logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
440 online
54 213 945

nowelogo

TWÓJ SKLEP ZE ZDROWIEM

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • Komu wierzyć więc?

    Komu wierzyć więc?

    Podobno skoro Fryderyk Patenaude jest kumplem Wolfa, to nie jest wiarygodny.

    No właśnie, czyje opinie są dla nas wiarygodne?
    Tak naprawdę Fryderyk Patenaude kiedyś wspomniał że dawno w czasach studenckich poznali się z Wolfem i nawet chyba polubili, ale ich drogi się rozeszły. (Nie mniej jednak nawet w  artykule o 10-ciu mitach piszę, że mieli inne stanowisko w kwestii cukru owocowego).
    Powiedział to pewnie po to, aby zrobić sobie lepszy pijar, bo Wolf od dawna publikował i jego nazwisko przewijało się obok najbardziej znanych. Widziałam film, który jest istotnym wkładem w krzewienie miłości do witarianizmu,”Jedzenie ma znaczenie”, gdzie obok bardzo znanych w USA dziennikarzy śledczych, wystąpili też Charlotta Gerson (córka twórcy terapii Gersona) i właśnie Wolf.

    To o czym pisze Fryderyk Patenaude znalazłam w wielu różnych publikacjach, różnych autorów. Natomiast on tak zgrabnie zebrał wszystkie wątpliwości i nasze obawy na temat owocowego szuger, że postanowiłam właśnie ten artykuł ( w rzeczywistości to były dwa artykuły, podzielone po 5 mitów) przedstawić. Sama wciąż poszukuję wiarygodności, ponieważ ta dieta może być doskonała, ale jak widać może też bardzo zaszkodzić.

    Instytut Hipokratesa, bardzo opiniotwórcza instytucja dla witarian całego świata, jednak uważa, że hodowane owoce są hybrydami i obecnie są zbyt słodkie, dlatego należy kontrolować ich spożycie.

    Fryderyk Patenaude twierdzi, że Instytut się myli, a wraz z nim (Instytutem) i Wolf.

    Czy możemy w takim razie zaufać w tej kwestii Patenaude?

    Na potwierdzenie jest oczywiście Dr Douglas Graham i jego dieta 80/10/10. Dr. Graham poleca jedzenie wielkiej ilości owoców już od wielu lat i ma na prawdę rewelacyjne osiągnięcia, ale zawsze istnieje jakieś „ale”, mianowicie jednak trzeba się suplementować witaminą B-12 (tak na prawdę większość wegan i nie tylko powinni się suplementować, ale i tak jest to odbierane jako pewien zgrzyt w idealnej przecież diecie).

    Do tego ten strach o banany, nawet jak już przestaliśmy się obawiać o przedawkowanie potasu i cukru, to zaczynamy zastanawiać się, że skoro jemy ich tak dużo, a kupujemy raczej nie organiczne, jak bardzo i czy w ogóle sobie szkodzimy?

    Poniżej lista produktów od najbardziej skłonnych do skażenia pestycydami i innym szajsem do najbardziej opornych, więc ją przytaczam:

    Brzoskwinie
    Jabłka
    Papryka
    Seler
    Nektarynki
    Truskawki
    Wiśnie
    Jarmuż
    Sałata
    Winogrona
    Marchew
    Gruszki
    Szpinak
    Papryczki chili
    Ogórki
    Maliny
    Śliwki
    Pomarańcze
    Kalafior
    Mandarynka
    Grzyby
    Banany
    Melon kantalupa
    Żurawina
    Melon miodowy
    Grejpfrut
    Pomidory
    Brokuły
    Arbuz
    Papaja
    Bakłażan
    Kapusta
    Kiwi
    Szparagi
    Mango
    Ananas
    Avocado
    Cebula

    Tak więc cebula i awokado przodują w niepoddawalności na chemikalia, natomiast banany są gdzieś po środku z tendencją ku końcowi i tego się trzymam. Zadecydowałam, że będę nadal jadła dużo bananów, ponieważ na diecie 811 są bardzo wygodne, a do tego uwielbiam je.

    Ale najgorszy PR dla witarianizmu zrobiła śmierć wielkiego człowieka Steva Jobsa

    Dwa rozdziały w jego biografii, którą można kupić obecnie w każdej księgarni naprawdę nie dobrze robią dla krzewienia naszej idei żywienia. Prawie wszyscy informatycy na świecie i nie tylko informatycy sięgnęli po tę pozycję i niestety przeczytali, na stronie 572 (pierwszego polskiego wydania)…”Ku przerażeniu przyjaciół oraz żony, Jobs zdecydował, że nie podda się operacji usunięcia guza,……Przestrzegał zwłaszcza ścisłej wegetariańskiej diety bogatej w świeżą marchewkę i owocowe soki. Oprócz reżimu żywieniowego Jobs stosował akupunkturę, ziołolecznictwo,…
    …..”Rozmawiałem ze Stevem, gdy usiłował się leczyć jedząc jakieś gówno i cholerne korzonki. Powiedziałem mu, że oszalał”, wspomina Grove. Levinson opowiadał, że każdego dnia błagał Jobsa ….”Rak nie działa w ten sposób …. Nie poradzisz sobie z nim bez operacji i zbombardowania go toksyczną chemią….. Wreszcie w lipcu 2004 roku (w dziewięć miesięcy od diagnozy,dodatek pepsi), Jobsowi pokazano tomogram……guz urósł i być może się rozprzestrzenił”. Autor w późniejszym rozdziale sugeruje, że Jobs żałował swojej decyzji oddalającej operację w czasie.

    Ale wracam do wiarygodności

    Paul Nison z początków swojej drogi (pierwszych 10 lat na raw foodzie wege), człowiek z charyzmą, kapitalny mówca, dowcipny gość o miłej prezencji. PR doskonały. Poszło za nim wielu, uwierzyli i nie żałują myślę do dziś. Obecnie Paul Nison w sukmanie z kijem, z brodą po pas, na swoich filmikach bez cienia energii i entuzjazmu (o którym kiedyś wiele mówił) stara się wywołać napięcie mówiąc że mdłą sałatkę można uatrakcyjnić … kiszonym ogórasem. W tej sprawie dostałam już dwa newslettery. (pisałam o tym przy Boutenko)

                                                                           Paul Nison teraz

    Zresztą po 17-tu latach Nison na pewien czas zerwał z witarianizmem i zaczął jeść nie tylko gotowane, ale i mięso, żeby ogłosić smutnym głosem wielki powrót na surowe, w tle nawet zabrzmiały rachityczne fanfary. Po prostu komedia.  Nie wiem kogo teraz swoim pijarem zachęca do tej diety i zakupu u niego wielu suplementów. A przecież to ten sam Paul Nison, człowiek z łolstrit, który sokami wyleczył się z okropnej choroby wrzodziejącego jelita grubego czym zmienił swoje życie.

    Więc wiarygodność

    A czy Boutenko była wiarygodna przez 17 lat kiedy zajadała się tłuszczem i urządzała odpłatne warsztaty ucząc ludzi kucharzenia na rawie, głównie mieląc orzechy i dodając daktyle. Absolutnie nie mam na celu nikogo obrazić, ale jak patrzyłam na jej nadwagę nie mogłam jej jakoś wierzyć.

    A z drugiej strony, czy mamy nie wierzyć dr. Gabrielowi Cousensowi, że jego drzewo życia, nie uczy wykaraskiwania się z cukrzycy w ciągu 30-tu dni, tylko dlatego, że sprzedaje też suplementy?
    Przecież ja przynajmniej, gdyby nie tabletki ze spiruliny, to nie mogłabym jej jeść, bo sproszkowana spirulina czy też algi w płatach są dla mnie nie do przełknięcia.

    Czy mamy nie wierzyć Charlocie Gerson, tylko dlatego, że dwu tygodniowa kuracja w szpitalu, gdzie uczą jak przyrządzać soki i lewatywy z kawy kosztuje 6 tysięcy Euro? A jednak tylu ludzi wróciło dzięki temu do zdrowia, po najgorszej chorobie raku, często nawet wbrew wyrokom alopatycznej medycyny.

    Wprawdzie jest zasada, aby nie pytać sprzedawcy odkurzaczy, czy jest ci potrzebny odkurzacz, bo możesz nie dostać zbyt obiektywnej odpowiedzi :), to jednak komuś i czemuś trzeba zaufać.

    Wszakże postanowiłam:

    1. nie bać się cukru owocowego

    2. nie bać się bananów

    3. bać się nadmiaru tłuszczu w kontekście węglowodanów

    4. nie bać się braków białka w diecie jedząc jednocześnie jarmuż, chlorellę, spirulinę i konopie (zależy mi na dużej sprawności i jakości moich mięśni i małej ilości tkanki tłuszczowej)

    5. bać się niedoborów witaminy B-12, D, K2 i w związku z tym suplementować się nimi

    6. bać się ogólnie i dlatego od czasu do czasu robić stosowne badania, szczególnie wysokiego poziomu homocysteiny i niskiego 25(OH)D, wysokiej insuliny na czczo i wysokiego poziomu kwasu moczowego

    7. bać się nie uprawiać regularnie ćwiczeń fizycznych z przewagą cardio, co tu dużo mówić, bać się niebiegania

    8. póki co nie bać się być na diecie 811 i cieszyć się nią

    (Visited 1 554 times, 1 visits today)

    Powiązane artykuły

    1. Asia BW 14 lutego 2012 o 13:22

      A ja do tej listy „nie bać się/bać się” – w moim wydaniu dodałabym jeszcze:
      7. Nie bać się zjeść czasem gotowane strączkowe, skrobiowe i krzyżowe.
      8. Bać się większej ilości cytrusów – ograniczać je – nie jeść ich dużo każdego dnia, a po zjedzeniu opłukać usta wodą (zęby).
      9. Bać się sporych ilości suszonych owoców – bo odwadniają, bo obklejają zęby przez co ułatwiają życie ewentualnej „próchnicy” i nie mieszać ich z orzechami, pestkami i nasionami – a jeśli już, to zjadać takie cudności rzadko.
      10. Bać się dużej ilości soków – bo nie zawierają błonnika (albo zawierają bardzo mało), zawierają szybko przyswajalny cukier. Chyba, że jest się na „oczyszczaniu”.
      Dzięki Pepsuniu za Twoje uwagi – bardzo bardzo bardzo cenne. Duży owockowy uścisk!!!

    2. pepsieliot 14 lutego 2012 o 14:23

      ja o tym nie napisałam, bo nie chce jeść gotowanych, skrobiowych i krzyżowych, nie jem też cytrusów, trochę soku tylko i to z wodą, suszonych owoców w ogóle nie jem(niestety nie lubię, chociaż witarianin namawia do daktyli), soków nie piję wcale, więc hihihihi widzisz jaka jestem?
      Ściskam owockowo Joankę 🙂 i idę na trening, chce mi się jak psu orać, ale to norma dla mnie:))

      1. Asia BW 18 lutego 2012 o 19:01

        Rozumiem i podziwiam!

        1. pepsieliot 18 lutego 2012 o 19:04

          teraz już nie jestem taka pewna :))

    3. pepsieliot 15 lutego 2012 o 07:37

      Dzięki za świetnego komenta. Myślę dokładnie to samo, ale jak spojrzałam na słowa, przez których wywołanie wchodzą obcy ludzie na tego bloga, to na pierwszym miejscu jest Steve Jobs witarianin, a na drugim Steve Jobs witarianizm, więc uznałam, że jest to taką jakąś sensacją też dla nie wegan, że proszę ” tak męczył się” jedząc wege a i tak umarł.
      Bardzo cieszę się i jednocześnie miło mnie to zaskoczyło, że sporo osób wchodzi na tego bloga, ale i tak bałam się, że jak sie nie poprzypominam na vitalmanii to po Ani Sośnierz nikt do mnie nie będzie wchodził na ten raw tydzień. Za co bardzo przepraszam Ciebie i innych uczestników. Na usprawiedliwienie dodam, ze rawolucja ogłosiła te tygodnie raw na blogach w tym swoim na vitalmani właśnie, ja nawet wtedy jeszcze bloga nie miałam. Ale racją jest że za dużo mnie było z tymi linkami.
      Ja wybrałam też owoce, jestem od niedawna na 811 :)) i tak trzymam :))
      Serdecznie Cię pozdrawiam

    4. pepsieliot 16 lutego 2012 o 06:38

      Jazgottcie drogi, dieta o której piszesz jest chyba najlepszym wyborem, może nawet lepszym niż 811, bo mówi się o niedoborach B12,D itd, ale nie mówi się jak może być groźny niedobór cynku, szczególnie kiedy dużo produktów witarianskich jest bogatych w miedź. Produkty strączkowe, soja zawierają odpowiednią ilość cynku, ale witarianie ich nie jedzą, pozostają tylko pestki z dyni, no ale na 811 wszyscy myślą o tłuszczu. Włąśnie o cynku postanawiam dziś napisać , bo to dla mnie news, ściskam, owocek 🙂

    5. pepsieliot 17 lutego 2012 o 07:54

      no takie poważne choroby jak cukrzyca, serce, może nawet niektóre raki, a do tego alergie, nadczynność tarczycy, candida są leczone 811.
      Dzisiaj miał być mój pierwszy dzień raw tygodnia, ale się porobiło i zlikwidowałam moje konto na vitalmanii, nie wiem czy to ja tylko byłam przyczyną tego zamieszania, ale tak postanowiłam z przykrością. Myślę że na każdym forum wyłoni się jakaś grupa, która czuje że nadszedł czas również na samodzielne udzielanie się. No nic, ja w każdym razie nie zrezygnuję i już dziś zacznę ten surowy tydzień czy parę dni, żeby nikogo nie zamęczyć, bo dietę mam jak na razie dość monotonną, bo przecież po to założyłam bloga, który okazał się tą kroplą co przelała szalkę. Jazgottcie mam nadzieję, że będziesz tutaj zaglądał(a :)), serdecznie Cię zapraszam, w najbliższej przyszłości myślę o zrobieniu coś na kształt forum, jakby ludzie chcieli zarzucić jakieś tematy i będzie można dawać linki do swoich sklepów, stron i blogów, bo to wypływa pzrezież nie z chęci wyrządzenia komukolwiek krzywdy, czy tez zimnych kalkulacji, wszyscy musimy z czegoś żyć, a takie zajmowanie się tymi tematami na poważnie zajmuje wiele, wiele godzin. Już dziś dostałąm linka do sklepu z nasionami goji. I git. ściskam jazgottcie, owocek 🙂

    6. Asia BW 18 lutego 2012 o 19:06

      Tak, mysle, ze masz racje Jazgott, z tym wygodnictwem ludzi. Fajnie jest miec jeden wyjatek negatywny by moc usprawiedliwic swoje przyzwyczajenia, lenistwo i uzaleznienia smakowe… Bo po co sie zmieniac, po c brac swoje zycie i zdrowie w swoje rece. Lepiej leciec z kazda pierda do lekarza, wziac cudowna tabletke na zdrowie i dalej wrocic do swoich samounicestwiajacych zachowan.

    7. Asia BW 18 lutego 2012 o 19:13

      Kurcze, Pepsi, przykro mi, ze tak jakos wyszlo z ta Vitalmania. Nie powiem, ze wyczuwalo sie jakas niechec Rawolucji do Twojej aktywnosci (w jej postach). Osobiscie nie widzialam nic zlego w Twoich linkowaniach do bloga – w koncu na swoim blogu nie sprzedajesz produktow, tylko dajesz swoja wiedze i szereg cennych uwag i komenatrzy. A o to przeciez chodzi w rozwojowym podejsciu – by dzielic sie wiedza. A im wiecej zrodel, im wiecej ludzi – tym lepiej.
      Vitalmania bez Ciebie to juz nie bedzie to samo miejsce 🙁 Na szczescie poki co interenet nie ma granic. Owocek!

      1. pepsieliot 18 lutego 2012 o 19:42

        Asia, a ja wyczuwałam, tym bardziej ,że już wcześniej widziałąm, że jestem dla niej inspiracją i tematy, które poruszałam były u niej na rawolucji jako jej rozwijane.(2x)ale spoko, to się nazywa zazdrość. Jest tak Asiu, że zawsze pojawi się ktoś aktywny, kto będzie chciał działać samodzielenie, pzrecież Hautari też dawał linki, a Ania też korzystała z surowego tygodnia. Zawsze tak jest, że jak jest nawet kilku winnych to i tak do mnie się pzryczepią. Mam coś takiego wkurwiającego ludzi w sobie.Najśmieszniejsze jest to, ze ja nawet wcześniej tego bloga nie prowadziłąm. Ja też myślę o forum i będzie można na nim dawać linki i polecać produkty, jak ktoś własną twarzą je poręcza i jest szanowany na forum to dlaczego nie. ściskam Cię ,

    8. pepsieliot 19 lutego 2012 o 21:08

      Hej jazgottcie, bardzo cenię sobie Twoją aktywność , w rzeczywistości pzrez te pół roku promowałam bezinteresownie vitalmanię, rawolucje, rawstauracje, dietebezdiety, wszędzie wstawiałam linki, na fb, na forach, dawałam znajomym, nie byłam biernym czytającym chociaż ich obecność też jest ważna bo promuje stronę, poprzez robienie jej wejść, udzielałam się z radością i tylko jednej osobie podałam namiary prywatnie na moje suple, na jej wyraźną prośbę. Nawet Hautari mnie prosił i mu nie powiedziałam. Zresztą nadal mogę czytać posty na vitalmanii, tylko nikt nie może czytać moich, bo nie mogę ich pisać. Ale tak jak napisałaś jest tam wielu ludzi, którzy mówią z sensem i ciekawie, więc ja nic nie trac ę, ściskam, owocek :))

    Dodaj komentarz