logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
online
55 419 751

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • „mieć” versus „być”

    Ello Ludzie,
    A więc jak to jest? „Mieć” czy „być”?
    A może można by tak i „mieć” i „być”?
    Tak byłoby najfajniej, panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek.
    Filozofia świata współczesnego popycha cię każdego dnia w kierunku miej, miej, a po drugiej stronie barykady spirytualiści i nawiedzeni namawiają bądź, bądź. No i ważna grupa ludzi korporacji, współczesnej inteligencji, kwiatu młodzieży i wieku średniego którzy mówią, a cóż złego jest w miej, miej, a potem się pojedzie po bądź, bądź do Tybetu, albo na spotkanie w Watykanie, albo nawet na hathajogę po pracy i masz już pożyteczną równowagę i mam i jestem.
    No powiedz Pepsi, ale tak z ręką na sercu, uważasz, że ten pan kloszard co nic nie posiada, a gołym okiem widać że jest, to szczęśliwsza osoba niż ten pan, co właśnie kupił piłkarską drużynę sportową, a też dosadnie przecież widać, że jest?
    Nie mówię, też o stanie pogodzenia się, czyli formy jakby smutnej rezygnacji, już i tak się nie dorobię, jestem za stary, albo odziedziczyłem biedę, więc pozostanę biedny, lub, żeby mieć trzeba kraść, bo to nie jest żaden świadomy wybór, tylko podróż przez życie w charakterze łupiny orzecha i do tego ta podróż podszyta jest rozgoryczeniem i zazdrością, bardzo destrukcyjnymi uczuciami.
    Jeden golec może być na prawdę szczęśliwy, tylko dlatego, że jest, aby tylko nie było mu zimno, miał coś do zjedzenia i jakiś kąt do spania, bo wiadomo, że nie zaspokojone potrzeby pierwsze są w stanie przesłonić nawet bardzo pogodne usposobienie, a inny będzie skończonym frustratem i na koniec życia będzie myślał, że je zmarnował. Bogacz zaś na koniec życia może chociaż przed sobą się przyzna, bo innym na pewno nie powie, że to wszystko o co zabiegał można o kant dupy rozbić i  też zmarnował życie.

    A tak łatwo jest nie zmarnować swojego życia, do tego w każdym jego momencie jeszcze można się opamiętać i trochę pobyć.
    Dlaczego właściwie nie da się pogodzić postawy mieć i być?
    Z jednej prostej przyczyny, że te zjawiska umieszczone są w innym czasie. „Mieć” zawsze dotyczy przeszłości i przyszłości, zaś „być” to teraźniejszość, jesteś tu i teraz.

    Jeżeli masz coś, to masz to tylko na czas ograniczony. W chwili kiedy zacząłeś posiadać jakiś przedmiot, czas od tego właśnie momentu zaczyna działać destrukcyjnie i sprawia, że w sensie ścisłym twój przedmiot zaczyna się rozkładać.
    Każda teoria ekonomiczna to stwierdza, że od dnia posiadania rzeczy następuje ich dewaloryzacja, czyli możesz mieć coś tylko przez ograniczony czas i zawsze każdego dnia o mniejszej wartości. Jest piękny moment zakupu nowej rzeczy, ale euforia szybko mija i znowu chcesz w przyszłości jej doświadczyć. Oczywiście w przypadku nieruchomości, czy też dzieł sztuki może być trochę inaczej, chociaż  zajmujesz się szacowaniem czy aby nie straciły na wartości, a bańka kredytowa zawsze może pęknąć, tym bardziej kiedy była już wcześniej zaplanowana i rozdmuchana.
    Tak czy inaczej stajesz się ograniczony, a szczęście nie ma ograniczeń.
    Jeżeli zaś postawisz na „jestem”, to właśnie się cały czas spełniasz tu i teraz, czyli cieszysz się obecną sekundą.
    To nie jest oczywiście takie łatwe i trzeba trochę popracować nad sobą, ale to co można zyskać w wyniku postawienia na jestem z niczym nie jest porównywalne.
    Tym bardziej stawianie na „być”, jest utrudnione, że w dzisiejszym świecie tak bardzo zdominowało „mieć”, że nawet zagarnęło przestrzeń od zawsze zarezerwowaną dla „być”.
    Ludzie mają dzieci, mają przyjaciół, męża, czy żonę, pracę i mają schorzenia.

    Gówno prawda, przecież nie można posiadać, ani człowieka ani nawet choroby.
    To wszystko należy do „być”, tu i teraz twoje życie płynie obok drugiego człowieka, którego odrębność i autonomię każdego dnia powinieneś szanować, a choroba też nie jest żadną twoją własnością, tylko przyplątała się do ciebie i trzeba się z nią szybko żegnać, a niekiedy nawet się zgodzić na je towarzystwo podobnie jak z toksycznymi ludźmi, tak lub nie, ale nie starać się ich posiadać.
    Na szczęście nie posiada się diety, ani biegania na własność, po prostu jest się witarianinem i sie biega.
    Żeby jeszcze posiadanie przedmiotów dało się jakoś sensownie ograniczyć, ale nie, okazuje się, że chęć posiadania jest jak grawitacyjna właściwość, bo im więcej ich masz, tym bardziej przyciągają do ich pomnażania.
    Kiedy twój styl życia opiera się na posiadaniu, będzie przybywać rzeczy wokół ciebie, coraz więcej i więcej, właśnie jakby przyciąganie grawitacyjne się zwiększyło, aż do uzależnienia. Będziesz siedział w zaciskającym się krawacie niekończącego się łańcucha uzależnień. Im więcej będziesz miał tym więcej będziesz chciał posiadać i w końcu kupisz sobie piłkarską drużynę sportową i wtedy dopiero zobaczysz na chuj ci to było.

    Każdy nałóg pochodzi od myślenia „mieć” i żaden nałóg nie jest spontaniczny i każdy nałóg zabija dziecinną radość życia.

    Jeżeli postanowisz iść przez życie korzystając tylko z koniecznych rzeczy i nie skupiając się na przedmiocie, będziesz w swoim życiu obserwował wszystko i nie mając nic do szczególnej ochrony, czy też nowych planów nabycia, zaczniesz faworyzować swoją spontaniczność. Będziesz działać bezpośrednio i skupisz się na tym co jest bez żadnych ukrytych podtekstów. Paradoksalnie takie spontaniczne podejście do życia i świata może przełożyć się na poważny sukces w twojej pracy zawodowej.
    Ale jeszcze jest pytanie, czy sukces zawsze mamy rozumieć jako dużo pieniędzy, czyli też drogi do przedmiotów?

    Jeżeli szczęście będziemy chcieli określić jakąś wymierną wartością, jakimś skalarem, to bardzo mylimy się chcąc użyć do tego pustego pojęcia, jakim są pieniądze.
    Możesz doświadczyć wiele szczęścia w życiu, chociaż bardzo umiarkowanego w obfitość pieniędzy.
    Oczywiście żyjąc współcześnie, w tym akurat momencie historycznym i wśród tego akurat społeczeństwa pieniądze wydają się wielką zaletą w twojej egzystencjalnej podróży, ale tak na prawdę sos to tylko mała część faktycznego rogu obfitości, jakie może mieć dla ciebie życie.
    Korzystanie z rogu obfitości życia tak na prawdę nie ma wiele wspólnego z dużą ilością pieniędzy, czy ich gromadzeniem, a faktycznie oznacza po prostu bycie bardziej zaradnym i refleksyjnym, aby jazda przez życie była bardziej przyjemna i nigdy nie wydając więcej pieniędzy lub gromadzić tylko z tego powodu, że możesz.

    Pieniądze mogą się stać konsekwencją otwarcia rogu obfitości w twoim życiu, ale nigdy nie będą ich przyczyną.

    Tradycyjnie udany styl życia równoznaczny jest ze zrobieniem tak zwanej kariery. Jeżeli postawimy na robienie kariery w życiu, to głównie myślimy jak ją utrzymać i nie stracić, chociaż często udajemy, że chodzi nam o samorozwój, a w rzeczywistości chodzi nam o utrzymanie swoich pozycji w radach nadzorczych, chcemy dostać awans, chcemy postawić nasze stopy o jeden szczebelek wyżej na tej szajbniętej drabince niż kolega obok.
    Kiedy nie robisz kariery, przestajesz podsrywać w gatki, że możesz ją utracić, zaczynasz na prawdę dostarczać prawdziwą wartość dla siebie i dla innych, zaczynasz po prostu być. Nie masz nic do stracenia, to się nie boisz, ze stracisz.

    Więc na koniec pytanie do kochanych Ludzi tu zgromadzonych:
    Ile czasu spędzasz na myśleniu o „mieć”, a ile czasu po prostu jesteś?

    totoŚcisk, pe

     

    (Visited 524 times, 1 visits today)

    Powiązane artykuły

    1. Ag. 21 grudnia 2012 o 16:52

      Ja bym chciała być i mieć… oszczędności na czarną godzinę. Nie wyobrażam sobie jednak pracować po 12 h w korpo żeby mieć ładniutki samochód, 20 par butów i torebek. Choć w sumie zauważyłam, że nawet nie mając pociągu do przedmiotów łatwo wpaść w szał korzystania z życia w sposób kulturalny, ale jednak konsumpcyjny. Trzeba pojechać tam, obejrzeć to, zjeść u tej, zabawić u tego, ćwiczyć to i znać siódmy język. A jak nie to frustracja. Kiedyś byłam ogarnięta taką gorączką czegoś, co wydawało mi się spełnianiem się. Aż usiadłam pewnego dnia i zastanowiłam się co robiłam jako dziewczynka, bez internetu, bez tylu znajomych, bez tylu kulturalnych obowiązków i bez funduszy. Okazuje się, że do szczęścia wystarczała książka, spacer z przyjaciółką, pobrzdękanie na gitarze i tym podobne czynności. Slow life i Ania z Zielonego Wzgorza 🙂

      1. pepsi 21 grudnia 2012 o 17:34

        Bezwzględnie się pod tym podpisuję Gumiaczku, Ania z Zielonego Wzgórza, gdzie sa te czasy? Człowiek się niby opamiętuje, a tu nagle znowu pojawia się w jakimś wyścigu znienacka. Kończę z tym 🙂

        1. Ag. 21 grudnia 2012 o 20:11

          Bardzo się cieszę, ale nie jestem Gumiaczkiem 😀 To tylko ja – Ag. czyli Agata U. No ale faktycznie mało konkretny mój nick „Ag.”, tak wpisałam kiedyś do wordpressa i zostało 😉

    2. pepsi 21 grudnia 2012 o 20:20

      Och sorki, ale mam nadzieję, ze nie obraziłaś się za pomyłkę, Gumiaczek to w końcu nic złego 🙂 No dobra to wszystko dlatego, że te znaczki są stale różne i nie przypisane do jednej osoby 🙂 bardzo przepraszam za pomyłkę 🙂

      1. Ag. 21 grudnia 2012 o 20:30

        Spoko, tylko się uśmiałam 😀

        1. pepsi 21 grudnia 2012 o 20:39

          😀

    3. ewa 22 grudnia 2012 o 09:00

      AgU, ładnie to spointowałaś.
      Peps,dzięki za artykuł.
      Idę w tę samą stronę co Wy,więc widzimy podobne….pejzaże:)

    4. pepsi 22 grudnia 2012 o 10:15

      ewa cze, niby to takie oczywiste, a stale przekraczam tę cienką czerwoną linię, no ale zaraz zawracam i tak w kółko Macieju, widać, że daleko mi jeszcze do buddyjskiego mnicha 🙂

    Dodaj komentarz