logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
170 online
55 330 622

TWOJA WITAMINA B12

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • Mamo, mamo ile kroków do domu? Mam dość matrixa

    Mamo, mamo ile kroków do domu? Mam dość matrixa

    KomćPepsi, pewnie masz już dosyć tych żali śpiących dziewczyn, ale jestem kolejną … Jak Tolle powtarzasz ciagle to samo i czaję, że ma to swój cel 😉.

    Jestem jak ta dziewczyna z komentarza o niedobranym związku. Nie uważam sie za lepszą, po prostu uważam się za bardziej świadomą, dlatego cieżko mi znieść to, że tak mam jak ona. Mój facet ostatnio ogłada w tv jakiś program, mówią o Nepalu, a on do mnie: Nepal to w Tajlandi?

    Nie wyśmiewam jego intelektu, serio nie (ludzie nieumiejący czytać to cudowni Buddowie, czaję to), ale chodzi o to, że ja nie mogę być „tu i teraz”, czasem mi się udaje, ale no nie mogę. Jak pomyślę, że do końca życia nie będę miała o czym gadać z gościem, z którym mieszkam, z ojcem moich dzieci. Jak go poznałam to już wiedziałam, że to nie to, i nic z tego nie będzie, ale byłam w skomplikowanej sytuacji życiowej, trochę sobie ćpałam i takie tam i to się po prostu stało, że zaczęliśmy być razem.

    A potem cud prokreacji, więc co? Mamy w ogóle nie rozmawiać ? To ma być dobre dla Świata?

    Myślisz, że jak zacznę wibrować serio wysoko, jak to przemogę w sobie, to co, nagle mi to zacznie odpowiadać? To wyglada jakoś nie do przebrnięcia …

    Czytam jakieś fajne rzeczy o zdrowym jedzeniu, opowiadam mu, a on nic. On nie potrafi nic zapamietać, to ja ogarniam nasze praktyczne życie, dzieci i nas oboje i serio nie chce mi sie z nim bzykać. Jak zawibruję i pokocham go miłością szczerą bez ego, to poczuję namiętność? Powiesz, że nie potrzebuję seksu, okej orgazmy przereklamowane, wiem co o tym myślisz, ale jak mu to wytłumaczę, to się nie zmieści w jego głowie. Na siłę mam? Oh życie

    TU KUPISZ dobry SPALACZ TŁUSZCZU BIKINI BURN TiB z ekstraktem z zielonej herbaty, jagodą acai, HCA, octem jabłkowym, kelpem, wyciągiem z grapefruita i bezwodną kofeiną

    Yyy … łi.

    Przede wszystkim, dziękuję Ci za Twój komentarz.

    Zapędziłaś się w pułapkę ego i sądzisz, jak duża większość ludzi, że zapędziłaś się w pułapkę życia. Jednak instynktownie czujesz, że nie żyjesz, bo nie ma Cię we własnym ciele. Jesteś pochłonięta zewnętrzem. Tym, że zewnętrze Ci nie dogadza.

    Zacznę od końca.

    Nie powiem Ci, że nie potrzebujesz seksu (tylko Twoje ciało może Ci odpowiedzieć), ale powiem, że nie potrzebujesz seksu byle jakiego, nie potrzebujesz seksu namiastki, który jest emocją dającą odskok od emocji lęku, złości, smutku, zamartwiania się. Nie potrzebujesz narkotyków, faj, flaszek, orgazmów, czyli neutralizatorów potwornego smutku, jaki bije z tego komentarza i właściwie z prawie każdego, który czytam.

    Skoro o tym mowa, zacznę od orgazmów.

    Orgazm, o którym mówisz, to orgazm lokalny, odnoszący się głównie do genitaliów. Ciało (jak już) potrzebuje prawdziwego orgazmu, którego pracownicy korporacji nie przeżywają praktycznie nigdy, mianowicie orgazmu totalnego. Ciało dostaje się w wir i ginie w otchłani, zatrzymuje się czas na kilka chwil, nie ma umysłu i nie wiesz kim jesteś.

    Słabiutka fala w genitaliach, którą trzeba powtarzać często, bo ma tylko zagłuszać ból i strach istnienia, pozwolić zasnąć ma, jest erzacem, jak większość rzeczy, które robimy goniąc za przyszłością, siedząc w przeszłości, nigdy nie teraz, i nie tutaj.

    Orgazm totalny zdarza się tak samo rzadko, jak bycie „tu i teraz”, bo ludzi nie ma w łóżku, przy stole, w rozmowie, w słuchaniu, w sprzątaniu, dosłownie nigdzie ich nie ma tam, gdzie można ich zobaczyć. Nie ma ich nawet, gdy defekują, są zupełnie gdzie indziej.

    Po orgazmie totalnym ciało przez wiele dni/tygodni czuje się zaspokojone. Miało potrzebę, która została zaspokojona działaniem, a nie działalnością leminga w łóżku.

    A gdyby ktoś Ci powiedział:

    Doradź mi, nie mam pojęcia o nawigacji łodzi, i nawet jej nie mam (tej łodzi), nie mam też tratwy, nie mam urządzeń do robienia słodkiej wody ze słonej, nie mam nic takiego, a muszę odpłynąć z tej wyspy. Poradziłabyś mu zapewne: naucz się pływać i płyń, albo zaakceptuj sytuację i zostań na wyspie.

    Zacznij się kochana uczyć pływać, albo bądź wdzięczna za to co masz.

    Na poziomie intelektualnym dociera do Ciebie mniej więcej, co to znaczy wyłączenie myśli. Wiesz, czujesz, bo masz dość ciągłego myślenia. To oczywiście nie jest tym samym, co przestać myśleć, bo tego nie da się rozumowo wytłumaczyć, trzeba po prostu dotrzeć do siebie samego, odzyskać świadomość. Ale tak czy siak kumasz.

    Ale jak się to ma do mojego pokopanego życia, i jego, który nie marzy o Katmandu?

    Po pierwsze żyjemy (Ty też) w schematach.

    Życie ma trwać tyle, a tyle, żeby mieć czas na zdobycie majątku i przede wszystkim rozmnożyć się. Gdy czyjeś ciało rozpada się wcześniej, traktujemy to jak niesprawiedliwość losu. Mamy wszystko obmyślone na poziomie materialnym. Wciśnięto nas w struktury społeczne, rządzących, religijne i dlatego zdaje nam się, że musimy być przez całe życie z jednym partnerem, że miłość na poziomie emocjonalnym będzie wieczna, że dzieci bezwzględnie będziemy uwielbiać, i mężów zaspokajać, a oni nas. Mamy narzucone i wpojone pojęcia o grzechu, moralności, i innych zachowaniach dobrze widzianych przez społeczeństwo.

    Jeśli chcesz, abym odpowiedziała Ci w jednym zdaniu, to: nic nie musisz.

    Nic nie musisz

    Nie musisz być z tym człowiekiem, nie musisz mieć na uwadze tak zwanego „dobra dzieci”, nic nie musisz.

    Urodziłaś się z boską jaźnią, świadomością, i nic nie musisz. Jesteś wolna.

    Zbierasz doświadczenie, tyle tylko, że to jakby wyrwało się spod kontroli. Ludzie wyprawiali różne rzeczy i  z niewiadomych powodów zbierali ohydne doświadczenia karmione ego (co oczywiście należy zaakceptować) i stworzył się światowy pasożyt, który nadal karmi się naszym ego. Moim i Twoim.

    Wydaje się, że wszystkiemu co złe w Twoim życiu winny jest ten facet obok Ciebie, który się napatoczył, gdy zeszłaś na chwilę z grzecznej ścieżki wyznaczonej przez społeczeństwo. A teraz ów człowiek obok Ciebie, denerwuje Cię swoją ignorancją.

    Ale.

    Wszystko co się wokół Ciebie dzieje pochodzi z Twojego umysłu. Masz takiego faceta, jakiego sobie programujesz. Zaprogramowałaś się na takiego faceta. Gdy skończysz z  tym (co też jest opcją do zaakceptowania), pojawi się inny, dokładnie taki sam. Pewnie będzie lepszy z geografii (zadbasz o to za wczasu), ale okaże się, że z pewnością nie spełni innych Twoich oczekiwań.

    Bo ludzie nie są po to, aby od nich czegokolwiek oczekiwać. Ty też od siebie niczego nie oczekuj. Po prostu zacznij żyć. Gdy zakorzenisz się w swoim ciele, dotrzesz do siebie samej, do swojej jaźni. Nie będziesz pytała, co masz zrobić z sytuacją, w której tkwisz, albo z człowiekiem obok, to będzie dla Ciebie oczywiste. Gdy zaczniesz żyć tu i teraz wszystko zaskoczy na swoje miejsce. Będziesz dokładnie wiedzieć co masz robić, jak kierowca rajdowy, któremu wyłączył się umysł, przez co staje się doskonale świadomym kierowcą i wygrywa rajd na mecie, nie kończąc go na drzewie.

    Nie widzisz, że to Ty jesteś „sprawcą” tego wszystkiego? Nie widzisz, że nie ma Cię w Tobie? Że „przekombinowujesz” swoje życie, zamiast żyć?

    Nie ma znaczenia, czy się rozstaniesz, czy będziesz z człowiekiem, który Cię rozczarowuje, bo Twoje ego zawsze będzie czymś rozczarowane.

    Mamy tylko jedną szansę, aby dotrzeć do własnej świadomości, codziennie, krok po kroczku, budzić się.

    Mamo, mamo ile kroków do domu? Mam dość matrixa

    2 słoniowe do przodu i 100 stopek do tyłu

    Trzeba zaakceptować matrix i być wdzięcznym za wszelkie doświadczenie, co nie znaczy, żeby nie zacząć działać.

    A na marginesie, to, że ktoś nie wie ile wynosi zero bezwzględne, albo nie wie jak pobrzmiewa stolica Portugalii, to są pierdoły. Pierdoły, mówi Ci to moje ego, i mówi Ci to moja świadomość.

    Gdy zaakceptujesz tę sytuację, nie będziesz nawet myślała, aby zmieniać tego człowieka obok. On się sam zmieni, albo odejdzie.

    Gdy wejdziesz w siebie, poczujesz swoje ciało od środka, dotrzesz do swojej istoty, zastygniesz w prostych czynnościach, wszystko się samo rozwiąże. Gdy będziesz napierała myślami, będzie tylko jeszcze gorzej. Uwierz, że wszystko zależy od Ciebie.

    Zacznij żyć Kochana.

    Przytoczę jeszcze to, co ma Ci do powiedzenia Osho i Tolle. A robię to zawsze tak, że biorę jakąkolwiek książkę Osho, czy Tolle i otwieram na dowolnej stronie i zawsze jest tam odpowiedź

    Oto odpowiedź Osho dla Ciebie:

    Jeśli naprawdę chcesz być zdrowy, musisz się uniezależnić. Musisz odrzucić wszystko, co narzuca Ci społeczeństwo. Społeczeństwo jest jak mafia, a tylko takie mamy, nie możemy nic na to poradzić. Każdy z nas musi odnaleźć swoją własną drogę wyjścia z tej patologicznej grupy i najlepszą drogę ku temu, aby tchnąć entuzjazm we wszystko, co robi.

    (Osho „Równowaga ciała i umysłu” otwarta w ciemno str. 82)

    A teraz co Ci mówi Eckhart Tolle:

    Czekanie, to stan umysłu, polegający na tym, że pragniesz przyszłości, odtrącając teraźniejszość. Odtrącasz to co masz, pragniesz zaś tego, czego nie masz. Ilekroć na coś czekasz, bezwiednie wywołujesz konflikt wewnętrzny między swoim „tu i teraz”, w którym wolałabyś nie być, a czysto projekcyjną przyszłością, w której być chciałabyś. Twoje życie mocno na tym traci, bo wciąż wymyka ci się teraźniejszość.

    (Eckhart Tolle „Potęga teraźniejszości” otwarta na chybił trafił str. 99)

    Lovciam


    reklamablogBlog pepsieliot.com nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.

    Rzuć też może gałką na to:

    Dobre suplementy znajdziesz w naszym  Wellness Sklep


    Disclaimer:
    Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, i niekoniecznie wyraża zdanie założycielki bloga, tym bardziej nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.


     

     

    (Visited 4 525 times, 1 visits today)

    Powiązane artykuły

    1. ewig 12 lutego 2017 o 18:30

      Och … rozczytałam się… Pięknie „grasz” na nutkach matrixa. Wszystko wydaje się proste. Wystarczy TYLKO, ale Pepsi cóż POPROSZĘ niektórym ignorantom jak ja, napisać książkę, albo stworzyć kurs (nawet na SKYPE). Dosyć dołowania … Cały czas otacza mnie hasło TU I TERAZ, a ja nic nie rozumiem. Słucham medytacji, kocham ludzi, wszystkim wszystko wybaczyłam i sobie, ale … jakieś smutne to życie, a może tak ma być ?

      1. Pepsi Eliot 12 lutego 2017 o 18:32

        ależ nie, ależ skąd ? życie jest piękne

        1. Jola 13 lutego 2017 o 16:19

          W sumie też jestem na etapie poszukiwania, więc jeszcze nie wiem czy Amerykę odkryję ;), ale u mnie pomogło drążenie skąd ten smutek pochodzi. Rozkładanie smutku i jego przyczyn na czynniki pierwsze. Oj, ciekawych rzeczy zaczęłam się dowiadywać. Wydaje mi się, że to programy które sobie wgrywaliśmy przez nasze życie żyjąc nieświadomie. Strach, lek, wyrzuty sumienia tym się ciągle karmimy. Za Tolle (Nowa ziemia) piszę, ze już samo uświadomienie/zaobserwowanie naszych lęków, programów, wkrętów ego nam pomoże.
          Zróbmy sobie na razie plan minimum – obserwujmy co się z nami dzieje, jak o czymś myślimy, jakie w związku z tym pojawiają się w nas emocje. Bądźmy cierpliwi, nie oczekujmy oświecenia, bo nie wiadomo czy jest nam ono dane. Ja wierzę, że na pewno dane jest nam bycie szczęśliwym i że każdy może to osiągnąć 🙂

          1. Pepsi Eliot 13 lutego 2017 o 16:40

            ja bym odradzała jakiekolwiek dochodzenie, sięganie do przeszłości, natomiast skupienie się na tu i teraz jest rozwiązaniem wszystkich problemów, gdyż życie trwa tylko tu i teraz

            1. Aga 13 lutego 2017 o 17:43

              Niektórzy twierdzą, że trzeba wykryć złe programy (wirusy) i je usunąć, aby dokopać się do swego prawdziwego ja. Szczególnie jeśli się miało trudne dzieciństwo. Wtedy będzie łatwiej z Tu i teraz.

            2. Pepsi Eliot 13 lutego 2017 o 18:47

              Nie ma potrzeby dokopywać się do własnego ja, a nawet nie jest to wskazane, wystarczy chociaż na moment pobyć tu i teraz, czyli zatrzymać umysł i już docierasz do własnej istoty. Tu i teraz nie ma przeszłości, ani przyszłości. Wszyscy mieli trudne dzieciństwo, nie ma po co się w tym grzebać. Spróbuj pobyć w teraźniejszości, tylko to rozwiązuje wszystkie problemy. Bo tylko w teraźniejszości jest życie.

            3. Jola 14 lutego 2017 o 11:24

              Oczywiście się nie upieram piszę tylko co u mnie zaczęło pomagać.
              Jestem osobą, która praktycznie ma wszystko w życiu – zdrowe dzieci, najcudowniejszego męża, niezależność finansową itp, a pomimo tego wciąż czułam jakiś smutek i bezsens tego co robię.
              Powoli zaczęłam dochodzić do tego, że mój smutek bierze się z tego, ze po prostu siebie nie kocham. Zaczęłam dochodzić jak do tego doszło. W tym smutku ciężko mi było cieszyć się tu i teraz. Nie wiem, być może nawet jak siebie pokocham to mojemu ego będzie dalej czegoś brakować 😛 Jakoś czuję, że powinnam iść tym tropem.
              Pozdrawiam wszystkich serdecznie i Ciebie Pepsi – ja już czuję jak świat zaczyna wyżej wibrować 🙂

            4. Pepsi Eliot 14 lutego 2017 o 11:30

              nie da się zmusić do kochania, nawet siebie samą, po prostu próbuj się zerować, to się stanie automatycznie, będziesz kochać wszystkich, w tym zawsze siebie

            5. Freebee 24 lipca 2017 o 20:10

              Tak właśnie czuję, że psychologia to ślepy zaułek. Te wszystkie poradniki czy nawet psychologia akademicka. Niby człowiek dużo wie, a jednak kręci się w kółko. Czasami odnoszę wrażenie, że wszystko jest już tak zrelatywizowane, że komunikacja na poziomie werbalnym jest niemożliwa. Nie czuję się ani przebudzona ani oświecona ale czuję, że jak nie zejdziemy głębiej, to będziemy tylko pionkami na planszy.

    2. Maggie 12 lutego 2017 o 19:33

      Moje serce tańczy , a ja pozbywam się powoli nerwicy dzięki tobie…i sobie . Uwielbiam.

      1. Pepsi Eliot 12 lutego 2017 o 20:33

        <3

    3. paula 12 lutego 2017 o 19:33

      ale dlaczego to się wyrwało z pod kontroli? że ludzie zaczęli robić okropieństwa, nie mieliśmy od początku móc także doświadczać złego?
      był kiedyś raj tak? i będzie znów w 5d za jakiś czas, jak się świadomość przeobrazi?

      1. Pepsi Eliot 12 lutego 2017 o 20:33

        poczytaj Potęgę teraźnijszości Tolle, zobacz film Kymatica, świetnie to jest objaśnione

        1. ebata 14 lutego 2017 o 17:36

          super film, a widziałaś może ‚What the bleep do we know?’

    4. dżej kej 12 lutego 2017 o 19:57

      wesoły komć <3 mam czyste mieszkanie, to wartość sama w sobie

      1. Pepsi Eliot 12 lutego 2017 o 20:32

        <3

    5. Madzia 12 lutego 2017 o 19:58

      Cudne jak zwykle nie rozczarowujesz ……kocham cie za to ….

    6. fila 12 lutego 2017 o 20:13

      Dobre słowo na niedzielę, senkju 🙂
      I fajne nowe dzieło obrazkowe, te ludzieńki rozbitki.

      Dziękuję też, że przypominasz nam o tworzeniu z serca. Wczoraj weszłam w kreację i malowałam obraz, gdy syn też malował. Zapomniałam jakie to fajne. 🙂

      1. Pepsi Eliot 12 lutego 2017 o 20:31

        🙂

    7. Ika 12 lutego 2017 o 20:16

      Dziękuję Pepsi Kochana <3 Tego dziś potrzebowałam 🙂

    8. Ika 12 lutego 2017 o 20:18

      A! I jeszcze jedno: W jakim programie robisz te cudne ilustracje ?

      1. Pepsi Eliot 12 lutego 2017 o 20:31

        odręcznie, a potem przerzucałam do Adobe, a teraz mam Ipada z programem do rysowania

    9. PannaDzastin 12 lutego 2017 o 21:20

      Hej laska,
      a czy nie jest tak, że Twój facet jest jakby bardziej obecny i zen niż Ty? W sensie że może i trochę ignorant, ale powiedz mi tak szczerze, jakie ma znaczenie czy Nepal jest w Tajlandii czy Tajlandia w Nepalu? 😉 Jakie to ma dla Ciebie znaczenie, gdy jesteś w domu z dzieckiem, gdy zmywasz gary, robisz remont albo kupujesz włoszczyznę?
      I czy nie jest tak że Twój facet czuje się bezpiecznie przy Tobie, że nawet jak czegoś nie wie, to nie wstydzi się Ciebie zapytać nawet gdyby miał w Twoich oczach wyjść na głupka? Bo jesteś jego spoko laską?
      Pomyśl jakie to fajne być z kimś, przy kim możesz zadać pytanie, które potencjalnie może Cię skompromitować, a jednak się nie wstydzisz. Jesteś taką osobą, taką którą można spytać a ten ktoś się nie boi. Być może to działa też w drugą stronę. Gdy czegoś nie wiesz, to zapytaj. Nie bój się, że wyjdziesz na kogoś bez „elementarnej wiedzy”. Nawet jak on nie będzie znał odpowiedzi, może odejdzie od tv i poszuka w internetach, oboje się czegoś nauczycie. Po prostu spokój grabarza, wszystko będzie dobrze!
      Piszem do Ciebie bo egotycznie podobnie myślałam o moim facecie, on też nie wie wszystkiego, ale nie ogarniam świata jak on zmywa gary. On jest zmywaniem, Buddą, to jest niemożliwe. A może Twój facet jest patrzeniem w telewizor, skąd wiesz? 😀 Niektórzy patrzą i nie wiedzą nawet co widzieli, a on patrzy i coś tam trawi, zastanawia się, jest świadomy i chce się upewnić.
      Bawcie się świetnie 😀

    10. wero-nika 12 lutego 2017 o 21:44

      Pepsi ale jak to działa ? Mam takiego męża jakiego sobie programuje a czy ja jestem żoną jaką programuje sobie mój mąż? Czy ja jestem czyjąś kreacja czy ja to tylko ja i nikt mnie nie programuje w sensie mojego myślenia i postrzegania ? Bo jeżeli mój mąż może się zmienić pod wpływem mojego myślenia o nim to czy ja też się zmieniam bo on o mnie jakoś tam myśli?

      1. Pepsi Eliot 12 lutego 2017 o 21:53

        Ty myślisz o nim to, co on o sobie, nawet jak się do tego nie przyznaje, wszystko jest projekcją naszych umysłów

        1. Piotr Kierus 13 lutego 2017 o 05:45

          Bo właśnie tak działa nasza podświadomość.
          Ale uwaga: Podświadomość – nie zna słowa NIE.
          Można te wszystkie programy wykasować – ale to już wyższa szkoła jazdy.

          1. Pepsi Eliot 13 lutego 2017 o 10:11

            nic nie trzeba kasować, wystarczy pobyć tu i teraz, czyli zacząć żyć

    11. Agnieszka 13 lutego 2017 o 10:24

      Pepsi, w weekend byłam w Starym Teatrze na „Kosmosie” w reż. Garbaczewskiego – jeśli jeszcze nie widziałaś, to polecam – myślę, że Ci się bardzo spodoba.

      1. Pepsi Eliot 13 lutego 2017 o 10:26

        dziękuję

    12. titka 13 lutego 2017 o 10:31

      Lubię Cię taką Peps jak piszesz takie rzeczy, ile to już lat otwierasz mi oczy na różne sprawy? A zaczęło się od zwykłego biegania 😀 dzięki dzięki dzięki!!!!

    13. Asia 13 lutego 2017 o 14:37

      Strasznie dziękuję za ten wpis, Pepsi <3

    14. Ewa 13 lutego 2017 o 21:24

      Pepsi -mam pytanie takie jak wero-nika:ja mam obraz męża taki jak on myśli o sobie.Analogicznie:ja jestem taka jak ja myslę o sobie?No dobrze.Czy coś pokiełbasiłam?No i jeszcze jedno:moje życie-mój teatr-jego życie-analogicznie.Gdzie jest „część wspólna”?To Nelly Radwanowska mowi o zadawaniu pytań:no i jak mi się „we łbie rozjaśni”i poukłada to nabiorę większej „spokojności” w tu i teraz.Świetnie tłumaczysz „zawiłości świata tego”-pozdrawiam

      1. Pepsi Eliot 13 lutego 2017 o 22:27

        Każdy z nas żyje we własnym programie, a jednocześnie bierzemy udział w cudzych wymysłach. Na przykład myślisz o swoim mężu, że wygląda debilnie, jaki jest głupi i ma małego penisa, a on o sobie myśli, że debilnie wygląda, jest głupi i ma małego penisa. Pomimo tego, że zachowuje się jakby wyglądał wporzo, był mądry i miał dużego penisa. To oczywiście krzywe zwierciadło, ale wszystko jest naszą projekcją.
        Czasami kogoś zupełnie nie znamy, na przykład w metrze, a czujemy się bardzo dobrze obok tej osoby, czujemy z nią więź. Nadajemy na tych samych falach. Wibrujemy podobnie. Gdy mąż szczerze zmieni pogląd na swój temat, zacznie się też inaczej zachowywać. Ty też zaraz poczujesz się nieswojo i zaczniesz myśleć o nim inaczej. Dlatego tak ważne jest żeby nie oceniać, ani na tak, anu na nie, po prostu akceptować. Bo zobacz do czego prowadzi ocenianie, szufladkowanie ludzi, po prostu dodatkowo do życia w ich programach. Rozkminię to jeszcze dokładniej w jakimś wpisie, pewnie w niejednym

    15. monia1989 14 lutego 2017 o 10:47

      Nie umiem poradzić sobie z jedną rzeczą 🙁 Proszę faceta by posprzątał łazienkę, on to robi, ale zawsze 3/4 rzeczy jest nieumyta, niedomyta. Wkurza mnie to, ze za każdym razem muszę palcem pokazywać co jeszcze powinien w tej łązience wymyć, bo on o wszystkim zapomina za każdym razem. Czuję się jak tyran nad nim. A sama sprzątać nie znoszę, więc to że ogarniam dwa pozostałe pomieszczenia w domu w zupełności mi wystarcza i jestem strasznie wkurzona, gdy muszę jeszcze poprawiać po nim łazienkę. Pepsi co robić, by się tak nie wkurzać tym sprzątaniem? Denerwuje mnie to że to ja muszę sprzątać 85% chałupy !!!

      1. Pepsi Eliot 14 lutego 2017 o 11:49

        Szczerze? jeszcze raz przeczytaj mój post, ten i inne o oświeceniu. Chcesz się budzić,czy nie chcesz? Zejdź ze swojego faceta, zwróć się do siebie. Twoje ego zawsze bęxdzie niezadowolone, bo tak działa ego, ostatecznie niczego nie zaakceptuje, będąc w raju powie: -tak, ale …
        Tak działa ego, jak facet posprząta lepiej i tak się przyczepisz do czegoś. Pogadaj z nim, sprzątanie to forma wychodzenia z matrixu, to forma autoratunku, to wejście na wysokie wibracje, ale trzeba mieć jasność że chce się wyłączyć ego, mieć intencje na wyższe wibracje. To nie ma znaczenia kto sprząta, zacznij się budzić kochana, bo nie ma Cię w tu i teraz ani sekundy. Twoje ciało, Twoja prawdziwa ja dałaby Ci zaraz prostą odpowiedź. Zeruj się, a na niego patrz przez serce.

    16. Poduszka 14 lutego 2017 o 14:30

      Cześć!
      Już trochę czasu minęło od wpisu,ale ostatnio czytam praktycznie wszystkie i ten mi tak do tej pory został w głowie i rzadko komentuję,ale czuję,że chcę dorzucić „swoje 3 grosze”.
      Bo myślę,że komuś mogą pomóc.
      Od jakiegoś czasu zagłębiam się powoli w nauki buddyjskie i choć nie czuję się absolutnie,że mam prawo nauczać,to myślę,że mogę się podzielić swoim doświadczeniem.
      WSPÓŁCZUCIE.
      Słowo klucz, droga czytelniczko od komentarza, czy czujesz współczucie do swojego męża? Nie takie głupie,że ja jestem taka super oświecona i się budzę i jestem mądra,bo wiem,gdzie leży Nepal,a ty biedny mężu nie doświadczasz tego co ja,żal mi ciebie,bo jesteś taki nieświadomy. Nie takie „idiotcompassion”,tylko takie prawdziwie współczucie prosto z serca. Otwartego serca. Bo Ty wiesz, jak pięknie i jak ważne jest by się obudzić i czujesz pragnienie,żeby wszyscy mogli się przebudzić, w tym Twój mężczyzna. I czujesz smutek w sercu, ale i ciepło zarazem,bo rodzi się w Tobie prawdziwe współczucie, kiedy widzisz,że ktoś może nie doświadczył nauk, jeszcze nie potrafił poczuć, być tu i teraz.
      Oczywiście nie chodzi o to by robić to na siłę, to nie takie proste-jak wszystko wymaga treningu.
      Otwartości, akceptacji i relaksacji,a przede wszystkim odwagi. Odwagi do tego by poczuć ten smutek, od którego uciekamy… może w agresję? Prawdziwie się otworzyć, a nie zamykać. Spójrz na swojego męża, co czujesz? Wkurza Cię,że się gapi w TV? A może tak na prawdę jest Ci smutno,że bliska Ci osoba nie nie widzi prawdziwości świata,ale nie chcesz tego czuć,bo to ciężkie,więc się wkurzasz,odwracasz wzrok i wmawiasz sobie,że go nie kochasz,żeby było prościej?
      Pozwól sobie poczuć to uczucie, otwórz się na nie, niech się rozleje po Twoim sercu:)
      Prawdziwie współczucie jest potężną siłą!

      Ściskam,
      M.

      1. paula 15 lutego 2017 o 11:21

        A może tak na prawdę jest Ci smutno,że bliska Ci osoba nie nie widzi prawdziwości świata
        – ja właśnie tak się czuję.

    17. Natalia 14 lutego 2017 o 21:24

      Cześć Pepsi,
      Czytam ostatnie wpisy o kobietach ktore czują że są na wyższym poziomie niż ich faceci i przez to czują się chyba nieszczęśliwe. A ja mam wręcz przeciwnie, czuje, że to facet z którym jestem nadaje na zupełnie innych falach i nie chodzi tu o słuchanie disco polo czy oglądanie durnych programów w tvn. Chodzi właśnie o to bycie tu i teraz, wydaje mi sie, że jestem bliska zrozumieniu o co w tym chodzi, ale on… Mowienie o problemach politycznych świata i drążenie tematu, ciągłe narzekanie na przeszłość, teraźniejszość, przyszłość a nie mając pojęcia właśnie o tym co jest tu i teraz. Jeśli coś nke dotyka nas bezpośrednio nas nke dotyczy to jaki sens jest sie tym zadręczać. Zna wszystkie nowinki na temat #pizzagate #papiezfranciszek #wyborywstanach a pyta sie kilka dni temi kiedy sa waldntynki…moze kiepskie zestawienie no ale hello, nie wiedziec kiedy sa walentynki… Wszyscy dookola sa tepi i gorsi bo „gowno wiedza” przez wlasnoe takie rozumowanie tak na prawde grono znajomych wynosi 0. Tak wlasnie, gołe zero. Jestem jedyna osoba ktora „znosi” to. Ale ja już na prawdę czuję, że tonę, dostaję ataków histerii i od tak potrafię ryczeć jal bubr, serio jestem nieszczęśliwa. A wystarczyło by „wrzucić na luz” i żyć tu i teraz…
      Nie wiem czemu, ale po prostu musiałam to napisać

      1. Pepsi Eliot 14 lutego 2017 o 23:07

        Kochana, on śpi, kochaj go i zostań jego nauczycielem duchowym, im oporniej będzie szło, tym staniesz się lepsza w budzeniu, lovciam Was oboje

        1. Natalia 15 lutego 2017 o 06:44

          Chyba nie chce juz budzić. Za dużo mnie to kosztuje, psychicznie siadam. Po tym co slysze.. Na prawde krzywdzi mnie to a ja nie potrafie zapomniec, gdzies to sie odkłada we mnie
          I w ogole po 5 latach związku przestało mi zależeć, totalnie jest mi obojętny. Bo nie moze byc normalnie…
          Czy w ogole rozstanie po takim czasie bez awantury jest mozliwe? Na pewno nie z tym człowiekiem…

          1. Pepsi Eliot 15 lutego 2017 o 10:31

            jak nie będziesz nic mówić, to awantura będzie jednostronna, Ty tylko oddychaj głęboko i podejmij decyzję i rusz ze skrzyzowania

        2. Poduszka 15 lutego 2017 o 12:06

          Poza tym to tworzy wspaniałą więź, kiedy pomagasz drugiej bliskiej osobie i oboje się uczycie:)

    18. Milkman 15 lutego 2017 o 12:36

      Mam inne doświadczenie. Moj pierwszy mąż wibrował totalnie inaczej niz ja. W efekcie czułam sie poniżana przez niego, kpił z mojego ciała (zawsze trenowałam z wynikami) i z rozumu (to ja po studiach i tzw wiedzę ogólna mam większą), wieczne kłótnie prowadziły mnie do okaleczania. W końcu mnie pobił i wyrzucił z jego! domu (za moje pieniadze) z dwójka małych dzieci. Luz.
      Niedługo przed tym ostatnim zdarzeniem spotkałam chłopaka zbyt młodego, zbyt biednego, ze zbyt porządnej i wierzącej rodziny. Po krótkim czasie spotykania sie z nim wiedzialam ze to bratnia dusza jakby z innej rzeczywistości (?). Spędziliśmy razem 5 lat poważnych kłopotów i rozwodów po czym ułożyliśmy zycie razem i po kolejnych 10 latach jestesmy zakochani i ciagle podobnie „wibrujemy”.
      To komć od szczęśliwej osoby. A pytanie jest takie: dlaczego u mnie relacje z moim pierwszym mezem były tak rozne od relacji z obecnym mezem? U mnie nie zadziałało to, co piszesz, ze bedzie nowy partner a relacje jak zawsze.
      Z miłością i ciekawością ***

      1. Pepsi Eliot 15 lutego 2017 o 15:08

        Twój mąż wciąż myślał o sobie, że jest od Ciebie głupszy i brzydszy, żyłaś w jego projekcji. Dlatego mówił Ci i robił takie rzeczy. Ty miałaś inny program i właśnie się ziścił. Pojawił się człowiek, który nadaje na podobnych falach. Każdy przypadek jest inny. Ludzie się nie zmieniają, mogą się tylko przebudzić (zacząć się budzić/wchodzić na drogę oświecenia), a wtedy wszystko się zmienia. Świat się kłania przebudzonemu, bo następuje rezonans.

        1. Milkman 15 lutego 2017 o 15:45

          Ha ha .., to oczywiste ze był brzydszy i głupszy 😉
          Kochana Kobieto, wlasnie sprawiłaś ze polubiłam siebie jeszcze troszke bardziej 🙂 I dowiedziałam sie ze mam fajny program 🙂
          Faktycznie żyłam w jego projekcji, bo kolo niego zawsze bylo mi jakos „niewygodnie”. Rozum mi mówił ze to dobra, bo pracowita osoba, a serce swoje. Ze strachu przed samodzielnością i z milosci do pieniedzy (bogato bylo) bylam dla niego parą. Potocznie rzecz ujmując – nie kochałam go.
          Tu pojawia sie wątek społeczny – nie moglam odejść bo małżeństwo i dzieci. A prywatnie kredyt i firma.
          A ja bylam „taka głupia” i wydałam sie w romans, do tego z duzo młodszym itd. I od tego czasu zaczął sie realizować moj program. Dokladnie jak piszesz!
          Oby kazdy czuł sie szczesliwy w swoim programie :))
          P.S.
          Facet do tej pory spotyka same „nic nie warte i za głupie” dziewczyny…

      2. grzegorzadam 15 lutego 2017 o 16:09

        Spędziliśmy razem 5 lat poważnych kłopotów i rozwodów po czym ułożyliśmy zycie razem i po kolejnych 10 latach jestesmy zakochani i ciagle podobnie „wibrujemy”.”

        Znakomite!

    19. Milkman 15 lutego 2017 o 12:39

      Ha! Przeczytałam własny (!) komentarz raz jeszcze i przyszło mi do glowy ze to ja sama wyrzuciłam sie z tamtego cyrku w taki sposob zeby nie bylo do czego wracac i poszłam za głęboko ukrytymi marzeniami… to tak mogło byc? To moj konstrukt myślowy?

      1. Pepsi Eliot 15 lutego 2017 o 15:04

        oczywiście, Twój

        1. Tysia 21 marca 2017 o 15:09

          A ja nie wiem, jak zmienić swój konstrukt myślowy niestety… mam jakiś fatalny program i pojęcia nie mam, jak go zmienić. Wciąż przydarza mi się to samo lub podobnie. Normalnie dzień świstaka. Pewnie głupio to zabrzmi, ale dokładnie wiem, czego chcę i wcale nie napieram, tak mi się wydaje… Chwilami tylko jest lepiej…

          1. Pepsi Eliot 21 marca 2017 o 15:35

            Twoje oprogramowanie umysłu jest przebiegłe 🙂

            1. Tysia 21 marca 2017 o 17:40

              A jeśli chciałabym przechytrzyć to oprogramowanie, znasz może jakiś hakerski myk…?

    20. Lui 4 marca 2017 o 22:24

      Ehhh… Peps. No tak, masz rację, wystarczy tylko i aż się wyzerować, być w sobie i żyć własnym życiem. Niby to proste, a jednak bardzo trudne. Jak czytam Tolle’go to proste, potem idę do pracy a tam plotki, ciastka, plotki, czekoladki, szefowa (dla mnie całkiem miła), obmawianie, choroby i wszystko zapominam. Zaczynam rozmawiać z mężem i ten też się wpienia na to czy na tamto (głównie ludzka głupota i polityka, czyli w zasadzie rzeczy połączone) i też zaczynam czuć te emocje. No i wkurzam się na siebie że czuję te emocje, że plotkuję, że mnie ciastka ciągną… Potem wieczór, czytam Tolle’go i znowu spokój, radość, wyższe wibracje. Mąż zaczyna gadać i irytacja, że mi przeskadza. To jest świetny facet, ja to wiem, ja też jestem fajna babka i pracuję nad sobą, uczę się cueszyć życiem (bo to wcale nie takie dla mnie proste), ale kurde, nie wychodzi, ciągle się gubię. Nie to że chcę poradę. Nie chcę. Ale jakoś tak potrzebuję powiedzieć że ta duchowość fajna jak mi choć na pare sekund wyjdzie, ale dłużej to trudno. W każdym razie dzięki za te wpisy 🙂 zawsze mnie motywują żeby znowu sięgnąć po Tolle’go a nie np po wyborczą. Pozdro i buziaki!

      1. Pepsi Eliot 5 marca 2017 o 01:16

        Lui nawet sekunda oświecenia jest warta zachodu, ale Ty to wiesz, ściskam

    21. Marz 9 marca 2017 o 00:26

      Wdzięczna jestem za ten i inne wpisy. Może cos wreszcie dotrze. Zawsze przywiązywałam wagę do słów i myśli oraz nade wszystko emocji. Wyprowadzily mnie na manowce. Aż do rozregulowania organizmu, mojego otoczenia i finansów. I dotąd im się udaje, ego sie udaje, mimo że usilnie uparcie szukałam odpowiedzi i starałam sie być ze sobą uczciwa. A tu mega projekcja jak hydra. I tylko w glowie i w glowie, poza tym prawie stupor, lęk i czekanie, aż przyjdzie zrozumienie lub choć trochę energii, by zacząć żyć. Stan zawieszenia, wbrew życiu domagajacym się działania tu i teraz. Zblokowanie. Pierwszy raz mysle o bieganiu, dotąd tylko rower czasem, choć sama jakiś czas temu zainspirowałam córkę na odległość, gdy samopoczucie ją przygniotlo i to był jedyny pomysł na pomoc, dotąd biega 🙂 Wyjść z głowy i wejść w działanie – może sie da – i wchodzić tu i teraz delektujac sie chwilą do skutku. Oczywiście nie zapominając o „kuchennych” drzwiach 🙂

    22. Monix 2 kwietnia 2017 o 08:51

      Hej Pepsunia;) postanowilam w koncu napisac, aby podziekowac Ci za robote ktora codziennie robisz. Czytam Cie od lat z malymi przerwami (kiedy to myslalam ze totalnie odlecialas). Najpierw czytalam o zdrowiu, gdzies tam probowalam sobie pomoc, teraz zdecydowanie wole takie posty jak ten wyzej. Widze jak powoli sie zmieniam, a ze mna moja rzeczywistosc. To nie sa zmiany nagle, widoczne golym okiem, ale takie, gdzie po roku, widze jaki postep zrobilam i ze jestem juz w zupelnie innym miejscu. I w tym Twoja wielka zasluga (i troche tez Nelly, chodz dla mnie czasem jest za bardzo odleciana, ale cierpliwie ogladam, starajac sie nie oceniac). Wiec przy niedzieli chce Ci powiedziec, ze dziekuje i ze kocham bardzo<3

      1. Pepsi Eliot 2 kwietnia 2017 o 15:33

        Nelly nie jest dla mnie teraz, a Ciebie kocham 2 <3

    Dodaj komentarz