logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
178 online
50 086 880

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
medytejszyn is biegejszyn

Jakaś tam strona o zdrowiu walnęła tekstem, (a mnie Marek go wstawił na feja), który wydaje się, że jest na rękę wszystkim opieszalcom.
Intensywny ruch wbrew oczekiwaniom wcale nie gwarantuje zachowania szczupłej sylwetki – czytamy w „American Journal of Physiology”. Ćwicząc mniej, możesz schudnąć więcej niż fundując sobie długi trening – pokazują nowe badania. Optymalna dawka ruchu: 30 minut, nie więcej. Aż ciężko uwierzyć… Najnowsze obserwacje duńskich specjalistów sugerują, że nie należy też przesadzać z ćwiczeniami. Zamiast męczyć się godzinę dziennie, przerzuć się na półgodzinny trening – proponują specjaliści. Z nieznanego powodu spalamy wtedy więcej niż powinniśmy. Skąd to wiadomo?

Zbadano empirycznie. Robiono tak i siak i ważono przed i po.
Sie okazało:

Co z intensywnie ćwiczącymi? Osoby trenujące przez godzinę dziennie w większym stopniu rozbudowały masę mięśniową, a mięśnie są znacznie cięższe niż tłuszcz. Jednak to nie wszystko. Zaobserwowano, że schudły one o 20 proc. mniej niż można było oczekiwać na podstawie spalanych i przyjmowanych kalorii.

Dlaczego? Tego autorzy badania nie wyjaśniają. Główny ich autor w wypowiedzi dla „New York Times” podejrzewa, że być może osoby, które więcej ćwiczą, mają większy apetyt, dlatego też więcej jedzą. Ale takie tłumaczenie jest niewystarczające. Jego zdaniem, ludzie intensywnie uprawiający sport są często tak zmęczeni, że po wysiłku w czasie wolnym nic już nie robią i częściej jedynie siedzą niż te osoby, które ograniczają się jedynie do umiarkowanego ruchu. Na przykład, częściej korzystają z windy, zamiast przejść się po schodach.

Szczerze?
Mam gdzieś takie opracowania, ponieważ jebią ludziom w dyniach.
Po pierwsze nie założono żadnych sensownych warunków.
O jaki wysiłek półgodzinny chodzi?
Co ćwiczono intensywnie przez godzinę, czy dłużej?
Ćwiczenia bardzo z grubsza możemy podzielić na aerobowe (tlenowe) i anaerobowe czyli siłowe (beztlenowe).
Aerobowe, uznawane za ćwiczenia cardio, czyli poprawiające kondycję układu krwionośnego, na czele z sercem i siłowe, które nastawione są na zwiększenie siły mięśni.
Te pierwsze poprawiają ogólną sprawność wytrzymałościową, a te drugie ogólną sprawność siłową.
Uznaje się, że aeroby to niska intensywność w długiej pracy bez przerw, a trening siłowy to wysoka intensywność w krótkim czasie pracy z długimi przerwami.
Kapsi to crossfit, czyli wszystko w jednym. Trening ten zawiera obie charakterystyki, ale nie jest to typowy trening na wytrzymałość, ani na siłę. Ćwiczenia wymagają wyższego poziomu użycia siły, ale są wykonywane w szybkim tempie z małymi przerwami.
Włącza się tutaj również zalety treningu interwałowego, który rozpędza metabolizm na wiele godzin do przodu, już po zakończeniu treningu. Natomiast klasyczne aeroby, aby był jak najlepszy efekt spalania tłuszczu muszą trwać długo, ponieważ tłuszcz jest spalany tylko podczas trwania treningu.
Artykuł odnosi się do jakiejś aktywności fizycznej. Nie wyjaśniono jakiej.
Chudnięcie i aktywność fizyczna, to był naczelny problem.
Wszyscy dobrze wiemy od lat, że chudnięcie o wiele bardziej związane jest ze sposobem odżywiania aniżeli z aktywnością fizyczną.
Umiarkowana aktywność fizyczna, właśnie coś na kształt pół godzinnego, szybkiego spaceru, jest treningiem cardio mającym wielki wpływ na ogólną kondycję zdrowotną człowieka, głównie jeżeli chodzi o krążenie.
Natomiast jeżeli chodzi o kształtowanie sylwetki, czy też intensywnego wpływu na psychikę, nie znajduję na tym poziomie zależności.
Oczywiście ktoś może się świetnie poczuć po półgodzinnym intensywnym spacerze w mroźny słoneczny dzień, ale ja mam na myśli silny wpływ na psychikę. Taki jaki daje mocny trening.
Ale zostawiam już sprawy gara, wracam do wagi cielska.
Osoby, które intensywnie ćwiczą zwykle rzeczywiście, nie zaraz po treningu, ale po pewnej chwili mają ochotę dużo się nawpierdalać.
To znane mi zjawisko.
Dlatego tak się usilnie trzymam 811. Bo jestem w pewnym matriksie, co już dla wielu czytelników mojego blogiszcza jest oczywistością.
Muszę mocno trenować i często, żeby mieć mocną psyche, a potem muszę ostro żreć, bo jestem głodna jak basior i jem wielkie ilości owoców i warzyw, bez żadnych ograniczeń. Mam wreszcie poczucie sytości, bez dawnych konsekwencji. Nie choruję też.
Trening aerobowy, który nastawiony jest na tak zwane odchudzanie, powinien trwać długo. Nie powinien być intensywny. Co to w praktyce oznacza?
Wpisujesz do kalkulatora 220 i odejmujesz swój wiek. W ten sposób otrzymujesz w przybliżeniu swoje maksymalne tętno wysiłkowe. Czyli widzimy, że młodzi ludzie są w stanie osiągnąć wyższy puls maksymalny niż ludzie starsi.
Potem z tego pulsu maksa wyliczasz sobie 70% i to jest właśnie ten puls najbardziej odpowiedni do spalania tłuszczu dla ciebie.
Czyli na początku przynajmniej dobrze byłoby poruszać się z pulsometrem, żeby poznać swoje możliwości.
Jeżeli do takiego treningu dołączysz witarianizm, jesteś wkrótce bardzo szczupły.
Jak się to odnosi, do artykułu wyjściowego? Nijak.
Jeżeli zamęczasz się na siłowni, a potem ogromnie dużo zjesz byle czego, bo masz poczucie spełnionego obowiązku i do tego dopadł cię apetyt wielki, to pewnie waga nie będzie leciała zawrotnie w dół, ale jakość ciała na pewno będzie inna niż u człowieka nie ćwiczącego, a jedynie jedzącego nawet umiarkowanie.
Będzie o wiele lepsza, gdyż masa mięśniowa nawet przylana tłuszczem wygląda zawsze lepiej niż sam tłuszcz na kośćcu.
Zresztą pisałam sto razy, nie ważmy się, a mierzmy, jeżeli uprawiamy sport.
Modelki się ważą, bo mają tylko kości i tłuszcz.
Kości zwykle w młodym wieku nie ubędzie, więc wahająca się waga określa wahający się poziom tłuszczu.
Ale osoba aktywna fizycznie ma sporo tkanki mięśniowej, która stymuluje metabolizm, bo w komórce mięśniowej spalamy tłuszcz. Nie ma mięśnia, spalanie tłuszczu spowalnia. Można zagłodzić komórkę tłuszczową, dostarczając coraz mniej pożywienia, ale jak tego nie zrobisz, to nawet przy pozostawieniu minimalnych dawek jedzenia, ale stałych i tak będzie efekt jojo. Często prowadzi to u wielu anorektyczek do zatrzymania wagi ciała. To jest dla nich taki szczególny efekt jojo, nic nie jedzą, a już nie chudną. Metabolizm stanął.
Wracając do artykułu. Jaki trening autorzy tekstu mieli na uwadze? Rzeczywiście po treningu typowo siłowym, nawet bardzo intensywnym, rośnie tkanka mięśniowa, czyli nawet jak ubywa tłuszczu, to waga może pokazać wręcz na plus.
Powiem jak jest u mnie.
Robię zwykle dwa rodzaje treningu.
Kiedy mam na uwadze sylwetkę i kiedy mam na uwadze przede wszystkim własną psyche.
Kiedy chcę podbudować psychikę, ubieram na uszy dobrą muzę, albo idę w piękny teren.
I zaczynam swój bieg po oczyszczenie, po pozbycie się strachu, po zbudowanie siły w garze. Biegam i biegam, raz wolniej, raz szybciej, do taktu, albo do myśli.
Biegam, aż wszystko odpływa. Aż zaczynam odczuwać moc i radość.
Zwykle, to nie są zbyt krótkie treningi. Nie mierzę wtedy pulsu, ale z pewnością nie jest za wysoki, więc przy okazji wtedy spalam zapewne tłuszcz.
Innym rodzajem treningu jest szybki trening, dużo krótszy, interwałowy, który robię dla sylwetki i z obowiązku wobec cielska.
Oczywiście wpływa on także na krążenie, ale nie zawsze na przyrost tkanki mięśniowej, gdyż czasami biegnę na swoim maksymalnym tętnie i zarzynam mięśnie, ale wzrasta wytrzymałość.
Robię szybkie kapsi.
Pomimo, że trwa 40 minut, można go przecież zrobić na kilka sposobów.
Ile powtórzeń umieścisz w jednej minucie?
Jak są dokładne?
Czy masz napięte i zwarte całe ciało?
Można też robić jedną pompkę przez minutę i spalić mięśnie do wycia z bólu. To jest izometria.
Dlatego śmieję się po cichu, kiedy ktoś mówi, że to jest trening kiszka w sensie lekki. Może być tak wykańczający, jeżeli wcześniej się rozgrzejesz, że można piszczeć ze spieku, a może być hyc hyc zrobiony z lekka.
Tak czy inaczej zawsze warto kapsi zrobić i to regularnie.
Więc kto szczupleje, a kto od sportu przybywa wręcz na wadze jest problemem złożonym i wcale nie łatwym do rozkminy przez duńskich naukowców, publikujących w Timsie.
Sie śmieję, że takie artykuły wpływają na ludzi w ten sposób, że skoro goniłam już dzisiaj z wywieszonym jęzorem po centrum, to właściwie więcej schudnę, niż jak przysiądę nad kapsi.
Więcej schudniesz od takiego myślenia w intelekcie.
To pewne.
Tak jak kiedyś wspomniałam, nie chcę nikomu już radzić 811, szczególnie z zastrzeżeniem 10g węgli na 1 kg masy cielska.
To były porady pepsi neofitki.
Obecnie widzę, że jest to dieta, dla ludzi, którzy na prawdę dużo się ruszają i potrafią do tego sporo zjeść. Ale żeby ktoś nie pomyślał, że w takim razie radzę, żeby przerzucił się na klasyczny witarianizm z deserkami z nerkowców. Wiadomo już, że właśnie na takiej witarce najdłużej ludzie są w stanie egzystować. Jest najłatwiej, ale czy najzdrowiej?
Pizze raw, chlebki raw, krakersy raw, orzechowe desery, to daje w efekcie końcowym dietę 50, 40, 10, gdzie tłuszcz stanowi minimum 40%, czyli znacznie więcej niż to co jedzą mięsożery. Co już na gałę oczną wydaje się nie najlepsze.
Nie pryskany daktyl z tłuszczem, nawet najzdrowszym, ekobioorganik, tak czy inaczej przesłoni trzustce widok na cukier w żyle i nawet jak go nie będzie za wiele to i tak zacznie się nawarstwiać i candida, a potem cukrzyca gotowa. I inne takie.
Więc co radzę w końcu?
811 dla sportowców tak. Można uzupełnić węgle łyżką gotowanych warzyw i soczewicą. Dla ogrzania i zagoszczenia na przykład obiadu. Czyli 90% surowo. Natomiast nie sportowcom radzę 811, ale bez ścisłego przestrzegania warunku o węglach i masie ciała. Jednak nie zmieniajcie kalorii z węgli na kalorie z tłuszczu, bo na dłuższą metę, to fatalne, a po drugie nie zmieścicie się w 811. Doszła do tego nawet Boutenko i wielu innych witarian.
Takie tłuściutkie dania zachowajcie na szczególne okazje. Wizyty w restauracjach witariańskich, święta, urodzinki i imieninki.
Na co dzień miła 811 plus pół godzinki szybszej krzątaniny i z pewnością waga będzie niska.
Ale żeby ciało wyglądało na prawdę dobrze, żeby gar pracował jak szczęśliwa dynia, żeby była siła i żeby widać było mięsień, trzeba coś więcej.
I ja sięgam po to coś więcej, bo taką mam wymagającą psyche.
Ale szczęśliwcy z urodzenia mogą sobie tylko trochę hasać i mało szamać.
Nie do mnie ta nawijka.
Medytejszyn is do zajebania biegejszyn.

Ścisk,
Jor pepsinek

PS
Wierzę, że wkrótce nadejdzie czas, gdy cała ludzkość, niezależnie od religii, rasy i poglądów politycznych, będzie mogła mi skoczyć.
(czajnik vs. toster)

(Visited 452 times, 1 visits today)

Powiązane artykuły

  1. Anja 30 września 2012 o 15:50

    Zgadzam sie, ruch ruchowi nierowny. Jak widze panie z kijkami, ktore udaja, ze robia nordic walking, to mi sie chce smiac. Albo ludki przychodzace na silownie, zeby pogadac ze znajomymi, nie zdaza sie nawet spocic i tak mozna byc nawet 3h. Chociaz zawsze to lepsze niz siedzenie przed TV i ogladanie seriali. Ale nic nie motywuje bardziej do ruchu (poza samopoczuciem) jak widoczne efekty. Dla siebie i dla innych. Dla mnie pol godz to za malo, 1-2h ostrego treningu sprawia, ze sie czuj sie wyzyta i uspokojona, nie musi byc codziennie, ale 5 – 6 x w tygodniu.

  2. tu fejsiak 30 września 2012 o 17:12

    Anja no więc takiego komenta było mi teraz trzeba, biorę dupę w troki i robię treninga pożądnego nał, ścisk :))))))

  3. pepsi 30 września 2012 o 17:13

    to byłam ja, pepsinek

  4. mimi wooow! 30 września 2012 o 17:52

    kaspsi daje w doopę, to fuck!t i zawsze wyciska 8. poty, ale ciało już sie przyzwyczaiło do tych naturalnych obciążeń i zakwasów nie miałam, dopiero jak zmieniłam trening na inny to mięśnie dały o sobie znać i chodzic nie mogłam albo robocopem zaiwaniałam sztywnym. dlatego uważam, ze zwiekszanie obciążenia to nic złego i nie ma co sie chichrać po cichu. a tak poza tym to melda całomiesiecznego składam, bo sie nigdy nie rozdrabniałam na poszczególne treningi. trochę natrzaskałam trenenigów no i uzbierała się całkiem pokaźna sumka kalorii, którą wypaliłam w pocie czoła we wrzesniu. 12 557 kcal udało mi się przetopić w 16. treningach siłowych [kapsi tez było af kors], dodatkowo z bieginga uzyskałam 61 km a pedałowaniem nakręciłam 125 kilosów. i miałam rację, ze uwidziałam w RO Twego bicka pod szarą bluzką, fiu, fiu, no nie pogadasz a tymbardziej nie podskoczysz teraz pepsi, bo przypakowała 🙂

  5. pepsi 30 września 2012 o 18:43

    to był słaby bicio, bo nie napompowałam przedtem, ale masz fakt, że dla takiej laseczki jak mimi to trzeba porządnego wycisku, ja właśnie zrobiłam następujący trening, 4 minuty ostrego biegu i 10 pompek i tak do 100 pompek dojechałam, więc teraz oddtajam przy kompie

  6. Magdika 30 września 2012 o 18:53

    Cyt: „takie artykuły wpływają na ludzi w ten sposób”
    No właśnie. Np ja ciągle rodzince powtarzam, że mają jeść możliwie jak najczęściej warzywa surowe (owoców na szczęście nie psują gotowaniem ani obieraniem ze skórki), a tu dziś moja siora oglądała w telewizji program, jakoby w Chinach ludzie jedli wyłącznie warzywa poddane obróbce cieplnej, gdyż surowizna wychładza organizm. (Potem przestaną okazywać wdzięczność za odjętą od mych ust surówkę, bo przecież mogłam zjeść 350 g, a nie tylko 300.)
    No i co z tego jeśli ochładza, wolę założyć bawełniane rajstopy i mieć zdrowe serce, niż na odwrót.
    Melduję przy okazji, że muzę i komendy udało się ściągnąć. Teraz mniej wymówek mi zostało.

    1. pepsi 30 września 2012 o 19:38

      Magdika to super, bo DżiArZi powiedział, że tylko z chomika umie ściągać, ale nie wrzucał nic dotychczas 🙂 Oczywiście ludzie oglądają reklamę o szkliwie nazębnym, i zapamiętują , że to owoce go niszczą i trzeba pastę z florem chemiczną do zębów użyć żeby się ratować

  7. aniawita 30 września 2012 o 19:50

    Za muzę, a przede wszystkim komendy należą się Tobie pepsi wielkie podziękowania. Mogę ćwiczyć, a odmierzanie czasu mnie nie rozprasza.
    Melduję wykonanie zadania przy niedzieli.

    1. pepsieliot 30 września 2012 o 19:52

      aniawi cieszę się, odmaszerować

  8. mimi wooow 30 września 2012 o 20:34

    mimi bywa tylko okresowo tak wysportowana i chuda … baaaardzo rzadko, bo zazwyczaj w zyciu zaznaje wielkiego „woooooow” i zajada to g…. emocjonalnie, ale już powoli znowu się z tego wykaraskawuje [jakie wdzięczne słowo], bo żałuje zycia na niespełnione marzenia i kręcenie się w kółko, a że Brian Tracy powiada, że jedną ze strategii zwycięzcy jest to, żeby zachowywał sie tak jakby osiągnął juz cel to mimi tez się przyodziewa w zgrabnego gravatarka 😉 ale prawda jest taka, że do idealnej mimi mam jeszcze daleeeeeko, choc byłam juz tyle razy tuż, tuż 🙁 eeeech, miec problem z gębą to prawdziwy pech, ale okazuje się, że to wszystko i tak wina czajnika, co niepotrzebnie w depresyjne stany wnika …

    1. pepsi 30 września 2012 o 20:38

      mimi spoko, nie jesteś sama, człowiek w postaci pepsi też wyglądał lepiej i do tego dążymy :), a ostatnio brian tracy przegina, bo mi każe żabę znowu połykać, se puszczam w aucie go, ale ledwo to wytrzymuję, bo mam na korporacje ogromnego hejta, korporację w sensie jakakolwiek praca na ostro

  9. Agnieszka 30 września 2012 o 23:32

    Pepsi, w piątek trzy rundy na maksa, dziś to samo, ale wczoraj sobie odpuściłam, zorana byłam gruntownym sprzątaniem chałupy.
    Też chcę mieć takiego bicepsa, ale przy pompkach wymiękam.

    1. mimi wooow! 30 września 2012 o 23:48

      agnieszka, ja rok temu jeszcze nie potrafiłam zrobic ani jednej meskiej pomki a w tym trzaskałam juz za jednym razem 15 … obecnie mój max to 10, hmmmm … więc jesli się przyłozysz bicek urośnie i triceps tez sie wzmocni 🙂

    2. pepsi 1 października 2012 o 08:16

      Agnieszka spoko, sprzątanie chałupy to tez forma kapsi :))

  10. mimi wooow! 30 września 2012 o 23:39

    a mnie najbardziej rozwalają te historyjki o zwykłych ludziach, takich zdolnych, nieuświadomionych prostaczkach, którzy dzięki Brianowi doznali natychmiastowego olśnienia i w przeciągu roku zdąrzyli tak zmienić swoje zycie, ze ho ho, są teraz na szczycie albo i jeszcze dalej 😉 … picu, picu, spoko, ja rozumiem motywować i namawiac do zmian na lepsze ale nieraz zapodają takie dyrdymały, że ja tylko biorę z tego mamrotania to co mi sie w danym momencie przydaje, bo mi chodzi o zmianę mnie, o zmianę złych nawyków, słabości a nie trzaskanie jakieś kariery i pokonywanie finansowej bariery, to jest mozliwe i fajne ale w wiekszości przypadków to nie działa tak szybko i bez zgrzytów jak ci wszyscy guru od motywacji zapowiadają … a moze to ja wietrzę podstępy i wolę jednak kisić sie tu, gdzie utkiwłam? eeeeeeeeeeee tam, zawsze to warto poszerzac horyzonty i dowiedzieć sie co ma do powiedzenia taki ekspert od żab czy innych gadzin 😉

    1. pepsi 1 października 2012 o 08:22

      Brian powiedział parę rzeczy dobrych dla właścicieli biznesu, jak motywować, na co zwracać uwagę, ale to są takie nauki jak Kijosakiego, dla maluczkich, co nic nie wiedzą o marketingu i ekonomi, nie mniej jednak kilka rzeczy też zapamiętałam i z jednego i z drugiego i myślę że każdy biznesmen czy marketingowiec jednak powinien się z tym i owym zapoznać. Jak komuś sie nie chce na poważnie postudiować zagadnień czytając Kotlera, czy Welcha, marketing 2.0 etc

  11. mimi wooow! 30 września 2012 o 23:46

    poza tym ktos fajniej i po ludzku opisał o co tak naprawdę [jak to się w końcu do cholery pisze, razem czy osobno?] w tym całym bałaganie zwanym życiem chodzi i jak go kupuję w 99%. to Niemiec Hermann Scherer a jego sposób kombinowania zapodaje w „dzieciach szczęścia” , które czyta się za jednym posiedzeniem, bo to nie jest mydlenie oczu tylko inspirowanie bez ściemy. styl Hermanna nie jest pretensjonalny i nie udaje tutaj jakiegos guru, on po prostu pomaga czytelnikowi zrozumiec, że jeśli nie zrobi czegos ze swoim zyciem o czym zawsze marzył kierujac sie wygodnictwem czy strachem to ze będzie tego żałował, bo na łozu smierci zawsze żałuje sie tego, co sie nie zrobiło albo odkładało w nieskonczonośc z powodu głupich wymówek …

    1. pepsi 1 października 2012 o 08:28

      ale to całe napędzanie, żeby robić , robić, działać, działać nie koniecznie przynosi radość i ma się poczucie spełnienia na koniec. Myślę że jest wręcz przeciwnie. Ci co gonili i zdobyli w obliczu końca życia zrozumieli, że to nie koniecznie o to chodziło, a ci co nie zdobyli umierają w pzrekonaniu, że im się nie udało w życiu, bo nie zdobyli, bo z amało robili. Moim zdaniem to gówno prawda. Ludzie są na prawdę szczęśliwi, kiedy zwrócą się do natury i zaprxzestaną gonitwy. Trochę tylko potrzeba kasy, żeby mogł.o wszystko inne zakwitnąć. Piękne myśli, przyroda, wolność , brak pędzących strachów, o kredyty, o to czy na pewno idę w dobrym kierunku, pędzenie do nikąd tak na prawdę. Jakość życia se określić niematerialną i materialną, ale z sensem i se żyć

  12. Nisia 1 października 2012 o 01:53

    Kurde, tak czytam tego bloga i czytam i z każdym kolejnym wpisem rośnie mi ochota na bieganie. Szooook!!! Zwłaszcza, ze nie umiem biegać:) Nie żeby ruch był mi obcy, w żadnym wypadku, ale na bieganie zawsze miałam jakieś wewnętrzne fuuu. A teraz nogi jakoś drgaja mi z radości na sama myśl. Dziwne. Chyba jutro spróbuje. Mam nadzieje, ze nie padne:) trzymaj fingersy scrossowane:)

    1. pepsi 1 października 2012 o 08:29

      Nisia, zacznij delikatnie, minutka i idziesz, i tak dalej, żebyś się nie zniechęciła. Ja tak zaczynałam. Ale może Ty masz predyspozycje, bo ja biegam jakby wbrew moim :)) ścisk

  13. Basia 1 października 2012 o 09:16

    meldzik składam za dziś, wczoraj się nie zebrałam, ale biegałam 10 km

  14. krystyna 1 października 2012 o 09:19

    Melduję niewykonanie rundy. Powód wiąże się częściowo akurat z treścią posta.
    U mnie tak jest, że po jakimś czasie w miarę moich możliwości intensywch ćwiczeń, mój organizm domaga się małej przerwy. W zamian za to, ciało po przerwie reaguje intensywniej. To tak podobnie jak z masażem. Seria jedna lub dwie… i wskazana jest przerwa. Bez przerwy – powoduje to, że organizm się przyzwyczaja i efekt kolejnych jest mniejszy.
    Ciało zachowuje pamięć zabiegu i zwykle po przerwie, nawet dłuższej, okazuje się, że jeden masaż działa jak dwa lub więcej masaży. To samo jest z gimnastyką.
    Nie oznacza, że nic nie ćwiczyłam, ale w innym wydaniu i lżej.

    1. pepsi 1 października 2012 o 10:44

      Ba zaliczam, Kry też zaliczam pisemne usprawiedliwienie, pewnie że trzeba na chwilę wytchnąć, sama to robię:))))))) odmaszerować

  15. krystyna 1 października 2012 o 09:28

    Opisze to wkrotce dokladniej, aktualnie moj stary komp. dalej jest zepsuty, a na nowym nie wiem jak zrobic, zebym miala polskie trzcionki w takim stylu jak w starym, czyli na dolnym pasku ikonka English/Polish.
    Poprzedni wpis jest z trzcionkami pl, ale ta kombinacja trwala zbyt dlugo.

    Dzisiaj cwicze KapsiX007

Dodaj komentarz

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się