logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
263 online
54 021 775

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • Prawie kulturalny wpis o 811

    Ello,Ello Kochanej Socjecie.
    Pod wpisem o żelazie i lipidach wywiązała się arcy ciekawa debata, w której nie mogę brać czynnego udziału ze względu na niedobory stosownej wiedzy, a do tego, że w tym czasie już śpię. Jednak rano z wielką przyjemnością jednocześnie edukując się, czytam wszystkie komcie bardzo inteligentnych publicystów, którzy oprócz posiadanej wiedzy, potrafią ze swadą dyskutować, stosując najlepsze zasady dyplomatyczne, pomimo pewnej różnicy zdań.
    Wiele wiedzący szaman Jahu mięsożerny z ekologicznym zacięciem, mądry, Jazgotttu z dociekliwym umysłem i rzetelnymi wywodami, NieMleczko z pozycji doskonale wyedukowanego młodzieńca, który już właściwie wybrał dla siebie weganizm, chociaż zdarza mu się sporadycznie jeść mięso i błyskotliwa erudytka Basia z tendencją do laboratoryjnej wiedzy, najbardziej ze wszystkich chyba, mam nadzieję, że się na mnie nie obrazi, ze skłonnościami do hipochondrii. Rozmówców wymieniam w przypadkowej kolejności, tak mi się po prostu napisało.
    Ta rozmowa jak najbardziej potwierdziła moje podejrzenia co do własnej osoby, że osobiście nie rozkminiam już tematów własnego pożywienia.
    Chociaż do rozpoczęcia takiego jedzenia zmusiła mnie tylko i wyłącznie osobista hipochondria, gdyż na szczęście żadnych schorzeń nie posiadałam, oprócz braków żelaza od dziecka i słabszej morfologi tym spowodowanej, też odkąd pamiętam. Ale nie mającej żadnego negatywnego przełożenia na poziom mojej witalności, nie posiadałam też alergii, ani nadwagi, przynajmniej zdaniem otoczenia.
    Pierwsze kilka miesięcy stawałam się witarianką na diecie typu wczesna Boutenko, czyli szejki i soki owocowo – warzywne, sałatki warzywne, oraz desery orzechowo – daktylowe. Czekolada i krakersy raw, też wydawały mi się świetnym rozwiązaniem, przy czym byłam prawie w 100% surowa.
    Uczucie totalnego rozbicia, zagubienia, wyalienowania, przejadanie się tłuszczem, którego wcześniej jadłam w minimalnych ilościach przez wcześniejsze lata, składałam na garb odtruwania. Przestałam nawet robić mój trening interwałowy KapsiX007, bo nie miałam natenczas siły, a bieganie było katorgą.
    Może, gdybym nie była osobą zbyt aktywną fizycznie, nie widziałabym aż takiej różnicy, ale brak siły połączony z uczuciem głodu przekładał się na słabsze, bardzo wymierne wyniki na bieżni i macie.
    Jedynym doskonałym efektem tego jadłospisu była utrata wagi, której dla mnie nigdy za wiele, utraty, nie wagi, ze względu na moje wcześniejsze zaburzenia odżywiania.
    Chudości ani trochę dość, szczękania knagi nigdy za dużo.
    Jednak czułam, że długo tak nie pociągnę, to nie było to. Z tym się nie dało żyć w moim przypadku i Dżi Ar Zi też się wykańczał.
    Obejrzałam film Cousensa, o leczeniu cukrzycy w 30 dni i po dokładnym przeanalizowaniu, tego co zostało w tym filmie powiedziane i co było dla mnie wręcz szokującą info, że jedli bardzo dużo węgli, w tym owoców, bardzo mało tłuszczu, małą, ale właśnie właściwą ilość białka, a także, że dieta była wysoko potasowa i nisko sodowa.
    Miało się to nijak do mojego witarianizmu na wczesnej Boutenko opartego.
    Zaczęłam szukać czegoś o takiej diecie.
    Wkrótce wpadłam na doktora Grahama i jego wyznawców, czyli na dietę 80/10/10.
    No, a następnie usłyszałam o DR, o stronie 30 bananów na dzień, o witarianizmie LFRV, ale bardzo HC (witarianizm nisko tłuszczowy, surowy wegański i przy okazji wysoko węglowodanowy).
    Przetłumaczyłam nawet takie opracowanie o tym, że jest to bardzo trudna dieta i właściwie tylko zdeterminowani wytrzymałościowi sportowcy są w stanie na niej wytrzymać.
    Od razu mi się to spodobało.
    Na początku stycznia tego roku przeszłam na 811 mniej więcej w 85-90% surową i niezmiennie, bez żadnych wyskoków jestem na niej do dzisiaj i myślę, że znalazłam coś na prawdę dedykowanego dla mnie.
    Ale zanim do tego doszło, zaczęłam jak to hipochondryk rozkminiać wszystkie za i przeciw.
    Ze zdziwieniem zauważyłam, że polskie witariańskie środowisko nie dysponowało żadnymi artykułami w języku polskim na najbardziej newralgiczne tematy takie jak:
    Dlaczego można jeść bezkarnie takie ilości owoców, czyli również cukrów prostych, chociaż nawet Instytut Hipokratesa ostrzega?
    Dlaczego ludzie z candidą czy cukrzycą mogą być na tej diecie, chociaż zwyczajowo lekarze pozwalają maksimum na dwa owoce dziennie takim chorym?
    Jak to jest z tym tłuszczem, dlaczego ma się go spożywać tak mało?
    Co z B12 i kwasem foliowym, D, kwasami tłuszczowymi Omega3, co z Cynkiem, Wapniem, Kobaltem, Selenem?
    Jedynie o białku było głośno i wszystko wiadomo, że 10% to akurat jak najbardziej siur, bo i u Campbella w w jego wiekopomnym dziele znajdujemy tego potwierdzenie i większość dietetyków przecież bardzo krytykowała Dukankę, gdzie się głównie białko zwierzęce pożera.
    To ja pierwsza rozkminiłam na język polski (przynajmniej w necie nic podobnego nie egzystowało) skomplikowane wyliczenia, jak to się dzieje, że węglowodany na 811, w 40% zamieniają się w wyniku termo genezy po posiłkowej zaraz w energię i dlatego tak ważna jest ich odpowiednia podaż, mianowicie 1g na 1 kilogram ciała.
    Wszystkie te infa w postaci artykułów napisanych po wielogodzinnych tłumaczeniach najbardziej wiarygodnych stron w wielu językach złożyły się na to, że miałam już zadowalające mnie odpowiedzi.
    (Wszystkie artykuły są na tym blogu.) 
    Teraz postanowiłam wejść na 811 i zobaczyć jak ta dieta sprawdza się w praktyce.
    Ponieważ wyznaję zasadę, że mogę oszczędzać na wszystkim, ale nie na jedzeniu, więc nie myślałam w kategoriach, ile mnie to będzie kosztowało. Ale lojalnie uprzedzam, że nie jest to zbyt tania dieta, jeżeli podejdzie się do tego odpowiedzialnie. Ostatnio nawet rozmawiałam z człowiekiem mieszkającym stale na Florydzie i mówię mu, że on ma fajnie, bo w Polsce miks 10-ciu mango kosztuje osiemdziesiąt złotych, a on na to, że u niego 25 dolarów, więc też nie mało. Oczywiście oni dużo więcej zarabiają, ale i tak przeciętni amerykanie nie mają w zwyczaju wydawać na pierwsze śniadanie do tego w formie płynu 25 dolarów.
    (Na stronie witarianina LFRV na fejsie można dowiedzieć się jak sobie radzą witarianie na 811 w Polsce. Gdzie kupują najtaniej owoce i warzywa i jakie gotowane jedzenia ewentualnie może być zamiennikiem w razie awarii węglowodanowej. Ziemniak na parze, czy z pieca, ryż brązowy, kasza gryczana, soczewica.)
    Po miesiącu na 811 znacznie poprawiły się moje wyniki w bieganiu. Tak się tym zajarałam, że odstawiłam na bok KapsiX007 i dopiero ostatnio do niego rozpoczęłam radosny return.
    Połowa kilogramów, które utraciłam na wczesnej Boutenko wróciła, ale trzymam za słowo FL i DR, że to okres przejściowy i do dwóch lat pozbędę się wszystkiego do czego mam wolty. No trzymam ich za słowo.
    Ale mając na uwadze, że mogę najadać się do syta, skończyło się całkowicie, przez całe życie prześladujące mnie uczucie, że jestem na jakiejś diecie, a bieganie znowu radośnie mnie medytuje-odstresowuje, to plusy są tak wielkie w porównaniu z minusami, że nie myślę wcale o jakiejkolwiek zmianie, czy też, a kysz, rezygnacji.
    Ponieważ w ogóle nie przywiązuję wagi do wyglądu, nie zastanawiam się wcale, czy ktoś na tej diecie wygląda szczególnie młodo, czy staro.
    Raczej jakiś młodzieniaszkowe emploi w wyniku głodzenia się na surowym pokarmie wegańskim mnie śmieszy, bo nie to się dla mnie liczy.
    Sport zawsze postarza, a bieganie dzień w dzień 10 kilometrów w słońcu i w deszczu, a także krzywienie się przy KapsiX007 z pewnością tak.
    Ale wiecie co kochanej socjecie na to odpowiem? Mam na to wyjebane. Po drugie w pewnym wieku bardzo szczupła, choć umięśniona sylwetka może sprawiać wrażenie gorsze, niż okrągłości wypychające skórę. Ale też mam na to wyjebane, jak się domyśla z pewnością kochana socjeta.
    Konkluzja.
    Nie myślę nawet, żeby zejść z tej drogi.
    Nie myślę w ogóle o dalszych zdrowotnych rozkminach, wiem już wszystko i jakby ktoś prześledził moje wpisy, to się zorientuje, że jest ok, że wystarczy.
    Zakładam, że ponieważ ideału i tak z definicji nie ma, albo jest do osiągnięcia w nieskończoności absolutu, uważam że dotarłam do mety i dalej nie idę.
    Po raz pierwszy w życiu moje skłonności hipochondryczne odłożyły widelec, mam nadzieję, że na zawsze.
    Jem szejki z bananów z ciemnymi plamkami, które zawierają TNF, (tumor necrosis factor) czyli posiadają zdolność do zwalczania zmutowanych komórek rakowych, a całe życie nawet nie spojrzałam w kierunku takiego banana. Zresztą nie w owocowym szejku nadal trudno byłoby mi go przełknąć.
    Mam poczucie, że znalazłam coś mnie osobiście dedykowanego. Coś szytego na moją miarę, że znalazłam ot couture na moje ciało i gar.

    Dlatego, już tego tematu nie rozkminiam, bo o czym tu mówić.
    Jest to dla mnie proza.
    Po roku na witarianizmie, w tym ostatnie 8 miesięcy na 811, mam żelazo nadal niskie jak całe życie, ale morfologia się polepszyła. Zaprzestaję suplementować się B12 na razie, bo mam ponad niektóre normy, a z kolei w innych wykazach w górnej granicy siedzę. Światły lekarz do którego mam zaufanie powiedział mi ostatnio, że jak to tylko żelazo mam obniżone, a morfologia się polepszyła, to mam w ogóle przestać sobie tym głowę zawracać. Reszta wyników ok.
    Następne badanie zrobię za rok. I wtedy się porozkminia.

    Ostatnio byłam również na badaniu profilaktycznym u mojej stałej pani ginekolog i mówię jej, że już nie jestem zwykłą weganką, tylko witarianką, bo zauważyła z nieukrywaną zazdrością, że mam 3 kilo mniej fatu.
    A ona natychmiast, no tak, my się tu właśnie w środowisku lekarskim tak z sarkazmem i wyższością śmiejemy półgębkami, że ten cały człowiek praca, jakże mu było, Steve Jobs, to by do dzisiaj żył, gdyby nie te owocowe bezeceństwa.
    I wtedy pomyślałam jak to źle, że ta biografia człowieka praca, tak bardzo miała fatalny wpływ na odbiór przez środowisko witarianizmu i frutarianizmu. I tak wiele ludzi zrazi się i niekiedy może to skutkować wybraniem najgorszych z możliwych rozwiązań. Poddanie się tragicznym obrządkom współczesnej medycyny alopatycznej.
    Według biografii Jobsa napisanej przez Waltera Isaacsona, a na cóż innego możemy się powoływać obecnie, skoro świetne, naukowe opracowanie dr. McDougalla, które obala tę laicką teorię, że rak Jobsa, był wcześnie wykrytym stadium, ciągle jeszcze nie ma swojego tłumaczenia na język polski.
    (I to jeszcze w kwestii witariańskiej rozkminki, chcę zrobić w takim razie sama, chociaż kosztuje mnie to o wiele więcej zachodu, gdyż nie znam dobrze angielskiego.) 
    Jobs to człowiek, u którego wykryto raka trzustki całkowicie przypadkowo i dlatego we wczesnym stadium (tak sądzono) i Steve właśnie dlatego miał żałować że nie poddał się operacji od razu czyli oddalił się od medycyny alopatycznej i zaczął jeszcze więcej owoców i soków i ziół spożywać i ku alternatywnej medycynie się jeszcze bardziej skłaniać, a po 9-ciu miesiącach od postawienia diagnozy rak okazał się, rozpanoszył się i powiększył.
    I wtedy dopiero przeprowadzono operację.
    A tymczasem nie ma żadnej pewności, że wszystko potoczyłoby się inaczej, a wręcz przeciwnie i o tym pisze Doktor McDougall, krok po kroku, z odnośnikami do poszczególnych stron biografii, dowodzi w swoim naukowym artykule, że Jobs zachorował na raka jeszcze we wczesnej młodości, kiedy miał stały kontakt z kancerogennymi substancjami związanymi z budową komputerów.
    I fakt, że był weganinem właśnie przedłużył mu życie.
    Czyli rak wykryty przypadkowo u Jobsa w rzeczywistości nie był wcześnie wykryty, a rozwijał się od kilkudziesięciu lat.
    Artykuł doktora McDougalla przywołuję jeszcze w języku angielskim.
    http://www.drmcdougall.com/misc/2011nl/nov/jobs.htm

    Wspominałam już kiedyś o tym, ale pomyślałam, że przypomnę kochanej socjecie i sobie też, o tym i o owym.W najbliższym czasie będzie za to może jakiś paszkwil, bo pewna krytyczna pani napisała na swoim blogu, że tylko przez konstruktywną krytykę świat idzie w jasną przyszłość, do prawdy się zbliża, kochany świat, ale trochę niedoskonały. I że każdy lubi skonfrontować się z krytyką, gdyż to naprowadza go na właściwe tory i pozwala na obiektywniejsze spojrzenie. I że życie bez krytyki byłoby jak niebo bez słońca, jak łąka bez chwastów polskich, maków i chabrów, jak bursztynowy świerzop i gryka jak śnieg biała, bez nich samych. 

    Ściskam organoleptycznie Kochaną Socjetę.
    pa pe

    (Visited 1 230 times, 1 visits today)

    Powiązane artykuły

    1. Gatita 22 sierpnia 2012 o 12:59

      Ściskam i niezmiennie podziwiam siłę woli Twej :* Też się lubię swoją najlepszą ścieżką poruszać 😉

    2. Jah Maya 22 sierpnia 2012 o 13:34

      No to powodzenia Pepsi. Najważniejsze, że Tobie służy ta dieta 🙂

      1. pepsieliot 22 sierpnia 2012 o 15:33

        dzięki Jahu, służy to za mało powiedziane 🙂 ale i tak pracuję nad tym, żeby jeszcze ograniczyć gotowane warzywa.

    3. pepsieliot 22 sierpnia 2012 o 15:32

      ekscytują się tym Jazgotttu, że witarianizm to jakby kuracja Gersona, a tak się nie udała

    4. Basia 23 sierpnia 2012 o 11:39

      Hehe, zapewniam Cię, że jest lepiej z moją hipochondrią:) Ale to prawda, że mam zadatki, a z drugiej strony jak idziesz przeciw mainstreamowi to lubisz być pewna na 100% że to jest ok, jak jadłam sery i jajka to sie nie przejmowałam, bo działał społeczny dowód sluszności, a Kayah i sam święty Krzysztof Hołowczyc mnie zapewniali, że po mlecznym drinku będę miała kości jak ze stali.
      Dobrze że znalazłaś coś doskonałego dla siebie:)

      Ale tego artykułu McDougalla to Ci nie daruję… koleś jest chyba jasnowidzem, nie obejrzał ani jednego wyniku badań, gościa na oczy nie widział, a wie kiedy się nowotwór zaczął, jak się rozwijał dokładnie i ile lat życia dzięki byciu wege Steve zyskał. Chyba napiszę do niego, żeby mi korespondencyjnie na moją trzustkę zajrzał:)

      1. pepsieliot 23 sierpnia 2012 o 11:56

        Basia podobno miał dostęp do wyników i podał też stosowne tabele z których do tego doszedł, Marcin Mosiejko zdecydował, ze przetłumaczy ten artykuł, więc go wrzucę :))

        1. Basia 23 sierpnia 2012 o 12:11

          Mimo wszystko osobiście go nie badał, więc to są spekulacje, a on w tym artykule przekazuje to jak pewnik.
          No i każdy lekarz chyba to wie, że raka wywołują złożone przyczyny, do końca nie można być pewnym, dlaczego akurat u niego nie zatrybiło coś. To że miał dostep do kancerogennych substancji z komputerów? Chyba ich nie składał, pracownicy fabryk musieli by padać jak muchy.
          No i te uwagi, że biedny Steve musiał postępować wbrew swoim przekonaniom, wrażliwości dla zwierząt. Chyba jak ktoś czytał tę biografię czy też w ogóle cokolwiek słyszał o Stevie Jobsie to wie, że on jakiś szczególnie współczujący nie był, fabryki Appla w Chinach mu nie przeszkadzały jakoś szczególnie – oczywiście nie znaczy to żebył jakiś zły czy zepsuty, ale po prostu w tym artykule to jego zejście z drogi vege było przedstawione jakby to nie była jego decyzja, tak jakby jego się dało do czegoś zmusić, on całe życie podejmował własne, niekonwencjonalne decyzje..

          Rozumiem, że gość był ikoną, był też śmiertelny jak każdy z nas i po prostu umarł, tak jak wielu ludzi, którzy mimo różnych terapii nie wyzdrowieli, bo nie ma jakiegoś gwaranta ani w konwencjonalnej ani w naturalnej medycynie. Troszkę mnie śmieszy jak teraz „klęskę” próbuje przekuć się na sukces, to już dla mnie trąci weganska/witariańska propaganda.

          1. pepsieliot 23 sierpnia 2012 o 21:39

            Basia, on skłądał kompy, oczywiście jego rak to jeden z kilku o których u Gersona jest napisane, że nie za łatwo idą na witariaństwo, ta dieta rozprawia się najlepiej z chorobami cywilizacyjnymi. Mnie chodzi tylko o jedno, że ludzie związani z medycyną alopatyczną, a także informatycy rozczytujący się w tej biografii, zapamiętali tylko jedno, że witarianizm to gusła i zabobony. Więc daję ten artykuł, jako minimalną chociaż przeciwwagę, że mo.że być i tak , i żeby zasiać ziarno niepokoju, że może nie do końca to oni idą właściwą drogą, ścisk Basiaczek

        2. Jah Maya 23 sierpnia 2012 o 18:57

          🙂

    5. Basia 23 sierpnia 2012 o 12:20

      Acha i jeszcze jedno – chciałabym wiedzieć skąd on niby wytrzasnał te wyniki Steva Jobsa? Włamał się do systemu cz jak? Wyniki zdrowotne są objęte tajemnicą lekarską i nikt nie może sobie tak po prostu do nich zajrzeć. ALe każdy może konfabulować że je widział.

    6. NotMilk 23 sierpnia 2012 o 17:01

      Dziękuje Pepsi za uwzględnienie mojej skromnej osoby w swoim artykule 🙂 Bardzo mnie cieszy to, że dieta Tobie służy, jak również opinia Twojego lekarza, abyś nie przejmowała się wynikami żelaza, gdy morfologia jest ok 😉 Może dla Twojego organizmu jest to optymalna porcja tego pierwiastka. W przypadku bananów też lubię jadać tylko te plamiste (im ich więcej, tym lepiej), ale niekoniecznie w postaci szejka. Tak też smakują świetnie i są nieziemsko słodkie ;)) Poza tym są przeważnie tańsze od żółtych, a poza tym ich skórka nie jest tak ciężka jak w przypadku świeżych. Więc korzyść materialna jest jeszcze większa :))
      *
      Mam tylko do Ciebie Pepsi lub Marcina Mosiejko pytanie: czy (szczególnie w okresie zimowym) kupujecie banany ze sklepów, czy raczej zaopatrujecie się w nie w jakiejś hurtowni? Sam już się nad tym zastanawiam, bo nie wyobrażam sobie śniadania bez 10 bananów, a to niestety w zimie może być dosyć spory wydatek:/
      *
      Mocno ściskam Pepsi!!! 🙂

      1. Jah Maya 23 sierpnia 2012 o 18:58

        A co za różnica w Polsce banany zimą czy latem? To i tak jedna wielka chemia nawet jeśli swoje walory zdrowotne ma 😉 😛

        1. Jah Maya 23 sierpnia 2012 o 18:59

          Tak wiem, że nie do mnie to było pytanie ale wtrącić swoje trzy grosze musiałem 🙂

        2. NotMilk 23 sierpnia 2012 o 19:56

          Ach Jah 😉 Jak dobrze działają to mogą być dla mnie samą chemią. I tak nie skumulują jej tyle ile mięso ze zwykłego sklepu z wędlinami. Chyba się z tym zgodzisz 🙂

        3. Jah Maya 23 sierpnia 2012 o 20:16

          A co ma piernik do wiatraka?

        4. Jah Maya 23 sierpnia 2012 o 23:05

          Ja też nie. Widać NieMleczko lubi takie dyskusje wywoływać. 🙂

          Natomiast fajnie by było gdyby witarianie się bardziej zachwycali papierówkami, malinami, śliwkami, gruszkami, pokrzywą, komosą białą, mniszkiem niż avokado, bananami, pomarańczami, rodzynkami czy daktylami fuuuujjjjjj.

          Nie ma czegoś takiego jak banan organiczny. 🙂
          Nawet jeśli on uprawiany był bez pescytydów (w co nie wierzę) to i tak nie dojrzewa na Słońcu i musi przejść długą chemiczną drogę w magazynach na statkach i halach a później etylenem wywołuje się u niego sztuczne dojrzewanie.

          Dlatego wolę się odżywiać lokalnie na ile się da. Ale oczywiście nie da się wegańsko i dobrze 🙂

        5. Jah Maya 23 sierpnia 2012 o 23:25

          A co Jaz weganka miłująca zwierzęta i pokój powie na to?
          Pisałaś coś o niewolnictwie. Czy wykorzystywanie ludzie jako niewolników pieniądza jest mniej ważne od zwierząt?
          Przepraszam za troszkę uszczypliwie zadane pytanie ale wiem, że jako osoba z poczuciem humoru się nie obrazisz.
          Warto może w tym miejscu obnażyć tę sprawę i poniekąd delikatną hipokryzję delikatnie mówiąc.

          http://fairtrade.org.pl/a89_ciemna_strona_banana.html

          http://www.konsumenci.org/sh/index.php/sprawiedliwy-koshyk/banany/kto-zarabia-na-bananie/

          http://melbourneclassifieds.indiagrid.com/cgi-bin/videoplay.cgi?dmmy=ok&postid=512535244

          The growing importance of fruits and vegetables in commerce has led to

          development in various protective wax coatings with and without fungicides,

          bactericides, growth regulators, etc., wax coating of fresh fruit and vegetable is quite

          old and it has great potential in the storage and transportation of fresh produce.

          Surface coatings have been used extensively on bulky organs to modify internal

          atmosphere composition and thereby delay ripening, reduce the water loss, and it

          improves the finish of the skin.

          Different types of waxes

          ANIMAL WAXES:

          1. Bees wax.

          2. Spermaceti wax

          3. Shellac wax

          4. Chinese insect wax

        6. pepsieliot 24 sierpnia 2012 o 20:15

          Widocznie mam jakieś szczęście, bo kupuję banany w różnych miejscach i zawsze udaje mi się wyhodować na nich plamki, zdarzało się natomiast w zimie, że były przemarznięte, zszarzałe i wtedy po prostu tak czernieją, ale jak jest ciepło o plamki łatwo 🙂

        7. Jah Maya 24 sierpnia 2012 o 22:56

          A widzisz Jaz jakbyś oglądnęła filmik to byś zobaczyła to jakiego fajnego czerwone płynu oni je zanurzają którego nie chcą nawet dotykać.
          Nie mam urazy do wegan. 🙂 Po prostu drążę temat ale fakt, że niektórzy weganie (nie wegetarianie tylko właśnie weganie tacy co to nawet jazdy na koniu nie uznają) byli pierwszymi i jedynymi ludźmi którzy czepili mi się co mam na talerzu, to, że jak organizuje ekologiczny piknik i jest konik i psy to animaloterapi dla niepełnosprawnych dzieci charytatywną imprezę to źle robię bo wykorzystuje biedne zwierzęta itd..
          Póżniej więc miałem z nimi mało kontaktu dopóty jakiś czas temu nie wszedłem w witarianizm no tyle, że akurat niewegański ale mający z odmianą wegańską wiele wspólnego ale nie u podstaw jak się nieraz okazuje.
          Do Ciebie Jaz nie chowam żadnej urazy. Wyjaśniłas mi to i owo. A co do banana to przecież wyjaśniłem. Skoro nie da się być świętym i balansować aby wybierać mniejsze zło zgodnie z własną filozofią i sumieniem to obydwoje tak robimy.
          Odpowiedziałem na to słowami Basi. I uważam, że postępują nie gorzej niż weganie którzy mi wytknęli kiedyś, że miód jest nieetyczny. No to ja im na to, że banan nie mniej. 🙂

        8. Jah Maya 24 sierpnia 2012 o 23:03

          Co do odpowiedniego klimatu dla człowieka to nie ma co generalizować.
          Ja lubię nasz czeroporowy klimat. Uwielbiam zimę. lubię Słońce i ciepło ale nie znoszę afrykański upałów i Sahary. Więc to jest naprawdę kwestia indywidualna.

          A nasi przodkowie no cóż…. zależy czy Ci młodsi czy ci dawniejsi.
          Swoją drogą są dwie hipotezy co do habitatu w którym rozwinął się już człowiek: sawannowa i tzw. małpy wodnej 🙂

        9. Jah Maya 25 sierpnia 2012 o 00:23

          No coś w tym jest to co piszesz.
          Nie to raczej „starzy” weganie byli. Wojujący wyjadacze. 🙂
          Ale fakt było jedno takie dziewczę chyba bardzo młode.
          No ale przyczepki, że jem miód i to jest nieetyczne już nie zniosłem.
          Wcześniej to ja tylko wiedziałem o diecie. Nie wiedziałem, ze ktokolwiek sprzeciwia się jeżdżeniu na koniu wogóle i wszelkim relacjom człowiek-zwierzę. To było jakieś 7 lat temu.
          Pozdrawiam Cię Jazgocie,
          Słodkich snów. Niech Ci się przyśnią czyściutkie bez chemii banany zbierane przez samych nagich pięknych chłopców, którzy będą Ci je znosili na wegański polarowy kocyk i będą w nie dmuchali aby zdmuchnąć drobne muszki z tych bananów.
          pa

        10. pepsieliot 26 sierpnia 2012 o 07:13

          niestety mam wiele skórzanych kurtek,butów,pasków, torebek, prawie wszystko kupowane w sklepach z zaświadczeniem, że inni wcześniej zjedli mięso, ale teraz uważam, że i tego nie należy robić, ale nie wyrzucę, tylko będę chodzić do zdarcia, dużą część rozdałam

        11. pepsieliot 27 sierpnia 2012 o 09:22

          Jaz, no ja miałam prawie nowe, więc wielu chciało 🙂

      2. pepsieliot 23 sierpnia 2012 o 21:50

        NM, banany kupuję w zimie w zwykłych marketach, są bardzo dobre i tak samo można okazyjnie bardzo tanio kupić, chociaż trochę trudniej o plamki, gdyż jak zszarzeją od chłodu, to przestają plamieć, bananów natomiast na szczęście nie ma na liście parszywej dwunastki:)

        1. Jah Maya 23 sierpnia 2012 o 23:06

          A te magiczne plamki to ja nie wiem czy od chemii nie powstają. Też myślałem inaczej ale właśnie mi Ojciec który rok mieszkał w Nigerii uświadomił, że tam dojrzałem banany, które je się jak ziemniaki nigdy nie miały plamek. mhmm ???

        2. NotMilk 24 sierpnia 2012 o 10:36

          Dziękuję za odpowiedź Pepsi 🙂

        3. NotMilk 24 sierpnia 2012 o 11:14

          Być może, że od chemii Jah, ale jak się takie plamki pojawiają to są w sumie najsłodsze 😉

        4. pepsieliot 25 sierpnia 2012 o 10:31

          Jaz, podobno wszystkie banany na świecie pochodzą z jednej odmiany. Kiedyś były dwie, ale zdarzyła się awaria i jedna padła i dlatego , wszyscy, którzy tym tematem się interesują ubolewają, że jakby się coś przydarzyło, typu jakiś wirus bananowy, to świat na zawsze zostanie już bez bananów. W Krakowie nie znalazłabym 50 bananów organicznych dziennie, nawet jakbym objechała wszystkie sklepy ze zdrową, a tyle minimum potrzebujemy z gregiem codziennie, więc kupuję gdzie popadnie i ile popadnie. A banany schłodzone nie mają już potem plamek i dlatego w zimie tak trudno je uzyskać, nawet jak się je w cieple w domu długo trzyma.
          Mam prośbę Jazgotttu do Ciebie i wszystkich dyskutantów, żebyście w miarę możliwości dyskusje jakby się takie urodziły, z czego bardzo się cieszę przenosili pod nowy post i tam je kontynuowali, nie ma znaczenia, że temat dotyczy już czego innego, ścisk 🙂

        5. pepsieliot 26 sierpnia 2012 o 07:15

          Jazgottt, całą zimę przywożono mi towar :))) w lecie to już nie ma problemu, na każdym kroku jest organiczny wybór

    7. Wioleta GHAFOOR 23 sierpnia 2012 o 17:39

      Czolem Pepsino & company.

      Musze sie przyznac na wstepie,ze chce wykorzystac twoj blog Owocku, niecnie i egoistycznie dla wlasnych potrzeb.”NIE CHCEM, ALE MUSZEM.”
      Dupsko mnie juz boli od siedzenia,oczeta od patrzenia,a i malzonek nieszczesliwie chudnie w oczach,bo szamania po pracy NIET,bo zonusia sleczy przed wszystkowwiedzacym Goglusiem.A i tak d..a zimna,bo wiem,ze nic nie wiem…
      Do rzeczy,bo sie zakrece we wlasnych myslach.
      Stara Dupa jestem,bo mam wrazenie( pewnikiem sluszne),ze wiekszosc z was dyskutantow,wlaczajac Szanowna Wlascicielke bloga,to istoty mlodsze znacznie ode mnie.Ze sie tak wyraze,mialam wiecej czasu,aby pochorowac sie w zyciu na rozne roznosci.7 lat temu wycieto mi tarczyce.(mialam nadczynnosc wywolana choroba Gravesa-Besedowa,ktora byla cholernie odporna na leczenie).Zal mi dupe sciska do dzis,ze pozwolilam sie tak wybebeszyc.(zebym wiedziala to ,co dzis wiem…)Brak tego,jakze waznego narzadu,pociagnal za soba inne,liczne niedomagania (cysty na jajnikach,endometrioze itp….)Jak mozecie sie domyslac,od momentu operacji,chucham i dmucham na swoje zdrowie nieco podupadle.Kilka lat temu zainteresowalam sie medycyna ajurwedyjska i chinska.Nie bede takim swiatlym ludziom jak wy kochani(moge chyba sobie pozwolic na taka poufalosc?)wyluszczac,na czym polegaja w/w.Stoja one w diametralnej sprzecznosci(w wiekszosci)z witarianizmem,ktorego od kilku miesiecy jestem Kaplanka we wlasnej kuchni.Od dwoch miesiecy takze,ze zaznalam krwawienia i skurczy macicy,ktore przyprawiaja mnie regularnie o omdlenia- krotko mowiac,okres mi gdzies odjechal w sina dal.Tylko gdzie?(w sumie to za nim nie tesknie wcale,skurkowany…)
      No i tak sobie siedze i szukam jakichs madrych wywodow na tematy medycyna chinska kontra witarianizm,a tu NIC!!!Nic a nic.Chcialabym na ten przyklad dowiedziec sie czegos na temat wychladzania(rzekomego,bo juz sama nie wiem)nerek zywnoscia surowa i wielu,wielu innych.Moze ktos z was dysponuja takowa wiedza,plis!!!
      Pisze chaotycznie,ale to chyba z desperacji!!!
      I jeszcze jedno,jak juz tu jestem i sobie pozwalam…
      Wlasnie odebralam wyniki badan krwi mojej i troche jestem przerazona,bo brak mi wiedzy,a tego nie lubie.( w necie,nie za bardzo moge sie dogrzebac)
      Otoz, jakies dziwne rzeczy dzieja sie z moim cholesterolem, a dokladnie z jego dobra frakcja HDL.
      Wartosci podaje wg mojego laboratorium,ktore miesci sie we Francji(natenczas skapanej w sloncu) bo tu zywot moj wiode( tu tez mnie pocieto,w imie zdrowia!)
      HDL(par test enzymatique direct,Beckman)- 0.51g/l (norma- powyzej 0.65) dokladnie rok temu mialam- 0.62
      druga wartosc HDL 1.32mmol/l (norma powyzej 1.67) rok temu bylo 1.60
      LDL – 0.74g/l (rok wstecz 0.69) (brak norm) rok temu bylo 0.69
      druga wartosc LDL 1.92 mmol/l (brak norm) rok temu bylo 1.77
      cholesterol total- 1.40g/l (norma 1.50- 2.00) rok temu 1.42
      druga wartosc- 3.61 mmol/l(norma 3.87 – 5.16) rok temu 3.16
      Kurcze,koniec miejsca….cdn…

      1. pepsieliot 23 sierpnia 2012 o 21:54

        Wioleta Kochana, jutro odpowiem Ci na te dane , sprawdzę wszystko rano ,ściskam i bardzo ci dziękuję za Twojego komcia :))

    8. Wioleta GHAFOOR 23 sierpnia 2012 o 17:57

      No to kontynuuje….
      zostal stosunek cholesterolu total do cholesterolu HDL=2.75(bylo 2.29) jest w normie)
      jeszcze trojglicerydy=0.73 g/l (norma 0.45 – 1.50) rok temu 0.57
      druga wartosc 0.83mmol/l (norma 0.51 – 1.72) rok wstecz 0,65

      O Bozzz,przepraszam,ze sie tak rozpanoszylam na cudzym blogu ze swoimi bolaczkami.Ale jestescie dla mnie ostatnia deska ratunku w rozkminianiu,co mi moze byc(majac nadzieje,ze nic mi nie jest).
      Bo jakim cudem moja dobra frakcja cholesterolu jest z roku na rok coraz nizsza????A trojglicerydy coraz wyzsze???
      Jestem osoba szczupla,ruchliwa(nie biegam po kilka kilosow dziennie,bo brak tarczycy powoduje niemoc miesni).Staram sie jak moge maszerowac,skakac,tanczyc ect…
      Nie jem szajsu (miesa,serow,jogurtow,mleka , ani zywnosci przetworzonej )od wielu lat.
      Jak gogluje na „niski poziom HDL,to nie znajduje zadnego wytlumaczenia.(poza jednym razem,gdzie napisano,ze nadczynnosc tarczycy moze powodowac za niskie wartosci HDL)No,ale ja nie mam tarczycy!!!Fakt,ze moj TSH jest dosc niski,czyli biore troszeczke za duza dawke sztucznych hormomow,co moze przekladac sie na ten wynik Cholesterolu.Ale dalej nie moge nic znalezc w necie.A kurcze,lubie wiedziec,co sie u mnie w srodku dzieje!
      Kochani Szperacze netu i wszyscy zakochani w wiedzy i w Pepsince!!!Pomozecie????
      Czekam jak „na szpilkach”na wasz odzew.A jak nie bedzie,to nie szkodzi.Mam nadzieje,ze jeszcze troche pozyje,bo lubie bardzo Pepsi i spolke.
      Calusy z Lyonu.

      1. Basia 23 sierpnia 2012 o 18:04

        Hej Wioleto, a powiedz czemu nie chcesz iść z tymi wynikami do lekarza? Bo jego interpretacja mogłaby Ci pomóc. NAwt jeżeli zraziłaś się do tradycyjnej medycyny, to akurat w tym wypadku nikt Cię na żadne zabiegi pewnie nie wyśle:) A się uspokoisz:)

        Właściwie każdy wynik badań powinien być interpretowany w nawiązaniu do Twojej całościowej historii choroby i różnych „pobocznych okoliczności” – na przykład jak pacjent ma bilirubinę wysoką i już się zdąży nakręcić, a tu go lekarz spokojnie pyta: Czy uprawiał Pan w przeddzień badania sport intensywnie? I wszystko się wyjaśnia.

        Zdrówka:)

      2. pepsieliot 23 sierpnia 2012 o 22:00

        Wioletka na szybko jeszcze, na witarce spada tak cholesterol, a trójglicerydy masz przecież w normie. Campbell napisał i to chyba gdzieś zacytowałam, że wiele sław kardiologów z którymi rozmawiał powiedzieli, że nigdy nie spotkali się ze zgonem w wyniku incydentu sercowego u osób , którzy mają cholesterol całkowity poniżej 150, więc Kochana Śpij spokojnie, a jutro porozkminiam resztę. Całe prowincje chińskie mają średni cholesterol całkowity ponizej 80 (sic!) więc jakie mają poszcsególne frakcje? a nigdy nie chorują na serce, ani nie mają raka piersi i macicy. Więc spoko, ponownie ściskam. Koniecznie jak nie masz kup sobie książkę Campbella , Nowoczesne zasady odżywiania.

        1. Wioleta GHAFOOR 23 sierpnia 2012 o 22:37

          Oj Owocku,dzieki ci stokrotne.Bede dzis spac snem sprawiedliwego,na bank!!!( a tak na powaznie,to nie spedza mi snu z powiek ten chorerny choresterol(!), tylko moja NIEWIEDZA).Kolorowych snow kochana,Pa!

      3. pepsieliot 24 sierpnia 2012 o 19:58

        Wioleta, hejusia, tak jak wczoraj prognozowałam, wszystkie wyniki masz idealne, według tabel, niektóre niby niskie, ale wlaśnie o tym pisał Campbell, normy sa ustawione dla człowieka zachodu i ludzie mając lipidy w normie dostają nagle zawału. Tak na prawdę, tak jak Ci napisałam cholesterol całkowity poniżej 150 wyklucza nieprzyjemny incydent sercowy. Jeżeli chcesz trochę podnieść dobry cholesterol, to oczywiście, że jedz siemię lniane w większych ilościach, czy tez konopie. Greg ma niższe od Ciebie wyniki, a ja mniej więcej podobne. Przeczytaj proszę tak jak Ci mówiłam wpis o lipidach moich i grega i tam są rady. Myślę, że Twój poziom lipidów nie ma nic wspólnego z tarczycą, a raczej jej brakiem, tylko ze świetną dietą. Oczywiście nie jestem lekarzem, ale na podstawie tabelek i książki Campbella właśnie coś takiego mogę Ci powiedzieć. Natomiast te wahania w lipidach sprzed roku i teraz nie mają istotnego znaczenia, po prostu dzień wcześniej co innego jadłaś. Ściskam i zyczę Ci wiele zdrowia :)))

        1. Wioleta GHAFOOR 24 sierpnia 2012 o 22:01

          Dziekowac serdecznie, dziekowac kochana za cenne info.Wchlonelam cala wiedze, ktora wylozylas tak pieknie, jak na tacy.
          Gdzies gleboko czulam,ze mi pomozesz zrozumiec zawilosci moich bolaczek.
          Kontynuuje wiec moje przasne zycie na prowincji,z niecierpliwoscia oczekujac owocowych wpisow czestych.
          hejka i buziole przesylam

    9. Wioleta GHAFOOR 23 sierpnia 2012 o 18:05

      To znowu ja ,Pierdola saska,bo zapomnialam o czyms waznym jeszcze (przysiegam,ostatni to juz wpis)
      Czy uwazacie,ze za niski HDL mozna podrasowac dieta (mam tu na mysli zrodla Omega 3)???
      I TO JUZ NAPRAWDE KONIEC.

      1. pepsieliot 23 sierpnia 2012 o 22:10

        Przeczytaj dokładnie Wioleta porady Mata (to jest doktor) dla Grega, któremu właśnie na witarce spadł tak cholesterol, w artykule żelazo i lipidy jest wszystko, a jutro Ci odpowiem co wiem, bo wyciągnę aktualne tabele i wszystko co będę mogła sprawdzić to sprawdzę i ci napiszę Wiolciu, kiss ponowny

        1. Wioleta GHAFOOR 23 sierpnia 2012 o 22:37

          I ja tez cie kiss

    10. Wioleta GHAFOOR 23 sierpnia 2012 o 18:13

      Basienko.

      Pojde,oczywiscie,ze pojde (a co do ortodoksow lekarzy jestem rzeczywiscie bykiem nastawiona).Problem w tym,ze moj rodzinny jest miesiac na urlopie.(ja mieszkam na malej wiosce pod Lyonem,w cudnym regionie,winem plynacym Beaujolais(chetnych zapraszam – sola i chlebem przywitam)]Musialabym robic cyrk i biec do szpitala.A przeciez tego robic nie bede,bo szalona nie jestem,moze troche hipochondryczka…A ze chce teraz i juz wszystko wiedziec,swidruje mi ta niewiedza mozg i tyle!
      A tak szczerze,to wiem tez,ze lekarz,nawet jesli bedzie wiedzial,w czym rzecz,to mi dokladnie nie wyjasni,bo oni maja nas,nie lekarzy,za imbecyli,niestety.I tak niestety jest w 90 % rozmow na linii lekarz – pacjent,czyz nie?

      Pozdrawiam Basienko cieplutko

    11. Ewa 23 sierpnia 2012 o 20:40

      najbardziej zaciekawiły mnie Pepsi rozważania na temat bananów z plamkami, które jakoby działały antynowotworowo. Dla mnie takie owoce to po prostu banan classic w jesieni życia. Pepsi, jesteś pewna? Są na to jakieś badania?

      1. pepsieliot 23 sierpnia 2012 o 22:04

        Ewa, to pewne!!!!! Czytałam o tym u doktora Grahama, czytałam u Joanny Balakajewskiej, a jej mąż to specjalista od witarianizmu i doktor medycyny z wykształcenia, czytałam u Wita LFRV, czytałam u tropiciela wiedzy witariańskiej Marcina Mosiejko, dedektyw NotMilk tez to potwierdza,. a na prawdę ma wiedzę sprawdzoną, czytałam na forum kalisteniki u fanatyka i jednoczesnie guru zdrowego odżywianaia xwegańskiego, ścisk i kisssssss

        1. pepsieliot 23 sierpnia 2012 o 23:08

          cb I jak najbardziej są badania potwierdzające obecność TNF !!

    12. Emilia 24 sierpnia 2012 o 10:52

      A na zelazo mozna sobie raz po raz wycisnac strzykawke soku z pietruszki, dodawac do zielonych szejkow cytryne zeby sie zelazo lepiej przyswajalo, posypac na salatke troche kurkumy lub sobie brac tzw. Kräuterblut. 🙂

    13. ewa 24 sierpnia 2012 o 13:12

      Próbuję tego witarianizmu, czwarty dzień, dziś jakiś kryzys mam i straszniastą ochotę na coś ciepłego. W ogóle jakaś taka głodna się czuję. Nie wiem,czy dam radę…coś za mną chodzi i chodzi…. zupkę dobrą bym zjadła:)

      1. pepsieliot 24 sierpnia 2012 o 14:21

        ewa zjedz zupkę warzywną i spoko :)) a resztę na surowo i dużo

    14. Ewa 24 sierpnia 2012 o 20:03

      od tej surowiny rozbolał mnie żołądek. przeszło kiedy poznęcałam się nad karotką w sokowirówce i dzuszkiem to wypiłam. boję się ze ta operacja na zdrowym jedzonk uskończy się dla mnie wrzodami
      a bananów z plamkiami nie spotkałam na razie, a przecie w stolicy żyję

      1. pepsieliot 24 sierpnia 2012 o 20:13

        banany z plamkami oni wyrzucają Ewa, po prostu kup banany i poczekaj aż się zrobią plamki, jakby proces dojrzewania przybrał juz niepokojące tempo, to dopiero wtedy włóż do lodówki, ale banany dojrzewają sobie na paterze 🙂

        1. Ewa 25 sierpnia 2012 o 21:20

          o zgrozo, te,tóre kupuję, nie dają plamek – gdy gobrze dojrzeja,po prostu całe czernieją bez plamek – czy to jest to samo co plamiki? wątpię…

          1. pepsieliot 26 sierpnia 2012 o 07:19

            Ewa nie, zmień dostawcę, kupujesz ładne, żółte, a niekiedy już mają plamki w sklepie, na przykłąd w Lidlu kupuję i potem mają piękne plamki brązowe 🙂

    15. pascalowa 8 lipca 2015 o 19:22

      Kolejny dzień, a własciwie popołudnie z pepsi eliot 🙂 Pomaleńku się przymierzam do 811 raz z lepszym,raz z gorszym skutkiem, a to chyba najbardziej proludzki tekst o tej diecie jaki dotychczas przeczytałam 🙂 I tak mi jest cudownie, że wykonałas za mnie całą pracę umysłową – moja polegała wyłącznie na wybraniu sobie osoby, która mi będzie przewodnikiem na drodze…zdrowienia, hehe
      Buziaki y uściski!

      1. pepsieliot 8 lipca 2015 o 19:44

        ściskam Pascalową

    16. labrujitka 16 lipca 2017 o 23:14

      Twoja cała… Vorgangenheit to moj Lebenslauf, Aj promis. Kawałek Twojej i Mojej Duszy, jest Wspólny- ale odkrycie? Fuck.. czytam wszystkie wpisy trzeci raz od stycznia. Po miesiacu na raw po raz kolejny kiedy obzarta tofu i nerkowcami i słodzoną żurawiną, ledwo dyszę, i mój brzuch… nawet przestałam być zła, pierwszy raz w Życiu nie przyjawiam agresji w swym kierunku z powodu ociężałości. Jestem… znudzona… każdym Żarciem, jakie proponują … na intuicyjne mnie jeszcze nie stać, bo do tej pory była zawsze przywalona żarciem.. intuicja.. małym, zdrowym, wege, duchowym… also. Nadchodzę.. Jutrzejszy szejor bananowy czikita w Twojej intencji Siostro! piona.

      1. Pepsi Eliot 17 lipca 2017 o 07:44

        Piona Siostro!

    Dodaj komentarz