać, albo życie mocy nam nie da

    Nie będziemy mieli mocy, ani na zarabianie kasy, ani na czynienie dobra, ani na wypięcie się na wszelkie dobra materialne, tylko z jednej przyczyny, że

    Sierściuch zrzucił włosiennicę i gołym ciałem chciał zawojować świat, ale zapomniał, że najpierw musi złapać głęboki oddech (prawidłowe oddychanie), potem napić się wody (nawadnianie), a następnie zacząć biegać (aktywność fizyczna), właśnie nie chodzić, a biegać i wytrząsać z siebie całe nagromadzone trucizny i nabierać MOCY, a potem dopiero szamać karmę (811), która bieganie wesprze.

    I chociaż „lubimy bardziej”, to eufemizm, wiele rzeczy od biegania, a po treningu czujemy się niezwykle szczęśliwi, też z tego powodu, że na dzisiaj mamy go z głowy, że żywimy się 811, chociaż przekąsiłoby się chętnie coś zgoła innego,  to robimy to tylko po to, żeby mieć moc.

    Nie mamy żadnych wymówek, gdy mamy dwie nogi, a nawet protezy, więc do kicania się zabierajmy, albo nie narzekajmy, że mamy niską jakość życia.

    Miejmyż  moc, biegnijmyż!

    Jor peps


    Blog pepsieliot.com, nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.

    Rzuć też gałką na to:

    Dobre suplementy znajdziesz w Wellness Sklep


    Disclaimer:
    Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, dlatego nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.


     

    (Visited 6 654 times, 1 visits today)

    Powiązane artykuły

    1. Angi 24 czerwca 2013 o 11:57

      Dziękuję za ten wpis! Jest mega… Tak się wpasowałaś temat w moje obecne życie że brak słów. . . Dzięki

      1. pepsi 24 czerwca 2013 o 12:11

        Angi (:

    2. Petite 24 czerwca 2013 o 13:27

      A moją MOCĄ jest Pepsi 😀 Idę biegać, JUŻ i TERAZ! Nieważny deszcz, nieważna sraczka po niesprawdzonych leśnych grzybach!

      Btw. nigdy nie sądziłam, że gluten to będzie najgorsza rzecz z jaką przyjdzie mi się zmierzyć. Zawsze myślałam, że najbardziej będę tęsknić za jajkami, jogurcikami, kefirkiem, masełkiem, a odstawiłam z dnia na dzień i zero bólu psychy, już tak od pół roku. A na bezglutenówce jestem ponad miesiąc i dalej jak poczuję zapach świeżej buły z piekarni to nie wiem czy uciekać czy się zabić na miejscu.

      I pytanko: mówiłaś kiedyś, że mango jest jednym z 15 roślinek, u których nie dochodzi do skażenia miąższu. Jakie są te pozostałe 14? Na organiczne papu nie będzie mnie stać jeszcze bardzo długo, ale dobrze by było wiedzieć na czym się skupić z tego co dostępne w Biedronce 😛

      1. pepsi 24 czerwca 2013 o 17:45

        Petite ciesze się, resztę dołożyłam do tego wpisu, w nowym PS

    3. justyna 24 czerwca 2013 o 18:58

      Hej Pepsi. Podczytuję nałogowo po cichu. I czytam o tym bieganiu ( wcześniej ) Twoim i sobie myślałam : Kie licho ta Laska o tym bieganiu nawija non stop . Bodło kanapowca , bodło , że Koś biega , ćwiczy a ja z pilotem i laptopem na kolanach udaję relaks. Aż postanowiłam spróbować . Nie wiesz nawet ( a może i wiesz :)) jaka bylam dumna , gdy zrobilam pierwszy trening . Było to 4 km marsz 4 miunty , 1 minuta bieg . No, ledwo po tym żyłam 🙂 . To było dwa miesiące temu. Pepsi , wiesz ja teraz przebiegnę 15 km ! W sumie to nie pochwalić się przyszłam , ale podziękować . Za zarażenie bieganiem . W sumie to wciągnęło mnie narkotycznie. Dzięki ! 🙂
      Niech Moc będzie z nami ;P

    4. pepsi 24 czerwca 2013 o 19:20

      justyna, no taki wpis jest dla mnie jak szejk po bieganiu, czytam go i czytam kolejny raz i się cały czas cieszę :)))) Mocy Ci życzę, świetnego nigdy za wiele i gratuluję !!!

    5. Jaspis 25 czerwca 2013 o 12:28

      Pepsi,
      Jak to jest z tą MOCą u ciebie, bo niedawno pisałaś , że bardzo spadła ci prędkość biegu ?

      Ja natomiast jestem bliski obłędu, pewnie dlatego też zadaje ci takie zaczepne pytania.
      Od Cracovii nie biegam z powodu zmęczeniowego urazu więzadeł bocznych kostki.
      Wziąłem już 30 krio, zacząłem teraz laser, ale o poprawie nie powiem.Ciężko mi się chodzi, a o bieganiu nie ma mowy. Wyobrażasz sobie przez co przechodzę. Kompletna załamka. Sezon praktycznie z głowy, a miałem różne plany.

    6. pepsi 25 czerwca 2013 o 16:01

      A co ma moc z prędkością wspólnego Jaspis? U mnie nic. Moja moc nie polega na tym, że biegnę coraz szybciej, mam zresztą różne okresy, moja moc polega na tym, że się nie boję, że mam życiową odwagę, że jestem radosna, że nie marudzę, że mam szklankę zawsze w połowie pełną co najmniej, to jest moja moc, a szybsze bieganie nic by tu nie zmieniło, a nawet mogłoby pogorszyć, bo biegam spokojnie , metodycznie i DŁUGO i codziennie i daje mi to wszystko co potrzebuję. Nie zrozumiałeś mnie kompletnie. Tak czy inaczej bardzo Ci współczuję kontuzji, faktycznie jakbym teraz nie mogła biegać, kiedy jestem w dość trudnej sytuacji obecnie, mogłaby mi moc spaść do zniesienia tego wszystkiego

    7. iGrażka 26 czerwca 2013 o 09:42

      ja też bardzo dziękuję za ten wpis.jesteś moją wielką inspiracją (wiem,że się z tego cieszysz). Już kilka razy w życiu próbowałam biegać,ale pierwszy raz sprawia mi to taką frajdę.Od biegania oczekuję spokojnej głowy (a mam ciężki czas i może właśnie dlatego),kondycji,a przede wszystkim kontaktu z naturą.Już się martwię co będzie zimą,bo rowerek eliptyczny w domu nudzi mnie śmiertelnie.Najbardziej dziwi mnie,że nie zależy mi na schudnięciu,a walczę z nadwagą co najmniej 20 lat.Od miesiąca nie jem mięsa,co nie było łatwe,bo moja rodzina,dla której gotuję to zaprzysięgli mięsożercy.Bardzo mnie to wzrusza,bo marzyłam o tym od dawna.W tej sprawie też mnie zainspirowałaś.Najbardziej przemówiła do mnie wizja „stołu zasłanego trupami” i obrazek „pełnego miłości” wielebnego pałaszującego wielkanocnego baranka oraz innych autorytetów moralnych rozwodzących się nad smakiem rosołku czy mięsnych pasztetów.Codziennie wchodzę na Twojego bloga i z niecierpliwością czekam na kolejne niusy.
      Dziękuję!

      1. pepsi 26 czerwca 2013 o 10:40

        IGrażka no jesteś banankiem, bardzo się cieszę, a na marginesie Ci powiem, że od samego nie jedzenia mięsa schudniesz mimochodem, zupełnie bez udziału świadomości, życzę spokojnej i pogodnej głowy, to bardzo podnosi jakość życia

    8. Kill Bill 4 października 2015 o 17:17

      Ja mam kryzys i nie wiem co ze mną będzie. Ostał mi się ino sznur? W nocy budzę się i słyszę jak mysz coś żre. Gdzie ona ma własne ścieżki? Niech on się wreszcie ogoli…

      1. pepsieliot 4 października 2015 o 18:06

        u mnie mysz też coś żre

    9. ada 4 października 2015 o 17:24

      Idę na rower 🙂

    10. Sarenka 4 października 2015 o 19:44

      Oj jak bym sobie pobiegła! Boczne przyparcie rzepki – głupie zepsute kolano! 🙁 🙁 🙁 mam nadzieję, że do wiosny się już wyrehabilituje i będę mogła biegać, bo stresu tyle i ciężko jest…

    11. Joanna Marchewka 4 października 2015 o 19:50

      Hej Pepsi.
      PIERWSZY raz odważam się wykonać wpis. Trochę mnie to kosztuje. 😉
      Ale mam taką zagwostkę . Jestem zafascynowana Twoją teorią żywienia i właśnie dzięki Tobie od 4 miesięcy nie jem mięcha. ALE- przytyłam 3 kilo!
      Biegam od 5 lat, fakt ostatnio tzn. od pół roku trochę mniej bo cztery razy w tygodniu. I powiem szczerze jestem wkurzona CO SIĘ DZIEJE?
      Do mięcha nie wracam. Może poprostu jem za dużo 🙁

      1. pepsieliot 4 października 2015 o 21:21

        1 gram białka dostarcza 4 kalorie a potrzebuje do strawienia 24, czyli powstaje ujemny bilans energetyczny i to na minus 20. Jeżeli jadłaś chude mięso i z małą ilością węgli, to organizm nie mógł gormadzić tłuszczu, bo wszystko szło na trawienie białka. Gdybyś zaczęła jeść surowa żywność roślinną,głownie chodzi o owoce to termogeneza po posiłkowa też jest bardzo duża i wynosi powyżej 40%, ale jak zaczęłaś jeść warzywa pieczone, typu frytki i takie rzeczy, to w porównaniu z tym co jadłąś się utyło. Jest jeszcze taki niuans, że organizm potzrebuje czasu, żeby przestawić się na trawienie węgli, żeby się je nauczyć szybko trawić.

    12. Igatka 4 października 2015 o 20:36

      Pepsi wczoraj udało mi się potruchtać, dziś rower ale rower to pikuś. Mam nadzieję iż czas znajdę na bieganie… Nie jest łatwo. Ale często tak mam idąc że czuję jak coś we mnie wzbiera i ma ochotę jak sprinter ruszyć….. A jesień jak na razie jest dla nas łaskawa i warto wdychać, patrzeć, chłonąć.

      1. pepsieliot 4 października 2015 o 21:16

        no to trzymam kciuki

    13. Tarpan 4 października 2015 o 20:52

      Czytałem ostatnio o diecie kenijskich biegaczy.
      Wieczorem zjadają mięso, bo uważają , że daje im ono moc do biegu następnego dnia.Szczególnie uwielbiają kurczaki. Stałym składnikiem diety jest też mleko zarówno świeże, jak i zsiadłe.Oczywiście w ich diecie przeważają węglowodany, ale mięso też tam jest.
      A jak biegają ? Oglądnijcie sobie choćby ostatni Maraton Warszawski.

      1. L 5 października 2015 o 07:41

        żeby złapać kurczaka trzeba szybko biegać 🙂

      2. grzegorzadam 6 października 2015 o 11:15

        @Tarpan
        I jak tu polemizować z Kenijczykami? .. 😉

    14. Meg 4 października 2015 o 21:33

      nie ruszałam się ponad 2 lata (ciąża + 1,5 roczny bobas)…marzenie o bieganiu tliło mi się zawsze gdzieś z tyłu głowy. dziś mam niedoczynność tarczycy, jestem zesztywniała i zasapana…3 dni temu ubrałam się, wyszłam z domu i pobiegłam..na starym stadionie, na próbę, 3 kółka biegu i 4 kółka marszu na przemian, na drugi dzień tak samo i dziś też…i powiem Wam, biegłam z bananem na twarzy!

    15. Mon 5 października 2015 o 21:13

      Kurcze Pepsi, zmieniłaś moje życie. Jeszcze nigdy nikomu nie udało się aż tak wpłynąć na moje nawyki. Zupełnie inaczej patrzę na otaczający mnie świat, szczególnie medyczny. A że studiuję medycynę, to nie jest mi łatwo głosić swoje poglądy. Dzisiaj kobiecina wspomniała o akcji ‚Pij mleko będziesz wielki’ i o tym jaki miała pozytywny wpływ na społeczeństwo, bo zapobiega osteoporozie bla bla bla. Jakoś mimowolnie głośno parsknęłam śmiechem, myslalam, ze oprocz mnie ktos też to zrobi. Niestety, wbiło się we mnie 200 par patrzałek i pogardliwa twarz prowadzącej. Eh….

      1. pepsieliot 5 października 2015 o 22:05

        Mon pozdro, to bardzo dobrze, będziesz niezwykłym lekarzem

      2. Niki 6 października 2015 o 11:10

        Wczoraj w serwisie info w tv też propagowano krowie mleko, a właściwie to z kartonu pospolite przemysłowe mleczydło, w dodatku słodzone cukrem (dietetyczka wyliczyła, że na mały kartonik przypada aż 5 łyżeczek, do tego smakowe czekoladowe) jako uzupełnianie niedoborów wapnia w odżywianiu dzieci…
        w kontekście początkowo obiecującej ustawy o sklepikach szkolnych (wyszło jak wyszło) też parsknęłam ale zdruzgotana.
        No i tego info słuchała milionowa społeczność.
        Poprzez takie info tylko utwierdza się w przekonaniu że dobrze robi pielęgnując swe uzależnienie od pewnych produktów – bo już nawet nie pokarmów, czy grup pokarmowych jakie w występują w naturze w stanie niezmienionym lub nisko przetworzonym – to już jest uzależnienie od produktów przemysłowych o konkretnie stworzonym smaku, zapachu, nazwie, szacie graficznej, wspomnieniach z nimi związanych, inne odbiegające od sztucznej już normy im nie smakują…
        Ludzie jak roboty, zmanipulowani, zaprogramowani. NLP działa bezbłędnie, w służbie złych nawyków równie skutecznie.

        1. grzegorzadam 6 października 2015 o 13:28

          @Niki
          Wapń z takiego mleka ma przyswajalność ”0”!..
          A homogenizacja (‚miniaturyzacja’) ”pięknie” dziurawi jelita.
          Ale o szklance soku z marchwi ani słowa..Warzywach..
          Płacą to maja takie audycje, jakie zamówili.

          1. Niki 7 października 2015 o 15:10

            Anooo. I czy nie jest tak, że powstawanie kamienia nazębnego jest przejawem zbyt dużego stężenia wapnia w ślinie? Pewna jego ilość w ślinie występuje naturalnie i jest potrzebna w celu alkalizacji po spożyciu kwasów. A to by znaczyło, że wapń docelowo nie trafia tam gdzie powinien, do kości, zębów. Tak mi się nasuwa, a może to mylne wrażenie.

            1. grzegorzadam 7 października 2015 o 21:27

              @Niki
              Ano. Ważniejszy jest Magnez i Bor, vit D3, K2, C..Lub tak samo ważne…

    16. Iwi 6 października 2015 o 10:29

      Hejka Pepsiku, wielkie dzięki za tych parę słów. Są one odpowiedzią na moje niedzielne zwątpienie (może nie wielkie ale jednak) Ale od początku, jestem 49-letnią 😉 kobietką i od kiedy zaczęłam czytać Twojego bloga tzn od miesiąca, zaczęłam również biegać, no dobra raczej truchtać. Staram się robić to regularnie min dwa, częściej trzy razy w tygodniu. Przyznam, że na początku z wielkim zapałem 🙂 teraz entuzjazm trochę ostygł ale się trzymam. Takie artykuły bardzo pomagają, buziak dla Ciebie! Ale, ale chciałam napisać o tym co mnie spotkało w ostatnią niedzielę (na marginesie mam do dyspozycji świetne tereny do biegania, alejki wokół akwenów wodnych) otóż była tak piękna pogoda, że na niedzielny spacer wylegli wszyscy, nawet ci którzy normalnie siedzą w domu i gniją. No i cóż na trasie moich niespełna 5-ciu kilometrów spotkały mnie dwa niewybredne komentarze i to wyartykułowane przez młodych ok 30-to letnich mężczyzn, z którym jeden był z rodziną tzn żoną i małym dzieckiem! Wyciągnęłam z tego niezbyt budujący wniosek, że młodzi faceci są coraz gorszej jakości heh…. no i niestety trochę mnie to również zdołowało. Ale i tak nie zamierzam przestać chociażby takim bubkom na złość! ;))

      Pozdrowionka dla Cię

      A PS. jem coraz mniej mięsa!

      1. pepsieliot 6 października 2015 o 12:12

        Iwi to po prostu zazdrośnicy!

    17. Igatka 6 października 2015 o 16:58

      Iwi nie poddawaj się !!!
      Pepsi proszę napisz coś w kontekście wprowadzonych zmian do sklepików szkolnych, stołówek. Już nie wiem jakich argumentów mam używać w przekonywaniu znajomych że to naszym dzieciom wyjdzie na zdrowie.

    18. grzegorzadam 6 października 2015 o 18:07

      @Igatka
      Tu najlepiej działa tylko własny przykład..
      – Spójrz, moje dzieci są zdrowe 😉
      Ja już nie tracę czasu na przekonywanie znajomych, ale w towarzystwie muszę coś powiedzieć
      pod prąd, taka natura..
      Zawsze wzbudza to konsternację..
      Tylko moja rodzina w dużej rodzinie nie bierze leków, ale to i tak nie jest dla reszty dowód…
      To po co się wysilać..?

    19. malena 6 października 2015 o 21:52

      Powiem Wam tak- w kwestii sklepików szkolnych i obiadów stolowkowych- to jest wg mnie milowy krok, drastyczny przeskok, ale oczywiście, że wyjdzie wszystkim na zdrowie. W mojej szkole 3 pierwsze tygodnie września sklepik był nieczynny, nagle pojawiła się przedsiębiorcza kobietka, odkurzyla, odswiezyla pomieszczenie i już sprzedaje owoce, sałatki warzywne i owocowe, wyciska soki, robi koktajle – dzieci zdziwko, bo bez cukru, ale widzę, że jedzenie znika. Na wnioski jeszcze chyba za wcześnie, ale myślę, że to jedyna metoda- nie mieć alternatywy- możesz kupić sok marchwiowy świeżo wyciskany, wodę albo nic, na przekąskę banana, słonecznik, albo nic, kanapkę z sałatą z pelnoziarnistego chleba, albo nic. Nie ma batonow, paluszkow, drozdzowek i gum dla tych, którzy postanowili swoje 3 złote wydac w niecny sposób w sklepiku szkolnym. Jestem świeżo po zebraniu z rodzicami i tu też widzę dwa fronty – większość kręci nosem, że obiady w stołówce niesmaczne, makaron pelnoziarnisty, jogurt naturalny bez cukru itd. i pomijam, że praktycznie nie ma osób świadomych, że nawet to też nie jest dobrym jedzeniem. Widzę jednak na przestrzeni kilku ostatnich lat, że jest więcej rodziców, którzy zaczynają kumać szkodliwość fluoryzacji, czy paradoks programu Mleko w szkole. Ja w każdym razie zastanawiam się kiedy pójdę na dywanik do dyrektora za otwarte teksty potepiajace ww. Działam wbrew systemowi, bo powinnam zachęcać do udziału w tych programach. Może mnie nikt nie sypnie;)

      1. Niki 7 października 2015 o 14:54

        Właśnie. Niech będą już te sklepiki w takim kształcie, nowym choć niedoskonałym, bo już się ugięto przed drożdżówkami i słodzonym mleczydłem smakowym, kanapki niby te zdrowe w ich opinii czyli pełnoziarniste choć z wędzonym zwierzem i sałatą z pestycydami… no cóż… ale lepsze to niż to co było.
        Nowe menu zdobędzie zwolenników, po prostu wytworzy się nowy nawyk, tylko trochę więcej czasu minie, ludzie przyzwyczają się albo przekonają, o ile mądrzy nauczyciele nie będą aktywnie lub niewerbalnie zniechęcać, a zaczną dzieci edukować, od tego przecież są i taka jest rola szkoły… do tej pory szkoła pod tym kątem tworzyła zdrowotne patologie.
        Nowy prowiant w sklepikach, a stąd już bliżej do pytań co to takiego to zdrowe odżywianie, gdzie ono jest, kto tak je, jak wyglądają i jak się czują ci ludzie, czy są faktycznie zdrowi czy tylko tak mówią żeby mówić, czy to co mówią jest wiarygodne i dlaczego dotąd obrzydzano ludziom zdobywanie zdrowia (bo przecież trzeba wesprzeć polskich producentów taniego żarełka, nie odbierać im krwawicy, cieżko zarobionego hajsu kosztem zdrowia) oraz czy przypadkiem za tym nie stoi zwykła chęć zysku, bo eko jest 2-3 razy droższe, a tu z drugiej strony akcje zachęcające patriotyczne typu „kupuj polskie” albo „polskie = zdrowe” co jak wiadomo nie pokrywa się w faktach, jeśli zwykłe jabłko podlewa się pestycydami ze 12 razy… uuuhhh albo więcej… więc dobrze ze taka niedoskonała zmiana, niż żadna 🙂

    20. grzegorzadam 7 października 2015 o 16:59

      @malena
      –Widzę jednak na przestrzeni kilku ostatnich lat, że jest więcej rodziców, którzy zaczynają kumać szkodliwość fluoryzacji, czy paradoks programu Mleko w szkole. Ja w każdym razie zastanawiam się kiedy pójdę na dywanik do dyrektora za otwarte teksty potepiajace ww. Działam wbrew systemowi, bo powinnam zachęcać do udziału w tych programach. Może mnie nikt nie sypnie;)–

      Jak się nie uspokoisz to sypnie.. 😉
      Ale widzę ostatnio, że ta wiedza wchodzi pod strzechy, powooooli, ale jednak.
      Trzeba borem i krzemem szyszynkę oczyścić z Fluoru, wtedy trzecie oko odzyskuje ”wzrok” … 😉

    21. Igatka 7 października 2015 o 21:14

      zacytuję Wam wypowiedź z dyskusji w jakiej brałam udział i wymiękłam

      Ja dodam ze cukier nie do konca jest takim problemem jak sie wydaje…moze to zabrzmiec smiesznie ale dziecko potrzebuje tego cukru jak samochod paliwa i jezeli dziecko cwiczy na lekcjach wychowania fizycznego i poza szkola cos trenuje czy gra w pilke na orliku to spokojnie przepali te straszne kalorie.sprawa sie kaplikuje kiedy dziecko nie cwiczy a jedynie siedzi przez komputerem,w takim wypadku cale te zjedzone cukry powoduja ze dziecko tyje…ja za dzieciaka jadlem wszystko co chcialem i kiedy,slodycze,fast foody i cole tak jak wszyscy w tym czasie i jakos nie umarlem i nic mi nie bylo

      Kurtyna…

    22. grzegorzadam 7 października 2015 o 21:55

      Może gościowi zbankrutował sklepik szkolny..? 😉
      Przez moment myślałem, że chodzi o naturalne cukry…
      Kurrrtyna

      1. Igatka 8 października 2015 o 07:27

        Gościu jest trenerem na siłowni, taki przypakowany guru….. :/

      2. Niki 8 października 2015 o 10:09

        Oootaaak! kurtyna. I smuteczek. Mentalna bida. A za kurtyną przepychanki. To ja leję tego gościa z liścia, żeby mu się toksyczna limfa odblokowała i nie psuł swojego dzieciaka (ale nie swoją własność) one tak łatwo ufają dorosłym, bo są nich zależne… Cukier a cukry ogółem to wielka różnica. Ktoś tym ludziom nakładł do głów, że cukier, ten z cukiernicy, to tylko problematyczne kalorie. Powolne obumieranie komórek i uszkodzenia DNA (już zwykłe przeziębienie jest tu programem naprawczym, tak to działa i takie to proste, ale po co chorować…?) tyle że tego nie widać gołym okiem, a to trzecie oko mają zablokowane.
        Ta niewolnicza mentalność jest taka zaraźliwaaaa, czasami gdy słyszę te ‚mondrości’ gdzieś w kolejce na mieście to mnie kurwica ogarnia, właśnie dlatego, że taka zaraźliwa.

    23. grzegorzadam 8 października 2015 o 09:37

      Ćwiczeniami spala wszystko..
      Ale są takie substancje, których spalić nie można!
      Toksyny z tych ‚produktów’ zagnieżdżają się wszędzie i powodują kłopoty
      w późniejszym czasie z niewiadomym skutkiem.
      Cukrzyca to ‚najłagodniejsza’ reakcja organizmu..

    24. anncarpe 19 października 2015 o 19:40

      No dobra. Idę.

    25. Kill Bill 30 października 2015 o 14:33

      Wybacz Pepsi, ale tą jego wypowiedź to ja wrzucę do siebie, choć nie wiem kiedy. thx

    26. Anna 4 maja 2016 o 20:09

      Witaj Pepsi,

      a ja w kwestii mocy wrzucę może troszkę kij w mrowisko (-: i zachęcę do sięgnięcia ku Temu, który (wierzymy lub nie) tak czy inaczej jest dawcą i źródłem wszelkiej mocy, również tej, którą Ty Pepsi odkryłaś i zachwycasz się właśnie w bieganiu. Jako skróconą ściągę w temacie (być może zabrzmi to jak „mowa trawa” ale podobnie jak z bieganiem i zdrową dietą zachęcam aby nie odrzucać zanim się nie spróbuje (-: ) wrzucam ten tekst „Wyposażeni w moc” : http://lodz.adwent.pl/wyposazeni-w-moc/…nie namawiam ale nie mogłam się nie podzielić tym czego doświadczyłam a o czym też pisze autor…

    27. Maggie 10 kwietnia 2017 o 22:07

      Grzegorzadam,… Trzeba borem i krzemem szyszynkę oczyścić z Fluoru, wtedy trzecie oko odzyskuje ”wzrok”
      A jak to zrobić?? 😀

    Dodaj komentarz