logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
274 online
54 020 488

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • Skamieniałe stolce, co robicie swoim dzieciom?

    rp_dziecko-i-chenia.jpg

    Skamieniałe stolce, co robicie swoim dzieciom?

    Nie może zabić? Może raczej, nie od razu zabija

    Taki jest świat, który nas otacza

    Chlorella 100% Organik This is Bio

    Chlorella 100% Organik This is Bio

    Cze Możni,

    NAPISAŁ do mnie zrozpaczony człowiek, zaniepokojony ojciec trójki małych dzieci, mąż kobiety:

    KTÓRA ma obsesję czystości realizowanej przy pomocy jej największego przyjaciela Domestosa. Zapach chloru roznosi się po całym domu, nie wyłączając pokoju dziecinnego. Żona upodobała sobie również fluor zawarty w Tytanie.

    Na żadne perswazje żona nie idzie, gdyż to jest jej pole do działania i ona wie lepiej, że chlor odkaża, po drugie jakby był trucizną nie dodawano by go do wody pitnej, a fluor jak wyżej, jest też w każdej paście do zębów, do tego dzieciom się przecież fluoryzuje szczoteczki do zębów, więc o czym tu mowa? Lepiej niech mąż zajmie się swoją działką, w sensie przydziałem obowiązków domowych, a nie włazi w buciorach na żonine terytorium.

    Żeby męża nie przygnębić dodatkowo, nie zapytałam już, kto odpowiada za przygotowywanie posiłków w domu?

    Bardzo smutna historia, kiedy jedna osoba jest już oświecona, ale w dotarciu do drugiej, tej najbliższej natrafia się na totalny mur, mur niezrozumienia, niedogadania, generalnie mur niemożności.
    Ale i to można by przeboleć, wielbi się przecież palaczy, kopuluje z mięsożercami, to wszystko nic, najgorszą rzeczą jest świadomość krzywdzenia dziecka, które nie ma na nic wpływu, a kiedy jest to Twoje dziecko to sprawa jest szczególnie zatrważająca.

    Wyobraźmy sobie nawet takką hipotetyczną sytuację, że mąż chce uwolnić swoje dzieci od wpływów ich pewnie kochającej matki, jednak trucicielki, postanawia się rozwieść i wziąć dzieci pod swoje skrzydła.

    Czy w takim razie znalazłaby się jakakolwiek Sędzina, bo podobno Sędziom płci męskiej nie przydziela się spraw rodzinnych, żeby nie okazali się stronniczy chyba, a więc Sędzina, żeby orzekła coś w kształcie:

    Matka przy pomocy dostępnych w każdym markecie i jak najbardziej legalnych środków czystości, dba o dom i brak w nim zarazków, ale jednak poinformowana przez męża o toksyczności (czy aby na pewno?) truje swoje dzieci chlorem i fluorem, a więc dzieci zostają przy ojcu?

    Czy taka rzecz może mieć miejsce?

    Czy pod Macdonaldem stoi jakaś trójka z PiSu, albo innej organizacji chroniącej dzieci przed torturami i przemocą i odbiera rodzicom, w tym matkom prawa rodzicielskie?

    Best-Family-Barbecue-Recipes

    Biegamy sobie przecież latem, czasami blisko płotów i widzimy, najpierw czujemy swąd zwęglanych, przypiekanych ciał zwierzęcych na żywym ogniu, a w końcu widzimy jak dzieci są karmione najgorszą trucizną, spalonym białkiem zwierzęcym, a wszystko dzieje się u stóp, albo nawet na wyhodowanym na Monsanto Roundup trawniczku bez jednego chwasta, bo co by sąsiedzi powiedzieli.

    Widzimy to wszystko i nie mamy jak ratować tych dzieci

    Gdyby były bite moglibyśmy zadzwonić do odpowiedniej organizacji, ale one tylko są karmione rakiem, jakie radosne, jak chętnie chrupią spieczoną skórkę na kiełbasie, jakie grzeczne, dostaną nagrodę, podkolorowany barwnikami deser lodowy z mleczkiem UHaTowanym i cukrem.

    grill

    Wszystkie dzieci są nasze, ale jak się okazuje niekoniecznie, gdyż nie możemy ich ratować.
    Wyobraźmy sobie minę pani z opieki społecznej jakbyśmy jej zgłosili, proszę natychmiast przyjeżdżać i interweniować, bo tu i tu rodzice karmią swoje dzieci rakiem

    Najgorsze w tym wszystkim jest to, że dzieci tylko pozornie są we władaniu rodziców, faktycznie jednak nad dziećmi opiekę sprawują urzędy nadrzędne, jak państwo.

    Nie możemy chcieć zdrowego dziecka uczyć w domu (podobno można jednak oficjalnie prowadzić tok indywidualny nauczania, jak się ktoś uprze), nawet jakby eksternistycznie zdawało co roku egzaminy państwowe, gdyż państwo nie mogłoby go być może dostatecznie zindoktrynować. Nie możemy dziecka nie zaszczepić trucizną, gdyż dostaniemy karę, póki co finansową. Nie możemy chorego dziecka nie poddać na przykład chemioterapii, a zamiast tego leczyć innymi sposobami, o wiele mniej inwazyjnymi, ale w wielu udowodnionych przypadkach skutecznymi, gdyż leczenie i nauczanie dziecka jest odgórnie zadysponowane.

    Taki jest świat, który nas otacza.

    Biegajmyż więc i wykrzykujmyż mniej więcej w ten deseń:

    Skamieniałe Stolce co robicie swoim dzieciom?
    Sami żryjcie co chcecie, smarujcie się po genitaliach fluorem i chlejcie amoniak, ale od naszych dzieci wara!

    Póki co niestety jesteśmy bezsilni, tak samo jak ojciec trójki dzieci, który musi zaciągać się chlorem w osobistym domu, ale to wszystko pestka, gdyż przede wszystkim musi patrzeć jak jego małoletnia uwielbiana progenitura również chlorem oddycha.

    Nie mam żadnej na to rady.


    pape


    Blog pepsieliot.com, nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.

    Rzuć też może gałką na to:

    Dobre suplementy znajdziesz w naszym Wellness Sklep


    Disclaimer:
    Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, i niekoniecznie wyraża zdanie założycielki bloga, tym bardziej nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.


     

    (Visited 6 566 times, 1 visits today)

    Powiązane artykuły

    1. Yvet Young 14 sierpnia 2015 o 09:28

      Edukowanie własnych dzieci to podstawa. To one mają siłę sprawczą i pewnego dnia powiedzą mamie: nie chcę chloru w domu, nie chcę fluoru na moich zębach, nie chcę mięsa. I kiedy dziecko czegoś chce, to żaden system nie jest w stanie go zmusić do inności. Bo się rozchoruje – zalergizuje. Siła w mądrze wyedukowanych dzieciach. Nie bójmy się mówić dzieciom prawdy. I nie wątpmy w ich głęboką mądrość. Dziś otrzymana wiedza może się przydać naście lat później. Bo dziś nie mogą jej wykorzystać. Dlatego zawsze warto mówić dzieciom prawdę. Po prostu przestać kłamać.
      ps
      Pepsi: brawo za bloga 🙂

    2. machok 14 sierpnia 2015 o 09:59

      Można dzieci edukować w domu. Mój syn skończył w tym roku gimnazjum w edukacji domowej. W tej chwili jest nawet ustawa regulująca to, kiedy zaczynałam trzeba było sie powoływać na konstytucje. Ustawa mówi o obowiązku szkolnym, nie precyzuje jednak, gdzie ma on być realizowany. W tej chwili wystarczy chcieć uczyć dziecko w domu.

      1. pepsieliot 14 sierpnia 2015 o 10:27

        jeden rok szkoły średniej nie chodziłam do szkoły tylko zdałam sobie eksternistycznie od razu 2 lata i było to doskonałe doświadczenie dla mnie i najlepszy sprawdzian produktywności

    3. zu 14 sierpnia 2015 o 10:15

      Pepsi, ten artykuł trafia w sedno moich frustracji… Jak z tym walczyć? Co robić? Jak im to tłumaczyć, tak, aby nie przypięli Ci łatki oszołoma i nie przeszli na tryb „nie słucham bla bla bla wiem swoje ty pochrzaniony hipisie”???

      Właśnie wróciłam z tygodniowego wyjazdu sportowego, na którym były rodziny z dziećmi. Kiedyś myślałam, że gówniane żarcie, to domena ludzi bez kasy, albo prostych i nieuświadomionych. Tam – bogacze, super elitarni prawnicy, przedsiębiorcy, lekarze(!!!) – i wszyscy swoim pociechom na śniadanku pakujący na talerz wielką puchatą kajzerę, 2 parówy z kleksem keczupu, a najpierw oczywiście słodkie płatki na mleku lub słodki jogurcik owocowy [bo to zdrowe przecież jest]… Ja sobie szamię moją przepyszną jaglankę rozgniecioną z bananami, posypaną borówkami, migdałami, słonecznikiem etc. Przysiada się do mnie lasencja z miską płatków „czekoladowych” i pyta:
      – czy jesteś NA DIECIE?
      – nie, nie jestem na diecie…
      – to czemu jesz TAKIE RZECZY???

      To się ludziom we łbach nie mieści, że ktoś NIE MUSI sobie odmawiać takich rzeczy, bo to dla niego tak, jakby musieć sobie odmawiać jedzenia kupy. A w tym słynnym wykładzie na TEDzie o marketingu żywności ta babka dała świetną puentę: ludzka ignorancja jest najpotężniejszym narzędziem w rękach PRowców korporacji…

      Frustrujące… Ale ostatnio chciałam wypocząć nad Zalewem Zegrzyńskim, bo to najbliższe Warszawie miejsce, gdzie można by się przekąpać w jeziorku. Objechałam cały zalew rowerem, ze łzami w oczach, nie zatrzymując się nigdzie, bo wszędzie morze śmieci, spasłe morświny wlewające w siebie browary i ciskające puszki gdzie popadnie, w zalewie pływają tony paczek po chipsach, papierosach, butelki po ohydnych napojach itp. I tak sobie pomyślałam: pierdolę, niech chuj strzeli tych debili, po co mam się przejmować losem ich i ich cieląt… Ludzie nie zasługują na to, żeby się nimi przejmować… Smutne, ale coraz bardziej myślę, że trzeba sobie dać spokój

      1. Niki 14 sierpnia 2015 o 12:53

        „Po co jeść fuck-foody jak można się stołować w Ritzu” – metaforycznie, ale oddaje sens. Właśnie taka odżywcza micha to ten luksus. Nie zraziłabym się do tekstu takiej laski, zaraz poleciałaby riposta na luzie z szelmowskim uśmiechem, tak by kiedyś bo nie teraz, zrozumiała że je gówno i nie wiadomo po co je zjada. Ale że też miała czelność tak w cudzy talerz. Tak sobie myślę, że oni sobie myślą, że jedzenie to zabawka. Kto im to wpoił, no kto… wiadomo.

      2. Niki 15 sierpnia 2015 o 09:32

        „Po co jeść fuck-foody jak można się stołować w Ritzu” – metaforycznie, ale oddaje sens. Właśnie taka odżywcza micha to ten luksus. Nie zraziłabym się do tekstu takiej laski, zaraz poleciałaby riposta na luzie z szelmowskim uśmiechem, tak by kiedyś bo nie teraz, zrozumiała że je gówno i nie wiadomo po co je zjada. Ale że też miała czelność tak w cudzy talerz. Tak sobie myślę, że oni sobie myślą, że jedzenie to zabawka. Kto im to wpoił, no kto… wiadomo.

    4. grzegorzadam 14 sierpnia 2015 o 11:53

      ”– czy jesteś NA DIECIE?
      – nie, nie jestem na diecie…
      – to czemu jesz TAKIE RZECZY???”

      przednie 🙂

      Morświny 🙂 kupuję to.
      Wypada tylko się podpisać .

      pozdrawiam

      Pepsi znowu świetny wpis! 🙂

    5. natalia 14 sierpnia 2015 o 12:48

      Pepsi, super tekst! pozwolilam sobie udostepnic na fejsie:) im wiecej ludzi to przeczyta tym lepiej, moze jakis procent zacznie sie chociaz zastanawiac…pozdrawiam, natalia

    6. artek 14 sierpnia 2015 o 12:57

      Juhu 🙂

      Wyszłaś/Wyszedłeś z matrixa ?
      Śmiej się, kochaj, szalej, dziel się wiedzą, medytuj, biegaj i oddychaj 🙂

      Świata/ludzi nie uratujesz, może pojedyncze jednostki…..
      Kto jest inny my czy oni? Zresztą czy to ważne.

      Nie rób krzywdy, żyj po swojemu 🙂

      Pokój
      artek

    7. Karolina 14 sierpnia 2015 o 13:46

      odbiegając od tematu.. Pepsi może Ty coś wymyślisz.. potrzebuję pozbyć się candidy i jednocześnie trochę przybrać na wadze, dodam że karmię piersią. im więcej jem węgli i tłuszczy tym bardziej się pogarszają stany zapalne :confused:

    8. ANNA 14 sierpnia 2015 o 13:56

      Jestem nad morzem Bałtyckim.
      to, co widzę wokoło siebie to dramat. Opaskle i otłuszczone ciała kilkulatkow. Fałdy gdzie się nie spojrzy. Wszyscy jedzą drożdżowi i jagodzianki, chipsy, piją gazowane gówna lub piwo.
      W knajpie w pobliżu mnie nie ma ani jednego dania zdrowego. Same smażone białko i oczyszczone wegle. A to restauracja hotelu ***
      na zapytanie kelnera czy mogą dla mnie przygotować lekką sałatkę z samych surowych warzyw usłyszałam „NIE”..
      Piszesz, że lekarze źle jedzą. . Akurat środowisko lekarskie jest mi baardzo dobrze znane i to najgorzej odżywiający się ludzie. Zero sportu, jedzą syf, piją morze alkoholu. Dramat. Ale tabletek jedzą morze, wiec są wierni BigPharmie.

    9. Igatka 14 sierpnia 2015 o 15:44

      Pepsi otóż to ! ! !
      Zu – mam podobne doświadczenia. I szlag mnie trafia jak muszę po raz setny tłumaczyć to nie dieta a zdrowe jedzenie wrrr
      Tekst z dnia dzisiejszego : Pani T od września się odchudzam…..rano kromka chleba, w południe kromka chleba…. jogurciki…..
      kurtuna

      1. Ani 1 września 2015 o 12:57

        ….Ooo…. to jakaś „zarąbista” dieta „cud” 😀 … Ma zdrowie kobieta, nie ma co… Pozdrawiam.

    10. Merol 14 sierpnia 2015 o 17:30

      U mnie podobnie, żona nagle głuchnie jak ją proszę (bo rozmawiać przecież o tych moich z*ebanych fanaberiach nie będziemy, bo po co), żeby synowi chociaż wędliny, czyli shitu nie dawała. Odnośnie edukacji – można poza szkołą, tylko przed tymi wszystkimi instytucjami nie można się afiszowiać z wiedzą i opinią o otaczającym świecie tylko najlepiej się ładnie poprawnie uśmiechać i udawać „normalnych”, szczepienia – jest sposób na uniknięcie tzw. „ścigania” sanepidowskiego. Nie mieć alopaty rodzinnego dla dziecka. U nas zadziałało. Ale odpukuję w czoło niemalowane, bo nigdy nie wiesz kto ci pod drzwiami stanie i kiedy:)

    11. ewig 14 sierpnia 2015 o 21:53

      „Skamieniałe stolce”
      Tragedia, biedne dzieci 🙁

    12. Wodniq 14 sierpnia 2015 o 22:27

      Hej Pepsi,

      Tak mnie zafrapowało…

      – … smarowanie fluorem po genitaliach… tzn. że jakieś żele intymne mają w swoim składzie fluor ?

      – … picie amoniaku – w których napojach występuje ?

      Poza tym, wpis udany – sam mam dwójkę maluchów… (6 i 7 lat) – ale to naprawdę jest trudne… od wiosny, do jesieni są wciąż okazje na jakieś „grillowanie”… pewnie z 50 zaproszeń / okazji na sezon – i niestety, raz na jakiś czas grzeszymy (a i tak jestem uznawany w rodzinie za hitlerowca… bo słodyczy nie, mleka nie, miesa zwłaszcza spalonego nie… normalnie – fanatyk)

      Pozdrawiam,
      Wodniq.

    13. Anvariel 15 sierpnia 2015 o 06:39

      Spotykam się z takimi sytuacjami regularnie:

      Przykład 1: (teściowa) „Nie rozumiem jak można się tak katować?” (o tym, że regularnie uprawiam sport)
      Przykład 2: (teściowe, znajomi, właściwie cały świat) Jak to NIE JESZ ciast/białego chleba/lodów? (ano nie jem, nie lubię, nie mogę, po co mi taki syf?)
      Przykład 3: tyle słyszę o teściowej od syfach dodawanych do jedzenia, których kiedyś nie było, ale młoda (siostrzenica męża) radośnie popija jakiegoś jupika czy inne takie z Biedry. Już pomijam fakt, że dziecko głodne, nie głodne ma zjeść ten durny obiad… No ale to nie moje dziecko, wtrącać się nie będę… przy moich teściowie poznają co znaczy pandemonium 😉

      Dla jasności, święta nie jestem, czasami zdarza mi się zjeść/wypić syfu (chociażby do drinka tylko cola-light, nic innego nie smakuje ;)), ale staram się wybierać mądrze. Teraz zaczęłam kierować się w stronę paleo – jestem bardzo ciekawa co się będzie działo na rodzinnych obiadach. 🙂

      1. pepsieliot 15 sierpnia 2015 o 07:49

        dobre

    14. grzegorzadam 15 sierpnia 2015 o 08:56

      Cola-light?
      A aspartam? 🙂

      1. Anvariel 15 sierpnia 2015 o 10:07

        No to właśnie mówię, że święta nie jestem 🙂 Poza tym droga do doskonałości jest daleka, kręta, wyboista… ;P

    15. Ewa 15 sierpnia 2015 o 11:29

      Mam pytanko jaki magnez mogę kupić do uzupelniania przez skórę? A nie mogę chlorku magnezu sstosować ze wwzględu na niedoczynność tarczycy?

      1. pepsieliot 15 sierpnia 2015 o 18:15

        niestety w sklepie mamy tylko chlorek w postaci olejku magnezowego, może ktoś poleci, wiem, że można samemu robić olejek

        1. Kinga Piątkowska 16 sierpnia 2015 o 17:40

          O kurczaki serio przy niedoczynności nie wolno chlorku magnezu (oliwki magnezowej)??? 🙁

        2. Arni 28 lutego 2016 o 23:06

          W sklepie chemiczny lub podobnym mamy chlorek magnezu, najlepiej sześciowodny cz.d.a z którego robimy olejek magnezowy. Ale na chroniczne zatwardzenie najlepszy jest siarczan magnezu. (sól gorzka)
          Przepis dla dorosłych:
          – łyżeczkę wit. C
          – pół łyżeczki siarczanu magnezu
          – sok z połowy cytryny
          – łyżkę/dwie mielonego ostropestu
          – 50 ml oleju z oliwek, lnu (dobrej jakości)
          Wszystko wymieszać i wlać do paszczy wieczór przed snem. Oczywiście codziennie do uzyskania codziennych, porannych efektów 🙂

      2. Arni 28 lutego 2016 o 22:52

        Pierwszy raz słyszę, że magnez jest szkodliwy, skoro według badań jest on jednym z najbardziej niezbędnych pierwiastków potrzebnych obecnie ludziom.

    16. Kasia 15 sierpnia 2015 o 14:21

      Pepsi, a czym myjesz zęby?

      1. pepsieliot 15 sierpnia 2015 o 18:12

        olejem kokosowym z sodą

    17. Kafig 15 sierpnia 2015 o 21:45

      Byłam szczęśliwym człowiekiem do czasu wykrycia cukrzycy ciążowej. Nie była, w grupie ryzyka wystąpienia cukrzycy, chyba raczej w grupie pechowców. Odżywiałam się naprawdę dobrze, w porównaniu z niektórymi ciężarnymi, bo nie było miejsca dla cukru rafinowanego, przetworzonego jedzenia. Sposób żywienia opierał się głównie na tym co sama w domu przygotowałam – domowy chleb na zakwasie, sałatki warzywne, domowe lekkie zupy, kasza, jajko od domowej kury, niewielka ilość mięsa od czasu do czasu – głównie pstrąg lub kurczak z dobrej hodowli, jak się trafiła okazja, żeby nabyć. I owoce – w dość dużej ilości, ze względu też na pogodę – łatwiej na upałach zjeść pomarańczę niż pocić się nad gorącym, dwudaniowym obiadem. Samopoczucie w porządku, zero mdłości itp., nawet anemii nie miałam, chociaż wszyscy mi to przepowiadali bo mięsa nie jadłam (piłam za to sok z buraka, pietruszki, pokrzywy). Cały mój misternie ułożony plan padł – cukrzyca. W poradni oczywiście dostałam mnóstwo materiałów i dobrych rad typu: nie może Pani jeść smażonego/słodkiego/przetworzonego/pić gazowanych napojów – to żadna mi nowość bo nie dotykałam już od dłuższego czasu takich cudów. Najgorsze, że dieta cukrzycowa przewiduje ograniczenie owoców, jak dla mnie drastyczne, generalnie opiera się na chlebie i mięsie (takie mam wrażenie), codziennie i kilka razy dziennie. Na początku spróbowałam jednak zastąpić braki związane z odstawaniem owoców większą ilością warzyw, ale wyniki (zaczęłam chudnąć, chodziłam głodna, ciała ketonowe w moczu), spowodowały, że dołączyłam mięso i chleb w ilościach przewidzianych w rozpisce. I jak tu człowiek ma nie zwątpić w słuszność swojego poprzedniego postępowania?

      1. pepsieliot 16 sierpnia 2015 o 08:28

        gdy jesz owoce, czyli fruktozę musisz drastycznie ograniczyć tłuszcze do 10 % kalorii w diecie, to naprawdę mało, jadłaś sporo tłuszczu i dużo owoców, co niestety prowadzi do insulinooporności, a następnie do cukrzycy, do tego cukru nie powinnno się łączyć z tłuszczami, czyli owoce je się przed obiadem, a nie po.

        1. Ewa 16 sierpnia 2015 o 08:58

          Jaki odstęp czasowy powinien być między cukrami a tluszczami? A tłuszcz z warzywami jest ok? Bo ja np. robie surówki warzywne z tłuszczem polewam olejem lnianym marchewkę ze startym burakiem dobrze czy źle?

          1. Ewa 16 sierpnia 2015 o 09:05

            Zapomniałam zapytać jeszcze ty ta zasada nie łączenie tłuszczu z owocami tyczy ssię tylko owoców?

            1. pepsieliot 16 sierpnia 2015 o 10:11

              nie, wybitnie cukrów prostych, do warzyw można dodać trochę tłuszczu

          2. pepsieliot 16 sierpnia 2015 o 10:13

            marchewka i burak to bardzo słodkie warzywa, ale starte mają niską gęstość kaloryczną, więc odrobinkę możesz polać, aby witaminy się lepiej wchłaniały, ale bardziej miałam na mysli (że można jej jeść z awokado, czy innym tłuszczem, jak olej kokosowy, czy oliwa z oliwek) zielone liściaste i krzyzowe, czy też strączki, albo kasze

      2. grzegorzadam 18 sierpnia 2015 o 22:14

        @Kafig

        ”Najgorsze, że dieta cukrzycowa przewiduje ograniczenie owoców, jak dla mnie drastyczne, generalnie opiera się na chlebie i mięsie (takie mam wrażenie), codziennie i kilka razy dziennie. ”

        Co to za dieta?
        Chleb na cukrzycę?!
        To brzmi jak żart, jeszcze szpitalny, najtańszy, najgorszej jakości.
        I jeszcze połączenie w jednym posiłku z ”mięsem”..

        ”Dwie kromki pełnoziarnistego chleba pszenicznego podnosi cukier bardziej niż biały cukier, bardziej niż wiele czekoladowych batonów. Aż dziw bierze, że mimo tego dietetycy wciąż zalecają zwiększone spożycie pełnoziarnistego pieczywa. Im więcej pszenicy jesz, tym wyżej i częściej rośnie u ciebie poziom cukru we krwi. To prowadzi do większych i częstszych wyrzutów insuliny do krwi, co z czasem wywołuje odporność na insulinę. A taki stan prowadzi wprost do cukrzycy.

        — Wheat Belly (Pszeniczny Brzuch) autor, William Davis.—

        Czy ci pożal się panie dietetycy tego nie wiedzą?

        Twoja historia jest zagadkowa, muszę przyznać..

        1. Kafig 23 sierpnia 2015 o 21:39

          To jest dieta przy cukrzycy ciążowej, takie były moje pierwsze skojarzenia jak zapoznałam się z poradnikami w tym temacie.

      3. grzegorzadam 19 sierpnia 2015 o 12:20

        @Kafig

        Zrób sobie (płatne) badanie poziomu Fluoru w moczu, i poziomu Jodu, posmaruj jodyna lub płynem Lugola przedramię, zrób plamę, jak zniknie w ciągu 4 godzi, masz niedobór…
        Wtedy Płyn Lugola może naprawdę pomóc..

        I ph moczu pomierz paskami, możesz mieć nawet koło 5.0, trzeba podwyższyć.
        Dotyczy to wszystkich schorzeń.
        PH do co najmniej 7.0,- 7.5 przy nowotworach nawet do 8.5,
        trzeba o tym pamiętać.
        Najpierw lub równoczesnie zawsze trzeba naładować ‚bufory alkaliczne’
        I pasożyty barrrdzo nie lubią takiego pH i …atomowego tlenu też 🙂
        Jeszcze raz polecam film prof. Ogułowa, to jest 30 min. elementarz zdrowia:
        https://youtu.be/2VZ2wMCpHd8

        Tu jest niezły art. dr Sircusa o cukrzycy – polecam:

        http://drsircus.com/medicine/diabetes/how-to-treat-and-prevent-diabetes-2

        pozdrawiam

    18. AśkaMaryśka 15 sierpnia 2015 o 21:53

      A może ktoś z miłych Czytelników, tudzież szanowna Autorka, zna jakiś niedrogi i sprawdzony przepis na płyn do mycia naczyń? Bardzo ładnie proszę ;))

      1. pepsieliot 16 sierpnia 2015 o 08:23

        osobiście kupuję gotowy bio, ale moźesz zrobić sobie gotując z wodą orzechy do prania, na przykład 10 orzechów na pół litra wody, po czym zalewasz sobie ten płyn do dozownika i masz organiczny do mycia naczyń, do zmywarki , do pojemnika na sztućce też można włożyć 5 orzechów i nimi myć naczynia. Orzechy piotące wychodzą bardzo tanio

        1. AśkaMaryśka 16 sierpnia 2015 o 17:31

          Dziękuję 😉

    19. Aga Gee 15 sierpnia 2015 o 22:55

      Tak czytam i widzę, że i tak mam luzik. Przynajmniej mąż po wstępnych oporach idzie ze mną łeb w łeb w tę dzicz zdrowego życia bo nie tylko odżywiania. Ale rodzina i znajomi… tylko wrogów sobie robię i patrzą na mnie jak na wariatkę jak mówię im, że moje dzieci dziękują za chipsy/żelki/ptasie mleczka/czekoladki a na śniadanie nie jadają słodkich gównianych chrupek z mlekiem od bidnej krasuli… No wariatka i tyle. Chciałam być doradcą żywieniowym ale chyba dupa bo tolerancji dla innych mi brak 😉

    20. Aga Gee 15 sierpnia 2015 o 23:36

      A tak w ogóle to fajnie tu, chyba zostanę na dłużej 😀

      1. Anvariel 16 sierpnia 2015 o 09:43

        Powiedziałam kiedyś głośno, że będę się starała nie dawać dziecku słodyczy, żeby nie nauczyło się tego „smaku” od maleńkości (tylko potem świadomie podjęło decyzję czy je czy nie). Usłyszałam: „No jak to, dziecku nie dasz? Wszyscy będą jedli a ono będzie patrzeć???” Też tak miałaś Aga? (tak swoją drogą nikt nie ma wątpliwości, że dziecko nie powinno spożywać alkoholu, kawy czy innych takich rzeczy, ale słodycze traktowane są już jako całkowicie bezpieczne… taaa jasne, bezpieczne i wcale nie uzależniające… uwielbiam te sceny w sklepie/knajpie/parku gdzie dziecko drze się jak opętane bo ono nie będzie jadło obiadu/owocu/marchewki, ale jak zobaczy słodkie to od razu banan na twarzy i „mama daj…)

    21. Amber 16 sierpnia 2015 o 15:24

      No i co Anvariel? dajesz czy nie te slodycze?

      1. Anvariel 16 sierpnia 2015 o 20:42

        Amber, na razie to jest czcze gadanie, zwane też ambitnym planem… znaczy świat jeszcze nie został uraczony małymi Anvarielkami 🙂

      2. Aga Gee 24 sierpnia 2015 o 14:43

        Anvariel – oczywiście, że tak miałam. Ostatnio odpowiadam: „nie dam, bo nie chcę truć własnych dzieci”. A moje dzieci coraz więcej rozumieją i coraz mniej oponują. Ciężko jest ale do przodu 😉

    22. Dorota 16 sierpnia 2015 o 22:22

      Dzięki za otwieranie oczu. Mam pytanie, czy krzemionki koloidalne są zdrowe?
      Z góry dzięki za odpowiedz.

    23. grzegorzadam 17 sierpnia 2015 o 14:13

      Skuteczne na dostarczenie Krzemu jest picie wywarów z roślin ”krzemowych”: skrzypu, pokrzywy, rdestu, i innnych.
      Swietnie sprawdza się dodanie do kąpieli garnuszka z takimi wywarami.
      I wrzucenie krzemieni do garnka lub dzbana – słowiańskie metody..

      I Diatomit, Bentonit, które oprócz Krzemu, ma mnóstwo innych ciekawych właściwości.. 🙂
      Musza mieć czystość spożywczą.

    24. grzegorzadam 17 sierpnia 2015 o 15:45

      Jeszcze przepis zakonnika o. Grande:

      ”Woda krzemionkowa

      to chce mieć w domu dobrą krzemionkową wodę, którą orzeźwi się o każdej porze roku, niech zrobi tak: pół kilograma suszonego skrzypu pokruszyć, wsypać do emaliowanego garnka, zalać przefiltrowaną wodą, zostawić na noc. Rano pogotować 20 minut, odstawić. Kiedy ustoi się, przecedzić przez niezbyt gęste sitko, wlać do kamiennego wyziębionego garnka. Garnek paruje i nie pozwoli, by woda się nagrzała i w ten sposób pozyskujemy krzemionkę – wysmienitą, twardą wodę wprost do picia, do herbaty, do mycia zębów, do gotowania zup…”

      ”Woda mrożona

      Kranówka zdatna do picia. Wlać wodę do garnka (w zależności od potrzeb) i trzymać odkryty przez całą noc, żeby uleciał chlor. Potem gotujemy przez 10 minut, studzimy i rozlewamy do plastikowych butelek po wodzie mineralnej. Układamy je w zamrażalniku na kilka godzin. Uważać należy by woda całkowicie nie zamarzła, bo otrzymamy efekt wybuchu granatu. Wyjmujemy, gdy częściowo przemieni się w lód. Po przemrożeniu, woda nabiera smaku i charakteru wody pierwotnej, szybciej gasi pragnienie, nie działa przeziębiająco, nawet jeśli jeszcze lód stoi w butelce. W czasie przemrożenia podlega procesowi zbliżonemu do oczyszczającej destylacji i świetnie nadaje się do bezpośredniego spożycia.”

    25. grzegorzadam 24 sierpnia 2015 o 08:30

      Przy cukrzycy bywa często, że nie działaja prawidłowo przytarczyce i tarczyca, może być zatrucie fluorem i bromem, wtedy trzeba je chelatować, a najskuteczniejszy jest płyn Lugola własnej produkcji, boraks, soda.
      Polecam Ci zakup tego e-booka:
      http://vibronika.eu/jod-niechciana-prawda

    26. Ewella 27 października 2015 o 01:17

      ja jestem ufoludem jak u rodziny męża nie chcę by mojemu teraz 2-latkowi a wczesniej niespelna roczniakowi podawać cudowne kinderki, danonki i kubusie czy nawet pseudo kubuśki z biedrony, świcące w ciemności jakieś galaretki w przezroczystnym opakowaniu, napoje zdrowe bo z marchewką jabkiem itp z soku zagęszczonego trcohę rgulatora kwasowosći. nie udaje mi ise karmić synka jakbym chciała ale jak mu podaję wodę do picia a inni piją soczki to wszyscy patrzą na nie jak na wyrodna matkę. karmiąc synka piersią jak miał 8 m-cy to teściu zabijał mnie wzrokkiem – „przeciez on jest taki duży!”
      na prawdę ciężko jest karmić dzieci zdrowo. w złobku syna pomimo że jest kuchnia i fajne zróżnicowne obiady i śniadania to podają dzieciom do icia herbatke owocową biovita i kaszki „pyszne śniadanko: tej samej firmy. na moje pyttania do intendentki że przeciez każdy wie że najmniej przetworzone produkty sa janlepsze a kaszkę kukurydziana to migiem ugotują na kuchni a herbatka ma na wstępie maltodekstryne to Pani mi mówi że to eksperci doradzaja (z Nutricii) i że cukier jest dzieciom potrzebny, a sztuczne kaszki i mlkeka mają zbilansowany skladd witaminowy. więc ja ją pytam czy dzieci cierpiały na mega niedpbroy jak nie było tych cudpwnych mieszanek albo te co są na piersi…..
      ehhh
      właśnie wróciłam z weekendu u rodziny i mały zaatakowany kinderkami jajakami niespodziankami gumami mamba i napojem Dizzy z biedrony. były inne propozycje. w obliczu kinderków domowego cista z jabłami już nie ruszył.
      już nawet mąż zaczyna na mnie patrzeć wilkiem że jestem dziwoląg.

      1. grzegorzadam 27 października 2015 o 08:37

        @Ewella

        Życzę wytrwałości… 😉
        ==dziwoląg.==
        To jedno z delikatniejszych określeń..

        ==cukier jest dzieciom potrzebny==
        … Cóż…

        1. Ewella 27 października 2015 o 17:06

          Dzięki.
          Moi rodzice juz uważaja co dawać małemu, choc nie raz przemycą niezdrowe producty ale nie wywyrwam ich dziecku z buzi. Teściowie troche się boją coś dawać. Akceptowalne sa chrupki kukurydziane, galaretki domowe z owocami, miodek, ogólnie owoce. no ale spotkania z wszelkiej maści ciociami…… to chemia na kółkach. no i wtedy to naprawde wychodze na dziwoląga.
          Ale cóż. Lata mi to:)

          1. grzegorzadam 27 października 2015 o 19:58

            @Ewella
            Nie będzie tragedii jak te smakołyki będą stanowić max 10-15%, choć współczesne nijak się mają do tych sprzed 20-40 lat.
            Syropy glukozowe, słodziki, barwniki..
            Oranżadka w proszku przy tym to delicje. 😉
            Lody > jedna wielka TRAGEDIA!

            pozdrawiam 🙂

    27. Aga Gee 27 października 2015 o 09:00

      Bardzo Ci współczuję, bo wiem jak to jest… Moi rodzice nadal patrząc na mnie wilkiem przyjeżdżają jednak z owocami zamiast kinderków, ale od czasu do czasu wciskają batonika musli bo przecież zdrowy, a jaki skład owego musli już nie patrzą. Z mężem miałam autentyczne wojny, więc trochę odpuściłam ze zmianą nawyków w domu na siłę. Sama jadłam co uważałam, dzieciom w miarę możliwości zmieniałam menu, a męża zostawiłam samemu sobie z decyzjami. Minęło trochę czasu i sam zaczął się interesować i czytać etykiety. Teraz to on jest ten zły co w towarzystwie się nie cacka tylko mówi innym jakie jedzą trucizny 🙂
      A dzieci też się w końcu przestawiają i odzwyczajają od kinderków lub przynajmniej przestaje ich tak do tego dziadostwa ciągnąć.
      Życzę cierpliwości i wytrwałości!!!

    28. grzegorzadam 27 października 2015 o 09:09

      ==Z mężem miałam autentyczne wojny, więc trochę odpuściłam ze zmianą nawyków w domu na siłę.==

      Ja z żoną, ale powoli powoli jest lepiej.. 😉
      Sama widzi, że pozbyła się ‚migren’… Zjadła przez ten czas dużo witC, jedyne co zaakceptowała,
      i po co sama sięga..

      1. malgo 28 października 2015 o 00:06

        Grzesiu Tez mam ‚migreny’ lub migreny .. polecasz w tym temacie po prostu vit C?
        dużo dobrego M.

    29. grzegorzadam 28 października 2015 o 06:56

      @malgo

      Zrób sobie najpierw kalibrację, zeby znac dzienne orientacyjne zapotrzebowanie na vitC.
      Spróbuj na czczo z woda utlenioną na soloną wodę.
      Migreny moga i często są wynikiem niedotlenienia i odwodnienia.
      Poczytaj tez o hydratacji Siemionowej.
      Zakwaszenie organizmu też może mieć wpływ, także staraj się pilnować dobrego pH koło 7.0..

      pozdrawiam 🙂

      1. malgo 28 października 2015 o 11:17

        dzieki trzeba sie w koncu zmierzyc z tematem. Dbanie o siebie to jednak ciągła orka. A nie wiadomo już z którego końca zacząć 😉

    30. grzegorzadam 28 października 2015 o 12:07

      @malgo
      Nie jest tak źle…
      Kalibrację vitC robisz raz na jakiś czas, przy okazji oczyszczając jelita, należy pamiętać, żeby ‚po’
      dostarczyć kiszonek lub dobrych kwaśnych mlecznych (probiotyki, ale i tak trzeba o to dbać 😉 )
      Z resztą wielu słusznie uważa to za nutrient, a nie witaminę..
      Po doprowadzeniu do właściwego pH, potem wystarcza już dieta 75/25..
      Wodę utlenioną też po oczyszczeniu, polecam kilka miesięcy z przerwami, już później doraźnie..
      Hydratację warto po prostu wykonać, najprostsza metoda na sprawdzenie nawodnienia, tylko
      siusiu trzeba kilka dni zlewać i mierzyć.. Trochę kłopotliwe, ale znośne..
      Nie jest rozsądne od razu wlewać w siebie po 2 litry solonej wody!
      Są soki, które potrafią bardzo ładnie oczyszczać i podwyższają ph..
      Test jodynowy zrobić, 30 mg boraksu przyjmować..
      Bóle głowy mogą być odpasożytnicze i grzybowe.. I te środki świetnie z nimi dają sobie radę!
      Piołun od czasu do czasu wprowadzić, herbatki polskie najlepsze na świecie ziołowe.
      Na stres zrobić nalewkę z dziurawca..

      Robisz to dla siebie za pół darmo w domu 🙂
      pozdrawiam

      1. Tysia 11 sierpnia 2016 o 12:42

        Też się wzięłam za siebie, już jakiś czas temu. Trzeba wytrwałości i dużo samozaparcia – wiadomo wszyscy dookoła się dziwią.
        Ziołowe herbatki uwielbiam, piję codziennie wieczorem, tylko dziurawca się boję ze względu na przebarwienia.
        pozdrawiam 🙂

    31. grzegorzadam 28 października 2015 o 20:26

      @malgo

      ==Ponad 4000 pacjentów objętych tym badaniem spożywa dziennie od 12,5 do 50 mg jodu, a diabetycy do 100mg dziennie.
      Badacze zauważyli, że jod rzeczywiście usuwa torbiele w tkance włóknistej gruczołu piersiowego, że pacjenci cierpiący na cukrzycę potrzebują mniej insuliny, że pacjenci z niedoczynnością tarczycy wymagają mniej intensywnego leczenia, że zanikają objawy włókniakomięśniaka i że znikaja migrenowe bóle głowy u cierpiących na nie osób.==

      Jod..

    Dodaj komentarz