logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
463 online
50 754 096

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
Meta idioto!

Czeee Faunie żującej florę,

Podczas rajdu Dakar, polski uczestnik, dość kontrowersyjna postać, ale nic się ma to do tego o czym akurat dzisiaj chcę napisać, Sonik na kierownicy quada przytroczył sobie napis w kształcie: Meta durniu!

Można przecież wygrać kilka odcinków, dać z siebie na poszczególnych etapach wszystko, szarżować, nadwyrężyć pojazd i nie dojechać nawet do mety, która jest celem nadrzędnym i tylko jej osiągnięcie daje szansę na klasyfikację ogólną, a w najlepszym zaś razie zwycięstwo.

Każdy z nas często wyznacza sobie jakieś cele, które są na dany moment najważniejsze, a potem może nastąpić seria niesprzyjających okoliczności, ale nawet mimo tego, najbardziej niesprzyjającą okolicznością dotarcia do mety, jesteśmy my sami, gdyż jak durnie zapominamy o mecie.

Dlaczego świadomie i z premedytacją nie podbijam swojego tempa w bieganiu, dlaczego nie przygotowuję się do maratonów, nie czynię zrywów, a moje motywacje są spokojne, zrównoważone i oparte na banalnym wyobrażaniu sobie moich rówieśniczek, które pierdzą w pielesze, a może jestem zbyt obcesowa, po prostu słodko wylegują się w satynowych barchanach, kiedy ja dzień w dzień, najczęściej właśnie z rana, biegam?

Dlaczego nie robię zrywów, nie współzawodniczę, nie wprowadzam w strefę biegania elementu rywalizacji, którą wręcz uwielbiam?

Gdyż mam cel nadrzędny, o którym nie zapominam, a jak kiedyś zapomniałam, to powrót do obecnego poziomu był na prawdę bardzo trudny, ale wracając, moim celem nadrzędnym jest bieganie przez całe życie, codziennie, aż explicite do końca.

Nie chcę nadmiernie i za wcześnie podnieść poprzeczki, nie chcę mieć poczucia, że zniechęcam się, gdyż pomimo, że wygrałam kilka etapów, nie miałam jednak sił trzymać formy do samej mety.

Gdybym miała na celu pobiec jak najlepiej najbliższy maraton, moje treningi wyglądałyby zupełnie inaczej, ale ja mam cel przebiegnięcie innego maratonu, jakim jest moje życie.

Nie oznacza to, że w innych dziedzinach własnej egzystencji, moje cele też są tak długodystansowe i nie pozwalające na brawurę, wręcz przeciwnie, ale aktywność fizyczna, do której od dziecka nie byłam predysponowana i która tak na prawdę sama w sobie jest trochę bez sensu, bo czyż ja rano biegiem muszę gnać do pracy, jak borsuk, czy małpa po liście i owoce, czy to moje bieganie codziennie ma natychmiastowy efekt, w postaci roztropności życiowej poprzez zapewnienie sobie dajmy na to pożywienia, na dziś?

To nie jest takie oczywiste dla organizmu, więc organizm będzie na każdym kroku podkładał kopyto, żeby się powstrzymać od niczemu pozornie nie służącemu wysiłkowi.

Piszecie, że Was raz po raz ukłuje w boku kolka oddechowa, albo, że bieganie wykręca boleśnie Wam stopy, albo, że robicie się smutni, albo po prostu nie dajecie rady i to wszystko może zniechęcić Was do codziennej aktywności fizycznej na dłuższy czas, albo na krótszy, aż do następnego zrywu.

Gdybyście jednak uświadomili sobie, że od tego zależy wasze życie, jak życie wiewiórki, która musi być aktywna od rana, bo w przeciwnym wypadku zdechnie z głodu, to być może już inaczej zdefiniowalibyście swój cel.

To samo jest z jedzeniem.

Posiłki wegańskie, do tego surowe, chociaż wydają się bardzo logicznie uzasadnione i naturalne, a do tego chyba najbardziej apetyczne, bez żadnego dodatkowego podkręcania i upiększania, a wiec ten cały witarianizm jest jednak sakramencko trudną dietą, gdyż tak na prawdę obcą współczesnemu człowiekowi.

Więc cel jaki sobie stawiasz, jeżeli oczywiście ufasz takim paradygmatom żywieniowym, jest w moim przypadku najprostszy jaki tylko może być, nie chcę chorować.

Ktoś pyta, a nie prościej by było żebyś powiedziała, chcę być zdrowa?

Nie, bo nie stawiam sobie celów niewykonalnych, z pewnością jakaś choroba będzie chciała mnie zaatakować, a ja mam mieć siłę i wewnętrzną moc, zwaną prozaicznie odpornością, aby ją pokonać i nie chorować, a więc pomimo, że to jest niby jedno i to samo, być zdrowym z nie chorować, to jednak istnieje niuans różnicy.

Za pięć dni skończy się nasza akcja, która dla mnie jest tylko jakimś tam króciutkim fragmentem mojego dotychczasowego życia, gdyż biegam codziennie, właściwie od lat, jestem weganką, a obecnie witarianką i codziennie też od lat poszczę, ale zdaję sobie sprawę, że dla wielu z Was byłoby to poważnym wyzwaniem, aby trwać w takich postanowieniach przez całe życie, jednak w momencie, kiedy uświadomimy sobie, co jest naszym nadrzędnym celem i kiedy ustalimy, że jesteśmy długodystansowcami, to uświadomimy sobie, że żadne zrywy, żadne nagłe rzucanie się na 100% raw, żadne głodowanie, nie zapewni nam ciągłości w naszych dążeniach i przekonaniach.
Albowiem, aby faktycznie osiągnąć cel, należy stworzyć realistyczne warunki na drodze do jego wykonania.
A realia każdego dnia są różne i dobrze o tym wiemy. A to hormony, a to praca, a to progenitura, jednak nie daję sobie żadnego usprawiedliwienia, gdyż nie ma pustki w życiu i zaraz w miejsce zboczenia z naszej drogi do celu, wskakują behawiory zgoła popychające nas w stronę dokładnie przeciwną.

Rockyemu w pewnym momencie nie chciało się ćwiczyć, stracił motywację do intensywnych treningów, mówiąc jutro, jutro zrobię dobry trening, na to jego kołcz, czarny Apollo, były mistrz świata, z którym prawie amator Rocky w pierwszej części zremisował, dotrzymując kroku do ostatniej rundy, a więc Apollo odpowiada na to Rockyemu: – jutra nie ma. (there is no tomorrow)

Rocky vs Apollo
Wierzę w każdy codzienny nudny jak flaki z olejem i natenczas być może dla wielu, nie do końca uzasadniony kłus z nawadnianiem, z żarciem w przewadze raw wege, poszczeniem i wysypianiem się i na tym polu nie podkręcam sobie żadnych wzwyż poprzeczek, gdyż chcę przez tę naturalną rzecz przejść maksymalnie automatycznie, jak oddychanie ma to się stać dla mnie, proste i oczywiste.

Natomiast dobrze mi znane potrzeby rywalizacji, adrenaliny, wręcz szalonych celów krótszych, wyzwań i całej zabawy jaką może stać się życie, realizuję w innych dziedzinach, takich jak kreacja, czyli twórczość, konkretna wydajność pracy, popełnianie błędów, wyciąganie wniosków z popełnionych błędów, niekiedy nawet zarabianie zło, czy też jak często w moim przypadku utracjuszostwo, czy też hojność, czego z kolei na prawdę nie można powiedzieć o Soniku.

Kłaniam się Ludziom i Zwierzętom,
pape

(Visited 597 times, 1 visits today)

Powiązane artykuły

  1. Basia 25 sierpnia 2013 o 15:59

    Prawda, prawda;) z tych powodów zamierzam po naszej akcji biegać 5 a nie 7 dni w tygodniu, z tych powodów nie zarzekam się na 100% vitaorganic szamę, nie przysięgam że już nigdy nie skuszę się na tofurnik w ulubionej knajpie. Znam się jak zły szeląg, wiem na jakim materiale pracuję i po co zaciskać zęby. JAk tylko jest szansa, że coś może się stać przyjemną rutyną to postaraj się ją wdrożyć, a jak czujesz że to już heroizm to wyluzuj, bo ciężko być herosem przez całe życie

  2. pepsi 25 sierpnia 2013 o 18:28

    Basia, ani przez moment się o Ciebie nie martwiłam, wiem, że masz zdrowego rozsądku pod dostatkiem, zapewne więcej od wielu, w tym mnie, wspomniałaś zresztą ostatnio pod którymś z wpisów,o efekcie jojo. Jojo właśnie też tak działa, że na dłuższą metę nie jesteśmy w stanie tak jeść jak w ścisłym reżimie, a nawet stale trzeba by jeść trochę mniej, skoro mamy jeszcze chudnąć, dajmy na to, czyli albo anoreksja, albo szybkie nadrobienie wagi , często z naddatkiem

  3. Magdika 25 sierpnia 2013 o 18:28

    Właśnie, ciężko być herosem, bo mi się marzy smażona cebulka, może być z pomidorkiem i ziemniaczkami.
    Dzisiejszy bieg zaliczyłam, niestety nie pamiętam o której wybyłam z domu więc nie wiem ile mi to zajęło. (biegam bez zegarka, bo go nie mam, a z komórką to raczej niewygodnie)

  4. pepsi 25 sierpnia 2013 o 18:31

    Magdika, już tam się wie intuicyjnie czy się biegało tyle co potrzeba, ile razy biegam na oko, okazuje się, że biegałam dłużej niż ustawa przewiduje, więc na pewno u Ciebie było dobrze 🙂

  5. pepsi 25 sierpnia 2013 o 18:32

    na szczęście smażona cebulka, i w ogóle słowo smażone nie działa na mnie kompletnie, 25 lat nie jadłam nic smażonego

  6. gosia 25 sierpnia 2013 o 19:58

    Wybrałam się dziś do Krakowa,spacerując szukałam Cię,oczywiście tylko po głosie 🙂
    I nic !

  7. Agu 25 sierpnia 2013 o 21:08

    Pepsi, jesteś świetnym motywatorem! Ja o tej kolce to zapomniałam napisać, że już jej nie mam, że biega mi się całkiem nieźle, choć na razie mało, ale to przez wyplyuwanie płuc, które ustanie w końcu., bo ustanie, prawda?

  8. openreach 25 sierpnia 2013 o 21:35

    Meld :),,,,,ochota na zolty ser odeszla w cholere…..mam nadzieje, ze to dosc daleko :P:P

    1. Basia 25 sierpnia 2013 o 22:31

      Openreach ja dziś wracałam taka głodna, że prześladował mnie sernik z tofu, poważnie rozważałam nawet wysiadkę z autobusu żeby go sobie kupić. Na szczęście się przemogłam i w domu zrobiłam sobie lody z mango, truskawek i banana, wielką porcję i było dobrze.

      1. openreach 25 sierpnia 2013 o 23:36

        Basiu…to ja oglaszam mango ratownikiem tygodnia…..mnie tez ono uratowalo…..zrobilam salatke z miodowego mango ze szpinakiem i winogronem a do tego sos tez z mango z miodem i limonka…..pychoooota 🙂

  9. Basia 25 sierpnia 2013 o 22:23

    Ja też dziś meldzik – na wczorajszej przepustce nie biegałam, dzisiaj 8 km wieczorem, ale jutro znowu tryb ranny wraca. Szama w weekend poza dwiema kawami zabielanymi soją i furą ziemniaków na weselu+kęs niejadalnego kotleta z torebki, na surowo owocowo i sałatkowo, niskokalorycznie w sumie, choć w popieprzonych godzinach. Z przyjemnością wtopię się w rutynę tygodnia, zwłaszcza że kolejny weekend znowu się jakiś niesprzyjający żołnierskiej dysycyplinie szykuje.

  10. Paula 25 sierpnia 2013 o 22:55

    niestety, ale w sobote trenongu nie wykonalam 🙁 zatrulam sie i tak mnie przeczyscilo ze nie mialm sily i poszlam spac, za to dzisiaj z rana 1,5 godzinki odbebnilam. Wiecie co , moj zoladek juz sie stal tak nadwrazliwy ze boje sie jesc w gosciach, rodizny czy w resturacji , mpja reakcja zoladka nieprzewidzialna !

    1. openreach 25 sierpnia 2013 o 23:39

      podobnie jest ze mna…w sobote w vege restauracji zjadlam arbusa z sezamem…..no i byl klops….niby surowizna a jednak cos zaszkodzilo :))

      1. Basia 26 sierpnia 2013 o 07:48

        Ja w sobotę zjadłam ziemniaki – gotowane i pieczone, i nawet z entuzjazmem mój żołądek je przywitał. Ale fakt że bez tłuszczu były, mam wrażenie że smażone by mi teraz zaszkodziło.

  11. Basia 26 sierpnia 2013 o 09:31

    Meeeld..!! – 10 km, godzinka w terenie

  12. paprykowycynamon 26 sierpnia 2013 o 14:00

    i ja sie melduje!u mnie całkiem dobrze.3mam sie planu, biega mi sie lekko i przyjemnie.na ogół to spokojny rytmiczny bieg, czasami przeplatany sprintem.i raz w tygodniu szybki bieg na czas.no lubie sie poscigać.nie biore udziału w maratonach, tudziez dyszkach i połówkach.nie mam zacięcia i czasu aby dojezdzac do takich imprez, aczkolwiek chetnie bym spróbowała..może kiedys?generalnie robie to dla siebie, dla przyjemności..no i z naturą nałogowca trudno mi bedzie z bieganiem zerwać.jak mam dzień bąź nie daj boze dwa przerwy jestem chora.psycha jak i ciało oszalały na punkcie treningów.żarełko raw również wciąga…na całego.nie jest to łatwe..ale bieganie na poczatku także było mozolna walka z sama sobą.minęło sporo czasu aż się zakumplowalismy na śmierc i zycie,

  13. openreach 26 sierpnia 2013 o 16:43

    plan na dzisiaj wykonany….ale….wlasnie….zwracam sie do autorytetow….od poczatku naszej akcji bawie sie aplikacja cronometer….wpisuje szczegolowo co zjadlam….co wypilam ….jaki trening zrobilam…..wczesniej tego nie robilam chociaz na raw jestem od kilku miesiecy….okazuje sie, ze wprowadzam mniej niz 1000 kcal ….od poczatku manewrow nie dostarczylam organizmowi ani mg witaminy B12 i D…..niskie stany odnotowaly tez mineraly: sod, selen, cynk, wapn….zaden z nich nie przekroczyl 40% dziennego zapotrzebowania…..waga stoi jak zakleta…..czy ja cos robie zle???

    1. pepsieliot 26 sierpnia 2013 o 17:11

      Openreach, trzeba się mocno zastanowić dlaczego Twój metabolizm jest taki spowolniony, co jest tego powodem. Ja bym już zniknęła z powierzchni ziemi, przy 1000 kaloriach. Zeszłam tylko o 1000 i jem obecnie około 2500- 3000, ale na pewno nie mniej i chudnę

      1. Basia 26 sierpnia 2013 o 17:34

        Ja się staram zamykać w 1800, ale też mniej już jedzenia potrzebuję niż w zeszłym tygodniu, nie mam takich wilczych głodów, nawet się lekko dopycham w obawie przed wieczornym ssaniem. Dużo Pepsi schudłaś? Ja chyba jutro się zważę..

        1. pepsi 26 sierpnia 2013 o 17:48

          nie dużo, ważę 56 kilo, ale na oko to bardzo, szczególnie na twarzy i w pasie

    2. Basia 26 sierpnia 2013 o 17:27

      Strasznie mało jesz….nie da się raczej przy tysiącu kalorii wszystkiego dostarczyć, ale też i dieta rządzi się swoimi prawami i ja pomimo 1600-1800kcal dziennie też wiem, że nie mam wszystkich norm wypełnionych, na przykład na białko. Ale też z każdym kilogramem mniej mniejszej ilości tego białka potrzebujesz..

      Cronometr wypełniam tylko czasem, ale ogólnie mam coraz mniejsze zaufanie do tabelek, bo trzeba jeść tyle ile się potrzebuje po prostu, a nie realizować normy. Jak ktoś chce być na 100% raw to powinien po badaniach i samopoczuciu się orientować czy na pewno wszystko jest ok i jak to zrobić, żeby dostarczyć więcej danego minerału, jeżeli są objawy jego niedoboru, bo normalnie ten cynk załatwiłaby Ci pewnie mała garść orzechów + trochę kaszy gryczanej, ale aktualnie się dietujemy i ani jednego ani drugiego nie jemy. Ja niby dostarczam za mało żelaza według tabelek dla wegan, ale na badaniach wychodzi że mam go za dużo, bo jedną sprawą jest ilość, a drugą przyswajalność i to jak organizm operuje dostarczanym prowiantem

      B12 – na dietach weganskich suplementacja tylko
      Wit D – ekspozycja na słońce, od 15 do 30 min dziennie, a od paź∂z do marca wszyscy, bez względu na dietę powinni suplementować
      Sód – tu się chyba nie trzeba przejmować, a nie solisz niczego chociaż trochę, sałatki?
      Wapń – nie wiem jaką wodę mineralną pijesz, ja Cisowiankę i normalnie doliczyłabym sobie prawie 200mg z niej jeszcze oprócz jedzenia
      Selen – na razie jest dietka, ale sprawę załatwia jeden brazylijski orzech dziennie
      Cynk – głównie w zieleninie i orzechach, jak ktoś je gotowane to w kaszach i strączkach

      Ja biorę poprawkę, że to jest aktualnie dieta, która świetnie poprawia trawienie i funkcjonowanie organizmu, a co za tym idzie jego zarządzanie tym co mu w formie szamy zapodaję. Potem dodam inne produkty, które załatwią sprawę tych newralgicznych chwilowo składników typu selen czy cynk, jak ktoś jest całkiem na surowo to pewnie stopniowo trochę zwiększy ilosć kalorii albo doda orzechy i siemię i też będzie lepiej. Nie namawiam Cię do lekceważenia cronometra czy wytycznych żywieniowych, one są cenną wskazówką, ale ja od dłuższego czasu widzę, że dla mnie bardziej działa jedzenie wystarczających ilości, bez zbędnego rozkminiania, bo rozkmina niestety ubija taką zwykłą intuicję, że chce mi się banana to jem, a nie zaglądam w tabelę co muszę zjeść na dzisiaj, żeby było w normie

  14. pepsi 26 sierpnia 2013 o 17:50

    ja też już od roku nie zaglądam do cronometra, znudził mnie 🙂

    1. Violina 1 września 2013 o 19:48

      I mi się w końcu znudził 😛

  15. openreach 26 sierpnia 2013 o 18:26

    dzieki dobre czlowieki za rozjasnienie pod kopula…..musze po manewrach zmusic sie do tych orzechow i innych twardych rzeczy ( nie przepadam za nimi )….metabolizm mam faktycznie stojacy bardzo…..moze w koncu ruszy dziad!!….zmykam na silownie teraz….3 razy w tygodniu insanity….nie moge opuscic, bo to tak jak gdyby spragnionemu zasypac zrodelko naocznie 😛

  16. bananaboxesgirl 27 sierpnia 2013 o 00:31

    meld

  17. pepsieliot 27 sierpnia 2013 o 08:13

    meldy przyjęte, zostało 5 dni, odmaszerować

Dodaj komentarz

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się

  • Leczenie dobrą dietą

  • Najnowsze komentarze