logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
385 online
50 075 845

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
Nie bądź gruba, jak nie chcesz

grubaGdy jesteśmy bardzo grubi, zwykłe czynności życiowe sprawiają kłopot. Mężowie mają pretensje, dzieci są zażenowane, a my z rana marzymy już tylko o tym, żeby wszyscy upłynnili się do swoich zajęć. Żeby w samotności pożreć brytfankę ciasta z wczoraj. I o tym już.

Ello Ello Grubym, Nafutrowanym, Słoniogom i wszystkim Chudym inaczej.

Ludzie często myślą o jedzeniu. Niektórzy stale. Jesteśmy w tym bardzo podobni do zwierząt.

Pewna gruba dziewczyna patrzy z zazdrością na każdą chudą szczapę. Zazdrości nawet narkomance, palaczce, czyli każdej, która jest chuda. Nie wie jak poradzić sobie z obsesją jedzenia. Gdy jest smutna je, gdy cierpi je, gdy ma niestrawność je, gdy ją coś boli i tak je. Gdy jest radosna je. Je bo zawsze może, a nawet obsesyjnie musi. Pomiędzy gdy je, o jedzeniu myśli. W tyle głowy zawsze jest myśl o jedzeniu. Anorektyczki też to robią, ale one nie kontaktują się z jedzeniem.

Kiedyś w Polsce, czy Europie, nie widziało się osób tak grubych jak w Stanach. Obecnie dogoniliśmy high life i można już spotkać osoby monstrualnie grube. Szczególnie w centrach handlowych, które uplasowały się na peryferiach miast i w okolicach uboższych dzielnic, gdyż tam nowych, tych grubych w amerykańskim stylu jest jakby więcej.

Ale nie tylko oni cierpią z powodu swojej tuszy, bo już ośmiokilogramowa nadwaga potrafi odebrać radość i zniechęcać. A taką nadwagę można sobie zafundować w bardzo krótkim czasie. Dajmy na to, podczas jednych wakacji we Francji.

Gdy jesteśmy bardzo grubi, zwykłe czynności życiowe sprawiają kłopot. Mężowie mają pretensje, dzieci są zażenowane, a my z rana marzymy już tylko o tym, żeby wszyscy upłynnili się do swoich zajęć. Żeby w samotności pożreć brytfankę ciasta z wczoraj.

Inne mniej grube osoby liczą na to, że nigdy nie zrobią się aż tak grube. Jednak i tak są przyduszone strachem. Jeszcze inne wszystko co kompulsywnie zjedzą, wyrzygują.

Zwyczajnie grubym można zostać od wszystkiego, ale już monstrualnie grubym, najczęściej od szybkiego żarcia. Czyli fast foodów.

Gdy jesz organiczny chleb żytni na zakwasie, to nawet jak się obeżresz, to i tak dostarczyłeś kawał dobrego sfermentowanego pożywienia. Raczej bez glutenu. Przynajmniej jelita będą odżywione w odpowiednie probiotyki.

Jedząc wielkie ilości, nie jest to znowu takie łatwe, bo nie wchodzi tak klarownie jak biała buła, a więc dużo takiego ciemnego chleba jedząc, ostatecznie nie będziesz monstrualnie gruby, a zostaniesz co najwyżej zwykłym nieistotnym w big rozgrywkach spaślakiem. Tylko łatwe żarcie marsów, hamburgerów, frytek, koli i innych plastików jest w stanie w krótkim czasie przeobrazić życie w koszmar.

Jak do tego w ogóle doszło, że zasmakowało Ci takie żarcie?

To nie są żadne wyrafinowane smaki naturalnych składników, ani subtelności odpowiednio dobranych przypraw. Czyli jakaż to radość dla Twojego podniebienia, że ci autentycznie smakuje grubiańskość? Nie mylić z naiwnością. To jest tylko wulgarny zlepek soli, a raczej glutaminianu sodu, cukru i transów cieknących po brodzie.

W którym momencie uznałeś to za jedzenie, a nawet przysmak?

Ostatnio rozmawialiśmy tutaj o guście, w sensie, że o guście się nie dyskutuje. Nie zgadzałam się z takim podejściem, bo cierpię z powodu brzydoty. To zły gust skłania ludzi do używania randapu w swoich ogródkach. Myślą, że trawnik bez chwastów zrobiony w dwa miesiące, a nie metodą wieloletniej pielęgnacji angielskiej murawy jest w świetnym i pięknym stylu.

To zły gust skłania ludzi do wdychania dymu z gryla. Ludziom nie imponuje natura. Surowość naoliwionej deski podłogowej mają gdzieś. Wolą podłogę z syntetyku, bo mop dobrze po niej jeździ i jest ich zdaniem jednolicie ładniejsza.

Ale ja się na to nie zgadzam, tak samo, jak nie zgadzam się na to, żeby psuć ludziom gust, tylko dlatego, że są na przykład biedni. Moim zdaniem są tylko ciemni. Złożyło się pechowo, że dziedziczenie biedy, to fatalny skutek, również kryzysu gospodarczego, ale na szczęście dziedziczenie ciemnoty łatwiej można odwrócić.

Dziecko pije mleko matki. Ten pierwotny pokarm ssaka bardzo dziecku smakuje. Mleko jest naturalne, nie przyprawione, nie dosładzane, w idealnej harmonii ing z yang. Jednak już wkrótce otępiała od fastfoodu matka poda swojemu dziecku cukier rafinowany. A niezadługo zaprowadzi w nagrodę dziecko do fastfudziarni.

I wtedy się to zacznie, czyli wulgaryzacja gustu.

Spłaszczanie oskomy i niuansów kubków smakowych. Dziecku może przestać smakować nawet klasyczny polski domowy obiad, który z dwojga złego zwykle jest o niebo lepszy od fastfudu.

Niektóre dzieci, jak Janko Muzykant, czy Antek urodzą się jednak jako smakosze. Bez względu na rodzinę, która je wyprodukuje. Takie dzieci, już wkrótce zaczną poszukiwać innych smaków. Nie prostackich.

Może nawet staną się specjalistami w dziedzinie apetytów, tak jak mój kolega Ludomir, który od dziecka nie mógł znieść za ordynarną nikczemność, pokarmów podawanych mu przez matkę i babkę. Miał pecha urodzić się bowiem w Nowej Hucie smakoszem.

W wieku lat siedmiu sam zaczął przyrządzać sobie posiłki. Gdy jadłam jego bliny gryczane z kawiorem, którymi poczęstował mnie na południu Francji, gdzie obecnie mieszka i pisze grube książki o jedzeniu, zrozumiałam, że weganizm z pewnością coś mi odbiera. Orgazm.

A więc, te samorodki kulinarne już od pacholęctwa zachwycą się jabłkiem, winogronem, czy nawet smakiem zwykłego gotowanego ziemniaka. I przedłożą te smaki ponad tępą słodycz batonika marsa, czy skrzydełek z glutaminianem sodu w panierce z azbestu. Ale takich ludzi, jest dosłownie garstka. Reszta będzie kontynuowała trendy, które zostały im wpojone od kołyski.

Mała kobietka marzy o niedzieli z rodzicami w Macdonaldzie, a następnie monstrualna kobietka może liczyć tylko na kopulację z osobą przeglądającą strony w kształcie seks niszowy, z grubą, albo z karłem. Ale ona nie chce zboków. Nie marzy o zjebku.

Chce szczerej miłości, romantycznego randewu z kimś jej zdaniem normalnym. Ale i tak cała masa kobiet nie ma co liczyć nawet na niszowy coitus, bo one są tylko trochę grube. A już, ci ze standardowymi preferencjami partnerzy są rozczarowani.

Schudnąć jest trudno.

Z wielu powodów. Jednym z nich jest właśnie zły gust do żarcia. Zszargane preferencje smakowe.

Drugim powodem, jest brak umiejętności porozumienia się ze sobą samym.

Ludzie zachowują się jakby siebie nie znali. Jakby poznali się właśnie wczoraj. Zakazują sobie różnych rzeczy, chociaż nigdy wcześniej nie byli w stanie tych restrykcji przestrzegać. Stale powielają te same schematy zachowań oczekując innych efektów. Tymczasem jak są inne skutki, to zwykle w kierunku gorsze, nie chciane, nie te pożądane, zgoła badziewne.

Pogadaj kobieto ze sobą i powiedz sobie jasno. Żebym mogła dobrze egzystować, ćwiczyć, ruszać się, być sprawną, muszę mieć kontakt ze swoim kośćcem. Tłuszcz osadza się byle jak na człowieku. Rzadko kiedy tłuszcz rozłoży się równomiernie.

Tłuszcz oblepi Cię jak cham intruz byle gdzie. Odbierze ci radość kąpieli o poranku. Odbierze ci radość jedzenia. Odbierze ci radość kontaktu na golasa z drugim człowiekiem.

Ale musisz powiedzieć sobie prawdę jasno, również to, że jesteś cienka w silną wolę, jak pęcina folbluta. Że wielokrotnie próbowałaś i jednak się nie udało. Że najfajniejsze słowo – jutro, nie zadziałało na dłuższą metę.

Dlaczego tak demonizuję nadwagę?

Z wielu powodów, ale jeden moment szczególnie utkwił mi w pamięci. Bowiem bardzo demoniczną w radość chwilę w życiu przeżyłam, gdy chuda jak szczapa weszłam o poranku do jeziora Kryspinów. Wcześniej prawie zawsze miałam pewną nadtłustość. Gdy zaczęłam płynąć przed siebie, zwinna, naturalna i miałam na sobie, nie uwierzycie, kostium dwuczęściowy z dołem coś quasi stringi, zrozumiałam, że moją drugą naturą jest zrozumiały, gdyż widoczny kościec.

Sprawne, silne mięśnie i ilość tłuszczu jak u trzynastolatka płci męskiej. Wiem, że to jest nieumiarkowanie w opiniach, ale taka właśnie jestem. Nastawiona na sprawność.

Wracając. Jeżeli znasz siebie, to będziesz wiedzieć, że to co chcesz sobie zrobić jutro, po prostu ci się nie uda. Wytrzymasz może przez pewien czas, ale potem odpuścisz. Bo mąż lubi tłuszczyk, albo nie lubi, a ty nie lubisz presji. Łodewer.

Tak naprawdę jest tylko jedna droga, żeby jeść ciasteczko i mieć ciasteczko. Mianowicie przejście na mój autorski program –  jem i … chudnę

Jedz rzadko, ale za to będziesz mogła jeść dużo, rób codzienne posty, są o wiele łatwiejsze niż jedzenie małych porcji. Wiem co mówię.

I doprowadź swoje ciało do tego, żebyś dobrze czuła się w przymierzalni kupując dżinsy. Potem idź na trening i doświadcz tego, jak twój gumofilc nagle stanie się dla twojego sagana przyjazny. Jak zacznie współpracować.

Zrób to.

A dopiero ewentualnie wtedy podejmij decyzję, że to przereklamowane. Ale wcześniej zrób to. Jestem na programie jem i … chudnę od dawna. Zdarzają mi się gorsze okresy, ale zawsze mój kościec, powleczony mięśniem jest wizualnym priorytetem.

I jeszcze jedno, gdy kogoś urodzisz, stań na głowie, żeby nie zepsuć mu jego wyrafinowanego gustu do prostoty, subtelności i niuansów całkiem naturalnego, lub mało zniszczonego termicznie pożywienia.

Serdeczności
Peps

(Visited 9 892 times, 1 visits today)

Powiązane artykuły

  1. Kasia 3 czerwca 2014 o 16:26

    o, a ja właśnie przedwczoraj się ważyłam, 15kg mniej 🙂 pomimo niedoczynności tarczycy i hashimoto! zaaajebiste uczucie 🙂
    wygrzebałam z szafy spodnie, które nosiłam x lat temu, jeszcze na studiach. i pasują 😛

  2. pepsieliot 3 czerwca 2014 o 16:30

    Kasiu gratulacje, bo widzę, że się cieszysz 🙂

    1. Kasia 3 czerwca 2014 o 16:42

      bezczelnie się chwalę, ale w temacie 😉

  3. ania 3 czerwca 2014 o 17:10

    Wszędzie temat otyłości a ja cały czas się zastanawiam czy są jakieś sposoby na spowolnienie szybkiej przemiany materii? Czy da się wygrać z tendencją do nie tycia czy jak już tak mamy od zawsze to jesteśmy na to skazani?

    1. pepsieliot 3 czerwca 2014 o 18:42

      aniu zapisz się na siłownię i więcej jedz węglowodanów i Twój problem zniknie. 🙂

      1. ania 4 czerwca 2014 o 01:11

        Węglowodany nie radzą sobie u mnie ale nad tą siłownią ostatnio faktycznie się zastanawiam;)

  4. agataq 3 czerwca 2014 o 17:59

    Wyrzucenie śmieci z menu, tak na stałe, zajęło mi z 7 mcy. Ale się udało. Gorzej, bo wchodzę do marketu i nie czuję zapachu chleba a perfidnie wypsikany realowski „Dezodorant o zapachu świeżego bochenka”, w pracy leją „mleko” do kawy a mnie cofa od specyficznego smrodku… Nie chodzi tu o zaprogramowaną niechęć do żarcia, ale zmysł smaku czy węchu tak mi się wyostrzył, że zapachy powodujące ślinotok u wszystkich w koło potrafią mnie zmulić. Tak samo zresztą w drogerii. Czasem chyba bardziej męczy mnie ekspozycja na zapachy niż wcześniej „niezdrowe” odżywianie 😀 Ma ktoś tak?

    1. pepsieliot 3 czerwca 2014 o 18:44

      ja mam odwrotnie 🙂 najchętniej nie wyjeżdżałabym ze stacji benzynowej, a zapach gorącego chleba czy obwarzanków, nawet tego z polepszaczami i chemią sprawia, że bym zjadła wszystko. Ale nie jem

      1. Anka 3 czerwca 2014 o 22:04

        Kurcze ja mam tak samo, pieczywo w lidlu i 3/4 orgazmu, opary benzyny jak Chanel…..I zapach, który unosi się u szewca…..o jak lubię…..Dlaczego nie zostałam szewcem ? 😉

        1. pepsieliot 4 czerwca 2014 o 09:32

          Oooo szewc , zapomniałam o tym zajebistym zapachu, też wielbię

      2. ania 4 czerwca 2014 o 01:14

        matko jak ja kocham zapach benzyny 😀

        1. Łysica 4 czerwca 2014 o 11:02

          Benzynonarkomanki⛽️

    2. Panna Pikotka 15 lipca 2014 o 00:26

      agataq, tak, też tak mam, zaczęło się dawno temu jak mięso przestałam jeść – kurczaki z rożna które doprowadzają innych do ślinotoku mi śmierdziały krematorium, mleko krowie uchate cuchnie, to fakt, świeże wypieki cukiernicze mnie mulą na miejscu, bo jadą jakąś waniliną obrzydliwą, co się wszystkim strutym podoba… Reasumując, coraz więcej rzeczy mi śmierdzi jak odstawiam kolejne produkty skażone cywilizacją. Taki lajf.

      1. pepsieliot 15 lipca 2014 o 07:17

        Panno Pikotko znam to, tylko ciepłe pieczywo ciągle mi pachnie 🙂

  5. pepsieliot 3 czerwca 2014 o 18:45

    Pastę do butów miałabym ochotę wyjadać łyżeczką, nie żartuję 🙂

    1. ewa ta co zawsze 5 czerwca 2014 o 00:52

      Też kocham terpentynę aż żal ściska że na katar już nikt grzbietu nie naciera terpentyną. Uwielbiam pastować buty, ale po benzynie tylko rzygam.

  6. justa 3 czerwca 2014 o 20:05

    Pepsi, a żeby przytyć konieczna jest siłka? Nie masz może jakiś mega ćwiczeń (kalistenicznych) na rozrost tkanki mięśniowej?

    1. pepsieliot 3 czerwca 2014 o 21:56

      Nie końiecznie paczka, można ćwiczyć gdziekolwiek

      1. Łysica 4 czerwca 2014 o 11:50

        justa
        „Skazany na trening”, w tej książce masz krok po kroku objaśnione ćwiczenia z rodzaju kalisteniki, zwykłe pompki, przysiady itp.itd.
        Niby to śmieszna ćwiczenia ale są najlepsze i potrzeba Ci do tego karnetu do siłowni i jej również.Od tych ćwiczeń też rosną mięśnie

        1. Łysica 4 czerwca 2014 o 11:55

          Możesz zajrzeć tutaj
          http://kalistenikapolska.pl/portal/
          Oni wiedzą chyba wszystko o kalistenice

        2. justa 4 czerwca 2014 o 12:32

          Dzięki :* właśnie wczoraj zamówiłam 2 części hehe 😀 Więc otrzymałam chyba sygnał od wszechświata, że dobrą ścieżkę obrałam 🙂 Na portalu kalisteniki siedzę od jakiegoś czasu, ćwiczę regularnie, jednak mam wrażenie, że po np. przysiadach mój tyłeczek maleje zamiast rosnąć 😀

          1. justa 4 czerwca 2014 o 12:38

            edit: ale wzięłam się teraz ostro i wszystko co zjem wprowadzam do cronometru. Ustawiłam sobie, że chcę przytyć o,5kg tygodniowo. Wprowadzam tam też wszelkie formy mojej aktywności, także zobaczymy po x czasie co z tego wyjdzie 🙂

        3. pepsieliot 4 czerwca 2014 o 13:08

          Justa „skazanego na trening” obecnie odradzam, wejdź na mój ostatni wpis o treningu kapsi, tam masz wszystkie pozycje i nagraną mp3 z moimi komendami do ćwiczeń.Rób ćiwczenia powoli, mniej aerodynamicznie, a bardziej statycznie, mają Cię piec mięśnie i będziesz śliczna

          1. Łysica 4 czerwca 2014 o 17:20

            Dlaczego „obecnie” odradzasz?
            Z dynamiką to można się zgodzić, żeby nie wykorzystywać siły rozpędu, tylko siłę własnych mięśni.
            Justa,
            sprzeczne komentarze, więc polecam ćwicz w taki sposób który Tobie osobiście będzie odpowiadał

          2. pepsieliot 4 czerwca 2014 o 17:29

            Sporo jest mądrych rzeczy w tej książce z którymi się zgadzam, aczkolwiek zostały podkręcone, ale sam trening od pompek przy ścianie, jest dobry może przy dwudziestoletniej odsiadce, ale normalny człowiek musi mieć większe/szybsze postępy. Niektóre ćiwczenia, które zaleca trener są wręcz nie do zalecania. Po drugie on jest zmyślony. Nigdy taki kolo nie istniał. Trener, to jest twór czysto marketingowy. I tak dalej i tak dalej.

  7. Monika 3 czerwca 2014 o 21:26

    Ja też z tych chcących przytyć :] Na siłkę nie ma szans, na zadupiu mieszkam, więc te ćwiczenia też by mnie interesowały. I w zasadzie sorry bo tak mało w temacie, ale wszędzie można znaleźć porady jak schudnąć a w druga strone to już kiepsko. Pewnie większość osób powie, że chciałoby mieć takie problemy, ale wierzcie mi nie jest miło usłyszec pod swoim adresem „anorektyczka” :/
    Dzięki Pepsi za tego bloga, czytam go z przyjemnością i „bananem” na twarzy 🙂

    1. ann 3 czerwca 2014 o 22:07

      A pijesz szejki-banany+suszone daktyle? mega bomba kaloryczna 🙂

      1. Monika 4 czerwca 2014 o 09:03

        Od kilku miesięcy regularnie piję zielone smoothie z bananami, od początku tego tygodnia zaczęłam je wzbogacać w płatki i własnie daktyle, no i staram sie więcej jeść. Zobaczymy czy będzie efekt 🙂

    2. ania 4 czerwca 2014 o 01:19

      Mam ten sam problem, żadne szejki itp nie pomagają i tylko wiecznie słyszę doprowadzające mnie do wściekłości zdanie” Ty jesteś coraz chudsza” a od lat ważę tyle samo…yh 😉

      1. ania 4 czerwca 2014 o 01:20

        Ps. Kiedyś miałam nadzieje, że może mam robaki i to przez to nie tyję ale cholera jestem zdrowa ;P

      2. Monika 4 czerwca 2014 o 09:24

        mam ZUPEŁNIE tak samo 🙂 A na robale się nie badałam, słyszałam tylko że badania są dość mało miarodajne i trzeba kilka razy się badać.

        1. ania 4 czerwca 2014 o 17:14

          dobrze też te vegatesty itp zrobić by mieć pewność 🙂

  8. Gabi Orchita 3 czerwca 2014 o 22:50

    Wielka szkoda jest to ile mamusiek (I nie tylko) jest nieuswiadomionych w temacie odzywiania, z drugiej strony kto szuka ten znajdzie odpowiedz! :))

  9. siymia 4 czerwca 2014 o 07:18

    Mamma mia, co za wpis! Nagroda dziennikarska Ci się za to należy! Mimo tego, że trenuję kolarstwo (amatorsko, żaden ze mnie wyczynowiec) to zaniedbaną mam górną część ciała, słabe ręce i mięśnie korpusu, co obfituje obwislym brzuchem. I co? I nie mogę się nijak zachęcić do ćwiczeń, bo zwyczajnie mi się nie chce :/ Chyba muszę zrobić komputer na żetony 😉

    1. pepsieliot 4 czerwca 2014 o 09:35

      siymia spoko, już sporo robisz, przyjdzie i czas na kangurki, albo pompki 🙂

  10. Ola 4 czerwca 2014 o 11:36

    Jak fajnie przeczytać wpis w którym KTOŚ wyraził twoje myśli.I to lepiej,niż gdybyś sama to zrobiła. Pepsi zaczęłam od wczoraj,dieta ułożona przez dietetyczkę,bo wyniki fatalne.Ale pamiętam ten cudny stan,kiedy nie musiałam wciągać brzucha i każdy strój kąpielowy na mnie pasował.Kurde,no muszę,muszę,muszę!!!

    1. pepsieliot 4 czerwca 2014 o 13:05

      Ola trzymam kciuki, uda się !!!!

  11. Łysica 4 czerwca 2014 o 11:58

    P.S.
    Emotikony już się wklejają, ale nie wszystkie, nie szkodzi, dzięki Peps że odczarowałaś bloga

  12. Jaspis 4 czerwca 2014 o 14:51

    A czy będzie wpis o aktualnej diecie i planie ćwiczeń kalistenicznych Pana G. ?
    Oczywiście ze zdjęciami 🙂

    1. pepsieliot 4 czerwca 2014 o 17:21

      Jaspisie będzie 🙂 wkrótce, dobrze że mi przypomniałeś

  13. oj joj 12 marca 2015 o 11:23

    FANTASTYCZNY TEKST!!!!!! jeszcze bym dodała wieczne pretensje i żal do wszystkskiego to otacza osoby z nadwagą, oczywiście nie wszystkstakie osoby tak maja ale spora część ma takie tendencje

    1. pepsieliot 12 marca 2015 o 13:24

      oj joj kisssyyy

  14. Martuszyca 16 lipca 2015 o 19:42

    Witam cieplutko 🙂 z ogromnym zaciekawieniem czytam Pani blog :)) jest to zupełnie odmienne spojrzenie na dietę od tego, które znam dotychczas. Teraz czytam tylko o low- lub no-carb i high fat. A tu jest kompletnie odwrotnie! Przyznam, że mam teraz mętlik w glowinie, bo to na Dukanie schudłam 30 kg, a na low carb kolejne 15. Jednakże gdy zaczęłam ćwiczyć, a teraz jadę z crossfit i bieganiem, to coś się u mnie wyczerpało. Jestem jak niedoladowana bateria, często po prostu padam, zwłaszcza fizycznie. Na początku trzaskałam pompki bez problemu, teraz czuję, że w ramionach nie ma siły. Szukałam szukałam i natrafiłam na tego bloga. Dieta 811 mnie przeraża, zwłaszcza koszty oraz praktycznie codzienne zakupy na targach owocowo-warzywnych. Gdybym jednak odrzuciła mięso na rzecz owoców to koszty mogłyby być nawet mniejsze. Właściwie zakupy byłyby dość jednorodne. Pytanie: czy na tej diecie są dozwolone jajka? I czy w jakiś sposób pomaga Pani początkującej osobie? Pozdrawiam!!!

    1. pepsieliot 16 lipca 2015 o 21:04

      Martuszyco hej, jestem Pepsi, wyszukaj witarianizm FAQ, krok puierwszy i dalsze, etc jest wszystko dla nowicjuszy

  15. Martuszyca 17 lipca 2015 o 00:23

    Dziękuję!!

  16. dead 12 lutego 2016 o 22:22

    Zajefajny post, uwielbiam go! 😀 I prawdziwy, zgadzam się w 100% – kontakt ze swoim koścem, 0 fastfodów i innego syfu potrafi człowiekowi poprawić jakość życia 😀

  17. Michał 3 lutego 2017 o 14:39

    Możesz polecić jakąś dietę na przytycie? Mam 176cm wzrostu a ważę 64kg, przy tej wadzę nadaję się na skocznie ale tylko na jeden skok 🙂
    Chciałbym trochę nabrać wagi, poćwiczyć i jakoś wyglądać. Nie chodzi mi o napakowanie tylko normalna waga do wzrostu. Staram się unikać przetwarzanych, myślę że prawidłowo?

Dodaj komentarz

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się