logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
online
55 419 464

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • Jakie ludzie listy piszą?, czyli żrę jak wariat

    Jakie ludzie listy piszą?, czyli żrę jak wariat

    Program "Jem i ... chudnę"

    Program „Jem i … chudnę”

    Morning Ludzie,

    Ludzie piszą do mnie listy pocztą mailową zarówno z poważnymi problemami albo też z mniej poważnymi, przede wszystkim w porównaniu do tych poważnych, albo po prostu chcą pogadać luzacko i bezproblemowo. Cieszę się, że obdarzacie mnie zaufaniem i staram się pomóc w miarę możliwości. Tylko trzeba mieć na uwadze, że Pepsi nie jest psychologiem, a do tego miewa czasami niepopularne poglądy.

    Ten witarianizm miesza trochę w głowach. Ludzie się o nim dowiadują i nagle następuje jakieś wielkie zamieszanie w umyśle. No wreszcie, natrafiłem na cud. Tego właśnie szukałem. To niesamowite, że coś takiego miałem pod nosem, a się po to nie schyliłem.

    Ale teraz szybko nadrobię zaległości.

    Na przykład osoba, która nie radzi sobie z kompulsywnym jedzeniem. Która szczerze martwi się swoim natręctwem. I cierpi.

     

     Z radością przystępuje do diety. Tak jakby siebie nie znała. Jakby nie wiedziała co jest jej największym problemem.

    Problemem jest chorobliwy brak silnej woli

    Bo ma za sobą już głębokie przemyślenia. Wie, że na prawdę nie chce już sobie wyrządzać krzywdy. Ale często traci kontrolę nad swoją wolą. I jeżeli tak jest, to trzeba tę wolę albo jakoś wesprzeć, albo jakoś wykiwać, pomóc sobie.

    Taka osoba rzuca się na witarianizm jak na ostatnią deskę ratunku i po dwóch tygodniach okazuje się, że owoce są nudne, a warzywa ohydne i jest napad jedzenia śmieci. Potem smutek, a niekiedy rozpacz. Dieta to tylko sposób odżywiania. Nic więcej. Ma właściwości. Ale jak Ty wykorzystasz te właściwości od Ciebie zależy. Nie ma cudownej diety. Wiemy to już od dawna.

    Po pierwsze zaakceptuj, że masz słabą wolę

    I dlatego musisz zacząć ją pielęgnować, wzmacniać, podlewać, odżywkami organicznymi podsypywać, czasem mamić, oszukiwać i usypiać jej czujność.
    Najpierw zaakceptuj fakty. Jakbyś miała kontrolę nad swoją wolą to byś powiedziała, basta, spoko na dzisiaj z jedzeniem. Więc najpierw to.
    Jak się ćwiczy lub omamia wolę.
    Przede wszystkim jak wolna wola da dupy, wystawi Cię do wiatru, a czy to pierwszy raz?, to przyprzeć ją do muru i wymusić coś na niej.

    Coś za coś

    Obżarłam się jednak, chociaż nie planowałam.

     

     Yyy…. dobrze, ok odczekam dwie godziny i idę biegać. Nie ma innego wyjścia. Albo, albo. Po treningu przez chwilę nie ma się apetytu. Więc szybko spać, albo do pracy. Niestety potem apetyt wraca i często bardzo silny. Ale jesz, bo spaliłaś kalorie, a to inny rodzaj jedzenia.

    Koniecznie codziennie motywuj się

    Czymkolwiek co na Ciebie działa. Przecież ja też i wielu innych codziennie szukam motywacji dla treningu, dla sposobu życia, dla tego co jem. Ta dziewczyna na zdjęciu może jeść ile chce, ma tyle komórek mięśniowych, że spali każdy tłuszcz, co by się chciał zgromadzić na dłużej.

    Nikt nie rodzi się od razu z silną wolą 

    Dziecko niczego nie chce sobie odmawiać. Nawet o tym nie myśli. I tak często trzeba go trochę postraszyć, żeby zaczęło nas słuchać. Jest grzeczne, jest efekt, ale nie stało się to z powodu tego, że dziecko postanowiło coś sobie świadomie, rozumnie odmówić. Tak samo trzeba obejść podstępem to czego nie masz w naddatku czyli silną wolę i wyegzekwować to samo inną metodą.Można się nastraszyć właśnie. Palacze nie chcą oglądać strasznych zdjęć wiadomo jakich, mięsożerni nie chcą za nic oglądnąć filmu Yourowskiego Garyego.
    Czyli albo silna wola, a jak chwilowo się zapodziała to inne metody, dające podobny efekt.

    Straszymy się

    Czytamy o skutkach przejadania się. Czytamy o śmierciach obok toalety. Co tam akurat nas dotyczy. Przypominamy sobie siebie po obżarstwie. Jak wyglądamy, jak się czujemy. Strach już powinien nadejść.

    Brak obiektu do spożycia 

    Nie mamy jedzenia w domu, żadnego oprócz jabłka i marchewki i banana. Nie kupujemy. To też działa jak silna wola. Nie masz pecika nie zadrzesz fai.

    Coś za coś, czyli biegamy

    To jest najlepsze co możesz dla siebie zrobić. Coś za coś. Ok, idziesz ze sobą na ugodę. Odpuszczasz sprawę jedzenia na chwilę, ale przyciskasz trening. To Cię uchroni również od rozmemłania. Trening daje zwartość. Trzeba wykonać szereg przy-ruchów, przebrać się , iść, biegać, wrócić , myć się, suszyć itd. Cały zestaw aktywów, który bardzo łagodzi wariactwo jedzeniowe.

    A gdy i tak wystąpi, to przynajmniej uzupełnisz sobie glikogen w mięśniach. Codziennie na bieżni pojawiała się obok mnie dziewczyna. I widziałam że daje dużo z siebie. Zagadałam do niej w szatni. A ona na to, nie mam innego wyboru, bo ja Pepsi bardzo lubię wpierdalać. Ogromniaste jedzenie w domyśle.

    Szukamy motywacji

    Jeszcze raz o tym piszę, wchodzimy na strony, gdzie ludzie motywują.
    Oglądamy swoje kapitalne zdjęcia, kiedy mieliśmy błysk w oku ze szczęścia.

    Zakochujemy się 

    Bardzo dobrze działa przynajmniej na początku.

    Pielęgnujemy rytuały

    Na przykład na koniec jedzenia pijemy gorącą herbatkę małymi łyczkami, a wcześniej myjemy zęby po jedzeniu.

    Przekupujmy się 

    Dajemy sobie jakąś nagrodę. Każdy ma swoją cenę podobno. Obżartuch też. Kupujesz sobie coś fajnego. Już lepiej chyba wpaść w nałóg zakupów niż jedzenia jak odkurzacz. Żartuję, oczywiście każdy nałóg wyniszcza, ale po zakupowym się ładnie wygląda przynajmniej i potem się będziemy tym martwić.

    Wszystkie chwyty dozwolone.
    Nie ograniczaj sobie wielkości pokarmu, tylko ich różnorodność. Zakres sobie ogranicz. Wybierz te, które możesz jeść bez ograniczeń, jakby co do czego doszło. O wiele łatwiej takie jedzenie jest strawić, czy wybiegać.
    Można spróbować powiedzieć sobie, dobrze zjem ale za chwilę, nie teraz. Czasami moment najgorszy przemija.

    Najważniejszą i najlepszą rzeczą jaką można dla siebie zrobić jest zaakceptowanie faktów

    Mam słabą wolę, ale ją obejdę, w konia ją zrobię, na dudka wystrychnę.
    Lubię jeść emocjami się kierując. No i git, setki, miliony tak robią.
    Tracę nad tym kontrolę. Każdemu się zdarza.

    Dobra, tak, wiem już wszystko. Na razie szukam takiego sposobu odżywiania, który pozwoli mi się wpasować w moje wymuszone preferencje. Dowiaduję się o witarianizmie. Potem czytam o 80/10/10. Dobra, kapitalnie, to coś dla mnie. Przechodzę od razu prawie na 100% na surowo i jem tylko owoce, bo warzywa mi nie smakują.
    Po dwóch tygodniach rzucam się na fast foody nawet i na mięso. Aby tak się nie działo.
    Trzymaj się zasad.

    Pierwsza zasada 

    Dieta 80/10/10 to dieta dla roślinożerców, co nie jest jednoznaczne z weganizmem, ale i tak należy mieć to na uwadze

    Druga zasada

    Ani się waż iść od razu na maksa na surowo.
    Mowy nie ma.
    Rano szejki. Bo pyszne. Dodaj sałatę, szpinak, cokolwiek liściastego, zielonego do szejka. Nawet w smaku nie poczujesz zmiany, a już dostarczysz więcej minerałów. Do Lanczu już wprowadź warzywa, na przykład bakłażan i cukinia pokrojone ze skórką i trochę cebuli.

    To wszystko uduś z niewielką ilością wody, jak musisz do smaku dodaj trochę soli himalajskiej. Dużo tego sobie zrób i obok na talerzu dużą porcję sałatki na surowo. Na przykład z rukoli i pomidorów, skropionej sokiem z pomarańczy. Dużo ma być. Długo sobie jedz. Potem owoce. Co chcesz. Byle byłyby to owoce i warzywa.
    Pół awokado dziennie to maks. Jak umiesz zjeść 6 migdałów. To spoko. Jak umiesz zjeść całą paczkę tylko, to na razie orzechy odstaw. Wrócisz do nich jak Ci się w głowie polepszy.

    Zasada kolejna

    Zadbaj jeszcze właśnie o swoją głowę. Witamina B12, Omega-3, D3, cynk, selen

    Nie jesteś wyjątkowa

    Tysiące, miliony ludzi się objada. Bo jedzenie jest bardzo przyjemne. Wiele ludzi przedkłada go nad inne przyjemności. Jesteś taka, taki jak my wszyscy. To nic takiego. Tysiące ludzi i miliony znalazło na siebie haczyk i przestało to robić. Oni mogli, Ty też możesz.

    Nie wolno, powtarzam nie wolno rozczulać się nad sobą

    Zakazane

    Płakać można tylko nad losem innych. To co się Tobie przytrafiło to pestka. Bierzesz się już za to. Dzieci umierają, ludzie są słabi, plagi, kataklizmy. Masz być mocny, bo będziesz pomagał. To Twoje ramię kogoś wesprze.
    Widziałam koleżankę, która płakała, że nie wygląda jak modelka, po jakimś tam filmie ckliwym z happy endem.  Rzewnie i autentycznie, z napadami spazmatycznych szlochów. Więc od razu mówię. Wykluczone. Płakać nad sobą, to przejebana droga donikąd. Zobacz komedię. Cokolwiek. Współczuj wszystkim, tylko nie sobie.
    To daje moc.

    Nie rozczulanie się nad sobą, pomimo wielkiej miłości jaką siebie darzymy, jest naszą mega mocą.

    Naszym trzeźwym umysłem. Naszą wiarą w siebie. Naszym zdrowym rozsądkiem. Płakać można z powodu straty. Z powodu współczucia. Ale nie z powodu rozczulania się nad sobą.

    Nie nad sobą
    To obciach jakich mało
    Mowy nie ma

    Kiedyś przez całą drogę laska mojego dobrego kola, którą wiozłam grzecznościowo z Wawy do Kraka użalała się nad swoją bulimią. Całą drogę nawijała. Jaka jest biedna, jak jej się szkliwo na zębach zniszczyło. Cały czas jadła jakieś fast foody, na postojach, które chciała robić. I wiedziała, że w domu będzie rzygać.

    Całą drogę opowiadała o sobie, a na koniec wiadomo że i tak wyląduje w kiblu. Bo mówiła, że jak je śmieciowe żarcie to wtedy rzyga. A jak eco, zdrowe to nie. Była piękna, do tego co dziwne zdolna i inteligentna, mieli kasę, obracali się wśród establishmentu, sami go tworzyli też. I całą drogę było totalne rozczulanie się nad sobą i żeby jeszcze zakończone, uwiecznione nie rzygiem, to nie i tak miał być i był rzyg. Powinnam ją zostawić w Mac Donaldzie w Radomiu.
    Wracając.

    Nie ma co rwać szat, tylko jak najprędzej zmienić menu

    811 jest właśnie dla takich ludzi stworzona. Nie dla niejadków. Oni mogą sobie bardzo zaszkodzić jak nie dojedzą. A Ty nie. Ty wręcz przeciwnie. Ty na pewno dojesz.
    Ludzie pytają. Cztery koktajle rano? Wszystkie te na zdjęciu? Ale wcześniej jest ustalone ile ma być bananów. Więc o co chodzi.

    Nie robią takiego szejka jak ma być? Że się tak dziwią. Tam jest dokładnie to co mówię. Pół paczki szpinaku, dwa daktyle i 8 dojrzałych bananów i trochę wody do konsystencji, którą lubisz. I to wychodzi cztery duże szklanki. I nie ma do kurwy nędzy zastanawiania się, że może być inaczej, skoro tak jest.

    Albo idziesz na to, albo nie.

    Owocowa rapsodia dla Socjety
    Pepsik

    Blog pepsieliot.com, nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.

    Rzuć też może gałką na to:

    Dobre suplementy znajdziesz w  Wellness Sklep


    Disclaimer:
    Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, dlatego nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.


     

    (Visited 2 720 times, 1 visits today)

    Powiązane artykuły

    1. Daria 6 kwietnia 2012 o 12:40

      Bardzo, bardzo dziękuję za ten wpis! czerpię siłę z Twoich wpisów:) Pozdrawiam!

    2. Monika 6 kwietnia 2012 o 12:52

      Morning:)
      normalnie zglodnialam. Zrobie sobie soka z pomarancza i wroce.

      Co do tej jedzeniowej silnej woli to mam mieszane uczucia. Chodzi wlasnie o to, ze jak jestem na 811 albo surowej w jakiejkolwiek postaci, nie obzeram sie. Nie czuje takiej potrzeby.
      Ale jak juz jestem na veganskiej/vegetarianskiej diecie gotujacej-wszystko zmienia sie diametralnie. Jak tylko jestem w poblizu soczewicy szczegolnie zoltej na mleku kokosowym zrobionej cos na styl curry to juz jest koniec. Przepadam w otchlani po prostu.
      Nie wiem z czym jest to zwiazane, dlaczego tak sie dzieje. A na 811 dzieje sie ze mna cos w ogole dziwnego. Nie dojadam. Nagle mi sie konczy przestrzen w zoladku. I silna wola nie jest mi potrzebna, chyba ze do tego zeby cos jeszcze zjesc zeby dociagnac do 1750 kalorii ktore mi cronometer daje. Z trudem mi to przychodzi, a zawsze myslalam, ze problem polegal na tym, ze lubie sie nazrec. A teraz mysle, ze to moze z tym ‚zarciem’ jest cos nie tak.

      Z tym rozczulaniem sie nad soba, to przyznaje ci racje. To chyba naprawde prowadzi donikad. Uwazam jednak, ze nie mozna byc mega twardym dla samego siebie w sensie jak sie obezresz to zaczynasz sobie wyrzucac i mowic w glowie nieladne o sobie nieprzychylne rzeczy typu ty swinio ty idiotko itp. Moze to nie twardosc tylko jakis do siebie brak milosci?
      Mialam tak, myslalam o sobie najgorzej jak tylko bylo mozna.

      Czulam do siebie nienawisc.
      A potem pomyslalam ze to tylko pogarsza sprawe.
      Potem jak sie nazeralam, to myslalam juz inaczej. Ze nie jestem idealna. To ludzkie popelniac bledy. Zdarzylo sie, trudno,czasu nie cofne. Ale wiem, ze nie czuje sie dobrze z tym co zjadlam, wiec z racji tego, ze szanuje siebie i swoje cialo [mowie szanuje bo o milosci nie moge do siebie i ciala jeszcze powiedziec] moje kolejne wybory byly juz coraz madrzejsze.

      A teraz to jest juz w ogole latwiej bo mysle tez o osobie 3 a ze wiedze o tym co sie kryje w jedzeniu mam dosc duza, to moja wyobraznia dziala i widze, jak to wplynie od srodka na mnie. Minusem jest to ze czasem nie mam ochoty jesc w ogole heheheh:D

      Post swietny, motywuj mnie dalej:)

      owocnego dnia!:)

      1. pepsieliot 6 kwietnia 2012 o 13:35

        Mo, bo nie powinno sie wpadać w żadne skrajności, ani się nie nienawidzic za coś, ani rozpieszczać i użalać. Raczej starać wykiwać się, swoje cechy pokrętne, bo sie je zna samemu. A jak się nie uda to spoko. Jak się najesz soczewicy na mleku kokosowym to po cożeś zrobiła na mleku kokosowym, soczewica na wodzie tez jest pyszna i byłoby lepeiej.Wielokrotnie podjadam Gregowi łyżkę soczewicy, ale nie zbliżam się do mleka kokosowego, bo siebie znam, jak nie chcę jesć słonecznika, bo widzę ze mi za bardzo smakuje moczony, to nie kupuję w ogóle itd itd chodzi o to że jak się juz czymś objesc to wybrać najmniejsze zniszczenia, a kto tę soczewicę przyrządził? Ja jakby nie Greg, byłabym 100% na surowo, a tak to czasem obliżę łyżkę po zupie Hipokratesa, albo coś tam cośtam, ściskam, owoc bez omasty

        1. Monika 6 kwietnia 2012 o 14:31

          😀 bez nie lubie wiec nie gotuje!
          moj maz jest bardzo miesny i ryzowy i sosopomidorowy czego ja nie trawie wiec jest w sumie latwo 😀

          1. pepsieliot 6 kwietnia 2012 o 14:56

            no tak, jak w ogóle nie są Twoje klimaty to tym lepiej, a w ogóle jak się czujesz Mo ?

            1. Monika 6 kwietnia 2012 o 15:41

              czuje sie swietnie, bardzo dziekuje.
              jesli mam byc szczera, to po wizycie u poloznej maz zabral mnie z mama do restauracji libanskiej i miesa nie chcialam makaronu nie chcialam zupy nie chcialam to se wzielam chlebki.Po owych chlebkach myslalam, ze zwymiotuje na progu restauracji przy wyjsciu. Siedzialam w samochodzie przy otwartych w drzwiach i bylo mi ciezko. To byl przelom. Niepotrzebne mi to juz. Caly ten gluten caly ten szajs, mowie juz dziekuje. Na kazdego przychodzi czas i moj chyba wlasnie nadszedl. Moje cialo wyraznie dalo mi do zrozumienia ze zjadlam cos, co mi nie sluzy. Potem siedzialam w domu przymulona, nie bylam w stanie odpisac na smsa, totalna glebia. A dzien wczesniej rozmawialam z kolezanka o glutenie i ze przymula.
              No to mialam za swoje:)

              kiedys kochalam czekoladki snikersy nutelle zjadalam sloik w ciagu 1 dnia.
              az mi kiedys cialo powiedzialo dosc. mialam takie swedzenie, w momencie wyskakiwaly mi blizny pod skora i wypukle na kilka cm i swedzialo mnie tak, ze maz mnie drapal razem ze mna. Bylam na mocnych tabletkach antyalergicznych tylko na recepte i zaczely wtedy ifnormacje do mnie docierac. Nie chcialam byc do konca zycia na tabletkach. I nie wiedzialam wtedy o jedzeniu i o tym, ze tak moze wplywac, to wtedy chyba sie zaczelo. Bylam chyba gotowa na wiedze i ona do mnie przyszla:)

              na raw mi dobrze czysto i energetycznie. jedynie sie boje nieplodnosci, bo marze o co najmniej 7 dzieciach.
              i kcoham sie wyprozniac regularnie z czym mialam problem i czulam sie wypompowana.

              wiec [nie zaczynaj zdania od wiec] mysle, ze dlatego tez tu sie znalazlam:)
              za co ci dzikuej

            2. pepsieliot 6 kwietnia 2012 o 15:59

              Moniko bardzo się cieszę i życzę Ci jak najcudowniejszego samopoczucia :)) lovciam Cię

            3. Monika 6 kwietnia 2012 o 16:04

              dziekuje i ty sie do niego przyczyniasz 🙂

            4. pepsieliot 6 kwietnia 2012 o 16:35

              <3 cmok

            5. Monika 6 kwietnia 2012 o 15:47

              czuje sie swietnie, dziekuje:)
              raw bardzo mi odpowiada czuje sie lekko wyprozniam sie regularnie mam ogromna energie [nie bardzo mam co z nia zrobic czasem:D], jedyne czego sie obawiam, to brak plodnosci. Bo mnie sie marzy tak z 7 dzieci:)

    3. Sifhaya 6 kwietnia 2012 o 15:12

      yyyy

      Kiedy na Ciemną Stronę patrzysz ostrożny być musisz, bo Ciemna Strona patrzy na ciebie.

      Nie próbuj! Rób albo nie rób. Prób nie ma.

      W wiecznym ruchu przyszłość jest.

      Miszczunio Yoda :** Hi hi

      to mówił ON 🙂 ja, tak myślę, a Ty / Wy zrób z tym co chcesz 🙂

    4. Monika 6 kwietnia 2012 o 15:50

      widze ze jednak moj 1 komentarz sie dodal, wiec drugiego prosze olac:)

    5. Ania 6 kwietnia 2012 o 21:20

      Lubie to 🙂

    6. Asia BW 6 kwietnia 2012 o 21:55

      Pepsi, bardzo konkretny wpis, taki mini przewodnik dla niektorych. Dzieki Kochana. Bede do niego czesto wracac, bo wola moja bywa slaba, czesto niestety. I fakt, ze na wysokim spozyciu owocow ciagoty do slodkosci dziwnosci staja sie rzadkoscia. Cudowna rzadkoscia. Owocek Slońce Piękne!

    7. luxintenebris2 7 kwietnia 2012 o 00:24

      To może ja dodam coś z perspektywy faceta. Powiem tak, kiedyś naczytałem się jakie to surowe jedzenie jest zdrowe a gotowanie zabija wszystkie wartości odżywcze (w większości Tombak). Więc po prostu zrezygnowałem z większości węglowodanów. Pomijając całe perypetie żywnościowe które trwały z 3 lata skończyło się tak, że trafiłem na ten blog a potem na filmiki z naszym kolarzem. To było jak objawienie, trzeba dostarczyć właściwą ilość węglowodanów! Etap liczenia kalori jeszcze przedemną ale powiem wam szczerze takich ilości to nigdy nie konsumowałem. Potrafie zjeśc z 7pyrów z dodatkami warzywnymi i ketchupem:D Do tego przed tym 5 bananów aby żołądek miał troche cukru do strawienia skrobi 😀 I czuje się jak młody bóg.

      Wcześniej miałem tak jak Pepsi pisze napady objadania głównie słodyczy ale z czego to wynikało? Z potrzeby organizmu na dostarczenie wystarczającej ilości energi. Potrafiłem jakies śmieciowe słodkości zapakowane w folie z 20% tłuszczu jeść… 6 pączków, drożdżówki- bez problemu. Jakiś czas temu doprowadziłem się do takiego stanu, że przez kilka dni jadłem same chipsy i słodkie wypieki… To była masakra w brzuchu powstał mi czop, brak wypróżniania do tego brzuch jak balon i ciągła ochota abyś zjeśc coś jeszcze… Jak teraz o tym pomyśle to wiem, ze przetrwam wszystko 😀 Co ciekawe mimo jedzenia tylu kalori brakowało mi energi aby przejśc sie na spacer.

      Podsumowując mimo, że pepsi nawołuje tutaj o 100% surowizny:P To tak jak pisze przejście na dietę bez mięsa i nabiału wysoko węglowadonową to gigantyczny krok we właśiwa stronę. Odrazu znika ochota na objadanie się jakimś świnstwem bo po prostu ciało ma dostarczone dostateczne ilości węgli. Żadne to uzależnienie, wkręty czy inne psychiczne dolegliowści. Prosta zależność ciału brakuje energi->dostarczyć szybko energi->cukier w czystej postaci->obżarstwo cukrowymi produktami, które zazwyczaj posiadają tłuszcze i koniec jest taki, że trzeba jeść i jeść aby się nasycić a potem i tak jest słabo na żołądku. Tak to przynajmniej wygląda z mojej perspektywy. Tak więc masa kaszy, ryżu, ziemniaków oraz oczywiście owoców a wszystkie wasze apetyciki na słodkie minią. Takie to proste zapytacie? TAK! Sam siedze teraz obok mazurka ale zjedzenie go jest niejako wymuszone a to pozwala docenić go zamiast patrzeć jako na obiekt obżarskiego pożądania. 😛

      1. pepsieliot 7 kwietnia 2012 o 09:39

        luxintenebris2 hej, cieszę się bardzo razem z Tobą, i spoko, nie nawołuję do 100% to nie życiowe w naszym klimacie, ściskam owocowo

    8. ewcia 10 kwietnia 2012 o 23:31

      czytanie twego blogu to tak jak branie darmowch lekcji zycia! dzieki P!

      1. pepsieliot 11 kwietnia 2012 o 05:46

        Ewcia dzięki za wszystko :))

    Dodaj komentarz