logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
172 online
50 043 780

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
przedpole

Bonżur Socjecie.
Co się stało z ludźmi w Polsce, kraju wielomilionowym? Rzeczywiście Niemcy i Ruscy wytłukli nam całą inteligencję i musi minąć wiele pokoleń zanim się to odrodzi? Jaki popyt, taka podaż? Kiedy to się skończy, a może ma zamiar trwać wiecznie. Nie jestem naiwną personą, która oczekuje, że media prywatne będą kształcić wysoki gust i dobrze rozumiem dlaczego wybitny w oglądalność program kulinarny prowadzi bardzo medialna, choć rozczochrana pani Gessler Magda, a nie jakiś prawdziwie arbitralny znawca kuchni, na przykład absolwent paryskiego Le Cordon Bleu. Niestety superbohaterowie wciąż z nami są i wciąż rywalizują nie tylko w kategoriach oglądalność i zysk filmowych firm produkcyjnych, ale przede wszystkim jebią ludziom w głowach.
Myślą ludzie, Gessler to najlepsza polska kucharka, a ona nawet nie jest najgrubsza. W kategorii spasiona polską gęsią owsianą, rzeczona nie jest nawet na pierwszej pozycji.
Czy w ogóle istnieje zależność między inteligencją, a wyrafinowaniem kulinarnym? W większości sklepów wielkopowierzchniowych w Europie zachodniej jest dział z organicznymi warzywami i owocami. Dlaczego u nas się tego nie praktykuje, nawet w tak zwanych delikatesach?
Zadaję pytanie vice prezesowi Almy. Okazuje się, że mam w ogóle o to nie pytać, gdyż sytuacja się przedstawia następująco, popłynęlibyśmy. Patrzę na klientów Almy, często są ubrani w najbardziej trendowe marki, mainstreamowe panny i kawalerowie comes de garson zapachy rozsiewają po sklepie, a w koszykach przepych puszek śródziemnomorskich i kilka warzyw świecących od pestycydów. Nikt, na prawdę nikt, nie pyta vice prezesa Almy dlaczego nie ma nawet jednego warzywa organicznego?
Czy nie ma takiej potrzeby? Każdy ma pod pachą ipada, kilka szczypnięć i czyta przecież, czym jest odżywianie pokarmem świeżym, nieprzetworzonym i bez oprysku chemią. Można wziąć z półki designerski słoiczek z pesto nicejskim, a można w moździerzu garść liści organicznej rukoli, czy bazylii choć to zioło, zetrzeć z orzechami piniowymi czy włoskimi i paroma kroplami oliwy extra, czy oleju lnianego, albo lepiej konopnego, sól himalajska, parę ziaren i może trochę czosnku jak ktoś musi. Wszystko trwa 3 minuty. Ale nie, bierzemy pesto w słoiczku z kawałkiem ścierki w czerwoną kratkę Vichy na wieczku, bo jest drogie i się komponuje.
Biedni czy bogaci, świetnie ubrani, czy plastikowe panienki, chłopi, czy profesorowie, jesteśmy ograbieni z dobrych wzorców, kontynuacji tradycji w najlepszym znaczeniu. Miejski sklep osiedlowy niczym nie różni się od sklepu na wsi. Wszędzie te same drastyczne w brzydotę maniakalnej promocji newsa opakowania.
Nie chodzi o to, że się to miało stać nagle, ale skoro przez dwadzieścia lat po upadku komuny, niczego nie potrafiliśmy wypracować, co by nas pozytywnie wyróżniało, znaczy to, że albo nie umiemy, albo nie mamy potrzeby. Rzuciliśmy się na chłam, na kolorowy, bo plastikowy blichtr, seriale, sitcomy, szybkie żarcie. I tak, nawet w tym przedziale zostaliśmy w tyle. Pasty do zębów znanych światowych marek w Polsce mają jakieś inne właściwości, nie mówię już o fluorze, ale generalnie są okropne, proszki do prania nie piorą tylko zbijają się w klejącą masę w pralkach, kawa rozpuszczalna jest jakby bardziej miałka, na każdym kroku gorzej.
Dlaczego pozwalamy siebie tak traktować? W Stanach jest masę debili, lub ludzi opętanych głupim żarciem, lub jedno i drugie, ale nie ma najmniejszego problemu, żeby łatwo kupić warzywa i owoce organiczne. Witarianie, weganie powtarzają sobie w Polsce różne porzekadła, wzięte nawet z filmów jedzenie ma znaczenie, który już jest trącący szarą mychą, że nie wolno leczyć w stanach dietą, bo to przestarzałe jakby wieści. Wiadomo, że obecnie rząd USA dofinansowuje chorych na niewydolność krążeniową organiczną dietę warzywno-owocową, aby zaoszczędzić na bajpasach. A u nas w sklepie na wsi nie ma ani jednego warzywa od chłopa, jest kilka zgniłych bananów i tona snickersów, oraz piwo i kiełbasa na grylla.
Od lat byliśmy przedpolem, a o przedpole nikt nie dba. Byliśmy i jesteśmy tak na prawdę do dzisiaj przedpolem dla Zachodu w kontekście nieprzewidywalnej Rosji i odwrotnie, można się było po nas przelecieć w drodze na Berlin.
Dobra, przyjmijmy, że jesteśmy w dupie, że zawsze gonimy, do tego nie to co potrzeba i za tym co trzeba i że nigdy nie dogonimy, bo ciągle patrzymy na tanie wzorce.
Czy to wynika z tego, że jesteśmy biedniejsi, że ciągle kasy nie zarabiamy jak ludzie w Europie? Że mamy nędzne dupy dokarmiane tandetą, za cztery Euro z Eurolandu? Moim zdaniem nie.
Jesteśmy po prostu debilami bezrefleksyjnymi.
Mamy wzruszającą zieleń, lasy, łąki, przepyszne jabłka, mroźne zimy, najpiękniejszą na świecie jesień, dlaczego nie pójdziemy w to? Dlaczego nie potrafimy się karmić tym czego nie musielibyśmy doganiać, tylko za nami wszyscy by w końcu pobiegli. A nawet jakby zidiociali od dobrobytu obywatele zachodu nie chcieli za nami biec, to kij im w nyry, ich strata. Nasza dupa, nasza sprawa. Jak patrzę na tych zakodowanych w obcisłe armani kombinezony ćmoje boss boje klasyk i orandże, jedzący pałeczkami jakby od urodzenia nimi ładowali kulki do pysków z zębiskami białymi licówkami, lub eleganckimi śrubami z przeźroczystego plastiku i stali szlachetnej, słodko kwaśny ryż zwany sushi zawinięty w rolki zielonego, bo surowego akurat, nori, nawijający nie do wytrzymania slangiem w korporacji wyuczonym, to mi się wydaje, że oni zaraz od tej szajby popełnią seppuku bezwiednie. Że pierdolnie ich seppuku jak piorun nagle i bez ostrzeżenia, za miałkość, za psi pęd, za nie umiłowanie mądrości, za schlebianie ekstremalnej głupocie.
Że to nie życie, że równolegle obok życia zmierzają w gównie i że ja też brodziłam w ekskrementach i jeszcze innych wciągałam za sobą.
Aż umarłam i ożyłam na nowo. Chociaż jeszcze niekiedy przy niskim ciśnieniu merkantylnie cuchnę.
Że to nie może być życie. Popierdoliło nas wszystkich? Pojebało was? Wyobrażam sobie, że wchodzę do wiejskich delikatesów cymesów Grepawele i widzę kosze wiklinowe pełne, porów, kapusty, buraków, jaj przyniesionych przez gospodynie do sprzedania, tradycyjnego chleba wypiekanego w piekarni we wsi, w piecu chlebowym na węgiel, szarlotek pieczonych przez gospodynie wiejskie, na ściereczkach ułożonych. Dlaczego nie mogę kupować nic w sklepie nawet na wsi? Dlaczego sklep spożywczy, jest tak ekstremalnie brzydki brzydotą ohydną? Może sama powinnam piękny sklep otworzyć i splajtować w miesiąc?
Jest tak strasznie jak tylko można sobie to wyobrazić, a może nawet jeszcze gorzej. Jest odrażająco. Polska jest każdego dnia coraz ohydniejsza, pod płaszczykiem, że jest piękniejsza. Metal, szkło, wysoka Warszawa. Robi wrażenie miasto, industria, śmierdzi już mocno zachodem. Tylko wszystkie nowe budynki, które są w Wawie, już miały gdzieś premierę na Zachodzie, albo w Turcji. Nie przejdzie żaden projekt, kiedy podobny już nie został wybudowany. To samo jest z aranżacjami wnętrz, wszystko już gdzieś na zachodzie zaistniało, to samo jest z ubraniami i designem. Nie znaczy to, że nie ma zdolnych projektantów w Polsce, znaczy to tylko tyle, że jesteśmy przedpolem. Chcę iść na jarmark przed kościołem i kupić pukawkę drewnianą i parasolkę z bibułek i balonik, ale mogę kupić laleczkę pseudo Barby z plastiku, czy niby trompleja pająka i chyba najokrutniejszą estetycznie rzecz, srebrny krypto balon ze szwami.
Telewizja kłamie, bo musi robić kasę. Pudel łże, bo musi robić kasę. Nie chcemy już Siwiec, nie dajcie jej, bo nie jest inteligentna i ma balony wszczepione w wargule, a my jesteśmy za prawdą, my jesteśmy solą ziemi polskiej i wiemy kto jest celebrytą, a kto dobrym aktorem inteligentem a kto krypto chamem jak farbowany na szwarc piosenkarz z Krakowa, a po drugie my zarabiamy tysiąc pięćset złotych, przez co jesteśmy solą ziemi zwanej przedpolem. Zabrać grubym, oddać nam.
Tłuste i bogate won.
Proponuję uspokoić się. Zrzucić odzież wierzchnią mainstreamową czy tylko podrabianą, przebrać się w konopie i ruszyć z twarzą zwróconą ku słońcu w długi otrzeźwiający i orzeźwiający tan. Łanami przedpola iść. Na przedpolu wszystkie chwyty dozwolone, bo nikt o przedpole specjalnie nie dba. Sie bitwa toczy gdzie indziej. Spróbujmy więc ratować to co zostało wartościowego i budujmy nasze. Jak można nie mieć grzywki i ipada?
Może można.Hejusia Państwu, pepsizseppukowanyiodrodzonychyba

Do oddziału!
Sierżant sztabowy pomimo, że nie nawija w temacie, to ma na uwadze, że trening wciąż trwa, przed nami jeszcze 89 razy 30 ćwiczeń. Macie zacisnąć zęby i wykonać zadanie. Misja pod kryptonimem cielsko rządzi i wzmocniony gar trwa nieprzerwanie, aż powie szlachetny sierżant Eliot, oddział spocznij!
Małe zmiany, kangurki zaraz po sprinterze zostają przerzucone na pozycję przed brzuszkami, tak będzie lepiej.
Objaśnienie :
Ćwiczenia takie jak mostek, czy izometryczne do podmianki, polegają na jak najdłuższym tkwieniu w nieruchomości.

(Visited 337 times, 1 visits today)

Powiązane artykuły

  1. aczija 3 września 2012 o 20:44

    dzien dobry dobry wieczor;)
    kangurki przed brzuszkami – zakodowawszy. nawet lepiej bo sprint + kangurki razem spowodowaly solidne bole nadgarstkow…

    co do osiedlowych, brzydkich, co do na wsi – ze fuj, ze nie fajne – otworz swoj, pokaz jak to ma wygladac. nie splajtujesz – surojadzi i weganie cie wspieraja!

    cos musi ruszyc w tej PL bo masakiera jakas przez M duze, a nawet jeszcze wieksze;)

    1. pepsieliot 4 września 2012 o 07:40

      aczija dzięki za inspirację i wiarę we mnie, wzajemne wspieranie się może zaowocować :)))) tak nadgarstki są wykończone i bolały mnie przy tricepcach, więc zamiana jak najbardziej, chociaż pompki też dają w kość, ale potem można poleżeć przy brzuszkach :))

  2. vimari 3 września 2012 o 22:01

    zgadzam się jednogłośnie! czas na bunt 🙂

    1. pepsieliot 4 września 2012 o 07:51

      odwrócić wszystko do góry nogami jak ma być prawidłowo, tak Vim

  3. Emilia 3 września 2012 o 22:04

    Bardzo trafny wpis, tez troche nad tym wszystkim ubolewam. Jedna noga mieszkam w Niemczech i jak wchodze tutaj do supermarketu BIO ktory jest piekny, mozna w nim kupic za przyzwoita cene i swieze grzybki shiitake i trzy rodzaje marchewek i ogolnie wszystko bio i jak mysle o tym ze w Polsce po warzywniakach pol zaklamanych bede znow chodzic i w organiku sie namyslac czy kupic cos czy przejsc na breatharianizm czy zjesc pol zwiedla rukole za wygorowana cene to mi sie prawie humor psuje. Ale jestem pelna wiary i nadzieji ze i na Polske przyjdzie czas. Tak jak na miejscu owego sklepu bio jeszcze 5 lat temu stal ALDI tutaj. I tak jak najpierw w innych sklepach byl wlasny regal dla rzeczy bio, to one teraz wspolzyja z wszystkimi innymi produktami po calym sklepie rozrzucone. 🙂

    1. pepsieliot 4 września 2012 o 07:53

      Emi, to samo myślę, uwielbiam polską przyrodę, kocham język, ale jak widzę to wszystko co się dzieje to mam tylko ochotę wypierdolić z tego kraju

  4. Emilia 3 września 2012 o 22:10

    A tak troche ubocznie: McDonald nawet zmienia swoja strategie i pakuje do Happy Meal jablka oraz sok jablkowy bio oraz zamiast zabawki aktualnie rozdaje ksiazki.. Dla mnie to znak ze ludzie mysla coraz wiecej i marze o momencie kiedy wejda hamburgery bio, bo ze zejda kompletnie, tego raczej sie nie doczekam.

    1. pepsieliot 4 września 2012 o 08:06

      Emi, chyba oni nawet do tego zostali zmuszeni, bo to były jaja z tymi zabawkami, jakby przekupstwo

  5. Gatita 3 września 2012 o 22:28

    Faktycznie, ja w moim sklepie na wsi mogę kupić jedynie banany, które raczej z mojej wsi nie pochodzą…;)

  6. Łysa 3 września 2012 o 22:33

    dobrze gadasz! może kiedyś dożyjemy sklepików z lokalnymi wyrobami, warzywami z normalnych upraw… ja na szczęście delektuję sie obecnie świeżymi sokami z owoców których tyle pospadało, trzeba przejeść na zapas ;d bo zimą znów nas czeka polska dziadyga 😉

  7. Basia 3 września 2012 o 23:05

    Ja lubię polskie bazarki z warzywami i owocami, wciąż ich trochę jest. Warzywaniaki tez się najgorzej nie prezentują, zwykle jest sezonowo i kolorowo, delikatesy to mi się zawsze tylko z szynką delikatesową kojarzyły

    1. pepsieliot 4 września 2012 o 07:55

      Basiu, na wsi nie ma bazarków, jest tylko sklep cymes, albo delikates, ja też uwielbiam bazarki, ale ostatnio zobaczyłam, jak pani wyciąga z pudła takiego samego jak w hipermarkecie paprykę

      1. Łysa 4 września 2012 o 08:06

        bo niestety na bazarkach i w supermarketach sprzadają to samo Monsanto etc…. ;/

        1. pepsieliot 4 września 2012 o 08:08

          No właśnie Łysa, to ze zdziwieniem zobaczyłam, myślałam, że te krzywe pomidorki wyhodował rolnik podkrakowski, ale nie, są z hiszpani

      2. Łysa 4 września 2012 o 08:22

        też dawno temu myślałam, że jak na kleparzu to od rodzimych rolników…

  8. pepsieliot 4 września 2012 o 07:42

    Jaz, wygooglałam go jako pejzaż polski i mnie od razu wzruszył, uwielbiam takie klimaty i nie chcę żeby to były nostalgiczne tylko wspomnienia, rebelia

  9. olga 4 września 2012 o 08:47

    Meldunek: plan treningowy wczorajszy wykonany w 2/3 ale dzisiaj zakładam 100%. A w temacie postu to ja mam problem z tzw parkami rozrywki bo sąsiedzi moi namiętnie uwielbiają i jeżdżą a moje dzieci jakieś pokrzywdzone czy coś bo plastikowej krowy jeszcze nie wydoiły i byka nie ujezdziły.

    1. pepsieliot 4 września 2012 o 09:12

      olga trzymaj w ukryciu dzieci od plastikowej krowy, im później się z nią skontaktują tym lepiej! Śierżant sztabowy eliot przyjmuje melda i sam skłąda raporta, że właśnie skończyłam dzisiejszy trening, ostygnę trochę i walnę zaraz szejka

  10. Basia 4 września 2012 o 09:13

    Faktycznie czasami sprzedają banany z Biedronki na bazarze, ale to tylko niektórzy. Wciąż jednak jest duża rożnica miedzy warzywami z supermarketu, a tymi z bazaru. Mówię o wyglądzie(mniej świecą, mniej regularne) ale i smaku. Malinowe ponmidory i wielkie naręcza szpinaku (nie baby) to jeszcze chyba tylko na bazarze można dostać. Ale żeby na wsi nie było porządnego warzywniaka?A nie masz jakichś rolników co by od nich kupować?

  11. Basia 4 września 2012 o 09:20

    Pepsi czy mostek i triceps ławeczkowy to trzeba po prostu przez minutę trzymać czy też robić powtórzenia? ja mostek trzymałam, a tricepsy powtarzałam, jak to powinno lecieć?

    1. pepsieliot 4 września 2012 o 09:25

      Właśnie, mostek staram się utrzymać w tej pozycji i mniej więcej jak daję komendę czasową to na chwilę opadam i dalej, a w przypadku tricepsa, to nie jest ćwiczenie izometryczne tylko normalnie opuszczasz się i podnosisz równomiewrnie. Przy opuszczaniu wdech, przy podnoszeniu wydech. I jeszcze jedno sprintera można alternatywnie robić, że wspierasz na rękach i rónomiernie przebierasz nogami, uderzając udem w brzuch, jak Ci się uda oczywiście, ale o to chodzi 🙂

  12. pepsieliot 4 września 2012 o 09:22

    Zapytałam w sklepie, dlaczego tu jest tak brzydko i plastikowo? Właściciel znajomy z boiska piłkarskiego Dzi Ar Zi powiedział szczerze, NIKT BY TEGO NIE KUPOWAŁ, a tak przynajmniej banany z kropkami ty kupujesz

  13. Basia 4 września 2012 o 09:26

    Jezu, slepa jestem, w ogóle nie doczytałam ostatniego zdania:) już wiem wszystko

  14. Ag. 4 września 2012 o 11:52

    Racja. Byłam bardzo zdziwiona jadąc na piękną Suwalszczyznę jak ciężko zakupić tam owoc i warzywo! a w Almie porażka… owoce z laboratorium, a ceny tej chemii jak za organic. o!

  15. pi 4 września 2012 o 13:13

    Na wsi ludzie nie kupują w sklepie pomidorów, kapusty, ziemniaków itp, bo mają to w ogrodzie. Tak organiczne i lokalne, że bardziej się nie da. W mojej rodzinnej wsi też tak jest. Bardzo dużo ludzi ma działkę/ogród i są samowystarczalni latem. A ja jak nie biorę pomidorów od „lokalsów”, to jadę na jarmark, gdzie kupuję od ludzi, z którymi rozmawiam i jestem w stanie im zaufać, jak mi mówią, że pomidor jest spod Kalisza i nie rósł na wacie mineralnej tylko na torfie. Jeszcze pamiętam jak smakuje prawdziwy pomidor i prawdziwy ogórek.

    Takie są skutki globalizacji, tańszy jest pomidor z Hiszpanii niż z Wielkopolski.
    Do tego ludzie zapominają jak ważne jest dobre jedzenie (ci starzy pamiętają, ale młodzi zlewają temat, żrą dosłownie wszystko jak świnie).

    Chora ekonomia i ludzka ignorancja zabije nasz gatunek.

    1. pepsieliot 4 września 2012 o 16:31

      Niestety pi jest tak jak piszesz, przewrotnie powiem, że może dobrze że nie oddają do sklepów, bo jeszcze kilka lat temu czułam obornik na polach, a teraz tylko straszna chemia, nie da się oddychać

  16. Basia 4 września 2012 o 14:51

    Jazgottt, na Mazurach takie widziałam:)

  17. krystyna 4 września 2012 o 20:13

    Melduję, że jeszcze jestem na etapie 1 rundy. Wczoraj zanosiło się na bóle mięsni, a ja ich nie cierpię, więc wystopowałam po pierwszej rundzie. Czuję się swietnie dzisiaj. Mięsnie czuję takie sprawne, ze nogi mnie same noszą.
    Może dzisiaj będzie 2 rundy.

    A post bardzo oddaje rzeczywistosć. Na pocieszenie powiem, że w USA jedzenie jest naprawdę niejadalne w porównaniu z polskim. Pamiętam zapach polskich jabłek …. mniammm.
    Tutaj owoce nie pachną owocami i nie smakują owocami.

    dzieki!

    1. pepsieliot 4 września 2012 o 20:35

      Krysiu i wszystkie inne podchorążówki, Basia miała wątpliwości co do ćwiczenia z tricepsem, to nie jest ćwiczenie czysto izometryczne, po prostu spuszczamy się w dół w oparciu na ławeczce i podnosimy, a nie siedzimy nieruchomo!

    2. Monika 5 września 2012 o 11:24

      Niestety w uk jest dokładnie to samo…

  18. Gatita 4 września 2012 o 20:23

    A ja przyniosłam dziś od babci z drzewa pyszne i zdrowe jabłuszka organic i melduję wykonanie 3 rund :)) Buź Pepsi!

    1. pepsieliot 4 września 2012 o 20:35

      Gatita podchorąży jesteś zuch

  19. Agnieszka 4 września 2012 o 20:26

    Dzisiejsza musztra już zrealizowana,myślałam, że będzie ciężko ( z uwagi na zakwasy ) ale było lepiej. Mimo ogromnego zmęczenia, przepełnia mnie duma, szczęście i poczucie wolności, że zrobiłam coś tylko dla siebie. Dopiero od pół roku jestem weganką i mimo tego, że czuję się w swoim środowisku jak kosmita, mimo tego, że na przyjęciach weselnych(brrrr) zjadam zazwyczaj garniurę z talerzy ( pod wzrokowym a i niekiedy słownym obstrzałem tych co to jedzą normalnie ), mimo, że chyba nikt póki co na poważnie nie bierze tego co robię i co mówię, mimo tych wszystkich minusów jest jeden plus – teraz wiem, że jestem na właściwym miejscu i w odpowiednim towarzystwie. Dzięki!

    1. pepsieliot 4 września 2012 o 20:37

      Podchorazy Agnieszka, drużyna stoi za Tobą murem, ja też spodziewałam się, ze będzie gorzej, ale pooszło dosc gładko, zobaczy się jutro 🙂

  20. Monika 5 września 2012 o 11:18

    Oj można:) Ściskam mocno Pepsinku;*

    1. Kingquad 5 września 2012 o 13:24

      Monia,ściskam też 😀

Dodaj komentarz

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się