logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
387 online
54 208 450

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • Paskudna recenzja książki Durianridera „Carb the fack up”

    RT4

    Jeżeli chciałabym pisać każdy post dla wszystkich, wkrótce okazałoby się, że piszę dla nikogo.

    Tak jak balsam do wszystkich rodzajów włosów, w rzeczywistości nie nadaje się dla żadnych. Dlatego każdy post jest skierowany do pewnej grupy odbiorców, która faktycznie może z niego skorzystać.

    Inna w tym czasie robi eskapizm, albo buszuje po blogasku w poszukiwaniu wieści dla siebie.

    To oczywiste, że najchętniej pisałabym do hardcorowców, ludzi silnych w realizowaniu swoich postanowień, konsekwentnych, zwartych i dzięki temu zdrowych.

    Ludzi na surowej diecie wysoko węglowodanowej, nisko tłuszczowej, wysoko potasowej i nisko sodowej. And … wysokokalorycznej.

    Program "Jem i ... chudnę"
    Program „Jem i … chudnę”

    Ludzi doskonale nawodnionych i wyspanych. Ludzi dotlenionych codzienną aktywnością, i z wielką ilością wolnych elektronów gotowych w każdej chwili zneutralizować kolejną partię wolnych rodników tlenowych.

    Ludzi świadomie uzupełniających swoją nieidealną dietę i nieidealne wchłanianie odpowiednimi suplementami. Dla ludzi mogących się wylegitymować długą listą aktualnych badań. Ludzi nie stroniących od słońca i owoców.

    Czy tacy ludzie potrzebują czytać blogaska?

    Może, chociaż wątpię

    Taki blog stałby się blogiem niszowym, być może towarzystwem wzajemnej adoracji, bicia piany i szkoda byłoby czasu, żeby go pisać, albo czytać.

    Czyli co zostało ustalone?

    Nie pisz bloga, książek/poradników dla wszystkich, bo nikt z tego nie skorzysta.
    Nie pisz poradników dla nadludzi, bo bardzo zawęzi ci się target.

    Jednym słowem zaspokajaj prawdziwe ludzkie potrzeby, gdy tylko potrafisz.

    Yyy … no właśnie, ktoś tu nie posłuchał moich rad.

    Kontrowersyjny raw Australijczyk Durianrider (ksywka) napisał książkę o uprzejmym tytule „Carb the fack up”, czyli Follow Your Heart With No Fucks Given, w tłumaczeniu mojego kolegi Marcina Mosiejki (i do kupienia na jego stronie tu w formie e-booka) nie wiadomo dla kogo, gdyż posunął się (Durianrider) o jeden krok za daleko.

    Czyżby chciał zagarnąć cały target?

    Tymczasem książka oprócz, że dla fanów, ostatecznie przeznaczona jest raczej dla młodych, zdrowych ludzi, z masą wolnego czasu, zdeterminowanych swoim nie ten teges wyglądem, i niezależnych materialnie. Bowiem starsi, w sensie, że rodzice, rzadko wyrywają się do tego, aby swojej progeniturze sponsorować 50 kilo bananów tygodniowo.

    Podsumowując, pomimo zakusów autora, książka nadaje się raczej dla dość wąskiego targetu.

    Paru kolesi rzuci na nią gałką, żeby się dowiedzieć czy znany kolarz Armstrong częstował koksem swojego sparingpartnera w osobie Duriana, czy też nie? Jednak za mało jest w książce informacji, które zaspokoją pragnienie wiedzy zawodowca, czyli sportowca.

    W didaskaliach dodam, że tak czy siak ludzie zbyt demonizują doping, bo są ciemni jak tabaka w rogu cokolwiek to znaczy, opiniując, że koks to narkotyki. Koks, czyli najczęściej sterydy anaboliczne, mogą wyrządzać i najczęściej wyrządzają szkody zdrowotne, ale głównie zainteresowanym. Nie jest to szkodliwość społeczna na poziomie flaszek, narkotyków, czy nawet darcia faj.

    Tak naprawdę każdy kto pije kawę z rana jest koksiarzem. Każdy, kto trenuje w górach, koksi. Każdy, kto trenuje w sali z małym dopływem tlenu, koksi. Potężny zastrzyk z B12, to też koks. Jednak ogólna szkodliwość społeczna takich działań jest znikoma.

    Wracając do książki

    Kilku sensatów poczuje się jak ryba w wodzie, bo autor nie owijając w cotton leci po guru modnych diet, w tym witarianizmu.

    Leci po paleo, po Atkinsie, ale też po wielkich apostołach witarianizmu, czyli Grahamie i Cousensie, nie mówiąc o szczególnie nielubianym Wolfie. Niektóre wypowiedzi są trochę infantylne, jak ta, że Wilk, pod sukmaną, w domyśle owczą skórą, przechowuje tłusty kałdun, a wszystko przez ziarno kakaowe, które żre na potęgę. A wiadomo, że teobromina plus dużo dolars, to mieszanka niejednemu w saganie mieszająca.

    Do tego grubym guru od diet wysoko tłuszczowych zarzuca Durianrider ospałość, a chudym i sprawnym kaznodziejom witariańskim szarlatanerię.

    Czyżby nikt nie był tak doskonały jak autor i jego panna Free Lee z najbardziej płaskim i pożądanym brzuszkiem na planecie zwanej Ziemia? Nie zapominajmy, że brzuszek jest elementem większej całości, w tym tej z intelektem.

    Szczerze?

    Na początku mnie hibernowało? Ożeż? Przecież sam kiedyś zaczerpnął wiedzę 80/10/10 od Grahama, a teraz wytyka mistrzowi, że utknął na Kostaryce, gdzie głodzi ludzi? Że propaguje mistrz głodówki, aż mu klientka prawie odłożyła widelec?
    Zmroził mnie ten niejako brak lojalności, ale tylko przez chwilę.

    A cooo?

    Z drugiej strony śmieszne jest, że ludzie wierzą w zdrowie i odchudzanie mistrzów, którzy sami są grubi, albo chorzy, a nawet dwa w jednym.

    Gruby Morse odżywiający się, a to praną, na szczęście od czasu do czasu też owocami, również został wyśmiany.

    Najbardziej dostało się Cousens’owi, który jawi się jako okaz oszusta i dręczyciela ludzi, jednak całkowicie został przemilczany fakt, że Cousens potrafi, przynajmniej na YouTubie, wyleczyć cukrzycę typu 2 za pomocą diety wysoko węglowodanowej, nisko tłuszczowej, wysoko potasowej i nisko sodowej. Czyli są to dokładnie te same wytyczne, o których mówi Durianrider w swojej książce, tyle, że węgle to nieczęsto owoce. U Cousensa, ma się rozumieć, nie obowiązuje też zasada 10g węglowodanów na kilogram cielska.

    Nie chorować! Zdrowie, sprawność, zawadiackość

    No i mogę się cofnąć do początku wpisu, ale kto chciałby czytać o zdrowiu?

    Ludzie nie chcą czytać o zdrowiu, ani o bieganiu. Nawet nie chcą wiedzieć, co zrobić, aby ktoś ich pokochał, ani jak zarobić pie nie wychodząc z domu.

    Ludzie chcą czytać o chorobie, w sensie ścisłym o łatwym, domowym leczeniu z poważnych chorób na które zapracowali, często latami

    Zdrowie się ma, pie się ma, o tych rzeczach się nie rozmawia.

    Jerzy Zięba to jakby lekarz, jednak moja misja, to nie dopuścić do tego, aby korzystać z porad lekarza!

    Za wszelką cenę.

    Dlatego preferuję inną dietę i inny styl życia? Nie wyobrażam sobie siebie jako statecznej osoby, siwiuteńkiej, na wpół łysiunieńkiej, z brzuszkiem, będąc jeszcze przed sześćdziesiątką.

    WTF?! Oczywiście sama pisałam po stokroć, że ornitolog nie musi umieć fruwać, ale.

    To samo z Mercolą, często mówię tym samym głosem, ale przecież on ma wolty do owoców, boi się ich jak ognia. Nie boi się z kolei tłuszczu.

    Zupełnie jak ta Pani, która mówi, że ja się z panią pepsi nie zgadzam, z tymi zielonymi szejkami szczególnie, bo od tego kwas moczowy idzie w górę. Ma też ta Pani od dawna poziom witaminy D poniżej 10, ale jeszcze nie bierze nic na to. Ma czas. Przy czym jest totalnie chora na kości, stawy i każdą tkankę łączną.

    Jeżeli komuś wydaje się, że konfabuluję, to niech mu się nie wydaje.

    Wracając do Durianridera i jego książki, przejechał się więc nieborak po konkurencji.

    Ktoś się oburzy może, jakaż to konkurencja dla DR?

    Przecież on jest ponadto! Nie sprzedaje supli jak Paul Nison, czy pepsi, nie handluje teobrominą, ups, raw czekoladą gorzką, jak Wolfe, miksturami ziołowymi sporządzanymi drżącą łapą Morse i nie handluje też błonnikiem na ciężkie zaparcia na diecie Atkinsa? Generalnie niczego nie sprzedaje?

    Yyy … wręcz przeciwnie, DR to świetny sprzedawca

    Każdy kto kiedyś sięgnął po „Strategię Błękitnego Oceanu” (polecam) Renee, zrozumie, że jak najbardziej się tu sporo sprzedaje. Sprzedaje się oglądalność, sprzedaje się dietę i jej utensylia w postaci książek, wabi się ludzi płaskim brzuchem Free Lee i sprzedaje się bezpłatny festiwal nowej diety „rt4”.

    I bardzo dobrze.

    Książka nie jest spójna to mniej dobrze

    Świetnie się czyta szczere opowieści z życia wzięte, dotyczące jazdy na rowerze, scenek sytuacyjnych i porad technicznych osoby, która wie jak się jeździ na rowerze i biega.

    Trochę słabo na tym tle wypadają zalecenia, które mogłyby zadowolić grubasów. Dla nich powstaje specjalna, dziwaczna?, opowieść wpleciona w rzeczywisty trening sportowca na światowym poziomie, jakim jest Durianrider.

    Na przykład ta rada, aby biec minimum 90 kroków na minutę, że to będzie spoko. Biegł ktoś 90 kroków na minutę? Chyba, że w milowych buciskach. To praktycznie stanie w miejscu, to są rady dla bardzo, bardzo otyłych ludzi, którzy ledwo się toczą. No to powiedzmy sobie, że są to takie rady i będzie git.

    Sprostowanie

    Oczywiście wkradł się błąd do tłumaczenia Marcina, gdyż tu nie chodzi o 90 kroków na minutę, tylko o kadencję 90, czyli jest to 180 kroków na minutę. Zegarek biegaczy mierzy tylko kroki jednej nogi. To jednak całkiem sporo. Bo ludzie, którzy robią ultramaratony starają się trenować 95 i to jest naprawdę różnica.

    Uderzającą niespójność widać, gdy na tematy biochemii, metabolizmu, czyli wartości, którymi dobrze byłoby się podeprzeć, gdy radzi się ludziom jedzenie bananów z cukrem z cukierniczki (brązowym, ale na filmiku, który zniknął z sieci, ludzie przysięgali, że białym), a więc gdy na te tematy mamy wypowiedzi laika. Nie podparte badaniami.

    Nie mówię, że to nieprawda, ale że są to tak odpowiedzialne sprawy, że należałoby wytłumaczyć ludziom, dlaczego nie zaszkodzi im taki cukier, chociażby w kontekście raka. Nie wszystko przecież sprowadza się do szczupłej sylwetki.

    Książka ma ponad 500 stron, ale nie odpowiada pełnym zdaniem na najbardziej podstawowe pytanie:

    Owszem wierzę ci Durianrider, prawdopodobnie w końcu schudnę, ale powiedz mi dlaczego takie tony cukru będą dla mnie dobre z innych powodów? Ja jebie Durianrider. Nie leć w kulki, jak to jakich? Prozdrowotnych!

    Dziwi więc, że owe lapidarne wypowiedzi dotyczące ludzkiego organizmu w kontekście zdrowia, w połączeniu z kolokwialnym i co tu dużo mówić dość niezamożnym językiem, nagle zderzają się z dziesiątkami myśli na miarę Kierkegaarda (omc). Durianrider w pewnym momencie leci jedną życiową maksymą za drugą, z których wiele jest w takim rozbracie z resztą książki, że raczej traktujemy je jak cytaty, czy zapożyczenia od innych mądrych ludzi.

    To jest najsłabsza część książki

    Te tytuły na stronę niszowej gazetki„ Jestem naturystą, tu i teraz, pomagam ludziom, ale raczej ludzie mnie nakurwiają”. Może ktoś wydaje takie pismo?

    Na koniec paszkwila zostawiłam cymesik, że Durianrider zaleca dietę odchudzającą, która może zadziałać, albo za 3, albo za 5 lat. W początkowym (3 lata?) okresie można na niej yyy …przytyć. Ma to swoje dobre strony, bo jakby nie zadziałała nigdy i tak ludzie zdążą już zapomnieć, że na niej byli.

    I jeszcze jedno, cokolwiek nie powiedzieć Durianrider jest człowiekiem dowcipnym, co widać na wielu filmikach witarianina szołmena, niestety książka jest mało śmieszna. Nie wiem, czy nie jest to wina tłumacza, ale wpierdalanie węgli jakoś nie śmieszy, chociaż zwykle faki działają na mnie rozweselając.
    Zabrakło finezyjności, wyrafinowania, lekkości, zgoła misterności?

    A niech tę pepsi gęś kopnie!

    Podsumowanie:

    Durianrider napisał słabą, jak na niego, książkę, ale opisał w niej dietę, która jest również moją. Ze wszystkiego co można jeść, wybrałam to samo. Ten sam sposób życia, docelowo styl życia, nie mając nawet pojęcia, że DR i jego panna istnieją.

    Rozumiem

    Rozumiem, że wystarczy ograniczyć białko do faktycznego naszego zapotrzebowania, czyli na poziomie 5%, mówi się 10% tylko po to, aby na pewno zapewnić sobie 5%.

    Rozumiem jak bardzo mogą szkodliwe być tłuszcze, gdy będziemy nawęglać nasze ciała.

    Rozumiem znaczenie nawęglania ciała, w tym mózgu, dlatego rozumiem konieczność ograniczania tłuszczów, nawet tych pysznych, jak awokado, czy migdałów.

    Rozumiem, że człowiek musi dużo jeść, aby być odżywiony.

    Rozumiem, że chów przemysłowy niszczy planetę, ale rozumiem też, że dziwnym jest hodować zwierzę we własnej oborze, nadać Kwiatuli imię, a potem ją humanitarnie zarżnąć.

    Rozumiem, że człowiek ma być doskonale nawodniony.

    Rozumiem, że ma wcześnie kłaść się spać i wcześnie wstawać.

    Że ma codziennie uprawiać sport i prawidłowo oddychać.

    Rozumiem, że ma to wszystko robić, aby być zdrowym i wolnym. A szczupłość jest tylko wypadkową tych wszystkich działań.

    Szczupłość to odłamkowy.

    Rozumiem, że człowiek powinien się dzielić z biedniejszymi tym co posiada. Mam na myśli wartości zarówno materialne, jak i intelektualne.

    Jestem wdzięczna

    Jestem wdzięczna, że tacy ludzie jak Durianrider są na świecie

    Zazdroszczę

    Zazdroszczę, że nie jestem już w drodze do Tajlandii, żeby spotkać się z nimi wszystkimi, w tym z Durianriderem, Marcinem i Free Lee na zlocie rt4, na wielkiej zabawie w odchudzanie, a dla mnie na zabawie w zdrowe życie, bo też, tak jak oni, jestem już chuda jak szczapka.


    peps

    Blog pepsieliot.com, nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.

    Może rzuć też gałką na to:

    Przerywane „Jem i …chudnę” poszczeniem bezapelacyjnie najlepszą dietą na świecie

    Dobre suplementy znajdziesz w naszym Wellness Sklep


    Disclaimer:
    Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, dlatego nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.

    (Visited 4 573 times, 1 visits today)

    Powiązane artykuły

    1. soloensumundo 28 maja 2015 o 12:40

      Nie rozumiem tego co piszesz, na początku hańbisz to co oni robią później przyznajesz że to też twoja dieta i właśnie dlatego moim zdaniem powinnaś się cieszyć że ktoś w taki sposób ją promuje. Nie wiem może też do końca nie rozumiem twojego przekazu wypowiedzi.
      Pozdrawiam Paula

      1. pepsieliot 28 maja 2015 o 12:58

        Paulo nie odpowiadam za to co rozumiesz, a czego nie rozumiesz, to już Twój problem,i jeszcze jedno yyy … czytałaś tę książkę?
        pozdrawiam2

    2. ANNA 28 maja 2015 o 12:45

      Pepsi, a kiedy rozwiązanie konkursu odnośnie przepisu z umieszczeniem fioletowego cuda? A może przegapiłam?

      1. pepsieliot 28 maja 2015 o 12:55

        Nie Anno w weekend, bo chcę wykonać jeden z przepisów i zrobić focie a mam urwanie głowy

        1. Hubert 28 maja 2015 o 16:00

          O, zapewne mój!!!
          No dobrze, ale a propos targetów i innych takich: może by Pani Pepsi Eliot skrobnęła coś niecoś na temat alergii sezonowych? Może to dotyczyć więcej niż kilku osób, a obecnie to i owo pyli, i to zdrowo, że tak powiem. Mnie też, jak już od lat w okolicach czerwca, zaczyna coś łapać (co roku myślę, że zmiana odżywiania i wieczne oczyszczanie powinno wreszcie pomóc i mnie nie złapie, ale to mrzonki). Ratuję się kwasem askorbinowym i chyba pomaga, bo rano lekko pieką mnie oczy, pojawia się katar itd., a w ciągu dnia już wszystko znika; tyle tylko, że jest to działanie doraźne i muszę tak codziennie przez pół dnia co jakiś czas jakieś 1/3 łyżeczki tej witaminy brać; no ale dobre i to.

          1. grzegorzadam 24 sierpnia 2017 o 13:01

            Może to dotyczyć więcej niż kilku osób, a obecnie to i owo pyli, i to zdrowo, że tak powiem”

            Mogą być braki wit.D również:
            http://www.pepsieliot.com/tradzik-rozowaty-czyli-6-sposobow-zdrowa-cere/

    3. soloensumundo 28 maja 2015 o 13:12

      Jestem w trakcie czytania

      1. pepsieliot 28 maja 2015 o 13:30

        no i nie zauważyłaś analogii? a co gość pisze o innych witarianach?

    4. MiRaw 28 maja 2015 o 14:32

      Dzięki za recenzje Pepsi 😉 kupiłam tego e-booka jakiś czas temu i chyba przeczytałam stronę stwierdzając, że przeczytam później, jak znajdę czas; pierwsze co mnie uderzyło to w pewien sposób wyniosłość ponad innych witarian Ale nie wypowiadam się dalej, bo nie przeczytałam do końca, więc może przekaz książki jest całkiem ok.
      Powiem Ci, że ja czytam Twojego bloga bo lubię, bo czasem poruszasz tematy, które a nóż widelec moga pomoc mojej rodzince i odsyłam ich do Twojej strony. Z resztą swój do swojego ciągnie; fajnie mieć poczucie, że jest na świecie taka Pepsi, która odżywia się tak, jak ja; wyróżnia się spośród normalności ludzkiej, to chyba też, tak jak ja i dzieli się swoją wiedzą z innymi; to jeszcze nie tak jak ja. Ale powoli zaczynam w głowie układać sobie plan założenia strony o surowo sportowym moim świecie, z przesłaniem dla innych.

      Wielkie dzięki Pepsi, że kiedyś przyszło Ci do głowy pisać, zarabiać i dzielić się tym wszystkim na blogu 😉 Jesteś wielka!! 😉

      Pozdrawiam

      Mi_Raw

      1. pepsieliot 28 maja 2015 o 14:47

        MiRaw ściskam 🙂

    5. paula 28 maja 2015 o 19:32

      osobiscie uwazam ze durianrider i freelee stracili kontakt z rzeczywistoscia. Kiedys lubilam ogladac ich filmiki itd. Obecnie bije od nich taka argancja ze ja nie dam rady juz ich ogladac. Zajmuja sie tylko obgadywaniem dupy innym, wedlug mnie bije od nich straszna negatywnosc. juz nie wspominajac o jednym z ostatnich filmikow gdzie freelee powiedziala ze Ci Co jedza mieso zasluguja tylko ja smierc.

      1. Oktawson 29 maja 2015 o 15:14

        Mimo pewnej zgodności co do diety DR & FL, również uważam, że są mega aroganccy i cały czas się bronią przed atakiem „obcych”, o czym sami mówią, zachęcając do wzięcia udziału w, jakże free, zlocie RT4! Paranoja i projekcja! Tylko strzeż się, jeśli twój poziom fatu jest delikatnie wyższy i jesz o jednego banana mniej od nas!!!!

    6. Penyihir 29 maja 2015 o 09:33

      Ten Durian od początku mi się nie podobał… 🙂

    7. niki 30 maja 2015 o 15:54

      pepsi, a ty co sądzisz właśnie o tych głodówkach Grahama?czy to faktycznie pomaga czy szkodzi tak jak było kilka przypadków,co mało nie umarli Słyszałam też,że takie głodówki mogą zrobić więcej szkody niż pożytku bo robi się mutacja genów. Czy to tak?

      1. pepsieliot 30 maja 2015 o 16:07

        to samo sądzę co durianrider

    8. ANTYDURIANOWA 14 czerwca 2015 o 00:32

      Przepraszam, natrafilam na ten blog przypadkiem…zaciekawil mnie wpis o insulinoopornosci i obok zobaczylam DURIANRIDER…jesli Ty to pisalas na powaznie na jego temat i jego „ksiazki” to gratuluje. WY ludzie nie widzicie jak ten czlowiek wyglada? On nie ma miesni ani tluszczu, chodzacy szkielet z twarza 80latka. Zero wiedzy. Chocby jego video na temat glikacji (advanced glycation and products) gdzie (jeszcze wtedy promowal surowe jedzenie i przysiegal ze NIGDY nie wroci do gotowanego….) mowi o tym jak smazenie i gotowanie miesa wytwarza szkodliwe AGE’s. A bo tylko mieso mozna gotowac tak? A o parowaniu warzyw nie wspomni, tez to takie trujace jest? Jesli podjal temat AGE’s to powinien wiedziec, ze FRUKTOZA powoduje najwieksza ilosc zaawansowanych produktow glikacji. Degraduje kolagen i elastyne co widac na zalaczonych obrazkach, czyt. FREELEE i DURIAN. No ludzie, Wy widzicie i nie grzmicie? Ile Ci ludzie maja lat? Po 30stce czy 40stce? Nie wiem ale wygladaja tragicznie. Dodam jeszcze cos. Mialam kiedys do czynienia z osoba podobna z wygladu i charakteru do Durianridera, ktora cpala kokaine. On zachowuje sie identycznie, widac ze cpa. Poza tym to co oni robia to promowanie ZUZYWANIA ciala. Traktuja zarcie jako paliwo (bananiska i inne wysokocukrowe gowna) zero tluszczu i bialka a co za tym idzie wartosci odzywczych i makroskladnikow. Do tego nieopisana ilosc przejechanych km na rowerze. Zalozmy sie tu i teraz w jakim wieku oni wykituja. Bo to jest ZUZYWANIE energii, nie dbanie o siebie. Do tego masakryczna ilosc kcal. Wiec chcialabym zobaczyc zarowno zalozycielke bloga jak i jej „fanow” za powiedzmy 5 lat. Wpadne tu o ile pochwalicie sie zdjeciami waszych mlodzienczych twarzyczek i jedrnych cial…normalnie kon by sie usmial. Nie mam szacunku dla ludzi ktorzy promuja takie gowno. A dla waszej wiadomosci moze tego nie wiecie ale ta cala Freelee to nie tylko cycki zrobila ale tez odessala tluszcz z brzucha co wiem z pewnego zrodla, polki ktora mieszkala nieopodal ich nory. O reszcie nie wspomne.

      1. pepsieliot 14 czerwca 2015 o 13:46

        antydurianowa idx się lecz z nienawiści i niezrozumienia

      2. grzegorzadam 24 sierpnia 2017 o 14:33

        FRUKTOZA powoduje najwieksza ilosc zaawansowanych produktow glikacji.”

        W postaci syropu z kukurydzy owszem.
        Fruktoza owocowa naturalna jest ok.

    9. Bee 6 lipca 2015 o 10:26

      DR już nie jest weganinem, wrócił do mięsa, miał niby przez tę 14letnią dietę problemy zdrowotne. Szczerze to odkąd go poznałam czyli od 3ech tygodni? nie dało się go polubić. Zanim nakręcił nowe filmiki o powrocie do mięsa był strasznie negatywną osobą

      1. pepsieliot 6 lipca 2015 o 11:44

        ale jaja, to chyba jakiś dowcip

    Dodaj komentarz