logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
150 online
50 043 749

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
Soja produkt not to eat?

soja
Soja jest usiana antinutriensami jak lasek grzybkami po deszczu. Dlatego pomimo pełnej puli aminokwasów nie jest to produkt do jedzenia. Z małymi wyjątkami, ale o tym za chwilę.

PEWNA pani ęą do jednego worka włożyła Atkinsa, Dukana i witarianizm. Do tego stopnia ma zjechany mózg. Pomimo bardzo wysokiego IQ. Szóstka z matmy w klasie matfiz w krakowskiej jedynce.

Po czym podała córeczce trzyletniej pieczoną w kominku kiełbasę.

Ale z drugiej strony, nawet w dobrej i jak najbardziej słusznej sprawie ludzie są manipulowani. Robią to często miłośnicy zwierząt, którzy kochają zwierzęta bardziej niż ludzi. Niejednokrotnie byłabym skłonna zgodzić się z taką postawą, jednak wrodzone poczucie sprawiedliwości nie pozwala mi na to.

garyTak mowa nawet o Garym Yourofski’m, świetny gość i poświęcił się dla ratowania zwierząt. Uświadamia ludziom, w jak bestialski sposób są traktowane zwierzęta przeznaczone na rzeź.

Zresztą kilka lat temu G. przestał jeść mięso i nabiał właśnie pod wpływem filmu Gary’ego. Jednak Gary manipuluje ludźmi przedstawiając im alternatywę.

Tak na prawdę fatalną rzecz. Radzi, pokazuje marki, przedstawia producentów sojowych zamienników mięsa.

Tymczasem soja jest produktem not to eat! Nie do jedzenia debile!

Wyjątkiem są oczywiście produkty sojowe głęboko fermentowane, takie jak: sos tamari, natto, miso i tempeh.

Gdyż jako jedyne, dzięki procesowi fermentacji pozbawione są fatalnych rzeczy w kształcie antinutriensów, kwasu fitynowego, inhibitorów enzymów i mają wyłączoną hemaglutyninę. Fermentacja dodatkowo rozkłada wiele szkodliwych białek i związków roślinnych do bardziej akceptowalnych form dla organizmu.

Produkty takie zawierają kompletne białko, łatwe do strawienia, a także witaminy z grupy B, enzymy, probiotyki, witaminę K2 i najważniejsze pierwiastki śladowe.

W rzeczywistości soja niefermentowana nie nadaje się do jedzenia! 

Do tego Yourofski poleca zamienniki mięsne, w postaci soi wysoko przetworzonej zawierającej w dużych ilościach takie dodatki jak glutaminian, mangan, fluorek i aluminium, razem z innymi toksycznymi chemikaliami samego przetwarzania. Jeżeli dodamy do tego, że ponad 90% soi uprawianej w Stanach Zjednoczonych jest genetycznie zmodyfikowana, to mamy obraz straszny.

Zabijanie zwierząt rzeźnych jest straszne i bezwzględnie trzeba tego procederu jak najszybciej zakazać, ale skutki jedzenia soi też nie są dla innych zwierząt, do którego zaliczam człowieka dobre.

Yourofski dla dobra sprawy wybrał manipulację.

Skoro tumanów przyciąga do mięsa smak przypraw to identycznie przyprawiony zamiennik mięsa w postaci soi, też będzie im smakował. I ja go rozumiem, jednak tak na prawdę soi nie należy jeść. A do tego sprzedawać produkty sojowe jako zdrową żywność jest już manipulacją skołowanych obywateli do potęgi entej.

Oto co jest fatalnego w soi usianej antinutriensami jak lasek grzybkami po deszczu, pomimo pełnej puli aminokwasów:

Kwas fitynowy

Zmniejsza przyswajanie mikroelementów i faktycznie znajduje się we wszystkich roślinach strączkowych, orzechach i nasionach (dlatego właśnie moczymy orzechy kilka godzin, a niekiedy jak włoskie, dobę, i zlewamy wielokrotnie wodę i wymieniamy ją na świeżą). Jednak soja zawiera kwasu fitynowego szczególnie dużo, który wiąże się z cynkiem, magnezem, wapniem, miedzią i żelazem w przewodzie pokarmowym. Co prowadzi do niedoborów składników odżywczych i rozwoju przewlekłej choroby.

Inhibitory trypsyny

Blokują wchłanianie białka i produkcji enzymów niezbędnych do wykorzystania ich w organizmie. Brak enzymów trawiennych powoduje więcej naprężeń, które prowadzą do przepuszczalność jelit. Przepuszczalność jelitowa powoduje powstawanie przeciwciał dla normalnych produktów spożywczych i prowadzi do przewlekłego stanu zapalnego i progresji choroby autoimmunologicznej.

Goitrogens

Zakłócają metabolizm jodu. Blokują powstawanie hormonów tarczycy, co może prowadzić do niedoczynności tarczycy. Soja jest związana z zaburzeniami autoimmunologicznymi tarczycy.

Phytoestrogens oraz izoflawony

Są to związki roślinne, które przypominają ludzkie estrogeny i powoduje przerwanie normalnego wytwarzania hormonów w organizmie. Duże ilości fito estrogenów są związane z niepłodnością i niektórymi nowotworami zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet.

Hemaglutynina

To jest typ złożonego białka z rodziny lektyn, które wpływa na inne białka i powoduje ich sklejanie. Hemaglutynina ma szczególne powinowactwo do czerwonych ciałek krwi i powoduje ich zlepianie. Co hamuje przepływ krwi i ekstrakcji tlenu do komórek. Czyli soja zagęszcza krew. (właśnie to miałam na myśli Basiu)

sojki
Powyższe związki występują w dużych ilościach w obrębie przetworzonych produktów sojowych, takich jak mleko sojowe, białko sojowe, mleko modyfikowane dla niemowląt na bazie soi, hamburgerów sojowych, paróweczek, steków, serów, sosów sojowych i oleju sojowego.

Istnieje też wiele dodatkowych problemów, ponad te pięć wymienionych powyżej w przetworzonej soi, które odnoszą się do wszystkich przetworzonych produktów spożywczych. Przetworzona soja jest także najprawdopodobniej zmodyfikowana genetycznie i dodatkowo pełna z toksycznych zanieczyszczeń.

Wielu entuzjastów zdrowia zaleca bardziej naturalne formy nisko przetworzonej soi, takie jak tofu i edamame.

Są to na pewno lepsze rozwiązania niż wysoko przetworzona soja, ale niestety oba produkty zawierają wszystkie szkodliwe związki wymienione powyżej. I tylko głęboko fermentowana soja jest jak najbardziej tolerowana przez nasze organizmy i ma korzyści zdrowotne, o czym już wspomniałam.

Dlatego, mój apel, mam nadzieję całkowicie pozbawiony manipulacji, przynajmniej świadomej jest taki:

Unikaj wszystkich produktów sojowych z wyjątkiem głęboko fermentowanych odmian wymienionych powyżej!

Źródła  tutaj i w wielu innych miejscach.


reklamablogBlog pepsieliot.com nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.

Dobre suplementy znajdziesz w naszym Wellness Sklep


Disclaimer:
Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, i niekoniecznie wyraża zdanie założycielki bloga, tym bardziej nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.


 

(Visited 4 836 times, 1 visits today)

Powiązane artykuły

  1. Jurny 13 grudnia 2013 o 12:36

    heh, troszke cię poniosło,następny artykuł– ziemniaki no to eat po czym opiszesz szkodliwy wpływ czipsów:)

    1. pepsieliot 13 grudnia 2013 o 17:20

      Jurny, z zieloną skorką ziemniak na pewno nie jest za dobry do jedzenia, pozdro 🙂

  2. sernik z pieprzem 13 grudnia 2013 o 12:36

    Przestalam jesc nabial po roczku bez miesa , powiedzmy ( papa kazomorfino) i zaczelam soje zapodawac sobie do kawy i te wszystkie sojowe cuda dietetyczne. Efekt byl taki ,ze dawno nie czulam sie tak zle. Powrocil nabial (witaj z powodem kazomorfino) i papa soja. Czuje sie jak ‚normalny’ czlowiek. Ograniczam te ilosci nabialu bo wiem, ze zly, niezdrowy i nieeetyczny (po Singerze i Safran Foerze naprawde nie bylo mi latwo zaczac to jesc z powrotem, serio) ale chcialabym to rzucic (biale zlo) na dobre, sek w tym, ze najwyrazniej za jednym razem sie nie da, przynajmniej nie w moim wypadku. Jezeli mozna zapytac, Pepsi, jak wiele czasu zajelo Ci wywalenie nabialu 4ever z jadlospisu? pozdrawiam

    1. Basia 13 grudnia 2013 o 12:48

      Bardzo Ci dziękuję za ten wpis – ucieszyłam się, że chodzi o soję taką zwykłą albo zamiennik fastfoodowy mięsa-tekturowe kotlety – tempeh i tofu uwielbiam, natto i miso też czasem jemy, na mleko sojowe będziemy uważać.

      1. pepsieliot 13 grudnia 2013 o 17:17

        Basia, no ale tofu jusz ma te wszystkie badziewie i zagęszcza krew, nie ma tylko tej do przetwarzania chemii

        1. Basia 13 grudnia 2013 o 17:58

          no własnie to tofu mnie zmartwiło, dla mojego chłopaka odpada na pewno,

    2. Basia 13 grudnia 2013 o 12:56

      Serniczek, z jakimi konkretnie produktami nabiałowymi masz problem? Może na początek poszukaj zamienników zdrowszych. Może jakieś domowe mleko z migdałów czy płatków owsianych do kawy, albo gotowe ryżowe z Alpro, choć według mnie paskudne, ale wiem że niektórzy je lubią. Płatki drożdżowe mają serowy posmak i też mogą być ważnym składnikiem różnych potraw jeżeli z serem masz problem. CZarna sól o jajecznym zapachu też może Ci zamienić sałatkę jarzynową w taką tradycyjną. Z tofu też wiele da się zrobić – na przykłąd tofurnik:)

      1. sernik z pieprzem 15 grudnia 2013 o 17:42

        Mi nie brakuje smaku nabialu wrecz przeciwnie 😉 Sprawdzilam chyba wszystkie dostepne na rynku mleka roslinne z konopnym wlacznie. Na orzechy prawdopodobnie mam alergie, ryzowe jest ciezkie etc. Po prostu czulam sie wybitnie zle (podczas bez mala dwoch weganskich miesiecy) i doszlam do wniosku, ze albo zrobilam to zbyt szybko (tj zrezygnowalam z produktow mlecznych), albo szkodzi mi brak czegos innego….a moze to kwestia tego, ze latwo mi sie uzaleznic od pewnych produktow i moj organizm po latach wypijania kilku szklanek mleka dziennie i zarcia jogurtow po prostu sie zbuntowal i nie zaakceptowal tej ‚rozlaki’. Nie wiem o co cho ale bardzo chcialabym jesc w stu procentach wegansko ze wzgledow etycznych no i smakowych tez w sumie 🙂 Tylko nie chce doprowadzic sie do kompletnej ruiny po drodze 🙂

    3. Issie 22 maja 2014 o 19:56

      hey a moze jakies linki do publikacji naukowych? bylo by milo 🙂

      1. pepsieliot 22 maja 2014 o 20:50

        Issie to jest diariusz z moimi opiniami i piszę je na podstawie tego co przeczytam i co do mnie przemawia. Nie jest to natomiast czasopismo popularno naukowe. Dla mnie póki co sprawa soi jest już zamknięta 🙂 Jak mi wpadnie jakiś ciekawy artykuł w ręce, na pewno o nim napiszę.Pozdro

        1. Issie 23 maja 2014 o 11:32

          a co do hormonow. to wiecej jest ich w mleku krowim i sa bardziej szkodliwe niz te w soi, bo pochodza od innych ssakow. pozdrawiam.

          1. pepsieliot 23 maja 2014 o 12:59

            Issie moje info czerpię z najlepszych światowych stron i codziennie weryfikuję. Od dawna miałam zastrzeżenia do soi nie fermentowanej i nie wprowadzam nikogo w błąd świadomie. Ja mam takie informacje.

          2. Gość 26 maja 2014 o 08:18

            pepsieliot pisze: „moje info czerpię z najlepszych światowych stron …”

            niestety takie „światowe” strony są najczęściej sponsorowane przez przemysł mleczarso-mięsny, w dodatku z państwowych pieniedzy: https://www.facebook.com/SDZ.ORG/posts/634135903323413

          3. pepsieliot 26 maja 2014 o 09:04

            Gościu ja nie jestem debilem, póki co i wiem gdzie sięgam po info, to są NNIEZALEŻNE źródła

          4. pepsieliot 23 maja 2014 o 13:03

            Issie ja nie polecam mleka krowiego, ale też nie polecam soi.

  3. Wioleta GHAFOOR 13 grudnia 2013 o 12:59

    Pepsi, takich wpisow nigdy za wiele.Soja wcisnela sie na chama, do naszego europejskiego zycia i panoszy sie wszedzie jako „zdrowa alternatywa”.Mialam przyjemnosc, przez kilka lat pracowac z Chinkami, ktore byly bardzo zdziwione, ze w Europie jada sie takie wynalazki jak jogurt sojowy,”mleko” i wiele innych.Zapewnialy mnie, ze u nich, owszem, jada sie soje,ale zawsze sfermentowana i to podwojnie (cokolwiek mialoby to znaczyc).
    Niosac kaganek oswiaty o szkodliwosci tego paskudztwa, postrzegana jestem jak jakis swir, co niby odzywia sie zdrowo, a nie zna sie na soi!Rece opadaja….

    1. Basia 13 grudnia 2013 o 13:05

      szkoda że tofu nie jest na liście zdrowych produktów z soi, choc wydaje mi się, że je się to w Chinach??

  4. Ag. 13 grudnia 2013 o 14:44

    Mam uczulenie na soję, od święta zjem tofu na mieście, bo trochę lepiej toleruję. Sos sojowy też da radę, ale muszę poszukać takiego glutenfree. W ogóle wiecie, alergie bardzo pomagają w zmianie nawyków żywieniowych. Nie jem nabiału, jajek, glutenu, owsa, soję sporadycznie i jeszcze żyję i mam się całkiem w porządeczku 😀 Bananek królem!

    1. Not Milk 13 grudnia 2013 o 22:07

      Sos sojowy tamari jest wolny od glutenu, jednak trzeba patrzeć, by miał Aspergillus oryzae oraz był z soi non-GMO. Sam mam dobre doświadczenia z jego używania-nadaje intensywny smak i doskonale zmiękcza marynowane potrawy, np. grzyby. Owies raczej nie ma wiele glutenu, jednak podobno czesto ulega zanieczyszczeniom innymi zbożami, stąd go unikam. Jednak na święta użyję płatków owsianych Proveny, które są przygotowywane z odmiany pozbawionej tych białek. Sprawqdzę, czy zapewnienia sa słuszne, ale myślę, że nie mam się czego obawiać. Pozdrawiam!!! 🙂

      1. Ag. 14 grudnia 2013 o 01:31

        Dzięki, obczaję sos! Z owsem chyba mam problem niezależnie od glutenu, łapie mnie szybko objaw pokarmowego zatrucia 😀

  5. Sylwia 13 grudnia 2013 o 14:44

    czy Waszym zdaniem celowe jest fermentowanie mleka sojowego?

  6. Lucjan 13 grudnia 2013 o 15:38

    A jak wyglądają kiełki sojowe? Czy też not to eat?
    W piątek 13 -tego, 2013, w grudniu w rocznicę szczytowej manipulacji tekst o soi jest dobry, swoją drogą, jak to bywa, że ci z niższym IQ potrafią rządzić grupami. Trzeba „coś” mieć, by pociągnąć za sobą innych…Co Ty masz w sobie, że mimo inteligencji pociągasz za sobą coraz więcej „wyznawców”?

  7. QQ 13 grudnia 2013 o 16:17

    „QQ raz, tak jak napisał Summer, nie wiesz jak to jest być witarianinem na 811. Spróbuj. ”

    Celowo zadawać sobie taką ranę? W życiu.

    „Pięć, G. na 811 czasami robi trening calisteniki też na czczo. I jest git.”

    Są tacy co robią też kulturystyczny.
    Jednak przy ciężarach rzędu min 75% ciężaru maksymalnego i ćwiczeniach wielostawowych (mc,przysiad,zarzut,podrzut,rwanie,wiosło) nie widzę tego po prostu.

  8. Jaspis 13 grudnia 2013 o 16:57

    Taka ciekawostka, z którą się z Wami dzielę:
    Obojętne z kim rozmawiasz o zdrowym odżywianiu, obojętne na jakiej ktoś jest diecie, zawsze pada kultowe słowo ‚zakwaszenie”.
    I właśnie tym określeniem zainteresował się mainstreamowy przemysł farmaceutyczny i wprowadza na rynek suplement pod nazwą Eliminacid, polecany osobom z zakwaszonym organizmem.
    Ja to odbieram tak, że jest to przyznanie racji poglądom które głosi m.in. Pepsi na tym blogu, tylko jakby kompletne ich wypaczenie.

  9. Piotrek V Jaworski 13 grudnia 2013 o 17:02

    jeszcze tylko groszy post można by napisać o bobie. Przyjmując te same kryteria szkodliwości okazuje się jadowity niczym grzechotnik mokasynowy, ciecierzyca też kosi wegan niby łan, soczewica na szczęście tylko okalecza
    Ale ja się w sumie cieszę
    bo biorąc pod uwagę że tamari i miso to przyprawy w których ilość chlorku sodu bije na głowę każdy ‚gorący kubek’, a natto przypomina smakiem kiszone sardynki, z którymi coś poszło nie tak… do jedzenia pozostaje tylko TEMPEH do którego gorąco namawiam 🙂

    1. pepsieliot 13 grudnia 2013 o 17:25

      Piotrek bób owszem, nie najlepsza rzecz, ale miej na uwadze źe do 1920 roku nie uważano soi za jedzenie, przynajmnie w Usa, jest coś na rzeczy

  10. Marcin Mosiejko 14 grudnia 2013 o 09:16

    Konkret! Czasem jak się nie przeklnie to zdaje się, że nic nie dociera do ludzi 😉 `co do przekazu to zgadzam się w 100 procentach!

  11. Janek 14 grudnia 2013 o 17:20

    A co z izolatami białka sojowego w formie proszku/odżywki?

    1. pepsieliot 14 grudnia 2013 o 19:59

      To samo, co ze zwykła soją, to nie są produkty głęboko fermentowane. Trzeba przerzucić się na białko z końopi na przykład

      1. QQ 15 grudnia 2013 o 09:32

        W 100g białka max 50%.
        Profil aminokwasowy żałosny. Cena kosmiczna.
        To już lepiej żeby masowo wcinał kosmiczne wodorosty.

        Jeśli kolega nie jest zmuszony się tak katować to świat się nie zawali jak za podobną cenę kupi pełnowartościową odżywkę dobrej firmy albo po prostu dowali do michy więcej jadła.

        1. Janek 15 grudnia 2013 o 10:43

          Max 50% czego? Każdy izolat białka sojowego ma ok 80-90% białka w 100g. Te pełnowartościowe odżywki to jakie wg Ciebie? Serwatka? 🙂

          1. QQ 15 grudnia 2013 o 12:21

            Pisałem o konopnym.

        2. Janek 17 grudnia 2013 o 20:19

          Jeszcze wrócę na chwilę to tego żałosnego profilu aminokwasów 🙂 Zerknij na grafikę „Amino Acid Score” dla
          Tofu (119) http://nutritiondata.self.com/facts/legumes-and-legume-products/4411/2
          Jajko (136) http://nutritiondata.self.com/facts/dairy-and-egg-products/111/2
          Serwatka (105) http://nutritiondata.self.com/facts/dairy-and-egg-products/102/2
          Ryż brązowy (75) http://nutritiondata.self.com/facts/cereal-grains-and-pasta/5706/2
          Niestety konopii nie mają w bazie więc nie mogę porównać :/ Jest tylko jakiś isolat, który też ma gorszy wynik niż izolat soi http://nutritiondata.self.com/facts/custom/546541/0

          Na tej stronie również nie chwalą profilu aminokwasów z białka konopnego http://www.enerex.ca/en/articles/soy-protein-v-hemp-protein

          Możesz podesłać jakieś linki popierające Twoją krytykę profilu aminokwasów z izolatu sojowego? 🙂 Z góry dzięki.

        1. QQ 15 grudnia 2013 o 12:25

          Sprawa jest jeszcze gorąca z testosteronem. Cholera wie. Nie jem sojowego,więc nie chce mi się szukać potwierdzenia.
          Poza tym brakuje wiele czynników/danych na temat danych grup osobowych w tym badaniu. Początkowy BF,dieta oprócz batonów – które to razem z procham są nie zapomnijmy tylko dodatkami,a nie „bo bez tego się nie rośnie”.

  12. Diana 15 grudnia 2013 o 01:02

    Ciekawy artykul. Zastanawial mnie fakt, ze wszystkie zamienniki sa z soi- po pierwsze. Po drugie- Niekorzystnie to wplywa na zroznicowanie w diecie. Po trzecie- ziemniaki tez warto omijac(odpowiedz do jednego z komentarzy). P.S. Nie rozumiem, osob jedzacych miesopodobne produkty(wlasnie z soji i dodatkiem „smakowitych” ulepszaczy. Ja sama rok temu nie potrafilam obejsc sie bez miesa. Dzisiaj jestem wegetarianko-weganka. Wspaniale przezycie, dzieki ktoremu poszezylam wiedze warzywkowo owocowa i poznalam cudowne kuchnie swiata. Gdy zmniejsza Ci sie pole manewru, rozszerza sie pole widzenia. Dziele sie moim szczesciem z innymi!!!!

  13. Pepsi 15 grudnia 2013 o 08:32

    Diana hej, waśnie tak to powinno wyglądać, ak opisujesz, pozdro

  14. Łysica 15 grudnia 2013 o 15:06

    Mistrz Gary to ciekawy przypadek, przykład z wiewiórką mnie rozwalił.
    Mięsożercom każe łapac wiewiórki i zjadać w całości, a on sam idzie sobie do sklepu i kupuje tą swoją super-żywność, jak z niego taki chojrak to niech sobie poszuka wokół siebie czegoś roślinnego, nie z uprawianego pola i niech sie naje do syta.
    Jedyne z czym się z nim mogę zgodzić to zwierzęta w cyrku, tresowane tylko po to żeby ludziki mogły sobie popatrzeć co może zrobić takie lub inne zwierzę za kawałek smakołyka.

    1. pepsieliot 15 grudnia 2013 o 16:51

      nie o to mu chodziło z wiewiórką, a raczej o to, że człowiek nie ma żadnych tak na prawdę naturalnych krwiożerczych instynktów

      1. QQ 15 grudnia 2013 o 17:43

        A znasz jakichś poza bywalcami bloga?
        Czytasz wiadomości ze świata i kraju? Uprzedzam. Nie są pozytywne.
        Historia ludzi usłana jest trupami i nikt kto trzyma rękę na pulsie,a nie w tyłku temu zaprzeczyć nie zdoła.

      2. Łysica 15 grudnia 2013 o 18:32

        Jak nie ma człowiek takich instynktów to spoko(wg.Ciebie), to dlaczego mięsożerca ma zjeść wiewórę w całośći a roślinożerca tylko co mu pasuje, i/lub jest zjadliwe?
        Jesz banany ze skórką?nie wspominając że powinno się zjeść całe drzewo na którym rośnie!
        I tak ze wszystkimi roślinami, a reszta do śmieci.

        1. QQ 15 grudnia 2013 o 21:04

          Gary to delikatny świr. Ja natomiast biłem do krwiożerczych instynktów, które wychodzą przy odpowiednich sytuacjach.
          A ten pomysł z wiewiórką hmm nawet koty nie wpieprzają całej myszy.

          1. Łysica 15 grudnia 2013 o 21:25

            Resorry, to ja pokręciłem, miała to być odpowiedź do wpisu Pepsi a nie Twojego QQ.

        2. pepsieliot 15 grudnia 2013 o 22:18

          Łysica, goryl sobie obiera banana, chodzi o to czy patrzysz na zwierze i myślisz żeby go zjeść?

          1. Łysica 16 grudnia 2013 o 22:11

            Goryl obiera banana i go zjada, nie robi szejków i innych cudów, tylko po to żeby na siłę wcisnąć w siebie większą ilość bananów niż normalnie mógłby zjeść.
            Na zwierzęta patrze normalnie, ale jak przyjdzie taki dzień(oby nie) że popatrzę na moje sznurówki jak na wielki smakołyk, to nie zawaham się zaciukać jakiegokolwiek zwierzaka, tylko po to żeby go zjeść

    2. Justyna 19 grudnia 2013 o 16:14

      Nie zrozumiałeś sensu wypowiedzi Garego.
      Wytłumaczę: min. chodzi o to, że człowiek nie ma umiejętności polowania na zwierzęta. Pójdź, proszę, do lasu i upoluj własnoręcznie jakieś zwierzę. Bez pomocy typu łuk, strzelba, gałąź (chociaż wątpię czy i te pomoce dałyby cokolwiek dla większości).
      Mogę Cię za to zapewnić, że gdy ja pójdę do lasu – najem się bez problemu, bo znaleźć i zerwać pożywienie, nie jest dla mnie problemem.
      Gdy podajesz przykład z kupowaniem w sklepie, dajesz wyraz niezrozumienia jego słów lub/i swojej ignorancji.
      Pozdrowienia.:)

      1. eremika 19 stycznia 2014 o 00:30

        ręczę że człowiek ma możliwość upolowania gołymi rękoma dzikiego zwierza, ukatrupienia go a następnie zjedzenia po uprzedniej obróbce termicznej nad wydajnym źródłem ciepła ( może być ogień) – współczesnym mieszkańcom miast często brakuje jedynie wyobraźni jak to zrobić – jedzenie zdobywa się nie tylko w dyskontach 😉

  15. Pepsi 16 grudnia 2013 o 23:00

    Szejki się robi tylko po to, aby zaoszczędzić czas i nie jeść godzinami jak goryl właśńie, w innym przypadku należałoby jeść tyle godzin ile się jest w pracy, szczególnie taki wielki pęk jarmużu

    1. Mocno zdziwiony 9 stycznia 2016 o 04:07

      Jarmuż zawiera glikozydy, które wykazują działanie wolotwórcze 🙂 Mnie osobiście trochę dziwi ta nagonka na soję.

      1. pepsieliot 9 stycznia 2016 o 09:29

        Dziwi Cię bo za mało wiesz, to nie jest nagonka, to otwieranie oczu, bo większość ludzi, a już wegetarian i wegan z pewnością myśli tak jak Ty. A jarmuż należy do krzyżowych, a wszystkie krzyżowe zawierają glikozydy siarkocyjanowe, i rzeczywiście w postaci surowej może powodować wole, raczej dotyczy to surowej kapusty czerwonej, bo ma ich najwięcej.Nic, oprócz mleka karmiącej matki/samicy nie powstało po to, żeby stać się pożywieniem dla kogokolwiek,w tym zwierzęcia, dlatego w każdej roślinie/pokarmie znajdują się antynutrientsy, które mogą zaszkodzić. Fermentowanie soi powoduje, że staje się ona doskonałym pokarmem. Jeżeli chodzi o Japonię, to oni są przyzwyczajeni do jedzenia soi od dziecka, (soi niefermentowanej jedzą bardzo mało), a ich zupa miso jest doskonałym pokarmem pro zdrowotnym, ale zupę robi się ze sfermentowanej soi zwanej miso. Jedzą tez natto, które dla nas jest raczej niesmaczne. etc etc

    2. Mocno zdziwiony 9 stycznia 2016 o 04:11

      A szpinak szczawiany!!!!!!!
      Jestem zdziwiony bo moim zdaniem soja to najlepsze jedzenie ze strączkowych a pojazd po niej jest nieziemski

      1. pepsieliot 9 stycznia 2016 o 09:20

        Niestety nie, chyba, że fermentowana

    3. Mocno zdziwiony 9 stycznia 2016 o 05:15

      Groch również jest not to eat? Czy tylko soi przypadły te zaszczyty?

      1. pepsieliot 9 stycznia 2016 o 09:20

        groch taka jak wiele pokarmów zawiera antynutriensy, są gorsze i lepsze strączkowate, na przykład soczewica jest dobrą opcją, orzeszki ziemne mają zalety, ale poważną minę w postaci wielkiej dysproporcji omegi 6 i jeszcze parę innych, a groch jasiek jak już raczej powinien być jedzony w małych ilościach. Generalnie witarianie nie jedzą strączkowych, bo absolutnie nie można ich jeść na surowo, ale przecież witarian jest bardzo mało na świecie

        1. Mocno zdziwiony 14 stycznia 2016 o 13:20

          Jestem mocno zdziwiony bo to wygląda zwyczajnie na nagonkę. Dlaczego o szkodliwości grochu nie ma setek tysięcy artykułów i nie pisze się na ten temat książek. Przecież ma podobną zawartość tego wszystkiego. Mi to po prostu śmierdzi. Zwyczajnie śmierdzą mi również artykuły, które można by śmiało nazwać „Zastraszanie Bajkami”, jak ten poniżej:
          http://facet.interia.pl/aktywnosc/zdrowie/news-soja-moze-zaszkodzic-twojej-meskosci,nId,449086,nPack,1
          Cóż za urocza i chwytająca za serce opowieść o panu Price! Przecież to jest propaganda aż w oczy kole! Jakby nie artykuły tego typu to może i bym uwierzył w tą nagonkę ale one paradoksalnie przechyliły mnie na drugą stronę.
          Nie jestem jakimś zwolennikiem soi. Poeksperymentowałem i postanowiłem zmienić dietę, gdyż odkryłem jaka mi służy. Na razie, byłem tydzień na diecie, wróciłem do starej i delikatnie zmieniłem menu, a od połowy lutego przechodzę całkowicie na dietę dr Roberta Younga. Z tego względu czytam teraz dużo na ten temat i jestem czasami mocno zdziwiony 🙂 Dodam tylko, że pan Young zaleca jedzenie tofu i długo moczonych ziaren. Z tego co się orientuję jest to jedyny naukowiec na świecie, który przez ostatnie 30-40 lat badał wpływ pożywienia na krew człowieka. A to z krwi przecież, z niczego innego, tworzone są komórki, czyli kości, mięśnie, oczy… wszystko 🙂

          1. pepsieliot 14 stycznia 2016 o 14:04

            Najwięcej fitoestrogenów jest w soi, więcej niż w innych strączkowych, a ja również nie zachęcam dorosłych kobiet i mężczyzn do jedzenia strączkowych również, jakbyś nie wiedział, to dieta przewodnia na tym blogu, to witarianizm.

          2. Mocno zdziwiony 14 stycznia 2016 o 16:35

            Fitoestrogeny mogą być szkodliwe przy dużych ilościach i przy pewnych specyficznych okolicznościach a i to nie jest do końca udowodnione. Mają za to szereg korzystnych właściwości. Więc nie taki diabeł straszny, aby soja nie nadawała się dla nikogo do jedzenia.
            http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3074428/

            Wydaje mi się, że większość artykułów na temat soi jest sponsorowane przez obie strony biznesu z USA, tego mlecznego, tego mięsnego no i tego sojowego. Fajnie, że zwróciłaś uwagę na wspieranie swoich produktów przez firmy od soi. Szkoda tylko, że nie zauważyłaś zastraszania ludzi oraz wmawiania ludziom na wielką, globalną skalę, że roślina strączkowa to nie jest jedzenie i nigdy nie było traktowane jak jedzenie, tylko te złe firmy z drugiej strony to wymyśliły. Te firmy(mleczne, mięsne) mają nieporównywalnie więcej wpływów i siana aby skutecznie manipulować. Mają też dużo do stracenia. No i wiedzą też, że sami sprzedają nienajzdrowsze jedzenie na świecie.

  16. Łysica 17 grudnia 2013 o 08:51

    Również po to żeby je zagęscić, oszukać organizm i samego siebie żeby naraz wcisnąć w siebie taką dużą ilość pożywienia, gdzie normalnie nie dalibyśmy rady.
    Jak byłem na 8/1/1 to zrobiłem próbę, 6 średnich bananów(z Wysp Kanaryjskich są mniejsze od normalnych) do tego szklanka truskawek, szklanka malin i troche wody.Zblendowałem to i gulnąłem, za kilka godzin chciałem to powtórzyć ale jedząc, dobiłem do piątego banana i byłem pełny, a gdzie truskawki i maliny?
    Pozatym jedząc węglowodany mieszamy je ze śliną gdzie mamy enzym ptialina który już zaczyna trawić węgle, także nie wydaje mi się że szejki pite codziennie są takie zdrowe.
    Jak również ciągłe powtarzanie że żadne zwierzę nie gotuje jedzenia to my nie musimy, ale również żadne zwierze nie posiada blendera czy miksera???

    1. bojza 17 grudnia 2013 o 11:35

      Blendowanie, miksowanie, szatkowanie.wyciskanie , ogólnie rozdrabnianie warzyw i owoców powoduje rozbijanie błon komórkowych a co za tym idzie, składniki odżywcze minerały, witaminy, enzymy i inne związki są łatwiej przyswajalne przez nasz organizm. Druga sprawa to taka iż zmienia się struktura ze stałej w płynną, zmniejsza więc się objętość, możemy bez szkody dla siebie( zużycie zębów, dłuższe trawienie itp.,) dostarczyć sobie bardzo pożywnej o odżywczej paszy 🙂

    2. Janek 17 grudnia 2013 o 17:41

      Ktoś Ci wmówił, że blender to podstawa diety 8/1/1? Uparłeś się na ten blender jak nie wiem. Nikt siebie samego blenderem nie oszukuje. Gryź banany dokładniej to się więcej zmieści zanim uznasz, że jesteś pełny. Skoro z blendera potrafisz zjeść więcej to znaczy, że on zrobił za Ciebie to co Ty powinieneś zrobić używając zębów. Ilość jedzenia jest przecież taka sama. Nie ma obowiązku wpychania w siebie jedzenia na siłę. Ilość posiłków nie jest ograniczona. A jak pijesz szejka to nie rób tego przez słomkę tylko normalnie i potrzymaj trochę w ustach, wymieszaj ze śliną.. posmakuj… Wtedy nie ominiesz funkcji ptialiny.

      1. Łysica 17 grudnia 2013 o 23:41

        Janek, nikt mi nic nie wmówił, miałem okazje być na 8/1/1 w wersji witariańskiej i wiem czego wtedy używałem, nie trwało to długo, niecałe 3 miesiące ale przetestowałem to na sobie.
        Do blenderów, mikserów, szejków nic nie mam, do tej pory je robię, jednak nie tak często jak kiedyś, i nie jest moją intencją zaglądać komuś w talerz i szkolic na ten czy inny temat.
        Stwierdzam tylko fakty i nic pozatym.

  17. Basia 17 grudnia 2013 o 11:09

    Masz rację, że bez sensu jest porównywac się do zwierząt i na tej podst odrzucać wiele cennych cywilizacyjnych nabytków – ale z szejkami to przecież chodzi tylko o to, że w dzisiejszym świecie trudno mieć czas na rozkoszowanie się jedzeniem, odmierzanie 5 porcji warzyw, 4 porcji owoców itd – szejk jest skondensowaną bombą witaminową, jest to pierwszy krok dla ludzi którzy twierdzą że nie mają czasu albo nie chcą – kilka minut i masz masę cennych składników. To może służyc ludziom niezależnie od diety jaką prowadzą. Nie jest to wcale naturalne i takie być nie musi, aby było po prostu pożyteczne:)

  18. Justyna 19 grudnia 2013 o 16:04

    Myślę, że jeśli chcesz kogoś przekonać lub uświadomić, to sama się skreślasz, gdy obrażasz innych…
    Nikt nie lubi być obrażanym, więc jak czytam „Nie do jedzenia debile!” „ma zje… mózg”, to nie mam ochoty kończyć tekstu, bo odrzuca mnie chamstwo i pejoratywność Twoich wypowiedzi.
    Oczywiście, masz swoje racje, ale nie stawiaj siebie wyżej od drugiego człowieka, bo Ty uważasz, że coś wiesz. Dobrze, że tłumaczysz, że ktoś może robić coś źle, ale tłumaczyć też trzeba umieć ze smakiem.
    Rozumiem, możesz np. mówić, że taki masz „styl”, jesteś zła, ale, według mnie, kultura wypowiedzi powinna cechować inteligentnych ludzi…

    Chętnie dokończyłabym czytanie, ale niestety forma przeważyła treść.
    Pozdrawiam.:)

  19. pepsieliot 19 grudnia 2013 o 17:34

    Justyna, zdecydowanie to nie jest blog dla Ciebie, pozdrawiam

    1. Hyper 5 czerwca 2015 o 01:49

      Pepsi Kocham Cię! (za artykuł i komentarze oczywiście) 😉

      1. pepsieliot 5 czerwca 2015 o 08:28

        Hyper lovciam2

  20. Łysaga 19 grudnia 2013 o 19:04

    Hej, Pepsi, jesz radioaktywną spirulinę?

    1. pepsieliot 19 grudnia 2013 o 19:12

      nie, cała fala uderzeniowa poszła na pacyfik w kierunku Ameryki, Haiti itd, ja jem organiczną hodowaną na dziewiczej wyspie i nie ma tam skażenia, zresztą każda partia ma oddzielne badania to raz, a dwa że zanim ktoś zacznie sie inetresować Pacyfikiem, to niech rzuci gałką co się dzieje dajmy na to z cezem radioaktywnym w bałtyku i morzu czarnym

      1. Łysaga 19 grudnia 2013 o 19:20

        I taka też spirulina jest w tym sklepie, który reklamujesz?

      2. Łysaga 19 grudnia 2013 o 19:21

        PS a nie obawiasz się, że ktoś Cię, tak z ludzkiej chciwości, oszuka i sprzeda napromieniowane glony?

  21. pepsieliot 19 grudnia 2013 o 19:31

    Tak taka jest i nie obawiam się, bo są na to certyfikaty każdorazowej partii. Nie bo w tym miejscu tak czy inaczej nie było promieniowania,. mogą być metale ciężkie, ale na to są certyfikaty

    1. Łysaga 19 grudnia 2013 o 19:41

      Skoro tak mówisz, to Ci zaufam i zamówię po świętach, bo już od dawna się do tego zabieram, ale Fukushima mnie martwi.

      1. pepsieliot 20 grudnia 2013 o 06:08

        Łysaga i słusznie, ale to nie jest haitańska spirulina, ani pacyficzna

  22. MartaWeganka 19 stycznia 2014 o 01:46
    1. Gość 24 maja 2014 o 01:06

      nie od wczoraj wiadomo, że to propaganda:
      http://www.aviva.ca/article.asp?articleid=14

  23. Wiki 3 lutego 2014 o 12:31

    A co z kefirem sojowym otrzymanym z mleka sojowego na grzybku tybetańskim?

    1. pepsieliot 3 lutego 2014 o 12:57

      Wiki sprawdź czy jest fermentowany, tylko wtedy mogę Ci go polecić 🙂

  24. Gość 24 maja 2014 o 00:58

    źródło naukowe na temat kwasu fitowego:
    http://online.liebertpub.com/doi/abs/10.1089/jmf.2008.0087

    1. Gość 26 maja 2014 o 08:27

      „Kwas fitynowy … (dlatego właśnie moczymy orzechy kilka godzin, a niekiedy jak włoskie, dobę, i zlewamy wielokrotnie wodę i wymieniamy ją na świeżą)”

      pepsieliot wystarczyło wejść w wikipedię, to nie boli. „Kwas fitowy – organiczny związek chemiczny, heksafosforan inozytolu. Występuje naturalnie w niektórych ziarnach i nasionach roślin strączkowych np. fasoli, kukurydzy, ponadto znajduje się w otrębach zbóż. Jest perufosforylowaną heksozą o właściwościach przeciwutleniających i chelatujących (pomaga usuwać z organizmu nadmiar metali, zwłaszcza żelaza). Wykazuje właściwości przeciwnowotworowe, działa szczególnie skutecznie przeciw takim nowotworom jak rak sutka, rak gruczołu krokowego, rak jelita grubego i rak okrężnicy.
      Do niedawna uważano, że kwas fitowy może utrudniać przyswajanie minerałów z pożywienia. Badanie na dużej populacji ludzi dowiodło jednak, że wysokie spożycie pokarmów zawierających kwas fitowy chroni przed osteoporozą [ http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19053869 ].” … jak widać w nadmiarze może jedynie pomóc.

      Inhibitory trypsyny czyli enzymów
      http://cudownediety.blogspot.com/2010/09/dlaczego-orzechy-trzeba-moczyc-nasionka.html
      … niektóre jak w soi ulegają zniszczeniu dopiero podczas obróbki termicznej.
      ale kto je surową soje? 😉

      jak widać siejesz tu niezły ferment.

      1. pepsieliot 26 maja 2014 o 09:03

        Gościu dzięki, szybko tłumaczyłam i pomyślałam, ze to chodzi o te same fityniany, które są dajmy na to w otrębach pszenicy. Zaraz zmienię i pozdro 🙂

  25. pepsieliot 24 maja 2014 o 09:55

    Issie i jeszcze jedno, jeżeli ktoś sądzi, że za produktami z soi nie stoi ogromny biznes, to jest w poważnym błędzie

  26. Mikołaj 9 września 2014 o 21:22

    Pewnie coś w tym jest, ale osobiście nie narzekam na zdrowie a soją w różnej postaci żywię się od 25 lat odkąd nie jem mięsa. Teraz dobijam 40-stki, jestem weganinem, sporo się ruszam a wszystkie wyniki mam dobre 🙂

    1. pepsieliot 9 września 2014 o 21:41

      No to Mikołaju cieszę się, to jeden z kolejnych kontrowersyjnych tematów, bylebyś nie jadł GMO

  27. unh0ly 5 marca 2015 o 11:58

    Mój żołądek nigdy nie był w stanie strawić tofu a nie należę do wrażliwców. Z sojową kostką kojarza mi się tylko nocne poty. I jak dla mnie nic nie przełamie smaku tektury mażniętej majonezem. To już z dwojga złego wolę nie jeść nic, zamiast mleka sojowego używam czasem z orzechow laskowych, wystarczy namoczyć na noc i zblendować z wodą. Po odcedzeniu zostaje mleczko a podrugiej stronie miazga, która zmieszana z olejem kokosowym i lekko posłodzona smakuje jak krem do tortów, o ile ktoś lubi słodkie oczywiście. No i orzechy muszą być dobrej jakości.

  28. Julita 6 września 2015 o 21:19

    Czyli mleko modyfikowane sojowe jest be. Moje 4 miesieczne dziecko jest alergikiem. Moje mleko je uczula, krowie też, sojowe testujemy. Co robić Pepsi.Jak można wyjść z tego błędnego koła?

    1. pepsieliot 7 września 2015 o 08:21

      a surowe kozie? sojowe odradzam.

  29. Bart 1 września 2016 o 17:21

    trochę żenada budować poglądy na podstawie niewielkiej liczby badań. „Jeden powie tak, drugi powie nie.” Później natchnieni entuzjaści bycia fit czytają w men’s czy women’s health, że podobno ktoś badał i dowiódł, że ludzie umierają od pszennego pieczywa. 🙂

  30. Gosialavenda 19 maja 2017 o 23:53

    Jak ludzie chcą to niech jedzą soje. Ja jeść nie będę bo kilka razy próbowałam i źle się to dla mnie skończyło. Moja twarz wyglądała jak po bliskim spotkaniu z gorącym zelazkiem. Pozdrawiam Gosia.

Dodaj komentarz

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się