logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
190 online
52 043 241

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
Przerywane „jem i … chudnę” poszczeniem, bezapelacyjnie najlepszą dietą na świecie

bogate dziecko

Przerywane „jem i … chudnę” poszczeniem, bezapelacyjnie najlepszą dietą na świecie

Witamina D3 +_ K2 (mk7 z natto, no GMO) TiB

TU KUPISZ Witamina D3 + K2 (mk7 z naturalnego natto, bez GMO) TiB

Dieta, na którą wpadłam (empirycznie) już 15 lat temu, a następnie dopracowałam w ciągu ostatnich kilku lat, jest połączeniem najbardziej prozdrowotnych trendów pozwalających przenieść cielsko na tryb spalania tłuszczu.

Jest tak potężnym narzędziem, że słowo dieta samo z siebie zamienia się w styl życia.

Tak po prostu trzeba żyć, żeby móc uporać się z kompulsywnym jedzeniem, bulimią, nawarstwionym tłuszczem, efektem jo-jo, oraz bezsilnością i rozpaczą z powodu niemocy.

NIE zostałam uderzona metalową sztabką, twierdząc, że odkryłam tę dietę, absolutnie nie, ona istniała dla homo sapiens od zawsze. Był przymusowy post, i było obżeranie się, gdy tylko nadarzyła się okazja, a nie było nadwagi i pewnych okropnych choróbsk.

Dlatego na podobny pomysł wpadło też współcześnie kilku dietetyków, czy lekarzy. Dzięki temu jest szereg popartych badaniami danych, co do nieprawdopodobnych rezultatów diety zwanej na świecie „okresowym postem”.

STWORZYŁAM program „Jem i … chudnę”, oparty nie tylko na codziennym okresowym poście, wielkim żarciu, (głównie roślinnym, jak ktoś preferuje) i w dużym procencie surowym i stosunkowo niedużej ilości tłuszczu, ale przede wszystkim ze względu na jego właściwości przeciwzapalne i antyrakowe.

Z tego samego nurtu, okresowego postu wypływa dieta dr. Michael Mosley’a, który w swojej nowej książce „Schudnąć, zachować zdrowie i żyć dłużej” sugeruje, że najlepszym sposobem, aby schudnąć, jest jeść normalnie przez pięć dni w tygodniu. Natomiast pościć przez 2 dni, czyli przyciąć kalorie do około 600 dla mężczyzn i 500 dla kobiet, oraz w tym samym czasie pić duże ilości wody i herbaty.

Sam dr Mosley twierdzi, że realizując te zalecenia stracił 19 kilogramów w ciągu dwóch miesięcy. Do tego wszystkiego dr. Mosley’owi przydarzyła się rzecz ciekawa, że w wyniku okresowego postu, stracił chęć na jedzenie niezdrowej żywności, w tym słodyczy i nie odczuwa już wilczego głodu.

Obecnie, dr. Mosley traktuje swoją dietę jak styl życia, na lewo i prawo promuje zdrowotne korzyści wypływające z przerywanego postu i ogranicza swoje jedzenie każdego dnia do okna sześciu, czy siedmiogodzinnego.

W wywiadzie dla BBC dr Mosley wskazuje także na znaczenie codziennego ruchu, szczególnie w połączeniu z postem. Przedstawia zagrożenia wynikające z za długiego siedzenia i zaleca wstawanie co 15, czy 20 minut od biurka, czy sprzed komputera, aby uniknąć poważnego zagrożenia dla zdrowia.

Osobiście sama stosuję i doradzam tę taktykę. Szczególnie mężczyźni narażeni są na poważne konsekwencje zdrowotne, gdy nie odrywają się od swoich komputerów.

Bezwzględnie należy wstać i udać się do lodówki. Żartuję, ale nawet to jest lepsze niż siedzieć w bezruchu parę godzin.

Cokolwiek nie powiedzieć, przerywany post jest najbardziej prozdrowotnym i najłatwiejszym do zaakceptowania programem odchudzającym dla wszystkich, w tym mainstreamu.

Dwóch obecnie najlepiej sprzedających się autorów, w niedawnych wiadomościach MSNBC3, David Zinczenko i Peter Moore, współautorzy kolejnej książki wskazującej na korzyści zdrowotne przerywanego postu, powiedziało coś w ten deseń:

„Amerykanie nigdy nie zmniejszą swojego kolosalnego obwodu w pasie, dopóki nie zaczną zwalczać nawyków jedzenia przez 24 godziny na dobę. Natomiast ograniczenie czasu jedzenia do ustalonych 8 godzin na dobę, jest w stanie wszystkich wyleczyć z otyłości i jej skutków”

To samo nawijam od lat

Dieta Zinczenko i Moore jest to kolejna wersja przerywanego postu, w którym po prostu musisz ograniczyć codzienne jedzenie do określonego okna czasowego. Zinczenko i Moore polecają okno osiem godzin, co jest stosunkowo łatwo wykonalne i wygodne dla większości ludzi, ale można ograniczyć się jeszcze bardziej.
Do sześciu, czterech, a nawet dwóch godzin dziennie, jeśli tylko chcesz, ale wielu wystarcza te osiem. Oznacza to, że jesz od godziny 11 do godziny 19, przykładowo. Ja radzę jakby co to wcześniej zacząć i wcześniej skończyć.

Nie ma mowy o żadnym głodzeniu w czasie tego okienka, tak jak wspomniałam wcześniej, w moim programie „jem i … chudnę” proponuję 2 wielkie posiłki ze zdrowego najlepiej organicznego i surowego w przewadze żarcia, opartego na 80% węglowodanów,10% tłuszczu i 10% białka.

Ale inni wyznawcy przerywanego postu proponują coś wręcz przeciwnego, proponują zastępowanie węglowodanów tłuszczami takimi jak: olej kokosowy, oliwą z oliwek, oliwkami, masłem, jajami, awokado i orzechami.
Obawiam się tylko przy takiej diecie, o stosunek omega 6 do omega 3, który z pewnością zostanie zachwiany i oddali się od perfekcyjnej jedynki, zbliżając się do 15, a nawet więcej.

Ale zostawiam te dywagacje i wracam do węgli i smalcu 

Faktycznie może być tylko albo, albo. Bowiem dieta roślinna, czy jakakolwiek wysoko węglowodanowa, automatycznie wyklucza dietę wysoko tłuszczową. To z wiadomych przyczyn nigdy nie może iść w parze.

Oczywiście można również inaczej bilansować dietę, tak jak większość społeczeństwa, ale chodzi nam przecież o to, aby sprowokować pobór energii z tłuszczu na brzuchu, a nie ze świeżo dostarczonych węglowodanów, dlatego ludzie wybierają wysoko tłuszczową dietę.

Yyy … bo nie mają pojęcia o właściwościach surowych węglowodanów?

Surowe węgle to oczywiście coś zupełnie innego niż gotowane, czy najgorsza opcja – smażone.

No dobra, ale zadasz rezolutne pytanie, jak to działa?

Dlaczego gdy zjem 3000 kalorii w ciągu 6 godzin, to przejdę na tryb spalania tłuszczu, a rzecz nie będzie miała miejsca, gdy rozłożę te 3000 kalorii na cały dzień, nie mówiąc o kawałku nocy?

Najpierw przeczytaj o tym badaniu niedowiarku

W 2007 roku American Journal of Clinical Nutrition przedstawiło takie wyniki studiów:
Naukowcy podzielili uczestników badania na dwie grupy i każda grupa miała jeść tę samą liczbę kalorii, odpowiednią dla ich wagi. Jedyna różnica, między tymi grupami była taka, że jedni jedli tę samą ilość kalorii rozłożoną na 3 posiłki w ciągu całego dnia, a drudzy tę samą ilość kalorii, ale w ograniczonym czasie, a poza tym okresowo pościli.
Ci co jedli posiłki w konkretnym oknie czasowym, a później pościli, nie tylko, że schudli, ale jeszcze skład ich ciała uległ znacznej modyfikacji, bowiem zredukowali ilość tłuszczu.

Łaj???

Po prostu. W okresie postu organizm poszukuje życiowej energii i w końcu znajduje ją na brzuchu, więc zaczyna tę akurat tkankę pożerać, czyli palić fat.
Ale też jest inne zaskakujące info, według badań Panda, gdy ograniczysz czas w którym ładujesz w siebie kalorie, sprawiasz, że ciało zaczyna spalać więcej kalorii w ciągu dnia. Metabolizm przyspiesza.

Co dziwne, bo zawsze mówiono, chcesz schudnąć jedz często i mało. Akurat, tak się przecież tuczy dzieci.

Już od dawna wiem, że dużo, ale w krótkim odstępie czasu daje wymarzony klekot kości, przy każdym siadaniu na krześle. No a teraz mała rundka po banana, parę przysiadów i wracam.

Okazuje się do tego wszystkiego, że utrata wagi to tylko jeden z bonusów przerywanego postu. Bowiem rzecz ma o wiele większy wydźwięk zdrowotny. Oczywiście, gdy nie jesteś imbecylem i zdajesz sobie sprawę, że to czym się żywisz jest jeszcze ważniejsze od tego, czy stosujesz przerywany post, czy też nie.
Twoim celem jest być zdrowym i żyć dłużej i o tym nie należy nigdy zapominać.

Ale może jesteś sportowcem, albo nawet kimś z elity sporu?

Może to Cię zaskoczy, ale uwierz, że nie można osiągnąć maksymalnej sprawności i maksymalnej żywotności, wraz z płodnością w tym samym czasie. Każdy cel wymaga innej strategii, i nigdy nie dostarczy Ci takich samych wyników końcowych.
Na przykład, elitarne zawodniczki sportowe mają zazwyczaj trudności z zajściem w ciążę, ponieważ ich nastawienie na maksymalizację kondycji, odbywa się niestety kosztem ich płodności. Bowiem żeńskie hormony bardzo zależą od dostatecznej ilości tkanki tłuszczowej.

Ponadto, należy pamiętać, że prawidłowe odżywianie staje się jeszcze ważniejsze, gdy stosujemy przerywany post, więc zajęcie się tym co szamiesz, tutaj ponownie zachęcam Burżuazję do programu „Jem i …chudnę” na bazie 811, naprawdę powinno być nadrzędne.

Zdrowy rozsądek powie ci, że post w połączeniu ze skażoną, wysoko przetworzoną szamą, bogatą w toksyny i inne takie, może zrobić więcej szkody niż pożytku. Będziesz niedożywiony, to tak na początek problemów.
   
No dobra, ale w jaki sposób, żarcie tylko w określonych widełkach czasowych ma promować ogólne zdrowie i długowieczność? Nie ma w tym przesady?

Nie ma, bo:

PRZERYWANY post normalizuje wrażliwość na insulinę i leptynę, co jest kluczem do optymalnego zdrowia.
Insulinooporność (to jest to, co akurat masz, gdy Ci wrażliwość na insulinę spada) jest podstawowym czynnikiem przyczyniającym się do prawie wszystkich przewlekłych chorób, od cukrzycy, poprzez choroby serca, do raka.

Przy okazji zachęcam Cię, aby przy robieniu klasycznych badań na cukier we krwi na czczo, wykonać też badanie na insulinę na czczo i oczekiwać, że obok cukru w normie, insulina osiągnie poziom między 2 do 4, a nie, że tylko siedzi w dzikich widełkach, które ustaliło laboratorium.
        
NORMALIZUJE poziom greliny, znany również jako „hormon głodu”
        
PROMUJE produkcję ludzkiego hormonu wzrostu HGH, odgrywającego arcy ważną rolę dla zdrowia, kondycji i spowalniając proces starzenia się
        
OBNIŻA poziom trójglicerydów
        
ZMNIEJSZA stan zapalny i zmniejsza ilość wolnych rodników.

Mamy również wiele badań wykazujących, że przerywany post ma korzystny wpływ na długowieczność zwierząt. Istnieje szereg mechanizmów, które się do tego przyczyniają. I znowu normalizacja wrażliwości na insulinę jest poważnym mechanizmem stymulującym proces starzenia.a
Jest również faktem, że przerywany post zmniejsza liczbę markerów chorobowych silnie przyczyniających się do ogólnego stanu zdrowia.

Jednak może też być trochę inaczej, ale to też wiele tłumaczy:

W jednym z ostatnich badań okazało się, że w wyniku diety opartej na przerywanym poście wzrosła ilość cholesterolu całkowitego o 16 %, w tym HDL, czyli dobrego o 6%.

Jak do tego doszło?

Dr Benjamin D. Horne, dyrektor Instytutu Układu Krążenia i Epidemiologii Genetycznej i główny autor badania, przedstawia następujące wyjaśnienie:

Post wywołuje głód, albo stres. W odpowiedzi na to, organizm uwalnia więcej cholesterolu, co pozwala na wykorzystanie tłuszczu jako źródła paliwa zamiast glukozy. Jednocześnie taka akcja przyczynia się do zmniejszania liczby komórek tłuszczowych w organizmie. Czyli czarno na białym mamy, że przerywany stosunek, sorki, post uaktywnia nasz fat, który zgromadziliśmy w pasie, na nie wiadomo jakie ciężkie czasy.

Cholesterol trochę podskoczy, ale im mniej mamy komórek tłuszczowych w naddatku, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że doświadczymy fatalnej oporności na insulinę lub cukrzycy. A to jest naprawdę w porzo.

Jeszcze bardziej niezwykłe są wyniki badań, które pokazały, że post wywołał gwałtowny wzrost ludzkiego hormonu wzrostu HGH, aż o 1300 % u kobiet, i zdumiewające 2000 % u mężczyzn!

Jedyną rzeczą, która może konkurować z postem przerywanym są regularne ćwiczenia fizyczne

Bowiem  HGH, powszechnie określany jest jako „hormon fitness” odgrywający niezwykle ważną rolę w utrzymaniu zdrowia, sprawności i kondycji, w tym promocji wzrostu mięśni i zwiększaniu spalania tłuszczu, napędzając metabolizm.

Fakt, że HGH pomaga budować mięśnie, a jednocześnie promuję utratę tłuszczu wyjaśnia dlaczego, sportowcy, którym zależy na suchej masie mięśniowej powinni stosować post przerywany.

Gdy zaczniesz jeść w widełkach czasowych, a poza tym pościć, jesteś w stanie uchronić się od cukrzycy, chorób serca i raka?

W badaniu z 2005, pięciu duńskich badaczy wykazało, że przerywany post istotnie zwiększa szybkość wchłaniania glukozy, bardziej niż insuliny. Ośmiu zdrowych mężczyzn, pościło po 20 godzin co drugi dzień przez 15 dni. Okazało się podczas końcowych badań, że ich insulina wykazywała się większą skutecznością w zarządzaniu cukrem we krwi, niż zaledwie przed dwoma tygodniami.

Autorzy badania twierdzą, że dzieje się tak, co potwierdza oświadczenia zajmującego się tematem doktora Richarda Johnsona, że zespół metaboliczny występujący podczas postu jest rzeczywiście zdrowym warunkiem adaptacyjnym. I, że zwierzęta właśnie dlatego przechowują tłuszcz, aby pomógł im przetrwać okresy głodu.

Oczywistym problemem jest to, że większość z nas ma ciągły dostęp do biesiady. Jednak nasze cielska wcale nie są do tego dostosowane, dlatego idealnie reagują dopiero wtedy, gdy mamy do czynienia z okresowym postem.

Duńscy naukowcy kontynuują złowieszczą tyradę:

Oporność na insulinę jest aktualnie głównym problemem zdrowotnym. Ciągle więcej jemy, a coraz mniej się ruszamy. Ten styl życia zderza się z naszym genomem, który prawdopodobnie został określony pod koniec epoki paleolitu (50 000-10 000 pne), gdzie uprzywilejowani przetrwaniem żyli w środowisku charakteryzującym się wahaniami pomiędzy okresami uczty i głodu. Teoria oszczędnych genów zakłada, że wahania te są wymagane dla optymalnego funkcjonowania naszego metabolizmu.

Gdy decydujemy się na taką dietę, prawdopodobnie najbardziej zbliżamy się do schematu idealnego dla naszego metabolizmu. I z tego właśnie powodu poprawiają się nasze wyniki badań, a przede wszystkim oddalamy od siebie insulino oporność.

Ale też wiele wyników badań znalazło powiązanie między okresowym postem a zmniejszeniem ryzyka incydentów sercowych.

W jednym z najnowszych badań, opublikowanych w czerwcu 2012, okazało się, że ci którzy regularnie pościli mieli 58% niższe ryzyko wystąpienia choroby wieńcowej w porównaniu do tych, którzy nigdy nie pościli. Regularne posty były również związane z niższym poziomem glukozy i niższymi indeksami masy ciała BMI.

Przerywany post może również mieć pozytywny wpływ na zdrowie mózgu?

Nie tak dawny artykuł w Washington Post wyróżnił kolejne ważne korzyści zdrowotne związane z przerywanym postem, mianowicie okazuje się, że takie przerwy w dostawie szamy chronią mózg przed demencją.

Mark Mattson z National Institute on Aging wypowiedział się na papierze:

– Wiele badań na modelach zwierzęcych pozwala na ostateczne stwierdzenie, że dieta oparta na przerywanym poście, zastosowana u osób w wieku średnim może istotnie opóźnić początek choroby Alzheimera i Parkinsona.

Jaki jest klucz do tego mechanizmu?

Uważa się, że 10 do 12 godzin po posiłku, gdy już wykorzystasz wszelką glukozę dostępną we krwi, rozpoczynasz konwersję glikogenu przechowywanego w komórkach wątroby i mięśniach, do glukozy, aby mieć energię.
Jednocześnie następuje stopniowe przejście w kierunku podziału przechowywanej tkanki tłuszczowej. Wątroba w wyniku tego produkuje „ciała ketonowe,” czyli krótkie cząsteczki, które są produktem ubocznym rozpadu kwasów tłuszczowych. A te kwasy tłuszczowe mogą być wykorzystywane przez mózg jako paliwo.

To w tym dzikim procederze tkwi istota tego, czego chwytają się, nie powiem, że jak tonący brzytwy, bo póki co mają się nieźle, wyznawcy paleo, czy innych diet wysoko tłuszczowych, w kontrze do wysokowęglowodanowców twierdzących, że mózg żywi się cukrem, ale jak widać, może też żywić się kwasami tłuszczowymi.

Badania Mattson’a sugerują, że post co dwudniowy, w którym ograniczamy się do około 600 kalorii na dzień, wpływa na zwiększenie produkcji białka w mózgu od 50 do 400% z czynnikiem neurotroficznym BDNF, w zależności od regionu mózgu. BDNF aktywuje komórki macierzyste mózgu przekształcając je w nowe neurony i wyzwalając wiele innych substancji chemicznych, promujących neuronowe zdrowie. Owe białko także chroni komórki mózgu od zmian związanych z chorobą Alzheimera i Parkinsonem.

U myszy, u których występowały już objawy podobne do Alzheimera w wieku średnim, post co drugi dzień opóźnił wystąpienie problemów z pamięcią o pół roku. To bardzo poważny efekt – mówi dr. Mattson dla Washington Post – bo taki okres odpowiada 20 lat u ludzi.

Coraz więcej dowodów wskazuje na to, że zarówno przerywany post, jak i ćwiczenia wyzwalające geny i czynniki wzrostu, odmładzają mózg, mięśnie i tkanki.

TU KUPISZ moją rewolucyjną książkę z autografem "Leczenie dobrą dietą"

TU KUPISZ moją rewolucyjną książkę z autografem „LECZENIE DOBRĄ DIETĄ”, w której piszę również sporo o przerywanym poście.

Przerywany post stosowałam już od wielu lat i doradzałam moim klientom, aby weszli na tę ścieżkę, ale zanim poznałam witariańską 811, czegoś mi tu brakowało. Obecnie jestem pewna, że mam już wszystkie asy w rękawie.

Program „jem i … chudnę”, jako forma przerywanego postu jest najlepszym programem odchudzającym na świecie, gdyż działa nie tylko odchudzając, ale również uzdrawia, przedłuża życie i odmładza.

Moim zdaniem jest to jedyna droga do wyjścia z matni dla wszelkich bulimików, kompulsowców, wilczych apetytów i innych chorych na głowę z powodu nieopanowanego szamania.
Brakujące ogniwo w przerywanym poście, to jedzenie w oknie anabolicznym wielkiej ilości surowych owoców i warzyw.

Człowiek, tak jak zwierzę nie może od razu obudzić się i pędzić do szamy. Najpierw powinien się nawodnić, po wielu godzinach postu. Następnie wykonać trening cardio. Dopiero wtedy może przystąpić do pierwszego ogromniastego posiłku, w postaci zielonego szejka na bazie owoców o wielkiej mocy kalorycznej. Im później, tym lepiej. 

Następnie po pewnym czasie wszamać drugi ogromny posiłek w systemie 80/10/10, czyli 80 % kalorii z węgli, i po 10% z tłuszczu i białka, a ten prowiant może być gotowany, ale najlepiej gdy jest z przewagą surowego.
(Przepisy na przykładowe 2 tygodnie szamy, już wkrótce wrzucę w postaci darmowego pdf-u „Jem i …chudnę”).

Pomiędzy posiłkami możemy coś przekąsić, gdy mamy taką potrzebę, w postaci orzecha, ziarna, czy najlepiej owocu. Po drugim wielkim posiłku pościmy do następnego dnia.

Po pewnym czasie magicznie znika uczucie głodu w poście, znikają oskomy na słodycze, jest za to wielka energia do ćwiczeń i bardzo oczyszczone cielsko, nie mówiąc o krnąbrnym saganie. Też wyciszonym.

Inną, również magiczną korzyścią, jest fakt, że w wyniku tej diety radykalnie poprawia się ilość pożytecznych bakterii w jelitach, co następnie skutkuje zwiększoną odpornością.

Przestajemy się przeziębiać, szczególnie, gdy jeszcze dodatkowo odpowiednio suplementujemy naszą dietę witaminami D3 z K2, C, chlorellą, oraz świetnym greens&fruits’em. Zaczynamy lepiej spać, robimy się bardziej energetyczni, chce nam się robić coitus, stajemy się rozumniejsi.

Program „Jem i … chudnę” jako przerwa w codziennym poście to najpotężniejsze narzędzie do walki z otyłością, przedwczesnym starzeniem się i centralnie osobistą słabością.

Jesteś przecież w stanie trochę popościć każdego dnia, aby móc bez ograniczeń się naszamać też każdego dnia.


reklamablogBlog pepsieliot.com nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.

Rzuć też może gałką na to:

Dobre suplementy znajdziesz w naszym Wellness Sklep


Disclaimer:
Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, i niekoniecznie wyraża zdanie założycielki bloga, tym bardziej nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.


(Visited 40 307 times, 1 visits today)

Powiązane artykuły

  1. Mirela Ła 12 stycznia 2015 o 22:04

    Przepisy na przykładowe 2 tygodnie szamy, już wkrótce wrzucę w postaci darmowego pdf-u „Jem i …chudnę”.
    Czekamy kochana 🙂

    1. EPod 13 stycznia 2015 o 14:12

      Ja rowniez czekam z niecierpliwoscia 🙂

  2. Dave 12 stycznia 2015 o 22:05

    A co jeśli na takiej diecie coś około 811 w zdecydowanej większości surowej schudło się z 80 do 62 kg co u faceta o wzroście 173cm dobrze nie wygląda… twarz się wysuszyła, policzki zapadły, zmarszczki uwydatniły… metabolizm tak przyspieszył że pasaż jelitowy trwa ok. 6 godzin (czyżby od nadmiaru błonnika?) i nie wiesz czy w ogóle to się trawi… Zaczęły się kłopoty z pękającą skórą na stopach i w stawach coś nie tęgo… Po wprowadzeniu posiłków gotowanych z ryżem, kaszami na maśle klarowanym, oleju kokosowego po 6 łyżek dziennie i pewnej ilości oleju z czerwonej palmy oraz lnianego juz po trzech tygodniach wszystko mija, łapiesz parę kilo więcej, twarz nabiera życia, wygładza się itd. już nie wyglądasz na takiego zasuszonego, nie tracisz wody… Przerobiłem to. Ayurveda powiedziałaby że pobudzona została dosza vata i stąd te problemy, aby ją zrównoważyć trzeba organizm ogrzać i nawodnić jedzeniem ciepłym gotowanym z dużą ilością tłuszczów…. Zdecydowanie uwielbiam surowe 811 z dużą ilością owoców i szejków, ale strasznie od tego chudnę i nie wyglądam wcale dobrze… myślę że osoby z dominującą doszą vata (naturalnie chude, łatwo marznące, o szybkim metaboliźmie) w zimie (w okresie vata) muszą jednak stosować trochę inną dietę, a wiosną i latem już można więcej surowych. Pewnie dla osób o konstytucji śluzu (kapha), często otyłych to taka dieta jest idealna i mogą fajnie wyglądać. Także wydaje mi się że różne rzeczy różnym ludziom służą i trzeba jednak spraktykować i nie trzymac się dla zasady czemuś co wyraźnie organizmowi nie służy.

    1. pepsieliot 12 stycznia 2015 o 22:12

      oczywiście że przesadziłeś, i na pewno za mało jadłeś, po prostu stałeś się niedożywiony. Zresztą są ludzie, o dużej ilości mięśnia, którzy nie do końca dobrze czują się na tej diecie, ale to jest dieta dla ludzi, którzy uwielbiają wpierdalać, a nie jeść, nie mają pojęcia co z tym fantem zrobić. Alezawsze można wejść na wysoko tłuszczówekę, byle pościć każdego dnia

      1. Dave 13 stycznia 2015 o 08:16

        masz oczywiście rację, zdecydowanie przesadziłem, ale nie chodzi że mało jadłem, bardzo dużo jadłem, ledwo mieściłem te banany, inne owoce, sałaty, warzywa ale i tak byłem niedożywiony, teraz jestem pewien że słabo trawione było jednak takie pożywienie, po latach odżywiania „standardowego”. Enzymy zawarte w „żywym” pokarmie jednak aż tak nie pomagają w trawieniu (że niby surowy pokarm ma wszystkie enzymy żeby sam się strawić w układzie pokarmowym) jak to można wyczytać u wielu hurraoptymistów raw food i na tym etapie surowy pokarm był jednak duuużo trudniej strawny dla mnie niż gotowany. Co potwierdza fakt, że jedzenie dosłownie przelatywało przeze mnie, słabo strawione, wizyty po 3, 4 razy dziennie w Akademii Pana Kleksa to norma była, śniadanie lądowało w kiblu tuż po zjedzeniu obiadu, sam fakt że bez trudu byłem w stanie to rozróżnić dobrze chyba nie świadczy hehe (a na marginesie fajny post o „kupach” i ważny). Myślę po prostu że w moim przypadku trzeba paru lat sukcesywnej pracy (może nawet koło 5 lat) i dużej regeneracji funkcjonowania narządów (jelita, wątroby, trzustki, żołądka) i organizmu jako całości żeby zacząć się odżywiać surową dietą roślinną, bez objawów niestrawności, przyswajać z niej wszystko co potrzeba i zdrowo wyglądać.
        Wtedy gadałem wszystkim że to odtrucie, że wszędzie o tym piszą i póki co będę wyglądał jak bardzo chory człowiek. Po części to pewnie i prawda była, tym bardziej że stosowałem również inne kuracje oczyszczające, ale szkliwo jednak mi poleciało i to raczej z braku składników na jego remineralizację niż od kwasów owocowych (choć to też nie pomogło).
        Czasem się zastanawiam czy raw food jest na pewno możliwy podczas zimy w naszej strefie klimatycznej. No ale wszystko przede mną, teraz już na spokojnie podchodzę do tematu. Z tego co się chciałem wyleczyć to się wyleczyłem ale pojawiły sie inne dolegliwości… które na razie wymagają korekt w odżywianiu i dalszych obserwacji. Teraz już jest coraz lepiej.
        Kurcze nawet spodnie ciężko kupić na 69-70 cm w pasie, na ryneczku znalazłem jedne spodnie rozmiar 28, który jako tako pasowały i nie wisiały (choc i tak pasek potrzebny). No a moje mięśnie ciężko na siłowni wypracowane poszły w sporej mierze w zapomnienie, chociaż tak „wycięty” to nigdy nie byłem, hehe

        1. pepsieliot 13 stycznia 2015 o 09:18

          diesle są uniseksy, damskie 28 dobrze leżą na facecie 🙂

          1. Dave 13 stycznia 2015 o 18:50

            hehe, to będę musiał sprawdzić 🙂 w sumie żona twierdzi że zdecydowanie woli 70 cm niż 88, więc nie jest może tak źle 🙂

        2. Niki 13 stycznia 2015 o 13:47

          Dave, abstrahując od dosz, a przypadkiem fakt niestrawionego jedzenia i znajdowania wydalonych kawalków nie wiąże się z niskim poziomem kwasu żolądkowego…? Z malą ilością kwasu jedzenie nie zostanie prawidlowo rozlożone. Taka banalna rzecz jak kwas i powstaje zaburzenie.
          Surowe może być ciężkostrawne, lecz od tego są zawarte w nim żywe enzymy, niezabite wysoką temperaturą oraz enzymy w organizmie, bez nich lub gdy są na niskim poziomie lub też gdy są zablokowane przez niewlaściwe lączenie grup pokarmów (bialko zw. z kwasem/skrobią/ kwas(np. owoce) z tluszczem/skrobią itd. hamuje enzymy i źle trawimy.
          Znam wylącznie swój przypadek unormowania trawienia (i tylko siebie analizuję) gdy zaczęlam zwracać uwagę co z czym jem, zaczęlam solić (bo przez dugi czas nie solilam niczego, sok z cytryny, ale też nie do każdego posilku) wtenczas wszelkie zaburzenia minęly. Anoo i ewent. stanu zapalnego w żolądku czy jelitach być nie może, bo to kolejny czynnik blokujący dobre trawienie.
          To nie gotowane jedzenie jest lekkostrawne (przecież ono powoduje wzrost bakterii gnilnych) – lekkostrawne są dobre polączenia różnych grup pokarmowych. A im mniej różnych grup w posilku to i tym lepiej.

          1. Dave 13 stycznia 2015 o 18:48

            dzięki za odpowiedź 🙂 przerabiałem to, test z sodą wyszedł ok, odbiło się szybko, za radą Nieumywakina też stosowałem sól himalajską pod język lub w wodzie, kupiłem też enzymy z betaine HCL, nic to nie zmieniło, wodę z cytryną codziennie rano przed pierwszym posiłkiem. cały czas stosuję. herbaty imbirowe i różne inne triki na poprawę trawienia też stosowałem. Poza tym mam grupę krwi 0, więc wg tej teorii powinienem mieć wysoki poziom kwasu i dobrze trawić mięso, natomiast wege nie dla mnie, też to rozkminiałem. W sumie jak wcześniej trenowałem na siłce i sporo mięsa jadałem to nigdy nie miałem problemów z jego strawieniem. To że mi to na zdrowie nie wyszło to inna kwestia. Rozdzielne jedzenie stosuję od początku czy to gotowane czy surowe. Małachow twierdzi że jedząc trochę surówki przed posiłkiem gotowanym nie zachodzi leukocytoza pokarmowa, a co jest lżej strawne (przynajmniej na ten moment) to organizm sam mówi. Chodziłem na konsultację do dietetykow i też twierdzą że gotowane jest lżej strawne dla kogoś kto się zawsze tak odżywiał i do tego jest organizm przyzwyczajony, a enzymy są rozkładane na aminokwasy w żołądku i nie służą do trawienia produktu z którego pochodzą (z wyjątkiem papainy, bromelainy i aktynidyny które trawią białka). A strawienia surowego są właśnie potrzebne duże siły trawienne bo trzeba rozbić niestrawne błony komórkowe, gotowanie robi to za nas. Nie wiem. Wiem że gotowany ryż basmati w zupie warzywnej przyswajam w mig i kupa jest ładna, hehe nie śmierdzi więc chyba nic tam nie gnije, bąki też są bezzapachowe. A surowe warzywa wylatywały niestrawione tylko pogryzione i zalatywały wymiocinami (bo pewnie jeszcze z sokiem żołądkowym), kończyło się to w dodatku podrażnioną „drugą stroną”, z owocami i szejkami było trochę lepiej. Ale objawy niedożywienia były wyraźne. Więc na razie jem tak pół na pół, jedna duża porcja owoców rano, przed posiłkiem gotowanym trochę surówki, daję tłuszcze po południu i jest dobrze. Na wiosnę będę robił oczyszczanie wątroby i tym razem powoli wprowadzał coraz więcej surowego i zobaczymy. Zazdroszczę że tak łatwo sobie poradziłaś z przejściem na surowe 100%, ja widocznie mam bardziej zaniedbane narządy i powoli trzeba, a myślę że wszystko za jakiś czas powinno się polepszać.

          2. Niki 13 stycznia 2015 o 21:04

            Super, Dave że tak wyczerpujące komenty piszesz, można się z ciebie uczyć jak z książki 🙂
            Właśnie się zastanawiam, jak to się stało że tak szybko przestawił się mój kociołek na inny rodzaj pokarmu, bo przecież od dziecka żarłam głównie gotowane/ wysoko przetworzone czy to domowe czy przemysłowe preparaty jedzenio-podobne, w ilości ogromnej i w mieszance wybuchowej. Sygnały byle, ale stłumione, nigdy też nie miałam super dobrej mikroflory, co później doprowadziło mnie do dysbiozy dwukrotnie, a ta już jest traktowana jako choroba społeczna.
            Według tych dietetyków (alopatia czy naturopatia? bo poglądy mają rozbieżne) mój org. powinien być przyzwyczajony do martwej żywności, łatwo ją trawić i źle przyswajać żywą, surową, a u mnie jest odwrotnie właśnie. Na surowym nie widze lepiej, zmusiło mnie to do dokładnego przeżuwania, zwilżania śliną i połykania papki, a nie jak dawniej… echhh Albo musi być mechanicznie rozdrobnione, jak w szejkach.
            Z surowych warzyw tylko burak mi hamował trawienie, ale trenuję buraka i jest coraz lepiej (tak łatwo się z nim nie poddam, w końcu ma leczyć jelita i ja do tego doprowadzę, trochę czasu na to trzeba…), z kiszonym buraczkiem no problemo i warto się nim zainteresować, samemu sobie kisić.
            Absolutnie nie 100% surowego. Jeden gotowany posiłek wystarcza mi, a w ciągu dnia jem też bezglutenowe kasze – dzięki temu (chcę wierzyć, że) trzymam kontrolę nad równowagą bakteryjną jelit, bo wcześniej im więcej gotowanego jadłam tym więcej gnilnych bakterii się mnożyło, żadnej korzyści odżywczej z tego nie miałam, skoro gnilne zabijają korzystną mikroflorę, a to ona produkuje witaminy i minerały… Uparłam się, że to od tej równowagi (i od niezaburzonych enzymów, ich poziomu) zależy prawidłowe trawienie i tego będę się trzymać.

          3. Dave 14 stycznia 2015 o 09:57

            no ja tez obecnie jadam jeden gotowany posiłek, na obiad, i jest to kasza jaglana, gryczana lub ryż basmati w zupie warzywnej (warzywa duszę, najpierw zagotowuje wodę, zalewam wrzątkiem warzywa, dodaje przypraw, do wrzenia i wyłączam, dusi się z godzinkę, a potem to tylko ze 3 minutki podgotuję i wszystko mięciutkie, a strata witamin mocno ograniczona), I wygląda to teraz tak:
            jak wstanę woda z cytryna ok 1 litra i herbata z czystka,
            potem duża porcja owoców (czasem rozdzielam na dwa posiłki jak mam i słodkie i kwaśne, bo nie łacze ich ze sobą, prawie zawsze jem ananasy, papaję i kiwi ze względu na enzymy proteolityczne) to ok 9,00, enzymy mają pomóc oczyscić organizm z pozostałości poprzedniego dnia,
            warzywa przed posiłkiem gotowanym na obiad j/w opisanym to ok 13.00,
            soki warzywne ok. 1 litra (teraz burak, marchew, pietruszka, seler, kapusta, por, trochę cebuli) ok 16.00 po pracy,
            potem koło 18 tłuszcze głównie nasycone, kokosowy, ghee, lub z czerwonej palmy, oraz lniany, siemie zmielone z sezamem.
            Co parę dni zamiast posiłku z kaszą jem śledzie matjasy na surowo (tylko długo odmoczone ze zmianą wody kilkukrotną coby wyciągnąć maksymalnie sól i inne ewentualne badziewia) – głównie w celu uzupełnienia omega3 i ewentualnie brakujących aminokwasów, czasem zamieniam na łososia dzikiego. Czasem podjem trochę orzechów czy avocado. I tak na razie w zimie się sprawdza. Odżyłem.
            Chciałbym aby możliwe było przejście na raw vegan w 100% głównie na owocach, ale na razie nie daję rady, obraz żywej kropli krwi się psuje i jestem niedożywiony. Ale mam nadzieję że na przestrzeni kilku następnych lat będzie coraz lepiej mój organizm funkcjonował i surowe coraz łatwiej będę trawił z siłą wodospadu, hehe. Acha kiszonki jak najbardziej robiłem i robię, burak długo robiłem ale z braku czasu teraz robię tak: miksuję po prostu kapustę, wlewam do słoika, dolewam wody, przyprawy, i sól, przykrywam ręcznikiem papierowym na gumce i na 4 dni odstawiam. I takie cos popijam sobie po pracy (w pracy nie ma szans tak zaiwania :)) ) Podobno bakterii tam więcej niż w 10 opakowaniach probiotyków, a grosze kosztuje no i wit K wiadomo. Poza tym odpowiednio przyprawione mi smakuje. no i na szczęście nie mam po tym wzdęć 🙂

          4. Dave 14 stycznia 2015 o 10:53

            Acha, a dietetyk do którego chodzę to jak najbardziej naturoterapeuta, badają tam żywą kroplę krwi, mają sprzęt do analizy pierwiastkowej włosa i inne „gadżety” typu mierniki ORP czy miski detox, leczą tam ludzi głównie zdrową dietą, alkaliczną, z dużym naciskiem na nawodnienie organizmu, najlepiej wodą o ujemnym potencjale redox, kuracje przeciwpasożytnicze, przeciwbakteryjne i przeciwgrzybiczne, głodówki itp. Myślę że mądra jest to Pani, wyciągnęła z choroby chorych na raka, w poczekalni spotkałem osobę ze stwardnieniem co wstała z wózka, w sumie samych zadowolonych ludzi tam spotkałem, więc chyba w pewnych kwestiach warto ją posłuchać. Dyskutowałem z nią o gotowanym i surowym i potwierdziła że oczywiście bardziej wartościowe jest surowe ale – w moim przypadku nie jestem na to jeszcze gotowy, bo jest to zbyt trudno strawny jak dla mnie pokarm i musi być coś raz dziennie gotowane na ciepło, na parze lub duszone, najlepiej warzywa z kaszą jaglaną, gryczaną niepaloną lub ryżem basmati. Jak mówi nie jesteśmy tym co jemy tylko tym co przyswajamy, najzdrowsza dieta nie pomoże jeżeli nie trawimy prawidłowo pokarmu. W ogóle ta Pani stwierdziła że jestem wyjątkowo dociekliwym „pacjentem” i jeszcze takiego nie miała. Pytała sie nawet czy nie pomyślałbym za jakiś czas o zajęciu się leczeniu naturalnym bo wg niej mam predyspozycje hehe

          5. pepsieliot 14 stycznia 2015 o 11:00

            pisałam o tym redox tutaj, ale mnie osobiście redox lata http://www.pepsieliot.com/waser-wodziczka-loterek/

          6. Marta 23 czerwca 2016 o 00:44

            Dave moglbys podac namiary na ta naturoterapeute?

          7. Dave 14 stycznia 2015 o 11:31

            spoko, hehe woda to taki szeroki temat, że nawet nie będę starał się jakoś bardziej na ten temat wypowiadać, mi potencjał nie lata, lepiej dostarczać elektrony niż je tracić, dla reakcji chemicznych zachodzących w komórkach ma to duże znaczenie. Ale wiadomo że jak ktoś dużo pije soków warzywnych i innych antyoksydantów to już może się tak bardzo nie przejmować „martwą” wodą. Wiem na pewno jedno nie wypije butelkowanej wody z plastiku ze względu na alkohol propylowy, bo zanieczyszcza organizm, a pani H. Clark twierdzi że przyciąga pasożyty,jakieś tam jeszcze bisfenole, ksenoestrogeny czy inne badziewia nie mówiąc o możliwej pleśni której nie wyczujemy ani nie zobaczymy. Lepiej nie robić za żywy filtr. Piję filtrowaną, trochę jonizowanej, piję sporo takiej krzemowej (mocze w szungicie, krzemieniu i kwarcu), jak mam czas to z roztopionego lodu. używam prawie zawsze urządzonka do strukturyzowania wody. Czasem wzbogacam sobie wodę chlorkiem magnezu, płynem lugola i borasolem 🙂 od jakiegos czasu pracuję nad oczyszczeniem organizmu z fluoru. Zachowuję zawsze dwu godzinny odstęp picia wody po posiłku i nie ma problemu z odbijaniem.

    2. Giga 12 kwietnia 2015 o 22:22

      Hej Dave, jestem właśnie takim typem Vata, marzą mi się mega owocowe żarełka, ale chyba zacznę od gotowanych warzyw, kasz i owocowych poranków. Ciągnie mnie do dodawania tłuszczu do węglowdanów gotowanych. Pewnie to siła przyzwyczajenia. Jak Ty konsumujesz wieczorem te 6lyżek oleju kokos lub innego? Samo? A kasza solo z warzywami bez tłuszczu? Ayurveda zdaje się zaleca tłuszcz do gotowania dla Vata o ile dobrze pamiętam, ale to inna bajka i nienaukowa..może trochę tłuszczu z kaszą nie jest taka zła?

      1. Milkman 22 grudnia 2015 o 11:16

        Dave, jesli jeszcze tu zaglądasz, mozesz podac namiary do TEJ pani lekarz? Dziekuje

      2. Inka72 6 stycznia 2016 o 11:27

        Dave – a czy sprawdziłeś wysokość zatrucia organizmu rtęcią? Przy dużej ilości warzyw surowych nasilaja się objawy zatrucia rtęcią – co widzę z Twoich opisów. Więc dużo chlorelli powinieneś wprowadzić do tych gotowanych, potem do surowych – no i jeszcze jedno – moja starsza córka miała objawy takie jak Ty – Warzywa przelatywały niestrawione i śmierdzące wymiotami. To rozwalone kosmki jelitowe. Odbudowa ich to ogromne ilości wit C i E. No i starta pestka z Avocado. Ryż niestety jest najbardziej zatruty rtęcią (jeśli taka jest w okolicy to natychmiast się w rosnący ryż wgryza) – trzeba by kupować z ekologicznych upraw – a to wiesz jak nie wiesz bo tam nie jesteś…. I por – uwaga na por – to roślina do odchemizowania gleby. Jak chcecie mieć czystą glebę pod uprawy to w jednym roku zasadźcie por – wszystką cheimię wyciągnie.

    3. Pawel 14 stycznia 2016 o 10:35

      Hey, czy możesz mi dać namiary na swoją naturoterapeutkę, która robi badanie żywej kropli krwi? mój e-mail: pawguc@gmail.com z góry dziękuje

  3. Violaa 12 stycznia 2015 o 22:23

    Tak ,przypadkiem widziałam program o diecie 5;2 w tv. Natychmiast przeczytałam o niej w google i wprowadziałam w zycie. Bez problemu schudłam 6 kilo w 1,5 miesiaca jedzac slodycze, pizze frytki… ALE TYLKO SPORADYCZNIE . Zmniejszyl mi sie apetyt 🙂 przerwalam ja na miesiac i teraz znów woróciłam na ,,tory diety,, wiem ze WARTO i nie trzeba sie katowac 🙂 swiadomosc ze to tylko kilka godzin postu PKMAGA WYTRWAC :)) polecam!!

  4. Sernik z pieprzem 12 stycznia 2015 o 22:28

    Pepsi, a coś złego się stanie, jak się będzie jadło 3 a nie 2 posiłki dziennie? dopiero się oduczyłam podjadać i jakoś ciężko będzie mi jeszcze bardziej się ograniczyć….Nie bardzo jestem w stanie też jeść tony owoców na raz i pewnie dlatego po 3 godzinach robię się znowu wściekle głodna :/

    1. pepsieliot 13 stycznia 2015 o 06:42

      jedz nawet wiele razy, tylko zostaw post, to jest clou programu

  5. Baba na rowerze 12 stycznia 2015 o 23:26

    Za „ja jebie” kocham Cię mocno 🙂
    8-mio godzinne okienko metaboliczne? Umarłabym z głodu. Chyba, że zacznę np od 11, skrócę o godzinę, później o kolejną… i zastanawiają mnie posty 500kcal… toż to głodówka 😛 a tak serio, to co można zjeść w ciągu dnia? 😮

    1. pepsieliot 13 stycznia 2015 o 06:45

      co chcesz byle nie syf

  6. goha 12 stycznia 2015 o 23:34

    Piszesz o ograniczeniu fruktozy. Jak to się ma do witarianizmu?

    1. pepsieliot 13 stycznia 2015 o 06:46

      ale nie w całych owocach, jestem przecież frutarianką głównie

      1. atqa 13 stycznia 2015 o 10:27

        W całych owocach fruktoza jest ok., ale co z sokami? Codziennie rano przed ćwiczeniami i przed śniadaniem, podaję A. sok z jednej cytryny i 2grejfrutow -źle zatem robię?

    2. Niki 13 stycznia 2015 o 13:49

      A co z sokami? Pyta też Niki. Lecz pod innym kątem. Czy wartości odżywcze z soków są naprawdę wchlaniane lepiej w większym procencie niż calych owoców?

      1. pepsieliot 13 stycznia 2015 o 17:45

        soki są bardzo szybko wchłaniane i dostarczane do komórek ich właściwości odżywcze, ale przy sokach, to już ścisła nisko tłuszczówka musi się kłania, bo to fruktoza bez błonnika

  7. ja 13 stycznia 2015 o 01:31

    a ja myślałam, że w takiej sytuacji ten hormon wzrostu właśnie spada, bo przecież ludzie, którzy w wyniku błędu genetycznego są karłami, nie zapadają zarazem na żadną z chorób cywilizacyjnych. A teraz to już nic nie rozumiem:( A co myślisz o żywieniu zgodnym z grupą krwi?

    1. pepsieliot 13 stycznia 2015 o 06:48

      ja napiszę co myślę, juz pisałam, ale gdzieś przepadło w czeluściach

  8. bojza 13 stycznia 2015 o 09:35

    Chyba telepatia, właśnie jestem w temacie diety tzw 5:2, jednak nie jest to wcale taka nowość, pamiętam jak byłam małą siksą to moja babcia zawsze pościła dwa razy w tygodniu w środę i w piątek, bardziej chyba ze względów religijnych bo jest osobą wierzącą ale jednak coś w tym było. Bo mojej babci w listopadzie stuknęło 92 lata i ma się jak to ująć, jak na ten wiek w miarę dobrze. Zawsze w dzieciństwie słyszałam, że Francuzki są takie szczupłe bo jeden dzień w tygodniu nie jedzą i piją wywar z czereśniowych ogonków ale ile w tym prawdy… nie wiem 🙂 Ale to było bardzo dawno temu i może nieprawda 🙂

  9. marianna 13 stycznia 2015 o 11:27

    Pepsi, a jak to się ma do treningu? Ja – niestety, taki układ obowiązków – 3 razy w tygodniu ćwiczę wieczorem. Czy mogę iść spać wtedy bez jedzenia czy raczej to krzywdy narobi? Czy trening bezwzględnie przerzucić na rano?

    1. pepsieliot 13 stycznia 2015 o 12:57

      jeść ciasteczko i mieć ciasteczko, przerzucić na wcześniejszą godzinę

  10. Matt 13 stycznia 2015 o 15:37

    Pepsi, troche na inny temat, mam kasze jaglana i amarantusa w wiekszej ilosci. W jaki sposob to przechowywac np. przez 4 miesiace? Obydwa sa w duzych workach po 15kg. Te worki nie sa szczelne, powinienem to przesypac do plastikowych badz szklanych opakowan?

    1. pepsieliot 13 stycznia 2015 o 17:46

      nie mam pojęcia, chociaż preppersi pewnie wiedzą, jak przechowywać. Rozsyp może do słoi.

  11. Bynio 13 stycznia 2015 o 16:03

    Czy autorzy wspomnieli gdzieś o tym, że łatwo tu wpaść w „szlak kataboliczny” przy niedostatecznym dowozie niektórych składników ? Mnie się wydaje, że Dave, troszkę inną drogą, znalazł się w tej strefie, która powoduje, że oprócz tłuszczu, organizm zużywa również sporo tkanki mięśniowej i nawet naturalnie zwiększony poziom HGH nie jest w stanie utrzymać choćby równowagi anabolicznej (stąd spadek masy mięśniowej). Oczywiście początkowo tak jest bo w pierwszej kolejności „leci” tłuszcz międzywłóknowy, ale potem nie powinien drgnąć w dół zwłaszcza gdy ktoś ćwiczy. Nadmiar kortyzolu bądź miostatyny należy czymś zrównoważyć.
    Fajnie, że wspomniałaś o ketonach.Ciała, tłuszcze ketonowe są świetnym alternatywnym paliwem dla mózgu zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych lub w przypadku wielu uszkodzeń w osłonkach mielinowych tkanki nerwowej, stąd dieta wysokotluszczowa z tłuszczów średniołańcuchowych (np. kokosowy) bez grama węgli „przywraca” wielu początkujących demencjalistów i altzheimerowców do świata kumatych na tak długo dopóki nie sięgną po cukier.

  12. Łysaga 13 stycznia 2015 o 17:09

    Cześć Pepsi. 🙂 Gotowane węgle nie tuczą, skąd wtedy taki sukces diety starch solution? Ja po sobie widzę, że gotowane węgle mnie odchudzają, trzymając się proporcji 811 ofc. Oczywiście nie mówię o dmuchanych bułkach, a raczej o kaszach, ryżu i warzywkach. Pozdrówka 🙂

    1. pepsieliot 13 stycznia 2015 o 17:47

      Łysaga zależy ile tych węgli 🙂

  13. Mariola 13 stycznia 2015 o 21:10

    na stan mojej wiedzy, to im wyższy poziom hormonu wzrostu tym szybsze starzenie się organizmu, podobnie jest z metabolizmem, a przecież okresowe posty spowalniają metabolizm… Pepsi mylę się?

  14. Mag-lena 14 stycznia 2015 o 19:11

    Mam pytanie, bo może nie rozumiem… zalecasz jedzenie w oknie 8 godzinnym, bez ograniczeń kalorycznych, ale z zachowaniem najwyższej jakości i do tego 2 dni w tygodniu z ograniczonymi kaloriami do ok. 500 dla kobiet (?) i moje 2 pytanie jest takie, czy te 500 kalorii również w tym 8 godzinnym oknie jedzeniowym czy wystarczy, że okno przez 2 dni będzie 12 godzinne?

    1. pepsieliot 14 stycznia 2015 o 20:03

      Magdaleno to nie ja zlecam, czytasz nieuważnie, to był jeden z przykładów diety, która owszem też nazywa się przerywany post, ale dotyczyła jedzenia normalnie przez 5 dni w tygodniu,i poszczeniu przez 2 dni. Ja mówię o codziennym ograniczaniu czasu na jedzenie do 8 godzin i poszczeniu codziennym, czyli niejedzeniu prze pozostałe godziny kolejnej doby. Post dotyczył różnych ludzi i ich diet.

      1. Kaja 10 czerwca 2015 o 13:00

        Pepsi,
        A robisz sobie od czasu do czasu dwu- lub kiludniowe posty?

        1. pepsieliot 10 czerwca 2015 o 14:23

          nigdy, po co?

  15. Mag-lena 14 stycznia 2015 o 20:40

    Przepraszam:) Już rozumiem wszystko. Dzięki

  16. Ewcia 15 stycznia 2015 o 19:03

    Prośba do Niki! Czy mogłabyś napisać coś więcej o Twojej obecnej diecie? Może jakiś przykładowy jadłospis? Czy spożywasz ziemniaki? A co z problemem zaparć? Dużo płynów pijesz i jakich? Czytam Twoje komentarze i okazuje się, że mam podobne problemy.

  17. Ewcia 15 stycznia 2015 o 19:07

    Pepsi chciałam napisać, że Twój blog jest super! Odwalasz kawał świetnej roboty!

  18. Karolajna 16 stycznia 2015 o 22:15

    Czesc, czy sa przeciwskazania do przerywanego postu? – mam hasimoto

    1. pepsieliot 16 stycznia 2015 o 22:46

      Karolajna myślę, że ńie w przypadku Twojej choroby, moze przy cukrzycy, ale sprawdzę to

  19. Nod 19 stycznia 2015 o 16:46

    Swego czasu był ciekawy program na Discovery (czy czymś takim) o różnych wersjach zdrowego postu i zależności od IGF-1. Wie ktoś jak znaleźć ten program?

  20. hotaru85 9 kwietnia 2015 o 07:24

    Witam 🙂 Podczytuję twojego bloga od niedawna, zainteresowałam się wpływem jedzenia surowych warzyw na problemy towarzyszące niedoczynności tarczycy i hashimoto. Bez zmiany diety i zmniejszenia aktywności w krótkim czasie przytyłam 20kg. To było 3 lata temu a ja od tej pory nie schudłam ani kilograma. Na co dzień jestem na diecie niskowęglowodanowej, z dość dużą ilością białka i zdrowych tłuszczy, zero glutenu, zero słodyczy, praktycznie zero cukru. Może chociaż tyle, że nie chudnę. Miałam 2-miesięczny epizod przerywanej głodówki, jadłam między 12 a 18 czyli okno wynosiło 6 godzin na 18 godzin postu. Nie schudłam ani grama, ale zaznaczam że jadłam wówczas warzywa, mięso i kasze. Problemem nie był dla mnie post ale konieczność jedzenia dużych porcji przed treningiem. Drugi posiłek wypadał po pracy a godzinę po nim miałam siłownie lub bieganie, niestety nie sprawdziło się, prawie zawsze było mi niedobrze. Sam post znoszę bez problemu, jestem trochę „typem anorektycznym”, w zasadzie nie lubię jeść 🙂 W co ciężko uwierzyć widząc moją otyłość.
    Przechodzę do sedna: planuję przejście (na początek na miesiąc) na dietę składającą się w 80-90% z surowych warzyw. Pytanie brzmi, czy przerywane jem i chudne jest konieczne? Czy rozkładając to na posiłki o 9, 12, 16 i 19 nie uzyskam żadnych rezultatów? Proszę o radę, ponieważ błądzę 🙂

    1. hotaru85 9 kwietnia 2015 o 07:30

      Oczywiście miało być „Może chociaż tyle, że nie tyję.”

  21. Bibi 17 maja 2015 o 22:29

    Dziękuję za konkrety !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! no i 17 pkt za „Ja jebię” mi szczęka opadła bo gościu 19 kg zrzucił w 2 m-ce a tu Twoja reakcja hahaha piękna po prostu 🙂 Dobrze, że jesteś <3

  22. Calibra 21 grudnia 2015 o 17:40

    Pepsi a jest gdzieś u Ciebie to przykładowe,dwutygodniowe menu? Dziękuję.buzi

    1. pepsieliot 21 grudnia 2015 o 18:12

      no widzisz dla mnie to takie trudne, bo podałam x śniadań, a reszta to jakaś łychą gotowanej kaszy, czy ryżu, czy soczewicy i reszta to miks sałat i surowizny, no może jeszcze jakaś sparowane brukselka i brokuł, i to mniej więcej wezystko , a żeby zrobić taki obiecany jadłospis musiałabym tak bardzo konfabulować , ale dobrze pamiętam, że obiecałam 🙂 więc musi powstać

  23. Calibra 22 grudnia 2015 o 12:04

    Obiecanki-cacanki 😉 ten artykuł oświecił mnie jak diabli.Rok temu schudłam dychę i nie bardzo wiedziałam czemu choć cieszyło mnie to niezmirnie 🙂 a ja poprostu miałam codziennie parogodzinny post,tak wyszło.Potem zaczęłam znowu żreć cały dzień,wcale nie więcej i dycha wróciła.Dzięki Tobie już wiem co zrobić 🙂 dziękuję.buzi

  24. dziumbol 6 stycznia 2016 o 22:57

    wiesz coś może na temat takiego żywienia małych dzieci? takich na przykład 2 i 5 latków? wiem, że to działa w moim przypadku ponad trzydziestoletniej babki, ale jakoś nie mogę odmówić dzieciakom kolacji…fakt, że sama tak je nauczyłam…eh..a może po prostu dzieci częściej muszą jeść?

    1. pepsieliot 7 stycznia 2016 o 08:52

      u dzieci nie stosujemy przerywanego postu, natomiast nie dajemy im pewnych rzeczy do jedzenia, o czym będzie dzisiejszy wpis Noemi

      1. dziumbol 7 stycznia 2016 o 14:53

        dzięki za odpowiedź i potwierdzenie moich przypuszczeń..pojawia się tylko drugi problem – jak tu nie podjeść, szykując kolację dla dziecka 🙂 haha…a wpis Noemi na temat tego, czego nie dajemy dzieciom gdzie znajdę? pozdrawiam wesoło 🙂

        1. pepsieliot 7 stycznia 2016 o 16:48

          no jest na stronie głównej z datą dzisiejszą 🙂

  25. Milkman 7 stycznia 2016 o 10:30

    Pepsi, mam taka propozycje w temacie menu. Moze bedzie zakładka, gdzie czytelnik doda własny pomysl/przepis na potrawę, a Ty jedynie rzucisz okiem i ewentualnie skomentujesz poprawność połączenia lub dopiszesz czego tam brakuje. Np nie wiedzialam, ze rybę nalezy jesc z jabłkiem, bo owoce jem osobno. Fajnie rozwijać swoja wiedzę.
    Pomysl ma oszczędzić Ci pracy i jednoczesnie zintegrować tubylców.mpa

    1. pepsieliot 7 stycznia 2016 o 14:09

      Milkman dobry pomysł

  26. Gagulec 5 kwietnia 2016 o 15:58

    Hejka, szukam i nie widzę…. przykładowego obiecanego jadłospisu…. sporo zmieniłam w sposobie jedzenia, ale potrzebuje jeszcze małego kopa na skuteczniejszą determinację w zmianie…. Mam problem z wymyślaniem, planowaniem diety i to tak, żeby grała z moimi obowiązkami. Pomocy….

    1. pepsieliot 5 kwietnia 2016 o 18:31

      kurde flaczek, wiem, że musi być i b ę d z i e , sorrrryyyyy

  27. anielka 23 czerwca 2016 o 15:14

    Mam świeżo zdiagnozowaną insulinooporność, która najprawdopodobniej wlecze się od lat 10. Schudłam 12 kg na przerywanym poscie nieweganskim, ale raczej zbilansowanym, potem w wieku 24 dostalam udar(wszystkie wyniki badan wzorcowe, nie znamy przyczycny jeszcze) i bałam się eksperymentowac, zaczelam jesc 5 posilkow dziennie, przytylam 5 kg, mimo ze z aktywnosci fizycznej spalanie na poziomie 1000 kcal (biegam po 10/15 km 5 razy w tygodniu i mam psa, ktoremu nie wytłumaczę czemu spacer krotki).
    Nie przytylam z powietrza, zalewala mnie insulina i jadlam slodycze.
    Od jutra wracam do postu, pytanie natomiast takie – kiedy najlepiej biegac? Czy bieganie rano na czczo jak zawsze, ale bez posilku potreningowego nie sprawi ze cukier mi spadnie za mocno? Czy biegajac wieczorem nie spowoduje ze efekt chudniecia bedzie zaden? Nie lubie biegac wieczorem, ale moze sie naucze 🙂
    Wyslalam zapytanie do 5 dietetykow, czy uloza mi zdrowy IF, tzn taki, ktory bedzie bogaty we wszystkie mikro i makro, ale IF. Nikt sie nie zgodzil.
    Jestem zywym przykladem na to, ze na poscie wszysyko sie reguluje.

    1. pepsieliot 23 czerwca 2016 o 15:46

      Udar mogłąś dostać z powodu zbyt niskich poziomów B12, B6 i kwasu foliowego, czyli anemii, mogli Ci zbadać homocysteinę

      1. anielka 23 czerwca 2016 o 15:58

        Dziekuje za odpowiedz.
        Latwiej zapytac, czego nie badali. Homocysteina i witaminy w normie. Toczen, borelioza, wady serca, zaburzenia krzepliwosci, bialko c, bialko s, kardiolipina – wszystko w porzadku, dodam, ze nie tylko w dzien udaru, ale od jakichs dwoch lat mialam co trzy miesiace ze wzgledu na leki (wykluczono jakikolwiek wplyw, ewentualnie na watrobe, ale nic jej nie zrobily) pelna morfologie i biochemie, nigdy zadnych odchylen, oprocz niewielkiej leukocytozy i troche za duzo chloru O_o w dzien udaru. Szukam dr Housa 🙂

        Ale co z tym bieganiem? 🙂 czy po prostu sprawdzac organoleptycznie, jak sie czuje po bieganiu bez posilku potreningowego?

        1. pepsieliot 23 czerwca 2016 o 19:23

          posiłek potreningowy jakiś pwinien być, bo wtedy następuje regeneracja

  28. Gruby Gnuśny Człowiek 6 lipca 2016 o 12:41

    Czy jako gruby skurwiel, o prawie 60kg nadwadze, (ważę 140kg, powinienem jakieś ok. 80kg) taki post przerywany byłby moim zbawieniem? Dodam, że pracuję w branży IT, przynajmniej 8h dziennie siedzę przed kompem w robocie… a jak wracam do domu to czas wolny spędzam również przed kompem lub piję wódkę z kolegami (raz na tydzień/dwa tygodnie). Generalnie zero ruchu, aczkolwiek ostatnio zmuszam się do spacerów (staram się godzinę dziennie).
    Wiem, że spacerki są w stanie zdziałać dużo, gdyż jakieś 3 lata temu przez okres ok. 2 miesięcy robiłem dziennie ok. 10km trasy z buta i schudłem 15kg w ogóle się nie odchudzając (zero fastfoodów w tamtym czasie, ale kupne kotlety, ryby, makarony i inne smakołyki owszem).
    Tak, wiem, że muszę zacząć podrzucać dupsko, bo inaczej za 10 lat umrę. Jednakże ogólny hype na siłkę, kultywacja fit, gluten-free, vege i tego typu dominujące ostatnio hasła i zachowania skutecznie demotywują mnie przed jakimkolwiek wychodzeniem z domu.

    1. pepsieliot 6 lipca 2016 o 13:13

      Hej, zmień tę ksywkę, owszem jest dowcipna, ale niesie w sobie „blokadę”, a więc będę się do Ciebie zwracać Fajny Człowieku, zobacz program Jem i chudnę bez treningu, a jak dołożysz coś od siebie (ruch, nawet podskakiwanie w miejscu, dreptanie, póki nie zrzucisz, to będzie się liczyć dodatkowo.

    2. grzegorzadam 29 maja 2017 o 08:23

      Jaki masz poziom wit.D ?

    3. grzegorzadam 29 maja 2017 o 08:28

      Zagrzybienie to nie jedyny problem, który masz.
      Mogą dojść problemy z rtecią i innymi obciążeniami, fluorem, bromem itd.

  29. Paweł Wyszkowski 25 stycznia 2017 o 20:46

    Prawie wszystko się w tym artykule zgadza tylko wytłumacz mi skąd łowcy zbieracz (zobacz na kolejność słów) przez większość roku brali te owocowe szejki ? 🙂
    Myślę, że jak już się obudzili to raczej walili kawał mięsa albo głodowali. Roślinny jedli tylko w okresie ich wegetacji a to na naszej wysokości geograficznej to tak namiętne nie rosną z dużą ilością węgli. Pamiętnej, że nawet jabłka zaczął hodować człowiek jakieś 6 tys lat temu człowiek gdzieś na terenach Kaukazu.
    Nie było owoców o jakich większość myśli.

    Nie przeszkadza mi że ktoś sobie je 80 % W (chyba, że non stop lecieli na miodzie) 10 Bi 10 T, każdy je co chce. Ale słabo Ci się artykuł domyka jak próbujesz zakrzywić rzeczywistość, jedli mięso i głodowali zimą. Stąd tak dobrze nam głód służy.

    1. Pepsi Eliot 25 stycznia 2017 o 22:10

      pisałam o tym gdzieś 5 lat temu, spróbuję znaleźć ten wpis, mnie już te rzeczy nie interesują, jestem na 811 – 6 lat i spoczko

      1. Paweł Wyszkowski 25 stycznia 2017 o 23:41

        Z dat komentarzy wynika że jakiś rok temu. Jakkolwiek co to jest „811 -6 lat spoczko?”

        1. Pepsi Eliot 26 stycznia 2017 o 08:34

          ja jestem witarianką na 811 właśnie 6 lat,

      2. Paweł Wyszkowski 25 stycznia 2017 o 23:50

        Sprawdziłem 811, nie to nie dla mnie i bez sensu zimą miksowane banany i 1,5 litra wody z cytryną :).
        Jem o pierwszy raz o 14 jakieś 300-400 mięsa, bo ma to biologiczny sens o tej porze roku.

        1. Pepsi Eliot 26 stycznia 2017 o 08:32

          A jaki ma sens egotyczny, emocjonalny, uczuciowy, zdrowotny, cielski? myślałeś o tym?

  30. Paweł Wyszkowski 26 stycznia 2017 o 09:00

    Jedyne co nas łączy to, że też jadam surowe mięso np jelenia. Ma to głęboki cykl biologiczny i zamyka koło natury. Zrób sobie taki obóz przez miesiąc w styczniu w lesie wtedy emocjonalnie dojrzejesz do wniosku że bez kawałka mięsa umrzesz z głodu. Nie wiem czy umieranie z głodu jest egzotyczne ale na pewno jest to niezapomniane jednorazowe przeżycie i bardzo cielskie.
    Mogę zrozumieć, że witarinizm to taka fanaberia którą realizujesz, bo pozwala Ci na to pójście do sklepu po banany i cytryny.
    Ale taki styl życia nie ma nic wspólnego z naturą. Naturalnie mięso jest częścią diety homo i wcześniejszych gatunków od 2-3 milionów lat. Taki many stan wiedzy na dziś, oczywiście udział roślin w diecie jest różny w zależności od rejonu był inny. Ale nigdzie na świecie nie znaleziono kultur roślinnych wegetariańskie czy witarianizmu.
    To wymysły zachodnich ludzi, którzy sobie zrobili z tego religię i światopogląd całkowicie oderwany od natury.
    Wszyscy moi przodkowie jedli mięso więc nie będę się wygłupjał i też jem (dziczyzna i grass feed)

    1. Pepsi Eliot 26 stycznia 2017 o 10:38

      tak, w takim przypadku zjem dziczyznę, dla omegi 3 jem olej rybi, ale jeszcze to rozkminiam, czy ciało moje o to właśnie prosi, na pewno nie mogę siemienia lnianego, nie chcę podwyższać estrogenów.
      Kiedyś jadłam mięso, bo pochodzę z domu, gdzie wszyscy jedli mięso od pokoleń i dzieci również karmiono mięsem, ale zapłaciłam za to wysoką cenę.

  31. Paweł Wyszkowski 26 stycznia 2017 o 15:55

    Jaką wysoka cenę?
    Miałem taki okres gdzie dla draki i testu jadłem w dzień w dzień tylko mięso i podroby, jelenia. Surowe gotowane, duszone, samopoczucie petarda, lekkoś w żołądku, „kupki ” jak u dziecka. Dodawalem tylko minimalne czosnek, cebulę itd dla smaku. Przestałem, bo mi się znudziło i nie urodziłem się aby cierpieć :).
    Noworodek trawi dwa pokarmy, mleko matki i mięso, ciekawe dla czego?
    Ludzie myślą, że jak przestają jeść mięso i przechodzą na dietę wegetariańskie to im się organizmy oczyszczają. Ale przy okazji przestają jeśc masę przetworzone syfu ale tego nie zauważają. Po przez rozterki moralne (zabijanie) ludzie wygaduja o mięsie masę bzdur kompletnie oderwany od rzeczywistości. Rozumie że ktoś powie nie jem mięsa bo giną inne istoty które też czują nie tak świadomie jak ludzie ale czują. Ale jak ktoś pitoli o szkodliwości mięsa wiem że rozmawiam z totalnym ignorantem. Nie można porównać dobrej jakości mięsa do jakiejś parowy z biedry i budować na tym swój światopogląd.

    1. Pepsi Eliot 26 stycznia 2017 o 16:29

      mięso jest bardzo zanieczyszczone,w tym silnie energetycznie, gdyż to bardzo niskie wibracje, nie wiem co to jest biedra, nigdy w niej nie byłam, jem żywność organiczną, ponad 20 lat nie jem mięsa, w kaźdym momencie jestem gotowa przebiec maraton, cofnęły się tez skutki jedzenia mięsa w przeszłości, jednak nie oceniam nikogo, wiem że wybrałam słuszną drogę

  32. Paulina 19 maja 2017 o 11:45

    Zachęcona tymi cudownymi właściwościami dzięki tego typu jedzenia, podjęłam się tego. Obecnie mija mój 3 tydzień z przerywanym postem i muszę przyznać… że wszystko jest na odwrót od obiecanych rezultatów 🙁 ok, nie jem 811 ani też wysoko tłuszczowej i białkowej tylko zrównoważenie i unikam przetworzonej żywności. Uwielbiam kaszę jaglaną, owoce, jaja, zieleninę i ogórki kiszone i tego jem dużo. Codziennie na czczo woda z cytryną 3 kubki. Biegam ok. 3 razy w tygodniu po ok. 10 km. Suple: D3+K2, omega 3, cytrynian magnezu, biotyna jem spiruline, a chlorelle rzadziej.
    Nie wiem jak tam waga i proporcje tłuszczu i mięśni, bo tego nie mierzę. Na oko widać, że nie schudłam ni grama. Miewam napady wilczego głodu po godzinie 17 kiedy wiem, że do 18 tylko mogę jeść. Często nie najadam się śniadaniem (czuje po nim nadal uczucie głodu) nawet jeśli jest to omlet i ma przecież ok. 600 kcal! Głodna jestem przed pójściem spać i kiedy się budzę o 6 rano już też mnie ssie w żołądku. Jem o 10 o 14 i po 17. Boje się, że przez ten post jem więcej kalorii niż wcześniej i ciągle mam ochotę na coś niezdrowego, zdarzy mi się nawet dojadać chlebem 🙁 Ciało ciężko oszukać, gdy jem za mało na drugi dzień zjadam więcej i tak w kółko. Do te jak zwykle nie choruję (ostatni raz jakieś kilka lat temu) tak teraz złapałam przeziębienie 🙁 No i jakby tego było mało, mój nastrój jest gorszy o 100%. Nie wiem jak długo tak jeszcze pociągnę ale sądzę, że u mnie ten post nie działa. Jeszcze zastanawia mnie, czy w poście można przyjmować suple np. kwas l-akrorbinowy lub magnez or tabsy? (choć wiadomo tabsy to zło no ale czasami muszę)

    1. Pepsi Eliot 19 maja 2017 o 14:44

      to ile kalorii jesz dziennie? Jesz szejka Shape Shake?

      1. Paulina 19 maja 2017 o 15:51

        Jest to niecałe 2000 kcal. Mam tego szejka i piję po treningu, a że czasami mi wypada późny trening to dopiero na drugi dzień. Nie stosuje szejka jako zamiennik posiłku bo bym z głodu umarła, on powoduje, że jeszcze bardziej głodna się robię. Nie jem nabiału, a glutenu… cóż staram się unikać, ale jak mnie najdzie to 3 bułki potrafię zjeść w tym napadzie, który przez post zdarza się. Ciągnie mnie do słodyczy, białego pieczywa i słonego tłustego mięcha (wiem to się do jedzenia nie nadaje) Nie wiem, może mam coś z insuliną, chyba, że to candida powoduje. Sama już nic nie wiem! Ciężko mi psychicznie z tym postem i czuję, że przez to wieczorem wpycham w siebie ile wlezie, ale przed snem i tak znowu głodna… Jedno co muszę przyznać, metabolizm ruszył, bo zimą (mniej aktywna byłam w kierunku do zero) cierpiałam na zaparcia, a teraz jest dużo lepiej. W ogóle odkąd zaczęłam Twojego bloga czytać, to tak wiele bym chciała u siebie zmienić. Nie dość, że nie do końca wychodzi to i nie ma oczekiwanych efektów. Czuję się bardziej niedożywiona i nieszczęśliwa niż powiedzmy rok temu gdy jadłam absolutnie wszystko i mniej zdrowo, a i waga do tego jest niemal identyczna, może -1 kg 😀

        1. Pepsi Eliot 19 maja 2017 o 19:16

          2000 kalorii dziennie, 30 km tygodniowo biegiem, powinnaś być już zdecydowanie szczuplejsza, ba chuda. Badałaś tarczycę? TSH, inne hormony i przeciwciała? Cukier i insulinę na czczo też możesz zbadać. I lipidy.

  33. madzia0310 24 maja 2017 o 09:27

    Pepsi jak postepowac w sytuacjach kiedy trening koncze o 19.30? I od razu mówię, nie moge cwiczyc rano, nie mam szansy aby przelozyc trening. Po treningu jesc szejka bialkowego czy nic? Post moglabym zaczynac około 20.00.

    1. Pepsi Eliot 24 maja 2017 o 10:49

      szejk pij przed treningiem, gdy jesteś na czczo (przecież po posiłku nie idziesz na trening, tylko czekasz ze 3 godziny?)

  34. Magda 24 maja 2017 o 20:12

    Czyli jeśli miałabym pić szejka 3 H przed treningiem to musiałabym go robić w pracy. Nie mam blendera/miksera w pracy. Nie da rady.
    Pepsi jak widzisz to nie łatwe.
    Po treningu czyli około 19.30 napisalas ze za późno,przed treningiem 3 H niemożliwe bo nie mam sprzętu do miksowania. Więc Kiedy?
    Problem ludzi zaczynających pracę okolo7.00 rano i trenujących od około 18.00.
    Może wyjściem jest jednak szejk po treningu (niestety okolo 20.00) a potem post ?

    1. Pepsi Eliot 24 maja 2017 o 20:36

      za krótki post, nie schudniesz aż tak jakbyś chciała

  35. Magda 24 maja 2017 o 20:40

    A Jeśli post będzie od 20.00 do 12.00 ?

    Masz inny pomysł? Kupiłam kilka op serwatki i chce ja dobrze wykorzystać .

    1. Pepsi Eliot 24 maja 2017 o 21:06

      czyli 16 godzin, mogłoby być, ważne o której się kładziesz?

  36. madzia0310 29 maja 2017 o 06:47

    Pepsi kładę sie wczesnie bo okolo max 22.00. Wstaje około 5.00 rano.
    Robiac taki cykl mialabym okno na jedzenie 3 godz. Od 12. do 15.00. Bo po 16 godz postu pierwszy posiłek wypada o 12.00.
    Od 15.00 przerwa tak aby od 18.00 zrobic trening. … Krotki to okno na jedzenie. Jak myślisz?

    1. Pepsi Eliot 29 maja 2017 o 06:56

      jak zjesz duuużo i dobrego i do tego masz spowolniony metabolizm, to tak naprawdę wystarczy, zorientuj się, no i przed treningiem pijesz szejka białkowego?

  37. madzia0310 29 maja 2017 o 13:55

    Szejka chce pic po treningu. Przed treningiem czyli w godz pracy nie da rady….

    1. Pepsi Eliot 29 maja 2017 o 15:16

      no to dobrze

  38. Kasiakatarzyna 13 lipca 2017 o 10:41

    Gdzie szukać tego jadłospisu na 2 tygodnie z „jem…i chudnę”?

Dodaj komentarz

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się


  • ebook

    Jak zarabiać przez internet? Jak zarabiać na blogu? e-Book KUP TERAZbaner

  • Leczenie dobrą dietą

  • Dołącz do sterfy VIP i pobierz za darmo!

  • Najnowsze komentarze