logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
481 online
55 262 891

wypasiony Greens & Fruits TiB

TWOJE WITAMINY I MINERAŁY

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • Przekaz jedzenia, czyli co nas odżywia? Fritz-Albert Popp

    przekaz jedzenia

    Przekaz jedzenia, czyli co nas odżywia? Fritz-Albert Popp

    Autor Przekazu Jedzenia Fritz-Albert Popp jest niemieckim profesorem, naukowcem i teoretykiem biofizyki, autorem wielu prac z dziedziny fizyki kwantowej, biofizyki i medycyny, dlatego książka obfituje w fakty naukowe, badania, powoływania się na osiągnięcia innych naukowców, najczęściej Noblistów, więc trudno mi pisać, że jest to recenzja, gdyż w żaden sposób moja wiedza nie pozwala na taką konfrontację.

    Jednak pokusiłam się, aby przedstawić Ci studencką pigułę, przydatnego jakby co bryka, przy czym zwracałam szczególną uwagę w zrozumieniu treści, aby nie mylić faktów z hipotezami, tym bardziej kiedy wprowadzający i bardzo ciekawy wywiad z autorem we wstępie książki jest mieszaniną treści już udowodnionych, ale też jeszcze wielu hipotez.

    wypasiony Greens & Fruits TiB
    TU KUPISZ wypasiony GREENS & FRUITS TiB odżywianie i detox

    Zresztą im bardziej zagłębiam się w temacie pożywienia, w poszukiwaniu tego najbardziej zbliżonego do ideału, tym więcej dowiaduję się o dziwnych zależnościach, a nawet sprzecznościach i widzę jak bardzo wszystko jest względne.

    Przede wszystkim polecam tę książkę, gdyż pozwala na jeszcze szersze spojrzenie na to czym jest jedzenie, czego ewentualnie możemy się spodziewać po pożywieniu zakupionym w marketach i zahacza jeszcze o jeden bardzo dla mnie istotny aspekt.

    Już od ponad pół wieku apetyt przestał być czymś zdrowym, niewinnym i naturalnym. Przemysł spożywczy stara się od lat i to z bardzo dobrym dla siebie skutkiem oszukać nasz apetyt, sztucznie go podkręcić w sensie, zaś przemysł dietetyczno – medyczny, tak to nazwę, stara się go sztucznie ograniczyć, jednak ze znacznie gorszym skutkiem.

    Apetyt jest dobrem osobistym, a ograniczenie apetytu, lub jego oszukanie narusza naszą osobowość, która nieświadomie protestuje przeciwko temu

    Nadal moglibyśmy posługiwać się naszym naturalnym apetytem, gdyby nie był stale oszukiwany kłamliwymi obietnicami danego produktu.

    Tak naprawdę nie wystarczająca dla określenia jakości pożywienia jest analiza molekularna artykułów spożywczych. Analityk nie wiele powie o tym, co to jest świeżość produktu i w jaki sposób zmierzyć jej stopień, czy też nie określi zdolności kiełkowania artykułu. Przecież zdolność kiełkowania dajmy na to zboża, to jedna z elementarnych i najważniejszych właściwości biologicznych, gdyż bez niej nie byłoby nas, a analityka konwencjonalna nie jest w stanie nic na ten temat powiedzieć, bo jeżeli zmielę ziarno to molekuły nie ulegną zmianie.

    Fragment wywiadu z autorem:
    Chciałbym jeszcze raz wrócić do podstaw biofotoniki, zarówno tych dotyczących fizyki kwantowej, jak i różnych światopoglądów. W starych wyobrażeniach medycznych, albo w ogóle w wyobrażeniu o człowieku, mamy hipotezę energii życiowej, która pojawia się jako Brahma lub Chi w medycynie azjatyckiej. Mamy również hipotezę aury, według której każdy człowiek posiada pewną aurę, co w wielu ezoterycznych poglądach jest głównym przesłaniem. Wydaje mi się, że biofotony są materializacją rzeczy do tej pory
    nienamacalnych. Czy zgodzi się Pan ze twierdzeniem, że biofotonika jest potwierdzeniem teorii o wewnętrznej energii życiowej?
    Tak, istnieją takie wyobrażenia i nazywanie ich ezoteryką lub podobnie nie oznacza, że są nieprawidłowe. Trzeba to już od początku brać pod uwagę. Chciałbym powiedzieć jako fizyk, że jeżeli te hipotezy istniały już od dawna, to prawdopodobnie coś w tym jest. Ludzie przecież wcześniej też myśleli, a zdolność myślenia nie poprawiła się znacząco, tylko – moim zdaniem – stała się mniej skuteczna. Ale jeżeli znajdzie się naukowe podstawy, potwierdzające prawidłowość tych przemyśleń, to wtedy nie jest dla mnie istotne to, z kim się dyskutuje.

    Chińczyk żyje średnio tyle samo co Amerykanin

    Jednak ryzyko zachorowania po pięćdziesiątym roku życia na choroby cywilizacyjne – takie jak niewydolność układu krążenia, nowotwory, reumatyzm – jest u Chińczyków wielokrotnie mniejsze niż u ich rówieśników ze Stanów Zjednoczonych.
    Według tej statystyki głównym powodem różnicy jest konserwowanie żywności. Amerykanie odżywiają się wyłącznie konserwami, podczas gdy Chińczyków do tej pory nie było na to stać. Odżywiają się głównie świeżymi artykułami spożywczymi.
    I ten przykład wyjaśnia podstawowe problemy nauki o żywieniu. Nie udało się do tej pory udowodnić długotrwałych efektów ubocznych konserwowania żywności, choć te zaburzenia – niełatwe do wykrycia – gromadzą się, aż do osiągnięcia fatalnych skutków w życiu poszczególnych narodów.
    Wydaje się, że środki konserwujące konserwują nie tylko żywność, ale też jej konsumentów. I tu powinniśmy zastanowić się nad wartością średniej długości życia jako podstawowego kryterium jakości życia, bo przecież nie wiemy, czy rzeczywiście żyjemy dłużej, czy tylko umieramy wolniej korzystając z wielu możliwości ulepszonej nauki i techniki.

    Żywność jest strumieniem energii

    Żywność jest strumieniem energii i dyrygentem w sieci wszystkich istotnych sprzężeń życia, poczynając od budowy i organizacji komórek i organów poprzez komunikację, aż do ewolucji społeczeństwa. Vetter (przewodniczący ugrupowania Niemieckich Rolniczych Instytutów Badawczych) pisze, że wypieranie dzikich gatunków roślin i zwierząt (które to stanowią konkurencję dla roślin uprawnych) nie jest tylko wypadkiem przy pracy, lecz także celem uprawy roli. Ale wtedy powstaje pytanie, czy rezygnacja z rozmaitości gatunków natury lub częściowe zastąpienie ich różnorodnością nowych substancji chemicznych, sama w sobie może być pożyteczna dla ewolucji człowieka a jeżeli tak, to w czym konkretnie?

    Pani w sklepie zachęcała mnie do kupienia chleba, który został jedynie naturalnym, zrobiła nacisk na naturalnym karmelem został dosmaczony. Zapytałam ją czy wie czym jest naturalny karmel, pani nie wiedziała?

    Dzięki karmelowi można podkreślić, lub nawet sfingować, żytni lub pełnoziarnisty charakter pieczywa,
    Poprzez dodanie węglanu wapnia reguluje się twardość wody, przez co ciasto jest łatwiejsze w ugniataniu,
    Dzięki dodaniu środków takich, jak kwas sorbinowy czy sorbinian wapnia, zapobiegamy tworzeniu się pleśni, przez co przedłuża się również trwałość produktu,
    Kolor pozostaje świeży i naturalny dzięki dodatkom chemikaliów takich jak dwutlenek siarki lub innych dwusiarczków, – kwas naturalny zastępuje się kwasem octowym,
    Kwas mlekowy polepsza smak chlebów pszennych, aby ciasto było cięższe, można – dzięki dodaniu na przykład kwasu askorbinowego – wrobić więcej wody,
    Dzięki lecytynie zmiękcza się okruchy,
    Kwas cytrynowy ułatwia krojenie i przedłuża trwałość, – bursztyniam potasu udoskonala zakwaszanie,
    Dzięki dodaniu ortofosforanu sodu ciasto lepiej się trzyma, ulepszając wyrastanie drożdży dzięki ortofosforanowi wapnia możemy polepszyć ochronę przeciwko chrząszczom i molom,
    Dodając karboksymetylocelulozę opóźniamy czerstwienie chleba,
    Mono i dwuglicerydy jadalnych kwasów tłuszczowych powiększają objętość i ułatwiają zamrażanie,
    Maltol udoskonala aromat podczas pieczenia, – wosk candellila ułatwia przyrumienienie,
    Amylazy ulepszają wielkość, przyrumienienie skórki, zapewniają miękkość okruchów i lepszy smak, Dzięki dodaniu fosforanu skrobi lub octanu skrobi do zamrażanych artykułów, błyszczą one jakby byty świeże.

    Jakby ktoś jeszcze miał smaka na chlebek

    Piekarnictwo rozwinęło się jako odnoga nauki, która pogodziła się z podwyższoną alergią u piekarzy i konsumentów!

    Wiadomo na przykład, że brak witaminy C, który pojawiał się czasami w trakcie podróży morskich naszych przodków, prowadził do chorób takich jak szkorbut. Dzisiaj znamy wszystkie objawy niedoboru, które występują przy braku ważnych substancji w pokarmie. Mniej znane są, na dłuższą metę, działania nadmiarów, do których jesteśmy nakłaniani codziennie, powodowane przez środki wzmacniające, preparaty witaminowe lub naturalne dodatki w pożywieniu. Na szczęście, nasz organizm dysponuje szerokim zakresem tolerancji na podobne substancje.

    Co to jest entropia?

    Dla fizyka definicja „entropii” jest wyznacznikiem „nieporządku” danego systemu. Jest miarą chaosu.

    Wskazuje ona ile, z wielu możliwości w danej przestrzeni, jest naprawdę wykorzystanych. Niemowlę, które rzuca w kojcu swoimi zabawkami, lepiej wykorzystuje powierzchnię niż jego ojciec, który ustawił wszystkie tomy encyklopedii alfabetycznie na półce – każdy na ściśle określonym miejscu. Dlatego mówi się, że dziecko jest mniej uporządkowane niż tatuś. A – jeżeli matka nie będzie interweniować – entropia w kojcu będzie wyższa niż na półce z książkami.
    Istoty żywe mają specyficzną zdolność stabilizowania swojego stanu uporządkowania. Udaje im się to poprzez zwiększenie entropii, czyli na przykład oddawanie ciepła do otoczenia.
    Jedzenie też ma rolę porządkowania!
    Jakość żywności można rozumieć tylko przez pryzmat jej działania na pole promieniowania naszego organizmu. Wysoka jakość oznacza, że przyjmowanie pokarmu poprawia porządek w organizmie, niska jakość prowadzi do „dysonansów”.

    To jest PRZEKAZ JEDZENIA

    szejk dzisiejszy

    Erwin Schródinger dostał Nagrodę Nobla z fizyki w 1933 roku. Jako jeden z największych myślicieli naszej epoki potrafił zajmować się też innymi dziedzinami i odnosił w tym same sukcesy, w tym w dietetyce.„Sztuka, przy pomocy której organizm utrzymuje się stabilnie w wysokim stopniu uporządkowania (o dużym stopniu entropii) polega w rzeczywistości na ciągłym zasysaniu porządku z otoczenia”

    Dlaczego szczególnie my potrzebujemy pokarmu, żeby się „uporządkować”?

    Czy istnieje jakaś zależność pomiędzy najbardziej uporządkowanym stanem materii, w którym mniej lub bardziej skomplikowane związki organiczne służą jako pokarm, a „porządkiem”, którego potrzebuje konsument?

    Rytm i pory dnia to z pewnością ważny dla nas element życia

    Samemu można się złapać na tym, że wcześnie rano woli się szejk owocowy, zamiast warzyw, a wieczorem jest na odwrót. To zauważyć można u witarian, ale u zwykłych zjadaczy, na przykład rano wolą płatki śniadaniowe, a nie piwo, a wieczorem odwrotnie.

    Czy w ogóle odgrywa to jakąś rolę, o jakiej porze najkorzystniej jest spożywać dany typ żywności?
    Czy lepiej jest spożyć jakiś pokarm niskiej jakości we właściwym czasie, niż jakiś wysokojakościowy produkt w niewłaściwym momencie?
    W jakiej mierze możemy jeszcze mówić o jakości żywności?

    Schródinger powiedział: Konsumencie, myśl o tym, iż Twój „porządek” jest ważniejszy od dostarczania energii. Jesteś jak skrzypce szukające smyczka, który by na nich najlepiej grał. Nie zadawalaj się tym „pakietem energetycznym”, który działa tylko energetycznie, nawet, jeśli brzmi to tak bogato i kusząco.
    Mimo wszystko ciężko jest uwierzyć, iż pokarm z całą skomplikowaną biochemią w naszym organizmie, miałby coś do czynienia z naszym czasoprzestrzennym, wewnętrznym porządkiem. Tej odpowiedzi Erwin Schródinger mógł nie znać w swoim czasie, gdyż za to przyznano Nagrodę Nobla dopiero w 1977 roku belgijskiemu fizykochemikowi Ilya Prigogine.

    Słońce jest źródłem porządku

    Bez światła słonecznego żaden jednokomórkowy glon nie może żyć, tak samo jakby mu odebrano ważne składniki wody morskiej.
    Schródinger pozostawia kwestią otwartą, czy można rozpoznać po pokarmie jego zdolność ulepszenia uporządkowania konsumenta.
    Fotosynteza, którą trzeba uważać za elementarne źródło zaopatrzenia w pokarm wszystkich istot żyjących, pokazuje również, że systemy biologiczne mają specyficzną zdolność magazynowania światła słonecznego i opóźniania utraty energii cieplnej, czyli przejścia w „bezużyteczne” promieniowanie ciepłem. Z punktu widzenia fizyka, są to magazyny światła bardzo wysokiej jakości.

    Lepsze odżywianie – więcej światła

    Tego nie można podkreślać zbyt często:
    Wcale nie odżywiamy się przede wszystkim kaloriami, nie jesteśmy też mięsożernymi, jaroszami ani wszystkożernymi – jesteśmy rabusiami „porządku” i ,,ssakami świetlnymi”.
    W takim przypadku, konsekwentnie, również jakość pokarmu powinna zależeć przede wszystkim od jego zdolności do magazynowania światła.

    Wiele badań potwierdziło powyższe stwierdzenie: wysoka jakość wyróżnia się wysoką zdolnością do magazynowania światła

    To, co ukrywa się za sygnałami świetlnymi wszystkich istot żyjących, nazwaliśmy wtedy – po wynalazku Bernharda Rutha – „biofotonami”, i to nie dlatego, że myśleliśmy, że chodzi tutaj o nowy rodzaj światła. Chcieliśmy przez to powiedzieć, iż chodzi tutaj o fotony z systemów biologicznych, które różnią się od normalnej bioluminescencji.
    Słowo biofotony stało się w międzyczasie znaną na całym świecie definicją naukową.

    Czy zadowolone kury znoszą lepsze jaja?

    Tak, ale są zadowolone tylko w tedy kiedy biegają po podwórku, w zimie, kiedy jest za zimno i siedzą w kurniku już ich jaja nie promieniują większym światłem niż jaja od kury zamkniętej w klatce.
    Orkisz hodowany metodą konwencjonalną, ale zebrany z dobrze nasłonecznionego pola miał lepsze promieniowanie świetlne, czyli posiadał lepszą jakość służącą porządkowaniu organizmu ludzkiego od orkiszu wyhodowanego metodą organiczną, ale rosnącego na mało nasłonecznionym polu.

    Pomiar biofotonów, jakby był dla nas tak dostępny jak czytnik cen, od razu eliminowałby pokarmy niskiej jakości, bez względu na to czy byłyby opatrzone znaczkami bio i eco. Przecież teraz nie da się jeść pomidorów kupionych w zdrowych sklepach, ekstremalnie drogich i ekstremalnie bez smaku, bo słońca nie widziały, a są ecobioorganik.
    Ale czy lobby przemysłu spożywczego kiedykolwiek pozwoli na takie bezeceństwa?

    Nie jest prawdą, że artykuły „ekologiczne” zawsze są lepsze niż te „tradycyjne’: Pomijając mydlenie oczu budzące zgrozę nawet w poważnych ugrupowaniach ekologicznych, wprowadza się konsumenta w błąd, jeżeli mami się go tym, iż jakość żywności zależy tylko od rodzaju nawozu. W rzeczywistości różnice w jakości pomiędzy towarami z uprawy biologicznej a towarami powszechne dostępnymi, które nie były nadmiernie nawożone są bardzo niewielkie, w porównaniu do wpływu wyboru gatunku, warunków klimatycznych, właściwości gleby i (przede wszystkim) nasłonecznienia. Stan świeżości też odgrywa znaczącą rolę. Mrożone artykuły spożywcze doznają mniejszych lub większych strat jakości – w zależności od pokarmu i od metody mrożenia.

    Oto 5 tez niezbędnych do zrozumienia pokarmu:

    1.
    Posiadając zdrowy apetyt, nie musielibyśmy martwić się o analizy jakości pożywienia

    Faktem jest, iż dzikie zwierzęta wybierają sobie jakościowo najlepszy pokarm z bogatej oferty natury.
    „Zdrowy” apetyt oznacza pielęgnowanie i zachowywanie tych zdolności.
    Poprzez wprowadzanie sztucznych zmian w pokarmie, wprowadzamy również zmiany w naszym detektorze jakości, w naszym „odczuwaniu”. Amerykanie preferują ananasa z puszki, gdyż przyzwyczaili się do smaku cyny. A koty domowe wolą karmę z dodatkiem aromatów, niż wcześniej ulubione świeże mięso myszy.

    2.
    Jakość można zrozumieć jedynie w odniesieniu do całości.

    Wszystkie opinie, dotyczące pojedynczych składników pokarmu, mogą mieć znaczenie podobne co najwyżej do liter w wierszu. Takim podejściem nie można ogarnąć treści, na które powinno się patrzeć semantycznie a nie syntaktycznie.
    Mielenie ziaren zboża niszczy ich zdolność kiełkowania, nie zmieniając ich składu.

    3.
    Współczesna analityka artykułów spożywczych nie może lekceważyć zdolności pokarmu do magazynowania światła

    W gruncie rzeczy wszystkie istoty żyjące odżywiają się światłem, przede wszystkim poprzez fotosyntezę roślin, potem przez glikolizę, przy której dochodzi do rozkładu cząsteczki cukru magazynującej światło (składającej się z dwutlenku węgla, wody i chemicznie związanego światła) w produkty rozpadu: dwutlenek węgla i wodę. Znowu pojawia się światło słoneczne, które pod postacią energii elektromagnetycznej aktywuje metabolizm i zarządza nim. To tłumaczy szczególny wpływ światła słonecznego na jakość owoców i żywych istot. Decydująca jest tutaj zdolność organizmów (które po swojej śmierci służą za pokarm) do przyjmowania energii świetlnej i do oddawania jej w ten specyficzny sposób konsumentowi.

    4.
    Pokarm jest informacją

    Tak jak przesłanie książki, obrazu, rozmowy, koncertu może być źródłem dobrej lub złej rozrywki, podobnie pokarm służy konsumentowi w istocie jako źródło dobrej lub złej informacji.
    W trakcie ewolucji zapotrzebowanie żywych istot na energię zmniejszyło się na korzyść wzrastającego zapotrzebowania na informację. Prostym przykładem jest różnicowanie się komórek, które zmierza w kierunku wzrostu przepływu informacji przy rosnącym ograniczeniu metabolizmu. W miarę rozwoju, wartość informacji nabiera coraz większego znaczenia w porównaniu z wartością energetyczną pokarmu. „Pożywienie” jest substancją podstawową, która zapoczątkowała ewolucyjny rozwój, od nośnika energii do nośnika informacji.

    5.
    Łańcuch pokarmowy wyznacza kierunek i osnowę ludzkiej ewolucji

    „Jeść i być najedzonym” jest – w najszerszym znaczeniu – strategią ewolucyjną, która wynosi przepływ informacji na coraz to wyższe stopnie w czasie i w przestrzeni. Chodzi tutaj o elementarny proces kształtowania świadomości, poczynając od nasionka, poprzez indywidualną świadomość każdego obywatela, aż do rozwoju świadomości globalnej. Nasionko, poprzez biofotony, może tak kierować swoją mocą, że zawsze, gdy jego funkcjonowanie jest zagrożone, pobiera ze źródła energii siłę, potrzebną mu do odbudowy i ustabilizowania porządku. Dialog pomiędzy informacją potencjalną (jak na przykład zdolność kiełkowania) i bieżącą (jak stabilizacja poprzez odpowiednie przyjmowanie energii) jest jednym z podstawowych procesów naszej świadomości.

    Dla nas oznacza to, że powinniśmy dopilnować następujących spraw:

    Postawić jakość naszego pokarmu w centrum uwagi, czyli zdobyć całościowe zrozumienie
    Wspierać metody, które dają nam obiektywne kryteria oceny jakości artykułów    spożywczych
    Walczyć o jak najlepszy i najbardziej wartościowy pokarm dla nas i dla naszych dzieci
    Intensywnie badać i zrozumieć zależność pomiędzy „odżywianiem przy pomocy substancji” (w tym również lekarstw) a odżywianiem przy pomocy artykułów spożywczych, a przez to – zrozumieć zależności między życiem i ewolucją.

    Yyyyy yessss, mówiąc kolokwialnie, napychajmy się słońcem, wstawajmy rano ze świtem i przywitajmy dzień medytacją, skupieniem, ewentualnie jak ktoś lubi modlitwą, oddechami przeponą, łodewer, wystawmy twarz ku słońcu i chłońmy pranę, a wieczorem wraz ze zmierzchem pożegnajmy dzień w podobny sposób.

    Jedzmy żywność jak najmniej przetworzoną, ale która była dobrze nasłoneczniona. Jeżeli jedzenie będzie porządkować nasz organizm dostarczając mu światła, z łatwością pokonamy raka i inne choroby, a nasze sagany będą szczęśliwsze.


    reklamablogBlog pepsieliot.com, nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.

    Rzuć też może gałką na to:

    Dobre suplementy znajdziesz w naszym Wellness Sklep


    Disclaimer:

    Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, i niekoniecznie wyraża zdanie założycielki bloga, tym bardziej nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.


     

    (Visited 7 516 times, 1 visits today)

    Powiązane artykuły

    1. Xara 3 stycznia 2016 o 18:41

      Nic tylko zostać breatharianinem 😉

    2. grzegorzadam 3 stycznia 2016 o 21:26

      Bardzo ciekawy temat!

      ==Czy zadowolone kury znoszą lepsze jaja?==

      Tak, ale są zadowolone tylko w tedy kiedy biegają po podwórku, w zimie, kiedy jest za zimno i siedzą w kurniku już ich jaja nie promieniują większym światłem niż jaja od kury zamkniętej w klatce.==

      Na pewno zdrowsze odżywczo w obecności koguta! 😉 :

      ==I ostatnia rzecz to będzie bezpośrednie źródło folistatyny. Jaja kurze. Uwaga, zapłodnione… 😀 Dla ciekawskich powiem, że smakują tak samo jak te z zwykłe. One rzeczywiście mają folistatynę w znaczących ilościach. Tutaj może być problem, bo skąd je wziąć? Są sprzedawane, jako ‚jaja lęgowe’ i kosztują co najmniej 1,10 za sztukę. Można też spróbować szczęścia z jajami wiejskimi i liczyć, że dobrał się do nich kogut 🙂 Co ciekawe, zalety zapłodnionych jaj nie kończą się na durnym hormonie. Wg badań są podobno o wiele zdrowsze od takich, które nigdy nie spotkały swojego przeznaczenia (na kurzej fermie bez kogutów). W końcu w przyrodzie prawie zawsze jest tak, że jaja są zapłodnione i takimi raczyli się nasi przodkowie. ==
      ==Dodam, że folistatyna gromadzi się na powierzchni żółtka i powinno się jeść na surowo, bo temperatura niszczy wszystko co najlepsze. To mniej więcej w tym samym czasie „naukowcy” odkryli, że pestki owoców mają cyjanek i są trujące, a surowe jaja niezdrowe. Uważam, że katabolizm to nasz najgorszy wróg, bo nie ma żadnego wyolbrzymienia w twierdzeniu, że ostatecznym zwycięstwem katabolizmu nad człowiekiem jest śmierć.==
      To bardzo ciekawe, że zarówno nowe życie rośliny (pestka) i nowe życie kury (pełnowartościowe jajko) są kluczowe dla tak ważnego hormonu człowieka jak folistatyna. I dwie rzeczy, które chciano zdyskredytować propagandą pseudonaukową.==

      Takie ciekawostki o .. kurkach, jajkach i folistatynie.. 😉

    3. Roma 4 stycznia 2016 o 00:36

      Mam pytanie trochę odstające od tematu do @grzegorzadam.
      Proszę Cię bardzo o pomoc, bo ja w natłoku tych wszystkich informacji nieco się gubię, a czuję, że muszę się jak najszybciej pozbyć pasożytów.
      W skrócie:
      – Od 7 lat choruję na bruksizm (mam 21 lat) którego dotąd nie wiązałam jakkolwiek z tym co się dzieje wewnątrz mojego organizmu, a wyczytałam niedawno, że jest on również powiązany z obecnością pasożytów.
      -Od zeszłej zimy atakują mnie po kolei przeróżne alergie, które trzymają się tylko do wiosny, latem słuch o nich ginie : uczulenie na kota, na kurz, na pyłki buczyny i brzozy(chociaż tego nie odczuwam, ale zostało wykryte), we wrześniu, gdy skończyło się lato momentalnie pojawiła mi się wysypka, która, jak się potem okazało nasila się przy glutenie, więc go odstawiłam. Odczułam poprawę, jednak to nadal nie było to.

      Na co dzień jem ogólnie zdrowo, z małymi wyjątkami, piję dużo wody, rano wypijam szejk owocowy z kilku bananów, jem mięso, ale staram się powoli minimalizować, nabiał, chociaż teraz zlikwidowałam do minimum. Suplementuję wit D3, D3+K2, wit C. używam też chlorelli często. Zdarzy mi się jednak zgrzeszyć słodkim.

      W święta niestety odstawiłam swoją codzienną dietę, więc i czekoladki od mikołaja poszły w ruch, nieco glutenu, tłustego, no i proszę, wysypka tak mnie zdominowała, że płakać się chce. Rok temu, myślałam, że był najgorszym okresem moich wykwitów, ale ten mnie totalnie zdominował – mam plamy krostek na twarzy, wysuszone oczy, ręce całe w wykwitach, a toto swędzi i boli.
      Wpadłam w końcu na to, że to może być wina pasożytów jak i niedokwaszenia żołądka, bo i Ph moczu badałam, w tabeli wykazuje 7 na czczo i po południu, więc powinno być niby w porządku co do kwestii zakwaszenia organizmu (dobrze rozumuję?). Test z sodą robiłam latem i z tego co pamiętam to mi się niemal nie odbiło, piję teraz 2 łyżki octu jabłkowego dziennie, ale to nadal nic nie daje.

      Zmierzając do meritum.
      Planuję zrobić sobie dogłębny detoks, pozbyć się tego świństwa, które we mnie siedzi. Staram się jakoś swoimi drogami do tego dojść, chociaż jest trudno. W internecie jest tyle informacji o środkach przeciw pasożytniczym ; ziemia okrzemkowa, czosnek itp itd

      Moje pytanie jest takie: Co stosować i jeść aby wykurzyć robale w dość zaawansowanym rozwoju? bo jeśli to nie jest to, to ja już nie wiem co.
      Chcę zakupić ziemię okrzemkową i pić ją codziennie, czytałam też o miksturze z czosnku i wody po ogórkach kiszonych, soli kala namak, oleju z pestek dyni i o samych pestkach dyni. Piszesz też Grzegorzu o zbawiennych właściwościach wody utlenionej, płynu lugola etc. A pepsi jeszcze pisała o tygodniowej kuracji jabłkami . Tyle tych informacji, że nie do końca wiem, co mi na prawdę pomoże.

      Co jeść na takim odtruwaniu? Planuję odstawić na ten czas mięso, nabiał, słodkie, miód, jajka. Nie wiem tylko jakie owoce i warzywa mogę w tym czasie spożywać? Mogę np w czasie takiej kuracji jeść kaszę jaglaną z surowymi warzywami plus do tego szejki owocowe?

      Przepraszam za mój chaotyczny post, ale na prawdę potrzebuję pomocy znawców w tej materii, a wiem, że tu takich znajdę. Co do dermatologów i innych takich to nawet się nie wypowiem, bo zostałam już dostatecznie zbombardowana sterydami i innymi.

      Ściskam i mam nadzieję na odpowiedź.

      1. grzegorzadam 4 stycznia 2016 o 13:01

        @Roma
        Generalnie słuszne podejście, pytając sama sobie odpowiedziałaś.
        Kwas w żołądku podstawa!
        Co do pasożytów, polecam kupno ostatniego wydania N. Siemionowej, gotowe sprawdzone recepty
        wraz z procedurą hydratacji.
        Powszechnie dostępne w necie są przepisy naszego dr Różańskiego.

        Dla detoxu pij soki warzywne z kapusty, marchwi, buraczka od czasu do czasu..
        Poczytaj o wodzie utlenionej w odpowiednim temacie, o magnezie, witD3, boraksie, sodzie z octem jabłkowym.
        Czosnek i ogórki też mogą być, saszetki 7 Pepas, jest tego dużo.
        Zacznij od prostych zabiegów i obserwuj (WU, boraks, soda +OJ)
        To wszystko jest bardzo skuteczne i na pasożyty.. i dla równowagi kwasowo-zasadowej czyli
        zdrowia.

        pozdrawiam 🙂

    4. Roma 4 stycznia 2016 o 10:40

      Ps. Zrobiłam dziś rano test z sodą. Odbiło mi się i to nieznacznie po (sic!) 13 minutach..
      Czytałam, że na dokwaszenie dobra sodą z OJ. Ale w jakich proporcjach?

      1. grzegorzadam 4 stycznia 2016 o 21:47

        To masz co robić teraz.
        Sodą (z OJ) alkalizujemy na czczo organizm.

        Samym OJ, wodą z solą kamienną, piołunem (bylicą), betainą (opcjonalnie)
        dokwaszamy żołądem 20-30 min. przed posiłkiem.
        Poczytaj, tu jest o tym trochę:
        http://www.pepsieliot.com/co-mozemy-zrobic-zeby-dochtore-nie-wycielo-migdalkow/

        I tu:
        https://youtu.be/POKyyxpEdbI

        1. Roma 4 stycznia 2016 o 23:15

          Grzegorzu dziękuje przepięknie :)) Wszystko wdrażam w życie i czytam jak dzika
          kopiuje sobie wszystkie wątki związane z moją przypadłością i będę sobie to w głowie powoli układać
          kurcze, dajecie tu nadzieje na normalne życie
          Pozdrawiam!!

          1. grzegorzadam 5 stycznia 2016 o 10:20

            @Roma
            Żadne cuda, zastosuj te proste środki, czasami w ciągu tygodnia następują symptomy poprawy.
            Tu nie chodzi o szybkosć, wrecz przeciwnie.
            Wieloletnie zaniedbania powinno się leczyć miesiącami.
            Musi być czas na usuwanie toksyn, inaczej mozna sobie zafundować potężnego Herx-a.
            Nie jest to przyjemne, ale też świadczy o pracy organizmu nad tym..
            Tu gość pięknie pisze u uczuleniu na Jod 😉 :
            http://vibronika.eu/images/pdf/uczulenienajod.pdf

            1. grzegorzadam 5 stycznia 2016 o 10:24

              Którys z doctore powiedział, że są tylko 2 przyczyny chorób:
              1. Zatrucia, toksyny, metale ciężkie, pasożyty, zakwaszenie organizmu.
              2. Braki minerałów i witamin, wynikłe z powyższego.. 😉

            2. Roma 7 stycznia 2016 o 12:34

              Zastanawiam się czy to możliwe, żeby były już widoczne skutki bronienia się robali… bo już czwarty dzień jestem na mega zdrowej diecie, nic słodkiego, woda utleniona (póki co apteczna, ale będzie food grade), borax(co prawda kupiłam do innego użytku jakiś czas temu i na opakowaniu jest napisane ,,ekologiczny środek czyszczący”, a w opisie nie napisali w jakim stopniu czysty jest, więc się zastanawiam czy zażywać..), wit C od Peps, woda z solą himalajską, kasza gryczana, jaglana, oczywix soda+OJ…

              no i wysypki z rąk nie zeszły nadal, a ponadto pojawiły się inne wykwity w miejscach, o których nigdy bym nie pomyślała : łydka, pierś.. póki co smaruję wodą utlenioną i olejem koko i zobaczymy jak na to zareagują, chociaż przyznam, że trochę się boję tej wody z apteki…

              myślisz Grzegorzu, że to oznaka obrony ‚gadów’?
              planuję zakup Wrotyczu i Świetlika, duże nadzieje pokładam w tym. Różańskiego już trochę poczytałam, to bardzo mądre rzeczy są, aż się zachciewa zostać zielarką 😉

              Pozdrowienia ślę 🙂

            3. grzegorzadam 7 stycznia 2016 o 14:12

              @Roma
              Na opakowaniu opowinna być podana czystosc w ”%”. Producent?
              Lepiej dopłacić i zaopatrzyć się w czda lub farmaceutyczny.
              Jak czytasz ostatnie wpisy, to takie reakcje sa możliwe szybko.
              WU z apteki nie zaszkodzi, na pewno nie w tak krótkim czasie, sam taką
              kiedyś stosowałem z powodzeniem, oczywiście tamta lepsza.

              Zachciewa się, fakt 😉

            4. Roma 21 stycznia 2016 o 21:13

              Odzywam się po czasie, że żyję 😀 Co prawda bywają kryzysy ozdrowieńcze, ostatnio nawet kilkudniowa ,,grypa”, jakieś wykwity itd.. Czasem nawet wątpię, że to cholerstwo odpuści.. ale nie poddaję się.
              Robiłam badanie morfologii krwi, mam niedobór leukocytów bo są na poziomie 2 800 a nie 4 tysięcy i neutrofilów, ale lekarz mówił mi, że to niby błąd pomiarowy może być, więc nie wiem. No i zrobiłam jeszcze badanie na obecność pasożytów w kale i nic nie wykryło. (Nie wierzę jednak tym wynikom ślepo, bo przecież czuję się ‚zaatakowana’)

              Mam wątpliwości odnośnie boraksu i mam nadzieję, że je rozwiejesz Grzegorzu 🙂 Otóż zrobiłam sobie taki roztwór z 1 litra wody i 1/4 łyżeczki boraksu. Piję od poniedziałku do czwartku po około łyżece tego i nie wiem czy to nie za dużo, czy nie za mało.. niby coś tam w tych artykułach jest napisane, ale może Ty masz jakieś pewniejsze informacje?

              ponadto robię soki buraczano/marchewkowo/jabłkowo/kapuściane. Piję ohydną miksturę z czosnku i soku z ogórków po której czuję się jakbym miała mieć zaraz torsje i po libacyjny ‚helikopter’… na szczęście trwa to tylko chwilę..
              Także arsenał dość pokaźny mam.. walczę.

              /Mam tylko małe obawy, bo przez tą ostatnio przebytą chorobę leczyłam się miodem i martwię się, że to robaczki podkarmiłam… Zbiegło się to akurat z odstawieniem na kilka dni wody utlenionej no i wysypki na rękach wróciły… Chyba jestem zaatakowana znów. Wniosek jest więc taki, że nic co słodkie nie można zażywać na tego typu diecie nawet po trochu.

              Pozdrawiam wieczornie 🙂

            5. grzegorzadam 21 stycznia 2016 o 23:00

              @Roma
              Przy pasożytach zero cukru!
              Z WU nie rezygnuj przy pasożytach..

              Badanie kału na pasożyty to nieporozumienie, skuteczność od 0 do 30%…
              Pisaliśmy wielo-wielo krotnie o biorezonansie Volla-Vegatest > 95% !
              wvrenomowanym gabinecie, test obciażeń, koszt koło półtorej stówki..

              ==Otóż zrobiłam sobie taki roztwór z 1 litra wody i 1/4 łyżeczki boraksu.==

              To co zrobiłaś to dawka terapeutyczna dla kobiety do 60 kg, z tymże wtedy wypijamy taki litr dziennie!

              W tych linkach masz jak zrobić roztwór 3% i jak spożywać:
              http://www.pepsieliot.com/co-mozemy-zrobic-zeby-dochtore-nie-wycielo-migdalkow/

              http://www.pepsieliot.com/sok-leczacy-zapalenia-w-tym-stawow-oraz-dlaczego-boraksowi-mowimy-nie/

            6. Roma 26 stycznia 2016 o 00:23

              Z WU nie zrezygnowałam, tylko miałam chwilową przerwę po osiągnięciu pułapu 10 kropelx3 😉
              A z tym cukrem to wiem..ale tak mnie ciągnie… to jest niewyobrażalna katorga.. blehh

              Co do tych badań to owszem przeczytałam wielo-wielo krotnie, no ale póki co moja nawet jeszcze niestudencka kieszeń mnie spowalnia w wykonaniu ich. Może nawet i bez nich się obejdzie.. albo zrobię dla upewnienia po skończeniu kuracji. zobaczymy.
              Z tym boraksem to dałam ciała rzeczywiście 😀 następnym razem będę się jeszcze wnikliwiej wczytywać… bo wychodzi na to, że ja dzienną dawkę sobie obrałam za miesięczną..

              Wybacz, że Cię tak ciągle nowymi pytaniami bombarduje, ale w międzyczasie od ostatniego pytania zaświtało mi jeszcze jedno, a to już mnie niepokoi poważniej, mianowicie ; Czy przy takich kuracjach to normalne, że u kobiet może się zatrzymać menstruacja? To u mnie ostatnio dość niespotykane, żeby aż miesiąc jej nie było, a stan błogosławiony to na pewno nie jest 😛 Suplementować takie braki czymś, czy może czekać aż się samo unormuje?
              masz może jakieś info Grzegorzu odnośnie tego?

              Btw za wszystkie odpowiedzi po stokroć dziękuję 🙂

          2. grzegorzadam 26 stycznia 2016 o 10:08

            @Roma
            Z WU nie rezygnuj, nie ma lepszego chelatora i źródła dotlenienia komórek, i wit.C z MSM też oczywiście
            w odpowiednich odstępach od WU.

            ==A z tym cukrem to wiem..ale tak mnie ciągnie… to jest niewyobrażalna katorga.. blehh==
            Też mam napady na słodkie, staram się to owocami, miodem i czekoladą ogarniać.. 😉

            Badania to sa koszty, fakt..
            ==Z tym boraksem to dałam ciała rzeczywiście następnym razem będę się jeszcze wnikliwiej wczytywać… bo wychodzi na to, że ja dzienną dawkę sobie obrałam za miesięczną..==
            No tak 😉

            Zatrzymanie okresu to hormony.
            Po jakims czasie powinno to sie unormować.
            Suplemenrujesz jod?

            Pisz, będziemy szukać ‚ścieżek dostepu’. 😉

          3. grzegorzadam 26 stycznia 2016 o 10:10

            @Roma

            I ph pilnuj, to podstawa.
            Czyli alkalizacja, soki, soda z octem jabłkowym z rana.

            1. Roma 27 stycznia 2016 o 01:26

              Tak, tak 🙂 WU jest, teraz codziennie 10 kropelx3. Mówiłeś, że trzeba sobie robić przerwy, ale póki co nie widzę, żeby jakoś to źle na mnie wpływało, więc przyjmuję codziennie. Kwas L-askorbinowy zaczęłam pić ;jedną łyżeczkę na szklankę wody minimum dwie h od zażycia WU (kwestia tego MSM mi umknęła całkowicie, czy to istotne przy przyjmowaniu wit C?).

              No ja też się staram, ale teraz to ja taką psychozę mam, że i miodu boję się tknąć 😀 Dzisiaj na przykład chodziłam około godziny po sklepach w poszukiwaniu jakiejś zdrowej przekąski bez glutenu, cukru, syropu glukozowego czy innych i oczywiście wyszłam z pustymi rękami… no nic, pozostaje w chwilach słabości pocieszyć się chipsami z suszonych jabłek( obym i tu błędu nie robiła!)

              Co do jodu – nie suplementuję. W ferworze poszukiwan tych wszystkich cegiełek do zdrowia, ta mi również umknęła. Ale zakupię w aptece najprędzej i zrobię test, o którym pisałeś tak często 😉

              Ph rano najczęściej waha się od 6 do 7 (mam ten bardziej ogólny zestaw, w skali od 1 do 14) Popołudniu jest około 7/8 (to 8 to już chyba za dużo?)
              Może napiszę po prostu jak ta cała kuracja u mnie wygląda, a Ty wychwycisz ewentualne błędy? Włączyłam całkiem sporo z Twoich rad w życie, ale możliwe, że czegoś tu jeszcze brakuje…

              Zatem:
              Rano po przebudzeniu:
              – Jak mam olej koko, to płuczę nim usta min 20 min,
              – potem WU (aktualnie 10 kropel w 3 łyżkach wody)
              – pół h później 3/4 szklanki wody z łyżeczką sody gaszonej i 2 łyżkami OJ.
              +Śniadanie to najczęściej kasza jaglana/gryczna/w drodze wyjątku makaron ryżowy + warzyw sporo i chlust oleju z pestek dyni, lub kokosowego
              – Jak nie zapomnę, co niestety mi się zdarza, biorę po posiłku lub w trakcie tabletkę biopron 9

              Popołudniu:
              – po ok 3 godzinach od śniadania znów WU,
              – pół h później woda z OJ (szczerze mówiąc nie zawsze mam czas żeby czekać około godziny do posiłku, więc pomijam. Ale zauważam już u siebie odbicie po około minucie od wypicia sody, więc myślę, że postępy są 🙂
              – ostatnio bywa, że zamiast tej wody z OJ robię sobie soki z buraka/kapusty/marchewki/jabłka/grejpfruta + soku z cytryny i łyżeczki młodego jęczmienia i to wypijam przed posiłkiem.
              +Posiłek podobny do poprzedniego, tylko warzywa się zmieniają (staram się do tej kaszy zazwyczaj wkroić 2 ząbki czosnku i sypnąć kurkumą ku zdrowotności większej)

              {Nie powiem, zdarzają się też ziemniaki, czy nabiał, ale wybaczam sobie te grzeszki i idę dalej. Apropos nabiału, staram się codziennie jeść małe pudełeczko bio jogurtu naturalnego.
              Jadam też, ale rzadziej, owoce typu granat, jabłko, pomelo. Czasem skuszę na orzechy ziemne w chwilach słabości, a ostatnio to raczyłam się mlekiem migdałowym i samymi migdałami, co by zacząć uzupełniać wit E i inne. }

              +W trakcie dnia między posiłkami wypijam też szklanę wody z połową łyżeczki ziemi okrzemkowej, a mam ją od weekendu, więc spektakularnych efektów jeszcze nie zauważam (ale na wypróżnienia toto dobre)

              Wieczorem:
              +Znów posiłek jakiś (ale na ogół jadam bardziej 2 posiłki niż 3)
              -WU albo pół godziny przed nim, albo 3h po
              – popijam wodę ze szczyptą soli himalajskiej na szklankę, albo sok, albo nieregularnie herbatkę obrzydliwą ‚na lamblie’ się zwie

              Przed snem piłam jeszcze łyżkę mikstury z czosnku i wody po ogórkach, ale wstrzymałam, bo boję się, że przesadzę (słusznie?)
              Boraksu jeszcze nie rozgryzłam, ale obiecuję, że będę pić (btw czemu większość co jest dobre dla ciała, musi być tak obrzydliwe dla kubków smakowych? 🙁 pijąc boraks czuję jakbym piła mydliny, albo proszek do prania.. )

              Ufff, ale się rozpisałam…

              Dobranoc 🙂

          4. grzegorzadam 27 stycznia 2016 o 10:05

            Przerwy można robić, ale są różne opinie.
            Nieumywakin jak czytałaś zostawia dowolność, ja nie robiłem.
            MSM wspomaga działanie wit.c wydatnie, ma tez mnóstwo innych pozytywnych oddziaływań.
            Last pisze o tym sporo, gdzieś zamnieszczałem tłumaczenie o MSM i DMSO.

            Suplementujesz z zachowaniem zasad, niestety smak tych niektórych specyfików jest ”szczególny”. 😉
            Nie mamy na to wpływu. ..

            Okrzemki działaja powoli.

            pozdrawiam

    5. aivalarr 4 stycznia 2016 o 12:43

      Jak to jest dokładnie z tymi mrożonkami? Sama jem dużo mrożonych warzyw szczególnie w okresach, kiedy na półkach w sklepach wszystko bez smaku i zapachu, dojrzewające w magazynie. Mam wrażenie, że wtedy mrożonki są mniejszym złem, ale słyszałam już różne opinie. 🙂

      1. pepsieliot 4 stycznia 2016 o 13:10

        mrożonki plegające tylko na zamrożeniu organicznego produktu są świetnym rozwiązaniem, mrożonki polegające na jedynie zamrożeniu produktu świeżego, ale nie organicznego jednak nie należącego do parszywej 12 są dobrym i wygodnym rozwiazaniem. Inne mrożonki są nie do przyjęcia. czyli te, gdzie przy mrożeniu coś się jeszcze dodaja, oraz w ogóle jedzenie produktów z wielką ilością pestycydów, czyli takich jak w parszywej 12.

    6. asia 5 stycznia 2016 o 16:16

      Wcześnie rano wcale nie woli się szejka owocowego, ale właśnie warzywa – gotowany selerek, brukselka, chrupiąca marchew i pietruszka, a wieczorem często odświeżające, soczyste owoce.

      1. pepsieliot 5 stycznia 2016 o 16:29

        mów za siebie

        1. em. 5 stycznia 2016 o 20:08

          a ja właśnie mam ochotę na szejka na śniadanie, ale wstaję bardzo wcześnie do pracy, przed wszystkimi współlokatorami i nie wypada mi budzić ich blenderem… myślałam, że będę pić tego szejka po pracy, ale jakoś mnie wręcz odpycha od tego ;//
          pepsi, czy ma sens przygotowanie takiego szejka wieczorem i wypicie go rano? raz tak zrobiłam (banany plus daktyle, trochę wody) i rano zrobił się z tego taki pudding ;(

          1. pepsieliot 5 stycznia 2016 o 21:22

            zupełnie nie ma sensu, jedz w pracy całe owoce

            1. em. 6 stycznia 2016 o 09:35

              dzięki za odpowiedź! 🙂

    7. burdzia 7 stycznia 2016 o 08:28

      Witaj Peps – a ja mam takie pytanie – czy planujesz w sklepie jakieś kody rabatowe dla czytaczy bloga? Kiedyś były 🙂 a planuję uzupełnienie zapasów i zastanawiam się czy czekać na ich pojawienie czy już zamawiać.Serdecznie pozdrawiam/burdzia

      1. pepsieliot 7 stycznia 2016 o 08:48

        Sorki!! Oczywiście i one są dalej, tylko Informatyk jeszcze ich nie umieścił, bo blog cały czas jest w przeróbce. Zaraz Informatyk zacznie pracę i dzisiaj jeszcze wrzuci te kody, a właściwie jeden,który otworzy drzwi na wszystkie produkty, które mogą nim być objęte. Jest ich znacznie więcej niż te, które są na stronie.Całuski

    8. burdzia 7 stycznia 2016 o 09:05

      Dziękuję- to jest miła oku odpowiedź 🙂

    Dodaj komentarz