logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
439 online
55 268 026

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • Nie jem kiełków, chyba

    Nie jem kiełków, chyba

    Jak zarabiać w Internecie? Jak zarobić na blogu?

    Jak zarabiać w Internecie? Jak zarobić na blogu?

    Hejka Poszukiwaczom swojego miejsca

    Miejsce na ziemi

    Gdy patrzę wstecz, to widzę, że przez cały czas szukam optymalnych rozwiązań, czyli tego co najlepsze, najzdrowsze i co tu dużo mówić najprostsze. Możni muszą wykonać tę pracę sami, bowiem można zadecydować w imieniu niepełnoletniego dziecka, ale dorosłe osoby same muszą dojść do tego, którą drogą chcą pomykać w przyszłość.

    Bezwzględnie mieszkać na wsi musisz?

    Miasto, cały ten zgiełk, rumor, ruch, clubbing, piękne stroje, szpan, blichtr i glamour, nieustające zaglądanie do coffee shopa, bardzo płaski samochód z bardzo, bardzo niskim zawieszeniem.

    Odnajdujesz się tutaj?

    Nie ma co uderzać w górnolotne tony rosyjskiej kochanki, ale wielu Możnych powie egzaltowanie: – Nienawidzę miasta. Nie ma w mieście nic co by usprawiedliwiało moje życie tam.

    Na wsi raczej nie ma fitness clubów, chociaż ostatnio fitness kluby są wszędzie. Ale nawet jakby, to bieganie po lesie, czy nawet wokół domu, jakiś bal drzewa do ćwiczeń. Nie trzeba czynić żadnych przygotowań do wyjścia na siłkę, bo jest wszędzie tam gdzie jesteś Ty. Gorzej z jedzeniem, musisz po ekologiczny surowy prowiant udać się do dużego miasta. Chyba, że sam sobie wyhodujesz.

    Czy na pewno jesteś człowiekiem wsi?

    A może dodatkowo jesteś człowiekiem odludzia, natury, innej ciszy, surowości i niewygód nawet? Nawet.

    Lubisz zimny, ba nawet lodowaty prysznic. Lubisz palić w piecu czy kominku, wąchać naturę.
    Nawet zapach kompostownika lubisz, orzechowy, jakiś tęsknie ziemisty, smętnie nostalgiczny. Jak jesień.

    Pokarm, czyli szama

    To chyba najtrudniejsza decyzja. Co jeść, żeby nie umrzeć wkrótce, albo nie siedzieć u alopaty na krzesełku, w korytarzyku razem z innymi ludźmi wypełnionymi po brzegi statynami, sterydami, ibuprofenem, aspiryną i syntetycznymi hormonami na tarczycę niemrawą, albo za szybką, przez wiele lat, imitując życie?

    Że chleb, ten nasz powszedni, wzruszający, skórkochrupliwy, przypieczony nasz brat, pachnąca, bielutka nasza siostra, od dzieciństwa i od babci pajdą z serca, że niby bez niego? Na zawsze?

    A mleko? A pieczyste?

    Witarianizm, a raczej 811

    Gdzieś tam się obiło o uszyska. Ale to pewnie jacyś wariaci. To jacyś psychole. Zaraz będą płakać nad marchewką, że życie traci. I będę musiał jeść tylko spady. Wszystko Ci się pomyliło.
    Powierzchowność. Nie wnikaj za bardzo. Odrzuć a priori, bez poznania. To na pewno coś głupiego. Strata czasu. Jakby tam było coś wartościowego, to byś już o tym gdzieś słyszał. I inne banały.

    Ale tak nie jest. Idziemy przez życie ślepi i głusi. Jesteśmy przemądrzali. Wiemy lepiej. I wierzymy w to co przeczytaliśmy wcześniej. Tymczasem trzeba weryfikować.

    Tym bardziej dziwić się można Victorii Boutenko, że 17 lat zajęła jej sprawa weryfikacji ogromnej ilości tłuszczu w witariańskiej diecie.

    No właśnie witarianizm

    Daje szansę na zdrowie, jest logiczny, to dlaczego nie spróbować?

    Ciągoty do codziennego folgowania sobie

    Nie róbmy żadnych postanowień noworocznych. Nigdy. Gdy coś nas uwiera, przeszkadza nam, to zerwijmy z tym już.

    Już

    Akuratny cytat z Rodziny Adamsów: – Będę miała dziecko. Kiedy? Teraz.

    Rzuć nabiał i gluten 9 sierpnia 2015 o 16.04. Zróbmy dla siebie wszystko w co wierzymy – już. W tym momencie wywal faję, nawet bez ostatniego sztachnięcia. Dzisiaj zacznij biegać. Teraz. Przerwij czytanie tego posta i wyjdź przed dom i zacznij swój trucht. Skończysz czytać później. Gdy spadniesz z równoważni masz się zaraz  pozbierać i hop z powrotem. Krok do tyłu nie ma żadnego znaczenia w kontekście drogi, którą zmierzasz. O ile tylko wiesz dokąd idziesz.

    Gdy wybitnie Ci się niczego nie chce, czujesz brak woli, jesteś zdołowany byle czym, i masz wrażenie, że życie jest przereklamowane pomyśl o uczestnikach triatlonu Ironman Triathlon (przypominam  3,86 km płyniesz, 180,25 km  jedziesz na rowerze, a potem biegniesz maraton 42,2 km, wszystko w nieprzekraczalnym czasie 17-tu godzin). To są zwykli ludzie. Ty też możesz, tylko jeszcze  wcześniej musisz się ubrać i iść pobiegać 5 km. Czasami założysz, że będziesz biegać 5 km, a biegniesz 10, bo myśli bez myśli poniosą Twoje gitary. A może pomarzysz sobie że jesteś uczestnikiem ajronmena właśnie.

    Po pewnym czasie Twój organizm przestanie domagać się. Chleb przestanie kusić, pączki, smażone potrawy. Gotowany na parze brokuł stanie się cymesem. Tak to działa, bo surowa dieta 811 i bieganie dla wielu uchyli drzwi do innej jakości życia. Trochę brzmi to egzaltowanie, ale kij z tym.

    Kasa zdrowych

    Gdy Twoje ciało zacznie przynosić spokój i równowagę nadejdzie najlepszy czas na podreperowanie, albo wywindowanie własnego budżetu/biznesu. Najlepiej robić to  równocześnie.

    Zdrowie

    Nie wolno patrzyć na swoje ciało, jak na mechanizm samochodu, który musi się kiedyś zepsuć, a wtedy będzie trzeba oddać go w ręce mechanika. Nasze ciała z pewnością kiedyś zaczną szwankować, poszczególne elementy ulegną zepsuciu, ale nasze ciała w odróżnieniu od samochodów potrafią się samo naprawiać. Nie będziemy musieli korzystać z pomocy alopaty pod warunkiem, że nie dopuścimy do przewlekłych stanów zapalnych, które zawsze doprowadzą w końcu do najgroźniejszych chorób. W tym autoimmunologicznych i raków. Poziom białka CRP jest nadrzędną wielkością, którą musimy kontrolować, no i jeść pokarm wspierający ciało do samoleczenia.

    Gdy jesteś zdrowy

    Nie musisz robić lewatyw, nie musisz żyć jakbyś był na terapii, po prostu jedz w przewadze surowy pokarm roślinny, mało tłuszczu, mało sodu, dużo potasu. Uzupełniaj dietę odpowiednimi suplementami. Gdy jesteś dobrze odżywiony nie zapadasz na infekcje. A nawet jakby, organizm bardzo szybko (niekiedy w 1 dzień) je zwalcza. Gdyby Twój cholesterol był zbyt niski, wprowadź tłuste ryby, najlepiej dzikie.  Do każdej porcji ryby zjadaj tabletkę chlorelli. Biegaj jak możesz.

    Gdy zachorujesz

    Wybierz dobrą terapię, naturalną, która do Ciebie przemawia, której się nie boisz i działaj.

    Taka L-kanawanina zawarta w kiełkach, zwykle ludziom zdrowym nie zaszkodzi, jednak:

    (patrz 144 strona „Terapia doktora Gersona” Ch. Gerson i B. Bishop).

    „Dwie z chętnie hodowanych w domach roślin – kiełki i trawa pszeniczna – które stały się modne w ciągu odtatnich 20 lat i uważane sa za zdrowe i pożywne, nie mogą być spożywane w czasie kuracji Gersona. Nasze doświadczenie pokazuje, że spożywanie ich ma niestety szkodliwe skutki uboczne.
    Podawaliśmy kiełki dwóm z pacjentów w naszej klinice zamiast zwyczajowej sałatki do obiadu i kolacji. W krótkim czasie pojawiły się u nich nawroty symptomów choroby (toczeń i rak szyjki macicy), chociaż od wielu miesięcy byli od nich wolni. Organizm innego z pacjentów cierpiącego na toczeń, który dostawał kiełki wymieszane w sałatkach, przestał odpowiadać na terapię i nastąpiło zaostrzenie objawów.
    Niedługo potem naukowcy odkryli (tu Gerson podaje link do art. w Science), że kiełki zawierają nierozwinięte białko L-kanawaninę, która osłabia układ immunologiczny. Natychmiast zabroniliśmy dodawania kiełków do diety Gersona, a wcześniejsze problemy ustąpiły . Wszyscy pacjenci otrzymali zalecenie, żeby wyeliminować kiełki ze swojej diety.”

    Prostota

    Jedz jak najmniej przetworzone jedzenie
    Nie nienawidź

    Biegaj jak możesz

    Jak Ci źle. Jak masz rozterki. Jak masz przygnębienie. Jak łapiesz ziemne wgłębienie. Nawet głębokie. Jak jest Ci nawet bardzo, bardzo smutno i to z konkretnego powodu. Idź się zmęcz. Idź się wykończ fizycznie. Ale tak maksymalnie. Wyjdź wczesnym rankiem z małą łopatką. I zacznij kopać w ogrodzie. Miejsce w miejsce, kawał ziemi wykopany. Potem schyl się wytrzepuj chwasty, chwasty na taczki i następny sztych. Bez żadnej przerwy wiele godzin. Tylko czysta woda do picia. Prawie cały dzień w słońcu kop. Sikaj jasnym moczem, gdy będziesz odwoził taczki z chwastami. Kilkadziesiąt tur. Przekop miejsce w miejsce 500 m2. Z nikim nie zamieniaj ani słowa. Twoje myśli zaczną błądzić. Przestaniesz czuć zmęczenie. Oderwiesz się zupełnie od zmęczonego ciała. Potem idź do leżanki. Padnij na łóżko tak jak stoisz. Wszystkie okna w domu otwarte. Niech teraz nadejdzie oczyszczająca burza stulecia. Niech przewraca donice. Coś tam grubego niech połamie w pobliżu. Niech łomoczą okiennice. A Ty tylko leż i niczego nie usłyszysz. Następnie wstaniesz jako inny człowiek. Tak działa wysiłek fizyczny i wieś.

    To samo poczujesz po wyczerpującym, bardzo długim biegu.  Szczęście. Bieganie leczy ludzi z nerwic, smutku i beznadziei.

    Truję truizmami truipowszechnymi,  wybaczcie sloganiszcza

    Na stronie mojej kumpeli, trenerka gimnastyki akrobatycznej, przeczytałam wpis od jakiejś jej bardzo młodej znajomej, gimnastyczki właśnie. I gimnastyczka młoda pisze: bardzo, bardzo panią przepraszam, ale mój brat wysłał w moim imieniu do wszystkich moich znajomych: lovciam cię

     Tak, że lovciam
    Więc lovciam
    peps


    Blog pepsieliot.com, nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.

    Rzuć też może gałką na to:

    Dobre suplementy znajdziesz w naszym Wellness Sklep


    Disclaimer:
    Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, i niekoniecznie wyraża zdanie założycielki bloga, tym bardziej nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.


     

    (Visited 5 007 times, 3 visits today)

    Powiązane artykuły

    1. Jantar 28 lutego 2012 o 14:29

      Cudowny wpis!Wlasnie dzisiaj takiego potrzebowalam.Moglabym czytac w nieskonczonosc.Lovkam z calego serca.

    2. pepsieliot 28 lutego 2012 o 14:31

      Jantarku lovkam Cię też ofkorsik

    3. Zosia 28 lutego 2012 o 15:11

      masz cudowną trawę. Taką z koniczyną, nie przystrzyżoną a la trawnik angielski. Nie mylę się?

    4. pepsieliot 28 lutego 2012 o 15:24

      Zosia, dokładnie taką, i bez miligrama chemii, zające się zlatują do mnie i oczom nie wierzą, u sąsiadów zaś ich nie ma. Nie wiem czy się cieszyć wszak? Są bobki 🙂

      1. Lola 9 sierpnia 2015 o 12:32

        Może zawierają B12?

        1. pepsieliot 9 sierpnia 2015 o 12:34

          no tak B12 jest mnóstwo dzięki zającowi

    5. Ma 28 lutego 2012 o 15:28

      pięknie sobie tam mieszkacie, oh! PIęknie!

    6. Zosia 28 lutego 2012 o 15:29

      ciesz się :)) ja bym się cieszyła ;)) nie to, że Korek miałby za czym ganiać ;))

    7. pepsieliot 28 lutego 2012 o 16:37

      Ma I Zo, ja marzę o zupełnej dziczy, to jest tylko namiastka, na chwilę, na przystanek 🙂

      1. krystyna 28 lutego 2012 o 18:32

        „czas szukałam jakichś optymalnych rozwiązań, szukałam tego co może być dla mnie najlepsze, najzdrowsze i co tu dużo mówić najprostsze’

        To mi się u Ciebie bardzo podoba!
        Ja też staram się w ten sposób szukać.

        Też kocham naturę, nawet odludzia, ale na codzień mieszkać wolę w miescie, tylko dlatego, że dla mnie jest to łatwiejsze pod wieloma względami.

        1. krystyna 28 lutego 2012 o 18:41

          nie wiem czemu, mam problem z pisaniem komentarzy….

          Cudne masz gniazdko – marzenie.

          ‚Dieta’ – ja te nie lubie tego słowa – czuję się wtedy jak chora na diecie.
          Podoba mi sie bardzo, że lubisz WERYFIKOWAĆ. Ja też mam ta przypadłosć, ale surowe zawsze jest na tym samym poziomie.
          Folgowanie – zgubne jest, ale jesli cos nie wyjdzie, jak mówisz – nie rozkminiać, isć dalej.

          Z lewatywami – mam inne zdanie. Wg. mnie (weryfikowałam) lewatywy pomagają i to bardzo, chociażby w tym, aby lżej i szybciej przejsć prze tzw. ‚kryzys ozdrowieńczy’.
          Pewno nigdy nie robiłas… ożesz…
          P

        2. krystyna 28 lutego 2012 o 18:46

          znów mi urwało komentarz…. skonczyłam na ‚P’

          …a więc .. kończę…
          Podejrzewam, że kiedys zweryfikujesz.

          Ciągle uwielbiem Cię czytać, podziwiam … podziwiam… nie zawsze piszę komentarz, ale napewno zawsze czytam.
          DZIĘKI!!!!

      2. olia 10 sierpnia 2015 o 12:10

        Doradź proszę Pepsi młodej gawiedzi, czy lepiej posiadać taki przystanek (biorąc na mniejszą część kredyt), czy takiż wynajmować. Przystanek chcę mieć na lat 7.

        lovciam Ciebie i Twoją książkę

        1. pepsieliot 10 sierpnia 2015 o 13:06

          kredyt w walucie PL i nie osiadać na laurach, tylko jak najwięcej odkładać, aby skracać termin spłaty ile się da

          1. olia 10 sierpnia 2015 o 14:52

            dziękuję. Jesteś moim mentorem. 🙂

            1. pepsieliot 10 sierpnia 2015 o 16:12

              olla Olia 🙂

    8. pepsieliot 28 lutego 2012 o 18:54

      Krystyno, cieszę się, że jesteś tutaj. I cieszę się, że masz podobne spostrzeżenia. Jeżeli chodzi o lewatywy to nie wiem po co mam to robić kiedy jestem zdrowa. Czuję,że jestem przystosowana do wprowadzanie sobie coś przez usta i wyprowadzania sobie resztek z drugiej strony. Jem zgodnie z dietą, która automatycznie ma mnie oczyszczać. I mam wrażenie,że to robi bo po wyjściu z kloklo czuję się lekka i radosna. Gdybym była chora na pewno rozważałabym wlewanie sobie czegoś tu i tam. Jednak teraz to nie wydaje mi się dla mnie dobre. To jest dla mnie jakieś takie szpitalne. To bardzo subiektywne odczucie. Ale ja chcę tylko zwyczajnie jeść i pić i wydalać to fakt. Nie chcę być czujna w kwestii lewatyw.
      Ale życzę wszystkim miłym pupkom spełnienia w przepłukiwaniu 🙂
      Serdeczne, owocowe pozdrowionka

      1. krystyna 28 lutego 2012 o 22:19

        ‚Gdybym była chora na pewno rozważałabym wlewanie sobie czegoś tu i tam. Jednak teraz to nie wydaje mi się dla mnie dobre’.
        I zgadzam sie z tym podejsciem.
        Napisałam tak dlatego, że mówiesz o lewatywach ogólnie (chyba, że cos przeoczyłam), a nie każdy zdrowo się odżywia, nie każdy jest zdrowy

        1. krystyna 28 lutego 2012 o 22:24

          znów moje poprzednie dokończenie….

          i może być zrozumiana Twoja wypowiedź jako, że lewatywa jest niewskazana mikomu.
          Ja nie miałam na mysli sugerowanie Tobie, tylko ogólną opinię o tym zabiegu.
          Pisz dalej tak jak uważasz, dużo się od Ciebie można nauczyć.

    9. Basia ( baswes) 28 lutego 2012 o 19:22

      Gdzieś kiedyć czytałam ” Im not on a diet Im eating healthy” 🙂
      Piękne masz to swoje gniazdko. Powiem Ci Pepsi, ze sprowadzasz mnie troche do ziemii, mam na mysli, przypominasz o logice:) Ja czasami jak sie zapedze w czytaniu co powinnam jesc, robic ze soba, swoimi jelitami, cialem itd to popadam w zatroskanie bo nie mam czasu ani ochoty tego przechodzic.
      Narazie staram sie byc na surowej diecie 80-100% i jak juz nabiore wprawy w tym to pomyśle co dalej, obserwujac siebie i WRYFIKUJAC 🙂
      Dzieki za Twoje zdroworozsądkowe podejście 🙂 Pozdrawiam.

    10. Asia BW 28 lutego 2012 o 19:34

      Pepsinku, dziękuję Ci za ten akapit o kielkach:) Ciesze sie, ze Ty tez nie pijasz sokow tak czesto (a moze rzadko), nie uprawiasz tej zakichanej trawy pszenicznej. Instynktownie czuje, ze to jakis freak jest troche, nawet kielkowanie jest troche …nie do konca naturalne. Moze takie kielki prosto z ziemi bylyby inne, ale tez tylko w okreslonych porach roku, prawda?a nie caly rok, na okraglo.
      Dzis w newsletterze Boutenko pisala o blenderach. Generalnie chwalila Vitamixa, choc zastrzegala, ze nie ma powiazan z jego producentem:) ale wspomniala takze o gosciu, ktory ucieral zielonego szejka zwyklym recznym blenderem w skorupie kokosa….Tak juz od dluzszego czasu meczy mnie mysl, ze takie szejki zielone to jednak taki troche wymysl. Wiem, ze sa odzywcze, wiem, ze pomagaja nam wchlonac w smaczny i przyjemny sposob duze ilosci zieleniny i zawartej w niej skladnikow – ale wlasnie, czy powinnismy tej zieleniny jesc az tak duzo? Z tego co pamietam Victoria pisala o min 500 gramow na dzien. To jest sporo, kazdy kto szejkuje i wcina salate wie jakie to ilosci. Owszem, mozna rozlozyc te ilosc na trzy posilki, ale… no wlasnie. Moim zdaniem to za duzo. Latem mialam okres, ze jadlam tak duzo zieleniny – w szejkach, salatkach. Dawalam rade zjesc okolo 400-500 gram na dzien. Wytrzymalam chyba miesiac z taka iloscia „trawy”, szczeka mnie bolala od mielenia i az 9 zab zaczal mi sie wyrzynac…:). Teraz jem zieleniny mniej, okolo 150-200 gramow na dzien. Latem moze bedzie tego wiecej. Ale w zwiazku z tym, ze zielenina jest tak nisko kaloryczna a duze jej ilosci bardziej zachowuja sie chyba jak miotla w jelicie, to naprawde nie wiem czy wchlanianie jej w takich ilosciach (ponad pol kilo dzinnie) ma sens. Bo podraznione jelita gorzej przyswajaja skladniki odzywcze z owocow, a nawet z samej zieleniny. Jak myslisz Pepisnku?

      1. pepsieliot 28 lutego 2012 o 19:54

        Kochany Asinku, piękne wypracowanko, obfite w wiedzę, dokładne, staranne, wieloaspektowe, no po prostu za to Cię uwielbiam. Asinku, sama rozkminiam te szejki.
        Bo wydaje mi się, że jakoś jak się coś zmieli wcześniej i zaraz wypije to to jest naturalne dość. Z sokami jest już inaczej, tam oddzielasz błonnik i masz ogromne wchłanianie. Więc w chorobie może mieć to sens, przy jakimś niedożywieniu. Czasami napiję się soku z marchewki i jabłuszka, ale nie tak jak pół roku temu, obowiązkowo dzień w dzień. A takie zielone rzeczy tez miksuję i wtedy mają mniejszą objętość i polewam np. kapustę, czy coś innego. Czyli jem sałatkę z sałatką w płynie.Trzeba też zobaczyć jak się po tym czujesz. U mnie orzechy, mój organizm sam wyeliminował. Taki deserek z nerkowców smakował mi bardzo, tylko tak się okropnie potem czułam, jak po pół bochenku chleba.Więc weryfikacja następuje szybko.Można się oszukiwać, albo machnąć ręką na to od czasu do czasu, świadomie sobie odpuścić, ale jeść coś tak tłustego przez lata i pisać o tym powieści, tego nie rozumiem. Nie wierzę , ze pani Boutenko nic nie czuła konkretnego w związku z toną tłuszczu jaki jadła. Cmok, cmok , owocek, owocek 🙂

        1. pepsieliot 2 marca 2012 o 09:22

          Jazgottt , moja teoria jest taka, najpierw zapoznaj się z właściwościami, potem odrzuć pokarm, który ma nie dobre własciwości dla Ciebie, nawet jakbys to bardzo lubiła, po prostu tzreb azapomnieć, tak jak musiałam z robić z chlebem,a resztę jedz jak chcesz, jak lubisz, jak ci smakuje. Ja też zawijam jakieś warzywo w liść cykorii np, czy sałaty chińskiej i tak sobie jem pzred komputerem takie paszteciki, nie chlapiące na ekran ,Ściskam

        2. pepsieliot 3 marca 2012 o 19:23

          Dzięki za ten przepis od Joli Słomy i jej faceta, fajnie sobie działają, zrobię ten chleb Gregowi, może jest łatwiejszy niż żytni na zakwasie, ściskam

        3. pepsieliot 4 marca 2012 o 08:15

          No właśnie chcę poruszyć ten temat, do tego ona jest starsza od niego o 10 lat, to młody chłopak, ja myślę, że facet weganin musi uprawiać dużo sportu, inaczej to właśnie zaczyna znikać, no chyba że był grubasem przedtem, to mu sie poprawia

        4. Asia BW 4 marca 2012 o 11:46

          Pepsi, Słonko, dziękuję za miłe słowa!Ten pomysł z polaniem salatki „salatką” – rewelacja. Koniecznie wprowadze to do swojego kucharzenia. Dzięki!

          1. pepsieliot 4 marca 2012 o 11:53

            No jesteś wreszcie, już się martwiłam gdzie Asiaczka BW wciągnęło, lovciam Cię

        5. pepsieliot 4 marca 2012 o 18:34

          on rzeczywiście , tak jakby miał coś z nerkami, ale to też może być taki typ urody, albo siedzi po nocach, to ciekawe co mówisz, że ludzie na soi mają zły wygląd w znaczeniu chorawy, a greg też jest ode mnie młodszy, ściskam

        6. pepsieliot 5 marca 2012 o 08:51

          Moim zdaniem on po prostu wrzucił na spoko, a koszule flanelowe na podkoszulki i luzackie dżinsy to pzrecież nasz kochany Kurt Cobain, od niego się zaczął ten styl, więc nie powiedziłąbym ,że Tomek nie ubiera się stylowo :))

    11. ewcia 28 lutego 2012 o 19:37

      pepsi wpis rewelacja czytalam juz dwa razy, twoj blog to taka moja mantra codzienna. powiedz mi a gdzie ty dokladnie mieszkasz? ja bede w posce w maju i chcialbym na szejka wpasc:) cmokam
      wszystkich…jest we wszechswiecie taka zasada ze czlowiek przyciaga taka energia jaka sam emanuje i popatrz kochana jak u ciebie pieknie! nie tylko i ty i twoj blog ale tez ludzie ktorzy tu zagladaja na codzien!!! lovciam i ja ciebie i wszystkich tu zgromadzonych:)

    12. pepsieliot 28 lutego 2012 o 19:38

      No właśnie, mamy takie skłonności do dążenia do absolutu. A już z definicji wynika że jest nieosiągalny. Ja chcę tylko zdrowo jeść, na ile mi pozwala moja wiedza i możliwości klimatyczne.
      Chcę przy tym jak najbardziej zbliżyć się do natury. Bo czuję że to jest dla mnie dobre. Najbliższe zwierzę podobne do człowieka, je przez kilka godzin dziennie rośliny. Więc jakoś tak rozumowo, wydedukowałam, że powinnam być na 811, bo tam się je dużo. Muszę mieć energię. A organizm najłatwiej sięga po energię z węglowodanów. Przed maratonem 3 dni robisz takie ładowanie węglowodanami. Nawet mięsożercy nie jedzą wtedy białka i tłuszczu. Tylko jakieś minimum co jest w owocach. Więc z której strony nie spojrzałam to mi wychodziła ta 811. Takie mi się to wydaje proste. Się zobaczy w praniu, wiadomo 🙂 Dziękuję Ci Basiu za bardzo cenne dla mnie odwiedziny.

    13. Sifhaya 28 lutego 2012 o 21:26

      O tak to zdanie: ,,Chociaż zabroniłam sobie nadmiernych egzaltacji w wypowiedziach to jednak mówię: nienawidzę miasta. ,, za nie Cie kocham 🙂 yeee Wierz lub nie ale kiedy latem jeżdżę na rowerze po okolicznych wioskach,a nie raz potrafię w niedzielne po południe ześwirować ponad 80 km, marzę sobie na której wiosce mogła bym mieszkać, pod którym lasem, na której górce 🙂 Uśmiecham się do tych babków i dziadków z nadzieją że któreś kipnie a ja upoluje ich rozwalającą się posesję. Haha wiem, może to nie zdrowe ale kto mówił że marzenia muszą być zdrowe 😛 jee

    14. Gatita 28 lutego 2012 o 23:46

      O wiele większa radość z nie folgowania sobie? Trafiłaś mnie w serce! 🙂 Pozdrowionka!

      1. pepsieliot 29 lutego 2012 o 07:56

        <3

    15. bananaboxesgirl 29 lutego 2012 o 00:31

      Dokładnie. W samą dziesiątkę trafiłaś. Aż skrzętnie przepisuję fragmencik za fragmencikiem. Będą argumenty i motywacje. Dzięki

    16. pepsieliot 29 lutego 2012 o 07:54

      Shifhaya, Gatita, bananaboxesgirl dziekuję Wam bardzo za komenty, powtórzę się, ale to sama słodycz dla mnie, życzę Wam dziewczyny i sobie wraz z Wami najfajniejszych miejsc do mieszkania, najfajniejszych treningów, super motywacji i zdróweczka 🙂 lovciam

    17. vimari 29 lutego 2012 o 23:44

      też mieszkam na wsi 🙂 park, las, łąka, ptaki i dzikie zwierzęta.

      podoba mi się ten wpis. dziękuję, że jesteś i mam co poczytać wieczorem 🙂

      1. pepsieliot 1 marca 2012 o 08:02

        vimari, ściskam

    18. Jusia 20 marca 2012 o 23:45

      To będzie mój pierwszy tu komentarz, ale czytam Cię codziennie od dni kilku, a raczej kilkunastu i wieczorami, a nawet w pracy po kryjomu, czytuję zaległe posty po kilka godzin. Też jestem z południa Polski, niecałkiem daleko od Krakowa i cieszy mnie fakt, że w okolicy są ludzie, których sposób odżywiania wygląda jak ten do którego dążę i że tu u nas też tak można, na surowo, nawet zimą czy już wczesną wiosną.
      Pozdrawiam Cię Pepsi i wracam do czytania postów Twych

      1. pepsieliot 21 marca 2012 o 07:40

        Jusia kochana, bardzo się cieszę i ściskam Cię owockowo

    19. zou 2 listopada 2013 o 12:52

      Pepsi, wiem, zę wkładasz dużo wnikliwej pracy w swego bloga, iweć pozwalam sobie wkleić troche na temat toksyczności kiełków, juz wiele razy spotkałam się z tą tezą i wklejałam to tez na forum o zywieniu papuzek falistych, bo i ludziom i zwierzętom kiełki mogą zarówno pomagać jak szkodzić. Także moze komuś się przyda ten kom.

      Wiadomości pochądzą z książki Steva Meyerovitza „Kiełki cudowny pokarm. Kompletny poradnik kiełkowania”.

      1.W latach 80 pojawiły się badania Amesa nad roślinnymi toksynami. (Takimi jak np. kwas fitowy czy szczawiowy). Do badań trafiła także lucerna, która ponoć miała wywoływać objawy zbliżone do tocznia rumieniowatego.(Chorby autoimmunologicznej upośledzającej system odpornoścowy).

      2. Badania przeprowadzone były na małpach, gryzoniach i krolikach: zwierzęta karmiono sucharkami zrobionymi z suchych ziaren lucerny, z mączki otrzymywanej z 3 dniowych kiełków lucerny, następnie suszonych aby zmniejszyć ich objętość, by małpy zajdły wiecej, oraz tabletkami o wysokim stężeniu siarczanu l- karnawaniny. (To jest analog aminokwasowy argininy, który łączy sie z białkiem w sposób toksyczny). Dieta małp obejmowała przez 7 miesięcy bez przerwy pożywnienie złożone w 40% !!! z tych składników- surowych mielonych ziaren, suszonych 2-3 dniowych kiełków, oraz tabletek). Suszono je aby małpy były w stanie przyjąc takie zawyżone dawki l-karnawaniny. nna surowo to trzebaby jak powiedział ten badacz „taczkę” kiełków zjeść codziennie. (tych 3 dniowych).

      3.Mimo takiej diety nafaszerowanej l-karnawanina, tylko połowa z małp miała objawy podobne jak toczeń.

      4.Tymi wynikami zainteresował się badacz Rene Malinow, i sam w celu obniżenia cholesterolu poddał sie kuracji polegającej na spożywaniu 80-160 g mielonych suchych ziaren lucerny. Przez 5 miesięcy, codziennie jadł te suche ziarna, cholesterol mu spadł ogromnie ale pojawiły się symptomy podobne do objawów tocznia. Po odstawieniu jedzenia suchych mielonych ziaren – objawy ustapiły. Nie był to więc toczeń, tylko zatrucie organizmu wprowadzona do niego toksyną w ogromnej dawce.

      5.Teraz odpowiedż: jak spożywać bezpiecznie kiełki lucerny:

      Lucerna to fasolka, i nie należy spożywać nieobgotowanego surowego kiełka w stanie jego niedojrzałości czyli w 2-3 dniu kiełkowania. (gotowanie neutralizuje).

      Lucerna powinna kiełkować tak długo, aż wytworzy rozdwojony listek, jest rośliną heliotropiczną i na ten listek podczas hodowli na surowe kiełki należy bezwzglednie poczekać (w odróżnieniu od innej fasolki np. mung, która wytwarza tylko biały pęd długości ok 4 cm). Po wykształceniu się w kiełku lucerny zielonego listka, toksyny wystepujące w nasionie, nie wystepują już w dojrzałej lucernie jako zielonej roślince po podziale listka.

      6. Wnioski- nie jedzmy lucerny jako kiełka niedojrzałego, czejakmy na podział listka, wtedy surowa roślina nie zawiera już żadnych śladów l-karnawaniny!

      7. Pamiętajmy, że tak jak to opisał w The China Study Campbell – nie można jako wiarygodnych badań oddziaływań naturalnej, stanowiącej tzw. calosć pokarmową rosliny, uważać wyolbrzymionych, wyodrębnionych sztucznie składników tej rośliny, przyjmowanych przez wiele miesięcy w ogromnych, szuszonych dawkach, także l-karnawaniny syntetetycznej (tabletki). To się ma nijak do konkretnej rośliny jakim jest dojrzały kiełek lucerny stanowiący tzw. całość pokarmową.

      8. Zalety: kiełki lucerny maja działanie obniżające zły cholesterol- zawierają bowiem saponiny, regulujące także poziom żółci. Zawiera ona także flawony, działające rozkurczowo na tkankę gładką mięśni, jest naturalnym lekarstwem na skurcze jelitowe i kolki. Ponadto ma wspaniałe działanie poprzez TRH (analog tyreoliberyny) działa na podwzgórze, hamuje prolaktynę w związku z czym jest pomocny w leczeniu niedoczynności tarczycy. Oprócz tego zawiera aminokwasy, witaminy i enzymy jak inne kiełki, no i błonnik! Fitoestrogeny są wykorzystywane w leczeniu osteoporozy, pomocne przy menopauzie oraz zapobiegają rozwojowi guzów (m.in. zmianom torbielowatym gruczołu piersiowego, rakowi piersi i macicy). Fitoestrogeny jako substancje „podobne” do prawdziwych estrogenów, „rywalizują” z nimi w organizmie o miejsca wiązania i redukują ich nadmiar lub pomagają przy ich niedoborze. Generalnie pomagają zbalansować równowagę hormonalną.

      Polecam Wam tę książkę bo jest skarbnica wiedzy tak samo na temat każdego innego kiełka, nie tylko lucerny!

    20. Marta 30 stycznia 2014 o 08:03

      Matko, jaka Ty kobieto cudowna jesteś ! 😀

    21. niralamba 9 sierpnia 2015 o 12:01

      Piękny tekst!

      Pepsi, nie wiadomo, jakie to były te przerażające kiełki u Gersona?
      No bo teraz to trochę tak, jakby napisać, że „zastosowanie warzyw” lub „zastosowanie owoców” coś wywołało – kiełkować moża niemal wszystko i przypuszczalnie kiełki różnią się od siebie.

      1. pepsieliot 9 sierpnia 2015 o 12:32

        thx, chodziło o lucernę

        1. niralamba 9 sierpnia 2015 o 12:52

          a to spoko, jakoś im nigdy nie ufałam
          // dziękuję ślicznie spośród małej plantacji kiełków fasolki mung 🙂

    22. Kill Bill 9 sierpnia 2015 o 16:48

      No dobra. 16.04 minęła, a ja zjadłem gluten po raz ostatni w moim życiu. Ostatni raz, aż do następnego razu, ale wtedy to już naprawdę będzie ten ostatni raz. Przysięgam!

      1. pepsieliot 9 sierpnia 2015 o 18:53

        Kill Twój cyrk, Twoje małpy

    23. Mariusz Maniek Bulak 9 sierpnia 2015 o 16:49

      Ojej. Akurat dziś walczę ze sobą w środku, akurat dziś biegania nie uprawię i jeszcze akurat dziś trafiam na ten tekst Twój. Poczytałem, zrozumiałem, nie tylko o kiełkach pomyślałem.
      Dziękuję
      Maniek

      1. pepsieliot 9 sierpnia 2015 o 18:52

        Maniek hej

    24. Corka 9 sierpnia 2015 o 18:38

      Pepsinku a co z kiełkami brokułów na prostatę? A młody jęczmień polecasz?

      1. pepsieliot 9 sierpnia 2015 o 18:51

        Córko kiełki zawierają formę białka, która ma pełnić maksymalną ochronę gatunku, to jest coś takiego jakby naturalne pestycydy, zdrowy człowiek prawdopodobnie będzie cieszył się korzyściami z kiełków, ale osłabiony chorobą organizm raczej nie. Sama biorę zarówno trawę jeczmienną jak i pszeniczną w 4greensie This is Bio, ale kiełków nie jem

    25. joanna 9 sierpnia 2015 o 23:06

      Pepsi, albo ktokolwiek, kto może mi coś doradzić:
      dzisiaj moje 6-letnie dziecko spadło z ok. 2 m na kamienie, bolą go nogi, ale na razie zewnętrznie nic nie widać, nie ma też opuchlizny…
      jak najlepiej w tym wypadku postępować?
      Z góry dziękuję za odpowiedź.
      Pozdrawiam
      owocki

    26. Paula 10 sierpnia 2015 o 12:41

      witaj pepsi, co polecasz na delikatne zapalnie pochwy. Gin. proponuje macmiror, ale jakos mi sie nie widzi brać – bo to lek. Troche sie boje jednak, jak zlekceważe, to się rozwinie:(. jem głównie owoce i warzywa, zero słodyczy a jednak coś się przyplątało…

      1. pepsieliot 10 sierpnia 2015 o 13:05

        Paulo hej, rzuć gałką na kategorie ( z prawego boku strony) Zdrowie, potem po rozwinięciu się kategorii wyszukaj „pochwa”, powinno coś być

    27. ajustyna 20 sierpnia 2015 o 22:12

      Akapit o ruszeniu tyłka – majstersztyk.
      Podziwiam Cię, Pepsi, nieustająco

    Dodaj komentarz