logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
150 online
52 768 883

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
Roślinożerność jest świecka czyli profanum.

Witajcie Człowieki i Zwierza, albo jedno i drugie w jednym, dzisiaj znowu z nawiniątek za którymi nie przepadacie, ale to moja bloga i mam potrzebę opowiedzenia Człowiekom i Zwierzom właśnie to co następuje:
Wczoraj wysłuchałam wywiadu ze Staszczykiem Muńkiem z T. Love. Wypowiedział się jasno, że wierzy w Boga i do tego tego klasycznego. W sensie chrześcijańskiego, a nie w te teraz unowocześnione wersje, zlepione dla wygody z różnych religii, głównie buddyzmu i innych takich. Muniek Staszczyk jest zgredem, dobija do pięćdziesiątki i stawia na klasykę. Redaktor zapytał jeszcze, czy Muniek uświadamia sobie, że oznaczać to może bycie de mode. Że teraz mainstreamowe trendy raczej blokują się na Boga w sensie starodawnym. Jednam Muniek odrzekł, Trwam.
Ludzie niektórzy w najlepszej jak mniemam wierze, chcą mnie natchnąć wiarą. Mam się wtedy poczuć jak Buszmen do którego wreszcie dotarł misjonarz. Jakbym błądziła po ostępach i manowcach, a dopiero teraz ktoś wskazał mi drogowskaz. Tam idź, tam jest prawda. Nie obrażam się na nikogo, a nawet więcej, nie mam poczucia wyższości, że to oni błądzą, a nie ja. Bardziej wzruszam się tą matczyną opieką, a jednocześnie nie chcę nikogo obrazić, że to jest dla mnie niewinna, bo naiwna baśń, jak ta o Św. Mikołaju.
Wielu współczesnych wierzących podchodzi relatywnie do wiary katolickiej i zadając kłopotliwe pytania, na które Kościół nie daje odpowiedzi, raczej są skłonni zacząć wierzyć w inne, nowe wyobrażenie Boga, bardziej spójne z dzisiejszym światem i nurtującymi ich kwestiami niż zaprzestać wiary w ogóle. Podobno kardynał Dziwisz właśnie takim ruchom woli przyklaskiwać, które nie zadają niewygodnych pytań jak Radio Maryja, czy telewizja Trwam. Nawet Hołownia ma żal do Kościoła, że pozwolił, a nawet przyczynił się do likwidacji kanału TVN religia.tv. Kanał ten jednak zadawał niewygodne dla Kościoła pytania, takie jak Tygodnik Powszechny, czyli kwestie podatków, praw własności, pedofilii.
Wracając, ludzie nie chcą zostać nawet agnostykami, a co dopiero ateistami. Wiara jest im potrzebna do znalezienia jakby równowagi w życiu. Wybierają wiarę w nowe wyobrażenie Boga, ale nie są skłonni z niej w ogóle zrezygnować.
Takim doskonałym pod względem filozoficznym, ale również podobno popartym przez fizykę kwantową, chociaż tutaj nie wnika się zbyt głęboko, tylko bardzo powierzchownie traktuje stronę naukową tego zagadnienia jest Theta. Theta jest formą religijnego oświecenia, które zawiera w sobie wszystko: Jezusa, co niepodważalnie istniał, ale nie do końca wszyscy są pewni czy jako syn Boży, Matkę Boską, oraz coś z dharmizmu, bo właśnie reinkarnację. Poznajemy dusze upadłe, które przyczepiają się do człowieka, klątwy, haki i inne smutne przypadłości, ale też bezgraniczne światło Theta, symulujące Boga. Theta ma wielkie właściwości uzdrowieniowe. Ze swoim przewodnikiem możesz przebyć drogę do światłości i pozbyć się ziemskich kłopotów w swoim akuratnym wcieleniu.
Theta jest bardzo współczesna i znajdujemy w niej wiele logicznych odpowiedzi na pytania, na które nie potrafiłby nam odpowiedzieć ksiądz katolicki, co najwyżej twierdzić, że jest to wielką tajemnicą wiary.
Jesteś członkiem New Age? Twój Dharmizm, tudzież Taoizm aż zwala z nóg. Abrahamizm i Iranizm są całkowicie innymi systemami filozoficznymi, tak więc raczej nikogo nie przekonasz tą gadką (pomijam że reinkarnacja to dharmistyczna bzdura, która przez działalność misjonarską Indii przeniknęła do Taoi)
Takimi tekstami się dzisiaj rzuca.
Zdaję sobie sprawę, że owe bardzo laickie i lapidarne, a być może odebrane jako tendencyjne, bo jestem ateistką potraktowanie rozległych zagadnień o charakterze transcendentnym nie oddaje nawet w ułamku procenta głębi zagadnienia. Zdaję sobie z tego sprawę i nie miałam takiego zamierzenia, ośmieszanie poprzez lapidaryzowanie, jak komuniści w książkach dla wydziałów politologii i ekonomi, a przede wszystkim filozofii, traktowali religię katolicką niby mity greckie z arogancką pobłażliwością.
Chociaż faktycznie, dla mnie religia katolicka jak i mity greckie to w rzeczy samej jedno i to samo, nie mniej jednak mam pełną świadomość, że to bardzo subiektywna ocena ateisty, który nie chce już wnikać w te tematy, gdyż co innego go interesuje.
Jednak dobrze rozumiem pana frontmana T. Love, który znalazł się po stronie konserwy, czy to z racji wieku, czy też ponadczasowej głębokiej wiary w stałość.
Nie mniej jednak dla każdego coś miłego.
Jeżeli miałabym jakimś konfabulowanym na wprędce impasem przymuszona wybierać religię , wybrałabym idee Siddhattha Gotama, czyli buddyzm. Choć zaliczany jest do religii dharmicznych, czyli wyznających wiarę w reinkarnację i karmę, ale przede wszystkim dla mnie nieteistycznych.
Zakładałam, że roślinożerność jest profanum. Lub w syntezie, buddystyczna, cokolwiek chciałam w ten sposób przekazać. Dlatego rozumiem jak wielu katolików będących weganami skłania się w pewnym momencie raczej ku buddyzmowi, ale nie ortodoksyjnie, lecz właśnie delikatnie, w poszukiwaniu swojego nowego Boga.
Kiedy pytam ludzi, jaki jest ich światopogląd, to często mówią, że wierzą w coś, w jakiś absolut, jakąś moc sprawczą, ale zastrzegają, że nie jest to Bóg w kontekście wieści z katechezy.
Dla odmiany wielu katolików będących na diecie wegańskiej z powodów etycznych przytacza między innymi wypowiedzi pewnego Amerykanina, katolickiego księdza wegetarianina wprawdzie, ale to już coś Johna Deara, który rozważa zagadnienia wiary chrześcijańskiej i wegetarianizmu. Poniżej jego wypowiedź:
…”Najlepszym przykładem wegetarianina w Biblii jest Daniel, który odmówił spożycia mięsa od króla, nie chcąc zbezcześcić swojego ciała. On i trzej jego przyjaciele stali się dużo zdrowsi niż ktokolwiek inny z powodu ich wegetariańskiej diety. Bóg wynagrodził ich wszelką wiedzą i mądrością. 
Ze wspaniałych historii, które następują później, dowiadujemy się, że ktoś pozostaje wierny Bogu, odmawia oddawania czci fałszywym bożkom i wystrzega się wszelkiej przemocy. I ta cudowna historia rozpoczyna się od boskiej aprobaty dla wegetarianizmu.
Księga Izajasza mówi, iż w Królestwie Bożym, które nadejdzie, wszyscy odrzucą szpady, zaprzestaną wojen, będą uprawiać własne drzewko figowe i nigdy więcej nie będą się lękać. Kilka fragmentów potępia jedzenie mięsa i przewiduje dzień, w którym „wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał. Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie, młode ich razem będą legały. Lew też jak wół będzie jadał słomę. (Iz.11:6-7) 
Na koniec Księgi Izajasza Bóg mówi o tych, którzy zabijają zwierzęta w taki sam sposób jak o tych, którzy zabijają ludzi i zwiastuje świt nowego dnia pokoju…
…Wnioskuję, że jako Chrześcijanie, musimy stać po stronie biednych i ciemiężonych, ludzi i zwierząt…”
Trochę to wszystko dziwne, gdyż przewód pokarmowy tygrysa różni się od przewodu pokarmowego krowy i drapieżnik jest wręcz stworzony do jedzenia mięsa, a nie tylko przystosowany w drodze dopasowania do warunków jakie zaszły po wypędzeniu ludzi z raju. Odrębnym też zagadnieniem jest mleko pozyskiwane od samic ssaków innych niż ludzkich dla ludzi.
Z drugiej strony jest też przewrotny aspekt zdrowotny, nie do końca wytłumaczony, czy człowiek faktycznie może obejść się bez pożywienia pochodzenia zwierzęcego. Albowiem około 70% ludzi podobno nie może funkcjonować zdrowo bez dostarczania z zewnątrz witaminy B12, która jako twór bakterii towarzyszy produktom pochodzenia zwierzęcego. Ale załóżmy, że wegetarianie dostarczają sobie B12 wraz z mlekiem, jajami i z owocami morza, gdyż takowe są zaliczane do pokarmów wegetariańskich, a weganie z przypadkowego połknięcia własnego kału, czy ziemi, to i tak widać niedoskonałość systemu.
Chociaż ateiści upatrują właśnie w tego typu zależnościach wielką spójność z naturą i nie wyróżnianie się z niej za bardzo również uwikłanego w wiele zależności biologicznych człowieka. Dla ateisty człowiek to po prostu najbardziej na ten moment inteligentna forma życia. Z tego też tylko powodu umiemy współodczuwać i z wielką empatią podchodzić do losu zwierząt.
Pomijając względy zdrowotne dla ateisty weganizm to prostu empatia, zaś wierzący chce podciągnąć swój ewentualny weganizm pod jakąś ideę wyższą, w znaczeniu transcendentną.
Raczej nie zawsze mu się to udaje, gdyż moim zdaniem roślinożerność jest świecka.
Tym bardziej kiedy nie wszystkie odłamy buddyzmu są wegańskie. A Dalajlama podobno zaniemógł zdrowotnie i wprowadził mięso do diety, chociaż zaznaczam, że jest to info przeze mnie zasłyszane, ale nie sprawdzone. Wcześniej widziałam na filmie, że suplementował swoją dietę, ale opakowanie specyfiku nie było do rozpoznania możliwe. Pewnie z powodu, że film musiałby zawierać przypowieść o lokowaniu produktu.
Poniżej przytaczam typowy tekst typowego człowieka wierzącego, który uważa, że człowiek ma duszę i tym przede wszystkim różni się od zwierzęcia.
Przyjrzyjmy się reklamom ideologii weganizmu i zauważmy, że teksty zrównują człowieka ze zwierzęciem: „Możemy wyglądać różnie ale w swojej zdolności do cierpienia, jesteśmy tym samym”, „Miliony zwierząt jest dręczonych o okrutnie zabijanych, bo ty jesz mięso”, „W ciągu 7 lat pomiędzy 1938 a 1945 rokiem 12 milionów ludzi zginęło w Holokauście, tyle samo zwierząt w ciągu 4 godzin jest zabijane w samym tylko USA, aby je zjeść”. Wnioski: skoro człowiek to to samo co zwierzę, czemu mają ludzi obowiązywać ludzkie prawa moralne? Żyjmy jak zwierzęta.
Tekst poniższy napisany przez katolika dotyczy 16-to letniej Angielki Isabel Taylor, która dokonała bardzo niebezpiecznych rzeczy, mianowicie najpierw została weganką, potem buddystką, a na końcu popełniła samobójstwo.
„Była weganką i właśnie zaczęła studiować nauki o zwierzętach i zarządzanie w Wiltshire College gdzie namiętnie broniła praw zwierząt, które ginęły. Założyła z przyjacielem „sanktuarium świnki morskiej””…  
Odważmy się na pytanie, czy to nie te „przekonania i zasady” są u źródła problemu? Jest to tylko pytanie. Skoro rodzice nie są zdolni połączyć faktów, które doprowadziły do tego, że osoba silnie przekonana o nienaruszalności życia każdego zwierzęcia, nie zdołała sama siebie pozbawić wątpliwości, że jej życie jest coś warte, ja też delikatnie powstrzymam się przed osądzaniem.
Osoba wierząca w taktowny sposób daje do zrozumienia, że być może jakby nie te głupotki z weganizmem no i reinkarnacją nie doszłoby do tak przykrego incydentu w ramach właściwej wiary.
I uzupełnienie wypowiedzi przez innego katolika.
Zapewne spodobałaby się Panu moja jedna rozmowa z dwojgiem przedszkolaków, którzy z wielkim przejęciem uczestniczyli w chrzcie swego niedawno urodzonego kuzyna. Po skończonym obrzędzie podchodzą do mnie i jedno z nich powiada, że chcą mi zadać bardzo ważne pytanie. „O co chodzi? – pytam. – Dlaczego kotka nie można przynieść do chrztu?” Na pytanie odpowiedziałem pytaniem: „A czy widziałyście kiedyś, żeby jakiś kot się modlił?” Widziałem po twarzyczkach tych dzieci, że wszystko im się od razu rozjaśniło.
 To o czym napisałam i dziesiątki podobnych zdarzeń utwierdzają mnie w przekonaniu, że roślinożerność jest profanum czyli świecka.
Roślinożerność jest głównie profanum, tak będzie jeszcze bardziej przystające do mojej prawdy.
I jeszcze ostatnie zdanie skierowane do ludzi oburzonych moim poprzednim postem. Ja daję tylko alternatywę, która również w wielu przypadkach zadziałała, czyli pozwoliła na uzdrowienie. I warto zawsze wziąć ją pod uwagę, chociażby jako formę uzupełniającą. Jest wprawdzie o wiele bardziej wymagająca niż afirmacje, ale też potrafi dać często dobre rezultaty, nawet bez udziału osobistej dyni.

Serdeczności dla Państwa, Człowieków i Zwierza
Jor pepsinek ni pies ni wydra.

PS O!
Tym, co odróżnia ludzi od zwierząt jest fakt, że ludzie piszą scenariusze filmów science fiction o podróżach w czasie.
(czajnik vs. toster)

(Visited 461 times, 1 visits today)

Powiązane artykuły

  1. Jah Maya 17 października 2012 o 20:57

    Mylisz osoby swieckie z duchownymi. Wiekszosc wyznawcow buddyzmu jest miesozerna a jesli chodzi o buddyzm tybetanski tzw. Lamaizm to mieso i produkty zwierzece sa podstawowym elementem diety tybetanskiej. Wiekszosc kierunkow w buddyzmie nie wymaga ani nawet nie zaleca roslinozernosci od swoich wiernych. Co innego kaplani gdzie czesto jest to elementem ascezy, kanonu ale rowniez w katolicyzmie ot chodzby zakon Kamedulow przestrzega stricte diety roslinnej.

    1. Basia 18 października 2012 o 09:11

      Jahu, zakon Kamedułów to dieta wegetariańska, a nie wegańska. Nabiału i jajek nie jedzą tylko w piątki i w okresie wielkiego postu oraz adwentu.

      1. Jah Maya 18 października 2012 o 09:35

        Aha. Faktycznie. Kiedyś oglądałem piękny film: Wielka Cisza i tam było pokazane jak jedzą tylko rośliny (chyba) poza tym tak też gdzieś przeczytałem stąd mój wniosek. No w każdym razie są mocno związani z roślinami. 😉

        1. Basia 18 października 2012 o 09:51

          hehe, ciekawe czy b12 biorą albo d. Bo w końcu jak policzysz te wszystkie piątki, 40 dni postu, chyba adwent też 40 dni to pewną część roku są jednak weganami.

          1. pepsieliot 18 października 2012 o 09:59

            jak mają świadomość to biorą, tak myślę

          2. Jah Maya 18 października 2012 o 10:14

            wytwarzają leki i kosmetyki naturalne, hodują rośliny sami dla siebie więc świadomość mają zapewne

      2. pepsieliot 18 października 2012 o 09:56

        No Basia wie jak zwykle to co potrzeba, ścisk 🙂

  2. pepsieliot 17 października 2012 o 21:17

    O czym Ty mówisz Jahu, świeckość mi się zlała potocznie z profanum i zaraz dodam do świecki uzupełnienie, że to profanum, ale czytałeś też po łebkach, bo właśnie o tym piszę, że jest też buddyzm z mięsem, przeczytaj jeszcze raz jak masz czas.

  3. Jah Maya 17 października 2012 o 21:24

    Czytałem dokładnie i nie wiem czemu łączysz buddyzm z roślinożernością wogóle?

    1. pepsieliot 17 października 2012 o 21:31

      Bo są buddyści weganie w ogóle, nie ma takich według Ciebie? A Ostaszewska Maja, a siostry Przybysz?

      1. Jah Maya 17 października 2012 o 21:37

        No kurde są weganie wśród wyznawców wszystkich religii. Dodatkowo radzę wziąć pod uwagę, że buddyzm jest najbardziej podzieloną religią i jest jeszcze więcej odłamów w nim niż w chrześcijaństwie. Generalnie weganizm nie jest doktryną w weganizmie a to, że znani ludzie zostają wyznawcami modnej religii i łączą to z modnym weganizmem to jeszcze o niczym nie świadczy. Wogóle buddyzm w realiach polskich w większości wypadków wpisujący się w szeroko pojmowany New Age i funkcjonujący jako nowe ruchy religijne to duża różnica. I wiele osób zarażonych emocjonalnie nieumiejących się pogodzić na normalny sposób pozyskiwania energii w świecie organizmów żywych albo nowych neofitów wege ciągnie w modnych kierunkach wschodnich czy to buddyzm, hinduizm lub tez jakaś inna sekta 😉

        1. Jah Maya 17 października 2012 o 21:38

          weganizm nie jest doktryną w buddyźmie

          1. pepsieliot 17 października 2012 o 21:42

            Tak Jahu, dlatego napisałam, że roślinożerność jest świecka czyli profanum. napomknęłam tylko, że bywa też czasami buddystyczna cokolwiek to znaczy

          2. Jah Maya 17 października 2012 o 21:45

            Prawda… tak samo jak w chrześcijaństwie, islamie, hinduizmie, zoroastryźmie, w religiach astrobiologicznych, animistycznych i innych uniwersalistycznych.
            A ponieważ tak napisałaś odniosłem wrażenie, że jednak dumasz, że wyznawcy buddyzmu ciążą bardziej z jakiś kosmicznych powodów ku weganizmowi. 🙂

  4. a. 17 października 2012 o 21:30

    „…a weganie z przypadkowego połknięcia własnego kału, czy ziemi…”
    geniusz.

    1. pepsieliot 17 października 2012 o 21:31

      a. też Cię kocham

  5. pepsieliot 17 października 2012 o 21:43

    Jahu jest też przecież ahimsa i wtedy nawet robaczki sprzed nóg się zamiata, żeby przypadkiem insekta nie zadeptać

    1. Jah Maya 17 października 2012 o 21:49

      To samo robią mnisi Kamedulscy, mniej więcej. Zawsze znajdą się jakieś świry. 😉

  6. pepsieliot 17 października 2012 o 21:44

    Mnie Jahu ciągnie do pożywienia ultra maratończyka :)))))))))))))))))))

    1. Jah Maya 17 października 2012 o 21:46

      Mnie też ale chyba innego 😛

      1. Jah Maya 17 października 2012 o 21:52

        A dokładnie tego z pierwszego miejsca 😛
        http://www.ws100.com/all-time-top-100-men.htm

        1. pepsieliot 17 października 2012 o 21:54

          nie nakurwiaj mnie już przed snem, scott go wymiecie w moment na wege jadle, dobranoc Jaszku

          1. Jah Maya 17 października 2012 o 21:58

            Pierdzielisz… poprawił rekord trasy i zostawił Scotta daleko w tyle 😛

          2. Jah Maya 17 października 2012 o 22:00

            I w końcu przekręci od tych ilości soji 😛

        2. Olga 18 października 2012 o 08:51

          Rekordy trasy należy wziąć w delikatny cudzysłów, jako że ogromną rolę pełnią warunki pogodowe, które potrafią zmienić końcowy rezultat nawet o kilka godzin, tym niemniej uzyskane w tym roku wyniki budzą najwyższy podziw i szacunek. Jak powiedziała na mecie Ellie do Tima: „Dzisiejsza pogoda to nie była dobra pogoda. To była szybka pogoda.”:)

          1. Jah Maya 18 października 2012 o 09:09

            🙂 Zgadza się. Tym niemniej pobicie rekordu aż o 21 minut to jest coś. Zwłaszcza, że drugi zawodnik 17 minut później również pobił poprzedni rekord trasy a kolejny zawodnik był dopiero godzinę za Timem.

          2. pepsieliot 18 października 2012 o 09:55

            Jahu jarasz się gościem, bo wpierdala mięso, bo jeżeli chodzi o bieganie scott ma największe sukcesy w long trasach

          3. Jah Maya 18 października 2012 o 09:58

            Wybacz Pepsi nie będę dyskutował na tak prymitywnym poziomie zaproponowanym przez Ciebie.

          4. Jah Maya 18 października 2012 o 09:59

            A Twoja dedukcja nawet jeśli żartobliwa jest żenująca w mojej ocenie.

          5. Jah Maya 18 października 2012 o 09:59

            tym razem

      2. pepsieliot 17 października 2012 o 21:53

        Lubię mnicha Kamedulskiego, czuję się świrem od poniedziałku do niedzieli wieczorem

        1. Jah Maya 17 października 2012 o 21:55

          To dobrze. Tak trzymaj. Bądź szczęśliwa. :)))))))))))))))

  7. Basia 18 października 2012 o 09:16

    „A ponieważ tak napisałaś odniosłem wrażenie, że jednak dumasz, że wyznawcy buddyzmu ciążą bardziej z jakiś kosmicznych powodów ku weganizmowi. ”
    Masz rację tylko ja myślę, że tak „potocznie” weganizm jest ciężej w chrześcijaństwo wpisać niż własnie w buddyzm czy hinduizm, bo tylko chrześcijaństwo ma taki silnie antropocentryczny model świata.

    Pepsi, melduję dziś 2 rundy i zaraz idę biegać jeszcze. Niestety to mój come back po 3 dniach nic nie robienia, ale już się normalizuję:) Dobrego dnia wszystkim

    1. Jah Maya 18 października 2012 o 09:29

      Myślę Basiu, że delikatnie przesadzasz, Zwłaszcza, że chrześcijaństwo to również różne synkretyczne amerykańskie nowe ruchu jak pejotlyzm 😉
      Antropocentryzm zwykle jest podstawą antropogenezy w kosmogonii. W końcu to człowiek poszukuje sensu życia i symbolicznego modelu wszechświata.
      A już na końcu współczesny katolicyzm jest dość mocno zmieniony jeśli chodzi o jego źródła palestyńsko synkretyczne z danymi wierzeniami lokalnymi.

      1. Basia 18 października 2012 o 09:48

        Jahu ja nie mówię o nowych ruchach – chodzi mi o katolicyzm i różne gałęzie protestantyzmu, to chyba składa się na taki „potoczny” obraz chrześcijaństwa. Do tego dołóż ulubione przez księdza: „czyńcie sobie ziemię poddaną” i Pan Jezus jadł ryby i taki jest obraz tej religii

        Pozdrawiam:)

        1. pepsieliot 18 października 2012 o 09:59

          Ba sie podpisuje i nie będzie tu Jahu kołatał słownikiem wyrazów niezrozumiałych w nadmiarze

          1. Jah Maya 18 października 2012 o 10:13

            A tu Cię boli 😀

    2. pepsieliot 18 października 2012 o 09:57

      Basia odmaszer, tym bardziej, że ja tez dałam ciała ostatnio, ale dzisiaj wyruszam na mocny trening za karę

  8. Magdika 18 października 2012 o 10:25

    Temat mięsożerstwa to mój ulubiony gdy zaczepiają mnie Świadkowie Jehowy. Bo podobno po potopie Bóg dał pozwolenie na jedzenie mięsa. :przewraca oczami: A oni zgodnie z literą.

    1. pepsieliot 18 października 2012 o 10:40

      Też cytat z powyższego księdza:
      Naucza się nas, że po Potopie, kiedy roślinność została całkowicie zniszczona, Bóg zezwolił ludziom na jedzenie mięsa. Uczeni twierdzą jednak, że zgodnie z kontekstem, było to tylko tymczasowe pozwolenie, które było skutkiem ludzkiej grzeszności i okrucieństwa: Bóg dał nam wolną wolę i pozwolił, abyśmy odrzucili Jego pokojową drogę odrzucenia przemocy. Próbował nam jednak pomóc powstrzymać się od przemocy, przez przykazanie, byśmy przestrzegali praw boskich. W Torze zawartych jest ponad 150 praw dotyczących spożywania mięsa, ale wizja Edenu jest cały czas idealnym obrazem świata i celem, do którego powinniśmy dążyć.
      W rzeczywistości, Księga Kapłańska, surowo zabrania spożywania wszystkiego, co zawiera tłuszcz lub krew. Wielu uczonych uważa, iż prawo Mojżesza zakazuje spożywania mięsa, gdyż jest niemożliwe, by całkowicie usunąć krew ze zwierzęcia.

      1. Jah Maya 18 października 2012 o 14:37

        No jasne do wszystkiego można znaleźć wytłumaczenie. 😀
        A najśmieszniej jak szuka go w torze rzekoma ateistka. Ha ha
        Tymczasem kuchnia koszerna obfituje w tłuszcz, mięso, ser i jaja. Sugeruję się wybrać to dobrego lokalu żydowskiego.

  9. pepsieliot 18 października 2012 o 14:45

    Masz Jahu jakieś wolty do mojego ateizmu?

    1. Jah Maya 18 października 2012 o 14:48

      Ale skąd. Żadnych voltów, amperów i kilovatogodzin…

  10. mimi wooow 18 października 2012 o 16:20

    uuuuuuuuuuuu hoooooooooooooo, ależ tu rozgorzała dysputa aż zaciera od tych mini hejtów diabełek Boruta. 😉 ja tylko donoszę i o nic nie proszę, że jesienne klimaty pozerają mi siły i spisują motywację na straty, dlatego melda dzisiaj składam, że się nie „rucham” i lenistwem bucham 😉 3 rundy posiedzenia przed kompem zaliczone 😉 mam nadzieję, że wszystkie te grzechy zostana mi przez GURU Pepsi Eliotową odpuszczone, w ramach pokuty wielkiej mogę zjeść brukselkę z serdelkiem???? 😉 bo ogłosic prawdę niewygodną chciałam, że wprowadzam czasem mięcho przez jamę gębową do ciała. tym oto wyznaniem zaznaczam, że nie mam problemów cuchnących jak udaję się do sracza 😉 a te kulinarne wzloty i upadki sa wynikiem mego dualizmu jesli chodzi o me kulinarne przekonania i te wyssane z mlekiem matki. cóż, mam nadzieję, że tym komentem wprowadziłam zamęt wśród tych użerających się dusz 😉 więc zmykam na swą kanapę i kładę na pilocie łapę [choc prawda wygląda tak, że nie lookam tv już kilka lat 🙂 ] ciao, ciao, zróbmy boskie posągi ze swoich miałkich, grzesznych ciał i każdy oddawac im cześć będzie chciał 😉

    1. pepsieliot 18 października 2012 o 18:52

      Mimi, ażeś mnie tym serdelkiem zaskoczyła, żeby chociaż surową rybkę dziką i morską, to bym Ci powiedziała smacznego. Ja niestety też mam kilka dni lenia i właśnie dzisiaj miałam ruszyć z kopyta i odkładam i odkładam. Może o 20-tej, sie zobaczy, do tego nie mam nic do jedzenia i nie mam akurat auta i siedzę sama w domu, no kiła 🙂 ścisk

    2. Jah Maya 18 października 2012 o 18:59

      Smacznego

      1. pepsieliot 18 października 2012 o 19:03

        Na hasło serdelek Jahu nieprzyjemnie się ożywił

        1. Jah Maya 18 października 2012 o 19:06

          Nie wiem co nieprzyjemnego jest w życzeniu komuś smacznego?
          W odróżnieniu od powiedzenia, że wpierdala mięcho na przykład. 😛

          1. pepsieliot 18 października 2012 o 19:32

            no nie wiem Jahu, trudne mi dzisiaj zadajesz pytania :))))))))))))))))))))))))))))))))

          2. Jah Maya 18 października 2012 o 19:40

            Nie udobruchasz mnie teraz takim tanim chwytem jak ten długi uśmiech 😛

  11. pepsieliot 18 października 2012 o 20:11

    no dobra, to co mam zrobić?

    1. Jah Maya 18 października 2012 o 20:16

      zjeść serdelka 😉 hihihi

  12. pepsieliot 18 października 2012 o 20:41

    dobra, na Twoją odpowiedzialność

  13. Agnieszka 18 października 2012 o 20:58

    No widzę, że ostatnio prawie wszystkich ogarnęła jesienna melancholia i rozleniwienie. Ja też od paru dni czuję , a właściwie czułam odpływ sił witalnych, jeszcze w dodatku po wczorajszym incydencie na bieżni dziś czułam się w pełni usprawiedliwiona nicnierobieniem (kolana rypią przy każdym zgięciu).Zasiadłam więc na kanapie przed telewizorem, owinęłam się kocykiem, w międzyczasie zszamałam dwie kromki chleba, chyba z nudów, bo nie z głodu, w końcu zapadłam w letarg. I nagle zapaliła mi się w głowie czerwona lamka, chyba był to wyrzut sumienia, który wrzeszczał: zbieraj cztery litery z kanapy i wynocha na piętro pobiegać. Pewnie w przypadku zapalenia się zielonej żarówki, moje wewnętrzne dziecko powiedziałoby: kochana Jagienko, pozbijaj sobie jeszcze dzisiaj bąki, jesteś taka biedna, poobijana, masz prawo poużalać się nad sobą. Tak więc zgodnie z wewnętrznym nakazem weszłam na biePsżnię i zaczęłam biec. Do tej pory biegałam tylko kilometr przed robieniem kapsi, w tym tygodniu limit miał być półtora kilometra i szczerze mówiąc na więcej dzisiaj nie liczyłam, ale po osiągnięciu planowanego dystansu stwierdziłam, że jeszcze dam radę i tak minęły dwa kilometry, dwa i pół, trzy i w końcu trzy i pół.
    Pół godziny minęło mi na miłym pomykaniu, podczas którego układałam mój dzisiejszy wpis na Twym blogu. Wiem, że to żaden dystans dla zaglądających tu maratończyków, ale dla mnie to miłe zaskoczenie. Jak sięgam pamięcią, nigdy nie potrafiłam chodzić wolno, spacerować, zawsze przemieszczałam się szybkim marszem, w końcu do szkoły miałam trzy kilosy. Może drzemie we mnie jakiś duch biegacza, tak bym chciała.
    P.S Mam nadzieję, że spaliłam te dwie kromki chleba naszego, powszedniego.

    1. pepsieliot 19 października 2012 o 08:53

      Agnieszka fajnie że piszesz, zaraz sobie wszystko wyobraziłam, tym bardziej że moja bieznia też stoi na piętrze. Moja rada chleb po bieganiu i ćwiczeniu uzupełni Ci tylko glikogen w mięśniu, ale przed bieganiem tworzy kulę w brzuchu 🙂 Jednak zawsze lepiej jednak pobiec tak czy inaczej. Ścisk

  14. Agnieszka 18 października 2012 o 21:06

    Mam jeszcze pytanie poza konkursem, gdzie można nabyć witaminę D2, bo w aptece podobno nie ma,ale sama nie sprawdzałam.Pozdrawiam.

    1. pepsieliot 19 października 2012 o 08:55

      Ja miałam swoją w kapitalnym suplemencie greens & fruits, ale GIS mi zakazał go produkować, bo miał za dużo składników naturalnych i cudownych i można tylko kupować syntetyczny preparat Centrum i Olimpa. 🙂 więc Ci nie doradzę, dla siebie mam zapas na pewien czas, a potem będę myśleć

    2. Basia 19 października 2012 o 09:50

      Agnieszko, w Polsce nie ma – ostatnio próbowałam z amazona zamówić i wyobraź sobie, że mi odmówiło, nie wiem czy nie wskutek jakichś wewnętrznych regulacji, że u nas tej witaminy się nie sprzedaje i już. Mam kumpla w UK i chyba poproszę,żeby przywiózł. Możesz też kupić prawdopodobnie na ebayu, o ile tam również nie ma jakichś dziwnych zasad jak na amazonie.

      1. pepsieliot 19 października 2012 o 11:50

        Mleko też jest wegetariańskie przecież :)))))

        1. Basia 19 października 2012 o 12:14

          Ale nie wegańskie:) chyba że ktoś ma własne akuratnie, bo potomka karmi

          1. pepsieliot 19 października 2012 o 12:30

            Nie mówię że wegańskie, tylko wegetariańskie właśnie 🙂 weganizm to tylko rośliny, ale też zalicza się ryby do wegetariańskich dań, tak się zdewaluowało słowo wegetarianizm

          2. Jah Maya 19 października 2012 o 17:59

            Raczej jednak rozwinęło. W XIX wieku do jarskich dań zaliczano wszystkie zwierzęta wodne np. bobry

          3. Jah Maya 19 października 2012 o 18:01

            Baśka a ludzkie nasienie jest wegańskie czy nie, gdy ktoś akurat potomka sprawia?

  15. mimi wooow 19 października 2012 o 06:18

    he, he, serdelek był tylko metaforyczny, służył jako rozpraszacz uwagi i dekoncentracz utajnionej mniej lub bardziej agresji słownej pomiędzy nudziarzami, co szafowali jakimiś słowotFUUUUrczymi dyrdymałami 😉 i poza tym nieszczęsny serdelek pasował mi do ryma, którym mimi nieraz Twoją szarą eminencję w mózgu zagina 😉 😉 😉 jeśli chodzi o mięsiwo to wcinam czasem krewetki i baaaardzo rzadko indora cyce albo kurze jak się na cały świat i me wege ideologiczne fantazje i wizje wQrze!!!! ale generalnie jestem w 90 % wege. i w tym roku dopiero odkryłam krewetki, wczesniej żyłam sobie w błogiej nieświadomości, że one są smaczne 🙂 he, he, no serio, jakby ktoś nie wiedział, polecam 😉 !!! niech spoczywają w spokoju 😉 ich biedne dusze… aaaaaaaaaaa i pochwalic się chciałam, że pomimo braku dawki ruchawki uczucie zimna weliminowałam. stosuję się do zaleceń kuchni wg 5 przemian i wszystko smażę albo podduszam. dużo cebuli, trochę czosnku [ku zgrozie współpracowników 😉 ] i przede wszystkim rozgrzewające przyprawy, takie jak kumin, suszony imbir lub garam masala, cynamon … jedynie jak żłopie nieraz szejki bananowo szpinakowe to mnie po nich ziębi …

  16. mimi wooow 19 października 2012 o 06:26

    hmmm… zeżarło mi komenta, raz pierwszy poraz, a tak sobie z moim wybitnym poczuciem horroru wyjasniałam, że serdelek był tylko figurą retoryczną i pasował do ryma, którym Mimi Wooow nieraz tutaj zagina i było jeszcze trochę o mej diecie i o niczym więcej czego wiedziec nie chcecie. chwaliłam się tylko, że w tym roku odkryłam krewetki i że polecam, bo są pycha, kiedy krewetek pełna micha 😉 ale stety lub nie zeżarło mi tego komenta, dlatego teraz będzie na koniec mała puenta: nie pisz u pepsi, że nie smakuje Ci z warzywami polenta tylko wpierdzielasz mięsiwo chrum, chrumem i zapijasz zgagę rumem, bo ….. no własnie, cooooooooo??? 😉

  17. mimi wooow 19 października 2012 o 06:27

    hmmm… zeżarło mi komenta, raz pierwszy poraz, a tak sobie z moim wybitnym poczuciem horroru wyjasniałam, że serdelek był tylko figurą retoryczną i pasował do ryma, którym Mimi Wooow nieraz tutaj zagina i było jeszcze trochę o mej diecie i o niczym więcej czego wiedziec nie chcecie. chwaliłam się tylko, że w tym roku odkryłam krewetki i że polecam, bo są pycha, kiedy krewetek pełna micha 😉 ale stety lub nie zeżarło mi tego komenta, dlatego teraz będzie na koniec mała puenta: nie pisz u pepsi, że nie smakuje Ci z warzywami polenta tylko wpierdzielasz mięsiwo chrum, chrumem i zapijasz zgagę rumem, bo ….. no własnie, cooooooooo??? 😉

    ps. znowu mi zeżarło, ale skopiowałam 😉

    1. Jah Maya 19 października 2012 o 09:33

      Mimi….ja też lubię owoca morza. Na surowo i bez soli też pyszne.
      A że mięsiwo krewetki podchodzi pod wege to mnie ubawiło setnie na cały dzień.
      Jeszcze nie raz zaskoczy mnie ta nowa świecka tradycja

  18. mimi 19 października 2012 o 06:31

    czy ja mogę tu coś powiedziec jeszcze a propo serdelka 😉 czy Q …, będzie mi zżerac komenty raz za razem?

    1. pepsieliot 19 października 2012 o 08:56

      mimi droga, nie mam pojęcie co Ci zżera komenty, czy kto 🙂

  19. wooow 19 października 2012 o 06:34

    o udało się, ale za późno, dwa razy się naszrajbałam za friko więc głosu dziś juz nie dam 🙁 ps. a opisywałam schludnie, że serdelek był tylko figurą retoryczną i pasował mi do ryma … i jeszcze cos było, ale się zmyło .. więc mam wQ….a na maxa i daję wordpressowi klapsa!!!! wrrrrrrrrrrrrrrrrr …

  20. wooow i mimi razem tym razem ;) 19 października 2012 o 06:36

    albo to Ty pepsinku zbanowałaś mnie za serdela, że mi się niby w kiszkach poniewiera 😉

  21. wooow i mimi razem tym razem ;) 19 października 2012 o 06:38

    hej, albo to Ty eliotowa zbanowałaś mnie za serdela co to niby myslałaś, że w kiszkach mi sie poniewiera 😉 nic to, spadam stąd, wąt 😉

  22. mimi woooooooow ostatni raz już!!! 19 października 2012 o 06:42

    ps. a z mięsiwa to odkryłam w tym roku krewetki i tylko takie mięcho degustuję, jakkolwiek komus to pasuje czy mój wizerunek psuje .to mnie raczej nie interesuje …

    1. pepsieliot 19 października 2012 o 08:57

      mimi krewetki podchodzą pod wegetarianizm 🙂

      1. Basia 19 października 2012 o 09:46

        Krewetki pod wegetarianizm?To żart czy tak na serio?:)))

        1. pepsieliot 19 października 2012 o 11:47

          Uważa się owoce morza za wegetariańskie pzrynajmniej w Stanach, ale w Polsce też

          1. Basia 19 października 2012 o 12:20

            Sprawdziłam definicję, żadne owoce morza nie są wegetariańskie. Ale kij z definicjami. Nie wiem czy i co krewetki odczuwają, ale wiem że ich połowy, a także ryb rujnują dno morskie, w trakcie połowów ryb i krewetek pewnie też, ginie mnóstwo delfinów, żółwi, ptaków zaplątanych przez przypadek w sieć. Byc może są jakieś „fermy” krewetek, ale tak czy siak wegetarianie powinni sie trzymać od tego z daleka:)

          2. Jah Maya 19 października 2012 o 17:57

            I dalej zabijać masowo marchewki i ziarenka bo nie mają oczu a to, że ich uprawu rujnują naturalny ekosystem to już nie takie wielkie zło 🙂 szczególnie, że zawsze można znów zwalić na mięsożerców. 😀

    2. pepsieliot 19 października 2012 o 08:59

      Mimusiu, rzeczywiście Twoje 4 komenciki siedziały wśród spamków, nie wiem dlaczego wordpress jest na Ciebie taki cięty

  23. mimi wooow crazy show ;) 19 października 2012 o 11:03

    o QQQQQQQ!!! a teraz to sie tutaj zaMIMInowało trochę 😉 o zgrozo, idę spac choc dziś u mnie ma byc 22 stopnie ponoc, ale ja od 24 godz na nogach i z zapałkami w głakach 🙂 🙂

    1. pepsieliot 19 października 2012 o 11:49

      dobranoc Mimi, coś robił w nocy?

      1. mimi wooow 19 października 2012 o 18:08

        tyrał

        1. pepsieliot 19 października 2012 o 18:30

          aaaaa

  24. diana 22 października 2012 o 20:12

    też się odważę na pewne wynurzenia… myślę, że powoływanie się wegetarian na argumenty, że jest to dieta naturalna i że człowiek jest roślinożerny, jest pewnym oszustwem. owszem, chyba najbardziej zbliżone do ludzi zwierzęta (?) – bonobo nie jedzą świń i krów, ale nawet na wikipedii można wyczytać, że nie są tylko roślinożerne. poza tym powoływanie się na naturalność wegetarianizmu i jednocześnie picie mleka… coś mi tu nie gra. wiem, że Ty Pepsi też miałaś rozmyślania na temat tych szympansów. ale pisałaś że lepiej już zjeść rybę niż napić się mleka 🙂 zgadzam się. w ogóle „typowa” dieta laktoowo w mojej opinii jest nie zdrowa. pisząc typowa mam na myśli pełna rafinowanego cukru, rafinowanej mąki, rafinowanych olejów, sera żółtego na pizzy, mleka, produktów przetworzonych … wiem, że nie wszyscy wegetarianie tak jedzą. ale Ci, których poznałam – tak. nie zdarzyło się jeszcze bym od takiego wege usłyszała o tym że ogranicza mleko. ale usłyszałam coś na temat energii (nie jedząc mięsa jesteśmy na wyższym poziomie energii czy coś). myślę, że już lepiej wywalić czerwone mięso, cukier, nabiał, jeść górę owoców i warzyw i czasem trochę orzechów i pestek… a zwierzętami martwić się później gdy już opracujemy plan martwienia się o siebie i swoje zdrowie.
    pozdrawiam 🙂 diana, nie pijąca mleka obecnie.

    1. Jah Maya 22 października 2012 o 20:22

      🙂
      Małpy w tym szympansy a także bonobo jedzą też czerwone mięso bo jedzą inne małpy, małe gryzonie czy schorowane czy małe antylopki czy inne zwierzątka a czasem nawet są kanibalami. Czerwone mięso jest okej a zwłaszcza sadło i wszelakie narządy wewnętrzne.
      Co oczywiście nie skreśla rybek i bezkręgowców.

      1. diana 22 października 2012 o 20:59

        Jah Maya ciekawa jestem z jakiego źródła bierzesz informacje.
        zastanawiam się ostatnio czym w ogóle powinniśmy kierować się wybierając dietę. bo jeśli naturalnością to nie wyobrażam sobie iść w ślady bonobo i zostać kanibalem… ale oczywiście nie wierzę Tobie, Jah na słowo 😉

        1. Jah Maya 22 października 2012 o 21:02

          Wstawić link do filmu czy to będzie zbyt duże HC na tym blogu?
          Ze źródeł przyrodniczych, biologicznych. Tak naprawdę, to żadne wielkie tajemnice. Jak zauważyłaś w samej wiki jest podstawa.

          1. diana 22 października 2012 o 21:09

            na wiki nie ma nic o tym, że bonobo polują na inne małpy. film wklej.

          2. Jah Maya 22 października 2012 o 21:25

            Jest na wiki tyle, że w wersji angielskiej: This primate is mainly frugivorous, but supplements its diet with leaves, meat from small vertebrates such as anomalures, flying squirrels and duikers,[40] and invertebrates.[41] In some instances, bonobos have been shown to consume lower-order primates.[42][43] Some claim bonobos have also been known to practise cannibalism in captivity, a claim disputed by others.[31][44] However, at least one confirmed report of cannibalism in the wild was reported by researchers Gottfried Hohmann and Andrew Fowler.[45]
            http://en.wikipedia.org/wiki/Bonobo

          3. Jah Maya 22 października 2012 o 21:27

        2. Jah Maya 22 października 2012 o 21:04

          ale ja nie uważam, że tym się trzeba kierować. Napisałem tylko co wiem skoro poruszyłaś temat diety naczelnych gdyż mocno tym się interesuję

        3. Jah Maya 22 października 2012 o 21:33

          Mało tego niektóre populacje szympansów i orangutanów używają nawet narzędzi do polowania na małpy i ryby. Konkretnie szympansy dźgają dzidami własnoręcznie przyrządzonymi inne małpy z tymże do tej pory zaobserwowano taki sposób używania narzędzi tylko u samic. Orangutany polują w ten sposób na ryby.
          http://scienceblogs.com/startswithabang/files/2009/06/apeMS2604_800x575.jpg

          resztę poszukaj sobie sama 😀 jak jesteś ciekawa

        4. Jah Maya 23 października 2012 o 14:30

          I co? człowiek bezinteresownie wyszuka człowiekowi wiedzę choć właściwie jest ona dostępna dla wszystkich i nawet skromnego dziękuję nie usłyszy. Ech…. takie czasy

    2. pepsieliot 22 października 2012 o 20:42

      Diana muszę się z Tobą zgodzić, wielokrotnie zastanawiałam się czy dostatecznie myślę o sobie, a przynajmniej czy moje zdrowie jest dla mnie tak ważne, jak żeby nie przyczyniać się do takiego okrutnego losu zwierząt zabijanych dla przemysłu mięsnego czy traktowanych strasznie dla mlecznego i w końcu i tak zabijanych i doszłam do wniosku, że zawsze można wybrać zjedzenie owocu morza, którego odczuwanie nie jest na pewno porównywalne ze strachem przedśmiertnym na przykład krowy, czy zająca, nie mówiąc o świni.

      1. Jah Maya 22 października 2012 o 20:47

        Pepsi mogę Ci zadać pytanko znów trudne. A skąd o tym wiesz tak aby pisać na pewno? O tym strachu. Piszesz to obiektywnie czy może tylko ze swojego osobistego ludzkiego empatycznego wrażenia?

        1. pepsieliot 22 października 2012 o 21:11

          Byłam Jahu w rzeźni, słowo honoru, obeszłam wszystko, widziałam jak jedna krowa dostaje strzał z pistoletu w czoło, a za niąstoi następna, potem tą zastrzeloną za nogi do góry podrywają i podrzynają jej gardło i krew się do wiadra leje, a te w kolejce wszystko to widzą i okropnie wyją, to samo jest ze świniami. Widziałam oczy zająców i saren jak lezały pokotem, po polowaniu, i wiem co mówię, to paralizujący strach okropny tragiczny przedśmiertny, zresztą w ich mięsie jest wielka ilosc adrenaliny i toksyn stresu

          1. diana 22 października 2012 o 21:18

            wow, Pepsi podziwiam Cię. ja po takich wrażeniach nie mogłabym spać.

          2. Jah Maya 22 października 2012 o 21:24

            Dobrze Pepsi. Opisujesz znęcanie się nad zwierzętami w rzeźni i akcje w rzeźni a to jest patologia. Wierzę a teraz opisz strach mrówki, krewetki albo ryby. Proszę czy możesz to zrobić równie empatycznie. Może jak oglądniesz to przez mikroskop albo szkło powiększające będzie lepiej albo jak zamontujesz sobie aparaturę do wzmacniania owadzich dźwięków i przekształcania na modłę słyszalną dla człowieka?
            I powiedz czy to nie jest z Twojego prywatnego ludzkiego punktu widzenia.
            Zycie to życie. Z punktu widzenia molekularnego. energetycznego, komórkowego czy nawet fraktalnego albo jeśli bierzemy motyw powstawania życia na Ziemii i tworzenia się związków organicznych i przepływ energii nie ma żadnej różnicy czy zabijasz marchewkę czy ssaka. Moim zdaniem.

          3. Jah Maya 23 października 2012 o 14:37

            Ale od odpowiedzi uniknęłaś oczywiście. Skąd wiesz, że krewetka czy mrówka mniej się boi z perspektywy samej istoty?
            Dla Twojej informacji. W dobrze dokonanym uboju nie ma adrenaliny w mięsie. Ależ oczywiście najlepiej również dla właściwości mięsa aby zwierzątko się nie paraliżował strach przed ubojem.

      2. diana 22 października 2012 o 22:06

        Pepsi, dużo zastanawiam się na temat diety ostatnio. stąd też przemyślenia na temat wegetarianizmu i jego sensu. gubię się w tym. nie jestem pewna słuszności swoich wyborów. połowa tego co jem to owoce, ale nie wiem czy to w ogóle ma sens bo nie są organiczne? niestety w tym momencie nie mogę sobie pozwolić na eko. może lepiej zacząć zasilać się energią słoneczną? na razie kieruję się reakcją mojego organizmu i on mówi mi że wysokowęglowodanowa jest dla niego najlepsza 🙂 ale na dłuższą metę to niewiadoma.

        1. pepsieliot 22 października 2012 o 22:48

          Jeżeli w jakiś sposób mogę Ci swoim przykładem doradzić to trzymam się zasady, żeby unikać parszywej 12-ki, która faktycznie powinna być jedzona jako organiczna, reszta na prawdę nie ma aż takiego znaczenia, oto ona:
          jebłko, seler, truskawka, brzoskwinia, szpinak, nektarynka z importu, papryka, ziemniak, winogrona z importu, sałata, jarmuż czyli też kapusta włoska oraz borówka amerykańska, tego nie jem nieorganicznego, reszta spoko

          1. Jah Maya 22 października 2012 o 23:33

            Czym kierujesz się przy tej selekcji? Jestem ciekawy. Sądziłem, że banana tez organicznego kupujesz o ile można organicznym go nazwać 😉

          2. Jah Maya 23 października 2012 o 14:31

            Nie zdradzisz tej tajemnicy?

  25. pepsieliot 22 października 2012 o 20:32

    Uważaj Jahu żeby ktoś Ciebie nie zjadł przypadkiem albo nawet z premedytacją

    1. Jah Maya 22 października 2012 o 20:33

      uważam a Ty?

  26. pepsieliot 22 października 2012 o 20:44

    wiem Jahu, że jakbym zaczęła przed Tobą uciekać w puszczy, to byś mnie zagonił i być może zjadł nawet 🙂

    1. Jah Maya 22 października 2012 o 20:45

      chciałabyś 😛 😉

    2. Jah Maya 22 października 2012 o 21:59

      Tak czy siak Twoje ciało a w nim materia razem z energią będzie wykorzystana przez inne organizmy. Czy to zgnijesz, czy się szybko utlenisz przez spalanie. Tak czy siak dane molekuły będą w energii dalej w organizmach tak jak były zanim dostały się do Twojego ciała. 🙂 Panta Rei

  27. pepsieliot 22 października 2012 o 21:46

    Jahu pisałam też o pokocie, a Ty zdaje się lubisz polowania

    1. Jah Maya 22 października 2012 o 21:50

      Kiedy pisałaś o pokocie, bo może coś przeoczyłem? Dla mnie to nowe słowo.

      1. Jah Maya 22 października 2012 o 21:54

        Ach już widzę. No dobra ale jak się to ma do mojego pytania o istoty rzekomo, przez „Pana ZIemi” człowieka, zakwalifikowane jako „niższe”.

  28. pepsieliot 23 października 2012 o 16:28

    do kurwy nędzy sprawa krewetki mniej mnie interesuje niż zająca, jest to jasne jak słońce i nie mam chęci wchodzi.c w akademickie dyskusje, czy jak połkniesz pantofelka to jest mu źle.

    1. Jah Maya 23 października 2012 o 16:38

      Czyli do kurwy nędzy wyjaśniło się. Ciebie nie interesuje, Ciebie człowieka Pepsi. Więc nie masz żadnych argumentów aby obiektywnie stwierdzić, że krewetka czy pantofelek są mniej przestraszone. Widzisz i oceniasz świat ze swojej prywatnej perspektywy nie zwierzęcej a tym bardziej krewetkowej.

      1. pepsieliot 23 października 2012 o 16:49

        oczywiście Jahu, patrzę na to zdroworozsądkowo, nie jem kotów, psów, świń krów i żadnych ssaków, ale jakbym musiała to zjem krewetkę, bo wiem, że nie odczuwa strachu w takim rozumieniu jak inteligentne zwierzę, to wszystko w tym temacie i pisąłm już o tym 100 razy. Nic co ma oczy!!!

        1. Jah Maya 23 października 2012 o 16:58

          Do Twojej wiadomości: krewetki mają oczy! 🙂
          Toż to szowinizm: odbierać mrówkom i krewetkom inteligencje w ramach własnej wizji świata. Nic w tym dziwnego dopóty nie ocenia się postawy innych ludzi i ich odmiennych wizji świata.

      2. Basia 23 października 2012 o 17:53

        Skupiamy się na kręgowcach raczej, bo na dzień dzisiejszy wiadomo na pewno, że uczucia takie jak strach, empatia itd wyglądają u nich podobnie jak u nas, no i na pewno ból odczuwają tak samo. O mrówkach w tej kwestii chyba niewiele wiadomo, ale przecież weganie ich nie jedzą. Ani krewetek też nie. Jahu ten temat był wałkowany 100 razy na tym blogu. Jednak bardzo dziwne, żeby zrównywać marchewkę ze ssakiem jak Ty to zrobiłeś. Poza tym po co komuś zarzucać że je krewetki, a innych zwierząt nie? Czego to dowodzi niby, niespójności? Spójność nie jest jakąś najwyższą wartością, nie ma żadnego spójnego systemu religijnego, a co dopiero od indywidualnego człowieka wymagać żeby był spójny. Już lepiej czasem zjeść krewetkę i nie tykać żadnych odzwierzęcych produktów poza tym, niż jeść krewetki, ssaki, ptaki, ryby, nosić futra, skóry i jeszcze dzieciaki do cyrku zabierać.

        Przyznaj że chodzi Ci po prostu o wywołanie burzy komentów w celu podniesienia statystyk na wordpressie:)

        1. Jah Maya 23 października 2012 o 18:55

          Wybacz Basiu ale skoro włączasz się do rozmowy należałoby prześledzić wątek od początku zwłaszcza, że Ty reagowałaś podobnie. Kiedy Pepsi napisała, że krewetki są wegetariańskie. Spytałaś: „Jakto?”
          Podobnie ja. Kiedy Pepsi napisała cytuję „doszłam do wniosku, że zawsze można wybrać zjedzenie owocu morza, którego odczuwanie nie jest na pewno porównywalne ze strachem przedśmiertnym na przykład krowy, czy zająca, nie mówiąc o świni.”
          Skoro mi już takie rzeczy przychodzą na mejla zapytałem: Skąd wiesz, że to co krewetka odczuwa nie jest porównywalne ze świnią i to w dodatku na pewno!!!
          Więc to nie ja wywołałem ten temat. Oczywiście zadając to pytanie wiedziałem, że Pepsi nie będzie potrafiła odpowiedzieć 😉 A że przecież niemożliwe byloby aby w tej materii publicznie przyznała mi rację więc wiedziałem, że się zacznie głupio wściekać i odbiegać od tematu. Więc troszkę racji masz, że chciałem jakaś tam burze wywołać. Jednak ja nie widziałem aby ten temat był wałkowany. Jeszcze nikt nie napisał, że krewetka NA PEWNO!! nie odczuwa tego samego.
          To co Ty piszesz tylko potwierdza nieudolność i szowinizm modnej argumentacji wegetariańskiej. Piszesz, że odczuwają podobnie ból do nas. Właśnie i o to chodzi. Ponieważ podobnie to się z nimi empatycznie sympatyzujesz bardziej. 😉 A inne już mają mniejsza znaczenie. Marchewki już nie ma kompletnie żadnego bo przecież nie potrafisz po ludzku ogarnąć czy coś odczuwa zwłaszcza, że przecież ludzie naukowo na razie nie potrafią tego udowodnić. I nie będą potrafili bardzo długo gdyż jest to kompletnie różne od naszego postrzegania, uogólnionego modelu wszechświata i postrzegania i odczuwania. Co wiesz na temat roślin oprócz tego, że kupujesz hodowlane w sklepie i je zjadasz? Ja wiem chyba dość już sporo mało tego sam bratam się z roślinami więc chętnie dowiem się jak Ty? Nie mamy na to dowodów ale rośliny dają wyraźne znaki, że się komunikują, mają instynkt przetrwania i bronią się przed utratą życia albo nawet tylko oskubaniem przez zwierzęta. Jeden przykład bo nie chce mi się pisać. Żyrafy żrą liście na sawannie w oazie. I zeżarły by wszystko gdyż nie mają wykształconej takiej empatii jak Ty, że żal im jeść to co normalnie jedzą i powinny jeść. 😉 I nawet jak jedzą tylko jedno drzewko to to drzewko wysyła w jakiś sposób sygnał do wszystkich drzew w pobliżu, że mają się bronić. I rośliny w ciagu kilku dni wykształcają w sobie tak dużo garbników w liściach, że stają się tak cierpkie, że nie zjadliwe dla żyraf. Żyrafy opuszczają tę oazę i idą szukać dalej.
          Inny przykład grzyba, który rozwijając się w mózgu mrówki nakazuje jej wgryżć się jej w liść i zacisnąć szczęki i powoli ją zabijajać odżywiając się jej ciałem i finalnie wytwarzając owocnik z którego zarodniki zlatują na ziemię zarażajać kolejne mrówki. A kij z mrówką, gdyż przecież ona NA PEWNO z naszego punktu widzenia nie jest inteligentna i nie odczuwa strachu pomimo, że ma oczy i ich populacje prowadzą ze sobą regularne zaplanowane wojny. Mało tego wykazują takie działanie (nie wiem czy empatyczne czy nie) w społeczności w walce o przetrwanie na jakie człowiek egocentryk nie mógłby sobie pozwolić. Chodzi o poświęcenie się grupowe. Na temat mrówek sporo wiadomo. Nie wiem czy czytałaś jakaś książkę na temat mrówek, bo ja tak. Mrówki to był mój konik w podstawówce i pisałem olimpiadę z mrówek ale niestety nie dostałem się do kolejnego etapu więc może wiedziałem jeszcze bardzo mało. hehehe 🙂
          Ale rośliny to jeszcze nic. Zwykła materia organiczna potrafii organizować się w przemyślny sposób a nawet materia nieorganiczna jeśli zaprosimy do wiedzy fizyke kwantową.
          I nie chodzi mi o żadną spójność. Ale NA PEWNO to Kopernik nie żyje. 😉 a i tego nie wiadomo na 100% 😉

          1. Basia 23 października 2012 o 19:10

            Jaszku zapytałam „jakto” bo nie mogłam uwierzyć że tak brzmi definicja wegetarianizmu,że wyklucza z definicji zwierząt krewetki, nie było w tym osobistego przytyku choć z różnych względów uważam że krewetki sobie można darować. Temat był wałkowany w poście o lipidach, było na temat odczuwania roślin między innymi, może nie było dokładnie o krewetkach, ale per analogia wiele reczy możnaby już wziąć za przewałkowane, rozumiem że nie pamiętasz, mnie to jakoś utkwiło. argumenty o cierpiących marchewkach mnie jakoś nie przekonują. Zreszta jeżeli ktoś wzpółczuje marchewce to chyba tym bardziej powinien zostać weganinem, żeby chociaz zwierzętom pomóc i nie marnować ton roślinności na pokarm dla bydła hodowlanego. Nie widze w tym nic zdrożnego, że empatyzujemy bardziej z istotami do nas podobnymi. Jak mam do wyboru uratowac świnię albo sałatę to wybieram świnie, ale gdy mam do wyboru uratować człowieka albo świnieę to wybieram czlowieka. Gdzie tu slabość i szowinizm wegetariański widzisz to już sobie odpowiedz sam, bo faktycznie się wtraciłam niepotrzebnie. Paa

  29. pepsieliot 23 października 2012 o 17:18

    to co robisz nazywa się sofizm, zrresztą ja nie jem ani krewetek ani nawet juz D witaminy z futra owiec, wszystkiego zaprzestałam, więc nie ma to dla mnie żadnego znaczenia, i jem łyżkę organicznej ziemi w sumie w miesiącu, może tam być bakteria z B12, tak zakładam, że jest, to wszystko i nie mów mi, że jej będzie lepiej w ziemi niż w moim przewodzie pokarmowym, bo to nie jest prawda, więc męcz kogoś innego, kto je stworzenia żywe, najlepiej ze sobą przed lustrem porozmawiaj, idę na trening, paaaaaaaaaaa

    1. Basia 23 października 2012 o 17:58

      wow, super z tym weganizmem u Ciebie:) a jedzienie ziemi to mi się od razu przypomniało 100 lat samotności, tam też jedna kobitka lubiła sobie ziemię wszamać w efekcie traumy wprawdzie, a nie dla b12

      1. Jah Maya 23 października 2012 o 18:29

        Nie ma nic dziwnego w jedzeniu ziemi
        http://kopalniawiedzy.pl/geofagia-jedzenie-ziemi-zoladek-pasozyt-trucizna-patogen,13213
        Przedwczoraj widzieliśmy jak kozy jedzą ziemię. NIe żadne robaki czy korzonki tylko po prostu piasek.

      2. pepsieliot 23 października 2012 o 20:01

        Ba, no pewnie że to z Marqueza :))

    2. Jah Maya 23 października 2012 o 18:32

      Poczytałem sobie i tak. Z filozofią sofizmu w wielu punktach się utożsamiam. 🙂

  30. pepsieliot 23 października 2012 o 20:02

    Ja, zauważyłam, błąd w założeniu a potem się leci już logicznie

Dodaj komentarz

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się


  • ebook

    Jak zarabiać przez internet? Jak zarabiać na blogu? e-Book KUP TERAZbaner

  • Leczenie dobrą dietą

  • Dołącz do sterfy VIP i pobierz za darmo!

  • Najnowsze komentarze