logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
446 online
54 208 024

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • Kto zrobił to Możnego dziecku?

    rp_gessler-ze-swinia-na-okladce-gali-news_main-47179.jpg

    Kto zrobił to Możnego dziecku?

    Morning Rodzice i Padalce

    Podobny post już był, ale dzisiaj kolejny raz zobaczyłam okrutny obrazek karmienia dzieci, całej klasy frytkami i resztą, a na fejsie wyskoczyło, żeby polubić Jamiego Oliwera.

    Spalacz tłuszczu -Bikini Burn TiB

    Spalacz tłuszczu -Bikini Burn TiB

    Podobnie jak ludzie z problemami łaknienia, lubię od czasu do czasu rzucić gałką na Jamiego Oliwera, żeby porozkminiać trochę jego fenomen.

    Dlaczego właśnie on osiągnął tak niebagatelną w dzisiejszym świecie pozycję najbogatszego, gdyż właśnie najbardziej wielbionego kucharza? Jego kuchnia mniej więcej przypomina kuchnię naszych babć, gdyby tylko miały możliwość większego wyboru ingredientów.

    Pojawiał się przecież na obiad, który nie nazywał się lanczem, dinerem czy łodewer, ale właśnie obiadem, zwykle ładny kawałek mięsa od baby, jakiś sos, ziemniaki i zawsze na talerzu gościło warzywo, a niekiedy nawet surówka.

    I Jamie mówi, że to zdrowe, że to idealne, do tego podkręca wszystko z własnego herbarium surowym szpinakiem, czy też szpanerską sałatą dla wyrafinowanego mainstreamu. Za jaką uważa się zwykłą rukolę, wręcz chwast, który wyrośnie wszędzie, nawet jak się go już od dawna nie chce hodować na podjeździe.

    I okazuje się, że jest to jedzenie zdrowe i Jamie układa diety nawet Angelinie Joli i jej ślicznemu hasbendowi i licznemu potomstwu. Żyjemy my, przeżyją i oni, widocznie może być coś znacznie gorszego, widocznie taka dieta nie jest aż taka zła. Ludzie byli szczęśliwi.

    Chociaż ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. Tak mówią.

    Faktycznie w porównaniu z jedzeniem, które obecnie spożywają Możni i jeszcze więcej dzieci, jest to jedzenie, nie tyle, że zdrowe, ale niemakabrycznie nie zdrowe.

    Jamie jest na liście pierwszej setki wpływowych osób w UK więc może więcej i do tego chce mu się. Wymyślił, że uzdrowi sposób żywienia dzieci w wieku szkolnym, dokładnie dzieci w wieku od pięciu do dwunastu lat, czy coś w tym stylu. Nie znam się na szkolnictwie w UK, w każdym bądź razie ktoś w tym akurat pacholęcym wieku do niej uczęszcza.


    Zastanawiałam się właśnie, co w takim razie jedzą siedmiolatki skoro można by dedukować, że ciągle niby mądrzejsi, bo starsi od nich rodzice mają na ich dietę spory wpływ.

    Okazało się, że dzieci jedzą tylko i wyłącznie hamburgery, frytki i pizzę i popijają napojami wysoko słodzonymi i gazowanymi.

    Jami, żeby uwiarygodnić zaistniałą sytuację i na potrzeby całej misji, która oczywiście składa się z odcinków jego programu o wielkiej oglądalności odwiedził wraz z ekipą filmową klinikę pediatryczną.

    Okazuje się, że nagminnie zjawiają się tam schorowane gastrycznie dzieci.

    I nie chodzi już o to, że mają choroby, zupełnie kiedyś szczenięcemu wiekowi nie przypisywane, jak nadmierny poziom cholesterolu, cukrzycę typu drugiego, czy już początki miażdżycy, zaburzenia w układzie krwionośnym, podrażnioną wątrobę i wszystkie inne dolegliwości, które zwykle związane są z przekroczeniem minimum czterdziestki.

     

    To jeszcze do tego zaczęły i to nagminnie pojawiać się okropne, dotąd prawie niespotykane symptomy.

    Nagminnie dieta dziecka oparta na hamburgerach, pizzach i frytkach, do tego najczęściej z głębokiego mrożenia prowiantu, odgrzanego w mikrofali przed spożyciem, tak bardzo pozbawiona jest właściwości odżywczych, ale przede wszystkim błonnika, że jelito grube nie może trawić, tego pokarmu i taka na pół kupa cofa się do jelita cienkiego!

    I wtedy dzieci wymiotują yyy … kałem

    Oczywiste, że dzieciom B12 nie zabraknie w takim przypadku.

    Na dowód powyższego lekarz pediatra, pokazał zdjęcie rentgenowskie, jakie akurat miał pod ręką, a ma ich setki, gdzie na prześwietleniu ośmiolatka, wyraźnie było widać plamy kupy w jelicie cienkim.

    Horror

    Jamie wprowadził jedynie jedzenie naszych babć do szkół, bo przecież od czasu do czasu każdy jako dziecko rzucił jakimś pawiem, ale nie był to nigdy paw z kupy.

    Eksperymentalnie dostarczono stosowną wiedzę dla kucharek szkolnych i upichciły Jamiego danka, coś niby naszych babć, naprawdę niczego sobie.

    Mięsko i sosiki, ziemniaczki, surówki i warzywka duszone. Wprawdzie nic z głębokiego tłuszczu, ale też broń Boże nic na parze przyrządzane.

    Ale dzieci nie chciały kupować takiego jedzenia

    Większość zbojkotowała stołówkę i na przerwie na lancz wybyła do okolicznych ulicznych fast foodów, a najmłodsze dzieci, które nie mogły same opuszczać szkoły, zastosowały zasadę outsourcingu i zleciły starszym kolegom zakup frytek, snickersów i hamburgerów.

    A ci ostatni z racji dostojnego wieku, w normalnych warunkach nawet nie odezwaliby się jednym słowem do szczenięcych uczniaków, jednak w tej szczególnej sytuacji, z pełnym zrozumieniem, frytki z pizzą przedszkolakom za pobraniem dostarczyli. 

    Apetyt jest naszym dobrem osobistym, nigdy i nikt nie powinien nam go sztucznie podkręcać kłamliwą obietnicą produktu, ani też sztucznie ograniczać, zwykle ze zdecydowanie gorszym skutkiem jakimiś też w dodatku sztucznym supresantem łaknienia.

    Ale kto zrobił to dzieciom? No kto zrobił to Możnego dziecku? Wie może Możny kto?

    Jaki drań, czy debil, zrobił coś takiego takim małym wymiotującym kałem ludziom, którzy nie są w stanie właściwie ocenić sytuacji, ani świadomie się do niej ustosunkować?

    Dzieci mają tylko swój apetyt i nic więcej

    Nie jak dorośli, którzy też przekręcili sobie apetyt, albo dali go sobie przekręcić, ale mają przecież dorosły intelekt do obrony. Mogą przeczytać, nastraszyć się, zrozumieć, to ich sprawa czy to robię czy nie.

    Ale dzieci nie mają żadnej innej broni, posiadają tylko swój zabójczy apetyt, któremu ufają, któremu wierzą i który sprawia im wiele przyjemności.

    Jak w takim razie można liczyć na to, że dziecko zdroworozsądkowo stwierdzi,:

    – Marzę o pizzy, ale chętnie zjem brokuła z parownika, gdyż pragnę mieć doskonałą kondycję zdrowotną zarówno teraz jak i w przyszłości. Nie chcę też umierać na cukrzycę w wieku bardzo dla mnie przecież dobrze uzmysławianym. Azaliż pięćdziesięciolatka wcześniej straciwszy nogę w wyniku cukrzycowej amputacji.

    Co żeście dranie dzieciom z apetytem zrobili? Naprawcie to w try miga!

    Jak to jeszcze jest możliwe, że fast foody istnieją?

    Dlaczego dziecko Możnego zna smak frytki mrożonej i w głębokim, przepalonym tłuszczu skwierczącej, zanim jeszcze do zerówki pójdzie?

    Kto pierwszy dał Twojemu dziecku truciznę? Ty, teściowa, niania?

    I to nie dzieje się w domach trudnych, sakramencko zalkoholizowanych, gdzie pomieszkuje element.

    To się dzieje w naszych wypasionych domach z siedmioma płaskimi telewizorami, z furami na cztery fajerki pod hawirami, gdzie pan na bicyklu z garbem na plecach przywozi do domu zamówioną pizzę.

    Możni zmieńcie to, skoro lubicie swoje dzieci. Chociaż jak widać, nie będzie łatwe.

    Oduczyć dziecko miłości do własnego apetytu i sprawienie, żeby faktycznie mógł go kochać, jako wielkie dobro własne.


    Zły pepsin

    Blog pepsieliot.com, nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.

    Może rzuć też gałką na to:

    Przerywane „Jem i … chudnę” poszczeniem, najlepszą dietą na swiecie

    Kilka sprawdzonych sposobów, żeby poważnie i przewlekle zachorować

    Dobre suplementy znajdziesz w naszym Wellness Sklep


    Disclaimer:
    Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, dlatego nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.


     

    (Visited 4 659 times, 1 visits today)

    Powiązane artykuły

    1. niralamba 11 maja 2015 o 20:41

      Pepsi jak już będziesz kandydować na prezydenta to masz mój głos…

      1. pepsieliot 11 maja 2015 o 20:51

        Dobra wystartuję w następnych, bo jeszcze 3 osoby powiedziały same z siebie, że zagłosują na mnie

        1. Sirielle 11 maja 2015 o 21:46

          Cztery 😉

          1. niralamba 12 maja 2015 o 00:06

            Pięć i lista przedwyborcza:
            https://www.facebook.com/PepsiNaPrezydenta

            1. pepsieliot 12 maja 2015 o 07:27

              Niralamba supcio, jestem pod wrażeniem!!

            2. niralamba 12 maja 2015 o 09:43

              Pepsi, jesteś wielka i cieszę się, że coś mi się udało! Mamy już 40 lajków, a do wyborów 4 lata – wygrasz w pierwszej turze i dopiero będzie się działo 🙂

            3. pepsieliot 12 maja 2015 o 10:59

              Niesławna byłoby o wiele więcej tylko mi zablokował fejs konto wczoraj wieczorem – kaśka eliot, bo twierdzi że to nie ja, a pepsi eliot też mi ńie pozwala być, tylko strona publiczna może być

            4. klepsydra 12 maja 2015 o 22:11

              Nic z tego nie wyjdzie, bo Pepsi postanowiła zostać pustelniczką!

      2. Konikola 12 maja 2015 o 08:39

        Mój też w 100 % Nareszcie znalazła się sensowna kandydatka do tronu 🙂

        1. pepsieliot 12 maja 2015 o 08:54

          Konikola thx 🙂

    2. Wilczo Głodna 11 maja 2015 o 20:42

      Eh, pracowałam przez jakiś czas w restauracji. Rodzice schabowy z warzywkiem, dzieciak frytki i cola. Tak już od dwulatka. Masakra.

    3. malgo78 11 maja 2015 o 21:21

      Witajże Pepsi. Czy to dobry czas i miejsce aby zapytać Cię co sądzisz o sproszkowanym mleku kozim? Dawać dziecku lat 1 i pół, nie dawać? Wyrzucić toto czy przygarnąć? Szanse na mleko od krowy pasionej soczystą trawą niestety nikłe, choć szperam ile sił.

      1. pepsieliot 11 maja 2015 o 22:43

        mleko kozie jest bardzo dobre, nie wiem tylko czy sproszkowane też, ale dlaczego by nie

        1. zielopach 12 maja 2015 o 08:34

          A ja pracuję w ekologicznej żywności i nie tak trudno znaleźć mleko kozie ,co prawda lepiej wcześniej zamówić odpowiednią ilość, ale jest. no i tutaj przychodzą często mamy co pasą swoje małolaty zielonym 😉 a nie frytami, to pocieszające prawda

        2. Niki 12 maja 2015 o 10:10

          malgo78 w proszku po prostu jest odwodnione, a że to kozie więc jeszcze nie zepsute przez przemysł mleczarski, ma wartość. A gdziekolwiek mieszkasz, możesz poszukać też na wsiach prosto od hodowcy, w sieci na stronach lokalnych też się ogłaszają takie małe gospodarstwa z kozami, ceny zróżnicowane z zależności od tego czym karmią kozy i jakiej jakości trawą. Tylko jedna rzecz: przemyśl jeszcze czy dawać niemowlęciu 1,5 r. testować i raczej nie karmić samym kozim. Z jednej strony kozie mleko poleca się przeciw alergiom (ja piłam dawno temu, ale miałam już naście lat) i w ogóle zdrowotnie, i choć pewną ilość lakto zawiera to jednak bezpieczniejsze niż krowie, a z drugiej strony kozie też może alergizować i tu szczególnie chodzi o takie maloty z nie całkiem jeszcze sprawnym układem pokarmowym.

    4. mifufu 11 maja 2015 o 21:53

      Mój nie zna. Muszę tu donieść. Trzy letni i nie zna :). Pękam z dumy. Loda też nie jadł i lizaka i nie predko zje. Choć do przedszkola idzie a tam wiadomo, wszystko nieco pójdzie w łeb. :/. Zła matka!

      1. pepsieliot 11 maja 2015 o 22:42

        Mifufu bo to jest powód do dumy

      2. malgo78 12 maja 2015 o 11:17

        @niki. serdeczne dzięki za info. dziecko jest silne, zdrowe, totalnie bez alergii, wiec wspólnie z naszą pediatrą stwierdziłyśmy że ze spokojem możemy spróbować z wprowadzeniem koziego. tak, zdecydowanie wiem że od żywej, szczęśliwej kozy to byłoby w 100% to – i chyba rzeczywiście jeszcze pojeżdżę po okolicach. to swoją drogą dziwne i dowodzi tego co kiedyś pisała pepsi – sklepy eko kochają wszystko co w puszcze, słoju i długoterminowe. a np w moim sklepie pani właścicielka (z którą jestem na marginesie w bardzo fajnych układach), mimo wszystko nawet nie chce słyszeć o mleku naturalnym, bo nie sprzeda się przecież i co wtedy :). na marginesie jeśli jest tu ktoś z poznania lub okolic i wie coś o gospodarstwie z kozą w naszej okolicy – bardzo będę wdzięczna :). pozdrawiam Was serdecznie 🙂

    5. Lukrecja 11 maja 2015 o 22:15

      widziałam jak wycieczka 3 latków z przedszkola poszła do sklepu

    6. Lukrecja 11 maja 2015 o 22:17

      widziałam jak wycieczka 3 latków z przedszkola poszła do sklepu opiekunka kupiła czipsy, chrupki, i paluszki
      moj 5 letni syn zapytał dlaczego nie kupili nic zdrowego
      jak opisałam to na FB to potraktowano mnie jak dziwoląga

    7. unh0ly 11 maja 2015 o 22:39

      No i nawet jak ktoś będzie próbował to zmienić to poniesie porażkę sromotną. Dopóki nie obalimy wielkiej farmacji, która chce zarabiać na jednostce gdy ta jest jeszcze w fazie komórkowej. Chore dzieci = co roku dochodzą miliardy zysku do kieszonki.
      A weź wypuść dziecko na dwór w deszcz, opieka społeczna w osobie sąsiadki pod drzwiami w pół godziny. Ja z kolei obserwuje ostatnio, jak się dzieciom odbiera ich naturalny odruch biegania ile wlezie na rzecz sadzania ich przed wszelaką technologią. Zbrodnia, po prostu karalne to powinno być. Zamulające syropki na sen także.

    8. marek13 12 maja 2015 o 00:03

      Ta przemysłowa cywilizacja nie ma przyszłości. Jest cywilizacją śmierci. Szczepionki, trujące, toksyczne ” pożywienie”, pseudokultura, tablety i telewizory, rozbicie rodziny, zniszczenie więzi międzyludzkich. Jesteśmy wyrobem człekopodobnym z szeregiem zaburzeń umysłowych. Zaprogramowane uszkodzenie. Nie potrzeba żadnego podskórnego czipa, stado owiec samo się strzyże, kontroluje i jak już nie jest zdolne oddać wełny- szybko utylizuje.
      Za pułki pełne czipsów i snikersow w sklepach „spożywczych” należy się KS, tak jak w Malezji za przemyt kokainy.

    9. kasia 12 maja 2015 o 06:21

      Świetny post Pepsi 🙂 Jestem obecnie w 7 miesiącu ciąży i przygotowuje się mentalnie i merytorycznie do sposobu w jaki będę odżywiać swoje dziecko. (To już drugie, pierwsze ma 22 lata i strasznie się odżywia ale już nie mam wpływu). Moim wielkim zmartwieniem jest to, że mój mąż jest wszystkozerca, łącznie z Coca-Cola, chlebem tostowym i MC Donaldem. Do tego jeszcze jest lekarzem i pali papierosy. Jak czasami opowiadam jak będę karmić nasze dziecko to się ze mnie śmieje 🙁 Jest to takie dolujace i potwierdzające to wszystko co piszesz o lekarzach. Jak się pewnie domyślasz jest fanem twierdzenia, że dawka robi truciznę…

      1. pepsieliot 12 maja 2015 o 07:17

        Kasiu, ale Ty dasz radę, owocek

        1. klepsydra 12 maja 2015 o 22:16

          Nie daj się Kaśka!

    10. dorota 12 maja 2015 o 07:59

      Moja prawie siedmioletnia córka dostała ostatnio pracę domową, w której miała wymienić 3 najbardziej wartościowe produkty spożywcze dla człowieka. Napsiała: orzech kokosowy, awokado i cyt: „mamo – jak się pisze „chlorella”?

      Jakież to szczęście mnie ogranęło!

      Ale niestety zgrzeszylam w niemowlęctwie tego dzięcicia dużo razy – od 4 lat pilnujemy się jak się ale łatwo nie jest (np. dziecięce urodziny – to nie są imprezy, na których serwuje się owoce i surowe warzywa)… NIe odżegnuję się jednak od odpowiedzialnosci za to co zrobiłam źle ale już nie boleję, że oświecienie nastąpiło zbyt późno. Cieszę się, że mam to szczęcie bywać tu codziennie – DZIĘKUJĘ PEPSI!

      PS. wyborach poprę Cię bez wahania!

      1. pepsieliot 12 maja 2015 o 08:57

        Doroto jestem zaszczycona

    11. S 12 maja 2015 o 08:19

      Jestem mama ośmiolatka ktory nigdy nie był w MCDonallds, nie jadł fast foodów. Byłam i jestem matką dziwaczką dla większości. Pierwszego chipsa spróbował w szkole i nie smakował mu.

      1. pepsieliot 12 maja 2015 o 08:54

        S supcio!!!!

    12. agnieszkaanka 12 maja 2015 o 08:41

      Wydaje mi się, że trzeba zacząć od siebie. Że podeprę się cytatem „bądź zmianą, którą chcesz ujrzeć we Wszechświecie” nie wiem czyim zresztą. Ja zmieniam dietę moich dzieci, bo nieświadomie uległam broszurkom Nestle, które mi przysłali do domu z próbkami kaszek, oczywiście ich posłuchałam i rozszerzyłam dietę za pomocą kaszki mleczno-ryżowej a nie awokado. No ale trudno. Teraz staram się. Robię ile mogę. Młodsza polubiła szejki z 4 greens, które na razie popija w małych ilościach, jabłka Bio z Lidla zawsze leżą w domu, starsza podjada banany. Obie lubią migdały, choć jeszcze nie w formie namoczonej. Bio migdały też nie przeszły, choć pamiętam rady Pepsi że migdały to tylko Bio z Hiszpanii.
      Jest lepiej niż rok temu, więc wierzę że za rok będzie jeszcze lepiej. Rok temu wszystkiego tego nie jadły, więc może za rok dojdzie domowe guacamole na bezglutenowym domowym chlebie (właśnie testuję przepisy na bezglutenowe pieczywo). Staram się pamiętać o chlorelli, starsza łyka rozdrobnioną połówkę geens & fruits, młodsza pewnie też załapie za jakiś czas. No i tak powolutku do przodu. Moim problemem jest menu przedszkolne i szkolne. Boję się, że miejscowy właściciel mięsnego, którego kilka razy widziałam dostarczającego towar do przedszkola może tam upychać wszystko co mu nie schodzi, że przepalone fajami panie kuchary pichcą na kostkach rosołowych, maggi i „warzywku”. Jeszcze do niedawna królowało w naszym przedszkolu menu z pastą z salcesonu na czele oraz zupą borowikową z torebki. Jak zapytałam intendentkę czemu grzyby dzieciom, i czy to zupa z proszku bo podejrzewam że przedszkoli nie stać na najdroższe grzyby, potwierdziła że to zupki Knorra oraz spytała zdziwiona czy ja w domu nie gotuję czasem zup z proszku? Dodała też że brokułową też mają z proszku. No cięciwa kuszy się napina, że niezgrabnie zacytuję Pepsi.
      Wysmarowałam elaborat do dyrektorki i menu się zmieniło, ale na moje oko i tak pozostawia wiele do życzenia. I teraz po tej laurce na własny temat chcę powiedzieć, że owszem mimo trendu na samodzielne nauczanie dzieci w domu, nie zdecyduję się na to, pracuję zawodowo i jeszcze długo będę, dzieci są więc zdane na żywienie szkolno-przedszkolne. Co zatem z tym zrobić? Jak poprawić własnym sumptem szkody wyrządzone przez niezdrowe szkolne menu?

      1. pepsieliot 12 maja 2015 o 08:53

        Agnieszko wspieram Cię mentalnie, a co do migdałów, dalej podtzrymuję, ze nie mogą być kalifornijskie, nawet bio, to jest ich, czyli amerykński problem

    13. ironicalsmile 12 maja 2015 o 08:58

      Mieszkam w Ukej od jakiegoś czasu i co ja ino widze moimi oczkami to mnie przeraża . Fast foody stały się codziennoscia to nie jest już treat tak jak kiedyś . Powinni zwiekszyć ceny słodyczy , fast foodów a zmniejszyc zdrowiej zywnosci bo żebym za 4 jabłka zapłaciła 2 funty to sie w mojej główce nie miesci – bo za 2 funty mama pojdzie do sklepu i kupi mrozone frytki i nagetsy -wiadomo idzie na łatwizne bo jej sie nie chce gotowac .

      Ja staram sie być dobra ciocią i kiedy odwiedzą mnie bratanice mego konkubenta proponuje zawsze jakiegos owocka no ale nigdy nie chcą bo to nie czekolada …

    14. Beata 12 maja 2015 o 09:01

      Tak, to nasza wina, moja! Dziś to widzę strasznie mocno. Mam trójkę już dorosłych dzieci, dwoje starszych jakoś dziwnie unika warzyw i owoców a zwłaszcza mój syn, moja najmłodsza zaś córka od małego uwielbiała ssać pierś ( ssała do 2,7 roku życia) i jadła wszystko co kolorowe nawet dziwacznie wyglądającą i smakującą chińszczyznę.
      Ale przyznaję nie przykładałam się, żeby tego żywego i zielonego było dużo, bo podstawą były ziemniaki i schabowy, miały dać siłę i żeby dziecko rosło!! Taaaaaaa, ale taka była wtedy filozofia odżywiana. Ooooo frytki też, ale te domowe przynajmniej… ale jakie przynajmniej, to jest tak jak piszesz Pepsi zwyczajnie czyste g….. nie jedzenie.
      Od kilku lat zmieniam nawyki żywieniowe metodą małych kroczków. Tłukę dzieciom o prawdziwym żywieniu o konieczność suplementacji itp. z różnym skutkiem, choć czasem bywam dumna… Zawsze był winny „czas”, a raczej jego brak co usprawiedliwiało rzeszę matek takich jak ja…choć ja wychowywałam swoje dzieci prawie sama. Dziś rozumiem co znaczy żywność w pełnym tego słowa znaczeniu.
      Ale już o skutkach odżywiania mojej wnuczki nie chcę pisać. Całe szczęście że w naszym mieście nie ma popularnych fast foodów, choć i tak dają radę nakarmić ją innym g…
      Staram się jak mogę na różne sposoby wpływać i tłumaczyć. Tak wiem, trochę późno, ale jeśli chodzi o moje dzieci-walczę!!!
      Ale innych Możnych????? oj nie…. oni najlepsi i niezmienni. Wrzeszczą kiedy próbuję choć doradzić np. masło zamiast margaryny, i kpią z tego co mam na talerzu. „No Co Ty bidoku jesz?? Weź kotleta, zjedz ziemniaczków…
      Już pisłam kiedyś, bo otoczenie moje w tym także lekarskie, podobnie jak u Kasi kpi i śmieje się i na każdym kroku, wytyka inność.
      I te programy kulinarne i przepisy, którymi Możni się wymieniają….
      Tylko, że to ja mam trochę chorób a oni jakoś nie koniecznie…
      Ten się śmieje kto się śmieje ostatni??

    15. Niki 12 maja 2015 o 10:56

      Patrzcie, filmik z udziałem dzieci, jak zachowują się gdy zamiast cukierków dostaną warzywa i jak to dalej się rozwinie:
      https://www.youtube.com/watch?v=1csi-iEGMRA

      Budujące jednak. Toteż sprawa nie jest z gruntu przegrana, umysł dziecka jest plastyczny, tylko musi trafić na twórcę z dobrą wizją, dalekobieżnym celem. Zapytać dorosłego, który bezmyślnie podaje im patogenotwórcze antyodżywcze wyroby kolekcjonerskie jako pokarm i zapytać jaki ma w tym cel, czy wie jakie to ma skutki (uboczne, długofalowe), skąd w poczekalniach do lekarzy tylu nieszczęśliwych chorowitych ludzi, czy pokarm może leczyć lub zachować zdrowie, czy zależy mu na zdrowiu tych dzieci.
      Ci ludzie robią to naśladując resztę towarzyszy niedoli (przy tym tak pusto i smutno przekonują, że człowiek musi na coś umrzeć, czyli w sumie już za życia jest martwy, a oni to tylko ten cel przyśpieszają – ludzie w Polsce są przygnębieni, niezmotywowani na zdrowie, same życzenia zdrowia są puste), bezrefleksyjnie, bez świadomości co czynią. W zdecydowane większości wszyscy czynią tak samo, bo boją się miażdżących ocen ludzi, braku akceptacji. Grono chorych ludzi jedzących złom i plastik odrzuci tego, kto się wyłamie, kto uwierzy że jedzenie to odżywianie i dobra jakość życia.
      Nikt ich nie przekonywał, nie edukował w kierunku zdrowego trybu życia, reklamy tv mają na nich silny wpływ, bo są głośne, migają pstrokato, człowiek rozumuje wzrokiem, dopiero potem aktywuje inne zmysły, w tym zapach i smak.

      Starsi ludzie 50+ coś tam sobie przyswajają, jakieś szczątkowe info, a to że czystek dobrze jest pić bo oczyszcza, a to ostropest plamisty (tyle że już zmielony) zauważą w zwykłym spożywczaku, czy morwę białą na wątrobę. Ale podstawowej diety swej chorobotwórczej za cholerę nie zmienią, brakuje dobrego przykładu dla ogółu. Kampanie tv biegacze i dietetyczne nie mają tej mocy zmiany mentalnej, bo z drugiej strony reklamy złomu podkładają nogę, a złom jest tani i ładnie zapakowany, więc zwykle wygrywa. Jednak jeszcze nie wszystko stracone, trzeba być dobrej myśli i działać w dobrym kierunku konsekwentnie.

    16. HappyAlimak 12 maja 2015 o 12:39

      Bardzo się cieszę, że świadomość ludzi w tym temacie wzrasta!!!:)
      I oby rosła coraz szybciej!!!
      ..a Ty Pepsi masz kolejny głos – Peps na prezydenta!! Ale by się działo!!!:) Już widzę ile zmian w mgnieniu oka taka prezydentka:) by zarządziła! Zdrowych zmian!!:)
      Pozytywnie myśląc to i takie możliwości istnieją, a co?!:) ..i gdyby tak większą grupką się na tym skupić to kto wie, co to by się porobiło:))
      Pozdrawiam cieplutko!
      Stała czytelniczka:)

    17. zotralinka 12 maja 2015 o 16:17

      Ostatnio w drogerii-aptece z ciekawości zerknęłam na skład „witaminowych” żelek dla dzieci. Pierwszy składnik – cukier/syrop glukozowy. Dalej nie czytałam.

    18. zielopach 12 maja 2015 o 19:28

      A ja się pochwalę trochę;) dwa lata temu przeszłam na witarianizm za sprawą Gersona i Pepsi tak na sześc tygodni:))) .przestałam jeść paluszki i ciasteczka a zamiast tego do chrupania w czasie filmu kupowałam sobie jabłko, w trzecim dniu usłyszałam od męża „to ty się będziesz zdrowo odżywiać, a my się mamy truć, tak?”Moja córka wtedy piętnastoletnia rzuciła kolorowe, najbardziej gó…ne napoje- nie wiem jakim cudem, bo je uwielbiała, teraz pije wodę z cytryną, ostatnio byłyśmy na zakupach i chciała sobie kupić coś niezdrowego połaziła między półkami wróciła do mnie i mówi;”MAMO TY MNIE ZEPSuŁAS, NIC PRZEZ CIEBIE NIE KUPIĘ” .Pewnie mam szczęście że mam mądrych i otwartych bliskich i wielkie szczęście że trafiłam na ten blog.DZIĘKI PEPSI !ciągle korzystam z Twojej wiedzy więc pisz nam zdrowo;)

      1. pepsieliot 12 maja 2015 o 19:43

        Zielopach budująca opowieść, pozdrowionka

    19. Monika 14 maja 2015 o 11:36

      To ja też się pochwalę:) Mój 13-letni syn jest wege ,mięsa nigdy nie chciał jeść, jak był mały nie jadł słodyczy, bo nie lubił (teraz czasami coś zje, ale sam świadomie wybiera). Nigdy nie brał antybiotyków, jest przeciwny szczepieniom, bardzo zwraca uwagę, na to co je i czyta składy na opakowaniach. I nas też pilnuje :). Jest jednym z nielicznych w szkole, którzy noszą ze sobą drugie śniadanie, uwielbia warzywa, orzechy, soki i koktaile. A żeby było śmieszniej – nigdy do niczego go nie zmuszaliśmy i nie namawialiśmy. Oczywiście wśród rówieśników jest uważany za niezłego dziwaka… a ja jestem z niego bardzo dumna:)

    20. hallorysia 22 maja 2015 o 00:06

      W Poznaniu na rynku łazarskim mam dealera od koziego mleka. Od wtorku do soboty około 9-12 w pierwszym rzędzie od ulicy Pani Karolina – łatwo ją rozpoznać bo ma gablotke, w której wiszą wędzone sery. O mleko trzeba zapytać i Pani zapisze na zeszyt cena 8 zł litr – przy odbiorze butelki na wymianę. W zimie jest przestój 3-4 miesiące, gdy kozy się regenerują przed młodymi.

      Przy okazji warto namierzyć Pana Bronka, który diluje marchewką z robakami i inną zieleniną niedoskonałą, są eko jajka w normalnej cenie (mleko od krowy też można spod straganu na zeszyt zamówić).

      Moje maluchy pijały mleko kozie, ale szybko popadały w nałóg i protestowały przy innym jedzeniu, a przy dużych ilościach mleko kozie też może brzydko zakwaszać, więc twarożek (też u Pani Karoliny) lub jogurcik polecam zdecydowanie bardziej. Sama nie wiem dlaczego dostarczanie dziecku mleka przy bogactwie innego pożywienia koi matczyne sumienie.

      Mój przedszkolak na zajęciach z Panem dietetykiem dowiedział się o istnieniu chipsów, cukierków itp. – nieoceniona pomoc przedszkola 🙂

    21. malgo78 22 maja 2015 o 11:24

      @hallorysia, serdeczne serdeczne dzięki za pomoc. Twoja pomoc jest ogromna :). w tą sobotę melduję się u Pani Karoliny :).

    22. MamaHani 30 maja 2015 o 11:00

      Droga Papsi, drogie Mamy moje niemowle konczy wlasnie 6 miesiecy chcialabym rozszerzyc mu diete madrze, choc juz nie ukrywam, dostala troche ryzowych kaszek, czy ktoras z Was moze polecic mi miejsce gdzie szukac informacji na ten temat? I co z tym awokado? Wolalabym zeby nie probowala miesa ani ryb, ale presja srodowiska jest ogromna a ja nie mam informacji i argumentow, pomocy 🙂

    Dodaj komentarz