logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
471 online
50 749 108

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
długo w tym trudne pytania dla Wita, na granicy bana, banana

Yo Państwu, miałam tej niedzieli zastępstwo w sklepie, podchodzi klient spersonifikowany w charakterze  bardzo otyłej osoby i pyta o konkretne witaminy, nawet nie znam tej firmy, więc grzecznie chcę poszukać w necie ich składu i ewentualnie sprytnie zaproponować coś z własnej oferty.
Klient jest bardzo miły i chętnie, oraz co tu ukrywać z naturą Cherloka Szolmsa rozpoczynam z nim rozmowę.
Ze zdumieniem poznaję dogmat, że w Polsce działa na pół tajna organizacja wspierana przez media, w tym Dziennik Łódzki, z którym niezwykle sympatyzuję i co mnie szczególnie boleśnie użądliło. Akcję tę subweniują też własnymi fizis osoby z establishmentu, z którymi jednak mniej się utożsamiam mentalnie jak Pudzian, czy Czarna Mamba, choć klient wymienia ich nazwiska z nabożnością.
Organizacja jest cwana, bo wiele się o niej nie dowiesz zanim nie wpłacisz 300 zeta za miesiąc uczestnictwa lub 800 zeta za 3 miesiące, czyli zyskujesz 33 koma 3 w okresie, na miech. Zajebista promka.
Prawda jest tam ściśle kryptonimem „wyskakuj z kasy spaślaku” zaszyfrowana i kontakt z nią jest pilnie strzeżony, chociaż nawet po paru zdaniach wymienionych z już wtajemniczonym klientem widzę, że to jest stwór oparty na doktorze Atkinsie na przemiennie z doktorem Dukanem i że za 29,90 mógłby sobie kupić stosowną broszurę z przepisami w empiku, albo pogrzebać w necie za darmo.
Okazuje się, że jestem w poważnym błędzie według klienta, bo to odkrywcza i wywrotowa dieta polskiego byłego kulturysty i łamania na rękę, który w tych dziedzinach nie osiągnął znaczących sukcesów, ale za to wykazał się niebanalną marketingową smykałką, do tego stopnia, że dieta ta osiągnęła wymiar narodowej drogi do doskonałego ciała i co za tym idzie zdrowia po ścieżce wysoko tłuszczowego i wysoko białkowego jadłospisu, praktycznie obdartego z węglowodanów i błonnika.
Patrzę na pana klienta, a on szczerze wyznaje mi przykładowy jadłospis: rano 100g karkóweczki (sic!), panie 80 g, z tym że panie muszą dodatkowo pić roztopiony smalec, potem przechodzi się na kurczęta, a witaminy zażywa się konkretne i dokładnie takie jakie nakazuje konsultant, którego czas w owych 300 zetach masz wykupiony dwa razy po piętnaście minut i on w tym periodzie właśnie ci mówi co masz jeszcze dokupić, wiadomo, że witaminy no i jakiś specjalny przeczyszczacz jelit, kolonklinser, no bo trzeba się jakoś wypróżnić.
Czuję się jakby mnie ktoś walnął łopatą w potylicę, bo widzę jak jestem merytorycznie nie przygotowana do tej rozmowy.
Jak bardzo nie mam żadnej tajemniczej strony do zaoferowania za 260 zeta, cokolwiek, żeby móc ją teraz otworzyć i pokazać ludzi beczki, ludzi beki, ludzi słoniną i smalcem kipiący, ludzi, którym grozi pochowanie w skrzyni na pianino, którzy po mojej diecie wyglądaliby jak zgrabne szczapki, a przynajmniej u których można by się było domyśleć kształtu kośćca.
I co mam mu powiedzieć? Na tej szali masz jaja na bekonie bez chleba, to minus, a na tej kilka owoców i warzyw, też bez chleba? Czy ktokolwiek pójdzie na ten marketing chociaż byłby maksymalnie spreparowany przez Briana Tracyego?
A klient patrzy na mnie aksamitnymi oczami i mówi karkóweczka, tysiące odchudzonych grubasów i mnie robi się bardzo żal i jego i świń i całego tego nakurwionego od pieniądza świata. Ponownie nabożnie i z czcią wymienia nazwiska autorytetów, pan Pudzian, pani Czarna Mamba.
Bąkam coś nie w temacie, ależ państwo wkrótce umrą. A on, jak to? Przecież schudłem 16 kilogramów, bardzo poprawiły mi się lipidy, obniżyło ciśnienie, lekarz odstawił mi lek na nadciśnienie w sensie ścisłym i sam stał się orędownikiem tej dzikiej diety, a cukier mam idealny, czy wręcz w dolnych granicach normy.
Czuję jak poty mnie oblewają, język mi się plącze. Coś bełkoczę, czy jak widzi małpę i tygrysa, to jego zdaniem kogo bardziej przypomina? No małpę, klient bez wahania przyznaje, a ja na to mało błyskotliwie, to dlaczego je pan jak tygrys?
Czy nie uważa pan, że to złe dla pana?
Czy nie boi się pan rychłej śmierci, pan doktor Atkinks właśnie odłożył widelec z powodu prawdopodobnie serca incydentu, po wypadku poślizgnięcia na nowojorskim, ulicznym lodowisku
Ale klient nigdy nie słyszał o doktorze A, jest tylko polski guru, polski kreator diety, który ma marynarki szyte na miarę, bo go widział gurego, na mityngu bez-węglowodanowym, a wszyscy inni tłuści w oczach nikną.
Klient napomyka coś o jakimś oświadczeniu o odpowiedzialności własnej za przystąpienie do tej struktury i nie wyciąganiu konsekwencji prawnej w stosunku do twórcy diety w razie zgonu, lub trwałego uszczerbku na zdrowiu, ale to przecież standard, wszyscy się zabezpieczają.
Klient wielbi swoją dietę, ma tylko za złe, że tyle trzeba płacić za kolejne wtajemniczenia, bo pieniądzem nie szasta ostatnio.
I tego mogłabym się trzymać, to mogłabym podsycać, ale znowu uświadamiam sobie, co położę na drugiej szali? Bardzo drogie organiczne warzywa i owoce?
A także nie rozwikłany do końca przeze mnie aspekt, że komórka rakowa fermentuje glukozę i wytwarza w ten sposób kwas mlekowy i którą to rzecz będę kminić i poruszę ją tutaj zaraz i na forum Wita wrzucę, o ile mnie nie zbanuje, bo sporo cukrów zjadam przecież już od śniadania?
Co na tej drugiej szali mamy dla społeczeństwa?
Jak przekonać ludzi do innego odżywiania, kiedy najsilniejszy człowiek świata i czarna wijąca się dendroaspis polylepis znana z edycji serialu w tańcu spowitym, która schudła 20 kilogramów na rzeczonej, a także media w całej Polsce dają swoje mordy, dla owej akcji odchudzania Polaków.
Amerykański kardiolog Dr. Robert Atkins zauważył, że na naszą wagę nie ma właściwie wpływu ilość spożywanych kalorii, lecz to, czy zostaną one przyswojone przez organizm. Sukces diety kryje się więc w formie, w jakiej te kalorie są przyjmowane. Program opiera się na spożywaniu jak największej ilości tłuszczy, które powinny być łączone z białkami oraz na unikaniu produktów zawierających proste i złożone cukry. Zgodnie z zapewnieniami twórcy diety, po pewnym czasie stosowania takiego programu żywieniowego, je się coraz mniej, dzięki czemu można osiągnąć doskonałe rezultaty w odchudzaniu. Dieta Atkinsa zakłada stopniową zmianę w metabolizmie od spalania glukozy do spalania nagromadzonego w ciele tłuszczu. Proces ten, zwany ketozą rozpoczyna się w momencie osiągnięcia niskiego poziomu insuliny. W przypadku normalnego ustroju poziom insuliny jest zależny od poziomu glukozy. Najczęściej przed posiłkiem jest on najniższy. Rozkład tłuszczów następuje gdy część z zapasów lipidów w komórkach tłuszczowych przenika do krwi i jest w dalszym etapie wykorzystywana do wytworzenia energii.
Jednak do prawidłowego trawienia tłuszczów w organizmie niezbędne są węglowodany. To dzięki nim tłuszcze dostają się do komórek organizmu. Jeśli zablokujesz przyjmowanie węglowodanów do organizmu, wtedy tłuszcz nie ma możliwości dostać się do mitochondrium komórkowego gdzie jest spalany, pozostając na zewnątrz. Jeśli nie dostarczysz węglowodanów zablokujesz trawienie tłuszczów, co powoduje, że nawet jedząc w dużych ilościach tłustą golonkę czy smażony boczek nie przytyjesz.
Otóż w wyniku braku przyjmowania węglowodanów do organizmu, przy jednoczesnym dostarczaniu dużych ilości tłuszczu powstają niestrawione resztki wokół komórek. Wprawdzie organizm otrzymał bardzo dużą ilość energii (dla przypomnienia w 1 g tłuszczu jest aż 9 kcal) lecz co z tego kiedy nie może być do końca spalona podczas trawienia.
Na początku takiej diety organizm może czuć się znakomicie z powodu dużych ilości energii, jaką mu dostarczasz. W miarę upływu czasu nie strawione tłuszcze powodują odkładanie ciał ketonowych we krwi, część z nich może zostać wydalona z moczem, lecz zaczyna to dość mocno obciążać nerki, a także w dalszej konsekwencji powoduje wprowadzenie twojego organizmu w stan nazwany Ketozą.
Kwaśnica ketonowa może ogromnie źle wpływać na zdrowie organizmu, szczególnie powinny uważać osoby chore na cukrzycę w przypadku stosowania takiej diety, ponieważ mała podaż węglowodanów ma ogromny wpływ na hormon insuliny.
Co dziwniejsze niektóre badania dochodzą do wniosku, że wspomniana dieta pomaga zapobiec chorobom układu sercowo-naczyniowego, obniża poziom cholesterolu we frakcji lipoprotein niskiej gęstości (LDL cholesterol) i zwiększa poziom cholesterolu we frakcji lipoprotein wysokiej gęstości (HDL cholesterol). I rzeczywiście takie wyniki osiągnął mój klient.
Inne badania dochodzą jednak do wniosku, że przeciwnie dieta ta w dalszej przyszłości przyczynia się do chorób układu sercowo-naczyniowego, choroby wieńcowej serca, arytmii, osteoporozy i do powstania kamieni nerkowych i że uśmierciła doktora Atkinksa, który poślizgnął się w wieku 72 lat na oblodzonym chodniku idąc do pracy i po 9-ciu dniach od tego wypadku zmarł będą bodajże w śpiączce na serce.
Muszę jeszcze po sprawiedliwości dodać, że klient był bardzo otyły, ale miał jasne spojrzenie i wyglądał góra na czterdzieści lat, a nawet mniej, chociaż okazało się, że dobiega pięćdziesiątki. To na temat uzupełnienie dyskusji, że witarianin Graham wygląda staro. Klient miał po prostu idealnie nie pomarszczona twarz w odróżnieniu od idealnie pomarszczonej szczupłej twarzy Grahama. I co z tego?
Jeżeli pominiemy aspekt witarianizmu, okazuje się, że wskazanie klientowi drogi, jedz o wiele mniej tłuszczu, czy wręcz przejdź na dietę nisko tłuszczową zapędzi nas i jego w kolejny problem. 
Klient zacząłby w pierwszej kolejności jeść więcej węglowodanów. W tym głównie przetworów zbożowych. A to właśnie doprowadziło go do tego stanu, że musi korzystać z usług guru.  Hipoteza alternatywna, czyli dieta dr.Atkinsa wskazuje, że warto ją rozważyć choćby przez moment chociażby dlatego, że jest bezczelnym kłamstwem, a to faktycznie może być przeszkodą w jej akceptacji. Jeżeli jednak jakimś cudem byłaby prawdziwa, to sugeruje nam bardzo wyraźnie, że trwająca w Ameryce epidemia otyłości nie jest do końca, jak się to ciągle obywatelom wmawia, po prostu wynikiem zbiorowego braku silnej woli i ćwiczeń. Pojawiła się ona raczej dlatego, ponieważ władze do spraw zdrowia publicznego kazały, bezwiednie, choć z najlepszymi zamiarami, jeść dokładnie te produkty, które powodują tycie, co też wszyscy ochoczo uczynili. Jedli coraz to więcej beztłuszczowych węglowodanów, co w konsekwencji czyniło ich głodniejszymi, a potem grubszymi.
Mówiąc krotko, jeżeli hipoteza alternatywna jest prawdziwa, wtedy dieta nisko tłuszczowa z definicji nie jest dietą zdrową. W praktyce, taka dieta będzie zawsze bogata w węglowodany, a to może prowadzić do otyłości, a być może, nawet do chorób serca. “W przypadku dużego procentu populacji, przypuszczalnie w 30 do 40 procent, diety nisko tłuszczowe przynoszą skutki odwrotne do zamierzonych”, mówi Eleftheria Maratos-Flier, dyrektor badań nad otyłością na harwardzkim prestiżowym Joslin Diabetes Center. “Paradoksalnie, w wyniku ich stosowania, ludzie przybierają na wadze“.
Nie dość tego, głosi dalej owa teoria, nasze współczesne społeczeństwo skutecznie wyeliminowało wysiłek fizyczny ze swojego życia. Nie gimnastykujemy się już, nie wchodzimy po schodach. Także nasze dzieci nie jeżdżą już na rowerach do szkoły, ani nie bawią się na dworze, ponieważ zamiast tego wolą grać w gry wideo lub oglądać telewizję. A ponieważ niektórzy z nas są w sposób oczywisty predysponowani do przybierania na wadze, podczas gdy inni nie, wyjaśnienie to uwzględnia także czynnik genetyczny – tzw. oszczędny gen. Sugeruje ono, że przechowywanie nadmiaru energii w postaci tłuszczu jest zdolnością wykształconą w procesie ewolucji i było bardzo korzystne dla naszych paleolitycznych przodków, którzy często musieli cierpieć głód. My zaś odziedziczyliśmy po nich te “oszczędne” geny, mimo ich kłopotliwości w dzisiejszych warunkach.
Czyli piramida żywieniowa, gdzie na dole jest masa bułeczek razowych, a na górze kropla oliwy jest tak samo o dupę potłuc jak ta gdzie u podstawy jest wielka ilość zbitych i kapiących tłuszczem zwierząt, a na samej górze jest jeden liść szpinaku. Zakładając, że obie są zabójcze i straszne, to jednak ta druga nie prowadzi do otyłości, a wręcz przeciwnie, pomaga schudnąć.
A ja jaką piramidę pokażę klientowi, jaką alternatywę mu dam za dwieście siedemdziesiąt zeta na miech?
Nie jedz białka zwierzęcego, bo Campbell zbadał chińczyka wszerz i wzdłuż, jedz głównie owoce i dopychaj warzywem, tak 10g węgli na 1 kg ciała, opamiętaj się z białkiem, 10% kalorii w diecie to maks, co przekłada się na 811 nie tak znowu mało, bo idealnie w normach światowych dietetyków 1,25-1,35 g na 1kg masy ciała i 10% jedynie z tłuszczu. To jest już na prawdę bardzo mało.
Ale jakby klient był cwany, to by poruszył w odpowiedzi bardzo problematyczne kłeszczyn.
Gdyż cukier to podstawowy pokarm komórek nowotworowych. To twierdzenie zostało udowodnione naukowo i nie dotyczy już tylko wiadomości zdobytych na seminariach z medycyny naturalnej. Istnieją dowody na to, że decydujące znaczenie dla złośliwości komórki nowotworowej ma nie jej typ czy lokalizacja lecz rodzaj metabolizmu. Zdrowa komórka czerpie energię ze spalania glukozy, komórka rakowa robi to w inny sposób. Fermentuje ona glukozę i wytwarza w ten sposób kwas mlekowy. Naukowcy odkryli, że w naszym organizmie zachodzi nieznany dotąd rodzaj fermentacji, który ma decydujący wpływ na powstawanie agresywnych rodzajów nowotworów tzw. metabolizm TKTL1 komórek rakowych (transketolase-like1). TKTL1 to gen (lub białko).
Dla osób bardziej wnikliwych podaję kompetentne źródło wiedzy o genie TKTL1 Weizmann Institute of Science
Aktywacja fermentacji TKTL1 została jak dotąd stwierdzona we wszystkich badanych rodzajach nowotworów jest to zatem w przypadku raka zjawisko powszechne, czyli poszukiwany do tej pory bezskutecznie wspólny mianownik różnych rodzajów raka.
Czy jedząc na 811 wielkie ilości cukru prostego nie stanie się on żywicielem ognisk rakowych, z którymi nieuniknienie w ciągu życia zawsze się stykamy?
Z dość długiej listy codziennie zjadanych przez nas produktów, które sprzyjają rozwojowi nowotworów, najgroźniejszy jest cukier. I wiadomo to od dawna. Niemiecki biochemik Otto Heinrich Warburg odkrył, że metabolizm (wszystkie reakcje chemiczne i związane z nimi przemiany energii zachodzące w żywych komórkach) guzów złośliwych jest w dużej mierze uzależniony od spożycia glukozy. Za swoje odkrycie otrzymał w 1931 r. nagrodę Nobla. Wiedzę tę wykorzystuje się w PET (pozytonowej tomografii emisyjnej) ważnym badaniu diagnostycznym. Wykonuje się je, gdy istnieje przypuszczenie, że pacjent ma raka, lub gdy trzeba ocenić wyniki terapii antynowotworowej. Aby dowieść istnienia komórek nowotworowych w ciele człowieka, poszukuje się obszarów pochłaniających najwięcej glukozy (cukru). Jeśli jakiś fragment ciała wyróżnia się nadmiernym pochłanianiem glukozy, to przyczyną tego zjawiska jest zwykle rak.
Naukowcy stale odkrywają nowe dowody szkodliwości cukru. Od dawna znany był fakt, że kobiety otyłe częściej zapadają na raka piersi. Z opublikowanych w styczniu tego roku badań wynika, że ma to związek z podwyższonym u pań otyłych poziomem insuliny we krwi. Wzrasta ona wtedy, gdy organizm musi przetworzyć dużo glukozy.
Kiedy spożywamy cukier (banany, daktyle, sok z marchwi????) lub białą mąkę, substancje odznaczające się wysokim indeksem glikemicznym – poziom glukozy we krwi gwałtownie rośnie, ponieważ organizm natychmiast uwalnia dawkę insuliny pozwalającą glukozie wniknąć do komórek. Wydzielaniu insuliny towarzyszy uwalnianie innego związku zwanego IGF (insulinopodobny czynnik wzrostu), którego zadaniem jest stymulowanie wzrostu komórek. Innymi słowy cukier odżywia tkanki i sprawia, że rosną szybciej. Ponadto insulina oraz IGF wywołują pewien wspólny efekt: podsycają procesy zapalne, które stymulują wzrost komórek i służą jako odżywka dla guzów.
Obecnie wiadomo już, że nagłe skoki poziomu wydzielania insuliny i IGF nie tylko podsycają wzrost komórek rakowych, lecz także ich zdolność wnikania do sąsiadujących tkanek.
Jeżeli dodam do tych informacji cytat z Dodatku A (str. 326, dr.Campbell, Nowoczesne zasady odżywiania)
Czy za efekt, który przypisujemy białku mogą odpowiadać inne składniki diety szczurów?
„Gdy obniżyliśmy poziom białka w diecie z 20% do 5%, należało znaleźć coś, co zastąpi brakujące 15%. Kazeinę zastąpiliśmy węglowodanami ze względu na taką samą wartość energetyczną. Gdy obniżał się poziom białka, w to miejsce zwiększało się spożycie mieszanki skrobi i glukozy w stosunku 1:1. 
Większa zawartość skrobi i glukozy w diecie niskobiałkowej nie mogła być odpowiedzialna za zmniejszenie rozwoju ognisk. Jeśli chodzi zaś o działanie węglowodanów, to większa ich zawartość w diecie niskobiałkowej zwiększyłaby występowanie raka i zniosłaby wpływ niskiej zawartości białka. To oznacza, że zapobiegawcze, przeciwrakowe oddziaływanie diety niskobiałkowej jest jeszcze bardziej doniosłe”. Koniec cytatu. To wtedy zaczynam odczuwać pewne obawy i bardzo chcę tę sprawę wyjaśnić jak najszybciej.
Czy w takim razie to jest doniosłe zeznanie Campbella dla ludzi na diecie 811?
Jak zadasz pytanie, czy owoce powodują raka? To większość popuka się w czoło, ale jak zadasz pytanie czy spożywanie w dużej ilości cukru powoduje raka? Tutaj odpowiedź będzie cokolwiek inna. A jak powiesz, że jesz stale 10g cukru na 1 kilogram ciała?
Dlatego tak bardzo chciałabym wiedzieć, co dr. Graham o tym mówi i dlaczego nagle można nie zwracać uwagi na indeks glikemiczny? Dlaczego ten cukier ma mieć inne działanie na zmutowaną komórkę?
A z kolei czepiając się słów Campbella, skoro białka ma być mało w diecie, najlepiej maksymalnie 10%, węglowodany proste też są trefne jak widać po badaniach, to pozostaje jeszcze tylko tłuszcz.
To co mam klientowi doradzić? Jedz bananiska, rzuć się na słodkie owoce w wielkich ilościach, czy raczej zamknij się w pomieszczeniu z butelką oliwy z pierwszego tłoczenia na zimno, najlepiej z ekologicznej uprawy i cichutko sobie ją skonsumuj, bez zagrychy.
Jak się ma 811 do tego wszystkiego?
Z mojego dawnego wpisu, wypowiedź Fryderyka Patenaude.
Owoce powodują raka.
Każdy tydzień wydaje się owocować w odkrycia nowych anty-nowotworowych przeciwutleniaczy wykrytych w niektórych owocach lub warzywach. W rzeczywistości, jeśli naprawdę odrobinę poszperasz znajdziesz dziesiątki badań zakończonych przytłaczającymi dowodami łączącymi jedzenie owoców ze zmniejszeniem zachorowalności na raka. American Cancer Society zaleca również zwiększenie spożycia owoców.
Te twierdzenia niektórych naturopatów są błędne w założeniu. Teoria jest taka, że ponieważ komórki nowotworowe żywią się cukrem, chorzy na raka powinni unikać owoców, aby nie doprowadzić do wzrostu nowotworów. Oczywiście, nie zdają sobie sprawy, że poziom glukozy we krwi jest tworzony przez wszystkie rodzaje pokarmów jakie spożywamy. (patrz, artykuł na tym blogu „wiem tyle co zjem” dopisała pepsi) Wszystko co spożywasz, czy węglowodany, czy białka, czy tłuszcze zostają zamienione w cukry proste i wraz z krwią transportowane do komórek ciała. Więc co to jest za rozwiązanie, nie jeść w ogóle i słabnąć?
Ponownie, najlepiej zająć się problemem u źródła. Czy jedzenie owoców powoduje powstanie nowotworu? Jeśli tak, jakie badania naukowe można przytoczyć, na powiązanie przyczynowo skutkowe jedzenia owoców do zwiększonej zachorowalności na raka? Nie słyszałeś o tych badaniach? Nic dziwnego, ponieważ nie istnieją.
Tak, nie ma badań o owocach, ale są na temat cukrów niepodważalne.
Dlaczego się to nie łączy?
A dlaczego Instytut Hipokratesa, Wolfe, Nison troszkę hamują entuzjazm na owoce, szczególnie zarzucając im hybrydyzacje, przez co zwiększoną ilość cukru?
Co o tym mówi Graham? A co powtarza DR?
A co ja mam klientowi powiedzieć?
Jest jeszcze jeden aspekt. Chudnięcie na 811. Jak się dobrać do zapasów wcześniej zgromadzonego tłuszczu jedząc tak wielką ilość węglowodanów?
Odpowiada moderator z 30 bananów na dzień. Ciała ketonowe są alternatywnym produktem utleniania wolnych kwasów tłuszczowych w wątrobie, a proces ich powstawania określa się terminem keto geneza.
Stężenie ciał ketonowych w surowicy krwi u zdrowych osób pozostających na prawidłowej diecie nie przekracza 0,2 mmol/l. Mózg, serce, mięśnie oraz nerki potrafią wykorzystywać je jako materiał energetyczny, ale w prawidłowych warunkach, głównym wykorzystywanym materiałem jest glukoza.
W pewnych warunkach metabolicznych dochodzi do zwiększenia produkcji ciał ketonowych. Najczęściej zachodzi to w cukrzycy przy znacznym niedoborze insuliny i może prowadzić do ketonemii i kwasicy ketonowej (nazywanej też ketozą), a w zaawansowanych przypadkach ketonowej śpiączki cukrzycowej. Ketoza może być wywołana również zwiększoną podażą białka, przy ograniczeniu spożywania węglowodanów.
W przeciwnym razie nie byłoby żadnej różnicy między dietą o wysokiej zawartości węglowodanów, a wysokiej zawartości tłuszczu. A zdrowotna różnica jest jak najbardziej duża. (Przy czym zwolennicy wysoko tłuszczowej twierdzą, że szybciej chudną, więc stają się zdrowi).
Oczywiście, tłuszcz spożywany idzie bezpośrednio do tkanki tłuszczowej, ponieważ tkanka tłuszczowa może być źródłem energii tylko po przejściu różnych procesów, które mają miejsce w wątrobie. Czyli po keto genezie.
Ludzie na diecie nisko węglowodanowej często przechowują więcej tłuszczu niż go spalają.
Ale w związku z powyższą wypowiedzią, jak uruchomić zastany tłuszcz, który się już na siebie wcześniej narzuciło?
Takie mi ludzie zadają pytania.
Chcę mieć stronę za dwieście czterdzieści zeta, gdzie będą chcieli wszyscy co niepokojąco przybrali na masie tłuszczowej wejść i jej prestiż będzie te dwieście czterdzieści zeta na straży tajemnicy sezamu stało, to hasło finansowe będzie strzegło dostępu do prawdy objawienia, jak z tłustego chudym być pro zdrowotnie inkluding.
A tymczasem miotam się w zagubieniu i marketingowej porażce, bo sama nie znam odpowiedzi, ale jednego jestem pewna, że dieta wysoko tłuszczowa i wysoko białkowa oparta na produktach zwierzęcych to najgorsza kiła jaka czeka na jej wyznawcę.
Czy potraficie sobie wyobrazić najdroższa Socjeto w jakim świecie żyjemy?
Że patronatem medialnym jest objęty dochodowy proceder zabijania ludzi. Nie mówię już o tragicznym losie zwierząt.
Kiedy rozmawiałam z klientem zobaczyłam niewinnego człowieka, który usiłuje ratować siebie, nie ma nawet żadnej refleksji, że mógłby uratować może i siebie i zwierzę, bo ma całkowitą wodę z mózgu zrobioną, ma zawirowania od własnego ciężkiego losu z ogromną nadwagą, od swojego wilczego apetytu i wstawania nocą w celach opróżniania lodówki i jestem złamana, bo nie mam dla tego człowieka nic.
Nic co mogłoby złagodzić jego kompulsywne jedzenie, nic co by mu tak smakowało jak jaja na bekonie i nie mam żadnej czarnej mamby na podorędziu.
Mam mu pokazać film DR-a?
Kto stoi za naszą ideologią, nie jesteśmy w ogóle przygotowani na pomaganie ludziom, na przyjebanie mediom w pysk metody uzdrawiania społeczeństwa polskiego za trzysta zeta miesięcznie broszurą o bananie. Ale przecież wszystkim nam zależy, bo jesteśmy nie tylko pełni empatii dla człowieka i dla zwierząt również, a może niektórzy głównie pełni są empatii tylko dla zwierząt.
Wszystkie wyniki klienta się poprawiły i schudł 16 kilo, podżerał jednak w nocy kiełbasę z chlebem, a to wielkie przewinienie i dwa razy nie kupił witamin obowiązkowo u guru, a to krętactwo na pewno też miało wpływ na wynik szali przeważania, choć ma wytłumaczenie, bo nie miał pieniądza na to, po prostu. Był strażakiem kiedyś, a teraz jest grubasem.
Mówię mu, że na początku tak właśnie sprawa wygląda, ale ma bardzo zakwaszony organizm i żeby też zbadał mocznik i kreatyninę, no i ph, to zobaczy jak na prawdę jest z jego organizmem.
Jest jeszcze taki mały aspekt. Tłuszcz nie jest w stanie przejść przez barierę krew-mózg. Brak węglowodanów prostych, którymi żywi się mózg ogranicza jego funkcje poznawcze.
Więc tym bardziej ludzie się uczepią swojego guru, swoimi mało aktywnymi czerepami, go będą wielbić. Jak kaznodzieję.Pa, mocno zaniepokojona pepsi eliotka

Odpowiedź Wita Lfrv na jego stronie na fejsie:
Kasiu.. Gratuluję, jak zwykle długaśnego i równie konkretnego wpisu.. zarówno na blogu jak i tutaj. ..i Dziękuje.
Jedynym problemem długich wpisów jest łatwość zgubienia klienta, brak ich czytelności i przejrzystości, a ilość pytań, na któr

e w pewnym sensie sobie odrazu sobie dajesz odpowiedź następnym cytatem/ badaniem.. uniemożliwia rozszyfrowanie, o co tak naprawdę chodzi.
Zatem proszę cię ew. o podsumowanie i w punktach teraz zadanie odpowiedzi.. ja będę miał referencje powyżej do tekstu i wtedy ogarnę temat..
Bo tak to na każdy temat mam coś ciekawego do powiedzenia, i po każdym znaku zapytania. .:-))A cukier.. no, przede wszystkim holistycznie jak do tematu podchodzisz, czyli trzeźwo, to kontekst jest rzeczą świętą.. zatem i poważną profanacją jest nazywać owoce cukrem, a cukier zamieniać na owoce.. Już samo dopuszczanie się tego produkuje szum informacyjny i sprzeczności oczywiste – utrudniające, jak nie uniemożliwiające szybkie, jasne i klarowne osiągnięcie konsensusu..Wczoraj na wykładzie dokładnie o tym mówiłem. Opowiadałem różnicę w problemie/dylemacie definiowania zdrowej diety, czynnikach wpływających / modyfikujących i MAJĄCYCH Znaczenie..na wszystko..
W przyp.cukru jest dokładnie tak samo.
FORMA jest równie istotna co zawartość.. i tak jak człowiek NIEJEST Zbiorem organów w jednym ciele.., lecz żyjącym wszechświatem, SUMĄ elementów.. a nawet czymś o wiele więcej.. raczej Cudem / niesamowitą synergią praw pierwiastków i elementów wszechświata..
Owoc Dokładnie Tak Samo.
..
W przeciwieństwie do cukru „wyprodukowanego i przetworzonego przez zarozumiałego człowieka”.. który jak to określił ktoś .. zachowuje się jak najgorszy/głupszy pasożyt niszcząc i wyjaławiając to gdzie jest i od czego zależy jego życie i jakość.

O cukrze powiem tyle: to TRANSPORT, czyli Forma jest krytycznie ważna.. to „Towarzystwo” w którym cukier jest podawany jest krytycznie ważny.. to zawartość włókien sprawia /decyduje o prędkości „uptake’u” do i „z” – ze strumienia krwi..
To właśnie dlatego SOKI – nawet te surowe i świeżo wyciskane SĄ ZAKAZANE Na diecie Ornisha/ w jego programie.. Z resztą w moim też / od lat ostrzegam przed tym..

cd odpowiedzi

A spalanie tłuszczu to kolejny fascynujący temat.. ale tutaj konsultacja się robi, a czas to pieniądz.. zatem podpowiem jedynie droga koleżanko, że Uruchomienie Starego tłuszczu to naturalna i prosta / logiczna sprawa.. nie szukaj nigdzie daleko skomplikowanej prawdy, kiedy oczywistą masz tuż przed sobą.. codziennie domniemuję.. jest ona prosta i tania :-))A po więcej zapraszam na priva..? 🙂
Pepsi Eliot odpowiada:
Pytanie pierwsze, dlaczego można ignorować indeks glikemiczny? Banan ma bardzo wysoki indeks. Co to jest fruktoza? Czy to nie jest monosacharyd i izomer glukozy? Co sprawia, że można jeść tyle owoców bezkarnie, a nawet pro zdrowotnie. A jak się ma już raka?
Odpowiedź Wita Lfrv :
Ponieważ na dalsze pytania już odpowiedziałem wcześniej, to tylko odniosę się do pierwszego.
Ładunek glikemiczny – o którym już kiedyś pisałem jest odpowiedzią na pierwsze pytanie, a zarazem po części i na ostatnie.

Pepsi Eliot odpowiada:
czasami mam wrażenie, że lubisz odpowiadać jak urząd skarbowy, albo główny inspektorat sanitarny, którym zadaję pytania, a oni starają się za wszelką cenę nie odpowiedzieć jednoznacznie i tak zaciemnić odpowiedź, żeby w razie czego można było dowolnie rzecz interpretować, chyba że nie ma po prostu ścisłej jednoznacznej odpowiedzi w prawie polskim
(Visited 1 007 times, 2 visits today)

Powiązane artykuły

  1. pepsieliot 27 sierpnia 2012 o 16:57

    A więc chodzi o błonnik zapewne !!!!!!

  2. pepsieliot 27 sierpnia 2012 o 17:27

    jak jeszcze raz przeczytałam wypowiedź Wita, tym razem z większym zrozumieniem to raczej ja okazałam się pizdą :))

  3. Jah Maya 27 sierpnia 2012 o 17:35

    Nooo dużo pytań i wątpliwości. 🙂 Sporo się napisałaś. Widać, że wciąż zgłębiasz i szukasz.
    A czy sprawa nie rozchodzi się o ten indeks glikemiczny właśnie. Jeśli mówimy o dobrej „naturalnej diecie” to dzikie owoce poza wieloma różnicami charakteryzują się właśnie mniejszym indeksem glikemicznym. Indeks to jedna z kilku rzeczy łącznie z powiększeniem objętości, zwiększeniem soczystości, zmniejszeniem ilości pestek i ilości skrobi kosztem niestety rozcieńczenia minerałów i witamin, jakie człowiek zmodyfikował przez tysiąclecia na hodowanych przez siebie owocach. Czy poza posiłkami okołowysiłkowymi taki delikwent mógłby spożywać tylko owoców o niskim indeksie glikemicznym a w przypadku raka tylko takich?

    1. pepsieliot 27 sierpnia 2012 o 17:51

      Jahu zapewne masz rację w tej kwestii, ale z drugiej strony im bardziej dojrzały banan tym ma wyższy indeks glikemiczny więc dlaczego by takie właśnie radzili jeść? Ja myślę, że ten cały indeks jest o dupę rozbić, że tu chodzi o witaminy, w tym mega dużo C, która sama w sobie leczy raka, czyli o antyoksydanty i wszechobecny w owocach błonnik rozpuszczalny i trawiony przez człowieka, a nie fityniany z otrębów zbożowych, ale to jest dla mnie ciągła rozkmina.

      1. Jah Maya 27 sierpnia 2012 o 18:13

        Nie! myślę, że skoro człowiek już opracował te owoce o dużym ideksie to warto się temu przyjrzeć. W naturze nie było problemu z tym bo nie było takich owoców. 🙂
        Masz fację zapomniałem o błonniku. Całe rośliny i tym owoce są dużo bardziej włókniste. Wczoraj na wykładzie miałem takie do spróbowania. Nie są wielki i słodkie a można się nimi zapchać m.in poprzez dużą ilość włókna. Dziką marchewkę na surowo można rzuć pół godziny z tego powodu. Pewnie dlatego człowiek wcześniej poszukiwał bardziej skoncentrowanych kalorycznie pokarmów a później w dobie neolitu starał je sobie zmodyfikować jak np. owoce.
        Oczywiście, że dojrzałe mają największy indeks i są najsmaczniejsze ale..
        Nawet dzikie banany i dzikie figi będą miały spory niższy indeks gdyż raz, że mają mniej glukozy a dwa mają więcej błonnika no chodźby w pestkach jak i w całej strukturze a także mają więcej skrobi a skrobia ma niższy indeks bo się musi trochę przetrawić no chyba, że jest gotowana (rozkleikowana, czyli rozwalone są jej ściany komórkowe) wtedy idzie to szybko. Dlatego gotowane ziemniaki mają dość wysoki indeks. Oczywiście nie jak daktyle, które mają największy bo mają najwięcej glukozy i mało błonnika. Fruktoza to monosacharyd ale mimo wszystko nie jest wchłaniana przez człowieka bezpośrednio. Wątroba ją musi przerobić na glukozę we wcale nie takim łatwym procesie a to trwa stąd im więcej fruktozy w owocach tym mniejszy indeks oczywiście w korelacji z błonnikiem. Nawet gotowane (uparowane jabłko) z rozkleikowanym włóknem nie doścignie daktyla czy banana sklepowego w indeksie. 🙂

        Także myślę, ze warto to rozpatrywać. Ten indeks, bo jeśli ktoś je dużo nawet nie koniecznie rafinowanych cukrów ale owoców o wysokim indeksie i nie podejmuje ruchu w sensie wysiłku fizycznego to mu to idzie w kwas palmitynowy w osadzający się tłuszcz.
        Czy coś pomyliłem?

      2. Jah Maya 27 sierpnia 2012 o 18:15

        Jejku te literówki mnie gnębią 😉
        Oczywiście miałem na myśli dzikie rośliny i owoce także a naturze. 🙂

      3. Jah Maya 27 sierpnia 2012 o 18:19

        A jeśli chodzi o różnice w witaminach to Ci wkleiłem chyba gdzieś tu na blogi różnicę pomiędzy jabłkiem sadowym a dzikim. Dzikie mimo, cierpkawe i kwaśnawe witaminek ma tak uśredniając i generalizując 6-7 razy więcej. To sporo. 🙂 Dlatego i nie tylko dlatego, moim zdaniem warto uzupełniać dietę przynajmniej 5-10% w dzikie rośliny a nie tylko sklepowe. Z czym wspomniany, Wit LFRV chyba nie za bardzo się zgadza z jego awersją do ziół i do paleo o czym wczoraj wspominał (wypominał) chyba ze trzy razy. 🙂

  4. NotMilk 27 sierpnia 2012 o 19:05

    Moje zdanie w przypadku węglowodanów zawartych w owocach będzie podobne do tego, jakie ma Wit LFRV. Należy je zdecydowanie odróżniać od białego silnego kwasu, jaki potocznie nazywa się ‚cukrem’, który jest zupełnie inaczej metabolizowany niż cukier zawarty w owocach (produkt pełny). Poza tym zawierają one coś śmiercionośnego dla oddychających w sposób beztlenowy komórek rakowych – tlen. Rafinowany cukier nie zawiera go w ogóle, jak i enzymów, czy 99,9% pozostałych substancji, jakie były w buraku, czy trzcinie cukrowej. Według mnie Pepsi nie powinnaś się niczym przejmować na swojej 811 😉
    *
    Pepsi: eksperymentowałaś z sokiem z pokrzywy z proponowanymi dodatkami?
    *
    Mocno ściskam!!! 🙂

    1. Jah Maya 27 sierpnia 2012 o 19:26

      wszystko spoko ale nie pisz, że sacharoza jest kwasem i w dodatku silnym (co za bzdura) bo nie jest. Nawet w najprostszym ujęciu według klasycznej definicji Arrheniusa.
      sacharoza: pH: około 7 (100 g/l H2O, 20°C)
      słaby kwas cytrynowy: pH (50 mg/1 ml): 1,8 – 2,2

      Co to oznacza: sacharoza daje odczyn obojętny.
      źródło: POCH

      1. Jah Maya 27 sierpnia 2012 o 19:41

        Ona nie lubi soku z pokrzywy bo taki oprócz okresu Majowego musi być konserwowany stężeniem 16-18% etanolu. 😉

        1. pepsieliot 27 sierpnia 2012 o 20:27

          rozgryzłeś mnie Jahu, ja lubię tylko ten z C2H5OH

      2. pepsieliot 27 sierpnia 2012 o 20:29

        Jahu co się wymądrzasz :))))))))))))))))))))))))

      3. Jah Maya 27 sierpnia 2012 o 20:33

        sorry specyfika zawodowa 🙂

      4. Jah Maya 27 sierpnia 2012 o 20:34

        chyba bez C2H5OH? 🙂

      5. NotMilk 27 sierpnia 2012 o 20:39

        Jednak w ludzkim organizmie sytuacja wygląda inaczej Jah i do tego odnosiła się moja uwaga. Gdyby był kwasem w takim znaczeniu, to problemu z uzależnieniem od tej substancji raczej, by nie było z wiadomych względów 😉 Określenie ‚silny kwas’ w stosunku do tej substancji jest użyte m.in. na tej stronie:
        *
        http://www.wholelifewithjin.com/sugar.html
        *
        W przypadku miodu Jah mam pewne wątpliwości, jak go zaklasyfikować – w końcu niby określa się go mianem naturalny, ale z drugiej strony jest produktem przetworzonym (wytwór pszczół) oraz bardzo skoncentrowanym. Poza tym z moich własnych doświadczeń powoduje szybkie psucie się zębów – działa na nie bardziej destrukcyjnie niż rafinowany cukier:/ Nie wiem, czy nie jest lepszym rozwiązaniem konsumpcja kwiatów, np. robinii akacjowej?
        *
        Pozdrawiam Jah!!! 🙂

      6. Jah Maya 27 sierpnia 2012 o 20:57

        NotMilku… wolałbym klasyfikację substancji chemicznych pozostawić chemikom 😉

        Miód produkowany przez pszczoły a czemu to ma być z tego powodu być nienaturalny? 🙂
        Czyżby nasza sperma czy mleko też nie była naturalna? 🙂 Nie idzmy za nadto w definicjach. Słowo naturalny nic dzisiaj już nie znaczy.

        Miodu nie spożywa się przecież w postaci skoncentrowanej tylko jako słodzik kalorycznie bądź leczniczo. Już podawałem z czym ja np. łącze miód.
        Miód kiedyś wyglądał inaczej. teraz są miodarki (wirówki) elektryczne.
        Na dziko to jadło się miód wygrzebany z barci w całości razem z całym plastrem miodu, z pierzgą i czerwiami pszczół.

      7. Jah Maya 28 sierpnia 2012 o 00:05

        a co do cukru to oczywiście tez zgadzam się z Witem.

        miód oczywiście mimo wszystko jest to towar luksusowy jedzony sporadycznie.

        a co do zębów. cukier dopiero szkodzi w pewnym rozcieńczeniu. Jakbyś sobie włożył łyzeczkę cukru do buzi i potrzymał go tam do rozpuszczenia a później dokładnie przepłukał buzie to wrecz zabijesz wszelkie ustrojstwa. A miodem jeszcze lepiej.
        Cukiet w takim stezeniu jest bakteriobojczy poprzez cisnienie osmotyczne jakie wywiera na komorkach mikroorganizmow rozwalajac im sciany komorkowe.
        Szkodliwy jest dopiero jak w malych stezeniu rozpuszczony slina lub w przetworzonym jedzeniu czy tez herbacie osadza sie na zebach

        Myje zeby teraz glinka kiedys pasta raz na kilka dni, nie mam ani jednej plaby
        codziennie myje woda
        w mlecznych zebach mialem dwie. Wiec jakos daje radę z ta próćhnicą

      8. Jah Maya 28 sierpnia 2012 o 00:43

        Jaz prze zawartość cukru też. W miodzie się konserwowało różne rzeczy z tego względu. Bodajże sułtan turecki głowę poległęgo Jagielończyka sobie w miodzie zakonserwował i oddał chyba któremuś z późniejszych króli.
        Mówisz, że nie masz guru a czasem mam wrażenie, że Ty we wszystko wierzysz co Ci ta Twoja dietetyczka mówi bezkrytycznie. 😉
        Na tym to ja się znam akurat. Na bakteriobójczym działaniu różnych substancji także zawodowo 🙂

      9. Jah Maya 28 sierpnia 2012 o 01:03

        Wiem co to guru. Przecież trochę żartowałem.
        Tak tak pszczółki dodają do nektaru i między innymi trochę własnych bakteriobójczych substancji aby to się nie popsuło zanim zgęstnieje i pewnie z wielu innych. 🙂
        Tak się sprawdza też zafałszowanie miodu cukrem. Stężeniem tyhże substancji.

    2. pepsieliot 27 sierpnia 2012 o 20:21

      Not Milku, pozwolisz, że przychylę się do Twojej opinii, a jeżeli chodzi o pokrzywę, to mam już wszystkie ingredienty i zaraz sobie zaparzę to gówno :)))

      1. NotMilk 27 sierpnia 2012 o 20:46

        Dziękuję Pepsi 🙂 Mam nadzieje, że z tymi ingredientami będzie bardziej znośna, a zmysły dadzą się nieco zwieść oraz przekonają się do tego smaku. Na pewno dasz radę to przełknąć.
        *
        Jah-ale jak sok z pokrzywy piję się bezpośrednio po wyciśnięciu to nie jest już chyba konieczne takie konserwowanie etanolem?

      2. Jah Maya 27 sierpnia 2012 o 20:50

        Tak ale sok z tego gówna można uzyskać tylko w Maju

      3. Jah Maya 27 sierpnia 2012 o 20:51

        a psuje się po 3 dniach trzymania w lodówce!
        Myślałem, że to oczywiste w mojej wypowiedzi 😉

      4. NotMilk 27 sierpnia 2012 o 21:22

        😉

  5. Basia 27 sierpnia 2012 o 19:19

    To w końcu można te owoce bezkarnieżreć czy nie, czy może można, ale pod warunkiem przebieżki minimum 10km:))? Też się kiedyś nad tym cukrem zastanawiałam, a także nad taką sprawą, że jak spojrzysz w tabele kaloryczne jakiekolwiek to owoce to błonnik, witamina C i potas. Innych witamin i minerałów mają bardzo malutko w porównaniu z zielonymi liściakami czy jakąś marchewką nawet.

    No i zgadzam się Pepsi, że trudno jest znaleźć dla ludzi alternatywę, nie tylko chodzi o kasę, ale przede wszystkim tryb życia. Już to widzę jak Pani w biurze od 9 do 17 będzie z zielonymi shakami i wielką michą surowizny do pracy poganiać albo z 30 bananami, a tak pakuje piers kurczaka z makaronem brazowym i brokułem do pudełka i ma z głowy. Mięso jest niezdrowe ze względu na nasycone tłuszcze, hormony itd, ale kurde jest tak skoncentrowane jeżeli chodzi o białko i przyswajalne wit B. Nawet na weganizmie gotowanym trzeba sporo wsunąć, żeby taki kawałek krowy nadrobić. A ja wbrew temu co często na witariańskich blogach czytam(że ludzie non stop wpieprzają bo im składników odżywczych brakuje i dlatego są non stop głodni) to widze coś wręcz odwrotnego. Ludzie jedzący zwierzęta zwykle jedzą rzadziej, są szybciej najedzeni, po drugie w dupie mają celebrację posiłku i jakieś tam zasady, że 5 małych jest lepszych niż śnaidanie i obiadokolacja. Takie są moje spostrzeżenia, może ktoś jednak ma inne doświadczenia.

    Dzięki, że drążysz:)

    1. Jah Maya 27 sierpnia 2012 o 19:31

      Basiu z tymi tłuszczami nasycony to już przeszłość. Opierają się na jednym badaniach gościa, który zrobił je błędnie i w dodatku sfałszował aby mu wyszło to co chciał rzekomo udowodnić. Nasycone są w porządku jak najbardziej. Wielu witawegan zresztą (jak zdążyłem się zorientować) jeśli uzupełnia dietę o jakiś tłuszcz nawet w małych ilościach to robi to często o olej kokosowy czyli nasycony.

    2. pepsieliot 27 sierpnia 2012 o 20:24

      Polać Basiaczkowi, ścisk 🙂

    3. NotMilk 27 sierpnia 2012 o 21:12

      Basiu – w sumie nie jedząc mięsa je się więcej, ale wynika to chyba raczej z lepszego apetytu (przynajmniej w moim wypadku). Mi jest łatwiej zjeść ponad kilogram bananów niż 100 gram mięsa;) Raczej o nadrabianiu kawałka krowy, czy innego stwora raczej nie myślę;) Dla mnie najbardziej skondensowanym pożywieniem są zboża, a wśród nich amarantus (ponad 400 kcal na 100 g), ale jego najwyżej zjem 150 g (po ugotowaniu więcej) i poza tym w odpowiedniej oprawie 😉
      *
      Pozdrawiam Basiu!!!

      1. Jah Maya 27 sierpnia 2012 o 21:22

        Sorry NIeMleko. Pewnie wyjdzie, że się czepiam znów. 😉
        Szarłat Wyniosły nie jest zbożem. Przynajmniej biologicznie. Bywa tak nazywany, ze względem na to, że po przetworzeniu nasion na mąkę przypomina zboże ale… nie jest trawą biologicznie. 🙂
        To podaje jako ciekawostkę nie jako przytyk. 😀

      2. NotMilk 27 sierpnia 2012 o 21:31

        Nie czepiasz się Jah 😉 Klasyfikowany jest do rzędu goździkowców, ale sam traktuje go jako ‚zboże’ podobnie jak grykę, która należy do rdestowatych 😉 Postaram się o unikanie zbyt potocznych sformułowań w dyskusji.
        *
        Pozdrawiam Jah!!!:)

      3. Jah Maya 27 sierpnia 2012 o 21:46

        Nie luz… nie unikaj… ja po prostu interesuje się roślinami i przyrodą z uwzględnieniem tych pokarmowych i leczniczych. Stąd tylko ciekawostka.
        Czy człowiek zainteresował się tę rośliną bo jej ziarno przypominało zboże, czy może to zainteresowanie i uprawa człowieka zmieniły tak jej właściwości, że stała się podobna do zboża. 😀
        Oto jest pytanie. 🙂

      4. NotMilk 28 sierpnia 2012 o 09:30

        To ciekawe Jah, chociaż biorąc pod uwagę jej południowoamerykańskie pochodzenie można przypuszczać, że zarówno mogła zainteresować tamtejszych mieszkańców ze względu na wygląd oraz smak nasion, jak i to, że została potem poddana podobnym zabiegom jak kukurydza, chociaż nie stała się tak ogromna oraz ma więcej dzikich walorów. Może świadczyć o tym zasobność jej nasion w wiele składników odżywczych (kukurydza ma je przeważnie w mniejszej ilości-ma właściwie nieco więcej witaminy B1 i B2).
        *
        Widzę, że zęby myjemy podobnie glinką, choć teraz używam przejściowo mydła Aleppo, a przede wszystkim po posiłku zawsze płucze usta wodą 😉
        *
        Po połowie września powracam i zdam relacje o doświadczeniach z niektórymi ‚dzikimi’ roślinami 😉 Pozdrawiam wszystkich, życząc owocnego miesiąca!!! :)))

      5. NotMilk 28 sierpnia 2012 o 09:32

        Zapomniałem jeszcze dodać jako ciekawostkę o amarantusie, że nie znosi oprysków pestycydami 😉

  6. Basia 27 sierpnia 2012 o 19:23

    Choć oczywiscie są witarianie, którzy jedzą jak przysłowiowe wróbelki i dobrze funkcjonują, choć na pewno jakby sobie do cronometra wpisali to pewnie by wyszło że niedojadają

  7. pepsieliot 27 sierpnia 2012 o 20:25

    no ja do tych wróbelków nie należę niestety

    1. NotMilk 27 sierpnia 2012 o 21:21

      Ja również Pepsi 😉 Jednak żeby mieć siłę, a 10 metrów jelit nie rozleniwiać, trzeba sobie kilka kilogramów pożywienia zjeść 🙂 U mnie w rodzinie to wszyscy jacyś tacy mięsożerni i bez energii, a mnie ona przepełnia. Według mnie jedzą po prostu za mało wiadomych produktów, które poprawiają apetyt oraz nie obciążają zbytnio przy trawieniu ustroju.
      *
      Życzę owocnego wieczoru Pepsi!!!

      1. pepsieliot 28 sierpnia 2012 o 08:02

        Dzień dobry Not Milk, też dużo jem dobrego 🙂

  8. Jah Maya 27 sierpnia 2012 o 20:43

    Apropo dyskusji wcześniejszej.
    Im organizm żywy bardziej oddalony ewolucyjnie od człowieka tym mniej o nim wiemy na pewno.
    Śmierć i zabicie organizmu w naturze do której należy człowiek to zjawisko krytyczne (czy to zwierzęcia, rośliny czy grzyba) i mocne choć zupełnie normalne i pospolite. Tym niemniej żadna śmierć się nie marnuje i nie idzie na darmo pomimo, że z rzadka dochodzi do niej ze starości. Dopóty jest harmonia wszystko kręci się wokół cyklicznego wrzeciona czasu i energii.
    Uwaga: Nie jest moją intencją wywoływać dyskusji. Wklejam tylko artykuł do refleksji.
    http://www.newscientist.com/special/plant-senses?cmpid=NLC%7CNSNS%7C2012-2708-GLOBAL%7Cplant&utm_medium=NLC&utm_source=NSNS&utm_content=Plant

    1. NotMilk 27 sierpnia 2012 o 20:47

      Dobrze Jah:)

      1. Jah Maya 27 sierpnia 2012 o 21:04

        🙂

    2. Jah Maya 28 sierpnia 2012 o 01:21

      Nie chciałem wywoływać dyskusji ale fajnie słyszeć Twoją opinię.
      Nie zgadzam się z tym rozmnażaniem wegetatywnym. W naturze i w świecie zwierząt również ma to miejsce choć oczywiście nie u kręgowców oczywiście.
      Ale już człowiek jak zechce zabawić się w boga to poradził i sobie z tym i labolatoryjnie: z kilku komórek odtworzy całość. To tak na marginesie, ze człowiek mógłby zastąpić pszczoły i wymyślić jakieś urządzenia. Nie wiem czy wiesz, że opracowują stworzenie syntetycznego mięsa. 😀
      Ciekawe co na to wszystko mięsożerne roślinki? 😀

    3. Jah Maya 28 sierpnia 2012 o 01:24

      Jaz skąd wiesz, że bakterie nic nie kumają? Pantofelek też?
      sorry ale ludzkośc ma za mało pokory w mani swojej wielkości aby tak odgórnie autorytarnie snuć takie nibyfakty. 😀
      mhmm

    4. Jah Maya 28 sierpnia 2012 o 16:26

      Jaz, ja mam po prostu mniej naukowe podejście do sprawy i do przyrody chyba. 😉

    5. Jah Maya 28 sierpnia 2012 o 20:45

      Wszystko spoko… ale ja jeszcze dołożyłbym „serce” do rozumu i wiedzy.

      1. pepsieliot 29 sierpnia 2012 o 08:35

        Jahu co Ty bredzisz, to przeciez my nie jemy zwierząt głównie z tego powodu

    6. Jah Maya 29 sierpnia 2012 o 10:09

      masz racje

    7. Jah Maya 29 sierpnia 2012 o 10:11

      Nie sugeruję, że nie masz „serca” skąd? Użyłem to jako przenośni to pojmowania i postrzegania rzeczy zjawisk na świecie. A nie chodziło mi o randkę. 😉
      Nie udawaj, że nie rozumiesz o co mi chodzi 😛

    8. Jah Maya 29 sierpnia 2012 o 10:17

      Pepsi a Ty wiesz o czym mówimy?

    9. Jah Maya 29 sierpnia 2012 o 14:09

      Drogi Jazgocie.. nie cierpię grać. 🙂
      mam na myśli intuicję, kontakt pozamaterialny itd… 🙂
      Zaczepiasz mnie?

  9. pepsieliot 27 sierpnia 2012 o 21:06

    Tak Jahu, wyciszenie i refleksja:)

  10. Basia 27 sierpnia 2012 o 22:08

    A jak ma się tak bogata w cukry proste dieta do grzybicy? ja mam problem z nawracającymi zajadami i częśto one właśnie po różnych owocowych smoothie mi się ujawniają. Zastanawiam się czy nie odstawić na czas jakiś, choć akurat tak ładnie bananki na mnie patrzą. Nie mówię, że owoce powodują grzybicę,a le może po prpstu się zaraziłam, a owoce przez to że to cukier prosty ja podtrzymują. Macie jakieś pomysły?

    1. Emilia 28 sierpnia 2012 o 01:02

      Tez mam ten problem.. Zajady to wirus ktory moze dopadnac kazdego ale to u kogo sie zatrzyma a u kogo przejdzie bez objawy zalezy juz od innych czynnikow, ktorych jak na ten czas jeszcze nie poznalam. Cos z tym cukrem jednak musi byc. Zajady mialam ostatni raz po dwoch tygodniach diety zblizonej do 811 a potem na wakacjach we Francji gdzie jadlam praktycznie tylko owoce lub lody i takie tam specjalnosci z bialej maki, cukru ,tluszczu, nieweganskie, na ktore sobie pozwalalam. Wtedy to juz moje inne problemy ze skora zaczely kwitnac nie tylko w kaciku ust ale to moja wina, nie dziwie sie. Nie mam zajadow jak jem bardzo zroznicowana diete tak jak obecnie (Owoce na sniadanie a potem jedynie jako przekaska w ciagu dnia)
      Nie wiem w jakich ilosciach owoce jadasz ale ja akurat bym poprobowala i wyszukala ilosci takich ktore dla Ciebie sa ok. 🙂

    2. pepsieliot 28 sierpnia 2012 o 08:05

      Jeżeli chodzi o candidę to można jesc ogromne ilości owoców i jak nie jesz tłuszczu, to nie rozwija się, ale inne grzybice, nie słyszałam żeby witarianie na 811 mieli takie kłopoty

  11. Basia 27 sierpnia 2012 o 22:14

    swoją drogą kto był pierwszy Nocuń czy Graham?: http://weganizm.blox.pl/2012/08/Tomasz-Nocun-8211-weganski-lekarz.html
    nie wiedziałam ze w Polsce ktoś promuje dietę „jeszcze więcej węgli, jeszcze mniej tłuszczu’ niż w 811

    1. Jah Maya 28 sierpnia 2012 o 22:52

      To pewnie pytanie z cyklu: Kto był pierwszy: Kajko i Kokosz czy Asterix i Obelix…

  12. Carolla 28 sierpnia 2012 o 06:04

    Mam nadzieje ze nie namace ale czy slyszeliscie o Grape Cure??? Zalaczam linka a przeciez winogrono jest bardzo wysokie w cukier,,,to jak to jest ze leczy raka??? 🙂
    http://www.cancertutor.com/Cancer/GrapeCure.html

  13. pepsieliot 28 sierpnia 2012 o 08:10

    Jazz ja też jem owoce rano, dużo więcej niż Ty i nie jem daktyli, bo mają dla mnie nudny smak, coś jak miód, którego też nie lubię, ale jem dużo mango, melonów, jagód no i bananów, bo chyba od nich jestem uzależniona, potem w ciągu dnia skubnę jakiegoś owoca, a jem już tylko warzywa w dużej ilości 🙂

  14. pepsieliot 28 sierpnia 2012 o 08:16

    Carolla sorry za wordpressa, który uznał Twój post za spam :)) ale już go uwolniłam i dzięki za link

  15. Emsi 28 sierpnia 2012 o 17:26

    Wracając do jądra tematu (myślę, że jądro brzmi lepiej niż jajo), tak sobie myślę że ten cukier z owoców ma inne właściwości niż cukier rafinowany. Podejrzewam (bez jakiejkolwiek uzasadnionej przyczyny), że np. cukier trzcinowy, nierafinowany jest mniej szkodliwy niż białe „złoto” z polskich rafinerii. I dalej, jeśli witaminy w formie sztucznej wg niektórych badań są uważane za wręcz szkodliwe dla organizmu, a witamina z banana – nie, to per analogicum compactum cyfricum można równie dobrze uznać cukier z wiśni za ok. a cukier biały diamant za bardzo daleko od ok. Uściski dla Pepsi E :).

    1. pepsieliot 29 sierpnia 2012 o 08:34

      Emsi, czytałam, że cukier brązowy czyli z trzciny cukrowej jest tylko podbarwiany, aby go odróżnić od buraka, i że to to samo, natomiast melasa, to już co innego

      1. Jah Maya 29 sierpnia 2012 o 10:14

        zgadza się 🙂
        ale nawet melasa jest niekorzystna. Jeśli już to sok z trzciny cukrowej albo buraka ale….
        Wiecie ile naturalnie przodkowie zawierali sacharozy. Dużo dużo mniej. Burak cukrowy jeszcze w XIX wieku zanim zaczęto produkować z niego cukier właściwie trudno by nazwać cukrowym. 🙂

      2. Jah Maya 29 sierpnia 2012 o 10:16

        pamiętajmy, że to jedne z najbardziej zchemicyzowanych upraw a melasa to w końcu produkt uboczny przy produkcji czyt. nieoczyszczony.

        1. Emsi 29 sierpnia 2012 o 12:41

          Co do zchemicyzowanych czy też schemicyzowanych upraw … Dla mnie słowo chemia nie jest tym, czym święcona woda dla diabła. Tlen to też związek chemiczny. Przydały by się jakieś konkrety na temat tej chemii. Taki kwasek cytrynowy najzdrowszy nie jest, ale czy lepiej pić kamień z czajnika czy jednak użyć kwasku do czyszczenia.

      3. Emsi 29 sierpnia 2012 o 12:32

        Pepsi, to są plotki;). Jest cukier trzcinowy lepszy i gorszy. Oczywiście, że są skurkowańce którzy trudnią się smutnym procederem podbarwiania cukru, ale jest też cukier trzcinowy nierafinowany, możesz go bez problemu dostać w Krakowie. Pewnie żaden nie należy do najzdrowszych, ale wg mnie jednak jest różnica i to spora.

      4. Jah Maya 29 sierpnia 2012 o 13:19

        Konkrety proszę bardzo: do nawożenia buraków cukrowych bywa używany nawet pył (sadza) z komina cukrowni w którym znajduje się zapewne prawie cała tablica Mendeleyewa 😉 Jako, że cukier bywa rafinowany do 99% to kto by się tym przejmował.
        A melasa to przecież produkt uboczny, który można sprzedać w sklepie bio na 4 razy wyższą cenę niż cukier. Jak chcą to kupować to czemu nie.

  16. pi 29 sierpnia 2012 o 10:44

    Ciekawy art!
    Wita ma rację z tym ładunkiem glikemicznym, wg mnie również jest to ważniejszy czynnik niż IG.
    IG wydaje się takim trochę sztucznym wskaźnikiem, coś jak PKB 😉

    1. Jah Maya 29 sierpnia 2012 o 11:17

      czemu sztuczny? Bardzo prosty wskaźnik.
      Bada się człowieka po zjedzeniu jakiego przetworzonego żarcia lub świeżego po jakim czasie następuje wzrost poziomu cukru we krwi. Tzn. po jakim czasie od spozycie energii można tę energię spalić. Bardzo prosty i przydatny wskaźnik.
      Reszta to kwestia interpretacji jeśli chodzi o komplikacje trawienne i medyczne. Ale samego wskaźnika bym się nie czepiał zwłaszcza, że jak przypominam w naturze nie było gotowego jedzonka z wysokim indeksem. Tak więc fajnie, że powstał taki wskaźnik i ja z niego korzystam. 😀

      1. pi 30 sierpnia 2012 o 18:20

        To o czym piszesz, to właśnie jest ładunek glikemiczny, który bierze pod uwagę porcję, czyli nie bada, co się stanie jak zjesz wiadro marchewki (bo to jest mało realne), tylko co się stanie jak zjesz jedną marchewkę.

      2. Jah Maya 30 sierpnia 2012 o 18:32

        okey. w każdym razie warto znać

    2. pepsieliot 29 sierpnia 2012 o 13:41

      Hej pi, IG większość witarian odrzuca w tym Graham i Pantenaute, czy jak mu tam, i najjwiększą kasę na tym zrobił Montigniac ze swoją dietą i produkcją pseudo żarcia, po którym o mało nie wykończyłam się na skręt kiszek, tak myślę 🙂 że to był skręt, ale na poważnie to nie wiem na czym polega Ładunek glikemiczny dokładnie z definicji, bo dla mnie odpowiedź Wita jest zwykle zamotana, i nie wiem też czy w kwestii odłożonego tłuszczu chce kasę ode mnie, czy od potencjalnych klientów? Ale kto za to da kasę, co się dzieje z tłuszczem, byle tylko zniknął :))

      1. pi 30 sierpnia 2012 o 18:24

        Różnica jest taka, że IG nie bierze pod uwagę porcji, tylko ile czegoś trzeba zjeść aby zjeść razem z tym 50g węgli. A ŁG bierze wartość IG i rozkłada to na standardową porcję. Czyli co z tego, że np. marchewka ma duży IG skoro nie nakładasz jej sobie 2kg na talerz tylko 1 sztukę.

  17. pepsieliot 29 sierpnia 2012 o 13:44

    Myślę Jazgotttu, ze Graham to jednak zbadał przynajmniej empirycznie, bo ma setki ludzi którym to zapodaje na różne schorzenia cywilizacyjne przez dziesiąt lat

    1. Jah Maya 29 sierpnia 2012 o 14:12

      Amen…. (uwaga przyklasnąłem Ci całym sercem chóralnie! )
      I co do Grahama i co do poziomu cukru. 😀

    2. Jah Maya 29 sierpnia 2012 o 14:28

      Co do drugiej części wypowiedzi mam podobnie.
      Co do 80/10/10 nie będę swoja opinią męczył tu was 🙂

    3. Jah Maya 29 sierpnia 2012 o 14:44

      Chociaż z drugiej strony mogłaby się rozkręcić dyskusja aby nadrobić komentów Pepsi w rankingu. Pepsi na który miejscu dziś jesteśmy w plebiscycie? 😀

    4. pepsieliot 29 sierpnia 2012 o 18:40

      Jazgotttu wiesz że każdego dnia kocham Cię bardziej, masz rację w kwestii teorii i efektów, ale podobno graham udzielił kiedyś darmowej porady telefonicznej naszemu Witowi, uwielbiam Ciebie czytać, bo wpadam na pomysły, które Ty wymyślasz ;)))))))))))))))))))))

    5. pepsieliot 29 sierpnia 2012 o 18:43

      Jazgotttu Ty przeżyjesz wszystkich, bo masz racjonalne podejście do wszystkiego, łącznie ze stresem

    6. Jah Maya 29 sierpnia 2012 o 19:27

      hahaha słyszałem o tej darmowej poradzie 🙂
      dlaczego jeszcze Wit. oficjalnie nie dystrybuuje tej diety w Polsce?

    7. Jah Maya 29 sierpnia 2012 o 19:29

      I od tej pory od czasu tej porady:…. coś się zmieniło…. świat się zmienił…. wykuto 9 magicznych pierścieni…. i jeden…. 🙂

      1. pepsieliot 29 sierpnia 2012 o 19:32

        JM do Ciebie się tym razem uśmiecham 🙂

    8. Jah Maya 30 sierpnia 2012 o 14:31

      Szczerze: DR nie wygląda na super atletę. Wygląda raczej na mocno wysuszonego tymi węglami. 🙂
      Inaczej, FreeLee to niezła laska, przyznać trzeba 😉

    9. Jah Maya 30 sierpnia 2012 o 14:32

      Widzisz Jaz. jak łatwo o nadinterpretację. Ja cały czas drążę i wątpię. Ten kto bez pokory pewny jest swoich racji i myśli, że ma zawsze rację musi być wariatem. 🙂

    10. Jah Maya 30 sierpnia 2012 o 16:30

      Ale DR jest do przesady zasuszony. Dobrze nie wygląda. Ani mięśnie nie ma super no i tkankę tłuszczowej też za mało. Przesadza z cukrami. Za mało tłuszczu.
      Zresztą widać to po jego osiągach. Nie ma znowu jakiś super.
      Dobrze to wygląda rzeczywiście frutarianin Michael Arnstein.
      Albo Tim Olson http://timothyallenolson.wordpress.com/ rekordzista ultramaratonu na 100 mil na wysokim tłuszczu. 😛

    11. Jah Maya 30 sierpnia 2012 o 16:32

      Eee przesadzasz. Wątpię, że na weganiźmie da się utrzymać wszystkich ludzi na Ziemi. A zwątpienie to przeradza się w prawie przekonanie. I to Cię tak boli. Boś idealistka. 🙂 😛
      Do reszty rzeczy nie odnosiłem się z taką pewnością. Ale wystarczy jedna, że rzecz która za boli i się robi projekcje na całość.

    12. Jah Maya 30 sierpnia 2012 o 16:52

      No dobra dobra… obrończyni się znalazła. uważaj bo FreeLee będzie zazdrosna. 😛
      Że DR dobrze się wiedzie na 811 to będzie można powiedzieć jak będzie na niej 10 lat.
      Bądź konsekwentna.
      Narazie to jest kilka lat a wcześniej mocno eksperymentował. Przeskakiwał z diety na dietę co też dobrze nie wpływa na organizm. Wcześniej był na wysokim tłuszczu Wita, a jeszcze wcześniej na jakimś paleo i wciąż pił kawę. Cóż…

      Nie zgadzam, żeby dobrze robić na 811 to nie jest prosta dieta w sensie organizacji życia. Primo dośc droga jeśli pominąć owoce najsłabszej jakości i nie taka łatwa do zdobycia aby mieć wszystkie niezbędne składniki. A także inne organizacyjne sprawy robią trudność.
      Także biegacz Michael na 811 wcale nie łyka węgli w postaci owoców podczas biegu tylko: żele i napoje, pigułki z solą, preparat (spray?) likwidujący gazy w organiźmie oraz kofeine w postaci coca-coli (fuj :P)

      Co do weganizmu jak wiesz uważam, że nie wszyscy mogą sobie na niego pozwolić i jest duzo więcej komplikacji niż tylko to B12 w aspekcie ogólnoludzkim a nie jednostkowym.

    13. Jah Maya 30 sierpnia 2012 o 16:53

      Nie… Ty rzuciłaś rękawice w postaci tekstu, że trzeba mnie temperować bo pozjadałem wszystkie rozumy czy coś w tym stylu… (nie chce m sie czytać ponownie)

    14. Jah Maya 30 sierpnia 2012 o 16:55

      Twój chłopak nie jest zazdrosny, że tak dużo ze mną przesiadujesz w necie?

    15. pepsieliot 30 sierpnia 2012 o 17:56

      Jazgotttu ja nie mam takiego stosunku do wszystkich ludzi, którzy zarabiają kasę na swojej pasji, jedni się łatwą skurwiają dla kasy, a inni potrafią robić wielkie rzeczy i nie odpuszczają, jak Picasso, ale nie wiadomo kto dla kawałka chleba jest w stanie się sprzedać, dla przeżycia, a kto ma cenę bezczelną, chociaż wie że sprzedaje syf. Ja uważam, że jak ludzie porządnie zapłacą za 811 Grahamowi, to przynajmniej jest szansa, ze na tej diecie wytrwają 🙂 Tylko niech mi ktoś jakoś wyjaśni co chciałam powiedzieć

    16. Jah Maya 30 sierpnia 2012 o 18:15

      Albo zadowolony, że siedzisz przy kompie i nie wdajesz się z nim w dyskusje 🙂

  18. Basia 29 sierpnia 2012 o 13:55

    melasa też ma dużo żelaza, więc nie jest przynajmniej taką pustą kalorią jak cukier jakikolwiek. A co sądzicie o takich rzeczach jak ksylitol albo stewia?

    1. ewa 29 sierpnia 2012 o 15:38

      To było mi potrzebne. Dzięki Pepsi ,dzięki komentatorzy,Ewa

    2. pepsieliot 29 sierpnia 2012 o 18:42

      stewię jako pierwsza w Polsce dodałam do swoich suplementów jako środek słodzący, natomiast ja w ogóle niczego nie dosładzam, ale jak ktoś musi to właśnie chyba stewia jest nawet lepsza od ksylitolu

      1. Jah Maya 30 sierpnia 2012 o 14:35

        a ja się upieram przy dzikich owocach i miodzie do dosładzania, jeśli ktoś musi.
        W każdej roślinie da się coś znaleźć. Każda roślina ma jakieś trucizny. 😀
        Ba część trucizn jest nam bezwzględnie niezbędna np. glukoza 😀

      2. Jah Maya 30 sierpnia 2012 o 16:39

        No badali badali…. ale to rafinowany skomplikowana alkoholowa substancja. Nie spożywana przez człowieka. Ja wolę być bliżej natury. Szczególnie, że nie mam problemy z gorzkimi smakami i nic nie słodzę poza miodem czasami ale to i tak rzeczy już słodkie. A wręcz przedkładam gorzkie smaki ponad słodkie. Za słodkimi nie przepadam. Taka czekolada albo wafelki słodkie bleeee.
        Ale jak ktoś musi używać cukru to rzeczywiście ksylitol chyba lepszy. Sam go użyłem do półwytrawnego cydru w zeszłym roku.

      3. Jah Maya 30 sierpnia 2012 o 16:41

        też mi odkrycie. Wszyscy ludzie spożywają substancje które mogą być truciznami.
        chodźby zwykła wodę. 🙂 Więc nie jesteś wcale wyjątkowa.

      4. Jah Maya 30 sierpnia 2012 o 17:49

        No właśnie tak to jest jak się wypowiadasz a nie odrobisz lekcji chodźby sprawdzając na wiki. Sok brzozowy nie ma ksylitolu. Gałęzie też. To jest substancja przetworzona, wyprodukowana w laboratorium dopiero.
        Całe szczęście Twoje wypowiedzi również pozostaną na tym blogu bo mogłabyś niemały chaos w głowach wprowadzić ludziom.
        Woda jak najbardziej dla Ciebie też może być trucizną chyba, że jesteś marsjaninem. A to możliwe sądząc po Twoich wypowiedziach. 😉
        Zresztą dośc dwuznacznych.
        Ziemniak zwłaszcza niedojrzały jak najbardziej zawiera truciznę co się zowie Solanina. Zresztą wszystkie psiankowate ją zawierają. Niedojrzały pomidor 😛
        I to nie ja się tego dopatrzyłem tylko wiedza i nauka, encyklopedia. Czyli rzeczy chyba które Ty tak bardzo poważasz.
        Kiedyś takie madre rzeczy napisałaś czego chłopak Cię nauczył. Popieram

      5. Jah Maya 30 sierpnia 2012 o 17:51

        Brzoza czy kukurydza nie produkuje ksylitolu jeno człowiek z brzozy. Zalecam lekturę.
        Jesteś tak pragmatyczną osobą a bierzesz do ust coś co nie wiem czy jest.
        martwię się o Ciebie. 😛 😀

      6. pepsieliot 30 sierpnia 2012 o 17:59

        Producenci aspartamu znaleźli haczyk na stewię, od dziesięcioleci była używana w ameryce południowej, a potem w stanach, tylko jak miałą wejść do europy to zrobiła się szkodliwa

      7. Jah Maya 30 sierpnia 2012 o 18:14

        Brzozy to moja pasja, mogę Ci mój artykuł podesłać ale po co skoro nie jestem wiarygodnym źródłem czyli: szukaj sama 😛
        No i znów pomyłka: miód akacjowy zawiera najwięcej sacharozy ze wszystkich miodów. Nawet specjalne normy są dla niego przez ta wyjątkowość.

      8. Jah Maya 30 sierpnia 2012 o 18:34

        A wieć musisz szukać albo uwierzyć mi na słowo, że brzoza w składzie ksylitolu nie ma. 😉

      9. Jah Maya 30 sierpnia 2012 o 18:35

        zresztą można go robić z różnego drewna po prostu z brzozy jest najbardziej opłacalny i w Finlandii jest dużo brzóz. A poza za to dobry marketing

      10. pepsieliot 30 sierpnia 2012 o 18:50

        jazgotttu ja żartuję:)

      11. pepsieliot 30 sierpnia 2012 o 19:34

        no tak, tylko ja powiedziałam że producenci aspartamu ogłosili że stewia jest szkodliwa, i to był żart, chociaż mogłaby by być to korporacyjna prawda 🙂

      12. Jah Maya 30 sierpnia 2012 o 19:58

        Nie czytaj Jaz między wierszami. Nie wywołuje paniki ksylitolem. Ba sam bym go się nie bał tyle, że nie jest mi do niczego. tylko nie mów, że jest bardziej naturalny i mniej przetworzony niż cukier i miód. Jesteś jakaś przewrażliwiona. No ale w sumie masz nadmiar estrogenu aktualnie chyba…

      13. Jah Maya 31 sierpnia 2012 o 23:32

        I tak Cię lubię Jaz…
        Nie napisałem artykułu o ksylitolu bo po co mi on.
        napisałem o soku brzozowym.

      14. Jah Maya 31 sierpnia 2012 o 23:34

        Co do okresu. Ważne są to hormony progesteron i estrogen. I ich wzajemne relacje odpowiadają za Twoje rozdrażnienie. Umiesz szukać po googlu a wiki Ci nie straszny jak dałaś do zrozumienia więc sobie poradzisz. 🙂

      15. pepsieliot 1 września 2012 o 07:46

        Ale tak na prawdę nie mam pojęcia co by można było słodzić na 811 :))i powiem szczerze, że nigdy bym nie wzięła do ust, agawy, cukru, ksylitolu, stewii, miodu i Państwu też radzę 🙂

  19. Basia 29 sierpnia 2012 o 17:04

    Jazgottt jak u siebie tą candidę zdiagnozowałaś, są jakieś badania z krwi?

    1. Basia 30 sierpnia 2012 o 14:45

      Dzięki za odpowiedź, od roku mam uporczywie nawracające zajady, nie pomagał B complex, miałam morfologię z żelazem i cynkiem, testy alergiczne na parę rzeczy i nic. Natomiast zauważyłam że mi się to nasila po owocowych smoothie, od niedawna równoważę je zielonymi liśćmi, nie piję już czysto owocowych. Zajadom towarzyszy poranny biały nalot na ustach, jak znowu wróci to pójdę krew zbadać pod kątem candidy. Ale ze strony układu pokarmowego nie mam żadnych rewelacji. Może się zaraziłam wcześniej i cukry proste w tak skondensowanej postaci ją dokarmiają.

    2. Jah Maya 30 sierpnia 2012 o 14:48

      A jakie są objawy oczywiste?

  20. Jah Maya 29 sierpnia 2012 o 18:30

    Tak sobie głośno myślę.. jeszcze nie spotkałem i nie słyszałem o osobie, która byłaby na dieta wegańskiej niskotłuszczowa i a tym bardziej na 80/10/10, która nie miałaby wcześniej dość poważnych dolegliwości medycznych typu candida itd… lub nadal jest chorą osobą.
    Musi to być dobra dieta lecznicza. Jednak dieta lecznicza nie równa się dieta naturalna. Całe szczęście, bo odpukać jestem zdrów jak ryba.

    1. Jah Maya 30 sierpnia 2012 o 14:38

      Jaz a jak ktoś się nie zgadza albo głośno ma wątpliwości to go tam banują. hehehe
      I powstało forum: http://30bananasadaysucks.com/ gdzie to wszystko opisują. 😀
      nie wiem czy widziałaś. hehehe

    2. Jah Maya 30 sierpnia 2012 o 16:35

      no jasne tak jakby 30bananów nie było anty 😛
      Jest akcja to i reakcja. normalne. Chodź mnie też takie podejście nie podoba się.
      Dlatego koleś typu DR nie ma żadnej mocy jak dla mnie.

    3. Jah Maya 31 sierpnia 2012 o 23:30

      DR to idiota. Przykro mi rzadko wydaje tak jednoznaczne opinie o kimś. Ratuje go tylko to, że potrafi mnie rozśmieszyć swoim idiotyzmem na maksa.
      Zresztą tylko szaleniec je 72 banany dziennie.
      Strona 30 bananas jest bardzo anty. Oglądnij sobie filmiki tego idioty. Czasem zastanawiam się czy nie więcej niż 50% procent jest tych anty czemuś.

    4. Jah Maya 1 września 2012 o 15:34

      Wiesz, jeśli ktoś sam nie mając jakiś niesamowitych rezultatów, nagrywa na kamerkę ludzi, którym pod koniec maratonu, triatlonu czy innego wytrzymałościowego sportu „odcina prąd” i upadają, dochodzą do mety na czworaka, płaczą (ang. „hitting the wall” – Znaczy, że skończył im się glikogen w mięśniach) i wyśmiewa ich publicznie. Dodając do tego komentarz, że właśnie tak się biegnie na ketonegenezie podczas diety niskowęglowodanowe np. paleo. Biorąc pod uwagę, że ludzie Ci najprawdopodobniej nie uzupełnili cukru na czas, biorąc pod uwagę, że nie są przyzwyczajeni do dobrego spalania ketonów bo są być może na nienaturalnej dla człowieka diecie wysokowęglowodanowej, biorąc pod uwagę, że coraz więcej maratończyków interesuje się dietami niskocukrowymi i w tym roku Tim Olson będąc na diecie niskowęglowodanowej wygrał ultramaraton bijąc rekord o bodajże 19 min. spalając i glukozę i ketony. Biorąc to pod uwagę DR jest jest nie tylko chujkiem ale także idiotą.

      Poza tym on ma jakiś dziwny uraz do paleo an której sam był i poległ bo może pij za dużo kofeiny jak sam mówi. Ja nie piję wcale a energii mam dość. 🙂 Poza tym na różnych ludzi gada tyle bzdur i w dodatku nieprawdziwych, oczernia ich, wyśmiewa ich partnerów, robi wycieczki osobiste. Nagrywa kogoś na kamerkę pod pretekstem inteligentnych pytań i ciekawości a później robi z tego prawdopodobnie bez wiedzy tej osoby pośmiewisko z tej osoby, nie informując w filmie, że ta osoba była chora w momencie kręcenia filmiku. Zachowuje się jak męska dziwka. Dziwne, że nikt mu jeszcze ryja nie obił. A może obił ale nie chce się przyznać, że na tych swoich 30 bananach można by go pewnie strzepnąć ja komara w locie co za dużo bzyczy.
      😀

      1. pepsieliot 1 września 2012 o 18:23

        Jahu, ale nawijasz makaron na uszy. Można biec 500 kilometrów po pustyni i są takie biegi, można próbować biec na zapasach glikogenu z mięśni, ale jeżeli mózg nie dostanie węgli i wody, to ma się nieodwracalne zmiany. Ludzie nawet na dietach wysoko białkowych na 3 dni przed maratonem robią ładowanie węglami. Nic nie wiesz o bieganiu kiedy nie masz za sobą 35-go kilometra. Zobaczysz co się będzie działo. Biegłam wielokrotnie dystans półmaratonu, to jest pestka w porównaniu z maratonem. Zostaw DRa w spokoju, robi dobrą robotę, moim zdaniem. Piszesz że jesz poasikoniki i nie myjesz zębów pastą, tylko przepłukujesz wodą. Wiesz, że za to ktoś mógłby Cię też chcieć zbesztać?

    5. Jah Maya 1 września 2012 o 20:57

      A czy ja mówię aby nie ładować mięśni węglami. Piszę, że można być dostosowanym do korzystania z ketogenezy i dzięki temu wolniej spalać glikogen, unikać dzięki temu efektu „ściany” i na długich dystansach być może biegnąc dzięki temu bardziej efektywnie.
      Ale ja piszę o sobie a nie besztam innych ludzi za to. To olbrzymia różnica.

      Rozumiem Pepsi. chętnie dowiem się co się dzieje i co może się wydarzyć. Ale dlaczego DR z nich szydzi. Nie mając pojęcia kim są.

    6. Jah Maya 1 września 2012 o 23:06

      Idiota albo dupek…
      Ciągle na niego trafiam… nagrywa tych filmików po 10 dziennie na temat wszystkiego… masakra

    7. Jah Maya 2 września 2012 o 16:56

      No ale przyznasz, że wyśmiewanie się z ludzi którzy w bólach kończą bieg jest nieładne.

    8. Jah Maya 2 września 2012 o 17:19

      Ja pierwszy raz go tak wyśmiałem publicznie tutaj bo mnie ten filmik na który przypadkowo trafiłem podkurwił trochę.
      Zwróć jednak uwagę, że to wyśmiewanie personalne osobnicze a nie do wszystkich ludzi na jakieś innej diecie na przykład. Co ciekawe on z taką samą zaciętością wyśmiewa diety paleo jak inne wegańskie czy wegetariańskie które odbiegają od 811 a już najbardziej nienawidzi Davida Wolfe, który skadinąd dietę witariańską też promuje.

    9. Jah Maya 2 września 2012 o 17:50

      myślę, że tłuszcz z kakao byłby dla Ciebie pikusiem w porównaniu ze świeżą byczą krwią które pije Wolfe 😉
      A ja tłuszczyk a i owszem dobrze toleruje jak się domyślasz i zawsze wolałem niż słodycze. A dziś przydał mi się przydał jako paliwo 😉

  21. Wegaspoko 29 sierpnia 2012 o 18:36

    Witam wszystkich 🙂
    Ostatnio zakupiłem miesięcznik wegetariański.
    I reklamują w niej naturalny słodzik ziołowy Stevia jest on w płynie ma podobnie pierwszorzędny smak, 60-100 razy słodszy od rafinowanego cukru( a w necie piszą, że nawet 400razy), substancja pochodzenia naturalnego o niskim IG, łatwo przyswajana przez organizm i metabolizowana w taki sposób jak substancje odżywcze.
    Co nim sądzicie ? Czy używaliście?
    Zastanawiam się spróbować.

    Do dziś używam syropu z agawy.

    Pozdrawiam

    1. Jah Maya 29 sierpnia 2012 o 18:43

      e tam 400 razy….. 666 razy słodszy. Sprawdziłem laboratoryjnie…

    2. pepsieliot 29 sierpnia 2012 o 18:48

      Wegaspoko, stewia o wiele lepsza od soku z agawy, bo nie zawiera cukru 🙂

  22. Wegaspoko 29 sierpnia 2012 o 18:48

    To pewnie wody dolały do tej Stewi w płynie dlatego tylko 100razy

  23. pepsieliot 29 sierpnia 2012 o 18:55

    pewnie tak, stewia jest chyba najdroższa ze wszystkiego, więc z powodów merkantylnych ją chrzczą

    1. Jah Maya 29 sierpnia 2012 o 19:24

      hehe… lana stevia

  24. Wegaspoko 29 sierpnia 2012 o 21:47

    Więc zakupie stevie. Jestem ciekawy jak jest słodka :). Podobnie występują w formie płynu, proszku, tabletkach i liściach. Tabletki i proszek=nienaturalne (nie lubię tabletek). To zostaje mi w formie płynu i liściach. Muszę szukać w płynie 100% Stevia z wyciśniętych liści.
    Naukowo jest potwierdzone. zwiększa energię, spalamy zbędny tłuszczyk, obniża ciśnienie krwi, cholesterol i dużo innych właściwości 🙂

  25. Wegaspoko 30 sierpnia 2012 o 18:13

    Dzięki Jazgogott coś podobnego jak ze spiruliną sproszkowaną. 🙂 Już wiem.
    Zorientuję się jeszcze gdzie kupić :). Może u mnie w mieście będzie.

  26. Wegaspoko 30 sierpnia 2012 o 20:02

    Jazgottt po twoich komentarzach widzę, że długo jesteś na weganizmie lub witarianizmie
    Ja jestem rano na witarianizmie, a później na weganizmie, wieczorem witarianizm lub weganizm. Mieszam strasznie, a podjadam jak frutarian 🙂
    Myślę spróbować przejść na 811. Ale czy nie za wcześnie? jestem tylko pół roku 🙁 na weganizmie

    Pozdrawiam

    1. pepsieliot 30 sierpnia 2012 o 20:44

      Wegaspoko, ja uważam że możesz być 75% na surawce, 25% na gotowanym i w całości na 811, to bardzo dobrze się sprawdza w naszym klimacie i daje mega energię do sportu

    2. Jah Maya 31 sierpnia 2012 o 23:25

      O rany raptem od marca jesteś Jazgott. A to już wiem dlaczego taka mądra. 🙂
      Zawsze młodzi konwertyci tacy oblatani i twardzi 😛
      Też mi… to nawet ja dłuzej nie jem sera 😛

    3. Jah Maya 1 września 2012 o 15:43

      Czy jeszcze nie skonstatowałaś, że ja nie jestem wege również ze względów zdrowotnych? 🙂
      Tyle samo można znaleźć naukowych argumentów za i przeciw. Większość ludzi wybiera re opracowania i te tłumaczenia, które pasują do ich ideologii a może i gustów żywieniowych.
      Sadam podjeść pyszne krewetki: na surowo 😀

    4. Jah Maya 2 września 2012 o 17:02

      Dobra Jaz. kończymy te gadki z chatki. Ciesze, że Ornish Ci służy, Cieszę się, że Pepsi służy 811. MI ta moja narazie też całkiem spoko.
      konkluzja jest taka jak być tylko mogła. Jest wiele diet. Jednym służy jedno, innym służy drugie. Zwykle jednak wszyscy się zgadzają, że wysokoprzetworzone żarcie jest słabe jeśli chodzi o zdrowie jako baza pożywienia.
      Dieta wegańska jest super dietą lecznicza a że większość społęczeństwa amerykańskiego jest chora i polska im coraz bardziej kibicuje to weganizm bez popadania w obsesje (jak Campbell napisał) to dobra opcja dla wielu.
      A i planeta i zwierzęta na tym skorzystają w jakimś procencie.
      Przyjmiecie taką konkluzję?
      Miłej reszty niedzieli.

    5. Jah Maya 2 września 2012 o 17:27

      Nie zgadzam się, że tylko B12 to problem. Omega 3 to też problem. Nie wszyscy efektywnie konwertują ALA na długołańcuchowe. Pepsi pisała o tym.
      Do tego najlepsze nasycone tłuszcze, które poza kokosem malutko w roślinach.
      Do tego w diecie wegańskiej często występują najbardziej zakwaszające, najbardziej chorobotwórcze jeśli chodzi o choroby cywilizacyjne: ziarna pod przykrywką, że pełnoziarniste podczas gdy są prawie ta samo szkodliwe.
      Także często pojawiają się lektyny jako niezdrowe źródło białko. To już wegewitarianizm dla niektórych osób może być zdrowy. Weganizm to nie jest normalna dieta dla człowieka dla mnie.
      Większość zresztą toksycznych substancji w wysokoprzetworzonym jedzeniu produkuje się z roślin.
      Nie chciałaś konkluzji po dobroci to nie.
      Weganizm dla mnie to niezdrowa dieta.
      Spadam. paaaaa

    6. Jah Maya 2 września 2012 o 17:40

      NIe ma na to dowodów. 😛
      Tylko nie odwołuj mnie to Chiny Study bo tam nie ma na to dowodów

    7. Jah Maya 2 września 2012 o 17:42

      a ty ciągle z tą dietetyk kliniczną.
      Mogę Ci znaleźć taką dietetyk która stwierdzi, że mięso jest lepszy niż ziarna i strączki i co z tego. Jeśli ktoś uważa, że pozjadał wszystkie rozumy i jest tylko jedna najlepsza dieta dla człowieka to nie nadaje się na dietetyka.

    8. Jah Maya 2 września 2012 o 19:03

      A to bardzo chętnie. Ja pragnę zgłębiać tę wiedzę z każdej strony bez względu na światopląd który wcale nie jest niezmienny.
      Daj znać kiedy i jak. A najlepiej jakbyś sama szła i mnie zaprosiła

  27. Wegaspoko 30 sierpnia 2012 o 21:38

    Dzięki Pepliot
    Na tym mi najbardziej zależy. Czuję, że mam energię. Nieraz to czuję się jakbym miał ADHD ale nie w tym stopniu jak naprawdę.
    Ci co jedzą mięso. To tak przejść na surowe to ciężko by było. Moim zdaniem mięso można zaliczyć do narkotyków ciężkich. To nic śmiesznego.
    Nic do nich nie mam bo to większość społeczeństwa w naszym kraju. Kiełbasa, schabowy, mielony, pierogi z mięsem itd. Myślę, że nie wrócę do tego. Ważne jest robić badania, a mięsożercy tego nie robią i nieraz jest za późno. Ja robię badania raz w roku. Nie wiem jakie teraz mam wyniki. Zrobię po pół roku weganizmu i muszę po niedzieli iść sprawdzić i porównać z poprzednimi, w których miałem lekko podwyższone limfocyty 41% gdzie norma była 25-40,
    AST w surowicy- 36,00 U/L norma 0,00-35,00
    ALT w surowicy- 51,00 U/L norma 0,00-45,00
    GGTP w surowicy- 67,00 U/L norma 0,00- 55,00
    To wyniki po jedzeniu mięsa.
    Zobaczymy co będzie po wynikach na weganizmie zdrowym 🙂 mało tłuszczowym i mało białkowym.
    Cholesterol w normie.
    Podam wyniki po weganizmie zdrowym- kogoś to ciekawi?

    Pozdrawiam 🙂

    1. pepsieliot 30 sierpnia 2012 o 21:45

      Wegaspoko, fajnie że zdroworozsądkowo podchodzisz do tego, mięsojady nie robią zwykle badań kiedy nic się nie dzieje, my o wiele bardziej kontrolujemy nasze zdrowie, jednak jakies niewielkie wahnięcia zawsze mogą się pojawić i myślę że należy też mieć na uwadze co się jadło dzień przed badaniami, tak na prawdę powinno się być poprzedni dzień na lekkiej niskokalorycznej diecie, pozdro:)

    2. Jah Maya 1 września 2012 o 09:29

      Buahaha No to mnie ubawiłaś Wegaspoko.
      zaraz se w żyłę zapodam swój narkotyk

  28. Wegaspoko 30 sierpnia 2012 o 21:44

    Dzięki Pepsi zmotywowałaś mnie. Tylko muszę poznać głębiej 811. Na twoim blogu była podana strona http://www.stevepavlina.com/blog/2007/12/30-days-raw/ i jeszcze http://www.30bananasaday.com/ Spoko stronki.

  29. Wegaspoko 30 sierpnia 2012 o 21:53

    Czyli na badania iść najlepiej zjeść dzień przed badaniami bardzo zdrowo niskokaloryczne posiłki i dużo wody.Już wiem. Myślę o lekarzu weganinie i takich w moim mieście nie ma . A zapewne lekarz weganin ma lepsze pojęcie. Muszę poszukać w Krakowie gdzie często bywam i pewnie tam znajdę.
    Pozdrawiam

    1. pepsieliot 31 sierpnia 2012 o 07:34

      Wegaspoko, badania i tak zrobią Ci w każdym laboratorium 🙂

  30. Wegaspoko 31 sierpnia 2012 o 09:26

    A to wiem, że zrobię na miejscu. Można w formie płatnej i z NFZ częściowo.:)

  31. Wegaspoko 31 sierpnia 2012 o 09:42

    Podobnie jest gościu który przyjmuje zaledwie 87 g białka. I mówi, że przyjmowanie większej ilości białka jest bardzo ryzykowne z tłuszczami też nie przesadza. Pisał o tym Cambell, że wystarczy 10%.
    Nie stosuję żadnej suplementacji, a także nie przyjmuje witaminy b12,
    Podobnie są ludzie, którzy są na diecie wegańskiej już od 20 lat bez b12 i nie mają żadnych problemów z b12. Czy jest sens przyjmować b12 każdemu.?-ciężki temat do rozgryzienia, bo ludzie różnie piszą.
    Nazywa się CHARLIE ABEL http://www.30bananasaday.com/profile/CharlieAbel.
    Pozdrawiam

    1. pepsieliot 31 sierpnia 2012 o 10:03

      Pisałam dwa artykuły o B12, gdzieś na początku tego bloga. Ponieważ witamina B12 to produkt bakterii, nie ma też jej jako tako w mięsie, ani w niczym, po prostu do mięsa musi się dostać ta bakteria. W warunkach laboratoryjnych też biorą takie bakterie i ich produkt kupuje się w postaci suplementu, więc jakieś specjalne trzymanie się kurczowo zasady, ze nie będę się suplementował nie jest w tym wypadku wskazane, tym bardziej, że często mięso też jest naszczykiwane B12, więc wielokrotnie nawet mięsożercy się suplementują. Właściwie nie da się przedawkować witaminą b12, podobno jakieś ogromne ilości mogłyby spowodować gorsze widzenie, ale nie ma na to przekonywujących dowodów, natomiast braki b12 są bardzo nie dobre, a skutki często nieodwracalne, łącznie z ciężkimi chorobami psychicznymi i neurologicznymi, czy też udarem, czy zawałem, jakby się jadło smalec łychą. Braki b12 dopiero można odczuć po 3 latach, a do tego rzeczywiście 30% ludzi potrafi w jakiś sposób pozyskiwać b12 z jelita grubego, podobno u nich jej zasoby są już w gardle i wcześniejszej od jelita grubego cześci przewodu pokarmowego. Przeczytaj te moje dwa wpisy, kontrowersje i wg Cousensa. Ja się suplementowałam, ale po badaniu krwi (niestety nie homocysteiny, bo nie robią w tym ośrodku gdzie byłam) miałam ponad górną granicę normy, więc zaprzestałam, pozdro

    2. pepsieliot 31 sierpnia 2012 o 10:04

      87 g białka dla gościa co waży 75 kilo jest spoko 🙂

  32. Wegaspoko 31 sierpnia 2012 o 10:21

    Dzięki Pepsi 🙂
    Poczytam 2 pierwsze wpisy i muszę poczytać na weekendzie całego bloga 😉

    Pzdr,

    1. pepsieliot 31 sierpnia 2012 o 11:52

      one nie są pierwsze Wegaspokusiu tylko jedne z pierwszych 🙂

  33. Basia 1 września 2012 o 17:54

    Jahu , weganizm jest akurat świetnie zbadany – największe organizacje dietetyczne się o nim pozytywnie wypowiadają, ciężko to podważyć. Ja jestem taką hipochondryczką, że w życiu bym nie przeszła na tę diete bez pewności. Czytałam opracowania z ADA, WHO – nie mówię że tylko weganizm jest zdrowy, a jak ktos zje kurczaka z eko farmy raz na tydzień to umrze na raka, mam pokorę wobec nieprzewidzianych i niezbadanych czynników(kto może wiedzieć do końca co raka wywołuje) ale naprawdę te argumenty Twoje to dziwne są. Zresztą, nie rozkminiajmy tego może. Ojciec mojego chłopa przez rok żył o surowej lebiodzie – brzuch miał z głodu wydęty i cienkie nóżki, ale zyje po dziś dzień, na umyśle zaskakująco świeży, choć nie bez problemów z kręgosłupem i czymś tam jeszcze. A my tu dywagujemy czy zbilansowana dieta weganska z mnóstwem warzyw, owoców, kasz i uzupełniona o B12 położy kogoś trupem. To chyba już są dylematy na siłę:)

    Miłej soboty:))

    1. pepsieliot 1 września 2012 o 18:26

      Basia, mam w Tobie wielkie oparcie, ścisk 🙂

    2. Maja 1 września 2012 o 20:57

      Jeśli mogę zapytać Basiu z jakiego powodu ojciec Twojego chłopaka żył rok na surowej lebiodzie? Na co chorował? Moja mama ma raka i już parę miesięcy jest na raw, nie w 100 proc ale jakies 60, 70 i na razie efektów spektakularnych nie ma, ale choroba się nie rozwija.

      1. Jah Maya 1 września 2012 o 21:24

        Kilka miesięcy to jeszcze krótko chyba. 🙁 Powodzenia w walce z rakiem…

      2. pepsieliot 1 września 2012 o 22:36

        Maja, to że się choroba nie rozwija to też już dobry znak, serdecznie Cię ścisk

      3. Basia 2 września 2012 o 01:42

        Maju rodzice mojego chłopaka są mocno leciwi, on późnym bardzo dzieckiem jest. I tata żył na ukrainie w czasach UPa, głodu itd. Więc ta lebioda to nie z wyboru była. Zresztą on do dziś nie może patrzeć na szpinak, szczaw, bo mu sie to przypomina. Wybredny nie jest, ale zieleniny nie je:(

        BArdzo mocny ścisk za Twoją mamę i dla Ciebie przesyłam:)

      4. Jah Maya 2 września 2012 o 08:18

        Wstręt do zieleniny np. do niespożywania pokrzywy, lebiody właśnie i innych pospolitej dzikiej lokalnej zieleniny bierze się właśnie ze wspomnień i naleciałości kulturowych związanych z dietą głodową. A szkoda.

    3. Jah Maya 1 września 2012 o 21:06

      Baśka inne diety też są świetnie zbadane. A wiele zbadanych diet ma tę przewagę nad np. weganizmem, że jakaś grupa geograficzna, etnograficzna stosuje ją setki jeśli nie tysiące lat. Przyznasz, że to dość spora przewaga i nawet Ornish czy Atkins nie będą mieli takiego asa w rękawie w postaci badań na takich grupach ludzi.

      Nic takiego nie napisałem, że położy kogoś trupem jakakolwiek dieta może od wysoko-przetworzonej.

      Tylko nie pisz, że Atkins umarł na swojej diecie hehe :), bo ten argument często się podaje a to tak jakby wytykać Grahamowi, że ktoś umarł stosując jego dietę. 🙂

      1. Jah Maya 1 września 2012 o 21:20

        A wogóle to za bardzo nie wiem do czego się odnosisz teraz?
        Ja nie jem kurczaka raz na tydzień. Teraz jak biegam intensywnie jem dzika, sarnine, ryby, owoce morza, indyk codziennie chodź w małych dość ilościach lecz trzy razy na dzień średnio. Białka czerpie tylko z mięsa i zieleniny ewentualnie z jajek. Tłuszcz jem głównie zwierzęcy razem z mięsem. Oprócz tego czasem dodaje do surówek nasiona lnu, konopi czy sezamu. Czasem avokado. Jem sporo pestek różnych. Czysty tłuszcz tylko sporadycznie dodaje dodaje czasem a jeśli już to albo kokosowy albo eko gęsi smalec. Oliwa rafinowana stoi prawie nieużywana. Roślinnych zimnotłoczonych przestałem kupować bo nie zdążałem ich zużyć zanim się utleniły, zwłaszcza konopny i lniany więc lepiej rozgryzać ziarenka. I dobrze tak się ułożyło bo według mnie najlepsze są tłuszcze zwierzęce w tym rybi a także olej kokosowy. Ciau

      2. Basia 2 września 2012 o 01:28

        Jahu nie mam pojęcia na co umarł Atkins:) Naprawdę od swojej diety?

        Wieściłeś zagładę ludzkości w przypadku przejscia na weganizm, nie tylko w jednym poście zresztą, ale dyskusje internetowe mają to do siebie, że się używa skrótów myślowych, więc może się źle zrozumieliśmy.

        Napisz mi proszę, które diety stosowane od tysięcy lat są dokładnie przebadane i jednocześnie udowodniono im pozytywny wpływ na zapobieganie chorobom cywilizacyjnym, które trapią nas, a nie naszych przodków.

        Zaletą diety Ornisha nie jest jej ponadczasowość(bo oczywiście ponadczasowa nie jest) tylko to że według rzetelnych badań na ludziach z naszego kręgu czasowo-kulturowego znakomicie sprawdza sie w profilaktyce, a nawet cofaniu zmian chorobowych, które szczególnie nam dokuczają (miażdżyca, cukrzyca, niektóre nowotwory). Powinno to być dla nas bardziej interesujące niż to jaka dieta sprawdzała się akurat u plemienia Atakapa czy jakiekolowiek innego:) Oni mieli zupełnie inne problemy.

        1. pepsieliot 2 września 2012 o 08:39

          Basiu, Atkins pośliznął się niefortunnie kiedy szedł do pracy na oblodzonym amerykańskim trotuarze w wieku 72 dnii umarł w szpitalu po 9-ciu dniach , bodajże w wyniku niewydolności krążeniowej w śpiączce.

      3. Jah Maya 2 września 2012 o 08:10

        No ale to co piszesz to są diety lecznicze i tutaj wegańska surowa dieta np. Gersona rzeczywiście dobrze się sprawdza. Z sukcesami. Należy jednak odróżnić diety lecznicze od diet „normalnych”, które wystarczy, że zapobiegają i minimalizują ryzyko wystąpienia chorób cywilizacyjnych. Dieta normalna to nie jest dieta ala amerykańska.
        Dla takich rzeczywiście weganizm i trzymanie się takich radykalnych zasad oraz popadanie w obsesje to może dobry wybór. Jednakowoż i całe szczęście nie jedyny.

      4. Jah Maya 2 września 2012 o 17:07

        Oczywiście, że 100% weganizm zwłaszcza, ten oparty o produkty kupowane w sklepie jest radykalny. Dlatego, że to sterylna dieta roślinna czytaj syntetyczna w rozumieniu naturalnych diet ssaków. Dlaczego? Odnoszę Cię do mojego artykułu o Długości przewodu pokarmowego u ssaków a dieta.
        A teraz wybacz… właśnie przebiegłem 35 km pierwszy raz w życiu. Uzupełniłem węgle, białko i tłuszczu odrobinę i lulaj do łóżeczka chyba. 🙂

      5. Jah Maya 2 września 2012 o 17:33

        Otóż to
        ziarno jest naturalne ale dla szczurów 😀

    4. Jah Maya 1 września 2012 o 21:30

      Baśka ale to nie od dziś wiadomo, że niedojadanie przez jakiś czas dobrze wpływa na zdrowie. Weźmy chociaż tych co przeżyli (jeśli już przeżyli) gułagi gdzie tez jedli lebiodę i czosnek. Mają dziś po 102 lata i są w pełni samodzielni.
      Obżeranie się jeszcze nikomu nie pomogło a odwrotnie a i owszem a nawet głodzenie się. Wiem, że na tym blogu to niepopularna teraz ale: „Na początku był głód”.
      Większośc ssaków szuka pożywienia i jeśli już do niedojada a nie leży obżarta z grubych brzuchem, nawet jesli gromadzi zapasy.

      1. pepsieliot 1 września 2012 o 22:39

        Jahu, to straszne co Ty jesz, jakoś tak miałam nadzieję, łudziłam się ze tylko pasikoniki

      2. Jah Maya 1 września 2012 o 22:56

        Przykro mi, że Cię zawiodłem… gdyby Szarańcza do Polski powróciła to może dałoby radę… a takto malutkie te pasikoniki są ale serio myślę na hodowlą świerszczy.

      3. Basia 2 września 2012 o 01:36

        Właśnie nie jestem pewna czy da sie wyciągnąć takie wnioski, że jak człek nie dojada to mu na zdrowie wychodzi. Znamy pewnie personalnie po kilku ludzi co tą Syberię przezyło na głodowych racjach, a umarło od takiej diety tysiące. Po prostu przeżyli najsilniejsi.

        Choć nie wykluczam, że masz rację, sama się zastanawiam jak to jest z tym
        niedojadaniem. Nie czytałam Campbella, tam chyba jest coś o tym, nie?

        1. pepsieliot 2 września 2012 o 08:40

          Basia, są choroby cywilizacyjne, i to zwykle chodzi o przeżeranie się białkiem zwierżecym i tłuszczem oraz choroby biedy, tutaj właśnie dochodzą do głosu pasożyty, niedostateczne odżywienie

      4. Jah Maya 2 września 2012 o 08:16

        Chyba nie za bardzo.
        Ja czytałem, słyszałem po prostu konkretnych ludzi, którzy np. wyróżniali się tym w gułagu pośród innych jedzących głodowe porcje suchego chleba, że załatwili sobie czosnek. Aktualnie mają ponad sto lat. Nie podam Ci konkretnych nazwisk bo nie pamiętam ale była taka audycja w radiu i oni byli gośćmi. Byli żołnierze AK.
        Trochę na temat głodu jest też tu: http://www.piw.pl/fragmenty/glod.htm

      5. Jah Maya 2 września 2012 o 17:15

        powstrzymam się od komentarza 🙂
        Przypisywanie mięsu tak generalnie mięsu (pomijając już jakość mięsa) większości czynników chorobotwórczych to naprawdę lekka przesada i tu już się kiedyś co do tego zgodziliśmy.
        Już więcej szkód mleko może wyrządzić. Ba..
        Wciąż uważam etycznie, że w mleku jest 10 razy więcej okrucieństwa niż w steku.
        I jako wolalbym być mięsną krową z dwojga złego niż mleczną w zachodniej kulturze.
        Zresztą to o czym pisałem wcześnie i część odzwierzęca mojej diety czyli jakieś 10-% objętościowo chyba nie powinno Was dziwić. 😉

  34. Basia 2 września 2012 o 01:30

    „A wogóle to za bardzo nie wiem do czego się odnosisz teraz?
    Ja nie jem kurczaka raz na tydzień.”

    Jahu, to nie było do Ciebie personalnie, ogólnie mówiłam:)

  35. Basia 3 września 2012 o 08:14

    Jahu, w Polsce podział na krowy mleczne i mięsne praktycznie nie istnieje, przynajmniej nie w takiej skali jak na przykład w Stanach. Większość sprzedawanego mięsa to krowy mleczne, w takim zootechnicznym programie to widziałam – rolnik twierdził, że „specjalizacja” się nie opłaca w Polsce póki co.

    Jeżeli chodzi o głodówki i żołnierzy AK to wciąż są to dane anegdotyczne. Może Ci co ten czosnek wsuwali i jak napisałeś „załatwili go sobie” to ogólnie obrotni byli, mieli silniejszą wolę życia, takim ludziom łatwiej przetrwać, na pewno też byli po prostu silniejsi, więc długich lat dożyli. Większości jednak taka dieta nie posłużyła.

    Jeszcze co do DHA w diecie wegańskiej – przecież jest wegański suplement z glonów, na pewno w ciąży warto brać czy jak ktoś ma do depresyjnych nastrojów skłonności.

    1. Jah Maya 6 września 2012 o 09:52

      A na jakiej podstawie wyciągasz takie górnolotne wnioski.
      Na podstawie tych co nie przeżyli. Doprawdy ciekawe. 😛
      Człowiek nie powinien jeść glonów bo jest zwierzęciem lądowym (teza dr. Graham ;))
      A tak szczerze ja tam bym nie ufał tym glonom. Może to jakieś analogi tych tłuszczów.

      1. pepsieliot 6 września 2012 o 10:02

        Jahu, gdzieś Ty się podziewał?

      2. Jah Maya 6 września 2012 o 10:18

        Jakto gdzie? w dziczy 😀

        1. pepsieliot 6 września 2012 o 11:18

          No właśnie się domyśliłam z fejsa, ze jesteś czy byłeś na mazurskiej dziczy:)

      3. Jah Maya 6 września 2012 o 14:45

        No ale NieMleczko też gdzieś wsiąkł. Przez chwilę banda bab bawiących się w wojsko tu rządziła tylko. 🙂

        1. pepsieliot 6 września 2012 o 15:38

          trening ogólnorozwojowy rządzi Jahu, a nie mrówki

      4. Basia 6 września 2012 o 15:51

        Jak nakarmię 100 myszy lodami truskawkowymi i 95 padnie, a 5 przeżyje to według Ciebie lody to idealny pokarm dla gryzoni? Miło Cię widzieć BTW

      5. Jah Maya 6 września 2012 o 16:17

        Baśka rozmowa bez sensu bo jakby dryfujesz zupełnie z boku a nie dążysz do meritum.
        A czy ja mówię, że oni mieli dietę optymalną. Mówię, że niedojadali lub głodowali czas jakiś. A czy reszta umarła tylko od tego. W jakim procencie przyczyniło się do tego wycieńczenie, depresja psychiczna, katorżnicza praca, separacja lub śmierć rodziny, wszy i inne pasożyty oraz epidemie.
        Jeszcze chwila i ktoś gotów napisać, że jakby wszyscy byli na 811 to by przeżyli te gułagi.

  36. BASIA K. 9 marca 2014 o 20:12

    Witaj Pepsi:-)
    od pewnego czasu czytam Twojego bloga i jestem pod wrażeniem Twojej dociekliwości i wielu cennych informacji jakie tutaj zamieszczasz.
    Ja z powodu bezsilności wybrałam odchudzanie, które promuje m.in. Pudzian i czarna mamba. Przyznam, że kompletnie już się pogubiłam co mam jeść gdyż chce być zdrowa ale też muszę schudnąć ok. 25 kg. Byłam ( jakieś 10 lat temu) ok roku na diecie optymalnej (Kwaśniewskiego) – schudłam przepięknie, wyleczyłam trądzik, skóra była różowiutka, napięta. Później wróciłam do ciast, chleba i efekt – otyłość oraz usunięcie woreczka żółciowego, endometrioza. Mam też kilka miesięcy za sobą diety bez mięsa, glutenu i tak na ok. 45% surowego.
    Na obecnej diecie odchudzającej za duże pieniądze ładnie chudnę ale zaczynam się niepokoić czy sobie nie zaszkodzę. W dni tzw. tłuszczówki (5 dni) jem np. 3 razy łososia ze szpinakiem i łyżką oleju lnianego a na śniadanie jajecznica z pomidorem na maśle. Później są np. 3 dni głównie węglowodanowe ( płatki kukurydziane na mleku sojowym, garść migdałów, śliwki suszone, jogurt, twaróg, kiwi) z białkiem prawie bez tłuszczu. Każdego dnia nie przekracza się ok. 1200 kcal. Na tłuszczówce w ogóle nie czuję głodu. Centymetry w biodrach lecą w dół. Dieta jest monotonna, na początku przed okresem bardzo bolała mnie głowa. Odżywianiem zainteresowałam się gdy moja mama chorowała i zmarła na raka. Czytałam o terapi Gersona, diecie dr Budwig, dr Dąbrowskiej. Ale sama sobie chyba nie umiem pomóc. Jestem dosyć twardą babką, wiele w życiu mi się udało albo jakby ktoś inny napisał sporo osiągnęłam ale temat odchudzania to dla mnie skomplikowana sprawa – delikatnie ujmując. Na samych owocach i warzywach bardzo ciągnie mnie do tłuszczu a w obecnej diecie bardzo brakuje mi owoców, soków z wyciskarki. Zresztą bardziej smakuje mi owoce i warzywa niż jajka i ryba. Kiedy jednak próbowałam zastosować post Dąbrowskiej myślałam że umrę: ból głowy, stawów, słabość – czyli taki detoks, kryzys – ale chyba nie dla mnie.
    Ta droga dieta zakłada też stopniowy wysiłek fizyczny, np. aerobowy a później także siłowy. Człowiek wszystko dostaje gotowe: rozpisane menu, ilość ćwiczeń Masz konkrety, których masz się trzymać i chudniesz.
    Jestem zdecydowana przerwać tę drogą dietę. Proszę Cię i czytelników bloga o jakieś wskazówki, w którą stronę mam pójść. Bardzo podoba mi się dieta dr Budwig ( nieprzetworzone jedzenie, bez mąki, surowe owoce i warzywa, tłuszcz tylko z oleju lnianego, twaróg chudy, można od czasu do czasu rybę, albo sprawdzone chude mięso).
    Mam nadzieję, że nie za długo na swój temat ale potrzebuję jakiegoś światełka. Pozdrawiam Was serdecznie:-)

    1. pepsieliot 9 marca 2014 o 20:42

      Basiu cześć, jutro Ci napiszę, co mogłabym Ci doradzić. Jeżeli ńie miałabyś wątpliwości nie szukałabyś alternatyw, coś Cię zaniepokoiło, więc poszukujesz, słusznie moim zdaniem, ściskam

    2. pepsieliot 11 marca 2014 o 08:38

      Basiu rzuć gałką na program jem i … chudnę z prawej strony na tym blogu, wysłałam Ci wiadomość prywatną, ściskam, peps

  37. MM 9 marca 2014 o 22:25

    Spróbuj zainteresować się dietą Montignaca.

Dodaj komentarz

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się

  • Leczenie dobrą dietą

  • Najnowsze komentarze