logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
470 online
54 214 664

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • Odżywianie, które z normalnego, statecznego człowieka z łupaniem w krzyżu robi Pepsi

    4

    Witarianizm 811 to nie jest oferta dla Twojego męża o niemiłym charakterze, wielbiącego kuchnię własnej matki ponad wszystko.

    Hej Ludzie,

    Prosicie mnie o recepty i przepisy na potrawy witariańskie. I aż mnie zawstydza odpowiedź, gdyż jak najbardziej rozumiem potrzebę.

    Chcecie coś fajnego podać swoim bliskim, coś co będzie przypominało ich dotychczasowe posiłki, tylko ma być dużo zdrowsze. Chcecie może wspólnie coś upichcić zaśmiewając się popijać czerwone wino i w przypływie euforii zrobić seks na stolnicy.

    Te radosne chwile jakże pasujące do diety śródziemnomorskiej nijak się mają do witariańskiej biesiady.

    Jakim więc prawem chcę Wam odebrać hedonizm i podmienić go na zgrzebną sukmanę i kostur? Kogo to w ogóle podnieci?

    Do tego wszystkiego nie mam dla Socjety żadnego raw przepisu na witariańską pizzę, pasztet, sery, sałaty ociekające oliwą i awokado i setek przepisów na daktylowo-nerkowcowe desery też nie mam.

    Dieta 811 na której jestem, to dieta sportowa, spartańska, powszednia, codzienna, zwyczajna, bez żadnego fajerwerku. I przez to też cudowna inaczej.

    A jakiś odskok od niej raz na jakiś czas daje jeszcze większe poczucie wolności.

    Czy przyszło by Wam do sagana pytać małpę, czy nawet Durian Ridera o przepisy na swoje jedzenie?

    Nie, bo nie ma przepisów na nasze jedzenie, oprócz tego jednego, że jesz 80 % węgli, i po 10% białka i tłuszczu. No i, że jesz baardzo dużo węgli. Naprawdę dużo.

    Przepisów raw jest pełno w necie.

    Kiedyś radziłam:

    – Na początek zrób sobie jakąś pyszną potrawę i zobaczysz, że ser z pół kilograma zmielonych, a wcześniej namoczonych nerkowców, z czosnkiem, zieloną pietruszką, solą himalajską, pieprzem cayenne i kroplą migdałowego mleka dla lepszej konsystencji, a wiec, że ten ser zastąpi Ci najlepsze smarowidło, w tym humus, do witariańskiego chleba z suszonego siemienia lnianego. A szarlotka na surowo na spodzie z też surowej mąki orzechowej kładzie na łopatki wszystkie inne szarlotki.

    Obecnie nic takiego nie radzę.

    Jak nie masz chęci na właściwy witarianizm, nie kombinuj, tylko nagotuj sobie kaszy jaglanej, czy quinoę i zjedz ją z musztardą francuską organik.

    W pewnym momencie swojego życia, przy czym odradzam czekanie na chorobę, przychodzi moment, że chcesz się uprościć. Że o ile dotychczas wszystko komplikowałeś ile się da, to nagle chcesz prostoty.

    Powiedzcie szczerze, z ręką na sercu, czy komuś może zaszkodzić chleb żytni tradycyjnie pieczony we czwartek na prawdziwym zakwasie i łopatą wyciągnięty z pieca, ostudzony i jedzony później przez cały tydzień, do następnego czwartku ze świeżym masłem z niepasteryzowanego mleka od krowy z własnym imieniem Kwiatula, bo lubi wąchać kwiatki, którą samodzielnie doisz o brzasku i pod wieczór?

    To jest dopiero prostota.

    Ponieważ nie miałam krowy do kochania, ani pieca chlebowego udałam się na poszukiwania. Co może być jeszcze prostsze od chleba z masłem jedzonego pod lipą w sierpniowe popołudnie?

    Prostszy jest mój witarianizm 811.

    Przy okazji nie muszę się kontaktować z ewentualnym glutenem i IG1 hormonem w mleku.

    Osiągnęłam jeszcze większą prostotę pokarmu.

    Ludzie mnie pytają, a co ty pepsi jesz na wyjazdach? To ja się mogę zapytać, a co Wy szamiecie? Macie takie niewybredne gusty smakowe, że możecie jeść fast food? Albo coś w restauracji, gdzie nie mają pojęcia, co to jest żywność, która ma żywić? A ja, na wyjeździe zawsze sobie znajdę jakiś owoc. Dzisiaj nawet w zimie bez problemu i mam szamę.

    Wracając do początku.

    Jedzenie musi być maksymalnie proste.

    Jak dziecko pijąc mleko matki nie potrzebuje innych smaków, tak ja jedząc owoc już niczego nie potrzebuję. To jest codzienna sukmana z kosturem.

    A jak chcę iść ze znajomymi w miasto, to nie zapraszam ich do witariańskiej restauracji (jakby jeszcze jakaś była) żeby się naćpali nerkowcami z nektarem z agawy, tylko idziemy do dobrej włoskiej restauracji, obowiązkowo prowadzonej przez Włocha, gdzie będą mogli się oddać prawdziwej orgii, włączając w to wegańską pizzę.

    Włoski kucharz już się nie zdumiewa, że chcesz na cieście masę rukoli, pomidorów i czosnku, a zero krewetek i sera, nie mówiąc o salami. Zrobi Ci Włoch do tego taki sok ze świeżych pomarańczy, którego nie uświadczysz w żadnym barze/restauracji ęą wegańskiej/wegetariańskiej.

    Przychodzi więc taki moment na człowieka, w tym kobietę, że nie chce niczego komplikować.

    Chce taka osoba być zawsze gotowa do biegu. Chce się poczuć jak zwierzę. Oczywiście wolne zwierzę. Nie chce być taka osoba zniewolona konwenansem, czy jedzeniem w cynfolii przynajmniej przez większą część tygodnia.

    Taka osoba jest gotowa do 811.

    Bez żadnego przepisu, ani na żarcie, ani na życie. Po prostu spontan. Biega se taka osoba, coś se dużo wszamie taka osoba i potrafi się zaśmiać jak dziecko, czyli z idiotycznego powodu. I śpi taka osoba, nawet jak jest niesprawiedliwa, świetnie.

    Witarianizm 811 to nie jest oferta dla męża o niemiłym charakterze, wielbiącego kuchnię własnej matki ponad wszystko.

    Witarianizm to oferta dla Ciebie i Twojej spójnej, nowoczesnej rodziny, która przedkłada prostotę i wolność ponad wszystko.

    Nie ma takiej możliwości, żeby ojciec wstał od stołu, przy którym pił zielonego szejka, aby przylać swojej progeniturze, bo coś tam oj tam. Prostota jest spójnością. Nikt nie uderzy dziecka z jabłkiem w grabce. To nie jest ta rodzina.

    Słońce, owoc, chlorofil, zielony liść, sól morska, spirulina, chlorella, banan, jagoda, pomarańcza, jabłko, marchew, kapusta, cebula, rzodkiewka, por, seler, pomidory, bieganie. To wszystko.

    Chcecie mojego jadłospisu, ływ pleżyr podaję dzisiejszy, bardzo podobny do wczorajszego i prawie identyczny z jutrzejszym.

    Pomijam nawadnianie i trening.

    Śniadanie (już zjadłam)

    1

    2

    Dla jednej osoby 10 bananów, paczka/25dkg jagód, jarmuż dwie garści, pół melona. W tym jagody i jarmuż organik.

    3
    Ingredientów jest  na zdjęciu do szejków dla dwóch osób, czyli G. I dla mnie.

    Obiad (jeszcze przede mną)

    6Kapusta organik pół głowy poszatkowana.
    Pół dojrzałego awokado.
    Pół cebuli drobno posiekanej, lub mały por.
    Ogórek bio skrojony ze skórką.
    Sól himalajska do smaku.
    Jabłko bio posiekane, lub starte na grubej tarce.

    G. je do tej sałaty pieczone ziemniaki bez skórki, albo quinoę. Ja dzisiaj zjem bez gotowanych dodatków.

    Wszystko w dużej misie międlimy, aby sól zmiękczyła, a awokado dokładnie oblepiło liście kapusty.
    Można dodać parę kropel cytryny, żeby awokado nie utleniało się. Cytryna też dodatkowo zmiękczy kapustę.

    Rada – Awokado

    Gdy widzimy awokado w okazyjnej cenie, w naszych sklepach zwykle nie da się kupić takiego od razu do spożycia, a więc kupujemy dużo twardych. Następnie każdy owoc wrzucamy do osobnej torebki papierowej, lub owijamy w gazetę i układamy na parapecie. Gdy robią się idealnie miękkie zjadamy, a resztę wkładamy do lodówki. Zimno skutecznie hamuje proces dalszego dojrzewania.

    Ponieważ piszę tego posta rano, szejk już wypiłam, a obiad jeszcze mam nie posiekany, gdyż staram się kroić warzywa tuż przed spożyciem.

    Wczesna kolacja

    Natenczas już w moim zamrażalniku mrożą się banany, po cztery na łebka.
    Zjem je na wczesną kolację w postaci czekoladowych lodów zmiksowane z łyżeczką, G. Dwie łychy, raw kakao.

    7Dla mnie to już będzie finisz na dzisiaj, a jak kogoś rzecz ciekawi, to G. zje jeszcze pieczywo żytnie (4/5 kromek, uśmieszek) na zakwasie z serem kozim organik.

    Suplementacja, czyli trochę inne jedzenie

    8Obecnie zwiększyliśmy ilość D3 z 1000j, do 1500j/na dzień i na tym poziomie pozostaniemy do następnego badania krwi. Nie pytajcie jakie mamy wyniki, tylko jak najszybciej sami sobie zbadajcie poziom D3. Możecie się bardzo zdziwić.

    Bierzemy:  ja – 5 gramów chlorelli i 10 gramów spiruliny.

    G. – 6 gramów chlorelli i 15 gramów spiruliny This is Bio.

    ja głównie biegam, on ćwiczy piękną siłę. Dodatkowo life vitality po jednej tabletce, i po jednej omega 3 i acai TiB.

    Uwaga, zaraz po wakacjach będzie witamina D3 TiB z runa owczego, 1500 j w małych/łatwych do połykania tabletkach, po 100 tabl w opakowaniu. Na razie połykamy tę, która jest na stronie sklepu i którą ostatnio wylosowała Marta.

    Pozostaje jeszcze jedno pytanie.

    Jesteś już prawie trzy lata na witariańskiej 811, czy widzisz pepsi jakąś różnicę?

    Pepsi odpowiada – Kolosalną

    Serdeczności
    pepsik

    (Visited 8 104 times, 3 visits today)

    Powiązane artykuły

    1. Bastoni di fashion 14 lipca 2014 o 14:06

      Ja tez wszystko zdrowo, ale bez suplementòw,duzo energiiiiii (biegam,taniec,rower,basen)
      doskonala kondycja(wiek 50tka) po zmianie diety (od 3 lat)

      1. pepsieliot 14 lipca 2014 o 15:46

        Bostoni gratuluję, wiem, że jesteś w świetnej formie, no i mieszkasz we Włoszech, więc słońca masz trochę. Ja muszę brać białko roślinne(spiru chlor) i omegę, oraz D3, bo się nieporównywalnie lepiej czuję.

    2. Agata 14 lipca 2014 o 15:05

      Ależ pięknie to napisałaś. Prostota jest świetna. Ja często jem „sałatki” w stylu: liście sałaty i papryka. Po pewnym czasie jedzenie nie potrzebuje tony sosu i przypraw żeby smakowało. Ale szalone indyjskie dania i szejki z dużą ilością składników też lubię 😉

      1. pepsieliot 14 lipca 2014 o 15:48

        Ja lubię wszystko po czym mogę zaraz iść na trening i chociaż uwielbiam indyjską kuchnie, to jestem po niej przez kilka godzin wyłączona z obiegu 🙂 A szejki wielu składnikowe odpadają, bo gubi się smak 🙂

    3. Peny 14 lipca 2014 o 15:19

      Jak 811 wpłynęła na Twoją wagę i ukształtowanie sylwetki? I ile kcal zjadasz na dobę? To jest prawda, że nawet bez obcinki kalorii ciało samo wraca do swojej naturalnej wagi?

      1. pepsieliot 14 lipca 2014 o 15:53

        Peny przez pewien czas zanim organizm się nie przestawił trochę zrobiłam się grubsza, ale miałam też okropne braki D3, a to wpływa na tuszę, ale teraz po 2,5 roku jestem szczupła, właściwie mogę powiedzieć, zę bardzo szczupła, choć umięśniona

        1. Peny 14 lipca 2014 o 19:47

          Dzięki za odpowiedź :). Czy wszyscy witarianie powinni suplementować D3, czy tylko Ty masz z tym problem?

          1. pepsieliot 14 lipca 2014 o 21:22

            Peny większość ludzi na tej półkuli, zbadaj swoją 🙂

    4. Jaspis 14 lipca 2014 o 15:39

      Pepsi, a czy bawisz się we wpisywanie tego co jesz w Cronometer ?

      1. pepsieliot 14 lipca 2014 o 16:01

        Jaspis, obecnie nie, odkąd jem spirulinę i chlorellę wiem, że nie muszę. Tam są wszystkie aminokwasy egzo.

    5. fu 14 lipca 2014 o 15:50

      hej pepsi, co myslisz o b12 i d3 z solgara? pozdr

      1. pepsieliot 14 lipca 2014 o 15:56

        fu odżywki i suplementy tylko ze sklepu This is Bio polecam, jak uznam, że trzeba tam wstawić produkty z Solgara, to dopiero wtedy będę je polecać :), pozdro

    6. kasko 14 lipca 2014 o 17:19

      Fakt, im dłużej jestem na diecie roślinnej, tym bardziej mi smakuje prostota! Szejk maks z 3 składników, musowo zielony (jarmuż zwycięża smakiem). Banany w ilościach znacznych, mogą być same, ale chętnie też lądują w misce z ananasem i jakimś liściem, lub z mango i liściem. Mango ostatnio to moja monomiłość, szkoda że w niewielu sklepach można je znaleźć, a już odpowiednio dojrzałe, to ze świeczką szukać… po co to komplikować kanapką np.? Na obiad też bez specjalnych wymagań – ziemniak organik z koperkiem, ryż, czasem makaron ryżowy czy gryczany, czasem kasza gryczana, jaglana, ale te raczej jesienno-zimowo, awokado, zielona fasolka szparagowa, brokuł, kalafior, liście w jakiejś prostacko prostej sałatce z pomidorów, papryki, ogórek zielony, kiszony. Na kolację chleb żytni na zakwasie upieczony we własnym domu, ale widzę, że już codziennie go nie potrzebuję. hulaj dusza! brakuje mi coraz mniej „normalnego” żarcia, a tzw. zamienników normalnego jedzenia w ogóle nie pojmuję – wytworów przypominających ser czy – o zgrozo – parówkę! Czasem, jak czytam w sklepie skład tych „potraw” sojowych czy wegańskich serów, to poraża mnie ich „prozdrowotność” ahaha 🙂
      Węgle bezsprzecznie są debest, po węglach się nie ziewa, po węglach się nie słania nad biurkiem w pracy, po węglach na 1 i 2 śniadanie do 15:00 spokojnie można przestawiać świat 🙂 codziennie do znudzenia podobnie, ale im podobniej i prościej, tym smaczniej!

      1. pepsieliot 14 lipca 2014 o 19:41

        Polać Kasko :))

        1. paprykowycynamon 15 lipca 2014 o 20:20

          Tak !Polejcie Kasko dobrze gada:))

      2. Karola 31 lipca 2014 o 10:58

        Cha,sama prawda!Mi niesamowitą frajdę sprawia obecnie gar ryżu z pomidorem i brokułem,palce lizać;)

    7. Gabi Orchita 14 lipca 2014 o 17:32

      Jestem okropnie uzalezniona od wielu paskudnych pasz ale dzieki Pepsi pomalu dodaje zdrowych opcji do menu, gorzej jest z tymi ktorzy opcji nie maja… W pracy opiekuje sie chorymi i gdy przyjdzie mi ich karmic to jestem conflicted. To jedzenie jest pozbawione jakichkolwiek wartosci odzywczych stad nie widac poprawy u nikogo. Do tego producenci tych produktow sa jednymi z najtanszych. Smutna rzeczywistosc. A jak widza mnie z zielonym szejkiem to twierdza zem szalona.

      1. kasko 14 lipca 2014 o 17:44

        moje zielone szejki w pracy przestali już komentować, ograniczają się do milczących spojrzeń, ale nadal to im nie pasuje. nie mieści się w mózgach 🙂 węgle im się nie mieszczą (kiedyś nawet usłyszałam, że w miejsce bananów równie dobrze mogłabym się nafutrować czekoladą (!!!!)), nie mieści im się też, że kremową zawartością 3 szklanek można się w ogóle najeść. A gdzie kanapka? :)))

      2. pepsieliot 14 lipca 2014 o 19:42

        Och Gabi, jak naprawimy ten świat więc?

    8. duża 14 lipca 2014 o 18:02

      Peps, dzięki za ten wpis. Tego mi było trzeba. Ściskam mocno:)

      1. pepsieliot 14 lipca 2014 o 19:43

        Duża pozdrowionka 🙂

    9. alit 14 lipca 2014 o 18:40

      kocham cię pepsi*)

      1. pepsieliot 14 lipca 2014 o 19:44

        Kocham alit

    10. gacopyrz 14 lipca 2014 o 19:06

      Pepsi, niemal każdy Twój wpis czytam z wielkim bananem na twarzy, ale ten dzisiejszy wprawił mnie w euforię. Dotknęłaś czułej strony :).

      1. pepsieliot 14 lipca 2014 o 19:44

        Gacopyrzku thx

    11. Tomasz Gębuś 14 lipca 2014 o 20:13

      Wszystko super. Też jestem z tych niewybrednych prostych ludzi, którzy podchodzą do żarła praktycznie a nie „wykwintnie – iście po jewropejsku… od lat jestem wegecośtam. Dobry wpis ale jedno mnie martwi- ta ikonka zwierzątka – oznaka, że coś dzieje się kosztem zwierząt – rybka na suplemencie. To fatalny błąd – zaraz dołączę filmik o tym zagadnieniu… a od siebie tylko dodam: ta gówno warta ciecz zamkniętą w kapsułce zwana omega 3 to naprawdę mega zniszczenia w bioróżnorodności oceanów – żył i tętnic naszej planety. Łowione ryby na tą potrzebę, przerabiane w krajach Ameryki Południowej tuż nad brzegiem oceanów, nie tylko pustoszą je konsekwentnie, ale też nieustannie zatruwają wybrzeża wokół tych prowadzonych głównie przez norwegów przetwórni-morderców życia. Trawlery przetwórnie nie tylko ograbiają oceany z przemysłowych ryb na pastylki omega 3 ale jeszcze produkują 30 milionów ton tz. „przyłowu” czyli to co „niechcący” wpadło w wleczone włoki tak wielkie, które mogą zagrabić 15 boeingów ustawionych na płycie lotniska w trójkącie…. wykład jest o zdrowotnych aspektach zażywania odzwierzęcej omegi3. Jeśłi jeść to tylko roślinną omegę 3. W ‚„‚rybach jest inna forma omegi 3 – nie w formie kwasu alfa-linoleowego ale eikozapentaeinowy. Nadmiar tej formy (od ryb) omegi 3 niestety sprzyja wylewom. To właśnie było rozwiązaniem zagadki, dlaczego Eskimosi umierają najczęściej właśnie na wylewy. Żyją sobie i nagle pewnego dnia nagle odchodzą….Jedzą dużo ryb, ich dieta to w większości ryby – bo te im najłatwiej było i jest zdobyć. Foki i morsy szybko uciekają, nim Eskimos podejdzie zwierzę, foka już siedzi w wodzie. To tylko literacka fikcja Odarpiego syna Egigwy, który wyciągał ważącego 160 ton wieloryba tylko za pomocą prymitywnego wbitego w jego ciało harpuna. Owszem, teraz Eskimosi polują na wieloryby ale ubrani są w goreteksy i mają do dyspozycji mini-wielorybniki – które zaopatrzono w harpun pneumatyczny a jednostkę napędza ropa kupiona z koncernu Schell. w piątej części tego wykładu jest więcej na ten temat…. https://www.youtube.com/watch?v=Cki1KOIkiIU&list=PL3BC2D7E11A8BE6E2

    12. Tomasz Gębuś 14 lipca 2014 o 20:21

      zapomniałem dopisać, że „przyłów” jest wywalany za burtę już martwy, bowiem wszystkie te zwierzęta umarły wskutek gwałtownej dekompresji…. żółwie morskie, delfiny, ośmiornice, kałamarnice, rekiny… 30 milionów ton ! rocznie. Osobiście pozyskuję od zawsze omega 3 z nasin lnu mielonego tuż przed dodaniem do szejka – krótko w młynku od kawy tak aby się nie rozgrzał (wysoka temp. unicestwia omega3) – a pastylki są syntetyzowane z rybek też przy użyciu wysokiej temperatury. Zatem nie wiem skąd w ogóle tam w tym suplemencie jest omega3?

      1. atqa 14 lipca 2014 o 21:14

        Ale jednocześnie „rybna” omega3 z kwasem eikozapantaeinowym jest lepszą opcją od np.acardu czyli kwasu acetylosalicylowego,który jest standardowo przepisywany przez lekarzy pacjentom w celu właśnie rozrzedzenia krwi.
        Wiec dla mnie to akurat plus -niestety dla zwierząt.

    13. atqa 14 lipca 2014 o 20:40

      Pepsi ja tez jur kocham ♡
      Ja z moimA.,od listopada do na zawsze, tak z dnia na dzien-stalismy się weganami.
      Szkoda tylko, że nie z empatii rzucilismy mięcho, a przez chorobę A, który musiał zacząć leczyć się sam i zamienił lekarstwa na dietę roślinną.
      No i są efekty 🙂 u A.-15 kg.mniej lepsze wyniki badan (bez leków! ) , lepsze samopoczucie i wydolność, no i bonus-piekne, beztluszczowe cialo..do tego od 2mcy biega, bo wcześniej glw.siłka.
      Uwierz-bezcenne są reakcje „lekarzy”, którzy nie mogąc przecież siłą zmusić pacjenta do lykania chemicznych maskowników choroby, patrzą jak delikwent niczym piskorz, wyślizguje im się z rąk.
      Ja choć na początkowo przeszłam na „warzywka” zeby A. było raźniej, łatwiej to dziś juz wiem, że do mięsa, wysokoprzetworzonej , sztucznej i jednym słowem paskudnej (jak mój awatar) żywności nie wrócę.Bo juz WIEM,bo zobaczylam/zrozumiałam że wcześniej żyłam w matrixie.
      Jak robię zakupy i widzę co ludziska wrzucają do swoich koszyków, mam ochotę ich uświadamiać 😉 i wywalić im z koszyka wędliny, zupy w proszku i temu podobne śmieci.
      Prawdopodobnie zareagowaliby tak jak ja kiedyś, w najlepszym wypadku pukając się w czoło.
      ——-
      Ja jem częściej w ciagu dnia niż ty i G. i nie takie ilości 😉 , nie pochlonelabym naraz 9/10 bananów na śniadanie, nawet gdyby to rozłożyć w czasie.No i dla mnie to za mało jedzenia zdecydowanie ,byłabym głodna po prostu.
      Piszesz o restauracji i kucharzu który się nie zdumiewa, a ja z A.mamy ubaw, gdy rodzina, znajomi z politowaniem i nieudawanym współczuciem patrzą jak podczas spotkań wyciągam z torby pojemniki z surówką, podczas gdy oni delektuja się padliną…i gdy ci nie opuszczają i – nasty raz muszę odmawiać „choć odrobiny” majonezu do rzeczonej surówki.Cóż – uchodzimy za dziwakow.

      1. pepsieliot 14 lipca 2014 o 21:25

        atqa bo jesteśmy dziwakami 😀

    14. BACARRAT 14 lipca 2014 o 21:51

      A o której godzinie pepsi konsumuje ostatni posiłek i czy nie podjada niczego między posiłkami?

      1. pepsieliot 14 lipca 2014 o 23:09

        Bacarrat jak jestem w domu podjadam, zwykle zjem jakiś owoc, albo pomidora, to tez owoc :), jak nie ma mnie w domu nigdy nie podjadam, a ostatni posiłek jem o 18

    15. atqa 14 lipca 2014 o 21:56

      Pepsi w kontekscie wit.D to pisałaś o paradoksie wapnia wiec pytanko:jeżeli nie ma się możliwości zażywania natto -to mozna bez obawy o ewentualne zwapnienie tętnic wiencowych brać Wit D samą? I jak się ma zażywanie wit D u osobnika z juz stwierdzoną wiencowką?

      1. pepsieliot 14 lipca 2014 o 23:11

        Atqa pisałam o paradoksie wapnia, a nie o paradoksie witaminy D 🙂 tam chodziło o to, że ludzie często przyjmują wapń z D a nie myślą już o k2, ale to dotyczy wdzystko wapnia, aby nie przylepił się do tętnicy, tylko do kości, mówiąc bardzo uproszczonym językiem pepsim

    16. atqa 15 lipca 2014 o 10:29

      To paradoks wapnia dotyczy tylko (w dużym
      skrocie) wapnia dodatkowo suplementowanego(razem z wit D,a z pominięciem k2)?…Dżizes!
      Bo ja dociekam co w sytuacji, gdy nie suplementujemy wapnia, tylko Wit. D.
      Przeciez Wit. D pośrednio wpływa na wzrost poziomu wapnia w organizmie, nawet bez jego suplementacji.I tego wzrostu wapnia,się obawiam.Z tego powodu, nie zażywamy wit D….Pepsi, wyjaśnij mi to proszę jak 5latce 🙂

      1. Zosia 15 lipca 2014 o 15:58

        Za normę dla witaminy D we krwi w Polsce uważa się poziom 30-80 ng/ml. By cieszyc sie swietnym zdrowiem trzeba celowac w gorna granice normy.

        1. pepsieliot 15 lipca 2014 o 16:09

          Tak Zosiu :), przy czym na wydruku z badania dolna granica wynosi 20

          1. Zosia 15 lipca 2014 o 17:12

            Masz racje Pepsi. To dowodzi, jedynie tego jak sie robi ludzi w trabe. Powtorze, by wapn sie dobrze wchlanial w organizmie potrzeba 34 ng/ml. Kiedy stezenie wit D3 jest mniejsze wapn wcale nie wedruje tam gdzie powinien, tylko powoduje zwapnienia w tkankach miekkich. Te natomiast sa przyczyna duzej liosci chorob.

            1. Jaspis 16 lipca 2014 o 16:27

              Mam odmienne zdanie: Aby wapń się dobrze wchłaniał z jelit do krwioobiegu jest potrzebne stężenie D3 min 34ng/ml.Natomiast aby wchłonięty wapń nie odkładał się w tętnicach potrzebny menachinon MK7.
              Proszę mnie poprawić jeśli się mylę .

    17. pepsieliot 15 lipca 2014 o 10:52

      Skoro jak pięciolatce, to Ci powiem, że jedz zielone liście i zażywaj witaminę D3 i będzie spoko.
      Paradoks wapnia dotyczy nagminnego spożywania wapnie przez społeczeństwa zachodnie z powodu rozprzestrzeniającej się osteoporozy. Zażywają ten wapń i nie ma efektów, ciągle mają dziurawe kości. Witamina k2 jest zawarta w mięsie, maśle, jajach od zwierząt karmionych zieloną trawą. Przecież świat nie je nagminnie natto, to nie mogło być w ten sposób pomyślane. Jak masz dobry dostęp do jaj z bio hodowli, to zjedz jajo, jak jesteś weganką, to jedz dużo zieleniny i od czasu do czasu możesz sobie schrupać kilka kulek natto, ale jak nie suplemenntujesz wapnia, to Twój organizm da sobie radę bez problemu z witaminą D

    18. atqa 15 lipca 2014 o 11:14

      To natychmiast zakupię Wit. D dla siebie i A.
      A co do jaj to raczej ich nie chcę jeść, tym bardziej A.- ktory powinien się trzymać diety
      Ornisha, Esselstyna.
      Dzięki Pepsi.

      1. pepsieliot 15 lipca 2014 o 20:55

        Atqa są też opracowania, że przyjmując duże dawki witaminy D3 należy przyjmować również k2, ale przede wszystkim przyjmując wapń należy być uczulonym na k2. Rozkminię jeszcze bardziej ten temat dokładnie, ja na razie nie przyjmuję k2, a jem D3. Napiszę Ci uzupełnienie.

        1. edyta 15 lipca 2014 o 21:15

          to ja wam pomoge w tej rozkmince troche , bralam k2+d3, zaczely bolec mnie stawy, nerwobole, po 2 tygodniach musialam odstawic, zbadalam wapn i sie okazalo ze poziom wapnia sie obnizyl. Wnioskuje ze za duzo wapnia polecialo do kosci, za malo zostalo w tkankach i miesniach, teraz suplementuje wapn i troche mi lepiej, jak na razie.

          1. pepsieliot 15 lipca 2014 o 21:19

            Tak Edyto, też czytałam o takiej możliwości, wapń bierze udział w setkach procesów w organizmie, to dlatego gdy go brakuje organizm wyciąga w końcu z kości

            1. edyta 15 lipca 2014 o 21:26

              Ja juz kurde wchodze w faze „czytam w swoim organizmie jak w otwartej ksiazce”. Robilam badania kilka dni temu i qrde wszystkie badanie parametry przewidzialam celujaco. Niedlugo przestane potzrebowac lekarza i badan heh

            2. Jaspis 16 lipca 2014 o 16:19

              Kiedyś był post o doktorze Słoneczko.
              On leczy mega dawkami D3.
              Czy spotkałaś się aby pisał też o K2 przy takich dużych dawkach D3 ?

          2. Zosia 15 lipca 2014 o 21:42

            K2 bierze sie dopiero wtedy jak przyjmuje sie duze dawki wit D3, tak od 10 tys jednostek. Przy 1500 IU na dobe jest zbedne.

        2. atqa 15 lipca 2014 o 21:52

          Rozkmiń Pepsinku.
          Nawet nie chodzi o mnie tylko o A., któremu nie potrzebny dodatkowy wapń w tetnicach- a wręcz przeciwnie.

          1. Zosia 16 lipca 2014 o 12:50

            Plytka miazdzycowa, sklada sie w ogromnym procencie (teraz nie pamietam dokladnego rozkladu procentowego)z lipidow – tluszczu w duzo mniejszym z bialka i soli wapnia. Na to bardzo dobrze pomaga duza dawka wit C, ktora odpowiada za wzmocnienie naczyn krwionosnych i rozpuszcza plytke. Organizm plytka miazdzycowa uszczelnia kruche naczynia krwionosne. Kiedy naczynia wzmocni sie witamina C plytka jest zbedna i organizm sam jej sie pozbedzi. Przy dobrym nasyceniu
            organizmu wit C nie bedzi tez jej juz gromadzil. witamina bedzie na biezaco rozpuszcac plytke. To musza byc duze dawki C do 15g na dobe. Witaminy C nie mozna przedawkowac organiz ewentualny nadmiar wydali.

    19. pepsieliot 15 lipca 2014 o 11:20

      Atqa no wiem, ale napisałam jakby ktoś jeszcze chciał skorzystać

    20. oregano 15 lipca 2014 o 18:09

      Pepsi, a co sądzisz o tym że wg medycyny chińskiej surowe wychładza, a banany dodatkowo są bardziej wychładzające niż niektóre owoce/warzywa. Ja na ponad-pół-witariance (60%, z 11 bananów dziennie) się nie czułam dobrze, na typowej niewitariance się też dobrze nie czuję ale jednak lepiej; chociaż u mnie ‚lekarz’ tcm stwierdził że jestem wychłodzona, więc może dlatego. nie wykluczam, że spróbuję w przyszłości, jeśli się doprowadzę do porządku, bo szejki bananowe są super. na pocieszenie, jest coś co się zgadza w kwestii zdrowego prowadzenia się u paleo, tcm, witarian i niektórych nawet lekarzy alopatów. dużo warzyw, konieczność ćwiczeń i chodzenie spać o 22! ja na razie zamiast tego wczesnego chodzenia spać dodaję do chleba kiedy piekę, gorczycę

      1. kacha 15 lipca 2014 o 19:55

        To na ogrzanie polecam herbaty z lipy i owoców dzikiej róży. Jak jestem przeziębiona to właściwie lecze się tylko tym. No i czosnek oraz imbir 🙂

      2. pepsieliot 15 lipca 2014 o 20:46

        Oregano, coś trzeba wybrać, zimna woda z rana, zimne szejki wychładzają, ale do czasu. W pewnym momencie, trwało to ponad dwa lata czuję, że jestem o wiele bardziej odporna i na zimno i na upały. Nie można żyć w rozdarciu i w momencie jak jesteś na witarce 811 roztrząsać co mówi o tym medycyna chińska, czy ajurwedyzm, czy homeopatia. Każda z tych terapii niesie z sobą inną mądrość. Naszym zadaniem jest wybrać coś najlepszego dla siebie. Ciągle uważa się dietę śródziemnoorską za najzdrowszą, pełną dobrze schłodzonego czerwonego wina, oliwy, ryb, owoców morza i pomidorów z czosnkiem. Nie interesuję się więc Oregano tym co mówi o moich poczynanaich medycyna chińska, chociaż wiem, że są rozbieżności

        1. oregano 17 lipca 2014 o 13:02

          Pepsi, jesteś super. Właśnie tutaj wszystko wytłumaczyłaś i mnie to przekonuje. Przydałby mi się ktoś z trzeźwym osądem kto by mnie wydzierał rozdarciom, ale wytrzymałby ze mną może półtora miesiąca

    21. kacha 15 lipca 2014 o 20:03

      Ah! Pepsi, mam pytanie. Czy Ty używasz tego „cudownego, wspaniałego” Vitamixa? Czy mielisz w zwykłym blenderze swoje smoothie?

      1. pepsieliot 15 lipca 2014 o 20:38

        Kacha używam jak na razie byle czego i jest ok

    22. marli 15 lipca 2014 o 22:58

      Peps a czemu Ty polecasz i sama stosujesz Omege 3 z ryb? Nie lepsze byłoby siemię lniane albo słonecznik? Przecież ryby są zanieczyszczone, bo woda w oceanach jest zanieczyszczona…chyba ze o czymś nie wiem?
      serdeczności 🙂

      1. pepsieliot 16 lipca 2014 o 06:18

        Marli pisałam o tym już wiele razy, na kongresie lekarzy wegan i wegetarian w Kaliforni były przedstawione różne badania i okazuje się że jeden z kwasów omega 3 nie wchłania się dobrze z roślinnych xródeł. Ja przez rok jadłam tylko siemię lniane i konopie i nie czułam się dobrze. Podkreślam jeszcze raz, że jestem roślinożercą a nie weganką czy wegetarianką, i jak zwierzę roślinożerne muszę wprowadzać niewielkie ilości pokarmów odzwierzęcych. Mam na to głebokie uzasadnienie

      2. pepsieliot 16 lipca 2014 o 06:19

        Omega którą jem i polecam jest całkowicie pozbawiona zanieczyszczeń i transów, a słonecznik to bardzo złe xródło omegi 3 ze względu na olbrzymią ilość omegi 6, slonecznik tylko w malutkich ilościach dla smaczku

        1. marli 17 lipca 2014 o 23:35

          no to jeszcze podrążę, gdyż się nie znam 🙂 jak ta omega z this is bio moze być pozbawiona zanieczyszczeń? to skąd są te ryby??

          1. pepsieliot 18 lipca 2014 o 07:59

            Marli wejdż na stronę otwórz omegę3 i przeczytaj, w jaki sposób, jest to unikalny sposób i zadna inna omega w Polsce nie moze się z tym produktem porównać, a wiec w jaki sposób omega 3 TiB jest pozbawiona metali ciężkich do poziomu niewykrywalnego i dlaczego nie ma transów, w przeciwieństwie do innych omeg:)

    23. Zosia 16 lipca 2014 o 17:23

      Tak 34ng/ml D3 to minimalne stezenie od ktorego wapn sie dobrze wchlania (ciekaw ile osob ma choc takie stezenie?). Przy prawidlowym stezeniu potrzebujemy mniej wapnia.

      Masz racie wit K2 jest od tego by informowac wapn, ze ma sie odkladac w kosciach a nie w tkankach miekkich powodujac zwapnienia.

      K1 – zielone warzywa, K2 (mk-7) – kiszonki i nato (dla mnie obrzydliwe).

    24. Marikka 18 lipca 2014 o 08:07

      Uwielbiam tego bloga! I Ciebie Peps rowniez co wynika z tego pierwszego 🙂
      Od niedlugiego czasu przyglądam siè odżywianiu raw i mam nadzieje się niedługo przestawić ale trapi mnie jedno pytanie: Dlaczego do jasnej cholery 🙂 te porcje np bananów są takie olbrzymie? Czemu to służy? Nie rozpychamy takim poczynaniem żołądka? Na dzien dzisiejszy jak wyobrażę sobie tak olbrzymią porcje to jestem prawie pewna ze nie byłabym sie w stanie ruszyć…. 🙂
      Z gory dziękuje za objaśnienie.

      1. pepsieliot 18 lipca 2014 o 09:18

        Marikko są duże, żeby nie jeść cały czas, jak zwierzę:) mielisz i masz energię na wiele godzin. Chodzi o okresy postu, co wpływa na lepszą gospodarkę zasobami 🙂 Ale nic na siłę!!!

    25. Karola 31 lipca 2014 o 11:03

      Ubawiłam się tym wpisem;)Baaaardzo pozytywny przekaz,nie mogę się oderwać od tego bloga;)Pisz dalej Pepsi;)A tak na marginesie jaki suplement D3 polecasz i kiedy go rzeczywiście zacząć łykać?Teraz chyba szkoda kasy na to?(słońce daje czadu!).B12 mam z solgaru,ale widzę,ze nie masz dobrej opinii o tej firmie choć ja osobiście czuję poprawę;)

    26. Robert 7 sierpnia 2014 o 19:45

      Czyli, na samą chlorelle i spirulinę wydajecie miesięcznie około 450 złotych polskich? Myślę, że dla większości młodych, w tym kraju, po 10 latach bycia w Unii, jest to kwota raczej zawrotna..

      1. pepsieliot 7 sierpnia 2014 o 19:56

        Robert oj tam oj tam, a ile wydają na frytki i colę?

        1. Robert 7 sierpnia 2014 o 20:06

          Masz rację, sorry, nie mogę przestać się śmiać, przez chwilę, potraktowałem twój blog, jak ten kaganek wiedzy, co zagląda pod „wszystkie” strzechy a tu jeszcze daleka droga.. Ja wysłałem linka do Twojego bloga mojemu 19-letniemu synowi..Jego Pani, jest fanką frytek smażonych na głębokim oleju oraz.. nie to może wystarczy….. Mam nadzieję że coś do niego trafi..
          Pozdro Robert

          1. Robert 7 sierpnia 2014 o 20:13

            Ale oj tam oj tam lubię najbardziej,,,

    27. Redka 28 września 2014 o 09:54

      Super jest Twoja dieta Pepsi! Ale – co zrobić z inwazją muszek owocówek??? 🙂 Mam właśnie ich kolonię na bananach. Trzymasz owoce w lodówce, czy masz jakiś tajny sposób na odstraszenie niechcianych skrzydlatych gości?
      Pozdrowionka i owocki

      1. pepsieliot 28 września 2014 o 11:07

        Redka mam kilka sposobów i nie wiem czy to nie za późno, ale może taki post wpadnie, ale trzymam też sporo w lodówce pozdro

      2. atqa 28 września 2014 o 14:56

        Ja polecam plastry na muchy bo tylko one się sprawdziły, a przez całe lato walczylam z trylionami muszek owocowek i zakrywalam owoce gazą, zastawialam „pulapki octowe” i nic…aż w końcu kupiłam plastry które porozwieszalam w kuchni i w ciągu tygodnia pozbylam się paskud.

        1. Robert 28 września 2014 o 18:50

          Ja zastsowałem lampę owadobójczą taką co ma elektrody pomiędzy, którymi pojawia się wyładowanie w momencie, gdy coś, muszka między w nie wlatuje, jakieś 30 zeta w Cast – ramie… np. Zostawiasz na noc w kuchni włączone i rano spokój żadnych muszek owocówek…

          1. Redka 28 września 2014 o 19:17

            Ok, dzięki Kochani 🙂

    28. pascalowa 8 czerwca 2015 o 11:44

      Pepsi, będziesz mnie miała na sumieniu! :p Od stycznia wywaliłam mięso i nabiał z diety, ale mi to nie wystarcza – po dzisiejszych jajkach na śniadanie czuję ię okropnie, blee. Od wczoraj czytam twojego bloga i decyzja dojrzała! 811 to jest/będzie to! Tylko muszę cos wiecej jeszcze o tym poczytać. Stara już jestem (55) najwyzszy czas zadbać o siebie – druga młodość przede mną, hehe.
      aaaaa – jeszcze sobie nabedę drogą kupna instrukcję jak zarabiać na blogu, bo dojrzewa mi pewien pomysł w głowiźnie na swoje miejsce w sieci.
      Zatem idę rzucać gałką, a tymczasem sciskam grabki :*

      1. pepsieliot 8 czerwca 2015 o 14:17

        Pascalowi no to supcio, trzymam kciuki

    Dodaj komentarz