logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
147 online
50 086 829

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
Światowy zlot największych witarian na polskiej wsi w celu szukania wspólnego mianownika

DSC01612Światowy zlot największych witarian na polskiej wsi w celu szukania wspólnego mianownika

Bojno Państwu,

Synod ośmiu w andrzejkową noc

Wyobraźmy sobie tajemniczą izbę w wiejskim domu. Za oknem noc. Drewniana podłoga z grubych dębowych naoliwionych dech, lekko zgrzypi. Na podłodze ciepły chodnik z kolorowych bawełnianych szmatek, jak z Bullerbyn. Z dwóch węższych pasów zeszyty jeden zbliżony do kwadratu. Wokół chodnika w szyku kolistym stoi osiem masywnych, drewnianych krzeseł.

Na każdym siedzi inny człowiek, chociaż zebrali się tutaj w jakimś bardzo konsolidującym celu. W celu podsumowania siebie samych i znalezienia części wspólnej, w poszukiwaniu konsensusu tu nadeszli. Tym razem obradom przewodniczy niejaka Eliot (witarianizm 811), niejako kontrowersyjna postać w potarganych grandżach wiszących na końcu sporego tyłka, dwóch konwersach i kurtce cichociemnych. Zagaja do kolegi siedzącego na przeciwko:

– Ustabilizuj emocje pojebie.

Rzeczony (Paleo) nawet na chwilę nie przestaje się popisywać. Jest od minuty pierwszy grudnia, dwanaście minus stopni, a on wymachuje nieobutą, mocno niechlujną stopą, zniszczoną nie w proporcjach do swojego wieku. Z żałobą na każdym szponie. Ową nikczemną syrą akurat boleśnie kopie w goleń Witarianina (LFRV) na wysoko węglowodanówce.

Właściciel zabałaganionego kulasa, to jedyny mięsożerca w tym pokoju. Na diecie dzikich rzewnie objaśnia, że uganiano się za żywym mięsem z żołądkiem wypełnionym roślinami, ale od czasu do czasu była uczta nad ucztami i wpierdalano mamuta. I on też to preferuje. Goni na boso, skacze po gałęziach jak goryl, szamie zielsko i psiary, a od czasu do czasu upoluje dzikiego szczura i go nad ogniskiem opiecze.

To tak rozsierdziło zasuszoną Bananiarę (czyżby rezolutna Free Lee?) po jego lewej, że jebnęła go na odlew w pysk. Na konwent w wiejskim pokoju leciała na miotle siedemnaście godzin z antypodów i teraz nie chce się nakurwiać, przy zmianie czasu i braku podręcznej saszetki z melatoniną. Znowu zajumali jej bagaż. Bananiara od szesnastu miesięcy i jedenastu dni wciągnęła już circa 14 730 bananów i animusz ją rozwala. Goni po plaży dziesiątaki, śpi w szałasie na wydmie i jest do tego stopnia zjednoczona z naturą, że wydała dwie książki o owocu mango i daktylu.

Nie zdążyły jednak wejść na listę bestsellerów, gdyż cały nakład samo spłonął. Auto energia tak się skumulowała w nakładzie, że iskrą własną się zajarał jak swego czasu kineskopy ruskich telewizorów. Na szczęście wysoko węglowodanówie pozostał jeszcze jutub, gdzie wystawia swój zapadnięty abdomen, czytaj brak brzucha, w postaci eksponatu przetargowego.

Podobna prowokacja rozsierdziła niejaką Eliot, która też objada się pizangiem w ilości sztuk 100 na tydzień, ale egzotyk ten nie wpływa na zanik jej kałduna. Bynajmniej. Eliot podstępnie wycelowała zza pleców z naturalnej procy w Bananiary kichawę, niestety trafiając w grdykę Dawida (witarianin Wolfe?). Na szczęście rzeczony nie zorientował się skąd padł strzał, tyle, że odebrało mu zdolność artykulacji na akademicki kwadrans.

Witarianin na bardzo loł facie w sandałach jezuitkach, szkoda, że z plastiku, ten co usiadł obok Paleolitu, rozmasowując obolały goleń jedną grabą, a drugą nerwowo zakładając długie kudły za ucho, odezwał się uniżenie do płaszczaka brzusznego z dalekiego kraju skorpiona:

– Wszystko to dekadencja, ja wierzę tylko w Lidla, nasz eden, tam jest tanio i bezpiecznie. Kupuję żywność za bezcen i wrzucam jej focie na feja. Ale w Australii to inna para kaloszy, tam podobno mango po pół dolca przy molo. Masz brewerie, wygrałaś los na loterii fantowej, masz wydajnego rowerzystę za partnera do seksu uprawiania (Durian Rider’a)i papaję do jedzenia konsumowania. Zazdroszczę też świetnej kondycji i na plaży leżakowania w kwestii D witaminy.

Ta gadka tak nakurwiła Wilka Dawida w najkach na kopytach, który specjalnie zjechał z daleka na sabat, z tuzinem dojpaków, a w każdym superfuds inny i zamierzał właśnie marketingiem uroku osobistego sprzedać wszystko na pniu zebranym, że wyrżnął, tym razem w mordę Witarianina beztłuszczowca i przeszedł do oferty transakcyjnej. Surowe kakao ma najwięcej ważnych pierwiastków, nie mówiąc o goi, noni, czy astaksantynie i on to wszystko przywlókł drogą powietrzną do spylenia wraz z dodatkową opłatą za podręcznik do skumania owej ekstra szamy. 

I jeżeli jeszcze raz Pedałowicz i jego laska z bandziochem w zaniku pisną tylko słowo o teobrominie, to on tak nagłośni jazdę na zębiska rozpadające się od braku minerałów na frutariance, że nie pomogą im implanty w pysku, dla zmylenia gał portalowiczów, 30 banan na dzień. Do tego sprawa Armstronga się kłania, z którym to Rider trenował rowery. Więc Dawid radzi tlen.

Na to odezwała się na lekkim bezdechu Okrągła (naprawdę to Victoria Boutenko?) pani w niebieskich mokasynach ze skaju, która dotychczas siedziała cicho, tak jakby przysnęła:  

– Że po siedemnastu latach nażerania się tłuszczem roślinnym z orzechów, dyni, awokado i siemienia ziarna stwierdza dobitnie, iż łycha gotowanej soczewicy jest bynajmniej zdrowsza od pół kilograma moczonych nerkowców z dodatkiem filiżanki słonecznika. A gryka warzona raczej też. Bo o tę omegę-6 tutaj się rozchodzi, żeby się nią nie obżerać jak idiota.

Po czym Okrągła ponownie zapadła w delikatną drzemkę cukrzycową. Na szczęście dla siebie samej, gdyż już po prawej stronie niejakiej Eliot szykował się do kopa w ramię drzemiącej, a dokładnie w jej nietoperza, kolega w rastafariance w paski fioletowe – kość słoniowa i w obuwiu eko tektura w kolorze sprana ochra (czyżby dr. Cousens we własnej osobie?).

Długie siwe kędziory i wyżyletkowana sylwetka zdradzały zamiłowanie do sportów ekstremalnych, co mogło źle rokować dla rzeczonej. Rasta podobno wyleczyłby diabetyka w miesiąc, na swojej farmie „Bądź jak Baobab” i taka postawa niebieskiego mokasyna wtrąciła go w kierat niewiary w sagan człowieka. Wprawdzie przyszła już na Okrągłą refleksja, ale cios miał dotyczyć lat zaprzeszłych. Tych głupich.

No i ostatnia Osoba. Najbardziej łagodna ze wszystkich zebranych. Jeszcze nikogo nie strzeliła w ryja, nikogo nie zelżyła bluzgiem, nieustająco ze łzami w gałach, szklących się od tkliwości ku zwierzęciu. Niewinna w tenisówkach w miniaturowe mniej trójki, prosto z Pana Tadeusza nadbiegła z lasu prawdziwa weganka.

I już na ątre dostała kokosa w facjatę od prowadzącej zlot, niejakiej Eliot. Bo, gdy Eliot dostrzegła tę prostoduszność cnoty, czystość myśli, dziewictwo ideałów i wianek naturalności to dostała chęci do rzucenia mięsem w tę jasną fizys. I ledwo skończyło się na owym kokosie wymierzonym w anielski, idealistyczny łeb.

Na to Paleo, przestał kopać brudną girą w syrę Witarianina, bo od zawsze był otwarty na flirt z Rusałką, nawet będącą na wikcie roślinnym. Choć to trochę obrzydliwe dla niego, że rusałka nawet szarańczy pieczonej nie skubnie i może mieć w saganie pomieszane od braku be-dwunastki, ale co tam, Paleo na boso zawsze skory był do melodramatu. Więc w obronie Świtezianki wystąpił i wreszcie niejaka Eliot też zgarnęła z liścia na płask, liść liść w swój brzydki ryj.

Panował straszny harmider, wszyscy dostali po mordzie, albo z obcasa, za wyjątkiem Okrągłej na wysoko tłuszczowej. Bo chrapała.

Każdy o swojej idei nawijał, za wyjątkiem śpiącej właśnie, no i Witarianina hajkarba, który tajemniczo milczał jak Dżiokonda, bo był ponad to. A przecież tylko on znał odpowiedzi na wszystko, w tym, co się dzieje ze znikającym fatem z opony na wysokim węglu. Ale za friko nie puściłby pary z ust. Czy to zlot, czy nie. Po drugie Basior mógłby skopiować info i wrzucić go w pedeefa i zarobić krocie w walucie amerykański dolar łatwo wymienialnej na jeny.

Ale reszta pierdoliła trzy po trzy non stop.

Nie pomagało tarmoszenie za odzież, szczypanie, walenie do siebie ostro zakończonymi rzutkami, ani gryzienie w ramiona i uda. Podobno ktoś został nawet ukąszony w genitalia. Paleo przy pomocy kułaka Wilka naderwał sobie ucho, wisiało zgięte wpół. Wszyscy darli japy o swoich racjach. Rzucali w siebie wynikami krwi i moczu. Wyciągali małe podręczne pojemniczki na ekskrementy. Upierali się przy swoim. 

Czyj mocz jest bardziej spieniony? Określali na oko ciężar właściwy przyrównując próbki do przezroczystości poliwęglanu. Czyja kupa ma bardziej wybredny kolor i konsystencję i gdzie się pojawia więcej ziaren siemienia lnianego? Wydawało się, że izba w wiejskim domu eksploduje od niespożytej energii Witarian i jednego Paleolita, który nie wiadomo jak, sie przyplątał z lasu.

Aż tu

Nagle drzwi z łoskotem otwarły się na oścież. Raptownie szał ucichł. Słychać było tylko przyspieszone oddechy świrów. W drzwiach stanęła postać w prześcieradle i z kosą w ręce.

Powiało przejmującym chłodem. Wszyscy w kręgu zamarli. Przerażenie zawisło w pokoju w wiejskim domu. Siedmiu witarian, bo śpiąca też się na to przebudziła, bardzo powoli skierowało wzrok na Paleolita.

– To mógłby być on na początek.

– Proponujemy, żeby to był on.

Potośmy się tu zebrali. Wybraliśmy. To on Paleolit się najbardziej nada. Jest odrażająco na bosaka, skopał tu wszystkich. Wali po mordzie bez opamiętania i ugryzł świętego szczura, nad ogniskiem go opiekł, w dole ziemnym go potem podsmażał i następnego dnia pożarł. Skręcił film w przyspieszonej klatce i wrzucił na feja.

– Świtezianka go zlajkowała. Więc może ewentualnie potem ją.

– Następnym razem ją. To weganka.

Nagle postać w prześcieradle i ze starą kosą wpadła w dziwny rezonans. Zaczęła cała drżeć i zataczać się. Osiem krzeseł zajętych innymi osobami skonstatowało w osłupieniu, że kosa rży, chichocze, gulgocze, dusi się, parska i kładzie na plecach, uderza pięściami w drewnianą podłogę z grubych naoliwionych dech. Jednym słowem wyje ze śmiechu.

To nie było to o czym wszyscy myśleli, że było. To był w sensie ścisłym Paul Nison w adidasach, już przebrany zawczasu na Jasełka.


pa, pa, niejaka peps

Blog pepsieliot.com, nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.

Może rzuć też gałką na to:

Victoria Boutenko nie będzie już 100% surowa?

Weganizm Angeliny Joli kontra 811

Zakazuję kontynuacji programu o fartuchu Master Cooka – Nison Paweł

Jak mnie Paul Nison zrobił w konia i o cząsteczce Maillarda 

(Visited 2 946 times, 1 visits today)

Powiązane artykuły

  1. redka 4 grudnia 2014 o 12:52

    Hahahahahahaha!!!!!! Leże i kwiczę!!!!!!!!

  2. renotorii 4 grudnia 2014 o 13:26

    Banan, banan, banan na twarzy! 🙂 🙂 🙂 Uwielbiam PE <3

  3. El 4 grudnia 2014 o 17:17

    Po kiego licha ja to czytałam ??? Znów mam zakwasy na twarzy 🙁 😀

  4. Dave 4 grudnia 2014 o 19:11

    świetny tekst 🙂 ale się uśmiałem… hehehe jak czytałem kawałek o zębach to mi się przypomniało że Tim van Orden stracił całkiem 4 górne przednie a reszta w kiepskim stanie… będzie sadził implanty, więc wszystko trzeba robić z głową. Pewnie w każdym sposobie odżywiania jest jakaś cząstka mądrości, sztuką jest teraz powybierać to co dobre a plewy odrzucić i taki mix and fix swój uprawiać 😉

  5. platforma b 5 grudnia 2014 o 00:38

    wspaniała historia 😀 i całkowicie na marginesie moje pytanie: czy napiszesz coś Pepsi o menstruacji, polecisz może jakieś produkty typu podpaski eko, które umilą ten czas? widzialam ostatnio takie wielorazowe. te z drogerii podobno nie są robione z niczego dobrego. kubeczki? i czy mało obfity okres przy diecie roślinnej to standard?

    1. pepsieliot 5 grudnia 2014 o 08:10

      jest to częste zjawisko, ale nie zawsze występujące, a pewnie napiszę w końcu i o menstruacji, pozdrowionka,

  6. czastka 5 grudnia 2014 o 12:01

    przepraszam że sie wtrącam ale platforma b polecam Ci kubeczek menstruacyjny, jak dla mnie rewelacja, jest eko i przede wszystkim mega wygodny

  7. kaja 5 grudnia 2014 o 14:28

    Hej Kochana Pepsi.
    Co z tą awarią elektrowni atomowej na Ukrainie? Bać się? Kupować Jodynę?

    1. pepsieliot 5 grudnia 2014 o 14:48

      awaria polega ba tym, że musieli wyłączyć reakyor, bo zabrakło paliwa od Ruskich, więc puki co to spoko

  8. Ani 5 grudnia 2014 o 14:42

    Kobieto, uwielbiam Cię!!! Popłakałam się po prostu :-D….. Kochana, dziękuję Ci, że jesteś :-). Całuski 🙂

  9. Gosia 8 grudnia 2014 o 12:15

    Hahaaaaa
    Nic lepszego od dawna nie czytałam

Dodaj komentarz

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się