logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
473 online
50 966 866

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
co tak gryzie pepsi eliot?

Kochani, Kochani,
ożesz, ożesz, kurwa, kurwa, że się posłużę znaną mi polszczyzną, mianowicie dzisiaj zadam sobie ileś tam ukąszeń, pod hasłem :
Co gryzie Gilberta Grape’a, czyli co gryzie Pepsi Eliot?

Ugryzienie łan. 
W skali wielkich liczb statystyki może się okazać, że pewne zjawiska występujące w organizmach ludzkich uznajemy za wytyczne do wyciągania wniosków i prognozowania dla ogółu. Tak jak zakłada się, że kobiety w okresie laktacji nie zachodzą w ciążę i w skali żeńskiej populacji Indii świetnie się to sprawdza, chociaż wiadomo jest, że nie jedna Hinduska jeszcze tego samego roku powije drugiego potomka. Tak jak używanie prezerwatyw chroni od Aids i dla populacji Afryki ma to wielce istotny wpływ na zachorowalność, ale w niektórych szczególnie pechowych sytuacjach typu nieostrożność, czy też pęknięcie lateksu jednak doprowadza do zarażenia.
Pewnie podobnie jest z witaminą K2, gdzie MK4 w organizmie może być przetworzona z łatwo dostępnej zarówno dla wegan i wszystkożerców witaminy K1, natomiast MK7 powstaje tylko podczas procesu fermentacji i podobno może być również wytwarzana w jelitach, chociaż tutaj zdania wśród badaczy tematu są nie do końca zgodne. Ale tak jest też przecież z witaminą B12, gdzie podobno 30% populacji, albo umie ją wytwarzać, albo potajemnie konsumuje kał i nigdy nie będzie miało niedoborów, albo jest tak jak uważa na przykład dr. Cousens, o czym pisałam dwa razy na tym blogu i przypominałam trzysta razy B12 i B12 kontrowersje.
Generalnie może nam nie brakować witaminy K2 i z tym zdroworozsądkowo się zgodzę.
Ale zaś w mikro skali poszczególnej jednostki i jej historii przypadku:
Witarianie miewają niedobory wapnia i ich gęstość kości maleje, pisałam o tym w poście niedawno i może się zdarzyć, że zaczną suplementować wapń i witaminę D, do czego wielu wegańskich dietetyków namawia i się może okazać, że ten wapń nie trafi do kości, tylko do tkanki miękkiej, typu ważna żyła, a mogłoby być całkiem inaczej gdybyśmy połknęli również witaminę K2 z natto.
Istnieje również kwestia przyswajania przez organizm witaminy K2 z pożywienia, gdyż niektóre bakterie obecne w jelitach mogą to utrudniać, albo nadwyrężona, czy chora wątroba może wpłynąć na zmniejszenie przyswajalności i w takich przypadkach najlepiej sięgnąć po suplement.
Dlaczego witmania K2 jest tak ważna dla naszego zdrowia?
K2 wpływa na zdrowie kości, szczególnie pomaga uniknąć osteoporozy w okresie przekwitania czy w podeszłym wieku, poza tym chroni przed chorobami nowotworowymi. Najnowsze badania wykazały, że K2 zabija komórki rakowe, zanim zaczną się rozmnażać. K2 chroni też wątrobę, niweluje złogi wapniowe w żyłach i chroni przed chorobami serca.
(ze strony Solgar, wegańska witamina K2, właśnie ją kupiłam za 109 zło w aptece, bo natto w formie suszonej smakuje i pachnie jak sucha karma dla psa, a ponadto, podaję za Michaelem zawiera pewien nie dobry składnik, szczególnie dla mężczyzn, zwany tyraminą )

Zamykam sprawę natenczas witaminy K2, jednocześnie udostępniając w P.S. do poprzedniego wpisu, przepis Michaela na jego potrawę natto.

Ugryzienie tu.
Jak się okazuje witarianizm to forma zarabiania pieniędzy dla wielu rawfoodowców, którzy wyczuli pismo nosem i na tej prozdrowotnej idei postanowili zbić jakiś interesik. Nawet kiedy bezwzględnie wierzą w to o czym piszą, chociaż na ich stronach witarianizm przedstawiany jest podobnie jak opracowanie młodego technika, który podał ulepszenia pozwalające zaoszczędzić spalanie benzyny, a które to oszczędności wyrażone w % po zsumowaniu dawały wynik znacznie przewyższający 100%, czyli w rzeczy samej możliwość produkcji etyliny przez małego fiata, to i tak ze względu na to, że są to strony sprzedażowe, nie mogą z powodów merkantylnych pozwolić sobie na żaden sceptycyzm, czy chociażby powątpiewającą refleksję.

Przedstawię historię pewnej osoby, surowej kucharki działającej jako Chef Ursula (dawny Good Food Mood), która mniej więcej (bo to moje tłumaczenie i moje wstawki, tak jak ja to rozumiem, dodał peps) tak opowiada:
Studiowałam zasady żywienia, gotowałam i przygotowywałam organiczne surowce i podawałam naturalne potrawy dla smakoszy od ponad dwudziestu siedmiu lat. Posiadam wiedzę i doświadczenie na temat większości możliwych wariacji stylów odżywiania, a także ich filozofii i mogę z ręką na sercu przyznać, że każda książka o sposobie żywienia, która została kiedykolwiek napisana zawiera pewne dobre części. I byłam w 100% na witarianizmie, organicznym i wegańskim przez około półtora roku i po wystąpieniu poważnych kłopotów, wróciłam do mojego stylu jedzenia: od 50% do 70% na surowo i w około 80% wegańsko i około 95% organicznie, ale to tylko mój styl jedzenia, który okazał się po dwudziestu siedmiu latach, że jest dla mnie najlepszy.
Chociaż jestem przekonana, że jedzenie 100% raw (nie ma nic wspólnego z jedzeniem 100% vegan) jest doskonałym sposobem, aby tak właśnie się odżywiać, społeczeństwa jadły jednak częściowo gotowane jedzenie co najmniej kilkadziesiąt tysięcy lat wcześniej, jeśli nie dłużej. Całkowita zmiana naszego stylu życia i przestawienie się na jedzenie tylko surowej żywności nie byłaby możliwa dla większości osób, nie mówiąc już o Lapończykach, czy Eskimosach.
Nie możemy zmienić w ciągu jednego pokolenia sposobu żywienia, licząc tylko na same pozytywne skutki, skoro nasi przodkowie jedli zupełnie inaczej przez te wszystkie tysiące lat. Dla niektórych osób, taka dieta działa dobrze, ale nie dla ogółu ludzkości. Jednak to, co na pewno działa doskonale na nas wszystkich to, aby uwzględnić znaczenie jak najbardziej naturalnych surowców spożywczych i wprowadzić je do naszej codziennej diety.
To smutne, że w dzisiejszych czasach odsunęliśmy się od jak najbardziej naturalnego jedzenia, a nawet gorzej, odsunęliśmy się od uprawiania własnej żywności!
Założę się, że większość znanych liderów surowego jedzenia nigdy nie zasiała naturalnej żywności i nie zebrała plonów, czy chociaż nie stworzyła własnego organicznego kompostu z mikro organizmami.
Bo jeśliby to zrobili, to wtedy doświadczyliby tego samego jak ja doznania: w naturalnej stercie kompostu, mikroorganizmy rosną jak szalone i wszystko dzieje się wewnątrz kompostownika w naturalnej temperaturze około 140 º F!
Czy ktoś może sobie to wyobrazić? Więc, kto mówi, że nie można podgrzewać jedzenia powyżej

°F = (°C × 1.8) + 32 , 105,8 °F = (42°C x 1,8) + 32 (korzystając z okazji podaję przemiłej Socjecie wzór na przeliczenie stopni Fahrenheita na Celsjusze)
102 do 118 stopni Fahrenheita?

Jeśli nawet mikroorganizmy robią to naturalnie? To tylko Witamina C ginie w surowym miodzie, kiedy się go podgrzeje powyżej 102 ° F.

Nie mówię, że powinniśmy podgrzewać całe jedzenie do 140 º F. Nie!
Nie podgrzewamy, co jest przecież logiczne jeżeli moglibyśmy uszkodzić jedzenie. Chciałam tylko uciec od niemal fanatycznego głoszenia, aby jeść tylko to co zostało podgrzane od 102 do 118 stopni Fahrenheita.
I jeszcze jeden ważny aspekt, że jedzenie surowe ma być obowiązkowo wegańskie. To tylko jest osobistą decyzją, aby właśnie takie było.

Kiedy poruszałam poniższe ważne dla mnie zagadnienia i problemy na stronach wpływowych witarian nigdy nie uzyskałam żadnej odpowiedzi, gdyż witarianizm jest często traktowany przez nich jak religia, czy też dostawca kasy.
1. Kto na świecie je od wielu lat tylko surowo i wegańsko i jaki ma to faktyczny wpływ na długość życia i zdrowie całkowite?
2. Niektórzy liderzy raw foodu mówią, że jeśli będziemy jeść bardziej naturalnie, coś jak szympansy i goryle, biochemicznie najbliższe nam gatunki, to nie będziemy cierpieć z powodu cukrzycy, raka, chorób serca itp. i możemy wydłużyć swoje życie, teoretycznie sporo ponad setkę lat. W mojej opinii jest to raczej bajka. Owe małpy jedzą praktycznie wyłącznie surowe pożywienie, jednak z pewnością nie całkowicie wegańskie, nie mniej jednak żyją tyle na ile ich biofizyczny zegar zezwala. Jednak ludzie mogliby żyć w o wiele lepszym zdrowiu i mogłoby być o wiele mniej cierpienia, z tym bezwzględnie się zgodzę.
3. Szympansy i goryle jedzą około 20-tu do 30-tu kg jedzenia każdego dnia. Nie robią nic innego, tylko przez cały dzień jedzą i śpią. Niekiedy kopulują i udzielają się społecznie poprzez iskanie, dodaje peps. To, w jaki ich system trawienny jest zbudowany, pozwala na takie non stop żarcie.
Ludzka trzustka nie jest zbudowana do pracy, uaktywnianej przez jedzenie całymi dniami, ale raczej wskazane jest, aby jeść dwa do trzech razy dziennie.
4. Nasza trzustka przystosowana jest do przetwarzania około 80% tłuszczów, oraz białek i tylko około 20% węglowodanów. Jak się ma do tego 811?
5. Dlaczego wielu znanych rawfoodystów zaleca, że powinniśmy jeść tylko małe ilości tłuszczów, chociaż nasza trzustka służy właśnie do przetwarzania tłuszczów?

Yyyyy tak. Dodał pepsinek.

C.d., nawija szef Urszula :
Moje osobiste doświadczenie:
Przez półtora roku byłam na diecie z dużą ilością owoców, bardzo mało tłuszczu i w związku z tym za mało jak się okazało dla mnie białka. Doznałam poważnych uszczerbków na zdrowiu, na granicy śmiertelnych dolegliwości. Straciłam masę włosów, miałam zainfekowane paznokcie i doszło do tego, że straciłam dwa duże paznokcie u stóp, utyłam, a także straciłam cztery zęby w wyniku braków, więc proszę nie wciskaj mi kitu, że to wszystko jest wynikiem detoksykacji.
Kiedy chciałam omówić te moje problemy zdrowotne na forum w grupie rawfoodystów na yahoo, to jakbym otworzyła puszkę Pandory, tak mi się wydawało. Wiele osób jak się okazało miało podobne problemy i rozpoczęła się ogromna i emocjonalna dyskusja. Było to w 2007 roku. Nagle z dnia na dzień moje i wielu innych osób wypowiedzi, biorących udział w dyskusji zostały wstępnie ocenzurowane, a potem nasze wpisy zostały zablokowane i nie mogliśmy już wprowadzić żadnych wypowiedzi, mimo, że byłam członkiem tej grupy od 1999 roku. Moderator grupy na yahoo dotyczącej surowej żywności poinformował mnie, że zrobi wszystko, aby chronić przywódcę rawfoodystów i żeby jego książki też były chronione i nie pozwoli na żadne podważanie jego reputacji. Byłam zszokowana takim zachowaniem i zdecydowałam, że nie mogę stanowić elementu tych faszystowskich rozgrywek, zamiast szczerej publicznej dyskusji. Jestem do dziś na tym forum zablokowana. (Ja myślę, trolli się przecież nie lubi, półuśmieszek)
Miałam dość tych problemów zdrowotnych i wróciłam do „mojego” stylu odżywiania i wszystko wróciło do normy z wyjątkiem czterech zębów, które jednak nie odrosły.

Co mnie nie dziwi, dodaje peps, bo tylko na rawie przecież kły odrastają, jak twierdzi Vadim Zeland. Jemu odrosły.
Kiedy na stronie sprzedaje się to i owo, to to i owo nie może nigdy zostać powiedziane.

Ugryzienie fri. 
Łi, trzeba sobie otwarcie powiedzieć i dlatego pewnie mój blog nie awansował do zaszczytnej i polecanej grupy blogów wegańskich, pomimo, iż jestem weganką, że nasi praprzodkowie nie byli weganami nigdy. Właściwie w przyrodzie rzadko wszystko jest idealne i jednorodne. Tłumaczy się, że kameleon się mimetycznie przystosował do otoczenia i potrafi do złudzenia wtopić się w otoczenie, ale inne organizmy tego nie zrobiły, a wręcz przeciwnie na przykład dla podbicia prokreacji rzucają się w gały z daleka i są łatwym łupem dla agresorów. Nie wiem czy ssaki w pełni roślinożerne jak krowa, nie zasysają wraz z trawą różnych organizmów żywych i że to nie jest dla nich wskazane, albo właśnie tak ma być. Po prostu tego nie wiem, ale wiadomo jest, że krowa urodziła się, tak jak człowiek jako stworzenie, które trawi białko zwierzęce, bo żeśmy ssali, niekiedy nawet tę samą pierś.
Jeżeli człowiek oszalał na punkcie jedzenia mięsa i zaczął dręczyć na masową skalę, czy chociażby jednostki we własnej zagrodzie, zwierzęta, to z powodu empatii odrzucamy jedzenie mięsa, ale musimy się liczyć, że czymś te wartości odżywcze powinniśmy zastąpić. Są ludzie, którzy bardzo współczują zwierzętom, a jednocześnie chcieliby zapewnić sobie obiektywnie najlepsze pożywienie i tacy ludzie, kiedy dobrze rozkminią temat na pewno będą mieli dylematy. Do nich i ja należę, ale póki co się trzymam, chociaż bliskiej osobie doradziłam organiczne jaja niby od szczęśliwej kury, bo kto wie czy jest taka szczęśliwa.
Uważam się za zwierzę, które ma swój rozum, ale ma też wolę najlepszego życia i niekiedy jak się okazuje, dzieje się to kosztem cudzego życia, jak to w okrutnej naturze.

Dr. Norman Walker przeżywszy swoje 109 lat (1875-1984), stał się guru dla wielu rawfoodystów, chociaż jak nadmieniła Olga, błędnie jednak podając jego wiek, weganinem nie był.
Jest najprawdopodobniej jak dotąd najdłużej żyjącym rawfoodystą i raczej możemy założyć, że doskonałą formę zawdzięcza swojej diecie, a nie genom, gdyż około czterdzieści lat przed śmiercią zachorował na raka pęcherza i wyleczył tego kancera pijąc masę świeżych owocowych i warzywnych soków i trzymał doskonałą formę, aż do końca, wyglądając na sześćdziesięcio paro latka, a nie na studziewięciolatka.

Współcześni dietetycy i naukowcy zajmujący się podobnymi zagadnieniami dopiero teraz odkrywają prawdy, które doktorowi Walkerowi, były dobrze znane i których był żywym dowodem, jak przez odpowiednią dietę, solidność psychiczną i inteligentną pielęgnację ciała, można osiągnąć zadziwiającą formę po setce na karku, nie w żołądku.
Każdego roku czytamy, o nowym dietetycznym cudzie, o panaceum na wszystkie choroby, czy o rewolucyjnym programie ćwiczeń, które uratują, lub nieprzyzwoicie przedłużą nasze życie. Dr. Walker jako wyjątkowa osoba, nigdy nie używał słowa cud, objawienie, czy rewolucyjny, bo na szczęście nie musiał.
W 1910 roku, Dr Walker założył Laboratorium Norwalk do spraw żywieniowych Chemii i Badań Naukowych w Nowym Jorku, a tym samym zapoczątkował nową wizję, co jest tak ważne dla naszego dłuższego i bardziej aktywnego życia. Wśród jego wielkiego wkładu w nieznane dziedziny, było odkrycie wartości terapeutycznych świeżych soków warzywnych. Na szczęście dla ludzkości i żeby wielcy rawfoodowcy mogli trochę napełnić sakwy, napisał kilka książek na ten temat
Program dr. Walkera opierał się w skrócie na:
Surowe warzywa i soki owocowe oferują wszystkie żywe enzymy, a ich właściwości detoksykujące są nam niezbędne, aby utrzymać nasz organizm silnym, zdrowym i zdolnym do pokonania wielu wrogów jakimi są skażenia i zanieczyszczenia w dzisiejszym świecie. Nasze systemy immunologiczne są utrzymywane w szczytowej formie, gdy spożywamy codziennie „raw” warzywa i soki owocowe.

Soki warzywne są „budowniczymi” organizmu, a soki owocowe są „środkami czyszczącymi”.

Każda komórka naszego ciała, czy też gruczoł, czerpią organiczne korzyści z tej czystej i naturalnej formy żywienia. Pocieszające jest uświadomienie sobie, że tylko poprzez picie surowych soków warzywnych i owocowych każdego dnia, nasza dieta jest kompletna we wszystkie witaminy i minerały niezbędne do tego, aby stać się młodszym, silniejszym i zdrowszym.
No to po dżiusiku?

Ugryzienie for.
Pan Matt Monarch twierdzi, że po zdecydowaniu się na 100% surowe pożywienie, komórki twojego ciała, będą wydalały odpady, w tym wiele z nich w formie gazów. Zachęca też do zapoznania się z „teorią gazów we krwi”, z czym zapoznam Socjetę, o ile najdroższa będzie miała chęć, przy innej okazji, ale wracajmy.
Ten proces oczyszczania, czyli detoksykacji nie będzie trwał dwa czy trzy miesiące, czy nawet kilka lat, ale będzie trwał aż do śmierci.
W opinii Matta Monarcha najbardziej niezrozumiałą koncepcją w raw foodzie, jest właśnie zagadnienie detoksykacji, która ma trwać ileś tam czasu i raz na zawsze oczyścić nasze wnętrzności z kilastego badziewia.
Toksyny środowiskowe, te pochodne od stresu (adrenalina), pozostałości nie strawionej żywności, w tym po złych nawykach żywieniowych takich jak przejadanie się, bulimia i inne takie, a także detoksykacja odpadów gazowych pozostałych po spożywaniu złych pokarmów, leków, antybiotyków i temu podobnych, będą wyłaziły z twoich komórek do końca życia.
Po przejściu na 100% raw, odstawieniu wielu leków i używek, a także pseudo żywności, która jest najbardziej szkodliwa i obstrukcyjna dla ciała jak cukry rafinowane i przetworzona skrobia, twoje komórki, które były z roku na rok coraz bardziej napakowane brudem na wdechu, mają szansę dostać w końcu „wydech”. Toksyny nagromadzone, odpady trujące zostają uwolnione i wracają do systemu i układu wydalniczego.
To jest nieuniknione!

Na prawdę 100% witarianizmu będzie bardzo toksyczne dla twojego organizmu, gdyż proces ten będzie trwał nieustająco, gdyż odpady uwolnione z komórek w wyniku detoksykacji będą się stale pojawiać.
Kiedy wszedłeś na 100% Raw, ciało oczyszcza się coraz bardziej i więcej niż możemy sobie wyobrazić i dlatego Raw Lifestyle bez okresowego czyszczenia jelita jest z góry skazane na porażkę.
Hydroterapia jelita grubego to brakujące ogniwo, aby wyciągnąć maksymalne korzyści z bycia witarianinem.
Nawet jeżeli masz idealne wypróżnienia trzy razy dziennie, to i tak nie wszystkie odpady jesteś w stanie wydalić. Odpady stałe nie są nawet najważniejsze, ale to co przede wszystkim na pewno zostanie usunięte podczas colon hydroterapii jest gaz!

Wchodzisz na 100% raw, jest po pewnym czasie cudownie, potem mniej cudownie, to dodajesz trochę zielonego i łykasz jakiś suplement i jest lepiej, ale po pewnym czasie jest znowu zniżka i tak już będzie, ale kiedy zdecydujesz się na czyszczenie wodne kiszki, to to okaże się się brakującym ogniwem do pełnej doskonałości.
Są tacy surowi i członkowie innych wspólnot zdrowia, którzy występują przeciwko oczyszczania jelita grubego, chociaż nie są jak się okazuje na 100% rawie, a to na prawdę jest różnica w ilości wydalanych toksyn, nawet kiedy ktoś jest w 95% na surowym.
Bez dodatkowego oczyszczenia, toksyny wydobywają się z komórek szybciej niż są eliminowane. Często, semi-Raw zjadacz, który odmawia sobie hydroterapi jelita grubego jest nieświadomie zmuszany do kompromisów we własnej diecie, właśnie w celu spowolnienia detoksykacji.

Dwukropek jest ostatecznym odcinkiem drenażu gazu. W połączeniu z ulepszoną dietą, Hydroterapia Colon jest najpotężniejszym narzędziem, które każdy może wykorzystać do auto detoxu własnego organizmu.

Hydroterapia Colonu jest cudem!

Sesja hydroterapeutyczna może niezwykle wspomóc w wejściu w najjaśniejsze wibracje własnego ciała i ostatecznie pozbawić cię dolegliwości, które na rawie się wprawdzie polepszyły, ale nie zniknęły na zawsze, takich jak:
pryszcze (krosty trądzikowe), wysypki i egzemy, hemoroidy, łuszczyca i inne skazy skórne wynikłe z tego toksycznego stanu organizmu, nos i drogi oskrzelowe pozbędą się śluzu, oddychać będziesz łatwiej i głębiej, zakażenia znikną, mózg zacznie lepiej funkcjonować, a nawet zapach twojego ciała będzie o wiele piękniejszy i to jest dopiero droga do zdrowia.

(Muszę dodać od siebie, że Matt Monarch, dobry znajomy Paula Nisona publikuje książki, zafascynowany jest najbardziej dr. Normanem Walkerem, a także w następnej kolejności dr. Fredem Bisci.)

Jak na ironię, ktoś, kto jest naprawdę na 100% Raw powinien wykonywać hydroterapię jelita grubego częściej niż ktoś, kto nie jest, ze względu na to, że ciało najbardziej oczyszcza się właśnie przy takim stylu życia.
Moja rada to wykonywanie jednej hydroterapii na miesiąc do końca swojego, życia, które już tylko z tej racji będzie potencjalnie dłuższe o 10 lat.

No i co Socjeta o tym sądzi? Zapisujemy się na przepłukanie kolonu?

waterfall2Pa Państwu

pepsi

(Visited 1 266 times, 1 visits today)

Powiązane artykuły

  1. Asia Bed 29 grudnia 2012 o 21:16

    Ja tez na wegan raw food diet stracilam zeba, ktory wczesniej byl zdrowy…Nie wszystko moge zrzucic na karb stresu…wlosy mi jeszcze zostaly… Za to jelita na raw odmowily posluszenstwa. Wrocilam do gotowanego weganizmu z dodatkiem surowizny i wlaczylam do jadlospisu upragnione (tak intuicyjnie czulam) od wielu miesiecy jajka… Jeszcze gotowane, choć wiem, że surowe byłyby lepsze. W koncu jedzenie przestalo organizowac mi zycie (dzien sie wokol tego krecil bo glod nie dawal mi spokoju) i nie musze jesc co 2-3 godziny, sikac co 1,5… a zeba nic mi juz nie wroci bo dentysta o maly wlos, a musialby go wyrwac… pozostaly tylko korzenie i wspomnienie…
    Płukanie jelita jest dla mnie formą terapii i nie wyobrażam sobie by robić to w ramach codziennej, czy cokilkudniowej higieny. Ja nawet nosa nie smarkam regularnie, a niektorzy uzywają JalaNeti…. Częste i zbyt dokładne mycie skraca życie… Jak nie, jak tak…
    Do soków zraziłam się do tego stopnia, że moja wyciskarka stała się niepotrzebnym kuchennym gadżetem…
    Niestety nie przepadam ostatnio za witarianizmem…choć dużego udziału surowizny w diecie nie neguje. Będę stopniowo do tego dążyć, ale na pewno nie w kierunku 811 i frutarianizmu. Dziękuję, postoje..
    Chciałam sie tylko podzielić w paru zdaniach moimi doświadczeniami z raw vegan diet… Dziękuję, że mogłam 🙂
    Cenne uwagi Pepsi o K2, niedawno uslyszlam dopiero o tej witaminie…Dzieki.
    pozdro 🙂

    1. Joanna Balaklejewska Wilson 30 grudnia 2012 o 08:12

      Asiu kochana najwazniejsze, ze teraz czujesz sie dobrze. Nie mozna calego zycia podporzadkowac diecie, ktora nam nie odpowiada. Dobrze, ze mialas odwage zmienic to co Cie przerastalo. Pozdrawiam cie serdecznie.

      1. Asia Bed 31 grudnia 2012 o 20:34

        Dokładnie. Zasada pierwsza i najimportant – nie krzywdzić siebie samego… pozdrawiam Asiu 🙂

    2. pepsieliot 30 grudnia 2012 o 08:52

      Asia jak wspaniale Cię znowu czytać, bardzo jestem Ci wdzięczna, że napisałaś, czułam, że coś było nie tak.Życzę Ci zdrowia i cieszę sie, ze poszukujesz i co najważniejsze znajdujesz :)ściskam

      1. Asia Bed 2 stycznia 2013 o 12:04

        Zdrowia i Tobie droga Kobieto!znajduję – ale ciągle gdzieś czuję niedosyt, więc szukam dalej. W sobie – przede wszystkim, szukam i odkrywam wciąż cudowne pokłady nieskończonej miłości i piękna. Tobie też tego życzę Pepsuś.

    3. pepsieliot 30 grudnia 2012 o 09:02

      Polać Jazgotttowi!

      1. pepsieliot 30 grudnia 2012 o 16:47

        Tak Jazgotttu mnie wszystko służy, ale niestety nie potrafię być spokojna kiedy innym nie do końca służy, czuję się odpowiedzialna, ludzie się mnie radzą, a ja wcale nie jestem pewna. Ponieważ to ja zajmuję się w domu jedzeniem też czuję się odpowiedzialna za drugiego człowieka. Po drugie nie chodzi o to, żeby akurat w danym momencie czuć się świetnie, bo widać przecież przez szybę MacDonalda ludzi roześmianych z ładnymi zębami i włosami, na oko żywotnych i zdrowych, ja myślę o diecie jako formie inwestycji w przyszłość, mam ogromne plany, które wymagają kondycji, albo po prostu jedzenie to dla mnie inwestycja w siebie w jakiś sposób, ale rozumiem dobrze o co pytasz.

    4. Asia Bed 31 grudnia 2012 o 20:31

      hej Jazzgotku :* żyję i mam się dobrze :)) tylko w necie mniej siedze ostatnio. Życie w realu bardziej bliskie mi się stało 😉 ściskam wirtualnie Ciebie i Innych Bywalców z Naczelną PE 🙂

      1. pepsieliot 1 stycznia 2013 o 09:24

        Asia bardzo dziekuje i cieszę się że sie odnalazłaś, ja ciagle jeszcze się miotam:), ale jakby mniej, kisssss

        1. Asia Bed 2 stycznia 2013 o 12:01

          :*

    5. Asia Bed 31 grudnia 2012 o 20:37

      Ach, Jazzgot – my się musimy spotkać koniecznie 🙂 jestem w Wawie teraz i na jakiś dłuższy czas jeszcze – także, jak tylko masz ochotę ….:))
      Pepsi – sorki za prywatę na blogu 😉

      1. pepsieliot 1 stycznia 2013 o 09:25

        Asia, nie mam nic przeciwko prywacie na tym blogu:)

      2. Asia Bed 11 stycznia 2013 o 20:19

        mail wyslany 🙂

  2. Ag. 29 grudnia 2012 o 21:32

    No Pepsi, ostatnio informacyjnie szalejesz! Też widziałam tę K2 solgaru, rozważam, bo jedzenie psiej karmy mnie troszkę zniechęca. Ja staram się odżywiać tak jak ta pani Urszula, tylko mam mniejszy dostęp do organik. No właśnie – staram się, bo kawa to mój wielki nałóg i słodycze też. Ale słodycze tylko czasem mnie skuszą, do odstawienia kawy daleka droga. Więc dla mnie rozważania dla 100% raw to całkowita abstrakcja. Lewatywy ( za Gersonem) zalecała pani,która miała wykład w suryi. Matka dzieciom, która wyleczyła u siebie i dziecka problemy z tarczycą. Oni zazwyczaj są 100% w ciepłym klimacie, w Polsce jedzą zupę warzywną jeszcze.

    1. Asia Bed 29 grudnia 2012 o 21:59

      Ag. spoko, ale pamiętasz co mowila ta Pani na temat ilosci supli i superfoodsow, ktore ta Pani i jej rodzina spozywa… Moze to i rozsadne…ale czy naturalne?…

      1. Ag. 29 grudnia 2012 o 22:09

        Tak, właśnie chciałam dodać, że mnóstwo supli jedzą. Z tymże oni mają te problemy z tarczycą, więc trochę nie mają wyjścia. Jak im to pomaga, to na pewno lepsze niż syntetyki. A co do naturalności, i tak już się mega oddaliliśmy od naszej natury, to jak jemy, jak śpimy, gdzie mieszkamy, jak pracujemy. Superfoodsy w tych warunkach bywają pomocne 🙂

        1. Ag. 29 grudnia 2012 o 22:12

          A ok, Tobie pewnie chodzi o to, że lepiej jeść gotowane niż mnóstwo suplementów. no z tym się zgadzam! 🙂

          1. Ag. 29 grudnia 2012 o 22:51

            Ale być może udało im się okiełznać tarczycę właśnie dzięki duużej ilości raw, lewatywkom i suplom. Dobra, ja już siedzę cicho 😀

          2. Asia Bed 30 grudnia 2012 o 00:35

            nie, nie chodzilo mi o gotowane, ale o zywnosc , ze tak ujme – pozaweganska.
            Byc moze ich przypadek jest wyjatkowy. Ale z tego co obserwowalam swego czasu wielu witarian (w necie), to sporo z tego towarzystwa zajadalo sie suplami roznej masci i czesto je innym polecalo w dobrej cenie…
            Generalnie suplementy poleca sie tez przy innych opcjach dietetycznych, i pytanie – czy dzisiejsza zywnosc jest juz tak niskowartosciowa, nawet ta surowa?czy to kwestia kasy.. pewnie i jedno i drugie, tylko ktore bardziej?

        2. Joanna Balaklejewska Wilson 30 grudnia 2012 o 08:15

          Superfoody wcale nie sa zle. U nas caly czas w w jadlospisie pojawia sie Hemp, spirulina, chlorella i jagody goji.To produkty, ktorych u nas nigdy nie za wiele. Polecam je z czystym sercem 🙂

          1. Asia Bed 31 grudnia 2012 o 20:40

            Asiu, uważam superfoodsy za bardzo dobre „supelmenty”. Skoda tylko, ze są a) drogie, b) często promowane te egzotyczne a nie nasze rodzime, c) drogie 😉

          2. Marta 21 sierpnia 2017 o 16:01

            Widziałam co wielka witarianka zostawiła w najmowanym mieszkaniu i z witarianizmem i weganizmem nie ma to nic wspólnego… Pani Joanno albo Pani jest zakłamana albo bardzo chora, schizofrenia albo coś…

      2. pepsieliot 30 grudnia 2012 o 08:55

        Wszystko zależy od tego jakie to suplementy, jak na przykład jest tylko sproszkowany owoc, którego nie można inaczej zjeść to dla mnie nie ma sprawy, jak to miałoby być centrum czy jakiś specyfik olimpa to horror

    2. pepsieliot 30 grudnia 2012 o 08:54

      Ag. Kawkę prubój zamieniać na cykorię od czasu do czasu i jakoś poleci, potem na herbatę i w końcu na pokrzywe 🙂

      1. Ag. 30 grudnia 2012 o 11:04

        Jestem na etapie czegoś o nazwie Cafea – 60% cykorii, 40% kawki. Yup 🙂

  3. Jah Maya 30 grudnia 2012 o 00:53

    Miałem się zamknąć ale nie mogłem się powstrzymać.
    A skąd weganki wiedzą jak smakuje psia karma? hihihihi 😀

    1. pepsieliot 30 grudnia 2012 o 08:57

      Jahu zjadłam kuleczkę kiedy miałam malego labradorka i chciałam zobaczyć co on ma jeść, bo tę karme kupiłam u weterynarza

      1. edith 30 grudnia 2012 o 15:37

        ja kupuję mojemu psu wegańską karmę i czasem sobie razem siedzimy i chrupiejmy:))) ma taki fajny zbozowy smak:))

        1. pepsieliot 30 grudnia 2012 o 15:54

          edith fajnie:)

        2. Jah Maya 30 grudnia 2012 o 16:53

          Słabe. Przyswajanie zeiny (glutenu kukurydzianego) budzi kontrowersje i raczej podczas długich wędrówek postawiłbym na łatwo wchłanialne białko.
          Podobnie jak wchłanialność syntetycznych witamin a skutki ich przedawkowania są równie groźne jak niedobory.

        3. Jah Maya 30 grudnia 2012 o 16:54

          Człowiek, nie szczur. Pies także.

        4. Jah Maya 30 grudnia 2012 o 17:10

          skład karmy: białka – 26,58%, oleje i tłuszcze – 10,44%, błonnik 3,18%, popiół 6,73%, wapń – 1,29%, fosfor – 0,75%
          Podczas regeneracji mięśni ważne są aminokwasy rozgałęzione: waliny, leucyny czy izoleucyny, ważny jest także tryptofan, który wyczerpuje się w mózgu podczas wzmożonego wysiłku i odpowiada m.in. za odczucie zmęczenia. Nic z tego w tej karmie się nie znajduje.
          Prócz tego bardzo to słabo energetyczny pokarm dla człowieka: ani białka i błonnika nie przyswoi a energii w tym wypadku tłuszczu jest tylko 10%. To byłby zwykły zapychacz a nie paliwo i regeneracja na długie wędrówki.

        5. Jah Maya 30 grudnia 2012 o 17:13

          dlatego znów napiszę bo już była dyskusja na ten temat, że wprawdzie tak karma nie zawiera tak wiele chemii jak tanie karmy dla zwierząt czy ludzi jednakże jest słabą karmą dla psa czy kota, pod względem energetycznym i budulcowym. Jest głównie zapychaczem.

        6. Jah Maya 30 grudnia 2012 o 17:23

          Ty nie przykładasz ale sportowcy i ludzie traktujący długie wędrówki jako „norme” przykładają i dlatego pośród ich wegańskich braci jedzą łatwo przyswajalne białko zawierające rozgałęzione aminokwasy np. tempeh
          Jeśli ktoś traktuje odżywianie poważnie i podchodzi do tematu naukowo, nie ma możliwości aby nie przykładał wagi do białek. Ja przykładam tyle ile powinienem czyli w sam raz.

        7. Jah Maya 30 grudnia 2012 o 17:26

          mieszasz…. skoncentruj się. Może za dużo tego podejścia naukowego u Ciebie 🙂
          napisałaś, że byłaby dobra na długie wędrówki…. a nie, że by Ci nie zaszkodziła

        8. Jah Maya 30 grudnia 2012 o 18:12

          ale jedziesz….
          patrzę na skład i widzę. Żadne autorytety tu nie są potrzebne.

          Ludzie są różni i różny mają metabolizm a przede wszystkim elastyczność i nie ma znaczenia tu czy ja się z tym zgadzam. To są po prostu fakty. Ot chodźby mistrz polski w maratonie na 100 km 🙂

        9. Jah Maya 30 grudnia 2012 o 18:37

          no zawierają fakt. Pytanie jak szybko Twój organizm dotrze biorąc pod uwagę, że głównym składnikiem białka karmy jest gluten kukurydziany, który jest słabo trawiony przez człowieka i powoduje wiele komplikacji. Ale to już chyba sama wiesz z autopsji 😛

        10. Jah Maya 30 grudnia 2012 o 18:55

          oczywiście tu masz rację. Chodziło o to, czy to dobry było dobrą karmą na długą wędrówkę…
          Tak przetworzony pokarm uzdatniony do użycia.
          Długa wędrówka to znaczy dla mnie ze 20 km.

        11. Jah Maya 30 grudnia 2012 o 19:25

          Jedno się z drugim ściśle wiąże.

        12. Jah Maya 30 grudnia 2012 o 19:42

          zmęczenie i odżywianie

        13. Jah Maya 31 grudnia 2012 o 09:34

          Nie jestem nawiedzony na punkcie wegańskiej karmy. Gdybyś napisała to samo w kontekście innej przetworzonej karmy niewegańskiej karmy zbożowej dla psów dostępnej w większości sklepów napisałbym dokładnie to samo.
          To chyba Ty jesteś nawiedzona na punkcie tej karmy skoro tak się zacietrzewiasz i już po raz kolejny robisz jej reklamę. Pomimo, iż nie ma żadnych badań weterynaryjnych naukowych nad jej przydatnością i komplikacjami zdrowotnymi w karmieniu domowych zwierząt. Z Twoim zamiłowaniem do współczesnego paradygmatu naukowego i wręcz obsesyjnym powoływaniem się na dietetyków klinicznych i ich wielce rzekomo obiektywnymi badaniami, jest trochę dziwne.

        14. Jah Maya 31 grudnia 2012 o 09:44

          „Warto wiedzieć, że są tacy, którym służy, i którym szkodzi.”

          Pozwól, że zacytuję Jaz samą Ciebie gdyż czasem wydaje mi się, że brak Ci obiektywności a Desmond i Ornish sprawiają już wrażenie kogoś więcej niż tylko Twoje autorytety (to tak apropo Guru :P). Chodź aby być obiektywnym trzeba przyznać, że przeplata to się z bardziej zdystansowanym podejściem do tematu w Twoim wykonaniu. 😉

        15. Jah Maya 31 grudnia 2012 o 10:11

          Chodź oczywiście nie odmawiam sensu istnienia takiej karmy lecz daleko mi aby się nad nią zastanawiać dłużej niż analiza składu 🙂

        16. Jah Maya 2 stycznia 2013 o 22:15

          Ciekawe tylko, że jakoś odkąd nauka zajmuje się odżywianiem to ludzie więcej chorują. lol 😀

    2. Asia Bed 31 grudnia 2012 o 20:46

      Jazgott – Ami dog psia jest rewelacyjna. Zdarza mi się ją podjadać zamiast chrupek :))) Kocia już nie jest taka dobra.

  4. Emilia 30 grudnia 2012 o 00:54

    Na jaki ze 100 tematow postu tu odpowiedziec? ;P

    Nie no dobra. Ta Ursula mowi jak moja siostra blizniaczka w wielu kwestiach.
    Do plukania mam takie nastawienie ze co kilka miesiecy decyduje ze pojde juz natychmiast zrobic a nagle nici i zapominam o temacie. Wlasnie sie odnawia postanowienie. I strach.

    1. Emilia 30 grudnia 2012 o 00:56

      Ale jednak wolalabym miec te 70% raw bardziej niz te 50%. Do tego 75% vegan i organik najlepiej 100% choc to juz sie nie udaje.

      1. pepsieliot 30 grudnia 2012 o 08:58

        Emilia, mam podobnie 🙂

        1. Magdika 30 grudnia 2012 o 20:18

          A to przecież nic strasznego, choć wolę zwykłą lewatywę. Już w lutym zaraz po pełni zrobię sobie trzytygodniową głodówkę i wtedy codziennie lewatywka, może nawet z kawy. Na pół roku powinno wystarczyć.

          1. pepsieliot 30 grudnia 2012 o 20:19

            Magdika, lewatywa mogłaby być, ale postu nie lubię 🙂

  5. Joanna Balaklejewska Wilson 30 grudnia 2012 o 08:31

    Coz moge dodac kochani, mnie na szczescie jeszcze nic nie wypadlo, a wrecz przeciwnie haha. Wlosy zaczely rosnac w niesamowitym tempie, nawet biust troche mi sie powiekszyl i ujedrnil 😉 Co prawda zab mi nie odrosl, wyrwany kiedys w mlodosci przez stomatologa szkolnego ( na szczescie calkiem z tylu) haha. Czuje sie wspaniale na tej diecie, ale za cud jej nie uwazam, po prostu nam ten sposob odzywiania odpowiada. Skusilam sie ostatnio na surowe kakao, tak wiec byc moze brakowalo mi troche magnezu w diecie. To prawda jest malo osob na 100 % surowiznie co potwierdza regule, ze nie jest to dieta dla wszystkich. Za niedlugo robimy badania na gestosc koscca ( dzieki Pepsi, bo tego nie wzielam pod uwage) ciekawa jestem jak wyjda 🙂 Ostatnio do mnie napisala dziewczyna, ktora jest od urodzenia na surowej diecie, obecnie 23 latka i ma sie wysmienicie, jej rodzice wciaz sa na raw- food. A tak na koniec to kolejny wspanialy artykul i wiele rzetelnych informacji. Calus

    1. pepsieliot 30 grudnia 2012 o 09:12

      Joanno, ja tez mam wrażenie, ze kwitniesz na swojej diecie, więc życzę Ci żeby nadal wszystko było w najlepszym porządku:) i bardzo dziekuję za komcie

    2. pepsieliot 30 grudnia 2012 o 09:12

      Joanno, ja tez mam wrażenie, ze kwitniesz na swojej diecie, więc życzę Ci żeby nadal wszystko było w najlepszym porządku:) i bardzo dziekuję za komcie

    3. pepsieliot 30 grudnia 2012 o 10:59

      ciekawe gdzie mieszka ta dziewczyna

      1. Jah Maya 30 grudnia 2012 o 13:50

        w Norwegii.

    4. pepsieliot 30 grudnia 2012 o 20:06

      Oczywiście się zgodzę z Tobą Jaz, jest jeszcze coś na co jestem już jakby uczulona, te wszystkie teksty wygłaszane jak mantry, 42 stopnie enzymy, ser z nerkowca, dehydrator, krakersik. Właśnie skończyłam czytać lekturę ostatniego podwójnego z okazji świąt i nowego roku wydania Polityki i tam artykuł o witarianizmie i znowu te same gadki. Oczywiście to jest krzewienie idei w tym również najczęściej weganizmu i to jest ok, ale ja mam już chyba jakąś fobię

      1. Jah Maya 30 grudnia 2012 o 20:26

        czytałem ten artykuł i zgodzę się.
        Przy okazji natknąłem się na istnienie starych artykułów niejakiego podobno witarianina: Stanisława Ramsa.
        Polityka – nr 37 (2054) z dnia 1996-09-14; s. 80 „Surowa Dieta”
        Wegetariańskie Świat 4 (32) kwieceń 1997 „Witarianie są wśród nas – Stanisław Rams”
        Wegetariańskie Świat 1 (31) styczeń 1997 „Witarianizm bez wątpliwości – Stanisław Rams”

        Czy ktoś ma te artykuły?

        1. pepsieliot 30 grudnia 2012 o 20:31

          ja nie mam i nie słyszałam nawet o Stanisławie Ramsie

      2. pepsieliot 3 stycznia 2013 o 08:53

        To często jest asekuracja przed procesami, bo tak na prawdę leczyć mogą tylko lekarze. Jednak zgadzam się z Twoją całą wypowiedzią, że jak grzyby po deszczu wyrastają specjaliści od jasnowidzenia,świadomego jedzenia i treningu osobistego, co to w ogóle jest i kto na to idzie?

  6. pepsieliot 30 grudnia 2012 o 09:09

    Zastanawiałam się właśnie jak Matt może zarobić na kolonklinserze, i na pewno jakoś, bo on lubi sos przytulić, patrząc na jego strony, ale z drugiej strony takie przepłukanie jelit mnie kusi. Natomiast jeżeli chodzi o marchew to w terapii Gersona co godzinę ją pijesz i niekiedy z jabłkiem a niekiedy sama, czyli w sumie 12 szklanek w ciągu dnia i ludzie wyłażą z pewnych choróbsk bardzo nieprzyjemnych i maja calkiem przyjemne trójglicerydy, wiec nie wiem

    1. Jah Maya 30 grudnia 2012 o 10:09

      ale soki Gersona są chyba dość specyficzne i całkiem klarowne (pozbawione błonnika) bo w mętnym soki trochę błonnika zawsze jest, bez przesady hę? tzn takie które od razu będą się wchłaniać aby nie karmić raka cukrem. Widziałem na zdjęciu, że nawet sok z marchewki nie wygląda jak sok z marchewki.

      1. Jah Maya 30 grudnia 2012 o 12:40

        a może się mylę. W necie można znaleźć, że najpierw używa się jednoślimakowej wyciskarki wolnoobrotowej do zrobienia pulpy a później prasy do owoców do odciśnięcia soku. A z doświadczenia wiem, że odpowiednie wyciskanie na prasie daje klarowny sok.

      2. Jah Maya 30 grudnia 2012 o 17:43

        zwyczajnie: jeśli sok jest mętny to z substancjami nierozpuszczalnymi w wodzie czyli z błonnikiem w jakieś ilości. Na prasie do owoców można zrobić całkiem klarowny sok nawet z wysokopektynowych jabłek o ile pierwszą część soku zawrócić z powrotem do pulpy.

      3. Jah Maya 30 grudnia 2012 o 17:51

        chociaż marchewkowy to chyba ciężko taki zrobić.

  7. Jah Maya 30 grudnia 2012 o 10:17

    Jaz ale zdarza się, że dzikie zwierzęta przepłukują sobie tyłek wodą. np. niektóre małpy potrafią pustej trzciny do tego używać u zwierząt robiących głodówkę podczas hibernacji oczyszcza się colon samoistnie. Czytałem, że na drzemiącego niedźwiedzia z tego powodu najchętniej poluje się przed końcem zimy kiedy jego mięso jest dużo smaczniejsze a jelita dają się używać prawie bez oczyszczania w odróżnieniu od niedźwiedzia nażartego jeszcze a początku hibernacji.

    1. pepsieliot 30 grudnia 2012 o 10:57

      Jahu bardzo ciekawe i zadziwiające info

    2. Jah Maya 30 grudnia 2012 o 17:00

      mieszasz…..
      ziołolecznictwo stosuje bardzo wiele gatunków a nie tylko małpy:
      Michael A. Huffman (2003). Animal self­medication and ethno­medicine: exploration and exploitation of the medicinal
      properties of plants. Proceedings of the Nutrition Society, 62, pp 371­381 doi:10.1079/PNS2003257

    3. Jah Maya 30 grudnia 2012 o 17:02

      tak jakby pasożytów nie było w roślinnym pożywieniu…
      równie groźnych i śmiertelnych: ot chodźby bąblowica.

      1. Jah Maya 30 grudnia 2012 o 17:32

        takie tam gadanie…. mity….

        prawdopodobieństwo jest mniej więcej takie same czyli znikome niemniej jest.
        jak widzisz na razie się nie zaraziłem.

        mniej więcej takie same, że sobie pokaleczę stopy biegając boso.
        Już większe prawdopodobieństwo jest, że wpadnę pod samochód.

      2. Jah Maya 30 grudnia 2012 o 17:33

        żadna świadomość mi nie jest nie w smak.
        Nie jestem w ślepo zapatrzony w żadną ideologię również paradygmat naukowy i dietetykę kliniczną. 😛

      3. Jah Maya 30 grudnia 2012 o 18:18

        a skąd wiesz, że w ciemno Pani skromna i nie wiedząca wszystko najlepiej?

      4. pepsieliot 30 grudnia 2012 o 20:10

        A pamiętacie te straszne nerkowe problemy i zejścia śmiertelne w wyniku zakażenia organicznych kiełków jakiejś fasoli dwa lata temu w Niemczech, co najpierw obwiniano ogórki hiszpańskie? Nie wiem w końcu czy chodziło o kontakt przy pakowaniu z chorym człowiekiem, czy to kiełki tak zmutowały.

      5. pepsieliot 3 stycznia 2013 o 08:44

        byłam trochę wtedy wystraszona, bo raz, że akurat w tym czasie siedziałam w Essen, a dwa, że jak nigdy poszłam do jakiejś knajpy i jadłam surowe kiełki fasoli mung, a to podobno było ogniskiem zapalnym

      6. pepsieliot 4 stycznia 2013 o 08:54

        Jazgotttu, dlatego miałam takie uczucie, że praktycznie nie bywam w Niemczech i od lat miałam zaproszenie na targi, a pojechałam właśnie wtedy i do tego nigdy nie jem w azjatyckich restauracjach za wyjątkiem sushi i też miało to miejsce i tylko dlatego byłam zdziwiona:)

    4. Jah Maya 30 grudnia 2012 o 17:18

      poszukujesz „normy” w dzikiej przyrodzie? LOL 🙂
      bardziej adekwatne słowo to chyba byłoby: standard

      Zresztą jeśli już chcesz się powoływać na dziką przyrodę i powszechność tendencji zjawisk to weganizm jako taki nie występuje wogóle pośród ssaków.

      1. Jah Maya 30 grudnia 2012 o 17:37

        Całkiem prawdopodobne. Lewatywa może być przyjemna. 😀

      2. Jah Maya 30 grudnia 2012 o 17:38

        No ale powołujesz się na upowszechnienie zjawiska w dzikiej przyrodzie. Jak to miało większe znaczenie. Nawet jeśli tylko człowiek tak robił to co z tego skoro może przynieść skutek?

      3. Jah Maya 30 grudnia 2012 o 18:15

        Nie jesteś w tym względzie dla mnie autorytetem, sorry.

      4. Jah Maya 30 grudnia 2012 o 18:16

        ani tym bardziej vitalmania jakaś…. 😛

  8. Ag. 30 grudnia 2012 o 11:08

    Słuchajcie, ostatnio też oprócz „detoksykacji” niektórzy witarianie bardzo lubią tłumaczyć zdrowotne problemy innych stresem, niepokojem. Na zasadzie: za bardzo się stresujesz tą dietą, jak wyluzujesz będzie pięknie, Twój organizm wytworzy wszystko co trzeba.

    1. pepsieliot 30 grudnia 2012 o 13:25

      Ag. wielokrotnie słyszałam, że jestem zbyt zestresowana dietą i straszono mnie tez, że jak będę witarianką, żeby na coś nie zachorować, to właśnie moge na to zachorować

    2. Jah Maya 31 grudnia 2012 o 11:35

      To może jakiś przemiły cytacik z forum witariańskiego, który dziś z rana mnie rozbawił….jeszcze w starym roku.

      „Zupełnie niedawno w Stanach Zjednoczonych mężczyzna rozładowywał towar z chłodni i przez przypadek został tam zamknięty na całą noc. Z rana znaleźli go nieżywego…
      Ale chłodnia nie była włączona i temperatura w środku była +18 stopni Celsiusza.
      Mężczyzna przed śmiercią pisał ołówkiem w notesie „jest mi coraz zimniej, moje ręce drętwieją, dłużej nie wytrzymam, umieram z przechłodzenia” I umarł!
      Ale czy z przechłodzenia?
      Raczej ze strachu!!!
      Tak samo jest z niedoborami na witariańskiej diecie, są one NIEMOŻLIWE!!! Ale jak sobie dzień w dzień wmawiać że to już koniec i wypłukałem się ze wszystkich elementów to to tak działa. Jeszcze raz powtórzę, organizm ludzki potrafi wytworzyć wszystkie niezbędne dla życia składniki z KAŻDEGO! roślinnego pokarmu….
      … To po co pisać o niedoborach i przekonywać ludzi żeby uważały zamiast odwrotnie zapewniać że wszystko będzie dobrze. A z mięchem tak jak z karabinem, pobłogosławiony zabija bez bólu….
      … B12, D ? Kto to wymyślił, zapomnijcie o tym, czy koala która wpieprza tylko eukaliptus przez całe życie wie co to jest różnorodność w jedzeniu? To są bzdury o których trzeba ZAPOMNIEĆ. Jedz to to ci najbardziej smakuje i czerp z tego przyjemność….”

      1. ewa 31 grudnia 2012 o 12:42

        Jahu,to jest to,na co czekałam. Dziękuję i życzę Ci radosnego przejścia w Nowy Rok.

        Droga Pepsi i wszyscy jej czytelnicy i komentatorzy:)
        życzę Wam radości i zdrowia,świętego spokoju i kasy,ekscytacji nie za wiele,nudy w sam raz, trochę nowego,ciut starego w całym 2013 roku!

        PS Dziękuję Ci ,Peps,że pytasz, badasz,dociekasz,drażnisz, wątpisz,uświadamiasz, inspirujesz, kochasz i piszesz.

        1. pepsieliot 31 grudnia 2012 o 14:49

          Kochana Ewo, dziękuję za przemiłe słowa i życzę Ci doskonałego roku 2013 jak i wszystkich następnych!!!!! kisssssss

      2. Basia 31 grudnia 2012 o 19:35

        A skały stały i srały…niech jadą do Etiopii i Somalii z tymi teoriami żywieniowymi, niech zrobią darmowy kurs odżywiania pranicznego dla tamtejszych dzieci, bo pewnie te wydęte brzuszki to mają dzieciątka z powodu stresu i traumy przedporodowej

  9. aniawita 30 grudnia 2012 o 15:00

    W „Jak się odmłodzić” Normana W. Walkera jest napisane, że w/w żył 116 lat i jako stulatek jeździł na rowerze, a ostatnią książkę napisał w wieku 113 lat. Bardzo dawno temu nie przyszło mi do głowy, żeby to sprawdzić. I też tak chciałam, żyć długo i zdrowo oczywiście. Jeżeli we wstępie jest kłamstwo, to czy zawartość książki tej i pozostałych jest prawdziwa??? Jem – odczuwam, czytam – zastanawiam się. Gdzie leży prawda??? Można się pogubić!!! Trzeba mieć dużo rozsądku w głowie.

    1. pepsieliot 30 grudnia 2012 o 15:51

      Nie Aniawita, są niejasności z jego datą urodzenia, na tej stronie którą tłumaczyłam było o tym wspomniane i autor przyjął wersję mniej optymistyczną czyli 109 lat,

  10. aniawita 30 grudnia 2012 o 15:24

    Czy można komukolwiek wierzyć? Jedzenie powinno być przyjemne, zwyczajne, zdrowe… Czy do tego trzeba być dietetykiem, chemikiem i mieć w kuchni laboratorium?

    1. pepsieliot 30 grudnia 2012 o 15:53

      to dlatego, że witarianie bardzo dosłownie potraktowali wypowiedź Hipokratesa, żeby jedzenie było lekarstwem 🙂

  11. Jah Maya 1 stycznia 2013 o 11:47

    „Całkowita zmiana naszego stylu życia i przestawienie się na jedzenie tylko surowej żywności nie byłaby możliwa dla większości osób, nie mówiąc już o Lapończykach, czy Eskimosach”

    Nie masz racji.
    Nie wiem jak u Samów dokładnie procentowo (jak chcą Lapończycy aby ich nazywać) ale suszone na mrozie i mięsko surowe jest czy było tam czymś normalnym.
    W przypadku Iniutów (jak chcą aby ich nazywać Eskimosi gdyż „W przeszłości upowszechniła się nazwa Eskimosi obecnie uważana przez wiele osób na Grenlandii i w Kanadzie za obraźliwą[3], gdyż uważa się, że termin ten wywodzi się od wyrażenia „zjadacze surowego mięsa”) zimą byli zwykle na 100 raw. Jedli świeże albo zamrożone ciała zwierząt. Surowy tłuszcz brali zimą z zapasów Karibu a zgromadzony tłuszcz z foki używali do grzania i oświetlenia. Szkoda go by było używać do podgrzewania jedzenia. Drewna oczywiście zimą nie było. Latem przy brzegu można go było zgromadzić. Dlaczego? Ano dlatego, że sadło z Karibu zawiera więcej tłuszczów nascyconych i jednionienasyconych niż tłuszcz foki co jest lepsze energetycznie. Mięśnie szkieletowe wysokobiałkowe oddawali psom generalnie.

    p.s. czemu nie podajesz temperatury w stopniach celsjusza?

    1. Jah Maya 1 stycznia 2013 o 11:47

      cytat z wiki

    2. Jah Maya 1 stycznia 2013 o 11:49

      oczywiście jak nie upolowali Karibu to jedli tłuszcz z foki. Piszę o preferencjach.

    3. Jah Maya 1 stycznia 2013 o 11:54

      tłuszczem roztapiali też wodę do picia co było bardzo istotne gdyż wbrew pozorom jedzenie śniegu czy lodu może doprowadzić do odwodnienia.

    4. pepsieliot 1 stycznia 2013 o 15:18

      nie wiem czy nie zauważyłeś Jahu, to jest opinia pani kucharki Urszuli i do tego Amerykanki, stąd może podaję stopnie F, każdy może sobie przeliczyć według wzoru,
      który również podałam. Mnie się kompletnie nie chce zajmować samobójcami Eskimosami.

      1. Jah Maya 1 stycznia 2013 o 16:10

        Zastanawiam w takim razie po co tak często podjesz ich za przykład w dodatku w fałszywym świetle. Doprawdy dziwne. Zupełnie inne wrażenie można odnieść przeglądając Twoje posty.
        Możesz mi wyjaśnić jaki ma związek z tematem po rak kolejny powoływanie się na samobójstwa? Dysponujesz starymi badaniami z lat ’90. Jeśli chciałabyś to wiązać z dietą to doprawdy śmiesznie by to wyglądało skoro najwyższy odsetek popełnianych samobójstw jest m.in w wegetariańskich Indiach hahaha 😀

        Ale raczej bym się skłaniał ku bardziej zdroworozsądkowym wyjaśnieniom:

        „Samobójstwa w dzisiejszych czasach nie mają nic wspólnego z popełnianymi niegdyś przez starców by odciążyć rodzinę w okresach głodu. Szczególnie dużo zabija się ludzi młodych, co może mieć związek z utratą więzów rodzinnych i lokalnych młodzieży wysyłanej na kształcenie do większych miast.
        Dla wielu zaskoczeniem może być jego nowoczesność. Tradycyjny myśliwski styl życia kultywowany jest przez niewielką grupę ludności, a współczesne grenlandzkie osady składają się z kolorowych domków prefabrykowanych w Danii i piętrowych bloków.”
        http://www.proteatravel.pl/page_przewodnik_grenlandia_sposob.html

        1. Jah Maya 3 stycznia 2013 o 15:34

          żebym nie skorzystał z wyszukiwarki 😛

        2. Jah Maya 3 stycznia 2013 o 15:35

          albo pamięć masz dobrą ale krótką…. to pewnie przez Twojego Ornisha 🙂

        3. Jah Maya 4 stycznia 2013 o 09:21

          fakt 😉

  12. pepsieliot 1 stycznia 2013 o 19:09

    National geografic pokazał obszerny materiał o samobójstwach Eskimosow, zresztą to logiczne, mili ludzie jedzący mięso w końcu popełnią samobójstwo, lub zmienią dietę, mają za dużo kwasu moczowego w organizmie:)

    1. Jah Maya 1 stycznia 2013 o 20:08

      A skąd ta pewność, że mieli. Dysponujesz jakimś konkretnym badaniem i statystykami zanim zmuszono ich do odejścia od tradycyjnej diety? Czy tak tylko piszesz na zasadzie zgadywania i zabawy?
      Nie sądzę. Jedli tłuste mięso. Tłuszcz jest w większości naturalny a bywa alkalizujący ot chodźby oliwa czy szpik kostny.w którym są silnie alkalizujące mikroelementy.
      Co do białek, powszechnie uważa się, że kwaszą ale kiedy zjadamy je na surowo kwaszą mniej poza tym mają właściwości amfoteryczne a to znaczy, że potrafią wyrównywać w ograniczonym zakresie równowagę Ph w organizmie.
      Zresztą to dotyczy tak samo protein roślinnych i zwierzęcych, które kwaszą nie mniej a często bardziej jak chodźby sojowe i zbożowe białka 🙂
      Zresztą możesz sama sprawdzić. Oto doświadczenie i po polsku:

      https://docs.google.com/file/d/18TWNp_OGDhffA_qU_aLR7sXihPd4ObbH3bWffS28AZFCzgW8Eb9nCp5tSeee/edit

      Pomyśl. Tak często się powołujesz za zwierzęta. Czy drapieżniki uważasz są zakwaszone? LOL Oczywiście, że nie są 😀 a jedzą tylko zwierzęta. W dodatku są często chudsze (mniej tłuste) w stosunku do ich roślinożernych braci. 🙂

      1. Jah Maya 1 stycznia 2013 o 20:11

        I dlaczego Tu Twoja logika się nie sprawdza? 😀

      2. Basia 1 stycznia 2013 o 20:19

        Oczywiście że nie są zakwaszone, bo to właśnie drapieżniki – przystosowane do jedzenia mięsa, nie ma w naturze kota z wysokim cholesterolem, ale ludzie widocznie nie moga jeść jak koty, bo im cholesterol skacze i padają na zawał. Antylopa też by zresztą padła jakby ktoś jej kazał wsuwać mięso

        1. Jah Maya 1 stycznia 2013 o 20:54

          Podczas gdy masz rację to nie masz racji. Zasadniczo to ludzie są przystosowani do jedzenia zwierząt przy ich większym udziale niż inne człowiekowate. Wystarczy spojrzeć na układ pokarmowy, nerwowy. A po drugie mechanizmy chemiczne rządzące równowagą kwasowo-zasadową akurat zasadniczo nie różnią pomiędzy kotem, człowiekiem czy doświadczeniem w szklanych naczyniach w laboratorium czy glinianych beczułkach z kapustą.
          No i w końcu: Innuici nie mieli wysokiego cholesterolu ani nie padali na zawał. Było już o tym nawet na tym blogu. 🙂 Gdzie tu logika? 😀

          1. Basia 1 stycznia 2013 o 21:17

            Jahu ja nie mówiłam o innuitach – tylko o Twoim stwierdzeniu, że drapieżniki nie są zakwaszone, więc w domyśle człowiek też na takiej diecie nie będzie.

          2. Jah Maya 1 stycznia 2013 o 21:22

            Baha nie trybię? Może dlatego, że już późno. Dobranoc wszystkim i wszystkiego dobrego na jutro 🙂

          3. pepsieliot 1 stycznia 2013 o 21:41

            Basia, nie rozumiem czego on nie rozumie, jasny i logiczny wniosek Twój

        2. Jah Maya 1 stycznia 2013 o 20:55

          ale może być jak mu się roślinną karmę zacznie dawać i węglowodany 😛

        3. Jah Maya 1 stycznia 2013 o 20:59

          jakoś dziwne, że przez setki tysięcy lat ludzie nie padali? A niby co? rośliny głównie jedli? Mieli nadmiar kwasu moczowego? Jakoś antropologia tego nie potwierdza a dysponuje dość dobrym materiałem do badań: kośćcem.

          1. Jah Maya 3 stycznia 2013 o 15:33

            A kto mówi aby wszystko robić inaczej. Wręcz odwrotnie czerpać z mądrości przodków i się inspirować tam gdzie można.

    2. Jah Maya 1 stycznia 2013 o 20:10

      Na marginesie: mogłabyś się powoływać na jakieś bardziej poważne źródła. National Geographic już dawno przestał nim być. Niestety.

    3. Jah Maya 1 stycznia 2013 o 20:15

      Jakoś widzę, że Polska wyprzedza większość krajów skandynawskich i podbiegunowych gdzie rzekomo ma być najwięcej samobójstw. 🙁
      http://pl.wikipedia.org/wiki/Statystyka_samob%C3%B3jstw_w_r%C3%B3%C5%BCnych_krajach

      1. Jah Maya 3 stycznia 2013 o 15:30

        ale jedli codziennie (sic!) produkty mleczne i pili mleko oraz zboże.
        A czego to niby ma to dowodzić?

        1. Jah Maya 4 stycznia 2013 o 09:26

          Nie masz racji. Produkty mleczne dostępne były codziennie a tzw. skwarka czyli tłuszcz zwierzęce nie był powszechnie definiowany jako mięso i dostępny codziennie oprócz postu. Tzw. podział na postne i kraszone.
          To o czym piszesz o zbożach to nie dotyczy naszych babciów i dziadków a trochę wcześniejszych czasów. XIX wiek maksymalnie.

        2. Jah Maya 4 stycznia 2013 o 09:28

          zresztą jaka jest Twoja wiedza na ten temat. Skoro napisałaś, że szukać nie będziesz to mniemam tylko, że mizerna.

        3. NotMilk 4 stycznia 2013 o 17:47

          Osobiście rozmawiałem z moimi dziadkami jak jedli ich rodzice. Z tego co mówili jedli dosyć dużo jajek, chleba z własnego wypieku (pszenica taka, jaką teraz znamy teraz, do lat 50-60 XX wieku nie była uprawiana, a jakaś starsza mniej plenna odmiana, która była tak wysoka jak dorosły człowiek, a zboża miała w kłosach mniej). Przetwory mleczne też jedli, w tym również wytwarzane samodzielnie sery, masło, maślanki oraz dosyć dużo warzyw i owoców z własnego ogródka (m.in. gotowane, w postaci zup zagęszczonych kaszą, itp.). Mięso też gościło na stołach, ale nie każdego dnia i raczej nie w tak dużych ilościach jak obecnie (przynajmniej przed 1939 rokiem). Sytuacja uległa zmianie za PRL-u, kiedy produkty odzwierzęce zaczęły robić fororę (zawyżone zapotrzebowania białkowe) oraz ogólny trend, by jeść jak najczęściej te „wspaniałe” i „zdrowe” produkty. Poza tym bardzo je lubili (w końcu jak było mięso to i dobrobyt) i raczej nie doceniali pokarmów roślinnych (moi dziadkowie uważają je do dziś za „chwieszcz”). Mój pradziadek zmarł na zaawansowanego raka prostaty, który zapchał jemu jelito cienkie (w wieku ponad 70 lat), a prababcia po trzecim zawale w wieku 67 lat. Byli to rodzice mojej babci i bardzo lubili produkty odzwierzęce (jajka, masło, smalce, mięso) oraz słodycze. Chleba z resztą też nigdy im nie brakowało. U dziadka sytuacja wyglądała niewiele lepiej (spożywali nieco więcej produktów roślinnych)-jego matka zmarła na nowotwór kości (67 lat), a jego ojciec przeżył też ponad 70 lat. Niby długo, ale zawsze pytanie, czy nie mogliby dłużej odżywiając się inaczej, np. bez chleba, nabiału, itp. oraz ich komfort życia nie byłby lepszy. Także nie jedli z pewnością różnorodnych pokarmów roślinnych (podejrzewam to na podstawie reakcji mojej babci, która za trujące uważa liście mniszka lekarskiego, rzodkiewki, a nawet samą natkę marchwi, nie wspominając o liściach niektórych krzewów i drzew-podejrzewam,że rodzice jej to wpoili), a szkoda. Według mnie należy korzystać z tych darów natury, jak czynili to ludzie w bardziej odległych czasach. Pozdrawiam!!!

          1. Jah Maya 4 stycznia 2013 o 18:12

            Potwierdzam Twoje doświadczenia apropo mojej części rodziny z tymże z nieco bardziej mięsnego rejonu pochodzi. Dużo smażonego i mąki (pyzy parowane z białej mąki), dużo ziemniaków, dużo tłuszczyku masło i smalczyk i dużo kiszonek: kapusta i ogórki to podstawa zimą i wszelakie barszcze. Olej roślinny za czasów naszych dziadków to rzadkość chyba, że akurat tłocznia konopnego czy lnianego była obok ale też była wewnętrzna świadomość aby nie używać ich w kuchni dużo. Ale akurat dobrze się trzymali dość. Prababcia dożyła 97, bez żadnych chorób cywilizacyjnych, radziła sobie w toalecie i chodziła do końca swych dni. Zmarła po prostu ze starości, niestety w szpitalu.

          2. pepsieliot 4 stycznia 2013 o 21:45

            uwielbiam pyzy i nie jadłam ich kilka lat i pewnie nie zjem, co za życie bez pyz do dupy

          3. Jah Maya 4 stycznia 2013 o 22:01

            😉
            Nie wiem o jakich pyzach myślisz bo o pyzach wielkopolskich. Tą są pszenne kluski gotowane na parze, które oprócz ziemniaków są a raczej były podstawową skrobiowym żarciem. Z wyglądu podobne do bułki. Zwykle polane mięsnym sosem, z pieczoną kaczką i modrą kapustą na słodko-kwaśno.
            A zwykle o pyza myśli się o okrągłych kluskach z mąki ziemniaczanej.

          4. pepsieliot 4 stycznia 2013 o 23:02

            okrągłe, puszyste, ale też kleiste od ziemniaków,pszenica + ziemniaki i żadnego sosu, całkowicie wegańskie i bez grama tłuszczu, dałabym się posiekać, nie mówiąc, że kilka ma 1000 kalorii, to jeszcze pszenica ze skrobią, koszmar

          5. Jah Maya 4 stycznia 2013 o 23:05

            różnice w lokalnym nazewnictwie, to o czym ja piszę, gdzie indziej nazywa się pampuchy ale nie jest już tak smaczne. 😉 szczególnie jeśli nie przygotowuje prababcia 🙂

          6. pepsieliot 4 stycznia 2013 o 21:43

            Not Milku, nie żyli długo, zdecydowanie poniżej średniej polskiej, szczególnie kobiety. Moja prababcia, matka ze strony babci i mamy, żyła 83 lata i żyła w biedzie i niedojadaniu.

        4. Basia 5 stycznia 2013 o 00:41

          Elfy w „Hobbicie” jedzą tylko roślinki, są szczupłe i piękne, w odróżnieniu od Orków i trolli. Do tego długowieczne. JAkich jeszcze dowodów potrzebujesz Jahu na skuteczność diety plant based w podtrzymaniu zdrowia i piękności:)? Tylko te uszy – wydłużyły im się, gdyż z powodu diety roślinnej ich genotyp zbliża je do królików. Ale to małe poświęcenie przy tylu korzysciach

          1. Jah Maya 5 stycznia 2013 o 01:05

            Mogłaś byś opierać o bardziej wiarygodne źródła jeśli chodzi o Śródziemie niż film Jacksona. Zajrzyj do Sillmarilion, KSIĄŻKI Władca Pierścieni i zapisków Tolkiena a się dowiesz, że Elfy polowały na Jelenie i inne szlachetną zwierzynę. Zapewne stąd ich długowieczność. 😛

        5. pepsieliot 7 stycznia 2013 o 08:09

          jazgotttu mnie nie chodzi o szkodliwość, też nie uważam żebym sobie zaszkodziła jedząc rzadko na przykład precelek krakowski, moje przysmaki, ale ja nie mogę, bo znam siebie, że potem mogłaby nastąpić jakaś tęsknota, czy pustka? Tak jak było kiedy przestałam jeść chleb, jakąkolwiek mąkę, kawę, herbatę obecnie,bo niestety nie umiem zjeść mało.

  13. NotMilk 2 stycznia 2013 o 21:27

    Dziękuję za wpisy Pepsi na moim blogu-postaram się jak najszybciej do nich ustosunkować na nim 🙂 W święta miałem jedynie dostęp mobilny do internetu z mojej komórki. Dla mnie odpisywanie jest zbyt mało komfortowe z niej i stąd decyduję się na to dopiero po powrocie do domu, gdzie jest mój komputer. Widzę, że jak zwykle powstały różne ciekawe dyskusje, m.in. w sprawie witaminy K2, co mnie również zainteresowało, gdyż powinna znajdować się nie tylko w natto, ale również w kiszonej kapuście, itp. Może źle zrozumiałem i się mylę. Poza tym zastanawia mnie, czy nie znajduję się ona w fermentowanym sosie sojowym shoyu? Z kolei w tym artykule najbardziej mnie zaintrygowała szefowa Urszula:
    *
    „Przez półtora roku byłam na diecie z dużą ilością owoców, bardzo mało tłuszczu i w związku z tym za mało jak się okazało dla mnie białka. Doznałam poważnych uszczerbków na zdrowiu, na granicy śmiertelnych dolegliwości. Straciłam masę włosów, miałam zainfekowane paznokcie i doszło do tego, że straciłam dwa duże paznokcie u stóp, utyłam, a także straciłam cztery zęby w wyniku braków, więc proszę nie wciskaj mi kitu, że to wszystko jest wynikiem detoksykacji.”
    *
    W mojej rodzinie wiele osób przechodziło lub nadal przechodzi przez te śmiertelne dolegliwości na tym, co jedzą do tej pory (tzw. wszystko). Z kolei u Matta przeraża mnie nieco wizja lewatywy, choć zapewne wynika to z tego, iż jeszcze nigdy nie miałem przeprowadzanego tego zabiegu. Zapewne typowy strach przed nieznanym, ale raczej się chyba nie skuszę… może jedynie wtedy, gdybym miał jakieś spore problemy z zaparciami (mam nadzieje, że nie grozi mi to). A pozostając w tym temacie-czy trzy wypróżnienia na dobę to nie za dużo?
    *
    Z kolei na koniec chciałbym podziękować wszystkim osobą z blogu za interesujące wpisy oraz cenne porady żywieniowe, które przyczyniły się do miłych zmian w moim sposobie odżywiania. Musze stwierdzić, że chleba jem ostatnio jakoś mnie, co mnie cieszy 🙂
    *
    Życzę Tobie Pepsi, jak również wszystkim pozostałym uczestnikom dyskusji dużo zdrowia, a przede wszystkim szczęścia płynącego nie tylko ze smacznego pożywienia, ale również rozwijania swoich zainteresowań, spotkań z ciekawymi osobami, w tym głównie z tymi, którzy są dla nas najważniejsi!!!

    1. pepsieliot 3 stycznia 2013 o 08:39

      Not Milku jak zwykle zachwyciłeś mnie wyważoną i wieloaspektową wypowiedzią, ściskam Cię nowo-rocznie i dziękuje, że tutaj zaglądasz 🙂

      1. NotMilk 4 stycznia 2013 o 17:48

        Jakże mógłbym inaczej-skoro pojawiają się jak zawsze interesujące wpisyna Twoim blogu:)

    2. NotMilk 4 stycznia 2013 o 17:50

      Dzięki za odpowiedź Jaz 🙂

  14. NotMilk 2 stycznia 2013 o 21:30

    I jeszcze zapomniałbym – dzięki jah za ten przepis z igliwia sosny. Herbatka trochę gorzka, ale jej aromat tę niedogodność wynagradza. Tym bardziej, że lżej mi się po niej oddycha 🙂

    1. Jah Maya 2 stycznia 2013 o 21:31

      Proszę bardzo 🙂

      1. NotMilk 2 stycznia 2013 o 21:32

        🙂

  15. NotMilk 2 stycznia 2013 o 22:07

    Z dobrych wieści na ten rok mogę przekazać, że dzisiaj Rada Ministrów przyjęła rozporządzenie o zakazie upraw GMO na terenie Polski. Niewiele, ale zawsze coś 🙂

    1. Jah Maya 2 stycznia 2013 o 22:09

      To wspaniała wiadomość :))))))))))))))

      1. NotMilk 2 stycznia 2013 o 22:14

        :))))

    2. pepsieliot 3 stycznia 2013 o 08:42

      Tak, też to słyszałam, spoko

  16. Jaspis 3 stycznia 2013 o 15:26

    Uff, kamień mi z serca spadł. Dziękuje za tą wiadomość.

  17. Ala Makota 4 stycznia 2013 o 00:06

    to fantastycznie, ale słyszałam, że mają to wysłać do ważnych szych z UE – bo musi to zatwierdzić.

  18. Basia 5 stycznia 2013 o 10:30

    Jahu – ale tylko w filmie wyglądają tak zjawiskowo

  19. Thotal 28 stycznia 2013 o 12:38

    Dawnymi czasy, gdy nie było żadnych supli, żeby zjeść trochę potrzebnego żelaza wbijano na noc kilka gwoździ w jabłko i już:)

    1. pepsieliot 28 stycznia 2013 o 15:53

      Zupa na gwożdziu

Dodaj komentarz

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się

  • Leczenie dobrą dietą

  • Najnowsze komentarze