Matrix, jak poza niego wyjść i być piękną, boską sobą

matrix,niebo,pepsi eliot, this is bio

Matrix, jak poza niego wyjść i być piękną, boską sobą

Komć:

Pepsi, ja w temacie matrix

Dużo czytam. Wręcz jest to chyba mój nałóg niestety. W związku z tym troszkę wiem, ale co z tego, skoro nie potrafię wprowadzić tego w życie. A mam możliwości. Jestem ostatnim dzieckiem rodziców na utrzymaniu, studenciakiem, więc uczę się i mogę sobie pozwolić na bio chlorellę. I na wiele więcej. Moja mama chyba jest gotowa, bo przyjmuje moje wieści ochoczo i tak samo wprowadza je w życie, chętnie kupując zdrową żywność, suple. Więc możliwości są, Zeland już przeczytany, ale… moje ego chyba nie chce żebym o nim zapomniała, albo raczej żyła obok niego. I ciągle mu ulegam.

Mam napady złości o byle co, a jak jest grubsza sprawa to potrafię się trząść ze złości i płakać. Ale to przynosi mi ulgę, ten płacz. Potrafię być bardzo niemiła dla ludzi, których kocham a w głowie ich wyzywać. Uwielbiam być sama. Wystarczy mi minimalny kontakt z ludźmi, a niestety życie wystawia mnie na próby i muszę mieszkać z okropną (ups, wkradł się osąd) jak dla mnie dziewczyną. Chociaż pewnie to moja kreacja.

Inna sprawa – odkąd mi się utyło w latach pacholęcych, tak do tej pory nie mogę się z tym uporać. Mam zacięcie do ćwiczeń, w mieście hantle, w domu na wsi bieganie wieczorem po miękkiej drodze, ale z słuchawkami na uszach. Ale z jedzeniem nie daję rady. Obżeram się złomem w domu. Czasami się zdarza, że w mieście też, ale tam jem raczej zdrowiej. Pragnę być witarianką, ale dopiero jak będę miała swoje pieniądze.

No w każdym razie wymyślam sobie sama mnóstwo problemów. Przez to, że mam kompulsy, to unikam, w sumie, ludzi, z chłopakiem nie chcę nigdzie wychodzić. Ostatnio mnie zdrowo opieprzył bo przy nim mam tendencję do przeginania i zachowywania się jak idiotka. Czuję, że to nie jestem ja. Ta nerwowa, objadająca się, wybuchowa osoba to nie ja. To ego rządzące mną. Ale nie potrafię wystartować. Wiem, jak się zerować, ale robię wszystko, żeby tego nie robić.

Wytykam ludziom błędy, które sama popełniam. Udaję przed nimi kogoś, kim nie jestem. I nie znoszę przebywać z tą dziewczyną ze studiów… czuję jakby wysysała ze mnie energię bo jestem tam ciągle zmęczona, a znowu w domu dopada mnie mega lenistwo, nie potrafię połknąć żab ze studiów (nauka) na początku. Tkwię w matrixie po uszy. I jest mi z tym źle.

Co robić więc? Chcę być tylko szczęśliwa. Chcę być piękna, boską sobą.

1

kosmos, pepsi eliot, this is ego, bio

Cześć Kochani,

komentarz u góry był kierowany do Pepsi, ale zdaje mi się, intuicyjnie, że jestem na tyle blisko tematu, na tyle w trakcie wychodzenia z matrixu i bycia obserwatorem osób z niego wychodzących, że jestem w stanie udzielić odpowiedzi. Takiej, co to jest pisana sercem, a słowa płyną z wnętrza, więc postanowiłyśmy, że to ja się tym zajmę.

No ale nie zaczynajmy tak pompatycznie, w końcu nie tak dawno zaczął się nowy dzień, nowy roboczo-tydzień, możemy wstać wyzerowani, oddychać jak tylko chcemy, poczytać najlepszego bloga w sieci:) i wypić dzbanek smoothiesa.

No więc tak:

Idą dwa koty przez pustynię i jeden mówi do drugiego „Stary, nie ogarniam tej kuwety”.

I to właśnie trochę tak jest z wychodzeniem z matrixa. Nie ogarniasz tej kuwety.

Brzmi prosto tylko w teorii.

Musisz przestawić się z życia w świecie zewnętrznym – materialnym, pełnym dychotomicznych, skrajnie dwubiegunowych emocji, pełnym obietnic bez pokrycia. Musisz, bo budzisz się i widzisz, że żyjesz w matrixie. Że cały świat jest na kredyt i na słowo. Że Cię okłamywali. Że produkowali w Tobie strach – ich główne paliwo – i się nim karmili. I nie możesz tego znieść.

Twoje ego jest jak gąbka i chłonie ten świat od najpierwszej najmłodszości, bo matrix wie, że musi zacząć działać wcześnie.

Niektórzy, żeby się rano obudzić, potrzebują tylko jednego budzika. Potem energiczne zerwanie się z łóżka, ciepły szlafrok i cały, długi, świeży dzień. Inni ustawiają dziesięć alarmów i drzemek, przewracają się z boku na bok, nerwowo wyłączają kolejne budziki, próbując wyszarpać Morfeuszowi jeszcze kilka snów i budzą się powoli, z każdym dzwonkiem coraz bardziej świadomi.

Też jest spoko.

Ważne żeby się w ogóle obudzić.

Nie bój się nie śpieszyć, wychillaxować i zwolnić. Nie skupiaj się na poczuciu winy, niechęci wobec siebie. Jesteś często zła na ludzi, bo nie wyglądasz, nie czujesz się, nie jesteś taka, jakby chciało Twoje ego. Te myśli Cię rozwścieczają. Dla równowagi idziesz się objeść.

Nie ruszysz z miejsca jeśli nie poddasz się temu jak jest.

Twoje ego świruje i – jak sama piszesz – nie daje Ci o sobie zapomnieć. To nic złego. Ego jak już odpada, to zwykle odpada ostatnie, jeszcze długo będzie się kołatać. Nie przybijaj mu piątki, ale też nie wyzywaj go na bitwę o samą siebie.

Być może nie przetrwasz diety, będą efekty jojo, napady złości, humorów, lęku, nadmiernej ekscytacji. Nie buntuj się więc, że inne pożerają co chcą, że nawet kiedy rodzą dzieci, ich brzuchy i tak są wklęsłe. Wyraź zgodę na swoje ciało, swoje ekscentryczne zachowanie, kompulsywne jedzenie, nie walcz ze sobą.

Walka to jest ego, ego wmawia Ci, że trzeba walczyć, ale Ty się poddaj. W stanie przyzwolenia, bez żadnych negatywnych emocji stanie się coś dziwnego. „To” samo od Ciebie odpadnie. Gdy obdarzysz świadomością to co robisz, automatycznie przestaniesz „to” robić.

W stanie świadomości wieczorem nie opróżnisz lodówki. Jakaś tam dieta nie zamieni się w kolejną próbę, a nawet jakby, ze spokojem zrobisz to jeszcze raz, aż się uda, aż przestaniesz być dla swojego ciała destrukcyjna.

Jesteś na dobrej drodze, najlepszej z najlepszych, na drodze ku światłu i prawdzie.

 

TU KUPISZ  swój zielony detox 100% ORGANIC CHLORELLĘ This is Bio

Twoja złość nie jest w Tobie. Ona przychodzi z zewnątrz. Budzą ją myśli, które wychodzą z Twojej głowy, a które poruszają ciało i produkują emocje.

Denerwujemy się, bo pani starsza fuknęła na nas w tramwaju, bo kasjerka patrzy spode łba, bo szef traktuje nas z góry, a ta Kowalska spod 5 nie sprząta tego, co wyleci z jej psa. No przegięcie.

Ale może zamiast się spinać i zamiast powtarzać w głowie: „myśl pozytywnie, oesu, ale jestem zła, myśl pozytywnie, kurde bele, co to za świat, uspokój się, no co to ma być, wariactwo, uff, myśl pozytywnie”, warto mieć w sobie te uczucie, że wszyscy jesteśmy tym samym. Jednią.

Co do samotności … Umiejętność spokojnego, pogodnego bycia tylko ze sobą, bez pilota i komórki w dłoni, do tego w teraźniejszości, jest jednym z trudniejszych manewrów na drodze do oświecenia. O ile nie najtrudniejszym.

Próbuj i pogódź się z porażkami. Porażki to normalka. Można się od nich odbijać, jak od dna w basenie.

I przede wszystkim – nie szukaj akceptacji, dobra, spokoju, w innych. Jeśli zaczniesz szukać ich w sobie, cała reszta świata przestanie być Ci do tego niezbędna.

Wiesz co Ci pomaga, a co Ci szkodzi. Poza domem, poza samotnością, odżywiasz się zdrowo, bo zdaje Ci się, że jesteś poddawana osądowi innych, że musisz być perfekcyjna.

Olej na ciepło matrixową perfekcję, na którą żaden człowiek nie ma szans. Tylko podkręcasz swoje ego. A matrix to lubi, trzyma Cię swoimi szpontifixami i nie daje Ci odejść.

A gdyby spojrzeć na to z innej strony?

Pomyśl, że nie jesteś swoimi myślami, nie jesteś własnym ego, nie jesteś programem, że jesteś idealna, ale schowana głęboko we własnym ciele i że tak niewiele trzeba, żebyś odkryła to i zaczęła się budzić.  Tu i teraz.

To się nazywa górnolotnie: oświecenie, a raczej milowy krok do oświecenia.

Nie piszę o afirmacjach,one są z gruntu fałszywe: Jak zachwyca, skoro nie zachwyca?

Ale zwykła akceptacja stanu faktycznego jest jak najbardziej możliwa. Pogódź się ze sobą, poddaj się sobie. Nie walcz. Często już samo to wystarczy, żeby nagle wszystko wokół zaczęło Ci sprzyjać.

Kompulsywne objadanie się

To kolejna gierka ego, która nie pozwala Ci być sam na sam ze sobą. Zatykasz swoje wnętrze, zatykasz przepływ energii, zajadasz problemy, wpychasz je w siebie, zamiast dać im samoistnie odejść. Przepłynąć.

Jedzenie ma ogromną symboliczną moc

Możesz jeść dobre rzeczy. Przesycone energią, wysoko wibrujące. Organiczne, bio, eko, cud-miód, sok z ziemi. I to na nic jeśli jesz też to, co rozbraja Cię od środka, wibruje nisko.

Masz już narzędzia i wiedzę, zacznij się zerować

Pobiegaj, albo szybko maszeruj. Chociaż pół godziny. Codziennie, przez – powiedzmy – 30 dni. Wprowadź głębokie oddechy. Nawadniaj się. Niech to stanie się rutyną. Podczepisz się do strumienia życiodajnej energii i popłyniesz z jej nurtem. A jeśli czasem zahaczysz o wystający kamień, to też dobrze, nawet jeśli solidnie wyrżniesz w niego kolanem.

Odstawienie programów umysłu ego, wyjście poza matrycę rzeczywistości, jaką jest matrix, nie oznacza wiecznej ekstazy, tylko spokojną harmonię i zgodę ze sobą, Ziemią i Wszechświatem

Z Twojej wiadomości bije coś ważnego – rozumiesz swoją sytuację i musisz ją tylko przepracować. Masz wszelkie narzędzia i jesteś do tego gotowa. Do dzieła!

Uściski:)


Emanuela Urtica, pisarka, oldschoolowy hodowca roślin, podróżniczka, żyjąca w zgodzie z naturą, roślinożerna. Z misją dzielenia się swoją wiedzą i doświadczeniami.

Może rzuć też gałką na to:

Dobre suplementy znajdziesz w naszym Wellness Sklep


Disclaimer:
Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, dlatego nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.