logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
177 online
55 289 226

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • Kiedy rozstanie prowadzi do martwego punktu zrób z niego lemoniadę

    A masz może jakąś radę jak sobie poradzić z dołem po rozstaniu? Gwoli ścisłości – ja zdecydowałam o rozstaniu po ponad 12 latach, bo ten związek mnie dobijał, tak w wieeelkim skrócie, a to przecież chyba nie o to tym chodzi. Całe szczęście nie było ślubu, dzieci też nie ma. Zostałam sama, ze zwierzakami w tak naprawdę obcym mieście (wszyscy znajomi byli z jego strony) i nie wiem co ze sobą zrobić.

    W całym dorosłym życiu nie byłam sama ani przez chwilę, trochę pod kloszem i teraz zaczynam wszystko od zera. Przeprowadzać się nie chcę, bo mam fajną pracę i mieszkanko, które wynajmuję, ale nie potrafię dojść ze sobą do ładu. Pierwotna ulga, tuż po rozstaniu, przeszła w poczucie pustki, trochę żal i strach, co dalej i nie mam pomysłu jak zmienić ten stan.

    Czasem mnie to wszystko tak paraliżuje, że nawet nie mam ochoty wyłazić z domu. Trwa to już kilka miesięcy i zastanawiam się czy to minie samo, może to taki okres, kiedy muszę odchorować złe doświadczenia.

    Powiem Ci, że Twój blog dał mi bardzo dużo – jestem od ponad roku na poście przerywanym, biorę suple i generalnie pod Twoim wpływem bardzo zmieniłam swoje życie, co mi pomogło, bo wcześniej było dużo gorzej niż teraz, mimo wszystko. Chyba dzięki tym zmianom udało mi się znaleźć siłę na rozstanie, o którym myślałam od wielu miesięcy… Ale teraz jestem w martwym punkcie…

    Oj Ania, Ania. Odpowiem Ci jak kumpel odpowiada kumpeli.

    Zazwyczaj Peps odpowiada na komenty, ale dziś ja przejmuję pałeczkę. A co mi tam… Pepsi pewnie podziękowałaby za komcia (tak się na to mówi?) no to i ja dziękuję. Dzięki Ania.

    TU KUPISZ PAKIET GOLD do programu „JEM I … CHUDNĘ”

    Dół po rozstaniu zdaje się być sprawą co najmniej nieuniknioną

    Nieważne czy dopadnie Cię szybciej, czy później – w końcu napatoczy się to takie na drogę, przykleja się do krtani całe rozedrgane i kopie Cię po jajach aż zwiniesz się w kulkę.

    Ludziska wiążą się z różnych powodów – przez strach, przez poczucie samotności, przez próbę zapełnienia pustki w sobie kimś z zewnątrz, z potrzeby posiadania kogoś, kto zajmie wolną przestrzeń w mieszkaniu, wieczorami zbyt dużym żeby być tam samemu. Kogoś kto będzie pasować do torebki chociażby, tak jakby to było wykonalne.

    Na początku jest chemia, na początku jest wielki wybuch, który zapełnia tę pustkę. Bach-bach. Znajdujesz kogoś na własne podobieństwo, na podobieństwo matki, ojca, albo tego sławnego aktora z telewizji.

    I wydaje Ci się, że to ten jedyny. W tamtej chwili pewnie i tak jest. Rezonujecie ze sobą, dzielicie doświadczenia fajne i te wcale niefajne, nadajecie na jednaj fali.

    A później rozstajecie się. Ten jeden jedyny mija, ta jedna jedyna pakuje manatki i odchodzi. Najgorzej jak jeszcze zabierze ze sobą wszystko i nic nie ma poza czerstwymi wspomnieniami.

    Jakiś czas temu ktoś zapytał, dlaczego jestem sam

    Ty Horruś sam? Tak być nie może!

    Aż zawyłem z uciechy! Uhihi, ahaha. Sam? Stara – powiedziałem – otaczają nas miliardy ludzi, gdzie nie pojedziesz, nie polecisz i nie poleziesz. Do tego, proszę ja Ciebie, reptile, obce cywilizacje, kosmici w ludzkiej skórze. Kilka wymiarów, różne linie czasowe – nigdy nie jestem sam. Trajkocą w radiach i w telewizorach, gapią się z bilboardów prosto w okna, tak że nie możesz spać. Poza tym – lubię moje bogate życie wewnętrzne. Jeśli mam je z kimś dzielić, niech będzie to ktoś, kto jest moją bratnią duszą, a nie zapychaczem wolnej przestrzeni.

    Powaga. Po co komu te zawiłości i związkowe komplikacje wszelkiej maści?

    Jak wspominałem, wiążemy się z najprzeróżniejszych powodów. Najczęściej wynikają one z ego wiążących się. Być może już się spotkali, już była ta energia, a może dopiero będzie. Być może to element lekcji, ale ta lekcja się skończyła i pora się rozejść. Czy to coś złego? No nie sądzę. Jesteście dwójką różnych ludzi i idziecie dwiema różnymi drogami, choćby tę łączyły się na chwilę.

    Złe (chociaż to ocena), albo mówiąc inaczej energetycznie szkodliwe, jest podtrzymywanie takiego związku kiedy wszystkie więzy puszczają i od siebie odpadacie, a jednak trzymacie się siebie kurczowo i na siłę jak dwa magnesy, którym ktoś pozamieniał bieguny.

    Jesteś w tu i teraz

    W tej chwili nie liczy się to co było. Związek to zbiorowa momentów, które wpłynęły na Ciebie w różny-różnisty sposób, być może na zawsze. Dlaczego smucić się z powodu doświadczeń, jakimi by nie były? One już minęły i są wspomnieniami. Dlaczego coś co było pali żywym ogniem dlatego, że się skończyło. Tego nie ma.

    Stajesz się baterią matrixu. Tym jest Twój smutek – energią, która zasila tych, którzy robią wszystko, żeby Twoje ego wariowało i podsycało w Tobie takie uczucia.

    Ten związek już był. Wszystko co przed Tobą dzieje się teraz. Serio chcesz zmarnować cudowne tu-i-teraz na smutek z powodu czegoś co się skończyło?

    Akceptacja

    Zaakceptuj smutek, może wkurwiona, może zagubiona, czy jaka byś nie była. Jesteś teraz (TERAAAAZ) sama i to jest okej. O-KEJ. W porzo. Podjęłaś słuszną decyzję. Radzisz sobie z tym dobrze, bo najlepiej jak potrafisz. Świat Ci sprzyja. Uniwers robi wszystko żeby było Ci dobrze.

    Otwórz się na to i zaakceptuj rzeczy takimi jakimi są. Daj energii kanał, którym trafi prosto do Ciebie.

     

    Andy Warhol mawiał, że jeśli bardzo czegoś pragniesz, powinnaś przestać – wtedy to dostaniesz. Zresztą mawiał tak nie tylko on. Osho też.

    Nie jesteś sama

    Jesteś w kosmosie, otoczona tłumem istot. Medytuj i czuj dobre wibracje. Książki czytaj. Biegaj, tańcz, spisuj swoje bieżące emocje jeśli jest ich dużo – to doskonała nauka obserwacji i uważności. Później możesz zwinąć ją w kulkę i wykopać przez okno. W ogóle pisz coś, albo rób cokolwiek co sprawia Ci przyjemność. Bądź tym co robisz. Obserwuj siebie kiedy wykonujesz najmniejsze rzeczy. Jak parzysz herbatę, jak się smucisz, jak się śmiejesz.

     

    Na zawsze Twój,

    Horry Porttier

    (Visited 4 191 times, 4 visits today)
    Horry Porttier - Nius pojawił się niespodziewanie na stronie i nie wiadomo kto go napisał … Nie znamy Horrego Porttiera.
    Blog pepsieliot.com nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.
    Może rzuć też gałką na to:

    Dobre suplementy znajdziesz w naszym Wellness Sklep
    Disclaimer:
    Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, dlatego nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.

    Powiązane artykuły

    1. Nina 17 listopada 2017 o 21:02

      To Ty Horry nie masz dziewczyny?;) ojacie

      1. Horry Porttier 17 listopada 2017 o 23:35

        nikt nie ma nikogo <3

    2. Gosialavenda 17 listopada 2017 o 21:25

      Horry, bardzo pozytywna z Ciebie istota, podpisuję się pod tym co napisałeś i nie o to chodzi, że chcę ukraść Twój tekst :-). Przesłałes jej dawkę pozytywnej energii, a przy okazji pokazałeś, że nikt we wszechświecie nie jest samotny. No przecież ma nas, rodzinę Pepsiaków. Pozdrawiam .

    3. katsevmanus 17 listopada 2017 o 23:27

      Rozstałem się po 12 latach, chociaż dobrze byłoby wcześniej. Nie ma co gdybać. Związek stał się nieaktualny, lekcja pobrana, ale czy odrobiona? Raczej jestem w trakcie. Zbyt kurczowo się tego trzymałem, wyszedłem z tego związku jako wrak w pewnym sensie, wszystkie wskaźniki życiowe ostro w dół. Tak bardzo mi zależało, że byłem ślepy na to co się dzieje. Z tego względu, że jest dziecko, to mam kontakt z moją byłą partnerką i to jest dla mnie mega trudne, bo wszystko odżywa, wszystkie żale mnie potem męczą. A czasem to, że jest dziecko jest tylko wymówką, bo jakoś jestem przywiązany do tej kobiety, i sie pojawiam, co zdrowe nie jest. ZAPOMINAM SIĘ! To jest największy błąd jaki robię, chwytać się myśli i emocji, przyklejać do tego świadomość, zamiast po prostu zadbać o siebie, posprzątać różne sprawy. I żyć!!! Dzięki za wpis, dla mnie bardzo w punkt i odpowiedź na to, co przeżywam.

    4. Aga 18 listopada 2017 o 09:04

      Wszystko ok, ale co jak jest dziecko?

    5. Gabi Orchita 18 listopada 2017 o 15:28

      Mega pozytywne wypociny, uwielbiam to.
      A co gdy partner mówi ; „bez Ciebie życie nie ma sensu i gdyby Ciebie zabraklo, odebrałbym sobie życie „? A jeśli to nie tylko partner a mążusio tak mówi, a nie rzuca słów na wiatr więc kto by chciał taką kulę u nogi a jednocześnie kto chce odpowiedzialnosci za mogącą zdarzyć się tragedię?

      1. Pepsi Eliot 18 listopada 2017 o 16:13

        Dobrze byłoby się zastanowić, dlaczego w naszym polu znalazł się szantażysta. Szantaż nie ma nic wspólnego z miłością, dlatego pewnie ten związek ma takie problemy.

    6. Gosialavenda 18 listopada 2017 o 16:34

      O tak Pepsi, masz świętą rację. Najgorzej wpaść w szpony szantazysto-manipulanta, który będzie wzbudzał w partnerze poczucie winy. I bedzie mówił, że po twoim odejsciu sam sobie nie poradzi, albo ty zginiesz bez niego.A może mogłabyś stworzyć osobnego posta, ktory nauczy rozpoznawać manipulantow .Mają oni przecież pewne podłe cechy i obrzydliwe zagrywki po ktorych ich poznać. Zrob to, a bedziemy Cię jeszcze bardziej kochać. A być może pomożesz się komuś wyrwać z tosycznego zwiazku. Lavendowe uściski.

      1. Pepsi Eliot 18 listopada 2017 o 16:49

        <3

        1. Ruda'90 18 listopada 2017 o 17:25

          Tkwiłam w takiej relacji przez pewien czas. Poznałam go przez Internet, urzekła mnie w nim jego wrażliwość i „kochliwość”. Pierwszy sygnał „alarmowy” już miałam po miesiącu znajomości kiedy nie odpowiadając na jego wiadomości przez jeden dzień (byłam bardzo zajęta), powiedział że wylądował z nerwów przeze mnie w szpitalu, miałam mu odpisywać zawsze i wszędzie. Oznajmiał, że mnie kocha, jestem tą jedyną, beze mnie jego życie straci sens. Miał depresje i kazał mi siebie rozumieć, mam akceptować go i jego zachowanie (ciągle był smutny, narzekał, obrażał mnie gdy chciałam od niego odetchnąć). Byłam przytłoczona i jednocześnie uczucie coraz mocniej gasło. Chciałam odciąć się, ale było mi go żal. Przez pewien czas byłam z nim z litości, do czasu. Kiedy postanowiłam definitywnie zakończyć z nim relacje, zaczęły się większe szantaże – że przeze mnie będzie musiał brać leki antydepresyjne, że pogłębi się jego depresja, że jestem taka i owaka, ale on i tak mnie kocha i ja też jego powinnam, że nikt mnie nie będzie kochał jak on mnie, że beze mnie on sobie odbierze życie… koszmar! Pisał mi po łacińsku jakieś sentencje, mówił, że to klątwa i mnie zaklina na wieki. Pewnego dnia, zablokowałam go wszędzie, usunęłam jego numer i wszystko co z nim związane. Ta błoga cisza, tego mi brakowało. Zaznaczę jeszcze, że ten Pan się uważa za oświeconego, bywa tutaj również. Nie oceniem, ale nie chcę spotkać nigdy więcej podobnej osoby w swoim życiu. Kompletnie ze sobą nie rezonawaliśmy, zastanawiam się dlaczego go spotkałam na swojej drodze życiowej? Przez cały czas trwania tej relacji czułam się jakby ze mnie energia wypływała, zaś on mówił, że to ja mu ową energię zabieram i jestem „wampirem engergetycznym”.

          To była ciężka lekcja, ale dziękuję za nią. Od tamtej pory zaczęłam spędzać dużo czasu z przyrodą i naturą, w samotności, trenowałam uważność, stało się coś pięknego. Wszystko w moim życiu zaczęło się układać, zaczęłam spotykać świetnych ludzi, wyprowadziłam się na piękne Kaszuby i tam zamieszkałam w domku z własnym ogródkiem, spotkałam mężczyznę, z którym jestem do teraz, być może nie na zawsze, ale w tu i teraz jest nam cudownie. Kocham siebie, kocham Was wszystkich. Chciałabym by Ziemia kiedyś była przepełniona samą dobrą energią, dlatego zmianę zaczęłam od siebie.

          1. Pepsi Eliot 18 listopada 2017 o 18:18

            Och Ruda <3 <3

            1. Gosialavenda 18 listopada 2017 o 20:07

              Ruda cudownie, że wyswobodzilaś się z jego rąk. Bardzo dobrze, że miałaś oczy i uszy szeroko otwarte, bo mogłabyś źle skończyć. Mniej spostrzegawcza kobieta jego zazdrość i zaborczosc odebrałaby jako objawy wielkiej miłości, takiej która przydarza się tylko raz, bo on jest taki czuły, kochający, zazdrosny i nie może przestać o mnie myśleć, nie może żyć beze mnie. Byłaś czujna, nie dałaś się oszukać i nie dałaś sobie wmówić, że jego obsesja to miłość. Gratuluję mądrości i dalekowroczności oraz odwagi, że że chciałaś opisać swoją historię, historię jak wiele, tyle, że z happy endem. Pozdrawiam Gosia.

      2. Gonzo 19 listopada 2017 o 00:46

        Dokładnie. Jak robię rekonesans, to patrzę jak traktuje kelnerów, sprzątaczki, sprzedawców etc. Tutaj często wychodzi szydło z worka.. No i zawsze trzeba patrzeć na czyny, a słowa to zbędny PR 😉

    7. Ruda'90 18 listopada 2017 o 21:21

      Z jednej strony faktycznie zaczęłam myśleć, że może to faktycznie TO, powinnam mu dać szansę i spróbować go „pokochać”, bo może nie poznam nikogo kto mnie „pokocha” tak bardzo jak on. Zgubne myślenie, na szczęście w niedalekiej przyszłości mnie „oświeciło”, że nie to jednak nie to i muszę podziękować typowi. Bardzo dużą role odegrałaś Ty Pepsi, czytałam i czytam Cię codziennie. Mogę nawet powiedzieć, że dzięki Tobie się to tak dobrze potoczyło. Ale moment podjęcia decyzji o całkowitym odcięciu się był niesamowicie trudny, co go blokowałam, to zakładał nowe konta by do mnie wypisywać, musiałam usunąć swoje konta z social media i założyć nowe, bardziej incognito, tylko dla przyjaciół.

      W nawiasie. To był facet z bardzo niskim poczuciem wartości, zakompleksiony, w dużej depresji. Chciał na siłę być z kimś na zawsze. Po rozstaniu zaczął mi życzyć najgorszego, ale chwileczkę – po rozstaniu stało się najlepsze 🙂 jak na przekór co?

      Myślę Pepsi, że faktycznie wpis o takich manipulantach mogłabyś podjąć, bardzo ważny wpis. Nie każdy kto trafi z manipulantem w związek umie się wyswobodzić. Taki wpis mógłby pomóc niektórym i to bardzo.

      Love i ovocki !!!

      1. Pepsi Eliot 18 listopada 2017 o 23:39

        napiszę

    8. Felcia 18 listopada 2017 o 22:10

      Pepsi help…
      codziennie rano piję ciepłą wodę z kurkumą i miodem + cytrynka, później szejk duży z Twoimi greensami, potem jem jaglankę, potem do 18 obiadokolacja, oprócz tego suplementuje D3+K2 i B12… no i co… od tamtego tygodnia pojawił mi się niesamowity świąd głowy, łupież, cały czas mam zatkany nos, ciągle kicham, łzawią, swędzą i szczypią mnie oczy… co to może być i co polecasz? podkreślę że od długiego czasu jestem zdrowa jak ryba i pierwszy raz mi się coś takiego zdarzyło…

      1. Pepsi Eliot 18 listopada 2017 o 23:38

        na jakiej byłaś przedtem diecie? jadłaś już wcześniej chlorellę?

        1. Felcia 18 listopada 2017 o 23:42

          chlorelle, spirulinę już od 3 lat suplementuje i nie było żadnych akcji tego typu

          1. Pepsi Eliot 18 listopada 2017 o 23:44

            to na pewno nie to, to może być efekt silnego oczyszczania, dlatego chcę ustalić co jadłaś wcześniej,

          2. Felcia 18 listopada 2017 o 23:45

            tak sobie myślę… czy jest możliwe że to się stało przez to, że zaczęłam czyścić zatoki (tak jak w rytuale z zaczęciem dnia jak joginka, co napisała Emanuella) tylko że wodą z kranu?

          3. Felcia 18 listopada 2017 o 23:52

            ale może i fakt z tym silnym oczyszczaniem, od jakiegoś czasu wyeliminowałam totalnie gluten, mięcho już od dawien dawna nie tykam… generalnie staram się jak najbardziej raw lub używam piekarnika lub gotuję (zero smażenia)… zaczęłam czyścić codziennie jęzor, zatoki… fakt, czuję się taka jakaś lżejsza, tylko co zrobić żeby te objawy znikły…

            + mój organizm już kompletnie nie czuje pociągu do „niezdrowej” szamy, serio, wcześniej miałam takie ciągoty, jakby coś we mnie siedziało i to chciało, a teraz kompletnie zero i null, mało tego jak widzę np. chleb lub jakieś chipsy to mnie bierze obrzydzenie

            1. Pepsi Eliot 19 listopada 2017 o 00:08

              jeśli to nie alergia na jakikolwiek składnik, to wszystko zniknie

            2. Gonzo 19 listopada 2017 o 00:18

              Gratulacje 🙂 Mi na początku raw jak miałam silne objawy oczyszczania pomagało zjedzenie jakiegoś „syfu”. Naprawdę :). Gdzieś na forum Kundalini to znalazłam i faktycznie działało….

    9. Ania 19 listopada 2017 o 00:02

      Horry… Wariacie… Bardzo Ci dziękuję! Nie spodziewałam się aż całego wpisu, ale przyznam, że jakoś wewnętrznie go przeczuwałam. „Przechorowałam” wczoraj trochę to, co napisałeś, przyjęłam wszystkie słowa a dziś wzięłam aparat w rękę, wsiadłam w samochód i pojechałam robić zdjęcia (jeszcze rok temu absolutnie bym tego nie zrobiła ze strachu nie wiadomo przed czym). To jest taka moja medytacja, jedna z wielu jej odmian. Czuję, że ten ucisk w klacie i brzuchu, który czasem aż nie pozwala oddychać powoli słabnie…
      Weszłam w związek z tym facetem, bo się jakoś tak przytrafił. Zaręczyłam się, bo ponoć po pewnym czasie tak trzeba, chociaż nie czułam, że to jest coś czego chcę. Może na początku go kochałam, już nie pamiętam… Całe szczęście nie dopuściłam do ślubu, bo sytuacja byłaby teraz dużo gorsza. Po kilku latach zaczęło się bardzo psuć. Stosował takie zagrywki, że potrafił w jednej sekundzie zmienić dobry humor w stan depresyjny. Chorobliwa zazdrość, przesłuchania, aluzje, pretensje, w pewnym momencie, jestem tego pewna, przeszłam załamanie nerwowe, chociaż kiedy mu się z tego zwierzyłam, to mnie wykpił. Miało to też związek z pewną dość poważną sytuacją o której pisać nie chcę, ale nie byłam na nią psychicznie przygotowana.
      Miałam od niego zero wsparcia, zero zrozumienia, przerabianie tych samych rozmów po tysiąc razy, po czym okazywało się że kompletnie nie rozumiał co do niego mówię. Wymagał ode mnie nie dając nic w zamian. Nigdy w niczym się ze mną nie zgadzał. Nic dziwnego, że się w końcu zamknęłam w sobie i w sumie zaczęliśmy tylko obok siebie egzystować. Nie wiem jak mógł mówić mi „kocham cię” a jednocześnie traktować mnie jak tak jak traktował. Wiem, że inni ludzie mają większe problemy, gorsze sytuacje, bardziej skomplikowane i czasem tak właśnie myślałam, że wyolbrzymiam, przesadzam, że tak zwane „prawdziwe życie” nie jest usłane różami. Widziałam też te wszystkie nieszczęśliwe małżeństwa wśród rodziny, więc to chyba normalnie, nie? Był taki moment, że myślałam, że w życiu już mnie nic nie czeka i myślałam, że gdybym umarła jutro, to by się w sumie nic nie stało, nic bym nie straciła. Pamiętam to aż za dobrze… Gdybym mogła się cofnąć w czasie to dałabym sobie wtedy po mordzie… Chociaż to i tak by nic nie dało, bo depresji się tak nie leczy.
      Zaczęłam czytać, szukać pomocy w Internecie, bo nie chciałam się nikomu zwierzać a już na pewno nie iść do specjalisty. Bo kto by gadał o jakichś durnych problemach z zupełnie obcą osobą…? W jakimś momencie jakimś cudem trafiłam na tego bloga, który mi otworzył oczy na wiele rzeczy, zaczęłam wtedy też brać witaminy, suplementy, bo się zorientowałam, że się „źle prowadzę” pod tym względem, przeszłam na post przerywany, zaczęłam więcej się ruszać, rozkminiać, coś się zaczęło we mnie budzić, zaczęłam widzieć świat inaczej niż mnie tego nauczono. Ludzie mogą się śmiać i z pewnością się śmieją, ale Pepsi zmienia życie. Znalazłam tu odpowiedzi na wiele pytań, których nawet nie potrafiłam sformułować. Głównie dzięki Pepsi znalazłam w sobie odwagę na to, żeby powiedzieć w końcu stop, chociaż przyznam, że kosztowało mnie to bardzo, BARDZO wiele i ten rok to chyba najgorszy rok w moim życiu. I chyba w pewnym sensie też najlepszy.
      Akceptuję i ruszam ze skrzyżowania. A przynajmniej bardzo nad tym pracuję. Masz rację Horry, mam przed sobą tyle możliwości! Nie wierzyłam, że mi się uda zakończyć ten toksyczny związek, już prawie przekreśliłam swoje szczęście, nawet w pewnym sensie swoje życie, ale jednak jakoś się obudziłam… „Dziękuję” to trochę mało, ale cóż mogę więcej powiedzieć? Mam tylko nadzieję, że inne osoby w podobnej sytuacji też znajdą w sobie siłę i może jakąś pomoc, żeby przez to przejść i zawalczyć o siebie.
      <3<3<3<3<3<3

    10. maggoth 19 listopada 2017 o 08:30

      A co z pustką po śmierci partnera?Długa choroba,opieka 24h/na dobę…i koniec.Niby byłam przygotowana na tą śmierć od początku jego choroby ale nagle jakoś tak pusto właśnie.Czuję się zagubiona,mam wrażenie ,że utknęłam na rafie.Fali na razie nie widać.To są 4 tygodnie od śmierci a ja nie mam kompletnie energii.Nie chcę tak się czuć.Pomału ruszam z treningami po ponad półrocznej przerwie ,łatwo nie jest,ale jakoś daję radę.Tylko to uczucie pustki i gula w gardle…(może trochę chaotycznie,to mój pierwszy post,bloga czytam od początku)

      1. Kats 19 listopada 2017 o 10:00

        Kochana a co to jest cztery tygodnie? Po takim przeżyciu zwłaszcza? Daj sobie tyle łagodności i czasu ile potrzebujesz, a nie zastanawiaj się ile go minęło. To nie ma przecież żadnego znaczenia. Czy gdzieś Ci się spieszy? Do czego?:) To jest ważne i trudne doświadczenie dla Ciebie, i przetraw je tak długo, ile potrzebujesz. I niech lekcja spokojnie się przyswoi. Nikt Cię przecież nie pogania, a jeśli tak to podziękuj mu z uśmiechem za troskę i rób swoje;) Przesyłam kochana dużo miłości i przytulam <3

        1. Pepsi Eliot 19 listopada 2017 o 13:12

          Byle nie za długo, bo wtedy nie dajesz temu człowiekowi odejść, on jest teraz na dużym luzie, i bylebyś pozwoliła innym na ich indywidualny czas żałoby.

      2. Gosialavenda 19 listopada 2017 o 13:43

        maggoth, wiele sił Ci życzę.

    11. maggoth 19 listopada 2017 o 13:52

      Fakt,to jedno z trudniejszych doświadczeń w moim życiu.Wszystko się rozsypało i trzeba teraz te puzzle na nowo poskładać.W końcu wszystko jest po coś…pozostaje mi przetrawić tą lekcję.Dzięki za wsparcie(,bo z tym jakoś w moim otoczeniu kiepsko)

      1. Pepsi Eliot 19 listopada 2017 o 14:00

        nie jest kiepsko w Twoim otoczeniu, to Ty kreujesz swoje otoczenie, teraz po prostu z Tobą jest trochę kiepsko, Ty się zmienisz, zmieni się i otoczenie. jesteśmy z Tobą, kochamy <3

    12. maggoth 19 listopada 2017 o 14:12

      Zatem ruszam z kopyta i się zmieniam .Oceany miłości dziewczyny❤️

    13. iGrażka 22 listopada 2017 o 14:09

      tu naprawdę zawiązała się społeczność niezwykłych ludzi, życzliwych, kochających, wspierających… mądrych. Widzisz Pepsi, jaką jesteś inspiracją. Wszystkim z serca dziękuję

    Dodaj komentarz