logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
249 online
50 067 687

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
Jeść, jeść, jeść.

Drodzy Witarianie i Nie Tylko, drogie Bulki i drodzy Bulowie,
dzisiaj zapodam tekst, który na szczęście wielu z Was nie zainteresuje i cieszcie się z tego, ale co poniektórych zainteresuje, jak myślę.
Więc drodzy niezainteresowani, zapraszam do wiosny, na słonko, do tęczy, do lasu, na przebieżkę, a reszta do czytania hopsa.


Jedzenie kompulsywne, jedzenioholizm, jedzenie emocjonalne, wilczy apetyt, bulimia i jeszcze coś tam, coś tam są synonimami uzależnienia od jedzenia.
Wszelkie uzależnienia odbierają nam wolność. Odbierają nam wolną wolę i chociaż na początku stanowią jakieś remedium, jakąś odskocznię, przyjemność nawet, już po krótkim czasie okazuje się że są najgorszymi pętami. Te dyby sami na siebie zakładamy, a potem okłamujemy się, że chcemy się z nich  wydobyć.
Ci co naprawdę chcą, wydobywają się i to bez niczyjej pomocy. Warunek chcieć. Oczywiście od razu przychodzi mi do głowy banał skojarzeniowy, których staram się unikać, ale w tym wypadku jest strzałem w dziesiątkę. Chcieć to móc.

Bulimię Pepsi poznała bardzo dobrze. Z bulimią Pepsi była nawet w przyjaźni. W bulimii Pepsi się nawet trochę podkochiwała. Bez wzajemności jak się okazało po wielu latach. Szkoda, że nie wcześniej, człowiek by się rozglądnął za jakimś innym obiektem miłości, a nie marnował tyle czasu.
Jak tu się nie zakochać było, kiedy można było jeść, obżerać się do woli i sobie szybko wszystko wyrzygiwać. Nie tyć. A nawet chudnąć niekiedy. Cieszyć się uczuciem pustego żołądka i jednocześnie mieć w pamięci długie i obfite żarłoczenie. Niby co jakiś czas miała Pepsi ataki strachu, zwykle po przeczytaniu jakiegoś przerażającego i groźnego artykułu o bulimii, na chwilę przestawała, ale pamięć miała jakąś krótką w tym czasie.

Dla wielu facetów to co teraz piszę, wydaje się pewnie totalną abstrakcją, ale niejedna laseczka będzie wiedziała o czym mówię, bardzo dobrze. Niektóre chłopaki też już chyba ją poznali. Panią bulkę. Seksowną laseczkę.   Femme Fatale w ogólnym rozrachunku.
Mój homoseksualny kolo, z którym bardzo przyjaźniliśmy się na temat opętańczego zamiłowania do designu, sprzedał mi nawet kilka opracowanych przez siebie myków na te tematy. Najlepiej było objeść się tiramisu, albo lodami, w każdym razie czymś gładkim i bardzo słodkim. Ja miałam patent na desery sojowe, bo weganką byłam. On mi sprzedał patent na coca colę. Nawet najgorszy ze wszystkiego chleb na nią szedł.

Oczywiście kompulsywne jedzenie, czy tam emocjonalne, podchodzi już pod osobiste spotkania z psychoanalitykiem, z terapiami, z rozkminianiem przeszłości, z Freudem Sigmundem, Frommem Erichem i z całą masą ewentualnych przeciwciał medycznych. Ale moim zdaniem, tak jak w przypadku wielu uzależnień, a nawet stanów depresyjnych najważniejszą rzeczą jest naprawdę chcieć z tym skończyć. I chcieć pomóc sobie samemu dobitnie. A nie w charakterze łupiny orzecha płynąć bezwolnie jakimś strumieniem regulowanym przez innych ludzi. Nie bijcie Pepsi, oczywiście , są drastyczne przypadki i wtedy muszą być specjaliści, ale nawet wtedy własna wola jest najważniejsza. Jest podwaliną sukcesu wyleczenia.

Wydawało mi się, że bardzo chcę skończyć z bulimią, ale nie mogę. A w rzeczywistości było dokładnie odwrotnie, mogłam, ale tak naprawdę nie chciałam. Nic nie stało na przeszkodzie oprócz tego, że nie chciałam.
Jak to zrozumiałam, jak to do mnie dotarło, zaczęłam się zastanawiać dlaczego tak naprawdę tego nie chcę.
I uświadomiłam sobie, że nie chcę, bo nie mam nic w zastępstwie. Wiedziałam, że na dłuższą metę nie dam rady trzymać reżimu małych porcji. Nienawidziłam też uczucia przejedzenia, z którym łatwo umiałam sobie poradzić dotychczas wiadomo jak, a do tego obawiałam się że zacznę tyć.
Co było najgorsze. Pepsi przy kości, horror. Modelki wściekłe na przyjęciach z miniaturowymi porcjami. Nic nie jedzące przez cały wieczór. Żeby w domu połknąć tort czekoladowy (17 kawałków wraz z okrągłym środkiem) i za 5 minut, spuścić po nim wodę w kloklo.

Więc byłam w kropce, wiedziałam już i byłam absolutnie pewna, że tego chcę, czyli skończyć z bulimią, ale nie miałam nic w zamian co mogłabym kontynuować znając swój charakter. Byłam też już całkowicie odkochana. Nie udałam się jednak do żadnego psychologa tylko postanowiłam sama coś wymyślić.

To było kilka lat temu, jeszcze nic nie słyszałam o surowym jedzeniu, a tym bardziej o 811.
Wymyśliłam sobie, że będę jadła dużo, dosłownie bez żadnych ograniczeń, ale tylko głównie trzy produkty. Banany w ogromnych ilościach, jabłka w ogromnych ilościach i ser tofu z niemodyfikowanej soi, średnio dużo, bo go kupić nie było łatwo. To jedzenie bardzo szybko się trawiło, więc nie miałam uczucia przejedzenia.
A do tego jadłam na żądanie. Jak współczesne niemowlę. Co chwilę robiłam sobie kawkę i ze trzy bananki. Włączyłam też ruch.
Zapisałam się do fitnessu. Nie tylko że nie tyłam, chociaż jadłam około 3000 kalorii  dziennie , kto by tam je zresztą liczył, a niekiedy raczej więcej, ale zaczęłam chudnąć. Czasami miałam jeszcze jakieś wyskoki i nawet zdarzyło mi się rzigu rzigu, ale to były sporadyczne wybryki i już naprawdę wiedziałam, że mogę się bez nich obejść. Jeść dużo i nie tyć, a nawet szczupleć.
Potem tak mnie wciągnęło bieganie, że nawet nie myślałam już o wyczerpującej bulimii. Przez cały czas jadłam tylko to co mówię, bardzo dużo, a zaczęłam być bardzo szczupła. Bardzo.
Tak działa bieganie. Daje napady szczęścia, trenuje silną wolę i odchudza bardzo.
W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że od kilku lat nie mam bulimii. Poszerzyłam mój jadłospis o uwielbiany przeze mnie chleb żytni, razowy na zakwasie, tak mniej więcej pół bochna dziennie, ważył chyba z pół tony, dzień w dzień, wprawdzie z niczym, kromeczki jak ciasteczka solo, ale zaczęłam się źle czuć, szczególnie wieczorem. A treningi z taką kulą w brzuchu, która za nic nie chciała się trawić, były coraz trudniejsze. Pomimo, że biegałam (z tą gorejącą kulą w brzuchu) waga trochę poszła jednak do góry. Nadal byłam szczupła, ale już nie chuda.
Jak z nieba spadł mi Paul Nison, dr. Cousens i cała brać witariańska łącznie z tłustą panią Boutenko.
No a jak w końcu pojęłam o czym mówi Graham Doug Doktor i poznałam 811, poczułam, że znalazłam coś dla siebie doskonałego.
 W tej diecie dostrzegłam brakujące ogniwo, pomiędzy bardzo dużo jem, poprzez, mam masę energii, siły i zdrowia i na koniec, jestem szczupła.

To dla osób ze sponiewieraną głową od opętańczych myśli o jedzeniu po prostu wybawienie. Bo każdy ex alkoholik, palacz, czy narkoman wie, że żeby sobie pomóc, że żeby z tym skończyć, się ma nigdy, ale to przenigdy nie zbliżać do swojego uzależnienia. Ani nawet do ludzi, z którym to uzależnienie kultywował. Ani do miejsc gdzie to uzależnienie karmił. A Ty biedny kompulsywny bulimiku masz dzień w dzień ze swoim narkotykiem się spotykać. Masz się witać ze swoim uzależnieniem każdego dnia, ale musisz tego mało brać.
Dlaczego często po atakach bulimii, nagle popadało się w anoreksję? Bo jak chciałeś z tym skończyć to wolałeś nic nie jeść, niż jeść mało. Mało jeść to była największa porażka, bo właśnie tego nie umie bulek jeden i tego boi się jak ognia. Mało jeść.
Lepiej nażreć się zero, zerem się objeść, wodą się szustnąć tylko, niż mało chleba zjeść.

W tym czasie zrobiłam jedną z najgłupszych rzeczy w swoim życiu. DR by chyba dwa filmy dziewięciominutowe o tym nakręcił, a każdy obejrzało by po 79 osób, jak głupia Pepsi była. Postanowiłam przebiec maraton i połączyć ten miły sprawdzianik wytrzymałości z kuracją odchudzającą mimochodem. Nie dość, że wcześniej nie zrobiłam ładowania węglowodanami. To w trakcie maratonu piłam tylko wodę i odrobinę izotonika. Słownik poprawnej polszczyzny mi teraz kategorycznie każe poprawić izotonika na kartonika. Ale natenczas go nie posłucham. Chociaż wszędzie przy trasie były stoły z węglami w płynie i z owocami, głównie właśnie bananami i mandarynkami. Na 35 kilometrze o którym każdy długodystansowiec w czasopiśmie running, running czytał już horrory. Że jest to najbardziej przełomowy kilosek i powala niejednego chojraka. Się coś bardzo dziwnego dzieje z głową i bezwzględnie masz obowiązek dostarczyć sobie cukry proste w dużych ilościach. Na 35 kilometrze wymiękłam. Mówiłam, stańmy, stańmy na chwilę, stójcie, postoimy sobie odrobinkę. Bo od tego braku cukru w głowie mi się tak wymieszało kiełbie. Ale w końcu jakaś silna wola przyszła z pomocą, nie wiadomo skąd i wszystko przeszło. Dobiegłam do mety. Wprawdzie zajęło mi to ponad 4 godziny, ale i tak zdążyłam prawie 2 godziny przed końcem czekania na maruderów. A potem już nie klasyfikują i masz 7 dych w plecy. I fakt że w o 5kg mniejszej masie dotarłam do mety. Ale to nie było mądre posunięcie. To było głupie posunięcie.

      Marcin Mosiejko bardzo mi się wpasowuje z tymi filmikami

I nagle jest 811, z każdej strony słyszysz.
Tylko mi nie za mało jedz Pepsi. Aleś oszukała, miałaś tonę pożreć, a żeś pół tony tylko jadła. Ty oszustko matrymonialna. Zmień się. A mnie jakby ktoś smarował miodem, co go nie jem bo nóżki pszczół pourywane w nim są, ale tak się czuję.
A teraz jakaś bulka z bulikiem powie, ale ja nie lubię owoców, tonę makaronu bym zjadła, ale nie owoc w ilości 24 sztuki.
To ja Ci już wtedy odpowiem kuksańcem, a nie głaskaniem po głowie.
Pepsi mówi.
Do pracy nad sobą. Do silnej woli. Polubić mi tu banany w tej chwili. Jak jest jakiś ratunek, to korzystać. Łapać to koło ratunkowe. Zaiwaniać do ruchu, do truchtania, do biegania. Jeść dużo. I talią osy się cieszyć.
Tyle w tym temacie.
A wiele osób chciało wiedzieć. I nie było to dla mnie miłe, przypominać sobie te godziny w przy kucu przy kloklo. Ale sobie przypomniałam. A przecież są też grubasy kompulsywne, co nie rzigu, rzigu. Co za  jem i chudnę sprzedaliby duszę.
Jeszcze raz Wam powiem. 811. Only. I bieg po zdrowie. To wszystko.

Pa kochani.
Wasza ex bulka,
mocno teraźniejsza,
silna i wolna od nałogów Pepsulka

PS
Jak nie mogę obecnie zakończyć jedzenia, zdarza się do dziś, robię sobie gorącej aromatycznej zielonej herbatki, piję ją małymi łyczkami, a to że jest gorąca na surawce jest już samo w sobie atrakcją i dzięki niej wyhamowuję apetyt. Ewcia też o tym wspominała we wspólnej z Anią Sośnierz audycji radiowej.

(Visited 3 396 times, 4 visits today)

Powiązane artykuły

  1. Ewcia 21 marca 2012 o 17:00

    Kocham cie! Dziękuje za ten post<3

    1. pepsieliot 21 marca 2012 o 17:07

      <3

  2. Anna Sosnierz (@AnnaSosnierz) 21 marca 2012 o 17:05

    Cześć Kasia. Cudny post popełniłaś, bardzo lubię szczerość i łatwość z jaką piszesz a raczej się to czyta. Temat mocno śliski i dlatego tak ważny.
    Z bulimią nie miałam do czynienia, choć mieszkałam kiedyś z mą znajomą a była ona anorektyczką i co bym jej do głowy nie wlewała i nie wyrzucała prawie z pracy to ona i tak nie jadła. Wkurzyłam się wtedy mocno i odpuściłam a ona po prostu nie chce żyć i woli jak inni się użalają nad nią. Odpowiedzialność za samego siebie to podstawa i owocek 😉
    Ściskam i pozdrawiam mocno, dziękuje

    1. krystyna 21 marca 2012 o 17:08

      Gratuluję Pepsiczku!
      I wielkie dzięki!
      Super inspirujesz!

      1. pepsieliot 21 marca 2012 o 17:32

        Dzięki Krysiaczku

    2. pepsieliot 21 marca 2012 o 17:23

      Ania Hej, cieszę się i dziękuję, użalanie się nad sobą bywa denerwujące dla otoczenia, a jednocześnie bardzo destrukcyjne dla autoużalacza, użalanie się nad sobą musi spadać, precz z nim, owocek 🙂

  3. Katjusza 21 marca 2012 o 17:17

    Pepsi kochana tak bardzo Ci dziekuje za ten post. Jest o mnie…niestety…i wierze mocno ze mi pomoze
    Dzieki Tobie i Ewci trwam na raw drodze z mniejszym lub wiekszym powodzeniem. Pisz pisz pisz bo kocham Cie czytac
    caluski i owocek jakis smaczny

    1. pepsieliot 21 marca 2012 o 17:33

      Hej Katjusza, mój braciak dał mi taką samą ksywkę jak twoja, lovciam Cię, owocek

  4. jantar 21 marca 2012 o 17:19

    jak zwylke dzieki za post!Kompulsywny zarlok z incydentami bulimicznymi poszukujacy nowej drogi do zdrowia.Calusy-z prosba o wiecej!!!!!!!!

    1. pepsieliot 21 marca 2012 o 17:34

      Jantarku supcio, że jesteś ze mną, owocek

  5. bananaboxesgirl 21 marca 2012 o 18:07

    Kochana jesteś. Wiesz? 😉

  6. Emilia 21 marca 2012 o 18:26

    Wow za szczerosc!! Bardzo mi sie podoba zdanie: „Wydawało mi się, że bardzo chcę skończyć z bulimią, ale nie mogę. A w rzeczywistości było dokładnie odwrotnie, mogłam, ale tak na prawdę nie chciałam”
    Ja na szczescie tak nie lubie kucac w toalecie ze nigdy bym tego nie umiala zrobic specjalnie. A zawsze jak sobie postanowilam ze mogla bym troche mniej jesc bo przytylam to tym bardziej mi sie chcialo jesc wiec nici. Ale jedno mam nadal, jak juz sie dobiore do chleba albo bulek to zjem ich kilka/ caly bohen prawie. Dlatego kupuje tylko raz po raz w organiku taki zapakowany pumpernickel albo ciemny orkiszowy. On mi nie smakuje na zimno wiec musze podgrzac na patelni (nie smiac sie, nie mam ani tostera ani piekarnika) na ktora pasuja tylko dwa takie chlebki. Jak mam szczescie to juz mi sie nie chce wyjmowac i podgrzewac drugiej albo conajmniej trzeciej porcji. I tak sie zyje. 🙂

    I juz sie nie moge doczekac postu na jutrooo!
    Buziaki

  7. Monika 21 marca 2012 o 18:33

    Pepsi dziekujemy za twoje uzewnetrznienie sie i siegniecie znow do tego padolu bulimicznego.
    Ciesze sie, ze jestes ex:)

    sciskam cie cieplo

  8. lena dahm 21 marca 2012 o 19:10

    bardzo ciekawy post. Bulimia, anoreksja to jest dla mnie coś niewyobrażalnego…

    1. pepsieliot 21 marca 2012 o 19:30

      Lena dzięki, owocek 🙂

  9. Ania 21 marca 2012 o 19:18

    Swietny wpis! Ja nie mam za soba akurat bulimii, ale kto nie ma za soba glodzenia sie itp?
    Motywujesz i rob to dalej.
    Owocki 🙂

    1. pepsieliot 21 marca 2012 o 19:30

      Hej Ania, owocek 🙂

  10. Asia BW 21 marca 2012 o 21:28

    Dla niektórych bulimia, czy inne zaburzenia jedzenia są formą walki z nadwaga. Ale w większości przypadków to niestety reakcja i sposób odreagowywania problemów innego rodzaju, a tylko powiązanych z nadwagą…Ciężki temat i przykre, bo niektórym nie wystarcza własna silna wola. Anorektyczki np mają bardzo silną wolę… Niektórzy potrzebują jednak pomocy z zewnątrz – oczywiście musi być z ich strony wola walki i zerwania z nałogiem. Myślę, że 811 może być dobrym lekiem dla cierpiących na te przypadłości, mówiąc delikatnie. Ale szkoda, ze nie jedynym cudownym eliksirem.
    Cudnie Pepsi, że się tak otworzyłaś i podzieliłaś z nami swoim doświadczeniem. Jesteś Wielka sercem i duszą Kochana.

    1. pepsieliot 22 marca 2012 o 06:47

      Asia, wszystko ma podłoże psychologiczne, nawet to że się ważysz co pół godziny świadczy że coś z Twoimi emocjami jest nie tak. Więc czy się je, bo Cię mama nie kochała, czy była przemoc w rodzinie, czy inne straszne rzeczy, to i tak wszystko leży w Twoich rękach, psycholog Cię naprowadza, ale bez swojej własnej dedukcji nic z tego nie będzie. Łupina orzecha dryfująca sobie nie pomoże. A właśnie ze wzgledu na silną wolę,w końcu użytą w odpowiednim kierunku, anorektyczki łatwiej wychodzą z anoreksji niż bulimiczki o zdecydowanie słabszej silnej woli.

      1. Asia BW 22 marca 2012 o 10:04

        Jasne, chodziło mi o to, że większość nie poradzi sobie bez pomocy z zewnątrz.

  11. Agnes 21 marca 2012 o 22:23

    Jakbym czytała o sobie… Tyle że ja strasznie niechętnie ‚to’ robiłam. Na drugi dzień miałam straszne bóle gardła, do tego rany na dłoniach. Coś okropnego. Nie wiedziałam jak się z tego uwolnić. Ograniczenie posiłków wydawało się dla mnie rzeczą niemożliwą. Wolałam nie jeść nic niż wydzieloną porcję, bo na niej się nie kończyło. Opróżniałam lodówkę i wszystkie szafki.
    I jeszcze ten tekst – tiramisu albo lody bo łatwo ‚wychodzą’- jakie to prawdziwe! KOCHAM LODY, (niestety) i naprawdę łatwo było ich się pozbyć.

    Dziękuję za ten wpis. Z dietą 811 staram się naprawić swoje życie i zdrowie no i przy okazji schudnąć… Pozdrawiam

    1. pepsieliot 22 marca 2012 o 06:51

      Agnes kochana, poranione ręce jak najbardziej, znam to, wszystko będzie dobrze, na 811 schudniesz na pewno, posłuchaj jeszcze raz filmika DR, brzmi optymistycznie, trzymam z Tobą :))

  12. Aga 21 marca 2012 o 23:50

    Dzięki :*** W końcu ktoś napisał szczerze o bulimii! I Twoje rady konkretne, które zresztą napisałaś mi już wcześniej w komentarzu <3 811 do mnie przemawia uwielbiam banany, jabłka ogólnie owoce natomiast nie wyobrażam sobie np surówki z pekińskiej z marchewka bez zalewy z oliwy. Na dzień dzisiejszy mam plan przez 6 dni w tygodniu jeść w miarę surowo a w niedzielę zjeść z rodziną obiad bo dla nich to jest bardzo ważne. Mam jeszcze pytanie a jak jest się na rawie to nie można lub trzeba ograniczyć picie gorących ziół czy herbat?Bo w zasadzie nikt o tym nie napisał, a ostatnio bardzo mnie to nurtowało 🙂
    owocowe buziaki:*

    1. pepsieliot 22 marca 2012 o 06:53

      Aga, ja piję zieloną herbatę, niby nie powinno się, ziół nie piję, bo jestem zdrowa, ale herbata mnie rozgrzewa, jestem jeszcze w fazie marznięcia, spadła mi też troszkę temperatura ciała, ale z herbaty nie zrezygnuję dopóki tak marznę.

      1. pepsieliot 24 marca 2012 o 09:38

        Jazgotttcie, musiałaś to napisać?????, łi raczej mnie wysusza, ale tak uwielbiam swoja zieloną herbatkę i tak na nią czekam, że przymykam na to oko, całuski 🙂

  13. Kasia S 22 marca 2012 o 23:43

    Dziekuje ,ale to bardzo bardzo dziekuje:)
    Od jakiegos czasu walcze z kompulsywnym jedzeniem slodyczy-jestescie dla mnie inspiracja Ty i Ewa.
    Owocek:)

    1. pepsieliot 23 marca 2012 o 07:09

      Kasia S, cieszę się, ciuciu jest be, owocek 🙂

  14. ekocentryczka 24 marca 2012 o 07:13

    Dziękuję za wpis! Trafiłam tu dzięki Ewci i na pewno zostanę:) Przeczytałam wszystko i znalazłam dużo motywacji! Surowe jedzenie bardzo zmieniło moje życie,mimo że jestem dopiero po kilku miesiącach takiej diety. Czekam na nowe wpisy, czytam je jednym tchem!

    1. pepsieliot 24 marca 2012 o 07:58

      ekocentryczka hejka, cieszę się, że jesteś z nami , owocek 🙂

  15. Marcela 30 kwietnia 2013 o 18:39

    Pepsi, dziękuję – bardzo przydatny post 🙂 Ciekawa jestem tylko tego, jak podczas okresu, gdy jadłaś tylko banany, jabłka i serek tofu, wyglądała Twoja skóra, paznokcie i włosy? Cierpię na okresowe, kompulsywne napady obżarstwa od kilku lat. Szukam pomocy i Twoja historia jest dla mnie motywująca i dająca do myślenia. Obawiam się jedynie, czy funkcjonowanie na tych trzech składnikach przez dłuższy czas, nie zrujnowałoby mojego organizmu… Proszę o wytłumaczenie w kilku słowach lub chociaż odesłanie do jakiegoś źródła 🙂 Dzięki, owocek 😀

  16. pepsi 30 kwietnia 2013 o 19:48

    Marcela, cały czas brałam jakieś witaminy i intensywnie się nawilżałam kremami i bardzo dużo piłam wody i nie było źle. Włosy trochę leciały, ale wtedy nie wiedziałam jeszcze nic o chlorofilu, dzisiaj dodawalabym masę zielonych liści, sałaty, szpinaku, pietruszki, jarmużu, zero kalorii prawie, a uzupełniają minerały i piłabym dużo pokrzywy, takiej zwykłej herbatki do zaparzania za grosze kupowanej i byłoby spoko.Jabłka można wymieniać na inne owoce, truskawki, maliny, jagody. Ja wtedy nie wymieniałam bo byłam opętana jabłkiem, szczególnie lobo mi smakowały. ściskam i owocków życzę

  17. Lobotomia 18 lutego 2014 o 14:11

    Mam 20 lat i jestem na etapie odkochania w tej mało pięknej pani. Bardzo przydatny tekst, chociaż ja z tych przeczyszczająco-głodówkowych przez pierwsze kilka lat, a potem już tylko grubnących bez głodówek. Myślisz Pepsi, że rower zamiast biegania też może być, czy nie bardzo?
    PS. Czytam Cię od dawna uważnie. Trafiłam tu kiedyś przypadkiem, przez wpis z filmem youtube o bieganiu goglując „czy można biegać w trampkach” Haha 😀

  18. meryenn 8 kwietnia 2014 o 06:26

    Pepsulko, dwa lata po fakcie ale dzieki za ten artykul. Ja co prawda nie rzigu ale nie raz juz bym b. Chciala! No i zauwazylam,ze jak jem surowe to mnie tak nie ciagnie do dojadania, ale jak juz wpadnie chlebek albo ciepla zupka to juz koniec, 15 talerzykow:p do tevo brak mi motywacji bo mimo to jestem szczupla. Tylko brzuch mam wywalony, ale to mozna jakos zamaskowac.
    Pozdrawiam!

    P.s. ja tez po krakowskim WA:)

    1. pepsieliot 8 kwietnia 2014 o 07:19

      Meryenn Kochana, dobrze rozumiem te 15 talerzyków i ściskam 🙂

  19. Gabi Orchita 10 maja 2014 o 22:07

    *U*w*i*e*l*b*i*a*m C*i*e

    To o czym piszesz in general i sposob w jakim to robisz, jest dla mnie jak promyk slonca w ciemnej I ciasnej celi jaka jest moja egzystencja.
    Szacunek Peps I to ogromny:):*

    1. pepsieliot 10 maja 2014 o 22:47

      Gabi też Cię lovciam

  20. Bulinex 13 sierpnia 2014 o 18:45

    Pepsi, piszesz ze herbatka Cie ogrzewa bo Ci temperatura ciala spadla.. I ja sie tak zaczelam zastanawiac, bo mi jest ciagle zimno, tzn szczegolnie od jesieni do wiosny, bo latem jest w miare ok. Zrobilam badania na tarczyce i sa spoko, do tego zdecydowanie jem wystarczajaca ilosc kalorii (jako ex buli nie byl to dla mnie problem jest duzo) ale ciagle jest mi zimno.. Czy uwazasz ze to przez surowa diete? Dla mnie wlasnie to jest glowny problem z byciem „fully raw” bo zawsze sie chce rozgrzac czyms jak przychodze do domu. Oczywiscie jem 80/10/10 tylko ze te kolacje cieple.

  21. pepsieliot 13 sierpnia 2014 o 19:33

    Bulinexsie Drogi, tak, to przez surawkę, a także picie zbyt zimnej wody z rana, to się z czasem poprawi. Jedz ciepłe kolacje, będzie dobrze

  22. ka 16 czerwca 2015 o 19:09

    Aj lowju za to. Powiedz, proszę, czy z zębami u Ciebie wszystko dobrze?

    1. pepsieliot 16 czerwca 2015 o 20:37

      dobrze

      1. ka 16 czerwca 2015 o 22:43

        Długo to u Ciebie trwało?przepraszam, że tak pytam ale m tu taką awarię w tym temacie.

        1. pepsieliot 17 czerwca 2015 o 08:06

          no długo, yyy … dobrych parę lat, bo na początku wydaje się, że wszystko kontrolujesz. Dopiero gdy uświadomisz sobie co sobie robisz, można zacząć działać. No i wyjście z tego też trochę trwało.

  23. ka 19 czerwca 2015 o 16:43

    A codziennie miałaś akcje rzigu-rzyg? Bardzo za cierpliwość z góry dziękuję. Harfowy buziak

    1. pepsieliot 19 czerwca 2015 o 18:17

      jak piszę o bulimii to wiem o czym piszę

  24. ka 19 czerwca 2015 o 18:46

    Bo ja raz mi się uda wytrzymać cały tydzień a przyjdzie tydzień,że co drugi albo i codziennie musze włożyç palce. I powtarzam sobie,źe to ostatni raz. I już mi się uda a później jakoś tracę kontrolę muszę się zaciągnąç moimi rodzynkami z kokosem i leci.jogurt,kefir,maślanka,śmietana albo owoce. I późnoej 10min i mam pusty żołądek….myślałam, źe bieganie nie pozwoli mi na to. A tu dupa. Boegałam wcześniej niż się tp zaczęło. Może teraz mi będzie łatwiej,jak to wyrzuciŀam z siebie. Wiem,że mogę. Mogę wszustkp ale nie umiem tu sobie zaufać.

  25. Nadinia 19 kwietnia 2016 o 07:16

    Witaj Droga Pepsi! Bardzo dziękuję Ci za ten post. Jestem bulimiczką od 15 lat…teraz mam 31. Niezły staż. Próbowałam różnych metod, także psychoterapii, terapii lekami, spotkań grupowych. Nic nie pomaga. Mam dwójkę dzieci, bardzo chcę żyć i wyzdrowieć ale niestety się pogubiłam. Przypadkiem trafiłam na Twoją stronę i muszę przyznać, że surowa dieta niezwykle mnie zainteresowała. Nie chcę chudnąć, i tak mam niedowagę. Zależy mi po prostu na wyjściu z tego bagna. Nie umiem jeść normalnie. Albo się głodzę albo opróżniam całą lodówkę i kończę w wc. Czasem zdarza się 3 lub 4 dni przerwy i wtedy czuję, że życie jest cudowne. Marzę aby taki stan trwał dłużej. Postanowiłam skorzystać z Twoich rad. Uwielbiam surowe warzywa….owoce też, choć trochę mniej. Ale co tam…można polubić bardziej jak ma pomóc. Kocham też ruch więc z bieganiem nie ma problemu. Dałaś mi nadzieję i wiarę, że może jest jeszcze jakaś szansa. Pozdrawiam Cię ciepło i życzę wszystkiego dobrego!

    1. pepsieliot 19 kwietnia 2016 o 07:37

      Nadiniu już jesteś na dobrej drodze, bo wiesz że chorujesz, czyli nie okłamujesz się, teraz już tylko czeka Cię wyleczenie,. ściskam i trzymam kciuki

  26. Nadinia 19 kwietnia 2016 o 22:25

    Dziękuję bardzo. Tak czytam ostatnio Twojego bloga i naprawdę jestem pod wrażeniem. Na pewno będę tu zaglądać regularnie. To co piszesz daje mi dużo większą nadzieję na zdrowie niż wszyscy psychiatrzy i psycholodzy na których traciłam pieniądze. Może to infantylnie zabrzmi ale mam przeczucie, że to co proponujesz i przetestowałaś na sobie może pomóc również mojej chorej głowie. To prawda…najpierw trzeba podjąć decyzję i w końcu zechcieć!

  27. zazuella 23 lipca 2016 o 07:23

    Proszę Pani. Znalazłam Pani bloga i mam takie pytanie. Mam25 lat od 1,5 roku wpadłam w to. Piszę to bo cieżko mi samej powiedzieć mam bulimię. Starałam się to przerwać i pomału wychodzę. Ale….zobaczyłam,że moje zęby to nie moje zęby,na końcòwkach są odtrzejsze,boję się o nie a z dendystą jest problem, bo mieszkam w maŀej moejscowości. Co poleca Pani aby wzmocnić i zmieralizować szkliwo. Moźe ja wariuję ale jestem z tym sama a chcę znormalnieć. Pozdrawiam Zazuella

    1. pepsieliot 23 lipca 2016 o 07:27

      to normalne, że przy bulimy zęby lecą od wiadomo czego, polecam D3+K2 TiB 2 tabletki do ssania po śniadaniu, i zbadaj 25(OH)D i zgłoś się do mnie z wynikiem

    2. pepsieliot 23 lipca 2016 o 23:11

      Bierz D3 +K2 TiB 2 tabletki po śniadaniu, i zrób badanie 25(OH)D i zgłoś się z wynikiem. Na kilka dni przed badaniem nie bierz witaminy D.

  28. zazuella 23 lipca 2016 o 08:15

    Dziękuję a czym je myć i co jeść?

  29. polas 14 kwietnia 2017 o 18:42

    Pepsi, jak naprawiłas swoj zolądek po bulimii?
    Mianowicie chodzi mi o kwas żołądkowy, którego przez bulimie juz nie mam.
    Mam mianowicie stan zapalny od zółci, która napływa mi do zołądka.
    Byłas w podobnym stanie?
    Czy od razu przejscie na witarianizm Ci pomogło?
    Mimo, że to może być niewygodne pytanie, proszę odpowiedź.

    1. Pepsi Eliot 14 kwietnia 2017 o 18:51

      mnie pomogła praktycznie monodieta: jabłka i banany w dużych ilościach, ale nie każdy doznaje jej cudownych skutków

  30. polas 14 kwietnia 2017 o 19:08

    ok, a białko i tłuszcze?
    Nie brakowało Ci witamin, minerałów?

Dodaj komentarz

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się